"Łączą się z tajemnicą
nocy, jakby celowo zmiękczając rytm narracji i przenosząc
opowiadane wydarzenia do nadprzyrodzonego wymiaru. To, w tak jasne
noce, kiedy Królik czuwa ( jak mówi się na przejrzyste
niebo usiane gwiazdami) w takiej właśnie chwili dumny opowiadacz
rzuca czar na słuchaczy. "
Brat Królik czuwa nad nocami,
zwłaszcza nad opowieściami. To zdanie, pochodzące z opisu kultury
afroamerykańskiej uderzyło mnie jak żadne inne. Królik czuwa nad
nocami, w których toczą się opowieści, Królik czuwa nad nocami,
jest opiekunek odprowadzającym w krainę snów, łagodzącym ataki
złych duchów. Jest spryciarzem, który, gdy nie zalezie mu się za
skórę, potrafi obronić przez najgorszą harpią czającą się pod
sercem.
Czytałam dalej.
"Historie stanowią także
reakcję na śmierć zbierającą swoje żniwo w społeczności, ich
najbardziej wyzwolone i szokujące wersje opowiadane są na stypach,
przy pochówku (...). Podobnie jak przyśpiewki i tańce, opowieści
stanowią część życia rozświetlonego duchem pewnego ludu. To
duch skrzący się śmiechem".
Czytam w końcu same opowieści,
pochodzące z dalekiego Haiti, Jamajki, południa Stanów
Zjednoczonych. Czytam o pająku Anansim i Bracie Króliku, którymi
te baśnie, ludowe mądrości, są wręcz przepełnione.
Przypomina mi się pająk Anansi w
świecie Gaimana i ten cytat z "Chłopaków Anansiego",
z opowieści mówiącej o jego synach. Jego ukochany cytat, ostatni,
który zostawił :
"Istnieją trzy rzeczy i tylko
trzy, które mogą złagodzić ból śmiertelności i zaleczyć rany
zadane przez życie- odparł Spider. Te rzeczy to wino, kobiety i
śpiew"
Wino, kobiety i śpiew. To już było.
To nadal łagodzi. Ale są i opowieści. Teraz o tym tym bardziej
sobie przypominam.
Czytam we wtorek wieczorem, patrząc na
niebo które przesłaniają chmury. Dzisiaj być może nie jest noc
na opowieści jedna, zamykam książkę i oglądam z Mężem filmy.
Ale nadal myślę, trawię połowę historii ,które przebrnęłam.
Myślę o tym, jak te książki, cała seria Baśni Etnicznych by mu
się spodobała. Zakochałby się jak ja, jak ja, która lekko
pijana, w środku nocy zamawiałam w jednej z internetowych księgarni
resztę cyklu.
Cat na urodziny kupiłam właśnie
jedne z baśni z cyklu, "Baśnie Afrykańskie". Tam
też żyje Anansi, wielki Spryciarz, kpiarz, Bóg-Pająk który
potrafił pokonać lwa. Tam też żyje Brat Królik, kolejny ze
Spryciarzy, który potrafił wykonać zadania niemożliwe zadane mu
przez Boga. Królik który gra na skrzypcach jak nikt inny, tak, że
wszystkim nogi podrywają się do tańca.
Ożywiam bogów, dawnych bogów i
postacie baśni, gdy moje oczy niecierpliwie podążają za kolejnymi
słowami, kolejnymi zdaniami.
"Wszyscy jesteśmy tylko
opowieścią", mówiłeś.
Znów,nie wiadomo skąd, z którego
miejsca umysłu, przychodzi mi do głowy twój ukochany Gaiman,
którym i mnie zaraziłeś, którego pokochałam tak samo, twój
ukochany mistrz opowieści, który stał się i moim mistrzem. Ten,
który właśnie wskrzeszał dawnych i zapomnianych. Ten, który w
"Amerykańskich Bogach" pisał:
"Posłuchaj: Bogowie umierają,
gdy zostają zapomniani. Ludzie także. Ale ziemia, ona zostaje.
Dobre i złe miejsca. Ziemia nigdy nie odejdzie".
Czytamy więc we dwie opowieści
dawnych ludów znów, kolejnego dnia, opowieści z początków wieku.
Wymieniamy się z Cat skojarzeniami, wymieniamy się ze śmiechem
kolejnymi opowieściami na facebooku, smsami. Czekamy na kolejny
dzień, kiedy to wybierzemy się na baśnie w starym stylu. Baśnie
opowiadane przed publicznością, baśnie w oprawie cytry, harfy,
może słowiańskiego chóru. Baśnie należące do wielkich sal, ale
i do ognisk.
W nocy zastanawiam się nad bogami, o
których zapomniano. Wszyscy jesteśmy swoimi bogami...i wszyscy
zostaniemy zapomniani. Jesteśmy tylko opowieściami, prawda? Póki
żyją ci, co mogą mówić, o nas, o naszych czynach, póki istnieje
miłość którą kochaliśmy tych, którzy odeszli, póki istnieją
słowa o Anansim i Bracie Króliku- wszyscy żyjemy. Wszystko się
toczy. Ale świat ma swoje prawa. Świat kruszeje. Słowa mogą
istnieć setki lat, tysiące...ale ostatecznie wszystko przeminie.
Każda opowieść. Brat Królik nie zagra już na skrzypcach, żeby
wybić zęby aligatora na własny użytek jak w jednej z baśni.
Wszystko zatrze czas.
Ale i twój ukochany Gaiman pisał:
"Nie ma czegoś takiego jak
koniec. Nigdy".
Ziemia zostaje. Ziemia, do której
wszyscy należymy, do której wracamy. Z której powstaliśmy.
Wszystko wraca do jednego źródła. Każda opowieść. Każde słowo.
Nic przecież nie może przeminąć. Przemija pamięć, zacierają
się słowa. Zaciera się nawet dosłowna, chwilowa miłość. Ale
przecież ta prawdziwa, wielka miłość wraca do źródła. Zostaje
ziemia. Bo nie istnieje coś takiego jak koniec. Wszystko krąży,
jak materia. Wszystko przepływa, jako i energia. Kości Brata
Królika zmieniają się w miękkie odnóża Pająka Anansiego. Krew
z arterii rozdartych boleśnie przepływa teraz w roślinnych sokach,
krążących po budzących się drzewach.
Kiedyś zapomniane będą słowa.
Kiedyś zapomniane będą twarze i imiona i wszyscy bogowie odejdą w
niepamięć.
"Miłość to dwa rodzaje snu
(...)
Jestem drzewem które rośnie pod
sercami
Jedyne dla każdego, które bierzesz
Jesteś ręką intruzów
Jestem gałęzią, którą łamiesz"
jak śpiewała Bjork.
Imiona przeminą, choć, my, mali,
gubimy się, gdy je zapominamy. Ale nie zapomina ich świat.
Przemijają nasze życia, ale soki drzew dalej krążą. I szepczą
dawne modlitwy, językiem, którego my nie potrafimy zrozumieć.
Skarabeusze toczą długie dyskusje, żywiąc się martwymi ciałami.
Zjadając wnętrzności, zapewniają nieśmiertelność.
Nieśmiertelność tkwi w ziemi. Także nieśmiertelność opowieści.
My zapominamy imiona gdy sami
odchodzimy. Nie zapomina ich świat. Ziemia, matka i starucha, koniec
i początek wszystkiego. Jedność, pełnia. Sierp księżyca koszący
łany zbóż, napęczniały brzuch pełni mówiący o płodności.
Wstaję wcześnie rano. Mój wzrok pada
na półkę z książkami. Skończyłam afroamerykańskie opowieści,
wieczorem poprzedniego dnia. Patrzę z uwagą na kruka na okładce,
gdy sięgam po ten ciężki tom.
Kruki. Hugin i Munin. Myśl i Pamięć.
Co mówiłeś zawsze gdy pytano cię o to co masz na rękach, co
napisano w Grimnismal?
"Każdego ranka dwa kruki,
Hugin i Munin są wypuszczane i lecą nad Midgardem
Zawsze boję się, że Myśl może
nie dolecieć z powrotem do domu
Ale jeszcze bardziej obawiam się o
powrót Pamięci"
To po lekturze tej książki
przeczytałeś właśnie Grimnismal. Chciałeś poznać swojego
własnego Kruka, tego, który wypełniał duszę. Myśl i Pamięć,
dwa pióra na przedramionach wytatuowane tak niedawno. Runy nazw,
Hugin i Munin. Ale to sam Gaiman częściowo cię
zainspirował,prawda? Opowieścią o umierających, zapomnianych
Bogach. Opowieścią o zmierzchu wiary, więc i opowieści.
Już wiem, dlaczego jeszcze bardziej
obawiałeś się powrotu Pamięci tego, że zaginie. Bo świat to
opowieści. Te, które padają za pomocą słów, ale i te, które
trafiają do serca z szeptem drzew. Myśl pozwala wypatrywać tego,
co nadejdzie. Pamięć pozwala zjednoczyć się z korzeniem świata,
czyż nie?
Zaszywam się więc pod kołdrą i
czytam "Amerykańskich Bogów".
Tym razem mam własną książkę,
czystą, dziewiczą wręcz. Nikt przede mną nie spijał jej słów.
Gdy czytałam pierwszy raz pożyczyłam
ją od ciebie. Właściwie, wcisnąłeś mi ją te parę lat temu
wręcz siłą, mówiąc z entuzjazmem, robiąc te swoje wielkie oczy
pełne zachwytu małego dziecka "ale Frida, MUSISZ to
przeczytać!".
Zachwyciłam się już wtedy, tak samo
jak ty. Choć może nie do końca rozumiałam. Podejrzewam, że ty
wtedy też nie. Dopiero po jednej śmierci, po lęku przed
zapomnieniem. "A co, jeśli po paru latach zapomnę jak
wyglądała jej twarz?" mówiłeś wręcz z płaczem jednej
nocy. Bałeś się utraty pamięci. Pamięci o tych, o których
kochasz. Ale to właśnie Kruki miały zawsze doskonałą pamięć w
legendach. Pamięć i mądrość. I były władcami wszystkich
historii.
Teraz została właśnie historia. I
ulotna pamięć, ulotna w naszym życiu, w naszym wymiarze czasu.
Ziemia zatrzyma kości. Ziemia
zatrzyma słowa, których nie zrozumiemy my, ludzie. Nie wprost, póki
nie spojrzymy sercem.
Wracałam więc do tej książki wiele
razy, mówiącej o zapomnianych imionach, o walce, by nie przeminąć.
Zawsze pożyczałam od ciebie. Zaczytaliśmy ten egzemplarz na śmierć
wręcz. Na śmierć papieru, bo historia dzięki nam właśnie
stawała się żywa.
Nie wiem dlaczego, ale w styczniu
zapragnęłam mieć własną. Tak po prostu, naszła mnie taka myśl,
że i tą książę muszę mieć, choć znam ją prawie na pamięć.
Chciałam móc wrócić do niesamowitej historii Cienia, pośmiać
się znów z Anansiego, nauczyć się obcować ze śmiercią w
zakładzie pogrzebowym Ibisa. Chciałam wrócić, kupiłam ją więc
w styczniu, jakoś na początku. I czekała, wiernie czekała. Jak
każda opowieść, musiała znać swój moment przecież. Musiała
się przypomnieć, sama w sobie. W żywej myśli, musiała i do domu
wrócić pamięć.
Pochłaniałam kolejne strony.
Widziałam Cienia w więzieniu, słyszałam trzask dawnych kości,
szepty zmarłych, widziałam oburzenie bogini płodności. Oaster.
Wieczorem musiałam wygrzebać się ze
swojej samotni. Umówiona z Cat, pędziłam na wieczór opowieści.
Baśnie, opowiadane przez współczesnych
gawędziarzy w różnych miejscach Poznania do częste miejsce
spotkań moje i Cat. Razem chodzimy i słuchamy. Czasem siedzące na
twardych krzesełkach, czasem rozwalone na podłodze na poduszkach i
owinięte w koce. Przy blasku świec, przy oprawie muzycznej,
słuchamy poszczególnych bajarzy, którzy wprowadzają w świat
swoich opowieści.
Czasem jest poważnie. Czasem frywolnie
i wesoło, jak wczoraj właśnie. Czasem serce przepełnia radość.
Na tym polegają opowieści. Są skarbnicami wiedzy, od nich możemy
nauczyć się najwięcej o życiu- ale i bawią. Zdecydowanie, po
prostu bawią, prostą melodią. Proste modlitwy najłatwiej trafiają
do bogów, proste modlitwy najłatwiej szepczą serca.
Mądrość przez zabawę, też coś, o
czym zapomnieliśmy w naszych czasach. Coś, o czym przypominają mi
kolejne spotkania przy baśniach i słowa czytane w książkach.
Słowa, przy których aż słyszę śmiech starej Murzynki,
łuskającej fasolę na kolację na zapadłej wsi na Florydzie.
Mądrość, która też przemija w
naszych sercach.
Wielu z nas zabija opowieści. Nie te
czytane. A te opowiadane przy ogniskach.
Przypomniały mi się znów te
wszystkie jasne noce. Strzelające w powietrze iskry. Noce, w których
Barat Królik czuwał, bo jaśniały gwiazdy, noce. w których mój
brat Królik opowiadał. A ja wraz z nim nieraz, mówiąc znane mi
historie czarownic. Noce z muzyką, z zaśpiewem, z winem i innymi
kobietami. Wszystko co łagodziło ból śmiertelności. Wszystko, co
sprawiało, że życie jest życiem.
Śmiech i mądrość pod gwiazdami.
Zatęskniłam za tymi nocami. Za
opowieściami Włóczykija, tymi, którymi chciał się dzielić,
choć często miał opowieści tylko dla jednej osoby. Pomyślałam o
tym, ile z nich pamiętam. Sporo. Naprawdę, sporo.
Znów naszła mnie ta myśl. Uporczywa,
wijąca się w gardle jak przełykany żywy owad. Drapiąca,
świerzbiąca jak włochate nogi pająka Anansiego na gołej skórze.
Myśl, która przyszła już wcześniej.
-Wiesz, ja chyba się jednak
zgłoszę.
-Co?
-Wiesz, do opowiadania. Może nie
jeszcze następnym razem, nie wiem jaka będzie tematyka ale...
-Jasne, świetna sprawa, jednak się
zdecydowałaś?
-Wiesz, że tak? Niektóre opowieści
Cat...niektóre muszą być żywe.
Niektóre opowieści powinny zostać
żywe. Miałeś rację. Króliku, świat to nic więcej, jak
opowieść. My, nasze życie, to opowieść, którą piszemy wraz z
losem. I wszystko przeminie...ale teraz to ja obawiam się o utratę
Pamięci. I nie pozwolę zniknąć imionom zanim znajdą spoczynek w
ziemi, póki żyję. Bo zgubię się w tym świecie. Muszę mieć
swoje korzenie. Korzenie w opowieści, jaką jest i moje życie
właśnie.
A kto wie...może i twoja opowieść
właśnie toczy się dalej, przez przekazywanie z ust do ust, jesteś
żywy, w słowach, choć, wszystko przeminie? Zostanie Ziemia.
Ziemia, jako i Miłość.
Temu, co umarło musimy pozwolić
nieraz umrzeć.
Temu, co jest żywe musimy nieraz pomóc
żyć.
Jak w opowieści o lisie i wilku,
prawda? Tej, którą Gaiman umieścił i w "Amerykańskich
Bogach".
"Lis był tu pierwszy. Miał
Brata Wilka. Lis oznajmił, że ludzie będą żyć wiecznie. Jeśli
umrą, to na krótko. Wilk odparł: Nie, ludzie będą umierać,
ludzie muszą umierać. Wszystko co żyje, musi umierać. W
przeciwnym razie rozmnożą się, zajmą cały świat, zjedzą
wszystkie karibu i bizony, wszystkie dynie i całą kukurydzę.
Pewnego dnia Wilk umarł i
powiedział do Bata Lisa: Szybko, ożyw mnie!
A Lis na to : Martwi muszą
pozostać martwi. Przekonałeś mnie.
Płakał, gdy to mówił, ale
powiedział tak i zrobił. Teraz Wilk włada światem umarłych, a
Lis żyje na wieki pod słońcem i księżycem i opłakuje swojego
brata".
To co umarłe musi odejść. Ale
imiona, opowieści...te są żywe, nawet, gdy śmierć dosięga
ciało. I tym trzeba pomóc przeżyć, bo, "Istnieje wiele
różnych odmian szczęścia, tak samo jak istnieje wiele różnych
odmian śmierci".
I choć "Istnieją historie,
które, jeśli otworzymy przed nimi serce, ranią zbyt mocno",
to mimo wszystko historiom i miłości, tej właśnie, bo przez
historie przychodzi, trzeba pomóc żyć. Zranienie to tylko chwila,
część życia. Życia właśnie, nie śmierci.
Niejedną noc, bo noce są od opowieści
i baśni, niejedną, gdy tylko zrobi się ciepło, spędzimy z moim
Mężem, z Cat i innymi ludźmi przy ognisku. Opowiadając sobie
historie prawdziwe i zmyślone, historie dawnych ludów i historie o
ludziach. Nie będzie tego, kto mówił ich najwięcej. To umarło,
choć i dla niego i tylko dla niego chcemy spędzić jedną noc przy
tym ciepłym żywiole, ogrzewając ciała i dusze, pijąc w jego
imię, świętując i żegnając, jak już się umówiliśmy.
Ale to musi umrzeć, trzeba oddać
ziemi to, co należy do niej. Powierzyć jej ból i tęsknotę. Lecz
zostały nam jeszcze słowa, historie, szepty świata i tym właśnie
trzeba pomóc żyć. Nawet przekazując je dalej, tak, jak należy,
słowami mówionymi, nie pisanymi. Nawet występując publicznie,
jeśli naprawdę zdobędę się znów na odwagę.
Mówiąc, gawędząc, opowiadając.
Podczas niejednej jasnej nocy.
Pożegnałam się z Cat gdy wsiadała
do tramwaju i sama poszłam do domu. Niebo, całkiem czyste,
rozjarzyło się tysiącem gwiazd, które towarzyszyły mi w drodze
do domu z kolejnego wieczoru pełnego opowieści. Brat Królik czuwa.
zdecydowanie, polecam obejrzeć
Jestem fontanną krwi o kształcie
dziewczyny
Ty jesteś ptakiem na krawędzi
Zahipnotyzowanym przez wir
Pij mnie- spraw bym poczuła się
prawdziwa
Zamocz swój dziób w strumieniu
Gra, w którą gramy to życie
Są dwa rodzaje miłości
(..)
Jestem szeptem w wodzie
Sekretem dla ciebie do usłyszenia
Jesteś jedynym, który się oddala
Gdy przywołuję cię blisko
Zostaw mnie teraz- wróć
dzisiejszej nocy
Przypływ pokaże ci drogę
Jeśli zapomnisz moje imię
Zagubisz się
Jak orka złowiona w zatoce
Uwielbiam tego typu rzeczy. Na pewno wstąpię po te baśnie, o których mi ostatnio wspominałaś :)
OdpowiedzUsuńPolecam, zdecydowanie. Czytanie ich to naprawdę magiczna podróż:)
UsuńTak, dokładnie. Też tak myślę. Ale bardzo zaciekawiłaś mnie nimi :) Rozbudzasz wyobraźnie.
UsuńTo nie ja, to one:)
UsuńAle gdyby nie Ty to pewnie bym się o nich nie dowiedziała :p Tak w ogóle to mam większe zakupy więc pewnie bajki dołączą do mojej kolekcji książek :)
UsuńZatem, mam nadzieję, że się po prostu spodobają:)
UsuńMuszą, będą mi o Tobie przypominać :)
UsuńZ opowieści to ja pamiętam jak narazie tylko przygody mojego Dziadka podczas wojny. Fajnie by było znaleźć się w jakiejś karczmie, która by była naszpikowana historią. Brakuje tylko barda, który by o niej opowiedział :D
OdpowiedzUsuńOch, Bardów w tym świecie właśnie jest pełno, o czym się już przekonałam. Czasem trzeba tylko większej cierpliwości w ich szukaniu:)
UsuńLubię gdy piszesz o Króliku, lubię go wspominasz, chociażby między wierszami. Czuję wtedy jakby siedział obok. Czuję Jego obecność. Tak jak napisałaś - ludzie umierają, gdy się o nich zapomina. To właśnie czyni Królika nieśmiertelnym. I kurczę... znów poczułam jak bardzo tęsknię. Chociaż Twoje wpisy, wspominające o nim pomagają nieco tę tęsknotę ukoić. :)
OdpowiedzUsuńNieśmiertelność nawet w ludziach jest ułudą ale właśnie...póki my żyjemy, ową nieśmiertelność chwili możemy podtrzymywać. Bo jak mawiał i Biały Królik w Alicji z Krainy Czarów, zawsze trwa czasem tylko jedną chwilę:)
UsuńTo dobrze, że w tą stronę, a nie, że ją wywołują z kolei.
Dla nas będzie nieśmiertelny, a co będzie dalej - tego nie wiemy. Jednak myślę, że Jego historia przekazywana coraz dalej nie zniknie wraz z nami. :)
UsuńO i kolejne piękne słowa.
Dla nas, właśnie. A resztę przyjmie ziemia, jak to pisał Gaiman...i miał cholerną rację:) Nie zniknie, tylko zmieni kształt:)
Usuń"Łączą się z tajemnicą nocy, jakby celowo zmiękczając rytm narracji i przenosząc opowiadane wydarzenia do nadprzyrodzonego wymiaru. To, w tak jasne noce, kiedy Królik czuwa ( jak mówi się na przejrzyste niebo usiane gwiazdami) w takiej właśnie chwili dumny opowiadacz rzuca czar na słuchaczy. "
OdpowiedzUsuńBo mimo wszystko chyba czuwa, prawda? Sama tak sie staram myśleć... Trochę to pomaga w ułożeniu sobie wszystkiego w głowie.
Jak dla mnie czuwa:) Choć pewnie...w trochę inny sposób niż dla każdego, bo każdy czuje to inaczej, inaczej widzi. Ale owszem, wiara, jaka by nie była, po pierwsze ożywia to, co żywe tylko dzięki niej i pozwala i nam właśnie przetrwać. Bo są rzeczy, których w tym życiu nie ogarniemy, w tej rzeczywistości umysłami i...pomaga właśnie to, co nienazwane, owo czucie:)
UsuńZaintrygowałaś mnie tymi opowieściami etnicznymi. Czy to to: http://lubimyczytac.pl/seria/1856/basnie-etniczne?widok=okladki&kolejnosc=ocena ??
OdpowiedzUsuńMasz jakieś tatuaże? :D
Tak. Myślę, że kobiety, wino i śpiew to lek na ból śmiertelności, ale nie tylko na taki ;) Kobiety mają w sobie to, czego nie mają mężczyźni. Już sama umiejętność przeczuwania, ten instynkt. Ale nie tylko. Wino (także wytrawne, które nie każdemu wchodzi, a, do którego, jak stwierdziłaś, potrzeba dojrzeć), szczególnie to pite przy ognisku, słuchając opowieści innych. Obcowanie z naturą. Ognisko to nie to samo, co grill. Nie wiem, co niektórzy widzą w tym BBQ. A śpiew? Śpiew potrafi leczyć, ale też rani. Muzyka to emocje. Możemy nimi sobie polepszyć nastrój, zrobić coś, gdy jest nam po prostu źle, ale gdy jest źle i sięgamy nie po tą muzykę, to wtedy jest podwójnie źle.
Tak, dokładnie, to właśnie te, wydane przez National Geographic:) Czyżbyś brała się też do czytania?:D
UsuńI nie, nie ja. Królik miał. Ja chcę sobie zrobić ale...mam problemy ze skórą. Więc na razie to u mnie odpada.
Kobiety ponoć rozumieją bardziej cykl życia i śmierci przez to, że same w pewien sposób co miesiąc go przeżywają, są matkami i tak dalej. Ponoć, mistycznie nas w to bardziej wyposażono i...jakoś się z tym zgadzam:)
I dokładnie, to wszystko, ten zlepek trochę wina, ogień, natura...to sprawia, że trochę się odrywamy, a jednocześnie wracamy do korzeni. I możemy też wrócić właśnie przez opowieści.
Ja grill lubię, ale to musi być grill właśnie, od czasu do czasu, a nie zastępstwo:D
I właśnie...emocje trzeba w końcu wyrazić, no nie?
Chyba się wezmę, ale na razie mam jeszcze 2 książki do czytania, więc troszkę się zejdzie, zwłaszcza, że za niedługo wracam do szkoły :)
UsuńSzkoda. Tatuaże są piękne. A henna na razie nie wchodzi w grę? Miałam tatuaż z henny, ślicznie to wygląda. Szczerze to był to motyw zwierzęcy, aż czułam tą bliskość natury :)
Właśnie, brakowało mi rano, gdy pisałam poprzedni komentarz, słowa "mistycznie". Właśnie o to mi chodziło!
Czemu ty mi czytasz w myślach, Frido? ;)
A co takiego czytasz właściwie?
UsuńNie, nie wchodzi. Chyba wyszło by jeszcze gorzej, niż zwykły tatuaż. Więc sobie poczekam albo...całkiem odpuszczę:)
No, to już je znalazłam za ciebie:)
Um...bo jestem Wiedźmą?:D
Zaciekawiłaś mnie tymi opowiadaniami ;p Ciekawe czy dałabym radę je przeczytać i czy zainspirowałyby mnie tak jak Was :)
OdpowiedzUsuńZawsze możesz po nie sięgnąć, nietrudno je obecnie znaleźć w księgarniach:)
UsuńAkurat do księgarń to rzadko zaglądam, bo nie lubię kupować książek. Leżą i się kurzą :P W bibliotekach będą dostępne? :)
UsuńWątpię, żeby był w bibliotkach już, to to całkiem nowe książki...ale jak już to japońskie i arabskie, były wydane wcześniej:)
UsuńŚwietnie mieć właśnie takie historie do których się wraca, które się pochłania. Świetne cytaty tak między nami.Być może też skuszę się na lekturę,bo lubię takie opowieści.
OdpowiedzUsuńDokładnie. Takie, które bywają też drogowskazem pewnego rodzaju i też za każdym razem, przez pryzmat naszych przeżyć są czymś innym, czegoś nowego się uczymy.
UsuńI warto, naprawdę warto się skusić:) W tej książce jest o wiele więcej takich "złotych myśli":)
Był taki czas, że strasznie się bałam i wręcz mnie przerażało, że właśnie mogę zapomnieć twarz pewnej osoby, a później jeszcze gorsze było to, że mogłabym zapomnieć jej głos. Ale właśnie... Przecież człowiek podobno żyje póki o nim pamiętamy, jest w naszych opowieściach itd. Tylko żeby ta pamięć nie była pusta, tylko od czasu do czasu. Ostatnio właśnie o tym myślałam. Nie chciałabym, żeby ktoś mnie kiedyś wspominał tylko od święta, po jakimś skojarzeniu 'A to ta, córka tego i tej, kojarzysz? Fajna była.'. Nie chciałabym aby ktokolwiek był tak wspominany, bo przecież w dosłowności nie ma na tym świecie już wielu wspaniałych ludzi, którzy nie zasługują na zapomnienie.Jednak to chyba nieuniknione, rodzą się kolejne pokolenia, a czas upływa. Możemy tylko się jak najbardziej starać, aby zostawić coś po sobie, coś co będzie rozgrzewało serca i wywoływało uśmiech na twarzy :).
OdpowiedzUsuńA jeszcze co do 'Teorii wszystkiego'... Też się rozczarowałam :(. Ale chyba nie za bardzo to do siebie dopuszczam :D. Bo sam Hawking jako osoba mi imponuje i wgl mam do niego duży szacunek. Po zwiastunie to już temu filmowi prawie oskara dałam! :D. Zwiastun był naprawdę świetny, a w filmie myślałam, że będzie więcej fizyki i tego jak on do wszystkiego doszedł, jak się z tym zmagał, a to była raczej historia... hmm miłosna trochę nawet bardzo :D. Ale i tak nadal jestem bardzo na TAK :).
Ja też się bałam ale...przywykłam już- może to złe określenie- ale po latach zrozumiałam, że pewna strata zawsze wiąże się z zatarciem pewnych szczegółów, ale zawsze są rzeczy, które zostają. Przede wszystkim..pewne uczucia, które łączyły ludzi.
UsuńI jasne, to co innego, takie wspominanie kogoś "przy okazji" a pewna hm..pamięć pełna jakiejś czułości, dobrej tęsknoty. I wiesz, mimo wszystko nie idzie uniknąć chyba właśnie takiego rodzaju wspominania, trochę przy okazji, a trochę na "na odczep się".
No to widzisz, to nie tylko ja jednak się rozczarowałam tym filmem. Też nie mówię, że był zły ale...spodziewałam się po prostu więcej. Ale w ogóle zwiastuny jakiegokolwiek filmu bywają mylące, co?:D
Właśnie rzeczy, a też te wszystkie nowinki techniczne - jeżeli zdjęcia, nagrania itd. można jeszcze tak nazwać - przychodzą z pomocą, ulgą, wspomnieniami, potrafią pomóc, trochę ukoić i przywołać to co naszej pamięci mogło już niestety ulecieć. I one też potrafią pobudzić te uczucia, o których piszesz :).
UsuńNiestety to prawda, przecież nie dla wszystkich znaczymy tyle samo i rzeczywiście to nieuniknione.
Oj bywają niestety... W zwiastunie doszła jeszcze muzyka w odpowiednim momencie itd. No zwiastun jest świetny, nie ma co ukrywać ;).
Dokładnie, to nieraz wspaniała kopalnia wspomnień. Ale nieraz i niepotrzebnie rozgrzebują. Ja staram się po prostu nastawić już na to ciepłe wspominanie, w tych wiadomych przypadkach przynajmniej. Ale dzięki nim tez właśnie pamiętamy choćby twarze, uśmiechy i przebyłe zdarzenia, które same z siebie gdzieś ulatują.
UsuńOtóż to. Nie możemy po śmierci też obdarzać czułością wszystkich, no nie?
Otóż to:)
Dokładnie - nietoleruję nietolerancji :D W każdym 'końcu' trzeba się doszukiwać czegoś dobrego, czyli początku - coś się zaczyna, nic nie jest takie jak było, ale idziemy do przodu...
OdpowiedzUsuńZawsze lubiłam to powiedzenie, więc ci je właśnie "sprzedałam":D
UsuńOtóż to, każdy koniec to właśnie też jakiś początek:) Nowej drogi, choćby.
Dziękuję za miłe słowa! ;)
UsuńA na kocie jeszcze nie testowałam kulek ze sreberka, takie to banalne, a nawet nie pomyślałam o tym :D
No patrz! A najlepiej im się chyba te kulki nosi w pyszczkach :) Zwłaszcza, jak np. są od jakiejś ryby, która była w nie zawinięta...:D
UsuńZapomnienie jest naturalnym procesem, jednak dość pozornym.
OdpowiedzUsuńZapominanie, zacieranie się szczegółów owszem, jest nieuniknione ale...właśnie, to pozorny proces. Bo pewne rzeczy, ich rdzeń, zawsze zostanie. Jeśli tylko też na to pozwolimy w perspektywie naszego życia, rzecz jasna:)
UsuńNajbardziej ze wszystkich powiedzeń Królika lubiłam tę o opowieściach. Że właśnie każdy z nas jest opowieścią. I Twoje przykłady książek, które zawierają w sobie opowieści są magiczne :) Bo te opowieści to właśnie życie, same mądrości, z których można czerpać. Warto po nie sięgać, zdecydowanie.
OdpowiedzUsuńDokładnie. Bo to jedno zdanie wyrażało naprawdę tak wiele. Natrafiłam na owe przykłady po prostu w odpowiednim momencie. Zresztą, w ogóle to był dziwny tydzień gdzie w książkach, opowieściach jakby wiele osób go jakimś cudem aż za dosłownie znajdowało....dziwne zbiegi okoliczności? Wątpię:)
UsuńDokładnie. Uczą więcej niż podręczniki:)Bo uczą mądrości życia.
Ano, właśnie :) I też wątpię :D Nie ma zbiegów okoliczności, jak dla mnie :)
UsuńOtóż to! Wiesz, ja się kiedyś wkręciłam w podręczniki psychologiczne, poradniki, coachingowe artykuły, bo gdzieś mnie to interesowało. I one nie były głupie, bezużyteczne, jakąś wiedzę w sobie zawierały, ale były po prostu, hm... suche, bez pasji. Później zaczęłam czytać historie oparte na faktach, biografie, i jeny, to było to. Czysta pasja i mądrość :)
Tylko my nieraz przerażamy się celowością świata chyba i wolimy w zbiegi okoliczności wierzyć. Póki do pewnych spraw nie dojrzejemy:)
UsuńI właśnie, toeria to tylko teoria, nawet jak najbardziej interesuje...a jednak najwięcej nauczymy się po prostu na doświadczeniu, swoim lub cudzym. A czasem ubranym w legendy i baśnie:)
Osoby, które kochamy ( celowo nie piszę kochaliśmy) zawsze pozostaną wśród nas. Będziemy o nich pamiętać dzięki właśnie takim zbiegom okoliczności znajdując je czytając jakąś książkę z nimi związaną, będąc w jakimś wspólnym miejscu. Wspomnienia wracają i zostają na zawsze :)
OdpowiedzUsuńBo zostaje właśnie i miłość, bo nadal kochamy...a może zostaje i coś więcej:) Ale, dla wielu to już sporna jakoś kwestia. Mimo to właśnie pamięć bywa nieraz rzeczą najistotniejszą, gdy cierpimy i tęsknimy.możemy sprawić, że pamięć stanie się też swoistym ciepłym przystankiem:)
UsuńLubie te Twoje takie mistyczne posty
OdpowiedzUsuń:-)
No i coz, pojawila sie kolejna ksiazka do przeczytnia na mojej liscie ;)
Ja z kolei ostatnio poznalam mity skandynawskie i basnie/legendy celtyckie :)
Cóż, dziękuję, miło mi to słyszeć (czytać raczej):)
UsuńA pewnie, warta przeczytania, sięgaj po nią, dopisuj do listy :D
Też je kocham:)
To prawda, że wszyscy jesteśmy opowieścią. Opowieścią, którą kontynuujemy całe życie i tworzymy każdego dnia na nowo. Niedawno wzięło mnie na takie przemyślenia, że każdy z nas jest jak księga, której autorami jesteśmy my sami, wciąż coś dopisujemy, zmieniamy, inne rzeczy chcielibyśmy usunąć, chociaż często się nie da, bo naruszylibyśmy całą fabułę.
OdpowiedzUsuńDokładnie. I owszem, los też nieraz sam dopisuje za nas scenariusz, kieruje naszą ręką...ale to od nas głównie zależy, co z tym zrobimy. Bo naprawdę głównym autorem nadal jesteśmy właśnie my. I właśnie. Zmieniać tego, co już napisane, nie można a nawet gdyby można było..okazuje się, że chyba nawet nie byłoby warto.
UsuńTy się naczytasz tych opowieści ;p
OdpowiedzUsuńA pewnie, do tego ciągle mi mało :D
UsuńOpowieści to co naprawdę cudownego, każda zabiera nas w inny świat... ;-)
OdpowiedzUsuńDokładnie. A czasem trzeba pozwolić sobie tak odpłynąć właśnie:)
UsuńWiele ciekawych kwestii poruszyłaś: opowieść, koniec, śmierć, przemijanie, pamięć itd. Jednak chyba dziś nic mądrego o tym wszystkim nie napiszę.. Nie ten dzień..
OdpowiedzUsuńRozumiem, za dużo jak na jeden raz:) Ja nieraz niestety mieszam wątki, chcę za dużo powiedzieć:)
Usuń"Brat Królik czuwa" to takie optymistyczne. :)
OdpowiedzUsuńTeż lubię Gaimana. Nie wiem, jakim cudem nie przeczytałam jeszcze "Amerykańskich Bogów".
A pewnie. Bo też zawsze dobrze wiedzieć, że ktoś nad nami czuwa. Czuć pewną obecność i wierzyć, że dzięki niej nic nam się nie może stać:)
UsuńI tu się dziwię właśnie, bo Amerykańscy Bogowie uznane jest za jego najważniejsze i najlepsze dzieło i mi osobiście, trudno się z tym nie zgodzić:)
Nie tylko mnie książki znajdują, co? :)
OdpowiedzUsuńAle to akurat nie tak. Przynajmniej jeśli chodzi o Amerykańskich Bogów to cóż...tych już znałam przecież. To historia, którą znam i karmię się co jakiś czas, nie kolejne odkrycie...choć za każdym razem i owszem, odkrywam co innego. Ale to inny rodzaj magii, niż u ciebie:) Twoja w tym wypadku jest wyjątkowa:)
UsuńPragnę rozpocząć od tego, że zdołałaś mnie niejako zaskoczyć zmianą nazwy/tytułu/przewodniego motta swojej sfery pogrążonej w tonach zieleni. Niemniej jednak obydwie sentencje przypadły mi niezwykle do gustu. :)
OdpowiedzUsuńŻywię głęboką nadzieję, iż nie zdołałem jeszcze żadnym swoim czynem zaleźć Bratu Królikowi za skórę i mogę liczyć na jego przychylność. Chciałbym, aby moja opowieść wciąż trwała i jeszcze nie dobiegła końca. Wierzę, że Brat Królik nie przestaje nad tym czuwać.
Po raz kolejny dałem się ponieść i odpłynąłem gdzieś daleko przy akompaniamencie Twoich słów w głowie. Dziękuję za Twe mądre słowa i wybór tak nietuzinkowej tematyki wpisu.
Hm....ale to chyba nie jest aż takie złe, prawda? Pewnie nieraz jeszcze tytuł zmienię:) Nie ma rzeczy stabilnych, prawda? Przynajmniej...nie do końca. A pewne zmieniają się wraz z człowiekiem:)
UsuńTemu z opowieści łatwo za skórę zaleźć, to prawda, ale równie łatwo puszcza wszystko w niepamięć, gdyż sam jest przecherą. Więc chyba nie masz się co martwić:)
Ależ nie ma za co;) To ja, jak zwykle, dziękuję za miłe słowa:)
Pewnie, że nie jest. :) Można śmiało rzec, iż dzięki temu coś się zmienia, zaskakuje swą nowością i zwalcza wszelkie oznaki rutyny. Niestety, stabilność zdaje się być jedynie czymś złudnym i niemożliwym do sięgnięcia. Wszystko niekiedy potrzebuje pewnych zmian.
UsuńW takim razie bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że pozostanie tak jeszcze przez długi czas. :)
Cała przyjmność po mojej stronie!
Dokładnie:) I pewnie że jest czymś złudnym ale...wcale nie niestety. Jak mawiał mój przyjaciel, właśnie niepewność jest czymś pięknym, w czym po prostu musimy nauczyć się pływać. A to piękne pływanie i cudny ocean życia, tak po prostu:)
UsuńOby, boy:)
No weź całej nie odbieraj :D
Niepewność jest piękna... W takim razie przede mną jeszcze wiele lekcji nauki pływania w niepewności, ale nie zamierzam się poddać. Będę wytrwale trenował, aby kiedyś móc zwiewnie popłynąć w tym oceanie życia. :)
UsuńNieco przesadziłem z przywłaszczeniem sobie całej przyejmności. Przepraszam, już zwracam część. :D
Dlaczego ślepi buddyjscy mędrcy nie dostrzegli słonia? 😔 Zaciekawiła mnie ta legenda!
Czuwa, czuwa... też to czuję. Jak to jest, że do Ciebie przemawia tyle znaków? Niesamowite :)
OdpowiedzUsuńDobrze czuć taką obecność, prawda?:)
UsuńI..wcale nie niesamowite. Znaki, symbole mówią do każdego. Tylko czasem trzeba chcieć otworzyć na nie swoje oczy. I to wcale nie te, którymi patrzymy na co dzień:)
Bardzo dobrze, taki spokój i ciepło w okolicach serca, nawet w ciężkich momentach :)
UsuńChyba nigdy nie osiągnę takiego stopnia wrażliwości, niestety.
Hej, musimy się też od siebie różnić jakoś, nie? Jakby każdy tak zatapiał się w symbolach...to i by świat do przodu nie ruszył :d Trochę racjonalistów też potrzebne:)
UsuńTy sama jesteś piękną opowieścią. I dzięki, że można wczytywać się w nią tu na blogu :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za tak miłe słowa:)
UsuńTrzeba być chyba niezwykle wyczulonym i niezwykle wrażliwym, żeby dostrzegać takie znaki... Ale pewnie dla Ciebie jest to już całkiem naturalne, nie? :)
OdpowiedzUsuńCzy ja wiem? Życie jest wręcz pełne znaków, symboli, wysypują się ze świata przed tobą że tak to właśnie nazwę tylko to kwestia patrzenia...ale widzieć może je każdy starczy, że chce w ogóle:) Widzieć czasem inną płaszczyznę ponad oczywistą. I to wcale nie jest trudne i nie wymaga chyba jakiejś wielkiej wrażliwości, ja za wielce wrażliwą się nigdy nie uważałam:)
UsuńHej. Wybacz, że nie na temat do notki, ale mam do Ciebie pytanie odnośnie tych wszystkich mitów, a nigdzie nie znalazłam Twojego e-maila ani nic... więc napiszę tutaj. Może podasz mi?
OdpowiedzUsuńWypożyczyłam kilka książek iii... w mitologii hindusów jest napisane, że są Djaus i Prythiwi i są oni często porównywani do Uranosa i Gai. I tu jest napisane, że rozdzielono ich, tęsknią za sobą.
Potem jest napisane, że bogowie stwarzali świat niczym cieśle. Dzięki słońcu można było wymierzyć ziemię, przymocować ją, wykopać fundamenty i postawić dom, a jego filary podtrzymują niebo i ziemię. Drzwi jest tak wiele jak duża jest ziemia. Pojawia się powietrze i słońce, a niebo rozpościerające się na filarach jest nocnym dachem.
Przechodząc dalej... jest napisane o tym, że świat miał powstać z połączenia pierwiastka męskiego i żeńskiego. Pierwszy zarodek, który powstał z wód często symbolizowany jest jako jajko. I nazywano go Złotym Zarodkiem. Z tego Złotego Zarodka narodzili się bogowie, a także pierwsi rodzice, czyli Niebo i Ziemia, czyli Byk i Krowa.
Dalej znów jest napisane coś o Złotym Jajku, z którego powstał Pradżapati. Wypowiedział on słowa, które stały się ziemią, powietrzem i niebem. A jego oddech stworzył bogów i demony. Gdy zauważył, że stworzył zło zesłał na demony ciemność, a potem je pokonał. No i dalej jest o tym Pradżapati, że zapragnął potomstwa i w ogóle i w ogóle.
Teraz mam pytanie, czy to wszystko to prawda? Które z tego to prawdziwe powstanie świata? Zagubiłam się w tym cholernie, nawet szukałam na internecie...
i znalazłam Wedy. tzn. jakieś streszczenie czy też opracowanie. i gdy przeczytałam to, co znalazłam to kompletnie się zagubiłam. Tam było napisane, że człowiek, bogowie i inne stworzenia powstały ze stworzenia, pierwszego człowieka, który miał tysiąc głów, oczu i stóp, które zostały oddane w ofierze. Z jego pępka zrodziła się atmosfera, z głowy niebiosa, a ze stóp twardy grunt pod nogami.
Nie wiem której wersji wierzyć! A może one wszystkie są ważne i wszystkie powinnam ująć w prezentacji? Strasznie się tym zaciekawiłam i szukałam, szukałam, ale tak się pogubiłam, że w końcu musiałam zapytać kogoś kto się zna na tym lepiej niż ja.
Wybacz, że tak wypytuję...
Wysłałam e-maila do Ciebie.
UsuńStrasznie głębokie i trudne tematy ubierasz w proste zrozumiałe zdania, aż chce się czytać :) coż.. ja od siebie dodam tyle, że zaintrygował mnie ten temat gdyż nigdy tak naprawdę nie porównywałam życia do bajki, a jednak coś w tym jest ;) trzeba pięknie żyć, aby nasza historia była piękna :)
OdpowiedzUsuńBo trune tematy tak naprawdę nie są trudnymi, jeśli tylko spojrzeć na nie z odpowiedniej płaszczyzny, pod odpowiednim kątem, takie mam często wrażenie. Tylko my nieraz panikujemy przedwcześnie i całkiem niepotrzebnie:) I właśnie, życie to bajka którą sobie po prostu sami piszemy swoimi poczynaniami:)
Usuń40 year-old Environmental Tech Tessa Franzonetti, hailing from Rimouski enjoys watching movies like Topsy-Turvy and Metal detecting. Took a trip to Ironbridge Gorge and drives a New Beetle. Wiecej informacji tutaj
OdpowiedzUsuń