Lubię seks.
Zdanie, które nieraz wypowiadane przez
kobietę trochę nadal w naszym kraju, naszym świecie prowokuje,
trochę nieraz szokuje, bo mamy narzuconą taką a nie inną
mentalność wobec kobiecej seksualności, ciągle nosimy w swoim
postrzeganiu spadek pewnej opresyjności i demonizowania kobiecego
libido.
Ale nie ma co tu ukrywać. Lubię seks.
Ba. Ja kocham seks. Uwielbiam. Nie wyobrażam sobie tygodnia bez
seksu, jeśli nie wynika to z „siły wyższej” takiej jak jakieś
wyjazdowe rozłąki z moim Mężem czy chwilowe choroby. Ba, czasem,
obecnie, trudno jest mi sobie wyobrazić co najmniej dwie doby bez
seksu.
Uwielbiam więc seks. I wcale, a wcale
się tego nie wstydzę. Mówię o nim bez skrępowania, w każdy
możliwy sposób. Żartuję bardzo sprośnie i wręcz świńsko z
koleżankami w pracy i z Chłopcem, dając orgazmy podczas robienia
kolacji. Jestem w tym dobra prawie jak słynna para w filmowej
restauracji, jeśli wiecie o co chodzi. Serio, mogłabym zagrać tą
scenę.
Mówię o seksie bez skrępowania, o
tym, ze go potrzebuję. Mogę rozmawiać godzinami o ludzkiej
seksuologii, rodem z podręczników Starowicza i Alicji Długołęckiej.
Mogę godzinami dywagować na temat znaczenia kobiecej łechtaczki
dla orgazmu, na temat transseksualizmów, różnych filii,
ekshibicjonizmu, chorobach, dewiacjach, o seksie tantrycznym, seksie
taoistycznym, seksie samym w sobie.
I tak, znam się na rzeczy. Nie mówię,
że jestem jakimś ekspertem jak pan Lew- Starowicz, chociaż kiedyś
myślałam o zostaniu seksuologiem i z tą myślą zdawałam na
psychologię, na którą się (całe szczęście, wiem po latach!)
nie dostałam. Znam się na podstawowych statystykach, wiem że
kobieta może osiągnąć satysfakcję seksualną bez orgazmu ale
orgazm to ważna sprawa, wiem jakie wskazane są pozycje u osób
sparaliżowanych i szalenie interesowała mnie nawet rehabilitacja
seksualna, o której się u nas nie mówi.
Uprawiam seks i wiem o nim co nieco. I
może dlatego seks tak kocham, bo cenię go po prostu jako naturalną
dziedzinę ludzkiego życia. Może dlatego kocham seks, bo nigdy nie
miałam z nim żadnych problemów. Nigdy nie był dla mnie żadnym
tabu.
Od zawsze, odkąd pamiętam, seks był
dla mnie po prostu czymś naturalnym. Tak samo jak wszystko inne
dookoła mnie, był po prostu częścią życia. Nigdy w domu nie
miałam dobrego wzorca, moi rodzice nie uprawiali seksu, bo przecież,
żyli w separacji, ojciec był gwałtownym alkoholikiem i, nawet, jak
po latach się dowiedziałam, byłam dzieckiem z gwałtu
małżeńskiego. W teorii nie powinno to dobrze rokować mojemu życiu
seksualnemu, seksualnej samoświadomości a jednak...nie
przeszkodziło. Może dlatego, że dowiedziałam się o tym będąc
już dorosłą kobietą.
Bo oprócz tego...w moim domu seks nie
był tabu. Moja matka, wierząca, ale mądrze wierząca, nigdy nie
wmawiała mi, że dzieci biorą się z kapusty ani że przynosi je
bocian, nigdy nie mówiła mi i mojej siostrze, że nasze ciało to
siedlisko zła, a to co robi dwoje ludzi czy na ekranie telewizora
czy w innych miejscach to grzech. Nie przypominam sobie, żeby w moim
dom straszono piekłem, seks nie był tematem tabu, ale i nie mówiono
o nim zbyt wiele. Ot, był, naturalny w pewnej prostocie. Nikt nie
robił z tego ani misterium ani siedliska szatana.
Nawet, gdy jako dziewczynka zaczęłam
dotykać swoich narządów rodnych, sprawiało mi to pewną
przyjemność ( tak, dzieciom sprawia to przyjemność...przypominacie
sobie?) nigdy nie zostałam za to skrzyczana, mama jedynie
powiedziała mi, że nie mam robić tego przy ludziach, i że nie mam
pozwolić, żeby jacyś źli panowie się do mnie dobierali. Chociaż,
na wsi, mało kto myślał o złych panach – i może niesłusznie.
Moja przyjaciółka z dzieciństwa była molestowana. Ja miałam to
szczęście, że mnie to ominęło i moja seksualność zaczęła
bujnie, zdrowo się rozwijać. Trochę też pod okiem mojej starszej
siostry, która z pewną lubością tłumaczyła mi to i owo i której
towarzyszyłam na randkach ze starszymi od niej chłopakami.
Zaczęłam więc dorastać, całkiem
naturalny był mój pierwszy okres, moje rozwijające się, malutkie,
ale jednak rosnące piersi. Przyjemne stały się dla mnie spojrzenia
chłopaków, wiodące za mną na ulicy. Miałam 12 lat i już
wiedziałam, że chcę uprawiać seks. I wcale się tego nie bałam.
Nie robiłam też z myśli o swoim pierwszym razie jakiegoś
misterium. Chciałam poznawać swoje ciało, wiedziałam już jaką
rozkoszą to pachnie, bo przecież swoje pierwsze orgazmy, sama ze
sobą, miałam przerobione. Mało co cieszyło mnie jak właśnie
moja gotowość do „stania się kobietą”, tego jednorazowego
stania się nią, mimo że moje ciało było już kobietą co miesiąc
i dawało mi o tym znać za pomocą krwi.
Długo nie czekałam. Tak naprawdę
dziewictwo straciłam w wieku 14 lat, chwilę przed 15 urodzinami. Z
mężczyzną o wiele lat starszym, czułym Białorusinem, który grał
mi cudowne dumki na gitarze i pisał cudowne wiersze. Na swój
szczenięcy sposób go kochałam, pociągał mnie, mimo że sam
był...co najmniej niedoświadczony, chociaż 8 lat starszy. Oboje
nieporadni, ja bardziej nawet opętana pożądaniem, poradziliśmy
sobie z tym co najmniej dobrze. Mój pierwszy raz też nie zostawił
mi żadnych psychicznych blizn. I nawet, miałam to szczęście, nic
mnie nie bolało. Prawie nic. Było...fajnie. Ekscytująco. On, mimo
że nieporadny, niedoświadczony, był cholernie czuły, zaangażowany
i patrzył na mnie z wielką miłością i podnieceniem. Idealny
facet na pierwszy raz. Dzisiaj myślę sobie, że powinnam go znaleźć
i napisać mu kartkę z podziękowaniem za cudowne rozdziewiczenie,
dzięki któremu też moje życie seksualne rozpędziło się i jest
nad wyraz udane.
Rzecz jasna, dość szybko po tym się
rozstaliśmy, mój Białorusin wracał do swojego kraju, a ja nie
opłakiwałam go zbyt długo. Zaczęłam zgłębiać świat uczuć i
seksu, z wielkim zapałem, bez skrępowania, beż żadnego tabu. Nie
sądziłam nawet, że powinnam go mieć. Idąc do łóżka z kimś,
kto mnie po prostu pociągał, nie myślałam nigdy o tym „że nie
powinnam być łatwa”, o tym „co sobie o mnie pomyślą”. Seks
był dla mnie naturalną, radosną zabawą, z której obie strony
powinny czerpać satysfakcję. Jedyne rzeczy, których pilnowałam to
by nie zajść w ciążę i nie zarazić się czymś, dlatego zawsze,
nawet najbardziej pijana, zabezpieczałam się za pomocą klasycznych
prezerwatyw, nawet w najmniej klasycznych stosunkach.
Seks był radością, odkrywałam coraz
więcej swoich preferencji, już jako nastolatka, po roku, półtora
od „pierwszego razu” regularnie przeżywałam orgazmy z
mężczyznami. Nie miałam z tym problemu, jak wiele kobiet.
Prawdopodobnie, przez brak oporów psychicznych, podejście bez tabu
grzmiącego głosami szatana ale też, co możliwe, przez swoją
budowę. Los prawdopodobnie obdarzył mnie niewymownym szczęściem
posiadania nad wyraz rozgałęzionej łechtaczki, narzędzia kobiecej
rozkoszy, tak, że nieraz wystarczyło mi tylko „wsadzić” a mi
już robiło się dobrze. Nie mogłam na to narzekać.
Przez 4 lata od kiedy odkryłam z
cudownym, czułym Białorusinem jak to jest uprawiać seks zgłębiłam
wiele jego tajników. Seks z kobietą, seks z mężczyzną obrzezanym
z Libanu, seks z Kubańczykiem, seks z facetem jeżdżącym na wózku,
seks przygodny na festiwalu muzycznym, seks w lesie, na podłogach, w
autach, windach, łóżkach, w pozycji klasycznej, wiązanie, lekkie
bdsm, zabawy z topiącym się woskiem, przebieranki...
Nie bawiłam się nigdy w dokładne
określanie swojej orientacji, seks z kobietami też sprawiał mi
przyjemność, mimo że zawsze pociągało mnie bardziej męskie
ciało i wspaniałe penisy, które uwielbiam. Nigdy nie bawiłam się
w wielkie analizowanie, czy kocham seks i uprawiam go bo takie mam
libido, czy moje pożądanie to efekt złej relacji z ojcem, czy
może...bla, bla, bla. Po prostu lubiłam seks od zawsze, był on
nieodłączną częścią mnie, mojej kobiecości i koniec kropka.
Chciałam go uprawiać, chciałam czuć rozkosz i to robiłam. Bez
nadmiernego analizowania i tabu, dorabiania do tego ideologii
feministycznych, łamania patriarchatu, socjologicznych,
psychologicznych.
Seks jest dla ludzi, ja jestem
człowiekiem, lubię go, więc to robię. Koniec kropka.
Spróbowałam wiele. Pchała mnie do
tego ciekawość i moje wiecznie głodne doświadczeń i rozkoszy
ciało. Nieraz wchodziłam w związki, krótkie, przelotne, zdawało
mi się, że to uczucie, ale to było głównie pożądanie.
Seks był dla mnie formą nie tyle
jakiegoś misterium, co radosnej zabawy jak na samym początku,
wesołą rozkoszą, którą można dzielić. Seks był sposobem na
poznanie człowieka i samej siebie, pokazaniem komuś sympatii,
pełnej akceptacji. Do dzisiaj w pewien sposób tak na niego patrzę.
W pewien sposób, bo mając 18 lat
poznałam mojego Męża, z którym odkryłam też, jak smakuje seks
prowokowany nie tylko pożądaniem, ale i prawdziwą miłością.
Odkryłam pewne emocjonalne misterium i...cholera, spodobało mi się.
Do dzisiaj w swoim związku łączymy to, nieraz seks to szybki
numerek w kuchni, zdarcie ze mnie spodni i krótkie, 5 minutowe
zaspokojenie pożądania, a nieraz to długie, całonocne miłosne
uniesienia połączone z wpatrywaniem się sobie w oczy i szeptanie
miłosnych wyznań.
Kocham seks, choć już teraz głównie
z jedną osobą ( głównie bo cóż...bawiliśmy się w trójkąty),
tak jak kochałam go przedtem. Jako coś naturalnego, niezbywalnego,
ważnego w moim życiu. Kocham ten pospieszny, ten w lesie, na
kanapie, w łóżku, w dziwnych pozycjach, jak i ten 15 minutowy
przed snem, kiedy oboje jesteśmy zmęczeni.
Kocham seks, kocham go uprawiać.
Choć...przez jakiś czas moje libido drastycznie spadło.
Miałam już stałego partnera, z
którym przez pierwsze dwa lata związku praktycznie nie wychodziłam
z łóżka. Tak, z moim Mężem, równie doświadczonym jak ja w tej
materii potrafiliśmy spędzić cały weekend w wyrze, prawie nie
jedząc i nie śpiąc, kończąc z otarciami na udach i w miejscach
intymnych, bo nie mogliśmy się wręcz od siebie oderwać.
Każda powierzchnia płaska i pionowa
musiała zostać przez nas zdobyta, o każdej porze dnia i nocy.
Kolejne eksperymenty z sobą, moje głośne orgazmy, które wręcz
wyśpiewywałam z rozkoszą. Mała śmierć za dnia i nocy. Sposób
na okazywanie sobie uczucia, coś, co odkrywałam i co sprawiało mi
coraz większą radość.
Jedyne, czego bałam się w związku z
seksem to zajście w ciążę. Nawet, gdy myślałam jeszcze, że
chcę mieć dzieci...ta wizja mnie przerażała. Od razu myślałam o
aborcji, zdobywaniu na nią pieniędzy albo ewentualnym wyjeździe do
Niemiec w tym celu.
Bałam się ciąży i do tego zaczęłam
mieć problemy hormonalne. Problemy z tarczycą, przez które
strasznie przytyłam, jeden nieczynny jajnik, brak okresu nieraz i
przez 3 miesiące. W końcu zaczęłam więc stosować antykoncepcję
hormonalną, ot, zwykłe pigułeczki, a potem krążek dopochwowy
nasączony estrogenem.
Kilka lat używania. A moje
libido...zaczęło spadać.
Myślałam, to normalne, w końcu
przecież jesteśmy ze sobą już tyle lat. Być może to naturalne,
że pożądanie między partnerami spada, nikt chyba nie uprawia
seksu codziennie, będąc ze sobą kilka lat. Ilość naszych
stosunków spadła więc, do kilku w tygodniu. 2,3 razy i starczyło,
głównie mi, bo w końcu, mój Mąż nie przestał być seksmaszyną,
która dostaje erekcji na samo hasło seks. Ale przywykł, że moje
libido spadło.
W końcu kobiece libido to rzecz
nieodgadniona, która podlega stałym fluktuacją. Wielu seksuologów
pisało o nim wielostronicowe rozprawy, dochodząc do jednego,
podstawowego wniosku- nie ma tu reguły. Kobieta może przez wiele
lat nie mieć w ogóle ochoty na seks, po czym staje się istną,
niezaspokojoną wiecznie nimfomanką. Kobieta zależna jest od
fluktuacji hormonów, także nawet w ciągu miesiąca jej libido
szaleje, nieraz jego wykres szczytuje jak podejście na Everest,
kiedy indziej spada w dól jak Rów Mariański. Znam to, moje panie,
prawda? Najpierw owulacja, potem pms...i tak w kółko.
W każdym razie, kobiece libido i
kobieca seksualność są niezgłębione jak sama kobiecość. Nic
dziwnego, że mężczyźni aż się jej bali i wymyślili tyle
opresyjnych religii, w których to kobiece łono jest narzędziem
szatana, źródłem grzechu i wszelkich plag, czego dowodem jest
rzecz jasna nasze comiesięczne krwawienie. Ale mniejsza o
patriarchat, wszelki społeczny kanon i narzucanie jakiegoś tabu.
Fakt faktem był taki, że przez jakiś
czas...po prostu nie chciało mi się bzykać. Starość, myślałam.
Może naprawdę się sobą jakoś znudziliśmy?
Wiem, że seks 2-3 razy w tygodniu jest
normą statystyczną, nie powinniśmy na to narzekać ale...to my
potrafiliśmy rzucać się na siebie w najmniej spodziewanych
momentach. Może to rutyna, myślałam, może naprawdę z wiekiem
jakaś fascynacja seksem mija, jest po prostu miło, przeżywa się
dalej rozkosz, ale nie ma już tego „szału”?
No nic, w życiu są ważniejsze
rzeczy, seks dalej jest przyjemnym dodatkiem, z wiekiem coraz mniej
finezyjny albo i mniej zwierzęcy.
Na pewno to nie była kwestia tego, że
zaczęłam wstydzić się swojego ciała, bo sporo przytyłam. Nadal
potrafiłam bez żadnego problemu rozebrać się nawet przy osobie,
którą widziałam pierwszy raz na oczy i naprawdę, nie sądziłam,
że moje nieogolone nogi czy celulit mogą mojemu mężowi
przeszkadzać. Dalej chodziłam nago po domu, nadal się kochaliśmy,
czy to przy zapalonym czy zgaszonym świetle...ale przestałam czuć
pewien głód.
Cóż, libido nastolatki nie utrzymuje
się wiecznie, to nastolatki jarają się seksem, jak ktoś niedawno
stwierdził...nastolatki i na nowo- ja.
Jakimż to cudem, zapytacie?
Okazało się, że to nie kwestia
rutyny i znudzenia ciałem mojego Męża, nie żadna wypalona
namiętność. To nie kwestia wieku.
Okazało się, że to
kwestia...hormonów.
W czerwcu mianowicie odstawiłam
antykoncepcję hormonalną. Nie, nie dlatego, żeby zajść w ciążę,
tego nadal nie chcę i nigdy nie zechcę. Trochę z przypadku, a
trochę w formie eksperymentu. Otóż kończyła mi się recepta na
leki, do ginekologa było mi jakoś nie po drodze, zresztą mój
endokrynolog już jakiś czas temu mi powiedział, że warto ostawić
na jakiś czas antykoncepcje hormonalną i zobaczyć, jakie będę
miała wyniki krwi, jak będę się czuł. Tak też oto, nie poszłam
do ginekologa jak zawsze po koleją receptę, odstawiłam leki,
krążek, który ma i tak najmniejszą ilość hormonów na rynku i
...stał się cud!
Znowu chce mi się bzykać! Moje libido
poszybowało w górę jak...jak za dawnych czasów. Znowu czuję
głód. Znowu czuję znajome napięcie w podbrzuszu i nie tylko lubię
seks, kocham seks, ale najzwyczajniej w świecie....znowu go
potrzebuję!
I, jak za dawnych czasów, gdy tylko
mamy wolny dzień razem z Mężem potrafimy testować i testować, w
różnych pozycjach, w różny sposób, wszelkie powierzchnie pionowe
i płaskie. Raz dziennie? Pff! Nam zdarza się i 10 razy w ciągu
wspólnego weekendu i to jeszcze mało, ale po prostu już...wszystko
zaczyna boleć. Ostatnio tak nie mogliśmy się sobie oprzeć, gdy
pojechaliśmy do jego rodziców, i gdy tylko na chwilę wyskoczyli po
zakupy, zdobyliśmy ich nową kanapę w 10 minut.
4 dni rozłąki z Mężem, gdy jechał
na delegację, było nie do pomyślenia. Doprawdy, bolały mnie już
własne palce od zabawiania się sama ze sobą, bo co miałam zrobić?
Możecie sobie wyobrazić, co się działo, gdy wrócił z wyjazdu.
Od progu rzuciliśmy się na siebie niczym wygłodniałe zwierzęta.
8 lat w związku, Znamy swoje ciała na
pamięć i...nie możemy się sobie oprzeć. Okazało się, że to
nie żadna rutyna, żadne zmęczenie materiału, wypalenie
namiętności a...brak naturalnych hormonów.
I nawet czuję się lepiej. Doprawdy,
nie zaważyłam, że zażywanie antykoncepcji, przez ostatnie lata
tak na mnie działało. Mam więcej energii, moje ciało przestało
zatrzymywać wodę i nie jest już tak miękkie i ciastowate. I
nawet, według Męża, inaczej pachnę. Zaczęli się znów oglądać
za mną przypadkowi faceci, zapraszać na kawę.
I tak, odzyskałam swoją dziką,
nieposkromioną seksualność. Z tego cieszę się najbardziej i jak
sądzę...mój Mąż pewnie też.
I nie chodzi o to, że miałam źle
dobraną dawkę hormonów. Mam naprawdę dobrego ginekologa, który
zawsze wykonuje wszystkie potrzebne badania. Po prostu, hormony są
fajne, pewne jako antykoncepcja ale...co natura, to natura.
Rzecz, której nie dałam sobie
przetłumaczyć, przy której się upierałam...a teraz, okazuje się,
że sztucznie podawane hormony, moja zatrzymana, prawdziwa
owulacja...że to wszystko mi nie służyło.
Nie, nie myślcie, że mam coś
przeciwko antykoncepcji hormonalnej. Nadal uważam, że to jeden z
największych wynalazków ludzkości, nadal błogosławię pigułkę
za rewolucję i wyzwolenie kobiecej seksualności, bo jakby nie
patrzeć, do tego się przyczyniła. Nadal uważam że to nieraz
niezbędne lekarstwo, najbezpieczniejszy środek antykoncepcyjny (
nie znoszę gumek, tak w ogóle) ale...nie jest dla mnie.
Od czerwca nie biorę hormonów
płciowych ( bo do końca życia i tak będę musiała brać hormony
tarczycy, ale to inna sprawa) i czuję się znakomicie. I jeśli nie
będę musiała ich brać leczniczo to...nie sięgnę już po tą
formę antykoncepcji. Ba. Nawet mój Mąż mi nie pozwoli, bo widzi,
że bez nich jestem...bardziej pełna życia. Szczęśliwsza.
Kilka lat temu moja pani ginekolog
wręcz kazała mi brać sztuczne hormony przy mojej niestabilnej
tarczycy ale teraz, gdy ta jest trochę opanowana...to chyba
najwyższa pora, żeby wrócić do natury. Zresztą, nie od dziś
wiadomo, że co naturalne jednak, póki nie jest chore..jest lepsze.
Niedawno, czytając książkę pana
Starowicza, dowiedziałam się nawet, że właśnie najpoważniejszym
skutkiem ubocznym pigułki jest właśnie nie problem z minimalnie
zwiększonym ryzykiem raka piersi ( ale pigułka zmniejsza ryzyko
raka jajnika i macicy, o czym warto pamiętać), problem z zakrzepicą
żył jako skutkiem ubocznym a...problem ze spadkiem kobiecego
libido.
O ile pigułka pozwoliła nam uprawiać
seks tam, gdzie chcemy, jak chcemy, z kim chcemy i nie martwić się
o ciążę to tym samym....pozbawiła nas ochoty na seks. Straszliwy
paradoks, który trochę trudno przeskoczyć. Pozbawione naturalnego
cyklu, naturalnej fluktuacji, szybowania estrogenu i progesteron
zgodnie z Księżycem, mające ten sam poziom hormonów w ciągu
miesiąca niczym samiec...przestajemy być kobietami. Nie chce nam
się kochać.
Być może, nie na każdą kobietę tak
to działa, być może istnieją szczęściary, które mogą brać
pigułeczki i nadal czują ten potężny głód seksualny a nie, jak
ja, spadają do kategorii „kocham seks ale w sumie...”- takim
można zazdrościć. Ale o ile rozmawiam ze znajomymi dziewczynami,
które również stosują antykoncepcję hormonalną- u wszystkich po
jakimś czasie zaczyna się ten problem. Lubią seks, ale nie mają
aż takiej potrzeby, by go uprawiać. Przestają być głodne tych
wspaniałych męskich członków w sobie. Przestają być głodne i z
wilgotnych stają się...jakby wysuszone. Wypalone. Co gorsza,
niektóre przyznają że...zaczynają mieć problemy z orgazmem.
Potwierdza to zresztą prof. Starowicz
i inni seksuolodzy- część kobiet, które przyjmują hormony,
zaczynają mieć problem nie tylko z apetytem na seks, ale i z
osiąganiem satysfakcji seksualnej. Z jednej strony brzmi to dziwnie,
bo co mają hormony do mechanizmu osiągania rozkoszy ale...okazuje
się, że mają wszystko. Bo choćby taka owulacja. Wszystko, całe
narządy mamy wtedy przez hormonalne sterowanie przekrwione. W ogóle,
nasze naturalne hormony powodują, że nasza błona śluzowa i „tych
okolic” jest bardziej ukrwiona, elastyczna i...wilgotna. Poza tym,
jak szczytować, kiedy w sumie uprawiamy seks, same nie wiedząc, czy
nam się chce? Żadna przyjemność, jeść bez głodu, prawda, moje
panie?
Zatem, pigułka antykoncepcyjna, jak
mam wrażenie, stała się naszym wyzwoleniem...ale i dla wielu pań
pewnym piekłem. Wyzwoliła naszą seksualność, jednocześnie
tępiąc nasze seksualne kły, które naturalnie zmieniają długość
w ciągu miesiąca. Ujarzmiona seksualna bestia...przestaje być
bestią. I co my mamy z tym zrobić?
Cóż. Jednoznacznej odpowiedzi tutaj
nie ma. Jak mówię, antykoncepcja hormonalna ma wiele plusów, to
świetna sprawa, daje pewność i nie każdej z nas libido i
osiąganie orgazmu zapewne zaburza. Ja do tych szczęściar nie
należę- i mówi się trudno. Znajduję na szczęście inne
rozwiązania antykoncepcyjne ( o tym może kiedyś napiszę, bo to
trochę sekret) jako że my nigdy nie chcemy mieć dzieci ale...wiem
jedno. Do hormonów nie wrócę. Ja nie.
A o sobie samej każda musi decydować,
bo...tylko my same znamy swoje ciała. Swoje potrzeby, które, jak
się okazuje, po moim przykładzie...trzeba dość uważnie
obserwować.
Obecnie, ja chcę się cieszyć swoją
kobiecością, naturalną, nieregulowaną przez przyjmowaną
codziennie pigułkę albo krążek włożony na 21 dni do pochwy.
Chcę się cieszyć swoim ciałem, które po prostu czuje się lepiej
i...chcę się znowu cieszyć seksem.
Chcę się kochać, rżnąć, pieprzyć,
bzykać, uprawiać miłość, dać się ponosić namiętności,
przeżywać setki małych śmierci w rozkoszy. Pionowo, poziomo, na
stole, na łóżku, na pralce. Chcę gryźć, drapać, ssać, kąsać,
całować, lizać, pieścić, łaskotać, przyduszać, ciągnąć,
szarpać. Chcę być jak nieujarzmione wynalazkami ludzkości dzikie
zwierzę.
Seksualne zwierzę, kobiece zwierzę
pełne wilgotnych i ciepłych miejsc. Takie, jakim natura mnie
stworzyła.
I na koniec, nieśmiertelne Closer
zespołu Nine inch nails. Bo żadna piosenka tak dobrze nie oddaje
mojego podejścia do seksu, jak ta. A co!
Niszczysz mój rozsądek
Czuję zapach twojej płci
Czynisz mnie idealnym
Pomóż mi stać się kimś innym
Chcę cię pieprzyć jak zwierzę
Chcę cię poczuć od środka
Chcę cię pieprzyć jak zwierzę
Moja cała egzystencja jest wadliwa
A ty przybliżasz mnie do Boga
Ło matko, ja nigdy nie próbowalam tabletek, ale też się zastanawiałam nad tym hmmm... Ale fajnie ze wróciła chcica xD
OdpowiedzUsuńMa to swoje plusy minusy, na pewno nie trzeba martwić się o to, że stale ze sobą trzeba wszędzie mieć prezerwatywy XD
Usuńteż się cieszę XD
Mnie się marzy spróbować z kobieta, ale sama nie jestem pewna czy bardziej bym chciała, czy samo myślenie o tym mnie kręci bardziej niżeli kręciłby mnie sam akt ^ ^ Raz się całowałam z kobietą i było mmm.. przyjemnie, ale w sumie niewielka różnica o ile nie żadna między tym a całowaniem z facetem
UsuńZawsze możesz się dowiedzieć, sądzę, że zweryfikuje się to jakoś już na wstępie, nie trzeba iść na całość:) chociaż fakt, że często lubimy po prostu zostawć w sferze wyobrażeń:)
UsuńW ogóle dla mnie nie ma aż tak wielkiej różnicy, z tym, że jednak penisa nie ma i jakby no...mi brakowało takiego dokończenia "rżnięcia"XD Ale to pewnie dlatego, że jednak chyba e...bardziej jestem heteroXD
Ja również nie wyobrażam sobie stosowania antykoncepcji hormonalnej o ile moje ciało nie zacznie kiedyś wariować i pigułki będą koniecznością. Wiem że wygodnie, bezpiecznie ale z drugiej strony to spora ingerencja w organizm, a jeszcze łykać tak przez dłuższy okres czasu... brrr, nie wyobrażam sobie... Zwłaszcza, gdyby dopadły mnie podobne objawy do Twoich. Teraz, kiedy zbliża się wielkimi krokami wspólne mieszkanie, kiedy malujemy, przesuwamy meble i w końcu nie musimy się martwić o towarzystwo jednych lub drugich teściów za ścianą i pożądanie zaczyna rozkwitać mocniej, swobodniej.
OdpowiedzUsuńNatomiast w takie wypalenie w związku zwyczajnie nie wierzę. Może za bardzo idealizuję, ale uważam, że seks jest na tyle kreatywnym 'zajęciem' że można ciągle odkrywać nowe, bawić się na nowo.
Moje właśnie wariowało, tabletki to było mniejsze zło niż powiedzmy 3 miesiące bez okresu i ciało napuchnięte jak balon od tego, ale no, pewne rzeczy wróciły do normy i mogę je odstawić chociaż...nie powiem, antykoncepcja hormonalna jest też cholernie wygodna. Bo nie trzeba się troszczyć np. o to, żeby mieć ze sobą wiecznie prezerwatywy, których, swoją drogą, nie znoszę. Dlatego myślimy nad innym rozwiązaniem jeszcze:)
UsuńTylko że to objawy które przychodzą stopniowo i nie zwracasz na nie uwagi, bo zmiany są malutkie, malutkie, nie zauważasz a potem...dopiero jak odstawisz, to się orientujesz, ile się zmieniłoXD
Też tak uważam, dlatego korzystamy jak możemy i ile możemy XD Ile wy ze sobą jesteście, tak w ogóle?:)
Tak, wiem że są sytuacje kiedy to konieczne i w takiej sytuacji pewnie bym nie miała wyjścia, ale oby nie.
UsuńPrzyznaję, prezerwatywy rewelacją nie są, ale u nas jest nieco inna sytuacja bo dzieci chcielibyśmy mieć więc nawet gdyby coś się trafiło to nie byłoby jakiejś traumy tylko przyspieszenie tego, co i tak się stanie.
4 lata w listopadzie :)
Ano oby, oby;)
UsuńWidzisz, a dla nas to by była istna tragedia, bo nie chcemy i już. I dlatego...szukamy innych rozwiązań:)
To już kawałek czasu:)
Ja nie lubię seksu ale też nie skazuje na jego brak mojej partnerki. Co do antykoncepcji to nie zmuszam nikogo do łykania hormonów bo wiem jak może to spierdolić zdrowie.
OdpowiedzUsuńCóż, tutaj wypracowuje się pewien kompromis jak sądzę i zawsze można go jakoś właśnie utworzyć:) Chociaż jestem zaskoczona, facet co nie lubi seksu:)
UsuńI owszem, może, chociaż nieraz, jak w moim przypadku na początku, również bywa lekarstwem. Jak każdy lek, to obosieczny miecz po prostu, ma swoje plusy i minusy.
Pocieszyłeś mnie- dziękuję :).
Usuńw jaki sposób pocieszyłem? :)
UsuńMi branie tabletek kojarzy sie przede wszystkim z wielka depresja jaka wtedy mialam. Ale nie zaluje ze je bralam. Wyregulowaly mi okres który wtedy mogl aie równie dobrze pojawic po 20 dniach jak i po pol roku.
OdpowiedzUsuńBo teraz już nie bierzesz, rozumiem? Pamiętam jak właśnie pisałaś swojego czasu o skutkach ubocznych tabletek. Jakby nie patrzeć, u nas hormony mają cholernie mocny wpływ na nastrój...
UsuńJuż nie biorę. Chociaż nie mam tak dokładnego okresu jak gdy brałam to jednak pojawia się mniej więcej wtedy kiedy powinien. Jest więc ogromna poprawa.
UsuńU facetów też mają duży wpływ, tylko oni chyba mają mniej tych hormonów, czyż nie? Czuję się głupia w tym temacie xD
Czyli uregulowało to twoje własne hormony- dobre i to:)
UsuńFaceci mają niewielką ilość estrogenów, u nich dominuje testosteron, którego poziom jest względnie stały. Rośnie w sytuacjach długotrwałego stresu, zdenerwowania, ale to niewielkie różnice i może powodować pewne rozdrażninie wtedy, a raczej dolewać oliwy do ognia. Ale przez to, że poziom testosteronu jest względnie stały ( ciągle są nastawieni na rozmnażanie XD) nie mają takich wahań nastrojów jak my:) Chyba, że to już stanu chorobowe, jak np. przy raku jądra.
Dokładnie :)
UsuńCzyli chociaż jestem w tym temacie laikiem, przeczucie mnie nie myliło ;p Oczywiście nie powiem o tym Ciachu ;p Żeby mi potem wszystkiego na winę hormonów nie zrzucał ;p
A to dodatkowo właśnie zawsze wkurwia, jak facet zrzuca wszystko na hormony XD Znam to doskonale XD
UsuńTrochę mnie zasmuciłaś, bo ja właśnie chciałam zacząć brać tabletki, gdyż... może może :P
OdpowiedzUsuńAle w sumie muszę przeczytać jeszcze dokładnie Twój tekst, bo tylko rzuciłam okiem na szybko. Teraz lecę na piwo :P Miłego wieczoru ^^
A to napięcie w podbrzuszu, o którym piszesz, ostatnio czuję non stop. Po prostu buzuje we mnie energia seksualna i ciężko to napięcie rozładować :P
UsuńHm...póki nie trzeba, chyba nie warto, tak mi się wydaje. Zresztą, na początku, przy nieregularnym współżyciu serio gumki są lepszą opcją, chociaż...niewygodną jak dla mnie XD
UsuńMam nadzieję, że piwo było udane i cóż...fakt, że ciężko rozładować, ale są sposoby...różne, różniste XD
Zawsze byłam przekonana, że będę się zabezpieczać za pomocą pigułki, wydawało mi się to najlepszym rozwiązaniem, czyniącym mnie też najbardziej niezależną- mogę się ruchać, kiedy chcę XD Teraz właśnie chciałam tak na wszelki wypadek zacząć brać, żeby jak coś być zabezpieczoną :P Niemniej rozważę to jeszcze. Bo prawda jest taka, że nigdy jeszcze tak szczegółowo nie rozważyłam, czy to najlepsze opcja, wiesz, wszystkich konsekwencji możliwych, za i przeciw i tak dalej.
UsuńHmm, niewygodnie gumki, jakoś od razu mi się z początkiem tej piosenki skojarzyło: https://www.youtube.com/watch?v=QWE_M0CX9So :P
Ano, wyjście udane :)
Poza masturbacją jeszcze jakieś sposoby? XD Bo szczerze mówiąc chyba innych nie znam XD No, oczywiście "tradycyjny" seks pomijając.
Z gumką też się możesz ruchać kiedy chcesz, no nie?:D Na to samo wychodzi XD A do tego jestes zabezpieczona przed chorobami wenerycznymi bardziej, nie w 100%, ale to jakaś większa skuteczność. I właśnie, pigułka ma skutki uboczne i ...dlatego póki nie trzeba, moim zdaniem nie warto się za to brać, mimo że to brzmi tak ....cool i feministycznie nawet XD
UsuńNie no, o masturbację mi chodziło, ale właśnie ona ma różne oblicza XD Tak jak seks XD
No jednak nie do końca na to samo XD Damski kondom z tego co wiem jest dość niewygodny i ciężki do założenia i znając siebie wiem, że miałabym z tym problem XD A prezerwatywa... to już jesteś od faceta zależna, co nie? :P Czasem trzeba go przymusić, żeby to założył XD Niemniej może masz rację, pogadam z ginekologiem na ten temat :D
UsuńA to na pewno XD
Nie no damski weź, co to za przyjemność XD I tam zależna, sama gumki noś ze sobą, a jak nie chce ich facet założyć, to znaczy że debil, nieodpowiedzialny i nie ma co z nim iść do wyra, bo co, jakbyście jednak wpadli?:XD
UsuńCzyli można gratulować,że Wasze życie intymne rozkwita na nowo i macie dużo przyjemności :)
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Otóż to!:)
Usuń"Ło, Pani!" :P
OdpowiedzUsuńMimo, że opowiedziałaś mi już o swoich doświadczeniach ładny szmat czasu temu, to jednak mnie zaskoczyłaś.
Paluszki wymiękły po odstawieniu - skądś znam podobną historię... O, stąd: http://myslinieskrywane.blogspot.com/2016/02/18-basn-o-krolewiczu-paniczu-i-krolewnie.html ;P.
Masz tyle doświadczeń a ja ledwo jedno konretne (choć nie do końca) rok temu to odniosłem wrażenie, że jestem jakiś... dziwny. Posmakowałem kobiecego ciała i myślałem, że będę chciał więcej i na wszystkie sposoby. A tu... nic. Nasycenie nastąpiło.
Przekonałem się, że pitok nie stoi samoistnie cały czas na widok nagiej kobiety (może u nastolatka - nim już nie jestem) i kilka innych przekonań poszło z wiatrem. Nie czuję potrzeby udowadniania sobie, że mogę spotkać się tylko w tym celu czy innych mniejszych zakładów. Bez doświadczenia można trafić w punkt :D, nie odczuwam potrzeby krzyczącej "wincyj!".
Ma się na swoim koncie różne doświadczenia, które poznawało się oddzielnie, i różne błędy jakie się popełniło przy okazji. Teraz najbardziej chciałbym po prostu zestawu pt. związek. Takiego ustabilizowanego, w którym obie strony po prostu cieszą się sobą. Gdzie rządzi zaufanie i satysfakcja z obecności drugiego człowieka :). Jeszcze dwa lata temu tak nie myślałbym a bliżej mi było do przysłowiowego " zaliczyć w każdej płaszczyźnie i w każdej dziurce".
A tak, mogę potwierdzić że nie warto czasem iść "grzeczną" ścieżką narzuconą przez społeczeństwo. Czasem skrót pozwala wysnuć zupełnie inne wnioski;).
FluktuacJOM, stałym. To tak na przyszłość :).
Dzięki za poprawkę, ale jestem tak leniwa, po pracy...że w tekście nie chce mi się poprawiać XD
UsuńA czym niby zaskoczyłam jeszcze? Weź XD Hah, cóż, widać po prostu nie tylko mi się to zdarza, skoro takie historie powstają XD
I w seksie...nie ma nic dziwnego po prostu, bo nie ma tu żadnych reguł. Chociaż my kochamy je jakoś tworzyć, ubierać seksualność w sterotypy, ramy...to się nie da. Ile ludzi, tyle libido, sposbów odczuwania, przeżywania i...reguły są bardzo, bardzo mylne. A historie zaczerpnięte z porno już w ogóle XD I pewnie, społeczne klasyczne normy nieraz warto na bok odstawić, w sumie oboje jesteśmy tego dowodem jakoś:)
Jednak opowiedziałaś szczegóły których nie znałem.
UsuńGdyby pogrzebać, to znajdą się inni którzy poszli własną drogą :).
To teraz tak napiszę ogólnie, że dobrym źródłem są też jakieś porządne fora internetowe- to z nich dowiedziałam się, że nie wezmę pigułki (chyba że w formie leczenia) bo lista skutków ubocznych może nie jest długa, ale dla kobiety bardzo przykra- można nabawić się poważnego trądziku aż do blizn, nawet jeśli się nigdy nie miało problemów. Reszta została opisana powyżej. Tak poza tym, to cześć, bo jestem tutaj nowa i przeczytałam na razie tylko ten post :).
OdpowiedzUsuńA ja nie lubię za bardzo mądrości na forach, może dlatego, że sama kończyłam uczelnię medyczną i w tym względzie po prostu wiem gdzie szukać w literaturze fachowej:)
UsuńI witam serdecznie, rozgość się:)
Chodziło mi bardziej o doświadczenia innych, niż o jakieś rady czy mądrości- tutaj wiadomo, że żadnych treści, to tam nie ma. Korzystanie z dystansem i oczywiście nie z kafeterii. Kończyłaś, więc przykłady znasz- pewnie byś się tylko załamała treścią- jak ja brakiem przecinków :).
UsuńRozgaszczam :), dziękuję i doceniam trud odpowiadania na każdy komentarz.
Hmm, co do trądziku to bywa też i zupełnie na odwrót, moja ciocia wyleczyła go właśnie dzięki pigułce, więc...wiadomo, fora przydatne ale z duzym dystansem. Zresztą jak tak tu czytam komentarze, to widzę, że bardzo różnie może ciało kobiety na antykoncepcję hormonalną zareagować.
UsuńPozdrawiam :)
Bo jak ktoś ma trądzik hormonalny, to pigułki mogą go zatrzymać, jak ktoś nie miał trądziku obce hormony mogą go wywołać, ot co XD
UsuńA brak przecinków też mnie często irytuje chociaż...sama nie jestem mistrzynią interpunkcji XD
Zażywam antykoncepcję hormonalną i w moim przypadku jest całkiem odwrotnie. Libido mi się podniosło niesamowicie. Aczkolwiek nie uważam się za szczęściarę z tego względu. Wręcz jest to dla mnie męczące.
OdpowiedzUsuńTo widzisz, jednak jesteś wyjątkiem od znanej mi reguły i...cieszę się niezmiernie jakby nie patrzeć, bo już zwątpiłam całkiem w cud pigułki XD i hm...jak nie ma się gdzie "upuścić pary" to rzeczywiście, to może być męczące.
UsuńWlasnie jest, tylko wiesz... Odleglosc. Co prawda nie wielka, bo jestesmy wstanie wsiasc w samochod i byc u siebie w ciagu niecalej godziny, ale i tak sa to glownie weekendy albo dni wolne od pracy.
UsuńWiadomo godzina drogi to pozornie mało, ale nieraz, w prozie życia, robi się z tego aż przepaść nie do pokonania.
UsuńJa nic nie biorę, ale sporo koleżanek zarzuca mi, że jestem niepowazna, bo nie prowadzę kalendarzyka. Ja nie wiem, po co mam to robić. Mam strasznie nieregularne okresy (choć w tym miesiącu równo 28 dni minęło... chyba przez przeprowadzkę), przez co nauczyłam się swojego ciała. Wiem, kiedy nadchodzi okres, wiem, kiedy lepiej się do mnie nie zbliżać, wiem, kiedy mam najbardziej płodne dni. Tego nie nauczył mnie kalendarzyk, tylko odrobina uwagi cialu każdego dnia. I tak samo jak te kalendarzyki, pigułki sa dla pewnej grupy. Nie wszystkim służą i nie wszystkim pomagają, dla niektórych to jedyna opcja. Każdemu według potrzeb, i obyśmy wszyscy trafiali na lekarzy, którzy będą nas sensownie prowadzić.
OdpowiedzUsuńKalendarzyka nigdy nie prowadziłam, zaczęłam...teraz dopiero zapisywać, kiedy mam okres. Bo przedtem zapisywałam, kiedy mam "wsadzić sobie" kolejny krążek. I właśnie sama obserwacja ciała daje więcej niż wyliczenia, tak mi się wydaje. Bo w swoje ciało trzeba się po prostu wsłuchać nieraz:)Ale..jeśli sprawa jest nieregularna jakoś poważnie, powiedzmy masz różnice między cyklami powyżej 2 tygodni zazwyczaj, pewne wahania, albo jeśli cykl masz powyżej 45 dni zazwyczaj, to warto po prostu zbadać hormony u ginekologa i tyle. Bo może to "twoja uroda" a może jakieś niewielkie zaburzenie.
UsuńWięc też mój ginekolog powiedział mi, że mogę spróbować odstawić jak inne rzeczy są stabilne i...eureka. Mogę się puszczać jak dzika XD
No właśnie! To też dla mnie sposób na naukę samoakceptacji. Kompleksy Forever <\3
UsuńNie no, to najczęściej nie za duże obsuwy, bardzo fizjologicznie odczuwam stres - nie załamuje się psychicznie, ale do dziś mam leukopenię, okresy są jak chcą, serce boli i takie tam. Zrzucam to wszystko na ten karb, a do ginekologa chcę się wybrać jak znajdę faceta (chyba żE bardzo długo będzie posucha to się już sama z siebie wybiorę:p) żeby załatwić kilka rzeczy od razu i dopytać o pewne rzeczy, bo zbieram pytania póki co:)
Po kolei każdy kompleks się pokona, ot co:)
UsuńWiesz, ginekolog i tak powinien cię obejrzeć już jak skończyłaś 18 lat. W Niemczech nastolatki robią sobie na 16.te urodziny nawet pierwszą wizytę u ginekologa na prezent, co jest bardzo fajne bo...właśnie to najważniejszy lekarz kobiety i chyba nie ma co z facetem na wizytę u niego czekać. Ale ok, rozumiem, po prostu to rzecz do której trzeba zebrać materiał XD
Miałam swoją przygodę z pigułkami dosyć dawno temu i o ile swoje plusy one miały, te bardziej i mniej oczywiste to jakoś o nich pamiętam mniej niż o skutkach ubocznych, które mimo upływu czasu odczuwam do dzisiaj. Druga rzecz jest taka, że samoświadomość swojego ciała to najważniejsze co ma kobieta, ale zaraz po tym powinien być dobry ginekolog, który poza przepisywaniem prochów i dawaniem skierowań na badania zrobi (będzie robił, regularnie przy wizytach) wywiad i pomoże zauważyć rzeczy, których my same nie dostrzegamy. A problem polega na tym, że chociaż ginekologów mamy dużo, to ludzi w tym zawodzie niewielu.
OdpowiedzUsuńDo dzisiaj? To faktycznie, pigułki ci rozregulowały nieźle twoje naturalne hormony.
UsuńTo też prawda. Ja akurat ginekologa mam dobrego, do którego zawsze wracam, świetną babkę która sama stosuje antykoncepcję i uratowała moją sąsiadkę choćby, ale...wiem, wiem jak to jest w służbie zdrowia. Ciężko, jak piszesz, po prost o człowieka.
ja doceniam tabletki za jedną rzecz - nie miałam na nich pmsu, który dla mnie (i dla otoczenia) jest straszliwie uciążliwy. w ciągu pięciu minut potrafię przejść od chęci eksterminacji połowy ludzkości do nastroju "muszę zjeść frytki belgijskie z Kazimierza terazzaraznatychmiast", po drodze mając ochotę jeszcze na chimney cake i rozpamiętywanie wszystkich życiowych porażek. takie wahania nastroju przez pi razy oko tydzień, co miesiąc, skutecznie potrafią uprzykrzyć życie. ale to fakt, odkąd odstawiłam, libido mi wzrosło. tylko co z tego, skoro nie ma z kim tego wykorzystać xD
OdpowiedzUsuńDomyślam się, że rośnie w Tobie frustracja rosnącymi pokładami - chętnie pomogę* :P.
Usuń*Żarcik, serio :).
No tak, PMS XD Ja nigdy nie miewałam za silnych pmsów, w sensie jasne, mam obniżony troszkę nastrój, są pewne wahania ale...nie jest tak, że czuję się jak na rollercoasterze. Tak samo, okres wiadomo, boli, ale nie jakoś specjalnie, nawet rzadko kiedy tak, żebym musiała sięgać po tabletki przeciwbólowe. Ból do zniesienia. Także...w tym pomocy nie potrzebowałam.
UsuńHm...zawsze by się ktoś znalazł. Albo, jak to było, w odpowiednim momencie się znajdzie XD
@Myśli:widzę, szybko działasz XD
Tia. Zwłaszcza, że dobry chłopak jestem ;).
UsuńDobrze, że wreszcie ktoś odezwał się na ten temat! Bez owijania bawełny! Nie mam problemu się z tego śmiać, o tym rozmawiać.
OdpowiedzUsuńAkurat w tematach seksuologicznych mogę wypowiadać i wypowiadać się bez końca XD I słusznie:)
UsuńMyślę, że im mniej zażywamy różne tabletki i leki, tym jesteśmy zdrowsi. Rzadko zażywam nawet tabletki przeciwbólowe.
OdpowiedzUsuńCo do seksu, to tabletki dają duży komfort psychiczny, ale nigdy nie namawiałem swojej drugiej połowy do ich brania, bo mają dużo skutków ubocznych.
Pozdrawiam:)
Też staram się nie brać leków, póki nie muszę. Ale nieraz to smutna konieczność.
UsuńWiadomo, antykoncepcja to też obosieczny miecz. niektórzy po niej czują się wręcz lepiej, inni gorzej...ale póki nie sądzicie, że to jakaś konieczność, to faktycznie nie ma się w to co bawić:)
Uśmiechałam się przez cały czas czytania Twojego postu. Bo wiesz co...Masz rację. Uważam, że kobiety też mają prawo do tego by lubić seks. Halo też jesteśmy ludźmi nie bawmy się w czasy, kiedy byłyśmy tylko maszynami do robienia dzieci.
OdpowiedzUsuńW moim Kościele denerwuje mnie właśnie to podejście. Że nie wolno mi myśleć o takich rzeczach, bo to grzech. No przepraszam. Najpierw dowiedzcie się co to owulacja,a potem gadajcie.
Osobiście też jakoś nie czuję się na siłach by mieć dzieci czy być matką na chwilę obecną oczywiście. Z resztą pewnie znudzi mi się to (zawód położna tak bardzo). Jednak bardzo mnie cieszy, że poruszyłaś temat pigułek i innych środków antykoncepcyjnych, bo szczerze chciałabym wiedzieć jak mam się zabezpieczyć (a prezerwatywa jakoś mnie nie przekonuje szczególnie, że wielu panów nie potrafi jej nawet założyć :/).
To chyba dobrze:) I miło, że się zgadzamy:)
UsuńTylko właśnie istnieje pewne opresyjne stanowisko wobec naszej seksualności, właśnie wywodzące się głównie z religii z kręgu semickiego. Bo jeszcze pogaństwo sławiło kobieca płodność, jakby nie patrzeć:)v Dlatego...bardziej ku niemu się zwracam Zresztą, w moim prywatnym słowniku nie istnieje pojęcie grzechu, chyba że jako rodzaj metafory:)
wiadomo, przy studiach, zawodzie można mieć pewne przesycenie tematem XD
Jest alternatywa, jak nie umieją jej założyć to...my możemy ją im założyć XD na szczęście właśnie wybór antykoncepcji jest coraz większy, ale każdy ma swoje plusy i minusy.
Jak mi się Ciebie miło czyta, na każdy temat :)
OdpowiedzUsuńZastanawiam się nad tabletkami, bo podobno miesiączki są przy nich bardziej znośne, ale po tym, co napisałaś boję się trochę, że mi libido całkiem spadnie :D
To miło czytać taką opinię XD
UsuńSą często o wiele mniej bolesne ale...czasem, równie dobrze, mogą sie pogorszyć objawy bólowe czy obfitość krwawienia. To samo z libiodo, z reguły spada...a kto wie, może u ciebie wzrośnie? Jednak, jak się okazuje, organizm kobiety różnie reaguje, z pigułkami trzeba być po prostu bardzo ostrożnym ale..zawsze może się okazać, że to rozwiązanie akurat dla ciebie:)
Po przeczytaniu posta i pobieżnym przejrzeniu komentarzy czuję się taka... biedna, że nie mam nic do powiedzenia w tym temacie. :D
OdpowiedzUsuńE, ale to może i lepiej?:D
UsuńJa biorę pigułki od ponad roku i nie mogę narzekać, na jakieś zmiany - poza tym, że od zatrzymywania wody w organizmie powiększył mi się biust. :P Nadal mam ochotę, nadal częstotliwość mamy bez zmian, więc jest dobrze. Jednak obawiam się, że po dłuższym czasie coś może się dziać. Za jakiś czas i tak planuję odstawić tabletki, celem właśnie powiększenia rodziny. :P
OdpowiedzUsuńNo ja przez pierwszy rok też problemów nie miałam jeszcze z libido, właśnie tak po 2 latach zaczęło to szwankować bardziej. I właśnie, jak planujesz przerwanie to póki co nie ma na pewno co panikować:)
Usuń