Dzisiejszy
dzień spędziliśmy we dwoje, całkiem we dwoje. Aż śmieszne, ale
najlepszą zabawą było dla nas wspólne sprzątanie, gotowanie,
podczas którego prawie spaliliśmy obiad w przerwie na namiętność
na stole. Tego potrzebowałam po naszym chwilowym rozstaniu, na te
parę dni. Takiego czasu. Spokojnego, bez szarpania, znajomych,
imprez nawet, bo czasem trzeba po prostu być we dwoje. Takie
wspólnego gotowanie i oglądanie filmów. Robienie śniadania rano
dla dwojga. To pewne ciepło, które napędza na początku tej jakże
trudnej po jesieni zimy. Spokojne ciepło prozy.
Prozy,
nie poezji. Jak to, zapytacie? Miłość to poezja przecież.
Nie.
Dla mnie to proza, najpiękniejsza proza. Swojego czasu właśnie
tak o swojej miłości pisałam, pewien tekst, napisany jako jeden z
niewielu od długiego czasu. Do zbiorów "Love Letters",
które w lutym wydawali Królik z Fredsem :
To
stało się tak nagle. Zabrakło na Ciebie poezji. Stało się jej
tak żałośnie mało. Ta miłość pożerała poezję, wsysała ją
jak odkorkowana wanna wodę, jak trąba powietrzna dachy domów. Tak
łapczywie wchłaniała wersy, że pewnego dnia nie było już ani
jednej metafory, która mogłaby opisać to uczucie. Wtedy zabrałam
się za prozę.
Tak właśnie to pamiętam. Z dnia na dzień stawałeś się prozą, najpiękniejszą prozą życia jaką kiedykolwiek zaznałam. Kiedy jeszcze nie umieliśmy tego nazwać, kiedy rodziło się samo przez się, w nas i poza nami, poza naszą świadomością, poza wolą, właśnie wtedy kiedy stawało się i rodziło, takie niedojrzałe, niepewne, wtedy uświadomiliśmy sobie że wrośliśmy w siebie i to my nawzajem w sobie tak mościmy się niecierpliwie, szykujemy miejsce. Do dziś nie wiem którędy we mnie wszedłeś, gdzie znalazłeś ten drobny przesmyk, wyrwę w murze którą dożylnie podawałeś mi coraz więcej ciepła, by płynęło do serca, obijało się komorami, wypełniało płuca urwanym oddechem i mąciło w głowie. Mówiłeś, że to przez piwo, że coś do niego dolewają, a to Ty dolewałeś i to właśnie kiedy patrzyłam, w oczy mi prosto dolewałeś, serce napełniałeś i wlewałeś w drżące dłonie. Może właśnie tędy wszedłeś- oczami próbującymi odgadnąć jaki kolor tęczówek na dziś, może nosem narkotycznie wciągającym z dymu papierosowego Twój zapach, ustami które gryzłam śniąc o Tobie, uchem jednym, bądź drugim które słyszało już tylko Twój głos, może wszedłeś do mnie dłońmi, prześlizgnąłeś się między splecionymi palcami, wszedłeś między płytkę paznokcia a zielony lakier i nie można Cię było już zmyć. Nie wiem którędy, ale pojawiłeś się tak mocno, że piosenki, księżyc, gwiazdy, piwo, bilety, zeszyty, sukienki... że wszystko stawało się Tobą.
A kiedy już się urodziło i stało, kiedy porwało nas bez reszty, rozszarpało i skleiło mieszając Twoje urywki z moimi, wtedy właśnie zabrakło poezji. A może i sami skazaliśmy ją na banicję. Bo poezją pisze się te ostatnie listy i kradnie pocałunki, z poezją można upadać wzniośle i łzy wylewać tak czyste, że makijaż się zmywa. Zamieniliśmy poezję na prozę. Bo nasza proza pachnie kawą i spokojem. Dopada nas rano słońcem i przebudzeniem powolnym, przeciąganiem się, strzelaniem kości, ziewaniem. Smakuje jesienią, śmiechem i problemami. Nie kończy się urwanym wersem. Nie pisze mi Ciebie metaforą.
Tak właśnie to pamiętam. Z dnia na dzień stawałeś się prozą, najpiękniejszą prozą życia jaką kiedykolwiek zaznałam. Kiedy jeszcze nie umieliśmy tego nazwać, kiedy rodziło się samo przez się, w nas i poza nami, poza naszą świadomością, poza wolą, właśnie wtedy kiedy stawało się i rodziło, takie niedojrzałe, niepewne, wtedy uświadomiliśmy sobie że wrośliśmy w siebie i to my nawzajem w sobie tak mościmy się niecierpliwie, szykujemy miejsce. Do dziś nie wiem którędy we mnie wszedłeś, gdzie znalazłeś ten drobny przesmyk, wyrwę w murze którą dożylnie podawałeś mi coraz więcej ciepła, by płynęło do serca, obijało się komorami, wypełniało płuca urwanym oddechem i mąciło w głowie. Mówiłeś, że to przez piwo, że coś do niego dolewają, a to Ty dolewałeś i to właśnie kiedy patrzyłam, w oczy mi prosto dolewałeś, serce napełniałeś i wlewałeś w drżące dłonie. Może właśnie tędy wszedłeś- oczami próbującymi odgadnąć jaki kolor tęczówek na dziś, może nosem narkotycznie wciągającym z dymu papierosowego Twój zapach, ustami które gryzłam śniąc o Tobie, uchem jednym, bądź drugim które słyszało już tylko Twój głos, może wszedłeś do mnie dłońmi, prześlizgnąłeś się między splecionymi palcami, wszedłeś między płytkę paznokcia a zielony lakier i nie można Cię było już zmyć. Nie wiem którędy, ale pojawiłeś się tak mocno, że piosenki, księżyc, gwiazdy, piwo, bilety, zeszyty, sukienki... że wszystko stawało się Tobą.
A kiedy już się urodziło i stało, kiedy porwało nas bez reszty, rozszarpało i skleiło mieszając Twoje urywki z moimi, wtedy właśnie zabrakło poezji. A może i sami skazaliśmy ją na banicję. Bo poezją pisze się te ostatnie listy i kradnie pocałunki, z poezją można upadać wzniośle i łzy wylewać tak czyste, że makijaż się zmywa. Zamieniliśmy poezję na prozę. Bo nasza proza pachnie kawą i spokojem. Dopada nas rano słońcem i przebudzeniem powolnym, przeciąganiem się, strzelaniem kości, ziewaniem. Smakuje jesienią, śmiechem i problemami. Nie kończy się urwanym wersem. Nie pisze mi Ciebie metaforą.
Ostatnio
zdarza nam się obserwować pewną świeżo upieczoną parę, naszego
współlokatora i moją znajomą ze szkoły. Tak jakoś, jako kolejni
ludzie, zeszli się przez nas. Nie to, że ich swataliśmy, ale po
prostu, poznali się dzięki nam.
Nieraz
bywamy złośliwi. Zresztą, oboje i ja i Mąż nieraz tryskamy
nadmiarem ironii, a we dwójkę tworzymy nieraz prawdziwą lożę
szyderców, którą trudno niektórym aż znieść.
-Ej,
Basia, a pamiętasz, jak miałaś te 16 lat i zamykałaś się po
ciemku w pokoju i macałaś z facetem?- żartował sobie Mąż, gdy
do naszego współlokatora przyszła właśnie Natalia.
Och,
pamiętam. I za nic bym do tego nie wróciła.
Świeżo
zakochana jest też moja Kaśka, o czym już mówiłam w jednym z
wpisów. Jakże ta kobieta szczebiocze! Miło aż się na nią
patrzy, wylewa się z niej euforia, chodzi rozpromieniona, oczy jej
błyszczą. Mam nadzieję, że trafiła wreszcie na odpowiedniego
partnera, zresztą, wszystko na to wskazuje. I naprawdę, wszystko
cudnie, cieszę się jej szczęściem ale…wiecie, że nieraz to
bywa irytujące? Nie zrozumcie mnie źle- wiem, że robiłam to samo.
Ale dla otoczenia to nieraz bywa zabawnie drażniące, „bo on to,
bo tamto, bo taki wspaniały!”. Cholera, doszłam do wniosku, że
robiłam to samo. Gadałam o moim Mężu pewnie na prawo i lewo, gdy
tylko się zeszliśmy, jestem pewna, choć nawet tego sobie wielce
nie przypominam. Jednak, co gorsza, gdy ktoś mnie teraz zapyta o
niego…robię nadal to samo.
Cóż,
czasem wpycha się komuś swoje uczucia do gardła. I to wspaniałe,
gdy ktoś się dzieli tak swoją euforią, genialnie się na to
patrzy ale nieraz może z pewnym przymrużeniem oka. I nie, nie
jestem tu wcale złośliwa. Sama pamiętam swoje euforie w
poprzednich związkach smarkuli....tak samo jak pamiętam kurwienie
po miesiącu, jaki to palant i jak się z tym i owym nudzę! Taką
miałam naturę, póki nie ugłaskał mnie mój Mąż- szybko się
nudziłam. Szybko ekscytowałam i uciekałam. Wiem, że podobnie ma
Kaśka więc...to nie jest nawet złośliwość. To realne patrzenie,
patrzenie prozy na poezję.
Uważa
się w pewien sposób, że pierwsze 3 miesiące związku, zakochania
są najwspanialsze. Potem przywykamy chemicznie, stajemy się coraz
mniej naćpani i bum!- czasem zderzamy się z rzeczywistością.
Wielu mówi, że tęskni za tym okresem pierwszych miesięcy,
pierwszego roku. Tak patrząc na Kaśkę, siebie z przeszłości i
parę innych znajomych, sama się nad tym zastanowiłam. Czy ja
tęsknię, będąc z Mężem, co prawda tylko niewiele ponad 6 lat
(bo w perspektywie życia to mało), czy tęsknię za tym szalony
okresem euforii, pierwszego dotyku? Czy kuje mnie to w jakiś sposób,
uwiera, że obok sms-ów typu „ kocham cię jak wariat i nie mogę
bez ciebie żyć”, "bez ciebie moje życie byłoby cholernie
puste, wiem to jeszcze bardziej, gdy nie ma ciebie obok (to z
ostatnich dni)" czasem dostaję wiadomość „aha, kup jeszcze
srajtaśmę, bo się skończyła”?
Zastanowiłam
się nad tym poważnie- między innymi, dlatego pewnie, że w okresie
grudnia i spada mi libido ( zamiast paru razy dziennie starcza mi
raz, no ludzie!) i atmosfera w mojej duszy jest jakaś, nie owijając
w bawełnę, jest obecnie chujowa momentami. A tutaj lata mi
rozszczebiotana Kaśka mimo tego co się stało, feromony
współlokatora powodują, że jedna z naszych kotek stale ma ruję (
i nie, to nie jest żart, mamy kota ludziofila).
Zanalizowałam
to porządnie. Czy te pierwsze miesiące jakoś nam uciekły?
Myślałam parę dni o tym, będąc też w rozłące, odrywając się
od statystyki. I powiem już teraz pewnie- nie. Nie zamieniałabym
tego, co mamy na to, co było wtedy. I te miesiące nam nie uciekły.
One stale są w nas, tylko- wkomponowane w resztę, którą
zbudowaliśmy.
Rozmawiałam
o tym z Mężem nawet –wiecie, co mi powiedział? Że te pierwsze 3
miesiące, a nawet więcej czasem bycia ze sobą, są najgłupsze i
najokropniejsze. Zdziwiło mnie to. Bo każdy stale mówi, że to
cudowne, ta rozkosz i motyle w brzuchu. Co więc jest nie tak?
Ano,
Mąż ma cholera jak zawsze, ostatecznie jakąś tam rację.
Te
pierwsze miesiące są najgorsze, bo najwięcej udajemy. Może coś w
tym jest, może te pierwsze razy ze sobą, pierwsze spotkania,
randki, nawet jeśli zaczynają się od pójścia razem do wyra
(zdarza się, czyż nie?) to miesiące genialnego teatru, na który
nieustannie się nabieramy. Często ona nie puszcza bąków i ZAWSZE
ma orgazm pochwowy, a on nie mówi, że tak naprawdę ma fetysz stóp
i czasem płacze na filmach. Nie mówię, że ludzie na początku
związku kłamią, bynajmniej. Oni często sami w to wierzą. Chociaż
ja od początku bekałam jak krowa na pastwisku, ale to wynika z
specyfiki chyba, w jaki sposób ja i Mąż się zeszliśmy, a nie
jest to normalna historia. Wynika to też ze specyfiki naszych
popieprzonych charakterów i kumpelstwa tak naprawdę, bo jesteśmy
też dla siebie wspaniałymi kumplami, którzy we dwójkę upijają
się tanim piwem na kanapie oglądając durne horrory ( co mamy
dzisiaj w planie zresztą).
Ale
często na początku zawsze są kwiaty a ona zawsze ma wydepilowane
nogi. Gdy zamieszkają razem, okazuje się, że on codziennie z pracy
nie będzie przynosił bukietu, za to rozrzuca skarpetki, a ona tak
naprawdę brwi ma regulowane i chodzi w ciepłym dresie. Co więcej,
nie zawsze ma ochotę na seks. Ani ona, ani on- szok, co? Te pierwsze
miesiące to czasem teatrzyk, toki, które mają swoje genialne
strony. Ale szczerze- mi osobiście nie chciało by się do nich
wracać. Naprawdę. Może jestem za leniwa na stan zakochania a
może...po prostu kocham. Bo to kolosalna różnica.
Czy
nie lepiej po prostu owe uwodzenie zawrzeć w tej prozie życia
nieumytej zawsze podłogi (i Mąż i ja jesteśmy strasznymi
bałaganiarzami…)? Szczerze- lubię gdy nadal mój mąż mnie
adoruje jak w pierwszych miesiącach. Ale nie musi tego robić non
stop, szanuję, gdy powie „chcę sobie pograć w Skyrima (chociaż
wczoraj ten szacunek mi nie wyszedł gdy rzuciłam się mu do
rozporka)” i posiedzi przed kompem w samych gaciach. Szczerze- to
powoduje ten dziwny rodzaj czułości. Dokładnie, czułości. Nawet
bąki potrafią rozczulać, gdy są śmierdzące, ale on z wielką
przekorą w oczach powie "ale ja pierdzę pod kołdrą, żeby
było ci cieplej!".
Nie
chciałabym wracać do tych pierwszych miesięcy, bo chociaż jest
tam pożądanie, wielkie emocje, czasem szarpanie, które można mieć
i po latach- trudno mówić tam o tej specyficznej czułości,
miłości, która cechuje związki z dłuższym stażem. Znacie
wiersz T. Jastrunia „Przytul się do mnie”?
Jesteśmy
tacy delikatni
Aż
strach
Oczy
z niebem i łąką
Chroni
powieka z bibułki
Nóż
wchodzi w brzuch
Łatwiej
niż w chleb
A
krew
Przy
nieostrożnym ruchu kierownicy
Wyfruwa
jak spłoszony ptak
Nasza
płeć
Meduza
wyrzucona na brzeg
Tylko
przez chwilę wilgotna
Wszystko
w nas
Jest
bardziej kwestią czasu
Niż
w przypadku cegieł
A
nawet kruchego szkła
Kamień
posiada nad nami
Druzgocącą
przewagę
Więc
przytul się do mnie
Tylko
czułość idzie do nieba
Osobiście-uwielbiam
go ( swoją drogą poznałam ten wiersz dzięki temu, kto czułość
najbardziej cenił i cóż...jego naprawdę poszła do nieba. A
raczej została wśród ludzi, którzy niebo mogą stanowić).
W
każdym razie wiersz uwielbiam, ale tak naprawdę zrozumiałam go
dopiero po paru latach bycia z kimś, kogo naprawdę kocham.
Miłość
ma wiele obliczy. Poeci i muzycy zawsze stawiali na to narowiste, te,
którymi pisze się właśnie wiersze. Ale jak napisałam jakiś czas
temu,dla mnie i dla Męża zabrakło poezji.
I
ja nadal to podtrzymuję. Miłość jest wspaniała, nieraz rani- ale
najbardziej smakuje w pełni, po latach. Nie jesteśmy ze sobą
długo- trochę ponad 6 lat, a to tyle, co nic. Mieszkamy ze sobą od
5. I doceniam te wszystkie zmiany, które w nas zaszły.
Te
pierwsze 3 miesiące były poezją. Ale proza smakuje lepiej. Z dniem
,gdy coraz bardziej znasz tego człowieka, zdejmuje maski ,bo zaczyna
ci ufać. Chociaż zawsze mówimy, że ufamy, od początku, to jednak
tkwi w nas wszystkich małe spłoszone zwierzę. Nie oswoisz go w
drugim człowieku randką, dobrym seksem czy kolacją. Oswoisz go
czasem, pielęgnacją, umiejętnością pokazania łez, pokazania, że
zależy. Zwierzę oswaja się powoli, a nie przekupuje. Bo czy
przekupstwo pięknych słów jest coś warte? To, jak się do tego
zabraliśmy, widać dopiero po czasie. I myślę, że nam to
oswajanie idzie dobrze. Mnie w nim i jego we mnie.
Po
latach nawet seks jest lepszy. Dużo osób może to zdziwi, ale po
latach nie wpada się w rutynę, jeśli się tego nie chce, wręcz
przeciwnie. Znając swoje ciała, to, co lubimy, czy nie powinno
wzbierać w na coraz większe pożądanie? Nie jest już zawsze
dzikie, choć nieraz może chce się zedrzeć po prostu ubranie albo
nachodzi na seks w dziwnym miejscu…ale pełne jest też już
umiejętności i czułości. A w seksie jak w niczym innym chodzi nie
o ilość a o jakość. Poza tym, po latach umie się o nim
rozmawiać. Owszem, seks pierwszych miesięcy może wydawać się
namiętniejszy ale- ja tak nie powiem. Ja zawsze miałam wrażenie że
to seks niezdarnych dzieci, a kobiety myślą za dużo o tym, co
powinny a czego nie. Potem bariery puszczają, czyż nie?
I
gdy tak patrzę na pewne dopiero co zakochane pary, cieszę się ich
szczęściem, ale w pewien sposób, podświadomie, nie chcąc nikogo
krzywdzić, czasem patrzę na to z przymrużeniem oka. Bo wiem, jakie
euforie ja sama zawsze miałam. W jaką euforię wpadłam gdy wpadłam
przy Mężu, wpadłam po uszy. Każdy kiedyś zaczynał i każdemu
życzę takiego szczęścia i w pewien sposób wytrwałości, jaką
my jednak mamy.
Bo
wiem już po tylu latach, choć dużo to będzie 20,co najmniej, że
kocham. Czasem pojawiła się na chwilę myśl- zimą- czy to nie
jest tylko przyzwyczajenie? Ale ta myśl jak szybko się pojawiała,
tak znikała. Tak samo moje myśli „czy ja się mu jeszcze
podobam?” i jego podobne do moich. Momenty po kryzysach, bo te
każda para ma przecież. Ale cieszę się z tej cholernej pewności,
którą posiadam. Bo choć w życiu nic nie jest pewne- stąpam po
twardym gruncie. Jego i mojej miłości.
Miłość
ma wiele obliczy, ale w pełni nazwę ją dopiero teraz. W tej
prozie, z tym powolnym trzaskaniem kości, z tym, że powoli już
nawet teraz widzimy upływający czas- on łysieje, ja mam problemy z
hormonami i tyję, widzimy ten czas- i zakochujemy się w sobie
każdego dnia. Pomimo że jest zima, pomimo, że mam czasem swoje
dziwne myśli nieraz, myśli potraumatyczne, jak zawsze wychodzące
ze mnie wieczorami, wychodzące nieraz dogryzaniem, złośliwością
i wybuchami gniewu. A on to rozumie. I kocha, kocha, kocha.
To
cudowne smakowanie każdego dnia razem, nawet gdy jest gorzki. To
dzielenie radości i trosk, tak po prostu, z własnej woli. Z własnej
miłości, nie tej szarpanej, ale wciąż takiej, o której Frida
może pisać wiersze.
Wiecie,
co nas oboje najbardziej wzrusza?
Historia
Carla i Ellie, znacie ją może? Ta z filmu "Odlot".
Mój
mąż wyznał mi swojego czasu, że nie marzy o niczym innym, jak się
ze mną zestarzeć i mieć te dwa fotele, jak właśnie owi państwo
z owej bajki. Bo my mamy swój bajkę. Bajkę, wbrew gatunkowi,
pisaną prozą.
I
chociaż można mówić, że nie ma rzeczy wiecznych- bo w wieczne
nawet ja nie wierze- to wierzę, że są rzeczy dłuższe niż
ludzkie życie. I to może być miłość. Też nasza. I także-wasza.
Kiedyś. Może zaczynająca się teraz, może trwająca, prowadząca
do tych dwóch foteli i wielkiej samotności, gdy któreś odejdzie
jako pierwsze.
Wiecie,
jaki jest wyraz najcudowniejszej miłości? Opieka nad drugim gdy
tego potrzebuje i pozwolenie odejść, gdy jest na to pora.
Ostatnio
taką miłość mam okazję oglądać.
W
miejscu, w którym mam praktyki jest pewna pani, mająca 87 lat,
chora na zaawansowanego Altzeimera. Co dzień przychodzi do niej jej
mąż. Sam chorując, nie był w stanie żyć z nią w ich własnym
mieszkaniu. Nie przewinąłby jej pampersa, nie wsadziłby do wanny.
To, że ona tam jest, to smutna konieczność. Ale on przychodzi
codziennie, do tej niewstającej, niby nic nie rozumiejącej
ptaszyny. Przychodzi i czule głaszcze ją po twarzy. Opowiada każdy
dzień. Karmi, gdy tylko może. Mówi do niej, a jej oczy błyszczą,
gasną gdy odchodzi, gdy musi wracać do siebie, bo kręgosłup nie
pozwala, bo koniec godzin odwiedzin. To smutne, ale zarazem piękne.
To jest miejsce, to momenty, gdy widać miłość, nie zakochanie.
Gdy wygrywa proza, a nie poezja. A raczej...trwają razem. Bo wbrew
pozorom, niczym się nie różnią. Jeno się uzupełniają.
Czasem
trzeba też pozwolić odejść poezji, prozie i żyć dalej- bo ta
druga strona by tego chciała. Wyraz najwspanialszego uczucia i siły
z niego czerpanej.
Nie
bójmy się zakochać, bo chociaż te pierwsze miesiące to teatr,
choć w pewnym momencie będziemy cierpieć- czy ktoś złamie nam
serce, czy ktoś umrze a my zostaniemy sami, to warto przeżyć
najcudowniejszą przygodę życia. Z kimś, kto jest tego wart. Kogo
po prostu kochamy- i odczuwamy jak siebie samego.
Tak.
Kochać. Chyba jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaka może nas
spotkać w życiu.
gdy czytałem Twój opis zakochania to wyobraziłem sobie, ze moja Natalia też tak kiedyś o mnie myślała, u mnie poezja też już przeszła w prozę, jesteśmy już dwa lata ze sobą i dobrze się poznaliśmy ale ja wolę prozę, lepiej się w niej odnajduję
OdpowiedzUsuńPo prostu, proza nie szarpie człowieka tak bardzo, nie męczy. To już nie zakochanie, a miłość...a cóż jest piękniejszego?:)
UsuńNie wszyscy lubią poezję, bo proza jest w pewien sposób przystępniejsza? [Chciałam tu dopisać jakiś mądry wniosek wynikający z tego, co napisałaś i z mojego pytania, ale nie potrafię tego aktualnie ubrać w słowa :( Ale powinnaś się zorientować, o co mi chodzi. Jak będę umiała to zwerbalizować, to dam znać ^_^]
OdpowiedzUsuńBardzo lubię wszelkie bajki (mimo swojego wieku XD), a "Odlot" to wręcz uwielbiam, a ta historia Carla i Ellie jest taka... słodka, ale nie słodkasłodka, tylko urocza i ładna.
A to, że dalej możesz gadać i gadać o Mężu, to jest fajne! :D O wiele gorsze są nastolatki, które co tydzień zmieniają chłopaków, a każdym tak się podniecają i o każdym kolejnym tak samo non stop mówią...
Chyba rozumiem o co chodzi :D Nie trzeba się nią bawić, owijać w bawełnę, wali wprost- i tak właśnie jest też w związkach, po prostu w życiu. Poezja nie jest zła ale...chyba jej nadmiar mdli nieraz:)
UsuńA wiek tu nie ma nic do rzeczy, z bajek i ich przesłania się nie wyrasta. I cóz...dla mnie to właśnie najpiękniejsza historia miłosna. Bo nie mówi o tym, że żyli długo i szczęśliwie ale kontyunacja historii nie jest pokazana, tylko pokazuje, jak to pięknie może być naprawdę w życiu.
No może i fajne, ale nieraz lepiej nie zaczynać rozmowy, bo mogę zanudzić :D Ale...w tym masz chyba rację. Wiem, bo sama taką nastolatką byłam :D
Ja tam po dwóch i pół roku bycia w związku czuje się tak samo jak w pierwszych miesiącach a nawet lepiej bo teraz już wiem że "mam u niego szansę " :-D
OdpowiedzUsuńI oby tak zostało :)
Po prostu, już nie jesteś zakochana a kochasz i wiesz, że jesteś kochana, mam rację?:)
UsuńI pewnie zostanie, jak tylko oboje nadal tak będziecie się starać, jak do tej pory. Tyle wnioskuję z tego co o Nim, o Was piszesz, bardzo ładnie piszesz:)
Nie, po prostu teraz wiem, że uważa mnie za swoją dziewczynę i mogę od niego egzekwować spotkanie a wtedy musiałam tylko liczyć na to, że gdzieś mnie zaprosi i że o mnie nie zapomni :P
UsuńWiesz, nie zawsze jest tak pięknie ;) Jak się kłócimy to też na całego :P
A na początku nie wiedziałaś? Coś wyczuwam, że ciekawy był wasz początek związku :)
UsuńI kto się nie kłóci?:D Sorry, u nas nieraz książki i talerze latają ( dobra, ale to ja rzucam :D)
swoją drogą, ja zawsze cieszę się z tego szczęścia innych tego gadania i motyli w brzuchu, sama doskonale wiem, że miałam/mam tak samo...i wydaję się nam, Boże ja też tyle o Nim gadałam? :-) nie raz się zastanawiam, czy po ślubie mi ten czar zakochania nie minię i będziemy się kochać jeszcze mocniej? ponoć po ślubie jest jeszcze lepiej, powiesz mi jak to jest?
OdpowiedzUsuńWiesz, mi nie chodzi o to, że się nie cieszę z cudzego szczęścia, wręcz przeciwnie:) Tylko czasem to się wydaje takie...nie zabawne złośliwie, często w ten uroczy sposób. Ale czasem to aż irytuje, jak gadasz z kimś cały dzień, a ten co 15 minut wraca do jednego tematu :D I nie widzi żadne skazy :D
UsuńJa nie narzekam:D Choć, my już się śmialiśmy, że nam ślub nic nie zmienia, ani jeden, ani drugi który wzięliśmy, bo tak czy siak żyliśmy od początku jak małżeństwo..mieliśmy nawet wspólne pieniądze, nigdy nie rozliczaliśmy się za zakupy. Wszystko przyszło nam jakoś naturalnie i cóż...po ślubie ta miłość, bo to kwestia czasu, jest jeszcze pełniejsza, choć pewnie nie o sam ślub chodzi. Tylko o fakt właśnie bycia razem coraz dłużej i dłużej, coraz mocniejszych z czasem przecież więzi, rosnącego zaufania, czułości a nawet namiętności:)
Ja wprawdzie w tej dziedzinie doświadczenia jeszcze nie mam, ale patrząc po koleżankach: jedna z nich ma chłopaka od bodaj miesiąca/dwóch, jakoś tak. I gada o nim non stop. Ba, z nim gada non stop - nigdy w przerwie między zajęciami nie można pogadać bo dzwoni On. Okej, przyzwyczaiłam się. Ale mnie to nie powiem, denerwuje, bo są u niej dwa przewodnie tematy, albo uczelnia (a o tym ile można gadać??) i chłopak. Ja wiem, że ja pewnie też bym się tak zachowywała, choć ja z drugiej strony nieco skryta jestem, więc nie wiem. Druga koleżanka ma chłopaka od paru lat, i z tą idzie normalnie pogadać. Serio. Ta pierwsza potrafi z każdego tematu przejść do jednego, z drugą da się normalnie pogadać. I chyba czekam niecierpliwie na upłynięcie tych trzech - magicznych - miesięcy, bo zwariuję :)
OdpowiedzUsuńAle pięknie o Was mówisz :) Aż miło się czyta :)
Królik wydawał jakiś tomik?
Jak to się mówiło- jak ci się przyjaciel/znajomy zakocha, to go tracisz na pół roku :D I to jest święta prawda, bo wtedy człowiek cóż...karmi się swoją miłością, przerasta go jego własna reakcja chemiczno- biologiczna, nie widzi świata poza tym jednym obiektem zakochania:) Ale to jest miłe nawet, w sensie...ja wiem, że niektórzy się wręcz obrażają, że go przyjaciel wręcz olewa. Ale jak dla mnie trzeba to zrozumieć i przetrzymać, to stałe wracanie do jednego tematu, te telefony...bo jednak to się unormuje, tamten człowiek do nas wróci po swojemu:) Czasem trzeba dać czas cudzej euforii po prostu, którą nam nieraz nawet trudno zrozumieć:) I trzymam kciuki właśnie, żebyś nie zwariowała :D
UsuńI cóż, dzięki:) I nie mogę inaczej mówić, bo nam razem dobrze i tyle:D
W sensie wierszy? Nie, co ty...kiedyś z Kaśką chciałyśmy mu nawet wieczorem poetycki urządzić w Małym Książku, takim antykwariacie- kawiarnii u nas w Poznaniu...prawie nas za to zabił swoim atakiem paniki :D Królik nigdy nic nie wydał, bo uważał, że to kiepskie, a pisał genialnie. W sumie, znam chyba jego większość wierszy, mam na mailu podsyłane ( bo w sumie wymienialiśmy się ze sobą, wiadomo jak on, zawsze coś podesłał) i jeśli chcesz to coś mogę ci pokazać bo jednak...może to jego wiersze, ale część decydował się pokazać, chociaż tomiku nigdy nie chciał ani nic publicznego. Parę powrzucał nawet na swoją zupę, więc sądzę, że te były do upublicznienia jakoś:)
A to co było wydane, to Love Letters, pisał o tym, tam były dwa jego teksty w sumie tylko, resztę pozbierał po ludziach. Genialna inicjatywa.
Ja się nie obrażam, bo wiem, że taka kolej rzeczy, cieszę się tym, tylko na dłuższy dystans, jak się z nią spędza każdy dzień, to no... Po prostu :) Ale milo się patrzy jak lata uśmiechnięta :D I może uda mi się wyjść żywo :D
UsuńKolejny powód do radości :D
No wiadomka, mi zawsze piosenki jakieś podsyłał, albo melodie, tylko to wszystko takie zawsze smutne było... A on mi się takim pozytywnym człowiekiem wydawał i tak sobie pomyślałam, jeju. Jeżeli tylko chcesz i możesz, to chociaż te, które pozwoliłby - według Ciebie - innym pokazać, nie róbmy niczego przeciwko niemu, bo jeszcze nas postraszy XD
Jak zwykle wpadł na genialny pomysł :) Domyślam się, że Love Letters nie są nigdzie do przeczytania właśnie dostępne? :)
No wiem, po prostu nieraz to irytuje :D Ale właśnie trzeba przetrzymać, jak ja też obecnie momentami Kaśkę przetrzymuję :D Trzymam za to kciuki :D
UsuńDokładnie:D
Wiesz...powiedzmy tak, że Kordian miał dość skomplikowaną naturę. Nie można było jednoznacznie powiedzieć o ty taki pozytywny. Bo miał w sobie i dużo melancholii. W sumie jego była dobrze powiedziała kiedyś, że jak długo człowiek by go nie znał, nigdy nie wiedział, czego się po nim spodziewać i co jeszcze w sobie kryje. Bo po prostu, nie dało się nic powiedzieć wprost, w jakikolwiek sposób go określić.
No nic przeciwko niemu nie mam robić zamiaru, zobaczę, które miał tam na zupie po prostu opublikowane:)
No nie...jak już to ja mam swój egzemplarz. Bo to powiedzmy, była "edycja limitowana".
W tych pierwszych tygodniach/miesiącach tak własnie jest.. że każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony. Nawet jeśli nadal jest sobą, nie udaje żadnych zachowań, to stara się bardziej, a gdy już "zdobędzie drugą osobę", to powoli sobie odpuszcza starania..Fajnie jak od początku jest tak naturalnie ;]
OdpowiedzUsuńDokładnie. I nie jest tu nawet właśnie udawanie bo...sami wierzymy w swoją lepszą stronę często, że tak to ujmę. I to jest fajne to jest miłe...ale dla mnie już jest męczące. I pewnie, lepiej jak tak jest choć wiadomo, trudno nieraz o to :D Ja mam to szczęście, że u nas właśnie w dużej mierze tak było:)
UsuńPamiętam jak zawsze Kordian mówił, że randki takie głupie i w ogóle, takie udawanie itd. Zawsze się z nim kłóciłam, bo jednak widzę w tym coś fajnego. Nie w tym udawaniu, ale w takim zwyczajnym podrywaniu się, zabieganiu o siebie. Jasne, później też tak powinno być. Ale nie zawsze jest i myślę, że dlatego właśnie wiele osób tak miło wspomina te pierwsze miesiące. Gdzie on przynosił kwiaty, a ona goliła nogi. Bo jak oboje przestają się starać to nawet uczucie nie wystarczy. Tylko najpierw trzeba to zrozumieć. I może dla niektórych to jest oczywiste, ale jak zawsze, nie dla wszystkich.
OdpowiedzUsuńA ja zawsze niesamowicie zazdroszczę ludziom, którzy w jakiś sposób się po prostu odnaleźli. I to nie jest zła zazdrość. To raczej zazdrość z nadzieją, że takie rzeczy nie dzieją się tylko w książkach i filmach. Że skoro kogoś to spotkało to może i mnie. Oczywiście zdarza mi się w to wątpić, może dlatego, że nie ma wokół mnie wielu takich par. A właśnie Królik zawsze mówił, że on zna takich dużo i już teraz wiem, co miał na myśli :) Łatwiej wierzyć, że są jeszcze ludzie, którym zależy i którzy chcą się starać, bo wiedzą, że warto. Łatwiej jeśli się to widzi.
No widzisz, my akurat byliśmy podobnego zdania, chociaż nie powiem, swojego czasu randkowanie uwielbiałam...aż poznałam Wojtka:D Bo zasadniczo, pierwszą randkę, albo coś, co ktoś uznałby za prawdziwą randkę, mieliśmy po jakichś 3 miesiącach bycia razem :D I okazało się, że tak już jest fajniej :D I wiesz, podrywanie się, zabieganie, po prostu powinno trwać cały czas. A nie tylko przez te pierwsze miesiące i tam się...wręcz wypalić. Bo ja mam często takie wrażenie, że im więcej ludzie tych toków na początku uprawiają, tym szybciej się nieraz wypalają. I pewnie, nie ma rzeczy ogólnie oczywistych wręcz:)
UsuńWiem o co ci chodzi. Chociaż ja tak nie miałam bo...zanim poznałam Wojtka to chciałam wręcz mieć niezobowiązujące związki i mówiłam, że nigdy za mąż nie wyjdę :D Ale wiem teraz o co chodzi, bo to wspaniałe, mieć drugą osobę i jakoś w pewnym momencie się za tym tęskni po prostu. I pewnie, że się nie dzieją. Chociaż właśnie do tego w filmach musisz dodać brudne skarpetki i ogrom bąków jak ja to mówię :D
I ja jednak uważam nas za fajną parę i cóż...znam parę takich, o których też na pewno tak powiem:) I wiem o co chodzi z tym łatwiej:)
I wiesz, ja wierzę, że jeśli naprawdę chce się kogoś odnaleźć...to jest też ktoś, kto i ciebie szuka właśnie:)
No właśnie, powinno. I to wtedy faktycznie musi być lepsze niż na początku, bo się palnie żadnej gafy, a nawet jakby to człowiek tym nie przejmuje, że "oboziu, weźmie mnie za idiotkę" xD
UsuńTeż miałam taką fazę, ale mi przeszło xD Bąki mnie zawsze śmieszą, więc tutaj nie ma problemu :D A teraz mi się przypomniało jak koleżanka ze szkoły ostatnio mówiła, że po całym wspólnym weekendzie ze chłopakiem tak chce jej się srać, bo jeszcze przy sobie tego nie robią i ona się krępuje, ale już ledwo chodzi xD Strasznie mi się chciało z tego śmiać, ale kurde, też tak robiłam :D
No bo też chyba chodzi o to, że taką parą powinni być rodzice czy chociaż dziadkowie. Takim wzorem trochę. Bo jednak wtedy człowiek się uczy jak to powinno wyglądać. A często tak nie jest, więc się jakoś wątpi i może trochę szuka właśnie po znajomych takiego zamiennika.
Nawet nie wiesz jak mi się ryj teraz uśmiechnął xD Ryj się cieszy, a łeb mówi: ta, jak chuj, że ktoś mnie szuka xD
Dokładnie. Te gafy to w ogóle nie jest istniejące pojęcie już wtedy, bo jesteś z kimś tak blisko, że o gafie wręcz nie może być mowy :D Dobra, chyba że zrobić jak Bridget Jones, coś w ej stylu. Ale to i tak się nie przejmuje człowiek, tylko się razem śmiejecie :D
UsuńNo tak, ale ta druga strona czasem nadal się krępuje.
I to masakra tak się krępować...wam nie miała problemu mówić o sraniu, a jemu tak?:D To dla mnie coś nie halo jednak :D
I ja jakoś tak nie robiłam, moja kupa jest silniejsza niż skrępowanie :D
No ja wzoru z domu nie miałam akurat, ale to wiesz. Za to właśnie Wojtek, co by nie mówić o jego rodzicach, to takim wzorem są wspaniałym, bo oni żyją ze sobą już jakoś 30 lat ponad i nadal są w sobie zakochani i trzymają się za ręce na spacerach także wiesz...
Szuka, szuka, ja to wiem! ^^
No właśnie :D
UsuńHahaha no właśnie, ale może wiesz "między nami dziewczynami" jakoś łatwiej. Może nie chciała zabijać "atmosfery" czy coś xD Ale jak tylko zaczęła o tym mówić to polubiłam ją jeszcze bardziej xD
No u mnie też z tym kiepsko xD I właśnie zajebiście, bo dla mnie to się wydaje nie do pomyślenia żeby moi rodzice mieli się tak zachowywać, a to przecież normalne i tak powinno być.
To się coś opierdala z tym szukaniem xD
No to możliwe, ponoć niektórzy faceci nadal twierdzą, że nie sramy :D
UsuńNo dokładnie ale serio...kto w domu miał tak sielsko pod tym względem? Chyba mało kto. Nawet w Fight Clubie padło choćy znamienne "jesteśmy dziećmi nieobecnych ojców", a czasem to lepiej żeby któreś było nieobecne...
Wiesz co, ja sobie właśnie wyobraziłam, jak znajduje się i opierdalasz go, że tak długo lazł :D
Jeśli im to pomaga to niech tak twierdzą xD
UsuńNo jasne. Ale to też jakoś smutne.
Haha to akurat bardzo możliwe jak znam siebie xD
Pierwsze słowa przypominają mi czas letni z moim Wilkiem :) Tylko,że my spaliliśmy nie jeden obiad na węgiel... :P
OdpowiedzUsuńI podoba mi się co napisałaś,że nie ma wiecznych rzeczy, ale niektóre są dłuższe... Bo są. Wierzę,że jeśli dwoje ludzi się kocha to będzie to miłość dłuuugo trwała. A ja sama jako gówniarz co pięć minut się zakochiwałam i co chwila mogłabym mieć innego :P Każdy przystojny chłopak na ulicy był moją miłością :P No ale chłopaków tylu nie miałam, to było tylko wzdychanie i w sumie nie żałuje,że nie mam dużych doświadczeń w związku i jestem w jednym i poważnym :)
No nam też już się zdarzyło, ale nie tym razem:D
UsuńBo nie ma tak naprawdę. Ktoś nam nieraz wmówił tą wiarę że musi być na zawsze, nie że dłużej niż życie, ale na zawsze i wiele osób się chyba hm...spina jakoś przez to, takie mam nieraz wrażenie.
A ja jakoś właśnie tych licznych doświadczeń z kolei nie żałuję, bo...to nie przeszkadza, nieraz pomaga, bo wie się, jakie się choćby błędy popełniało. Ale to wszystko ma swoje plusy i minusy, rzecz, jak my do tego podejdziemy właśnie:)
Hmm... w sumie my nie mamy oboje doswiadczenia w zwiazku i wcale nie zalujemy :) jestem zadowoloba z tego co jest. Ze on uczy sie ze mna. Ze seks jest nasz wspolny i nie mial innej kobiety. Ciesze sie bo to jest nasze i z nikim tego nie dzielilismy. Duzo osob mi powtarza, ze to zle i ze sie rozstaniemy ale mam w dupie. Bo wciaz razem jestesmy i idzie nam tylko coraz lepiej ;)
UsuńTo się po prostu tu dopasowaliśmy, tak jak my z Wojciechem trochę, bo z kolei my oboje pomimo młodego wieku byliśmy doświadczeni dość. Ale chodzi w tym wszystkim o to, żeby doceniać to co się miało i ma po prostu:) To piękne że jesteście tak dla siebie, ale nam z kolei nie przeszkadza, a raczej wręcz przeciwnie, że przedtem trochę cóż, poużywaliśmy życia że tak to głupio ujmę:)
UsuńI nie wiem czemu byście mieli się przez to niby rozstać? Głupota jakaś...
Bo nie mamy doswiadczenia. A ja nie jestem osoba, ktora potrafi uprawiac seks z wieloma osobami. Albo mowic kazdemu kocham. Tak samo moj Wilk i bardzo sie ciesze. A bledow i tak bym nie porownywala bo kazda osoba inaczej reaguje. I z ludzmi wszystko jest rozne. Kazdy inaczej reaguje itp.
UsuńAle sorry, jest wiele par, które są dla siebie no, jedynymi i jakoś się nie rozstają, są ze sobą całe życie. Tu nie ma reguły, więc ja nie rozumiem ludzi, którzy wam tak no...złorzeczą jakoś. Całkiem bez podstaw cholera :D
UsuńI mi chodzi o błędy własne. Nie te, które ktoś popełniał, a takie błędy w sobie. Ja np. mówię o takich jakie ja robiłam, zanim dostrzegłam choćby to, jaki wpływ ma na mnie moje zjebane dzieciństwo albo relacja z ojcem.
No złowieszczą, bo jak nie miał innej to pewnie teraz będzie chciał wypróbować "jak to jest". A do tego pewnie i tak mnie zdradza, pewnie też niczego tak nie kocha jak filmów porno ( w ogóle nie wiem o co chodzi, ale kiedyś napisałam gdzieś,że nie oglądamy, bo kiedyś osobno oglądaliśmy i razem też próbowaliśmy i stwierdzamy jednogłośnie "to już nie bawi " ) więc ogląda się za innymi kobietami i takie tam :P
UsuńA mi też chodzi o własne, bo moze jeden błąd jaki popełniłaś w stosunku do jednej osoby to do drugiej nie koniecznie będzie błędem.
Tja...ludzie wiedzą najlepiej, co?:D Kocham takie złorzeczenie właśnie...
UsuńNie, to akurat były błędy takie same, powtarzalne. Po prostu, z pewnymi rzeczami musiałam się uporać:)
Czasem niektórzy ludzie łączyli się w pary i w ogóle panowało zdziwienie, że co? Oni razem? to niemożliwe? A teraz mają dziecko i są po ślubie. Są szczęśliwi. Ja jestem niska i bardzo złośliwa. A spokój, złapanie oddechu, odreagowanie od wszystkiego tylko we dwoje jest potrzebne.
OdpowiedzUsuńTo mi przypomina, jak zeszłam się właśnie z Mężem i koleżanki zrobiły zakład...jak długo tym razem wytrzymam :D Najwięcej dawały pół roku. Cóż, żadna nie wygrała :D Ale często tak jest, że z pozoru ludzie do siebie nie pasują...ale właśnie to tylko pozory, bo nikt nie ma prawa wręcz wiedzieć, co jest miezy nimi. A jest uczucie, najważniejsza rzecz:)
UsuńDokładnie tak. A ludzie pasujący idealnie do siebie - rozchodzili się po krótkim czasie. Bo i tak było. Miłość się zmienia, ewoluuje. Tylko cieszyć się, że u Was to trwa :)
UsuńBo w sumie, dopasowania nie widać właśnie w ten oczywisty dla nas sposób. To tak nie działa, miłość ma swoje reguły przecież:)
UsuńI cieszymy się, cieszymy:)
(Nie dobijaj mnie...) Bardzo trafiasz tematycznie z tymi wpisami ;).
OdpowiedzUsuńTe pierwsze trzy miesiące to chyba pewnego rodzaju głupawka, szaleństwo, później z czasem lepsze poznanie, pozwalanie sobie na więcej jest już chyba dużo lepsze. Może taka trochę stabilność związana ze znajomością siebie nawzajem.
Pięknie to wszystko napisane, a Wam chyba dobrze robią te dni Twojej nieobecności ;). Przynajmniej Mąż ma czas żeby zatęsknić ;)
Starsi ludzie i ich zachowania bardzo dużo potrafią nauczyć nas samych i często powinniśmy z tego czerpać.
Ale no przepraszam, nie miałam zamiaru :D
UsuńDokładnie, to pewna chemia od której na początku się wariuje, zanim się wszystko ustabilizuje. Nie mówię, że to źle ale właśnie nieraz dopiero po czasie ludzie się poznają i mogą wiedzieć, czy na pewno chcą być ze sobą. Choć nie przeczę, to nieraz się wie od razu, z tym, że to się musi jakoś uspokoić, nie wiem czy wiesz o co mi chodzi:)
I pewnie że dobrze robią, ale jednak wolimy się nie rozjeżdżać tak za często. Na pewno nie moglibyśmy na stałe w ten sposób żyć.
A pewnie że tak. Szkoda, że często ich nie doceniamy po prostu.
Kurde, Frida! Pobuczałam się przy historii Twojej ptaszyny i jej męża.
OdpowiedzUsuńKiedyś trafiłam na taki cytat, że "pamiętam ten czas, gdy twą poezją były moje nogi" i jakoś utknął mi w pamięci, choć mija już sporo lat. Ja zawsze lepiej czułam się w prozie :)
Jak już było wyżej powiedziane, też zazdroszczę takiej miłości, ale ogromnie się cieszę, że ona istnieje. Że to nie film Fantasy albo sci-fi. Nie ta zła ta rzeczywistość czasem :D
Wybacz, że rzadziej komentuję, ale czytam i ściskam :)
Ale to chyba dobrze, czasem takie wzruszenia są potrzebne przecież:)
UsuńJa lubię poezję, nie przeczę i ten cytat...wszystko obrazuje tutaj. Poezją były, przeszły może do prozy życia, ale nadal są najpiękniejszymi nogami:)
I pewnie, że istnieje. Nawet z tymi brudnymi skarpetkami rozwalonymi po pokoju, bo to jej nieodzowna część. I rzeczywistość w ogóle jest fajna, wiesz :)
Ale co ja mam wybaczać? No weź :D
Jak najbardziej, potrzebne mi było to wzruszenie, nawet nie wiesz, jak bardzo :)
UsuńUwielbiam poezję, tylko nie wiem, czy ona lubi mnie :D
Pamiętam te ideały chłopaka z podstawówki... Bloooondyn, nieeeebieskieee oczyyy itp... i powiem Ci, że te porozwalane skarpetki i wieczny syf w domu to jest właśnie to... :)
Ano wiem, że jest, tylko ostatnio trudno mi to dostrzec.
Oj bo przepraszam wszystkich na zapas, bo niektórzy się czepiają, że nie poświęcam im czasu xD
To się cieszę, że się jakoś no..trafiło tak:)
UsuńW sensie, uwielbiasz- piszesz czy uwielbiasz- czytasz, że tak napisałaś?:>
O ja...ideały były dobre :D Chociaż ja nigdy na blondynów nie leciałam i cóż,mam takiego czerniawego...:D Ale to i tak jakoś większego znaczenia nie ma, zwłaszcza, że łysieje :D
Dokładnie :D
Nieraz tak. Ale wiesz, nieraz to widzimy też to, co chcemy zobaczyć, warto o tym pamiętać :>
To ja się nie czepiam, mnie się nie musisz bać w tym względzie :D
Czytam, choć właściwie jestem na początku mojej drogi czytania poezji takiego poważniejszego. Wiadomo, że tam się czasem wklepywało w google poetów, ale teraz zrobiłam się strasznie "sztywna, poważna i och, kto dziś czyta poezję!" ~wsparcie 100% moje własne wypociny to zdecydowanie grafomania pisana do mojego wymęczonego pamiętnika, której, mam nadzieję, nikt nie znajdzie :X
UsuńPatrzę na swojego brata z zakolami i powiem Ci, że z utratą włosów milszy się robi :D Przypadek??
Fakt! Staram się jakoś opanować swoje huśtawki nastrojów, bo trochę świruję ostatnio, więc jakieś autodestrukcyjne zapędy i ogólny fatalizm przeplatany z wielką i nieopanowaną miłością do świata niech nie dziwią :D
A w jakim muszę?:D
Rozumiem, podchodzenia do poezji pewnie nie zohydzonego przez szkołę. W sumie..to kogo lubisz czytywać obecnie najbardziej? Tak pomijając wklepywanie w google, albo co najczęściej tam wklepujesz?:D
UsuńWiesz co, wiele osób zawsze mi mówiło właśnie że ich wiersze to dno, grafomania, a potem okazywało się, że są zajebiste. Dlatego cóż..trudno być swoim własnym krytykiem, nie sądzisz?:>
Hm...a mojemu Mężowi coś z roku na rok język się wyostrza:D
Dobra, ok, nie dziwią ale...trochę może martwią?
W sumie, w żadnym, póki co :D
Masz brzydkie reklamy na blogu xD
OdpowiedzUsuńAch, chciałem coś mądrego napisać o poście, ale w sumie już wszystko wiesz, bo sam Ci powiedziałem, więc... Cóż. Nie życzę Ci niczego, bo zwykle nie najlepiej się to kończy. Obyście byli po prostu szczęśliwi, nawet gdy przychodzą gorzkie dni.
Rety, mam program blokujący reklamy, więc nawet nie wiem jakie :d Opowiadaj :D
UsuńNo tak, wiem swoje, przynajmniej właśnie to, co ty mi już mówiłeś. I można życzyć, wiesz? to wcale nie jest tak, że wszechświat działa na opak:)
Ale dzięki:)
Ja też mam AdBlockera i kur... gówno, dalej mam reklamy. Chyba coś mi się zainstalowało z jakimś gównem, ale nie wiem jak to gówno znaleźć.
UsuńHm... No nie wiem. Życie lubi robić psikusy XD
To zainstaluj jeszcze raz, nie wiem :D
UsuńDokładnie:)
Strasznie mi się spodobał ten tekst "To stało się tak nagle. Zabrakło na Ciebie poezji...." Jest Twojego autorstwa?
OdpowiedzUsuńA co masz napisane u góry?:D
UsuńChyba ktoś przywłaszczył sobie Twoją pracę:
Usuńhttp://www.digart.pl/zoom/6768945/zabraklo_poezji.html
Ja sama ostatnio często zadaje sobie pytanie - czy mój związek nie jest już tylko przyzwyczajeniem? I nie potrafię sobie odpowiedzieć. W dodatku ostatnio chyba częściej sobie wzajemnie pociskamy, niż mówimy coś miłego. Zastanawiam się czy to ma sens.
OdpowiedzUsuńOtworzyłaś mi oczy tymi pierwszymi miesiącami, bo zawsze mówiłam, że zazdroszczę ludziom, którzy są na początku związku. Teraz jednak zauważyłam, że masz rację - na początku związku pokazywałam się chłopakowi tylko pomalowana, w ładnych ciuchach - chciałam być idealna, lecz nie do końca prawdziwa. Dopiero po czasie wszystko się zmieniło. Chodzę przy nim bez makijażu, w dresach, nieraz potargana... I to jest fajne, że po takim czasie można być przy kimś sobą.
Moja koleżanka od niedawna ma nowego chłopaka i ciągle chwali mi się jak to jest cudownie i że oni się wcale nie kłócą - no ja nie chcę być niemiła, ale mam ochotę jej powiedzieć, że wszystko przed nimi, że prawdziwy związek zaczyna się później i czeka ich z pewnością nie jedna kłótnia - bo przecież, tak jak ostatnio ustaliłyśmy - kłócimy się z tymi, na których nam zależy.
Znam tę bajkę... Płakałam, gdy oglądałam ją pierwszy raz i dziś płakałam znów.
Hm...mi ta odpowiedź przychodzi bardzo szybko. Bo głupie myśli czy gorsze momenty zdarzają się w każdym związku, tak samo jak pociskanie sobie- my głównie sobie pociskamy, ale to lubimy. Tylko chodzi o to, czy nadal czujesz się z tym dobrze i czy tego złego nieraz nie ma więcej niż dobrego...i nawet czy jest, to czy miłość jest w stanie o to walczyć.
UsuńI właśnie nie ma chyba co zazdrościć, tego swojego rodzaju teatru właśnie. Ani się człowiek rozluźnić nie może ani nic :D
No bo na początku to nikt się nie kłóci, ale nieraz jak się potem zacznie...armagedon :D Chociaż, my z Wojtkiem też długo się nie kłóciliśmy, bo pierwszą poważną kłótnię mieliśmy...po roku i to do tego po pijaku :D
Bo ona cudownie wręcz wzrusza.
Ojej to też są moje ulubione postacie! I w ogóle film piękny. I ojej U2 uwielbiam tę piosenkę! Zaraz zrobię tu tyle ojej,że padnę :P Piękna ta wasza miłość i piękne,że jest jaka jest.
OdpowiedzUsuńMasz rację z tymi pierwszymi miesiącami. Może to dlatego,że po prostu każde chce się przedstawić w jak najlepszym świetle. Myślę,że jeśli ktoś kocha to nawet jeśli już będzie wiedział o tym rozrzucaniu skarpetek czy innych to zostanie. Bo mimo wszystko będzie kochał.
Dokładnie, zaraz zaojejujesz się na śmierć :D Ale rozumiem dlaczego tak to wygląda :D
UsuńWłaśnie, każdy chce być wręcz lepszym człowiekiem i czasem naprawdę, dosłownie wierzy, że tak jest. Chce się wydobyć z siebie najlepsze cechy właśnie. I niestety...w przypadku niektórych okazuje się, że to była swoista ułuda.
urocza cieplutka ta bajeczka...
OdpowiedzUsuńA widziałaś cały "Odlot"?:)
UsuńW życiu potrzebna jest zarówno poezja jak i proza i obydwie są piękne :)
OdpowiedzUsuńDokładnie. I z żadną chyba po prostu nie powinno się przeginać jakoś:)
UsuńCholera, jak ja za każdym razem czytam, jak Ty pięknie o swoim Mężu piszesz to naprawdę mam wrażenie, jakbyście dopiero się w sobie zakochali. I to się chwali Moja Droga, to nie żadne "co gorsza" ;) Bo staliście się dla mnie moim ulubionym przykładem takiego związku pełnego czułości, mimo tych latek, które lecą, mimo obrączek na palcach. Dajecie tym nadzieję, ze taka miłość jeszcze istnieje i to jest właśnie piękne :)
OdpowiedzUsuńEj, ale raz na dzień, to jeszcze i tak całkiem dobry wynik XD
I kot ludziofil... jak mój pies, dogadaliby się XD
Bo to o to chodzi, co nie? Żeby w sumie cały czas się poznając-a drugi człowiek jest przecież niezgłębiony- na nowo się zakochiwać:) I to miłe, dzięki :D Chociaż przykładu z nas nieraz nie powinno się bać, przynajmniej, nie szablonowego, bo mamy swoje odpały :D
UsuńI w sumie niby tak, ale to jednak nie to samo co np. na wiosnę :D
Może by się w sobie zakochali? Poznajmy ich! :D
I takiej miłości jak Wasza życzę swojemu małżeństwu.
OdpowiedzUsuńMimo, że teraz oboje spadliśmy na dno, że jesteśmy sobie dalsi niż bliżsi, wierzę że nasza miłość, która teraz ledwo się tli, ma szansę wybuchnąć jeszcze wielkim płomieniem.
Cudownie się o Was czyta :)
Dajecie nadzieję, że wiele rzeczy jest do zrobienia jeśli kocha się naprawdę.
Oby Was ta miłość nigdy nie opuściła! :*
Powiem tak- skoro miłość już była, to jest nadal. I czasem ta proza przytłacza ale...na pewno może nadal być piękna. I ja wierzę w to, że jeśli dołożycie starań, to właśnie tak będzie. Właśnie ten płomień wybuchnie. Życzę Ci tego z całego serca kochana :*
UsuńI pewnie, wszystko jest do pokonania. I mam nadzieję, że właśnie tak będzie. Będzie zawsze,albo...raczej tak długo, jak żyjemy:)
Myślę, że miłość ma przede wszystkim większą wartość, daje nam o wiele więcej niż zakochanie. Na początku to głównie wulkan emocji, a z czasem, kiedy uczucie dojrzewa odkrywamy przeróżne owoce, które nam daje. Naprawdę cieszę się Twoim szczęściem, a w sumie to Waszym szczęściem i tą piękną, pewną miłością. :*
OdpowiedzUsuńFrida, jak Ty mnie rozczulasz... no po prostu. Nie wypowiem się za bardzo, nie znam się na sprawach miłosnych, nigdy w życiu się nie zauroczyłam, nie mówiąc o zakochaniu... nawet dla aktorów, piosenkarzy i innych gwiazd nie traciłam głowy, w przeciwieństwie do moich koleżanek w okresie podstawówki/gimnazjum XD Nie wiem zatem absolutnie nic. Ale cudownie było czytać ten wpis, chociaż znowu obudziłaś we mnie niezaspokojoną potrzebę bliskości, ale dobra, przeżyję XD W każdym razie... pięknie piszesz o ważnych wartościach, wiesz? Najbardziej podobają mi się te Twoje wpisy, w których piszesz o miłości i przyjaźni.
OdpowiedzUsuń21 year-old Nuclear Power Engineer Cale Beevers, hailing from Langley enjoys watching movies like Demons 2 (Dèmoni 2... l'incubo ritorna) and Skimboarding. Took a trip to Lagoons of New Caledonia: Reef Diversity and Associated Ecosystems and drives a Ram. porada
OdpowiedzUsuń