środa, 26 listopada 2014

I'll be there. Tell me when you want to go

Czekam na wieczór już spędzony na spokojnie, w domu, razem z tobą. Z kubkiem kakao które tak lubisz, a którego ja nie potrafię jeszcze, po tylu latach, doskonale zrobić. Cicho, ciepło, całkiem nie zatapialnie. Trochę się w tym tygodniu przecież będziemy mijać. Ja ze swoimi dziwnymi godzinami dyżurów pracy, ty z całkiem rozciągniętym w przestrzeni czasem.

Jednak, mimo to, mimo, że wskaźnik termometru jest blisko zera, nie straszne nam odłamki lodów które nadchodzą, lustra lodowe nie pękają pod naszymi stopami nigdy. Z lekka uniesieni bowiem ciepłem, co między nami, drepczemy wolno po każdym z nich przystając na chwilę, okazując czułości w czasie nocnych spacerów gdy uda nam się wreszcie spotkać.

 Pewnego dnia jak sądziłam, a nocy jak się potem okazało, gdy się obudziłam, nie czułam wokół siebie twoich ramion. Zaspałam pomyślałam w pierwszym odruchu, nie przywitałam cię miłością, nie pożegnałam pocałunkiem. Leżałam taka sama i przemarznięta. Nie znoszę, przecież wiesz, tych nocy, kiedy nie ogrzewają mnie twoje zawsze ciepłe ramiona, gdy wracasz tak późno. Kiedy musisz iść do pracy. Dziś kolejna, to wcale nie poranek, to noc, zimna listopadowa noc. W kuchni, robiąc herbatę również cię nie znajdę. I w łazience, podczas kąpieli też cię nie ma.

Nie ma fizycznie. Choć wiem, że nigdy mnie nie zostawisz ( nigdy..?). Wierzę, choć nie akceptuję słów "nigdy", nie akceptuję słów "zawsze". Jestem tak niekontrolowanie, świadomie naiwna. I kocham to także. Od tego także się uzależniam.
Wiem, że nie zostawisz mnie póki jesteś, póki żyjesz ale...

Chcę czasem po przebudzeniu, gdy łóżko puste, biegać po całym mieście wołając cię i pytać o ślady twoich stóp. Lecz ciebie nigdzie nie ma, tak mi się nocami roi, a ja jestem coraz bardziej sama. Tak było nocą, gdy się obudziłam, a Ciebie nie było. W mojej głowie tak właśnie było, bo, kochany mój, za dużo straciłam ostatnio. Za dużo stóp nie zostawi już śladu, a moje przecież przy Twoich zawsze chcą podążać, już zawsze, zawsze, zawsze (zawsze nie istnieje...)

Raz jedno z luster pękło. Bałam się, czy czasem nie wpadnę w otchłań pod nim. Lecz ty mnie złapałeś w porę i wyniosłeś na bezpieczny ląd. Żadna otchłań mi nie straszna , gdy tak blisko mam twoje ramiona, myślałam wtedy, myślę tak teraz lecz..

Okazało się, że jesteś w domu. Wróciłeś. Nieważnym się stało co robiłeś przez cały dzień. Liczyła się jedynie twoja obecność , która po nocy bez ciebie stała się czymś cudownym. Magia, po którą mogłam sięgnąć gołą, przemarzniętą dłonią. A ty tę dłoń otuliłeś swoją i poczułam ciepło , którego tak mi brakowało przez te długie godziny.

I nie baliśmy się kolejnych luster, bo już żadna otchłań pod żadnym z nich nie będzie próbowała nas rozdzielić. A nawet jeśli to i tak jej się nie uda. Żadne zimno nie powstrzyma naszych uczuć. Żadne zimno, żadne inne straty. Działają na nas przecież jak najlepszy cement. Zawsze przecież działały kochanie.

Dziś przez głowę przemknęło mi, że jesteś snem, a to wszystko dzieje się w ciągu jednej nocy i gdy się obudzę zniknie. Wiem że to śmieszne. Śpię obok Ciebie ponad 6 lat, ponad 5 lat noc w noc, nie licząc krótkich samotnych wypraw któregoś z nas w ten bezkresny świat. Tyle lat razem, a jednak, jak sen. Nawet sobie nie wyobrażasz jaki ból mi to sprawiło, jak zapiekło w klatce piersiowej i zakręciło się w głowie. Czasem trudno mi pamiętać, że można tak kochać. Kiedyś w moim złamanym świecie tak trudno było w to wierzyć.
Ale złe myśli, pomysły nieraz wracają i....


Chwilę później pojawiła się nowa wizja. Jestem schizofreniczką. Ty jesteś obrazem wywołanym przez uszkodzone neurony w moim mózgu. Żyję jakbyś był tu obok, a moja rodzina i przyjaciele odchodzą od zmysłów i zamartwiają się widząc jak rozmawiam z kimś kogo nie ma, śpię jakbym kogoś tuliła, opowiadam im o przemiłych chwilach z tym kimś. Podają mi leki mówiąc, że to cukierki lub tabletki na alergię i mają nadzieję, że mój stan się polepszy,że te powykrzywiane, zepsute neurony w jakiś magiczny sposób się wyprostują,że ten mały chemiczny krążek, który co wieczór połykam naprawi mój mózg. Proszą bym przestała używać obszarów mózgu, które u innych śpią, a korzystała tylko z tych siedmiu procent co wszyscy. Nie chcą bym już ciebie widywała. Ale ja już nie chcę przestać. Ja coraz bardziej przywiązuję się do ciebie, do tych wspólnych chwil, coraz większym strachem napawa mnie wizja rozłąki na więcej niż godziny. Przeraża mnie możliwość utraty ciebie. Przeraża mnie to, że możesz być tylko ułudą lub snem. Boję się osoby, którą bym się stała gdyby okazało się, że jesteś nierzeczywisty. Marzę by ktoś przyszedł, oblał mnie lodowatą wodą i jak najgorliwiej zapewnił, że to wszystko, to prawda, a nie źle splecione nerwy w głowie nieszkodliwej wariatki.

 
Skąd te myśli właściwie? Nie mogę uwierzyć, że dane mi jest otrzymać tyle szczęścia... Aż dziwne. Nie mogę uwierzyć, że dane było mi też tyle szczęścia już utracić, tyle innej bliskości. I czasem, czasem boję się, że stracę to, co jeszcze mam. Ciebie. Stracę najważniejsze. A tego nie przeżyję. Nie dam już rady, nie dam...

Tyle szczęścia pomimo innych złych i niedobrych, po prostu. Nie powiem, nie zasłużyłam, bo na szczęście nie trzeba zasługiwać. Po prostu, nieraz, gdy widzę dookoła tylu samotnych ludzi, którzy by chcieli, a im się nie układa, nie mogę wprost uwierzyć, że ja tyle dostałam i nadal, to trwa i trwa. Kocham i jestem kochana, dziękuję co nocy i za dnia, że mogę tako kochać i być z nim. Nawet, jeśli bym była wariatką, to co z tego? Wolałabym żyć w swojej głowie....

( i tak samotność nosisz tylko w głowie, nie zależy to od nikogo innego...)

Oglądając przedwczoraj jeden program w TV który oglądał współlokator, stwierdziłam, że może czasem ludzie szukają na siłę, chcąc za bardzo, chcąc za mocno, chcąc idealnie. Może czasami szukają tak mocno, by uwierzyć, że sami są ideałami, choć wiedzą, że bycie ideałem jest niemożliwe?

Gdyby się przecież zastanowić...

Nigdy nie próbowałam być idealna. Znam aż za dobrze swoje wady, wady ducha i ciała. I może dlatego stąd to szczęście? Bo ideału nie ma. I nie ma go w miłości ( pozornie! ).

Potrzebujemy zawsze kogoś. Szukamy szczęścia w miłości i cudzych oczach, bo tak nam powiedziano ale...może szczęście wcale nie tutaj się zaczyna. Gdyby nikt tak nam nie powiedział, wszyscy bylibyśmy może szczęśliwi w pojedynkę lub w parach, dowolnie, bez przymusu, choć to naturalne, potrzebować bliskości, to tak naturalne, kochać też w ten jeden, wyjątkowy sposób. Ale gdyby nie powiedziano nam, że to gwarant szczęścia... nie szukalibyśmy może nieraz na siłę, wydobywają ideały zaklęte w dawnych bajkach.

Bo może zadowolenia i własnego piękna, swojej siły, nie należy szukać tylko w cudzych oczach, tylko swoich, odbitych w lustrze? I może czasem, choć uzależniamy się tak bardzo od kogoś, należy się liczyć z tym, że ten ktoś jest odrębną istotą, że choć przelewa w nas ciepło zawsze może powiedzieć koniec. Bo może. Bo jest wolny.

Bo nawet, gdy ktoś nas kocha, można go stracić. Los zsyła różne wyroki, los przynosi zimne samotne poranki, los skraca i wydłuża według własnego mniemania. I może wolałabym być schizofreniczką i zawsze mieć Twoje ślady stóp przy swoich...nie mogę zapominać, jak w miłości nawet, dzieląc się wszystkim, nadal JA to JA.
JA, swoja własna siła, swoja siła, która wspiera Twoją.

Razem odbijamy się w lustrze swojej własnej miłości, tego co tworzymy, idealnie razem. Jednak nieraz każdy z nas ma swoje lustro własne i w nie musi spojrzeć, bez strachu. Musi nieraz zrozumieć, że świat to MY, ale w części MY jest JA. I niektóre zimno pod sercem trzeba rozpalić własnym ogniskiem. Choć, piękne jest, że gdy potrzebuję, przygasam, zawsze chwycisz mnie za rękę. Ta pewność, że póki żyjesz...jesteś. Całkowicie, obok. Choć nie jesteś mną. Nie jesteś w mojej głowie, choć masz moje serce. Moje demony dogadują się z Twoimi, ale ostateczną walkę wygrywa się po swojemu.

Może nie trzeba się uwieszać jak bluszcz na i tak słabym drzewie, bo kto z nas silnym tak naprawdę, kto z nas nie jest tonącym we łzach, więc może nie trzeba się uwieszać, zależeć, tylko być razem, nie osobno, współgrać, nie biec jedno za drugim. Może nigdy nic na siłę i może trzeba czasem mieć złe sny, wyobrażać sobie stratę, żeby docenić to, jak się jest. Przeżywając jedną, inną stratę, doceniać to, co zostało, kochać nad życie, póki się żyje.
Kochać tak wyjątkowo.

Może czasem nie wystarczy po prostu kochać, a może to aż nadto. Może na chwilę starcza. Na moment zapomnienia. A czasem na wieczność. Wieczność, w której nie ma i tak nigdy, w której nie ma zawsze.
( wieczność to ten moment... )

Może trzeba wiedzieć, że zapomnienia też nie ma.
Może trzeba pamiętać, że miłość to też wolność. Gdy zdajesz sobie sprawę, że tych ramion może zabraknąć, starasz się. Krawędź dodaje sił, Krawędź w twojej głowie pomaga przetrwać. Bo pilnujesz, żeby nie spać. Albo uczysz się, jak to lata się razem.






Jestem oceanem w twojej sypialni
Rozgrzewam cię
Sprawiam, że znów chcesz brać
Teraz wiemy to bez wątpienia

Jestem salą balową, przerwanym pulsem
Sprawiam, że śnieg spada
Pod twoje stopy
Nie jesteś samotna, ja tam będę
Powiedz tylko, kiedy chcesz odejść

Jestem laboratorium metaamfetaminy, pierwszym odwykiem
Weź to wszystko
I wsiądź do pędzącej taksówki
Istnieje miłość, która zna drogę

111 komentarzy:

  1. Ehh... Przepraszam,że to powiem, ale jesteś damskim Kordianem i dziwnie mi się to czyta (szczególnie,że znam pewną historię... ) :P
    Ale widzę,że miłośnie... Ja zimnych nocy nie znoszę, a teraz nawet się boję bo mam pod opieką małą istotkę i za każdym razem martwie się jak jest zimno,że coś się mu stanie...
    Dlatego palę w piecu dużo :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaką historię z kolei? O czymś ja nie wiem?:D I nie jestem, nie przesadzajmy.
      Małą istotkę, tzn?

      Usuń
    2. Nie wiem czy mogę o niej mówić, zasłyszałam jakoś 3 msc temu... I chętnie ją bym opisała, ale kurczę chyba nie mogę, no i teraz po śmierci Kordiana ktoś by mógł źle to odebrać, za dużo minusów :P
      A małą istotkę czyli prosiuna morskiego :P

      Usuń
    3. Ok, to jak chcesz:) Zawsze możesz mi opisać na mailu ( tak, jestem strasznie ciekawska niestety :D)
      O, sama miałam jako dziecko pełno świnek morskich, kochane stworzonka :D Ale nigdy jakimiś zmarzluchami mi się, przynajmniej wtedy, nie wydawały:)

      Usuń
    4. Mogę napisać na mailu :) Ale to taka psychologiczna. Psychiatra opowiedział mi o swoim pacjencie, znaczy nie znam np. szczegółów czy to był facet czy kobieta... :P ale historia ciekawa :P
      Ale ja mam rasową świnkę morską, us teddy, nie je byle czego, nie śpi na byle czym... No i potrafi mi kichać i prychać z rana jak było jemu za zimno :P

      Usuń
    5. Jak każda psychiatryczna w sumie:) barbarabaran90@gmail.com jakby co.
      To ja się na rasach w ogóle nie znam w tym względzie, ja miałam zwykłe prosiaki:) Ale rozumiem, to taka arystokracja :D

      Usuń
    6. Jak będę miała czas to napiszę :)
      No a jak ! Burżuj mój :D Nawet dywan ma bo trociny blee a na samym dywanie spać on nie będzie więc ma i legowisko jak dla psa tyle,że małe i wyściełane kocykiem, no bo jak inaczej... I... Będzie miał brata xD właśnie przypadkiem weszłam na ogłoszenia coś mnie tknęło i.. Muszę mieć drugiego :P One są tak cudowne, grube dupy po 1300 gram a jeszcze rośnie :D

      Usuń
    7. Ok:)
      To rozpieszczasz go nieźle :D W sumie, świnki to zwierzęta stadne, lepiej jak są w grupie, mają znajomego ze swojego gatunku:) I to faktycznie, spore

      Usuń
    8. No te osiągają ta do 1700 -1800 grama :) No i też myślę,że fajnie jakby miał kolegę choć mój i z psem świetnie się bawi i do ludzi ciągnie i nigdy nie jest w sumie zamknięty :)

      Usuń
    9. To wielkości psa właśnie :) A to niby rzadkie, żeby gryzoń taki się z psem dogadał, ale powiem ci, że jak miałam i świnki i psy to też sobie doskonale radziły. Tak samo jak świnki i króliki, idealni kompani:) Tylko z kotami nieraz gorzej bywało.
      I dobrze, jak wychowany, to zamykany być nie musi przecież:)

      Usuń
    10. No oni rano z psem się witają (nie no pies jest większy a mam westa :) )
      No i potem w ciągu dnia zabawa, potem na kolanka, jedzonko no i ogólnie takiemu dzień mija świetnie :P Ale czasem ma takie swoje humorki... :P

      Usuń
    11. Ale to one też są malutkie, nie? Na rasach psów też się jakoś wybitnie nie znam, chyba że na tych większych, dlatego zakładam, że to ten mały terierek:) Wiesz, czasem to ja bym się chciała z którymś z moich zwierzaków zamienić...w sumie teraz mam koty, w domu rodzinnym zostawiłam psa, bo w Poznaniu by się męczył ale cholera...te to mają życie :D Mimo humorków chyba:)

      Usuń
    12. Oj tak... Mogłabym leżeć, być głaskana i pieszczona i jeszcze same smakołyki żreć :P

      Usuń
    13. Tylko tyłek by urósł ( to w moim przypadku :D)

      Usuń
    14. Ale co tam ? taka słodka puchowa kula to i ładna z tyłkiem takim :P

      Usuń
    15. No nie brzmi najgorzej :D

      Usuń
    16. Dla mnie brzmi dobrze :) Chciałabym być taka okrągła i włochata i tylko leżeć :P Chude patyki tak nie leżą :P wiem po sobie,że jak położę się na łóżko to Wilk woła,że Kartofel ładniej się układa ;P

      Usuń
  2. Tyle lat po ślubie i tyle miłości i tęsknoty... Jak Wy to robicie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy, po ślubie jesteśmy dopiero niecałe dwa lata, ale ponad 6 jesteśmy ze sobą, od 5 mieszkamy razem. I wiesz...też nie jesteśmy parą idealną. Czasem się kłócimy o pierdoły, czasem ja mam jakieś dziwne pretensje ale po prostu...no kochamy się właśnie. Tęsknimy za sobą gdy się tak mijamy. Tak chyba właśnie powinno wyglądać małżeństwo, no nie?:)

      Usuń
    2. Właśnie jak już napisałam ten komentarz to pomyślałam o tym ;p
      Ja bardzo chciałabym by moje tak właśnie wyglądało, ale wiem, że nie wszędzie tak jest ;) Nawet na innym blogu ostatnio poczytałam sobie jak po ślubie ludzie zaczynają mówić do siebie: "ty *uju i ty szm..." :/

      Usuń
    3. Trochę namieszałam, ale już wszystko jasne mam nadzieję:) I wiesz, 6 lat związku to nie jest dużo, zwłaszcza jak się chce spędzić razem całe życie:)
      Jasne, związki są różne. I wiesz...my dla żartu nieraz mówimy do siebie wulgaryzmami. Ale oboje wiemy że to żarty, oboje jesteśmy dość specyficzni i jak ja do mojego męża powiem śmiejąc się "kutasie złamany" to u nas to żart. I każde o tym wie, nas to bawi nieraz, mamy naprawdę specyficzne poczucie humoru nieraz. Ale oczywistym jest, że nie powiemy tak nigdy do siebie w kłótni czy rozmawiając na poważnie. Po prostu z nas dwa zgrywusy z ogromnym dystansem i wiemy, na co sobie możemy pozwolić. Ale nie wyobrażam sobie, że w jakikolwiek sposób by to miało przestać być żartem i zacząć być no...brakiem szacunku. To jest przerażająca wizja.

      Usuń
    4. Dokładnie, bardzo przerażająca. W żartach, ok, to jestem w stanie zrozumieć, chociaż ja na ogół nie umiem przeklinać i u Ciacha mojego też to brzmi dość nienaturalnie, więc śmieję się z niego jak mu się wymsknie jakieś przekleństwo ;) Mam nadzieję, że tak zostanie już, bo nie wyobrażam sobie byśmy mieli stracić do siebie szacunek.

      Usuń
    5. Bo to jest kwestia ludzi po prostu, są ludzie, którzy sporo przeklinają ( jak ja i mój Wojciech) ale są ludzie, którzy raczej unikają. Jako były punk klnę nieraz jak szewc :D
      Nie wiem w sumie, co by mogło sprawić, że tak by się stało:)

      Usuń
    6. Po prostu trzeba się szanować i tyle ;) Kultury w sobie trochę mieć ;p

      Usuń
    7. Wiesz, ja to jestem takie "trochę wysoka kultura, trochę ostre porno":D

      Usuń
  3. Aż milo się czyta takie posty... Naprawdę, cieszę się, że masz takiego kogoś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nie moge uwierzyć w to, jak druga osoba może na nas oddziaływać :)

      Usuń
  4. Zazdroszczę Wam tej miłości, tęsknoty, bliskości i tego żaru, który Was oplata mimo upływu lat.
    My stażem dobijamy do Waszego, a czasami mam ważenie, że powiewa u nas smutną rutyną...
    Niesamowite jest to, co piszesz. Twoje słowa czyta się jednym tchem, jak dobrą książkę. Obecność takiej osoby w życiu daje siłę, moc i kopa do życia.
    Ściskam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz po komentarzu od Anelise zorientowałam się, że mogłam coś źle napisać trochę. Bo my ze sobą jesteśmy w sumie dopiero 6 lat, to wcale nie jest tak długo. A Wy ile?:)
      Bo jeśli ma się z kimś spędzić całe życie, to ten żar przecież trzeba podsycać, mimo upływu lat:) I wiesz, nam też zdarza się rutyna, nie mówię że nie. Dni, w których tylko leżymy w wyrku i oglądamy filmy. Ale...to też część związku przecież, taka codzienność:) Nie zawsze to mus być smutne.
      I cóż, dzięki:)

      Usuń
  5. Nocne spacery mają niepowtarzalny klimat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zwłaszcza te zimowe:) Przynajmniej, ja je uwielbiam. Teraz tylko czekać na śnieg.

      Usuń
  6. Każdy Twój wpis niepowtarzalny..aż czasem brak tchu, brak słów, aby cokolwiek napisać.
    Pozdrawiam,
    http://cisza-jak-ta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Miło to czytać, chociaż, dopiero się z pisaniem na nowo rozkręcam:)

      Usuń
    2. Widziałam, że ktoś napisał, że jesteś damskim Kordianem, wiesz, że coś w tym jest? :) Dokładnie to samo pomyślałam! Oczywiście pozytywnie! :)

      Usuń
    3. A mnie to mówienie zaczyna chy6ba irytować...bo nie chciałam żadnych etykietek, dlatego, że się znaliśmy osobiście ....i ok, ja rozumiem, że pozytywnie, nie mam nic do tego komentarza, ale jak to się będzie powtarzać, to chyba zacznę się zastanawiać, czy to ma sens :P

      Usuń
    4. Frida, jesli chodzi o mnie to już milknę ;p nie popełnię już tego błędu :D Cicho sza ;p

      Usuń
  7. Kakao nie musi być idealne. Ważne, że jest przygotowywane przez kochaną osobę :3

    Wiadomo, że nikt nie jest idealny i żadna miłość też nie jest idealna, ale sztuką jest doceniać to, co się ma i dążyć do tego, żeby było jeszcze lepiej :) I dlatego strasznie denerwują mnie dziewczyny, które rozpaczają, że mają takiego super chłopaka, tylko co on w nich widzi, bo są takie niedobre, nieidealne, brzydkie i w ogóle, nie zasługują na niego. Aż chce mi się powiedzieć, że skoro nie zasługujesz, to dlaczego dalej z nim jesteś? ._____.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugi raz już to czytam :D

      Właśnie, a nie wiecznie marudzić, też tego nie znoszę.Nie zasługuję...to nie kwestia tego. Po prostu, jak ludziom ze sobą dobrze, to co narzekać, szukać dziury w całym? Bez sensu totalnie. Nikt nie jest ideałem, ale czasem bywamy ideałem osobistym jakoś dla kogoś i o to chyba chodzi, a nie zastanawianie się, czy możemy być, bo on przystojny, a ja mam cellulit :D

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że to dobrze. Chociaż... takich opinii chyba powinno być więcej? :P
      No właśnie :) Zasłużyć to można było na dobrą ocenę w szkole, jak się opanowało materiał na sprawdzian. Cieszę się, że mamy takie samo zdanie na temat tego "zasługiwania na kogoś", tylko... możemy tak sobie rozprawiać na ten temat, a i tak nikt, kto ma odmienne zdanie pewnie nawet nie weźmie tego pod rozwagę, tylko będzie dalej tak jęczał :( Chociaż to już w zasadzie nie nasza sprawa, póki nie musimy tego wysłuchiwać ;D

      Usuń
    3. Może :D
      A nawet oceny nie są wymierne, ot co :D I jasne, ktoś, kto ma np. ogromne kompleksy nie zrozumie tego ot tak po prostu. Najgorsze, że ja nieraz od pewnych osób muszę :D

      Usuń
  8. Słowa 'nigdy' i 'zawsze' straciły dla mnie znaczenie po relacji z człowiekiem, który właśnie ich znaczenia nie mógł pojąć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nocami samotność jest chłodniejsza. Nic dziwnego, że gdy się jest szczęśliwym czasem przychodzi takie niedowierzanie, że to się faktycznie dzieje. Ale dzięki temu chyba bardziej się docenia tą wspólną codzienność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noce to w ogóle najdziwniejsze pory na wszystko, gdy wszystko jest jakoś...bardziej. Szczęście bardziej, zimno bardziej, w zależności, co w nas siedzi. I...to prawda. Te chwile niepewności, zwątpienia tylko nieraz motywują:)

      Usuń
    2. Dokładnie. Czasami padam ze zmęczenia, a nie mogę zasnąć ze szczęścia xD Gorzej jak to smutek jest bardziej... Tak jak ostatnio, znów miałam mały kryzys, mimo że w ciągu dnia jest w porządku. A potem śnią mi się dziwne rzeczy. I niestety nie żadne śluby xD
      Także i takie chwile są czasem potrzebne :)

      Usuń
    3. No właśnie, te stany są całkiem różne, a jednak powodują nocami to samo :D Jak człowieka tak radośnie nosi, to ani mu w głowie spać.
      To czemu nic nie mówiłaś, co?:P Ale w sumie rozumiem, sama mam nocne momenty dziwne sny nieraz ( ślub pomijam, bo był fajny :D)
      Dokładnie:)

      Usuń
    4. Jednak lepiej jest nie spać ze szczęścia :D
      No bo trochę sama tego nie ogarnęłam xD Miałam ten kryzys, poryczałam się, zasnęłam, dziwne sny i już rano nie było źle, więc w sumie nie było o czym mówić. A że w nocy znowu mnie zaczęło brać to stwierdziłam, że w końcu muszę napisać list. Wczoraj jednak postanowiłam trochę z tego dać na bloga, co też jakoś pomogło. Zobaczymy jak będzie dzisiaj :D No właśnie, więc nie ma co za każdym razem podnosić jakiegoś alarmu czy coś xD

      Usuń
    5. Jasne, że tak, ale nie ma tak dobrze wiecznie, no nie?:D
      Rozumiem o co chodzi, kryzys na który ma się swoje rady, który w ogóle jest nie do opowiedzenia i tak dalej. Więc..jak jest?

      Usuń
    6. Dokładnie :)
      Kryzysu brak :P

      Usuń
  10. Strata zawsze najstraszniej malowana jest w naszych głowach. Ktoś jest, później go nie ma, przychodzą następni. Inni, wyjątkowi, ze swoimi historiami. Od nas zależy co z nich wyciągniemy i jak daleko do swojego życia wpuścimy. Czasem nie warto się zastanawiać, lepiej po prostu zobaczyć co wyjdzie.
    Szczęście zawsze ma swoje źródło w nas samych. Chwilami tylko wymaga silniejszego wołania z zewnątrz, by się obudzić.
    Oj, te noce bywają strasznie słodko-kwaśne. Też mnie czasem trąca taka obawa. Jakby człowiek, coś w nim nie chciało przyjąć tego szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, strach ma wielki oczy, można powiedzieć. I z tym trzeba się pogodzić, ludzie są ale...nie ma się ich na własność. Nic nie jest stałe. Dlatego ważna jest ta chwila, gdy się jest razem. Gdy można się czegoś uczyć od siebie, można czuć wszystkie wspaniałe emocje. Nieraz tyle musi wystarczyć.
      Zastanawianie i tak nieraz nic nie daje:)
      I o to chodzi. Tylko niektórzy sądzą " będę z kimś, moje życie się zmieni". Straszne oszustwo, które wmówiono tak wielu ludziom.
      Ale jednak...to nadal, nie kwestia zasługiwania. Obie musimy to sobie wbić do głowy:)

      Usuń
  11. wydaję mi się,że to kakao mogło być idealne, bo robione przez kochaną osobę :-) ta Wasza miłość powinna być przykładem dla innych par, małżeństw ;-)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak:) Wiesz, nie poczuwam się na pewno za przykład, tym bardziej, że w niektórych kwestiach jesteśmy no...dość specyficzni. I też mamy marudzenia i kłótnie, więc idealnie nie jest. No ale, najważniejsza zawsze to właśnie ta miłość między ludźmi przecież:)

      Usuń
    2. idealnie to u nikogo nie będzie, grunt,że macie siebie i się kochacie przecież :)

      Usuń
    3. Dokładnie. Niestety niektórzy szukają takiego ideału, na siłę, a potem się dziwią, że im się nie układa.

      Usuń
    4. to powodzenia życzę, bo nie znajdą...szkoda czasu

      Usuń
    5. Właśnie. Ale ludzie lubią się łudzić.

      Usuń
    6. prędzej czy później dostaną zimny to rozgoryczenie...ech. paskudne uczucie.

      Usuń
    7. Dokładnie. Nikt nie lubi rozczarowań.

      Usuń
  12. chciałabym napisać cokolwiek o miłości, bo ten wpis jest nią przesiąknięty od a do z, ale cholera, nie potrafię, nie potrafię znaleźć słów. wasza miłość jest taka piękna, taka prawdziwa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na Twój dzisiejszy wpis, doskonale rozumiem. I wiesz..każda miłość jest prawdziwa. Tylko wygląda właśnie na różne sposoby.
      Trzymaj się :*

      Usuń
    2. Każda miłość jest prawdziwa... nie wiem, może, zawsze mam wątpliwości co do tego. Ale jeśli ma swoje różne oblicza, formy, to może rzeczywiście coś w tym jest.
      Trzymam się jakoś, dzięki :*

      Usuń
    3. Ja właśnie w te różne formy wierzę:)

      Usuń
  13. Piękny i bardzo osobisty tekst. :)
    Czytając, czułam się tak, jakbym przypadkowo otworzyła czyjś pamiętnik i chyba właśnie dlatego nie doczytałam do końca. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Hm...bo w sumie, tutaj jest taki trochę pamiętnik, ale wiem, pewien ekshibicjonizm i dla czytelnika bywa trudny:)

      Usuń
    2. Dopiero stawiam swoje pierwsze kroki w blogosferze - muszę się oswoić, bo pewnie nie raz przyjdzie mi przeczytać coś osobistego. ;)

      Usuń
    3. Ja w sumie dopiero co wróciłam, ale przedtem blogowałam ładnych parę lat. I owszem, nieraz na pewno się jeszcze zdarzy:)

      Usuń
  14. Przeczytałam. Z podziwem. Lekkości wylanych myśli. Otwartości. Tej miłości, która tak fruwa w powietrzu jak czyta się te słowa. Tej chęci wspólnego jutra, tak lekko podszytej lękiem...

    Mówią, że wszystko co najlepsze, przed nami jeszcze jest... ;-)

    Tego Wam życzę ;-)

    [ Magda ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co podziwiać, ale dziękuję:)
      Bo trochę lęku chyba jeszcze nigdzie nie zaszkodziło, prawda? Czasem, troszkę, trzeba się bać. To tylko motywuje, nawet...w kwestii miłości.
      I ja w to wierzę:) Bo co było to było, a co będzie, co jest...to najważniejsze. Więc i najlepsze:)
      I dziękuję:)

      Usuń
  15. "Nie ma zawsze. Jest tu i teraz" :) Nie wierzę też w "nigdy", bo los uwielbia udowadniać, że "a jednak".
    Masz dobry przepis na miłość (choć to brzmi bardzo kolokwialnie, niczym z poradników "Jak utrzymać związek"...). Z jednej strony jest całym światem, z drugiej nie zapominasz, że jesteście wolni i Ty sama sobie jesteś światem :) Cudowne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Los kocha robić na przekór, dlatego czasem...lepiej go jednak nie prowokować:)
      Mogę zamiast książek kucharskich pisać poradniki?:D Bo tutaj przecież też po prostu trzeba iść...na pewien zdrowy kompromis. A nie tkwić w toksycznym uzależnieniu nieraz:)

      Usuń
  16. Czasem druga osoba staje się powietrzem, bez którego nie da się żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie powinno tak do końca być. W sensie...nadal trzeba pamiętać, że jest się dwoma osobami, choć tak bardzo jest się jednym. I doceniać każdy z tych stanów.

      Usuń
    2. Mimo wszystko dwie osoby to dwa światy, które nie powinny być od siebie 100% uzależnione.

      Usuń
  17. . . Jedynym lekarstwem na cokolwiek jest drugi człowiek, potem czas. Ciesze się źe tak wyjątkowa osob jest przy Tobie :) i jestem pewna że nawet kakao z zimnego mleka byłoby wyjątkowe bo robione z sercem :) I przecież każdemu coś się wydaje . . wazne by po prosu chciec a nie móc. przytulam . .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się nie zgodzę do końca. Drugi człowiek niesamowicie pomaga, podobnie czas...ale lekarstwo, to prawdziwe i tak nosimy chyba w sobie, wiesz? Ale też się cieszę, że mam swojego męża, który zajmuje się mną, gdy mi źle, a ja nim.
      I ja ciebie też :*

      Usuń
  18. Pięknie mi się to czytało. Wspaniale, że jesteście świadomi swej "nieidealności", bo czasem ludzie wymagają od miłości właśnie tego, by była idealna, a to moim zdaniem jest czymś w rodzaju wbijania sobie gwoździa do trumny nieraz. A tak, w tej nieidealnej otoczce rzeczywistości staramy się, by trwać i cieszyć się tym, co jest nam dane. Wyczekiwać na chwile szczęścia, któremu się poddamy, ale i walczyć o nie w chwilach słabości. Czymże jest życie jak nie walką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się w takim razie:)
      Dokładnie. Bo nagle myślą, że czasem dopadająca rutyna czy sprzeczka nie pasuje do tego ich wyśnionego obrazu...i zaczyna się wszystko rozpadać. Przestają nad tmy pracować. A to wcale nie jest dobre.
      W dużej mierze to prawda, to walka.

      Usuń
  19. Tak dobrze, że macie siebie. I piękne jest te uczucie, to się czuje, czytając te słowa. I taki lęk jest własnie odzwierciedleniem, jakie to wszystko jest ważne. Te właśnie chwilowe lęki i tęsknoty. I wsparcie, które się czuje, które jest tak cholernie potrzebne w takich chwilach, jak ostatnie. Taka miłość, jak Wasza powinna być przykładem dla innych. Gdzie jedno za drugim w ogień by wkoczyło, gdzie jedno drugim się zajmuje, gdzie jedno drugiemu daje do zrozumienia, że jest ważne. I nie liczą się kompleksy, czy niedoskonałości duszy, czy ciała. Liczy się miłosć i to jest piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że dobrze bo...z wieloma rzeczami o wiele gorzej pewnie dawałabym sobie radę. Bo jednak nieraz się kogoś tak blisko potrzebuje przecież i nie ma się co wstydzić jakoś. I...do przykładu nie pretendujemy, bo bywamy też popieprzeni nieraz aż za bardzo jako para. Ale nam tak dobrze właśnie:)

      Usuń
  20. "Potrzebujemy zawsze kogoś. Szukamy szczęścia w miłości i cudzych oczach, bo tak nam powiedziano ale...może szczęście wcale nie tutaj się zaczyna. Gdyby nikt tak nam nie powiedział, wszyscy bylibyśmy może szczęśliwi w pojedynkę lub w parach, dowolnie, bez przymusu" - W tych paru zdaniach ujęłaś całą notkę i rozwaliłaś mnie na łopatki. Chylę czoła :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Prześledziłam wszystkie wpisy, tak jakbym chciała pochłonąć jak najwięcej, a przy czytaniu pierwszego popłakałam się. Znów, choć miałam tak długą przerwę. Chyba dopiero dociera do mnie, że On już nie wróci. Do tej pory nadal czekałam, pewnie nadal będę czekać, aż uświadomię sobie, że już Go nie ma.
    Gdy zaczęłam czytać moją pierwszą myślą było właśnie to, że piszesz bardzo podobnie do Kordiania, później wyczytałam, że Vincent myślał tak samo, więc coś w tym jest.
    Napisałaś o miłości tak wiele i tak pięknie, że sama nie wiem czy mogłabym jeszcze cokolwiek dodać. Chyba nie potrafię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem dobrze płakać ale czasem już chyba trzeba...trochę odpuścić. Sama staram się tego nie robić, ale u mnie ciężko tak naprawdę spowodować łzy.
      Nie wróci ale...dalej jest. Ja w to wierzę, ja to czuję...ja to wiem. Jest cały czas. Tylko inaczej. I do tej myśli właśnie trzeba przywyknąć chyba najbardziej.
      A ja zaczynam się wkurzać przez to stwierdzenie i zastanawiać, czy to ma sens...pisać, skoro go jakoś przypominam. Ale zawsze tak cholera było i chyba tego za bardzo nie zmienię.
      To dobrze czy źle?:)

      Usuń
    2. To dobrze. Paradoksalnie, przepraszam, że to napiszę, ale swoją osobą możesz dać ukojenie wielu innym. Bo go przypominasz. I cholera, to naprawdę intrygujące.
      Swoją drogą, wiesz... nigdy nie wierzyłem w duchy i inne takie pierdoły. Dla mnie to zawsze były pierdoły. I gadanie mojej matki, że jest czarownicą to też dla mnie zawsze były pierdoły (a przynajmniej chciałem, by nimi były).
      Ale ja też mam wrażenie, że on ciągle tu jest. Inaczej. Po prostu inaczej, ale jest. A może to sobie tylko wmawiam, bo przecież nie miałem prawa tego czuć. Może to mój sposób na pogodzenie się z sytuacją. Nie wiem. Gwiazdy są jednak wszędzie. Dlaczego więc Ci, których nie ma tu fizycznie nie mogliby być w ten sposób właśnie wszędzie?

      Usuń
  22. Wybacz moje niedyskretne pytanie, ale... Skojarzyłem sobie, że napisałaś mi kiedyś komentarz. Dawno temu. Jesteś Fridą od Królika? Jeśli nie, najmocniej przepraszam, że się pomyliłem, po prostu skojarzyłem, że czasem pisał o Fridzie, o Bożenie. No i ostatnia notka także była podpisana a'la Frida. Piszecie bardzo podobnym sposobem, mam na myśli budowę treści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było pytania. Trzy-cztery pierwsze zdania Twojej pierwszej notki na tym blogu i już wiem z kim mam do czynienia ;). Cześć Frida. Miło mi w końcu "poznać" osobę, o której mogłem tylko czytać.

      Usuń
  23. Odnośnie posta (ale Ci tu zaspamiłem, rany):
    Kiedyś kochałem nocne spacery. Te zimą szczególnie nie były mi straszne. Bawiło mnie, gdy śnieg chrzęścił pod stopami trampek (bo nigdy nie lubiłem zimowych butów, ograniczają mnie), jak zimno szczypie w policzki, jak cudownie można się rzucać śnieżkami i śmiać, śmiać, śmiać, aż wszyscy sąsiedzi wyjrzą, aż zwierzęta wyjdą z lasu zaciekawione. Zawsze... Zawsze to lubiłem. Do czasu.
    Pewnego rodzaju samotność sprawia, że przestaje być to zabawne i ciekawe. Śmieszne, jak dawniej.
    Niby wśród ludzi, ale jakby samotnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleś się naprodukował chłopie, powiem na wstępie:D Ale mi to nie przeszkadza:)
      Na pytanie jak widzę sam już sobie w sumie odpowiedziałeś, prawda? I miło cię bardziej poznać..tutaj tym razem:) Bo na bloga sobie zaglądałam, zanim zaczęłam pisać. Taki ze mnie mały blogowy szpieg w sumie był.
      Ja nosiłam zawsze zimą glany, póki nie odmroziłam sobie palca o blachę. Teraz wolę górskie trapery. Masz po tych trampkach wszystkie palce?:D
      Ale teraz już na poważnie bo..to wcale dobrze nie brzmi. Bo wiesz...samotność nie od ludzi zależy, samotność chyba nosi się w środku. Wiesz, że ja też to nawet niedawno odczuwałam? Bo jednak....można nawet być z kimś cholernie blisko, a w środku samotnym. Bo pewne rzeczy są w nas i sprawiają, że trochę umieramy. A chyba nie do końca możemy sobie na to pozwolić, co?

      Usuń
    2. O dziwo, moje stopy mniej marzną, niż w zimowych butach. Glany się jeszcze sprawdzają, ale są ciężkie i te moje obcierają mi pięty, więc kurwica mnie bierze, jak je noszę. Ale są takie fajne, żal mi je sprzedawać.
      Chyba nie do końca. Tylko z drugiej strony, jak zrobić, aby nie umierać w środku? Mam czasem wrażenie, że szukam. Chodzę, jak ślepy i wyciągam ręce, aby znaleźć, znaleźć klucz do tej zagadki. Aby w końcu poczuć się... hm. Inaczej. Aby w końcu nie czuć się samotny.

      Wy się produkujecie w postach, a ja w komentarzach. Taki typ człowieka ;D

      Usuń
    3. Ja się na glany uparłam jako nastolatka kiedyś. Tak obtarły mi stopy, że mam do dzisiaj blizny. Nie odpuściłam. Głupota młodości...która do dzisiaj mi się zdarza:) I jesteś ewenementem w takim razie:)
      Nie ma na to chyba gotowej recepty. A na pewno ja jej nie znam. Bo każdy musi właśnie znaleźć swoją a to cholera nieraz...trwa i trwa. Aż właśnie człowiek ma dość. Chce się poddać. Ale chyba nie warto, co nie?

      Ej, sugerujesz, że piszę za mało w komentarzach?:D

      Usuń
  24. Jezu, napisałem komentarz i zamiast wysłać, wylogowałem się. No po prostu... nie mam pytań.

    E tam. Wszyscy marudzą o głupotach młodości, a ja... czasem żałuję, że tak nie do końca potrafię. A może inaczej - nie mam z kim ;d. Niby znajomi są, no wiesz, ale... nie czuję ich w stu procentach. Wiem, że to jeszcze nie to. A może wymagam za dużo? Szukam nieosiągalnego? Spotkałem kiedyś człowieka, z którym rozumiałem się bez słów na wielu płaszczyznach i brakuje mi tego uczucia.
    Matka zawsze załamuje ręce, jak widzi jak chodzę ubrany w zimę. Ale cóż, mnie tak odpowiada.
    Rok temu powiedziałbym Ci, że tak, warto się poddać. Dziś... staram się tak nie myśleć. Staram się być pozytywny do bólu, co czasem średnio wychodzi. Wiesz, mogę bawić ludzi, sypać żarcikami jak z rękawa, ale jak zaczynam pisać... to ludzie mówią, że pesymista ze mnie straszny. A ja sam nie wiem co o tym myśleć.

    Nic nie sugerowałem xD Nie wmawiaj! Ja tylko... hm... zauważyłem, że piszesz mniej, czasem. I nic w tym złego, żeby nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo w takim razie :D
      Właściwie, ile ty masz lat? Wiesz, ja trochę jako nastolatka...za ostro poszalałam. Naprawdę, przekroczyłam za dużo granic i to nie zawsze było dobre :P I wcale nie trzeba z kimś, chociaż, nie przeczę, jest łatwiej.
      I dobrze jest wymagać, wiesz:) Tylko faktycznie, nieraz przesadzamy z tym i wychodzi chujowo.
      I....rozumiem o co chodzi chyba. Bo jak raz spotkasz człowieka o którym możesz powiedzieć, że całego cię rozumie, to potem jak tego zabraknie...no cholera, dziura cholerna się robi w życiu. To akurat rozumiem, bo mi samej takich ludzi zabrakło teraz- mimo, że nadal mam kogoś, z kim rozumiem się całkiem, w pełni. To nigdy to samo.
      Ważne, że się nie przeziębiasz. Jeśli się nie przeziębiasz :D
      To bym cię opierdoliła pewnie od góry do dołu :P I wiesz...nie ma też co być nieraz hm, pozytywnym na siłę. Bo to też może człowieka zniszczyć. Przynajmniej, ja mam takie wrażenie. Ale ważne to po prostu odnajdywać w sobie pewną siłę, która pozwala przetrwać, nawet jak jest całkiem czarno, zdawałoby się.
      I może masz po prostu dwoistą naturę albo...robisz z siebie nieraz błazna, żeby uciec od pewnych rzeczy? A przy pisaniu maski już nie założysz?

      Dobra, nie ma jak analiza :D

      Usuń
  25. Dwadzieścia. Dziewiątego miałem dwudzieste urodziny. Nienawidzę tej daty. Składałaś mi już życzenia i powiedziałem to samo - że nie lubię tej daty i żadne życzenia nie sprawią, że przestanie to być data z klątwą.

    Może i przekroczyłaś, ale z drugiej strony, teraz masz o czym myśleć, być może opowiadać przyszłemu pokoleniu. Tworzyć historię, opowieść, prawda? :) A ja... niespecjalnie.
    No ja mam na przykład jeszcze ten problem, że spotykam ludzi, którzy w jakiś sposób odpowiadają mi, ale ci zwykle mieszkają w innych częściach Polski. Nigdy nieopodal mnie. Nie wiem co jest nie tak, czy to moje szczęście, czy po prostu mieszkam w złym miejscu (to możliwe).
    Eee, hm. Czasem się zdarzy, ale to w sumie niezależnie od tego jak chodzę ubrany. Czasem po prostu ktoś przyjdzie zakatarzony i koniec. Różnie bywa.

    Właśnie dlatego nie pisałem do Królika. Bo rozszyfrowałby mnie dokładnie z tą samą, dziecinną łatwością. Na pewno nie jesteście rodzeństwem? Całe życie bałem się tego, że ktoś właśnie w ten szybki sposób rozgryzie mnie. A potem odejdzie, zrobi krzywdę i tyle po prostu będzie rumakowania. Już się kilka razy nadziałem na to. Ale to chyba część życia. Jeżeli nie podejmujemy tego ryzyka, możemy stracić jeszcze więcej. Cóż, masz mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, uciekło mi cholera w tym wszystkim. I jako czarownica ( powiedziałabym dyplomowana albo konsekrowana, ale nie ma czegoś takiego :D) powiem, że...klątwy istnieją, kiedy chcemy w nie wierzyć. Wiara daje im siłę. Więc może...warto odpuścić takie myślenie?

      Mam na czym się uczyć przede wszystkim, z czego wyciągać wnioski. Tylko czasem szkoda, że do prostych wniosków właśnie dochodziłam naokoło. Ale nie przeczę, nieraz będzie i co wspominać i o czym opowiadać. I tak może ci się wydaje:) Że niespecjalnie. Czasem nasza perspektywa bywa...zabójcza. Ale, możesz też i nad tym jeszcze przecież popracować:)
      Ja też niestety znam wielu ludzi którzy są niby za daleko ale...blisko też się jakoś znajdują, więc tu nie będę narzekać, zdecydowanie nie. A....gdzie, jeśli można zapytać?

      Czyli normalnie, nie chronicznie. To se lataj w trampaczach :D

      W pewien sposób...byliśmy rodzeństwem. Duchowo, jeśli to dla ciebie cokolwiek znaczy, to byliśmy. Już dawno się staliśmy rodzeństwem. I...to nie dziecinna łatwość na pewno :P
      Tylko wiesz....krzywda, jak mówią właśnie, jak piszesz, jest też częścią życia. Tak czy siak jej nie unikniesz. Jesteś z kimś i cię zrani. Nie jesteś z kimś, zamykasz się- ranisz sam siebie, samotnością. Więc w sumie...co to za ryzyko? Do tego nic nie doznasz. Lepiej chyba, jak dla mnie, zaryzykować zranienie przez drugiego człowieka.

      Usuń
  26. Może i tak. Wiesz, tylko że... była przerwa. Gdy nic się nie działo. Wtedy pomyślałem, że rany, ale jestem głupi. Jakie klątwy, co ja bredzę. No wiesz. A potem jak dojebało, to aż się zgiąłem w pół.

    Białystok, miła pani, Białystok. Swoją drogą, a gdzie Ty? I ile masz lat, jeśli mogę spytać? Ponoć kobiet się nie pyta o wiek, ale... no.

    Znaczy. Mam kolegę, którego traktuję trochę jak brata. Miałem przyjaciela, który prawie nim był. Ale zawsze się myliłem. No, może prócz tego kolegi. Tylko z nim mogę się wyzywać ile wlezie, ale i tak się lubimy. Szkoda, że mieszka w Anglii... ;D Moje szczęście!
    Jak dla mnie też. To znaczy, wiesz... widzę to dopiero teraz. Dotychczas myślałem inaczej. Chyba dopiero teraz, gdy straciłem przez siebie możliwość poznania kogoś niewątpliwie intrygującego mnie od samego początku... cóż, dopiero teraz chyba to zrozumiałem. Zupełnie, jakby się zapaliła jakaś lampka w głowie. Cóż, plus jest taki, że czegoś się już nauczyłem. Teraz tylko stosować się do tego i będzie pół sukcesu. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz...moja mama w sumie też ma taką klątwę. 13 grudnia, bo parę razy się jej tego dnia coś zdarzyło. Bo jej przyjaciółkę przejechał samochód, a to sufit nam zaczął przeciekać, a to mój ojciec spił się tak że trzeba było wzywać pogotowie. Ale nie 13 grudnia trafiła do szpitala a i ojciec spijał się tak nieraz. Często jest tak, że widzimy to, co chcemy. Przyciągamy pewne zdarzenia, otwierając na nie oczy. A złe rzeczy po prostu w życiu się zdarzają. I często nie ma w tym żadnej klątwy choć...nadal tego w dosłowności nie wykluczam.

      A, czyli jak to się u nas mówi, tam gdzie są białe niedźwiedzie :D Poznań obecnie, rzecz jasna. Chociaż tutaj się nie rodziłam, ale i tak, wielkopolska. I 24 kończone w kwietniu, tak, tego samego dnia co Królik.

      A może się nie myliłeś tylko...zmieniły się okoliczności jakoś? W sensie, pewne więzi czasem się zmieniają, ale nie znaczy, że to co było przedtem, było pomyłką jakoś.
      Wyzywanie z czułością, też uwielbiam:) I Anglia fakt, pechowo....pociągiem nie zajedziesz :P
      Bo czasem życie musi pierdolnąć, żebysmy na pewne rzeczy otworzyli oczy po prostu. Czasem bywamy po ludzku głupi. Każdy z nas. I dopiero jak się dzieje tragedia...widzimy jakieś błędy, albo coś czym hm, sami siebie krzywdzimy jakoś.
      To może teraz po prostu chodzi o to, żeby ta lampka nie zgasła właśnie:)

      Usuń
    2. Może po prostu wierzę w to, że w październiku, listopadzie albo grudniu zdarzy się coś złego. A może serio ktoś chciał się zemścić. Nie jestem zbyt... miłym człowiekiem, na ogół. To znaczy... kiedyś koleżanka powiedziała, że dla przyjaciół i osób mi bliskich jestem inny. Że ze mnie taki typ, który odbierałby telefony o trzeciej w nocy i pięć minut później był już w drodze do przyjaciela/przyjaciółki, że zrobiłbym wszystko. I to prawda. Ale na ogół to takie ironiczne ze mnie dziecię. Wredne. Trudny mam charakter i zdaje sobie z tego sprawę. Niestety. Uuu, ale autoreklama. No po prostu... maklerem giełdowym nie będę xD.

      Hehe, coś w tym jest, zimno tu jak cholera. A paradoks, nie cierpię zimna. Nie takiego, że niekiedy w grudniu jest po minus czterdzieści stopni, gdzie mózg zamarza na zewnątrz.
      Wiem, że tego samego ;). Słodkie. Kolejni ludzie z kwietnia. Mój były i moja przyjaciółka to też kwiecień. Co zabawne, 25 kwiecień. ;) Wszystko jasne. Mnie zawsze ciągnie do ludzi z kwietnia, ja nie wiem. Fetysz kwietnia, czy co.

      Może tak. Trudno stwerdzić.
      No pierdolnąć, tylko czemu tak mocno?! Oj, wiem, marudzę. Bezcelowo i bezsensu. Czasem muszę pomarudzić. Tak jak na jedynaka przystało. A potem myślę sobie "Dobra, Dawid, skończ, bo wkurwiasz" i ... no właśnie. I kończę. Właśnie wkurwiam samego siebie xD Więc nie ma co narzekać. I marudzić.

      Usuń
    3. Bo to ogólnie...symbolicznie w ogóle nie najlepsze miesiące, w których lepiej prosić o opiekę jakiejś Opatrzności, jeśli się w nią wierzy. I wiesz, to zawsze można sprawdzić:) I rozumiem o co chodzi, też jestem często za wredną uznawana bo cóż...szydera nieraz ze mnie wychodzi, co począć, taka natura. Także tu cię rozumiem:) I to niekoniecznie jest trudny charakter. To często ludzie nie mają dystansu, ja tak sobie tłumaczę :D
      I nigdy nie wiesz :D

      Dlatego my tak mówimy. Miałam przez jakiś czas współlokatora z Olsztyna i jak się z niego śmialiśmy to też mówił, że u Was to zimniej:) A ja jakoś je lubię...ale nie w nadmiarze, jednak.
      Bo ludzie z kwietnia fajni są i tyle :D Albo astrologia mówi prawdę i pewne znaki się dogadują :D

      Zawsze mogło mocniej :P Serio, nie wywołuj czemu tak mocno, bo ci życie pokaże, że może dopierdolić bardziej, ono tak ma :P I jesteś jedynakiem? No tak, masz alibi na marudzenie w takim razie. A serio, to każdy z nas czasem pomarudzić może. Zrzucić balast tego, co siedzi w środku. Jakby rzekł mój mąż, to jak wyciskanie syfa ( tak, ma nieraz cudowne porównania). Pomarudzisz, pozłościsz się i możesz iść dalej:)

      Usuń
  27. Najciemniejsze miesiące. I musiałem się właśnie wtedy urodzić, no. Nie miałem kiedy, no nie miałem. ;D Ludzie nie mają dystansu. Podoba mi się ta teza. Nawet bardzo. Bardzo aprobuję <3.
    Ale co można sprawdzić, bo chyba nie przetworzyłem danych?

    Też kiedyś lubiłem. Dopóki nie musiałem szukać psa po osiedlu w -35 stopniach. I dopóki na moich oczach nie zmarł ów pupil na białym, nieskazitelnym puchu patrząc mi w oczy.
    Planuję się stąd wyprowadzić. Wstępnie, bo wiadomo, życie różnie może się ułożyć. Bardzo różnie, ale chciałbym mieszkać gdzieś zupełnie indziej. Może Poznań. A może Trójmiasto (szczególnie Gdynia). Gdzieś indziej. Nie lubię swojego rodzinnego miasta.
    Hm. Skorpiony to się ponoć z niczym nie dogadują. ;D

    Wiem, że mogło, wiem. Zawsze jak marudzę, to potem sam siebie za to karcę. Bo po co wywoływać wilka z lasu. No ale.
    Ano jestem. I powiem szczerze, że po tylu latach bycia jedynakiem perspektywa rodzeństwa byłaby dla mnie mega, mega dziwna i upierdliwa. Całe życie chciałem mieć bliźniaka. Nie wiem dlaczego. Ale naprawdę chciałem mieć bliźniaka. Pamiętam, że prosiłem rodziców nawet o bliźniaka ;).
    Uroczy ten Twój mąż ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałeś, właśnie wtedy :D Wiesz, ze wszystkiego można uczynić w sumie coś dobrego. Może można uznać, że umiesz poruszać się w mroku czy coś. To już jednak coś :D
      No właśnie, fajna teza, no nie?:) Cieszę się z owej aprobaty :D
      Czy ktoś cię przeklął. Czy po prostu...ciąży coś nad tobą, że tak to ujmę. To taka ogólna dygresja już.

      Dobra, nie przeżyłam jeszcze -35. U nas co najwyżej, co pamiętam, to do -27 doszło. I ...w takim razie, nie dziwię się wcale. To musiało być straszne. Sama pamiętam, jak odchodziły moje wszystkie zwierzaki. W tym właśnie i psy...
      Trójmiasto też fajne, niedługo właśnie do mnie kumpel z Gdańska ( notabene, przez bloga poprzedniego poznany) wpada. I stale mówi, że też mamy się do niego przeprowadzić. Bo u nas z zamieszkaniem to w sumie sprawa wiecznie otwarta:)
      Ja nie znosiłam przez wiele lat Poznania. Teraz...kocham. Tak samo nie znosiłam swojego rodzinnego miasta. Teraz ciągnie mnie tam jak cholera także...różnie bywa.
      Dogadują, dogadują. Ale...inaczej :D

      Jak się powie A, to nieraz wychodzi i samo B, wiem.
      No ja jestem tą młodszą siostrą, więc nie wiem jak to jedynakiem być, ale posiadania siostry bym nie zamieniła na to chyba- chociaż, nieraz chciałam ją zamordować, ale co tam :D I...bliźniak? Nie...mnie by przerażał jakoś. Jakoś wolę być..jedna . Chociaż, całe życie wychywałam się z bliźniaczkami. Moje najlepsze przyjaciółki, które znam od wózka to właśnie bliźniaczki:) I w ogóle w liceum w roczniku miałam jakieś 8-9 par bliźniąt. śmialiśmy się, że do wody w Wolsztynie dodają hormonów :D
      A pewnie że uroczy...po swojemu, jak na ogra przystało :D

      Usuń
  28. Hm. A jak sprawdzić?
    Cóóóż. Co fakt, to fakt, trafiłaś w sedno. Ciemność mi nie straszna. Ogólnie gdy inni zapalają światła, gdy robi się ciemno... to ja po prostu siedzę po ciemku xD Nie przeszkadza mi to. Nie drażni. Nie zaczepiam się raczej o nic, nie wpadam na ściany i tak dalej. Tak mam po prostu.

    Nie żeby pies mi zmarł w takiej temperaturze! Zmarła, bo miała raka. O, to wiele sytuacji nie poprawia, ale po prostu... ostatnie kilka dni bardzo cierpiała. Bardzo, bardzo, nic nie pomagało. I po pożegnaniu się ze mną i z matką chciała iść na podwórek. Myśleliśmy, że po prostu zrobić siku, a ona... cóż... czuła. Myślę, że nie chciała oddawać ostatniego tchnienia w domu. Ponoć psy uciekają od swoich właścicieli, gdy czują śmierć. Saba też próbowała uciec, ale nie dała rady.
    Bolesne to było tym bardziej, że owa suczka była ze mną od kiedy byłem niemowlakiem. Dosłownie, właśnie wtedy mama przygarnęła ją. I tak u nas została. Pilnowała mnie, bawiła się ze mną, broniła, kochała bezwarunkowo. Od tego czasu nie mam żadnych zwierząt, bo mama się nie zgadza. Cóż. Strasznie mi brakuje tupania łapek.
    Może jakbym nie musiał tu mieszkać, to bym polubił to miasto. Jest ładne, ale trochę bez perspektyw dla mnie, tak myślę. Nie jest to miejsce dla mnie, o. To nie mój świat i nie moje kredki.

    Wiesz, że każdy, kto ma rodzeństwo tak mówi? Że nie zamieniłby się na jego brak nigdy w życiu. I każdy mówi, że mi współczuje braku rodzeństwa. A ja nie wiem dlaczego, bo nigdy go nie miałem, więc nie wiem co to znaczy. Z mojej perspektywy to dobrze. Matka zostałaby sama z większą ilością dzieci i byłoby jej jeszcze trudniej, niż było. A tak, byłem tylko ja. Robiłem i tak kłopotów za dwóch.
    Nie wiem dlaczego, ale sądziłem (i sądzę dalej), że posiadanie bliźniaka to byłaby taka wyborna, wredna rzecz. Można by oszukiwać ludzi, być może dogadywalibyśmy się wybornie, bez słów. Tak, to byłoby zabawne.
    Ja kiedyś w klasie miałem tylko jedną parę bliźniaczek ;D.
    Każdy jest chyba uroczy na swój sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może będę straszna, ale powiem tak- ty tego nie sprawdzisz :D Przynajmniej, póki byś się nie zaczął uczyć pewnych rzeczy :D
      To ja jednak jestem ślepa jak kret. Co prawda nie to, że boję się ciemności ale no...nie widzę za dobrze. Wolę być przez ciemny las jednak prowadzona za rączkę. Zresztą, ja w ogóle o wszystko, nawet jak jest jasno się obijam, także tego :D

      Ale ja rozumiem, psy tak łatwo też nie zamarzają. Ale po prosty takie sprzężenie sytuacji, więc straszna trauma. Jeden z moich psów też miał raka, w sumie. Ale zginął, zanim nowotwór dopadł go na dobre. Wleciał pod rozpędzone auto ale jak mam być szczera...to wyglądało, jakby zrobił to specjalnie. Myślisz, że pies mógł popełnić samóbjstwo, bo miał dość starzenia się i chorowania? Bo właśnie jak piszesz, psy czują. Ale czy są w stanie aż tak daleko się posunąć? Zresztą....nie powinno mnie to nawet zastanawiać.
      W ogóle wiesz, że pies Kordiana się głodzi na śmierć? A koty z jego piwnicy, te półdzikie odeszły od razu tego samego wieczora, jak zmarł.
      Rozumiem, po prostu...najlepsza przyjaciółka. Kótrej np. nowy pies nie jest w stanie zastąpić, bo to nie to samo.

      Czaje, po prostu nie czujesz się w nim mimo urodzenia i tak dalej. Nieraz i tak bywa. Z pewnymi miejscami się nie zgrywa i koniec kopka:)

      Nie no nie przesadzajmy, ja ci nie współczuję :D Tylko mimo wszystko z siostrą mi się dobrze żyje, zyło jak była nastolatką i tak dalej :D Bo między nami jest 5 lat różnicy, więc w sumie przetarła mi pewne szlaki i tak dalej. I właśnie o to chodzi, o perspektywę. Tobie tak dobrze, więc nie ma co narzekać na pewno:)
      I cóż...kłopotów za dwóch, znamy to :D
      To musielibyście być naprawdę podobni. I obalam mit o telepatii bliźniąt :D
      No tak, to też prawda. Kwestia czy ten urok do nas trafia:)

      Usuń
  29. ... To teraz zdradzę Ci sekret, o którym nikt nie wie. Kiedyś uczyłem się rozpoznawać aury i takie tam różne. xD
    Jak jest dzień, to też zazwyczaj się o coś zaczepię. Ostatnio wyjebałem się na prostej drodze, także... ja nie mam pytań.

    Myślę, że może mógł to zrobić. Ludzie sądzą, że to zwierzęta, więc nie myślą i nie czują. Zapominają, że poniekąd my też jesteśmy zwierzętami. Niejednokrotnie widziałem, że każdy z pupilów myślał na swój własny sposób. Gdyby nie myśleli, nie mieliby własnego, nieraz trudnego charakteru.
    Tęskni. Zapewne jeżeli mu się w najbliższym czasie nie poprawi, to umrze z tęsknoty za swoim panem. Psy tak mają. Niejednokrotnie były historie, w których pies spał na grobie swojego właściciela i nie chciał tego miejsca opuścić za nic. To chyba najgorsza sytuacja, gdy pies przeżywa swojego właściciela.
    Współczuję zwierzakom, heh.
    No, nie jest. Nic i nikt nie jest w stanie zastąpić naszych przyjaciół, jacy by oni nie byli. Ale zabraniać samemu sobie mieć nowych bliskich to... hm. Katowanie siebie, czyż nie?

    No ja myślę o takim podobnym bliźniaku xD Ale to na bliźniaka dwadzieścia lat za późno. Cóóż...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzisz, to już jest wprawka jakaś :D I jak ci szło?
      No to się rozumiemy i tutaj. Chociaż, ja mam mechanicznie uszkodzony jeden błędnik, tak samo jestem głucha na jedno ucho praktycznie, bo kiedyś na koncercie pierdolnęłam w pogo głową w ścianę :D Dlatego mam wytłumaczenie :D

      Wiesz, jest takie powiedzenie, "obóz koncentracyjny zaczyna się, kiedy przechodzisz obok rzeźni i myśli to tylko zwierzęta". Także...ludzkie pojmowanie zwierząt, większości ludzi, o, jest dla mnie...tragicznep o prostu. Nie wiem jak tak można.
      Wiesz, ja obecnie nawet mam dwa koty, siostry. I one już mają zupełnie inne charaktery. Także...to widać.
      Pewnie tak. Zresztą, jego suka i tak już jest stara, było z nią coraz gorzej ostatnimi czasy a teraz...no niewiele jej brakuje. Kochała go przecież i też nie może sobie z tym poradzić, a że była i tak już blisko grobu...to chyba zdecydowała się pójść za nim.
      Tak jak ten z Japonii, zapomniałam imienia.
      No tak, jasne. Wtedy to tak.

      No troszkę. Chyba że się cofniesz w czasie :D

      Usuń
  30. Wzruszyłam się i nie mam słów. Tak bardzo mi brakuje czegoś takiego, takiej bliskości, takiego zaufania, takiej miłości. I to trochę boli, jak o tym czytam. Ale boli nie z zazdrości, tylko tak... nie wiem... w dobry sposób. Bo przepięknie piszesz o tej miłości, nawet jeśli nie jest idealna - i właściwie dobrze, że nie jest (ja zresztą nienawidzę tego słowa - perfekcja, brr...). To tak porusza coś we mnie. I dziękuję Ci za to ♥

    OdpowiedzUsuń