wtorek, 25 października 2016

O ranie i bólu fantomowym, który uczy chodzić, czyli nocne rozmowy pachnące przeszłością.

SZTUCZNEJ NOGI NIE ZMUSISZ DO WSPÓŁPRACY, JEŚLI NIE MASZ FANTOMOWEJ NOGI, KTÓRA CIĘ PIEKIELNIE BOLI.

Wysłałam mu te słowa w środku nocy.  Nie mogły przejść bez echa, jak i inne napisane w mailu, które tak się kojarzyły po przeczytaniu pewnej książki. Te słowa i wiele innych. Te, tak pasujące do niego, jak to nikogo innego.
Motto które mogłoby być mottem i jego życia.
A może i naszego?

Skończyłam czytać o 23, siedząc w bezpiecznym domu swojej matki, na kanapie, skulona pod kołdrą. Musiałam skończyć czytać, musiałam wiedzieć, czy tych dwoje będzie razem. kolejna przepowiednia, jak z nią się śmiałyśmy, bo w trakcie czytania to jej opowiadałam smsami o wszystkim, wysyłam cytaty. Musiałam wysłać mu maila w nocy, w którym pisałam o książce. I o wszystkim innym, co mnie tego dnia otaczało. Musiałam znów przypomnieć mu o swoim śnie, w którym widać było, jak bardzo za nim tęsknię. Bo przecież tęsknię. I książka też mi to uświadomiła. Za tą jego szorstką, ale i w pełni emocjonalną osobowością gdzieś bliżej. A nie w innym kraju, całkiem na północy.

Musiałam skończyć czytać tą książkę, choć oczy mnie już powoli bolały, choć chciało mi się już spać, bo przecież moje własne szaleństwo znów wycieńczyło moje ciało. A może trochę i duszę, choć tylko trochę, bo jasna kula pod sercem pali się cały czas aż jaskrawym tej jesieni światłem.

Bohater powieści, oustsider i niebezpieczny drapieżnik, mimo tylu różnic tak przecież kojarzył się z nim. Trudna relacja z rodzicami, wypadek. Mimo, że bohater nie miał fobii społecznej, nie spędził tylu lat zamknięty w jednym pokoju jak mój A. ... mimo to, wszystko się kojarzyło.
I ona, nieśmiała i naiwna, wcale nie była podobna do niej. Ale ich uczucie, wyjaskrawione, na wyrost stworzone w wyobraźni, dziwna zwierzęca namiętność, jedno spotkanie i tyle dopowiedzeń. I tylko jedno spotkanie po latach, które dalej kazało być samotnymi.
Nie mogłam nie skojarzyć. Nie mogłam nie napisać, najpierw do niej, ze śmiechem. Potem do niego, z pewną powagą, bo z nim zawsze rozmawia się inaczej, zabawnie ale i zawsze otwarcie, bez aluzji. On i tak wyłapuje wszystko, co siedzi w mojej duszy. Tak jak ja w jego. Znamy się. Tak mało, a tak bardzo. Znamy się.
Znamy się, mówiłam jak pewna alkoholiczka z mojej pracy, tak jak mówi wtedy, gdy za dużo wypiła i chce udowodnić całemu światu, że jest trzeźwa.
On mnie zna, mówiłam parę dni temu, kiedy było mi głupio, że pijana dzwoniłam do niego w środku nocy, żeby odgrzebać stare rany, ja, która najmniej ze wszystkich powinnam to robić.
Ty mnie znasz, mówiłam, kiedy rozmawialiśmy rano, kiedy było mi głupio i wstyd, a on tylko śmiał się z pewną czułością, tym swoim chropowatym śmiechem. Masz rację, mówił. Ja ciebie znam.

Musiałam więc i jemu napisać o wszystkim. Bo on mnie zna. I jakby więcej rozumie. Mimo wszystko, on więcej rozumie.
Dzień był pełen znaków, tam gdzie człowiek się ich nie spodziewał ani trochę, w głupich programach, w mądrych książkach, dzień słonecznej jesieni, która aż śpiewała za oknem, wołała, by w nią wejść, by skorzystać z ostatnich takich promieni słońca. Jesień pełna skojarzeń, mówiących o tym, co dwa lata temu, o złamanych sercach, które teraz łamią cudze. Jesień pełna skojarzeń, tych co rok temu, tych mówiących o moim płaczu i o tym, jak to ja, złamana, w nim odnalazłam siłę w jakiś przedziwny sposób, a on odnalazł moje słabości i przez to nieraz zaczął mówić do mnie "dziecinko".

Jesień, moja ukochana pora. Kiedy wszystko zamiera, a tak naprawdę udaje się na spoczynek. Czas pełen melancholii, w którym odnajduje się najwięcej wspomnień, tych bolesnych przede wszystkim, tych, które są jak bóle fantomowe, ale i czas, w którym te wspomnienia się oswaja, przenosi do czasu byłego, tam, gdzie powinny należeć. W tym czasie się nie rośnie, w tym czasie wszystko się koi, schodzi do podziemi jak córka Demeter, Persefona, która i tam znalazła przecież szczęście.

Jesienne noce, jesienne rozmowy.
Jesienne książki, pełne dziwacznych skojarzeń.

Nie mogłam więc nie napisać, długiego, długiego maila, leżąc w łóżku, w pokoju, w domu, który należy do mnie od dziecka, w którym dorastałam. Domu, do którego on zapewne już nigdy nie przyjedzie, mimo że zabieram tu od czasu do czasu wszystkich ludzi, których kocham.
Ale jego tu nie wezmę, mimo że go kocham, bo kocham go jak przyjaciela już, brata, ale mamy za sobą dziwną historię, historię trójkąta, a może nawet czworokąta miłosnego, w którym on okazał się przegranym, a może i wygranym, będąc dziwnym wspomnieniem, którego nie można ukoić.
Którego dziwacznie nie umie ukoić mój Mąż, który jest dla mnie domem, tym prawdziwym.
Którego mimo wszystko nie może ukoić ona.
A ja...co my mamy za sobą?

Niepokojąca, niebezpieczna osobowość, jak w tej książce. Tak, to o nim.
O nim, chociaż ja jak mało kto tą osobowość znam i tą osobowość oswoiłam. Bo my się znamy. I czasem znamy się aż za bardzo, myśli jednego przenikają drugie, uświadamiają to, do czego sami przed sobą nieraz nie chcemy się przyznać.

I tym razem mnie zaskoczył, gdy zamiast odpisać na maila, po prostu zadzwonił. Zasypiałam już w swoim dziecięcym pokoju, w najbezpieczniejszym domu pod słońcem, gdy zobaczyłam dzwoniący telefon. I ten dziwny, długi, niemiecki numer, którego mój telefon nie chce zapisać.
-A? - zapytałam już zaspanym głosem.
-Dostałem właśnie maila od ciebie.
-I czemu dzwonisz, zamiast odpisać?
-Nie wiem, jakoś chciałem cię usłyszeć. Jakoś tak wiesz, ostatnio tak wyszło, że więcej rozmawiamy w ten sposób...
Zawiesił głos, jak to on. Tak, nie musi dopowiadać, wszystko wiem.

Tak, jakoś tak wyszło. Przez moje pijackie akcje, bo może po prostu tęsknimy, gdy on mieszka w innym kraju, gdy już się ożenił z kobietą, której imienia nie mogę zapamiętać i którą uparcie nazywam ksywą od nazwy jej kraju.
Bo tęsknimy za sobą, tą dziwną tęsknotą, mimo że przedtem w ogóle siebie nie potrzebowaliśmy, mimo że mogliśmy nie odzywać się do siebie parę lat. Może to wszystko dlatego, że w końcu skończyły się niedopowiedzenia, może to dlatego, że zeszły rok wszystko wyjaśnił przy dziwnych wybuchach jakiejś podskórnej, nigdy nie zaznanej emocjonalności i namiętność w tej historii, która podjęła ostateczne decyzje. Może dlatego, że pewne tęsknoty okazały się ułudami i się wypaliły, zostały przekute w inne. Tak, może dlatego za sobą tęsknimy, bo potrzebuję go jak przyjaciela, a on mnie już jako przyjaciółki, mimo że on zawsze mnie kochał, a ja w momencie zwątpienia w mojego męża miałam przez moment tylko takie wrażenie. Tęsknimy bo jesteśmy przyjaciółmi, nie boję się tego słowa, bo tak już jest naprawdę, mimo że dawne historie czasem wychodzą. I wychodzą niechcący. Jak przy jesiennej aurze, bo teraz wszystko na nowo się układa.
Wychodzi i układa, przez jesienne książki i szczere nocne rozmowy. Tyle nam wystarczy.

Ja zaspana, on całkiem rozbudzony, w innych miastach, w innych krajach, w innych łóżkach. Ja w łóżku, przepraszam, a on na swoim balkonie, z papierosem w ręku, ze szklanką mocnej herbaty.

-Czytałeś mój sen?
-Tak, nawet ci przecież odpowiedziałem. Wiesz, że gdyby cokolwiek się stało, to od razu bym przyjechał, od razu wsiadłbym w samochód, gdybym był tylko potrzebny...
-Wiem, nie musiałam pytać- roześmiałam się. Bo nie musiałam. Wiem, że gdybym go naprawdę potrzebowała, rzuciłby wszystko. Tak jak mimo wszystko, chyba ja dla niego.
-Właśnie, Frido. - rzucił nagle, przerywając mój śmiech. Jakby właśnie coś przyszło mu na myśl, albo raczej, znając jego, jakby to było już zaplanowane, jakby sobie wcześniej ułożył scenariusz, ale chciał wprowadzić to zastanowienie, to napięcie do rozmowy. Wyobraziłam sobie te jego ściągnięte brwi, zmarszczkę pomiędzy nimi, jak wtedy, kiedy przechodzi do czegoś ważnego.
-Tak?
-Dla ciebie bym rzucił. Gdybyś tylko mnie potrzebowała. A dla kogoś innego niekoniecznie. 
-Do czego zmierzasz?- znam go. Wiedziałam, że nie powiedział tego ot tak, po prostu. Na tle ostatnich zdarzeń, rozmów, moich głupich pomysłów. Na tle moich pijackich rozmów, nie z nim. A z nią, o nim. Wiedziałam, do czego to zmierza, ale może nie chciałam wiedzieć.
Ot, jesień. Wracamy do jesiennych porządków wewnętrznych, bo na zewnątrz sprzątaliśmy wiosną.

-Mam wrażenie, że trochę udajesz, Frida. A raczej, że sobie wmawiasz pewne rzeczy, odpychając dawne. 
-O co ci chodzi?
-Znam tą książkę, Frido. Znam ją. Te cytaty. 
-Och, nie wiedziałam że...
-I wiesz. Ja mam wrażenie, że ty znalazłaś w pewien sposób zastępstwo. Zawsze jeśli o kimś bym pomyślał przy pewnych fragmentach to raczej...byłaś ty. Bo my mamy za sobą historię. A mam wrażenie, że ją spychasz na dalszy plan. My mamy za sobą większą historię. Czasem mam wrażenie, że o tym zapomniałaś. Chcesz zapomnieć, skupiając się na czymś innym, świeższym, co tak naprawdę ciebie nie dotyczy , nie powinno cię dotyczyć i...mam wrażenie, że chcesz sobie, jej, mi wmówić, że to jest silniejsze, ważniejsze. A tak nie jest Frido. Tak jakbyś też nie chciała jej o tym wszystkim mówić, uświadamiać jej...A tak naprawdę, my mamy za sobą historię. I prędzej to z tobą by się skończyło jak w tej książce, a nie z kim innym. 
-A., o czym ty, ja...
-Posłuchaj mnie przez chwilę- powiedział ze spokojem. Kiedyś potrafił mi tak tylko przerwać w nerwach. Jak on się zmienił, pomyślałam. Jak on dojrzał. Jak on potrafi ze mną rozmawiać już...bez tych emocji, bez szarpania, bez...- Posłuchaj. Mam wrażenie, że próbujesz sobie, mi, jej wmówić, że czegoś nie było. A to ciebie przez tyle lat kochałem. I ciebie naprawdę kochałem, nie jakąś mrzonkę. Z tobą się spotykałem, na ciebie czekałem, ty mnie wyciągnęłaś z tego bagna, z fobii, zmieniłaś moje życie i zadałaś mi największy ból w życiu. 

Słuchałam go. Słuchałam, ale nie mogłam nic powiedzieć, bo do oczu zaczęły wzbierać mi łzy. To to, o czym nieraz naprawdę nie chcę myśleć. I on o tym wie.

-Znalazłaś sobie temat zastępczy, co? Ale o ile i tu pisałem wiersze, teksty...Jeny, Frida. Tylko ty wiesz, a może nawet nie masz pojęcia, ile lat pisałem z myślą o tobie, ile o tobie jest wierszy. I tobie potrafiłem je pokazać. To przy tym wygląda jak jakaś zabawa. I wiesz, tak sobie pomyślałem po tym jak dzwoniłaś do mnie pijana parę dni temu...że ty to spychasz. A ja tego nie chcę. 
-Czego nie chcesz, A.? - udało mi się zapytać cicho, gdy otulałam się szczelniej kołdrą, która jakby miała mnie przed tym wszystkim ochronić.
-Nie chcę, żebyś to marginalizowała, trywializowała. Skupiała się tylko na tym, co było między mną a nią, bo to nic w porównaniu z tym...jeny, Frida. Po prostu, kochałem ciebie jak wariat, to nadal jakoś gdzieś istnieje, we mnie w tobie ta wiedza, no nie? To na ciebie potrafiłbym czekać tyle lat, zresztą, czekałem, póki nie zrozumiałem tak naprawdę, w tamtym roku, że zawsze, zawsze będziesz kochała swojego męża, zawsze do niego wrócisz, póki on żyje....Frida, zrozum. Ja nie chcę, żebyś to, że ja miałem do kogoś jakiś sentyment, kogoś w jakiś inny sposób kochałem, traktowała, jakby to było ważniejsze...
-A, ja nie...
-Daj mi dokończyć. Tak sobie o tym myślałem po prostu, teraz z tą książką. W pewien sposób...ty zrównałaś pewne rzeczy i mam wrażenie, że po to, żeby może i jakoś wyleczyć swoje wyrzuty sumienia. Bo nie oszukasz mnie, ja wiem, że ty masz wyrzuty sumienia, ale jednocześnie mnie kochasz, tak po prostu, jako przyjaciela już, chociaż był moment....no nieważne, było co było. Ale dlatego może masz wyrzuty sumienia. I tak sobie pomyślałem, że nie chcę, żebyś to robiła. Bo chcę, żebyś wiedziała, jak dla mnie ważna byłaś, jesteś, będziesz. 
-Nie wiem czy powinniśmy do tego wracać.
-Sama wróciłaś jakoś, no nie? Coś w tobie to zrobiło, Frida, ja cię znam. I chcę żebyś wiedziała...Nie chodzi o to, że nie chcę z tobą o niej rozmawiać, chociaż tak naprawdę nie muszę, ale mogę tylko z tobą, ale nie muszę, bo to nie boli aż tak. Chcę żebyś to sobie wbiła do głowy, że nie masz spychać tego, co było, bo się boisz.
-Ja się nie boję, ja nie..
-Boisz się, że mnie zraniłaś i może dlatego stale mówisz tylko o tym, że ją jakoś pokochałem, swoje wyobrażenie, to kojarzy ci się w książkach, a nie ty sama. Ale Frida....to ty jesteś bólem fantomowym, dzięki któremu nauczyłem się poruszać protezą życia. 
Zatkało mnie. Znowu poczułam znajome pieczenie oczu, znajome pieczenie w gardle.

-Geez, Frida, tylko nie płacz. Bo nie o to chodzi, wiesz? 
-Wiem, A.
-Ja jestem ci za to cholernie wdzięczny. Zawsze będziesz najważniejsza w moim życiu jak...jak wszystkie kobiety które mogłem poznać, jednocześnie matka, siostra, spełniona tylko w moich fantazjach kochanka. Wiesz, że nie jestem normalny, jestem stuknięty, ale to nie szkodzi. Ja już sobie radzę i to też dzięki tobie. Zadałaś mi największy ból ale jednocześnie nauczyłem się żyć, dorosłem, byłaś ze mną gdy umierała moja matka. Tak, kocham cię i to już jest ponad jakimiś fantazjami, jakimś czekaniem, wiesz, jakąś chorą romantyczną wizją. Zresztą wiesz, że tak jest. Kocham cię tak jak całego człowieka. Tak jak  ty mnie. 

Popłakałam się. Cholera. Dlaczego płaczę tylko przy swoim mężu albo przy nim?

-Więc już się nie martw, jest dobrze. Nie miej wyrzutów sumienia. Czasem ci muszę o tym przypomnieć. I nie spychaj tego wszystkiego na margines, dobrze? Bo nie chcę, żebyś tak robiła. Dla mnie to zbyt ważne. 
-Dobrze, A. Nie będę już...ja cię przepraszam, że może...
-Tylko nie zaczynaj przepraszać!- zaśmiał się. Ten jego śmiech, taki inny niż kiedyś, ponury. Dorósł, naprawdę dorósł i stał się tak cholernie silny...tak bardzo, że teraz to ja mogłam być przy nim jakoś krucha. Jakoś mała, mimo, że zawsze on mówił, że jestem najsilniejszą istotą jaką znam.
Mogłam się stać jakoś, w dziwny, pokrętny sposób, dziecinką. Przez swoje wyrzuty sumienia, a przez jego siłę...wybaczenia?

Nie wiem, czy o to tu chodzi. O wybaczenie. Bo czy trzeba wybaczać komuś, kto jednocześnie łamie ci serce, kręgosłup, przetrąca wszystkie emocjonalne kości ale dzięki temu odkrywasz, że je masz i uczysz się na nowo chodzić?

Jesteśmy daleko od siebie.
Bogowie.
Nigdy tak naprawdę, dosłownie, blisko nie byliśmy. A staliśmy się dla siebie tak ważni. Mamy za sobą historię. I oboje dorośliśmy chyba na tyle, żeby się z nią pogodzić. On na pewno.
Ale czy ja? Może naprawdę muszę nauczyć się mądrze o niej pamiętać. Może to wydobyła jesień, jeszcze to, gdy wszystko inne już uporządkowałam. Gdy na nowo zakochałam się w swoim mężu, gdy na nowo mogę już, bez problemu i żalu patrzeć na nią i ją też kochać, jak swoją siostrę, przyjaciółkę, o którą się martwię.
Może my musimy ułożyć pewne rzeczy, podczas nocnych rozmów. A raczej muszę zrobić to ja. Bo on wie, on wszystko w sobie wie. On kocha. On uczy się życia. On układa swoje życie, protezę nałożoną na wiele ran, protezę, dzięki której na nowo sprawnie chodzi. To on nie chce zapominać o ranie, bólu fantomowym mojej nieobecności i bólu innych spraw jego życia, bo umie je doceniać.
To on stał się tym mądrym, tym silnym.
Pora i na mnie, żebym zmądrzała.

Bo tak naprawdę, dziwny ze mnie człowiek. Tak bardzo doceniam ból i rany w swoim życiu, tak bardzo doceniam dziwny ból fantomowy po utracie, śmierci tych, których kocham, doceniam zwłaszcza jesienią. Wiem doskonale, że dzięki temu właśnie, utracie, braku, tęsknocie, złamanym sercom, doceniam też radość i smak życia. Dzięki temu jestem silna, umiem żyć.
Dlaczego nieraz nie umiem przełożyć tego na jego życie?Dlaczego o tym zapominam?
Może muszę zmądrzeć. I po prostu doceniać, cieszyć się, że on jest. Daleko, ale niesamowicie blisko. Mądrzejszy o jedną śmierć, złamane dwa razy serce, mądrzejszy o odrzucenie, żyjący nieraz swoimi fantazjami, ale bardziej dla rozrywki, niż naprawdę.

Życia uczymy się tylko przez jego ból, straty, tęsknoty. Szczęścia uczymy się tylko przez cierpienie. I dzięki temu wszystkie mu, tak naprawdę, uczymy się głęboko, prawdziwie i czule kochać.
I właśnie o tej miłości, tej najważniejszej rzeczy w życiu nie można odrzucać, nie można marginalizować.

Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, już o zwykłych sprawach. Bo po takich wyznaniach potrafimy przejść do codzienności. Rozmawialiśmy po prostu jak kumple, darzący się zwykłą sympatią. A potem, zasnęłam spokojnie.
Dawno tak dobrze nie spałam, tak spokojnie. Wreszcie od tamtej nocy, kiedy za dużo wypiłam i niby nic się nie stało.
A może stało się wszystko.

Nocne rozmowy. Czasem się ich boję, siebie w nich. Jak się okazuje, całkiem niepotrzebnie.
Bo dzięki nim mogę zacząć kolejny wspaniały, jesienny dzień. Odpoczynek. Zamieranie. To, dzięki któremu rodzi się życie.



Ciemność wzrasta we wszystkim, co robisz
Stoi i rozciąga się w pokoju
Przestrzenne ruchy to motyle
Cienie rozrzucone bez płomienia

Nigdy nie było nic złego, zawsze to była prawda
 Zagłuszony szept rzeczy, które ona poruszy

I wtedy przecinasz
Odcinasz to wszystko
I wszystko wraca do porządku



17 komentarzy:

  1. Szczerze to Ci zazdroszczę takich rozmów, takich przyjaźni, takich głębokich relacji i przemyśleń...
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nachodzi mnie myśl, że byłoby łatwiej bez nich ale...do cholery, wiem, że wtedy moje życie byłoby jakoś hm..jałowe?

      Usuń
  2. Aż przypomniały mi się moje nocne rozmowy, z kimś kogo w moim życiu już nie ma, z kimś o kim nie wiem na chwilę obecną nic, nawet nie wiem czy żyje... Jednak takie rozmowy niesamowicie oczyszczają i wprowadzają ten spokój, dzięki któremu mogłaś spokojnie spać.
    I czasem właśnie Ci, którzy są tak daleko, są nam najbliżsi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, takie nocne rozmowy są jakoś ciężkie ale...przynoszą ukojenie. Bo pewne rzeczy, choć nieraz się bronimy przed tym, trzeba powiedzieć.
      Otóż to. I dobrze wiedzieć, że są- jeśli nadal są...

      Usuń
    2. Widzisz, niby ciężkie, ale przyznaj sama, że lubi się je, lubi się do nich wracać, mimo iż wiadomo ile i jakich emocji niosą za sobą. Myślę, że to w pewien sposób uzależnia nawet.

      Usuń
  3. Tez miewam takie tesknoty do kogos. Szczęściem mieszka bardzo daleko wiec nie mam jak robic zadnych glupot. Co to za ksiazka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My żadnych głupot nie zrobimy, zresztą, tylko jeden moment mógł stać się głupotą z mojej strony. To on miał większą słabość:) A i tak mieszkamy też od siebie właśnie...bardzo daleko.
      "Niebieski ptak" J.C. Oates :)

      Usuń
    2. Moze wlasnie to tak jak i u mnie lepiej? :P
      Nigdy nie slyszalam tego tytulu, niewiele tez mowi ;)

      Usuń
    3. Może i tak:)
      Polecam w ogóle prozę Oates, jest genialną autorką. Mam plan przeczytać wszystkie jej powieści:)

      Usuń
  4. Gdzieś przeczytałam, że nie powinno się ze sobą rozmawiać w środku nocy bo z tego nic dobrego nie wychodzi. A zwłaszcza między 1 a 3 w nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam z reguły wychodzi, bo sobie wszystko wyjaśniamy wreszcie:) W ogóle to tak jakoś częściej wychodzi, mimo pierwotnego wstydu jakiegoś:)

      Usuń
    2. No to u was jest zupełnie na odwrót bo jakoś ludzie w środku nocy nie mają tego pierwotnego wstydu ;)

      Usuń
    3. A zawsze gdzieś tam jednak tkwi:)

      Usuń
  5. To takie.. dziwne i cudowne zarazem ,gdy osoba którą wyciągałaś kiedyś z doła, ta, którą ratowałaś... staje się silniejsza i równocześnie jest dla Ciebie oparciem.. I znów mam wrażenie Frido, jakbyś gdzieś z dala patrzyła na moje życie w lustrzanym odbiciu i.. opisywała po części i mnie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. i to w ogóle bardzo pasuje mi do mojego obrazu zmienności życia:) Bo jakoś, jakimś cudem, jesteśmy podobne:)

      Usuń
  6. Z biegiem czasu uświadomiłem sobie że nigdy nie miałem prawdziwego przyjaciela. Trochę to smutne jednak mogłem się tego spodziewać, w końcu nigdy nie przepadałem za towarzystwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy smutne...wcale nie. Po prostu, różnie się ludzkie życia układają:)

      Usuń