poniedziałek, 31 października 2016

O tym, że nigdy nie byłam starszą siostrą, ale mimo to zawsze chciałabym nią już być. Nawet jeśli to ja kocham Strugackich.

-Ale jak to, nie lubicie na roku prozy Stugackich?
-Jeny, wiesz, nie trafia do nas. Do nikogo na roku nie trafiła, jakieś Ślimaki, Stalkerzy, weź. To po prostu już się nie sprawdza. Zawsze się śmiejemy, że to proza dla ludzi koło 30. Dziwię się, że ty ich tak kochasz.
-Deniz?
-No?
-Mi jest bliżej do 30 już niż 20. Ja pierdolę.
-No w sumie.
-Deniz...wiesz co to znaczy? Zaczynam czuć przepaść pokoleniową.
-Nie gadaj głupot.

Cholera. To człowiek naprawdę się starzeje?

Rozmawiałyśmy dzisiaj przez chwilę na jednym z licznych komunikatorów, jak zwykle dzieląc się przeżyciami kolejnych dni. Moja „przyszywana młodsza siostra”, Deniz, znowu zmieniła kraj zamieszkania. Tym razem Anglia, mieszkanie u pewnej rodziny, zajmowanie się ich dziećmi- kolejna przygoda. Zostaje nam więc rozmawianie na rozlicznych komunikatorach, tak samo jak wtedy, kiedy mieszkała na Białorusi z której w sumie niedawno wróciła. Nosi ją po świecie, oj nosi. Mimo to jakoś nie tracimy ze sobą kontaktu, zawsze, gdy wraca na chwilę do Polski, musimy się z sobą spotkać, jeśli okoliczności, czas pozwolą. Żałuję, że nie udało mi się jej odprowadzić na lotnisko parę dni temu ale...być może nadrobimy to w grudniu, kiedy Deniz przyjedzie na święta, których tak naprawdę nie obchodzi. Nie obchodzi, bo jest w połowie Turczynką ( dla niewtajemniczonych, kiedyś już o „mojej młodszej” pisałam) i bardziej muzułmanką, niż chrześcijanką chociaż...to też kwestia sporna, kim ona właściwie jest. Mniejsza o to.

Młodsza siostra. Znamy się przecież już 10 lat. Tak, to będzie jakieś 10 lat, kiedy poznałyśmy się w miejscowości, w której ja chodziłam do licem, a ona, po powrocie ze Stambułu, zaczynała gimnazjum. Przyprowadziła ją inna koleżanka, za którą ponoć „Deniz chodziła po szkole” bo była inna, ubierała się na czarno i słuchała metal. Od pierwszego spotkania miałam wobec niej jakieś instynkty jakiejś amoralnej opiekuńczości. Amoralnej, bo to ze mną Deniz wypiła pierwsze piwo, zapaliła pierwszego papierosa, spiła się tanim winem jak nieboskie stworzenie, a potem nam wmawiała, że Allah nas kocha i jest wielki. Trochę ją zdemoralizowałam, a trochę nauczyłam życia, o którym sama niewiele wiedziałam. Bo ja miałam 16 lat, ona 12. Ale jakoś to się ciągnęło, te 4 lata różnicy nigdy tak naprawdę nie były różnicą jeśli chodziło o rozmowy na temat literatury czy filozofii, socjologii czy polityki, które uwielbiamy do dzisiaj.
Trochę wprowadziłam ją w realny świat, wbiłam jej do głowy co to antykoncepcja i dlaczego nie miesza się wódki z piwem. Ona nauczyła mnie swojego świata pełnego perskiej poezji miłosnej, uniesień sufickiego mistycyzmu i tego, jak przygotować prawdziwy kebab czy pilaw. Zderzenie dwóch różnych światów, z których przez te wszystkie lata wynikło tak wiele dobrego.
Te światy zderzają się do dziś, a pewna różnica wieku nie ma, tak jak wtedy nie miała znaczenia. Pewna różnica w podejściu do życia nie ma znaczenia. Zawsze się dogadamy. W pewien sposób się kochamy, tęsknimy za sobą, dając sobie pełną wolność.
Moja młodsza siostra, której nigdy nie miałam, a którą sobie znalazłam. Która mnie znalazła, bo przecież Deniz nigdy nie miała starszej siostry, a zawsze chciała mieć, zawsze jej potrzebowała.

Starsza siostra. W ogóle, jeśli tak się zastanowić, często nią bywałam. Często w pewien sposób się tak zachowywałam i znałam sporo młodszych ode mnie dziewczyn.
Ba, zawsze uwielbiałam wręcz kontakty z młodszymi od siebie osobami, zostało mi to do dzisiaj.

Może to kwestia moich nadmiernie rozwiniętych instynktów opiekuńczo- demoralizujących, połączonych z faktem, że mając nawet już 26 lat nieraz sama zachowuję się, jakbym nie skończyła 18. Mój mąż zresztą twierdzi, podobnie jak moja matka, że w pewnych kwestiach zawsze będę swojego rodzaju „gówniarą” która nie umie być odpowiedzialna i nie umie logicznie pomyśleć. Co prawda to prawda, nie mogę się z tym nie zgodzić. Bo to jednak „gówniara” we mnie potrafi pić do 6 rano piwa i rozmawiać o WSZYSTKIM na kanapie, to „gówniara” we mnie wpada na totalnie spontaniczne pomysły, ma niesamowicie pobudzony instynkt seksualny, to „gówniara” we mnie zachwyca się tęczą i wzrusza kolorami liści. To dziecko we mnie, nastolatka, którego pewnie nigdy się nie pozbędę.
A mam już prawie 30 lat. Ok, 26, ale już bliżej mi do 30. Nieraz myślę, że może powinnam trochę dojrzeć ale...nie chcę stracić pewnych rzeczy w sobie. Kocham tą „gówniarę” w sobie i jej mało odpowiedzialne zachowania, jej spontaniczność, jej brak przyziemnego myślenia.

Dlatego pewnie też zawsze lubiłam młodszych od siebie ludzi, głównie nastoletnie dziewczyny, teraz też i młodsze od siebie te, które zaczynają studia bo....widziałam w nich, zaczynam w nich widzieć siebie z tego okresu. Tego dziwnie tkliwego, spontanicznego, tego, który dopiero zderza się z dorosłością.

Zawsze lubiłam rozmowy z nastolatkami, bo z nimi jak z nikim innym można porozmawiać o prozie Dostojewskiego, teorii gender czy Bogu. Bo wiecie....to rozmowy niepraktyczne. W życiu, to rozmowy niepraktyczne, jak mówi mój Mąż, to rzeczy, które często nie interesują już dorosłych ludzi. Bo dorośli rozmawiają głównie o pracy, o zarobkach, o planach na przyszłość. O dzieciach, ślubach, twardym kursie waluty i podatkach. O tym, jak zbudować dom.
A ja, mimo że jednak mam w sobie i dorosłość i gówniarstwo, często od tego uciekam. Chcę czegoś więcej, więcej, o którym ktoś powie, że to mniej.

Chcę rozmawiać o Bogu, duchowości, akupresurze, depresji XXI wieku, chcę snuć dziwne postapokaliptyczne wizje wrażliwca. Owszem, mogę to robić z dorosłymi- z moim Mężem, który jednak, pomimo swojej wielkiej odpowiedzialności i stąpania po twardym gruncie potrafi się oderwać i polemizować ze mną przez pół nocy na totalnie odjechane i abstrakcyjne tematy. Mogę to robić z moim A., trochę kulawo, bo głównie na komunikatorach, mogę to robić z Kaśką, która jak mało kto ma wielką wyobraźnię. Jest parę takich osób. Dorosłych, a mimo to umiejących oderwać się od rzeczywistości.

Wiele dorosłych jest jednak pogrążonych w prozie życia. Dlatego zawsze ciągnęło mnie do młodszych, bo miałam wrażenie, że w młodszych osobach jest więcej ciekawości życia. Więcej pewnej pasji, bo to przecież nastolatki są idealistami, to nastolatki żyją wszelkimi -izmami i kochają się w łzawej poezji, bo im przyrodzona jest pewna wrażliwość, czasem pachnąca aż depresją, ale to oni nie mają jeszcze grubej skóry w którą przyobleka nasz świat z wiekiem, z czasem.

Ja chyba też nie mam też tej grubej skóry, zawsze gdzieś przebija się we mnie tamta nieodpowiedzialna gówniara, tamta idealistka, która nie jadła mięsa, uważała się za punka, szukała Boga na różne sposoby i interesowała się WSZYSTIM.
Mam w sobie nastolatkę zamrożoną w czasie. Ale właśnie...ten czas został zamrożony.
Chyba coś się zmieniło.

Młodsi ode mnie przestają kochać braci Strugackich.

Bliżej mi do 30 niż do 20. I nastolatka we mnie to nastolatka która zaczytywała się setkami książek i biegała stale do księgarni albo biblioteki- ale ta nastolatka nie miała dostępu do internetu chyba że w szkolnej bibliotece, kiedy szukała czegoś, czego nie była w stanie znaleźć w encyklopediach i książkach. Nie miała smartfona. Nie miała facebooka, zresztą, nikt z jej znajomych nie miał, dopiero co wchodziła Nasza Klasa. Nie miała messengera, niektórzy z jej znajomych używali gg. Wielu z nich nie miało nawet telefonu komórkowego. Nie miała snapchatau, nie miała instagrama, nie robiła setek zdjęć.

Nastolatka we mnie żyła w innych czasach. Nastolatka we mnie nie znała szybkiego przepływu informacji, a gdy chciała z kimś porozmawiać, musiała się z kimś spotkać, nie mogła wejść na gg albo skypea. Nastolatka we mnie gdy spotykała się ze znajomymi, głównie dużo starszymi w tamtym okresie, piłą dużo wina i przy tym winie rodził się jej idealizm.
Nastolatka we mnie nie miała do wyboru setek rodzajów muzyki na youtube albo last.fm, pożyczała płyty które przegrywała na kasety i zamiast słuchać playlisty z setkami kawałków zasłuchiwała się w jednej płycie danego wykonawcy.
Nastolatka we mnie jeździła na koncerty i tam poznawała muzykę, na żywo. Czytała dużo książek, poznawała wielu ludzi, dużo piła, paliła, eksperymentowała z seksem, malowała obrazy i buntowała się, uciekając z domu i o coś w tym buncie chodziło. Chodziła na demonstracje, godzinami rozważała z kumplami anarchistami sposoby na obalenie systemu i wierzyła w pewne idee, bo one zapadały głęboko w serce, nie były hasłami rzucanymi na ekranie, które szybko się zapomina.

Nastolatka we mnie od zawsze kochała braci Strugackich i nigdy nie miała problemu ze zrozumieniem ich prozy, która w metaforze, w oparach science- fiction kryła wielką metaforę.
Nastolatka, która żyje we mnie została zamrożona w czasie.
Sam czas został zamrożony.
Wiele się zmieniło i czas to przyznać. Nastolatki są już inne.

I nie chodzi tu o to, czy są lepsze, czy gorsze. Chodzi o to, że z większością już się nie dogadam. Te parę lat...zmieniło wszystko.
Może nie jest to przepaść całego pokolenia, mimo że roczniki 96-97 już pewnie nie zrozumieją, co oznacza ołówek położony przy kasecie magnetofonowej. Ale coś się zmieniło. Trochę ulotnie, trochę niewypowiedzenie...
Zmieniły się czasy, są szybsze.
Zmieniłam się i ja. Przecież jestem o wiele starsza. Mimo swoich „przypałów” dojrzalsza, doroślejsza. Mam o wiele więcej czułości, pewnej miękkości i widzę więcej, bo pewna mądrość po prostu przychodzi z wiekiem, to wręcz nieuniknione. Jestem starsza, jestem inna, dojrzałam, o czym zresztą pisałam w innych postach. Widzę wielką różnicę między sobą obecną a tą, która miała 18 lat, między mną obecną a nawet tą, która miała 23 lata. Nieraz wydaje mi się to wręcz przepaścią, bo mimo wszystko wyciszyłam się, uspokoiłam, chociaż nastolatka we mnie nadal żyje, nadal w tym zamrożonym na wieki czasie.

Zapewne w wielu nastolatkach istnieje nadal pewien zapał, ale mam wrażenie, że -izmy mają u nich już całkiem inny kształt. Czy ktoś świadom globalnej wioski wierzy bowiem w anarchizm, czy ktoś wierzy w pacyfizm? Izmy istnieją, ale zmieniły swój kształt. Całe podejście do nich. Kiedyś to wszystko było gorące. Dzisiaj z perspektywy siebie dawnej zdaje mi się bądź co bądź letnie. Wierzy się w coś, niekoniecznie da się za coś zabić. Rozmawia się o czymś, lubi...ale czy naprawdę w to wierzy, gdy wyjdzie się poza internetowe forum? Chyba tego coraz mniej. A może to tylko tak mi się wydaje?

Współczesne nastolatki dalej zaczytują się Schopenhauerem i odkrywają Nietzschego, ale pachnie to inaczej. Noszą koszulkę z Kurtem, jak w piosence Pidżamy, chorują na depresję wieku- ale już całkiem inaczej niż mi. Mam wrażenie, że pewne rzeczy u wielu są o wiele bardziej powierzchowne.
Pamiętam korytarze mojego liceum, gdzie żywe były pewne podziały choćby subkulturowe, muzyka której się słuchało stawała się religią, tak jak wszystkie przyłączone do muzyki izmy. Dzisiaj...czy dzisiaj w ogóle istnieją subkultury? Te ponoć drastycznie zanikają. Nie ma już punków czy metali, są dziewczyny i chłopcy w ich przebraniach. Ale każdy punk ma smartfona i chodzi do kfc.
Subkultury to tylko przebrania, istne ciuchy wdziewane na Hallowen życia. Socjalizacja rozwojowa przebiega inaczej. Wszystko stało się bardziej płynne. Nie ma określonych ram, bo i świat, w przepływie informacji, w dobie „życia w sieci”, przenoszenia tam kontaktów stracił jakiekolwiek ostre kontury. Mój świat, gdy miałam 18 lat był aż za jaskrawy, Dziś, gdy stoję nieco z boku, świat nastolatek, dla nich jaskrawy, dla mnie staje się rozmyty. Ale ile w tym mojego wyobrażenia, mnie, prawie 30 letniej, ile sentyment, ile niezrozumienia po prostu?

Zmieniły się czasy, zmieniły się nastolatki. Nie zmienia się bowiem tylko to, co żyje w nas, nasze wspomnienia, dawne wersje nas samych. I dlatego nastolatka we mnie, choć wiecznie żywa, coraz bardziej gubi się w kontaktach ze współczesnymi „młodszymi siostrami”. Dzieje się to, co było wiecznie nieuniknione. Trochę szkoda. A tak naprawdę...to po prostu naturalne.
Nastolatki nie kochają już Strugackich i ich nie rozumieją. Kiedy przestaną kochać Dostojewskiego?
Kiedy ja przestanę kochać te młodsze, nadal pełne zapału dziewczyny, te niektóre, które ubierają się na czarno i które budzą nieraz w rozmowach na nowo mój idealizm?

Patrzę nieraz na moje starsze koleżanki, te, które mnie nadal uważają za nastolatkę. Na te 50 letnie kobiety, które mówią do mnie „córcia” i uważaj mnie za młodą, szaloną, dają mi prawo tego wieku. Bo dla nich jestem młoda, szalona.
Jak ja będę patrzeć na młode dziewczyny, gdy sama będę miała 50 lat? Czy będę lubiła skoczyć z nimi na drinka?

Mówi się, że przepaść między pokoleniami wraz z postępem technologicznym jest coraz większa. Do naturalnych od wieków konfliktów związanych z przejmowaniem „mądrości życiowej” i zmianą energii zależnej od wieku, dochodzi całkowita, coraz szybsza przemiana obrazu świata.
Czy może ja, 50 letnia, nie będę mogła zupełnie zrozumieć się z szybkim życiem nastolatki, za te kilkadziesiąt lat? Czy całkiem nie zrozumiemy swojego języka?

Bo ja już teraz gubię się nieraz w języku nastolatek, dziewczyn nieraz o 10 lat młodszych. Gubię się nawet trochę w języku studentek, ja, ze starą duszą, ta, która nie ma instagrama ani smartfona.
Gubię się, bo może trochę się starzeję, bo może trochę mam inne wartości, podejście do życia, które sławi przecież prostotę.

Ale wiecie co? Zaczynam się gubić i może niektórych nigdy nie przekonam do Strugackich, których kocham i rozumiem. Ale mimo to, ja lubię swoje młodsze siostry. Wszystkie te dziewczyny, dla których potencjalnie ja mogę być tą starszą i która nauczy pić spirytus na wydechu, a także tą, która opowie, że nawet i śmierć bliskich można przeżyć albo złamane serce...bo ona już to przeżyła.
Lubię młodsze dziewczyny, te, z którymi nie porozmawiam o Strugackich, ale nadal porozmawiam o Dostojewskim, te, które mają już trochę inną energię życiową niż ja, ale z którymi nadal mogę znaleźć wspólny język.
Tak samo jak kocham te 50 letnie kobiety, bo i od nich się uczę, a one ode mnie.

Wiecie, bo może o to w tym wszystkim chodzi, zwłaszcza między kobietami. Nie wiem jak jest u mężczyzn, ale mam wrażenie, że u nas, kobiet, chodzi też o to, żeby się od siebie też trochę wzajemnie uczyć.
Boję się, że to zgubi się w tych szybkich czasach, bo już się zagubiło, ale potrzebujemy tej plemienności. Widzę to po sobie, gdy rozmawiam z młodszymi i starszymi kobietami. Gdy staję się młodszą i starszą siostrą. A to, czy ktoś kocha Strugackich, przestaje mieć znaczenie.
Może dzieli nas wiele. Energia życiowa, życiowa mądrość, dojrzałość, zapał. Ale przecież zawsze możemy się dogadać. Możemy sobie dać tak wiele. I nie warto skupiać się na szczegółach, na antagonizmach. Może warto skupić się na tym co wspólne.

I mam nadzieję, że nawet teraz, w czasie, gdy nie wiem, jak korzysta się ze snapchatu i mam prawie 30 lat, nadal mogę być dobrą starszą siostrą, bo pamiętam nastolatkę we mnie. Mogę dla tych starszych być dobrą młodszą siostrą albo nawet córką, która wprowadza trochę energii do życia i uśmiech, trochę jeszcze szaleństwa, choć bardziej przystępnego, niż to nastoletnie. Mam nadzieję, że nastolatka we mnie nigdy nie umrze, i nawet, gdy będę miała 50 lat nigdy żadnej nie powiem „twoja depresja jest na wyrost, to hormony, dopiero poznasz dorosłe problemy” a przytulę raczej do jeszcze ciepłego, miękkiego ciała i pozwolę się wygadać, zrozumiem to jakoś, bo sama przecież to przeszłam i wiem, że żaden problem nie jest na wyrost, żaden ból, nawet, jeśli pozornie bywa śmieszny dla „dorosłych i mądrzejszych”...a potem nastolatka we mnie znów każe otworzyć kolejną butelkę wódki i zapić z młodszą siostrą, która mogłaby być moją córką smutki, bo przecież nic tak nie pomaga jak wspólne picie i płacz po pijaku. Nawet, jeśli nie jest to mądre i odpowiedzialne.

Mam nadzieję, że po prostu nigdy nie zapomnę jak to jest być młodą, nawet jeśli nie wszystko zrozumiem. Mam nadzieję, że zawsze będę umiała być młodszą, a przede wszystkim starszą siostrą.
Chcę zawsze umieć być starszą siostrą, nawet, jeśli sama kocham Strugackich.

Co będzie? Czas pokaże.  



Zmęczenie się skończyło, a życie się zatrzymało.
Mała siostro, niebo spada, a mnie to nie obchodzi.
Mała siostro, przeznaczenie cię wzywa. 

31 komentarzy:

  1. Jak jeździłam do pracy z tej wsi z dzieciakami, no, ok, z młodzieżą to tyle się nasłuchałam, tyle naoglądałam, że szczerze dziękuję,że nastolatką przestałam być niemal 10 lat temu. Nie chciałabym mieć dziś 16-18 lat. Zdecydowanie nie.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie chciałabym mieć 18 lat w tym roku powiedzmy, bo właśnie...to już zupełnie inne czasy. Ale kocham nastolatkę, którą byłam, tą, która 18 lat miała w 2008 roku:) I tej się z duszy nie pozbędę za nic:)

      Usuń
  2. Chciałabym zobaczyć nastolatką, która w ogóle wie czym jest proza a kim był Dostojewski ;) Ja mam raczej dość sceptyczne zdanie o dzisiejszej młodzieży ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, znam takich dużo XD Wiesz, wśród dzisiejszej młodzieży, jak wśród nas- są ludzie mądrzy, trochę nieraz egzaltowani, ale w cholerę inteligentni, są debile, dzieci z przeżartymi internetem mózgiem...pełna różnorodność. Mi raczej chodziło o te wrażliwe, czasem trochę przewrażliwione dziewczyny, o:)

      Usuń
    2. Nie wątpię, że tacy są, bo ja raczej sceptycznie podchodzę do generalizacji wszystkich. Każdy człowiek to inna historia, inne życie, inne myśli. Ale właśnie osobiście nie znam żadnej nastolatki, która miałaby większy problem od tego, jak zdobyć forsę na najnowszy modny gadżet ;p

      Usuń
    3. Otóż to, dlatego właśnie...trafiają się i ci, co czytają Dostojweskiego :) A ja mam chyba po prostu też szczęście od ludzi XD

      Usuń
  3. Ja jestem starszą siostrą i to dla dwójki rodzeństwa, tak mi przyszło urodzić się jako pierworodna :P I z bratem młodszym o pięć lat rozmawiam zupełnie jak z równym sobie i to o wszystkim. Nie ma właściwie żadnych barier, kompletnie nie czuć tej różnicy, nawet on mi ostatnio wyjaśnił jak działa szczepionka na raka szyjki macicy :P Hmm, wynika też to chyba z tego, że jakoś nigdy nie miałam podejścia, że z młodszym się o pewnych rzeczach nie rozmawia, waliłam o wszystkim prosto z mostu, i tak to mogę z nim dyskutować o filozofii, o tym, czy Bóg istnieje, dlaczego kocham Buddę, o seksie. Ja w jego wieku z pewnością tak uświadomiona nie byłam w różnych kwestiach, ale mam wrażenie czasami, że jestem opóźniona w rozwoju XD Z siostrą to już jest nieco inaczej, czasem rodzice zwracają mi uwagę, że rozmawiam z nią na jakieś tematy, hmm, nieodpowiednie dla dziecka. A ja właśnie zawsze miałam takie podejście do młodszych ode mnie i zawsze też jakoś się z nimi wyjątkowo dobrze dogadywałam, nieraz odnoszę wrażenie, że lepiej niż z rówieśnikami czy starszymi. Zawsze potrafiłam i do dziś potrafię złapać dobry kontakt z młodszymi ode mnie o kilka lat, z gimnazjalistami, nastolatkami. Często dzieciaki, nastolatki mnie lubią, mają do mnie zaufanie. I ja lubię być starszą siostrą, choć może mnie samej takiej brakuje, starszej siostry, starszego brata. I chyba też nigdy sobie nikogo takiego nie znalazłam, kogo bym traktowała w ten sposób. I żałuję trochę, że nikt mnie wcześniej nie zdemoralizował, aż sama musiałam do tej demoralizacji dojrzeć XD Kiedy to otworzyłam się na doświadczanie wszystkiego, na rozmowy o wszystkim bez zahamowań, na tę perwersyjną stronę życia. To się wbrew pozorom całkiem niedawno stało.

    Właściwie to nieraz mam kompletnie mentalność nastolatki, sposób myślenia dziecka. Do dziś z tego nie wyrosłam, nie wyrosłam z tej ciekawości, pasji, choć mój idealizm jest już może mniej naiwny, pewne wartości się zmieniły, wiadomo, człowiek dojrzewa. Ale jak ktoś chce przez to, że podjarał się Dragon Ballem zacząć trenować kung fu- no to jest kurde totalnie myślenie jak dziecko XDD Ile ja mam w sobie do dziś takiego nastoletniego buntu, robienie na przekór, zlewanie na zasady i tak dalej.
    W gimnazjum byłam bardzo zafascynowana wszelkimi subkulturami- punkami, hippisami, metalami. Choć sama się nigdy z żadną nie identyfikowałam.

    A "współczesna młodzież"... ciężko to jednoznacznie ocenić i też nie lubię tego robić, bo dla wielu jednostek jest to po prostu krzywdzące. Myślę, że wciąż jest wielu mających w sobie ten ogień, tę ciekawość, choć równocześnie czasy się bardzo zmieniły i fakt faktem nie jest to takie samo jak kiedyś. Przez social media jakiś pewien, hmm, duch się rozmywa. Właśnie, rozmyte to dobre słowo. Nie, że nie istnieje, ale jest bardzo rozmyte. Myślę, że w różnych kierunkach może to pójść.

    Ogółem to bardzo ciekawy temat, długo by można się rozwodzić :D Post bardzo dobrze się czytało, popycha do wielu refleksji, przemyśleń. I sama kocham rozmowy niepraktyczne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałaś właśnie mi kiedyś że jesteś najstarsza, jak moja Deniz, ja właśnie tak w domu miałam odwrotnie, mam tylko starszą o 5 lat siostrę, która właśnie cóż..nie miała też przede mną żadnego tabu, ale jak pisałam w poprzednim poście, u mnie w ogóle jakiegoś wielkiego tabu nie było. Z tym, że moja siostra mnie nauczyła palić w wieku 10 lat, a pić w wiek 12, w wieku 13 spiłam się z nią nieziemsko już tanim winem i podrywali mnie jej koledzy- punki, o wiele, wiele starsi XD Także no, wprowadzała mnie w świat dość intensywnie i właśnie...może dlatego ja podobnie zrobiłam z Deniz i paroma innymi dziewczynami?XD
      W ogóle mówi się, że drugie i każde kolejne dziecko właśnie przez starsze rodzeństwo dojrzewa trochę szybciej, szybciej zaczyna chodzić jako niemowlę, mówić, więc może i potem w innych kwestiach, jak ma się dobry kontakt jest się "bardziej do przodu". W ogóle jest fajne określanie takiego psychologicznego profilu dziecka nasjtarszego, drugiego itp.- wedle psychologów pierworodne dziecko częściej ma większy problem z wyrażaniem emocji i ma gorszą samoocenę, bo przeżyło tramę "odebrania rodzica" przez następców. Drugie dziecko nie miało tego szoku bo od zawsze miało dzielonych rodziców i konkurenta XD Także, ponoć ogólnie, pierworodni psychologicznie mają najtrudniej. Często są pozornie pewni siebie ale to ponoć skrywa kompleksy i tak dalej XD
      I po prostu, stało się jak widać w swoim słusznym czasie:) Teraz idź w demoralizacji dalej, masz mojego blessa XD
      To obyś go nigdy nie straciła:) Ja mam nadzieję, że właśnie tej energii jakoś nie wytracę ale...to czas i życie zweryfikje. Bo też pewnych rzeczy nie można się trzymać kurczowo, no nie?
      Fascynację właśnie widzę nieraz ale...subkultur samych już nie ma. Ja typowo w wieku 12-15 lat byłam panczurem, który spał po squatach i czytywał podziemne zeeny XD
      Dokładnie, bo jest za duży przepływ informacji choćby. To naprawdę wiele zmieniło socjologicznie.
      To się cieszę, że to była nie najgorsza lektura XD Hah, możemy dzwonić do siebie nocami XD

      Usuń
    2. To ciekawe z tym profilem psychologicznym wg kolejności narodzin dzieci. W sumie to, co napisałaś, całkiem do mnie pasuje :P No bo jak mam kurde wyrażać słabości i emocje, skoro zawsze taką pewną siebie zgrywam XD Wyszedłby z tego jakiś dysonans XD

      Ano, dziś prawdziwych subkultur już nie ma XD Zawsze mi szczerze mówiąc brakowało takiej grupy, rodziny, z którą mogłabym się identyfikować, do której czułabym się przynależna... do dziś jest to moim niezaspokojonym pragnieniem.

      Pewnie, zresztą, jak wspomniałam, ten mój "dziecięcy duch" też jest już nieco inny niż kiedyś.

      Możemy xD

      Usuń
    3. No to widzisz, może warto się w to zagłębić XD Mi pasuje właśnie to drugie dziecko, że sprawia często więcej problemów wychowawczych, jest ekstawertyczne, nie ma kompleksów itp. XD No to fakt akurat, jak tak na to spojrzeć XD

      Hah, ja się załapałam na bycie punkiem i rodzinę na squacie.A potem przez długi czas miałam taką rodzinę przyjaciół w sumie. Trochę się rozpadła (śmieszne, że nie przez nas samych a umieranie) ale teraz mam rodzinę=męża i to jakoś wystarcza. Ale zauważyłam też, że z wiekiem...potrzebujesz mniej ludzi, mniejszego stada które cię akceptuje.

      Na pewno chcesz moje, często pijackie, telefony?:X :D

      Usuń
    4. No właśnie trochę się już zagłębiłam XD Ale wszędzie, gdzie trafiam, to piszą tylko o tym, że najstarsze dziecko jest przywódcze i najczęściej osiąga sukces XD Ale widzisz, jednak coś w tym jest :) Jak i w tym, że na pierwszym dziecku popełnia się najwięcej błędów wychowawczych, ale też jakoś najwięcej uwagi mu poświęca. I przez to moja matka mnie przekarmiła XD Ale też na przykład dużo więcej do mnie mówiła niż do młodszej dwójki.

      To trochę zazdro. W sensie tego punkowania i mieszkania w komunie zazdroszczę :)

      A spoko, spoko :D

      Usuń
    5. To też czytałam, że ma skłonności do dowodzenia, ale właśnie że to pewna fasada po traumie też XD Jak cię przekarmiła?XD
      Możesz nadrobić na studiach?XD Nie no joke, wiem, squaty już nie wyglądają tak jak 10 lat temu.

      Usuń
    6. Ach ta moja życiowa trauma XD Już do końca będzie się to za mną ciągnęło XD

      Dawała mi cyca kiedy tylko chciałam XD Bosz, jaką ja kluchą byłam jako dziecko XD Do dziś z tego nie wyrosłam do końca :c

      Ech, szkoda :c Choć tak teraz myślę, że może jeszcze na subkulturę emo się jakoś załapałam XD O ile to się w ogóle jako subkulturę klasyfikuje :P

      Usuń
    7. Wiem wiem, ale cóż...myślę, że inne gorsze za tobą i na pewno przed tobą, to tyle z pozytywnym nastawieniem XD
      A ja byłam chuda, chda, chuda, a potem mi się rozjebała tarczyca i mam z 10 kg nadwagi XD i co? I chuj, w dupie to mam, dosłownie XD
      E...no właśnie nie wiem, w jakiś sposób to chyba właśnie taka zmutowana, ostatnia subkultura XD

      Usuń
  4. No tak, dziś już mało kto przeżywa ten słynny "bunt młodzieńczy" w brawurowym stylu. Bo kiedy powie się, że to jest rzecz naturalna, to dla takiego nastolatka od razu nabiera innego znaczenia, prawda? W buncie chodzi o poczucie wynaturzenia, anormalności, nadawanie życiu nowych wartości, nawet jeśli nie mówimy nic nowego.. o to szaleństwo i o pewien rozum w obłędzie.. ale dzisiaj to się przewartościowało, już nawet nastolatki stoją z boku i z drwiną mówią "heh, to ten nastoletni bunt" na widok "pretensjonalnych" poetów. Pusty rytuał. Może to dlatego, że jesteśmy zalewani informacjami - 10 lat temu wystarczyła jedna książka, jedna płyta pożyczona od znajomego, żeby wejść w "coś" do samego końca, doświadczyć głębiej i uwierzyć.. a dzisiaj Internet serwuje nam tysiące różnych punktów widzenia i okazuje się że "ale to już było". I powstają jakieś memy z Schopenhauerem xD Gdzie tu jakaś własna autonomia?
    Albo w tej kulturowej inflacji robimy się coraz bardziej specyficzni, że tak powiem - autystyczni? Że już zrobiło się tyle "subkultur", że ciężko o wspólny język, bo ktoś słucha zespołu X a kto inny zespołu Y, pomimo że oba to metal? (tragedyja xD) Używam "my", chociaż nastolatką przestałam być 2 lata temu, ale poniekąd nie mogę się odseparować od roczników 95' wzwyż, bo sama przerąbałam połowę swojej nastoletniości ze wzrokiem w książce, w zeszycie coś rysując, w monitorze, tocząc sińce pod oczami zamiast rozejrzeć się dookoła i pójść gdzieś, ZASZALEĆ, ROZWALIĆ SYSTEM :D No ale z drugiej strony jak, skoro wszyscy dookoła jakby "odmawiali" przeżywania tego romantycznego buntu?
    No i wreszcie ta depresja XXI wieku.. Wiesz, że niektórzy uciekinierzy z Korei Północnej wracają do swojego kraju, mimo że grozi im śmierć, bo są rozczarowani kapitalizmem w Seulu? Sądzę, że to daje do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bunt musi być jaskrawy, tak jak właśnie, jak pamiętam, takim był mój- był przesadzony, egzaltowany, w ogóle do niczego tak naprawdę nie prowadził, był wręcz destrukcyjny, a wierzyło się w niego jak w jakąś świętość. W konflikt pokoleń, konflikt ze światem, z którym walczyło się zaciekle. Był szalony, o coś w nim chodziło choć było to absurdalne i...dlatego był piękny. I mam właśnie wrażenie, że to zanika bo...tak jak piszesz, ci, co powinni się buntować, próbują być nieraz jakby nie wiem..."dojrzalsi", stracili rys szaleństwa i udają, że są ponad to, że to ich nie dotoczy. Bo może faktycznie przestało. Drwina i cynizm zamiast zapału, w pewien sposób przez to wszystko niewinnego serca. Trochę jadowite- nawet w perspektywie świata, mam wrażenie.
      Otóż to, jeny, ile to człowiek się zaczytywał w jednym egzemplarzy Zbrodni i kary, taśmy słuchało się aż po prostu zaczynały pękać, jedna kaseta katowana miesiącami. A teraz jest za dużo informacji i to nie jest bez znaczenia. Na pewno ma to też i dobre strony tylko no...we mnie się jakiś sentymentalny ból odzywa XD
      I pewnie, że jesteśmy. Gdzieś już kiedyś mi mignęło podobne stwierdzenie.
      Po prostu jak to mawiają masz "starą duszę" zapewne:) I fakt, nastolatek zwłaszcza musiał mieć towarzystwo. Więc cóż...to na pewno było co najmniej frustrujące.
      Wiem, słyszałam o tym. Ale...z jednej strony się nie dziwię. Ja chcę uciec w Bieszczady :X

      Usuń
  5. Mam w pracy młodszą o ponad 20 lat koleżankę, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby nazywać ją córcią ;)
    Może to kwestia osobowości.
    Ty mówisz, że czujesz się nastolatką, ja nie czuję się panią przed 50-tką ;) Najważniejsze to tolerować to, co nam się przytrafia w danym wieku. Bo każdy wiek ma swoje prawa, prawda? I nie ma się co nawet nad tym rozwodzić ;)


    Miłego wieczoru, Frido :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, mam też i panie w pracy, które też do tego tak nie podchodzą. Zresztą to też różnice 30 lat w sumie, nie 20 nieraz u mnie XD Z 20 jestem na "ty"XD
      Otóż to, prawa ma, ale właśnie też nie można z nich robić jakichś "szufladek", bo te dopiero robią się nieraz niebezpieczne:)

      Usuń
  6. Przeczytałem jedną książkę Strugackich (Piknik na skraju drogi) i od kilku miesięcy próbuje zabrać się za kolejną tylko nie wiem którą. Może coś polecisz?
    Co do nie mieszania wódki z piwem, można to robić ale trzeba wiedzieć jak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama uwielbiam "Poniedziałek zaczyna się w sobotę", ale może trochę męczyć przez "fizyczny bełkot" jakby niektórzy to nazwali. Świetny jest "Ślimak na zboczu", ten trochę bardziej przypomina chyba klimat "Pikniku". I "Przenicowany świat" i "Żuk w mrowisku", idealnie duszny klimat socjalizmu, w sumie stanowiące jedną całość.
      Nie jak masz słabą turecką głowę XD

      Usuń
  7. Zapytam, bo mnie to naprawdę ciekawi: gdzie spotykasz te młodsze dziewczyny, z którymi można porozmawiać o Dostojewskim? To nie sarkazm, bo naprawdę pokręciłam głową z niedowierzaniem, czytając post. Po 19-20 lat mają dziewczyny, z którymi chodzę obecnie na studia, a główne tematy to fejs i instagram właśnie. Czuję się jak próchno i gorszy gatunek do tego.
    Wiem, że ich nie poznałam, więc nie wyrokuję, a opieram się na obserwacjach. Może to kwestia dania sobie szansy, tylko czy one dadzą mnie? Wracam znowu do odwiecznego problemu strachu przed niepełnosprawnością, ale nie będę już robić offtopu, bo na pewno to rozumiesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdziwi cię pewnie jak powiem że też...na blogach XD Tu jest pełno mądrych dziewczyny. Ale to kropla w morzu, bo w sumie poznałam nawet ostatnio 15 latkę, która jest współlokatorką mojej kumpeli ( mieszka z siostrą bo jej rodzice nie żyją i mieszkają tam w 4 w studenckim mieszkaniu XD) która maluje, kocha poezję Różewicza itp:) więc są:) poza tym mnóstwo dziewczyn młodszych poznałam przez Deniz, w akademiku- a że ona studiowała filologię rosyjską to cóż... XD W ogóle często mam wrażenie dziewczyny ze studiów wschodoznwczych są fajne XD I rozmiem, pewnie że to akurat rozumiem, bo już nieraz się sparzyłaś.

      Usuń
    2. Dziewczyna ze studiów dalekowschodnich- miło mi. XDD

      Usuń
    3. Hah, racja! XD Ależ ci zakomplemenciłam ale...nie odwołuję tego! XD

      Usuń
  8. Spójrz, dzielą nas dwa lata, a jednak ja już umawiałam się na spotkania na GG, miałam komórkę od szóstej klasy podstawówki, piosenek szukałam na yt. Niby to taki krótki czas, a jaka różnica. Mimo wszystko pamiętam jeszcze kasety magnetofonowe - mało tego! Ja nawet gry na dyskietkach pamiętam. :D
    Czasem też się zastanawiam jak będzie wyglądać chociażby życie moich dzieci. Chwilami mam ochotę chronić je przed tym całym postępem, aby nie zatracać ich w tym od dziecka, aby miały okazje poznać świat, jak robiłam to ja - bez nosa w smartfonie. Ale czy będzie to możliwe? Trochę wątpię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam w ogóle troszkę zapóźniona w kwestiach technicznych XD I ok, umawiałaś się na gg, ale nie siedziałaś cały dzień na nim, jak teraz siedzi się na messengerze, nie?:D
      I...ja datego też się cieszę, że dzieci nie będę miećXD

      Usuń
  9. Ciekawe jak to by było mieć taką starszą siostrę jak Ty. Moja jest zupełnie inna. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Usunęłam poprzedni komentarz, bo zgubiłam logiczny ciąg w jednym ze zdań :).
    Dziękuję za ten post- lepiej mi ze świadomością, że tacy ludzie istnieją, żyją i normalnie sobie radzą z tym życiem.
    Z czasów mojej młodości został mi sentyment do blogów: i bardzo słusznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co:)
      Hah, to chyba z wiekiem nie mija XD

      Usuń