sobota, 20 grudnia 2014

O tym, że "jeśli niebo ma pęknąć, to musi być droga powrotna do miłości i tylko do niej", czyli o mieszaniu poezji i prozy w uczuciach każdego dnia.


Dzisiejszy dzień spędziliśmy we dwoje, całkiem we dwoje. Aż śmieszne, ale najlepszą zabawą było dla nas wspólne sprzątanie, gotowanie, podczas którego prawie spaliliśmy obiad w przerwie na namiętność na stole. Tego potrzebowałam po naszym chwilowym rozstaniu, na te parę dni. Takiego czasu. Spokojnego, bez szarpania, znajomych, imprez nawet, bo czasem trzeba po prostu być we dwoje. Takie wspólnego gotowanie i oglądanie filmów. Robienie śniadania rano dla dwojga. To pewne ciepło, które napędza na początku tej jakże trudnej po jesieni zimy. Spokojne ciepło prozy.

Prozy, nie poezji. Jak to, zapytacie? Miłość to poezja przecież.
Nie. Dla mnie to proza, najpiękniejsza proza. Swojego czasu właśnie tak o swojej miłości pisałam, pewien tekst, napisany jako jeden z niewielu od długiego czasu. Do zbiorów "Love Letters", które w lutym wydawali Królik z Fredsem :

To stało się tak nagle. Zabrakło na Ciebie poezji. Stało się jej tak żałośnie mało. Ta miłość pożerała poezję, wsysała ją jak odkorkowana wanna wodę, jak trąba powietrzna dachy domów. Tak łapczywie wchłaniała wersy, że pewnego dnia nie było już ani jednej metafory, która mogłaby opisać to uczucie. Wtedy zabrałam się za prozę.

Tak właśnie to pamiętam. Z dnia na dzień stawałeś się prozą, najpiękniejszą prozą życia jaką kiedykolwiek zaznałam. Kiedy jeszcze nie umieliśmy tego nazwać, kiedy rodziło się samo przez się, w nas i poza nami, poza naszą świadomością, poza wolą, właśnie wtedy kiedy stawało się i rodziło, takie niedojrzałe, niepewne, wtedy uświadomiliśmy sobie że wrośliśmy w siebie i to my nawzajem w sobie tak mościmy się niecierpliwie, szykujemy miejsce. Do dziś nie wiem którędy we mnie wszedłeś, gdzie znalazłeś ten drobny przesmyk, wyrwę w murze którą dożylnie podawałeś mi coraz więcej ciepła, by płynęło do serca, obijało się komorami, wypełniało płuca urwanym oddechem i mąciło w głowie. Mówiłeś, że to przez piwo, że coś do niego dolewają, a to Ty dolewałeś i to właśnie kiedy patrzyłam, w oczy mi prosto dolewałeś, serce napełniałeś i wlewałeś w drżące dłonie. Może właśnie tędy wszedłeś- oczami próbującymi odgadnąć jaki kolor tęczówek na dziś, może nosem narkotycznie wciągającym z dymu papierosowego Twój zapach, ustami które gryzłam śniąc o Tobie, uchem jednym, bądź drugim które słyszało już tylko Twój głos, może wszedłeś do mnie dłońmi, prześlizgnąłeś się między splecionymi palcami, wszedłeś między płytkę paznokcia a zielony lakier i nie można Cię było już zmyć. Nie wiem którędy, ale pojawiłeś się tak mocno, że piosenki, księżyc, gwiazdy, piwo, bilety, zeszyty, sukienki... że wszystko stawało się Tobą.

A kiedy już się urodziło i stało, kiedy porwało nas bez reszty, rozszarpało i skleiło mieszając Twoje urywki z moimi, wtedy właśnie zabrakło poezji. A może i sami skazaliśmy ją na banicję. Bo poezją pisze się te ostatnie listy i kradnie pocałunki, z poezją można upadać wzniośle i łzy wylewać tak czyste, że makijaż się zmywa. Zamieniliśmy poezję na prozę. Bo nasza proza pachnie kawą i spokojem. Dopada nas rano słońcem i przebudzeniem powolnym, przeciąganiem się, strzelaniem kości, ziewaniem. Smakuje jesienią, śmiechem i problemami. Nie kończy się urwanym wersem. Nie pisze mi Ciebie metaforą.

Ostatnio zdarza nam się obserwować pewną świeżo upieczoną parę, naszego współlokatora i moją znajomą ze szkoły. Tak jakoś, jako kolejni ludzie, zeszli się przez nas. Nie to, że ich swataliśmy, ale po prostu, poznali się dzięki nam.
Nieraz bywamy złośliwi. Zresztą, oboje i ja i Mąż nieraz tryskamy nadmiarem ironii, a we dwójkę tworzymy nieraz prawdziwą lożę szyderców, którą trudno niektórym aż znieść.
-Ej, Basia, a pamiętasz, jak miałaś te 16 lat i zamykałaś się po ciemku w pokoju i macałaś z facetem?- żartował sobie Mąż, gdy do naszego współlokatora przyszła właśnie Natalia.
Och, pamiętam. I za nic bym do tego nie wróciła.

Świeżo zakochana jest też moja Kaśka, o czym już mówiłam w jednym z wpisów. Jakże ta kobieta szczebiocze! Miło aż się na nią patrzy, wylewa się z niej euforia, chodzi rozpromieniona, oczy jej błyszczą. Mam nadzieję, że trafiła wreszcie na odpowiedniego partnera, zresztą, wszystko na to wskazuje. I naprawdę, wszystko cudnie, cieszę się jej szczęściem ale…wiecie, że nieraz to bywa irytujące? Nie zrozumcie mnie źle- wiem, że robiłam to samo. Ale dla otoczenia to nieraz bywa zabawnie drażniące, „bo on to, bo tamto, bo taki wspaniały!”. Cholera, doszłam do wniosku, że robiłam to samo. Gadałam o moim Mężu pewnie na prawo i lewo, gdy tylko się zeszliśmy, jestem pewna, choć nawet tego sobie wielce nie przypominam. Jednak, co gorsza, gdy ktoś mnie teraz zapyta o niego…robię nadal to samo.

Cóż, czasem wpycha się komuś swoje uczucia do gardła. I to wspaniałe, gdy ktoś się dzieli tak swoją euforią, genialnie się na to patrzy ale nieraz może z pewnym przymrużeniem oka. I nie, nie jestem tu wcale złośliwa. Sama pamiętam swoje euforie w poprzednich związkach smarkuli....tak samo jak pamiętam kurwienie po miesiącu, jaki to palant i jak się z tym i owym nudzę! Taką miałam naturę, póki nie ugłaskał mnie mój Mąż- szybko się nudziłam. Szybko ekscytowałam i uciekałam. Wiem, że podobnie ma Kaśka więc...to nie jest nawet złośliwość. To realne patrzenie, patrzenie prozy na poezję.

Uważa się w pewien sposób, że pierwsze 3 miesiące związku, zakochania są najwspanialsze. Potem przywykamy chemicznie, stajemy się coraz mniej naćpani i bum!- czasem zderzamy się z rzeczywistością. Wielu mówi, że tęskni za tym okresem pierwszych miesięcy, pierwszego roku. Tak patrząc na Kaśkę, siebie z przeszłości i parę innych znajomych, sama się nad tym zastanowiłam. Czy ja tęsknię, będąc z Mężem, co prawda tylko niewiele ponad 6 lat (bo w perspektywie życia to mało), czy tęsknię za tym szalony okresem euforii, pierwszego dotyku? Czy kuje mnie to w jakiś sposób, uwiera, że obok sms-ów typu „ kocham cię jak wariat i nie mogę bez ciebie żyć”, "bez ciebie moje życie byłoby cholernie puste, wiem to jeszcze bardziej, gdy nie ma ciebie obok (to z ostatnich dni)" czasem dostaję wiadomość „aha, kup jeszcze srajtaśmę, bo się skończyła”?

Zastanowiłam się nad tym poważnie- między innymi, dlatego pewnie, że w okresie grudnia i spada mi libido ( zamiast paru razy dziennie starcza mi raz, no ludzie!) i atmosfera w mojej duszy jest jakaś, nie owijając w bawełnę, jest obecnie chujowa momentami. A tutaj lata mi rozszczebiotana Kaśka mimo tego co się stało, feromony współlokatora powodują, że jedna z naszych kotek stale ma ruję ( i nie, to nie jest żart, mamy kota ludziofila).

Zanalizowałam to porządnie. Czy te pierwsze miesiące jakoś nam uciekły? Myślałam parę dni o tym, będąc też w rozłące, odrywając się od statystyki. I powiem już teraz pewnie- nie. Nie zamieniałabym tego, co mamy na to, co było wtedy. I te miesiące nam nie uciekły. One stale są w nas, tylko- wkomponowane w resztę, którą zbudowaliśmy.

Rozmawiałam o tym z Mężem nawet –wiecie, co mi powiedział? Że te pierwsze 3 miesiące, a nawet więcej czasem bycia ze sobą, są najgłupsze i najokropniejsze. Zdziwiło mnie to. Bo każdy stale mówi, że to cudowne, ta rozkosz i motyle w brzuchu. Co więc jest nie tak?

Ano, Mąż ma cholera jak zawsze, ostatecznie jakąś tam rację.
Te pierwsze miesiące są najgorsze, bo najwięcej udajemy. Może coś w tym jest, może te pierwsze razy ze sobą, pierwsze spotkania, randki, nawet jeśli zaczynają się od pójścia razem do wyra (zdarza się, czyż nie?) to miesiące genialnego teatru, na który nieustannie się nabieramy. Często ona nie puszcza bąków i ZAWSZE ma orgazm pochwowy, a on nie mówi, że tak naprawdę ma fetysz stóp i czasem płacze na filmach. Nie mówię, że ludzie na początku związku kłamią, bynajmniej. Oni często sami w to wierzą. Chociaż ja od początku bekałam jak krowa na pastwisku, ale to wynika z specyfiki chyba, w jaki sposób ja i Mąż się zeszliśmy, a nie jest to normalna historia. Wynika to też ze specyfiki naszych popieprzonych charakterów i kumpelstwa tak naprawdę, bo jesteśmy też dla siebie wspaniałymi kumplami, którzy we dwójkę upijają się tanim piwem na kanapie oglądając durne horrory ( co mamy dzisiaj w planie zresztą).

Ale często na początku zawsze są kwiaty a ona zawsze ma wydepilowane nogi. Gdy zamieszkają razem, okazuje się, że on codziennie z pracy nie będzie przynosił bukietu, za to rozrzuca skarpetki, a ona tak naprawdę brwi ma regulowane i chodzi w ciepłym dresie. Co więcej, nie zawsze ma ochotę na seks. Ani ona, ani on- szok, co? Te pierwsze miesiące to czasem teatrzyk, toki, które mają swoje genialne strony. Ale szczerze- mi osobiście nie chciało by się do nich wracać. Naprawdę. Może jestem za leniwa na stan zakochania a może...po prostu kocham. Bo to kolosalna różnica.

Czy nie lepiej po prostu owe uwodzenie zawrzeć w tej prozie życia nieumytej zawsze podłogi (i Mąż i ja jesteśmy strasznymi bałaganiarzami…)? Szczerze- lubię gdy nadal mój mąż mnie adoruje jak w pierwszych miesiącach. Ale nie musi tego robić non stop, szanuję, gdy powie „chcę sobie pograć w Skyrima (chociaż wczoraj ten szacunek mi nie wyszedł gdy rzuciłam się mu do rozporka)” i posiedzi przed kompem w samych gaciach. Szczerze- to powoduje ten dziwny rodzaj czułości. Dokładnie, czułości. Nawet bąki potrafią rozczulać, gdy są śmierdzące, ale on z wielką przekorą w oczach powie "ale ja pierdzę pod kołdrą, żeby było ci cieplej!".

Nie chciałabym wracać do tych pierwszych miesięcy, bo chociaż jest tam pożądanie, wielkie emocje, czasem szarpanie, które można mieć i po latach- trudno mówić tam o tej specyficznej czułości, miłości, która cechuje związki z dłuższym stażem. Znacie wiersz T. Jastrunia „Przytul się do mnie”?

Jesteśmy tacy delikatni
Aż strach
Oczy z niebem i łąką
Chroni powieka z bibułki
Nóż wchodzi w brzuch
Łatwiej niż w chleb
A krew
Przy nieostrożnym ruchu kierownicy
Wyfruwa jak spłoszony ptak
Nasza płeć
Meduza wyrzucona na brzeg
Tylko przez chwilę wilgotna
Wszystko w nas
Jest bardziej kwestią czasu
Niż w przypadku cegieł
A nawet kruchego szkła
Kamień posiada nad nami
Druzgocącą przewagę
Więc przytul się do mnie

Tylko czułość idzie do nieba


Osobiście-uwielbiam go ( swoją drogą poznałam ten wiersz dzięki temu, kto czułość najbardziej cenił i cóż...jego naprawdę poszła do nieba. A raczej została wśród ludzi, którzy niebo mogą stanowić).

W każdym razie wiersz uwielbiam, ale tak naprawdę zrozumiałam go dopiero po paru latach bycia z kimś, kogo naprawdę kocham.
Miłość ma wiele obliczy. Poeci i muzycy zawsze stawiali na to narowiste, te, którymi pisze się właśnie wiersze. Ale jak napisałam jakiś czas temu,dla mnie i dla Męża zabrakło poezji.

I ja nadal to podtrzymuję. Miłość jest wspaniała, nieraz rani- ale najbardziej smakuje w pełni, po latach. Nie jesteśmy ze sobą długo- trochę ponad 6 lat, a to tyle, co nic. Mieszkamy ze sobą od 5. I doceniam te wszystkie zmiany, które w nas zaszły.

Te pierwsze 3 miesiące były poezją. Ale proza smakuje lepiej. Z dniem ,gdy coraz bardziej znasz tego człowieka, zdejmuje maski ,bo zaczyna ci ufać. Chociaż zawsze mówimy, że ufamy, od początku, to jednak tkwi w nas wszystkich małe spłoszone zwierzę. Nie oswoisz go w drugim człowieku randką, dobrym seksem czy kolacją. Oswoisz go czasem, pielęgnacją, umiejętnością pokazania łez, pokazania, że zależy. Zwierzę oswaja się powoli, a nie przekupuje. Bo czy przekupstwo pięknych słów jest coś warte? To, jak się do tego zabraliśmy, widać dopiero po czasie. I myślę, że nam to oswajanie idzie dobrze. Mnie w nim i jego we mnie.

Po latach nawet seks jest lepszy. Dużo osób może to zdziwi, ale po latach nie wpada się w rutynę, jeśli się tego nie chce, wręcz przeciwnie. Znając swoje ciała, to, co lubimy, czy nie powinno wzbierać w na coraz większe pożądanie? Nie jest już zawsze dzikie, choć nieraz może chce się zedrzeć po prostu ubranie albo nachodzi na seks w dziwnym miejscu…ale pełne jest też już umiejętności i czułości. A w seksie jak w niczym innym chodzi nie o ilość a o jakość. Poza tym, po latach umie się o nim rozmawiać. Owszem, seks pierwszych miesięcy może wydawać się namiętniejszy ale- ja tak nie powiem. Ja zawsze miałam wrażenie że to seks niezdarnych dzieci, a kobiety myślą za dużo o tym, co powinny a czego nie. Potem bariery puszczają, czyż nie?

I gdy tak patrzę na pewne dopiero co zakochane pary, cieszę się ich szczęściem, ale w pewien sposób, podświadomie, nie chcąc nikogo krzywdzić, czasem patrzę na to z przymrużeniem oka. Bo wiem, jakie euforie ja sama zawsze miałam. W jaką euforię wpadłam gdy wpadłam przy Mężu, wpadłam po uszy. Każdy kiedyś zaczynał i każdemu życzę takiego szczęścia i w pewien sposób wytrwałości, jaką my jednak mamy.

Bo wiem już po tylu latach, choć dużo to będzie 20,co najmniej, że kocham. Czasem pojawiła się na chwilę myśl- zimą- czy to nie jest tylko przyzwyczajenie? Ale ta myśl jak szybko się pojawiała, tak znikała. Tak samo moje myśli „czy ja się mu jeszcze podobam?” i jego podobne do moich. Momenty po kryzysach, bo te każda para ma przecież. Ale cieszę się z tej cholernej pewności, którą posiadam. Bo choć w życiu nic nie jest pewne- stąpam po twardym gruncie. Jego i mojej miłości.

Miłość ma wiele obliczy, ale w pełni nazwę ją dopiero teraz. W tej prozie, z tym powolnym trzaskaniem kości, z tym, że powoli już nawet teraz widzimy upływający czas- on łysieje, ja mam problemy z hormonami i tyję, widzimy ten czas- i zakochujemy się w sobie każdego dnia. Pomimo że jest zima, pomimo, że mam czasem swoje dziwne myśli nieraz, myśli potraumatyczne, jak zawsze wychodzące ze mnie wieczorami, wychodzące nieraz dogryzaniem, złośliwością i wybuchami gniewu. A on to rozumie. I kocha, kocha, kocha.

To cudowne smakowanie każdego dnia razem, nawet gdy jest gorzki. To dzielenie radości i trosk, tak po prostu, z własnej woli. Z własnej miłości, nie tej szarpanej, ale wciąż takiej, o której Frida może pisać wiersze.
Wiecie, co nas oboje najbardziej wzrusza?
Historia Carla i Ellie, znacie ją może? Ta z filmu "Odlot".




Mój mąż wyznał mi swojego czasu, że nie marzy o niczym innym, jak się ze mną zestarzeć i mieć te dwa fotele, jak właśnie owi państwo z owej bajki. Bo my mamy swój bajkę. Bajkę, wbrew gatunkowi, pisaną prozą.

I chociaż można mówić, że nie ma rzeczy wiecznych- bo w wieczne nawet ja nie wierze- to wierzę, że są rzeczy dłuższe niż ludzkie życie. I to może być miłość. Też nasza. I także-wasza. Kiedyś. Może zaczynająca się teraz, może trwająca, prowadząca do tych dwóch foteli i wielkiej samotności, gdy któreś odejdzie jako pierwsze.
Wiecie, jaki jest wyraz najcudowniejszej miłości? Opieka nad drugim gdy tego potrzebuje i pozwolenie odejść, gdy jest na to pora.
Ostatnio taką miłość mam okazję oglądać.
W miejscu, w którym mam praktyki jest pewna pani, mająca 87 lat, chora na zaawansowanego Altzeimera. Co dzień przychodzi do niej jej mąż. Sam chorując, nie był w stanie żyć z nią w ich własnym mieszkaniu. Nie przewinąłby jej pampersa, nie wsadziłby do wanny. To, że ona tam jest, to smutna konieczność. Ale on przychodzi codziennie, do tej niewstającej, niby nic nie rozumiejącej ptaszyny. Przychodzi i czule głaszcze ją po twarzy. Opowiada każdy dzień. Karmi, gdy tylko może. Mówi do niej, a jej oczy błyszczą, gasną gdy odchodzi, gdy musi wracać do siebie, bo kręgosłup nie pozwala, bo koniec godzin odwiedzin. To smutne, ale zarazem piękne. To jest miejsce, to momenty, gdy widać miłość, nie zakochanie. Gdy wygrywa proza, a nie poezja. A raczej...trwają razem. Bo wbrew pozorom, niczym się nie różnią. Jeno się uzupełniają.

Czasem trzeba też pozwolić odejść poezji, prozie i żyć dalej- bo ta druga strona by tego chciała. Wyraz najwspanialszego uczucia i siły z niego czerpanej.
Nie bójmy się zakochać, bo chociaż te pierwsze miesiące to teatr, choć w pewnym momencie będziemy cierpieć- czy ktoś złamie nam serce, czy ktoś umrze a my zostaniemy sami, to warto przeżyć najcudowniejszą przygodę życia. Z kimś, kto jest tego wart. Kogo po prostu kochamy- i odczuwamy jak siebie samego.


Tak. Kochać. Chyba jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaka może nas spotkać w życiu. 


64 komentarze:

  1. gdy czytałem Twój opis zakochania to wyobraziłem sobie, ze moja Natalia też tak kiedyś o mnie myślała, u mnie poezja też już przeszła w prozę, jesteśmy już dwa lata ze sobą i dobrze się poznaliśmy ale ja wolę prozę, lepiej się w niej odnajduję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu, proza nie szarpie człowieka tak bardzo, nie męczy. To już nie zakochanie, a miłość...a cóż jest piękniejszego?:)

      Usuń
  2. Nie wszyscy lubią poezję, bo proza jest w pewien sposób przystępniejsza? [Chciałam tu dopisać jakiś mądry wniosek wynikający z tego, co napisałaś i z mojego pytania, ale nie potrafię tego aktualnie ubrać w słowa :( Ale powinnaś się zorientować, o co mi chodzi. Jak będę umiała to zwerbalizować, to dam znać ^_^]
    Bardzo lubię wszelkie bajki (mimo swojego wieku XD), a "Odlot" to wręcz uwielbiam, a ta historia Carla i Ellie jest taka... słodka, ale nie słodkasłodka, tylko urocza i ładna.
    A to, że dalej możesz gadać i gadać o Mężu, to jest fajne! :D O wiele gorsze są nastolatki, które co tydzień zmieniają chłopaków, a każdym tak się podniecają i o każdym kolejnym tak samo non stop mówią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba rozumiem o co chodzi :D Nie trzeba się nią bawić, owijać w bawełnę, wali wprost- i tak właśnie jest też w związkach, po prostu w życiu. Poezja nie jest zła ale...chyba jej nadmiar mdli nieraz:)
      A wiek tu nie ma nic do rzeczy, z bajek i ich przesłania się nie wyrasta. I cóz...dla mnie to właśnie najpiękniejsza historia miłosna. Bo nie mówi o tym, że żyli długo i szczęśliwie ale kontyunacja historii nie jest pokazana, tylko pokazuje, jak to pięknie może być naprawdę w życiu.
      No może i fajne, ale nieraz lepiej nie zaczynać rozmowy, bo mogę zanudzić :D Ale...w tym masz chyba rację. Wiem, bo sama taką nastolatką byłam :D

      Usuń
  3. Ja tam po dwóch i pół roku bycia w związku czuje się tak samo jak w pierwszych miesiącach a nawet lepiej bo teraz już wiem że "mam u niego szansę " :-D
    I oby tak zostało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu, już nie jesteś zakochana a kochasz i wiesz, że jesteś kochana, mam rację?:)
      I pewnie zostanie, jak tylko oboje nadal tak będziecie się starać, jak do tej pory. Tyle wnioskuję z tego co o Nim, o Was piszesz, bardzo ładnie piszesz:)

      Usuń
    2. Nie, po prostu teraz wiem, że uważa mnie za swoją dziewczynę i mogę od niego egzekwować spotkanie a wtedy musiałam tylko liczyć na to, że gdzieś mnie zaprosi i że o mnie nie zapomni :P
      Wiesz, nie zawsze jest tak pięknie ;) Jak się kłócimy to też na całego :P

      Usuń
    3. A na początku nie wiedziałaś? Coś wyczuwam, że ciekawy był wasz początek związku :)
      I kto się nie kłóci?:D Sorry, u nas nieraz książki i talerze latają ( dobra, ale to ja rzucam :D)

      Usuń
  4. swoją drogą, ja zawsze cieszę się z tego szczęścia innych tego gadania i motyli w brzuchu, sama doskonale wiem, że miałam/mam tak samo...i wydaję się nam, Boże ja też tyle o Nim gadałam? :-) nie raz się zastanawiam, czy po ślubie mi ten czar zakochania nie minię i będziemy się kochać jeszcze mocniej? ponoć po ślubie jest jeszcze lepiej, powiesz mi jak to jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mi nie chodzi o to, że się nie cieszę z cudzego szczęścia, wręcz przeciwnie:) Tylko czasem to się wydaje takie...nie zabawne złośliwie, często w ten uroczy sposób. Ale czasem to aż irytuje, jak gadasz z kimś cały dzień, a ten co 15 minut wraca do jednego tematu :D I nie widzi żadne skazy :D
      Ja nie narzekam:D Choć, my już się śmialiśmy, że nam ślub nic nie zmienia, ani jeden, ani drugi który wzięliśmy, bo tak czy siak żyliśmy od początku jak małżeństwo..mieliśmy nawet wspólne pieniądze, nigdy nie rozliczaliśmy się za zakupy. Wszystko przyszło nam jakoś naturalnie i cóż...po ślubie ta miłość, bo to kwestia czasu, jest jeszcze pełniejsza, choć pewnie nie o sam ślub chodzi. Tylko o fakt właśnie bycia razem coraz dłużej i dłużej, coraz mocniejszych z czasem przecież więzi, rosnącego zaufania, czułości a nawet namiętności:)

      Usuń
  5. Ja wprawdzie w tej dziedzinie doświadczenia jeszcze nie mam, ale patrząc po koleżankach: jedna z nich ma chłopaka od bodaj miesiąca/dwóch, jakoś tak. I gada o nim non stop. Ba, z nim gada non stop - nigdy w przerwie między zajęciami nie można pogadać bo dzwoni On. Okej, przyzwyczaiłam się. Ale mnie to nie powiem, denerwuje, bo są u niej dwa przewodnie tematy, albo uczelnia (a o tym ile można gadać??) i chłopak. Ja wiem, że ja pewnie też bym się tak zachowywała, choć ja z drugiej strony nieco skryta jestem, więc nie wiem. Druga koleżanka ma chłopaka od paru lat, i z tą idzie normalnie pogadać. Serio. Ta pierwsza potrafi z każdego tematu przejść do jednego, z drugą da się normalnie pogadać. I chyba czekam niecierpliwie na upłynięcie tych trzech - magicznych - miesięcy, bo zwariuję :)

    Ale pięknie o Was mówisz :) Aż miło się czyta :)
    Królik wydawał jakiś tomik?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to się mówiło- jak ci się przyjaciel/znajomy zakocha, to go tracisz na pół roku :D I to jest święta prawda, bo wtedy człowiek cóż...karmi się swoją miłością, przerasta go jego własna reakcja chemiczno- biologiczna, nie widzi świata poza tym jednym obiektem zakochania:) Ale to jest miłe nawet, w sensie...ja wiem, że niektórzy się wręcz obrażają, że go przyjaciel wręcz olewa. Ale jak dla mnie trzeba to zrozumieć i przetrzymać, to stałe wracanie do jednego tematu, te telefony...bo jednak to się unormuje, tamten człowiek do nas wróci po swojemu:) Czasem trzeba dać czas cudzej euforii po prostu, którą nam nieraz nawet trudno zrozumieć:) I trzymam kciuki właśnie, żebyś nie zwariowała :D

      I cóż, dzięki:) I nie mogę inaczej mówić, bo nam razem dobrze i tyle:D
      W sensie wierszy? Nie, co ty...kiedyś z Kaśką chciałyśmy mu nawet wieczorem poetycki urządzić w Małym Książku, takim antykwariacie- kawiarnii u nas w Poznaniu...prawie nas za to zabił swoim atakiem paniki :D Królik nigdy nic nie wydał, bo uważał, że to kiepskie, a pisał genialnie. W sumie, znam chyba jego większość wierszy, mam na mailu podsyłane ( bo w sumie wymienialiśmy się ze sobą, wiadomo jak on, zawsze coś podesłał) i jeśli chcesz to coś mogę ci pokazać bo jednak...może to jego wiersze, ale część decydował się pokazać, chociaż tomiku nigdy nie chciał ani nic publicznego. Parę powrzucał nawet na swoją zupę, więc sądzę, że te były do upublicznienia jakoś:)
      A to co było wydane, to Love Letters, pisał o tym, tam były dwa jego teksty w sumie tylko, resztę pozbierał po ludziach. Genialna inicjatywa.

      Usuń
    2. Ja się nie obrażam, bo wiem, że taka kolej rzeczy, cieszę się tym, tylko na dłuższy dystans, jak się z nią spędza każdy dzień, to no... Po prostu :) Ale milo się patrzy jak lata uśmiechnięta :D I może uda mi się wyjść żywo :D

      Kolejny powód do radości :D
      No wiadomka, mi zawsze piosenki jakieś podsyłał, albo melodie, tylko to wszystko takie zawsze smutne było... A on mi się takim pozytywnym człowiekiem wydawał i tak sobie pomyślałam, jeju. Jeżeli tylko chcesz i możesz, to chociaż te, które pozwoliłby - według Ciebie - innym pokazać, nie róbmy niczego przeciwko niemu, bo jeszcze nas postraszy XD
      Jak zwykle wpadł na genialny pomysł :) Domyślam się, że Love Letters nie są nigdzie do przeczytania właśnie dostępne? :)

      Usuń
    3. No wiem, po prostu nieraz to irytuje :D Ale właśnie trzeba przetrzymać, jak ja też obecnie momentami Kaśkę przetrzymuję :D Trzymam za to kciuki :D

      Dokładnie:D
      Wiesz...powiedzmy tak, że Kordian miał dość skomplikowaną naturę. Nie można było jednoznacznie powiedzieć o ty taki pozytywny. Bo miał w sobie i dużo melancholii. W sumie jego była dobrze powiedziała kiedyś, że jak długo człowiek by go nie znał, nigdy nie wiedział, czego się po nim spodziewać i co jeszcze w sobie kryje. Bo po prostu, nie dało się nic powiedzieć wprost, w jakikolwiek sposób go określić.
      No nic przeciwko niemu nie mam robić zamiaru, zobaczę, które miał tam na zupie po prostu opublikowane:)
      No nie...jak już to ja mam swój egzemplarz. Bo to powiedzmy, była "edycja limitowana".

      Usuń
  6. W tych pierwszych tygodniach/miesiącach tak własnie jest.. że każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony. Nawet jeśli nadal jest sobą, nie udaje żadnych zachowań, to stara się bardziej, a gdy już "zdobędzie drugą osobę", to powoli sobie odpuszcza starania..Fajnie jak od początku jest tak naturalnie ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. I nie jest tu nawet właśnie udawanie bo...sami wierzymy w swoją lepszą stronę często, że tak to ujmę. I to jest fajne to jest miłe...ale dla mnie już jest męczące. I pewnie, lepiej jak tak jest choć wiadomo, trudno nieraz o to :D Ja mam to szczęście, że u nas właśnie w dużej mierze tak było:)

      Usuń
  7. Pamiętam jak zawsze Kordian mówił, że randki takie głupie i w ogóle, takie udawanie itd. Zawsze się z nim kłóciłam, bo jednak widzę w tym coś fajnego. Nie w tym udawaniu, ale w takim zwyczajnym podrywaniu się, zabieganiu o siebie. Jasne, później też tak powinno być. Ale nie zawsze jest i myślę, że dlatego właśnie wiele osób tak miło wspomina te pierwsze miesiące. Gdzie on przynosił kwiaty, a ona goliła nogi. Bo jak oboje przestają się starać to nawet uczucie nie wystarczy. Tylko najpierw trzeba to zrozumieć. I może dla niektórych to jest oczywiste, ale jak zawsze, nie dla wszystkich.
    A ja zawsze niesamowicie zazdroszczę ludziom, którzy w jakiś sposób się po prostu odnaleźli. I to nie jest zła zazdrość. To raczej zazdrość z nadzieją, że takie rzeczy nie dzieją się tylko w książkach i filmach. Że skoro kogoś to spotkało to może i mnie. Oczywiście zdarza mi się w to wątpić, może dlatego, że nie ma wokół mnie wielu takich par. A właśnie Królik zawsze mówił, że on zna takich dużo i już teraz wiem, co miał na myśli :) Łatwiej wierzyć, że są jeszcze ludzie, którym zależy i którzy chcą się starać, bo wiedzą, że warto. Łatwiej jeśli się to widzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, my akurat byliśmy podobnego zdania, chociaż nie powiem, swojego czasu randkowanie uwielbiałam...aż poznałam Wojtka:D Bo zasadniczo, pierwszą randkę, albo coś, co ktoś uznałby za prawdziwą randkę, mieliśmy po jakichś 3 miesiącach bycia razem :D I okazało się, że tak już jest fajniej :D I wiesz, podrywanie się, zabieganie, po prostu powinno trwać cały czas. A nie tylko przez te pierwsze miesiące i tam się...wręcz wypalić. Bo ja mam często takie wrażenie, że im więcej ludzie tych toków na początku uprawiają, tym szybciej się nieraz wypalają. I pewnie, nie ma rzeczy ogólnie oczywistych wręcz:)

      Wiem o co ci chodzi. Chociaż ja tak nie miałam bo...zanim poznałam Wojtka to chciałam wręcz mieć niezobowiązujące związki i mówiłam, że nigdy za mąż nie wyjdę :D Ale wiem teraz o co chodzi, bo to wspaniałe, mieć drugą osobę i jakoś w pewnym momencie się za tym tęskni po prostu. I pewnie, że się nie dzieją. Chociaż właśnie do tego w filmach musisz dodać brudne skarpetki i ogrom bąków jak ja to mówię :D
      I ja jednak uważam nas za fajną parę i cóż...znam parę takich, o których też na pewno tak powiem:) I wiem o co chodzi z tym łatwiej:)
      I wiesz, ja wierzę, że jeśli naprawdę chce się kogoś odnaleźć...to jest też ktoś, kto i ciebie szuka właśnie:)

      Usuń
    2. No właśnie, powinno. I to wtedy faktycznie musi być lepsze niż na początku, bo się palnie żadnej gafy, a nawet jakby to człowiek tym nie przejmuje, że "oboziu, weźmie mnie za idiotkę" xD

      Też miałam taką fazę, ale mi przeszło xD Bąki mnie zawsze śmieszą, więc tutaj nie ma problemu :D A teraz mi się przypomniało jak koleżanka ze szkoły ostatnio mówiła, że po całym wspólnym weekendzie ze chłopakiem tak chce jej się srać, bo jeszcze przy sobie tego nie robią i ona się krępuje, ale już ledwo chodzi xD Strasznie mi się chciało z tego śmiać, ale kurde, też tak robiłam :D
      No bo też chyba chodzi o to, że taką parą powinni być rodzice czy chociaż dziadkowie. Takim wzorem trochę. Bo jednak wtedy człowiek się uczy jak to powinno wyglądać. A często tak nie jest, więc się jakoś wątpi i może trochę szuka właśnie po znajomych takiego zamiennika.
      Nawet nie wiesz jak mi się ryj teraz uśmiechnął xD Ryj się cieszy, a łeb mówi: ta, jak chuj, że ktoś mnie szuka xD

      Usuń
    3. Dokładnie. Te gafy to w ogóle nie jest istniejące pojęcie już wtedy, bo jesteś z kimś tak blisko, że o gafie wręcz nie może być mowy :D Dobra, chyba że zrobić jak Bridget Jones, coś w ej stylu. Ale to i tak się nie przejmuje człowiek, tylko się razem śmiejecie :D

      No tak, ale ta druga strona czasem nadal się krępuje.
      I to masakra tak się krępować...wam nie miała problemu mówić o sraniu, a jemu tak?:D To dla mnie coś nie halo jednak :D
      I ja jakoś tak nie robiłam, moja kupa jest silniejsza niż skrępowanie :D

      No ja wzoru z domu nie miałam akurat, ale to wiesz. Za to właśnie Wojtek, co by nie mówić o jego rodzicach, to takim wzorem są wspaniałym, bo oni żyją ze sobą już jakoś 30 lat ponad i nadal są w sobie zakochani i trzymają się za ręce na spacerach także wiesz...
      Szuka, szuka, ja to wiem! ^^

      Usuń
    4. No właśnie :D

      Hahaha no właśnie, ale może wiesz "między nami dziewczynami" jakoś łatwiej. Może nie chciała zabijać "atmosfery" czy coś xD Ale jak tylko zaczęła o tym mówić to polubiłam ją jeszcze bardziej xD

      No u mnie też z tym kiepsko xD I właśnie zajebiście, bo dla mnie to się wydaje nie do pomyślenia żeby moi rodzice mieli się tak zachowywać, a to przecież normalne i tak powinno być.
      To się coś opierdala z tym szukaniem xD

      Usuń
    5. No to możliwe, ponoć niektórzy faceci nadal twierdzą, że nie sramy :D
      No dokładnie ale serio...kto w domu miał tak sielsko pod tym względem? Chyba mało kto. Nawet w Fight Clubie padło choćy znamienne "jesteśmy dziećmi nieobecnych ojców", a czasem to lepiej żeby któreś było nieobecne...

      Wiesz co, ja sobie właśnie wyobraziłam, jak znajduje się i opierdalasz go, że tak długo lazł :D

      Usuń
    6. Jeśli im to pomaga to niech tak twierdzą xD
      No jasne. Ale to też jakoś smutne.

      Haha to akurat bardzo możliwe jak znam siebie xD

      Usuń
  8. Pierwsze słowa przypominają mi czas letni z moim Wilkiem :) Tylko,że my spaliliśmy nie jeden obiad na węgiel... :P
    I podoba mi się co napisałaś,że nie ma wiecznych rzeczy, ale niektóre są dłuższe... Bo są. Wierzę,że jeśli dwoje ludzi się kocha to będzie to miłość dłuuugo trwała. A ja sama jako gówniarz co pięć minut się zakochiwałam i co chwila mogłabym mieć innego :P Każdy przystojny chłopak na ulicy był moją miłością :P No ale chłopaków tylu nie miałam, to było tylko wzdychanie i w sumie nie żałuje,że nie mam dużych doświadczeń w związku i jestem w jednym i poważnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nam też już się zdarzyło, ale nie tym razem:D
      Bo nie ma tak naprawdę. Ktoś nam nieraz wmówił tą wiarę że musi być na zawsze, nie że dłużej niż życie, ale na zawsze i wiele osób się chyba hm...spina jakoś przez to, takie mam nieraz wrażenie.
      A ja jakoś właśnie tych licznych doświadczeń z kolei nie żałuję, bo...to nie przeszkadza, nieraz pomaga, bo wie się, jakie się choćby błędy popełniało. Ale to wszystko ma swoje plusy i minusy, rzecz, jak my do tego podejdziemy właśnie:)

      Usuń
    2. Hmm... w sumie my nie mamy oboje doswiadczenia w zwiazku i wcale nie zalujemy :) jestem zadowoloba z tego co jest. Ze on uczy sie ze mna. Ze seks jest nasz wspolny i nie mial innej kobiety. Ciesze sie bo to jest nasze i z nikim tego nie dzielilismy. Duzo osob mi powtarza, ze to zle i ze sie rozstaniemy ale mam w dupie. Bo wciaz razem jestesmy i idzie nam tylko coraz lepiej ;)

      Usuń
    3. To się po prostu tu dopasowaliśmy, tak jak my z Wojciechem trochę, bo z kolei my oboje pomimo młodego wieku byliśmy doświadczeni dość. Ale chodzi w tym wszystkim o to, żeby doceniać to co się miało i ma po prostu:) To piękne że jesteście tak dla siebie, ale nam z kolei nie przeszkadza, a raczej wręcz przeciwnie, że przedtem trochę cóż, poużywaliśmy życia że tak to głupio ujmę:)
      I nie wiem czemu byście mieli się przez to niby rozstać? Głupota jakaś...

      Usuń
    4. Bo nie mamy doswiadczenia. A ja nie jestem osoba, ktora potrafi uprawiac seks z wieloma osobami. Albo mowic kazdemu kocham. Tak samo moj Wilk i bardzo sie ciesze. A bledow i tak bym nie porownywala bo kazda osoba inaczej reaguje. I z ludzmi wszystko jest rozne. Kazdy inaczej reaguje itp.

      Usuń
    5. Ale sorry, jest wiele par, które są dla siebie no, jedynymi i jakoś się nie rozstają, są ze sobą całe życie. Tu nie ma reguły, więc ja nie rozumiem ludzi, którzy wam tak no...złorzeczą jakoś. Całkiem bez podstaw cholera :D
      I mi chodzi o błędy własne. Nie te, które ktoś popełniał, a takie błędy w sobie. Ja np. mówię o takich jakie ja robiłam, zanim dostrzegłam choćby to, jaki wpływ ma na mnie moje zjebane dzieciństwo albo relacja z ojcem.

      Usuń
    6. No złowieszczą, bo jak nie miał innej to pewnie teraz będzie chciał wypróbować "jak to jest". A do tego pewnie i tak mnie zdradza, pewnie też niczego tak nie kocha jak filmów porno ( w ogóle nie wiem o co chodzi, ale kiedyś napisałam gdzieś,że nie oglądamy, bo kiedyś osobno oglądaliśmy i razem też próbowaliśmy i stwierdzamy jednogłośnie "to już nie bawi " ) więc ogląda się za innymi kobietami i takie tam :P
      A mi też chodzi o własne, bo moze jeden błąd jaki popełniłaś w stosunku do jednej osoby to do drugiej nie koniecznie będzie błędem.

      Usuń
    7. Tja...ludzie wiedzą najlepiej, co?:D Kocham takie złorzeczenie właśnie...
      Nie, to akurat były błędy takie same, powtarzalne. Po prostu, z pewnymi rzeczami musiałam się uporać:)

      Usuń
  9. Czasem niektórzy ludzie łączyli się w pary i w ogóle panowało zdziwienie, że co? Oni razem? to niemożliwe? A teraz mają dziecko i są po ślubie. Są szczęśliwi. Ja jestem niska i bardzo złośliwa. A spokój, złapanie oddechu, odreagowanie od wszystkiego tylko we dwoje jest potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi przypomina, jak zeszłam się właśnie z Mężem i koleżanki zrobiły zakład...jak długo tym razem wytrzymam :D Najwięcej dawały pół roku. Cóż, żadna nie wygrała :D Ale często tak jest, że z pozoru ludzie do siebie nie pasują...ale właśnie to tylko pozory, bo nikt nie ma prawa wręcz wiedzieć, co jest miezy nimi. A jest uczucie, najważniejsza rzecz:)

      Usuń
    2. Dokładnie tak. A ludzie pasujący idealnie do siebie - rozchodzili się po krótkim czasie. Bo i tak było. Miłość się zmienia, ewoluuje. Tylko cieszyć się, że u Was to trwa :)

      Usuń
    3. Bo w sumie, dopasowania nie widać właśnie w ten oczywisty dla nas sposób. To tak nie działa, miłość ma swoje reguły przecież:)
      I cieszymy się, cieszymy:)

      Usuń
  10. (Nie dobijaj mnie...) Bardzo trafiasz tematycznie z tymi wpisami ;).
    Te pierwsze trzy miesiące to chyba pewnego rodzaju głupawka, szaleństwo, później z czasem lepsze poznanie, pozwalanie sobie na więcej jest już chyba dużo lepsze. Może taka trochę stabilność związana ze znajomością siebie nawzajem.
    Pięknie to wszystko napisane, a Wam chyba dobrze robią te dni Twojej nieobecności ;). Przynajmniej Mąż ma czas żeby zatęsknić ;)
    Starsi ludzie i ich zachowania bardzo dużo potrafią nauczyć nas samych i często powinniśmy z tego czerpać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale no przepraszam, nie miałam zamiaru :D
      Dokładnie, to pewna chemia od której na początku się wariuje, zanim się wszystko ustabilizuje. Nie mówię, że to źle ale właśnie nieraz dopiero po czasie ludzie się poznają i mogą wiedzieć, czy na pewno chcą być ze sobą. Choć nie przeczę, to nieraz się wie od razu, z tym, że to się musi jakoś uspokoić, nie wiem czy wiesz o co mi chodzi:)
      I pewnie że dobrze robią, ale jednak wolimy się nie rozjeżdżać tak za często. Na pewno nie moglibyśmy na stałe w ten sposób żyć.
      A pewnie że tak. Szkoda, że często ich nie doceniamy po prostu.

      Usuń
  11. Kurde, Frida! Pobuczałam się przy historii Twojej ptaszyny i jej męża.
    Kiedyś trafiłam na taki cytat, że "pamiętam ten czas, gdy twą poezją były moje nogi" i jakoś utknął mi w pamięci, choć mija już sporo lat. Ja zawsze lepiej czułam się w prozie :)
    Jak już było wyżej powiedziane, też zazdroszczę takiej miłości, ale ogromnie się cieszę, że ona istnieje. Że to nie film Fantasy albo sci-fi. Nie ta zła ta rzeczywistość czasem :D
    Wybacz, że rzadziej komentuję, ale czytam i ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to chyba dobrze, czasem takie wzruszenia są potrzebne przecież:)
      Ja lubię poezję, nie przeczę i ten cytat...wszystko obrazuje tutaj. Poezją były, przeszły może do prozy życia, ale nadal są najpiękniejszymi nogami:)
      I pewnie, że istnieje. Nawet z tymi brudnymi skarpetkami rozwalonymi po pokoju, bo to jej nieodzowna część. I rzeczywistość w ogóle jest fajna, wiesz :)
      Ale co ja mam wybaczać? No weź :D

      Usuń
    2. Jak najbardziej, potrzebne mi było to wzruszenie, nawet nie wiesz, jak bardzo :)
      Uwielbiam poezję, tylko nie wiem, czy ona lubi mnie :D
      Pamiętam te ideały chłopaka z podstawówki... Bloooondyn, nieeeebieskieee oczyyy itp... i powiem Ci, że te porozwalane skarpetki i wieczny syf w domu to jest właśnie to... :)
      Ano wiem, że jest, tylko ostatnio trudno mi to dostrzec.
      Oj bo przepraszam wszystkich na zapas, bo niektórzy się czepiają, że nie poświęcam im czasu xD

      Usuń
    3. To się cieszę, że się jakoś no..trafiło tak:)
      W sensie, uwielbiasz- piszesz czy uwielbiasz- czytasz, że tak napisałaś?:>
      O ja...ideały były dobre :D Chociaż ja nigdy na blondynów nie leciałam i cóż,mam takiego czerniawego...:D Ale to i tak jakoś większego znaczenia nie ma, zwłaszcza, że łysieje :D
      Dokładnie :D
      Nieraz tak. Ale wiesz, nieraz to widzimy też to, co chcemy zobaczyć, warto o tym pamiętać :>
      To ja się nie czepiam, mnie się nie musisz bać w tym względzie :D

      Usuń
    4. Czytam, choć właściwie jestem na początku mojej drogi czytania poezji takiego poważniejszego. Wiadomo, że tam się czasem wklepywało w google poetów, ale teraz zrobiłam się strasznie "sztywna, poważna i och, kto dziś czyta poezję!" ~wsparcie 100% moje własne wypociny to zdecydowanie grafomania pisana do mojego wymęczonego pamiętnika, której, mam nadzieję, nikt nie znajdzie :X
      Patrzę na swojego brata z zakolami i powiem Ci, że z utratą włosów milszy się robi :D Przypadek??
      Fakt! Staram się jakoś opanować swoje huśtawki nastrojów, bo trochę świruję ostatnio, więc jakieś autodestrukcyjne zapędy i ogólny fatalizm przeplatany z wielką i nieopanowaną miłością do świata niech nie dziwią :D
      A w jakim muszę?:D

      Usuń
    5. Rozumiem, podchodzenia do poezji pewnie nie zohydzonego przez szkołę. W sumie..to kogo lubisz czytywać obecnie najbardziej? Tak pomijając wklepywanie w google, albo co najczęściej tam wklepujesz?:D
      Wiesz co, wiele osób zawsze mi mówiło właśnie że ich wiersze to dno, grafomania, a potem okazywało się, że są zajebiste. Dlatego cóż..trudno być swoim własnym krytykiem, nie sądzisz?:>
      Hm...a mojemu Mężowi coś z roku na rok język się wyostrza:D
      Dobra, ok, nie dziwią ale...trochę może martwią?
      W sumie, w żadnym, póki co :D

      Usuń
  12. Masz brzydkie reklamy na blogu xD

    Ach, chciałem coś mądrego napisać o poście, ale w sumie już wszystko wiesz, bo sam Ci powiedziałem, więc... Cóż. Nie życzę Ci niczego, bo zwykle nie najlepiej się to kończy. Obyście byli po prostu szczęśliwi, nawet gdy przychodzą gorzkie dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rety, mam program blokujący reklamy, więc nawet nie wiem jakie :d Opowiadaj :D

      No tak, wiem swoje, przynajmniej właśnie to, co ty mi już mówiłeś. I można życzyć, wiesz? to wcale nie jest tak, że wszechświat działa na opak:)
      Ale dzięki:)

      Usuń
    2. Ja też mam AdBlockera i kur... gówno, dalej mam reklamy. Chyba coś mi się zainstalowało z jakimś gównem, ale nie wiem jak to gówno znaleźć.

      Hm... No nie wiem. Życie lubi robić psikusy XD

      Usuń
    3. To zainstaluj jeszcze raz, nie wiem :D
      Dokładnie:)

      Usuń
  13. Strasznie mi się spodobał ten tekst "To stało się tak nagle. Zabrakło na Ciebie poezji...." Jest Twojego autorstwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co masz napisane u góry?:D

      Usuń
    2. Chyba ktoś przywłaszczył sobie Twoją pracę:
      http://www.digart.pl/zoom/6768945/zabraklo_poezji.html

      Usuń
  14. Ja sama ostatnio często zadaje sobie pytanie - czy mój związek nie jest już tylko przyzwyczajeniem? I nie potrafię sobie odpowiedzieć. W dodatku ostatnio chyba częściej sobie wzajemnie pociskamy, niż mówimy coś miłego. Zastanawiam się czy to ma sens.
    Otworzyłaś mi oczy tymi pierwszymi miesiącami, bo zawsze mówiłam, że zazdroszczę ludziom, którzy są na początku związku. Teraz jednak zauważyłam, że masz rację - na początku związku pokazywałam się chłopakowi tylko pomalowana, w ładnych ciuchach - chciałam być idealna, lecz nie do końca prawdziwa. Dopiero po czasie wszystko się zmieniło. Chodzę przy nim bez makijażu, w dresach, nieraz potargana... I to jest fajne, że po takim czasie można być przy kimś sobą.
    Moja koleżanka od niedawna ma nowego chłopaka i ciągle chwali mi się jak to jest cudownie i że oni się wcale nie kłócą - no ja nie chcę być niemiła, ale mam ochotę jej powiedzieć, że wszystko przed nimi, że prawdziwy związek zaczyna się później i czeka ich z pewnością nie jedna kłótnia - bo przecież, tak jak ostatnio ustaliłyśmy - kłócimy się z tymi, na których nam zależy.
    Znam tę bajkę... Płakałam, gdy oglądałam ją pierwszy raz i dziś płakałam znów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm...mi ta odpowiedź przychodzi bardzo szybko. Bo głupie myśli czy gorsze momenty zdarzają się w każdym związku, tak samo jak pociskanie sobie- my głównie sobie pociskamy, ale to lubimy. Tylko chodzi o to, czy nadal czujesz się z tym dobrze i czy tego złego nieraz nie ma więcej niż dobrego...i nawet czy jest, to czy miłość jest w stanie o to walczyć.
      I właśnie nie ma chyba co zazdrościć, tego swojego rodzaju teatru właśnie. Ani się człowiek rozluźnić nie może ani nic :D
      No bo na początku to nikt się nie kłóci, ale nieraz jak się potem zacznie...armagedon :D Chociaż, my z Wojtkiem też długo się nie kłóciliśmy, bo pierwszą poważną kłótnię mieliśmy...po roku i to do tego po pijaku :D
      Bo ona cudownie wręcz wzrusza.

      Usuń
  15. Ojej to też są moje ulubione postacie! I w ogóle film piękny. I ojej U2 uwielbiam tę piosenkę! Zaraz zrobię tu tyle ojej,że padnę :P Piękna ta wasza miłość i piękne,że jest jaka jest.
    Masz rację z tymi pierwszymi miesiącami. Może to dlatego,że po prostu każde chce się przedstawić w jak najlepszym świetle. Myślę,że jeśli ktoś kocha to nawet jeśli już będzie wiedział o tym rozrzucaniu skarpetek czy innych to zostanie. Bo mimo wszystko będzie kochał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zaraz zaojejujesz się na śmierć :D Ale rozumiem dlaczego tak to wygląda :D
      Właśnie, każdy chce być wręcz lepszym człowiekiem i czasem naprawdę, dosłownie wierzy, że tak jest. Chce się wydobyć z siebie najlepsze cechy właśnie. I niestety...w przypadku niektórych okazuje się, że to była swoista ułuda.

      Usuń
  16. W życiu potrzebna jest zarówno poezja jak i proza i obydwie są piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. I z żadną chyba po prostu nie powinno się przeginać jakoś:)

      Usuń
  17. Cholera, jak ja za każdym razem czytam, jak Ty pięknie o swoim Mężu piszesz to naprawdę mam wrażenie, jakbyście dopiero się w sobie zakochali. I to się chwali Moja Droga, to nie żadne "co gorsza" ;) Bo staliście się dla mnie moim ulubionym przykładem takiego związku pełnego czułości, mimo tych latek, które lecą, mimo obrączek na palcach. Dajecie tym nadzieję, ze taka miłość jeszcze istnieje i to jest właśnie piękne :)
    Ej, ale raz na dzień, to jeszcze i tak całkiem dobry wynik XD
    I kot ludziofil... jak mój pies, dogadaliby się XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to o to chodzi, co nie? Żeby w sumie cały czas się poznając-a drugi człowiek jest przecież niezgłębiony- na nowo się zakochiwać:) I to miłe, dzięki :D Chociaż przykładu z nas nieraz nie powinno się bać, przynajmniej, nie szablonowego, bo mamy swoje odpały :D
      I w sumie niby tak, ale to jednak nie to samo co np. na wiosnę :D
      Może by się w sobie zakochali? Poznajmy ich! :D

      Usuń
  18. I takiej miłości jak Wasza życzę swojemu małżeństwu.
    Mimo, że teraz oboje spadliśmy na dno, że jesteśmy sobie dalsi niż bliżsi, wierzę że nasza miłość, która teraz ledwo się tli, ma szansę wybuchnąć jeszcze wielkim płomieniem.
    Cudownie się o Was czyta :)
    Dajecie nadzieję, że wiele rzeczy jest do zrobienia jeśli kocha się naprawdę.
    Oby Was ta miłość nigdy nie opuściła! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak- skoro miłość już była, to jest nadal. I czasem ta proza przytłacza ale...na pewno może nadal być piękna. I ja wierzę w to, że jeśli dołożycie starań, to właśnie tak będzie. Właśnie ten płomień wybuchnie. Życzę Ci tego z całego serca kochana :*
      I pewnie, wszystko jest do pokonania. I mam nadzieję, że właśnie tak będzie. Będzie zawsze,albo...raczej tak długo, jak żyjemy:)

      Usuń
  19. Myślę, że miłość ma przede wszystkim większą wartość, daje nam o wiele więcej niż zakochanie. Na początku to głównie wulkan emocji, a z czasem, kiedy uczucie dojrzewa odkrywamy przeróżne owoce, które nam daje. Naprawdę cieszę się Twoim szczęściem, a w sumie to Waszym szczęściem i tą piękną, pewną miłością. :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Frida, jak Ty mnie rozczulasz... no po prostu. Nie wypowiem się za bardzo, nie znam się na sprawach miłosnych, nigdy w życiu się nie zauroczyłam, nie mówiąc o zakochaniu... nawet dla aktorów, piosenkarzy i innych gwiazd nie traciłam głowy, w przeciwieństwie do moich koleżanek w okresie podstawówki/gimnazjum XD Nie wiem zatem absolutnie nic. Ale cudownie było czytać ten wpis, chociaż znowu obudziłaś we mnie niezaspokojoną potrzebę bliskości, ale dobra, przeżyję XD W każdym razie... pięknie piszesz o ważnych wartościach, wiesz? Najbardziej podobają mi się te Twoje wpisy, w których piszesz o miłości i przyjaźni.

    OdpowiedzUsuń