poniedziałek, 10 października 2016

O przedłużającym się remoncie, wpadkach polsko- ukraińskich, polsko-polskim niesmaku i ogólnie o ludziach znów słów parę

Ostatnio w pracy jestem mistrzynią przypałów. A wszystko przez remont, który wykańcza powoli nas wszystkich. Co więcej, moje przypały robią mi nie tylko wstyd w znanym otoczeniu, ale mają też pewien kontekst międzynarodowy.
Chyba powoli wywołuję jakiś polsko- ukraiński skandal. A może...wręcz przeciwnie? Może niektóre moje dziwne wpadki zapowiedzą raczej...polsko- ukraińskie pojednanie? Bo mam wrażenie, że tego nam potrzeba jeszcze bardziej, niż kolejnych niesnasek, które prawdopodobnie po premierze filmu Wołyń nawarstwią się, otwierając dawne rany i przypominając dawne konflikty.
A ja przecież zawsze kochałam Ukraińców, ukraiński język i cudowny nimb wschodu. Więc może i moje wpadki i wypadki nie tyle utworzą jakieś bariery co sprawią, że znowu, jak zawsze, dogadam się z braćmi zza Buga?

Ale od początku.
Remont w Domu, w którym pracuję, to jakiś istny czeski film. Kolejne ekipy przychodzą i odchodzą, bo ekipy to kolejny podwykonawcy podwykonawcy, podwykonawcy, których, jak na polskie realia przystało, przysyła inwestor, który dał rzecz jasna najmniejszy koszt w przetargu. I tak oto Dom powinien być już po remoncie, a kończy się przebudowa 1/3 całego ośrodka. Co chwila wychodzą jakieś kwiatki i w końcu inwestor zaczął płacić kary. Niezbyt mu się to spodobało, więc przykręcił śrubę i robotnicy zaczęli pracować dniami i nocami. Weekendami. Bez przerwy, kując, wiercąc i coś dziabiąc.
Załapaliśmy trochę nadziei, że wreszcie to piekło się skończy.
W każdym razie, jak się zorientowaliśmy, do pracy zostali wynajęci robotnicy z Ukrainy. Od czasu do czasu zza dykty odcinającej naszą część oddziału od remontowanej było słychać obcy akcent i obce słowa. Nic dziwnego.
Ukraińskie przekleństwa stały się więc tłem dla naszej pracy, tłem, na które nie za bardzo zwracaliśmy uwagę. Raz tylko, kiedy jakaś chuda Ukrainka wynosząca gruz zemdlała za dyktą, nasza Oddziałowa i Moja Ulubiona Pielęgniarka przebił się przez dyktę i zasieki z gruzu, pobiegły dzielne z ciśnieniomierzem, glukozą i doprowadziły Ukrainkę, chudą dziewczynkę do stanu używalności.
Mniej więcej, nie licząc pewnych wypadków kiedy jedna ze staruszek na nocce przebiła się przez dyktę, nie wiedzieliśmy za bardzo, co dzieje się po drugiej stronie. Jak po magicznej drugiej stronie lustra.

Aż do mojej nocki parę dni temu nie za bardzo interesowałam się tym, co dzieje się za dyktą.
Aż na mojej zmianie, kiedy większość posłusznie spała, a inna część nie mogła przez niedobór leków, zginął mi mój ulubiony Kawaler. Pan mniej więcej 80 letni, dystyngowany, który wiecznie nam ucieka, bo, jak mówi „idzie do domu”.
Szlag by to trafił.
Pech chciał, że przez remont na części korytarza nie mieliśmy światła, bo panowie zza dykty spieprzyli coś pokazowo z elektryką. No zdarza się, nie pierwszy raz.
Chodziłam więc po oddziale, szukając mojego Kawalera, aż zauważyłam, że dykta...jest odsunięta.
Kurwa, zaklęłam cicho w myślach. No tak, Kawaler miał przedtem pokój za dyktą i usilnie stara się tam wrócić. No nic, czekała mnie wyprawa do drugiej krainy remontu, wyprawa po folii i w pyle. Bywa. Byle tylko Kawaler się znalazł.
Cicho prześlizgnęłam się za odsuniętą dyktę. Na całym korytarzu paliły się tylko światła awaryjne, które tak naprawdę...nie dawały nic. Tylko tyle, żeby sobie mordy nie rozbić o ściany i framugi drzwi. Chociaż tyle, pomyślałam i pożałowałam, że zostawiłam telefon w pokoju socjalnym. Trochę bym sobie w tym bałaganie poświeciła.
Nagle, w ciemności, mignęła mi wysoka sylwetka. Od razu wiedziałam, że to niemożliwe, żeby to był mój Kawaler, jednak zaspana i zdezorientowana zapytałam cicho:
-Kawaler? ( rzecz jasna, użyłam tu jego imienia).
-E...niet....- niezdecydowane, ciche, odpowiedziało mi progu jednego z pokojów.
O żesz ja pierdolę, co jest? - pomyślałam sobie i zaraz wydarłam się w podobny sposób. Kurwa, kimżeś jest?
Zginę tu, pomyślałam. Zauważyłam, że stojący naprzeciwko mnie facet ma jakieś 2 metry wzrostu i jest....półnagi!
Zginę tu, zgwałci mnie albo zabije, ja pierdolę, jakiś wariat. Zaczęłam się drzeć, mało artykułowanie, coraz bardziej. Ponoć było mnie słychać na oddziale poniżej i u pani Dyrektor. No nic nowego.
W tym momencie facet naprzeciwko mnie zapalił światło.
No kurwa, pomyślałam, chociaż jak mnie zgwałci, to nie będę żałować. Bo moim oczom okazał się...istny adonis. Kojarzycie ten gif, gdzie Ryan Gosling ściąga koszulkę a dziewczyna która stoi z nim mówi, że to niemożliwe, żeby był prawdziwy, że te mięśnie to jakiś jebany photoshop? Ten:



Tak, pomyślałam wtedy to samo co ona.
Ja pierdolę, jak zginę, to chociaż zabije mnie facet od którego wyglądu robi się mokro. Tyle dobrze. Ale w tym samym momencie jak zaświecił światło zaczął panicznie mnie uspokajać, coś mętnie mówić w innym języku....aha, po ukraińsku, zrozumiałam!
Przestałam się drzeć. On przestał się tłumaczyć.
-Ok, dobra. Ja tu pracuję- powiedziałam, spokojniej, cicho- A ty?
-Ja....toże.
No to jesteśmy w domu. Po chwili doszliśmy do wyjaśnień, a ja zauważyłam, że w pokoju, z którego wytoczył się półnagi, bosy Adonis śpi jeszcze trzech chłopa co najmniej.
Okazało się, że ekipa ukraińska...śpi w naszym Domu. Za pozwoleniem dyrekcji, ich szef wyprosił, żeby mogli tu spać, gdzie remontują, bo robota pójdzie szybciej. W sumie...mają małą kuchenkę, sprawne prysznice, taniej im spać w miejscu pracy niż wynajmować...
Wszystkim na rękę.
Tylko czemu mi nikt, kurwa, o tym nie powiedział i myślałam, że umrę?
Tego się nie dowiedziałam. Jakoś ominęła mnie ta informacja.

W każdym razie, w nocy, z boskim Ukraińcem doszliśmy do porozumienia. Okazało się, że ma na imię Artiom, jest gdzieś ze Wschodu i w miarę dobrze mówi po polsku. Był tak miły, że razem ze mną poszukał jeszcze po remontowanym odcinku Kawalera, który z zadowoleniem, z papieroskiem ukrył się w swojej dawnej łazience.

Myślałam, że to koniec przygód, pomimo tego, że rano, przewieszona przez okno naszego tymczasowego pokoju socjalnego gapiłam się i śliniłam na boskiego Artioma, który to zauważył ( mamy okna prawie naprzeciwko siebie, cóż....mało spostrzegawcza byłam...) i radośnie mi machał o 6 rano, paląc ćmika w oknie ( i, bogowie, tak, palił go bez koszulki!).

Myślałam, że na tym stanie, powiemy sobie tylko dzień dobry kiedy miniemy się gdzieś w budynku Domu. Ale oczywiście...Frida nie byłaby Fridą, gdyby historia się na tym skończyła, prawda?

Podczas następnego dyżuru, jaki miałam, okazało się, że nadal nie poradzili sobie z usterką związaną z prądem. I tak też zostałam złapana na podpatrywaniu robotników przez dyktę ( mamy tam boską dziurę...jak się z Chłopcem śmiejemy, istny gloryhole :X )i pomagałam im przy pstrykaniu kontaktami ( dziwny układ starego budownictwa, wszystkie kontakty muszą być dobrze ustawione, żeby światło w ogóle świeciło na korytarzu). Nic to nie dało, więc mój boski Ukrainiec, paru innych i jakiś polski szef biegali cały dzień jak z pieprzem w dupie. Nie przejmowałam się za bardzo i robiłam swoje, bo co mi do ich prądów?

W każdym razie, gdy szłam do dyżurki, do swojej Ulubionej Pielęgniarki wydarłam się „to co, poszli już sobie czy dalej latają jak pojeby?”
Pech chciał że...pojeby stały w otwartej windzie.
Mój boski Artiom i jakiś polski szefuńcio, podpity śmierdzący dość mocno jamnik w wieku około 35 lat.
Pielęgniarka podłapała temat, jakby nie słyszała jaką gafę palnęłam.
-O, Basieńka, bądź tak uprzejma i jedź z panami, pomożesz im pstrykać!
Po prostu tak zabezpieczyli dyktę po wypadku z Kawalerem, że teraz, żeby przejść na „tamtą stronę” trzeba zjechać windą na dół i wejść innym wejściem.
Co miałam zrobić? Wsiadłam i pojechałam.
I...wtedy się zaczęło.
-A teraz to już wiem jak pani ma na imię!- zaczął polski budowlaniec, jebany Szefuńcio.
-Ta, jak pół mojego oddziału- już czułam, co się kroi.
-Może, może...ale wie pani, panią zapamiętam. Pani taka ładna, wyjątkowa...
Przewróciłam oczami, nie mogąc się powstrzymać. Odór przetrawionego alkoholu Szefuńcia na pewno przekreślał wszelkie szanse na flirt.
I nie, to naprawdę nie jest tak, że każdy podrywający mnie facet od razu ma szansę dostania po mordzie. I nie, nie chodziło o to, że szef jest mało atrakcyjny (zwłaszcza przy cholernie atrakcyjnym Ukraińcu?). Ile razy w pewien sposób...udaję flirt z bezdomnymi, staruszkami u siebie w pracy, gram w ich grę, żeby poprawić im trochę samopoczucie i wiedząc, że nikomu to nie szkodzi? Ale z nim było od początku coś nie tak. Wzięłam więc go na dystans, na początku po prostu...zbywając. Jeszcze nie wpadając w furię. Ale po kolei.

Ja przewracałam oczami, Szef podrywał...a mój Boski Ukrainiec zaczął się śmiać, nie mogąc się powstrzymać. Szef to zauważył. I...zaczął się znęcać. Chyba tak to można określić. Zaczął go jechać, że nie ma nic do roboty u siebie i do nas przyjechał, to niech chociaż coś robi. Wymyślać.
Artiom chyba niewiele sobie z tego robił, pewnie przywykł do takich wyzwisk....i trzymał język za zębami. Na koniec, patrząc na mnie, jakby wzruszył ramionami i wymownie spojrzał. „Debil i tyle, co zrobić”, odczytałam.
Wysiedliśmy z windy.
Podążyłam za Artiomem, a Szefuńcio za mną, mizdrząc się i łasząc.
Niech mnie kurwa chwyci za dupę, to zobaczy kurwa, jak smakuje moja pięść przy jego nosie, no dalej kurwa, niech spróbuje, panisko jedne, szef jebany, pomiatający ludźmi podlec”- myślałam.
Popstrykałam z nimi kontaktami. Posłuchałam jak Szef obraża jeszcze Artioma i resztę Ukraińców, którzy wiele mniej niż on najwyraźniej rozumieli po polsku. Prąd nadal szwankował, stwierdziłam więc, że nic tu po mnie...i zaczęłam wychodzić.
Artiom poszedł ze mną, bo coś u nas zostawił, wracał się, idziemy do windy...a Szef za nami.
-To ja panią odprowadzę, jak już panią zabrałem z góry- mizdrzył się dalej.
-Nie trzeba, pracuję tu rok, poradzę sobie.
-Tak będzie pani bezpieczniejsza- powiedział, łypiąc na mojego Adonisa. Ja spojrzałam na miry wzrost szefa kalkulując, że jednym ciosem sama złamałabym mu szczękę. Cóż.
Wsiedliśmy we trójkę do windy.
-Słyszałem, że jutro też pani jest w pracy.
-No jestem...i?
-Może kawa?
-Piję herbatę.
-Lubię i herbatę, możemy się umówić na herbatkę.
-Mam męża.
-Mąż nie musi wiedzieć.
-Nie jestem z tych, co oszukują mężów.
Każde zaproszenie zbijałam. Zaczynała mną trząś zimna furia, a stojący z nami w windzie, milczący Ukrainiec chyba bawił się w najlepsze.
-To jutro przyjdę na tę kawę...-powiedział Szef, kiedy winda zatrzymała się na naszym piętrze. No nie wytrzymałam.
-Nie, nie będzie żadnej kawy. Nie piję kawy z niemiłymi ludźmi!- wywrzeszczałam prawie ( ok, mam donośny głos, po prostu można to było tak odebrać), wychodząc. I obróciłam się na pięcie. Zobaczyłam klasycznego karpia zawiedzionego Szefa i...za nim mojego boskiego Ukraińca, który za jego plecami pokazywał mi podniesiony kciuk.
Wkurw zmienił się w ubaw. Tyle dobrze. Przynajmniej od razu i cały oddział się ze mnie pośmiał.

Dzisiaj znów przyszłam na dyżur. W cnotliwej bluzce, jak to stwierdziłyśmy z dziewczynami, żeby czasem Szef nie pomyślał, że to dla niego pokazuję swój biust ( cóż, w pracy fizycznej jest po prostu gorąco, do cholery!). Z rana, o 7 , sama poszłam na skrajny koniec oddziału. Żeby ubrać ukochaną panią Oleńkę i innych, którzy wstają. Poszłam i...usłyszałam znane mi rytmy. Nie mogłam się nie pobujać.
Marley. Mój dobrze znany, przed laty słuchany Marley, puszczany z jakiejś skrzypiącej taśmy.
Nie wiem czemu, od razu pomyślałam o Artiomie i tych jego długich ciemnych włosach, które nadawałyby się na dready, kolorowej czapce którą nosił wczoraj gdy wychodziliśmy na dwór brnąc do windy.
Ewidentny fan Marleya cholera. I ubierając panią Oleńkę, z samego rana zaczęłam tańczyć..i na głos śpiewać.
I wanna love you.
And treat you right.

Zza dykty przyłączył się męski, ładny głos. Znam go. ..Artiom. Ne pomyliłam się. Sądzę, że i on poznał mój.
Swój człowiek, miałam rację. Nie jestem fanką reagge ale...Marley jest nieśmiertelny. I on do niego pasował całym sobą, taki pozytywny pomimo...złego losu. Skąd jesteś? Ze Wschodu. Z Donbasu? Tak.
Człowiek który pochodzi z kraju pełnego wojny. A śmiejący się z poniżających go ludzi. Od rana znów...moje serce ścisnęło się z tym dziwnym poczuciem czułości. Chęci objęcia. Chęci powiedzenia człowiekowi, całkiem tak naprawdę obcemu, jak jest dzielny, jak jest piękny ( dobra i seksowny w cholerę!). Tańczyłam i śpiewałam do Marleya zza dykty...i wiem, że ktoś za dyktą śpiewał i tańczył jak ja, kończąc remont. Nieważne, że jesteśmy z innego kraju i mamy trochę problem, żeby się dogadać. Zapanował między nami muzyczny pokój, ja słyszałam jego głos, a on mój, śpiewający uniwersalnym Marleyem.

Potem znów, niestety, zjawił się Szef. Szef, który znów mizdrzył się do mnie wręcz nieprzyzwoicie i....działając mi na nerwy. Szef śmierdzący alkoholem i co najgorsze, pokazujący „jaki to ja ważny”. Bo dalej, zwłaszcza, gdy mnie widział, umizgiwał się i mizdrzył, aż mdliło. I dalej jak widział którąś z nas przynajmniej zaczynał wrzeszczeć na swoich ukraińskich robotników. Jak jakiś rzymski poganiacz niewolników na targu....a ponoć, w XXI wieku niewolnictwo nie istnieje. Niestety, ponoć ekonomiczne ma miejsce.
Szef dopytywał się o kawkę a mi...rosło napięcie.
Bo ja nienawidzę takich ludzi, mimo że staram się zrozumieć. Zakompleksionych i przez to krzywdzących innych. Z przerostem ego, którym próbują zakamuflować własne niedoskonałości. Hipokrytów. Z brakiem szacunku po prostu dla drugiego człowieka. Poniżających małych Pol Potków, którzy poniżani społeczni potem gwałcą swoje bezbronne zony. Tak, tak ich widzę. I...krew mnie zalewa jak mało kiedy. Bo naprawdę, wiem, że może powinno mi być iż żal, powinnam mieć i czułość dla ich kompleksów, ale jak zaczynają pomiatać kimś na niższej pozycji...krew mnie zalewa i moja mała furia. To jak krzywdzenie dzieci, zwierząt staruszek. Po prostu mówię temu nie, głosząc prawa wielkiego szacunku. Wtedy i ja staję się może hipokrytką, szacunek do takiego człowieka tracąc.
-To co z tą kawą?
-Nie będzie.
Nie będzie, bo jesteś zadętym w sobie bucem”- dodawałam w myślach, ale już nie mówiłam głośno.
Tak się złożyło, że dzień wcześniej kupiłam jakieś biedronkowe cappucino, żeby wypić z dziewczynami w pracy. Tak się złożyło, że poszły mi nerwy.

Ponoć legendarny remont pierwszego odcinka zmierza ku końcowi, więc dzisiaj cała brygada kręciła się po naszym oddziale i nawiercała jakieś otwory w suficie. Może na kamery, nie wiem, nie znam się. Tak się złożyło, ze Artiom i jakiś jego kolega wiercili, stali na drabinach naprzeciwko naszego prowizorycznego socjalnego na świetlicy. Cali w pyle, coś tam do siebie po ukraińsku mamroczący. No nie wytrzymałam.

-Artiom?- podeszłam z rozpędem prawdziwej penery do drabiny. Zgłupiał trochę.
-No?
-Chcecie kawę?
Zrobił wielkie oczy ale po chwili już zrozumiał chyba, o co mi chodzi. Parsknął śmiechem. A ja stałam z założonymi rękami i czekałam. Zastanowił się, czy opłaca mu się ewentualne, prawdopodobne znęcanie się szefa nad nimi przez dobre następne dwa dni, jak sądzę. I tak się ściekał i tak się rządził a co nosa utrze to utrze...
-Czemu nie, przerwa się przyda za chwilę.- powiedział z tymi swoimi przerwami, jakby się jąkał, bo szukał dobrych słów.
-To jaka?- nie odpuszczałam ze swoją furią, łypiąca z boku na szefa, który łypał na nas z boku -
Rozpuszczalna, sypana, cappucino?
-E....słodka?
Słodka. Dobra. Zamaszystymi ruchami wpadłam do naszego prowizorycznego socjalnego, z hukiem robiąc kawę w przypadkowych kubkach. Ten słodki pani Marty z owieczką, ten dziwny pomalowany lakierem pani Violi. Nadadzą się.
Zeszli oboje z drabin, podałam im kawę, a oni usiedli na chwilę, dosłownie, chwilę, żeby wypić tą stygnącą już kawę na świetlicy.
Postałam chwilę z nimi, bo nagle trzeba było iść do jakiejś babci, która akurat teraz zaczęła rzucać kupą o ścianę. No zdarza się.
-Więc....Marley?
-Bob Marley, da. - przytaknął Artiom ze śmiechem.

Szef już ani razu do mnie nie zagadał. I jakby spasował z wrzeszczeniem na robotników, ba, nawet na dziewczyny, które sprzątają. Może poszedł sobie na ciche, cierpiętliwe piwko, gdy jego serce zostało przeze mnie złamane. Nie wiem, nie dociekam. Tym razem mało mnie to obchodzi.

A ja, tak naprawdę, najchętniej to bym Ukraińców zaprosiła na obiad, przed czym niedawno przestrzegał mnie Wojtek...
-Ej, Basia, ale mam jedną prośbę do ciebie, jak już się przeprowadzimy.
-No?
-Nie sprowadzaj mi od razu na chatę bandy głodnych ukraińskich robotników. Nie wykarmimy wszystkich.
Myślał, że tak będzie w Przemyślu. A ja znalazłam sobie taką bandę już w Poznaniu i...

Nie, dobra. Tu nie chodzi o żadne obiady i wielkie zaprzyjaźnianie się z wszystkimi. Tu chodzi o trochę szacunku i przyzwoitości. Bo w zachowaniu naszych tzw. rodaków ( ta, żadna ze mnie patriotka, nie odczuwam potrzeby narodowości) widzę pewne schematy które troszkę mnie bolą.
Wojna na Ukrainie? Wielkie solidaryzowanie się w telewizji, o ci biedni ludzie. Zresztą, podobnie było z Syrią. Ale no, płacz, zła Rosja ich atakuje, mają w sumie wojnę domową, jacy biedni ludzie, niech Caritas i PAH ślą im jakieś dary, nawet wrzucę nowe buty do wora dla nich...
Bieda na Ukrainie, jacy ci ludzie biedni, no naprawdę, hrywna taka tania...

Ukrainiec w Polsce, pracujący, próbujący jakoś ogarnąć sobie życie, bo w upadającym kraju przymierałby głodem? Człowiek gorszej kategorii. Och jak nas wkurza ten ich dziwny akcent na ulicy. Odbierają nam pracę! W ogóle, to to jakaś dzicz, pewnie wiecznie chodzą pijani, nie myją się. Najlepiej będzie, jak zrobią swoje, a ja będę ich ignorować. Bydło i tyle.
Hm, a tak się burzyliśmy na zachowania Anglików wobec Polaków a...sami kogoś traktujemy jako ludzi gorszej kategorii. Przynajmniej, jak są blisko. Jak są na ekranie telewizora, to można ich ewentualnie trochę pożałować.

I nie mówię, że robimy to wszyscy ale...do cholery, czy tak trochę nie jest? Serio?

W ogóle, odkąd żyję, mam wrażenie, że Polacy mają Ukraińców za trochę gorszy naród. Albo bardzo, bardzo zły wręcz. Taki trochę dziki, niedorozwinięty wschód, nad którym Polaczek- magnacik powinien trzymać bat. Tak jakby Ukraińcy, mimo ogromnych kulturowych podobieństw, byli dziećmi gorszego Boga. Biedniejsi, zapuszczeni, wiecznie schlani...
Taki stereotyp. Jak Polak-złodziej dla Niemca.

Jakoś zawsze bolały mnie te stereotyp, może dlatego...że mimo wszystko, mam ukraińskie korzenie. Nie, nie mówię po ukraińsku i moje korzenie tak naprawdę pochodzą ze strony, której nie znoszę- wiecznie pijanego, agresywnego ojca. Ale we mnie zakorzenił się jakiś sentyment do ludu zza Buga i, może przez przypadek, a może podświadomie, zawsze poznawałam dość blisko wielu ludzi z tamtego rejonu. Zakochałam się w ludziach z Ukrainy, bo zawsze mam pozytywne skojarzenia. Znajomi z Ukrainy od Vincenta, Zając który jest w połowie Ukraińcem, pewien chłopak w którym byłam zadurzona. Rustan, znajomy z liceum, Tołstoj z którym gadam namiętnie godzinami..
Zakochałam się jakoś we wschodniej mentalności i mam do niej wręcz słabość. Kto wie, może przesadzam w drugą stronę.
Ale miałam szczęście i gdy słyszę miękkie l połączone z ł, miękną mi nogi. Nikt nie mówi tak pięknie „Lublin” jak Ukraińcy i koniec kropka.

W każdym razie, jak ktoś pochodzi z Ukrainy, ma u mnie od razu jakiś plus. Pozytywne skojarzenia. Ale widzę...że wielu ludzi podchodzi do tego całkiem inaczej.
Ale może to nie rzecz pochodzenia, narodowych stereotypów, a może pewnej, przyrodzonej ludziom małych, chęci podniesienia swojego ego przez poniżenie drugiego człowieka? Może to kolejny sposób na napiętnowanie i wprowadzenie „ekonomicznego niewolnictwa” w stan faktyczny? Poczucie się jak rasa panów? Nie wiem, doprawdy nie wiem.

Ponoć, obecnie w Polsce potrzebujemy około 5 mln imigrantów, żeby nasza gospodarka się nie załamała. Gospodarka Ukrainy załamała się już dawno, panuje tam wojna, ludzie uciekają...sądzę, że można to jakoś pogodzić. Ba, myślę, że to idealny układ, chociaż...nie znam się na ekonomii. Nie znam się na polityce.
Jedyne, na czym się trochę znam....to na ludziach.

I jak zawsze, boli mnie ich...swoista ignorancja. Ich hipokryzja. Boli mnie to, że ludzie po prostu bywają ludźmi. Wybaczam im, z pewnym niesmakiem...ale jednak. Jak zawsze.

Nie znam się na polityce, nie znam się na ekonomii, znam się troszkę na ludziach. I wiem jedno. Nie ma dobrych i złych Polaków. Nie ma tak naprawdę ( pomimo dawania przeze mnie tego cholernego, podświadomego plusa!) dobrych i złych Ukraińców. Nie ma dobrych/ złych bogatych i zdziczałych/ czułych biednych. Wśród ludzi są po prostu ludzie którzy...mogliby się po prostu odnosić do siebie z szacunkiem. Nieważne, czy jeden pracuje dla drugiego, czy jeden jest jakoś przez chwilową sytuację ekonomiczną na świecie być zależny od bogatszego.
W tym wszystkim jak zwykle są ludzie.
Też ci, którzy pomimo pewnych lekkich barier językowych mogą się porozumieć, szanować i pośpiewać razem Marleya, który wierzył, że dobry pan Jah ma miejsce dla każdego pod pięknym dachem nieba. Niezależnie od granic, niezależnie od momentu, w jakim kto się znajduje.
Raz na wozie, raz pod wozem.
Wszyscy jesteśmy ludźmi, żyjemy pod jednym niebem, pod którym możemy się szanować. I możemy ze śmiechem machać do siebie z okna.
A burakom pokroju Szefa po prostu podziękujemy. Kawa z nimi powodowałaby zgagę.




Chcę cię kochać i dobrze traktować
Chcę cię kochać każdego dnia i każdej nocy
Będziemy razem, mając schronienie nad naszymi głowami
Będziemy dzielić schronienie mojego pojedynczego łóżka
Będziemy dzielić ten sam pokój, a Jah zapewni nam chleb.

Aha. A światła na korytarzu jak nie było, tak nie ma. Spierdolone na amen. 

33 komentarze:

  1. U mnie remontował Wowa, Ukrainiec ;) Bardzo sensowny z wyglądu, politechnikę skończył, a jak sobie śniadanie szykował,no w szoku byłam. Ja robię kanapki i bach do torby. A on takie rarytasy sobie szykował,że mogłabym mu się oświadczyć. Ale cóż, Wowka ma już narzeczoną;) U mnie w mieście ostatnio łatwiej spotkać Ukraińca niż swojaka. Ale nie przeszkadzają mi, mili są, życzliwi, uśmiechnięci, jak możemy im pomóc to super:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle, Ukraińcy, jak się okazuje, to u nas w kraju doskonali fachowcy. I coraz więcej z nich obala stereotypy. W ogóle szkoda, że miał narzeczoną, jestem ciekawa, co by Woody napisał o polsko-ukraińskim romansie XD

      Usuń
  2. Jak ja nie znoszę takich upierdliwców... Dobrze, że w końcu przystopował. W każdym razie dzieje się w tej Twojej pracy. Oby remont jak najszybciej się skończył.
    Co do Ukraińców, to znam tylko jednego, chodziłam z nim do gimnazjum i swojego czasu całkiem nieźle się dogadywaliśmy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano dobrze, inaczej by to się serio upuszczaniem krwi z jego nosa skończyło XD Hah, nie zanosi się XD
      Czyli, pozytywne wspomnienie:)

      Usuń
    2. Ale dałabyś mu popalić. :D
      Ano, chyba zaraz go podejrzę na fejsie, co tam u niego słychać. XD

      Usuń
    3. Cóż...mam tzw. ciężką rękę XD
      Na pewno to nie zaszkodzi:D

      Usuń
    4. Nie dasz sobie w kaszę dmuchać :D

      Usuń
  3. Nie rozumiem takiego... braku tolerancji i szacunku. Ale ja ludzi to w ogóle mało kiedy rozumiem.
    W pewien sposób jednak przyjęłam, że tacy ludzie jak Twój szef byli, są i będą... i staram się skupiać na tych ludziach, którzy jednak są empatyczni, mają większy szacunek i tolerancję... bo tacy też istnieją i to w dużym stopniu kwestia podejścia... na kogo chce się zwracać uwagę jakby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że w tej kwestii po prostu istnieją...pewne skrajności. Albo nie szanujesz i nie tolerujesz, albo właśnie nie umiesz wręcz tego zrozumieć.
      I nie mój szef, a budowlańców. Ja mam całkiem inne zwierzchnictwo, więc mogę szaleć wyzywać od buraków XD I wiadomo, lepiej skupiać się na pozytywach ale...nie można zamykać oczu na problem. I nie widzieć. Można...troszkę, po swojemu do tego, sabotować XD

      Usuń
  4. Cóż sama jestem emigrantką i tak średnio też się czuje na obczyźnie. I tak masz cieprliwosć anioła, bo ja bym tego szefuncia chyba kopnęła, za takie zachowanie... Ale za to piknie mu pokazałaś hihi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jednak trochę zawsze to...poza domem, co? Kopnęłam go mentalnie, tyle mi starczyło, to boli nawet bardziej niż złamany nos XD

      Usuń
  5. Fajnie takmiec takiego swojego Artioma ;) Ty masz Artioma ja mam kierowce :) chociaż jest na co popatrzec:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzeć zawsze można, no nie?:D Na szczęście wiem, że Wojtek nie denerwuje się o takie rzeczy, tylko się ze mnie śmieje troszkę XD Że nadal jak nastolatka miewam XD

      Usuń
    2. Bo Wy macie takie piękny związek partnerski i oboje zdajecie sobie sprawę, że czym innym jest zauroczenie, a czym innym prawdziwa miłość :)

      Usuń
    3. No to prawda:) Nawet nie tyle zauroczenie co po prostu, radocha dla oczu XD

      Usuń
    4. No widzisz, więc to nic poważnego i o co ma być zazdrosny :D

      Usuń
  6. W lipcu spędziłam tydzień na Ukrainie, przeżyłam tam najzabawniejszą barową włóczęgę w swoim życiu, wypiłam z Ukraińcami niejedno piwo, a rozmawiając odkryliśmy, że mamy wiele wspólnego- chociażby w języku- my mówiliśmy po polsku, oni po ukraińsku i wszystko rozumieliśmy :D Generalnie to świetny kraj, bardzo sympatyczni ludzie, driny w barach robią porządne- do połowy leją wódkę XD No i fakt faktem, sporo Polaków może się tam poczuć jak bogacze. Mam też na uczelni koleżankę Ukrainkę, którą bardzo lubię. Także jak widzisz mam z tym krajem i ludźmi dużo pozytywnych skojarzeń :)
    A takie uprzedzenia, nietolerancja według mnie świadczą po prostu o ciasnocie umysłowej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, jakoś wcale nie wątpię, że wyjazd na Ukrainę mógł być...jednym z lepszych w życiu, szalony, nietuzinkowy. I zawsze właśnie uwielbiam to, jak w relacjach polsko- ukraińskich okazuje się, że można się dogadać bez nauki języka, zwłaszcza po paru piwach XD
      Otóż to i tą ciasnotę trzeba nahajem pejczem po dupie lać XD

      Usuń
  7. nie ma nic gorszego niż upierdliwy facet... a sytuacji na korytarzu nocą nie zazdroszczę, choć czytając o niej wydaje się zabawna to domyślam się, że wtedy do śmiechu Ci nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie ma.
      Hah, ostatecznie wspominam to jako zabawną sprawę, chociaż miałam chwilę grozy:) Ale...z czasem to nie ma znaczenia, tylko ten śmiech zostaje:)

      Usuń
  8. Rozbawiłaś mnie te pierwszą częścią :) Chcę takie ciacho :P
    A co do trektowania wszystkich ludzi z szacunkiem to zgadzam się w 100 % nie toleruję chamstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, ja mam inne, swoje, ale na to też popatrzeć mogę XD Jak np. się spoci i wyciera się własną koszulką... XD
      I słusznie:)

      Usuń
  9. Lubie czytać twoje posty, mogłabyś napisać książkę, serio! ;)
    Ale teraz poważniej. Zgadzam się w pełni, nie rozumiem tej piany w gębie niektórych Polaków co denerwują się gdy przyjedzie ktoś po nowa szanse na lepsze życie. Sami tak robimy uciekając do Anglii, Niemiec, Holandii lub gdzie indziej. Wkurzają mnie tacy szefowie co myślą, że są niewiadomo kim, a ze ma pracowników pod sobą to wszystko może robić. Przychodzić pijanym do pracy i wyzywać się na innych i do tego te zalety. Matulu, jak starszy facet do mnie podejdzie o coś powie to jeszcze jest to zabawne, ale gdy do jasnej cholery jakiś pijany typ zacznie mnie dotykać i mówić jaka to idealna jestem - scyzoryk sam się w kieszeni otwiera.

    Wyobrażałam sobie te seksowne ciacho i zazdroszczę widoków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Otóż to. Że tak powiem...świat jest wspólnym miejscem, podział na kraje dość umowny i...każdy ma prawo do wędrówki. A najgorsza jest właśnie ta polska hipokryzja w tym temacie.
      W ogóle ludzie, którzy pomiatają innymi, uznając ich za gorszych są straszni :X
      Ano otwiera, ale właśnie...są na t metody XD
      Hah, dzisiaj rano jak schodziłam z nocki też mogłam sobie popatrzeć XD

      Usuń
  10. Ale jednak szkoda, że mu nie dowaliłaś. Dosłownie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Et już niejeden męski nos złamałam ( i to dosłownie, mam ciężką rękę :X) i wiem, że póki nie trzeba to nie ma co się szarpać..lepiej inną metodą XD

      Usuń
    2. Ja w sumie 2 razy tylko dałam komuś liścia. Raz swojemu byłemu, i to przy jego znajomych to wtedy byłam bohaterką dnia :D a drugi raz obecnemu ale to akurat mu się należało :)

      Usuń
    3. Jak się należy, to po prostu można no XD

      Usuń
  11. Tak sobie czytałem i czytałem i czekałem kiedy mu ebniesz. Chop jestem, ale takiego chamstwa nie znoszę. U mnie już by dawno kury w powietrzu śmigały, aż miło. Sam miałem podobne zdarzenie z kobietą - i takie przypadki się zdarzają. Mówiłem, że mam dziewczynę, że nie interesują mnie znajomości na pięć minut a ta swoje. W końcu nie strzymałem i krótko a zarazem poetycko odpaliłem odpierdol się. Pomogło.

    Najgorszy pracodawca to Polaczek co z chama wyrósł na pana. Pełno takiego badziewia się plęgnie. Nasłał bym na takiego inspekcję, ale nie z wlkp (bo jak dobrze doczytałem sytuacja dzieje się w Poznaniu - a może coś pokręciłem?) tylko z Bydgoszczy, ponoć Ci są efektywniejsi w działaniu.

    Uwielbiam poznawać ludzi innych kultur. Kiedyś w pracy poznałem Olienę z Ukrainy właśnie. Miałem za zadanie pomóc jej w poszukiwaniu informacji i to było moje najlepiej wypracowane osiem godzin w życiu, he he he. Rozmawialiśmy o wszystkim od jedzeniu, muzyce, modzie, kulturze, tradycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka razy w życiu już musiałam jebnąć, złamałam już 2 nosy i jedno skończyło się wizytą na pogotowiu, więc wiesz :X mam ciężką rękę i póki nie muszę naprawdę jej nie podnoszę :D I to nie kwestia płci, zawsze zdarzają się natręci i tylko...dziwi, jak może nie docierać, że nimi właśnie bywają :X

      Otóż to, po prostu, cham, który ma się za pana, chyba niezależnie od narodowości. Inspekcje były, z tego co wiem. Ale nie mieszam się, po prostu ten remont to czeski film i....ja po prstu go znoszę.

      Ja tak samo:) Ale...niektórzy, niestety, innej kultury się wręcz boją.

      Usuń
  12. U mnie w robocie pracują ukraińcy i niektórzy są mili, pomagają itp a niektórzy z niewiadomych przyczyn uważają że są lepsi od nas ale skutecznie sprowadzamy ich na ziemię.

    OdpowiedzUsuń