niedziela, 22 lutego 2015

O tym, że wszyscy urodziliśmy się chorzy, ale żadna miłość chorobą nie jest.

-Wiesz co mnie najbardziej śmieszy?- zapytał mnie Mąż, gdy przy śniadaniu w tle z radia poleciała pewna ograna już do porzygu wręcz piosenka Hoziera "Take Me To Church".
-No co?
-Że moja koleżanka z pracy kocha ten kawałek.
-No i co z tego? Ja też go uwielbiam.
-Taa...tylko ona jest ortodoksyjnym katolikiem.
-To jak to?
-Ona rozumie z tekstu tylko "Amen"! Nie rozmie za bardzo angielskiego i myśli, że to piosenka pewnie na chwałę Pana.
-I ty nie zamierzasz jej uświadomić?
-A gdzie tam, nie będę krzywdził dziewczyny- powiedział z ogromnym przekąsem Mąż. Z ogromną ironią. Kto jak kto, ale on nie znosi bezmyślności. Zwłaszcza bezmyślności ortodoksyjnych katolików czy innych fanatyków religijnych. Bezmyślności wykrzykiwanych haseł. W nim nie ma absolutnie żadnej wyrozumiałości. Czasem zastanawiam się czy to dobrze, czy nie przesadza w drugą stronę. Ale z jego perspektywy patrząc cóż. Bardzo go zrażono, chcą ukorzyć go na siłę przed wartościami, których absolutnie nie uznawał nigdy za swoje. Akcja rodzi reakcję. Często tą pozornie przeciwną - Chociaż, pewnie w końcu gdzieś dopadnie teledysk i zacznie rozumieć że to wcale nie na chwałę wspaniałego Boga. Nawet chyba ona zrozumie. Albo porzyga się jak zobaczy całujących się facetów.
-A co jest w teledysku?
-Nie widziałaś?
-No jakoś nie.
-To sobie obejrzyj.

Tak więc zasiadłam do swojego laptopa obok Męża, jak to mamy nieraz w zwyczaju ( stale nie można siedzieć razem, odwieczna prawda, i kota zagłaszczesz na śmierć, czyż nie?), założyłam słuchawki i włączyłam ów kawałek z oprawą teledysku właśnie.
Minimalistyczny. Czarno-biały, bez żadnych specjalnych efektów, gołych dup latających na ekranie, bez pozowania na gwiazdorski skandal a la Manson pomimo tekstu. Jednak, zapewne skandalizujący paroma scenami. Scenami, które nie powinny w moim pojmowaniu nikogo oburzać. Bo scenami mówiącymi o miłości. Tak po prostu. Prostej czułości między dwojgiem ludzi. Najpiękniejszej rzeczy, jakiej można doznać.
Historia toczy się przez parę minut, a ja zostaję pogrążona w myślach po wybrzmieniu ostatniej nuty. Znów, poruszona i przerażona. Znów, na nowo obdarta ze złudzeń, obdarta ze swojej wizji utopii. Znów, mniej rozumiem, a może rozumiem więcej, niż powinnam.

Zdruzgotana, bo przypominam sobie, że tak, takie rzeczy dalej się dzieją. Nawet takie dosadne, drastyczne, wcale nie tak daleko. Nawet na naszym podwórku, choć nieraz woli się o nich nie mówić. Toczą się brutalnie, toczą się metaforycznie całkiem, gdy znów jeden człowiek uzurpuje sobie prawo do wyrokowania o cudzym życiu. Gdy pewne grono znów ocenia, zakazuje lub nakazuje. Gdy pewne grono mówi o tym, czego nie wolno, a na co łaskawie pozwoli.
Takie rzeczy się dzieją, gdy zakłada się miłości kajdany i publicznie maltretuje się ją na naszych oczach. Właśnie ją.

Wszystkie zbrodnie przeciw miłości są cały czas prawdziwe.
Wszystkie małe i dosłowne morderstwa sztylety obelg i te które naprawdę dosięgają serc bijących trwożnie w klatce żeber nadal obecne.
Wszystkie potoki jadu i śliny tych zaślepionych nienawiścią zamiast miłości płyną nieprzerwanie, tak samo jak płynie nadal rozlewana dosłownie krew. Krew z rozbitych nosów, krew z zdartych pięści, krew z rozszarpanych gardeł.

A mi zostaje znów naiwne pytanie w głowie- dlaczego? Dlaczego? Po co?

Nie będę rzucać kolejnymi naiwnymi hasłami o tolerancji. Bo nawet nie o nią tu chodzi. Tolerancja to tak naprawdę często bardzo brzydkie słowo. Mówiące o tym, że czegoś nienawidzimy, nie znosimy, a jednak pozwalamy temu żyć. To jak koegzystencja róży i dmuchawca. A w tym przypadku...nie mogę zrozumieć, jak coś ma być różą, a coś ma być dmuchawcem. Jak można porównywać po prostu piękno różnych kwiatów.
Dla mnie zawsze najpiękniejsze były dzikie ogrody, takie trochę zaniedbane, jak ten mojej mamy. Takie, w których znalazło się miejsce dla każdego kwiatu. Ogrody, w których gama kolorów i zapachów oszałamiała, a każdy odwiedzający owad znalazł coś dla siebie. Brakowało mi w takich ogrodach tylko barwnych kolibrów latem, ale wiedziałam, że te żyją wspaniale gdzie indziej. Dzikie ogrody, gdzie znajduje się miejsce dla każdego. Takie były jak najbardziej naturalne, a nie te tworzone od linijki. Te sztywne, w których dominowała jedna gama barw. Te zawsze nudziły, wręcz przerażały monotonią. Te sztywne ogrody tworzone od linijki, do których zlatywały tylko pszczoły, a nie ciężkie trzmiele, które nie mogły z nich zaczerpnąć już nektaru, który zaniosłyby do swoich podziemnych królestw. Sztywne ogrody od linijek, które same dla siebie są zawsze zagrożeniem. Monokultury bardzo szybko słabną i wymierają. Nie tylko w przyrodzie.

Ale chyba za dużo ludzi o tym zapomniało. Chyba za dużo ludzi chce być świętymi architektami.
Świętymi, właśnie, dobre słowo. Bo co w ogóle święty ma oznaczać? Lepszy? Nawet w tej religii która tak często ocenia, która mówi o piekle i potępieniu, mówiono, kto jest bez grzechu, niechaj pierwszy rzuci kamieniem. Czyżby ktoś tu sam sobie zaprzeczał? Cóż. Czasem mam wrażenie, że w pewnych słowach, pewnych ludziach, instytucjach i złoconych pałacach które dominują na moim światem choć nie są moje, sama miłość chce zaprzeczyć miłości. Która jest fałszywa?

Może nie mi to rozstrzygać. Ja widzę innym jej strumieniem. Ale kto pierwszy jest bez grzechu, niechaj pierwszy rzuci kamieniem. Jedno z niewielu zdań z ich świętej księgi, które kocham. Bo kto jest bez grzechu?

We were born sick..

Czy można powiedzieć, że ktoś jest bardziej chory? Wszyscy nosimy jakieś piętna. Nie jesteśmy idealni. Nawet w oczach tamtego Boga ponoć i wielu innych, niedoskonałość człowieka nie jest zmazą. Bywa po prostu ludzka. Czy po prostu miłość może sprawiać, że jest się grzesznym? Że jest się chorym?
Nie potrafię zrozumieć. Nie potrafię i pewnie dlatego, moi bogowie mają inne imiona. Mają imiona rozkoszy i wolności.

Pamiętam dawną rozmowę z Cat, sprzed 3 lat, po kolejnym winie. Po tym, jak jedna z jej przyjaciółek, głęboko wierząca katoliczka powiedziała jej, wierzącej jeszcze wówczas w chrześcijańskiego Boga , jak jej przyjaciółka po śmierci człowieka, którego kochała, rzekła że ten na pewno "smaży się w piekle".
Jak ona strasznie przez to płakała, jak wielki ból czuła. Jak wielka rzeka jadu przetoczyła się przez to serce, zostawiając zatruty umysł i takąż dusze.
Jej ukochany smaży się w piekle. Ten, który otworzył jej świat na czułość, ten, który pokochał ją jak wariat, ten, który malował dla niej najpiękniejsze obrazy, ten który umarł zanim dopadł go ból. Smaży się w piekle. Bo nie był dobrym człowiekiem. Dlaczego nie był? Bo zaprowadził ją do grzechu, bo bez sakramentu oddali sobie swoje ciała. Bo tak wyrazili miłość, swoje oddanie, bo dali sobie rozkosz i zaznali całkiem innej komunii niż ta, która spływa symboliczną krwią, niż ta która otumania winem. Bo wierzył w innych Bogów. A wreszcie, przede wszystkim, sypiał na zmianę wcześniej iz kobietami i z mężczyznami, bo nie widział granic miłości czy tez rozkoszy. Bo żył w wielkim oceanie miłości i nie zakładał jej kajdan.
Ten kogo kochałaś moja droga, smaży się w piekle.
Druzgocące, a dla tamtej tak prawdziwe.
Inny jej bliski człowiek, przyjaciel, który zmarł w listopadzie,który wierzył w innych bogów, który uprawiał miłość i o wielkiej miłości mówił bez imienia, konkretnego imienia Chrystus też smaży się w piekle. Bo pławił się w wielkim strumieniu, którego również nie chciał więzić.
Ja, bliska jej obecnie osoba, też będę smażyć się w piekle. Bo moi bogowie mają zielone włosy i oczy. Bo biegam nago pod księżycem. Bo kochałam się z kobietami i też inaczej nazywam miłość, jest dla mnie wielkim oceanem w którym każdy ma miejsce dla siebie. Bo kocham się z Mężem i nie potrzebowałam tego, który zszedł z krzyża, by pozwalał mi na miłość i rozkosz. Bo szczycę się swoimi szczytami rozkoszy.
Jestem złym człowiekiem? Też przez swoją miłość? Też przez to, że też nie zakładam jej kajdan, nie zakuwam w dyby? Skazana na piekło?
Cóż. Wolę piekło. I nie zakładam z hipokryzją jak Pascal, co bardziej mi się opłaca. Wolę piekło w które i tak nie wierzę, a wiarę w ten sposób jaki czuję i nieskrępowaną miłość. Wolę wolność i rozkosz.

Nic dziwnego, że Cat zwątpiła już trzy lata temu, choć zaczęła wątpić wcześniej, ale ostatecznie się odcięła. Że nagle poczuła, że grzech, nie był grzechem. Kochała kogoś, a ktoś inny mówi, że nie był dobrym człowiekiem. Także przez miłość.
Ale może patrzę ze złej strony na to. Może patrzę źle, bo już zapomniałam, jak to jest czuć zakazy, nakazy i piekielny płomienie liżące stopy. Bo zapomniałam, że przez to wszystko można nienawidzić drugiego człowieka.

Czy miłość może to sprawić? Miłość i nienawiść to dwie strony tego samego medalu?
Czy ktokolwiek ma prawo ją ocenić? Bóg? Nakazy i zakazy?
Nie będę wdawać się w teologiczne spory. Jak pisałam, może patrzę na to ze złej strony, bo mam zupełnie inny świat. Już dawno przestałam wierzyć w to, że ktoś oddał swoje życie za mnie na krzyżu. Zresztą, nie tego chciałam. A mam przecież wolną wolę. Nie jestem bezwolną marionetką. Mogłam to zrobić nawet według tamtych bogów?

Nie wierzę po prostu w Boga, który ocenia. Więc tym bardziej nie mogę wierzyć, że prawo mają do tego ludzie.
Że mogą to robić grzmiąc z ambon wielkich złotych domów, w których ponoć zamknęli monopol na miłość, jej zakazy i nakazy. Nie wierzę, że mogą robić to ludzie na ulicach, ludzie odpalający race, podpici ludzie w bramach których pięści pracują na cudzych twarzach ze zdwojoną siłą. Nie wierzę, że mogą to robić ludzie którzy już swoje przeżyli i mogą wycierać sobie twarz imionami przedwiecznych ojców i matek. Kto wie, czego chciałby tak naprawdę ich Bóg?
Ktoś jest współczesnym prorokiem? Ktoś jest znów, bez grzechu? Czy grzech w ogóle istnieje?
Nie uwierzę, że może oceniać Bóg, jakikolwiek, tym bardziej że jest miłością. Miłość nie ocenia. Miłość kocha.
Jak więc i jego prorocy mogą jedną miłość oceniać drugą? Jedno wyklucza drugie.
Ale niech będzie, nie chodzi tu o bogów, jakiekolwiek ich imię, choć wielu właśnie imionami wyciera sobie gęby. Jak wycierało paląc stosy, jak wycierało rozrywając na kołach klatki piersiowe i stawy niewiernych. Jak wycierało tratując końmi dziesiątki dzieci niewiernych.

Chodzi znowu o ludzi. O nas samych. Wszystkich i każdego z osobna.
O tych, którzy po prostu wypaczają miłość, bo ta jest niezgłębiona. Bo ta ma swoje prawa. Bo ta jest nieśmiertelna, wieczna i niepokonana. Niepokonana, niezależnie, ile razy chce się ją zabijać.
Jej imię to rozkosz, jej imię to pożądanie, jej imię to czułość, jej imię to wspólnota, jej imię to wolność i szacunek, jej imię to milion innych imion.
Jej świątynia to posłania z trawy, jej świątynia to każda sypialnia, każda ulica, jej świątynia to każdy las, jej świątynia to każde z miejsc.
Nie ma granic. A tak wielu próbuje je wyznaczyć. Jak? Dlaczego?

Można mówić, nie słuchaj ich i rób swoje. Och...to byłoby za proste. Bo gdy robisz swoje, ktoś zaczyna się tym interesować. Zadawać rany. Ktoś chce zabraniać szerzyć miłość, mówiąc, że nie można przekazywać czułości dalej, mając dzieci. Gdy ktoś mówi, że mimo, że całe życie dzielisz z kimś swoje istnienie, to nie masz prawa do tego, co razem zbudowaliście. Gdy ktoś mówi, że nie możesz odwiedzić tego, kogo kochasz w szpitalu, bo nie jesteś rodziną. Gdy wpychają ci na siłę do gardła leki na choroby, których nie ma. Gdy wyrzucają cię z domu i każą wybierać jakąś część życia. Gdy powodują kolejne wybroczyny i siniaki pod oczami, atakując znienacka, gdy po prostu chcesz trzymać cudzą rękę, swojej miłości na ulicy. Gdy chcesz żyć po swojemu, a nie pozwalają ci. Gdy wchodzą z butami i pięściami pod twój dach.
Kto im dał prawo? W czym oni są lepsi? Mają ze sobą sztandary, które w twoim życiu nic nie znaczą, mają ze sobą sztandary, które mówią słonecznikom, że mają przybrać czerwień róż. Mówią, że twoje barwy są nienaturalne. Jak mogą być, skoro z nimi się urodziłeś?

Nie potrafię zrozumieć, gdzie zaczyna się nienawiść. Gdzie rodzi się pogarda i agresja. Wobec cudzej miłości. Cudzej, nie innej. Bo każda miłość, jak i każdy człowiek jest inny. Ma swój kawałek podłogi. I ma prawo do łapania oddechu w taki sposób, jaki pragnie. Ma właśnie prawo do oddechu i wcale nie zatruwa powietrza. Komu o tym decydować?

Dlaczego ktokolwiek chce tym sterować? Czy krzywdzi cię cudzy czuły pocałunek na ulicy? Cudze objęcia? Chyba tylko wtedy, gdy czujesz ukłucia zazdrości. To dla mnie jedyne logiczne wyjaśnienie, ale wcale nie usprawiedliwiające. Bo twoja samotność nie zależy od ich wspólnoty, więc trochę się opanuj.
Nie zazdroszczę dwóm kobietom, dwóm mężczyznom, że się całują. Więc o co chodzi?
Przypominają mi się komentarze na pewnym portalu. Jak inna piosenka, w której teledysku całują się kobiety, że to obrzydliwe, że to chore.
Jak miłość, ona po prostu może być obrzydliwa? Tak samo, jak chory może być inny kolor skóry? Inne poglądy? Czyjś sposób życia? Inne śpiewy do innych bogów kierowane?
Jak może być chore coś, co nie krzywdzi nikogo naokoło? Bo naprawdę, jaka jest twoja krzywda z cudzej radości? Z tego, że ktoś żyje inaczej niż ty? Chyba po prostu boisz się, że twoje kruche podstawy świata całkiem się zwalą. Chyba po prostu boisz się, że jeśli można żyć inaczej, to może nie wybrałeś dobrze i dlatego niszczysz wszystko, co ci o tym przypomina. Chyba po prostu jesteś małym, smutnym człowiekiem, który zapomniał o tym, że niczego w życiu nie można porównywać i nie ma oczywistych prawd.


Jak można wybrać najpiękniejsze kwiaty? Możesz mieć swoje ulubione, te z którymi sam podążasz do ołtarza. Ale nie możesz przez to chcieć zniszczyć wszystkich innych. Niech sobie rosną i karmią inne owady. Pszczoły, trzmiele, kolibry. Niech różnobarwne ogrody cieszą oczy.
Jeśli nie zrozumiesz, że każdy kwiat ma swoje miejsce, szybko twoja ziemia stanie się pustynią. A od tej nie ma odwrotu.

***

Z góry mówię, iż powyższy tekst nie ma na celu obrażania żadnej religii. Nie jestem wielkim antyklerykałem, byłam nim niegdyś. Jednym z powodów dla którego swojego czasu wręcz tępiłam kościół katolicki i lżyłam w dyskusjach jego wyznawców był mój przyjaciel, Paweł. Paweł, który jest świetnym malarzem, niesamowicie inteligentnym człowiekiem. Oprócz tego, że najpierw jest człowiekiem, jest również homoseksualistą. Obecnie mieszka ze swoim partnerem już dobre 5 lat w Szkocji. Nieraz oberwał, mieszkając jeszcze w Poznaniu, za to, że jest gejem. Oberwał dosłownie. Kilka miesięcy, będąc nastolatką, udawałam jego dziewczynę przed jego rodzicami. W końcu przyznał się do swojej orientacji, w jednej z kłótni. Gdy skończył 18 lat, jego niesamowicie mocno wierzący rodzice, pozornie dobrzy ludzie zbierający datki na Caritas, wyrzucili go z domu. Bez niczego.
Ubodło mnie to jak mało co. Pewna hipokryzja ludzi, dla mnie wówczas jednocześnie wiary.

Potem złagodniałam, jak w wielu sprawach zresztą. Uważam, pomimo niektórych absurdów rozumianych przez osobisty pryzmat, że każda wiara ma prawo bytu. W pewien sposób uważam, że religie są jednym, wpływającym do tego samego strumienia. Dla mnie sama wiara jest sprawą intymną i piękną, każdy ma prawo do swojej, to cudowne, wierzyć, niezależnie, jak nazywasz bogów, czy w ogóle ich nie nazywasz. I tak wszystko sprowadza się do miłości i energii. Ale to moje poglądy.

Nie da się zaprzeczyć, że pewne wiary- niezaprzeczalnie, przez instytucjonalizm i po prostu ludzi ( choć nie wdaję się tu w teologiczne spory, że po prostu ludzie bezpośrednio głoszą to co mówi ich Bóg, nie mówię tak, nie, nie moja działka, nie jestem prorokiem, prawdziwym ani fałszywym) są bardziej opresyjne w wielu kwestiach, przez co wyrządziły wiele szkód. Wiele można mówić o zaprzeszłościach, o tym co było, choć nieraz, nie ma to sensu. Nie da się zaprzeczyć, że obecnie, prawie każda instytucja związana z religią, jej przedstawiciele, mają nieraz wrażenie, że mają monopol na prawdę i często dążą do pewnego rodzaju władzy, władzy nad wiarą, która przecież jest jak żywa rzeka. Rwąca rzeka po roztopach.
Niektóre instytucje, zwłaszcza w naszym kraju, bardzo wpływają na politykę, życie społeczne i na to, jak krzywdzeni są niektórzy ludzie. Nie mówię tu tylko z kolei o kwestii orientacji seksualnych, a ogólnie pojętej wolności. Sama oberwałam już parę razy za swoje "innowierstwo", choćby w sprawie...poszukiwania pracy. Są miejsca, gdzie nie-katolika się nie przyjmie, choć to placówki państwowe. I na taką dyskryminację również przymyka się oko.

Nie będę się wdawać też w dyskusję na temat tego, czym jest homoseksualizm, czy to norma, czy nie, czy to inność, czy to grzech i trzeba rozpalać stosy, czy to choroba, czy mają prawo mieć dzieci, czy nie, czy to związki tak samo wartościowe jak heteroseksualne. Za dużo dyskusji już przetrawiłam tego typu i wiem, że wiele one nie wnoszą w wielu przypadkach. Każdy z nas miewa swój mały świat.

Dla mnie miłość to po prostu miłość. A miłości, jakiejkolwiek, się nie osądza. Czy przez to, że nie ma sakramentu, czy przez to, że należy do osób tej samej płci, czy przez to, że oddycha i po prostu istnieje. Jako najwspanialsze uczucie świata.

Nie będę więc raczej wielce dyskutować, bo wiem, że w sprawach poglądów nie ma to sensu. Powyżej chciałam tylko, po raz kolejny w życiu, w pewien sposób wyrazić swój ból i żal wobec ludzkiej ślepoty, swoje zdruzgotanie, rozczarowanie człowiekiem. Niezrozumienie wobec nienawiści, której po prostu nie umiem ogarnąć rozumiem. Chciałam, być może, pokazać swój tok myślenia i być może, zmusić do zadania paru pytań przypadkowego przechodnia. Bo pytania nieraz warto zadać. Tak samo, jak warto po prostu kochać. 




Urodziliśmy się chorzy-słyszysz jak to mówią
Mój kościół nie oferuje rozgrzeszenia
Ona mówi wielb mnie w sypialni
Jedyne niebo do którego będę wysłany
To czas, gdy jestem sam z tobą
Urodziłem się chory, ale uwielbiam to
Rozkaż mi być zdrowym.
Amen. Amen. Amen.
(...)
Nie ma żadnych panów, królów, gdy zaczyna się rytuał
Nie ma słodszej niewinności niż nasze delikatne grzechy
W szaleństwie i brudzie tej ziemskiej sceny
Tylko wtedy jestem czysty.
Tylko wtedy jestem człowiekiem.

Amen.

Weź mnie do kościoła
Będę oddawać cześć jak pies w świątyni twoich kłamstw
Wyznam ci grzechy, byś mogła naostrzyć swój nóż
Ofiaruj mi tę nieśmiertelną śmierć
Dobry Boże, pozwól że oddam ci moje życie.

 

76 komentarzy:

  1. Nawet nie mogłam obejrzeć tego teledysku do końca bo bałam się co zrobią tym facetom. Zastanawiam się czemu mówiąc o homoseksualizmie zawsze przedstawia się facetów a nigdy kobiety. Przecież to też to samo, a mam wrażenie jakby było bardziej tolerowane.
    Myślę, że dla świata to wciąż szok by ktoś mógł mieć odmienną orientację seksualną, ale pokolenie naszych dzieci... myślę, że dla nich nie będzie to już tak straszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie dziwię ci się, że nie obejrzałaś do końca.
      Fakt faktem, w naszej kulturze jest większe przyzwolenie na kobiecy homoseksualizm...póki jest on środkiem do dominacji mężczyzny albo jego zabawienia. Jak w przemyśle porno. Inaczej, jest on traktowany tak samo, z takim samym obrzydzeniem jak homoseksualizm męski. I padają takie same ostre słowa. Tak samo ostre słowa padały choćby pod tym teledyskiem i o niego była burza:
      https://www.youtube.com/watch?v=KvCGzwCrjlw
      I mam nadzieję, że owszem, nasze dzieci, będą już mądrzejsze:)

      Usuń
    2. Szkoda, że nie znam na tyle dobrze angielskiego by dobrze zrozumieć te komentarze, ale mogę się domyślić co one reprezentują.
      Rewolucja, jaką w pewnym stopniu jest homoseksualizm, zawsze zabierała ludziom grunt pod nogami, wprowadzała nieznane dotąd horyzonty, czego ludzie w związku ze swą fizjologią (uwarunkowaniami myślowymi) nie lubią. Dlatego myślę, że potrzeba czasu.

      Usuń
    3. Pewną odwieczną wojnę że tak powiem:)
      Wiesz, tylko homoseksualizm w żaden sposób nie jest rewolucją. Istniał od zawsze. Choćby w Europie, jakby nie patrząc, kultura helleńska była pełna swobody seksualnej, Grecy czy Rzymianie kochali się zarówno z kobietami jak i mężczyznami, ba, seks mężczyzny z mężczyzną był uznany za coś lepszego nawet, bo był seksem równego z równym. Wspomnienie to zostało wymazane dopiero przez wieki średni i rządy chrześcijaństwa. W każdej ( może nie w każdej, ok, ale w wielu) kulturze pierwotnej homoseksualizm był akceptowany. Starczy spojrzeć choćby na Indian Ameryki Północnej, wśród których mężczyzna, który stwierdzał, że woli mężczyzn i nie chce być wojownikiem dostawał wręcz status świętej osoby i bito się o małżenstwo z nim. Swoją drogą pierwsze śluby homoseksualne współcześnie były udzielane w rezerwatach Indian, gdyż wyjęte były spod federalnego prawa. Homoseksualizm nie jest żadną rewolucją. Wręcz przeciwnie. Tylko jest odkrywany na nowo po wiekach miażdżenia go przez opresyjne kultury stworzone przez niektóre religie. Jest nawet wiele ciekawych artykułów na ten temat, swoją drogą.

      Usuń
    4. Fakt, że znasz historię homoseksualizmu Tobie pomaga go zrozumieć, dzięki czemu to akceptujesz. Jednak taki przeciętny Kowalski uważa, że to jest nienaturalne i że im się po prostu w "du*ach poprzestawiało" ;)
      Swoją drogą nie wiedziałam, że kiedyś już homoseksualizm był tak znany. Wiedziałam, że istniał od zawsze, ale myślałam, że był chowany.

      Usuń
    5. Znam, może dlatego że mnie to interesowało swojego czasu, bo sama zastanawiałam się nad swoim, jakby nie patrzeć, biseksualizmem jako takim. I wiem, że też właśnie przez to łatwiej mi otwarcie spojrzeć na pewne rzeczy. I jasne, przeciętny Kowalski nie wie...ale to nie usprawiedliwia oceniania cudzego życia jak dla mnie. Ale wiem, wiem, ludzie są tez różni i w tym względzie.
      A pewnie że nie był. Np. w jednym z plemion Papui Nowej Gwinei chłopiec, żeby stał się mężczyzną, musiał wręcz odbyć stosunek homoseksualny. Czasem warto spojrzeć dalej, niż własne podwórko, powiem tyle:)

      Usuń
    6. Różni i nie zawsze świadomi. Zawsze uważałam, że brak tolerancji oznacza u ludzi po prostu brak świadomości. Ale to też jest pewien sposób oceny, może niesłusznej...
      Trochę to straszne z tym chłopcem, bo to się o pedofilię trochę chyba ociera,ale to już inny temat :P

      Usuń
    7. Dokładnie, a i brak świadomości rodzi po prostu strach, a strach rodzi wręcz agresję, więc tu się w pełni z tobą zgadzam:)
      Chłopiec, źle nazwane, młody mężczyzna bardziej. I cóż, kultury pierwotne bywały różne.

      Usuń
  2. Boże, jak mnie coś takiego wnerwia. Taka ułuda, że patrz, jacy jesteśmy dobrzy, wspomagamy Caritas, WOŚP, czerwony krzyż, biedne dzieci w Afryce, żeby głodne nie były, żeby nie umierały, ale przychodzi co do czego i własne dziecko wyrzucą, bo się nie zgadza z tą ich wizją "idealnego życia". Jeżeli takie w ogóle istnieje.

    Cholera mnie bierze, bo każdy ma swoje życie, nikt nie powinien być potępiany za to, kim jest, zewsząd pojawiają się hasła bądź sobą, tylko wszyscy, którzy to głoszą, za chwilę odwrócą głowę i będą udawać, że nie widzą. Dlaczego odmawia się ludziom, którzy kochają, którzy są szczęśliwi tego, żeby rzeczywiście mogli czuć się w tym podłym świecie dobrze? Nie zasłużyli na to? Każdy zasłużył.

    Trochę mnie poniosło, ale mnie to strasznie, strasznie denerwuje. Taka niesprawiedliwość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie idealnego życia nie ma, ale chyba ktoś właśnie wmówił niektórym ludziom, ze takie może być. I właśnie dlatego, bywają strasznie zaślepieni i...mają wrażenie, że czynią dobrze. Chociaż, dobro, zło...to nadal kwestie względne, prawda? Ale to też zasada, że często widzi się drzazgę w cudzym oku, a w swoim nie dostrzega się belki, idąc dalej za Biblią nawet. Połyka się pewne nauki...ale nic mądrego się w nich nie wyciąga. Bo się połyka, nie przemyśliwszy.

      Tak, hasło bądź sobą, ale w takiej mierze, w jakiej wpisujesz się w kanon. Bo tak naprawdę to głosi to hasło ze sloganów, ale mało kto widzi ten drobny dopisek.
      I nie wiem, to nie do mnie pytanie, bo ja też nie umiem właśnie tego pojąć.
      A czasem i właśnie człowieka ponieś powinno:)

      Usuń
    2. Bo bierze się na klatę tylko teorię, słowo w słowo, a te słowa trzeba ułożyć tak, by dobrze się żyło, słowa podstawiać pod życie, a nie życie do nich dostosowywać, bo słowa zostaną, a ludzie bliscy przeminą - przez to.

      Bądź sobą dotąd, dopóki na to zezwalam. Chore...
      Ano :)

      Usuń
    3. Wiesz, ze słowami to też zależy...od punktu widzenia. Ale fakt, że życie wypacza wszelkie teorie i chyba nie da rady się ich kurczowo trzymać.
      Ale tak właśnie jest, nie zauważyłaś?

      Usuń
    4. Ano nie da się. A jak już ktoś tak do tego dąży, to wychodzi na tym jak Zabłocki na mydle.
      Zauważyłam, ale liczyłam ostatkami sił, że to tylko mi się tak wydaje.

      Usuń
  3. Jestem wierząca,ale nie potępiam ludzi którzy wierzą w co innego. Dla mnie jest nawet smutne kiedy słyszę,że kogoś wyrzucili z domu ,bo był homoseksualistą. Jeśli to ich dziecko to powinni go kochać,a jeśli są katolikami to powinni mu jakoś pomóc,nie wiem. W sumie ostatnio częściej jestem wątpiąca jak widzę,że kogoś się bije tylko dlatego,że jest homoseksualistą,Żydem czy Cyganem. To jest człowiek i nawet jeśli robi coś co się nie zgadza się z religią to powinno się go po prostu kochać jak człowieka.
    Tamta kobieta źle zrobiła mówiąc Cat takie rzeczy. W końcu sąd następuje po śmierci i sądzi Bóg a nie ludzie. A nikt nie wie co On sobie postanowił zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomóc...tylko jak, pomóc? Tu nie ma co pomagać. Po prostu kocha osoby tej samej płci...tylko faktycznie ewentualna pomoc, jaką mogą nieść rodzice, to nieraz walka ze społeczeństwem, żeby zaakceptowało ich dziecko. A jak widać, walka łatwa to nie jest. Ale cóż...według katolicyzmu, jeśli pomagają dziecku które jest odmiennej orientacji, wspierają go w grzechu. I chyba w ten sposób sami grzeszą. Przynajmniej tyle doktryny i one nieraz chyba nie pozwalają właśnie w pewien sposób...być otwartymi. Chociaż i w kościele to się zmienia powoli chyba, od czasu kiedy Franciszek jest papieżem:)
      Może i zrobiła źle ale...kto nie wierzy w Jezusa, według chrześcijan, nie ma szans na zabawienie. Powiedziała, co uważa za prawdziwe. I może jasne, nie wiadomo, co na to naprawdę Bóg...ale tyle znowu mówią doktryny same w sobie.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Cały albom Hoziera jest genialny moim zdaniem:)

      Usuń
  5. eh jestem wierzący i jestem katolikiem, ale daleko mi do świętości niestety, nie wszystko rozumiem i nie we wszystko wierzę jednak co mówią księża, zdaję sobie sprawę, że kościół katolicki odrzucił od siebie homoseksualistów, sam jestem hetero i nie wyobrażam sobie żeby było kiedyś inaczej ale nie mam zamiaru nikomu wchodzić do łóżka, co do sterowania życiem przez kościół w naszym kraju to owsem próbują wywierać wpływ, ale czy inaczej jest z niewierzącymi czy przedstawicielami innych religii? każdy próbuje po prostu przekonać do swoich racji i wszystko wg mnie ok, póki trwa sensowna wymiana argumentów a nie pojawia się nieuzasadniona nienawiść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja nie mówię, że każda wiara powiedzmy, musi kochać i akceptować wszystkie rzeczy. Każda wiara ma swoje zasady, jasna sprawa. Ale nienawidzę pewnego propagowania nienawiści, co ma miejsce z udziałem pewnych ludzi do kościoła należących, pewnych nawet wysoko postawionych hierarchów choćby. Nie rozumiem, że jedna wiara nie może zrozumieć, że nie tylko ona istnieje choć...założeniem religii jest ponoć i ekspansja. I nie dziwi mnie w ogóle w tyk kontekście powiedzenie, że gdyby nie religie, byłoby o połowę mniej wojen- zauważ, mówię tu o wszystkich religiach. Bo wojna tkwi w człowieku, niezależnie od wyznania niestety. I powiem ci, że owszem, większość religii chce coś narzucać ale...zauważyłam, że jednak niektóre wyznania są w tym mniej zajadłe. Jak Hinduizm, akceptujący inność bo z zasady składa się z wielu wyznań i znajduje miejsce dla każdego boga. Jak Buddyzm. Jak Sufizm, jedna z odmian Islamu. Co więcej, mam wrażenie że po prostu im większy instytucjonalizm, tym większa opresyjność. Ale to chyba nie powinno dziwić, prawda?
      A nienawiść niestety, póki co pojawia się zawsze.

      Usuń
  6. Jestem wierząca owszem, ale moja wiara nie polega na siedzeniu w pierwszej ławce i ślepemu przytakiwaniu innych.
    Wychodzę z założenia, że nie trzeba trzy razy dziennie latać jak ze sraczką do kościoła i obnosić się ze swoją wiarą wszem i wobec.
    Mało tego wstyd mi za tych wszystkich kościółkowych, w których nie ma za grosz tolerancji! Kogo obchodzi z kim śpimy i kogo trzymamy za rękę?
    Czy to jest ważne? Cholera mnie strzela jak słyszę te wszystkie chamskie komentarze i obelgi kierowane do ludzi odmiennej orientacji.
    Wyzywa, pluje w twarz, a potem idzie i odprawia modły w kościele!
    Ludzie są obłudni w głowie mi się to wszystko nie mieści!!!
    A piosenkę lubię, teledysk od początku do końca obejrzałam raz, więcej nie byłam w stanie.
    Ściskam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu patrzysz po swojemu. I tutaj kiedyś Cat zapytała mnie- to jej pytanie, nie moje- po co mam określać się katolikiem, albo jak mogę to robić, skoro wybieram sobie pewne rzeczy z wiary? Jestem chrześcijaninem, ale nie katolikiem. I to pytanie nieraz osobiście mnie zastanawia chociaż jak mówię, to nie moja część. Bo ja akurat już prawie zapomniałam, jak działają te zasady że tak powiem:)
      Ale fakt faktem...nie chodzi o religię, tylko po prostu o nienawiść. Przyczyny można zaleźć tu różne zapewne, ale wtrącanie się w cudze życie, ocenianie, agresja wobec niego..to coś, czego pojąć nie umiem, a może nawet i nie chcę. I jak widzę, masz podobne podejście.
      I dla niektórych okazuje się to ważne ale..na co, po co, dlaczego? Mówię, mi się wydaje, że to często wynik własnej niepewności do co życia.
      I są. Jak to było w Biblii nawet, widzą drzazgę w cudzym oku, a w swojej nie widzą belki.
      I nie dziwię się, za dużo razy oglądać go nie można.
      I wzajem :)

      Usuń
    2. Kurczę dałaś mi do myślenia...
      Czy wybieram sobie pewne rzeczy z wiary? Nie wydaje mi się, ja po prostu nie poddaję się nagonce innych ludzi.
      Moja wiara nie jest ślepa. Może rzeczywiście wiele brakuje mi do przykładnego katolika, ale czasem tym "udawanym przykładnym" więcej można zarzucić niż tym, którzy od wiary zupełnie odeszli.
      Dla mnie jest to kompletnie nieistotne. Nie ma dla mnie znaczenia jakiego kto jest wyznania. Ale uważam, że obojętnie w co byśmy wierzyli i jakiej religii się oddawali powinniśmy kierować się zdrowym rozsądkiem. Szacunek i kultura to podstawa, którą wpajają nam od dziecka. Szkoda, że tak wielu z nas o tym zapomina.

      Usuń
    3. Znaczy, ja nie mówię że ty sobie wybierasz, to bardziej takie pytanie ogólne, z serii gdybania. Bo sama nie wyobrażam sobie człowieka, który jest w stanie przestrzegać WSZYSTKICH zakazów i nakazów w jakiejkolwiek religii. Bo człowiek jest człowiekiem i właśnie, ma tez swój rozsądek. Ale właśnie kiedyś w takiej dyskusji padło, że ktoś, kto chce się określać powinien chociaż PRÓBOWAĆ te zakazy i nakazy przestrzegać. Ja sama oczywiście nie mam tu żadnej odpowiedzi. Bo też powiedzmy, choćby to, że zasady w każdej religii często się wykluczają, bo religie były tworzone tysiącleciami..więc dla mnie raczej nie sposób. Ale po prostu na to się różnie patrzy, o to mi tez przede wszystkim chodzi:)
      I też nie wpaja się jej chyba każdemu...

      Usuń
  7. Sama nie jestem ani skrajnym katolikiem, ani też kimś totalnie przeciwnym. Jestem po prostu gdzieś po środku i po części zgadzam się i z jednym i z drugim. Tak samo jest w kwestii tego, czemu się sprzeciwiam.
    Pytasz jak dwóch całujących facetów może być "obrzydliwych"? A no może. I nawet jeśli nie chodzi tu o poglądy, to chodzi o poczucie estetyki. Coś w stylu - jednego nie rusza widok krwi i rozprutych wnętrzności, a inny od razu zemdleje albo zacznie wymiotować. Tak samo w tym przypadku - jednego taki widok nie ruszy, a inny może stwierdzić, że to jest po prostu niesmaczne. Mi osobiście homoseksualizm nie przeszkadza, ale dwie całujące się dziewczyny jestem w stanie zaakceptować prędzej, niż mężczyzn. Myślę, że to przez estetykę właśnie - coś mi się nie podoba i tyle. Jak chcą, to niech się całują - byle nie przy mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm...a mnie zastanowiło to poczucie estetyki. Tak ogólnie. Mówi się, że w ogóle kobiety całujące się na ulicy są bardziej estetyczne. Co ciekawe, w wielu kulturach nikt tego nie powie, np.w Indiach, gdzie to mężczyźni mają mniejsze bariery na dotyk ( np. normalnym w wieku dojrzewania i chłopców jest tam wzajemna masturbacja). I ogólnie, mówi się, że u nas akceptuje się prędzej widok kobiet...przez tzw. kulturę porno, która propaguje dwie erotycznie rozpasane kobiety jako dodatek męskiej podniety. Zasadniczo, większe akceptowanie lesbijek niż geji wynika po prostu ze społecznego, wpojonego nam schematu, to jedna rzec.
      I nie wiem, jak można porównać widok wnętrzności ( swoją droga, kocham widok krwi i widoki na stole operacyjnym, może dlatego) do widoku całujących się ludzi..bo to całkiem co innego. I już nie chodzi o kwestie estetyczne chyba właśnie. Bo mówimy o widoku, który pociąga za sobą cudze życie. Wolność. Szczęście. I równie dobrze tobie i twojemu chłopakowi ktoś może powiedzieć- nie podoba mi się ESTETYCZNIE to że się ze sobą całujecie. Nie róbicie tego na ulicy. Przy mnie. Powie tak z tysiąc osób. Nie podoba im się, że chwytacie się za rękę. Nie podoba się komuś, estetycznie, że jesteście obok siebie. Moim zdaniem słowo estetyka to trochę słowo-wytrych.
      W ogóle nie znoszę zdania ( wiem, nie napisałaś tego, tylko tak mi się nasuwa, nie, to nie atak żaden :D) "niech sobie żyją po swojemu, ale niech robią to w domu, w swoim łóżku, nie na ulicy" i tego podobne zdania. Między innymi dlatego, że jest nieestetyczne ( właśnie często słyszałam ten argument). Dla mnie to jeszcze gorsze słowo niż tolerancja, o którym pisałam wyżej. Wiesz dlaczego? Bo to nie jest otwarta wrogość, tylko wrogość przykryta chmurką hipokryzji która uspokaja sumienie. Mówi- nie jestem agresywny, nie biję, nie zabraniam...ale niech nie robią tego obok. Niech nie żyją po swojemu jak ja widzę. Niech chowają się jak przez wszystkie wieki.Niech nie pokazują, że można żyć inaczej. To bierna, niebezpośrednia agresja i nietolerancja. Tylko dobrze zaawolowana ładnym zdaniem. Tak samo jak opowiadanie kawałów o Żydach- co z tego, że mnie to bawi, przecież nie paliłem ich w Oświęcimiu i nawet jak tam byłem to było mi przykro.A to też antysemityzm, tylko że łagodniejszy. A łagodniejsze formy cóż...nie od dziś wiadomo że prowadzą do brutalniejszych:) Ja przynajmniej w dużej mierze tak to widzę, po swojemu:)

      Usuń
    2. Też właśnie nie całuję się na ulicy ani w miejscach publicznych, by nie zaburzać nikomu harmonii - to raz. A dwa - nie czuję takiej potrzeby obściskiwania się w miejscach publicznych, na oczach wielu ludzi. :D
      To może tak - ogólnie dla mnie niesmaczne jest "lizanie się" w miejscu publicznym - nie ważne czy robią to dwie kobiety, dwóch mężczyzn, czy para składająca się z mężczyzny i kobiety. Po prostu uważam, że od takich miejsc są domy i tyle. No i żeby znów nie było, że przeszkadzają mi jakieś "buziaki" czy coś - co to to nie. Przeszkadza mi tzw. "lizanie" - żeby było jasne o czym piszę. :P (chociaż totalnie nie podoba mi się to określenie).
      Co więcej mogę powiedzieć? Mi osoby homoseksualne w niczym nie przeszkadzają. Ludzie, jak ludzie. Ale to temat rzeka - bo jak pisałam, jestem gdzieś po środku tego wszystkiego i mogłabym zacząć wytykać kolejne rzeczy przy których będę na nie oraz pokazywać to, przy czym jestem na tak. Ale tak jak pisałaś w notce - takie wywody niczego nie wnoszą, więc odpuszczam. :P

      Usuń
    3. Wiesz, wyszłam z założenia, że ogólnie ci to nie przeszkadza, skoro napisałaś, że kobiety to spoko :D
      Lizanie, a całowanie to dla mnie akurat dwie różne rzeczy. I chodziło mi o całowanie, nieznaczne, czułe, a nie badanie sobie migdałków.

      Usuń
  8. Co za obłuda, co za hipokryzja, co za zaślepienie, znieczulica, kompletny brak myślenia. Mówie o tym jak ci rodzice od siedmiu boleści potraktowali Twojego przyjaciela.
    Teledysk jest prosty, nie prowokacyjny, ale bardzo wymowny. Choć to przykre naprawdę to, co pokazuje.
    Też mam nieraz wrażenie
    że ludzie dają sobie zdecydowanie zbyt duże prawo do oceniania i potępiania innych. Jestem na to dość wrażliwa, no i cóż, boli mnie to, nawet jeśli mnie bezpośrednio nie dotyczy.
    Pięknie to zawsze mówisz, Frida: najpierw zawsze jest człowiek, dopiero potem kobieta, mężczyzna, czy homoseksualista.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wielu rodziców zachowuje się w ten sposób. Może nie drastycznie, wyrzuca z domu, ale odcina się od dorosłych już, samodzielnych dzieci, nie rozmawia, pomija temat, truje stale, że powinny się leczyć....ale na szczęście jest też i wielu wspaniałych rodziców:)
      Mnie właśnie ta prostota też cholernie rusza...prosty przekaz jest najwymowniejszy.
      A pewnie że dają. A okazuje się, że każdy po prostu ma prawo do swojego życia. I..jednak dotyczy to każdego z nas, tylko właśnie, nie zawsze bezpośrednio to odczuwamy.
      Tego akurat też się nauczyłam od kogoś:)

      Usuń
    2. No właśnie, taka prostota nieraz najbardziej przemawia. Skojarzył mi się teraz film "chlopiec w pasiastej piżamie", spodziewałam się, że bedzie bardzo hm, brutalny. Tymczasem okazał się być dość oszczędny, ale i tak bardzo wymowny i poruszający.
      A mogę spytać od kogo? :) (noo, pytać wlascwie zawsze moge ;p)

      Usuń
    3. Widziałam ten film, czytałam książkę i...uwielbiam, jeśli to jest dobre słowo w ogóle.
      Od Kordiana:)

      Usuń
  9. Nie wierzę, że Bóg, którego nazywają "Miłością" może skazać kogoś na wieczne potępienie za miłość... Ja wierzę w Boga, ale nie takiego, jakim karmią nas największe religie. Po prostu wiem, że tam jest, i to mi wystarcza.

    Wiem, że ta piosenka jest dość popularna ostatnimi czasy, ale nigdy jej nie słyszałam. To mi uświadomiło, jak dawno nie słuchałam radia... Ale nieraz lubię piosenki, których słów nie znam i nie rozumiem, bo melodia wpada w ucho, więc raczej nie dziwię się tej koleżance.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś usłyszałam, że to my sami, przez swoje czyny bądź niewiarę się skazujemy na piekło :P I dobrze:) Bo to prywatne czucie też.
      A ja jakoś od niedawna na radio się przerzuciłam przy domowych czynnościach po prostu:) Ja jakoś muszę poznać tekst, inaczej dla mnie piosenka jest po prostu jakaś...niepełna.

      Usuń
  10. Miłość jest miłością. Szanuję i toleruję wszystko, nie wchodzę z butami w życie innych ludzi i szczerze się cieszę, jeżeli to, jak żyją i kim są daje im szczęście.
    A w kwestii wiary wszelakiej... Dla mnie zawsze na pewnym poziome z każdej religii robi się instytucja, a z tego pewne narzędzie manipulacji. Dlatego po prostu mam swoje wierzenia, własne. Ostatecznie wszystkie religie jako nurty filozoficzne opierają się na podobnym filarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie wszyscy potrafią po prostu uszanować cudze wybory, a co dopiero cieszyć się z cudzego szczęścia.
      Dlatego ja od długiego już czasu unikam wszelkiej formalizacji, instytucjonalizacji czy nawet bezpośredniego określania swojej wiary jaką nazwą. Bo wiara jest, jak pisałam, jak właśnie rzeka, która przepływa przez człowieka. Jak można ją poskramiać formułami?
      I to też fakt. Tylko w zależności chyba od ludzkich losów tak bardzo się wszystko pozmieniało.

      Usuń
  11. Moja pamięć do tytułów utworów jest straszna. Myślę sobie "Rany, co to za piosenka? Nie znam". Ale wystarczyła chwila, kilka pierwszych dźwięków i już wiedziałem o co chodzi ;D.
    Wiesz. Ja rozumiem też Cat. W sensie... Jak byłem młodszy wierzyłem w Boga, wiesz? Ludzie, którzy teraz mnie znają pewnie by w to nie uwierzyli, ale tak było. Czułem się wtedy bezpieczny. Ale wraz z dorastaniem widziałem coś, co nie było w porządku. Kościół grzmiał, że nie każda miłość jest w porządku, a seks tylko po ślubie. Że masz całe życie żyć tak, jak się urodziłeś (chłopcem albo dziewczynką), nawet jeśli czujesz całym sobą, że zaszła pomyłka, że to nie tak powinno wyglądać.
    Wyzywanie, nienawiść. Chyba coś ostatecznie rozpadło się w małym sercu małego dziecka, gdy koleżanka powiedziała, że mój biseksualizm to tylko fanaberia, Szatan i inne gówno - tylko dlatego, że w religii jest to niby niezgodne z porządkiem. Jakim, nie wiem sam, bo nie ma o tym słowa w Bibili. Ale wiesz, na historii ostatnimi czasy miałem dużo o chrześcijaństwie i coraz bardziej mnie ta religia przeraża. Panuje opinia, że ortodoksyjny Islam jest straszny, ale chrześcijaństwo wcale lepiej się nie maluje. Zabijano tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi i dzieci, bo jakiś frajer ubzdurał sobie, że to sprawi, iż inna nacja odda miasto kościelne. Wyrzynano ludzi o innych wierzeniach, bo nie uznawali Boga. Przecież to chore.
    Albo te żarciki, że nie wiedzą jak mówić na Grodzką, czy to pani, czy pan. Że to nie jest kobieta, bo miała fiuta. Że gej to nie człowiek, bo to gej. Tyle w tym nienawiści. Że nie możemy kłamać, bo Bóg uważa to za grzech. Ale my jesteśmy ludźmi. Jak spytałem koleżanki (ówczesnej) czy mam powiedzieć jej, że według mnie jest głupia i pusta to będzie w porządku - obraziła się na mnie. A przecież zrobiłem to, co chciała, byłem szczery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, już wiesz:) Dziwne, gdybyś tego nie znał, bo jednak właśnie ograne to jest wszędzie aż do przesady obecnie. Teraz może już mniej, ale ten miesiąc-dwa temu...
      Ja wierzyłam tak samo. Zresztą, do teraz wierzę ale w innych bogów, ale tak, w tego samego Boga wierzyłam jako dziecko ale...już od dziecka właśnie wątpiłam. Bo za dużo hipokryzji widziałam wśród ludzi którzy w niego wierzą. Kłamałam na każdej spowiedzi i nigdy nie czułam się bezpiecznie jakoś w kościele...bezpieczniej czułam się w lasach i na bagnach:) Jak to wiedźma :D
      I cóż, jak najbardziej rozumiem, dlaczego właśnie pewne poczucie bezpieczenstwa zostało utracone. Zresztą, wielu z nas miało taki moment...jak Cat po śmierci Vince'a choćby. Wcześniej albo później. Coś przestało pasować w całej idei. Stała się krzywa, jak w krzywym zwierciadle.
      Fanaberia...w ogóle nienawidzę tego słowa, fanaberia, w odniesieniu do orientacji...jak to lekceważąco brzmi. I powiem tak, każda ortodoksja jest chyba po prostu przerażająca i straszna. Bo każda ortodoksja ostatecznie prowadzi do fanatyzmu, a ten do przemocy
      I żarciki to straszna rzec. Bo pozornie niewinna, nie można się przyczepić...a rani najbardziej. To tak jak z każdym żartem antysemickim czy rasistowskim. Nie wiem jak ludzi może to bawić. Może czasem, ok, każdy z nas jest człowiekiem i głupio nie pomyśli..sama nieraz nie pomyślę. Ale tak? Mówi się że owszem, humor ma swoje prawa...ale zbyt często zmienia się po prostu w broń.
      I dokładnie. Byłeś szczery. Do bólu.

      Usuń
    2. Czasem żarciki rasistowskie mnie bawią. Ale tylko wtedy, jeżeli wiem, że osoba, która je wymawia nigdy w życiu nie skrzywdziłaby człowieka ze względu na odmienny kolor skóry, rasę. Wiesz, kiedy wszyscy w towarzystwie wiedzą, iż żart pozostaje żartem, a nie ukrytą agresją. Wówczas jest w porządku.

      A tak apropo wątpienia, to pierwszy mocny przełom był u mnie też przy stracie. Kiedy odszedł ojciec od nas. Wiesz, pomijam całą historię, to nagle wszyscy go potępiali i dalej co po niektórzy mają żal nie dlatego, że zignorował całkowicie obecność dziecka w swoim życiu, ale ponieważ zostawił żonę, zdradzał i postanowił odejść. Wiesz, z jednej strony rozumiem ten żal, złość i nienawiść z tego tytułu, z którą się spotkał. Ale z drugiej strony, mówimy o osobach chrześcijańskich, które ponoć powinny wybaczać, prawda? I, co dziwne, to ja zwykle uspokajam tę część rodziny, która dalej to przeżywa, mówiąc, że to było i nic tego nie zmieni, a ponadto dobrze się stało. W końcu nikt nie chce widzieć nieszczęśliwych rodziców. Ale tak czy inaczej, sam fakt, że odszedł i zostawił mnie sprawił, że coś się złamało. No bo wiesz. Zawsze mówiono, że Bóg jest dobry. Że nie krzywdzi. A tu nagle widziałem łzy mojej matki, jej wielką rozpacz, sam także cierpiałem... a miałem jedenaście lat, więc to było dla mnie niepojęte.
      Nigdy nie dopytałem, jakich bogów? Kojarzy mi się to z pogaństwem, co zdarzyło mi się czytać u Ciebie i u Królika. I jestem niemal tego pewien.
      Ja nie wiem w co wierzę obecnie. Wydaję mi się, że szukam. Czasem, gdy jest ciężko proszę coś bliżej nieokreślonego (naprawdę, "kimkolwiek jesteś, pomóż proszę" - tak zwykle brzmią tego typu słowa).
      Jak tak sobie przypominam, dla mnie zawsze wielkim stresem było uczestniczenie w mszy albo... modlitwa. Nie wiem dlaczego. Być może z powodu mojej matki, która z racji tego, iż jest wierząca nie akceptowała pomyłek. Źle wypowiedziana modlitwa, niecierpliwość podczas nudnej mszy, rozglądanie się po pozłoconym, zimnym pomieszczeniu, obserwowanie ludzi, to zawsze ją drażniło, a ja zawsze to robiłem. A już spowiedź to doprowadzała mnie niemal do zawału serca. Nie mam pamięci do formułek, więc zawsze bałem się, że coś pokręcę. I zawsze coś mówiłem źle, zresztą.
      Może bezpieczeństwo było złudne. Ale jakieś było.

      Usuń
    3. No jasne, w mniejszym gronie, gdzie wiesz że że tak powiem ziarno nie padnie na podatny grunt, nikogo nie obrażasz- to jest w porządku. Ale w innych sytuacjach cóż, trochę mnie jednak mierzi.

      No tak. To przypomina mi historię znajomego, który w wieku 8 lat przestał wierzyć, bo jego rodzice sie rozwiedli i jego mama była za to potępiana, mimo tego, że facet ją bił i się znęcał. Więc...trochę mi się tak kojarzy. Pewne wyjście z kokonu i przejrzenie na oczy, wiesz o co mi chodzi pewnie.
      Oni nie mają konkretnych imion, a raczej mają każde z nich, powiem oględnie:)
      I rozumiem owe szukanie akurat.
      Mhm. Czyli byłeś deprymowany, szkolony że tak powiem, zamiast czuć boga.

      Usuń
  12. Jak ja się cieszę, że tu trafiłam. Tekst połknęłam w całości, szczególnie ze względu na piękny styl - masz naprawdę wielki talent, który sprawia, ze czyta się Ciebie tak łatwo... Ale też ze względu na temat, który poruszyłaś i który mnie samą od wielu miesięcy męczy.
    Jestem katoliczką, silnie wierzącą i praktykującą. Nie, nie jestem katoliczką. Jestem chrześcijanką, bo nie umiem pojąć, jak można kłócić się z własnymi braćmi i siostrami o coś, co jest tak ziemską i błahą rzeczą, jak zwierzchnictwo papieża. Tak więc jestem chrześcijanką, która wierzy, że nie ma prawa oceniać. I to, co tak pięknie ujęłaś w tekście, to dokładnie moje myśli. Nie uważam, by ktokolwiek na tej ziemi miał prawo powiedzieć drugiemu człowiekowi, że jest złym człowiekiem, że nie zasługuje na miłość, że będzie się smażył w piekle. Nie, po prostu nie. Jako chrześcijanka wierzę, że człowiek został powołany do miłości i tylko do niej, to od niej wszystko się zaczęło i na niej się wszystko skończy. I myślę też, że wiele osób, wierzących, czy też nie, w miłość wierzy. Mam ochotę wyrywać sobie włosy z głowy gdy widzę wokół tyle nienawiści. Kto dał innym prawo do tego, by uważać się za lepszych? By oceniać?
    Jedna rzecz tak potwornie mnie zasmuciła - twoje doświadczenia z katolicyzmem. I to jest właśnie najlepszy dowód na to jak beznadziejnie rozwija się dzisiejszy Kościół; jak zamiast na miłości, która jest głównym celem, skupia się na szczegółach, które w ogóle nie należą do naszej roli. Dlatego nie zawsze zgadzam się z klerem; dlatego wierzę, że każdy powinien mieć prawo wyboru do życia w celibacie, czy poza nim. Dlatego uważam się za chrześcijankę, a nie odłam. I nie chcę żebyś odebrała to jako jakieś chore nawoływania do nawrócenia, broń Boże (o, ironio)! Poczułam po prostu, że muszę się tym podzielić.
    Według mnie do końca nie można stwierdzić kto do piekła trafi, a kto nie. To jest coś, czego człowiek nie pojmie i co nie leży w ogóle w jego ziemskiej kompetencji. Uwaga, drastyczne, ale Hitlera Bóg także kocha, tak samo jak każdego innego. I nie ma rzeczy, która by go tej miłości pozbawiła. Wystarczy przeczytać Słowo Boże ( swoją drogą czasem mam wrażenie, że Ci, którzy wygłaszają z ambony mają jakąś własną interpretację, która w ogóle mija się z tym, co jest jasno i przejrzyście napisane). Bóg kocha wszystkich od zawsze i na zawsze, nie ma rzeczy, która mogłaby sprawić, że przestanie. Nie ma i już. Czy się komuś to podoba, czy nie.
    Homoseksualizm? Wolna wola. Bóg kocha też homoseksualistę i za niego Jezus także oddał życie. I nie ma nic, co sprawi, że to się zmieni - a już na pewno nie fakt, że Kościół składający się z grzesznych ludzi tak postanowi. Bóg nikogo z miłości nie wyklucza.
    Nikt nie ma prawa oceniać. Żyjmy tak, by się dogadać. Jeżeli homoseksualista żyje, to znaczy, że Bóg tego chciał. I tyle. Koniec. Nic nikomu do tego.
    No dobrze, rozpisałam się i jestem pełna emocji. Jeszcze raz się powtórzę, piękny tekst ;)

    http://dziennik-miedzymiastowy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy wpis, dający do myślenia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam ten kawałek, a też wcześniej nie widziałam teledysku. Jak się wczuję w słuchanie piosenki to nieraz mam łzy w oczach, więc pomyśl co było jak obejrzałam jeszcze teledysk. I kurczę, teraz tak mnie naszło, że skoro niektórzy nie ogarniają tekstu i myślą, że jest o czymś innym to teledysk też mogą odebrać jako... nawoływanie do takiego zachowania? Jakiś homofob patrzy na to z zachwytem i krzyczy do kompa czy telewizora, że tak zajebiście, tak trzeba robić z "pedałami". To jest dopiero przerażające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nie spojrzałam na to w ten sposób? W sensie, że to można tak odebrać? Wydawało mi się to tak absurdalne pewnie...ale okazuje się, że w życiu sprawdza się aż za dużo tego rodzaju absurdów...

      Usuń
  15. Miłość to miłość. Nieważne czy kobiety do mężczyzny, czy kobiety do kobiety. Wiele ludzi nie rozumie, że chodzi tu o te uczucie, które oni sami chcą czuć, a innym chcą tego zakazać. Wierzę w Boga (chociaż do katolika mi daleko, do kościoła też, a do księży to już w ogóle), ale uważam, że on wspiera wszystkich, nikogo nie skreśla z powodu miłości. Przecież to najważniejsze przykazanie, a szkoda, że wiele 'katolików' w tych swoich szyderstwach, hipokryzji o tym zapomina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też właśnie mam takie wrażenie tylko...ludzie wierzą na różne sposoby. I oczywiście maja do tego prawo, ale przerażające jest, gdy wiara po prostu wchodzi, depcze wolność drugiego człowieka.

      Usuń
  16. Nie umiem się odnieść do Twoich słów, mimo to jakoś tam się postaram. Gorzej czy lepiej - nie wiem.
    Wierzę w innego Boga, niż Ty. Ale fakt, że jestem chrześcijanką nie ma tu nic do rzeczy. Bo każda wiara jest takiej samej rangi, ani lepsza, ani gorsza, po prostu inna. Obecnie sytuacja w Kościele jest dość... skomplikowana. To nie ta sama wiara, którą wyznawali moi pradziadowie, i szczerze, boli mnie to. Dlatego staram się by moja wiara brała źródło z korzeni, a nie z tego, co jest teraz. Dlatego też mam inne spojrzenie.
    Najbardziej dotknęła mnie opowieść o Twoim przyjacielu, Pawle. Zachowanie jego rodziców - nie mnie to oceniać - było niezgodne z zasadami, które sami wyznają. Takie zaprzeczanie samemu sobie.
    Nietolerancja jest wszędzie, nie tylko wśród chrześcijan. W Polsce z tą religią się kojarzy, bo chrześcijan jest tu najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tu gorzej czy lepiej...po prostu, po swojemu:)
      Wiesz, dlatego ja pisałam na końcu- nie chodzi mi o Boga, o jego imię, teologiczne spory...tylko o podejście ludzi nieraz. I zdaję sobie sprawę, że istnieje pewien rozdźwięk w doktrynie, wiele wątpliwości...ale mi chodzi po prostu o fundamentalne prawo do wolności i szacunek. Jak zawsze:)
      Czy niezgodne? Nie dawali przyzwolenia na grzech. Według Starego Testamentu, zachowanie godne pochwały, no nie?
      I jasne, że jest wszędzie, nie przeczę. Ale właśnie tą najbardziej widać, rzuca się w oczy, dlatego też ona i u mnie wysunęła się na pierwsyz plan, bo sama jej doznałam:)

      Usuń
  17. Świetna piosenka (zresztą cały album też jest niczego sobie, warto posłuchać), którą miałam 'szczęście' znać dużo wcześniej jak jeszcze nie była 'ograna do porzygu' ;p,
    Hm.. I z mojej strony podejście jest takie, że nawet nie ma co komentować, bo dla mnie to normalne, nie widzę w homoseksualizmie nic innego, dziwnego, dla wielu niestety jeszcze tak nie jest. Mimo mojej wiary, mam takie podejście, bo wierzę w Boga, jednak trochę na swoich zasadach, jeżeli można tak powiedzieć i jeżeli to nadal jest wiara, dla człowieka patrzącego z boku. Dla mnie jest i jesteśmy w bardzo dobrych koleżeńskich stosunkach i myślę, że Bóg jeżeli istnieje (tak, moja wiara jest nadal pełna wątpliwości), to jest zapewne bardziej wyluzowany niż dzisiejsi chociażby księża, a jeżeli istnieje i podobnież wszystko stworzył to przecież homoseksualistów też stworzył, przecież oni sami sobie tego nie wymyślili i pewnego dnia nie powiedzieli: o a tak żeby było fajnie, zostanę homoseksualistą! Przecież to nie istnieje od dziś, czy od dwudziestu lat, a zapewne od zawsze, choć może niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy. I ostatnio na jednym z blogów przeczytałam komentarz, z którego wynikało, że Bóg mnie ukarze za czytanie blogów gejów :D. Uh straszne... Na szczęście to już sprawa tylko i wyłącznie pomiędzy mną a Nim :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem, że cały album, bo go znam...aż do porzygu :D
      Wiesz, ja już wyżej zapytałam o to, co zapytała mnie kiedyś Cat- i ja nie mam na to odpowiedzi, żeby nie było-czy wiara po swojemu, po części i tak dalej, może być jeszcze określana jakąś nazwą? W sensie, czy katolik, który uznaje część doktryny, nadal jest katolikiem? Bo to tak- słowa Cat- jakby sobie coś "wybierał". To taka moja zagwostka akurat:)
      I ja wychodzę akurat z podobnego założenia...ale słyszałam, że to taka próba ponoć :P


      Usuń
  18. Trafiłąm przypadkiem na teledysk. YT mi go wywaliło i cieszę się. Oglądałam nie raz teledysk i uwielbiam tą piosenkę szczególnie "jak pies w świątyni Twoich kłamstw" często czułam się takim psem w kościele... Serio. Choć zdziwiłam się,że odważnie puszczają to w radiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też w pewnym momencie, jak byłam jeszcze wierząca w katolickiego boga, tak właśnie się czułam. Ale u mnie to już przeszłość akurat.
      I też mnie to zdziwiło. Ale jak widać, jak coś popularne, to już się nie boją. I wielu ludzi nie skupia się na kawałkach w radiu.

      Usuń
  19. jestem wierząca, ale niczego nie robię na pokaz, tak jak niektórzy u mnie w miejscowości w kościele aniołki a po za tym by Ci nóż w plecy wbili. Tolerancja musi być...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, na świecie chodzi wielu takich hipokrytów...Wiesz. Wcale nie musi. To jest właśnie rzecz wyboru.

      Usuń
  20. Jak na potęgę ludzie którzy nie znają jakiegoś języka śpiewają piosenki mimo że nie wiedzą o czym jest tekst.

    Co do Boga. Wierze że istnieje natomiast nie wierzę w Kościół. Nie można powiedzieć że ktoś jest w piekle że teraz brata się z diabłem wkurwia mnie takie coś. Skąd możemy być pewni gdzie teraz znajdują się te osoby. Nie znamy tego co jest po życiu. ludzie wierzą w Boga i jego miłość to czemu sądzą z jest on w stanie wyrzec się ich. Nikt nie jest idealny kurde. Poza tym świat się zmienia granicę się przesuwają a kościół tego nie dostrzega. Może tego nie rozumiem. Nie uważam seksu przed ślubem za grzech. To jest natura ludzka. Wyrażanie miłości. Jak można karać za miłość.

    I jeszcze jedno co mnie ostatnio naprawdę zraniło. Kościół gada tyle rzeczy na temat Boga i nieba. Skąd to wszystko wie. Zabolało jak usłyszałam na religii że w niebie będziemy kochać tylko Boga że miłość do osoby z ziemi zniknie bo miłość do Boga wystarczy. To po co to wszystko na ziemi. Nie słucham Kościoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego, ja serio zawsze wolę poznać tekst:)

      Wiesz, ja mówiłam, nie oceniam żadnej religii, dla mnie są w gruncie rzeczy jednym...ale chodziło mi właśnie o ludzi. O ich podejście do pewnych spraw i sączącą się z ich ust nienawiść...zresztą, nie tylko ust. I nikt nie jest idealny...ale ponoć do ideału powinien dążyć, tak kiedyś słyszałam.
      I jak się okazuje..można. W wielu kulturach, religiach. Aczkolwiek, presja sprowadzana na ludzką seksualność bierze się z tego, że za pomocą seksu łatwo wywierać naciski społeczne właśnie.

      I niby są głosem boga, tak głosi jedna z dokrtyn, nie? Są spodkobiercami.

      Usuń
  21. Mi miłość nigdy nie kojarzyła się z jakąkolwiek rozkoszą. Nigdy nie kojarzyła mi się z np: z sypialnią, bo od zawsze ludzie uprawiali seks bez miłości. Miłość kojarzyła mi się zawsze z cierpieniem. Właśnie dlatego, że jestem chrześcijanką miłość tak mi się kojarzy. Bo Jezus oddał życie za nas wszystkich. Nie ważne, czy ten ktoś okładał swoją żonę pięściami, zabijał bliźnich - Jezus oddał za niego życie, bo go bezgranicznie kochał. Zadawaliśmy mu rany, a on nas kochał. A tekst "kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień" zawsze odbieram jako komendę do zastanowienia się. Wiadomo, że nikt nie jest bez grzechu. A co jest grzechem? Wychodzę z założenia, że ja jako osoba w Boga wierząca i oddająca mu swoją wolę każdego ranka wiem, co jest grzechem, bo robiąc coś wbrew własnemu sumieniu po prostu to odczuwam.

    Bóg nigdy nie ocenia. To ludzie przyjęli taką postawę, bo to ludzie oceniają ;) Rezygnując z raju, w którym mieliśmy wszystko, sami skazaliśmy się na drogę szukania odpowiedzi. Dlatego Biblia w rękach ludzi ma tak wiele znaczeń i tak różnie jest interpretowana. Często wyobrażam to sobie tak: ludzie - stado mrówek szukających w popłochu ratunku przed śmiercią, opuszczeniem, brakiem miłości właśnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi właśnie kojarzyła się swojego czasu z rozkoszą, frywolnością i radością przede wszystkim. Owszem, z cierpieniem, poświęceniem również...ale nie w aż takiej dosłowności. I właśnie pewnie dlatego też nie jestem chrześcijanką.
      Ja zawsze mówię że za mnie nie oddał życia ale..to nie wynika z jakiejś dyskryminacji religinej, czy jakiegoś buntu. Bo motyw piękny, ale ja w niego nie wierzę:)

      Dlatego też właśnie pisałam, nie chodzi mi o teologię...a o ludzi. O ich podejście i pierwotny jad sączący się z ich ust i nie tylko ust. I mrówki...coś w tym jest, zdecydowanie:)

      Usuń
  22. A może zakazy i nakazy wymyślili ludzie? A może dobro i zło nie istnieje? A może piekło jest czymś innym niż nam się wydaje? Na wszystko można spojrzeć z innej strony (choć to trudne) i wtedy wszystko nabiera innego znaczenia..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos piekła, które niekoniecznie musi zgadzać się z naszym wyobrażeniem - odnalazłem dowcip, który kiedyś słyszałem. :)
      Ateista po śmierci trafił do piekła. Puka do bram, otwiera diabeł w gajerze od Armaniego, woń Hugo Bossa...
      - Dzień dobry, zapraszam Pana, oprowadzę po naszym piekle. Tutaj są sypialnie, tu natryski, sauna, solarium, jakuzzi, można korzystać do woli.
      Ateista zdziwiony, nie wie, o co chodzi.
      Wchodzą do następnego pomieszczenia. Długi stół, najlepsze alkohole, fura żarcia, chętne dziwki się kręcą, ludzie balują... ateista czuje, że musi być jakiś hak.
      Następne pomieszczenie - biblioteka ze wszystkimi książkami, jakie na świecie wydano, diabły pilnują ciszy, ludzie w skupieniu czytają. Ateista nie wie, o co chodzi.
      Kolejny lokal - kotły, ludzie w smole się prażą, nieludzkie wycie, diabły widłami popychają tych, którzy chcą uciec. Ateista nie wytrzymał:
      - Panie Diable, ale o co chodzi, tu impreza, tu czytelnia, a tu kotły, smoła...
      - A nie, na tych niech pan nie zwraca uwagi, to katolicy, jak wymyślili, tak mają.

      Usuń
    2. Ja osobiście w dobro i zło nie wierzę i cóż...często zadawałam i nadal zadaję podobne pytania:)

      @Myśli: kawał znam, ha! :D Ale uwielbiam:)

      Usuń
  23. Każdą miłość rozumiem, ale jak podejść w takim razie do adopcji przez kochające się pary homoseksualne? Czy w tym przypadku również nie powinniśmy im odmawiać takiego prawa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozwodnikom odmawia się prawa do sakramentu komunii, więc z adopcją bimbasków przez homoseksualistów ma być inaczej?

      Usuń
    2. To bardziej kwestia społeczna, adopcja, niż religijna i odmawianie komunii. Kiedyś myślałam, że nie powinni adoptować dzieci...ale poszłam, swoim zdaniem, po rozum do głowy. Bo myślałam tak tylko dlatego, że chodziło mi po prostu o to, że te dzieci cóż, nie ukrywajmy, będą wytykane palcami, wyszydzane...ale cholera. Każde dziecko dostaje po dupie, nie uchroni się go przed tym. Ja byłam wyszydzana przez ojca alkoholika, dziecko mojej siostry będzie, bo nie jest chrzczone...i co z tego? Dzieci nie trzyma się pod kloszem. Bo to wielka krzywda, większa niż to, że dwa, trzy razy w podstawówce oberwą po mordzie jak dla mnie.
      A lepiej, żeby dziecko miało normalny, kochający dom, niż żeby np. żyło w patologicznej rodzinie czy sierocińcu, no nie?

      Usuń
  24. @Frida cóż to wyznajesz? Jeśli można wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że szeroko rozumiany neopoganizm:) Obrzędowo jestem wiccanką. Ale..to temat-rzeka:)

      Usuń
  25. no i widzisz... znowu myślę podobnie. i toczę ostre boje o te swoje poglądy z wierzącą częścią mojej rodziny. ocenianie kogokolwiek i wytykanie palcami ze względu na orientację nie mieści mi się po prostu w głowie. bóg, jeśli jakiś istnieje, powinien chyba wykazać się większą wyrozumiałością niż ludzie... dlatego katolicka wizja czarno - biała, zerojedynkowa, życia po śmierci również do mnie nie przemawia. ale to tak na marginesie.
    a w ogóle - też obejrzałam teledysk dopiero po przeczytaniu Twojego posta. i miałam ciarki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam to szczęście, że moja rodzina akurat ma takie samo podejście jak ja...trochę gorzej z teściami, ale też jakoś w ostatnich latach...łagodnieją jakby. Ale to też wpływy społeczne, jednak, mimo agresji, pewne sprawy są łątwiej przyjmowane przez przeciętnego Kowalskiego. Choć nadal, nie załatwia to sprawy.
      Też właśnie nie znoszę takiego podziału czarne, białe bo cóż...jak mówią banalne, jest wiele odcieni szarości pomiędzy tym...

      Usuń
  26. Jestem katoliczką, ale moja wiara nie ma wpływu na osądzanie kogokolwiek. Każdy ma swoje życie i poglądy. Przecież to, że ja osobiście czegoś nie akceptuję nie znaczy, że muszę oceniać innych, którzy tak robią.
    Swoją drogą każdy inaczej pojmuje miłość, ma ona różne imiona, co jest piękne. A pojmowanie jej nie zależy wcale od naszej wiary. Przecież każda osoba, niezależnie od orientacji, może być wierząca, to jest jej indywidualny wybór. Nie powinniśmy zacieśniać kręgów.
    W Kościele jest także wiele osób tolerancyjnych, które nie mają na celu nikogo oceniać, a tym bardziej potępiać czy cokolwiek w tym stylu. Oczywiście zawsze znajdą się walczący, ale to jest przecież nieuniknione. W jakąkolwiek dyskusję byśmy się nie wdali, spotkamy zarówno zwolenników oraz oponentów.
    Nie zaprzeczam temu, że Kościół ma nieprzychylne zdanie odnośnie tematu homoseksualizmu, ale czy przypadkien jego wyznawcy także nie są przez to 'obrzucani błotem'? Zaznaczam, że chodzi mi jedynie o samo posiadanie takich, a nie innych poglądów. Mówi się wtedy, że jesteśmy zacofani i nietolerancyjni, często uogólnia się to niestety w stosunku do wszystkich katolików, nawet jeżeli nikogo nie oceniamy, ani nie krytykujemy.
    Podsumowując, uważam, że nikt nie ma prawa do oceniania kogokolwiek innego, oprócz samego siebie. Wyrażajmy poglądy, wymieniajmy się własnym zdaniem, ale nie atakujmy, nie krytykujmy nikogo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadam to pytanie, co innym- nie moje, a pytanie Cat. W sumie, to robię z tego sondę powoli :D Czy jak ktoś wierzy w część doktryny...to nadal ma prawo się określać? Znaczy, ja w pełni to akceptuję, ale to pewnego rodzaju gdybanie po prostu.
      We wpisie jak pisałam, chodziło mi nie tyle o teologię, co po prostu o ludzi właśnie. O ich podejście i o to, że po prostu nie rozumiem..jak można tak nienawidzić, a i nieraz do nienawiści namawiać.
      I nie, ja nie uogólniam tego. Znam wielu wspaniałych katolików, muzułman, ateistów....ludzie to zawsze na początku przede wszystkim ludzie dla mnie, co zresztą mówiłam chyba:) Ale wiem, że wielu też dyskryminuje ludzi wierzących...po prostu, wojny, pewne błoto między różnicami jest zawsze. I tego nie potrafię pojąć.

      Usuń
    2. Rozumiem, że niby kwestionując część twierdzeń określanie się jest poniekąd sprzeczne...ale zależy też w jakim stopniu poglądy danego człowieka są rozbieżne z doktryną. Myślę, że jeżeli nie jest to drastyczna różnica, wciąż ma prawo się określić.
      Nienawiści także nie rozumiem...
      Dlatego też bardzo to w Tobie cenię, to że patrzysz na każdego indywidualnie. Moim zdaniem doskonale wyrażasz swoje opinie oraz poglądy, jednocześnie nikogo nie krytykując. Myślę, że to jest właśnie właściwe podejście- patrzenie przede wszystkim na człowieka samego w sobie ;)

      Usuń
  27. Jestem zdania, że każdy powinien sam decydować o swojej religii, ale chyba musi minąć sporo czasu, żeby cokolwiek się w tej kwestii zmieniło.
    Każdy ma swoje zdanie, wizję i zasady. I to, że ja mam jakieś zdanie a ktoś inne, to nie upoważnia mnie do krytyki tej osoby i obrażania tylko dlatego, że po prostu myśli inaczej. Po za tym żyjemy w takim społeczeństwie, które ma wciąż myślenie schematyczne, nie wychodzi w szersze myślenie. Z homoseksualizmem jest tak jak z tym skąd się pochodzi, jak ktoś np. ma czarny kolor skóry to ludzie myślą, że jest gorszy, a przecież on jest takim samym człowiekiem jak my. I co z tego, że różnimy się kolorem skóry?
    Kiedyś miałam przyjaciela geja i był najlepszym kumplem jakiego mogłam sobie wymarzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w pewien sposób dalej istnieje u nas pewien przymus religijny. Chrzest bo tak wypada, choćby to....
      I właśnie tego nie mogę pojąć, że nie rozumiemy, nie szanujemy tego, że ktoś może myśleć inaczej. A co nam to przeszkadza?
      No to wiadomo o co chodzi:)

      Usuń
  28. Słyszałam tę piosenkę chyba tylko ze 3 razy - nie spodobała mi się na tyle, żeby jej częściej słuchać, ale jak tylko mi się przypomni tytuł, artysta albo tak po prostu, to potrafi mnie ta melodia męczyć kilka godzin lub dni. Więc naprawdę ta piosenka coś w sobie ma o_O

    Wokół widzę, że naprawdę mało osób z pokolenia wyżej niż my toleruje inną miłość niż taka standardowa, utarta, czyli kobieta-mężczyzna. Ale wydaje mi się, że takich ludzi już nie da się niejako "zreformować", bo skoro przeżyli te kilkadziesiąt lat z takim, a nie innym przeświadczeniem, to nie zmienią tego tylko dlatego, że ktoś im to racjonalnie wytłumaczy...

    PS Wiem, że nie powinnam się śmiać, ale pewnie koleżanka męża jest przeszczęśliwa nie z samego "Amen" w piosence, ale też z jej tytułu, nie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo czasem się nie podoba, ale się wżyna w mózg i faktycznie, nieraz to aż trzeba niekiedy przyznać, nawet jak się nie lubi, że kawałek "coś w sobie ma".

      Ale...właśnie. To też kwestia pewnej społecznej rewolucji, kulturowej, a wiesz co się o nich mówi? Cih skutki widać dopiero, jak zginą wszyscy ludzie, co pamiętają stare porządki...więc...przykre z jednej strony, ale jest szansa, że pewne rzeczy się zmienią:)

      I jasne, tytuł też robi swoje :D

      Usuń