piątek, 27 lutego 2015

O epidemii i wspólnym chorowaniu część dalsza, czyli o byciu sobie przyjaciółmi i kochankami.

Epidemii spowodowanej Viracella zoster virus ciąg dalszy.

Gdy ktoś wejdzie do naszego mieszkania, ujrzy wielki bałagan, pośród którego walają się niezliczone leki przeciwbólowe, przeciwgorączkowe, przeciwwirusowe. Przeciw-życiowe obecnie, rzekłabym. Przeżyciowe może jeszcze bardziej. Pachnie Octaniseptem, środkiem do odkażania, którym co chwila muszę przemywać swoją bolącą półpaścową wysypkę. Pachnie kodeiną, narkotycznym lekiem na kaszel, który miła lekarka przepisała mojemu Mężowi gdy na początku tygodnia wyszło, że dodatkowo nabawił się powikłanego zapalenia oskrzeli, które grozi zapaleniem płuc. Pachnie potem i zmęczeniem.
Walają się wszędzie kubki po herbatach, zasmarkane do cna chusteczki. Gdzieś na stole leży niesprzątnięty plasterek cytryny wyłowiony z kubka, gdzie indziej na stole wielka, klejąca plama od miodu. Nikt nie ma siły tego posprzątać. Na ziemi leżą grube skarpety zrzucone w nocy przy kolejnym epizodzie pocenia.
W tym wszystkim, całym galimatiasie, można znaleźć nas. Dwie głowy i cztery dłonie wystające spod kołdry, dwa syjamskie buritta chorobowego nieszczęścia. Mogłoby się zdawać, że na twarzach, które ledwo ledwo wystają spod tego schronu kołdrowego powinno kwitnąć samo nieszczęście ( pomijając wykwity czerwonych plamek ospowych/ półpaśca). Jednak na twarzach widać zacięcie i wielkie rozbawienie. Słychać ochrypnięty oburzony, ale i jednocześnie rozbawiony krzyk
-Ty sukinkocie, oszukujesz!

Tym dwóm postaciom, przygniecionym chorobowym bałaganem powinno być źle, powinny wić się i błagać o zmiłowanie, jak ofiary średniowiecznego morowego powietrza. Może i powinno być słychać tylko potępieńcze jęki ( które zdarzają się od czasu do czasu przy kolejnych nerwobólach), ale słychać też śmiech i wesołe rozmowy.
Rozmowy jak dwójki dzieci, które nie poszły do szkoły, bo zaraziły się od siebie ospą na lekcjach rytmiki.
Chorujemy i jest nam źle. Ale chorujemy razem- więc jest nam dobrze. Tak po prostu.

Co prawda nie cały czas jest nam tak do śmiechu. Ktoś z naszego szpitala zakaźnego w sobotę choćby musiał wyjść po zakupy. Z kimkolwiek bowiem nie gadaliśmy, nikt tego dnia nie był w stanie ruszyć tyłka i załatwić nam paru spraw. Synek, nasz współlokator ewakuował się zawczasu, nie pamiętając, czy przebył ospę wietrzną przed czy po chemioterapii będąc dzieckiem ( dla niewtajemniczonych, chemioterapia "zeruje" układ odpornościowy ). Tak więc padło na mnie. W ksero popłakałam się z bólu. Pewnie nigdy więcej się tam nie pokażę, bo pan kserujący zapewne pomyślał, że jestem jakąś histeryczką z PMS-em. W jednym z sieciowych sklepów prawie zemdlałam. Potem do domu odprowadził mnie przystojny pan ochroniarz.
Nie zawsze jest tak wesoło, gdy nie możemy spać po nocach przez kaszel Męża. Ten odgłos zawsze wprawia mnie w wewnętrzną histerię i powoduje, że cała się spinam. Może dlatego, że Mąż jako dziecko prawie dwa razy umarł na zapalenie płuc. Może dlatego, że pamiętam jego dawne ataki teraz zaleczonej astmy, przy których prawie zszedł, nie oddychając przez minutę. Najdłuższa minuta mojego życia. Teraz na każde odkaszlnięcie spinam się i staję się nerwowa. Zwłaszcza w nocy, gdy nie w pełni dobudzona, nie rozumiem, co się dzieje.
Nie zawsze jest nam do śmiechu, nie zawsze radośnie. Ale to nie szkodzi.

Nie przeszkadza nam, że oboje pocimy się niemiłosiernie i ogólnie, nie wyglądamy za dobrze. On jak z krzyża zdjęty i pokancerowany, z podkrążonymi ogromnymi czarnymi oczami, ja jak trędowata żebrząca na ulicy w Bagdadzie, zmęczona życiem. To nie szkodzi. Nadal kombinujemy, jaka jest najlepsza pozycja, żeby uprawiać seks, tak, żeby i mnie półpasiec nie bolał, tak, żeby może nie zaczął za bardzo kaszleć. Nie w2yglądamy imprezowo, nie wyglądamy popisowo. Żadne piękności, ani ze mnie, ani przystojniak z niego, gdy leży owinięty kocem. Ale to nie ma znaczenia. Nadal, najpiękniejszy i najcudowniejszy mężczyzna pod słońce. Ja dla niego, nadal, jestem taką też kobietą.

Słabość i zmęczenie, ból i znużenie nie budzą zniecierpliwienia. Budzą czułość. Budzą herbaty podawane na zmianę, z żartem i z całusem w czoło. W nosek., czego ja nienawidzę. W łysinę na głowie, czego on nie znosi.
Opiekujemy się sobą nawzajem. Pilnujemy godziny podawanych sobie wzajemnie leków. Teraz antybiotyk, teraz leki na neuralgię, żeby nie bolało kochanie. Teraz posmaruję ci pyszczek, żeby nie swędziało i żeby nie drapać, bo zostaną blizny.

Właśnie. Blizny.
Na dniach natknęłam się na cytat Stephena Kinga, jakby stworzony dla nas. Aż musiałam się nim podzielić z Red, bo to my, przecież to my! Kolejne zrządzenia losu. Świat pokazuje wszędzie znaki, albo widzimy to, co chcemy. Nie ma to znaczenia. Ostatnio jestem po prostu na to jeszcze bardziej przeczulona.

"Jeśli jest miłość, blizny po ospie są ładne jak dołki w policzkach".

Stary, dobry Stephen miał rację. Blizny nieważne przecież. Blizna, zawsze najpiękniejszym elementem tego, którego kochamy. Nie martwię się więc ani trochę wielkim, malinowym śladem na piersi, który nie chce schodzić, który strasznie się paskudzi. Zostanie blizna? To nic. Potem on wtopi w nią zęby, smakowicie, wbija przecież we mnie i tak miłosne kły aż do samego szpiku kości. Blizna? Cóż, kolejna pamiątka po tym, co znowu razem przeżyliśmy.

Blizny piękne jak dołki w policzkach. Cała mapa jego pieprzyków, tkwiących na zmęczonym ciele. Pieprzyk który kiedyś w miłosnym szale rozdrapałam a on nie mógł przestać krwawić. Obok blizna. Kolejna pamiątka. Naszego wspólnego czasu. Tego, który wypełnia miłość.

Jeśli zostaną blizny po ospie, będą właśnie pamiątką. Czułości. Wzajemnej opieki, choć to nami po prostu ktoś powinien się zajmować. Ale przecież...właśnie.
Mamy siebie. Mając siebie wszystko potrafimy przetrwać.
Potrafiliśmy przetrwać śmierć jego babci, którą tak bardzo kochał, jej śmierć już w pierwszych miesiącach naszego związku.
Potrafiliśmy przetrwać wojnę z jego rodzicami a moimi teściami o to, że nie jestem odpowiednią kandydatką na żonę. Kwaśne mieszkanie z nimi, kolejne awantury.
Potrafiliśmy przetrwać to, jak mój pijany ojciec wyzywał mnie od dziwek. Kolejne krzyki, bijatyki, potem jego chorobę aż wreszcie śmierć. Śmierć po której nic nie czułam.
Potrafiliśmy przetrwać jego depresję. Moje dziwaczne myśli, ataki paniki i histerii.
Potrafiliśmy przetrwać śmierć przyjaciół. Jednego, kolejnego. Bolesne ciernie, jak żadne inne. Załamania do samej istoty człowieczeństwa.
Potrafiliśmy przetrwać brak pieniędzy, przeżyć razem tydzień za 20 zł ( a za ostatnie 10 zł kupiliśmy wtedy fajki), problemy z mieszkaniami, problemy z odwiecznym "nie stać nas", bo żadne z nas nie jest bogate i nigdy pewnie razem nie będziemy.
Potrafiliśmy przetrwać moje choroby, choroby mojej mamy, wożenie jej do szpitali, śmierć moich pacjentów do których wówczas za bardzo się przywiązałam. Każdą głupią sesję, problemy z dupy, ataki jego astmy, pierwszą kłótnię po pijaku, moje urojone płacze, jego dziwne pretensje. Jedną i wyjątkową zazdrość z mojej strony, jedną i wyjątkową zazdrość z jego strony o innego mężczyznę, bo i ta nam się zdarzyła.

Przetrwaliśmy i za każdym razem kochaliśmy się jeszcze bardziej. Mądrzej. Dojrzalej.
Serio, wirus ospy, zapalenie oskrzeli ma nas załatwić? Niedoczekanie!

Razem dorośliśmy. Ja wreszcie wyrosłam ze skakania po licznych łóżkach i znalazłam tą kobietę, która chce biec na jednej drodze z jednym mężczyzną. On dorósł, właśnie z chłopca stał się mężczyzną, który zrobi wszystko dla swojej kobiety.
Ja, silna kobiecą siłą, czująca ducha, agresywna ale i łagodna i miękka jak kobiece łono, słaba, sprzeczna sama w sobie, ocean emocji.
On, silny jak mężczyzna , dawną brutalną siłą, ostoja spokoju, skała, niewzruszona, a jednak krucha, którą nieraz trzeba zaprowadzić. Skała, na której kobiecie łono zasiewa życie.

Tak. Uzupełniamy się. Tak. Pasujemy do siebie. I widzę to znowu, szczególnie, gdy po prostu z definicji powinno być nam źle.
Zawsze widzę to, jak się uzupełniamy, gdy jesteśmy w górach. To, jak się o siebie troszczymy, gdy zmęczenie bierze górę. Jak on, silniejszy, pilnuje, czy nic mi się nie stanie. Jak bierze cięższy plecak i czeka, gdy zwalniam. Jak ja, jednak potrafiąca być delikatnie kobieca, rozmasowuję potem jego plecy. Jak szykuję herbatę, gdy dotrzemy na wieczorny spoczynek w kolejnym schronisku. Widzę to, gdy jesteśmy po prostu zdani na siebie. Bo czy nie na tym to polega? Na tym, że właśnie to z tą osobą mogło by się być jedynymi ludźmi na świecie...i wiadomo, że nie będziemy się nudzić. I wiadomo, że nic nam się nie stanie.
Póki jesteśmy blisko, nic nam się nie stanie, a twoja stopa nie omsknie się ze skały.
Odpowiedzialność ja za ty. Najsłodsza z możliwych.

Powinno więc być nam źle teraz, a przecież nie jest. Bo właśnie mamy siebie.
Kochanków, wiecznie zakochanych jak szczeniaki ale i marudzących na siebie jak stare małżeństwo Mamy siebie, kochanków właśnie...ale i najlepszych kumpli.
Może to jest klucz. A może klucza nie ma.

Zawsze, od samego początku byliśmy dla siebie po prostu w dużej mierze przyjaciółmi.
Razem piliśmy piwo na dachach i w plenerach. Dawaliśmy sobie nawzajem szlugi i kombinowaliśmy kasę na kolejną paczkę. Od samego początku, mogliśmy po prostu kraść ze sobą konie. Śmiać się z tych samych filmów i głupich żartów. Najbardziej bulwersujących dowcipów. Docinać sobie, tak, że z boku wyglądało to na kłótnię albo chamską wymianę zdań, za którą niejeden człowiek by się obraził.

Pamiętam, że gdy go poznałam,nie mogłam przestać wyobrażać go sobie nago...i nie mogłam przestać się śmiać, gdy zaczęliśmy rozmawiać.
Zawsze potrafił mnie rozbawić. Nawet w momencie, gdy wypłakałam właśnie strumień łez, na koniec jakiś żart, który powodował, że śmiałam się, właśnie nawet przez łzy.
Najlepszy przyjaciel, który porozmawia, obejmie ramieniem i rozśmieszy. Najcudowniejszy kochanek, przy którym odpływam za każdym razem. Czego mogę chcieć więcej?

Dlatego tak dobrze nam się razem choruje. Nie skupiamy się na wszystkich złych aspektach, nie myślimy o podłej niedzieli, w czasie której pewne życiowe plany przeszły nam koło nosa. Nie jemu, a nam, bo wszystko, co dotyczy jego, dotyczy i mnie. I odwrotnie.
Nie skupiamy się na bólu i nie dajemy się zdenerwowaniu. Zamiast tego mówimy sobie z czułością o policzkach spuchniętych jak u chomika, o radości z tego że jedną pierś można mi macać. Zamiast tego gramy w miliony gier, czytamy razem książki, oglądamy niezliczone filmy i seriale. Po prostu cieszymy się, że w tym zabieganym ostatnio życiu los dał nam choć trochę czasu dla siebie. To nic, że czas wypełniają też herbatki i jęki, chociaż chętnie byśmy napili się we dwoje piwa aż do urwanego filmu. To nic, że tak wiele spraw się teraz zawaliło. Mamy siebie i jest nam razem dobrze.

W zdrowiu i w chorobie, jak przysięgają katolicy. Nawet w tak błahej.
Póki wystarczy miłości, póki miłość jest- jak sobie przysięgaliśmy. Bo tak długo wszystkie blizny po ospie będą najpiękniejsze. Te jego, te moje. Blizny, pieprzyki, krzywe palce, dodatkowe kilogramy, wystające żebra. Kolejne zmarszczki w upływającym czasie. Nadmiary i niedobory włosów. Aż do końca, póki starczy miłości- najcudowniejsze.

Oczywiście, nie ma idealnych związków. Nie idealnych w dosłownym znaczeniu tego słowa. W każdym zdarzają się nieporozumienia, kłótnie, ciche dni, wątpliwości, karczemne awantury. Ale związek może być idealny dla nas.

Kiedyś nie wierzyłam w przeznaczenie ludzi dla siebie. W idealne połówki. Nie wierzyłam, bo kojarzyło mi się to z mdłymi bajkami o księżniczkach w wieży i księciu na rumaku. Nie wierzyłam i wiecznie mówiłam, że przecież ja nigdy za Mąż nie wyjdę. Nigdy nie dam się spętać, bo myślałam, że to niszczy wolność. Okazuje się, że prawdziwa miłość wolność daje. Odpowiednia osoba.

Nigdy nie czekałam na księcia- i też wcale go nie znalazłam.
Znalazłam najlepszego przyjaciela. Zgrywusa z wieloma wadami. Momentami mruka. Takiego, który ma swoje ponure dni w których siedzi w swojej jaskini. Takiego, który nie zawsze pomyśli o tym, że może chciałabym dostać kwiaty, a za to na dzień kobiet kupuje mi kwiat kalafiora, jak w jednej z powieści, bo przecież to też kwiat i tak bardzo do mnie pasuje.

Znalazłam jednak też kogoś, kto zawsze chwyci mnie, gdy upadam i z kim po prostu dobrze mi się żyje.
Znalazłam kogoś, kto mnie rozumie, akceptuje moje wady, złe dni, marudzenie, paranoje i histerie. Kto rozumie moją wiarę, moje dziwne stany, potrzeby odchodzenia i wracania.
Znalazłam kogoś, całkiem przypadkiem, ale znalazłam kogoś, kto akceptuje i kocha mnie jako kobietę i jako człowieka. Obejmuje wszystko czule, jakby ktoś powiedział. Znalazłam kogoś, przy kim nigdy niczego nie muszę udawać. Nigdy. Kogoś, do kogo przychodzę z każdym problemem, nawet, jeśli ten problem dotyczy jego, bo wiem, że nikt poza nim tego nie rozwiążę przecież. Tylko on, tylko my sami.
Kogoś, przy kim nauczyłam się płakać i przy kim często nie mogę przestać się śmiać nawet z największych głupot. Kogoś, przy kim odczuwam miliony razy la petit mort, słynną rozkosz, przy której właśnie omdlewa się jak podczas śmierci...i schodzi do własnego raju.
Kogoś, kto dotrzymuje mi kroku. I wcale nie musi mieć rumaka. I na żadnego księcia bym go nie zamieniła. Książę jest zdecydowanie przereklamowany.

Znalazłam swojego przyjaciela i kochanka. I nic więcej nie potrzebuję w tej kwestii.



Jeśli trzeba, zrobiłbym to
Pożarłbym do ostatniej okruszyny
Wszystkie te rzeczy, które odgradzają nas od miejsca
Do którego należymy

To, co jest nie tak z tobą
Jest w porządku
Tak jak to, co nie jest ze mną
I tak myślę sobie, że może powinniśmy trzymać się ze sobą?

Bo w ostatecznym rozrachunku
Jesteśmy przyjaciółmi

I kochankami. 

71 komentarzy:

  1. Trzeba dbać o miłość zawsze :) A teraz jest taki sezon chorobowy niestety.
    Mam dołeczki w policzkach i podobno to nawet bardzo fajnie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie że trzeba zawsze...tylko nieraz, niestety, wiele par o tym zapomina. A przypomina im się to czasem w najbardziej ekstremalnych momentach:)
      Uwielbiam dołeczki,więc dla mnie pewnie właśnie by to genialnie wyglądało:)

      Usuń
    2. No właśnie, teraz życie jest tak szybkie, jest tak wiele spraw, że wielu ludzi zapomina, żeby dbać o uczucia codziennie, a nie tylko wtedy jak się przypomni.
      Mam nadzieję, że oboje szybko dojdziecie do pełni zdrowia i sił. Przede wszystkim dużo zdrowia dla Ciebie i Twojego męża.

      Usuń
    3. Zapominają po prostu dbać o siebie samych wręcz i wszystko, co ich otacza. Wielu myśli, że jak już np. wzięło się ślub, to można spocząć na laurach. A związek to ciągła praca nad sobą, nad tym co ludzi łączy. Dlatego chyba potem tyle samotności we dwoje i rozwodów. Zabieganie, zapomnienie. Nic więcej.
      I też mam taką nadzieję:) Dzięki:)

      Usuń
    4. Tak to fakt. Ale czasem po prostu dwa charaktery do siebie nie pasują i tyle. Tak jak w przypadku moich rodziców, którzy się rozeszli. Coś w tym jest co powiedziałaś, ale teorię i praktykę dzieli znaczna przepaść.
      Będzie dobrze :) Teraz jest niestety taki okres chorobowy.

      Usuń
  2. Miałam napisać, że w końcu przysięgaliście sobie być ze sobą w zdrowiu i chorobie, ale no właśnie tak przysięgają katolicy, Wy wyznajecie inną wiarę. Ale myślę, że w ślubach tam również znajdzie się taki odpowiednik :)
    Nie drapcie się tak, to blizn nie będzie :P Ja jako dziecko przeszłam ospę i chociaż się drapałam, jakimś cudem nie mam zbyt wielu blizn :P
    A tak na poważnie. To wszystko nie wygląda za ciekawie. Zwłaszcza ta choroba Twojego męża. Mam nadzieję, że powikłania się nie rozprzestrzenią na płuca. Pilnuj go i siebie też. Twoje zdrowie też jest ważne, bo kto w końcu jak nie Ty, tak o niego zadba.
    Wzruszyłaś mnie tą historią jak w miłości można cieszyć się chorobą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, my przyrzekaliśmy trochę inaczej, raz w urzędzie i raz tak naprawdę przed sobą:) To, co przyrzec chcieliśmy sami:)
      I mniej więcej, można tak rzec:)
      Wiesz co, nieraz to nie kwestia drapania, a nadkażeń bakteryjnych. I mi się chyba przyplątuje właśnie, bo trochę ropka się zbiera, ale no nic, trudno. Chociaż drapię się ponoć...przez sen :D
      I wiem że nie wygląda, dlatego kurujemy się jak możemy. Łykamy tony leków których nie znoszę i próbujemy przetrwać. Jakoś dojdziemy do siebie, nie ma innej opcji:)
      A bo można, w niej można cieszyć się wszystkim przecież:)

      Usuń
    2. I co sobie przyrzekaliście? :D
      Przez sen właśnie się nie da wszystkiego kontrolować :P Wiem po Ciachu, bo nie raz od niego kopa zarobiłam ;)
      Trzymam więc kciuki byście jak najszybciej mogli powrócić do cieszenia się zdrowiem :)

      Usuń
    3. Że tak powiem, część masz tu:
      http://autoportretodczuwalny.blogspot.com/2014/12/nominacja-dobrych-mysli-czyli-o.html
      A reszta niech już zostanie dla nas :D
      A kopa żeby tylko...mnie wynoszono z wyra...:D
      I dzięki, dzięki:)

      Usuń
    4. A no tak, pamiętam tą notkę i to jakże ekscentryczne wyznanie miłości :) I romantyczne oczywiście :) Nie mogłabym do siebie dojść przez 3 miesiące gdyby Ciacho mi coś takiego kiedyś napisał czy powiedział :P
      Twój mąż jest lunatykiem? :D

      Usuń
    5. Ekscentryczne? No bez przesady :D Wiesz, mój na co dzień też aż tak nie mówi ( dobra, zdarzy mu się raz na parę miesięcy, jak mu się zbierze na wyznania :D), ale no, ślub to ślub :D
      Nie, lunatykiem nie, ale czasem dość mocno przeżywa swoje sny i się szamocze. Raz tyko mnie wyniósł, w sumie półśpiąc, bo mu się coś ubzdurało :D

      Usuń
    6. Może dlatego używałam tego słowa, bo jestem przyzwyczajona do "i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską" xD
      No to musiałaś być naprawdę zaskoczona :D

      Usuń
    7. No tak, jasne :D Kwestia powszechności :D
      Byłam :D

      Usuń
  3. Bo razem można cieszyć się ze wszystkiego...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak nie zaginione smsy, to komentarze, które nie chcą się dodać. fuck me :/
    Ale dobra... Poryczałam się znowu xD Ale tak z uśmiechem, bo tak ładnie piszesz o Was, że nie mogłam się nie wzruszyć, prawda? :>
    I jako, że jestem Twoim oknem na świat telewizji to mogę dostarczyć dużo głupot jakby Was wena jednak opuściła :D Zwłaszcza, że wracają wszystkie programy, będzie co oglądać. (możesz się psychicznie przygotować na falę płaczu, gdy będę oglądała you can dance xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie :D Ale no, mamy coś ostatnio problem na łączach, nie ma co :D
      I ok, tym razem ci wybaczę, chociaż i tu twierdzę, że nie ma tu co płakać, ale niech ci będzie :D
      Wolę Szkołę i Rozmowy, You Can Dance jakoś mnie nie grzeje :D

      Usuń
    2. Hahaha geez, nie zczaiłam od razu o co Ci chodzi z tym "chętnie" xD za dużo gadamy może? :>
      No bo nie ma co płakać, ale wzrusza, a że jak mnie wzrusza to ryczę to cóż xD
      Weź, ja uwielbiam jak tak przychodzą spełniać marzenia i tak się cieszą i do tego pięknie tańczą do pięknych piosenek, same emocje, no :D

      Usuń
    3. W sumie się nie dziwię, ale dobrze, że w końcu zrozumiałaś :D I nie, nie ma tutaj za dużo, kategorycznie to nie o to chodzi :D
      No tak, u ciebie jest taki mechanizm i koniec kropka, wiem :D
      Ja jakoś wolałam już programy w których śpiewają, a nie te w których tańczą, taniec rzadko kiedy mnie rusza jak go oglądam. Jakoś tak.

      Usuń
    4. Yup, dotarło :D Też tak myślę :D
      No właśnie :D
      Bo to też zależy jaki taniec, ale jak wyskoczą ze współczesnym, wiesz tarzanie się po ziemi itd. xD A jak już tańczą w parach to w ogóle!

      Usuń
    5. No :)
      Albo trzęsienie wielką, niesmaczna dupą :D Na tym raczej się nie płacze jak się domyślam :D

      Usuń
  5. Lubię te posty, w których piszesz o Waszej miłości. Zarówno te pogodne, jak i dramatyczne. Jesteście naprawdę cudowni, a Wasza więź silna i nie do rozerwania.
    I mimo tego, że tak się Wam dobrze choruje, to jednak zdrowia życzę! Bo ile można? Zdrowieć, wstawać z wyra i cieszyć się wiosną! :))) Uściski :* (Chorowałam, nie boję się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłe:) Wiesz, ja nie powiem, że nie ma rzeczy nie do rozerwania ale...po prostu w pewnych momentach, pewnych więzach musi być i chęć rozerwania.
      Jasne, owe życzenia się przydadzą, bo mimo wszystko mamy dosyć :D Dzięki:):*

      Usuń
  6. W sumie ideał. Z wadami ideał, bo idealne ideały nie istnieją. Ale jednak ideał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Ideał nieidealny, pozorny oksymoron, a jednak właśnie to jeno pozory:)

      Usuń
  7. Czyli to jednak prawda, że miłość w życiu jest najważniejsza... Mogę tylko pozazdrościć i pogratulować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to, co jest najważniejsze, zależy chyba....od życia. Jednak wierzę, że są ludzie, którzy raczej mogą preferować inną miłość...do pasji, sztuki, pracy. I też dobrze:) Ale fakt faktem, że nikomu chyba nie szkodzi, jak się i na tym polu układa:) I cóż, dzięki:)

      Usuń
    2. Po prostu są różne rodzaje miłości. :)

      Usuń
  8. Po pierwsze, zdrowia dla Ciebie i Twojego męża ;) Tyle razem przeszliście, że choroba, mimo że paskudna i męcząca, to chyba pikuś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) I owszem, nie jest z nią źle tylko jednak no..byłoby milej, jakby już sobie odpuściła:)

      Usuń
  9. Dokładnie to mam na myśli. Pewnie,że pamiętać i doceniać,podziwiać odwagę,ale nie zachwycać się tym,że tyle ludzi zginęło i ich śmierć nie przyniosła nic oprócz podziwu.

    Zdrowiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to:)
      I próbuję, próbuję:) Ze mną już troszkę lepiej chociaż:)

      Usuń
  10. I ja też lubię czytać o Waszej miłości. Bo jest zwyczajnie i niezwyczajnie piękna - tak, z tymi bliznami po ospie nawet bardziej :)
    Ja osobiście wszystkie moje blizny masakrowałam Contractubexem, aż są prawie niewidoczne. Bo nie chcę, by widział je każdy, ale ja za każdym razem dostrzegam je w lustrze - ja pamiętam o ich historii:)
    Właśnie, "dotrzymać kroku"...
    Zdróóóóówka!
    Tak wogle, widzę, że nie stosujesz lokowania produktu i nie wyjawiłaś nazwy sklepu xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo po prostu każda miłość jest wyjątkowa, a i każda jest najprostszą rzeczą i najbardziej naturalną na świecie. Miłość to zawsze połączenie paradoksów...i chyba dlatego jej tak pragniemy i potrafi dać tyle szczęścia:)
      Zdradzę ci sekret. Tak naprawdę, ja uwielbiam blizny. Jestem z leksza scarofilem:) Ale rozumiem, że często swoich własnych chce się człowiek pozbyć...chociaż nie rozumiem tego pod względem estetyki , o:) Blizna to znak, że się przetrwało. I ta dosłowna i ta metaforyczna. Dlatego sama w sobie z definicji jest piękna często:)
      I dzęęęęęęęki :D
      Otóż to. Mogę ci zawsze wiesz, zdradzić ten sekret, wyszeptać na uszko...:D

      Usuń
  11. ty się uśmiechnęłaś na tytuł mojego posta, ja się uśmiechałam przez cały czas czytania Twojego :) lubię czytać o was, to takie zwyczajne - niezwyczajne, zwłaszcza jak patrzę na większość otaczających mnie związków, byle jakich byle by były. no i cały czas liczę na to, że mnie spotka kiedyś coś podobnego, jak was ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć:)
      Jak pisałam wyżej, każda miłość jest po prostu wyjątkowa i naturalna, ludzka, dlatego po prostu to zwykłe i niezwykłe zarazem, czy się to przeżywa, czy o tym słucha:)
      Fakt faktem, tu przyznam jednak, że wiele związków jest po prostu..jak jedzenie w fast foodzie niestety...
      I oby:) Trzymam za to kciuki:)

      Usuń
  12. Wiesz co? Jesteście moją ulubioną Parą :)
    Uwielbiam o Was czytać!! :)
    Dużo,dużo zdrówka dla Ciebie i Męża!
    Wracajcie szybko do formy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeny, dzięki, cholernie miło mi to czytać:)
      I staramy się wyzdrowieć i dziękujemy za te życzenia, oby poskutkowały:)

      Usuń
  13. Uwielbiam czytać o Waszej miłości, jest piękna i tak bardzo prawdziwa. A na dodatek jeszcze sposób w jako o niej piszesz jest niesamowity!
    Już za dużo tego chorowania, prawda? Wysyłam Wam pozytywną energię, wracajcie do zdrowia jak najszybciej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Ano, już trochę za dużo, dlatego mamy nadzieję, że wreszcie będzie można wyjść z domu na przedwiosenny spacer:) I dziękujemy bardzo, łapiemy ją, na pewno się przyda :D

      Usuń
  14. w tej chwili tak bardzo się cieszę, że macie siebie, tak pięknie piszesz o tym co Was łączy, o miłości, a robisz to w tak naturalny prosty sposób...nawet w chorobie. chciałabym doczekać takiego dnia... może nie tyle w chorobie, ale chciałabym, żeby mnie ktoś tak bardzo pokochał jak mąż Ciebie i odwrotnie. zdrowiejcie robaczki :*;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I cóż..cieszymy się również i dziękuję za tak miłe słowa:) Bo chorowanie we dwójkę może być właśnie fajne, jak wszystko co się we dwoje robi:)
      I mam nadzieję, że doczekasz, trzymam za to kciuki:*

      Usuń
    2. cieszą mnie Twoje słowa. bo lubię patrzeć i czytać u Was o szczęściu, miłości, zrozumieniu.

      Usuń
    3. I to jest bardzo miłe:)

      Usuń
  15. Myślę,że o to właśnie chodzi, by byś ze sobą w szczęściu i nieszczęściu, w zdrowiu i chorobie :) I nie wiem czemu mielibyście leżeć i narzekać, w chorobie nie o to chodzi, chodzi by jej się nie dać :P i to w sumie nawet nie zależnie czy ma się kogoś czy nie...
    Choć te jedne z ostatnich słów.... Mąż, kochanek, przyjaciel... U mnie jeszcze ojciec dzieci w przyszłości :) Ale to według mnie ideał związku .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie:) W ogóle przypomniałaś mi pewną historię, pewnej pacjentki którą poznałam kiedyś na praktykach na onkologii...wyobraź sobie, że facet zostawił tuż przed ślubem po tym, jak dowiedział się, że muszą jej amputować obie piersi, o były zajęte przez nowotwór, ona miała mutację genu BRCA w ogóle...Nie wyobrażam sobie wręcz tego, co musiała poczuć. Chociaż potem się śmiała, że lepiej, że przed ślubem, bo tak przynajmniej wie, że to palant. Nie wiem, tak jakoś mi się to nasunęło.
      A pewnie że nie dać ale..człowiek to człowiek, nieraz ponarzekać sobie musi :D Chociaż wiem, malkontenctwo zdrowieniu nie sprzyja ani trochę:)
      No tak, u ciebie jeszcze ojciec właśnie:) U mnie niekoniecznie:) Ale to już mówiłam :)

      Usuń
    2. Ehh.... Ja słyszałam parę nieprzyjemnych historii o mężach i chłopakach, czy narzeczonych. Właśnie z perspektywy endometriozy, która i mnie nęka :) Ale nie rozumiem.. Jak kobiety cierpiały, same ze sobą i nie było żadnego wsparcia ze strony partnera. Niektóre po laparotomii czy laparoskopii musiały gotować, sprzątać i jeszcze uprawiać seks (bo zazwyczaj miesiąc po operacji trzeba się wstrzymać). I zero zrozumienia. A i nie chodzi mi o seks jak starają się o dziecko, tylko jak facet po prostu tego wymagał... Ja nie mówię,że tam trzeba siedzieć i narzekać po operacji i być nietykalną... Ale ja nawet miski z zupą nie mogłam utrzymać w ręku i jak czasem coś próbowąłam robić to zaraz gorączka z przemęczenia... Więc współczuje, że nie mogły odpocząć, dojść do siebie bo partner wymagał.
      No właśnie, dlatego dodałam, że u mnie :P

      Usuń
    3. Czyli w skrócie- wielka masakra. Nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek zmuszania w związku...do czegokolwiek. A w chorobie? Kurwa...aż się zaczynam denerwowac. Czasem zastanawiam się, jakim cudem te kobiety z nimi wytrzymują, dlaczego z nimi są?

      Usuń
  16. I mimo współczucia oczywiście z mojej strony, że jednak chorujecie, bo to ze strony czysto chorobowej, jednak nic przyjemnego, twarz jakoś sama się uśmiecha czytając to co napisałaś, bo to tak prawdziwe, że czasami nawet takie choroby jak teraz przechodzicie nie muszą być strasznym powodem do wielkiego narzekania, wystarczy mieć w tej chorobie kogoś przy boku, kogoś tak wyjątkowego, jak Wy jesteście dla siebie :). A ‘najgorsze’ jest to, jak ta osoba, mimo że nie chcemy, bo są takie sytuacje, że chcemy zrobić na złość, prawda? :D, a ona i tak potrafi wywołać uśmiech na naszej twarzy , a najpiękniejsze, jak wywołuje ten uśmiech mimo trudnych chwil i po prostu jest, bo czasami i to wystarczy :)).
    ‘Po prostu cieszymy się, że w tym zabieganym ostatnio życiu los dał nam choć trochę czasu dla siebie’ - więc może los Wam dał to zatrzymanie, o którym ostatnio pisałam :) i cieszenie się z tych ‘małych rzeczy’, które tak naprawdę są największe ;).
    Zdrowiejcie, zdrowiejcie, zdrowiejcie…. No ale ile razy można tego życzyć i pisać :D. Hmm…. Do skutku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, starczy nieraz być razem albo po prostu...w ogóle, do wielu rzeczy można się po prostu uśmiechać:) Bo do każdej rzeczy można jakimś cudem pozytywnie podejść, no nie? Ponoć w ogóle pozytywne podejście do choroby wspomaga proces zdrowienia, to wiesz :D
      Dokładnie:)
      I może, właśnie o to chodziło, kto wie:)
      I ja już prawie wyzdrowaiałam, chociaż tyle :D

      Usuń
  17. nie miałem nigdy ospy ani żadnej choroby zakaźnej, którą powinienem już przeżyć to z pewnością nic przyjemnego, trudne chwile przed wami ale i choroba jest potrzebna, żeby móc dostrzec to czego nie dostrzegamy lub o czym zapominamy jak jesteśmy zdrowi, Ty widzę, zwróciłaś uwagę na to jak wiele dla Ciebie znaczy mąż i jego miłość, pieknie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, nic miłego właśnie. Ale przetrwać się da jakoś:)
      I właśnie..."szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz", co?:D I to się tyczy nie tylko samego zdrowia przecież :>

      Usuń
  18. Zdrowiej szybko Fridka ! I ten Twój borok też ^ ^
    To wspaniałe, że tak wiele potrafiliście razem przejść i że nie musicie nic przed sobą ukrywać. Miłość- coś wspaniałego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już prawie zdrowa:) Z Wojtkiem gorzej, ale się wygrzebie no:)
      Dokładnie:)

      Usuń
  19. Przez całą Twoją notkę miałam ciary. Opis miłości niesamowity, aż momentami zatykało mnie. Bo w słowach czuć szczęście, w tych słowach pisanych przez Ciebie to szczęście, aż się wylewa. I nie, nie jest za słodko. Czyżby kolejny przykład związku, który wyrósł z przyjaźni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, w takim razie cieszę się, ciary chyba złe nie są:)
      I owszem, z nim jestem szczęśliwa. W tym aspekcie życia tak właśnie jest:)
      Wiesz co, nie do końca. Bo my od razu zostaliśmy tymi friends and lovers, wcześniej się nie przyjaźniliśmy ani nic:)

      Usuń
  20. To jest piękne. Życzę wam żebyście tak zawsze się kochali i sobie żebym znalazła kogoś kto też mnie będzie kochał chorą i usmarkaną.
    A cytat Kinga po prostu świetny.Facet ma gadane :)
    A piosenka śliczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy i cóż...mam nadzieję, że właśnie i tobie się powiedzie w taki sposób:)
      Uwielbiam go:)

      Usuń
  21. Popłakałam się... serio. Jesteście niesamowici, Wasza milosc jest niesamowita, ot, po prostu :) na nic więcej mnie nie stac w tej chwili.
    Wracajcie szybko do zdrowia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że płacz za długo nie trwał, bo płakać co nie ma, nawet powiedzmy, ze wzruszenia :D Miłość to właśnie po prostu miłość, ma to do siebie, że każda jest niesamowita na swój sposób:)
      I ja już prawie się wykurowałam, o:)

      Usuń
  22. chcę. pani kardiolog, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Po prostu brakło mi słów. Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza! Piękni jesteście... wspaniali razem... chciałabym tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię nieraz braki słów:) Bo to znaczy, że człowiek odczuwa więcej, niż ograniczony świat słów jest stworzyć...to oznacza, że można jednak poza nie wyjść :D
      I cóż, dziękujemy:) I...czemu nie?:>

      Usuń
  24. Wspaniale jest mieć taką osobę u swego boku..

    OdpowiedzUsuń
  25. Już na samym początku miałam pisać, że jednak trochę milej się razem choruje ;P No i w miłości właśnie przede wszystkim o to chodzi - żeby być ze sobą przede wszystkim w tych gorszych chwilach. By the way, kojarzysz serial "Lost", szczególnie Kate i Sawyera? Bo w jednym z ostatnich specjalnych odcinków scenarzyści powiedzieli o ich związku coś takiego: "jest coś uroczego w dwójce ludzi, którzy wiedzą, jak się razem potknąć, w przeciwieństwie do ludzi, którzy wiedzą jak razem latać" :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie:) Chociaż ja to już prawie wydobrzałam, zaryzykuję takie stwierdzenie, wychodzę już z domu:D W ogóle śmieszne, bo właśnie dobrnęliśmy do 3 sezonu Lostów bo sobie powtarzamy ten serial :D Także utrafiłaś chyba idealnie :D

      Usuń
  26. ach ten Stephen. często zaskakuje mnie niesamowitymi cytatami.
    "zgrywus z wieloma wadami", bardzo spodobało mi się to określenie. i tak ma być, kto by chciał szukać jakiegoś nudnego ideału?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jest po prostu genianym pisarzem^^
      Dokładnie:D Człowiek by się zanudził na śmierć :D

      Usuń