czwartek, 4 grudnia 2014

O tym jakie pytania zadaje mi doskonały gatunek science- fiction, czyli trochę o niezbyt jasnej przyszłości ludzkości i naszym braku zastanowienia


Dzień po nieprzespanej nocy w pracy zawsze ciągnie się jak flaki z olejem i nie jest ani trochę konstruktywny. Niby człowiek trochę się przespał, ale to nie to samo co zdrowy, całonocny sen. Nawet nie zorientowałam się, że są moje imieniny, póki Mąż nie wpadł mnie w końcu obudzić, bo musiał wychodzić do pracy, a przedtem chciał dać mi prezent. Kolejna książka? Świetnie!

Na czytanie zawsze znajdą się siły. Mimo, że musiałabym się skupić na innych rzeczach. Zabrać się za rzeczy ważne ale wymagające koncentracji, naukę na egzamin, który straszy w sobotę (nie ma to jak problemy zdrowia międzynarodowego, doprawdy, które, notabene, przerabiałam już na studiach…) czy za pisanie pracy semestralnej z psychologii.

Ale, biorąc pod uwagę mój stan, wolałam chwilę poczytać chwilę poczytać? Co takiego zapytacie? Ano „Robokalipsę” Daniela H. Wilsona, którą właśnie dostałam. Gorzkie science- fiction, które uwielbiam.

Dlaczego uwielbiam? Bo pozornie niewiarygodne i rozrywkowe science-fiction zawsze daje mi najwięcej do myślenia.

W pewien sposób mam często wrażenie, że to gatunek niedoceniany, nie tylko w literaturze zresztą. Bo jak to, jakieś bajki o robotach, jakaś durna wizja cyberpunku, stale tylko apokalipsy, wojny, terror, technologie. Gdybanie i domysły, bajeczki. To często słyszałam od ludzi, gdy pojawiał się temat tej gałęzi literatury w rozmowie.

Czy chodziło o bardziej specyficzne, cyberpunk czy steampunk- dla wielu ludzi to tylko bajki. Owszem, coś w baśni w sobie mają, wiele marzeń ściętej głowy jak to się mówi. Bo czy roboty będą marzyć o elektrycznych owcach, jak zapytał pan Dick, mój bożyszcz literacki? To tylko teoria, nowi bogowie techniki i istota ludzka w tym coraz bardziej zagubiona. Niepokojące bajeczki do poduszki.
Rozumiem oczywiście w pełni, że tego gatunku można nie lubić, nie przepadać, jak za fantasy ( nie mylić proszę tych dwóch pojęć!) czy za innymi dziedzinami beletrystyki. Nie każdy musi lubić bajki o obcych właśnie ale sądzę po prostu, że mimo wszystko, temu gatunkowi, wbrew naszym gustom, należy się nieraz docenienie albo choćby pewien szacunek. Ni więcej, ni mniej.

Bo czy tylko bajeczki? Zastanawiam się za każdym razem otwierając pachnący już starością zbiór opowiadań Dicka, powieści Lema czy właśnie poznając Robokalipsę podarowaną mi przez Męża. Czy to tylko bajeczki, durne opowiastki, które nic nie wnoszą do życia, oprócz rozrywki i marnowania czasu, jak wielu uważa? Nie według mnie. Dla mnie to literatura, która zmusza do myślenia, analizowania. I przewidywania. Każąca się zatrzymać i spojrzeć nieraz ze strachem na własny komputer. Każąca zapytać, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy życie?

W pewien sposób w naszych czasach, czasach gdzie technika pędzi do przodu, człowiek staje się cyborgiem przez postęp techniczny medycyny, w czasach gdzie nanotechnologie mają coraz większe zastosowanie, a w Japonii ludzie żyją z prawie-androidami jak z członkami rodziny. Powieści science-fiction stają się coraz mniejszą fikcją właśnie. Zresztą, nie wiem czy wiecie, ale to, co kiedyś Dick tworzył, przelewał na papier jako wytwór swojej głowy, stało się już w dużej mierze naszą codziennością. Może te bajeczki coraz bardziej pozwalają nam przewidywać? Może nie tyle stanowią ostrzeżenie, choć wiele można by było tak potraktować, ale pokazują, do czego sami możemy się doprowadzić?

Szczerze podziwiam wyobraźnię i wizjonerstwo wielu autorów książek, filmów, anime. Bo w oparciu o to, co było i co jest, potrafią stworzyć, coś, co być może. I wydaje się nieraz w naszych czasach coraz bardziej realne. Wojny, w których udział biorą maszyny a nie ludzie? Moi drodzy…czy już czasem to coraz bardziej nie postępuje? Wszczepy elektroniczne, sztuczne oczy, produkcja człowieka- coraz bliżej i bliżej. Dla mnie nieraz ci, którzy tworzyli w latach 50 czy 60 są pewnego rodzaju jasnowidzami.

I w pewien dziwny sposób- powieści czy filmy, w szczególności anime science-fiction stanowią dla mnie często najgenialniejsze studium natury ludzkiej. Całej bestii siedzącej w człowieku, pokazują dobitnie nieraz nasze dążenia nekrofilskie ale co więcej-chęć przetrwania i trud złamania ludzkiej natury. Całą przekorę, chcesz mnie zgładzić, nie pójdzie ci tak łatwo. Obrazują całe struktury społeczne i mechanizmy, które rządzą nami na co dzień. Pokazują, jakie błędy popełniliśmy niegdyś i cóż- błędy, które możemy nadal popełnić. Tym bardziej, że jakoś kiepsko, w skali społecznej, globalnej nazwijmy to, idzie nam wyciąganie wniosków. Widać to na co dzień. Te same schematy dążenia do władzy, te same schematy wojen, rewolucji i krwi spływającej na ulicach. Te same powtarzające się błędy braku przewidywania konsekwencji działań. Człowiek się nic a nic nie uczy- w tych książkach nieraz to widzę.

Ale może mniejsza już o książki. Bo wizje w nich, choć nieraz straszne, stają się rzeczywistością. Jak choćby ludzkie uzależnienie od prądu i technologii. Ostatnio usłyszałam, że postępu technologicznego nie da się zatrzymać, nie biorąc pod uwagę jakiegoś totalnego kataklizmu i chyba sporo w tym prawdy, nie sądzicie? Wiemy, że postęp- może to słowo nie oddaje wszystkiego, ale niech będzie, że postęp-dokonuje się z przyspieszeniem wręcz geometrycznym. Każdy wynalazek powoduje kolejny, zobaczcie, jak przyspieszamy od czasu pary. Niesamowite, pochwała ludzkości. Ale hm…czy każdy postęp nie dokonuje się kosztem czegoś? Można tu wymienić wiele strat- odejście człowieka od natury (choć niewielu postrzega to jako stratę), degradacja środowiska (też niewielu obchodzi) czy osłabienie więzi międzyludzkich. Żyje nam się teoretycznie lepiej, ale nie zdajemy sobie do końca sprawy, jakie koszty poniesiemy za kilka, kilkadziesiąt lat.

Degradacja środowiska- nie trzeba chyba tego tłumaczyć, zresztą, już i tak mamy nadwyżkę 4 mld ludzi do wyżywienia,ale o tym kiedy indziej, zabraknie, wody, jedzenia- wizja katastroficzna być może ale na dzisiejszym poziomie eksploatacji jak najbardziej realna. Co ma do tego postęp technologiczny ktoś zapyta?
Cóż..samo wydobycie surowców do tego postępu trochę matkę ziemię kosztuje bólu. Ale nie będę tu się bawić w ochroniarza środowiska, to działka mojego Męża, którego w tym jak najbardziej całą sobą popieram.
Ale idźmy dalej. Zanik więzi międzyludzkich? Jak to, jak postęp zabija więzi? Mamy Internet, łatwiej się komunikować! Coś w tym jest. Ale zamykamy emocje w literkach i samych siebie odcinamy od innych ludzi. Często towarzysza zastępuje nam elektronika. Czas można spędzić niezależnie od innego człowieka, zresztą, -spójrzmy na Tokio i syndrom hikikomori, który, choć ma i inne podstawy, bez postępu technologicznego nie mógłby zaistnieć.

A postęp w medycynie? Toż to same plusy! Same plusy powiecie? Bynajmniej. Nie same. Więcej ludzi może przeżyć, więcej głodu. Mówiłam już o 4 mld ludzi nadwyżki dla środowiska. Może da się temu zaradzić innym postępem, wiadomo, technologie rolnicze, ale hm…skoro nawet miejsca momentami brakuje?
Ale miało być o medycynie. Zauważmy, że możemy uratować tych, których kiedyś nie mieliśmy szans uratować. Podtrzymywać przy życiu, pomóc się rozmnażać tym, którzy dzieci nie mogą mieć, zapobiec poronieniom, uratować wcześniaki. Pewnie, dla bliskich idealnie. Nie musisz opłakiwać (inna sprawa to brak oswojenia ze śmiercią za pomocą postępu technologicznego, ale mniejsza o to). Nie musisz godzić się ze śmiercią. Kto wie, może będziemy żyć 200 lat? A przepraszam, nikt nie pomyślał o tym, że śmierć osobników słabszych to naturalna regulacja? Wiecie, że gatunek ludzki jest coraz słabszy genetycznie? W pewien sposób- takie poronienie to naturalny mechanizm regulacyjny osobników słabszych. Tych, które same sobie nie poradzą. Może wyjdę na jakąś potworną psychopatkę, ale może- nie wszystkie osobniki powinny żyć. Wszystko ładnie pięknie, humanitaryzm, mamy społeczeństwo, które o osobniki słabsze dba i fajnie. Tylko czy czasem nie przesadzamy z tym wszystkim? Czasem może postęp nie powinien wchodzić w drogę naturalnym mechanizmom, bo cóż- czy nie kręcimy na siebie samych pewnego rodzaju bata?

Inna sprawa to zanikająca płodność, 20% par ma problemy ze spłodzeniem potomka w krajach rozwiniętych. Zanieczyszczenia środowiska, zła dieta, radiacja nie pochodząca z tak zwanego tła- cena postępu. Może skończymy jak w tym filmie Ludzkie dzieci albo będziemy ludzi zamiast rodzić produkować, jak w anime Ergo Prozy. Sztuczne macice i kolejka w oczekiwaniu, aż można będzie z nich skorzystać. Rozmnażanie uprzywilejowanych, tych których na to stać. Nowa jakoś eugeniki. Straszna wizja, co?

Wszystko ma swoje plusy i minusy. Wszystko ładnie pięknie, ale czasem zapominamy jako ludzkość o tym, że nie przewidywaliśmy pewnych konsekwencji. Nie uczymy się na błędach, co już mówiłam. I nie chcę być katastrofistką, ale zdaje mi się, że twórcy science-fiction właśnie nieraz umieją przewidywać. Koniec pewnej epoki. Koniec nas samych który ściągamy na siebie własnymi rękami. A nawet nie koniec- zmiany, które nadciągają i których nieraz nie da się cofnąć. I koniec, zmiany- nie zawsze są złe. Może nie wszystko prowadzi do katastrofy pewnego rodzaju. Może po prostu lubimy się umartwiać.
Ale i tak kochamy cyberpunk i klasyki science-fiction. To też nieraz zaskakujące, dlaczego. Jak wizje apokaliptyczne. Dlaczego? Chcemy poznać to, co niezbadane?

I fundamentalne pytanie moi drodzy- gdzie zaczyna się życie? Nad tym też zastanawia się ten gatunek przecież. Czy inteligentny android, który myśli samodzielnie choć to zaprogramowane, jest życiem? Czy do życia, stanowienia o nim może wystarczyć krew i bijące serce, czy to coś więcej? Czy może to pół-życie, jak wirusy? Namnaża się, rozmnaża, powiela- takie małe subtelne różnice? Czy o życiu stanowi oddech czy intelekt i analizowanie? Zawsze, czytając powieści twórców science- fiction zastanawiam się nad tym. Czym jest życie i czy może zrodzić się w maszynie, w setkach obwodów, przecież nasz mózg- też jest setką, miliardem kabli i połączeń. Ot, taka zagwostka, pewnie nigdy tego nie rozstrzygnę. Nie dla mnie takie gdybanie ale przecież- robota można pokochać. Paru ludzi już to wprowadza w życie- tylko czy robot, na najwyższym stopniu rozwoju, pokochałby nas? Samo stanowił o sobie i swoim świecie? Czy chciałby być wolny? Jeśli miałby intelekt- na pewno. Tylko tu rodzi się kolejne pytanie, czym intelekt jest tak naprawdę. Bo jak zdefiniujesz swój?

Co znaczy być człowiekiem? Niszczyć? Tworzyć?
Co to znaczy żyć?

Tyle pytań które stawia mi gatunek science fiction- książki przede wszystkim, ale i filmy. Zwłaszcza anime jak już mówiłam, choćby takie anime, jak Ghost ih the Shell czy Akira. Ergo Proxy. Cholera, Japończycy są w tym dobrzy. W stawianiu pytań. Pokazywaniu, jak może być. Co jest możliwe. W zmuszaniu do myślenia. Może dlatego, że w naszym świecie są tego najbliżej? Może po prostu my już żyjemy w powieści, anime science fiction? Może wszystko zaczyna się już teraz, ba...to wszystko już trwa. Od dawna. Nawet nie zauważasz gdzie i kiedy.
Fascynujące.




"Ludzkie ciała składają się z niezliczonych elementów, a każdy z nich inaczej wpływa na kształt całości. Twarz, odróżniająca ludzi od siebie. Głos, który samemu trudno rozpoznać. Dłonie, które widzisz po przebudzeniu. Wspomnienia z dzieciństwa i obawy o przyszłość. I nie tylko to. Są jeszcze dane sieci, do których dostęp ma mój cybermózg. Wszystko to tworzy mnie taką, jaką jestem. Daje początek temu, co nazywam „mną” – mojej świadomości. Ale jednocześnie ogranicza „mnie” to do ustalonych granic."
Jeśli coś jest technologicznie możliwe, człowiek tego dokona. Jakby kierował nami pierwotny instynkt. -"Ghost in the Shell, anime sience- fiction


Jeśli ktoś obejrzał fragment openingu do Ghosta ( powyżej) i spodobała mu się niezwykła muzyka Kenjiego Kawaii'ego, to polecam posłuchać reszty tego utworu:



34 komentarze:

  1. Jak ty mi przypominasz Kordiana Frida...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może to on przypominał mnie?:P A może to tylko etykietka, może to się wydaje, dlatego, że niektórzy wiedzą, że do znałam?:P Bo jednak, ostatecznie, ja to ja.

      Usuń
  2. Jeśli nie widziałam to polecam film "Her", tak odnośnie miłości :)
    Starsi ludzie świetnie sobie dają radę, bo jak to się mówi to ten przedwojenny materiał. Moja babcia się dziwi, że tyle ludzi/dzieci teraz choruje, a właśnie od początku jesteśmy słabsi. Córka mojej kuzynki jest niepełnosprawna i często tak sobie myślę o ile łatwiej żyłoby się teraz mojej kuzynce... Ale z drugiej strony wnosi też wiele radości. Myślę, że akurat tutaj nie ma dobrego rozwiązania, bo ciężko patrzeć na to w jeden sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam:)
      Można tak powiedzieć, dobry materiał bo miał gorszy start, w sensie....no jednak cywilizacja była inaczej rozwinięta. Ale miało to i swoje złe strony.
      I wiesz, ja nie chcę żeby tutaj wyszło na to, że ja neguję powiedzmy osoby chore w społeczeństwie, że jestem zwolennikiem starej eugeniki czy coś w tym stylu, bynajmniej.Inaczej nie robiłabym w służbie zdrowia, no nie?:D Tylko właśnie postęp to taki obosieczny całkiem miecz, jak wszystko. I trzeba sobie z tego zdawać jakoś sprawę nieraz.

      Usuń
    2. To polecam :D
      No wszystko ma plusy i minusy jednak.
      Nie no, ja tak tego nie odbieram (znowu) :D mam wrażenie, że wiele ludzi nie lubi się tak zastanawiać nad tym tematem. Jak i nad innymi zresztą, bo np. moja A. nie jest w stanie rozmawiać nawet o kosmosie, bo to ją przerasta xD

      Usuń
    3. Ok, obejrzę koniecznie:)
      Dokładnie, nie ma czegoś, na co składają się same plusy.
      Wolałam jednak uprzedzić w razie czego ten fakt :D I pewnie, że nie lubią, tak jak wolą się nie zastanawiać nad wieloma innymi, bo właśnie nie mają gotowej odpowiedzi...Ale o kosmosie w jakim sensie? Co ją tam cholera przerasta?:D

      Usuń
  3. JAkoś nigdy nie pociągał mnie ten gatunek....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo też dla każdego co innego, jak pisałam, nie każdy mus go kochać:) Tylko nie lubię, jak mi niektórzy mówią, że to durne bajki tylko.

      Usuń
  4. Mnie zawsze najbardziej zadziwiało, jak moi dziadkowie, czy nawet prababcia, kiedy jeszcze żyła, ogarniali to, co się dzieje. Nie, że w to wątpiłam... Tylko wiesz, telefony komórkowe, Internet, przenośne laptopty, i ta telewizja, te wszystkie rzeczy, mi czasem się zdarza nie ogarniać, mieć wrażenie, że "oja, to już przesada", a oni? Przecież kiedy się urodzili, kiedy dorastali, wszystko było inne, trudne do zdobycia, takie jedzenie na przykład, a teraz to wszystko jest na wyciągnięcie ręki... a jednocześnie jakość naszego życia się pogarsza, bo wtedy ludzie mieli czas na rodziny, na spędzanie czasu z bliskimi, teraz wszyscy pną się po szczeblach kariery (nie mówię, że to źle - dobrze, ludzie walczą o siebie i swoją przyszłość) ale znów brakuje tego złotego środka, życia "w sam raz". Teraz każde jedzenie naszpikowane jest chemikaliam (czasem wolę nawet udawać, że tego nie wiem), ludzie żyją, ale na to życie nie mają czasu, chorują, zbyt młodo umierają... I tak wszystko jest robione na odczep się. Odliczamy to weekendu, do świąt, do wakacji... I nim się spostrzegamy, nasze życie przemija. Huhuhu. Ale mnie wzięło na gadanę. Ale naprawę często mnie to zastanawia. Jak starsi ludzie dają radę żyć w tym pokitranym świecie? A swoją drogą, boję się myśleć co to będzie za kilka(dziesiąt) lat, jak to wszystko będzie funkcjonowało. O ile kiedyś nie pierdolnie. A tak czekałam na koniec świata w 2012! Siedzieliśmy na klasowej, maturalnej już wigilii, i tak wszyscy składamy sobie życzenia a w pewnym momencie ktoś "wszystkiego najlepszego z okazji końca świata" i cóż... Nic nie pierdolnęło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wtedy było też łatwiej ogarnąć. Pamiętajmy, że nasze społeczeństwo jest właśnie nastawione na przepływ informacji- kiedyś było to gromadzenie wiedzy, teraz tylko przepływ, bo internet sprawił, że wiedzy, informacji jest za dużo. Globalizacja i te sprawy. Kiedyś nie przejmowałaś się, co dzieje się w Chinach. Teraz...niektórzy może i nadal się nie przejmują, ale mają większą możliwość.
      I jasne, kiedyś ludzie nie skupiali się na tym wszystkim, tylko bardziej...na sobie, pewnej duchowości nieraz, na ludziach. Teraz ludzie to często cyferki, literki, więc coraz bardziej nawet odczłowieczamy drugą istotę.
      A jedzenie...ja się cieszę, że mama mnie wyhodowała jeszcze na warzywach i owocach własnej produkcji, a i sery nieraz czy masło robiła swoje ( biegałam co wieczór prosto do gospodarza, co miał krowy i w sumie dopiero mając 16 lat spróbowałam mleka ze sklepu....). Dlatego dla mnie może, wychowanej bez internetu w sumie, na jedzeniu wiejskim i biegającej wśród lasów to jeszcze większy przeskok, swojego czasu jak przeprowadziłam się do Poznania nie mogłam się przestawić na tryb miejski :D Ale nie jestem jakoś dzięki temu zdrowsza :P
      Dokładnie, odliczamy, zamiast też po prostu żyć. Jakbyśmy w tym pędzie, przyklejeni do komputerów i tych nadmiarów informacji zapomnieli w ogóle, jak się żyje. To trochę przerażające.
      Dokładnie, też mnie to jakoś...przerasta, tym bardziej że mam wizje katastrofisty zawsze.
      I aż żal że nie pierdolnęło?:D

      Usuń
    2. Teraz trudniej być obojętnym na to co dzieje się u innych :) Niby "mamy to gdzieś" ale jednak coś ciągnie nas ;) O, dokładnie, odczłowieczamy w tym pędzie... w zasadzie po co pędzimy?
      No ja też tak zostałam wychowana, bo mieszkałam na wsi (w zasadzie wciąż mieszkam, w weekendy) i dla mnie zawsze było abstrakcyjne iść do sklepu żeby kupić marchewkę czy ziemniaki.. Bo wszystko miała pod nosem, swoje, dobrze zadbane. Nie dziwię się! :P Przeprowadzka w zupełnie inne środowisko to jednak jest coś, do czego trzeba się przyzwyczaić :P
      Trochę bardzo XD
      A widzisz, ja zawsze staram się szukać dobrych rzeczy, tylko nie zawsze mi to wychodzi :)
      No trochę żal :D Byłam strasznie ciekawa jak by to wyglądało XD

      Usuń
    3. Otóż to, bo jednak mamy możliwość się dowiedzieć. A przynajmniej, mamy świadomość, egoistycznie, że to, co dzieje się np. po drugiej stronie globu nie jest bez wpływu na nasze otoczenie.
      I nie wiem po co. Ale jednak to robimy. Tak jakby już...mechanicznie nieraz.
      To przybij pionę, dziołcha wiejska jak i ja:D I dokładnie, przestawienie na inny tryb. A majonez ze sklepu? Jaki to był dziw :D
      No bo to nie zawsze ogólnie wychodzi, ale no hej, dobrze się starać po prostu:)

      Usuń
  5. Polecam film "Gattaca - szok przyszłości" (pewnie mi się literki powaliły, ale cii :D) . Ja po nim dlugo myślałam nad eugeniką właśnie. Niepotrzebne nam ideały. Nie takie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O,widziałam Gattacę i uwielbiam ten film. Właśnie genialnie obrazuje zagadnienia tzw. nowej eugeniki i daje sporo do myślenia. W ogóle, jak interesują Cię zagadnienia eugeniki, to polecam książkę Bielawskiego "Higieniści", opartą na fenomenie szwedzkiej eugeniki i "Nowy, lepszy świat"( ale tu nie pamiętam autora i tak, tytuł jest odniesieniem do Huxleya). Dodatkowo otwierają oczy na właśnie ten temat.
      I niepotrzebne ale...zawsze jakoś żywe, mimo wszystko. Człowiek od tej eugeniki nie umie się uwolnić, już od Sparty przecież...

      Usuń
  6. Co do tych poronień to ja Ciebie za psychopatkę nie mam, ale to może przez moje wierzenia. Bo przecież poronienie tyczy się właściwie ciała fizycznego... ale ciało astralne przecież nie umarło, kto wie czy nie inkarnuje w przypadku kolejnej ciąży tej samej osoby i właśnie będzie to osobnik, który również pod względem fizycznym będzie w stanie przetrwać... ale ludzie lubią brać życie coraz bardziej przyziemnie. A to, co wyprawiają, a właściwie powinnam użyć określenia "my", bo sama święta nie jestem, to jest... czasami przerażające. Nasunęła mi sie tutaj myśl odnosząca się do życia w zgodzie z naszą Dharmą i faktu, iż jeżeli zbyt dużo ludzi nie bierze swojego życia na poważnie, zapomina o Dharmie, to to prowadzi tylko i wyłącznie ku katastrofie.
    Ale może właśnie tego potrzebujemy? Takiego wielkiego BUM!, które wyrwałoby nas z tego matrixu, w który żeśmy sie wpakowali i który pozakładał nam klapki na oczy.
    Co do relacji międzyludzkich... ostatnio rozmawiałam o tym trochę z moją host, która pochodzi z Ugandy. I powiedziałam, że w państwach bardzo dobrze rozwiniętych, choćby w takim UK, ludzie to powoli zapominają o tym, co jest ważne - o wierze, miłości, żyją od weekendu do weekendu, od godziny w której zaczynają pracę do czasu odjazdu pociągu. Każdy jest "very busy", ludzie przez to niszczą kontakty z bliskimi, aż potem zostają sami i ileż to jest przypadków, że rzucają się oni pod pociąg, albo umierają w swoich domach i nikt o tym nawet nie ma pojęcia. I powiedziała, że może Uganda to nie kraj mlekiem i miodem płynący, ale właśnie tam ludzie nie zwracają uwagi na czas, żyją w zgodzie z naturą, własną wiarą, przyjaciół traktują jak członków rodziny. Nikt nie boi sie pójść do sąsiada z wizytą czy nawet, by poprosić o szklankę cukru czy mąki... a brak mocno rozwiniętej technologii to też pewnego rodzaju motywacja. Moja host jest na to doskonałym przykładem, choćby pod względem historii swojej edukacji - zero komputerów, tabletów i innych gadżetów, nawet oświetlenie niezbyt sprzyjające, bo tylko jedna lampa naftowa w jej domu była... ale miała marzenia, dążyła do ich zrealizowania i osiągnęła naprawdę wiele, nie zatracjając przy tym siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też po prostu nie od dzisiaj wiadomo, że poronienie to naturalny mechanizm odrzucania uszkodzonego płodu, który pewnie i tak nie przeżyłby poza łonem matki,albo zmarłby w czasie ciąży jeszcze. Ale wielu ludzi cóż...podchodzi do tego trochę inaczej. A wierzenia swoją drogą:) Tak z ciekawości, w tym momencie jak się odnosisz do aborcji? Może pytanie trochę z dupy, ale...ciekawi mnie to jakoś:) I nie, nie jest to złośliwe i w żaden sposób nie będę się niczego czepiać :D
      Nikt z nas święty nie jest, bo w pewien sposób nie idzie uniknąć zachowań cywilizacyjnych i pewnych nawet poglądów, żyjąc w tej cywilizacji przecież. No tak, Hindusi wierzą przecież, że żyjemy obecnie w czasach końca, bo za dużo naknociliśmy z Dharmą. Pula dharmy jednostkowej zebrała się w pulę ogólną i cóż...czeka nas ponoć wielkie ka-boom. Ale nawet jeśli nie takie widowiskowe...rety. Przecież pewną właśnie katastrofę już widać. Więc w dużej mierze podzielam ich zdanie tutaj. Tylko mam wrażenie, że jak będzie oststeczne bum, to po nas nie będzie co zbierać.
      Dokładnie. To kwestia pewnego rodzaju ceny zamiany plemienności na jednostkowość, nie wiem czy interesowałaś się tym w aspekcie socjologicznym...ale takie podejście właśnie genialnie pokazuje, co tracimy a co zyskujemy, zamieniając plemienność na cywilizację w której jednostkujemy. Zmiana tożsamości człowieka, który kiedyś mówił "my", teraz mówi "ja", wymuszone zachowania postępem...to z jednej strony przerażające, z drugiej fascynujące. Ale właśnie widać, że człowiek w tym nowym jako takim się gubi. I dlatego wiele osób szuka też różnych...innych ścieżek, tak bym to nazwała:)
      I to najważniejsze:) Bo nieważne skąd pochodzisz, zawsze możesz osiągnąć to, co sobie założysz. Tylko nieraz wysiłek włożony w to musi być większy.

      Usuń
  7. Oj zgadzam się zgadzam.Jako (mam nadzieję) przyszły student medycyny takie rzeczy mi się przydadzą.W sumie zaczynają mnie nawet denerwować te wszystkie sprawy związane z np. facebookiem.Coraz częściej zastanawiam się czy go nie usunąć.Zrywanie znajomości przez facebooka,wysyłanie lekcji przez facebooka,bo kumpel który mieszka 600 m ode mnie lekcji mi nie da,grupowe konwersacje na facebooku jakby nie dało się spotkać i zwyczajnie pogadać.Niby jest to jakieś ułatwienie jak nie ma się pieniędzy żeby do kogoś zadzwonić,ale no przepraszam...Dziękuję bardzo za polecenie nowych anime do oglądania.Na razie wspominałam dzieciństwo z ,,Czarodziejką z Księżyca'' :P a książki sci-fiction lubię. Aczkolwiek ciężko teraz coś przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymam kciuki za przyszłą medycynę:)
      Też się zastanawiałam nad usunięciem fejsa, jak mam być szczera ale jednak..mam tam kontakt z pewnymi ludźmi. Ale to przerażające, jak niektórzy przenoszą tam całe swoje życie tak naprawdę i preferują kontakt przez niego zamiast tego w 4 oczy....smutne wręcz. Aż strach, jak to pójdzie dalej.
      Anime dobra rzecz:D Jakby co mogę dać ci dłuuugą listę :D
      Czemu?

      Usuń
  8. Ehh... Wiesz, nienawidzę tego gatunku właśnie z tych powodów jakie wymieniłaś :P Bo przewidują coś co niby jest niewiarygodne ale może być prawdziwe. Przecież w Chinach (albo Japonii) wymyślono już roboty jak ludzie. Do reklam (chyba). Widziałam 3-4 lata temu filmiki. Kobiety naturalnej wielkości, materiał skóry... Nie zorientowałabyś się w pierwszej chwili, że to robot... Czy to normalne? Moim zdaniem fajnie,że chcą rozwijać technologię ale często to chyba przesada.
    Mam zamiar obejrzeć "ja robot" nie wiem na ile to jest science - fiction ale podobno roboty też tam rządzą :P
    Ludzie często nie myślą co będzie jutro... Ja już jestem przerażona młodym pokoleniem, które ma zarobić na moją emeryturę i rządzić państwem :P Choć daleko mi do emerytury :P
    Przeraża mnie też apokalipsa i te choroby... Bo niby tego tak nie widać, ale... Coraz młodsze osoby chorują. Choćby w problemach z jajnikami widzę to u młodych dziewczyn poniżej 20 lat. (podaje akurat taki przykład bo się rozeznałam tu na pi razy oko :P ). I nigdy tak nie było chyba... I ludzie wołają,że młodzi nie chcą dzieci bo praca i tak dalej... No zgodzę się,że z pracą jest problem ale większy chyba jest z niepłodnością. Bo wiem,że bardzo, bardzo dużo kobiet ma taki problem. I jak się już leczy i stara to często dziecko rodzi się dopiero koło 30 - 40 lat... Więc to też się skądś musi brać,że chorują... Tak samo chyba grono zachorowań na raka się zwiększa. Coraz więcej młodszych osób. Po prostu wiek chorób się obniża. Zanieczyszczenia... Postęp techniczny... Wszystko ma swoje plusy i minusy, ale często nikt nie zastanawia się czego jest więcej, czy plusów, czy minusów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mówię, nie trzeba go lubić, ale...warto nieraz docenić. Właśnie może to, że potrafią nieprawdopodobne uczynić realnym i przewidzieć możliwy efekt jako taki.
      I to w Japonii. Jeśli chodzi o androidy, to Japonia w tym zdecydowanie przoduje. I...z jednej strony przesada a z drugiej jakby naturalny kierunek rozwoju...bo może w tym ukazuje się kompleks boga, jaki posiada ludzkość?
      I to jest pełną gębą science- fiction :D Dobry film.
      Może tak naprawdę, koniec nie będzie żadnym widowiskowym bum....a naszym powolnym wymieraniem? I fakt w szpitalach, właśnie choćby na onkologii coraz więcej młodych ludzi.
      Albo po prostu, nikt w euforii kiedyś nawet o minusach nie myślał...to tak jak z tym, jak kiedyś palenie polecani na astmę...

      Usuń
    2. No właśnie... Mnie przeraża wszelaki koniec :P Bo czuję,że nie jestem nawet daleko poza startem :P
      Ehh... Może tak. Ale dla mnie to dziwne, przerażające :P
      A to fajnie, bo w 3D go mam :D
      Też tak myślę,że nie będzie to widowiskiem a naszym upadkiem bo chcielibyśmy być doskonali...
      No i zobacz... Nie ma też komunikacji między ludźmi jak dawniej, teraz na święta ludzie walczą by wysyłać kartki itp. To tak jeszcze w temacie tych robotów. Bo może będzie tak,że każdy będzie miał robota swojego i za niego robot wszystko będzie robił a my będziemy siedzieli w domu i oglądali seriale :P wszystko robi się takie sztuczne.

      Usuń
    3. Koniec tak czy siak przerażą bo przecież...tyle do zrobienia zawsze...a koniec w znaczeniu nie tylko osobistym, a jakimś globalnym może działać jeszcze gorzej na nas.
      Bo to daleka rzeczywistość, dlatego też przeraża.
      A ja nie lubię 3D, męczy mi oczy.
      To bardzo możliwe...i nawet jest taki film o tym "Surogaci" się zwie.

      Usuń
    4. Inne 3D jest inne na TV i inne w kinie, ale jakby dużo oglądał to męczy :)
      A o Surogatach coś mi się kojarzy :P

      Usuń
    5. Ja mam minimalnie zepsuty wzrok, to pewnie dlatego.

      Usuń
  9. Ja właśnie nie przepadam za tymi gatunkami, ale szanuję i bardzo podziwiam wyobraźnię twórców. To, że umieją stworzyć od podstaw zupełnie nowe światy, rządzące się innymi prawami. I fakt, są to często apokaliptyczne, ponure wizje. Ale wszystko to jakoś odzwierciedla niepokoje, które siedzą w człowieku.
    Ja myślę, że my się boimy przyszłości, tak globalnie, boimy się tego, co sami możemy z nią zrobić. Bo rozwój techniki sam w sobie jest dobry, jak piszesz. Niebezpieczeństwo polega na tym, że te nasze osiągnięcia przerastają nas jako ludzi. Nie umiemy z nich mądrze korzystać, ba, pozwalamy się niszczyć.
    I abstrahując od tych ultranowoczesnych japońskich robotów, myślę, że dla nas tutaj największym zagrożeniem jest własny komputer i własny smartfon. Właśnie ze względu na te spłycone relacje. Na brak czasu i uwagi poświęconej na żywy kontakt i dobre rozmowy. Łapię się ostatnio na tym, że coś tam sobie klikam nawet rozmawiając przez telefon. Shame on me ;)
    Także - wszystko jest po prostu narzędziem w naszych rękach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam, każdy ma prawo lubić co innego ale po prostu...nieraz irytuje mnie, jak niektórzy z gruntu mówią, że to tylko durne bajki. Często nawet nie czytając, nie analizując, nie poznając.
      I dokładnie, to często niepokoje, o których też czasem boimy się jakoś głośno mówić. Wypowiadać na głos, bo a nuż się ziści?
      Nie dojrzeliśmy do tego, co potrafimy zrobić, a jednocześnie zapominamy przez to o tym, co kiedyś było ważne. I to bywa chyba największym niebezpieczeństwem.
      O właśnie. Takie uzależnienie od klikania, sprawdzania co chwilę maila, facebooka...uzależnienie od przepływu informacji, które w ogóle nie są nam potrzebne. Tak samo, przypomniałaś mi jeden kawał o człowieku z przeszłości i współczesnym. Gdy to wehikułem czasu przybył człowiek z przeszłości i spotkał młodego człowieka bawiącego się smartfonem. Nie pamiętam jak to dokładnie szło, ale ogólnie wyszło na to, że mamy pod ręką rzecz, dzięki której możemy poznać całą widzę świata, jaką do tej pory jako ludzkość zdobyliśmy. Możemy poczytać o fizykach, uczyć się języków i o innych kulturach, możemy zwiedzić wirtualnie Luwr, przeczytać praktycznie każdą wydaną książkę, pochłonąć każdą myśl jaka zrodziła się w ludzkim umyśle...a tymczasem oglądamy głupie koty. I chyba tyle w temacie :D

      Usuń
    2. No tak, załapałam o co chodzi ;) Te śmieszne, głupie koty urosły już do symbolu ;)) W sumie nic dziwnego, pełno ich w sieci. Sama mam na sumieniu oglądanie jakichś głupich filmików w celu odmóżdżenia się czasem.
      Kiedyś przeczytałam jedną książkę z gatunku cyberpunk - "Neuromancer" chyba. Było to najdziwniejsza rzecz jaką miałam w rękach ;) Na początku ciężko było mi się w ogóle połapać o chodzi, zupełnie inny świat, niektórych rzeczy musiałam się domyślać. Ciężko się wiec czytało, ale muszę przyznać że w końcu mnie wciągnęła i nawet zafascynowała w jakiś sposób. Nie wróciłam już do tego, bo ja chyba po prostu czego innego oczekuję od literatury. No ale tak jak pisałam, szacunek dla wyobraźni autorów!

      Usuń
    3. Najgorsze...że ja te koty uwielbiam. Ostatnio nawet z Mężem płakałam przy jednym takim filmiku:) Ale od czasu do czasu właśnie człowiek musi się odmóżdżyć. Bo nie można wiecznie chłonąc tylko wiedzy wszechświata :D
      Czytałam Neuromancera i powiem Ci, że mi też na początku trochę ciężko się czytało, zanim się wciągnęłam. Ale ostatecznie jak dla mnie świetna pozycja.
      Jakby nie patrzeć, ja też nie tylko science fiction czytam :D

      Usuń
  10. Science fiction to mój konik. Na nim się wychowałem :) Odnoszę jednak wrażenie, że wraz z rozwojem cywilizacyjnym (nie tylko tym prezentowanym w filmach) przesuwają się pewne granice moralne. Nie wiem jednak czy to dobry trend.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, w końcu ktoś kto z podchodzi do science- fiction z takim entuzjazmem jak ja :D A to owszem, nasza moralność się zmienia, jest przecież zawsze zależna od okoliczności jak dowodził Nietzsche...więc to raczej nic dziwnego. Ale dla nas też zdaje się nie być niczym dobrym właśnie.

      Usuń
  11. moim zdaniem ta cała technologia i cyfryzacja świata to zły kierunek. Niedługo człowiek będzie mógł osiągnąć wszystko nie ruszając się z fotela, a chyba nie o to chodzi, by nas uziemiać w domach i unieruchamiać. Ale to temat na długą debatę.
    co do raka i jego profilaktyki - jestem zdania, że warto w siebie zainwestować, bo życie ma się tylko jedno. szkoda, że tak mało ludzi to respektuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony zły, z drugiej...już nie umiemy się bez tego obejść. Swoją drogą, ma to też dobre strony ale...za wszystko co dobre właśnie trzeba zapłacić pewną cenę, jak sądzę. Nie ma miecza, który nie byłby obosieczny.
      Dokładnie.

      Usuń
  12. cholera. nigdy nie popatrzyłam na ten gatunek literatury/filmów jako na zapowiedź tego, co może być... a kiedy to czytałam miałam wrażenie, że kurde! naprawdę tak może być. aż trochę to przeraża.
    a co do postępu technologii - niejednokrotnie mnie to przeraża, sama nie nadążam za tym, co się dzieje, nawet już niektóre trochę przeżyte technologie są dla mnie czarną magią, więc nie chcę wiedzieć, co jeszcze mogą ludzie wymyślić.

    wiesz... ostatnio w moim życiu w miarę wszystko się układa, naprawdę jestem zadowolona z tego co mam. owszem w tym roku miałam trochę ciężki okres, jedna moja ciocia miała poważny wypadek, ale a szczęście wyszła z tego wszystkiego, drugą ciocię już od dłuższego mam w szpitalu, martwi mnie to, ale patrząc na sprawy jedynie dotyczące mojej osoby, naprawdę wszystko jest ok. tylko tej miłości brakuje, więc myślę, że to naprawdę chodzi o tą samotność.
    pewnie i tak bywa, trzeba się nie raz rozczarować, by później móc docenić tą drugą osobę obok...

    OdpowiedzUsuń
  13. Frida, przerażasz mnie z samego rana XD
    Nie no, spoko, sama często nad tym myślę albo wręcz jestem zmuszona myśleć. Moi bracia tak gdzieś od roku mega się tym wszystkim interesują - co prawda zwłaszcza kosmosem, celami i postępami firmy SpaceX i jego założycielem Elonem Maskiem, lotami w kosmos, szukaniem nowej Ziemi i tak dalej, ale problem przez Ciebie poruszany też wiele razy już przewijał się w dyskusjach - pośrednio i bezpośrednio. Tak zupełnie bezpośrednio, to natknęłam się na niego w książce Huxley'a "Nowy wspaniały świat", którą bardzo Ci polecam, jeśli nie czytałaś. Genialnie obrazuje to, co może się stać, co tak naprawdę - powoli, ale jednak - JUŻ SIĘ DZIEJE. I to coraz szybciej. A książka napisana 100 lat temu. To niesamowite i niesamowicie przerażające.
    Ale wracając do Twojego wpisu - tak, zgadzam się. Tylko linki mi nie działają, w ogóle żadne wstawione przez Ciebie filmiki z tych starych wpisów nie działają (mam po prostu puste, czarne kwadratowe pole...), więc nie jestem w stanie obejrzeć tego anime, ale może potem poszukam na youtubie i sobie sama znajdę. Ale tak, z wpisem się zgadzam bardzo mocno, choć - przyznaję - przeraziłaś mnie i to nieźle.
    Sama przed przeczytaniem "Nowego, wspaniałego świata" po haśle "science fiction" miałam w głowie wyłącznie Star Warsy (które też mają ogromną symbolikę i przesłanie, powstał film na ten temat nawet, który to wszystko wyjaśnia, ale jeszcze go nie obejrzałam, więc na razie się nie wypowiadam, w każdym razie mam świadomość, że - choć to nie mój klimat - to jednak to nie jest tylko jakaś tam sobie bajeczka). Dopiero właśnie ta książka otworzyła mi oczy, a potem już bracia siłą rzeczy zagłębiali mnie w temat. Oni czytają bardzo rozległe artykuły na te tematy i tak dalej, ale póki co ja jeszcze nie jestem w stanie tego zrobić (jestem dobra z angielskiego, ale do poziomu angielskiego w tych artykułach to mi - i jakiemukolwiek licealiście - to daleko), więc nic nie polecę.
    Ale wracając do Twojego wpisu.
    Ja generalnie zawsze miałam gdzieś w sobie taki lęk przed tak odległą przyszłością, w której postęp technologiczny mógłby zdominować, i myślę że teraz ten mój strach się zwiększył. Bo zdałam sobie sprawę, że ta przyszłość wcale nie jest tak daleka, jak myślałam będąc jeszcze w podstawówce. Zdecydowanie się boję, że zamienimy kiedyś emocje na smartfona, który w końcu stanie się bardziej "smart" niż my sami. I może dlatego tak mało korzystam z własnego XD Ale jednak... posiadam go i - jakby nie patrzeć - funkcjonowanie bez niego często byłoby bardzo utrudnione, tak samo jak bez internetu. Dzisiejsze czasy to takie trochę (a może właśnie bardzo) niewolnictwo pod tym względem. Strach pomyśleć, ile rzeczy by ludzkość straciła, gdyby nagle zabrać jej ten cały postęp technologiczny. Z drugiej strony, ja zawsze miałam takie wrażenie, że to prędzej upadnie niż nas zdominuje, a jeśli nawet zdominuje - to w końcu i tak upadnie. Może najpierw my stworzymy sztuczną inteligencję i to nas zgubi, a potem sztuczna inteligencja sama siebie unicestwi? Taka wizja przyszłości nawiedza mnie dość często, nawet tak z półtora roku temu napisałam o tym opowiadanie. Chociaż sztuczna inteligencja to może jeszcze trochę inny temat... ale w nim też trochę siedzę, właśnie tu też za sprawą braci, bo to też ich fascynuje. Mnie trochę przeraża. Oglądałaś może film "Ex machina"? Dobrze obrazuje właśnie to, co być może za czas wcale nie tak długi, jak wielu myśli...

    OdpowiedzUsuń