Ostatnio w pracy jestem mistrzynią
przypałów. A wszystko przez remont, który wykańcza powoli nas
wszystkich. Co więcej, moje przypały robią mi nie tylko wstyd w
znanym otoczeniu, ale mają też pewien kontekst międzynarodowy.
Chyba powoli wywołuję jakiś polsko-
ukraiński skandal. A może...wręcz przeciwnie? Może niektóre moje
dziwne wpadki zapowiedzą raczej...polsko- ukraińskie pojednanie? Bo
mam wrażenie, że tego nam potrzeba jeszcze bardziej, niż kolejnych
niesnasek, które prawdopodobnie po premierze filmu Wołyń
nawarstwią się, otwierając dawne rany i przypominając dawne
konflikty.
A ja przecież zawsze kochałam
Ukraińców, ukraiński język i cudowny nimb wschodu. Więc może i
moje wpadki i wypadki nie tyle utworzą jakieś bariery co sprawią,
że znowu, jak zawsze, dogadam się z braćmi zza Buga?
Ale od początku.
Remont w Domu, w którym pracuję, to
jakiś istny czeski film. Kolejne ekipy przychodzą i odchodzą, bo
ekipy to kolejny podwykonawcy podwykonawcy, podwykonawcy, których,
jak na polskie realia przystało, przysyła inwestor, który dał
rzecz jasna najmniejszy koszt w przetargu. I tak oto Dom powinien być
już po remoncie, a kończy się przebudowa 1/3 całego ośrodka. Co
chwila wychodzą jakieś kwiatki i w końcu inwestor zaczął płacić
kary. Niezbyt mu się to spodobało, więc przykręcił śrubę i
robotnicy zaczęli pracować dniami i nocami. Weekendami. Bez
przerwy, kując, wiercąc i coś dziabiąc.
Załapaliśmy trochę nadziei, że
wreszcie to piekło się skończy.
W każdym razie, jak się
zorientowaliśmy, do pracy zostali wynajęci robotnicy z Ukrainy. Od
czasu do czasu zza dykty odcinającej naszą część oddziału od
remontowanej było słychać obcy akcent i obce słowa. Nic dziwnego.
Ukraińskie przekleństwa stały się
więc tłem dla naszej pracy, tłem, na które nie za bardzo
zwracaliśmy uwagę. Raz tylko, kiedy jakaś chuda Ukrainka wynosząca
gruz zemdlała za dyktą, nasza Oddziałowa i Moja Ulubiona
Pielęgniarka przebił się przez dyktę i zasieki z gruzu, pobiegły
dzielne z ciśnieniomierzem, glukozą i doprowadziły Ukrainkę,
chudą dziewczynkę do stanu używalności.
Mniej więcej, nie licząc pewnych
wypadków kiedy jedna ze staruszek na nocce przebiła się przez
dyktę, nie wiedzieliśmy za bardzo, co dzieje się po drugiej
stronie. Jak po magicznej drugiej stronie lustra.
Aż do mojej nocki parę dni temu nie
za bardzo interesowałam się tym, co dzieje się za dyktą.
Aż na mojej zmianie, kiedy większość
posłusznie spała, a inna część nie mogła przez niedobór leków,
zginął mi mój ulubiony Kawaler. Pan mniej więcej 80 letni,
dystyngowany, który wiecznie nam ucieka, bo, jak mówi „idzie do
domu”.
Szlag by to trafił.
Pech chciał, że przez remont na
części korytarza nie mieliśmy światła, bo panowie zza dykty
spieprzyli coś pokazowo z elektryką. No zdarza się, nie pierwszy
raz.
Chodziłam więc po oddziale, szukając
mojego Kawalera, aż zauważyłam, że dykta...jest odsunięta.
Kurwa, zaklęłam cicho w myślach. No
tak, Kawaler miał przedtem pokój za dyktą i usilnie stara się tam
wrócić. No nic, czekała mnie wyprawa do drugiej krainy remontu,
wyprawa po folii i w pyle. Bywa. Byle tylko Kawaler się znalazł.
Cicho prześlizgnęłam się za
odsuniętą dyktę. Na całym korytarzu paliły się tylko światła
awaryjne, które tak naprawdę...nie dawały nic. Tylko tyle, żeby
sobie mordy nie rozbić o ściany i framugi drzwi. Chociaż tyle,
pomyślałam i pożałowałam, że zostawiłam telefon w pokoju
socjalnym. Trochę bym sobie w tym bałaganie poświeciła.
Nagle, w ciemności, mignęła mi
wysoka sylwetka. Od razu wiedziałam, że to niemożliwe, żeby to
był mój Kawaler, jednak zaspana i zdezorientowana zapytałam cicho:
-Kawaler? ( rzecz jasna, użyłam
tu jego imienia).
-E...niet....- niezdecydowane,
ciche, odpowiedziało mi progu jednego z pokojów.
O żesz ja pierdolę, co jest? -
pomyślałam sobie i zaraz wydarłam się w podobny sposób. Kurwa,
kimżeś jest?
Zginę tu, pomyślałam. Zauważyłam,
że stojący naprzeciwko mnie facet ma jakieś 2 metry wzrostu i
jest....półnagi!
Zginę tu, zgwałci mnie albo zabije,
ja pierdolę, jakiś wariat. Zaczęłam się drzeć, mało
artykułowanie, coraz bardziej. Ponoć było mnie słychać na
oddziale poniżej i u pani Dyrektor. No nic nowego.
W tym momencie facet naprzeciwko mnie
zapalił światło.
No kurwa, pomyślałam, chociaż jak
mnie zgwałci, to nie będę żałować. Bo moim oczom okazał
się...istny adonis. Kojarzycie ten gif, gdzie Ryan Gosling ściąga
koszulkę a dziewczyna która stoi z nim mówi, że to niemożliwe,
żeby był prawdziwy, że te mięśnie to jakiś jebany photoshop?
Ten:
Tak, pomyślałam wtedy to samo co ona.
Ja pierdolę, jak zginę, to chociaż
zabije mnie facet od którego wyglądu robi się mokro. Tyle dobrze.
Ale w tym samym momencie jak zaświecił światło zaczął panicznie
mnie uspokajać, coś mętnie mówić w innym języku....aha, po
ukraińsku, zrozumiałam!
Przestałam się drzeć. On przestał
się tłumaczyć.
-Ok, dobra. Ja tu pracuję-
powiedziałam, spokojniej, cicho- A ty?
-Ja....toże.
No to jesteśmy w domu. Po chwili
doszliśmy do wyjaśnień, a ja zauważyłam, że w pokoju, z którego
wytoczył się półnagi, bosy Adonis śpi jeszcze trzech chłopa co
najmniej.
Okazało się, że ekipa
ukraińska...śpi w naszym Domu. Za pozwoleniem dyrekcji, ich szef
wyprosił, żeby mogli tu spać, gdzie remontują, bo robota pójdzie
szybciej. W sumie...mają małą kuchenkę, sprawne prysznice, taniej
im spać w miejscu pracy niż wynajmować...
Wszystkim na rękę.
Tylko czemu mi nikt, kurwa, o tym nie
powiedział i myślałam, że umrę?
Tego się nie dowiedziałam. Jakoś
ominęła mnie ta informacja.
W każdym razie, w nocy, z boskim
Ukraińcem doszliśmy do porozumienia. Okazało się, że ma na imię
Artiom, jest gdzieś ze Wschodu i w miarę dobrze mówi po polsku.
Był tak miły, że razem ze mną poszukał jeszcze po remontowanym
odcinku Kawalera, który z zadowoleniem, z papieroskiem ukrył się w
swojej dawnej łazience.
Myślałam, że to koniec przygód,
pomimo tego, że rano, przewieszona przez okno naszego tymczasowego
pokoju socjalnego gapiłam się i śliniłam na boskiego Artioma,
który to zauważył ( mamy okna prawie naprzeciwko siebie,
cóż....mało spostrzegawcza byłam...) i radośnie mi machał o 6
rano, paląc ćmika w oknie ( i, bogowie, tak, palił go bez
koszulki!).
Myślałam, że na tym stanie, powiemy
sobie tylko dzień dobry kiedy miniemy się gdzieś w budynku Domu.
Ale oczywiście...Frida nie byłaby Fridą, gdyby historia się na
tym skończyła, prawda?
Podczas następnego dyżuru, jaki
miałam, okazało się, że nadal nie poradzili sobie z usterką
związaną z prądem. I tak też zostałam złapana na podpatrywaniu
robotników przez dyktę ( mamy tam boską dziurę...jak się z
Chłopcem śmiejemy, istny gloryhole :X )i pomagałam im przy
pstrykaniu kontaktami ( dziwny układ starego budownictwa, wszystkie
kontakty muszą być dobrze ustawione, żeby światło w ogóle
świeciło na korytarzu). Nic to nie dało, więc mój boski
Ukrainiec, paru innych i jakiś polski szef biegali cały dzień jak
z pieprzem w dupie. Nie przejmowałam się za bardzo i robiłam
swoje, bo co mi do ich prądów?
W każdym razie, gdy szłam do dyżurki,
do swojej Ulubionej Pielęgniarki wydarłam się „to co, poszli
już sobie czy dalej latają jak pojeby?”
Pech chciał że...pojeby stały w
otwartej windzie.
Mój boski Artiom i jakiś polski
szefuńcio, podpity śmierdzący dość mocno jamnik w wieku około
35 lat.
Pielęgniarka podłapała temat, jakby
nie słyszała jaką gafę palnęłam.
-O, Basieńka, bądź tak uprzejma i
jedź z panami, pomożesz im pstrykać!
Po prostu tak zabezpieczyli dyktę po
wypadku z Kawalerem, że teraz, żeby przejść na „tamtą stronę”
trzeba zjechać windą na dół i wejść innym wejściem.
Co miałam zrobić? Wsiadłam i
pojechałam.
I...wtedy się zaczęło.
-A teraz to już wiem jak pani ma na
imię!- zaczął polski budowlaniec, jebany Szefuńcio.
-Ta, jak pół mojego oddziału-
już czułam, co się kroi.
-Może, może...ale wie pani, panią
zapamiętam. Pani taka ładna, wyjątkowa...
Przewróciłam oczami, nie mogąc się
powstrzymać. Odór przetrawionego alkoholu Szefuńcia na pewno
przekreślał wszelkie szanse na flirt.
I nie, to naprawdę nie jest tak, że
każdy podrywający mnie facet od razu ma szansę dostania po
mordzie. I nie, nie chodziło o to, że szef jest mało atrakcyjny
(zwłaszcza przy cholernie atrakcyjnym Ukraińcu?). Ile razy w pewien
sposób...udaję flirt z bezdomnymi, staruszkami u siebie w pracy,
gram w ich grę, żeby poprawić im trochę samopoczucie i wiedząc,
że nikomu to nie szkodzi? Ale z nim było od początku coś nie tak.
Wzięłam więc go na dystans, na początku po prostu...zbywając.
Jeszcze nie wpadając w furię. Ale po kolei.
Ja przewracałam oczami, Szef
podrywał...a mój Boski Ukrainiec zaczął się śmiać, nie mogąc
się powstrzymać. Szef to zauważył. I...zaczął się znęcać.
Chyba tak to można określić. Zaczął go jechać, że nie ma nic
do roboty u siebie i do nas przyjechał, to niech chociaż coś robi.
Wymyślać.
Artiom chyba niewiele sobie z tego
robił, pewnie przywykł do takich wyzwisk....i trzymał język za
zębami. Na koniec, patrząc na mnie, jakby wzruszył ramionami i
wymownie spojrzał. „Debil i tyle, co zrobić”,
odczytałam.
Wysiedliśmy z windy.
Podążyłam za Artiomem, a Szefuńcio
za mną, mizdrząc się i łasząc.
„Niech mnie kurwa chwyci za dupę,
to zobaczy kurwa, jak smakuje moja pięść przy jego nosie, no dalej
kurwa, niech spróbuje, panisko jedne, szef jebany, pomiatający
ludźmi podlec”- myślałam.
Popstrykałam z nimi kontaktami.
Posłuchałam jak Szef obraża jeszcze Artioma i resztę Ukraińców,
którzy wiele mniej niż on najwyraźniej rozumieli po polsku. Prąd
nadal szwankował, stwierdziłam więc, że nic tu po mnie...i
zaczęłam wychodzić.
Artiom poszedł ze mną, bo coś u nas
zostawił, wracał się, idziemy do windy...a Szef za nami.
-To ja panią odprowadzę, jak już
panią zabrałem z góry- mizdrzył się dalej.
-Nie trzeba, pracuję tu rok,
poradzę sobie.
-Tak będzie pani bezpieczniejsza-
powiedział, łypiąc na mojego Adonisa. Ja spojrzałam na miry
wzrost szefa kalkulując, że jednym ciosem sama złamałabym mu
szczękę. Cóż.
Wsiedliśmy we trójkę do windy.
-Słyszałem, że jutro też pani
jest w pracy.
-No jestem...i?
-Może kawa?
-Piję herbatę.
-Lubię i herbatę, możemy się
umówić na herbatkę.
-Mam męża.
-Mąż nie musi wiedzieć.
-Nie jestem z tych, co oszukują
mężów.
Każde zaproszenie zbijałam. Zaczynała
mną trząś zimna furia, a stojący z nami w windzie, milczący
Ukrainiec chyba bawił się w najlepsze.
-To jutro przyjdę na tę
kawę...-powiedział Szef, kiedy winda zatrzymała się na naszym
piętrze. No nie wytrzymałam.
-Nie, nie będzie żadnej kawy. Nie
piję kawy z niemiłymi ludźmi!- wywrzeszczałam prawie ( ok,
mam donośny głos, po prostu można to było tak odebrać),
wychodząc. I obróciłam się na pięcie. Zobaczyłam klasycznego
karpia zawiedzionego Szefa i...za nim mojego boskiego Ukraińca,
który za jego plecami pokazywał mi podniesiony kciuk.
Wkurw zmienił się w ubaw. Tyle
dobrze. Przynajmniej od razu i cały oddział się ze mnie pośmiał.
Dzisiaj znów przyszłam na dyżur. W
cnotliwej bluzce, jak to stwierdziłyśmy z dziewczynami, żeby
czasem Szef nie pomyślał, że to dla niego pokazuję swój biust (
cóż, w pracy fizycznej jest po prostu gorąco, do cholery!). Z
rana, o 7 , sama poszłam na skrajny koniec oddziału. Żeby ubrać
ukochaną panią Oleńkę i innych, którzy wstają. Poszłam
i...usłyszałam znane mi rytmy. Nie mogłam się nie pobujać.
Marley. Mój dobrze znany, przed laty
słuchany Marley, puszczany z jakiejś skrzypiącej taśmy.
Nie wiem czemu, od razu pomyślałam o
Artiomie i tych jego długich ciemnych włosach, które nadawałyby
się na dready, kolorowej czapce którą nosił wczoraj gdy
wychodziliśmy na dwór brnąc do windy.
Ewidentny fan Marleya cholera. I
ubierając panią Oleńkę, z samego rana zaczęłam tańczyć..i na
głos śpiewać.
I wanna love you.
And treat you right.
Zza dykty przyłączył się męski,
ładny głos. Znam go. ..Artiom. Ne pomyliłam się. Sądzę, że i
on poznał mój.
Swój człowiek, miałam rację. Nie
jestem fanką reagge ale...Marley jest nieśmiertelny. I on do niego
pasował całym sobą, taki pozytywny pomimo...złego losu. Skąd
jesteś? Ze Wschodu. Z Donbasu? Tak.
Człowiek który pochodzi z kraju
pełnego wojny. A śmiejący się z poniżających go ludzi. Od rana
znów...moje serce ścisnęło się z tym dziwnym poczuciem czułości.
Chęci objęcia. Chęci powiedzenia człowiekowi, całkiem tak
naprawdę obcemu, jak jest dzielny, jak jest piękny ( dobra i
seksowny w cholerę!). Tańczyłam i śpiewałam do Marleya zza
dykty...i wiem, że ktoś za dyktą śpiewał i tańczył jak ja,
kończąc remont. Nieważne, że jesteśmy z innego kraju i mamy
trochę problem, żeby się dogadać. Zapanował między nami
muzyczny pokój, ja słyszałam jego głos, a on mój, śpiewający
uniwersalnym Marleyem.
Potem znów, niestety, zjawił się
Szef. Szef, który znów mizdrzył się do mnie wręcz nieprzyzwoicie
i....działając mi na nerwy. Szef śmierdzący alkoholem i co
najgorsze, pokazujący „jaki to ja ważny”. Bo dalej, zwłaszcza,
gdy mnie widział, umizgiwał się i mizdrzył, aż mdliło. I dalej
jak widział którąś z nas przynajmniej zaczynał wrzeszczeć na
swoich ukraińskich robotników. Jak jakiś rzymski poganiacz
niewolników na targu....a ponoć, w XXI wieku niewolnictwo nie
istnieje. Niestety, ponoć ekonomiczne ma miejsce.
Szef dopytywał się o kawkę a
mi...rosło napięcie.
Bo ja nienawidzę takich ludzi, mimo że
staram się zrozumieć. Zakompleksionych i przez to krzywdzących
innych. Z przerostem ego, którym próbują zakamuflować własne
niedoskonałości. Hipokrytów. Z brakiem szacunku po prostu dla
drugiego człowieka. Poniżających małych Pol Potków, którzy
poniżani społeczni potem gwałcą swoje bezbronne zony. Tak, tak
ich widzę. I...krew mnie zalewa jak mało kiedy. Bo naprawdę, wiem,
że może powinno mi być iż żal, powinnam mieć i czułość dla
ich kompleksów, ale jak zaczynają pomiatać kimś na niższej
pozycji...krew mnie zalewa i moja mała furia. To jak krzywdzenie
dzieci, zwierząt staruszek. Po prostu mówię temu nie, głosząc
prawa wielkiego szacunku. Wtedy i ja staję się może hipokrytką,
szacunek do takiego człowieka tracąc.
-To co z tą kawą?
-Nie będzie.
„Nie będzie, bo jesteś zadętym
w sobie bucem”- dodawałam w myślach, ale już nie mówiłam
głośno.
Tak się złożyło, że dzień
wcześniej kupiłam jakieś biedronkowe cappucino, żeby wypić z
dziewczynami w pracy. Tak się złożyło, że poszły mi nerwy.
Ponoć legendarny remont pierwszego
odcinka zmierza ku końcowi, więc dzisiaj cała brygada kręciła
się po naszym oddziale i nawiercała jakieś otwory w suficie. Może
na kamery, nie wiem, nie znam się. Tak się złożyło, ze Artiom i
jakiś jego kolega wiercili, stali na drabinach naprzeciwko naszego
prowizorycznego socjalnego na świetlicy. Cali w pyle, coś tam do
siebie po ukraińsku mamroczący. No nie wytrzymałam.
-Artiom?- podeszłam z rozpędem
prawdziwej penery do drabiny. Zgłupiał trochę.
-No?
-Chcecie kawę?
Zrobił wielkie oczy ale po chwili już
zrozumiał chyba, o co mi chodzi. Parsknął śmiechem. A ja stałam
z założonymi rękami i czekałam. Zastanowił się, czy opłaca mu
się ewentualne, prawdopodobne znęcanie się szefa nad nimi przez
dobre następne dwa dni, jak sądzę. I tak się ściekał i tak się
rządził a co nosa utrze to utrze...
-Czemu nie, przerwa się przyda za
chwilę.- powiedział z tymi swoimi przerwami, jakby się jąkał,
bo szukał dobrych słów.
-To jaka?- nie odpuszczałam ze
swoją furią, łypiąca z boku na szefa, który łypał na nas z
boku -
Rozpuszczalna, sypana, cappucino?
Rozpuszczalna, sypana, cappucino?
-E....słodka?
Słodka. Dobra. Zamaszystymi ruchami
wpadłam do naszego prowizorycznego socjalnego, z hukiem robiąc kawę
w przypadkowych kubkach. Ten słodki pani Marty z owieczką, ten
dziwny pomalowany lakierem pani Violi. Nadadzą się.
Zeszli oboje z drabin, podałam im
kawę, a oni usiedli na chwilę, dosłownie, chwilę, żeby wypić tą
stygnącą już kawę na świetlicy.
Postałam chwilę z nimi, bo nagle
trzeba było iść do jakiejś babci, która akurat teraz zaczęła
rzucać kupą o ścianę. No zdarza się.
-Więc....Marley?
-Bob Marley, da. - przytaknął
Artiom ze śmiechem.
Szef już ani razu do mnie nie zagadał.
I jakby spasował z wrzeszczeniem na robotników, ba, nawet na
dziewczyny, które sprzątają. Może poszedł sobie na ciche,
cierpiętliwe piwko, gdy jego serce zostało przeze mnie złamane.
Nie wiem, nie dociekam. Tym razem mało mnie to obchodzi.
A ja, tak naprawdę, najchętniej to
bym Ukraińców zaprosiła na obiad, przed czym niedawno przestrzegał
mnie Wojtek...
-Ej, Basia, ale mam jedną prośbę
do ciebie, jak już się przeprowadzimy.
-No?
-Nie sprowadzaj mi od razu na chatę
bandy głodnych ukraińskich robotników. Nie wykarmimy wszystkich.
Myślał, że tak będzie w Przemyślu.
A ja znalazłam sobie taką bandę już w Poznaniu i...
Nie, dobra. Tu nie chodzi o żadne
obiady i wielkie zaprzyjaźnianie się z wszystkimi. Tu chodzi o
trochę szacunku i przyzwoitości. Bo w zachowaniu naszych tzw.
rodaków ( ta, żadna ze mnie patriotka, nie odczuwam potrzeby
narodowości) widzę pewne schematy które troszkę mnie bolą.
Wojna na Ukrainie? Wielkie
solidaryzowanie się w telewizji, o ci biedni ludzie. Zresztą,
podobnie było z Syrią. Ale no, płacz, zła Rosja ich atakuje, mają
w sumie wojnę domową, jacy biedni ludzie, niech Caritas i PAH ślą
im jakieś dary, nawet wrzucę nowe buty do wora dla nich...
Bieda na Ukrainie, jacy ci ludzie
biedni, no naprawdę, hrywna taka tania...
Ukrainiec w Polsce, pracujący,
próbujący jakoś ogarnąć sobie życie, bo w upadającym kraju
przymierałby głodem? Człowiek gorszej kategorii. Och jak nas
wkurza ten ich dziwny akcent na ulicy. Odbierają nam pracę! W
ogóle, to to jakaś dzicz, pewnie wiecznie chodzą pijani, nie myją
się. Najlepiej będzie, jak zrobią swoje, a ja będę ich
ignorować. Bydło i tyle.
Hm, a tak się burzyliśmy na
zachowania Anglików wobec Polaków a...sami kogoś traktujemy jako
ludzi gorszej kategorii. Przynajmniej, jak są blisko. Jak są na
ekranie telewizora, to można ich ewentualnie trochę pożałować.
I nie mówię, że robimy to wszyscy
ale...do cholery, czy tak trochę nie jest? Serio?
W ogóle, odkąd żyję, mam wrażenie,
że Polacy mają Ukraińców za trochę gorszy naród. Albo bardzo,
bardzo zły wręcz. Taki trochę dziki, niedorozwinięty wschód, nad
którym Polaczek- magnacik powinien trzymać bat. Tak jakby Ukraińcy,
mimo ogromnych kulturowych podobieństw, byli dziećmi gorszego Boga.
Biedniejsi, zapuszczeni, wiecznie schlani...
Taki stereotyp. Jak Polak-złodziej dla
Niemca.
Jakoś zawsze bolały mnie te
stereotyp, może dlatego...że mimo wszystko, mam ukraińskie
korzenie. Nie, nie mówię po ukraińsku i moje korzenie tak naprawdę
pochodzą ze strony, której nie znoszę- wiecznie pijanego,
agresywnego ojca. Ale we mnie zakorzenił się jakiś sentyment do
ludu zza Buga i, może przez przypadek, a może podświadomie, zawsze
poznawałam dość blisko wielu ludzi z tamtego rejonu. Zakochałam
się w ludziach z Ukrainy, bo zawsze mam pozytywne skojarzenia.
Znajomi z Ukrainy od Vincenta, Zając który jest w połowie
Ukraińcem, pewien chłopak w którym byłam zadurzona. Rustan,
znajomy z liceum, Tołstoj z którym gadam namiętnie godzinami..
Zakochałam się jakoś we wschodniej
mentalności i mam do niej wręcz słabość. Kto wie, może
przesadzam w drugą stronę.
Ale miałam szczęście i gdy słyszę
miękkie l połączone z ł, miękną mi nogi. Nikt nie mówi tak
pięknie „Lublin” jak Ukraińcy i koniec kropka.
W każdym razie, jak ktoś pochodzi z
Ukrainy, ma u mnie od razu jakiś plus. Pozytywne skojarzenia. Ale
widzę...że wielu ludzi podchodzi do tego całkiem inaczej.
Ale może to nie rzecz pochodzenia,
narodowych stereotypów, a może pewnej, przyrodzonej ludziom małych,
chęci podniesienia swojego ego przez poniżenie drugiego człowieka?
Może to kolejny sposób na napiętnowanie i wprowadzenie
„ekonomicznego niewolnictwa” w stan faktyczny? Poczucie się jak
rasa panów? Nie wiem, doprawdy nie wiem.
Ponoć, obecnie w Polsce potrzebujemy
około 5 mln imigrantów, żeby nasza gospodarka się nie załamała.
Gospodarka Ukrainy załamała się już dawno, panuje tam wojna,
ludzie uciekają...sądzę, że można to jakoś pogodzić. Ba,
myślę, że to idealny układ, chociaż...nie znam się na ekonomii.
Nie znam się na polityce.
Jedyne, na czym się trochę znam....to
na ludziach.
I jak zawsze, boli mnie ich...swoista
ignorancja. Ich hipokryzja. Boli mnie to, że ludzie po prostu bywają
ludźmi. Wybaczam im, z pewnym niesmakiem...ale jednak. Jak zawsze.
Nie znam się na polityce, nie znam się
na ekonomii, znam się troszkę na ludziach. I wiem jedno. Nie ma
dobrych i złych Polaków. Nie ma tak naprawdę ( pomimo dawania
przeze mnie tego cholernego, podświadomego plusa!) dobrych i złych
Ukraińców. Nie ma dobrych/ złych bogatych i zdziczałych/ czułych
biednych. Wśród ludzi są po prostu ludzie którzy...mogliby się
po prostu odnosić do siebie z szacunkiem. Nieważne, czy jeden
pracuje dla drugiego, czy jeden jest jakoś przez chwilową sytuację
ekonomiczną na świecie być zależny od bogatszego.
W tym wszystkim jak zwykle są ludzie.
Też ci, którzy pomimo pewnych lekkich
barier językowych mogą się porozumieć, szanować i pośpiewać
razem Marleya, który wierzył, że dobry pan Jah ma miejsce dla
każdego pod pięknym dachem nieba. Niezależnie od granic,
niezależnie od momentu, w jakim kto się znajduje.
Raz na wozie, raz pod wozem.
Wszyscy jesteśmy ludźmi, żyjemy pod
jednym niebem, pod którym możemy się szanować. I możemy ze
śmiechem machać do siebie z okna.
A burakom pokroju Szefa po prostu
podziękujemy. Kawa z nimi powodowałaby zgagę.
Chcę cię kochać i dobrze
traktować
Chcę cię kochać każdego dnia i
każdej nocy
Będziemy razem, mając schronienie
nad naszymi głowami
Będziemy dzielić schronienie
mojego pojedynczego łóżka
Będziemy dzielić ten sam pokój, a
Jah zapewni nam chleb.
Aha. A światła na korytarzu jak nie było, tak nie ma. Spierdolone na amen.

U mnie remontował Wowa, Ukrainiec ;) Bardzo sensowny z wyglądu, politechnikę skończył, a jak sobie śniadanie szykował,no w szoku byłam. Ja robię kanapki i bach do torby. A on takie rarytasy sobie szykował,że mogłabym mu się oświadczyć. Ale cóż, Wowka ma już narzeczoną;) U mnie w mieście ostatnio łatwiej spotkać Ukraińca niż swojaka. Ale nie przeszkadzają mi, mili są, życzliwi, uśmiechnięci, jak możemy im pomóc to super:)
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
W ogóle, Ukraińcy, jak się okazuje, to u nas w kraju doskonali fachowcy. I coraz więcej z nich obala stereotypy. W ogóle szkoda, że miał narzeczoną, jestem ciekawa, co by Woody napisał o polsko-ukraińskim romansie XD
UsuńJak ja nie znoszę takich upierdliwców... Dobrze, że w końcu przystopował. W każdym razie dzieje się w tej Twojej pracy. Oby remont jak najszybciej się skończył.
OdpowiedzUsuńCo do Ukraińców, to znam tylko jednego, chodziłam z nim do gimnazjum i swojego czasu całkiem nieźle się dogadywaliśmy. :)
Ano dobrze, inaczej by to się serio upuszczaniem krwi z jego nosa skończyło XD Hah, nie zanosi się XD
UsuńCzyli, pozytywne wspomnienie:)
Ale dałabyś mu popalić. :D
UsuńAno, chyba zaraz go podejrzę na fejsie, co tam u niego słychać. XD
Cóż...mam tzw. ciężką rękę XD
UsuńNa pewno to nie zaszkodzi:D
Nie dasz sobie w kaszę dmuchać :D
UsuńAno nie XD
UsuńNie rozumiem takiego... braku tolerancji i szacunku. Ale ja ludzi to w ogóle mało kiedy rozumiem.
OdpowiedzUsuńW pewien sposób jednak przyjęłam, że tacy ludzie jak Twój szef byli, są i będą... i staram się skupiać na tych ludziach, którzy jednak są empatyczni, mają większy szacunek i tolerancję... bo tacy też istnieją i to w dużym stopniu kwestia podejścia... na kogo chce się zwracać uwagę jakby.
Mam wrażenie, że w tej kwestii po prostu istnieją...pewne skrajności. Albo nie szanujesz i nie tolerujesz, albo właśnie nie umiesz wręcz tego zrozumieć.
UsuńI nie mój szef, a budowlańców. Ja mam całkiem inne zwierzchnictwo, więc mogę szaleć wyzywać od buraków XD I wiadomo, lepiej skupiać się na pozytywach ale...nie można zamykać oczu na problem. I nie widzieć. Można...troszkę, po swojemu do tego, sabotować XD
Cóż sama jestem emigrantką i tak średnio też się czuje na obczyźnie. I tak masz cieprliwosć anioła, bo ja bym tego szefuncia chyba kopnęła, za takie zachowanie... Ale za to piknie mu pokazałaś hihi :)
OdpowiedzUsuńBo jednak trochę zawsze to...poza domem, co? Kopnęłam go mentalnie, tyle mi starczyło, to boli nawet bardziej niż złamany nos XD
UsuńFajnie takmiec takiego swojego Artioma ;) Ty masz Artioma ja mam kierowce :) chociaż jest na co popatrzec:D
OdpowiedzUsuńPatrzeć zawsze można, no nie?:D Na szczęście wiem, że Wojtek nie denerwuje się o takie rzeczy, tylko się ze mnie śmieje troszkę XD Że nadal jak nastolatka miewam XD
UsuńBo Wy macie takie piękny związek partnerski i oboje zdajecie sobie sprawę, że czym innym jest zauroczenie, a czym innym prawdziwa miłość :)
UsuńNo to prawda:) Nawet nie tyle zauroczenie co po prostu, radocha dla oczu XD
UsuńNo widzisz, więc to nic poważnego i o co ma być zazdrosny :D
Usuńotóż to xD
UsuńW lipcu spędziłam tydzień na Ukrainie, przeżyłam tam najzabawniejszą barową włóczęgę w swoim życiu, wypiłam z Ukraińcami niejedno piwo, a rozmawiając odkryliśmy, że mamy wiele wspólnego- chociażby w języku- my mówiliśmy po polsku, oni po ukraińsku i wszystko rozumieliśmy :D Generalnie to świetny kraj, bardzo sympatyczni ludzie, driny w barach robią porządne- do połowy leją wódkę XD No i fakt faktem, sporo Polaków może się tam poczuć jak bogacze. Mam też na uczelni koleżankę Ukrainkę, którą bardzo lubię. Także jak widzisz mam z tym krajem i ludźmi dużo pozytywnych skojarzeń :)
OdpowiedzUsuńA takie uprzedzenia, nietolerancja według mnie świadczą po prostu o ciasnocie umysłowej...
Ha, jakoś wcale nie wątpię, że wyjazd na Ukrainę mógł być...jednym z lepszych w życiu, szalony, nietuzinkowy. I zawsze właśnie uwielbiam to, jak w relacjach polsko- ukraińskich okazuje się, że można się dogadać bez nauki języka, zwłaszcza po paru piwach XD
UsuńOtóż to i tą ciasnotę trzeba nahajem pejczem po dupie lać XD
nie ma nic gorszego niż upierdliwy facet... a sytuacji na korytarzu nocą nie zazdroszczę, choć czytając o niej wydaje się zabawna to domyślam się, że wtedy do śmiechu Ci nie było.
OdpowiedzUsuńAno nie ma.
UsuńHah, ostatecznie wspominam to jako zabawną sprawę, chociaż miałam chwilę grozy:) Ale...z czasem to nie ma znaczenia, tylko ten śmiech zostaje:)
Rozbawiłaś mnie te pierwszą częścią :) Chcę takie ciacho :P
OdpowiedzUsuńA co do trektowania wszystkich ludzi z szacunkiem to zgadzam się w 100 % nie toleruję chamstwa.
Hah, ja mam inne, swoje, ale na to też popatrzeć mogę XD Jak np. się spoci i wyciera się własną koszulką... XD
UsuńI słusznie:)
Lubie czytać twoje posty, mogłabyś napisać książkę, serio! ;)
OdpowiedzUsuńAle teraz poważniej. Zgadzam się w pełni, nie rozumiem tej piany w gębie niektórych Polaków co denerwują się gdy przyjedzie ktoś po nowa szanse na lepsze życie. Sami tak robimy uciekając do Anglii, Niemiec, Holandii lub gdzie indziej. Wkurzają mnie tacy szefowie co myślą, że są niewiadomo kim, a ze ma pracowników pod sobą to wszystko może robić. Przychodzić pijanym do pracy i wyzywać się na innych i do tego te zalety. Matulu, jak starszy facet do mnie podejdzie o coś powie to jeszcze jest to zabawne, ale gdy do jasnej cholery jakiś pijany typ zacznie mnie dotykać i mówić jaka to idealna jestem - scyzoryk sam się w kieszeni otwiera.
Wyobrażałam sobie te seksowne ciacho i zazdroszczę widoków ;)
Dzięki:)
UsuńOtóż to. Że tak powiem...świat jest wspólnym miejscem, podział na kraje dość umowny i...każdy ma prawo do wędrówki. A najgorsza jest właśnie ta polska hipokryzja w tym temacie.
W ogóle ludzie, którzy pomiatają innymi, uznając ich za gorszych są straszni :X
Ano otwiera, ale właśnie...są na t metody XD
Hah, dzisiaj rano jak schodziłam z nocki też mogłam sobie popatrzeć XD
Ale jednak szkoda, że mu nie dowaliłaś. Dosłownie :)
OdpowiedzUsuńEt już niejeden męski nos złamałam ( i to dosłownie, mam ciężką rękę :X) i wiem, że póki nie trzeba to nie ma co się szarpać..lepiej inną metodą XD
UsuńJa w sumie 2 razy tylko dałam komuś liścia. Raz swojemu byłemu, i to przy jego znajomych to wtedy byłam bohaterką dnia :D a drugi raz obecnemu ale to akurat mu się należało :)
UsuńJak się należy, to po prostu można no XD
UsuńTak sobie czytałem i czytałem i czekałem kiedy mu ebniesz. Chop jestem, ale takiego chamstwa nie znoszę. U mnie już by dawno kury w powietrzu śmigały, aż miło. Sam miałem podobne zdarzenie z kobietą - i takie przypadki się zdarzają. Mówiłem, że mam dziewczynę, że nie interesują mnie znajomości na pięć minut a ta swoje. W końcu nie strzymałem i krótko a zarazem poetycko odpaliłem odpierdol się. Pomogło.
OdpowiedzUsuńNajgorszy pracodawca to Polaczek co z chama wyrósł na pana. Pełno takiego badziewia się plęgnie. Nasłał bym na takiego inspekcję, ale nie z wlkp (bo jak dobrze doczytałem sytuacja dzieje się w Poznaniu - a może coś pokręciłem?) tylko z Bydgoszczy, ponoć Ci są efektywniejsi w działaniu.
Uwielbiam poznawać ludzi innych kultur. Kiedyś w pracy poznałem Olienę z Ukrainy właśnie. Miałem za zadanie pomóc jej w poszukiwaniu informacji i to było moje najlepiej wypracowane osiem godzin w życiu, he he he. Rozmawialiśmy o wszystkim od jedzeniu, muzyce, modzie, kulturze, tradycji.
Kilka razy w życiu już musiałam jebnąć, złamałam już 2 nosy i jedno skończyło się wizytą na pogotowiu, więc wiesz :X mam ciężką rękę i póki nie muszę naprawdę jej nie podnoszę :D I to nie kwestia płci, zawsze zdarzają się natręci i tylko...dziwi, jak może nie docierać, że nimi właśnie bywają :X
UsuńOtóż to, po prostu, cham, który ma się za pana, chyba niezależnie od narodowości. Inspekcje były, z tego co wiem. Ale nie mieszam się, po prostu ten remont to czeski film i....ja po prstu go znoszę.
Ja tak samo:) Ale...niektórzy, niestety, innej kultury się wręcz boją.
U mnie w robocie pracują ukraińcy i niektórzy są mili, pomagają itp a niektórzy z niewiadomych przyczyn uważają że są lepsi od nas ale skutecznie sprowadzamy ich na ziemię.
OdpowiedzUsuń36 year old Developer II Zebadiah Govan, hailing from Langley enjoys watching movies like Los Flamencos and Rappelling. Took a trip to Flemish Béguinages and drives a Bronco. zawartosc
OdpowiedzUsuń