wtorek, 2 grudnia 2014

O singlach, wojnie płci i tym czy "z nami coś nie tak" parę słów, czyli o tym, gdzie hasło "nic na siłę" sprawdza się najlepiej.

Zimno jak cholera, mróz niby lekki, ale ja jeszcze nie przywykłam. Grudzień od pierwszych dni nie miał zamiaru nas rozpieszczać, jakby chciał powiedzieć "tak, to prawda, to nie żarty, jesień się skończyła, czas na zimę, haha!". Pędziłam więc na złamanie karku z moje dorywczej pracy, nie patrząc za bardzo przed siebie, a kuląc się na wietrze. I wtedy z impetem na niego wpadłam.
Wielkie bum, zachwiałam się straciłam równowagę, ale przytrzymały mnie jakieś silne ręce. "Znam ten zapach" przemknęło mi absurdalnie przez głowę.

Jak na kobietę jesteś dość wysoka ( na szczęście złapałam wysokiego męża, a co!), 176 cm wzrostu to niemało, jednak musiałam zadrzeć głowę do góry, patrząc, z kim się zderzyłam i kto mnie chwycił, zamiast skurwić nieziemsko za to, że łażę jak totalna niedorajda.
Moim oczom ukazał się promienny uśmiech.
-Maks!- zapiszczałam aż z radości. A piszczeć zdarza mi się rzadko.
Znajoma twarz. Jakże my dawno się nie widzieliśmy. Pół roku? Trochę więcej?

Nasza znajomość może wydać się trochę dziwna, bo na pierwszy rzut oka nasze życia nie przystają do siebie, moje i mojego Męża i Maksa. My trochę zwariowani, jeszcze układający sobie życie, czasem jeszcze dość mocno imprezujący, z coraz to dziwniejszymi pomysłami na życie. On na pierwszy rzut oka niesamowicie poważny, "pan garnitur", mający 36 lat na karku już. Dziwne zestawienie, ale, w sumie, poznaliśmy się w dość dziwnych okolicznościach. A może po prostu, w dziwnym momencie życia Maksa. Jednym z tych złych.

Gdy mój Mąż pracował jeszcze w barze, będąc na studiach, ów elegancki facet zaczął zaglądać do speluny, w której notorycznie i ja spędzałam noce, bo przecież gdzie Mąż, tam i ja. On w pracy, za barem, ja bawiąca się weekendowa i poznająca rzesze nowych ludzi. Śpiąca na kanapach, gdy czekałam na koniec zmiany.
Więc tam poznałam i Maksa, kiedy to siedząc przy barze zagadał, czy jesteśmy parą z Mężem. Trochę nie przystawał do nas wszystkich, barowych ciem, studenciaków na dorobku. Było widać, że po prostu chce pogadać.
Często to barmani są spowiednikami, ale gdy za barem zapierdol, często to spowiednikami stają się ludzie siedzący na hokerach przy barze. Więc tym razem tak jakoś wyszło.
Tej nocy wypiliśmy kilka shotów wódki, kilka drinków, ja jeszcze parę piw. Okazało się, że mam znacznie mocniejszą głowę niż Maks. Okazało się jeszcze, że Maks właśnie przechodzi dość trudny rozwód, dzieli się z byłą już żoną obowiązkami dotyczącymi córki i trochę szuka może tego, co mu uleciało z czasem, trochę rozrywki, trochę odreagowania.
Tak też z czasem, gdy wpadał to na shota wódki, to na kawę jakoś się zbrataliśmy wszyscy. Maks bywał nieraz u nas na imprezach, my wpadliśmy parę razy do niego do domu, ot tak, na piwo, żeby pogadać, zapalić razem papieroska na balkonie, pośmiać się z życia.

Bardzo go polubiłam. Niesamowicie inteligentny i przystojny facet. Jak to żartowała nieraz Roxa, "ten facet ma tak ostro zarysowane kości policzkowe, że boję się, że mogłabym się o nie poprzecinać!". To poprzecinanie się miało więcej znaczeń, dużo barowych ciemek i nie tylko leciało przecież na Maksa.
Jakoś tak wyszło, że ostatnio się nie widzieliśmy. Wymieniliśmy w tym czasie parę maili, telefonów, zdawkowego co tam u ciebie. I my wpadliśmy w wir życia, trochę się przecież pokomplikowało i Maks chyba miał swoje sprawy, jego córka zaczęła mieszkać u niego.
Uciszyłam się jednak niezmiernie, gdy niespodziewanie wpadłam dzisiaj w tym mrozie na niego na ulicy.

-Co tam u ciebie?- zapytałam ogólnikowo, po tym jak go już wyściskałam za wszystkie czasy.
-Stara bieda- zaśmiał się tym swoim uroczym uśmiechem.
-Wiesz, że Kordian nie żyje? - zapytałam prosto z mostu, nie myśląc w ogóle. Też go przecież znał, to pierwsze co przyszło mi do głowy. Nawet nie pomyślałam żeby go zawiadomić. Za dużo ludzi chyba naraz, za dużo...
-Wiem. - powiedział on jednak spokojnie- Dowiedziałem się od Julki. Takie wieści szybko się rozchodzą mimo wszystko i...bardzo mi przykro.
Nie znoszę zazwyczaj tego zwrotu, ale wiem, że Maksowi było przykro naprawdę. Sam bardzo o lubił i...widać było to oczach, po prostu. Wielce wymownych oczach.
Porozmawialiśmy chwilę na ten temat, stojąc na mrozie. Na mrozie nie można się rozpłakać przecież, więc lepiej...
-To gdzie lecisz?- przerwał ten temat widząc, że to chyba nie czas i miejsce, że lepiej by mi było mówić o tym przy piwie. Na tyle już Maks mnie znał przecież.
-Do domu, w sumie. Trzeba by się spotkać jakoś, przy okazji...
-A gdzie mieszkasz?
-Na Łazarzu.
-To w sumie idziemy w tym samym kierunku.
Tak też nie rozstaliśmy się od razu, tylko poszliśmy kawałek dalej, razem.
-To kiedy się widzimy, co? Wiesz, ja teraz niedługo znikam na jakiś czas z Poznania, ale trzeba by nadrobić ten czas.
-Jasne, jakoś się ugadamy.
Szliśmy dalej.
-A...jak tam twoje życie uczuciowe?- zapytałam z uśmiechem. Nigdy mu nie przeszkadzało że o to pytam, bo przecież, od czegoś zaczął ze mną rozmawiać. W ogóle, faceci często lubią ze mną na ten temat rozmawiać, bo jednak bywam jak kumpel, ale mam macicę. Bywam ich pomostem od łączenia światów. Przynajmniej...chociaż troszeczkę.
-Po staremu, też w sumie po staremu.
Aż przystanęłam. Nie wierzę.
-Nadal nikt, nic...?
-No jakoś tak wychodzi, wiesz. Chodzę na randki, czasem się z kimś spotykam, jakiś czas spotykałem się z taką M. i myślałem że może coś z tego wyjdzie...ale mówię ci Frida, jak widzę nieraz tą listę oczekiwań iście biznesowych to szlag mnie nieraz trafia. Serio, nieraz mam wrażenie że to nie ma sensu. Jak się rozwiedziesz albo nie znajdziesz nikogo na studiach w tym okresie gdzie jeszcze wierzysz w romantyczną miłość a nie w zasobność portfela to...
-To uderzaj do studentek! -zażartowałam sobie trochę, żeby rozluźnić atmosferę.
-A weź. Byłem na randce ze studentką.
-Serio?- zrobiłam wielkie oczy. Maks nigdy nie miał skłonności do młodszych dziewczyn, ale w sumie, kryzys wieku średniego się zbliża...
-Serio. I wiesz, też to się chyba zmienia, albo mam pecha, ale też trafiłem na taką, co potem zapytała oczywiście, ile mam kredytu. Wyobrażasz sobie?- zaśmiał się, ale jakoś i tak gorzko.
Doszliśmy do mojej kamienicy.
-To zadzwonię jak wszystko sobie poukładam, musimy się spotkać przed nowym rokiem!
-Jasne. - powiedział, uściskał mnie na pożegnanie i ruszył w swoim kierunku.

Taki świetny facet, a nadal sam!- pomyślałam, otwierając drzwi swojego mieszkania, gdzie przywitały mnie jak zawsze wrzaskliwie moje koty.
Taki świetny facet, mądry, dobry, z zasadami, przystojny jak cholera, nawet dobrze zarabiający a jednak...
W sumie, dziwisz się Frida? -przemknęła mi kolejna myśl w głowie. No....dziwię. Ale...

Nie on jeden sam. Cholera, to jakiś dziwny paradoks naszych czasów chyba.
Wiele fajnych mężczyzn, wiele fajnych kobiet. Nawet w moim otoczeniu. Ludzi w pewien sposób marzących o tym, żeby z kimś być. Mieć się do kogo przytulić podczas zimnych nocy. Ludzi dobrych, inteligentnych, mających jakieś cele. Mogę wymienić ich pełno w moim otoczeniu. Ludzi chcących kochać i być kochanymi w ten jeden sposób, choć to nie jest ich obsesją. Ludzi chcących nawet założyć rodziny, jakoś się ustabilizować. A mimo wszystko...
A mimo wszystko się nie udaje.

W czym tkwi problem? Dlaczego, chociaż jest tylu ludzi, którzy by chcieli, jednak nadal śpią sami? Nie wydaje mi się absolutnie, żeby problem tkwił w nich samych. No bo przecież taki Maks, teoretycznie chodzący ideał w jakiś sposób dla wielu pań. Wydawałoby się że każda od razu rzuciłaby mu się w ramiona a tu...

Może to ci fajni są za wybredni? Nieraz na pewno.
Swojego czasu dwie dziennikarki Wysokich Obcasów miały fajną akcję, w której to napisały ogłoszenie matrymonialne, że szukają fajnego faceta. Potem spotykały się z tymi panami, rozmawiały i starały się wyciągnąć pewne wnioski.
Wyszła z tego wielka awantura w komentarzach, listach wysyłanych do redakcji. Kolejna wojna płci.
Panowie nierzadko zarzucali paniom, że są zbyt roszczeniowe, że szukają od razu milionera bez nałogów z dobrym nasieniem, bo i dziecko od razu być musi. Najlepiej jakby kandydat wykazał listę chorób przebytych od 4 roku życia i całą historię bankową. Nierzadko pojawiał się zarzut, że kobiety po prostu jakby straciły całą wiarę w romantyzm i zamiast partnera, kogoś do miłości szukają kogoś, kto je zatrzyma. W naszych czasach niby nic dziwnego ale...
Inny zarzut z kolei polegał na tym, że panie nieraz mają za duże wyobrażenia. Za dużo książek o szalonych miłościach i Greyach, które poprzewracały w głowach i jak widzą takiego zwykłego Janka, który modelem nie jest, ale jest miły, opiekuńczy, ma nawet etacik w jakiejś firmie czy szkole jako nauczyciel, lubi czytać i lubi zwierzęta, to za mało. Bo tym tylko scenariusze z tandetnych komedii romantycznych w głowie!

Panie nie pozostały dłużne, o nie! Zarzucały, że panowie są nieodpowiedzialni i nie chcą się wiązać na stałe, tylko szukają ofiar swoich seksualnych żądz ( bo panie ich w ogóle nie mają, hyhy...). Nie są w stanie utrzymać rodziny, więc taka Beatka z nim nie zostanie jak chce się rozmnażać. Bo najniższa krajowa nie jest jednak kusząca. Panowie według pań nie tylko nie byli nieodpowiedzialnymi hulakami często, ale i o siebie nie dbali, nie byli na tyle męscy, nie byli romantyczni, nie byli odpowiedzialni co już mówimy...

Widzimy tu jakieś sprzeczności? Bo ja tak.

Tyle współczesny artykuł. Można powiedzieć, nasze czasy to czasy ludzi samotnych, czasy singlów, biednych panów i pań mieszkających pokotem u rodziców, bo nie mają własnej rodziny, ludzi płaczących w wigilię bo nie mają z kim zjeść wieczerzy tego wyjątkowego dnia....Przeklęty XXI wiek, gdzie zanikają więzi międzyludzkie!
To na pewno internet, to na pewno powszechna znieczulica, to na pewno kapitalizm, wina Tuska, wina Barosso, wina telewizji brutalnych gier....

Przypomniała mi się jednak jedna rzecz. Kiedyś, pewien polski reporter ( za cholerę nie mogę sobie przypomnieć nazwiska, ale jak sobie przypomnę, to napiszę!) w latach 70-tych napisał serię artykułów o tzw. niezamężnych magisterkach. O ładnych, wykształconych kobietach, które nie mogą znaleźć sobie męża. Do redakcji ( chyba Przekroju), jak i do redakcji Wysokich Obcasów nadeszła fala listów. Jedni psioczyli na drugich. Argumenty- takie same. Tylko nie kredyty, a listy kolejkowe na mieszkanie. Ci nieodpowiedzialni, te roszczeniowe, ci nie dbają o siebie w ogóle, tamte dbają za bardzo, te nie chcą zostać w domu i dzieci rodzić, ci nie mają odpowiedniej pracy, żeby mogły zostać...Wojna totalna, powiadam wam!

Więc może to nie stygmat naszych czasów? Może tak naprawdę..to nigdy nie było takie proste? I nie chodzi tu o to czy ktoś nadaje się do związku, czy nie....może zawsze to była trochę kwestia szczęścia, trafienia na swoją własną połówkę? Chociaż, w mit o połówkach nie wierzę, może mimo wszystko po prostu nie każdy od razu trafia na kogoś, kto jest jego najlepszym przyjacielem i kochankiem, ma takie same potrzeby w życiu, wizje i plany. Nie każdy może po prostu trafia na kogoś kto go rozśmiesza, kto się nim zaopiekuje gdy mu źle. I nie ma w tym niczyjej winy. Ani w tym, kto znaleźć nie może, ani w tym, kto już znalazł.
Po prostu, różnie się w życiu układa. Szkoda tylko, że my nieraz musimy robić z tego nową wojnę.

Pewnie się powtórzę, ale ktoś nam wmówił, że jesteśmy połówkami i tylko z kimś możemy żyć szczęśliwie. I dlatego nieraz szukamy na siłę i szukamy winnych.
Obwiniamy siebie i mamy tonę kompleksów. Bo przecież tamta Kryśka wcale nie jest ładniejsza ani mądrzejsza ode mnie, a ma męża i dwójkę ślicznych dzieci już! A ja? A ja nadal sama...na pewno coś jest ze mną nie tak.
A gówno prawda. Nic nie jest nie tak. Po prostu, nie można porównywać jednego życia z drugim i robić dalej swoje.

Ale idźmy dalej. Skoro kwestię "coś ze mną nie tak" mamy załatwioną...to może jest coś nie tak z tymi, wśród których szukam swojej połówki? Lesbijki i geje nie mają może tego problemu i może słusznie. Bo tak naprawdę zakochujemy się najpierw w człowieku a potem w płci według mnie...ale powiedzmy sobie szczerze, często heteroseksualni single zaczynają tworzyć wojnę. Może nie chcą dopuścić do kompleksów w sobie, może to kwestia obrony...ale, kurna, bez przesady. Wojna płci? Na co ona komu do cholery? Te wszystkie stereotypy, "wszyscy faceci to świnie", "wszystkie kobiety to tępe idiotki". Och, raz ktoś przeciwnej płci złamał nam serduszko. Tak, od razu przypinajmy łatkę. No trochę bez sensu jak dla mnie. Całe sztuczne rozdmuchiwanie różnic między płciami, których tak naprawdę wiele nie ma. Bo wszyscy jesteśmy ludźmi i z powodu penisa czy macicy nie musimy sobie skakać do oczu.

Wielu fajnych ludzi, wielu samych, mimo, że chcieliby inaczej.
Może się nie znam, nie mam prawa się tu wypowiadać, bo weszłam w poważny związek mając te 18 lat i jestem już żoną w sumie. Nie wiem za bardzo co to jest być dorosłym singlem, nie tęsknię po nocach, chyba że Mąż jest w pracy. Nie przeczę, może się nie znam.
Ale mimo wszystko obserwuję. Mimo wszystko widzę ten żal, ten smutek wielu..
Jasne, fajnie jest mieć kogoś, a raczej- z kimś być. Dzielić życie. Samotność w tym względzie wielu na pewno przytłacza...ale nadal sądzę, że po prostu nie wolno tu mówić o winie. Nie ma sensu szukać dziury w całym, czy w sobie, czy w tych złych i niedobrych z penisem/ z macicą.
Czasem można przeżyć falę samotności, czasem można przeżyć ogromny smutek i popłakać nocą, że chce się kogoś, czasem można marzyć, wręcz na jawie, opłakać i bać się, że może nigdy...to całkiem ludzki odruch. Każdy chce kochać, być kochanym. Ale, chyba po prostu nie można się na tym skupiać. Nie można szukać na siłę i wartościować siebie tylko przez pryzmat bycia z kimś. Bo my sami i nasze życie to coś o wiele więcej.
Czasem nasze życie inaczej się układa. Czasem trzeba dłużej może poczekać na tą jedyną miłość. Czasem, skrajnie, nie zdarza się nigdy. Czasem i tak musi po prostu być. Ale mimo wszystko....można po prostu żyć i robić swoje.
Niektórzy nawet odkrywają, że im tak lepiej, że uwielbiają życie bez związków i w sumie, lepiej im się spędza czas czytając książki w pojedynczym fotelu i samemu robiąc sobie herbatę. Bo też, czemu nie. Różne są ścieżki do szczęścia i o tym trzeba pamiętać. Czasem może trzeba otrząsnąć się też z tego, co wmówiło nam społeczeństwo...ale to troszkę inny, odległy temat.

Ważne czego pragniemy naprawdę ale...też nic na siłę. I to jest chyba w tym wszystkim najważniejsze, nic na siłę. Dlatego, chociaż życzę wielu moim samotnym znajomym jak najlepiej, nigdy nie będę bawić się w swatkę....choćby gdyby tak poznać np. Maksa z kimś przypadkiem....nie, serio, żartuję. Każdy ma swoją drogę, a co wyjdzie, to wyjdzie.


Mimo wszystko trzeba się cieszyć życiem i doceniać się to, co się ma. Każdy rodzaj miłości, to co nam dane. Wiem, że może jestem hipokrytką, ale ja z kolei doceniam to, że mam Męża swego, który w progu mnie witał zaraz po krzykliwych kotach i parzył herbatę. Takiej to dobrze? No może, nie przeczę, więc możecie się do mnie po tym wywodzie przyczepić. Zniosę każdego rzepa, a co!  



81 komentarzy:

  1. Może jestem dziwnym człowiekiem pod tym względem, ale staram się człowieka nie postrzegać poprzez płeć. Kiedy spotykam kogoś, nie myślę - o, to facet, będę go traktowała inaczej, niż spotkaną innym razem kobietę. I jedno i drugie jest przede wszystkim człowiekiem, który myśli i czuje.
    Druga sprawa, tak to bardzo powszechne - zranił mnie jeden/jedna facet/kobieta to od razu postrzegam tak wszystkich... Powszechne, ale mylne.
    Ubolewam czasem nad tym, że kobiety, które widzą w mężczyźnie tylko portfel nie łączą się z facetami widzącymi w kobiecie laleczkę, której daje się złotą kartę kredytową, a ludzie, którym zależy obustronnie na uczuciu, nie trafiają często na siebie. Widocznie tak los kieruje ich życiowymi drogami. I właśnie - jak piszesz - nic na siłę. Na wszystko przecież przyjdzie czas kiedyś.
    Wiesz, wydaje mi się, że to rozumowanie "coś ze mną nie tak" potęguje również społeczeństwo. Obecnie jestem sama (w sumie to od zawsze), kiedyś też szukałam na siłę i myślałam, że mam jakiś defekt. Zrozumiałam, że nie mam, ale... no właśnie, idę do znajomej : "A masz już tam jakiegoś kawalera?"... Odwiedzam siostrę, to samo pytanie + "... bo wiesz, to już czas, żeby założyć rodzinę, jakieś dzieci". Więc ta presja społeczeństwa też działa, że 30-letnia samotna kobieta jest ciągle wypytywana przez rodzinę/znajomych, kiedy w końcu będzie mąż i dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to dziwne, ale nie dla mnie, pod tym względem się właśnie zgadzamy. Owszem, niezaprzeczalne są pewne różnice płciowe, nie fizyczne, a w umyśle ale...już też beż przesady, jesteśmy najpierw po prostu ludźmi i z każdym da się po prostu pogadać, z każdym nieraz fajnie się poznać i płeć nie ma tu nic do rzeczy. U mnie pewnie w grę wchodzi jeszcze to że i seksualnie dla mnie nie ma różnicy więc...dojebuję do pieca w tej kwestii :D
      I jasne, że mylne. Nic dziwnego, że uraz jest...no ale nieraz przydałoby się tu trochę rozsądku, co nie?
      A wiesz, że jednak czasem się łączą i ...na swój sposób są chyba szczęśliwi. Jeśli obojgu pasuje naprawdę taki układ to w sumie...czemu nie? Ale właśnie tu pojawia się problem, że często spotykają się ludzie o różnych oczekiwaniach i się łudzą.
      O, o właśnie, presja społeczna! Bo ciotki pytające kiedy wyjdziesz za mąż nie wymarły wraz z dinozaurami wcale. I to co gorsza nie tylko ciotki, jak widać po tym co piszesz...A tak serio, to co im do tego?:/

      Usuń
  2. Mi się wydaje, że ludzie się boją także... nierzadko nieświadomie. A czasem to w sobie zagłuszają. Bo związek to praca, to wysiłek jednak, związek czasem potrafi wyciągnąć na sam wierzch nasze utajone mankamenty. Bądź co bądź najbardziej zaradnym społeczeństwem nie jesteśmy, więc stąd może ten dystans. Boimy się bólu, nie chcemy go, nie akceptujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, strach to też jedna z kwestii. Niektórzy boją się wchodzić w związki, ale to trochę inna sprawa, niż ludzie którzy chcą serio...a nie trafia im się jakoś. Bo problemy nawet podświadome ze związkami wynikają z czegoś zupełnie innego często, niż po prostu, jakiegoś zrządzenia losu. Ale wtedy być może można zadać co jest nie tak. Ale nie tyle ze mną, a z moimi lękami skąd się biorą i trzeba nieraz im jakoś wtedy zaradzić.

      Usuń
  3. Teraz jest taka odgórna "moda" i parcie na to, by kogoś mieć. Czasem mam wrażenie jakby nie liczyły się emocje, uczucia tylko to natychmiastowe "muszę kogoś mieć" bo inaczej.. Bo inaczej co? Nie lepiej poczekać na tego jedynego/tą jedyną? Nie lepiej nie wplątywać się w jakieś chore relacje z osobami, z którymi niewiele mamy wspólnego? Ja tego wszystkiego nie rozumiem...
    Z drugiej strony widzę te wszystkie zakochane pary, od niedawna moją bliską koleżanke i samej.... mi się cni do przeżycia czegoś "takiego". Nie mam na kogo zrzucić winy, chyba że na samą siebie, że nic w tym kierunku "nie robię", ale... Może to byłoby właśnie robienie czegoś na siłę? Nie wiem, czekam. Czekam.. I nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, tak jak pisała wyżej Carrie...może to nawet nie moda a odwieczna presja społeczna. Bo właśnie w tych latach 70-tych też zawsze była, a panna przed 30 na początku wieku bez męża była brana za wybrakowany egzemplarz...ale właśnie- co z tego że się z kimś nie jest? To totalne przegięcie, takie muszę kogoś mieć, bo inaczej...co, gorszym się jest? Nie określa się nikogo przez drugą osobę, to nie wiem, ja bym się miała określać przez to, kim i jaki jest mój Mąż? Przesada lekka :D
      I właśnie nieraz lepiej poczekać. Znaczy...tu chyba nie ma metody, niektórzy wolą czekać, inni sobie poeksperymentować seksem przygodnym nawet i jak się świadomie wybiera drogę, to ok, nie ma w tym nic złego...no ale nic na siłę własnie. Nie widzę sensu w związkach właśnie, w których nie ma uczucia...a jest lęk przed byciem samemu. Tak sobie chyba tylko można zniszczyć życie, serio.
      Tak jak pisałam, to jest naturalne że się chce, ta chęć to nic złego, dobrze sobie pomarzyć a nieraz i zaryczeć nad tym można, ale no...nie można wokół tego obracać całego swojego życia, tak jak analogicznie- jak jesteśmy w związku, to nie jest on przecież całym naszym życiem. Jest praca, są pasje i tak dalej. Ale wielu ludzi o tym zapomina i potem jest takie...na siłę właśnie.
      Więc, mam nadzieję, że po prostu w swoim odpowiednim czasie się doczekasz i przeżyjesz coś fantastycznego:)

      Usuń
  4. Nie chce się wyżej kliknąć odpowiedz. Hm. Wychodzi na to, że w każdej dziedzinie naszego życia potrzebny jest taki złoty środek: miejsce,w którym nie przesadzamy z tym, co robimy, gdzie znajdujemy umiar. Tyle, że jak się zachłyśniemy to czasem trudno się opanować, chyba :)
    Też na to liczę :) I wcalę nie chcę i nie opieram na tym swojego życia, bo robię to, co lubię, podobnie studiuję... Tylko po prostu czasem pusto jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie zresztą...zasada złotego środka chyba sprawdza się w wielu dziedzinach naszego życia. Ale jak się okazuje, to wcale nie jest często takie łatwe:) Trudno się opanować, czymkolwiek byśmy się nie zachłysnęli. Po prostu, czasem każdemu z nas brakuje jakoś rozsądku.
      Domyślam się, bo jak czytam Twojego bloga to nie jęczysz że czekasz na księcia, tylko piszesz choćby o muzyce, studiach właśnie i tak dalej:) (przeglądałam sobie trochę:)). I czasem się zdarzy że ta pustka dopada i to całkiem naturalne pewnie...ale no, nie można jej dać zjeść właśnie reszty życia:)

      Usuń
    2. Chyba najtrudniejsze, powiedziałabym :) Oj, brakuje. I to niestety w momentach, w których trudno jest się samemu ogarnąć. Ale może i tu podziała metoda prób i błędów... kto wie.
      Aż zaczęłam analizować, co ja tam za bzdury swojego czasu pisałam :D Ale mi miło, że się rozglądasz i zadomawiasz :D Dokładnie :) nie samą miłością człowiek żyje, choć miłoby było ją mieć... mam czas :)

      Usuń
    3. Tym bardziej, że nie ma gotowych recept, bo i też dla każdego ten złoty środek bywa czym innym:)
      I wcale nie bzdury. Dobrze piszesz:)
      A raczej - człowiek żyje różnymi rodzajami miłości:)

      Usuń
  5. Wiesz... Ale to pytanie studentki o kredyt mnie zamurowało! ;D
    Nie wiem co się dzieje w tym dzisiejszym świecie. Już kilka razy słyszałam, że teraz chyba nie ma kobiet, które mogłyby reprezentować sobą coś więcej niż właśnie poruszane przez Ciebie kwestie - kredyt, portfel, 'lista iście biznesowych oczekiwań'... . Ale przecież są, istnieję! A może to już tylko nieliczne wyjątki.... Ja chyba jestem nie z tego świata... :D.
    A co do miłości... Moim zdaniem jeżeli ma być prawdziwa, szczęśliwa, przede wszystkim uzupełniająca się to przyjdzie nieoczekiwanie. Pewnego dnia poznamy tego kogoś, gdzieś gdzie nawet się nie spodziewaliśmy, a może na początku to nawet nie będzie wyglądać jak miłość, a z czasem okaże się, że jednak to coś więcej. Bo przecież tego (wg mnie oczywiście ;D ) nie można zaplanować i sobie wymyślić patrząc przez pryzmat portfela itp.. To chyba wychodzi jakoś tak z wnętrza...
    No i cóż... Nam chyba tylko pozostaje zazdrościć Ci wspaniałego Męża ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrażenie, jak potem pomyślałam, że Maks też nieraz pazerne baby przyciąga bo..jest elegancki i pewnie myślą, że jest nieziemsko bogaty:D Albo ma pecha.
      Bo cóż...jest wiele fajnych kobiet. Ale właśnie te interesowne niestety też się przewijają, też mam wrażenie, coraz częściej niestety. Do tego w sumie to często wygląda jak transakcja mam niezłą dupę- a ty mnie utrzymuj....przerażające dość.
      Najczęściej przychodzi pewnie nieoczekiwanie chociaż...zdarzają się i pewnie przypadki, gdy miłość była jakaś zaplanowana i okazała się szczęśliwa. Jak niektóre "wychodzone" związki. Nie popieram tego, ale jednak...zdarza się. W miłości chyba po prostu najbardziej, nie ma żadnych reguł;) Ale taki scenariusz o jakim mówisz, jeśli można to nazwać scenariuszem jest chyba jakoś..najlepszy mimo wszystko;)
      I nie ma co zazdrościć, część ludzi by pewnie wkurwiał :D

      Usuń
    2. Mam niezłą dupę, a Ty mnie utrzymuj to w ogóle jak dla mnie coś abstrakcyjnego ;). Nie wiem jak niektóre kobiety mogą być z facetem, którego podobno kochają, a gdzieś tam w głowie na pierwszym miejscu mieć właśnie pomysł na taką transakcję. Tragedia... Jak dla mnie to nie do wyobrażenia. Znam atrakcyjne kobiety, którym coś takiego do głowy nigdy by nie przyszło.
      Jak tak sobie o tym wszystkim myślę to naprawdę dla mnie to jeden wielki absurd ;). I rzeczywiście jest trochę przerażające...
      A na Maksa pewnie też kiedyś przyjdzie pora. Wpadniesz na Niego następnym razem i może wtedy już nie będzie szedł sam ;). I nie znajdzie dla Ciebie czasu! ;p. Może ma pecha.... Szkoda, że żadna z tych kobiet, które myślały, że jest tak samo nieziemsko bogaty jak przystojny, nie zdążyła albo po prostu, jak się zorientowała, nie chciała poznać jaki jest naprawdę. Czasami przez te wszystkie stereotypy, wymagania wiele tracimy w życiu.
      No widzisz... Część ludzi pewnie by wkurwiał, Ciebie też może czasami wkurwia ;D. Nie zawsze musi być idealnie, musi być też czas na kłótnię itd, Ale na tym chyba właśnie polega to dopasowanie. Z jednej strony są różnice, a z drugiej coś jeszcze silniejszego co łączy i wszystko się jakoś uzupełnia :).

      Usuń
    3. Też tego nie rozumiem ale spójrz, jak genialnie działa tu tak naprawdę mechanizm ewolucyjny. Patrzyłaś na to kiedyś w ten sposób?:>
      A i pewnie przyjdzie:) Zresztą, czas pokaże. I czasem wolę jak ktoś nie ma czasu, ale naprwdę układa sobie swoje życie. Czas przyjdzie potem pewnie na pogaduchy przy piwie:)
      A pewnie, wszelkie ramy zabierają nam cóż..spory kawał życia, jakby nie patrzeć.
      Czasem wkurwia i to dokumentnie, ale też...ci których kochamy potrafią nam przecież najbardziej zaleźć za skórę, no nie?:D
      Właśnie, idealnie też być nie może, musi być różnorodnie:)

      Usuń
  6. Takie życie. Jedni w wieku 16 lat spotykają miłość swojego życia, inni po trzydziestce, pewnie są też tacy, co przez całe życie nie spotykają nikogo takiego. Sama chciałabym kogoś mieć, ale nie jestem jakąś desperatką wieszającą się na ramieniu randomowego faceta tylko dlatego, bo raczył na mnie zwrócić uwagę, a nic do niego nie czuję. Dla mnie związek bez chemii nie ma prawa bytu. W ogóle przypomniała mi się taka sytuacja z czasów liceum, kiedy jedna znajoma stwierdziła, że na pierwszy seks jest już za późno, gdy ma się 20 lat. Popierniczone to społeczeństwo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziano mi to samo.
      "Masz dwadzieścia lat i nie zamoczyłeś? COOO?!" i mem z rozjebanym mózgiem.
      Na co ja "Ty dałaś zamoczyć w wieku dwunastu. Sorry, wolę jednak nie moczyć, niż ruchać dwunastolatkę".
      Hm.
      Teraz po prostu jest moda na coś takiego. Kto to pojmie?

      Usuń
    2. @Blacky Dokładnie, każdy ma swoją drogę, swój czas i nie można tego w żaden sposób porównać przecież. I to normalne że chce się mieć kogoś bliskiego, to ludzka potrzeba po prostu, ale właśnie jakaś desperacja...no cóż. Nie sądzę po prostu, że nasze życie wartościuje tylko posiadany lub nie związek, że to jest najważniejsze. I randomowy facet. To mi się kojarzy ze wszystkimi tymi związkami, które trwają tylko w lęku przed samotnością, a ludzie stają się jeszcze bardziej samotni tak naprawdę, będąc z kimś. Cholernie nieszczęśliwi.
      Za późno? To ciekawe kiedy według niej jest odpowiedni czas....

      @ Morth Zamoczyłeś...piękne określenie, serio :D Ale riposta niezła, nie przeczę :D
      I moda...pewnie częściowo i jest to moda. Ale z próżni się to też nie bierze.

      Usuń
    3. W wieku 16 - 17 lat oczywiście :) Co ciekawe, większość dziewczyn z mojej ówczesnej klasy traciło w tym wieku dziewictwo i są ze swoimi chłopakami do dziś.

      Usuń
    4. W sumie to tak sobie pomyślałam teraz...w tej kwestii po prostu nie powinno być jakiejś odgórnej normy. Znaczy jasne, nie poniżej damy na to ego 14 roku życia, bo ciało nawet nie jest jeszcze choćby u kobiety rozwinięte, ale tak...każdy ma znowuż i w kwestii seksu swój moment:)

      Usuń
  7. Dawaj tu tego Maxa! :P Ha notka o mnie! Ja to jednak zrzucam to wszystko ta melodramaty. Cholerne melodramaty, które nasrały mi w głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikogo nie daję, mówiłam, nie swatam :D
      W sensie, na wcześniejsze przeżycia, tak?

      Usuń
  8. A ja myślę że to faceci przestali być facetami, role, granice zacierają się. Panuje bałagan. Kiedyś było o wiele prościej... mimo że nie było internetu...
    Może to śmieszne... oglądałam program Rolnik szuka żony... no i opowiadali jacy to oni wspaniali, o gołębim sercu, ile dają od siebie, a co dali... sporo cierpienia....
    Gołębie serce, to chyba parcie na szkło, bo po co oszukiwać i dawać sygnały... bo co? Bo kiedyś ktoś go tak potraktował? Trafił na bidę i teraz ma satysfakcje?!
    Ten co niby normalnej i kochającej szuka bo kobiety są takie złe...
    Mam w rodzinie gnoja... łzami sie zalewa, że go żona oszukała, że dzieci zabrała... na pytanie czy odwiedza dzieci? nie. Nawet jak był niedaleko, to nie odwiedza, nie dzwoni, nie pisze, nie robi paczek...
    Alimentów nie płaci.
    Dzieci wydziedziczył.
    A co siostra "bochatera" - powiada że: "to są jej dzieci"
    Jego też - powiedziałam.
    Temat sprowadza na absurdalny poziom pozycji seksualnych. Tempa...
    Aha, o tym że tatunio seksualnie synka wykorzystywał to też nie przyzna sie....
    Jak żone zdradzał - czym sie chlubi....
    No tak... baby to materialistki, oszustki...- tak tak.... brak krytyki to typowa cecha...
    Dziwne że ilekroć spotykam faceta który potrafi sie zachować, zaprosić kobietę, dobrze sie bawić przy stoliku.... facet który nie dobiera sie nachalnie do kobiety, potrafi sprawić że kobieta dobrze bawi sie w jego towarzystwie - tak to żonaty facet szukający kochanki.
    Facet "nowoczesny" proponujący krzaki zasila biura martymonialne, portale...
    Nie wiem czy tylko ja mam takie "szczęście" czy w ogóle skazana jestem na samotność.... bo skoro lata lecą, to i szanse spadają...
    A Panowie roszczeniowi i to bardzo: nawet, co mnei mega zdziwiło w Rolnik szuka żony - pierwszy odcinek że miłości szukają i inne truizmy...
    A w ostatnim okazuje sie że modelka ma być, robotna bo to wszystko trzeba zrobić.... no i ..... - szkoda gadać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem właśnie, że kiedyś było prościej. My nie mamy porównania tak naprawdę, a jak widać, pewne schematy społeczne jednak się powtarzają.
      I fakt, nastąpiły pewne przemiany kulturowe ale jednak....faceci to nadal faceci i jest wielu fajnych. Jak i wiele fajnych kobiet. Ale niestety i wśród tych i tych znajdują się cóż...trefne egzemplarze. Okrutnicy. Ludzie głupi. Ludzie którzy przekraczają wszelkie granice...Nie przeczę, można przez takich się zrazić. Ale...nieraz nie warto. Choć, co warto, to być ostrożnym, ale żadna przesada pewnie nie jest wskazana...
      I nikt nie jest skazany na samotność. tylko właśnie nieraz niektórzy mają pod górkę i tak się zdarza. Czasem wręcz jakby bez powodu.

      Usuń
    2. To co napisałam to na podstawie rozmów z osobami których młode lata przypadały właśnie na tamte czasy.

      Usuń
    3. Dobra, teraz w pełni rozumiem:)

      Usuń
  9. Już myślałem, że znalazłaś Maksowi jakąś laleczkę. Miałem się krzywić i psioczyć, ale nie dlatego, że bawiłabyś się w swatkę, ale dlatego, że... nie, czekaj, właśnie dlatego.
    Od czasu, gdy na moje urodziny kilka osób życzyło mi, żebym w końcu kogoś znalazł to dostaję kurwicy na temat związków, serio.
    Gdy rozstałem się z poprzednim partnerem, szczerze mówiąc przez rok rozpaczliwie chciałem, żeby wrócił. Potrzebowałem tego jak powietrza, potrzebowałem jego. Ale to minęło i już tak wcale nie brakuje mi drugiej osoby. Jasne, może byłoby fajnie, ale i bez tego da się żyć, jest fajnie tak czy inaczej.
    Dlatego cieszę się, że nie szukałaś mu na siłę partnerki.
    Swoją drogą, ciekawych masz znajomych ;D

    I lubię tę nutę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikomu nic nie znajduję. Choć nie przeczę, dwie pary zeszły się przeze mnie i mojego męża tak trochę...ale to dlatego, że poznawaliśmy na imprezach wzajemnie swoich znajomych ze sobą. I to nie było swatanie, tylko tak jakoś wyszło, że np. kumpel Wojtka i moja znajoma z liceum przypadli sobie do gustu i są razem. Ale tak...cóż. Nie mam jednak zwyczaju wpierdalania się komuś w życie i uszczęśliwiania na siłę.
      I może kurwicy nie ma co dostawać choć fakt, pewna presja bywa na pewno męcząca...tak jak nas pytają się o dzieci, to coś podobnego chyba:D
      Ale to chciałeś, żeby on wrócił. A nie do końca chodziło stricte o bycie samemu po prostu. To coś troszkę innego.
      I czy ciekawych..ot, ludzie:)

      Usuń
    2. Myślę, że bałem się też zostać sam ze sobą. On zawsze był ten pozytywniejszy, ten dążący do pewnych marzeń i swoich celów. Ja w ówczesnym czasie stałem w miejscu i patrzyłem, jak on się rozwija. Może to mnie też w pewien sposób zniszczyło i dlatego wyszło jak wyszło. Zamiast się ruszyć, wolałem narzekać i marudzić.
      Ale o dzieci też mnie pytali. Ja nie wiem, nie można być singlem albo bezdzietnym singlem, albo w ogóle kobietą z dzieckiem bez faceta? Dziwne to.
      Albo facetem bez żony z dzieckiem.
      O.
      No, takich... różnych. To fajne ;)

      Usuń
    3. Rozumiem o co chodzi, to był ktoś, kto cię ciągnął za sobą ale wiesz..nie można tak. W sensie jasne, na początku nieraz potrzebny jest ten bodziec, który może być drugim człowiekiem nawet...ale w końcu trzeba mobilizować się samemu, nie wiem czy wiesz o co mi chodzi bo dzisiaj kiepsko myślę :P
      No weź adoptuj, na pewno ci pozwolą w twoim wieku i tak dalej :D
      Bo ludzie po prostu różni są:)

      Usuń
  10. Właśnie, te cholerne stereotypy... i te wyidealizowane poglądy przez Greya, czy inne Harlequiny. A czasami problemem jest zwykłe siedzenie w domu. Też mam taką bliską koleżankę - świetna dziewczyna, właśnie obroniła magisterkę, mądra, ładna... i w kółko narzeka, że nie ma faceta. A teraz właśnie widziałam, że zaczęła na fejsie cytaty z Greya publikować, to tak sobie przez moment pomyślałam, że chyba kieruje się na straconą pozycję. Bo najpierw było "ja sama", później "faceci źli", a teraz będzie "takiego idealnego to ja nie znajdę". Mindfuck czasem, serio...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No idealnego na pewno nie znajdzie, idealni ludzie nie istnieją. Cóż. Ludzie naczytają się romansideł i myślą chyba, że jakiekolwiek uczucie wygląda w ten właśnie sposób nawet w realnym życiu. Hej, oglądałem ostatnio (w lutym, hehe, ostatnio) taki w miarę film, który poruszał coś podobnego.
      "Don Jon".

      Usuń
    2. @ Asik
      No w ogóle ten Grey to mnie rozwala bo serio..co tam takiego idealnego w nim?:D Ale stereotyp nowy jednak się zrodził. Trochę nie rozumiem, ale spoko.I to też fakt, jak ktoś siedzi w domu, do ludzi nie wychodzi to nieraz....za przeproszeniem ale do łba dostaje. Bo tkwi właśnie w swoich jakichś wyobrażeniach, które nieraz więcej krzywdy niż pożytku człowiekowi robią. A może i ona też za bardzo skupia się właśnie na tym, że go nie ma, zamiast żyć i cóż...jak się znajdzie, to przypadkiem przecież.

      @Morth
      Dokładnie, ideał nie istnieje w naszym świecie, bo były...nudny:) Może trzeba obejrzeć...:)

      Usuń
    3. Kordian mówił, że obejrzy. Ciekawe, czy to zrobił xD. Film dupy mi nie urwał, ogólnie, ale zdecydowanie porusza wątek, o którym tutaj pisałaś. No i jest Johansson ;D

      Usuń
    4. Frida, nie wiem, ja zaczęłam to czytać, ale odłożyłam w połowie, po prostu nie wytrzymałam. Ano dostaje. Wiem, bo swego czasu sama siedziałam w domu, a teraz lgnę do ludzi po prostu. Ale u mnie to dłuższa historia :P A każdym razie dziewczyna robi sobie krzywdę, próbowałam ją wyciągać z domu, ale poddałam się w końcu. Nie ode mnie zależy cudze szczęście przecież. Ano właśnie, a przypadkiem zdarza się najczęściej :)

      Morth, przez dłuższą chwilę się zastanawiałam, czy nie oglądałam, bo mi się kojarzyło coś, tym bardziej, że po obejrzeniu Lucy wertowałam ostatnio filmy z Johansson ale jednak nie. :P Ale obejrzę sobie w takim razie. Coś trzeba robić w te wieczory XD

      Usuń
    5. Jak wrażenia po Lucy? Bo moje, prawdę mówiąc, średnie.

      Usuń
    6. Tragedia totalna...jak się pojawiło, to myślałam sobie w pierwszy momencie może serio, w końcu dobre porno dla kobiet...jakież było moje rozczarowanie!
      Mam wrażenie, że takie historie to często są te dłuższe:) I właśnie, nic na siłę i w tym względzie. Może sama zrozumie pewne rzeczy a może...zostanie w jakiejś swojej rzeczywistości. Kto wie:)

      Usuń
  11. MAKE LOVE NOT WAR (w kontekście wojny płci, brzmi to jeszcze fajniej :3)
    A osoba samotna, w oczach społeczeństwa przegrała życie. Nieważne czy jest jej tak dobrze, przegrała i chuj, pewnie udaje.
    Ja to jestem chyba totalnym naiwniakiem, bo myślałam, że takie laski, dla których liczy się grubość portfela są mniejszością... Bo jak to może być ważne, gdy dla nie mnie jest ważny ani wiek ani płeć. Chociaż, tak na dobrą sprawę to jeśli chodzi o miłość, a nie randkowanie to ten portfel przestaje mieć znaczenie, nie? Ale dobra, ostatnio zostałam wyśmiana, gdy powiedziałam, że kasa nie jest najważniejsza w życiu. Może się nie znam. Albo się naczytałam/naoglądałam "głupot". Chociaż ciężko tego uniknąć, gdy od małego wbija się dziewczynkom do głowy, że kiedyś spotkają swojego księcia i będą z nim żyły długo i szczęśliwie (no, chyba, że masz pecha i jesteś brzydką siostrą Kopciuszka akurat). Nic dziwnego, że są kobiety o zbyt wysokich wymaganiach, skoro każda czeka na księcia czy na takiego Greya właśnie.
    A jeśli chodzi o XXI wiek to chyba wiele kobiet po prostu zna swoją wartość i też się nie będzie zadawać z byle kim. Przestały trząść portkami przed panem i władcą. Babki z jajami, które wiedzą czego chcą. A to też wyzwanie dla facetów.
    I jak zawsze, wszystko sprowadza się do znalezienia odpowiedniej osoby. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym kontekście brzmi najlepiej :)
      I to jest jakiś stereotyp, który dobrze by było obalić ale...jak z kolei?
      A jednak nie są. I jednak głównie to potwierdzają panowie. Ja mam wrażenie, że to rodzaj ewolucji...mimo wszystko, rządzi nami biologia w dużej mierze. I masz rację, jeśli idzie o miłość to takie rzeczy nie powinny mieć znaczenia a jednak..nieraz mają. Tylko pytanie, czy wtedy to jeszcze miłość?:P
      No to fakt, że nam się wiele do główek wbija i przez to się nas wartościuje. Co jest błędem. Na szczęście, podejście nawet w bajkach się już trochę zmienia, nie chodzi o księcia, a o szukanie samej siebie, jak w Meridzie Walecznej, o:)
      Zawsze były takie, co swoją wartość znały i nie były z byle kim. Tylko głośniej się o tym teraz mówi jakoś:)
      Dokładnie:)

      Usuń
    2. I właśnie w mojej głowie pojawił się obraz orgii na skalę światową xD
      A może najlepiej przestać się przejmować stereotypami :)
      No właśnie skoro nadal mają znaczenie to może to jest miłość, ale tylko do kasy, a nie do drugiej osoby. Stracisz pracę to zamiast cię wspierać odejdę, bo nie masz hajsu? Gdzie w tym miłość?
      Na szczęście tak, ale te wszystkie Kopciuszki wydają mi się nieśmiertelne, więc i tak będzie się je opowiadać. A takie bajki jak Merida to mam wrażenie, że często są ciekawsze dla dorosłych jednak xD
      Jasne, że były. Ale była presja społeczeństwa, że masz być uległa, porządna i rodzić dzieci. Przykładna żona i matka. A teraz w takim cosmo ci piszą "bądź niezależna", czyli jakoś jest większe "przyzwolenie" na to. Nikt się nie dziwi, że laska jest właścicielem jakiejś firmy. Fakt, że część społeczeństwa będzie jej odmierzać czas, że powinna już teraz wyjść za mąż i mieć dzieci, bo to jednak jeszcze w nas zostało. Takie dziedzictwo poprzednich pokoleń.

      Usuń
    3. http://asset-4.soup.io/asset/7293/3629_4174_390.jpeg to mówi wszystko :D

      Usuń
    4. Jak scena z filmu Pachnidło na podstawie prozy Suskinda :D
      No tak, najlepiej by było. Tylko nieraz to nie takie łatwe. Czasem trzeba mieć kręgosłup za dwóch, żeby się nie przejmować.
      Otóż to. Przypomniała mi się jedna sytuacja analogiczna, z rakiem piersi. Mieliśmy pacjentkę, ktora miała mieć amputowane obie piersi i jak facet się o tym dowiedział, to ją zostawił tuż przed ślubem. Wyobrażasz sobie?
      No będą nieśmiertelne ale wiesz, przynajmniej masz szansę na pokazanie dziecku innego spojrzenia:D I wiesz, na bajkach to i tak my się najlepiej zawsze bawimy, dorośli:D
      A teraz masz inny poroblem, tak zwanego rozerwania kobiecego. I ja się wcale nie dziwię, nic a nić.
      I dobry obrazek:D

      Usuń
    5. Dokładnie tak :D Właśnie, przypominam o cyckach dla mnie! xD
      No niestety, nie zawsze się da i nie każdy potrafi.
      O matko... Brak słów. Rozumiem, że kogoś mogła wystraszyć choroba, ale... Kurwa jaki frajer.
      To chyba się zdecyduje na dzieci, żeby wychować paru zajebistych ludzi xD Nie, jednak nie xD No właśnie, bo kurde, czasem walą takimi tekstami, że dzieci nie ogarniają, więc pewnie i tak są robione z myślą o dorosłych xD
      Teraz to w ogóle ludzie są bardziej rozerwani, bo mamy "za duży wybór". Jestem tego najlepszym przykładem xD
      Zawsze mnie śmieszy xD

      Usuń
    6. Nie wyrobię się z cyckami :D Weź :D
      Nie choroba. Ale to że ona nie będzie miała cycków. Rozumiesz? Nie sama choroba a jej skutek. Cycki ważne były. Ale ona stwierdziła potem, że to lepiej w sumie. Bo nie wyszła za skurwiela i odkrył się przed ślubem. A co jakby mieli dzieci?:P
      Może i tak :D
      No ja staram się ogarnąć ale...też mi najlepiej nie zawsze wychodzi :D

      Usuń
  12. Świat staje na głowie, ludzie kierują się dziwnymi priorytetami, i często gęsto stereotypami. Niektórzy twierdzą, że mając 20 lat powinno się być już ustatkowanym i mieć wizję świetlanej przyszłości.
    Inni znowu cieszą się życiem i korzystają z niego maksymalnie.
    Inn znowu uważają, że można mieć jedno i drugie.
    Swego czasu była moda na bycie singlem i późne śluby.
    Potem ludzie postawili na luźne partnerskie związki.
    Ile ludzi tyle też opinii na ten temat.
    Niektórzy boją się samotności, nie wierzą w siebie, i bardzo często mimo miliona wątpliwości trzymają się kurczowo jednej osoby w obawie, że zostaną sami.
    Są i tacy, którzy dobijają do jakiegoś tam wieku i stwierdzają, że czas założyć rodzinę, mieć męża, dom i swoje drzewo w ogrodzie. I na łeb na szyje szukają męża/żony bo to już czas!
    Presja społeczeństwa też robi swoje.
    Milion pytań do..."a jest już kawaler?", "a myślisz o dziecku?", "kiedy ślub", "to już czas, twój zegar biologiczny tyka"...
    Są i tacy, którzy panicznie boją się związków, bo mają za sobą niefajną przeszłość, przykre doświadczenia czy wspomnienia.
    Boją się, że będą kopiować błędy rodziców...
    A ja myślę, że nie wolno robić nic na siłę. Nie wolno robić niczego wbrew sobie.
    Na każdego przyjdzie czas. Czasem lepiej poczekać długie lata na tego jednego jedynego/jedną jedyną i przeżyć z nim/nią fajne lata niż robić coś pochopnie i krzywdzić siebie i przy okazji innych...
    Chociaż swoją drogą każdy związek to mega wyboista doga, ludzie uczą się siebie latami, docierają czasem całe życie...
    Jakiś taki chaotyczny ten mój komentarz, ale tak to jest jak się chce wiele napisać, a myśli uciekają :P
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też prawda, co piszesz, istnieje pewna hm.rozbieżność, jeśli chodzi o te wzorce, które mamy. Jedni mówią ustabilizuj się, drudzy szalej i człowiek się gubi w tym i sam nie wie, co powinien robić, jak ma z różnych stron tak różnorodną presję przecież. I tyle ludzi tyle opinii, bo może każdy ma jakoś swój sposób na życie...i w sumie dobrze, ale niech to będzie naprawdę jego sposób, a nie jakiś narzucony. Chyba to tego to się sprowadza.
      O, to bycie z kimś z lęku a nie miłość...coś, co mnie przeraża osobisćie.
      I te pytania...nas teraz pytają o dzieci, a my ich w ogóle nie chcemy. Ja nawet za bardzo nie mogę, więc możemy tak odpowiadać i trochę to się ucisza ale...to i tak bywa męczące.
      I właśnie, najważniejsze, po swojemu, nic na siłę:)
      I to też fakt, już potem też nie jest tak łatwo, w związku jak wielu myśli...no ale to juz osobna kwestia trochę:)
      I wcale aż taki chaos tu się nie wkradł:)

      Usuń
  13. Przystojny i inteligentni faceci - to może imponować kobiecie ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, że imponować może. Ale to i tak nie wyznacza koniecznie tego, czy z nim nam będzie dobrze:)

      Usuń
    2. Bywa różnie, ale tacy faceci mnie pociągają, a tak na poważnie to często tak bywa, że fajni ludzie, a mają totalnie beznadziejne życie uczuciowe.

      Usuń
    3. Dokładnie i nie ma tutaj jakiejś zasady albo wyznacznika, tak po prostu się zdarza.

      Usuń
  14. Też nie mam pojęcia czemu, ale tak często jest, że fajni faceci długo nie mogą znaleźć sobie kobiety. Może dlatego bo my skrycie marzymy o łobuzach? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu, tak w życiu bywa chyba, że nieraz niektóre fajne kobiety i fajni panowie muszą sobie dłużej poczekać, życie różnie się układa i nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
      Ale...coś w tym jest. Nas czasem ciągnie to takiej męskiej łobuzerii..ale często nie wychodzi nam to wcale na dobre.

      Usuń
    2. Na pewno w końcu trafi na tą jedyną :)
      Oj, chyba nigdy nam to nie wychodzi na dobre, bo zawsze musimy liczyć się z tym, że przyniesie nam ten związek trochę bólu...

      Usuń
    3. A nawet jak nie to i tak, życie samo w sobie jest fajne. Choć nie przeczę, to byłoby fajne, jakby znalazł i pod tym względem też mógł zaznać szczęścia:)
      Dokładnie. Ale tak szczerze- te trochę bólu chyba każdy przynosi. Grunt, żeby było więcej tego dobrego:)

      Usuń
  15. Dałaś mi do myślenia tym wpisem..
    Ja często słyszę: "jak to możliwe, że ciągle jesteś sama?" tym bardziej, że nie marzę o biznesmenie, nie interesuje mnie to ile ktoś ma pieniędzy na koncie, ani jakim jeździ samochodem. Najważniejsze jest dla mnie to, jakim ktoś jest człowiekiem. Ech, niełatwo jest znaleźć bratnią duszę, kogoś, kto będzie nas rozumiał, a nie wyobrażam sobie związku bez zrozumienia, szczerości, wierności, no i oczywiście bez miłości (chociaż ta podobno może narodzić się z czasem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to też ludzkie zdziwienie chyba potęguje w nas jakieś myśli...że coś nie tak, że jakoś mi dziwnie nie wychodzi....a to przecież nie tak. Jak dla mnie po prostu właśnie różnie to się w życiu układa i nie ma co porównywać różnych ludzkich dróg. Jest tak, jak musi być. I właśnie niełatwo znaleć kogoś, kto jest bratnią duszą, ładnie to nazwałaś. Bo nie chodzi o listę wymagań, bo ktoś ją może całkiem spełniać, a i tak się nie dogadujemy. Chodzi o to, żeby się w wyjątkowy sposób porozumieć. A to, jak piszesz, wcale nie jest takie łatwe już z kolei.
      I jasne, miłość nieraz rodzi się z czasem dopiero, tu bywa różnie:)

      Usuń
    2. Właśnie, na każdego przyjdzie czas - po prostu :)

      Usuń
  16. Kurcze, wybacz Frida. Pisałam taki długi komentarz, a gdzieś go wcięło -.- nie będę się powtarzała, następnym razem postaram się nadrobić także za zagubiony komentarz.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cóż... Jakoś tak było,że jako gówniara miałam "związki internetowe" ale zaznaczę,że jako gówniara, potem poznałam sukinsyna... A po nim upolował mnie prędko Wilk. Mimo wszystko nie miałam czasu na bycie samą i bardzo się cieszę bo miałam złamane serce, dumę i duży problem :P Ale zawsze powtarzałam, nic na siłę... Bo nie da zmusić się i kogoś do miłości. I nawet jak ktoś wybrzydza... Bo jakby się zakochał to chyba nie dałoby się wybrzydzać :P

    Trochę chaotycznie... Ale jak znów będę czekać z komentarzem to będzie nowa ntoka hahaha :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już drugi raz widzę dzisiaj określenie związki internetowe. A mnie zawsze zastanawiało, na jakiej zasadzie to w ogóle działa.
      I rozumiem, w sumie to...nie byłaś sama nigdy długo, można tak powiedzieć. Tak wyszło, ale to nie znaczy, że to było z musu. I dobrze że tak, skoro teraz ci z Wilkiem dobrze:)
      To tak jak u ciebie całkiem :D

      Usuń
    2. Związki internetowe ? Wiesz, to jak dwoje niedojrzałych ludzi (bo nie wierzę,że dojrzałych może :P ) pisze ze sobą na komuniakotrach, widzieli tylko własne zdjęcia (albo i nie) i nigdy się w rzeczywistości nie spotkali. To dla mnie "związek internetowy" choć.. no... To nic nie ma ze związkiem wspólnego :P
      Nie, ja nie mówię,że z musu, po prostu tak wyszło,żę jeszcze dobrze nie dokończyłam sprawy z tamtym (gdyby nie Wilk to by pewnie się to nie skończyło) a jużz nim byłam. I Wilk pogonił tamtego i jego rodzinę, która mnie atakowała i dręczyła... (taaa.... )
      Ej, ale u mnie jest krótko i nie wymaga takiego myślenia!! :P hahaha a na nową nie mam sił dziś :P A nie chcę pisać byle jak by komentować.

      Usuń
    3. No już mi to właśnie dzisiaj tak tłumaczono :D Albo...ludzi przerażonych życiem i odpowiedzialnością. Co też jest może rodzajem niedojrzałości. Ale..każdy wybiera, co woli niby. Ja się nie wtrącam i nie oceniam:)
      Ale ja właśnie mówię że nie z musus:D Coś źle musiałam napisać, zresztą nic dziwnego, mam nieprzespaną nockę za sobą i wtedy nie myślę.
      Ale...brzmi jak nieciekawa sytuacja.
      Ale jednak są :D Częściej niż u mnie:D I spoko, niedługo prawie nie będę pisać w tygoniu, bo odcięta od neta będą. Od przyszłego tygodnia w sumie. Tylko w weekendy:)
      I spoko, przecież nie musisz, nie?:D

      Usuń
    4. Wiesz... Dla mnie to jest niemożliwością :P ale jak miałam 13 lat to traktowałam to jakoś poważnie :P Choć nawet wtedy mówiłam "trzeba się spotkać" a jak nie no to... Bye bye :)
      No bardzo nieciekawa sytuacja :P w ogóle wszystko co z tamtym człekiem związane było nieciekawe :P
      No ja codziennie piszę niemal, a jak mam "wenę" albo mocną potrzebę to i 3 hehe :P ale chodzi o to, że chciałabym ale już myślenie mam wyłączone :P

      Usuń
    5. Ja po prostu nie miałam neta w tym wieku, a jak go mialam, to byłam chyba na to za stara już więc...dlatego tego nie znam po prostu:D
      Więc nie drążę tematu:)
      No to spokojnie, najwyżej potem doczytasz i skomentujesz no:)

      Usuń
    6. Ja miałam tego farta, że rodzice mi kupili :) I mimo wszystko dobrze go wykorzystwałam, ale jak widzę, że mój brat jest dużo starszy i nie potrafi poradzić sobie z lekcjami bo jedyne co potrafi to grać to mnie krew zalewa :P
      A teraz mam kawkę i czas :)

      Usuń
  18. Mróz lekki, ale wiatr przeraźliwie wieje i dzięki temu u mnie w dzień ostatnio jest odczuwalne -13/-15stopni :( Może dziś jest troszkę cieplej, bo widzę, że nawet słoneczko świeci.
    Niby "nic na siłę", ale czasem otoczenie niejako zmusza do związku, od niektórych czuć tę pogardę, że jest się samym i trzeba to zmienić. Koleżanka mówi, że musi sobie znaleźć chłopaka, bo ma już te 24 lata, a jej przyjaciel ciągle jej dogaduje z tego powodu. Ktoś mówi, że odpoczywa po poprzednim związku, bo ta druga osoba dała mu/jej w kość i na chwilę obecną ma dość randek, ale dzień później już się z kimś umawia na poważnie, nieważne z kim, no bo tak trzeba - jak najszybciej znaleźć sobie kogoś "na zawsze".
    Nie wiem, jak to jest z wymaganiami kobiet co do facetów, ale ja chyba takich nie mam ani nigdy nie miałam :D Ale, no cóż, trzeba przyznać, że jak się ma wymagania, to myśli się trochę przyszłościowo, a z drugiej strony weź znajdź kogoś, kto spełni to w 100%. Mission impossible.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie właśnie już jakoś cieplej albo nie wiem, mam omamy już bo mi mózg całkiem przemarzł :D
      Właśnie, istnieje ta presja i chyba całkiem niepotrzebnie..no bo też co komu do cudzego życia, serio?
      Bo wymagania to bzdura. Często jak ktoś spełni nawet całą listę całkiem dziwaczną nawet, to nie znaczy, że ludziom będzie ze sobą dobrze. Bo to nie działa w ten sposób, po prostu.

      Usuń
  19. Do niektórych rzeczy musimy faktycznie dorosnąć. Do szczęścia nie wolno zmuszać.

    OdpowiedzUsuń
  20. Chciałabym napisać coś konstruktywnego, ale... wszystko wygląda na to, że niebawem sama zostanę singlem i... czuję się szczęśliwa. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to? Bo zgłupiałam teraz totalnie.

      Usuń
  21. Mam bliską koleżankę - singielkę od lat kilku. Jej ostatni związek miał miejsce rzekomo w szkole średniej - rzekomo, bo nie znałam jej wtedy. W każdym bądź razie ma ona konto na portalu randkowym, chodziła na dziesiątki randek i za każdym razem, gdy coś zaczynało się układać i pojawiała się jakaś iskierka nadziei, że ten Artur czy Robert zostanie w jej życiu na dłużej - ona przychodziła ze stwierdzenie - to nie to, nie pasujemy do siebie, nie nadawaliśmy na tych samych falach itp. Dla mnie? Totalny bezsens, bo jak można skreślić z kimś znajomość tylko na podstawie jednego czy dwóch spotkań? Dla mnie niezrozumiałe, totalnie...
    Najlepsze jest też to, że jak próbowałam z nią o tym rozmawiać, że może za dużo oczekuje, wymaga, to totalnie jak grochem o ścianę - nic do niej nie dociera, "bo gdybyś miała taką przeszłość jak ja..." OMG... Ręce opadają mi na takich ludzi i ich podejście do sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, więc dane niepotwierdzone:) Może po prostu faktycznie, jakąś traumę przeżyła ( nawet w tym wieku może się zdarzyć, w wieku nastoletnim przecież przeżywamy dwa razy silniej) i faktycznie może ma jakąś barierę? Też niby różnie bywa. Ale człowiek może mieć dość nieraz słuchania takiego...marudzenia w sumie.
      I wiesz, też każdy zawsze i tak wie swoje ostatecznie, dobrze radzić to my sobie możemy, wiadomo...

      Usuń
  22. Ludzie bywają samotni z wyboru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tż do tego wyboru mają absolutne prawo:) Gorzej, gdy do samotności jakiegoś rodzaju w pewien sposób zmusza życie.

      Usuń
  23. To ja wyjadę jeszcze trochę z Prawem Przyciągania, bo sama w nie wierzę i... wiesz, ostatnio, gdy miałam jakiegoś doła zaczęłam wypisywać maile do Mamy (bo w sumie nie mam tak naprawdę do kogo innego już pisac, ale tam... nieważne) i koniec końców przesłała mi pewne video, na którym facet wypowiadał się w sprawie róznego rodzaju związków. I powiedział, że my wszyscy przyciągamy do siebie ludzi, którzy traktują nas tylko troszkę lepiej, niż my sami siebie traktujemy. I wiesz... coś w tym jest. Bo ja np. nigdy nie byłam w związku, nigdy się z nikim nie całowałam, nawet na randce nie byłam. I też miałam myśli typu "czy ze mną jest coś nie tak?". Bo przecież jak to możliwe... I wiesz, jak prawie pół roku temu przyjechałam do Anglii to był taki okres, że, nie chwaląc się oczywiście, faceci dosłownie zatrzymywali mnie na ulicy pytając, czy mam chłopaka i czy może nie chciałabym się wyjść gdzieś z nimi. A ja odmawiałam. Bo okay, nabrałam trochę pewności siebie w swoją kobiecość, wygląd zewnętrzny... ale przez pewne sytuacje z biologicznym ojcem, z moim ojczymem i jeszcze kilka innych zdarzeń ja się chyba na mężczyzn zablokowałam. Już pomijając tego, że nienawidzę pytania "Do you have a boyfriend?" rzucanego przy pierwszej rozmowie... ja się z tymi facetami bałam zadawać - a bo ten zaczął właśnie mówić, że chce m i e ć mnie za swoją girlfriend, tamten zbyt często dotykał mojej ręki lub, co gorsza, ud, gdy siedzieliśmy w parku lub na stacji kolejowej czekając na ten sam pociąg.
    Aż w końcu do mnie dotarło, że póki ja sama siebie nie zaakceptuję, nie pokocham siebie i swojego życia i nie będę siebie traktować tak, jak sama chcę być traktowana... to ni uja, że znajdę faceta, który da mi to "coś", czego ja "szukam", bo nawet, gdyby mnie przytulał, całował to pewnie bym chyba czuła jakieś braki... tak mi sie wydaje przynajmniej, bo szczerze to od strony praktycznej w ogóle się nie znam ;P
    Ale może z Maksem jest tak samo.... może on się nastawił przez ten rozwód i nieudane randki negatywnie do siebie? Zresztą, to jak mówił "stara bieda" to tak dla mnie... no, pozbawione było takiej pozytywnej energi, którą szczęśliwy człowiek powinien promieniować... Takie moje spostrzezenia przynajmniej są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Prawo Przyciągania to też swoją drogą, tutaj ciekawa rzecz. I ma się to właśnie nie tylko do tematu związków.
      Zawsze możesz napisać do mnie :D Ale serio,nieraz najlepiej o pewnych rzeczach z maną pogadać. I...coś w tym jest. Bo jednak ludzie, którzy nas jakoś wybierają, muszą widzieć w nas coś wyjątkowego. A my często nie dostrzegamy tego sami i to bywa naszym największym błędem. Bo gdy tego nie widzimy..jak cały nasz blask ma wyjść na światło dzienne?
      I jak mówię, nie uznaję tego "coś ze mną nie tak", chyba że jasne, to pewne psychiczne bariery na przykład, ale z nimi też najpierw sami musimy sobie poradzić. Oczywiście...jeśli te bariery nas uwierają. Bo może komuś by z nimi było i dobrze?
      Widzisz, wychodzi na to, że Tobie toeria bez praktyki lepiej idzie niż większości kobiet/ mężczyzn w związkach. Bo wielu ludzi szuka w kimś, w odbiciu cudzych oczu, a potem się okazuje, że najpierw trzeba spojrzeć w swoje. Bo związek nie wypełni też w nas pewnych luk. Ale tutaj chyba zaczynam odchodzić od tematu:)
      Ale nie, on tak nie ma akurat. Traumę po rozwodzie już przełknął z tego co zdążyłam zauważyć, ale...to też nie mi oceniać. Nawet jeśli tak jest, to sam musi sobie z tym poradzić przecież:) A akurat stara bieda to i on i ja mówimy często, to na zasadzie takiego powiedzenia bardziej:)

      Usuń
  24. Myślę, że mimo wszystko większość ludzi w końcu na kogoś trafi, choć może być to osoba niekoniecznie na całe życie. No nie wiem, co o tym myśleć, każdy przypadek jest chyba inny, ale jak już wiele osób nadmieniło i Ty chyba też, to nic na siłę.
    Mam nadzieję, że jednak trafię na kogoś odpowiedniego :)
    I dzięki Tobie i dziewczynie z innego bloga postanowiłam pracować w najbliższe wakacje jako barmanka, gdyż w takim miejscu wydaje mi się, że można poznać prawdziwe życie, bądź wiele jego aspektów. Chciałabym poznać różne ludzkie historie. Dla mnie bycie takim spowiednikiem, to jednak jakiś przywilej.
    Bardzo lubię czytać o Twoim życiu, bo jesteś taka inspirująca i konwencjonalna. Żywy przykład, że nie trzeba trzymać się powiedzmy narzuconych przez społeczeństwo schematów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo też może ścieżką niektórych w życiu jest poznawać różne ścieżki z różnymi osobami właśnie, kto wie:)I właśnie o to chodzi, każde życie inne więc nie ma co tworzyć jakichś ram i też siebie i innych do niczego zmuszać:)
      I życzę ci tego z całego serca:)
      Bywa fajnie ale wiesz...to nie jest taka lekka praca. Ale dobra właśnie na taki wakacyjny przerwynik, jako swojego rodzaju przygoda:) Bo bywa nieraz wesoło, ten trud nieraz się opłaca:)
      I cóż, dzięki za tak wielki komplement, to naprawdę bardzo miłe:)

      Usuń
  25. Ja raczej nie mam na temat zdania, przynajmniej jeśli chodzi o te "drugie połówki" i "miłości na całe życie". Może dziwnie to zabrzmi, ale wierzę w coś takiego w przypadku innych osób, natomiast w swoim absolutnie nie. Nie wyobrażam sobie siebie w związku, choć momentami tak bardzo chciałabym, tak bardzo pragnę bliskości drugiego człowieka. Czasem nawet myślę, że łatwiej byłoby mi pokochać kobietę - zupełnie nie wyobrażam sobie siebie w związku jakimkolwiek, ale jak już, to właśnie damsko-damskim i nie wiem, skąd taka myśl, bo nie zauważyłam/nie zauważam u siebie popędów homoseksualnych. Może dlatego, że naprawdę bardzo potrzebuję wrażliwości i czułości drugiego człowieka, i trochę podświadomie myślę/uważam, że to właśnie kobiety mają tych cech w sobie więcej niż mężczyźni? Ale tak czy siak - nie widzę siebie w związku. Z drugiej strony nie widzę też siebie bez nikogo do końca życia i nie wierzę, żeby tak się stało. Przeraża mnie ta perspektywa tej niezaspokojonej potrzeby bliskości, czułości, która jednocześnie mnie przeraża (zwłaszcza jeśli chodzi o fizyczność, dotyk) i jej pragnę jak niczego innego. Wiesz... strasznie dużo emocji wywołałaś u mnie tym postem. Takich emocji, które zazwyczaj w sobie trochę tłumię, bo jakbym miała ciągle myśleć właśnie o tym moim niezaspokojonym głodzie bliskości, to chybabym zwariowała. Ale myślę, że czasem to też potrzebne trochę. Zastanowić się nad pewnymi sprawami, przeanalizować je. Dziękuję Ci.

    OdpowiedzUsuń