piątek, 28 października 2016

O nieposkromionej kobiecej seksualności która mówi już zdecydowanie "NIE" antykoncepcji hormonalnej.

Lubię seks.
Zdanie, które nieraz wypowiadane przez kobietę trochę nadal w naszym kraju, naszym świecie prowokuje, trochę nieraz szokuje, bo mamy narzuconą taką a nie inną mentalność wobec kobiecej seksualności, ciągle nosimy w swoim postrzeganiu spadek pewnej opresyjności i demonizowania kobiecego libido.
Ale nie ma co tu ukrywać. Lubię seks. Ba. Ja kocham seks. Uwielbiam. Nie wyobrażam sobie tygodnia bez seksu, jeśli nie wynika to z „siły wyższej” takiej jak jakieś wyjazdowe rozłąki z moim Mężem czy chwilowe choroby. Ba, czasem, obecnie, trudno jest mi sobie wyobrazić co najmniej dwie doby bez seksu.

Uwielbiam więc seks. I wcale, a wcale się tego nie wstydzę. Mówię o nim bez skrępowania, w każdy możliwy sposób. Żartuję bardzo sprośnie i wręcz świńsko z koleżankami w pracy i z Chłopcem, dając orgazmy podczas robienia kolacji. Jestem w tym dobra prawie jak słynna para w filmowej restauracji, jeśli wiecie o co chodzi. Serio, mogłabym zagrać tą scenę.
Mówię o seksie bez skrępowania, o tym, ze go potrzebuję. Mogę rozmawiać godzinami o ludzkiej seksuologii, rodem z podręczników Starowicza i Alicji Długołęckiej. Mogę godzinami dywagować na temat znaczenia kobiecej łechtaczki dla orgazmu, na temat transseksualizmów, różnych filii, ekshibicjonizmu, chorobach, dewiacjach, o seksie tantrycznym, seksie taoistycznym, seksie samym w sobie.
I tak, znam się na rzeczy. Nie mówię, że jestem jakimś ekspertem jak pan Lew- Starowicz, chociaż kiedyś myślałam o zostaniu seksuologiem i z tą myślą zdawałam na psychologię, na którą się (całe szczęście, wiem po latach!) nie dostałam. Znam się na podstawowych statystykach, wiem że kobieta może osiągnąć satysfakcję seksualną bez orgazmu ale orgazm to ważna sprawa, wiem jakie wskazane są pozycje u osób sparaliżowanych i szalenie interesowała mnie nawet rehabilitacja seksualna, o której się u nas nie mówi.
Uprawiam seks i wiem o nim co nieco. I może dlatego seks tak kocham, bo cenię go po prostu jako naturalną dziedzinę ludzkiego życia. Może dlatego kocham seks, bo nigdy nie miałam z nim żadnych problemów. Nigdy nie był dla mnie żadnym tabu.

Od zawsze, odkąd pamiętam, seks był dla mnie po prostu czymś naturalnym. Tak samo jak wszystko inne dookoła mnie, był po prostu częścią życia. Nigdy w domu nie miałam dobrego wzorca, moi rodzice nie uprawiali seksu, bo przecież, żyli w separacji, ojciec był gwałtownym alkoholikiem i, nawet, jak po latach się dowiedziałam, byłam dzieckiem z gwałtu małżeńskiego. W teorii nie powinno to dobrze rokować mojemu życiu seksualnemu, seksualnej samoświadomości a jednak...nie przeszkodziło. Może dlatego, że dowiedziałam się o tym będąc już dorosłą kobietą.
Bo oprócz tego...w moim domu seks nie był tabu. Moja matka, wierząca, ale mądrze wierząca, nigdy nie wmawiała mi, że dzieci biorą się z kapusty ani że przynosi je bocian, nigdy nie mówiła mi i mojej siostrze, że nasze ciało to siedlisko zła, a to co robi dwoje ludzi czy na ekranie telewizora czy w innych miejscach to grzech. Nie przypominam sobie, żeby w moim dom straszono piekłem, seks nie był tematem tabu, ale i nie mówiono o nim zbyt wiele. Ot, był, naturalny w pewnej prostocie. Nikt nie robił z tego ani misterium ani siedliska szatana.

Nawet, gdy jako dziewczynka zaczęłam dotykać swoich narządów rodnych, sprawiało mi to pewną przyjemność ( tak, dzieciom sprawia to przyjemność...przypominacie sobie?) nigdy nie zostałam za to skrzyczana, mama jedynie powiedziała mi, że nie mam robić tego przy ludziach, i że nie mam pozwolić, żeby jacyś źli panowie się do mnie dobierali. Chociaż, na wsi, mało kto myślał o złych panach – i może niesłusznie. Moja przyjaciółka z dzieciństwa była molestowana. Ja miałam to szczęście, że mnie to ominęło i moja seksualność zaczęła bujnie, zdrowo się rozwijać. Trochę też pod okiem mojej starszej siostry, która z pewną lubością tłumaczyła mi to i owo i której towarzyszyłam na randkach ze starszymi od niej chłopakami.

Zaczęłam więc dorastać, całkiem naturalny był mój pierwszy okres, moje rozwijające się, malutkie, ale jednak rosnące piersi. Przyjemne stały się dla mnie spojrzenia chłopaków, wiodące za mną na ulicy. Miałam 12 lat i już wiedziałam, że chcę uprawiać seks. I wcale się tego nie bałam. Nie robiłam też z myśli o swoim pierwszym razie jakiegoś misterium. Chciałam poznawać swoje ciało, wiedziałam już jaką rozkoszą to pachnie, bo przecież swoje pierwsze orgazmy, sama ze sobą, miałam przerobione. Mało co cieszyło mnie jak właśnie moja gotowość do „stania się kobietą”, tego jednorazowego stania się nią, mimo że moje ciało było już kobietą co miesiąc i dawało mi o tym znać za pomocą krwi.

Długo nie czekałam. Tak naprawdę dziewictwo straciłam w wieku 14 lat, chwilę przed 15 urodzinami. Z mężczyzną o wiele lat starszym, czułym Białorusinem, który grał mi cudowne dumki na gitarze i pisał cudowne wiersze. Na swój szczenięcy sposób go kochałam, pociągał mnie, mimo że sam był...co najmniej niedoświadczony, chociaż 8 lat starszy. Oboje nieporadni, ja bardziej nawet opętana pożądaniem, poradziliśmy sobie z tym co najmniej dobrze. Mój pierwszy raz też nie zostawił mi żadnych psychicznych blizn. I nawet, miałam to szczęście, nic mnie nie bolało. Prawie nic. Było...fajnie. Ekscytująco. On, mimo że nieporadny, niedoświadczony, był cholernie czuły, zaangażowany i patrzył na mnie z wielką miłością i podnieceniem. Idealny facet na pierwszy raz. Dzisiaj myślę sobie, że powinnam go znaleźć i napisać mu kartkę z podziękowaniem za cudowne rozdziewiczenie, dzięki któremu też moje życie seksualne rozpędziło się i jest nad wyraz udane.

Rzecz jasna, dość szybko po tym się rozstaliśmy, mój Białorusin wracał do swojego kraju, a ja nie opłakiwałam go zbyt długo. Zaczęłam zgłębiać świat uczuć i seksu, z wielkim zapałem, bez skrępowania, beż żadnego tabu. Nie sądziłam nawet, że powinnam go mieć. Idąc do łóżka z kimś, kto mnie po prostu pociągał, nie myślałam nigdy o tym „że nie powinnam być łatwa”, o tym „co sobie o mnie pomyślą”. Seks był dla mnie naturalną, radosną zabawą, z której obie strony powinny czerpać satysfakcję. Jedyne rzeczy, których pilnowałam to by nie zajść w ciążę i nie zarazić się czymś, dlatego zawsze, nawet najbardziej pijana, zabezpieczałam się za pomocą klasycznych prezerwatyw, nawet w najmniej klasycznych stosunkach.

Seks był radością, odkrywałam coraz więcej swoich preferencji, już jako nastolatka, po roku, półtora od „pierwszego razu” regularnie przeżywałam orgazmy z mężczyznami. Nie miałam z tym problemu, jak wiele kobiet. Prawdopodobnie, przez brak oporów psychicznych, podejście bez tabu grzmiącego głosami szatana ale też, co możliwe, przez swoją budowę. Los prawdopodobnie obdarzył mnie niewymownym szczęściem posiadania nad wyraz rozgałęzionej łechtaczki, narzędzia kobiecej rozkoszy, tak, że nieraz wystarczyło mi tylko „wsadzić” a mi już robiło się dobrze. Nie mogłam na to narzekać.
Przez 4 lata od kiedy odkryłam z cudownym, czułym Białorusinem jak to jest uprawiać seks zgłębiłam wiele jego tajników. Seks z kobietą, seks z mężczyzną obrzezanym z Libanu, seks z Kubańczykiem, seks z facetem jeżdżącym na wózku, seks przygodny na festiwalu muzycznym, seks w lesie, na podłogach, w autach, windach, łóżkach, w pozycji klasycznej, wiązanie, lekkie bdsm, zabawy z topiącym się woskiem, przebieranki...

Nie bawiłam się nigdy w dokładne określanie swojej orientacji, seks z kobietami też sprawiał mi przyjemność, mimo że zawsze pociągało mnie bardziej męskie ciało i wspaniałe penisy, które uwielbiam. Nigdy nie bawiłam się w wielkie analizowanie, czy kocham seks i uprawiam go bo takie mam libido, czy moje pożądanie to efekt złej relacji z ojcem, czy może...bla, bla, bla. Po prostu lubiłam seks od zawsze, był on nieodłączną częścią mnie, mojej kobiecości i koniec kropka. Chciałam go uprawiać, chciałam czuć rozkosz i to robiłam. Bez nadmiernego analizowania i tabu, dorabiania do tego ideologii feministycznych, łamania patriarchatu, socjologicznych, psychologicznych.
Seks jest dla ludzi, ja jestem człowiekiem, lubię go, więc to robię. Koniec kropka.

Spróbowałam wiele. Pchała mnie do tego ciekawość i moje wiecznie głodne doświadczeń i rozkoszy ciało. Nieraz wchodziłam w związki, krótkie, przelotne, zdawało mi się, że to uczucie, ale to było głównie pożądanie.
Seks był dla mnie formą nie tyle jakiegoś misterium, co radosnej zabawy jak na samym początku, wesołą rozkoszą, którą można dzielić. Seks był sposobem na poznanie człowieka i samej siebie, pokazaniem komuś sympatii, pełnej akceptacji. Do dzisiaj w pewien sposób tak na niego patrzę.

W pewien sposób, bo mając 18 lat poznałam mojego Męża, z którym odkryłam też, jak smakuje seks prowokowany nie tylko pożądaniem, ale i prawdziwą miłością. Odkryłam pewne emocjonalne misterium i...cholera, spodobało mi się. Do dzisiaj w swoim związku łączymy to, nieraz seks to szybki numerek w kuchni, zdarcie ze mnie spodni i krótkie, 5 minutowe zaspokojenie pożądania, a nieraz to długie, całonocne miłosne uniesienia połączone z wpatrywaniem się sobie w oczy i szeptanie miłosnych wyznań.

Kocham seks, choć już teraz głównie z jedną osobą ( głównie bo cóż...bawiliśmy się w trójkąty), tak jak kochałam go przedtem. Jako coś naturalnego, niezbywalnego, ważnego w moim życiu. Kocham ten pospieszny, ten w lesie, na kanapie, w łóżku, w dziwnych pozycjach, jak i ten 15 minutowy przed snem, kiedy oboje jesteśmy zmęczeni.

Kocham seks, kocham go uprawiać. Choć...przez jakiś czas moje libido drastycznie spadło.
Miałam już stałego partnera, z którym przez pierwsze dwa lata związku praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Tak, z moim Mężem, równie doświadczonym jak ja w tej materii potrafiliśmy spędzić cały weekend w wyrze, prawie nie jedząc i nie śpiąc, kończąc z otarciami na udach i w miejscach intymnych, bo nie mogliśmy się wręcz od siebie oderwać.
Każda powierzchnia płaska i pionowa musiała zostać przez nas zdobyta, o każdej porze dnia i nocy. Kolejne eksperymenty z sobą, moje głośne orgazmy, które wręcz wyśpiewywałam z rozkoszą. Mała śmierć za dnia i nocy. Sposób na okazywanie sobie uczucia, coś, co odkrywałam i co sprawiało mi coraz większą radość.
Jedyne, czego bałam się w związku z seksem to zajście w ciążę. Nawet, gdy myślałam jeszcze, że chcę mieć dzieci...ta wizja mnie przerażała. Od razu myślałam o aborcji, zdobywaniu na nią pieniędzy albo ewentualnym wyjeździe do Niemiec w tym celu.

Bałam się ciąży i do tego zaczęłam mieć problemy hormonalne. Problemy z tarczycą, przez które strasznie przytyłam, jeden nieczynny jajnik, brak okresu nieraz i przez 3 miesiące. W końcu zaczęłam więc stosować antykoncepcję hormonalną, ot, zwykłe pigułeczki, a potem krążek dopochwowy nasączony estrogenem.
Kilka lat używania. A moje libido...zaczęło spadać.
Myślałam, to normalne, w końcu przecież jesteśmy ze sobą już tyle lat. Być może to naturalne, że pożądanie między partnerami spada, nikt chyba nie uprawia seksu codziennie, będąc ze sobą kilka lat. Ilość naszych stosunków spadła więc, do kilku w tygodniu. 2,3 razy i starczyło, głównie mi, bo w końcu, mój Mąż nie przestał być seksmaszyną, która dostaje erekcji na samo hasło seks. Ale przywykł, że moje libido spadło.

W końcu kobiece libido to rzecz nieodgadniona, która podlega stałym fluktuacją. Wielu seksuologów pisało o nim wielostronicowe rozprawy, dochodząc do jednego, podstawowego wniosku- nie ma tu reguły. Kobieta może przez wiele lat nie mieć w ogóle ochoty na seks, po czym staje się istną, niezaspokojoną wiecznie nimfomanką. Kobieta zależna jest od fluktuacji hormonów, także nawet w ciągu miesiąca jej libido szaleje, nieraz jego wykres szczytuje jak podejście na Everest, kiedy indziej spada w dól jak Rów Mariański. Znam to, moje panie, prawda? Najpierw owulacja, potem pms...i tak w kółko.
W każdym razie, kobiece libido i kobieca seksualność są niezgłębione jak sama kobiecość. Nic dziwnego, że mężczyźni aż się jej bali i wymyślili tyle opresyjnych religii, w których to kobiece łono jest narzędziem szatana, źródłem grzechu i wszelkich plag, czego dowodem jest rzecz jasna nasze comiesięczne krwawienie. Ale mniejsza o patriarchat, wszelki społeczny kanon i narzucanie jakiegoś tabu.

Fakt faktem był taki, że przez jakiś czas...po prostu nie chciało mi się bzykać. Starość, myślałam. Może naprawdę się sobą jakoś znudziliśmy?
Wiem, że seks 2-3 razy w tygodniu jest normą statystyczną, nie powinniśmy na to narzekać ale...to my potrafiliśmy rzucać się na siebie w najmniej spodziewanych momentach. Może to rutyna, myślałam, może naprawdę z wiekiem jakaś fascynacja seksem mija, jest po prostu miło, przeżywa się dalej rozkosz, ale nie ma już tego „szału”?
No nic, w życiu są ważniejsze rzeczy, seks dalej jest przyjemnym dodatkiem, z wiekiem coraz mniej finezyjny albo i mniej zwierzęcy.
Na pewno to nie była kwestia tego, że zaczęłam wstydzić się swojego ciała, bo sporo przytyłam. Nadal potrafiłam bez żadnego problemu rozebrać się nawet przy osobie, którą widziałam pierwszy raz na oczy i naprawdę, nie sądziłam, że moje nieogolone nogi czy celulit mogą mojemu mężowi przeszkadzać. Dalej chodziłam nago po domu, nadal się kochaliśmy, czy to przy zapalonym czy zgaszonym świetle...ale przestałam czuć pewien głód.

Cóż, libido nastolatki nie utrzymuje się wiecznie, to nastolatki jarają się seksem, jak ktoś niedawno stwierdził...nastolatki i na nowo- ja.

Jakimż to cudem, zapytacie?
Okazało się, że to nie kwestia rutyny i znudzenia ciałem mojego Męża, nie żadna wypalona namiętność. To nie kwestia wieku.
Okazało się, że to kwestia...hormonów.

W czerwcu mianowicie odstawiłam antykoncepcję hormonalną. Nie, nie dlatego, żeby zajść w ciążę, tego nadal nie chcę i nigdy nie zechcę. Trochę z przypadku, a trochę w formie eksperymentu. Otóż kończyła mi się recepta na leki, do ginekologa było mi jakoś nie po drodze, zresztą mój endokrynolog już jakiś czas temu mi powiedział, że warto ostawić na jakiś czas antykoncepcje hormonalną i zobaczyć, jakie będę miała wyniki krwi, jak będę się czuł. Tak też oto, nie poszłam do ginekologa jak zawsze po koleją receptę, odstawiłam leki, krążek, który ma i tak najmniejszą ilość hormonów na rynku i ...stał się cud!

Znowu chce mi się bzykać! Moje libido poszybowało w górę jak...jak za dawnych czasów. Znowu czuję głód. Znowu czuję znajome napięcie w podbrzuszu i nie tylko lubię seks, kocham seks, ale najzwyczajniej w świecie....znowu go potrzebuję!
I, jak za dawnych czasów, gdy tylko mamy wolny dzień razem z Mężem potrafimy testować i testować, w różnych pozycjach, w różny sposób, wszelkie powierzchnie pionowe i płaskie. Raz dziennie? Pff! Nam zdarza się i 10 razy w ciągu wspólnego weekendu i to jeszcze mało, ale po prostu już...wszystko zaczyna boleć. Ostatnio tak nie mogliśmy się sobie oprzeć, gdy pojechaliśmy do jego rodziców, i gdy tylko na chwilę wyskoczyli po zakupy, zdobyliśmy ich nową kanapę w 10 minut.
4 dni rozłąki z Mężem, gdy jechał na delegację, było nie do pomyślenia. Doprawdy, bolały mnie już własne palce od zabawiania się sama ze sobą, bo co miałam zrobić? Możecie sobie wyobrazić, co się działo, gdy wrócił z wyjazdu. Od progu rzuciliśmy się na siebie niczym wygłodniałe zwierzęta.

8 lat w związku, Znamy swoje ciała na pamięć i...nie możemy się sobie oprzeć. Okazało się, że to nie żadna rutyna, żadne zmęczenie materiału, wypalenie namiętności a...brak naturalnych hormonów.
I nawet czuję się lepiej. Doprawdy, nie zaważyłam, że zażywanie antykoncepcji, przez ostatnie lata tak na mnie działało. Mam więcej energii, moje ciało przestało zatrzymywać wodę i nie jest już tak miękkie i ciastowate. I nawet, według Męża, inaczej pachnę. Zaczęli się znów oglądać za mną przypadkowi faceci, zapraszać na kawę.
I tak, odzyskałam swoją dziką, nieposkromioną seksualność. Z tego cieszę się najbardziej i jak sądzę...mój Mąż pewnie też.

I nie chodzi o to, że miałam źle dobraną dawkę hormonów. Mam naprawdę dobrego ginekologa, który zawsze wykonuje wszystkie potrzebne badania. Po prostu, hormony są fajne, pewne jako antykoncepcja ale...co natura, to natura.
Rzecz, której nie dałam sobie przetłumaczyć, przy której się upierałam...a teraz, okazuje się, że sztucznie podawane hormony, moja zatrzymana, prawdziwa owulacja...że to wszystko mi nie służyło.

Nie, nie myślcie, że mam coś przeciwko antykoncepcji hormonalnej. Nadal uważam, że to jeden z największych wynalazków ludzkości, nadal błogosławię pigułkę za rewolucję i wyzwolenie kobiecej seksualności, bo jakby nie patrzeć, do tego się przyczyniła. Nadal uważam że to nieraz niezbędne lekarstwo, najbezpieczniejszy środek antykoncepcyjny ( nie znoszę gumek, tak w ogóle) ale...nie jest dla mnie.
Od czerwca nie biorę hormonów płciowych ( bo do końca życia i tak będę musiała brać hormony tarczycy, ale to inna sprawa) i czuję się znakomicie. I jeśli nie będę musiała ich brać leczniczo to...nie sięgnę już po tą formę antykoncepcji. Ba. Nawet mój Mąż mi nie pozwoli, bo widzi, że bez nich jestem...bardziej pełna życia. Szczęśliwsza.

Kilka lat temu moja pani ginekolog wręcz kazała mi brać sztuczne hormony przy mojej niestabilnej tarczycy ale teraz, gdy ta jest trochę opanowana...to chyba najwyższa pora, żeby wrócić do natury. Zresztą, nie od dziś wiadomo, że co naturalne jednak, póki nie jest chore..jest lepsze.

Niedawno, czytając książkę pana Starowicza, dowiedziałam się nawet, że właśnie najpoważniejszym skutkiem ubocznym pigułki jest właśnie nie problem z minimalnie zwiększonym ryzykiem raka piersi ( ale pigułka zmniejsza ryzyko raka jajnika i macicy, o czym warto pamiętać), problem z zakrzepicą żył jako skutkiem ubocznym a...problem ze spadkiem kobiecego libido.

O ile pigułka pozwoliła nam uprawiać seks tam, gdzie chcemy, jak chcemy, z kim chcemy i nie martwić się o ciążę to tym samym....pozbawiła nas ochoty na seks. Straszliwy paradoks, który trochę trudno przeskoczyć. Pozbawione naturalnego cyklu, naturalnej fluktuacji, szybowania estrogenu i progesteron zgodnie z Księżycem, mające ten sam poziom hormonów w ciągu miesiąca niczym samiec...przestajemy być kobietami. Nie chce nam się kochać.
Być może, nie na każdą kobietę tak to działa, być może istnieją szczęściary, które mogą brać pigułeczki i nadal czują ten potężny głód seksualny a nie, jak ja, spadają do kategorii „kocham seks ale w sumie...”- takim można zazdrościć. Ale o ile rozmawiam ze znajomymi dziewczynami, które również stosują antykoncepcję hormonalną- u wszystkich po jakimś czasie zaczyna się ten problem. Lubią seks, ale nie mają aż takiej potrzeby, by go uprawiać. Przestają być głodne tych wspaniałych męskich członków w sobie. Przestają być głodne i z wilgotnych stają się...jakby wysuszone. Wypalone. Co gorsza, niektóre przyznają że...zaczynają mieć problemy z orgazmem.
Potwierdza to zresztą prof. Starowicz i inni seksuolodzy- część kobiet, które przyjmują hormony, zaczynają mieć problem nie tylko z apetytem na seks, ale i z osiąganiem satysfakcji seksualnej. Z jednej strony brzmi to dziwnie, bo co mają hormony do mechanizmu osiągania rozkoszy ale...okazuje się, że mają wszystko. Bo choćby taka owulacja. Wszystko, całe narządy mamy wtedy przez hormonalne sterowanie przekrwione. W ogóle, nasze naturalne hormony powodują, że nasza błona śluzowa i „tych okolic” jest bardziej ukrwiona, elastyczna i...wilgotna. Poza tym, jak szczytować, kiedy w sumie uprawiamy seks, same nie wiedząc, czy nam się chce? Żadna przyjemność, jeść bez głodu, prawda, moje panie?

Zatem, pigułka antykoncepcyjna, jak mam wrażenie, stała się naszym wyzwoleniem...ale i dla wielu pań pewnym piekłem. Wyzwoliła naszą seksualność, jednocześnie tępiąc nasze seksualne kły, które naturalnie zmieniają długość w ciągu miesiąca. Ujarzmiona seksualna bestia...przestaje być bestią. I co my mamy z tym zrobić?

Cóż. Jednoznacznej odpowiedzi tutaj nie ma. Jak mówię, antykoncepcja hormonalna ma wiele plusów, to świetna sprawa, daje pewność i nie każdej z nas libido i osiąganie orgazmu zapewne zaburza. Ja do tych szczęściar nie należę- i mówi się trudno. Znajduję na szczęście inne rozwiązania antykoncepcyjne ( o tym może kiedyś napiszę, bo to trochę sekret) jako że my nigdy nie chcemy mieć dzieci ale...wiem jedno. Do hormonów nie wrócę. Ja nie.
A o sobie samej każda musi decydować, bo...tylko my same znamy swoje ciała. Swoje potrzeby, które, jak się okazuje, po moim przykładzie...trzeba dość uważnie obserwować.

Obecnie, ja chcę się cieszyć swoją kobiecością, naturalną, nieregulowaną przez przyjmowaną codziennie pigułkę albo krążek włożony na 21 dni do pochwy. Chcę się cieszyć swoim ciałem, które po prostu czuje się lepiej i...chcę się znowu cieszyć seksem.
Chcę się kochać, rżnąć, pieprzyć, bzykać, uprawiać miłość, dać się ponosić namiętności, przeżywać setki małych śmierci w rozkoszy. Pionowo, poziomo, na stole, na łóżku, na pralce. Chcę gryźć, drapać, ssać, kąsać, całować, lizać, pieścić, łaskotać, przyduszać, ciągnąć, szarpać. Chcę być jak nieujarzmione wynalazkami ludzkości dzikie zwierzę.

Seksualne zwierzę, kobiece zwierzę pełne wilgotnych i ciepłych miejsc. Takie, jakim natura mnie stworzyła.

I na koniec, nieśmiertelne Closer zespołu Nine inch nails. Bo żadna piosenka tak dobrze nie oddaje mojego podejścia do seksu, jak ta. A co!



Niszczysz mój rozsądek
Czuję zapach twojej płci
Czynisz mnie idealnym
Pomóż mi stać się kimś innym

Chcę cię pieprzyć jak zwierzę
Chcę cię poczuć od środka
Chcę cię pieprzyć jak zwierzę
Moja cała egzystencja jest wadliwa

A ty przybliżasz mnie do Boga

61 komentarzy:

  1. Ło matko, ja nigdy nie próbowalam tabletek, ale też się zastanawiałam nad tym hmmm... Ale fajnie ze wróciła chcica xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma to swoje plusy minusy, na pewno nie trzeba martwić się o to, że stale ze sobą trzeba wszędzie mieć prezerwatywy XD
      też się cieszę XD

      Usuń
    2. Mnie się marzy spróbować z kobieta, ale sama nie jestem pewna czy bardziej bym chciała, czy samo myślenie o tym mnie kręci bardziej niżeli kręciłby mnie sam akt ^ ^ Raz się całowałam z kobietą i było mmm.. przyjemnie, ale w sumie niewielka różnica o ile nie żadna między tym a całowaniem z facetem

      Usuń
    3. Zawsze możesz się dowiedzieć, sądzę, że zweryfikuje się to jakoś już na wstępie, nie trzeba iść na całość:) chociaż fakt, że często lubimy po prostu zostawć w sferze wyobrażeń:)
      W ogóle dla mnie nie ma aż tak wielkiej różnicy, z tym, że jednak penisa nie ma i jakby no...mi brakowało takiego dokończenia "rżnięcia"XD Ale to pewnie dlatego, że jednak chyba e...bardziej jestem heteroXD

      Usuń
  2. Ja również nie wyobrażam sobie stosowania antykoncepcji hormonalnej o ile moje ciało nie zacznie kiedyś wariować i pigułki będą koniecznością. Wiem że wygodnie, bezpiecznie ale z drugiej strony to spora ingerencja w organizm, a jeszcze łykać tak przez dłuższy okres czasu... brrr, nie wyobrażam sobie... Zwłaszcza, gdyby dopadły mnie podobne objawy do Twoich. Teraz, kiedy zbliża się wielkimi krokami wspólne mieszkanie, kiedy malujemy, przesuwamy meble i w końcu nie musimy się martwić o towarzystwo jednych lub drugich teściów za ścianą i pożądanie zaczyna rozkwitać mocniej, swobodniej.
    Natomiast w takie wypalenie w związku zwyczajnie nie wierzę. Może za bardzo idealizuję, ale uważam, że seks jest na tyle kreatywnym 'zajęciem' że można ciągle odkrywać nowe, bawić się na nowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje właśnie wariowało, tabletki to było mniejsze zło niż powiedzmy 3 miesiące bez okresu i ciało napuchnięte jak balon od tego, ale no, pewne rzeczy wróciły do normy i mogę je odstawić chociaż...nie powiem, antykoncepcja hormonalna jest też cholernie wygodna. Bo nie trzeba się troszczyć np. o to, żeby mieć ze sobą wiecznie prezerwatywy, których, swoją drogą, nie znoszę. Dlatego myślimy nad innym rozwiązaniem jeszcze:)
      Tylko że to objawy które przychodzą stopniowo i nie zwracasz na nie uwagi, bo zmiany są malutkie, malutkie, nie zauważasz a potem...dopiero jak odstawisz, to się orientujesz, ile się zmieniłoXD
      Też tak uważam, dlatego korzystamy jak możemy i ile możemy XD Ile wy ze sobą jesteście, tak w ogóle?:)

      Usuń
    2. Tak, wiem że są sytuacje kiedy to konieczne i w takiej sytuacji pewnie bym nie miała wyjścia, ale oby nie.
      Przyznaję, prezerwatywy rewelacją nie są, ale u nas jest nieco inna sytuacja bo dzieci chcielibyśmy mieć więc nawet gdyby coś się trafiło to nie byłoby jakiejś traumy tylko przyspieszenie tego, co i tak się stanie.
      4 lata w listopadzie :)

      Usuń
    3. Ano oby, oby;)
      Widzisz, a dla nas to by była istna tragedia, bo nie chcemy i już. I dlatego...szukamy innych rozwiązań:)
      To już kawałek czasu:)

      Usuń
  3. Ja nie lubię seksu ale też nie skazuje na jego brak mojej partnerki. Co do antykoncepcji to nie zmuszam nikogo do łykania hormonów bo wiem jak może to spierdolić zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, tutaj wypracowuje się pewien kompromis jak sądzę i zawsze można go jakoś właśnie utworzyć:) Chociaż jestem zaskoczona, facet co nie lubi seksu:)
      I owszem, może, chociaż nieraz, jak w moim przypadku na początku, również bywa lekarstwem. Jak każdy lek, to obosieczny miecz po prostu, ma swoje plusy i minusy.

      Usuń
    2. Pocieszyłeś mnie- dziękuję :).

      Usuń
    3. w jaki sposób pocieszyłem? :)

      Usuń
  4. Mi branie tabletek kojarzy sie przede wszystkim z wielka depresja jaka wtedy mialam. Ale nie zaluje ze je bralam. Wyregulowaly mi okres który wtedy mogl aie równie dobrze pojawic po 20 dniach jak i po pol roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo teraz już nie bierzesz, rozumiem? Pamiętam jak właśnie pisałaś swojego czasu o skutkach ubocznych tabletek. Jakby nie patrzeć, u nas hormony mają cholernie mocny wpływ na nastrój...

      Usuń
    2. Już nie biorę. Chociaż nie mam tak dokładnego okresu jak gdy brałam to jednak pojawia się mniej więcej wtedy kiedy powinien. Jest więc ogromna poprawa.
      U facetów też mają duży wpływ, tylko oni chyba mają mniej tych hormonów, czyż nie? Czuję się głupia w tym temacie xD

      Usuń
    3. Czyli uregulowało to twoje własne hormony- dobre i to:)
      Faceci mają niewielką ilość estrogenów, u nich dominuje testosteron, którego poziom jest względnie stały. Rośnie w sytuacjach długotrwałego stresu, zdenerwowania, ale to niewielkie różnice i może powodować pewne rozdrażninie wtedy, a raczej dolewać oliwy do ognia. Ale przez to, że poziom testosteronu jest względnie stały ( ciągle są nastawieni na rozmnażanie XD) nie mają takich wahań nastrojów jak my:) Chyba, że to już stanu chorobowe, jak np. przy raku jądra.

      Usuń
    4. Dokładnie :)
      Czyli chociaż jestem w tym temacie laikiem, przeczucie mnie nie myliło ;p Oczywiście nie powiem o tym Ciachu ;p Żeby mi potem wszystkiego na winę hormonów nie zrzucał ;p

      Usuń
    5. A to dodatkowo właśnie zawsze wkurwia, jak facet zrzuca wszystko na hormony XD Znam to doskonale XD

      Usuń
  5. Trochę mnie zasmuciłaś, bo ja właśnie chciałam zacząć brać tabletki, gdyż... może może :P
    Ale w sumie muszę przeczytać jeszcze dokładnie Twój tekst, bo tylko rzuciłam okiem na szybko. Teraz lecę na piwo :P Miłego wieczoru ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to napięcie w podbrzuszu, o którym piszesz, ostatnio czuję non stop. Po prostu buzuje we mnie energia seksualna i ciężko to napięcie rozładować :P

      Usuń
    2. Hm...póki nie trzeba, chyba nie warto, tak mi się wydaje. Zresztą, na początku, przy nieregularnym współżyciu serio gumki są lepszą opcją, chociaż...niewygodną jak dla mnie XD
      Mam nadzieję, że piwo było udane i cóż...fakt, że ciężko rozładować, ale są sposoby...różne, różniste XD

      Usuń
    3. Zawsze byłam przekonana, że będę się zabezpieczać za pomocą pigułki, wydawało mi się to najlepszym rozwiązaniem, czyniącym mnie też najbardziej niezależną- mogę się ruchać, kiedy chcę XD Teraz właśnie chciałam tak na wszelki wypadek zacząć brać, żeby jak coś być zabezpieczoną :P Niemniej rozważę to jeszcze. Bo prawda jest taka, że nigdy jeszcze tak szczegółowo nie rozważyłam, czy to najlepsze opcja, wiesz, wszystkich konsekwencji możliwych, za i przeciw i tak dalej.
      Hmm, niewygodnie gumki, jakoś od razu mi się z początkiem tej piosenki skojarzyło: https://www.youtube.com/watch?v=QWE_M0CX9So :P

      Ano, wyjście udane :)

      Poza masturbacją jeszcze jakieś sposoby? XD Bo szczerze mówiąc chyba innych nie znam XD No, oczywiście "tradycyjny" seks pomijając.

      Usuń
    4. Z gumką też się możesz ruchać kiedy chcesz, no nie?:D Na to samo wychodzi XD A do tego jestes zabezpieczona przed chorobami wenerycznymi bardziej, nie w 100%, ale to jakaś większa skuteczność. I właśnie, pigułka ma skutki uboczne i ...dlatego póki nie trzeba, moim zdaniem nie warto się za to brać, mimo że to brzmi tak ....cool i feministycznie nawet XD
      Nie no, o masturbację mi chodziło, ale właśnie ona ma różne oblicza XD Tak jak seks XD

      Usuń
    5. No jednak nie do końca na to samo XD Damski kondom z tego co wiem jest dość niewygodny i ciężki do założenia i znając siebie wiem, że miałabym z tym problem XD A prezerwatywa... to już jesteś od faceta zależna, co nie? :P Czasem trzeba go przymusić, żeby to założył XD Niemniej może masz rację, pogadam z ginekologiem na ten temat :D

      A to na pewno XD

      Usuń
    6. Nie no damski weź, co to za przyjemność XD I tam zależna, sama gumki noś ze sobą, a jak nie chce ich facet założyć, to znaczy że debil, nieodpowiedzialny i nie ma co z nim iść do wyra, bo co, jakbyście jednak wpadli?:XD

      Usuń
  6. Czyli można gratulować,że Wasze życie intymne rozkwita na nowo i macie dużo przyjemności :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. "Ło, Pani!" :P
    Mimo, że opowiedziałaś mi już o swoich doświadczeniach ładny szmat czasu temu, to jednak mnie zaskoczyłaś.
    Paluszki wymiękły po odstawieniu - skądś znam podobną historię... O, stąd: http://myslinieskrywane.blogspot.com/2016/02/18-basn-o-krolewiczu-paniczu-i-krolewnie.html ;P.
    Masz tyle doświadczeń a ja ledwo jedno konretne (choć nie do końca) rok temu to odniosłem wrażenie, że jestem jakiś... dziwny. Posmakowałem kobiecego ciała i myślałem, że będę chciał więcej i na wszystkie sposoby. A tu... nic. Nasycenie nastąpiło.
    Przekonałem się, że pitok nie stoi samoistnie cały czas na widok nagiej kobiety (może u nastolatka - nim już nie jestem) i kilka innych przekonań poszło z wiatrem. Nie czuję potrzeby udowadniania sobie, że mogę spotkać się tylko w tym celu czy innych mniejszych zakładów. Bez doświadczenia można trafić w punkt :D, nie odczuwam potrzeby krzyczącej "wincyj!".
    Ma się na swoim koncie różne doświadczenia, które poznawało się oddzielnie, i różne błędy jakie się popełniło przy okazji. Teraz najbardziej chciałbym po prostu zestawu pt. związek. Takiego ustabilizowanego, w którym obie strony po prostu cieszą się sobą. Gdzie rządzi zaufanie i satysfakcja z obecności drugiego człowieka :). Jeszcze dwa lata temu tak nie myślałbym a bliżej mi było do przysłowiowego " zaliczyć w każdej płaszczyźnie i w każdej dziurce".
    A tak, mogę potwierdzić że nie warto czasem iść "grzeczną" ścieżką narzuconą przez społeczeństwo. Czasem skrót pozwala wysnuć zupełnie inne wnioski;).

    FluktuacJOM, stałym. To tak na przyszłość :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za poprawkę, ale jestem tak leniwa, po pracy...że w tekście nie chce mi się poprawiać XD
      A czym niby zaskoczyłam jeszcze? Weź XD Hah, cóż, widać po prostu nie tylko mi się to zdarza, skoro takie historie powstają XD
      I w seksie...nie ma nic dziwnego po prostu, bo nie ma tu żadnych reguł. Chociaż my kochamy je jakoś tworzyć, ubierać seksualność w sterotypy, ramy...to się nie da. Ile ludzi, tyle libido, sposbów odczuwania, przeżywania i...reguły są bardzo, bardzo mylne. A historie zaczerpnięte z porno już w ogóle XD I pewnie, społeczne klasyczne normy nieraz warto na bok odstawić, w sumie oboje jesteśmy tego dowodem jakoś:)

      Usuń
    2. Jednak opowiedziałaś szczegóły których nie znałem.
      Gdyby pogrzebać, to znajdą się inni którzy poszli własną drogą :).

      Usuń
  8. To teraz tak napiszę ogólnie, że dobrym źródłem są też jakieś porządne fora internetowe- to z nich dowiedziałam się, że nie wezmę pigułki (chyba że w formie leczenia) bo lista skutków ubocznych może nie jest długa, ale dla kobiety bardzo przykra- można nabawić się poważnego trądziku aż do blizn, nawet jeśli się nigdy nie miało problemów. Reszta została opisana powyżej. Tak poza tym, to cześć, bo jestem tutaj nowa i przeczytałam na razie tylko ten post :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie lubię za bardzo mądrości na forach, może dlatego, że sama kończyłam uczelnię medyczną i w tym względzie po prostu wiem gdzie szukać w literaturze fachowej:)
      I witam serdecznie, rozgość się:)

      Usuń
    2. Chodziło mi bardziej o doświadczenia innych, niż o jakieś rady czy mądrości- tutaj wiadomo, że żadnych treści, to tam nie ma. Korzystanie z dystansem i oczywiście nie z kafeterii. Kończyłaś, więc przykłady znasz- pewnie byś się tylko załamała treścią- jak ja brakiem przecinków :).
      Rozgaszczam :), dziękuję i doceniam trud odpowiadania na każdy komentarz.

      Usuń
    3. Hmm, co do trądziku to bywa też i zupełnie na odwrót, moja ciocia wyleczyła go właśnie dzięki pigułce, więc...wiadomo, fora przydatne ale z duzym dystansem. Zresztą jak tak tu czytam komentarze, to widzę, że bardzo różnie może ciało kobiety na antykoncepcję hormonalną zareagować.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Bo jak ktoś ma trądzik hormonalny, to pigułki mogą go zatrzymać, jak ktoś nie miał trądziku obce hormony mogą go wywołać, ot co XD
      A brak przecinków też mnie często irytuje chociaż...sama nie jestem mistrzynią interpunkcji XD

      Usuń
  9. Zażywam antykoncepcję hormonalną i w moim przypadku jest całkiem odwrotnie. Libido mi się podniosło niesamowicie. Aczkolwiek nie uważam się za szczęściarę z tego względu. Wręcz jest to dla mnie męczące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzisz, jednak jesteś wyjątkiem od znanej mi reguły i...cieszę się niezmiernie jakby nie patrzeć, bo już zwątpiłam całkiem w cud pigułki XD i hm...jak nie ma się gdzie "upuścić pary" to rzeczywiście, to może być męczące.

      Usuń
    2. Wlasnie jest, tylko wiesz... Odleglosc. Co prawda nie wielka, bo jestesmy wstanie wsiasc w samochod i byc u siebie w ciagu niecalej godziny, ale i tak sa to glownie weekendy albo dni wolne od pracy.

      Usuń
    3. Wiadomo godzina drogi to pozornie mało, ale nieraz, w prozie życia, robi się z tego aż przepaść nie do pokonania.

      Usuń
  10. Ja nic nie biorę, ale sporo koleżanek zarzuca mi, że jestem niepowazna, bo nie prowadzę kalendarzyka. Ja nie wiem, po co mam to robić. Mam strasznie nieregularne okresy (choć w tym miesiącu równo 28 dni minęło... chyba przez przeprowadzkę), przez co nauczyłam się swojego ciała. Wiem, kiedy nadchodzi okres, wiem, kiedy lepiej się do mnie nie zbliżać, wiem, kiedy mam najbardziej płodne dni. Tego nie nauczył mnie kalendarzyk, tylko odrobina uwagi cialu każdego dnia. I tak samo jak te kalendarzyki, pigułki sa dla pewnej grupy. Nie wszystkim służą i nie wszystkim pomagają, dla niektórych to jedyna opcja. Każdemu według potrzeb, i obyśmy wszyscy trafiali na lekarzy, którzy będą nas sensownie prowadzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalendarzyka nigdy nie prowadziłam, zaczęłam...teraz dopiero zapisywać, kiedy mam okres. Bo przedtem zapisywałam, kiedy mam "wsadzić sobie" kolejny krążek. I właśnie sama obserwacja ciała daje więcej niż wyliczenia, tak mi się wydaje. Bo w swoje ciało trzeba się po prostu wsłuchać nieraz:)Ale..jeśli sprawa jest nieregularna jakoś poważnie, powiedzmy masz różnice między cyklami powyżej 2 tygodni zazwyczaj, pewne wahania, albo jeśli cykl masz powyżej 45 dni zazwyczaj, to warto po prostu zbadać hormony u ginekologa i tyle. Bo może to "twoja uroda" a może jakieś niewielkie zaburzenie.
      Więc też mój ginekolog powiedział mi, że mogę spróbować odstawić jak inne rzeczy są stabilne i...eureka. Mogę się puszczać jak dzika XD

      Usuń
    2. No właśnie! To też dla mnie sposób na naukę samoakceptacji. Kompleksy Forever <\3
      Nie no, to najczęściej nie za duże obsuwy, bardzo fizjologicznie odczuwam stres - nie załamuje się psychicznie, ale do dziś mam leukopenię, okresy są jak chcą, serce boli i takie tam. Zrzucam to wszystko na ten karb, a do ginekologa chcę się wybrać jak znajdę faceta (chyba żE bardzo długo będzie posucha to się już sama z siebie wybiorę:p) żeby załatwić kilka rzeczy od razu i dopytać o pewne rzeczy, bo zbieram pytania póki co:)

      Usuń
    3. Po kolei każdy kompleks się pokona, ot co:)
      Wiesz, ginekolog i tak powinien cię obejrzeć już jak skończyłaś 18 lat. W Niemczech nastolatki robią sobie na 16.te urodziny nawet pierwszą wizytę u ginekologa na prezent, co jest bardzo fajne bo...właśnie to najważniejszy lekarz kobiety i chyba nie ma co z facetem na wizytę u niego czekać. Ale ok, rozumiem, po prostu to rzecz do której trzeba zebrać materiał XD

      Usuń
  11. Miałam swoją przygodę z pigułkami dosyć dawno temu i o ile swoje plusy one miały, te bardziej i mniej oczywiste to jakoś o nich pamiętam mniej niż o skutkach ubocznych, które mimo upływu czasu odczuwam do dzisiaj. Druga rzecz jest taka, że samoświadomość swojego ciała to najważniejsze co ma kobieta, ale zaraz po tym powinien być dobry ginekolog, który poza przepisywaniem prochów i dawaniem skierowań na badania zrobi (będzie robił, regularnie przy wizytach) wywiad i pomoże zauważyć rzeczy, których my same nie dostrzegamy. A problem polega na tym, że chociaż ginekologów mamy dużo, to ludzi w tym zawodzie niewielu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do dzisiaj? To faktycznie, pigułki ci rozregulowały nieźle twoje naturalne hormony.
      To też prawda. Ja akurat ginekologa mam dobrego, do którego zawsze wracam, świetną babkę która sama stosuje antykoncepcję i uratowała moją sąsiadkę choćby, ale...wiem, wiem jak to jest w służbie zdrowia. Ciężko, jak piszesz, po prost o człowieka.

      Usuń
  12. ja doceniam tabletki za jedną rzecz - nie miałam na nich pmsu, który dla mnie (i dla otoczenia) jest straszliwie uciążliwy. w ciągu pięciu minut potrafię przejść od chęci eksterminacji połowy ludzkości do nastroju "muszę zjeść frytki belgijskie z Kazimierza terazzaraznatychmiast", po drodze mając ochotę jeszcze na chimney cake i rozpamiętywanie wszystkich życiowych porażek. takie wahania nastroju przez pi razy oko tydzień, co miesiąc, skutecznie potrafią uprzykrzyć życie. ale to fakt, odkąd odstawiłam, libido mi wzrosło. tylko co z tego, skoro nie ma z kim tego wykorzystać xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że rośnie w Tobie frustracja rosnącymi pokładami - chętnie pomogę* :P.

      *Żarcik, serio :).

      Usuń
    2. No tak, PMS XD Ja nigdy nie miewałam za silnych pmsów, w sensie jasne, mam obniżony troszkę nastrój, są pewne wahania ale...nie jest tak, że czuję się jak na rollercoasterze. Tak samo, okres wiadomo, boli, ale nie jakoś specjalnie, nawet rzadko kiedy tak, żebym musiała sięgać po tabletki przeciwbólowe. Ból do zniesienia. Także...w tym pomocy nie potrzebowałam.
      Hm...zawsze by się ktoś znalazł. Albo, jak to było, w odpowiednim momencie się znajdzie XD
      @Myśli:widzę, szybko działasz XD

      Usuń
    3. Tia. Zwłaszcza, że dobry chłopak jestem ;).

      Usuń
  13. Dobrze, że wreszcie ktoś odezwał się na ten temat! Bez owijania bawełny! Nie mam problemu się z tego śmiać, o tym rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w tematach seksuologicznych mogę wypowiadać i wypowiadać się bez końca XD I słusznie:)

      Usuń
  14. Myślę, że im mniej zażywamy różne tabletki i leki, tym jesteśmy zdrowsi. Rzadko zażywam nawet tabletki przeciwbólowe.
    Co do seksu, to tabletki dają duży komfort psychiczny, ale nigdy nie namawiałem swojej drugiej połowy do ich brania, bo mają dużo skutków ubocznych.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też staram się nie brać leków, póki nie muszę. Ale nieraz to smutna konieczność.
      Wiadomo, antykoncepcja to też obosieczny miecz. niektórzy po niej czują się wręcz lepiej, inni gorzej...ale póki nie sądzicie, że to jakaś konieczność, to faktycznie nie ma się w to co bawić:)

      Usuń
  15. Uśmiechałam się przez cały czas czytania Twojego postu. Bo wiesz co...Masz rację. Uważam, że kobiety też mają prawo do tego by lubić seks. Halo też jesteśmy ludźmi nie bawmy się w czasy, kiedy byłyśmy tylko maszynami do robienia dzieci.
    W moim Kościele denerwuje mnie właśnie to podejście. Że nie wolno mi myśleć o takich rzeczach, bo to grzech. No przepraszam. Najpierw dowiedzcie się co to owulacja,a potem gadajcie.
    Osobiście też jakoś nie czuję się na siłach by mieć dzieci czy być matką na chwilę obecną oczywiście. Z resztą pewnie znudzi mi się to (zawód położna tak bardzo). Jednak bardzo mnie cieszy, że poruszyłaś temat pigułek i innych środków antykoncepcyjnych, bo szczerze chciałabym wiedzieć jak mam się zabezpieczyć (a prezerwatywa jakoś mnie nie przekonuje szczególnie, że wielu panów nie potrafi jej nawet założyć :/).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba dobrze:) I miło, że się zgadzamy:)
      Tylko właśnie istnieje pewne opresyjne stanowisko wobec naszej seksualności, właśnie wywodzące się głównie z religii z kręgu semickiego. Bo jeszcze pogaństwo sławiło kobieca płodność, jakby nie patrzeć:)v Dlatego...bardziej ku niemu się zwracam Zresztą, w moim prywatnym słowniku nie istnieje pojęcie grzechu, chyba że jako rodzaj metafory:)
      wiadomo, przy studiach, zawodzie można mieć pewne przesycenie tematem XD
      Jest alternatywa, jak nie umieją jej założyć to...my możemy ją im założyć XD na szczęście właśnie wybór antykoncepcji jest coraz większy, ale każdy ma swoje plusy i minusy.

      Usuń
  16. Jak mi się Ciebie miło czyta, na każdy temat :)
    Zastanawiam się nad tabletkami, bo podobno miesiączki są przy nich bardziej znośne, ale po tym, co napisałaś boję się trochę, że mi libido całkiem spadnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miło czytać taką opinię XD
      Są często o wiele mniej bolesne ale...czasem, równie dobrze, mogą sie pogorszyć objawy bólowe czy obfitość krwawienia. To samo z libiodo, z reguły spada...a kto wie, może u ciebie wzrośnie? Jednak, jak się okazuje, organizm kobiety różnie reaguje, z pigułkami trzeba być po prostu bardzo ostrożnym ale..zawsze może się okazać, że to rozwiązanie akurat dla ciebie:)

      Usuń
  17. Po przeczytaniu posta i pobieżnym przejrzeniu komentarzy czuję się taka... biedna, że nie mam nic do powiedzenia w tym temacie. :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja biorę pigułki od ponad roku i nie mogę narzekać, na jakieś zmiany - poza tym, że od zatrzymywania wody w organizmie powiększył mi się biust. :P Nadal mam ochotę, nadal częstotliwość mamy bez zmian, więc jest dobrze. Jednak obawiam się, że po dłuższym czasie coś może się dziać. Za jakiś czas i tak planuję odstawić tabletki, celem właśnie powiększenia rodziny. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja przez pierwszy rok też problemów nie miałam jeszcze z libido, właśnie tak po 2 latach zaczęło to szwankować bardziej. I właśnie, jak planujesz przerwanie to póki co nie ma na pewno co panikować:)

      Usuń