Zawsze unikałam poruszania na blogu
tematów tzw. modnych, na czasie, tych, o których wszyscy dookoła
się kłócą. Nie nawykłam pisać podsumowań noworocznych ani
urodzinowych, nie mam w zwyczaju pisania o akcjach Smoleńskich,
najnowszych wydarzeniach z życia gwiazd czy kolejnej debacie o in
vitro.
Piszę najczęściej o tym, co mi do
głowy przyjdzie, poruszam nawet tematy kontrowersyjne wtedy, gdy
mam w ich kwestii grubszą refleksję, a nie wtedy, gdy wszyscy o
nich mówią. Piszę o tym, co mnie dotyczy tu i teraz, bez
wielkiego gonienia za kolejną aferą bo...tych nigdy przecież nie
dogonię, tych nie prześcignę.
A może powinnam tym razem zrobić
trochę inaczej, pomyślałam sobie. Tak samo jak powinnam,
zwłaszcza, że w pracy wolny dzień, iść na Czarny Protest.
Bo to rzecz, która mnie bezpośrednio
dotyczy.
Rzecz, o którą już nieraz otarłam
się w życiu, o której nieraz myślę, której jestem pewna.
Tak, jestem przeciw zaostrzeniu prawu
dotyczącego aborcji.
Co więcej, najchętniej całkowicie
bym je zliberalizowała, tak, żeby każda kobieta, niezależnie czy
dziecko jest zdrowe, czy była zgwałcona, mogła ciążę usunąć,
po uprzednich konsultacjach z ginekologiem i psychologiem w
bezpiecznym dla niej otoczeniu.
Tak, sama usunęłabym ciążę.
I tak jak nie byłam tego pewna kiedyś
na 100%, tak teraz zrobiłabym to bez wahania. I serio, żadne
zaostrzenie prawa by mnie nie powstrzymało. Tylko wydałabym więcej
pieniędzy, miałabym więcej stresu i potencjalnie większą ranę
psychiczną ( bo po tym zawsze jakaś blizna zostaje, bo jednak to
trauma), niż w momencie, gdyby aborcja była całkowicie wręcz
legalna. I gdybym nawet ja, żona już, kobieta wykształcona,
stosująca antykoncepcję, wpadła i nie chciała tego dziecka
urodzić. Bo jak wszyscy wiedzą, nie chcę mieć dzieci. I nie, nie
chcę być nawet w ciąży, nie chcę rodzić i nie będę nikogo
oddawać do adopcji, żeby mieć wyrzuty sumienia i jeszcze większą
traumę, niż to, jakim jest usunięcie ciąży. Bo okazuje się, że
kobiety częściej wpadają w depresję, mają próby samobójcze
itp. po traumie oddania dziecka niż usunięcia ciąży. No bywa.
Zmuszajcie nas do tego.
Powoli zabijajcie po prostu kobiety, w
ten czy inny sposób i zamknijcie nas w domach. Zróbcie z nas tylko
potencjalne macice do rodzenia, zamiast ludzi.
No brawa dla państwa.
W każdym razie, gdybym wpadła,
usunęłabym ciążę. Mówię o tym z pełnym przekonaniem i
otwarcie, ba, nie widzę tutaj innego scenariusza. I żadne prawo
świata by mnie przed tym nie powstrzymało, nawet jak żartujemy z
kumplem w pracy, jak „będę miała problem to mam przyjść do
niego i on mnie wyskrobie wieszakiem”. Okropne, obrzydliwe jak
większość żartów mojego kolegi z pracy? Owszem. Ale wiele kobiet
to robi, i to dosłownie, nie mając alternatywy.
Ja bym już sobie poradziła z
usunięciem ciąży i jak mówię, żadne prawo świata by mnie przez
to nie powstrzymało. Kasa? Pożyczyłabym od matki, która, mimo że
ma 72 lata dałaby mi na usunięcie ciąży bo wie, że po prostu nie
chcę dzieci. Nie napiera na zostanie babcią. Może państwo, prawo
i wszyscy świętsi od papieża nie powinni również niczego
oczekiwać od mojej macicy? Moja matka jest naprawdę mądrą kobietą
i może warto brać z niej przykład?
W każdym razie, miałabym potencjalne
środki finansowe, daleko do granicy niemieckiej nie mam, miałabym
pewnie wsparcie mojego Męża, który już kiedyś wspierał mnie
przy tej decyzji. Bo tak, myślałam już raz tak naprawdę, że
jestem w ciąży. I wtedy, panicznie szukając wyjścia, zrozumiałam,
że wcale nie przewartościowałabym życia, nie postawiłabym go na
głowie, nie zechciałbym nagle mieć dziecka. Po prostu usunęłabym
ciążę.
Szczerze, to mam dobrze w życiu. Zdaję
sobie sprawę z możliwości, jakie mam pomimo chorego prawa, które
chcą jeszcze bardziej okaleczyć. Ale wiem, że jest wiele kobiet,
które nie wie.
Mając kiedyś praktyki w największym
szpitalu położniczym w Poznaniu poznałam takie kobiety.
Dziewczyny, które naprawdę wpychały sobie wieszaki przez pochwy,
żeby przebić pęcherz owodniowy, tak, żeby poronić. Dziewczyny,
które praktycznie zabijały się, młode nastolatki, które miały
tak poharatane przez siebie macice, że musiałby mieć je usunięte.
Nigdy już nie będą mieć dzieci, chociaż chciały. Ale nie
chciały w tym momencie życia...i jak dla mnie, miały do tego
prawo. Albo nie chciały dzieci zrobionych przez własnych ojcu w
piwnicy, w składzie na opał, nie chciały dzieci w gwałtu. I tak
bywało.
Widziałam kobiety, które rzucały się
ze schodów, łamiąc sobie nogi i ręce, żeby poronić. Widziałam
kobiety, które truły się lekami, ziołami, żeby poronić. Bo w
teorii, żaden w Polsce lekarz nie mógł uratować ich życia- tak,
może według niektórych ludzi teoretyczne morderstwo ratuje inne
życie. To, jakie ma być.
I prawo prawem, ale nic nie powstrzyma
kobiet, tak jak nigdy nie powstrzymywało, przez lata różnych
kościelnych i świeckich reżimów przed tym, żeby swojego życia
bronić. Nic. Żadna siła. Żadne kary.
Będzie tylko więcej przypadkowych
ofiar. Tylko tyle.
Będzie jeszcze więcej stresu i łez.
Naprawdę, chcecie założyć nam- i
mówię nam, kobiecie, która potencjalnie będzie usuwać ciążę-
założyć kajdany, z których i tak się wyzwolimy, łamiąc sobie
nadgarstki, ale jednak?
Znam jednak przypadki usuwania ciąży
nie tylko z oddali. Byłam przy jednej bliskiej mi kobiecie, kiedy
usuwała ciążę. Głupia wpadka i to nie z anonimowym facetem. A z
własnym chłopakiem.
Ta kobieta nieraz mówi, że chce mieć
dzieci...ale nie teraz. I jak się okazało, nie z tym panem.
To nie ten moment życia.
Pamiętam, jak zapłakana była, jak
spędzałyśmy czas w mojej kuchni przy kolejnych papierosach- sama
wtedy wróciłam do palenia, bo tak stresowałam się jej ciążą.
Widziałam tu siebie.
Pamiętam jej łzy, chodzenie na
badania, jej zdecydowanie i determinację. I to, jak byłam przy
niej. Pamiętam jak usuwała ciążę tabletkami wczesnoporonnymi, w
domu, nie mogąc się nikomu przyznać. Zamiast pod opieką lekarza,
w domu, krwawiąc i wijąc się w bólu, bo nie mogła tego zrobić
pod opieką fachowca- bo prawo zabrania. A prawo prawem, chore prawo.
A walka o życie idzie swoim torem.
Tak jak mówię, nikt nie powstrzyma
aborcji. A każda z nas powinna mieć do niej prawo.
Kocham tekst- nie chcesz aborcji, to
jej sobie nie rób.
Uważasz że to morderstwo? Uważasz,
że to druzgoce psychikę i ciało kobiety? Owszem, może nawet masz
rację. Na swoim kawałku podłogi miej rację, rób sobie co chcesz.
Ale na mój się nie wpierdalaj.
Nie chcesz aborcji to jej sobie nie
rób. Ale czemu mi zabraniasz?
Kobiety powinny mieć po prostu pełną
możliwość. I nikt, doprawdy nikt nie przekona mnie, że powinno
być inaczej. Ba, nikt nawet nie przekonałby mnie, że nie powinnam
usuwać ciąży, jeśli zdarzy mi się wpaść.
Nie ma opcji!
Aborcja nie jest dobra. Nie mówię, że
jest. To nie niebezpieczny zabieg, który zagraża życiu kobiety. To
nie jest metoda antykoncepcji, jak sądzą niektórzy- a raczej, jak
sądzą przeciwnicy aborcji, że tak właśnie chcą używać jej
kobiety.
Aborcja druzgoce fizjologię, nieraz
psychikę kobiet- choć i organizm młodej kobiety, poza nielicznymi
wyjątkami bardzo szybko dochodzi do siebie, tak samo jak psychika
.Tak, znam kobiety po aborcji i jakoś...żyje się im dobrze. Nie
płaczą po nocach, że mogłoby mieć dzidziusia, wręcz przeciwnie,
cieszą się, że mogą żyć swoim życiem. Aborcja zawsze zostawia
ślad na psychice, ale nadal, to mniejsza trauma niż urodzenie
dziecka i oddanie go do adopcji. Czy życie razem z dzieckiem
urodzonym z gwałtu.
Aborcja nie jest fajną sprawą. Ale
nieraz po prostu bywa w życiu smutną koniecznością-
koniecznością, bo chcemy, by nią była. Bo i decyzję o
konieczności możemy podjąć. Taką, jaką ja bym podjęła.
Aborcja to morderstwo, mówisz. Sama
nad tym się nieraz się zastanawiałam ale...jako wielka
zwolenniczka eutanazji, ta, która mówi, że zjadłaby ludzkie mięso
i stawia każde istnienie na równi mówię...co z tego? Jestem może
skrajna. Ja to ja, wariatka znająca fizjologię i śmierć aż za
dobrze.
I może dla kogoś nawet to morderstwo
ale..to mnie trochę bawi. Owszem, płód jest potencjalnym
człowiekiem. Ale moja komórka jajowa czy plemniki w spermie mojego
męża, która nieraz ścieka mi po twarzy, też nim są.
Ale dobrze, niech będzie, zapłodnione
komórki to co innego. Chociaż ja widzę to inaczej. Kiedyś
świetnie podsumował to profesor W., nasz najlepszy w dużym
szpitalu położniczym ginekolog, świetny, mądry facet, wielki
zwolennik aborcji:
Dla mnie nic, co nie jest w stanie
przeżyć poza organizmem matki samodzielnie, nawet na podtrzymaniu,
nie jest osobnym organizmem.
Tak naprawdę dla mnie to zdanie zamyka
kwestię morderstwa, chociaż dobrze, dla niektórych aborcja to
morderstwo i mają prawo tak myśleć. Bo jak świat światem żadna
kwestia etyczna nie była faktem ( więc proszę mi nie wpierać też
faktów:P) tylko poglądem. Ja mam taki a nie inny.
Martwisz się, że zabijam niewinną
istotę? Cóż, świat zabija ich codziennie setki. Czemu o nie nie
walczysz? O Chińczyków, których ciała sprzedawane są na części
zamienne i sprzedawane od Europy? Czemu nie martwisz się o
zastrzelone syryjskie dzieci? Tylko akurat o zlepek komórek który
potencjalnie może się znaleźć w mojej macicy?
Chcesz walczyć o lepszy świat,
dobrze. Ale w moim świecie jest całkiem dobrze.
Martwisz się, że popełniam grzech?
Cóż, moi bogowie twierdzą inaczej. Dla moich bogów nie ma
grzechu. A jeśli dla twojego Boga to robię...cóż. To mój grzech.
Moje prawo. Moje smażenie w piekle ( które, notabene, nie istnieje,
bo piekła nie ma- nie w moim świecie).
Zresztą, jak się okazuje, możesz
wierzyć w Boga, który potępia aborcję, samemu nie chcieć jej
zrobić, wiedzieć, że dla ciebie byłaby to zbrodnia- i
jednocześnie możesz nie narzucać swojej woli innym. Świetnym tego
przykładem jest choćby moja Imienniczka z pracy, która jutro idzie
ze mną na protest. Głęboko wierząca dziewczyna, chodząca co
niedzielę prawie do kościoła, mająca swoje zasady, kochająca
dzieci. Dla niej byłby to grzech, mówi otwarcie. Ale do moje dupy
się nie dobiera, do żadnej macicy, nie chce narzucać swojego
zdania. Chce dać nam wszystkim, wszystkim kobietom możliwość,
nawet popełnienia tzw. grzechu. Wolną wolę. Czyż to nie samo dał
nam Bóg, który w teorii potępia aborcję?
Nie będę się tu jednak wdawać w
etyczne czy teologiczne spory. Ile ludzi bowiem, tyle światopoglądów.
Ale w tym wszystkim chodzi o jedno- o własny, intymny kawałek
podłogi. O możliwość wyboru, popełniania nawet własnych błędów
i życia tak, jak każdemu z nas się podoba. Chodzi tu właśnie o
wolną wolę.
Chodzi o godność i wolność ludzką,
o godność nawet nie tylko kobiet, ale i mężczyzn. Ich synów,
mężów, partnerów. Chodzi o godność matek, córek, żon.
Kochanek i wolnych wiedźm.
Cóż, nic nie wkurwia mnie właśnie
tak, jak dybanie na moja wolność. Myślę, że wiele z was ma
podobnie.
Jestem zatem kobietą, która zrobiłaby
sobie aborcję, bo po prostu nie chce dzieci.
Ale zarazem... jestem kobietą. Jestem
człowiekiem, który ma prawo decydować o sobie.
Jestem kobietą, która może być
zgwałcona. Może nosić pod sercem chore dziecko, którego nie jest
w stanie wychować. Jestem kobietą, która może walczyć o swoje
życie, walczyć tak zaciekle, że będzie musiała usunąć ciążę.
Jestem kobietą, której może się odmienić i może kiedyś zechce
mieć dzieci ( w co wątpię.). Ale jestem kobietą. Po prostu chcę
mieć wybór.
Czy jesteś zatem kobietą mój
czytelniku, czy mężczyzną, myślę, że chodzi tu o jedną sprawę-
o szeroko pojętą wolność.
Bo i mężczyzn bardzo mocno dotyczy
sprawa aborcji. W końcu żyjecie, panowie, z nami, kobietami. Swoimi
partnerkami, potencjalnymi matkami waszych dzieci. Dziewczynami,
które może ktoś zgwałcić w ciemnej ulicy. Czy wy, partnerzy,
chcielibyście wychowywać dziecko gwałciciela zmuszonej do
urodzenia takiego dziecka dziewczyny? Tej, którą kochacie?
Jestem kobietą. Jestem człowiekiem.
Jestem człowiekiem który chce móc
decydować o sobie, który nie chce być przedmiotem, bydłem na
postronku, prowadzonym na rozpłód i rzeź.
Jestem człowiekiem, jestem kobietą.
Więc ta sprawa mnie dotyczy.
Może nawet bardziej, niż wszystkie
inne?
Ta sprawa mnie dotyczy, więc założę
jutro czarne ubranie i zjawię się na placu Mickiewicza w Poznaniu
wraz z innymi kobietami. Z mężczyznami, których znam bliżej lub
dalej. Zjawię się jutro na placu Mickiewicza, tak jak wiele kobiet
z tego miasta. Zjawię się ubrana na czarno, tak jak wielu ludzi w
całej Polsce, w wielu miastach.
Być może pojedynczy sprzeciw nic nie
znaczy. Być może cały ten szum ugrzęźnie w większej ludzkiej
ślepocie, w jarzmie reżimów moralistów, którzy coraz bardziej
zginają nam kark.
Ale może, ten pojedynczy głos w
czarnym oceanie będzie coś znaczył. Być może, ten głos zostanie
usłyszany.
Być może jeszcze, jeszcze nie jutro, nie odbiorą nam naszej wolności. Być może nie uprzedmiotowią nas do reprodukcyjnej macicy, poniżając kobiecość i ludzką tym samym godność. Być może, jeszcze nie jutro, jeszcze nie odbiorą nam godności i wolnej woli.
Być może jeszcze, jeszcze nie jutro, nie odbiorą nam naszej wolności. Być może nie uprzedmiotowią nas do reprodukcyjnej macicy, poniżając kobiecość i ludzką tym samym godność. Być może, jeszcze nie jutro, jeszcze nie odbiorą nam godności i wolnej woli.
Mam nadzieję, że tak właśnie
będzie.
Ja, wraz ze znajomymi, tymi, którzy
potrafią nawet porzucić jutro pracę,,ubiorę się jutro na czarno.
A ty?
Piosenka, której tekst napisała Sia,
została stworzona w hołdzie ofiarom zamachu w USA w Orlando w
klubie gejowskim, w którym zginęło 49 osób homoseksualnych.
Tancerze, w liczbie właśnie 49 w teledysku symbolizują liczbę
ofiar. Temat może niepowiązany ale...jakoś samo mi się nasunęło.
Nietolerancja wobec osób ze środowiska LGBT, nietolerancja wobec
cudzego kawałka podłogi...
49 ofiar cudzej nienawiści, mówienia,
że homoseksualizm to grzech.
Ile kobiet zginie przez całkowity
zakaz aborcji? Ile kobiet musiałoby zatańczyć w takim teledysku,
bo ktoś twierdzi, że to grzech i inne, potencjalne życie w teorii
jest ważniejsze?
Jestem wolna, by być najlepszą.
Żyję.
Jestem wolna, by być najlepszą
dziś wieczorem.
Najlepsza, najlepsza, żyjąca.
Nie poddawaj się.
Nie poddam się.
Zamiast tęczy, tym razem czarne
ubranie. Już jutro.
ja nie jestem zwolenniczką aborcji na życzenie, w coś tam wierzę, nie wiem, co zrobiłabym gdyby okazało się, że moje dziecko nie przeżyje samodzielnie pół godziny po porodzie. ale właśnie dlatego, że nie wiem - chcę mieć wybór. dokładnie tak, jak napisałaś. i dlatego jutro będę na krakowskim rynku, ubrana na czarno, z przyjaciółkami, z których niektóre są wierzące, niektóre planują właśnie ciążę.
OdpowiedzUsuńbo dokładnie tak jak napisałaś - mam dość tego wpier.dalania się z butami w każdy aspekt mojego życia.
mam nadzieję, że nasze protesty jednak coś dadzą. a jeśli nie - cóż, rząd nie ciąża - można usunąć.
Ja wierzę, ale całkiem inaczej, w innych,dość metaforycznych bogów i...nadal, mam wrażenie, że to nie oni powinni decydować, bo mamy wolną wolę, możemy samostanowić o sobie.
UsuńI właśnie...nie ma sytuacji jednoznacznych. Nie wiesz, co będzie, gdy okaże się, że dla dziecka całe życie, krótkie czy długie, miałoby być jednym wielkim cierpieniem. Nie wiesz, czy nie zostaniesz zgwałcona. Nie wiesz, czy po prostu nie wpadniesz w tym momencie życia w którym będziesz wiedzieć, że nie możesz mieć dziecka. I w każdym z tych przypadków, totalnie w każdym powinnyśmy móc mieć wybór, móc zdecydować- a nie być traktowane jak bezwolne bydło XD
I oby. Gdybyśmy nie wierzyły, że to coś da...nie wychodziłybyśmy z domu:)
Ja się na czarno nie ubieram tylko na szaro. Bo też uważam, że skoro są osoby, które chcą mieć takie prawo to powinny je mieć. Polska to nie sami katolicy przyznajmy to. I jeśli jestem chrześcijanką to mogę sobie mieć zdanie, że dla mnie to grzech, ale nie mogę decydować za sumienia innych.
OdpowiedzUsuńKiedyś miałam inne zdanie, ale cóż. To po części wpływ mojego niezbyt tolerancyjnego środowiska. Lepiej iść pod prąd i tak zawsze komuś będzie wadzić twoje zdanie.
W sumie dyskusja na temat tego w którym momencie jest dziecko, a w którym nie chyba będzie trwać przez cały czas. Zastanawiam się dlaczego wszyscy ci badacze nie zwrócili wcześniej uwagi na zdanie ,,Stworzył ich mężczyznę i kobietę''. Z tego by wychodziło, że człowiekiem się jest wtedy, kiedy określi się płeć. A wcześniej? Chyba nie będziemy porównywać blastuli do komórki bakterii, która też jest samodzielnym organizmem. A blastula nie jest, bo jedyne co może robić to się dzielić (o ile dobrze pamiętam).
Także niech mnie moi znajomi zjedzą.
Dobra metafora widzenia indywidualnie każdej sytuacji, podoba mi się:) Ale w kwestii aborcji cóż...ja jestem na czarno. Zdecydowanie. Bo właśnie wierzę tylko w boskie metafory, wierzę w wolną wolę i samostanowienie o sobie.
UsuńBo właśnie...ty masz prawo wierzyć, ale cudzy grzech nie jest twoim. Skoro nawet w teologii Bóg dał wolną wolę to jak człowiek może drugiemu człowiekowi ją narzucać?:)
Wiadomo, człowiek nie krowa, zdanie zmienia, bo je w ogóle ma:)
Właśnie to jest taka dyskusja wiecznie otwarta, w której nigdy nie dojdzie się od konsensusu, bo nie ma faktu, gdzie zaczyna się życie osobne czy człowiek, to wielka tajemnica biologii, nadal. Więc możemy gdybać, możemy mieć po prostu pewien pogląd...ale jak z wiarą, to pogląd, którego w żaden sposób nie da się narzucić.
A niech zjadają, jak nie potrafią wyjśc poza swój nosek tej XD
ja pamiętam jak gdzieś czytałam o tym że mimo wcześniejszych ostrzeżeń od lekarzy, kobieta urodziła dziecko bez skóry na głowie z mózgiem na wierzchu, z jelitami wystającymi z brzuszka... po urodzeniu dziecko od razu umarło, a kobieta dostała pomieszania w głowie od takiego cierpienia... a nie lepiej jej tego było oszczędzić?
OdpowiedzUsuńJest wiele takich sytuacji, w których kobieta rodzi dziecko chore, umierające. I nieraz, właśnie wiele kobiet chciałoby tego cierpienia i sobie i dziecko oszczędzić wcześniej, usuwając ciążę. I między innymi dlatego...każda z nas powinna mieć tez wybór.
UsuńJa się zastanawiam co mają w głowie kobiety wybierające polityków, którzy później przeforsowują takie ustawy? Czy są po prostu zniewolone i głosują tak jak ich mężowie/tak jak panowie w czarnych sukienkach rozkażą?
OdpowiedzUsuńZ wyborem polityka zawsze można się pomylić, bo polityka ma to do siebie, a zwłaszcza politycy...że kłamią i mydlą oczy. Obiecają coś, co im się przyda ( nwet 500+ albo obniżenie wieku emerytalnego) a biedny lud nie zdaje sobie sprawy, że wraz z tym , ekhm, "dobrem", dostaje się jeszcze i bat na siebie.
UsuńSzczerze? Sama nie jestem bez winy. Bo w wyborach, tak jak pewnie i większość, po prostu nie głosowałam bo...nie miałam na kogo. Po prostu na scenie politycznej nie ma nikogo, kto by mi odpowiadał. I teraz też mam w pewien sposób klapsa za swoją jakąś bierność. Ale, mleko nieraz się rozleje. A jak się rozleje, to i trzeba posprzątać:)
Też jestem dziś na czarno. Obecnie jest moim zdaniem dobrze, zaostrzenie ustawy przyniesie odwrotny skutek.
OdpowiedzUsuńDobrze w jakim sensie?
UsuńJa również uważam, że aborcja powinna być legalna. Zbyt wiele jest na świecie pokrzywdzonych dzieci ze złamaną psychiką i sercem. Zbyt wiele jest dzieci cierpiących, które żyją kilka lat w mękach po to by później umrzeć z powodu ciężkiej choroby. Uważam, że każdy z nas ma prawo do własnej opinii i do własnej decyzji. Kto jest przeciwko - niech rodzi, kto nie chce - niech ma wybór.
OdpowiedzUsuńDzieci i kobiet, które przez zmuszanie do porodów są tak samo skrzywdzone. I o to właśnie chodzi, o to, żeby mieć wybór i naprawdę, móc korzystać z wolnej woli.
UsuńWiesz, wczoraj bardzo mądrze napisała jedna z aktorek na swoim Facebooku, akurat nawet nie podejrzewałam, że takie coś napisze słodka blondynka :D W każdym razie napisała ona, że chociaż jest chrześcijanką, polską, tradycjonistką i co tam jeszcze to jest za tym, by kobieta miała prawo wyboru. I chociaż nie zgadza się z wieloma sloganami "ubranych na czarno", bo nic nie jest tylko czarne albo białe to ma swoje zdanie w tym temacie i tak samo szanuje zdania odmienne.
UsuńHah, to stereotyp blondynek jest nadal żywy?:D
UsuńBo tak naprawdę w całym morzu obranych na czarno byli ludzie o różnych poglądach, były rzucane różne hasła, tak jak na samym proteście, ale....waśnie wszystkim ostatecznie chodziło o możliwość wyboru.
JA do pracy poszłam, ale wszystkie byłyśmy na czarno. :) Dla mnie mogłoby nawet zostać tak jak teraz, jestem przeciwna temu zaostrzeniu. Trochę boję się nadużywania aborcji w przypadku, gdy byłaby ona legalna, ale tak jak piszesz - dla mnie to coś strasznego i sama nie zrobiłabym tego, gdyby np. moje życie nie byłoby zagrożone lub dziecko nie było skazane na jakieś poważne wady, bez szans na normalne życie - co robią inni, to już nie moja bajka. Uważam, że rząd mieszający się do naszych macic ostro przegina i nawet nie potrafię opisać jak mnie to irytuje!!! A zaostrzenie w niczym nie pomoże, jedynie napełni kieszenie zagranicznych lekarzy...
OdpowiedzUsuńAborcja i tak jest nadżywana, a raczej faktu zakazu aborcji nadużywają przede wszystkim lekarze i pewni hm, szarlatani, którzy sprowadzają proceder do podziemia, w którym ma się on całkiem dobrze wręcz, rzekłabym, kwitnąco.
UsuńI dokładnie, w pewien sposób po prostu rząd chce z nas zrobić hm....bezwolne bydło. A to już po prostu przegięcie.
Już gdzieś to mówiłam... dla mnie cała ta przepychanka "za-przeciw" za bardzo opiera na manipulacji uczuciami z obu stron, więc ciężko mi wyważyć swoje spojrzenie. Nie jestem za zaostrzaniem ustawy i nie jestem za aborcją ogólnie - ale życie nie jest czarno-białe, nie wiem wszystkiego i nie jestem wszystkimi. Nie możemy zamykać furtek i nie powinniśmy burzyć pewnych granic.
OdpowiedzUsuńW sumie mam wrażenie, że ta ustawa antyaborcyjna to tylko początek.
Bo to jest manipulacja, zagrzewanie jedych i drugich, żeby się wzajemnie pozabijali ale...po prostu jak dla mnie pewna przepychanka, na którą zawsze patrzyłam z pewnym dystansem już w tym momencie została przegięta. I właśnie o to chodzi w tym wszystkim, o możliwość wyboru zgodnie z własnym sumieniem, poglądami. A tymczasem robi się z nas stado bezwolnego bydła, za które ktoś chce decydować odgórnie.
UsuńSpoko, już dobierają się do antykoncepcji. Wszedł projekt pomysłu na ustawę, z tego co czytałam.
Nie wiem czy protesty mają sens bo jak się dowiedzieliśmy z nadzwyczajnego posiedzenia sędziów "Polacy mogą sobie głosować i protestować ile chcą ale i tak będzie po naszemu". Witamy w kraju rządzonym przez agentów bezpieki :)
OdpowiedzUsuńSama się nad tym zastanawiałam, dlatego w ogóle rzadko angażuję się już w jakieś akcje protestacyjne, bo często "lud swoje, rząd swoje" ale...po prostu, nigdy nie dowiemy się, póki nie spróbujemy. Zawsze można machnąć na wszystko biernie ręką ale...czy to właśnie nie bywa najgorsze?
Usuńdawno się z kimś tak bardzo nie zgadzałam, jak teraz z Tobą. ja również jestem za liberalizacją prawa aborcyjnego, a zostawienie go takiego, jakim jest teraz, uważam za absolutne minimum - w końcu nie jest teraz takie złe. jego zaostrzenie to średniowiecze umysłowe i zbrodnia. otwarcie powiedziałam, że nigdy więcej nie zamieszkam w Polsce, jeśli Pisiorom uda się przepchnąć tę umowę. również chciałabym mieć możliwość legalnego usunięcia ciąży, gdybym wpadła.
OdpowiedzUsuńchcę wolności.
pozdrawiam Cię gorąco
Absolutne minimum, które i tak generuje podziemie aborcyjne ale...chociaż zapewnia opiekę w sytuacjach skrajnych. Zawsze lepsze coś niż nic ponoć.
UsuńMam nieraz wrażenie, że ludzie w średniowieczu byli bystrzejsi, bo nie mieli takiego rozwoju nauki, a my mamy i z niego nie korzystamy:X
Co prawda mam trochę inne zdanie niż Ty na ten temat, ale w pełni rozumiem Twoje. Dobrze, że o tym piszesz, bo w tej sprawie nie wolno milczeć.
OdpowiedzUsuńBo możemy mieć różne poglądy, ale ostatecznie...chodzi nam wszystkim o możliwość wyboru:)
UsuńJestem tego samego zdania, nikt nie każe nam robić aborcji ale nikt nie powinien decydować za mnie, co mam zrobić. A powoli zmienia się to w wojnę religijną...
OdpowiedzUsuńHah, zdecydowanie, robi nam się wojna religijna. Ja już od paru lat się boję że mi obywatelstwo odbiorą bo nie jestem chrześcijanką :P
Usuń