piątek, 13 lutego 2015

O Pająku Anansim i Bracie Króliku, Amerykańskich Bogach i kruczych piórach zaklętych w powieści, czyli o tym, że wszyscy stanowimy tylko opowieść, która nadal może być żywa.

"Łączą się z tajemnicą nocy, jakby celowo zmiękczając rytm narracji i przenosząc opowiadane wydarzenia do nadprzyrodzonego wymiaru. To, w tak jasne noce, kiedy Królik czuwa ( jak mówi się na przejrzyste niebo usiane gwiazdami) w takiej właśnie chwili dumny opowiadacz rzuca czar na słuchaczy. "

Brat Królik czuwa nad nocami, zwłaszcza nad opowieściami. To zdanie, pochodzące z opisu kultury afroamerykańskiej uderzyło mnie jak żadne inne. Królik czuwa nad nocami, w których toczą się opowieści, Królik czuwa nad nocami, jest opiekunek odprowadzającym w krainę snów, łagodzącym ataki złych duchów. Jest spryciarzem, który, gdy nie zalezie mu się za skórę, potrafi obronić przez najgorszą harpią czającą się pod sercem.

Czytałam dalej.

"Historie stanowią także reakcję na śmierć zbierającą swoje żniwo w społeczności, ich najbardziej wyzwolone i szokujące wersje opowiadane są na stypach, przy pochówku (...). Podobnie jak przyśpiewki i tańce, opowieści stanowią część życia rozświetlonego duchem pewnego ludu. To duch skrzący się śmiechem".

Czytam w końcu same opowieści, pochodzące z dalekiego Haiti, Jamajki, południa Stanów Zjednoczonych. Czytam o pająku Anansim i Bracie Króliku, którymi te baśnie, ludowe mądrości, są wręcz przepełnione.
Przypomina mi się pająk Anansi w świecie Gaimana i ten cytat z "Chłopaków Anansiego", z opowieści mówiącej o jego synach. Jego ukochany cytat, ostatni, który zostawił :

"Istnieją trzy rzeczy i tylko trzy, które mogą złagodzić ból śmiertelności i zaleczyć rany zadane przez życie- odparł Spider. Te rzeczy to wino, kobiety i śpiew"

Wino, kobiety i śpiew. To już było. To nadal łagodzi. Ale są i opowieści. Teraz o tym tym bardziej sobie przypominam.

Czytam we wtorek wieczorem, patrząc na niebo które przesłaniają chmury. Dzisiaj być może nie jest noc na opowieści jedna, zamykam książkę i oglądam z Mężem filmy. Ale nadal myślę, trawię połowę historii ,które przebrnęłam. Myślę o tym, jak te książki, cała seria Baśni Etnicznych by mu się spodobała. Zakochałby się jak ja, jak ja, która lekko pijana, w środku nocy zamawiałam w jednej z internetowych księgarni resztę cyklu.

Cat na urodziny kupiłam właśnie jedne z baśni z cyklu, "Baśnie Afrykańskie". Tam też żyje Anansi, wielki Spryciarz, kpiarz, Bóg-Pająk który potrafił pokonać lwa. Tam też żyje Brat Królik, kolejny ze Spryciarzy, który potrafił wykonać zadania niemożliwe zadane mu przez Boga. Królik który gra na skrzypcach jak nikt inny, tak, że wszystkim nogi podrywają się do tańca.
Ożywiam bogów, dawnych bogów i postacie baśni, gdy moje oczy niecierpliwie podążają za kolejnymi słowami, kolejnymi zdaniami.

"Wszyscy jesteśmy tylko opowieścią", mówiłeś.
Znów,nie wiadomo skąd, z którego miejsca umysłu, przychodzi mi do głowy twój ukochany Gaiman, którym i mnie zaraziłeś, którego pokochałam tak samo, twój ukochany mistrz opowieści, który stał się i moim mistrzem. Ten, który właśnie wskrzeszał dawnych i zapomnianych. Ten, który w "Amerykańskich Bogach" pisał:

"Posłuchaj: Bogowie umierają, gdy zostają zapomniani. Ludzie także. Ale ziemia, ona zostaje. Dobre i złe miejsca. Ziemia nigdy nie odejdzie".

Czytamy więc we dwie opowieści dawnych ludów znów, kolejnego dnia, opowieści z początków wieku. Wymieniamy się z Cat skojarzeniami, wymieniamy się ze śmiechem kolejnymi opowieściami na facebooku, smsami. Czekamy na kolejny dzień, kiedy to wybierzemy się na baśnie w starym stylu. Baśnie opowiadane przed publicznością, baśnie w oprawie cytry, harfy, może słowiańskiego chóru. Baśnie należące do wielkich sal, ale i do ognisk.

W nocy zastanawiam się nad bogami, o których zapomniano. Wszyscy jesteśmy swoimi bogami...i wszyscy zostaniemy zapomniani. Jesteśmy tylko opowieściami, prawda? Póki żyją ci, co mogą mówić, o nas, o naszych czynach, póki istnieje miłość którą kochaliśmy tych, którzy odeszli, póki istnieją słowa o Anansim i Bracie Króliku- wszyscy żyjemy. Wszystko się toczy. Ale świat ma swoje prawa. Świat kruszeje. Słowa mogą istnieć setki lat, tysiące...ale ostatecznie wszystko przeminie. Każda opowieść. Brat Królik nie zagra już na skrzypcach, żeby wybić zęby aligatora na własny użytek jak w jednej z baśni. Wszystko zatrze czas.

Ale i twój ukochany Gaiman pisał:

"Nie ma czegoś takiego jak koniec. Nigdy".

Ziemia zostaje. Ziemia, do której wszyscy należymy, do której wracamy. Z której powstaliśmy. Wszystko wraca do jednego źródła. Każda opowieść. Każde słowo. Nic przecież nie może przeminąć. Przemija pamięć, zacierają się słowa. Zaciera się nawet dosłowna, chwilowa miłość. Ale przecież ta prawdziwa, wielka miłość wraca do źródła. Zostaje ziemia. Bo nie istnieje coś takiego jak koniec. Wszystko krąży, jak materia. Wszystko przepływa, jako i energia. Kości Brata Królika zmieniają się w miękkie odnóża Pająka Anansiego. Krew z arterii rozdartych boleśnie przepływa teraz w roślinnych sokach, krążących po budzących się drzewach.
Kiedyś zapomniane będą słowa. Kiedyś zapomniane będą twarze i imiona i wszyscy bogowie odejdą w niepamięć.

"Miłość to dwa rodzaje snu
(...)
Jestem drzewem które rośnie pod sercami
Jedyne dla każdego, które bierzesz
Jesteś ręką intruzów
Jestem gałęzią, którą łamiesz" jak śpiewała Bjork.

Imiona przeminą, choć, my, mali, gubimy się, gdy je zapominamy. Ale nie zapomina ich świat. Przemijają nasze życia, ale soki drzew dalej krążą. I szepczą dawne modlitwy, językiem, którego my nie potrafimy zrozumieć. Skarabeusze toczą długie dyskusje, żywiąc się martwymi ciałami. Zjadając wnętrzności, zapewniają nieśmiertelność. Nieśmiertelność tkwi w ziemi. Także nieśmiertelność opowieści.

My zapominamy imiona gdy sami odchodzimy. Nie zapomina ich świat. Ziemia, matka i starucha, koniec i początek wszystkiego. Jedność, pełnia. Sierp księżyca koszący łany zbóż, napęczniały brzuch pełni mówiący o płodności.

Wstaję wcześnie rano. Mój wzrok pada na półkę z książkami. Skończyłam afroamerykańskie opowieści, wieczorem poprzedniego dnia. Patrzę z uwagą na kruka na okładce, gdy sięgam po ten ciężki tom.
Kruki. Hugin i Munin. Myśl i Pamięć. Co mówiłeś zawsze gdy pytano cię o to co masz na rękach, co napisano w Grimnismal?

"Każdego ranka dwa kruki, Hugin i Munin są wypuszczane i lecą nad Midgardem
Zawsze boję się, że Myśl może nie dolecieć z powrotem do domu
Ale jeszcze bardziej obawiam się o powrót Pamięci"

To po lekturze tej książki przeczytałeś właśnie Grimnismal. Chciałeś poznać swojego własnego Kruka, tego, który wypełniał duszę. Myśl i Pamięć, dwa pióra na przedramionach wytatuowane tak niedawno. Runy nazw, Hugin i Munin. Ale to sam Gaiman częściowo cię zainspirował,prawda? Opowieścią o umierających, zapomnianych Bogach. Opowieścią o zmierzchu wiary, więc i opowieści.

Już wiem, dlaczego jeszcze bardziej obawiałeś się powrotu Pamięci tego, że zaginie. Bo świat to opowieści. Te, które padają za pomocą słów, ale i te, które trafiają do serca z szeptem drzew. Myśl pozwala wypatrywać tego, co nadejdzie. Pamięć pozwala zjednoczyć się z korzeniem świata, czyż nie?

Zaszywam się więc pod kołdrą i czytam "Amerykańskich Bogów".
Tym razem mam własną książkę, czystą, dziewiczą wręcz. Nikt przede mną nie spijał jej słów.
Gdy czytałam pierwszy raz pożyczyłam ją od ciebie. Właściwie, wcisnąłeś mi ją te parę lat temu wręcz siłą, mówiąc z entuzjazmem, robiąc te swoje wielkie oczy pełne zachwytu małego dziecka "ale Frida, MUSISZ to przeczytać!".
Zachwyciłam się już wtedy, tak samo jak ty. Choć może nie do końca rozumiałam. Podejrzewam, że ty wtedy też nie. Dopiero po jednej śmierci, po lęku przed zapomnieniem. "A co, jeśli po paru latach zapomnę jak wyglądała jej twarz?" mówiłeś wręcz z płaczem jednej nocy. Bałeś się utraty pamięci. Pamięci o tych, o których kochasz. Ale to właśnie Kruki miały zawsze doskonałą pamięć w legendach. Pamięć i mądrość. I były władcami wszystkich historii.
Teraz została właśnie historia. I ulotna pamięć, ulotna w naszym życiu, w naszym wymiarze czasu.

Ziemia zatrzyma kości. Ziemia zatrzyma słowa, których nie zrozumiemy my, ludzie. Nie wprost, póki nie spojrzymy sercem.

Wracałam więc do tej książki wiele razy, mówiącej o zapomnianych imionach, o walce, by nie przeminąć. Zawsze pożyczałam od ciebie. Zaczytaliśmy ten egzemplarz na śmierć wręcz. Na śmierć papieru, bo historia dzięki nam właśnie stawała się żywa.

Nie wiem dlaczego, ale w styczniu zapragnęłam mieć własną. Tak po prostu, naszła mnie taka myśl, że i tą książę muszę mieć, choć znam ją prawie na pamięć. Chciałam móc wrócić do niesamowitej historii Cienia, pośmiać się znów z Anansiego, nauczyć się obcować ze śmiercią w zakładzie pogrzebowym Ibisa. Chciałam wrócić, kupiłam ją więc w styczniu, jakoś na początku. I czekała, wiernie czekała. Jak każda opowieść, musiała znać swój moment przecież. Musiała się przypomnieć, sama w sobie. W żywej myśli, musiała i do domu wrócić pamięć.

Pochłaniałam kolejne strony. Widziałam Cienia w więzieniu, słyszałam trzask dawnych kości, szepty zmarłych, widziałam oburzenie bogini płodności. Oaster.
Wieczorem musiałam wygrzebać się ze swojej samotni. Umówiona z Cat, pędziłam na wieczór opowieści.

Baśnie, opowiadane przez współczesnych gawędziarzy w różnych miejscach Poznania do częste miejsce spotkań moje i Cat. Razem chodzimy i słuchamy. Czasem siedzące na twardych krzesełkach, czasem rozwalone na podłodze na poduszkach i owinięte w koce. Przy blasku świec, przy oprawie muzycznej, słuchamy poszczególnych bajarzy, którzy wprowadzają w świat swoich opowieści.
Czasem jest poważnie. Czasem frywolnie i wesoło, jak wczoraj właśnie. Czasem serce przepełnia radość. Na tym polegają opowieści. Są skarbnicami wiedzy, od nich możemy nauczyć się najwięcej o życiu- ale i bawią. Zdecydowanie, po prostu bawią, prostą melodią. Proste modlitwy najłatwiej trafiają do bogów, proste modlitwy najłatwiej szepczą serca.
Mądrość przez zabawę, też coś, o czym zapomnieliśmy w naszych czasach. Coś, o czym przypominają mi kolejne spotkania przy baśniach i słowa czytane w książkach. Słowa, przy których aż słyszę śmiech starej Murzynki, łuskającej fasolę na kolację na zapadłej wsi na Florydzie.
Mądrość, która też przemija w naszych sercach.
Wielu z nas zabija opowieści. Nie te czytane. A te opowiadane przy ogniskach.

Przypomniały mi się znów te wszystkie jasne noce. Strzelające w powietrze iskry. Noce, w których Barat Królik czuwał, bo jaśniały gwiazdy, noce. w których mój brat Królik opowiadał. A ja wraz z nim nieraz, mówiąc znane mi historie czarownic. Noce z muzyką, z zaśpiewem, z winem i innymi kobietami. Wszystko co łagodziło ból śmiertelności. Wszystko, co sprawiało, że życie jest życiem.
Śmiech i mądrość pod gwiazdami.
Zatęskniłam za tymi nocami. Za opowieściami Włóczykija, tymi, którymi chciał się dzielić, choć często miał opowieści tylko dla jednej osoby. Pomyślałam o tym, ile z nich pamiętam. Sporo. Naprawdę, sporo.
Znów naszła mnie ta myśl. Uporczywa, wijąca się w gardle jak przełykany żywy owad. Drapiąca, świerzbiąca jak włochate nogi pająka Anansiego na gołej skórze. Myśl, która przyszła już wcześniej.

-Wiesz, ja chyba się jednak zgłoszę.
-Co?
-Wiesz, do opowiadania. Może nie jeszcze następnym razem, nie wiem jaka będzie tematyka ale...
-Jasne, świetna sprawa, jednak się zdecydowałaś?
-Wiesz, że tak? Niektóre opowieści Cat...niektóre muszą być żywe.

Niektóre opowieści powinny zostać żywe. Miałeś rację. Króliku, świat to nic więcej, jak opowieść. My, nasze życie, to opowieść, którą piszemy wraz z losem. I wszystko przeminie...ale teraz to ja obawiam się o utratę Pamięci. I nie pozwolę zniknąć imionom zanim znajdą spoczynek w ziemi, póki żyję. Bo zgubię się w tym świecie. Muszę mieć swoje korzenie. Korzenie w opowieści, jaką jest i moje życie właśnie.
A kto wie...może i twoja opowieść właśnie toczy się dalej, przez przekazywanie z ust do ust, jesteś żywy, w słowach, choć, wszystko przeminie? Zostanie Ziemia. Ziemia, jako i Miłość.
Temu, co umarło musimy pozwolić nieraz umrzeć.
Temu, co jest żywe musimy nieraz pomóc żyć.

Jak w opowieści o lisie i wilku, prawda? Tej, którą Gaiman umieścił i w "Amerykańskich Bogach".

"Lis był tu pierwszy. Miał Brata Wilka. Lis oznajmił, że ludzie będą żyć wiecznie. Jeśli umrą, to na krótko. Wilk odparł: Nie, ludzie będą umierać, ludzie muszą umierać. Wszystko co żyje, musi umierać. W przeciwnym razie rozmnożą się, zajmą cały świat, zjedzą wszystkie karibu i bizony, wszystkie dynie i całą kukurydzę.
Pewnego dnia Wilk umarł i powiedział do Bata Lisa: Szybko, ożyw mnie!
A Lis na to : Martwi muszą pozostać martwi. Przekonałeś mnie.
Płakał, gdy to mówił, ale powiedział tak i zrobił. Teraz Wilk włada światem umarłych, a Lis żyje na wieki pod słońcem i księżycem i opłakuje swojego brata".

To co umarłe musi odejść. Ale imiona, opowieści...te są żywe, nawet, gdy śmierć dosięga ciało. I tym trzeba pomóc przeżyć, bo, "Istnieje wiele różnych odmian szczęścia, tak samo jak istnieje wiele różnych odmian śmierci".

I choć "Istnieją historie, które, jeśli otworzymy przed nimi serce, ranią zbyt mocno", to mimo wszystko historiom i miłości, tej właśnie, bo przez historie przychodzi, trzeba pomóc żyć. Zranienie to tylko chwila, część życia. Życia właśnie, nie śmierci.

Niejedną noc, bo noce są od opowieści i baśni, niejedną, gdy tylko zrobi się ciepło, spędzimy z moim Mężem, z Cat i innymi ludźmi przy ognisku. Opowiadając sobie historie prawdziwe i zmyślone, historie dawnych ludów i historie o ludziach. Nie będzie tego, kto mówił ich najwięcej. To umarło, choć i dla niego i tylko dla niego chcemy spędzić jedną noc przy tym ciepłym żywiole, ogrzewając ciała i dusze, pijąc w jego imię, świętując i żegnając, jak już się umówiliśmy.

Ale to musi umrzeć, trzeba oddać ziemi to, co należy do niej. Powierzyć jej ból i tęsknotę. Lecz zostały nam jeszcze słowa, historie, szepty świata i tym właśnie trzeba pomóc żyć. Nawet przekazując je dalej, tak, jak należy, słowami mówionymi, nie pisanymi. Nawet występując publicznie, jeśli naprawdę zdobędę się znów na odwagę.
Mówiąc, gawędząc, opowiadając. Podczas niejednej jasnej nocy.

Pożegnałam się z Cat gdy wsiadała do tramwaju i sama poszłam do domu. Niebo, całkiem czyste, rozjarzyło się tysiącem gwiazd, które towarzyszyły mi w drodze do domu z kolejnego wieczoru pełnego opowieści. Brat Królik czuwa.

zdecydowanie, polecam obejrzeć


Jestem fontanną krwi o kształcie dziewczyny
Ty jesteś ptakiem na krawędzi
Zahipnotyzowanym przez wir

Pij mnie- spraw bym poczuła się prawdziwa
Zamocz swój dziób w strumieniu
Gra, w którą gramy to życie
Są dwa rodzaje miłości
(..)
Jestem szeptem w wodzie
Sekretem dla ciebie do usłyszenia
Jesteś jedynym, który się oddala
Gdy przywołuję cię blisko

Zostaw mnie teraz- wróć dzisiejszej nocy
Przypływ pokaże ci drogę
Jeśli zapomnisz moje imię
Zagubisz się

Jak orka złowiona w zatoce

72 komentarze:

  1. Uwielbiam tego typu rzeczy. Na pewno wstąpię po te baśnie, o których mi ostatnio wspominałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, zdecydowanie. Czytanie ich to naprawdę magiczna podróż:)

      Usuń
    2. Tak, dokładnie. Też tak myślę. Ale bardzo zaciekawiłaś mnie nimi :) Rozbudzasz wyobraźnie.

      Usuń
    3. Ale gdyby nie Ty to pewnie bym się o nich nie dowiedziała :p Tak w ogóle to mam większe zakupy więc pewnie bajki dołączą do mojej kolekcji książek :)

      Usuń
    4. Zatem, mam nadzieję, że się po prostu spodobają:)

      Usuń
    5. Muszą, będą mi o Tobie przypominać :)

      Usuń
  2. Z opowieści to ja pamiętam jak narazie tylko przygody mojego Dziadka podczas wojny. Fajnie by było znaleźć się w jakiejś karczmie, która by była naszpikowana historią. Brakuje tylko barda, który by o niej opowiedział :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Bardów w tym świecie właśnie jest pełno, o czym się już przekonałam. Czasem trzeba tylko większej cierpliwości w ich szukaniu:)

      Usuń
  3. Lubię gdy piszesz o Króliku, lubię go wspominasz, chociażby między wierszami. Czuję wtedy jakby siedział obok. Czuję Jego obecność. Tak jak napisałaś - ludzie umierają, gdy się o nich zapomina. To właśnie czyni Królika nieśmiertelnym. I kurczę... znów poczułam jak bardzo tęsknię. Chociaż Twoje wpisy, wspominające o nim pomagają nieco tę tęsknotę ukoić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieśmiertelność nawet w ludziach jest ułudą ale właśnie...póki my żyjemy, ową nieśmiertelność chwili możemy podtrzymywać. Bo jak mawiał i Biały Królik w Alicji z Krainy Czarów, zawsze trwa czasem tylko jedną chwilę:)
      To dobrze, że w tą stronę, a nie, że ją wywołują z kolei.

      Usuń
    2. Dla nas będzie nieśmiertelny, a co będzie dalej - tego nie wiemy. Jednak myślę, że Jego historia przekazywana coraz dalej nie zniknie wraz z nami. :)
      O i kolejne piękne słowa.

      Usuń
    3. Dla nas, właśnie. A resztę przyjmie ziemia, jak to pisał Gaiman...i miał cholerną rację:) Nie zniknie, tylko zmieni kształt:)

      Usuń
  4. "Łączą się z tajemnicą nocy, jakby celowo zmiękczając rytm narracji i przenosząc opowiadane wydarzenia do nadprzyrodzonego wymiaru. To, w tak jasne noce, kiedy Królik czuwa ( jak mówi się na przejrzyste niebo usiane gwiazdami) w takiej właśnie chwili dumny opowiadacz rzuca czar na słuchaczy. "

    Bo mimo wszystko chyba czuwa, prawda? Sama tak sie staram myśleć... Trochę to pomaga w ułożeniu sobie wszystkiego w głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie czuwa:) Choć pewnie...w trochę inny sposób niż dla każdego, bo każdy czuje to inaczej, inaczej widzi. Ale owszem, wiara, jaka by nie była, po pierwsze ożywia to, co żywe tylko dzięki niej i pozwala i nam właśnie przetrwać. Bo są rzeczy, których w tym życiu nie ogarniemy, w tej rzeczywistości umysłami i...pomaga właśnie to, co nienazwane, owo czucie:)

      Usuń
  5. Zaintrygowałaś mnie tymi opowieściami etnicznymi. Czy to to: http://lubimyczytac.pl/seria/1856/basnie-etniczne?widok=okladki&kolejnosc=ocena ??

    Masz jakieś tatuaże? :D

    Tak. Myślę, że kobiety, wino i śpiew to lek na ból śmiertelności, ale nie tylko na taki ;) Kobiety mają w sobie to, czego nie mają mężczyźni. Już sama umiejętność przeczuwania, ten instynkt. Ale nie tylko. Wino (także wytrawne, które nie każdemu wchodzi, a, do którego, jak stwierdziłaś, potrzeba dojrzeć), szczególnie to pite przy ognisku, słuchając opowieści innych. Obcowanie z naturą. Ognisko to nie to samo, co grill. Nie wiem, co niektórzy widzą w tym BBQ. A śpiew? Śpiew potrafi leczyć, ale też rani. Muzyka to emocje. Możemy nimi sobie polepszyć nastrój, zrobić coś, gdy jest nam po prostu źle, ale gdy jest źle i sięgamy nie po tą muzykę, to wtedy jest podwójnie źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie, to właśnie te, wydane przez National Geographic:) Czyżbyś brała się też do czytania?:D
      I nie, nie ja. Królik miał. Ja chcę sobie zrobić ale...mam problemy ze skórą. Więc na razie to u mnie odpada.
      Kobiety ponoć rozumieją bardziej cykl życia i śmierci przez to, że same w pewien sposób co miesiąc go przeżywają, są matkami i tak dalej. Ponoć, mistycznie nas w to bardziej wyposażono i...jakoś się z tym zgadzam:)
      I dokładnie, to wszystko, ten zlepek trochę wina, ogień, natura...to sprawia, że trochę się odrywamy, a jednocześnie wracamy do korzeni. I możemy też wrócić właśnie przez opowieści.
      Ja grill lubię, ale to musi być grill właśnie, od czasu do czasu, a nie zastępstwo:D
      I właśnie...emocje trzeba w końcu wyrazić, no nie?

      Usuń
    2. Chyba się wezmę, ale na razie mam jeszcze 2 książki do czytania, więc troszkę się zejdzie, zwłaszcza, że za niedługo wracam do szkoły :)
      Szkoda. Tatuaże są piękne. A henna na razie nie wchodzi w grę? Miałam tatuaż z henny, ślicznie to wygląda. Szczerze to był to motyw zwierzęcy, aż czułam tą bliskość natury :)
      Właśnie, brakowało mi rano, gdy pisałam poprzedni komentarz, słowa "mistycznie". Właśnie o to mi chodziło!
      Czemu ty mi czytasz w myślach, Frido? ;)

      Usuń
    3. A co takiego czytasz właściwie?
      Nie, nie wchodzi. Chyba wyszło by jeszcze gorzej, niż zwykły tatuaż. Więc sobie poczekam albo...całkiem odpuszczę:)
      No, to już je znalazłam za ciebie:)
      Um...bo jestem Wiedźmą?:D

      Usuń
  6. Zaciekawiłaś mnie tymi opowiadaniami ;p Ciekawe czy dałabym radę je przeczytać i czy zainspirowałyby mnie tak jak Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz po nie sięgnąć, nietrudno je obecnie znaleźć w księgarniach:)

      Usuń
    2. Akurat do księgarń to rzadko zaglądam, bo nie lubię kupować książek. Leżą i się kurzą :P W bibliotekach będą dostępne? :)

      Usuń
    3. Wątpię, żeby był w bibliotkach już, to to całkiem nowe książki...ale jak już to japońskie i arabskie, były wydane wcześniej:)

      Usuń
  7. Świetnie mieć właśnie takie historie do których się wraca, które się pochłania. Świetne cytaty tak między nami.Być może też skuszę się na lekturę,bo lubię takie opowieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Takie, które bywają też drogowskazem pewnego rodzaju i też za każdym razem, przez pryzmat naszych przeżyć są czymś innym, czegoś nowego się uczymy.
      I warto, naprawdę warto się skusić:) W tej książce jest o wiele więcej takich "złotych myśli":)

      Usuń
  8. Był taki czas, że strasznie się bałam i wręcz mnie przerażało, że właśnie mogę zapomnieć twarz pewnej osoby, a później jeszcze gorsze było to, że mogłabym zapomnieć jej głos. Ale właśnie... Przecież człowiek podobno żyje póki o nim pamiętamy, jest w naszych opowieściach itd. Tylko żeby ta pamięć nie była pusta, tylko od czasu do czasu. Ostatnio właśnie o tym myślałam. Nie chciałabym, żeby ktoś mnie kiedyś wspominał tylko od święta, po jakimś skojarzeniu 'A to ta, córka tego i tej, kojarzysz? Fajna była.'. Nie chciałabym aby ktokolwiek był tak wspominany, bo przecież w dosłowności nie ma na tym świecie już wielu wspaniałych ludzi, którzy nie zasługują na zapomnienie.Jednak to chyba nieuniknione, rodzą się kolejne pokolenia, a czas upływa. Możemy tylko się jak najbardziej starać, aby zostawić coś po sobie, coś co będzie rozgrzewało serca i wywoływało uśmiech na twarzy :).
    A jeszcze co do 'Teorii wszystkiego'... Też się rozczarowałam :(. Ale chyba nie za bardzo to do siebie dopuszczam :D. Bo sam Hawking jako osoba mi imponuje i wgl mam do niego duży szacunek. Po zwiastunie to już temu filmowi prawie oskara dałam! :D. Zwiastun był naprawdę świetny, a w filmie myślałam, że będzie więcej fizyki i tego jak on do wszystkiego doszedł, jak się z tym zmagał, a to była raczej historia... hmm miłosna trochę nawet bardzo :D. Ale i tak nadal jestem bardzo na TAK :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się bałam ale...przywykłam już- może to złe określenie- ale po latach zrozumiałam, że pewna strata zawsze wiąże się z zatarciem pewnych szczegółów, ale zawsze są rzeczy, które zostają. Przede wszystkim..pewne uczucia, które łączyły ludzi.
      I jasne, to co innego, takie wspominanie kogoś "przy okazji" a pewna hm..pamięć pełna jakiejś czułości, dobrej tęsknoty. I wiesz, mimo wszystko nie idzie uniknąć chyba właśnie takiego rodzaju wspominania, trochę przy okazji, a trochę na "na odczep się".
      No to widzisz, to nie tylko ja jednak się rozczarowałam tym filmem. Też nie mówię, że był zły ale...spodziewałam się po prostu więcej. Ale w ogóle zwiastuny jakiegokolwiek filmu bywają mylące, co?:D

      Usuń
    2. Właśnie rzeczy, a też te wszystkie nowinki techniczne - jeżeli zdjęcia, nagrania itd. można jeszcze tak nazwać - przychodzą z pomocą, ulgą, wspomnieniami, potrafią pomóc, trochę ukoić i przywołać to co naszej pamięci mogło już niestety ulecieć. I one też potrafią pobudzić te uczucia, o których piszesz :).
      Niestety to prawda, przecież nie dla wszystkich znaczymy tyle samo i rzeczywiście to nieuniknione.
      Oj bywają niestety... W zwiastunie doszła jeszcze muzyka w odpowiednim momencie itd. No zwiastun jest świetny, nie ma co ukrywać ;).

      Usuń
    3. Dokładnie, to nieraz wspaniała kopalnia wspomnień. Ale nieraz i niepotrzebnie rozgrzebują. Ja staram się po prostu nastawić już na to ciepłe wspominanie, w tych wiadomych przypadkach przynajmniej. Ale dzięki nim tez właśnie pamiętamy choćby twarze, uśmiechy i przebyłe zdarzenia, które same z siebie gdzieś ulatują.
      Otóż to. Nie możemy po śmierci też obdarzać czułością wszystkich, no nie?
      Otóż to:)

      Usuń
  9. Dokładnie - nietoleruję nietolerancji :D W każdym 'końcu' trzeba się doszukiwać czegoś dobrego, czyli początku - coś się zaczyna, nic nie jest takie jak było, ale idziemy do przodu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze lubiłam to powiedzenie, więc ci je właśnie "sprzedałam":D
      Otóż to, każdy koniec to właśnie też jakiś początek:) Nowej drogi, choćby.

      Usuń
    2. Dziękuję za miłe słowa! ;)
      A na kocie jeszcze nie testowałam kulek ze sreberka, takie to banalne, a nawet nie pomyślałam o tym :D

      Usuń
    3. No patrz! A najlepiej im się chyba te kulki nosi w pyszczkach :) Zwłaszcza, jak np. są od jakiejś ryby, która była w nie zawinięta...:D

      Usuń
  10. Zapomnienie jest naturalnym procesem, jednak dość pozornym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapominanie, zacieranie się szczegółów owszem, jest nieuniknione ale...właśnie, to pozorny proces. Bo pewne rzeczy, ich rdzeń, zawsze zostanie. Jeśli tylko też na to pozwolimy w perspektywie naszego życia, rzecz jasna:)

      Usuń
  11. Najbardziej ze wszystkich powiedzeń Królika lubiłam tę o opowieściach. Że właśnie każdy z nas jest opowieścią. I Twoje przykłady książek, które zawierają w sobie opowieści są magiczne :) Bo te opowieści to właśnie życie, same mądrości, z których można czerpać. Warto po nie sięgać, zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Bo to jedno zdanie wyrażało naprawdę tak wiele. Natrafiłam na owe przykłady po prostu w odpowiednim momencie. Zresztą, w ogóle to był dziwny tydzień gdzie w książkach, opowieściach jakby wiele osób go jakimś cudem aż za dosłownie znajdowało....dziwne zbiegi okoliczności? Wątpię:)
      Dokładnie. Uczą więcej niż podręczniki:)Bo uczą mądrości życia.

      Usuń
    2. Ano, właśnie :) I też wątpię :D Nie ma zbiegów okoliczności, jak dla mnie :)
      Otóż to! Wiesz, ja się kiedyś wkręciłam w podręczniki psychologiczne, poradniki, coachingowe artykuły, bo gdzieś mnie to interesowało. I one nie były głupie, bezużyteczne, jakąś wiedzę w sobie zawierały, ale były po prostu, hm... suche, bez pasji. Później zaczęłam czytać historie oparte na faktach, biografie, i jeny, to było to. Czysta pasja i mądrość :)

      Usuń
    3. Tylko my nieraz przerażamy się celowością świata chyba i wolimy w zbiegi okoliczności wierzyć. Póki do pewnych spraw nie dojrzejemy:)
      I właśnie, toeria to tylko teoria, nawet jak najbardziej interesuje...a jednak najwięcej nauczymy się po prostu na doświadczeniu, swoim lub cudzym. A czasem ubranym w legendy i baśnie:)

      Usuń
  12. Osoby, które kochamy ( celowo nie piszę kochaliśmy) zawsze pozostaną wśród nas. Będziemy o nich pamiętać dzięki właśnie takim zbiegom okoliczności znajdując je czytając jakąś książkę z nimi związaną, będąc w jakimś wspólnym miejscu. Wspomnienia wracają i zostają na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zostaje właśnie i miłość, bo nadal kochamy...a może zostaje i coś więcej:) Ale, dla wielu to już sporna jakoś kwestia. Mimo to właśnie pamięć bywa nieraz rzeczą najistotniejszą, gdy cierpimy i tęsknimy.możemy sprawić, że pamięć stanie się też swoistym ciepłym przystankiem:)

      Usuń
  13. Lubie te Twoje takie mistyczne posty
    :-)
    No i coz, pojawila sie kolejna ksiazka do przeczytnia na mojej liscie ;)
    Ja z kolei ostatnio poznalam mity skandynawskie i basnie/legendy celtyckie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, dziękuję, miło mi to słyszeć (czytać raczej):)
      A pewnie, warta przeczytania, sięgaj po nią, dopisuj do listy :D
      Też je kocham:)

      Usuń
  14. To prawda, że wszyscy jesteśmy opowieścią. Opowieścią, którą kontynuujemy całe życie i tworzymy każdego dnia na nowo. Niedawno wzięło mnie na takie przemyślenia, że każdy z nas jest jak księga, której autorami jesteśmy my sami, wciąż coś dopisujemy, zmieniamy, inne rzeczy chcielibyśmy usunąć, chociaż często się nie da, bo naruszylibyśmy całą fabułę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. I owszem, los też nieraz sam dopisuje za nas scenariusz, kieruje naszą ręką...ale to od nas głównie zależy, co z tym zrobimy. Bo naprawdę głównym autorem nadal jesteśmy właśnie my. I właśnie. Zmieniać tego, co już napisane, nie można a nawet gdyby można było..okazuje się, że chyba nawet nie byłoby warto.

      Usuń
  15. Ty się naczytasz tych opowieści ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, do tego ciągle mi mało :D

      Usuń
  16. Opowieści to co naprawdę cudownego, każda zabiera nas w inny świat... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. A czasem trzeba pozwolić sobie tak odpłynąć właśnie:)

      Usuń
  17. Wiele ciekawych kwestii poruszyłaś: opowieść, koniec, śmierć, przemijanie, pamięć itd. Jednak chyba dziś nic mądrego o tym wszystkim nie napiszę.. Nie ten dzień..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, za dużo jak na jeden raz:) Ja nieraz niestety mieszam wątki, chcę za dużo powiedzieć:)

      Usuń
  18. "Brat Królik czuwa" to takie optymistyczne. :)
    Też lubię Gaimana. Nie wiem, jakim cudem nie przeczytałam jeszcze "Amerykańskich Bogów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie. Bo też zawsze dobrze wiedzieć, że ktoś nad nami czuwa. Czuć pewną obecność i wierzyć, że dzięki niej nic nam się nie może stać:)
      I tu się dziwię właśnie, bo Amerykańscy Bogowie uznane jest za jego najważniejsze i najlepsze dzieło i mi osobiście, trudno się z tym nie zgodzić:)

      Usuń
  19. Nie tylko mnie książki znajdują, co? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to akurat nie tak. Przynajmniej jeśli chodzi o Amerykańskich Bogów to cóż...tych już znałam przecież. To historia, którą znam i karmię się co jakiś czas, nie kolejne odkrycie...choć za każdym razem i owszem, odkrywam co innego. Ale to inny rodzaj magii, niż u ciebie:) Twoja w tym wypadku jest wyjątkowa:)

      Usuń
  20. Pragnę rozpocząć od tego, że zdołałaś mnie niejako zaskoczyć zmianą nazwy/tytułu/przewodniego motta swojej sfery pogrążonej w tonach zieleni. Niemniej jednak obydwie sentencje przypadły mi niezwykle do gustu. :)

    Żywię głęboką nadzieję, iż nie zdołałem jeszcze żadnym swoim czynem zaleźć Bratu Królikowi za skórę i mogę liczyć na jego przychylność. Chciałbym, aby moja opowieść wciąż trwała i jeszcze nie dobiegła końca. Wierzę, że Brat Królik nie przestaje nad tym czuwać.

    Po raz kolejny dałem się ponieść i odpłynąłem gdzieś daleko przy akompaniamencie Twoich słów w głowie. Dziękuję za Twe mądre słowa i wybór tak nietuzinkowej tematyki wpisu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm....ale to chyba nie jest aż takie złe, prawda? Pewnie nieraz jeszcze tytuł zmienię:) Nie ma rzeczy stabilnych, prawda? Przynajmniej...nie do końca. A pewne zmieniają się wraz z człowiekiem:)

      Temu z opowieści łatwo za skórę zaleźć, to prawda, ale równie łatwo puszcza wszystko w niepamięć, gdyż sam jest przecherą. Więc chyba nie masz się co martwić:)

      Ależ nie ma za co;) To ja, jak zwykle, dziękuję za miłe słowa:)

      Usuń
    2. Pewnie, że nie jest. :) Można śmiało rzec, iż dzięki temu coś się zmienia, zaskakuje swą nowością i zwalcza wszelkie oznaki rutyny. Niestety, stabilność zdaje się być jedynie czymś złudnym i niemożliwym do sięgnięcia. Wszystko niekiedy potrzebuje pewnych zmian.

      W takim razie bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że pozostanie tak jeszcze przez długi czas. :)

      Cała przyjmność po mojej stronie!

      Usuń
    3. Dokładnie:) I pewnie że jest czymś złudnym ale...wcale nie niestety. Jak mawiał mój przyjaciel, właśnie niepewność jest czymś pięknym, w czym po prostu musimy nauczyć się pływać. A to piękne pływanie i cudny ocean życia, tak po prostu:)
      Oby, boy:)
      No weź całej nie odbieraj :D

      Usuń
    4. Niepewność jest piękna... W takim razie przede mną jeszcze wiele lekcji nauki pływania w niepewności, ale nie zamierzam się poddać. Będę wytrwale trenował, aby kiedyś móc zwiewnie popłynąć w tym oceanie życia. :)

      Nieco przesadziłem z przywłaszczeniem sobie całej przyejmności. Przepraszam, już zwracam część. :D

      Dlaczego ślepi buddyjscy mędrcy nie dostrzegli słonia? 😔 Zaciekawiła mnie ta legenda!

      Usuń
  21. Czuwa, czuwa... też to czuję. Jak to jest, że do Ciebie przemawia tyle znaków? Niesamowite :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze czuć taką obecność, prawda?:)
      I..wcale nie niesamowite. Znaki, symbole mówią do każdego. Tylko czasem trzeba chcieć otworzyć na nie swoje oczy. I to wcale nie te, którymi patrzymy na co dzień:)

      Usuń
    2. Bardzo dobrze, taki spokój i ciepło w okolicach serca, nawet w ciężkich momentach :)
      Chyba nigdy nie osiągnę takiego stopnia wrażliwości, niestety.

      Usuń
    3. Hej, musimy się też od siebie różnić jakoś, nie? Jakby każdy tak zatapiał się w symbolach...to i by świat do przodu nie ruszył :d Trochę racjonalistów też potrzebne:)

      Usuń
  22. Ty sama jesteś piękną opowieścią. I dzięki, że można wczytywać się w nią tu na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa:)

      Usuń
  23. Trzeba być chyba niezwykle wyczulonym i niezwykle wrażliwym, żeby dostrzegać takie znaki... Ale pewnie dla Ciebie jest to już całkiem naturalne, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Życie jest wręcz pełne znaków, symboli, wysypują się ze świata przed tobą że tak to właśnie nazwę tylko to kwestia patrzenia...ale widzieć może je każdy starczy, że chce w ogóle:) Widzieć czasem inną płaszczyznę ponad oczywistą. I to wcale nie jest trudne i nie wymaga chyba jakiejś wielkiej wrażliwości, ja za wielce wrażliwą się nigdy nie uważałam:)

      Usuń
  24. Hej. Wybacz, że nie na temat do notki, ale mam do Ciebie pytanie odnośnie tych wszystkich mitów, a nigdzie nie znalazłam Twojego e-maila ani nic... więc napiszę tutaj. Może podasz mi?

    Wypożyczyłam kilka książek iii... w mitologii hindusów jest napisane, że są Djaus i Prythiwi i są oni często porównywani do Uranosa i Gai. I tu jest napisane, że rozdzielono ich, tęsknią za sobą.
    Potem jest napisane, że bogowie stwarzali świat niczym cieśle. Dzięki słońcu można było wymierzyć ziemię, przymocować ją, wykopać fundamenty i postawić dom, a jego filary podtrzymują niebo i ziemię. Drzwi jest tak wiele jak duża jest ziemia. Pojawia się powietrze i słońce, a niebo rozpościerające się na filarach jest nocnym dachem.
    Przechodząc dalej... jest napisane o tym, że świat miał powstać z połączenia pierwiastka męskiego i żeńskiego. Pierwszy zarodek, który powstał z wód często symbolizowany jest jako jajko. I nazywano go Złotym Zarodkiem. Z tego Złotego Zarodka narodzili się bogowie, a także pierwsi rodzice, czyli Niebo i Ziemia, czyli Byk i Krowa.
    Dalej znów jest napisane coś o Złotym Jajku, z którego powstał Pradżapati. Wypowiedział on słowa, które stały się ziemią, powietrzem i niebem. A jego oddech stworzył bogów i demony. Gdy zauważył, że stworzył zło zesłał na demony ciemność, a potem je pokonał. No i dalej jest o tym Pradżapati, że zapragnął potomstwa i w ogóle i w ogóle.
    Teraz mam pytanie, czy to wszystko to prawda? Które z tego to prawdziwe powstanie świata? Zagubiłam się w tym cholernie, nawet szukałam na internecie...
    i znalazłam Wedy. tzn. jakieś streszczenie czy też opracowanie. i gdy przeczytałam to, co znalazłam to kompletnie się zagubiłam. Tam było napisane, że człowiek, bogowie i inne stworzenia powstały ze stworzenia, pierwszego człowieka, który miał tysiąc głów, oczu i stóp, które zostały oddane w ofierze. Z jego pępka zrodziła się atmosfera, z głowy niebiosa, a ze stóp twardy grunt pod nogami.
    Nie wiem której wersji wierzyć! A może one wszystkie są ważne i wszystkie powinnam ująć w prezentacji? Strasznie się tym zaciekawiłam i szukałam, szukałam, ale tak się pogubiłam, że w końcu musiałam zapytać kogoś kto się zna na tym lepiej niż ja.
    Wybacz, że tak wypytuję...

    OdpowiedzUsuń
  25. Strasznie głębokie i trudne tematy ubierasz w proste zrozumiałe zdania, aż chce się czytać :) coż.. ja od siebie dodam tyle, że zaintrygował mnie ten temat gdyż nigdy tak naprawdę nie porównywałam życia do bajki, a jednak coś w tym jest ;) trzeba pięknie żyć, aby nasza historia była piękna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo trune tematy tak naprawdę nie są trudnymi, jeśli tylko spojrzeć na nie z odpowiedniej płaszczyzny, pod odpowiednim kątem, takie mam często wrażenie. Tylko my nieraz panikujemy przedwcześnie i całkiem niepotrzebnie:) I właśnie, życie to bajka którą sobie po prostu sami piszemy swoimi poczynaniami:)

      Usuń