środa, 11 lutego 2015

O fenomenie "50 twarzy Greya" i zmianach w społecznym tabu wobec odwiecznego głodu rozkoszy.

Poranek, po dziwnych snach nie należał do najprzyjemniejszych.
Zdecydowanie, od samego przebudzenia Frida nie mogła znaleźć sobie miejsca. Odpalanie papierosa w oknie, słuchanie jednej z piosenek Bjork i zatapianie się...nie, zdecydowanie, to nie metoda.
Wyszłam więc na spacer, na zakupy, odetchnąć świeżym powietrzem, świeżym choć miejskim. Pozór oderwania, które było potrzebne.
Nagle sms
"Hej, Baśka, chcesz iść z nami na premierę Greya? Mamy wolne bilety!"
Że co? Że jak? Że ja?!
Szok ustąpił miejsca rozbawieniu. Dobra, wiem że Grey to fenomen wręcz kulturow, a ja mam dużo czasu ...ale do cholery. I tak zmarnowałam go już za dużo, czytając ową powieść, o której znów jest głośno. Co to to nie! Tak też zresztą odpisałam i Ali.

Tak, przeczytałam to, zwłaszcza po tym, jak znajoma z roku powiedziała, że to na pewno książka dla mnie. Przeczytałam ze zwykłej ciekawości, co też może być fascynującego w literaturze porno, trochę ponoć ostrzejszej od zwykłych, tandetnych harlequinów. Chciałam wiedzieć, chciałam znać, chciałam móc się wypowiedzieć. Przez tydzień mentalne wymiotowałam, dzieląc się jeszcze tymi mentalnymi rzygami z Królikiem, którego do przeczytania zmusiło słynne wyzwanie książkowe.
Napisałam potem na jednej ze stron strasznie długi hejt na ten temat, bo musiałam to gdzieś wylać. A teraz pewnie się powtórzę. Cóż, mam dzień na czepianie się. Ale jakoś ten Grey i te 3 lata temu nie mógł mi z głowy wyjść, ani nie może teraz, jak już się zaczepił.

50 twarzy Greya” i dalsze części cyklu powieści słynnej już autorki piszącej pod pseudonimem E.L. James stały się światowym bestsellerem. Jakim cudem?-to pytanie zadałam sobie po pierwszych stronach tego „epokowego dzieła” i zdaję sobie owo pytanie teraz, jakim cudem ekranizacja zapowiada się na istny bestseller kinowy?. Toż to totalna grafomania! O filmie się nie wypowiem bo jeszcze go nie widziałam ( i nie wiem czy obejrzę jakimś cudem, przypadkiem, z kimś). Ale książka...dalej akcja rozwija się…w kiepski podręcznik do bdsm.. Naprawdę, kiepskim. A znam się trochę na tym, serio, bo kiedyś naprawdę tego typu klimaty mnie wciągnęły.

( aż zawsze nasuwa mi się głośne "zachwycacie się Greyem i myślicie że to bdsm? poczytajcie Goodgirl! )

Nie jest dziwne, że powieść tą nazwano „zmierzchem bez wampirów”, gdyż sama autorka potwierdziła, że pomysł na powieść zrodził się w jej głowie po obejrzeniu filmu i przeczytaniu wszystkich 4 tomów owej sagi dla nastolatek. E.J. James nie ukrywała także, że pisała z myślą o kobietach i…wypisywała po prostu znane kobiece fantazje erotyczne, które rodzą się w głowie wielu sfrustrowanych kur domowych czy studenteczek, które jeszcze nie przeżyły swojego pierwszego razu. Książka w każdym razie stała się popularna na całym świecie- na naszym podwórku, w USA, Japonii...Gdziekolwiek człowiek się nie obróci, słyszy, że „50 twarzy Greya” to bestseller -do tej pory, jakieś 3 lata po premierze. Co więcej, teraz oczywiście przy okazji ekranizacji nakład dodruków wzrósł horrendalnie.

O tym mówią i myślą wszyscy!” grzmiały kiedyś złowieszczo billboardy, a teraz to ponawiają. A ja się pytam-jakim cudem?

Mówi się, że książka jest nietypowa, odważna. To samo mówi się o filmie przed premierą. Mówi się, że zmieni spojrzenie na świat. Mówi się, że to lekkie i przyjemne. Mówi się, ze to wulgarne porno. Zostałam rozczarowana gdy czytałam. Nie mam zamiaru zostać rozczarowana jeszcze filmem

Fenomen "50 twarzy Greya" to chyba połączenie wielu czynników - potrzeby przeżywania bajki o Kopciuszku (Anastazja jest naiwną, niezamożną panienką, którą nagle interesuje się przystojny, młody multimiliarder), mrocznych sekretów (przeszłość bohatera, całość związana z relacjami BDSM) i kobiecego przekonania, że można "uratować" kogoś, naprawić z pomocą prawdziwej miłości (główny bohater miał trudne dzieciństwo, które pozostawiło go z wieloma problemami emocjonalnymi). Schemat jest identyczny jak w Zmierzchu - niewinna dziewczyna, której nikt nie zauważa dociera do posępnego młodego mężczyzny targanego strasznymi emocjami.”

Po pierwsze, sama historia jest tandentna. Po drugie- język. Po trzecie- opisy seksu staja się po prostu …nudne. Mnie porno nudzi, nie podnieca, tym bardziej-tak żenujące opisy seksu. Jeśli takie powieści mają być bestsellerami- to ja się po prostu obawiam naszej społecznej kondycji intelektualnej nawet na polu literatury.

Zdaję sobie pytanie, czy tak wyglądają współczesne bestsellery? Mówi się, że ta książka jest odważna, nietypowa. Owszem, ale tylko dlatego, że nie boi się opisywać seksualnych marzeń niektórych z nas, a poza tym? Rysy psychologiczne bohaterów marne, jedynie sama postać Christiana Greya wydaje się w miarę ciekawa ze względu na jego przeszłość. Autorka wyraźnie nie może powstrzymać niekończącej się elegii na temat jego urody. Czy chcemy poznawać takich bohaterów powieści? Wystarczy, że portrety dzisiejszych celebrytów łudzą nas iluzją piękna, w rzeczywistości tak dalekie od prawdy. Idźmy dalej. Historia prosta i niewyobrażalnie bajkowa. Podczas lektury nieraz wznosiłam oczy do nieba, kiedy Christian Grey raczył swoją wybrankę najdroższymi prezentami świata, stało się to najzwyczajniej w świecie nudne. Oczekiwałam wyrafinowanej, poruszającej i mrocznej historii o dwojgu ludzi. Donoszę ze smutkiem, że nic z tego.

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" to idealny przykład kultury masowej pociągniętej do samych granic. Nie obalajmy kulturowy masowej, ale chrońmy ją przed kolejnymi, coraz drastyczniejszymi zmianami, które zamieniają ją w bezmyślną papkę, w zimny, pusty w środku produkt opakowany w wymyślne ozdoby. Zastanawiam się czy nie nadszedł czas, byśmy zaczęli świadomie przeciwstawiać się takiej literaturze. Ta powieść może i ma jakieś walory, ale odciąga naszą uwagę od zbyt wielu wartościowych pozycji, które czekają, by po nie sięgnąć. Chcemy czytać opowieści, które nam nigdy się nie przydarzą, chcemy zagłębić się w wartki nurt pulsujących doznań i wyobraźni. Nie trzeba długo szukać, żeby je odnaleźć, ale obawiam się, że w tej książce ich zabrakło.”-fragment listu do Wysokich Obcasów.

Ale nie chciałam pisać tu recenzji książki, bo już kiedyś to zrobiłam i otrzymałam za to po równi wiadro pomyj wylanych na łeb i burzę oklasków. Rzadko piszę o tym, co czytam, bo byłoby tego chyba za dużo. Przeczytałam dawno temu, stwierdziłam, że to totalny gniot, jestem zdziwiona jak można w ogóle się tym zachwycać. Tyle na temat samej książki. Tyle samo powiedziałabym pewnie na temat filmu, choć, nigdy z góry nie można zakładać.

Ważniejsze jest chyba, co fantazje spod pióra E.L.James uczyniły z naszym społeczeństwem. Bo pomimo tego, że książka jest gniotem- ma to swoje dobre strony. Ale także i złe.

Sadmomasochizm i mówienie o seksie zaczęło być…popularne. Chociaż nadal wielu nie umie mówić o nim dorośle, grunt, że w ogóle uczy się mówić. Kobiety, przede wszystkim, pobudzone przy czytaniu tego fanfiction (uch, okropne!), zaczęły zastanawiać się nad tym, co naprawdę lubią i przestały wstydzić się przyznawać do tego choćby przed sobą i swoimi partnerami. Tak przynajmniej pokazują statystyki, choćby firm produkujący gadżety erotyczne:

Lelo - producent łóżkowych zabawek - jeden z beneficjentów tego efektu, postanowił sprawę potraktować z należytym jej zainteresowaniem i przeprowadził trwające rok badania, w których udział wzięło 10 tysięcy respondentek. Ankieta dotyczyła wyborów klientek marki, ich upodobań i zmian, jakie wprowadził w ich przestrzeń erotyczną "Grey". Czy kobiety odważyły się powiedzieć czego chcą dzięki lekturze książki, czy może dlatego, że zdały sobie sprawę, co im jest potrzebne do erotycznego spełnienia? To pytanie, na które wyniki badań nie odpowiadają. Bo być może panie nie wiedziały, że istnieją specjalne "żabki" do zaciskania na brodawkach albo kulki gejszy do wsuwania do pochwy, a może dopiero sugestywne opisanie ich użycia, wywołało falę podniecenia. (…).Według badań Lelo, rok 2012 (czyli rok wydania Greya) był rokiem przełomów w seksie. 76% kobiet szczerze wyznało swoim partnerom, czego od nich oczekuje, prawie połowa sięgnęła po dominację, elementy krępowania oraz pejcze. Ankietowane twierdzą, że ich seksualna sesja (gra wstępna i akt seksualny) trwa teraz 15 minut dłużej, niż dotychczas. Okazało się, że nową normą stał się stosunek trzy razy w tygodniu, a elementy odgrywania w seksie ról wcielają w życie trzy na cztery pytane osoby.

Dobra, serio, jedna książka i takie statystyki? Ale to chyba wynik i innych przemian...ale o tym za chwilę.

"Zmieniły się także miejsca uprawiania seksu. Kochankowie chętniej ulegają namiętności w przestrzeni publicznej. Nie wiadomo co prawda, jak ankietowane kobiety urozmaicały sobie życie do czasów tego badania. Wymierną i konkretną zmianę można natomiast odnotować w zakresie struktury zakupów. Sprzedaż wibratorów dla par skoczyła o 200%, zaś kulek gejszy o 400%. Pejczy sprzedaje się o połowę więcej, niż w 2011 roku, a opasek na oczy 80% więcej.”

To badania jednej firmy, która mówi o sukcesie, żeby też sukces nakręcić. Statystyka to kochane narzędzie, którym można się posługiwać wedle celów, jeśli się potrafi.

Jednak, według badań tej firmy, ale też wielu innych, a także badań prowadzonych przez seksuologów- „50 twarzy Greya”, które stało się jakimś cudem fenomenem kulturowym, zmieniło spojrzenie na sprawy seksu- zwłaszcza przez kobiety. Jednak panowie z reguły bardziej, od wieków, skłonni byli do eksperymentowania bo jednak chuć działa u nich troszkę inaczej nawet fizjologicznie. To dobre, że kobiety, którym narzucano wieczną uległość i skromność w sypialni nauczyły się wreszcie, choćby przez takie, przepraszam za wyrażenie, literackie gówno i pomyje ( tak, tak to widzę), spróbować, czy podoba im się coś więcej niż pozycja na misjonarza.

Wieki panowania kultury judeochrześcijańskiej na ziemiach Europy i nie tylko zniewoliły seks i uczyniły z niego reprodukcyjne minimum, każąc zapomnieć, że w gruncie rzeczy- jest to też świetna zabawa, która pozwala na dotarcie do samego siebie. Zabawa, która może umacniać więzi albo po prostu dać niesamowitą przyjemność. Od rewolucji seksualnej powoli znów do tego dojrzewamy- zwłaszcza panie, które zawsze krępował gorset wartości cnoty i rozkoszy jako zła ostatecznego, bo przecież w pochwie naszej diabeł mieszka! Być może, mamy teraz okres drugiej, mniejszej o wiele seksualnej rewolucji, takiej trochę kulturowo- językowej- co jest bardzo dobre.
Choć wątpię, że tą rewolucję zapoczątkował Grey. On stał się po prostu jakimś jej symbolem i wynikiem bardziej.

Może wreszcie przestaniemy udawać „cnotliwe Zuzanny, co nie wiedzą, o co chodzi, ale wiedzą, jak się to robi”. Może wreszcie i filie, które nie krzywdzą drugich istot zostaną wyzwolone a wiele osób nie będzie wstydziło się powiedzieć „ hej, też lubię klapsy!”. Seks może w kulturze też przestanie być tabu, służącym tylko do rozmnażania jak króliczki pod pierzynką, po ciemku w 5 minut. Fajnie, ze chociaż to gniot, to sprawił, że może i literatura upada, ale chociaż chce nam się seksu, prawdziwego seksu a tabu coraz bardziej maleje albo, przez dyskusję w świecie kultury zaczynamy mówić o własnej sypialni. Bo to też modne.

Jak dla mnie tabu seksualne nie istnieje, chyba, że jest to krzywda drugiej istoty ( i nie idzie mi o krzywdę typu BDSM, bo dorosła osoba świadomie godzi się na ból który jest rozkoszą, chodzi mi o krzywdę zoofilii czy gwałtu, ale o tym chyba gdzieś już wspominałam)

Jednak, jest druga strona medalu- mówienie o seksie i rewolucja seksualna której Gry jest prawdopodobnie trochę wynikiem a trochę zaczynem, to jedno, umiejętność dojrzałego spojrzenia na te sprawy to drugie.

Bo niektóre rzeczy, jak to zawsze bywa, zeszły na złe tory. Moim skromny zdaniem, nie powinno być mody na upodobania erotyczne. A „50 twarzy Greya” taką modę wprowadziło już jakiś czas temu. Jeśli tyle kobiet w ogóle nie pomyślało o sadomasochizmie, nagle zaczyna sobie wmawiać, ze warto to robić bo to jest na fali…coś zaczyna dziać się nie tak. W sypialni nie można się do niczego zmuszać. A mam wrażenie, że ów entuzjazm wobec BDSM jest dość…sztuczny u wielu pań. Poza tym- owa powieść wykrzywia wiele aspektów seksu, tworząc nieprawdziwe fantazje i wyobrażenia w głowie wielu kobiet.

Gdy zbierałam informacje na temat "50 twarzy Greya" miałam okazję porozmawiać z kilkoma osobami, które żyją w związkach BDSM i wszystkie były oburzone książką, twierdząc, że tylko ugruntowuje ona błędne myślenie o sado-maso. BDSM to rodzaj seksualności, tak jak homoseksualizm, a równocześnie styl życia. Pociągu do BDSM się nie wybiera - albo ktoś ma potrzebę bycia uległym/dominującym w związku, albo jej nie ma. "50 twarzy Greya" opisuje wiele rzeczy w krzywym zwierciadle, a najwięcej kontrowersji wzbudza fakt podpisania przez Anastazję "kontraktu" bez wiedzy, w co tak naprawdę się "pakuje".- Wysokie Obcasy

Samo BDSM, czy opis pierwszego razu głównej bohaterki, zwieńczonego rozkoszą wypacza obraz tego, co prawdziwe. Kobieta doświadczona seksualnie wie o tym, ale wiele pań…ma potem wrażenie, że coś je omija. Coś, co formalnie...nie istnieje. Kolejne mity wkładane nam do głowy, kolejne żyli długo i szczęśliwie z pejczem w dłoni tym razem. Ale nadal bez skarpetek rozrzucanych po podłodze i okazyjnych kłótni, które nie zawsze kończą się namiętnym seksem.

To tak jak z każdą pornografią- fajnie, gdy rozładowuje napięcie, jeśli się ją lubi, ogląda samemu czy wspólnie, fajnie, gdy istnieje w świadomości, jako przekolorowane obrazki. Gorzej, gdy na jej podstawie, zwłaszcza w młodym wieku, tworzymy sobie wyobrażenie, czym jest seks. Gorzej, gdy na podstawie tego typu książek tworzymy sobie wyobrażenie o partnerze czy naszym pierwszym razie.

Całe porno opiera się na idealizowaniu i robienia z człowieka kawałka mięsa. Jesteśmy momentami mięsem, fizjologią, ale do cholery- nie powinno stanowić to wzorca.

Co ciekawe, przez Greya ucierpieli w ostatnich latach ponoć...panowie. Genialny artykuł w Wysokich Obcasach (znów) "Pan Grey ma kłopoty w łóżku" genialnie pokazuje fenomen męskich problemów z erekcją jako odpowiedź na nadmierne oczekiwania pań także...po przeczytaniu ów książki. Mówi o mężczyznach, którzy są sfrustrowani, bo boją się sprostać oczekiwaniom pań, którym włożono często do głowy bajki. Boją się także rozwiniętej kobiecej seksualności, co nie jest już winą literatury czy filmów akurat ale...jest wart przeczytania i gorąco go polecam, nie będę się teraz jednak tutaj na ten temat rozpisywać.

W każdym razie, seks to dobra zabawa, rozkosz, wycie jak zarzynana kotka- ale do cholery, pamiętajmy, że życie weryfikuje pewne sprawy. Nie zawsze ma się orgazm- ja mam to szczęście, że mam ich nieraz aż w nadmiarze. Ale jednak kobieta nie zawsze ma orgazm, pierwszy raz często boli choć nie musi, facetowi opada do cholery po 5-6 wytryskach a niektórym po pierwszym i ponownie od razu się nie wzniesie, nie zawsze szczytuje się symultanicznie i czasem po prostu ochoty na seks się nie ma. „50 twarzy Greya” to bajka, nieudolna, ale bajka dla dorosłych, którą niektórzy ( powtarzam, niektórzy, bo w bajkach nic złego nie ma, nawet takich, jak ma się do nich dystans) traktują zbyt serio.

Może w tym wszystkim trzeba umieć wypośrodkować. Jak ze wszystkim. Seks powinien przestać być społecznie tematem tabu. Powinniśmy przestać bać się udziwnień, które większość z nas ma w głowie, ale i nie powinniśmy chyba przesadzać z entuzjazmem wykrzywiania tej świetnej zabawy dla dwojga na wielką światową modłę.

To zawsze jest trudne- seks jest bowiem tematem intymnym, który dotyk całkowicie naszej duszy i naszego ciała. Potrafi zostawić, źle „użyty”, największe i najgłębsze blizny-ale jednocześnie stanowi wyraz największego zaufania, miłości, jest, powtórzę się pewnie z milionowy raz, genialną zabawą. Rozumiem, że nieraz się przed nim bronimy, przechodzimy z pewnej skrajności- w inną. Seks bowiem łatwo w nie się przeobraża, to często balansowanie na krawędzi, póki nie dojrzejemy- a często, niestety dojrzewa się przez zbieranie doświadczeń i swoiste kolce, które na zawsze zostawiają małe ranki. Ale które dojrzewanie było proste?

Potrzebujemy go, tak samo, jak nieraz się go boimy. Mimo wszystko, musimy się go uczyć w swoim tempie, mądrze, a nie za pomocą tandetnej literatury. Tak, by w odpowiednim momencie, wtedy, gdy naprawdę tego chcemy, możemy powiedzieć „rżnij mnie”. Tak, by też można było z pełnym zaufaniem powiedzieć obok tego "kocham cię"- choć życie weryfikuje, że miłość nie jest warunkiem seksu i coraz więcej osób umie te dziedziny oddzielić, co także ma swoje dobre i złe strony. Ja osobiście nawet widzę właśnie wiele dobrych.


Ważne jest jedno- byśmy w tym wszystkim, tak naprawdę, umieli znaleźć siebie i swoje potrzeby. Czy to sado-maso czy tkliwe mizdrzenie się przy winie i kominku, a czasem owe rzeczy na zmianę. Czasem długa droga przed nami-ale warto, by móc doznać takiego spełnienia, jakiego ja aż nazbyt często doznaję o tak, jestem z tego dumna i tak, nie wstydzę się tego. Ważne, żeby w tym wszystkim była prawda o nas- czy to miłość, czy tylko fizjologia. Nie nam oceniać, co lepsze. W tej dziedzinie, jak w żadnej innej- róbmy swoje i żądajmy tego, co nam się należy. By nikt nie chodził głodny, bo człowiek głodny to człowiek ...nadmiernie rozdrażniony.


A ten teledysk i piosenkę serdecznie polecam na...coś więcej. Polecam, w przeciwieństwie do Greya

Chcę cię pieprzyć jak zwierzę
Chcę cię poczuć od środka
Chcę cię pieprzyć jak zwierzę
Moja cała egzystencja jest wadliwa
Ale ty przybliżasz mnie do Boga

79 komentarzy:

  1. Boże widzisz, i nie grzmisz. Zaczęłam czytać z czystej, ludzkiej ciekawości. Jednakże pierdolnęłam tym mniej więcej w połowie, bo toć to szmira jest i dla mnie. Co mnie zasmuciło, ludziom tak się tego seksu chce, tak się chce popatrzeć, tak się chce powzdychać... Cóż. Byłam w kinie na "Ziarnie Prawdy" - ekranizacja powieści Miłoszewskiego. Film, mistrzostwo, bo i dobry reżyser i aktorzy. Ale dzień premiery. Ja jak na szpilkach, bo już obejrzeć, już-już. A nas na sali, może dwadzieścia, może mniej. Bo film ambitniejszy. Bo nie kipi od seksu, od nagości, bo są mądre dialogi, które coś sobą mówią. I ja nie rozumiem w jakim kierunku to nasze społeczeństwo idzie.
    Niemniej, do kina się nie wybieram, ani nie planuję tego w przyszłości oglądać. Zupełnie nie dla mnie. A w koło tak się wszyscy jarają, że orgazmów to chyba na samą myśl dostają. Koleżanka sto razy dziennie powtarza, że się doczekać nie może a ja...
    ... się tylko w czółko pukam i myślę: co się z ludźmi tymi dzieje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja przeczytałam i kurwiłam nad książką, chociaż uparłam się, że skończę. A potem będę mogła wylewać na nią bezkarnie wiadro pomyj :D
      I znaczy, że ludziom seksu się chce- rozumiem w pełni. Samej mi się chce wiecznie :D Ale nie w takiej formie po prostu...popkulturowego uładzenia i wielkiego wow bez żadnej innej otoczki.
      Na "Ziarno prawdy" też się wybieramy akurat:) I jasna sprawa, jak coś trudniejszego to...mniej ludzi. W sumie, seks nawet w tzw. ambitnym filmie się sprzedaje. Pamiętam, jak w Muzie, naszym ukochanym kinie nie mogliśmy się dopchać na Nimfomankę Triera:D A z reguły w Muzie są luzy, bo to kino studyjne zasadniczo..
      Ale, od czasu do czasu coś mniej ambitnego się przydaje każdemu. Szkoda, że niektórzy tylko mało ambitne uznają, ale to już inna sprawa, co?:)
      Też nie planuję ale nie wykluczam, że kiedyś się zdarzy, nawet jak ktoś ze znajomych się uprze na jakimś wieczorze filmowym. Ale na taką szmirę mnie nie ciągnie :D
      I dzieje się to co zawsze:popkulturzą :D

      Usuń
    2. Dobra taktyka :D
      No też właśnie o tym pomyślałam, że no, tak trochę... film jest właśnie tylko przez to tak "wyczekiwany", tak się domyślam.
      Pooooooolecam, film jest mega, Więckiewicz jako Szacki - miazga!! A muzyka, i w ogóle, matko wyszłam zakochana z kina :>
      No właśnie o to chodzi, że ja sama czasem głupie rzeczy czytam... tylko że Ci ludzie którzy to czytaja, to tylko po takie rzeczy sięgają ;)
      Ano nie ciągnie ;> Zobaczymy jak to będzie :D
      Schodzą na psy!

      Usuń
    3. Dobra, to uderzam niedługo do kina na niego:) I muzyka nawet dobra? No proszę. Aż ciekawe, kto komponował tym razem.
      Nie tylko ale...często tak się zdarza, że są cóż, rzeknijmy, momnotematyczni.
      A kiedyś popkultura to był Andy W., pomyśleć....:D

      Usuń
  2. Lusia i Ty macie dokładnie to samo odczucie co ja. Zaczęłam czytać z ciekawości, ale stanęłam na 200 stronie pierwszej części i stwierdziłam, że mnie to po prostu zaczyna tak nudzić. Jeszcze w życiu nie czytałam tak nudnej książki. Po prostu ona jest dobra do tego, aby zasnąć. Też mnie dziwi jak nad takim czymś można wpadać w zachwyt.
    Ale tak w ogóle seks to nie powinna być sprawa tabu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja doczytałam, ale tylko z własnej przekory i upartości. A co nakurwiłam i narzucałam książką to moje :D Lepsza niż książka telefoniczna?:D
      I pewnie, że nie powinna. Ale też nie powinno się dostawać do łba przez to, że seks nagle jest modny. Wszystko jak zawsze...wypośrodkowane:)

      Usuń
    2. Ja zaczęłam czytać tylko dlatego, że zaczęło mi się nudzić.
      Ale tak na serio to nie rozumiem wiesz myślenia ludzi, świat idzie na przód, nie żyjemy w średniowieczu, każdy ma jakieś zasady i robi jak uważa. A każdy ma jakieś wizje erotyczne.

      Usuń
    3. Rozumiem, a było pod ręką:)
      A pewnie że ma i ma do nich prawo. Póki właśnie nikogo nimi nie krzywdzi:)

      Usuń
    4. Akurat miałam pierwszą część na kompie więc tak trochę dla zabicia nudy.
      Dokładnie tak hehe :p

      Usuń
    5. A tak w ogóle to co polecisz do przeczytania?

      Usuń
  3. Łojezu... Rzygam tym tematem. Serio.... FB grzmi od zwiastunów, moich koleżanek postów... A ja ani nie czytałam ani nie zamierzam oglądać. Znam jedną osobę i ona zna się na bdsm... Wystarczyła mi jej opinia. Może nie powinnam się opierać, ale podziwiam ją za talent do opisywania scen łóżkowych i jeśli ona mi mówi,że to gówno to pewnie tak jest :P i przekonałam się o tym po cytatach i po tym jak moje dwie notki zostały skomentowane " ta linijka to cytat z greya". Serio? Nie uważam się za dobrego pisarza erotyków, jak piszę to dla własnej przyjemności... Z resztą czym niby jest ta moja notka dzisiejsa? :P zachwycać się nie ma czym, a podobno to jest w tej książce. Wiec... Ludzie.... Mam wrażenie,że Ci co się tak zachwycają uprawiali seks tylko po ciemku i tylko pod kołdrą... Albo sama idea seksu jest jakaś... No nie wiem.
    A ja przypomnę,że 13.02 wychodzi świetny film disneya - tajemnice lasu z Johnnym Deppem :P On chociaż aktor dobry :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tematem właśnie rzygam i sama musiałam gdzieś to wyrzygać jak widać :D Dlatego też mówię, to kiepski podręcznik do bdsm, a raczej pseudo-bdsm :D Starczy właśnie porównać do Goodgirl albo poczytać teksty anonimowych ludzi, którzy na serio w tym siedzą, czy też znać kogoś- cały nimb doskonałości w tej kwestii Greya upada :D
      Serio ci tak pisali?:D No to poszaleli-albo ty :D
      Właśnie, w naszym społeczeństwie idea seksu jest rozmyta i często, nadal, podkołderkowa. Stąd ten fenomen.
      W ogóle teraz w kinach dużo dobrych filmów:)

      Usuń
    2. Też przez moment chciałam sama to wyrzygać więc rozumiem :P
      No nie wiem, albo poszaleli... Albo ja mogę wydać niezłego erotyka hahaha :P W ogóle mega wkurwia mnie Grey, że wychodzi w walentynki. Jak te święto mnie nie obchodziło jakoś to wkurza mnie, że prezerwatywy i wszystko jest sprzedawane pod słowem "Grey" nawet bielizna "w 50 odcieniach szarości", durex wyskoczył z "50 grami " no luuuuuudzie. Jedyny plus to to,że upatrzyłam w promocji sobie zabaweczkę :D
      A ja myślałam,że ludzie normalnie uprawiają seks, nie koniecznie jakoś wyuzdanie, ale nie z obowiązku a z przyjemności. Dla własnej rozkoszy... Ale jak widać byłam w dużym błędzie :P
      Dużo, dużo :D podobno 2015 to rok filmów i kina i już nie nadążam co kiedy wypuszczają.

      Usuń
    3. No właśnie:)
      W sumie, czemu nie :D Zastanów się nad tym :)
      My zupełnie walentynek nie obchodzimy, a właśnie w tym roku jeszcze bardziej się na człowieka rzucają przy okazji Greya właśnie. Ale prezerwatywy? Serio? Tego nie widziałam i nie chcę wiedzieć :D
      No to zawsze coś :D
      Jednak, wielu ludzi ma z tym problem, ba, ma wręcz problem z tym, co im sprawia przyjemność i potem szukają, przez modę między innymi.
      Najwyżej coś będzie trzeba na DVD ogarnąć, jak się przegapi :D

      Usuń
    4. Nie, daj spokój :P Musiały by jakieś siksy się nad tym podjarać :P Ja pisarzem dobrym nie jestem, może jakieś wiersze mi dobrze szły, ale tylko jak byłam bardzo smutna a jakoś tak... Od paru lat nie potrafię być w czarnej rozpaczy :P
      No serio, prezerwatywy, bielizna... O ile bieliznę lubię to nie mogę sobie nic kupić w tym miesiącu przez to, serio :P A prezerwatyw nie używam, ale śmieszą mnie te reklamy, promocje.
      A skoro taki problem jest... To wątpię,że 14 po obejrzeniu Greya nagle mega opakowania po 6 szt ludzie kupią i zaczną się bzykać na potęgę :P Raczej podjarają się grejem i po powrocie do domu seks już nie będzie potrzebny :P
      Oj... Ja ściągam, bo na DVD wydałabym miliony :P wiesz ile filmów przegapiłam od nowego roku? Miałam iść na urodziny ale nie pójdziemy raczej.

      Usuń
    5. Siksy podjarać łatwo :D
      Bo ja wiem? Mi się wydaje po tych skrawkach u ciebie, że właśnie dobrze dobierasz słowa itp. ale rozumiem, na coś większego potrzeba więcej weny:)
      I dobrze chyba:)
      Za to może potem dorwiesz jakąś ładną :D Cała nadzieja w tym, że Grey przeminie :D
      A pewnie że Grey raczej nie wyleczy słabego libido albo nie zmieni nagle życia erotycznego chociaż...dla pewnych osób nie jest lekarstwem może sam w sobie, ale stał się punktem wyjścia do poszukiwań, inspiracją. W życiu paru osób na pewno tak było i to może jest dobry aspekt tego całego szumu. Ale, z drugiej strony ten szum spowodował wiele złego, jak już pisałam..
      Dobra, nie chciałam wprost mówić o ściąganiu ale wiadomo, że nikogo prawie nie stać na dvd z każdym filmem, jaki by chciał obejrzeć :D
      Czemu nie?

      Usuń
    6. Weny to mam, akurat na to mam... Tylko jakoś... Nie czuje się właśnie dobrym pisarzem, raczej pisze to tak dla siebie i dla niego bo wiem jak to cieszy :) Wulgarniej pisze do Niego w smsach czy mailach i jakoś nie wiem hmmm... Nie wiem czy komuś by się to spodobało. Czuję,że ludzie krzyżami by mnie straszyli i wodą święconą oblewali... I nawet te jaranie się Greyem nie sprawia,że mniej się boje o to :P Co najlepsze... Moje koleżanki jarają się Greyem a jak tak sobie w babskim gronie rozmawiałyśmy o igraszkach to prawie mnie prześwięciły o czym ja mówię ( a uwierz to nie było nic strasznego, na bdsm się nie znam raczej, a seks w świetle dziennym właśnie był czymś niemożliwym). Więc teraz piszczą o Greyu a na mnie wywalały oczy :P
      A tak myślę,że nie... Bo jaram się jak dzikus Festivalem pizzy. Nie mieliśmy ostatnio okazji wyjść nigdzie film zawsze można obejrzeć a Festival trwa tak krótko.... :P

      Usuń
    7. Rozumiem, nie potrzebujesz po prostu szerokiego grona odbiorców, co w sumie jest tutaj w pełni zrozumiałe:)
      I jasne, mimo Greya właśnie nadal żyjemy w puryzmie swoistym :D I znam to, jarają się Greyem, jakimiś książkami porno a wspomnij o prawdziwym życiu albo powiedzmy, nawet niech, porno spoza kanonu. Od razu cisza, wstyd, zwątpienie. Społeczne tabu nadal żywe, jeśli wychodzi poza mody.
      A, rozumiem, inna ciekawsza opcja :)

      Usuń
    8. No właśnie, jakby naturalnie się to wywiązało to czemu nie, ale jakoś parcia nie mam by szukać takich odbiorców :)
      Ano... To takie przykre/śmieszne? Bo w sumie nie wiem :P
      Nie tyle co ciekawsza ale jedyna w swoim rodzaju, no i bilety w piątki drogie, a nie mamy innej opcji, choć szkoda bo lubię kino :) ale cieszę się jak mały dzikus festiwalem (teraz zauważyłam jak piszę Festival :P z przyzwyczajenia z gier :) )

      Usuń
    9. Jasna sprawa:)
      Dla mnie bardziej przykre. Bo jednak...wiele takim osobom w życiu ucieka, I może być ich nawet żal przez to.
      To kino nadrobicie po prostu kiedy indziej:) I niech będzie przez v, a co tam :D

      Usuń
  4. No to teraz zabijecie mnie śmiechem, ale trudno piszę :P
    Przeczytałam, przyznaję się bez bicia. I tak jak pierwsza część nawet mnie wciągnęła, tak druga i trzecia szła mi dość opornie.
    Oj nasłuchałam się przy tym, że jestem walnięta i czytam literaturę dla zdesperowanych mamusiek, ale olałam i czytałam dalej, bo ciekawa byłam co tam się święci w tych opowieściach. W końcu nasze społeczeństwo na punkcie Szarego wprost oszalało. Fakt przyznaję, książka nie jest zbyt wysokich lotów i ludzie trochę się nakręcają stąd taki szał, ale w końcu o gustach się nie dyskutuje, nie? :)
    Mało tego do kina też idę i wcale nie dlatego, że jestem oczarowana tą historią, ale dlatego że jestem ciekawa o co tyle szumu. Czy rzeczywiście jest się czym zachwycać. Skoro jest o tym tak głośno, może szykuje się seans na "wielką skalę" :) Nie zachwycam się, nie świruję i nie podniecam na samą myśl o boskim głównym bohaterze, który na mój gust wygląd dość marnie. Traktuję to trochę z przymrużeniem oka :) Zawładnęła mną zwykła ludzka ciekawość.
    Ale jak już przy tym temacie jesteśmy to dodam coś jeszcze.
    Jakiś czas temu babka w bibliotece dała mi trzy mega grubasy!
    Dotyk Crossa czy jakoś takoś, nie pamiętam sklerę mam.
    W każdym razie w ty wypadku nie dotrwałam nawet do połowy pierwszego tomu, bo mnie kurwica jasna strzelała już po przeczytaniu kilku stron.
    No, ale nie mam doświadczenia w tego typu literaturze i być może obrażam właśnie fanów owego Crossa, który był nudny jak flaki z olejem. O! :)
    To się nagadałam :)
    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bynajmniej, ja nie mam zamiaru nikogo wyśmiewać.
      Nie mówię, że tak książka nie może się w ogóle nie podobać, całe mentalne rzyganie to mój subiektywyizm, który ok, trudno rozumie że można, ale akceptuje w pełni :D Tylko właśnie...chodzi o ten fenomen. Bo o ile czytadło lekkie przydaje się każdemu, nie od dziś istnieją tandetne romansidła albo głupie filmy o zombie ( bo coś lekkiego potrzebuje każdy), nie od dziś są pewne naiwne bajeczki..o tyle zastanawia mnie, jakim cudem coś, co nie ukrywajmy, do poczytania może i jest, ale nie najwyższych lotów, w pewien sposób zawładnęło całą popkulturą. Tu już nawet nie chodzi o gusta. A o pewien...niezrozumiały szał, który wpływa też na codzienne życie :D
      I w sumie miałam moment ciekawości, jak oni chcą to w ogóle nakręcić ale...na obecnym oment mam dość. Zewsząd bombadrowana Greyem:D Dlatego i na blogu musiałam to trochę "wyrzygać":D Ale...daj znać, jak to w ogóle wyglądało, jak już tam pójdziesz.
      I właśnie- ty traktujesz to rozsądnie, z przymrużeniem oka. A ile osób traktuje to z przesadna powagą? To jest zastanawiające.
      A to widziałam parę cytatów z tego gdzieś...o czym to w ogóle jest?
      Wiesz, ja wiecznie obrażam fanów paru niby wielkich pisarzy, bo też mnie nudzą. Bo jak pisałaś, gusta są różne :)

      Usuń
  5. Orany, nie czytałam. Nie zamierzam ani nawet przez myśl mi nie przeszło, bo mam taką niepisaną zasadę, że nie czytam czegoś, co jest takim fenomenem, kiedy wszyscy inni to czytają, najwyżej, jak wszystko ucichnie. Ale teraz, to mam po prostu dość Greya! :) Wchodzę na internetowy sklep muzyczny - bestseller - soundtrack z Greya, oglądam telewizję - trailer Greya, idę do kina - puszczają pół filmu w reklamach :D, w księgarni Grey, to straszne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałaś i nic nie straciłaś :D
      Wiesz co, ja wolę nieraz fenomen z ciekawości sprawdzić, żeby wiedzieć, czy naprawdę warto...po prostu, zwykła ciekawość mola książkowego. I wiele fenomenów w pewnych niszach, np,fantasy mnie wcale nie rozczarowała...ale tu chyba hałas popkultury był właśnie za duży :D
      I ja też mam dość, jak pisałam wyżej, dlatego musiałam gdzieś to "wyrzygać" i padło na bloga :D
      Na szczęście, w księgarniach są za to promocje teraz na inne książki często, o :D

      Usuń
    2. Ha, to ja właśnie mam odwrotnie! Wolę zupełnie nieznane czasami czytać i polecać je komuś innemu niż czytać to, co popularne. Miałam tak ze Zmierzchem, że przeczytałam pierwszą część, zanim zrobiło się o nim głośno, ale do kolejnych już nie doszłam, bo straciłam ochotę, jak się zrobił taki szum :d Ja nawet nie byłam ostatnio w księgarniach, podczas sesji zgromadziłam sporo książek, które teraz muszę nadrobić :D

      Usuń
    3. Wiesz, ja czytam tyle i w takim tempie i nieraz tak dziwne rzeczy, że po prostu znajdzie się i miejsce dla coś z krzyczącej popkultury :D Nawet, jak ten czas jest marnotrawiony.
      Ja przeczytałam właśnie pierwszą część Zmierzchu ale dalej...nie, nie dałam rady. Chyba byłam już na to jakoś "za stara" i wolałam inne bajki :)
      I znam to :D

      Usuń
    4. Ja w sumie jedynie książkę na tydzień, bo czasami nie mam ochoty na książki, mimo że chcę się jak najprędzej dowiedzieć, co się tam dzieje dalej ;D. Ja w ogóle raczej nie przepadam, mimo wszystko, popkultury. :)

      Usuń
    5. Nie no jasne, ja i mięsiąc potrafię nic nie przeczytać, a nieraz to pochłaniam i trzy książki w tygodniu :D
      A wiesz...popkultura i tak jest ponoć w nas zakorzeniona, nie uciekniemy od niej:)

      Usuń
  6. Wiedziałam, że taka notka się u kogoś wreszcie pojawi :D
    Podobnie jak Ty, rzygam tematem Grey'a. Wchodzę na FB - Grey. Idę na zajęcia - Grey. Włączam TV - Grey. Włączam YT - Grey (chociaż muszę przyznać, że niektóre soundtracki przypadły mi do gustu). Mama mi mówi, że u niej w pracy też - Grey. Nosz kurwa, ileż można!
    Pierwszą część czytałam tylko fragmentarycznie. Jakoś nie potrafię nad tym siąść i przeczytać od deski do deski. Może to i lepiej xD A może jest to wynikiem tego, że doskonale wiem, jaka w tej książce jest zawarta obłuda i nie chcę być bardziej przerażona, znając szczegóły niż jestem już obecnie. Mam tu na myśli aspekt samego BDSM. Tak się składa, że "siedzę w klimacie" i znam go dosyć dobrze. Jeśli kobiety po tej książce (tudzież za parę dni filmie) zdobędą się na ujawnianie/spełnianie swoich fantazji sadomasochistycznych - w porządku, fajnie, polecam :D Ale zauważyłam, że grono kobiet, zachwyconych postacią Grey'a, ale nie mających zielonego pojęcia o świecie BDSM, zaczyna się w to bawić. Serio, widziałam już ogłoszenia pt. "Szukam Pana Grey'a". I to mi mrozi krew w żyłach, bo to nic innego, jak przepis na tragedię. Ładnie to określił prof. Starowicz : Tu nie podnieca BDSM, tu podnieca milioner. Poza tym, autorka stworzyła cudowny scenariusz dla pseudo-dominujących. Nic, tylko wyuczyć się kwestii Grey'a i już jakąś "uległą" zagubioną dziewczynkę można "zdominować". Naprawdę, nie chcę wiedzieć jak się to skończy. Doświadczone osoby czasem mają trudność z rozpoznaniem psychopaty, a co dopiero kobieta, która bezpośrednio po tej książce zaczyna szukać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś musiał zacząć wyrzygiwać się na Greya, padło na mnie jak widać :D
      I właśnie, na fejsie, w szkole, w pracy...wszędzie jeden temat. I najlepsze właśnie jaranie tym a wspomnisz o porno..to każdy święty :D Głównie, każda święta :D
      No to wiesz o co mi chodzi. Ja nie powiem że siedzę w klimacie ale powiedzmy...otarłam się o to swojego czasu, o, więc wiem czym to pachnie i...za cholerę nie nazwę Greya jakimś kanonem. I właśnie, ta moda jest niebezpieczna. Bo genialnie doprawdy, jak piszesz, ktoś przeczyta/obejrzy film i odkryje, że to naprawdę może być coś dla niego, zainteresuje się, rozsądnie wejdzie w ten świat, tak naprawdę. Bo czasem trudno w naszym opresyjnym wobec seksu społeczeństwie dojść do tego, co nas kręci naprawdę. Ale jak ktoś po prostu wpasowuje się w modę? To po prostu niebezpieczne dla samego człowieka, bo przecież sprawy seksualne są bardzo kruche, wrażliwe. Można eksperymentować dlatego, że coś kusi a nie dlatego, że jest na to moda, bo właśnie można siebie bardzo tym skrzywdzić.
      I jak zawsze niezawodny prof. Starowicz ma rację.
      I to też fakt, to po prostu pewna pożywka dla psychopatów...jak widać, mody po prostu mogą być bardzo, ale to bardzo niezdrowe...

      Usuń
    2. A proszę bardzo, rzygaj, wcale się nie dziwię :D Ja pewnie w swoim czasie walnę elaborat w tym temacie, ale w związku właśnie z samym BDSM.
      Zdecydowanie nie można brać Grey'a jako kanon, brrr, aż mnie ciarki przeszły. Dokładnie tak, bo wiesz, jeśli naprawdę ktoś ma w sobie naturę uległą/dominującą to to wyjdzie. Prędzej czy później. I fajnie, jeśli ta książka komuś w tym pomoże. Ja sama to odkryłam, kiedy zobaczyłam zdjęcie faceta ze szpicrutą xD Ale wcześniej już to czułam, tylko nie potrafiłam tego nazwać.
      Wpasowywanie się w modę to jedno, bo skoro tyle kobiet zaczęło interesować się BDSM to ja też muszę, bo to pewnie fajne. No, głupota. Druga sprawa to błędne odebranie postaci dominującego przez tę książkę. Wbija się kobiecie do głowy, że Pan to taki przystojny, młody Grey, z kasą na koncie, w garniturze. Życzę powodzenia w szukaniu na portalach owego kanonu Pana :D A tu nie chodzi o sam wygląd, a o umiejętność bezpiecznej zabawy, o czym już wszyscy zapominają.

      Usuń
    3. Więc czekam na ów elaborat z niecierpliwością:)
      A jednak, niektórzy jakoś...biorą. Ci, co kanonu nie znają :D
      Dokładnie, jakiś impuls zawsze będzie. U niektórych może książka, u niektórych jakieś zdjęcie, jak u ciebie. Ale to prędzej czy później samo najdzie...ale robienie z tego mody, to właśnie gruba, często krzywdząca przesada.
      No tak, stereotyp dominanta stworzony przez książkę jest całkiem inny od tego, co istnieje w rzeczywistości i cóż...ktoś może się kiedyś bardzo naciąć właśnie przez to.

      Usuń
  7. Wiesz co , nie powiem, że rzygam Grey'em, ale rzeczywiście wszędzie o nim. Czytałam wszystkie części parę lat temu, z dwa? nie ważne, w każdym razie druga mi się podobała, bo tam było "w miarę normalnie", aczkolwiek na film wybieram się z racji z tego, iż zżera mnie ciekawość jak reżyserka zrobiła ten film - a film różni się podobno od książki (słowa reżyserki). Widzę, że poprzedniczka wspomniała o jakimś tam ogłoszeniu pt. Szukam Pana Grey'a. To już trochę przesada, aczkolwiek ja mam swojego idealnego Grey'a w swojej wyobraźni i różni się sporo od tego "książkowego Grey'a".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu nadmiar już się robi, co? A dzisiaj to w ogóle będą o tym trąbić niemiłosiernie.
      I...ciekawość może i jest we mnie jakaś, ale teraz raczej więcej znużenia i cóż..na pewno mi szkoda kasy na bilet do kina na ten akurat film.
      Bo na tym też polegają książki, żeby stworzyć swój wizerunek bohatera, no nie?:)

      Usuń
  8. w sumie ja to bym nawet o tym całym Grey'u, książce nie wiedziała, gdyby nie moja przyszła szwagierka, która podrzuciła mi jedną z części. A potem całe dwie... Czytałam z ciekawości i masz rację, każdy opis seksu mnie nudził...Na film też bym poszła wyłącznie z ciekawości - co by sprawdzić czy bardzo odbiega od książki... wszyscy przeżywają premierę zwłaszcza kobiety, ale jak dla mnie czuję, że będzie bez szału i co by nie było biletu nie mam zarezerwowanego i nie wypatruję dnia premiery. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo po prostu opisy seksu były totalnie tandetne. Można było przeskoczyć do następnego- i było totalnie to samo.
      I ciekawość pewna jest, ale u mnie na pewno nie tak wielka, żeby pójśc do kina. Zmarnowany pieniądz :D

      Usuń
  9. Ech, czasem jakis gniot stanie sie nie wiadomo dlaczego popularny, a wszyscy to czytaja, bo chca byc na biezaca i kurwa obyci. Wrecz sadza, ze wypada znac taki fenomen i bestseller. Mam wrazenie, ze tez wystepuje taki mechanizm. Fabula? No blagam, to co piszesz tak ludzaca przypomina te wszystkie romanse czytane przez moja mame... a to ze jest troche wiecej nedznych opisow seksu. No i kurwa co z tego? Nie czytalam tego, ale nie czuje potrzeby by wyrabiac sobie opinie na ten temat. Wlasciwie juz ja mam i nie sadze by zmienila sie po przeczytaniu ksiazki.
    Nasza pani z polskiego tez byla zazenowana ta ksiazka. Powiedziala, ze jak po raz ktorys przeczytala zdanie "podskoczyla we mnie moja wewnetrzna bogini" to miala ochote wywalic te ksiazke.
    Mam wrazenie, ze ludzie czuja sie zobowiazani cos znac tylko dlatego, ze jest znane i popularne. Ale tak naprawde, to kazdy przeciez moze sam decydowac, co czyta/oglada.
    Ja wlasnie czytam ksiazke Osho "Milosc, wolnosc, samotnosc" i jestem ciekawa Twojego zdania na jej temat. Jesli czytalas, ale pewnie tak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest jak wszystkie inne romanse, więc tym bardziej nie rozumiem tego fenomenu właśnie :D I...lepiej po to nie sięgaj, serio, ja właśnie ten błąd popełniłam, że byłam ciekawa. A potem żałowałam straconego czasu.
      I nie dziwię się jej :D
      Czytałam parę książek Osho, ale akurat nie tą:) Więc...nie wiem czy na temat tej powinnam się wypowiadać, czy ogólnie na temat Osho, którego cenię i bardzo lubię, ale też cóż, staram się podchodzić do niego z pewnym dystansem.

      Usuń
  10. Książki nie czytałam, ale słyszałam o wielu słowach krytyki skierowanych w jej stronę. Wiadomo, że nie wszystko będzie się wszystkim podobać w takim samym stopniu, ale zauważyłam, że od jakiegoś czasu na piedestał wyniesione są teksty/utwory/zachowania itd. które wcale nie są wartościowe, które mało co wnoszą do życia człowieka, które dla wielu pozbawione są sensu. Także ja też się obawiam o nasze dalsze losy.. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu masz rację. Tak naprawdę, w tym co modne asolutnie nie ukazuje się żadnych głębszych wartości. Przerażające dość, jak się tak zastanowić...

      Usuń
  11. A ja nie uważam tej książki za gniot. Są gusta i guściki. Fakt, jest kilka rzeczy, które od razu poraziły mnie swoim brakiem realizmu - 21-letnia dziewczyna, która nigdy nie dała się dotknąć żadnemu facetowi, tak po prostu z dnia na dzień przyjeżdża do apartamentu milionera, bo chcę się z nim "kochać". Jezu Chryste! Jakim cudem?! Skoro przez 21 lat nawet jej do głowy nie przyszło, by się TAM dotknąć, to skąd u niej nagle taka wielka chęć do seksu z Greyem?! Nie ogarnę tego chyba NIGDY. Co mi się jeszcze nie podobało? Momenty akcji, takie zapychacze na siłę, że ktoś tam przyniósł szampana i było fajnie. No super, ale nic z tego nie wynika. Język też może nie jest wyszukany, ale nie oszukujmy się - sama lepszej książki nie napisałam, więc uważam, że nie mam prawa jeździć po kimś, bo język mi się nie podoba.
    Ogólnie książkę czytało mi się bardzo szybko i musiałam ją sobie dawkować, żeby nie pyknać jej w jeden dzień. Kolejne części też mam zamiar przeczytać. ;) Także ogólnie - podoba mi się nawet. Lubię czytać pornosy, chociaż pewnie gdyby nie fakt, że na drugi tom trylogii którą zaczęłam niedawno czytać, muszę czekać do 25. lutego, to tak szybko po Greya bym nie sięgnęła.
    Uważam też, że o wiele lepszą książką o podobnej, jednak bardziej konkretnej i realnej tematyce jest Driven. Nie ma pejczy, napalonych dziewic i rozdziałów o niczym, które jedynie podbijają liczbę stron. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o Twoją opinię, tzn. "[...]sama lepszej książki nie napisałam, więc uważam, że nie mam prawa jeździć po kimś, bo język mi się nie podoba." to uważam, że mylisz się. Nie trzeba być przecież piekarzem, żeby powiedzieć, że chleb jest niedobry, prawda? Nie trzeba być muzykiem, żeby stwierdzić, iż jakiś utwór jest badziewny, film jest nudny i zrealizowany bez polotu, a dom jest krzywy lub brzydki.

      Usuń
    2. Fakt, logika mocno kuleje:D
      A co do języka...zgodzę się z Morthem częściowo, a częściowo powiem po swojemu- książki nie musiałaś pisać, ale cholera, nawet po twoich notkach widać, że masz lepszą składnię :D I język kaleczony każdego może drażnić. Mnie właśnie- nieraz drażni, zwłaszcza w książkach, choć sama alfą i omegą nie jestem.
      I pornosy nieraz się dobrze czyta, nie przeczę...ale Grey dla mnie po prostu nie zasługuje wręcz na ten kulturowy fenomen i hałas wokól niego :D
      To muszę sobie poszukać, co to:)

      Usuń
  12. jak wiesz po Grey'a jeszcze nie sięgnęłam, ale przeczytałam coś na wzór tej książki, tylko tam nie było mowy o fetyszach w seksie, moja kuzynka przeczytała zarówno Grey'a jaki i Crossa (którego ja czytałam), mówiła, że te książki są na podobnej zasadzie, co za tym idzie, nie wiem czy jest sens sięgać po Grey'a, owszem, nie spodziewam się sensacji po tej książce, ale nie wiem, czy czasem nie szkoda mi po prostu na nią czasu, film pewnie zobaczę, chcę zobaczyć jak książka, w której seks aż kipi została zekranizowana, jak będą przedstawione sceny seksu, bo jak wiadomo, tym może bardzo film zepsóć, bo bądź co bądź, te laski, które kochają Grey'a na pewno oczekują mocnych scen erotycznych...
    niestety to przykre, że wiele osób karmi się takimi książkami, właśnie moja kuzynka na maksa jest podjarana tą tematyką, a dla mnie (bez obraz) są to książki naprawdę dla tępych osób, tępych życiowo, które myślą, że wszystko, co tam jest napisane jest możliwe, no i że jest super. myślę, że właśnie wielokrotne powtarzanie, jaki tytułowy bohater jest ekstra i wszystko co się z nim wiąże jest ekstra wpaja naiwnym laskom do głowy, że tak może być....
    no i przede wszystkim od tej książki bardzo odpycha mnie to, że autorka inspirowała się "Zmierzchem", miałam okazję przeczytać 2 części, po rozpoczęciu 3 nie byłam w stanie brnąć dalej, po prostu to kompletnie nie dla mnie, jakiś tam film widziałam, chyba 1 część, ale zero zainteresowania tym, więc podejrzewam, że nie będę podjarana Grey'em.

    i śmieszy mnie to, że ludzie mogli objechać Twoje negatywne zdanie na temat tej książki :D w sensie jest to dla mnie zrozumiałe, ale ktoś, kto nie zgadza się z Twoim zdaniem nawet nie jest świadomy jak bardzo karmi się tą bajką, jak bardzo jest naiwny

    chyba masz rację, może jestem zagubiona, ale może właśnie tego jakoś potrzebuję, może jednak dotarło do mnie, że nie do końca jakiś czas temu się pozbierałam i może to jest ten czas, żeby się z tego rozliczyć, żeby jednak się z tym uporać? sama nie wiem. mam nadzieję, że w najbliższym czasie jednak pewne sprawy będą zmieniać się na lepsze.

    a co tam u Ciebie? jakoś dawno tu nie zaglądałam, jakoś miałam ostatnio mało blogowy okres...

    OdpowiedzUsuń
  13. Aktualnie jestem w trakcie czytania drugiej części i chyba dobrze, że zabrałam się za jej czytanie kilka miesięcy po pierwszej. Opisy seksu zaczęły mnie już nudzić, liczne powtórzenia itd. Ileż razy można czytać to samo? Również postać Anastazji jest trochę banalna, od początku za nią nie przepadałam. Grey natomiast, jak wspomniałaś, wydaje się ciekawy przez to, co przeszedł. W gruncie rzeczy - film będzie beznadziejny, czuję to po zwiastunie, ale tym, którym się nawet po powieść nie chciało sięgnąć pewnie się spodoba, jak będą pąsowieć w kinie ze wstydu. Bo w społeczeństwie panuje to przekonanie, że o seksie się nie rozmawia. W sumie to prywatna sprawa, ale nie aż tak prywatna, żeby uznawać to za zbrodnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh god, dobrnęłaś do drugiej części? Mimowolny podziw :D
      Ale fakt, może i odpoczynek zrobił swoje:) I...dokładnie. Właśnie te powtórzenia. Sam język po prostu jest...grafomański. Jakby przez połowę co najmniej książki powtarzany był jeden pomysł. Serio, znam lepszą literaturę erotyczną :D Chociaż ta nigdy wyjątkowo wysokich lotów nie bywa. Albo...rzadko zdarzają się perełki.
      Ale też niby coś tam przeszedł, a postać wcale nie jest głęboka, tylko podporządkowana sterootypowi opiekuńczej samicy, która go zbawia, co mnie nieziemsko wkurwia swoją drogą, bo wmawia się kobietom że tak, mogą być lekarstwem na cudze traumy, jak mają nieraz wyobrażenie.
      I dokładnie. To co modne może być ale...tak to seks nadal jest tabu.

      Usuń
  14. Czytałam Greya, był nawet obiecujący do pierwszego seksu, a potem... kicha. Kumpele z klasy wyciągają do kina, a mi szkoda czasu i pieniędzy na takie gówno. Myślę, że Grey zrobił jednak więcej złego niż dobrego. Półki w księgarniach zawalone pisanymi na jedno kopyto "erotykami" przyciągają wzrok. Dziewczynek, chłopców, którzy czytając po kryjomu (może i pod tą kołderką?) tworzą sobie okrutnie wypaczony wizerunek seksu samego w sobie, ale też różnorakich parafilii. Skoro bicie, poniżanie partnera/partnerki jest ok (zapominając, że jest to ku jego rozkoszy i za jego zgodą), to przecież zoofilia, somnofilia, ekshibicjonizm, gwałt tak samo. No i ups... Ale wyjdzie w praniu.
    Przywitałam się na fejsiku, a tu nic XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, już słyszałam, że masz traumę :D
      I zdecydowanie, szkoda czasu i pieniędzy, lepiej ich jakoś przekabacić i iść na inny film, serio.
      Nie przeczę, że fenomen ma na pewno tylko kilka dobrych odprysków, dużo tu złego ale...nie można przecież wieszać psów na wszystkim po kolei, czyż nie?:) I wiem, wiem, nawet pani Felicjańska napisała jakiś tam erotyk :D
      Dokładnie, zanim poznają czym w ogóle jest seks, ludzie potrafią mieć zatarte granice i owszem, to może prowadzić po prostu...do dosłownej krzywdy.

      Usuń
  15. Zakrztusiłem się herbatą, jak przeczytałem, że czytaliście to. Ale z drugiej strony, ja przebrnąłem przez "Zmierzch" i to wszystkie części, a nawet połowę "Intruza" Mayer. Ale zauważam jedną kwestię - zdecydowanie filmy były lepsze od książki. Starali się zrobić z tym cokolwiek lepszego i widać to. Nie, żeby film był wiele lepszy, ale trudno doszukać się logiki, skoro w oryginalnym "dziele", na podstawie którego film powstał takowej logiki brak.
    Opis, jakim uraczyłaś nas pisząc o książce twarzy Greya... Wiesz, miałem wrażenie, jakbyś pisała o "Zmierzchu" i to naprawdę, naprawdę mnie przeraża, bo najwidoczniej kolejny chłam jest bestsellerem.

    A odnośnie mitów. To zawsze przypomina mi film "Don Jon". Pisałem o tym na blogu i nawet chyba mówiłem Ci coś na ten temat. Facet, który oglądał tyle pornosów, że później seks nie był dla niego... wystarczający. Satysfakcjonujący. Nie kochał się, nie pieprzył, tylko wsadzał i wyciągał, tak w zasadzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się krztusić właśnie :D Pewien fenomen kulturowy pociąga i człowiek chce zrozumieć o co do cholery w tym wszystkim chodzi. To, że po przeczytaniu rozumie się to jeszcze mniej, to już szczegół :D
      I właśnie, czytałeś Zmierzch to się nie czepiaj :D I czy lepsze? Widziałam jeden Zmierzch i..już, jak miałabym wybierać sobie tortury, wybrałambym książkę, serio :D
      Bo przecież sama James pisze, że zainspirowała się Zmierzchem, to wiesz :D

      No tak, film który mam na liście do obejrzenia :D

      Usuń
  16. 'Szok ustąpił miejsca rozbawieniu' - uwierz... Miałam tak samo ;D. Też mnie ktoś zapytał czy się wybieram, po tym jak już opanowałam śmiech, a moje oczy wróciły do normalnych rozmiarów, stwierdziłam 'Wiesz... Widziałam trailer 'Teorii wszystkiego' i chyba będzie całkiem niezły, a o Greyu jeszcze na poważnie nie myślałam :D :D'.
    U mnie to było tak, że jak szybko zaczęłam czytać tę książkę, tak szybko albo jeszcze szybciej skończyłam, niestety w pewnym momencie, a nawet bardzo szybko ona po prostu robi się nudna ... i to słownictwo, i powtarzanie w kółko tych samych fraz... Szkoda słów.
    'Chociaż nadal wielu nie umie mówić o nim dorośle' - właśnie... Jeżeli ta książka ma zmienić społeczeństwo, które ma się zrobić bardziej otwarte to ok, ale niech nie będzie tak, że po prostu niektórzy zachłysną się seksem i właśnie nie będzie to miało nic wspólnego z dorosłością, dojrzałością, a raczej głupią książkową fascynacją. A ludzie nie będą stawać się bardziej dojrzali odnośnie seksu i tego czego pragną, a zaczną żyć wyobrażeniami w tym temacie.
    A książka nietypowa? Chyba raczej napisana typowo dla zarabiania pieniędzy i ogłupiania społeczeństwa bajkami opowiadanymi zarówno na temat książki jak i filmu...
    I jeszcze jedno.... Społeczna kondycja intelektualna, o której wspomniałaś. Chyba też mnie to zaczyna przerażać, bo znałam przypadek dziewczyny, dla której te książki były naprawdę czymś ponad wszystko! A kondycja intelektualna samej autorki? Chyba tylko dobra do, no właśnie.... myślenia jak tu sobie dużo zarobić :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fridaa (a to jeszcze odnośnie Twojej ostatniej bójki ;D). No to tak krótko, zwięźle i na temat - gratujuję! To było mistrzowskie! Należało mu się! Jestem z Cb dumna :D :D.

      Usuń
    2. Byłam na "Teorii wszystkiego" i powiem ci że...rozczarowałam się trochę. W sensie, właśnie trailer zapowiadał coś innego- jak to zwykle w kinie bywa. Ale i tak, zdecydowanie lepsze to niż Grey :D
      Dokładnie, dlatego też mówię- to istna grafomania. Ja aż się zastanawiałam kiedyś z Królikiem, czy to kurczę, wina tłumacza, bo i tak może być. Wzięliśmy więc w łapki, jakimś cudem znalezioną w necie wersję angielską...taka sama grafomania właśnie. Więc...nie wiem, jak sam poziom języka może odpowiadać tutaj komukolwiek.
      I jasna sprawa, że większości ludzi nie nauczy to mówienia o swoich potrzebach czy rozmawiania dojrzale na temat seksu,ale...chodzi mi o to, że na pewno znajdą się pewne wyjątki, wiesz? Pary, które na przykład dzięki przeczytanej książce potrafią się na siebie bardziej otworzyć, czy nawet przez durną modę- bo i tak się jednak zdarza. Takie małe cuda przy okazji chłamu :D
      Nietypowa przez głupotę :D
      Znaczy, sama autorka nie wywyższa się, mówi o sobie, że nie jest wielką pisarką, tylko właśnie kurą domową która zafascynowana Zmierzchem spisała pewne fantazje. Także...jak czytałam z nią wywiad, odniosłam wrażenie, że to bardzo miła, przecietna kobietka która jakimś cudem zrobiła karierę, sama nie wiedząc, jak :D
      I dzięki, dzięki :D

      Usuń
  17. a nasza grupka sie wybiera wiec i ja by sie integrować idę na film, mam nadzieje że będzie ok, zwłaszcza piffffko po seansie;)

    OdpowiedzUsuń
  18. w zasadzie wyraziłaś wszystko, co myślę o tej książce :D stwierdziłam jakiś czas temu, że przeczytam, żeby móc się wypowiedzieć na temat. przebrnęłam przez pierwsze 50 stron i odpadłam - to chyba druga książka w życiu, której nie byłam w stanie przeczytać. "wewnętrzna podskakująca bogini" przerosła moje możliwości odbioru.
    i ostatnio nawet z kimś rozmawiałam na ten temat właśnie - że jak to świadczy o społeczeństwie, skoro się rzuciło na taki chłam. wnioski nam wyszły niezbyt optymistyczne, ale z drugiej strony - chociażby po tych komentarzach wyżej, na które rzuciłam okiem, widać, że może jednak nie jest z nami aż tak źle jak nam to pokazują media. a przynajmniej mam taką nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nieraz trzeba coś przeczytać, żeby potem móc pluć się na to bez przeszkód :d Też mam nieraz podobne założenia :D Ciekawość robi swoje :D
      No tak. I inne tego typu zwroty i stała rozkosz przeważyły szalę, rozumiem w pełni :D
      Dokładnie, nie jest tak źle. Te zachwyty być może napędzane są też medialnie ale...kiepsko z nami i tak, skoro dajemy się tak łatwo mediom omamić.

      Usuń
  19. Hm....ja też pozostałam nieczuła na "fenomen" Greya, bo choć czytam kilka książek miesięcznie, nigdy nie zapytałam o tę pozycję, choć moje koleżanki rozczytują się w tym "arcydziele". Ja mam tylko spory...ubaw, że kobiety które mają 30-40 lat zachowują się jak...dziewice orleańskie, które nigdy niczego nie widziały, ani nie słyszały.
    Może dlatego mam takie podejście, bo "ja w tym lesie już byłam".

    Bywaj zdrowa Frido :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jak widać po prostu może ich całe życie seksualne było właśnie tak nudne? Swoją drogą, to cholernie smutna wizja....
      I to prawda, pamiętam tamte czasy że tak to ujmę:)

      Usuń
  20. Ech zgadzam się.Tę książkę czytała moja koleżanka rok temu(teraz ma osiemnaście lat) i kurde trochę szkoda mi jej faceta,bo w końcu wszystko zostawia ślad na psychice i może być ona kiedyś niezadowolona ze swojego życia seksualnego.
    Z resztą wydaje mi się,że gdyby ludzie częściej ze sobą rozmawiali na ten temat nie ukrywając go pod tabu to nie byłoby takich problemów i takich książek.
    Za wiele wypowiedzieć się nie mogę.Mam w końcu 17 lat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe wszystko. Bo w ogóle, kobietom od dziecka wmawia się pewne bajki i potem od tego, takich głupot, mnożą się nieraz właśnie wszelkie problemy.
      I jasna sprawa, gdyby rozmowy, to byłoby na pewno lepiej. Ale książki pewnie by i tak były, bo wielu ludzi lubi po prostu pewne sprawy mimo że ich kręcą zostawiać w świecie fantazji, takie odnoszę wrażenie:)
      I co z tego ile masz lat? Wypowiadać się zawsze można:) A i wiek to nie wyznacznik:)

      Usuń
  21. Zgadzam się z Tobą. Ja nawet skusiłam się na zakup z góry na wszystkie trzy części, ale przeczytałam je tylko dlatego, bo je kupiłam. Książka nie zrobiła na mnie szału, a spodziewałam się po niej efektu: "wow".
    Ale może po prostu się nie znamy? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, bo już kasy potem żal, nie dziwię się. Bo ten efekt "wow" wszyscy dookoła wmawiali, więc tym większe rozczarowanie pewnie.
      I kto wie, może nasz gust ssie?:D

      Usuń
  22. Matko, u nas nawet w radiu o tym gadają, już mam dośc, nie tknełam tych ksiażek, le to jakieś romansidła, nei wiem skąd taki rozgłos, zupełnie jak tne cały zmierzch, przeczytałam tylko dlatego, że uzyto tam magicnzych slow - wampiry i wilkołaki - ale sie okazalo nie warte uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc właśnie. Jak dla mnie Zmierzch w ogóle zhańbił w pewien sposób wzrozec kulturowy wampira i wilkołaka, wręcz go zgawłcił -.-

      Usuń
  23. No i znów miałam piękne przeczucie :D Chciałam o tym pisać, dokładnie o tym samym! Ale jakoś mnie naszło "pewnie Frida napisze o tym elaborat". xD
    A w ogóle to rozwala mnie to, że wszyscy dookoła się tym tak zachwycają, a teraz jak tak czytam, to każdy zniesmaczony.
    Pamiętam, że parę miesięcy temu przybiliśmy sobie z Królikiem mentalnie piątkę właśnie przez nienawiść do tej lektury. Pogratulowałam mu, że wytrwał do końca, no ale sam się tłumaczył, że u niego to była sprawa honoru - wiadomo xD Ale Ciebie to podziwiam max, że wytrwałaś, serio. Bo znam te samozaparcie, że kiedy zacznie się książkę to TRZEBA ją dokończyć. Ale to właśnie jedyna książka z którą nie wyrobilam. Jebłam i nie wyrobiłam. A pamiętam, jak jeszcze pisałam Królikowi, że właśnie się zwiastun pierwszy pojawił i juz robił furorę... a teraz to po prostu TO jest wszędzie. Strach włączyć telewizję, fejsa czy cokolwiek :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogowie, jaka jestem przewidywalna...:D
      A ja się nie zachwycałam, kurwiłam i rzucałam książką od początku akurat:D Ale wiesz, może modne jest znowu nie bycie modnym, więc trzeba obracać kota ogonem?:D
      No ja wytrwałam z czystej przekory i naiwnej nadziei, że może jakimś cudem pod koniec coś mnie zaskoczy. A gdzież tam. I....w pełni rozumiem, że to jebnęłaś jednak :D
      Dlatego unikam miejsc gdzie to na mnie czyha, już tak powoli :D

      Usuń
  24. o taaak, czytałam wiele o tym fenomenie i sama się również wypowiadałam. zaskakuje mnie ta książka, bynajmniej nie tym, co ma w środku, ale faktem, że tak bardzo zszokowała ludzi i zrobiła taką furorę. przerost formy nad treścią, fabuła nieciekawa i naciągana, co tu dużo mówić.. nie wiem, czy przeczytanie tej książki rzeczywiście pomogło kobietom, które tylko utwierdziły się w przekonaniu, że ich życie seksualne ssie. i które uwierzyły, że można dochodzić za każdym razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Bo takich romansików jest pełno, kwestia właśnie jakim cholernym cudem to się tak rozprzestrzeniło i wpływa po prostu na społeczeństwo- bo jednak wpływ, nie krywajmy, ma. I wiesz, mi się wydaje, że w tych setkach, tysiącach, a może milionach jednak parę znalazło się, na które tak książka zadziałała jak impuls. Ale...nie jest to raczej aż tak powszechne, jak chcą pokazać statystyki:)

      Usuń
  25. W tej dziedzinie, jak w żadnej innej- róbmy swoje i żądajmy tego, co nam się należy. By nikt nie chodził głodny, bo człowiek głodny to człowiek ...nadmiernie rozdrażniony - powiedziałbym że głodny to człowiek wk*rwiony. :P
    Żądajmy tego, co nas kręci - powiedzą Ci, którzy już wiedzą co lubią.
    Powiedziałaś, że seks to także świetna zabawa. Czy w takim razie, mogą go żądać także Ci, którzy jeszcze nie spróbowali tej rozrywki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałam użyć łagodniejszego słowa tym razem:)
      A ci co nie wiedzą, mają swoje święte prawo, by się dowiedzieć:) I...seks jest przyrodzony człowiekowi, więc dlaczego nie? Jeśli chcą spróbować, mają prawo żądać i tego jako mentalnie:)

      Usuń
    2. jako mentalnie:) - nie rozumiem...
      Mogą żądać, nawet gdy jawnie przyznają się, że interesuje ich wyłącznie ta przyjemność? :>

      Usuń
  26. A weź olej Greya - przerzuć się na Reginę! :D Tutaj raczej nie będzie tylu oklasków za hejt, bo to cudowna Regina, ale noż ja pierdolę, już lepiej mi się tego Greya czytało. Nie no dobra, wcale nie. Ale momentami porównywalnie. REGINO, PIERDOLNIJ SIĘ W CZOŁO I PRZESTAŃ PISAĆ!

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie no, ostrzegłaś mnie i nie popełnię drugi raz tego samego błędu, ten hejt zostawiam tobie :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Witaj Frido :)

    Słuszności, w tym, co piszesz, nie brakuje. Ja też przeczytałem Grey'a i muszę przyznać, że choć to harlekin, z dodatkiem, to czyta się spoko. Mnie nie dziwi ten szum i fenomen. Po latach przemycanej literatury erotycznej, otwieramy się nieco na świat, to fakt. Szczególnie młodzi. Ale , jak ty, mam zastrzeżenia, że wypacza to wszystko obraz seksu.
    Grey, to Kopciuszek pod innym tytułem. Dodano trochę pikanterii i nic więcej. Mnie natomiast, uderzyło coś innego, co wielu ludziom, którzy czytali Grey'a umyka.
    Połykamy masowość kultury, nie zastanawiając się nad niczym, stąd i ten efekt. Łapiemy, małpujemy, powtarzamy do upierdliwości, wszystko, co nam podstawiają.
    Człowiek, to chłonne zwierzę i lubi wiedzieć. Fakt, przyswaja szybko. Zapomina tylko, czy raczej nienauczony jest, by także myśleć, kiedy się coś nowego przyswaja. A z tym, jest źle niestety i stąd to wszystko.
    Mnie Grey, zafascynował tym, że my przecież to wszystko znamy. Mamy to pod ręką i... jesteśmy ślepi. Świat Grey’a to, świat marzeń wszystkich ludzi. Idealizm, okraszony na dodatek tym, co nas tak napędza. Seks, seks, seks, powtarzany i odmieniany we wszystkich przypadkach. Ale, jak piszesz, nie mając świadomości seksualnej, uciekamy się do wzorców i schematów, które sa w nas wkodowane. Od wieków.
    Ale i BDSM jest znane od wieków. No bo pokaż mi faceta, który by nie chciał takiej władzy nad kobietą, jaką ma Grey ??? To dlatego, pociągają nas te „niegrzeczne” ;) One, wydają się obietnicą tego, co nieosiągalne.
    Podobnie jest z kobietami ?!! Ci "źli chłopcy", pociągają.
    To czemu, większość związków, to przeciętność, żeby nie powiedzieć marazm ???
    Grey i Anastazja, to wyobrażenie. Takich facetów, nie ma i takich kobiet, nie ma. Ale My, lubimy mity. Stąd ten fenomen.
    Nim dobrnąłem do końca pierwszej części, uderzyła mnie, ogromna samotność Grey’a. Człowieka młodego, a jednocześnie, nazbyt dorosłego na swój wiek. Człowieka, który nie ufa nikomu. Nic, co dotyczy jego, nie jest pozostawione przypadkowi. Wszystko ma i musi, wręcz, mieć pod kontrolą. Oczywiście w przebiegu książki się to wszystko wyjaśnia. To właśnie jego przeszłość, jest powodem tego wszystkiego.
    Zakłócenie następuje z chwilą pojawienia się Anastazji, która, jak na standardy „amerykańskie”, jest według nas, nie do przyjęcia. Bo, jak to !? Cnota, w wieku 22-23 lat ??!! Hahahahaha ;)
    Tyle, że autorce, tak myślę, nie chodziło o ten rodzaj czystości kobiecej, a raczej, o pewien obraz. Aby od nowa zapisać w sobie coś, należałoby wyrzucić to, co stare !! Anastazja, to alegoria. Bo, kto potrafi odrzucić to, co doświadczył ???
    Autorka, nie tyle sprzedaje amerykański sen, co odwieczność naszych dążeń, pragnień, pożądań. To wszystko, co mamy tuż obok, a jednocześnie, poprzez własne doświadczenia, wdruki, schematy, nie potrafimy sięgnąć.
    Grey to, bajka i stąd ten fenomen. Bo, czyż na bajkach nie wychowaliśmy się ? Dorośliśmy, ale wciąż pragniemy w nie wierzyć i to dostaliśmy. Bajkę, tyle, że w oprawie dla dorosłych :))
    I masz rację Frido, że świat BDSM, przedstawiony tam, nie jest do końca prawdziwy. Ale nie o niego tu chodzi, choć wszyscy się na nim skupili. Bo przecież to, co „zakazane”, tak pociąga.
    Podsumowując, płytko nas uczą, to i płytko patrzymy na wszystko. Ślizgamy się po powierzchni, bojąc się zagłębić, by poznać w pierwszej kolejności siebie, ale znakomicie, potrafimy oceniać innych. Przypinamy im łatki, nie widząc( A może wiedząc ?), że sami niewiele jesteśmy warci.

    Mądrze patrzysz na świat Frido. To dobrze. Nie ślizgasz się po nim. Ale, to też świadczy, o pewnej goryczy, jaka jest w Tobie. Któż jej nie ma, kiedy świat bajek, zostaje odarty ze swego blasku ?!
    Na szczęście, potrafisz wyciągać wnioski z tych doświadczeń, które nas spotykają w życiu. Niewielu tak ma, ale każdy ci powie, że wie, ze rozumie, a potem popełnia te same błędy.
    Ja, pójdę zobaczyć to, co amerykanie stworzyli. Bo, po lekturze, jestem ciekaw, co z tego co ja dostrzegam, pozostało :)



    Pozdrawiam :)


    OdpowiedzUsuń
  29. Jeszce jedno Frido :)
    Po komentarzach widać, że gdzieś tam wewnątrz ludzi drzemie mózg :)
    Szkoda tylko, że on... drzemie ;)
    Odarto ludzi z wiary w "bajkę", to i przestali w nią wierzyć :(
    Łatwo pierdolnąć czymś, co budzi w nas złość, bo zycie, nie przystaje do tego !!
    No nie przystaje i co ? To róbmy tak, by życie bajką było :)

    Może ci, co książkę przeczytali i się nią zachwycili, są naiwni. Ale oni, mają (może), jeszcze te odrobine wiary, że ŻYCIE, bajką może być !!
    Może nie w wymiarze Grey'a, ale w swoim własnym, mniejszy nieco ???

    Może za bardzo chcemy byc dorosli ? Może tę odrobina dziecka w nas, warto czasem dopuscic do głosu ?

    Życie, polukrowane może nie jest, ale jezeli sami w tym kierunku nic nie robimy, no to wybaczcie, ale nie mówcie, ze zycie jest do dupy !!
    A tego rodzaju glosy, tu slyszę. Grey, to wynaturzenie !!!
    Tylko w tle, każda chciałby takiego Grey'a, I każdy chciałby być takim Grey'em :)

    I nie chodzi tu o pieniądze, seks. Ale o chcenie. Ale my wolimy pierdolić od rzeczy, niż coś zrobić, coś zmienić, coś chcieć.
    Narzekaniem, niczego nie zmienimy, ani w sobie, ani w innych.

    Pozdrawiam :)


    OdpowiedzUsuń
  30. Każdy ma swoje zdanie. Moje jest zupełnie inne, książka mi się spodobała. Może nie zachwyca językiem, ale dla przeciętnego czytelnika nie jest zła. Osobiście najbardziej zafascynowała mnie historia Christiana i w sumie gdyby nie ona to faktycznie nie byłoby w trylogii nic ciekawego. 2 księgi pochłąnęłam. Może faktycznie jest tak, ze to książka dla niedoświadczonych młodych kobiet. Sama taka jestem i nie wiem, co bym powiedziała o tej książce gdybym przeżyła wiele pełnych namiętności chwil. Też dlatego zaintrygowała mnie, bo interesuje mnie wnętrze człowieka wszytko co związane jest z jego psychiką, a Christian jest naprawdę zawikłaną postacią. Przyznam, że w niektórych momentach to Ana mnie wkurwiała, a do Greya czułam sympatię. Byłam ciekawa jego przeszłości, dlatego drugą część trylogii uważam za najciekawszą. Wyjaśnia się jego zachowanie,skąd się wzięły jego blizny.

    Co do filmu- dziś obejrzałam. Hmm osobom, które nie przeczytały książki mógłby się spodobać, ale nie mi. Myślę, że złe sceny pominęli, bo wiadomo nie da się wszystkiego z pierwszej księgi zmieścić w 2 godzinach. Christian został przedstawiony jako bezuczuciowy psychol. N dobra może i taki trochę jest. Aktor bardzo mi nie pasował, nie umiał zagrać tej roli. A co do opinii, że fil to pornol- kompletnie się z tym nie zgadzam. Tyle było szumu, ze w filmie będzie mnóstwo seksu, a tak naprawdę to chyba w niektórych polskich produkcjach więcej tego było. Poza tym sceny były urywane. W książce znacznie więcej było wszystkiego ( co za odkrycie!). Heh podobno w 2016 roku ma wyjść część druga. Pójdę, bo chcę wiedzieć jak zrobię część historii, która mi się najbardziej spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  31. O Greyu oczywiście słyszałam i przyznaję, że jestem trochę ciekawa, ale do tej pory nie sięgnęłam po książkę. Zetknęłam się z wieloma opiniami, ale chyba jednak częściej zdarzały się te mniej przychylne. Teraz jestem ciekawa komentarzy na temat filmu.
    Czemu to stało się takim fenomenem...sama nie wiem. Może właśnie przez poruszenie tematu tabu. Poza tym czytanie o seksie jest chyba postrzegane jako mniejsze 'zło' niż np. oglądanie pornola, a bądźmy szczerzy- ludzi ciągnie do takich rzeczy, dlatego co się dziwić, że sięgają po Greya chociażby z ciekawości. Cóż, jak przeczytam to będę mogła podzielić się dłuższą opinią, bo tak trochę dziwnie wypowiadać się na jakiś temat jedynie na podstawie opinii innych :p

    OdpowiedzUsuń