piątek, 6 lutego 2015

O zimnej furii i bestii, którą od czasu do czasu jednak trzeba nakarmić.

-No i coś ty najlepszego odjebała kurwa mać?- mówię do swojego skacowanego odbicia w lustrze. Przekrwione oczy, spierzchnięte wargi.
Podchodzę bliżej, patrzę na lekko opuchnięty ślad od uderzenia na policzku.
-Nie zrobiłaś niczego, czego ja bym nie zrobił- słyszę w głowie głos przyjaciela, nie ten miękki, nie Królika. Vincenta. Lekko ochrypły, niski i męski.
No tak. Nie zrobiłam niczego innego niż ty byś nie zrobił. Bo ty też ją kochałeś. Jak wariat tylko potrafi, mówię sama sobie.
I znowu jedna część mnie żałuje i się kaja. A druga jest z siebie dumna i powtórzyłaby to z przyjemnością.

O poranku byłam podekscytowana, kupując jeszcze jej dodatkowy prezent. Obraz, malowana z pietyzmem tyle nocy kobieta wilczyca i kobieta szkielet, tak dal niej symboliczne. I książka z baśniami afrykańskimi, na pewno się ucieszy, myślałam sobie zadowolona. Myślałam o tym, jak jej impreza urodzinowa poprawi jej humor.
Z każdą godziną, gdy się zbliżał przewidziany termin rezerwacji w barze, było coraz gorzej.
Kolejne zapłakane telefony.
Bo On zranił, bo skrzywdził.
Bo On zdradził, przespał się z inną i nawet chce być teraz w otwartym związku.
Bo On jest chory, ma depresję i o wszystko obwinia ją.
Bo Ona nie może go zostawić, załatwiła mu nawet na szybko wizytę u psychiatry.
A Ona go tak kocha przecież.

Z każdą godziną coraz większy wkurw którego Mąż był bezpośrednim świadkiem a Redcar przez smsy. Musiałam i ja się wygadać. Najchętniej wzięłabym jego długie blond kudły i wytargała, przeciągając twarzą po ścianie, po prostu rozsmarowując na jakimś surowym betonie. Nie wiedziałam, jak potem blisko swojej złośliwej fantazji będę.

Ale jeszcze wtedy nie dopadła mnie zima furia, choć Mąż, który nie mógł iść ze mną na tą imprezę przez wysoką gorączkę i chorobę po prostu, patrzył już na mnie podejrzliwie. On jest jedną z niewielu osób, która kocha moją zimną furię. Kocha ją obserwować.

-Mogę tak iść?- zapytałam go, gdy już byłam gotowa, wyszykowana. Mocny makijaż, czarne wręcz powieki, grube kreski dookoła oczu. Krótka spódniczka w kratę, glany. Dawne przyzwyczajenia byłego punka. Glany jako niezbędnik.
-Rżnąłbym.- odpowiedział ze śmiechem i tylko zabronił mi ubrać krawat. Żeby mnie czasem po drodze nie zgwałcili, jak to śmiał się dalej.

Gdy przyszła pod pręgież, pod którym zwyczajowo się umówiłyśmy wcześniej, niż z innymi ludźmi w barze żeby jeszcze pogadać, była pogodna. Jak zawsze. Do pewnego momentu silna, choć czuje ból. Albo dobra aktorka.
Czas na piwo, rzuciłam po prostu, gdy skończyłyśmy i weszłyśmy do baru, gdzie czekała jedna jej znajoma.
Piwo za piwem, czas szybko mijał. Miło. Bałam się, że znowu przesiedzimy kolejne jej urodziny w kiblu, płacząc i rzygając. To jakieś chore urodzinowe fatum, wtedy, od razu po śmierci Vincenta w sierpniu. A tu idealna zabawa. Rozmowy z jej znajomymi, całą aktorską i artystyczną bohemą, wymiana zdań na temat jakoś poszczególnych farb i pędzli.
O tak, mi też marzy się prawdziwy kobaltowy błękit!

Kolejne papierosy w palarni, nawet ona pali, chociaż na co dzień dymu nie może znieść.
-Zawsze cię demoralizuję przecież!- śmieję się. No tak. To po piciu ze mną rzygała na przystankach i ze mną zapaliła pierwszego w życiu papierosa.
Zresztą. Nie tylko ona. Trudno mi nieraz zliczyć ilu ludzi sprowokowałam do picia i palenia. Ilu ludzi wciągałam w ciała bez odbić w lustra. I ją. I moją młodszą przyszywaną siostrę, przecież miała 14 lat gdy pierwszy raz się upiła, ze mną. Czasem zastanawiam się, czy nie jestem w tej kwestii toksyczna. Ale ludzie jednak tego chcą. Pewnego...zdemoralizowania. A ja im to daję.

Ludzie czasem chcą kobiety która zaczęła pić w wieku 12 lat, palić w wieku 10 a 15 nałogowo, ćpała chyba wszystko, uprawiała chyba wszędzie seks. Pierdoli konwenans. Ich to kręci, cudze życie. Mnie to bawi.

Ale imprezujemy dalej. W końcu w palarni ona siada mi na kolanach, zaczynamy rozmawiać i o nim. Zbiera się na łzy, jest blisko, po tych paru piwach, już nadchodzi fala histerii, widzę to, znam ją. Myślę przelotnie, kurwa w tym barze jest tylko jedna łazienka, chujowo jak ją zablokujemy.
Ale Marta mówi pamiętaj o makijażu, zmienia temat, jakoś wszystko odchodzi w czasie.
Znowu śmiech. Jest dobrze.
Podrywam dziewczynę która wygląda jak Ygritte z Gry o tron i zastanawiam się, jak wygląda nago. Myślę o tym, czy nie przyprowadzić zdobyczy do naszego wspólnego łóżka. Mężowi tez by się na pewno spodobała.

Wszystko dobrze. Aż nie zjawia się On. Z Tą Drugą, tą, którą się przespał i zdradził i zranił.
Ta Druga nie wiedziała nawet o tej Pierwszej. To dla niej szok. Po jednym piwie wychodzi.

Schodzimy na ćmika, parę osób, parę kobiet, On schodzi z nami. Próbuje z Nią rozmawiać, oskarża, tłumaczy się, rozgrzesza. Obiecuje, że pójdzie do psychiatry.
Bogowie. Ona przez jego chorobę widzi w nim Vincenta. Tylko tyle. Tylko tyle kurwa- przechodzi mi przez myśl.
Widzi mnie w nim? Super. Ale ja bym czegoś takiego jej nigdy nie zrobił. Ja ją kochałem. I choroba to żadne wytłumaczenie. Sama mi to mówiłaś- ten ochrypły, kochany głos. Głos silnego mężczyzny, który w ostatnim roku swojego życia odnalazł miłość. I pozwolił sobie kochać i przez miłość zadać cierpienie.

On próbuje z Nią rozmawiać, zaczyna ją szarpać.
We mnie rodzi się powoli furia. A kiedy ona atakuje, nie krzyczę, nie szarpię się jak zwierzę. Jestem niebywale spokojna, jak drapieżnik na polowaniu, gdy namierzył swoją ofiarę. Wyjątkowy spokój, tylko trzęsą mi się ręce. To jedyna oznaka, którą idealnie rozpoznaje tylko mój Mąż, który moją furię kocha obserwować.
Zimna furia. Wszystko widzę wyraźniej, obrazy zwalniają, każdy szczegół jest istotny. I nie ma tu żadnej myśli. Umysł się wyłącza, działa instynkt. Nic więcej. Pierwotna agresja.
Pierwotna agresja którą kochał też Vincent, który uwielbiał moje dawne bójki w barach i na ulicach. Pierwotna złość, czysty gniew, którego nie znosił i bał się wręcz Królik.

Widzę jak ją szarpie. Biorę łyk piwa, przybliżam się, gotowa do skoku w próżnię. Gotowa oddać się instynktom.
Nie mam odbicia, słyszę w tle ukochaną piosenkę Mansona, co mnie jeszcze napędza.
O tak. Nie mam odbicia. Nie ma mnie.

Biorę go za ramiona, po prostu próbuję odciągnąć te wychudłe 190 cm od Niej. Niech ją zostawi. Nikt nie ma prawa ranić tych, których i ja kocham. Moja złota zasada "ja się nie wpierdalam" przestaje istnieć.

Odciągam jego, pijanego...a on daje mi w twarz. Otwartą ręką. Jak kobieta.
Coś zaczyna mnie bawić, mimo bólu policzka. Otwarta ręka, ale ma siłę.

Coś mnie bawi, a coś we mnie nie istnieje. Wypełnia mnie stary, dobrze znany schemat. Nie mam odbicia. Nie ma mnie. Jest zimna furia.

Nikt nie ma prawa ranić tych, których kocham. Nikt nie ma prawa podnieść na mnie ręki. Żaden mężczyzna. I do tego bije jak baba.

Stary schemat. To, czego nauczył mnie Mąż.
Porządne kopnięcie w piszczel. On zwija się, schyla, odruchowo.
Podnoszę kolano i jednocześnie biorę te blond kudły w garść i uderzam jego twarzą o swoją nogę. Czuję zęby, czuję, jak rozwalają mi się rajstopy.
To nic. Poprawiam. Jeszcze raz, o stolik. Niech się kurwa ogarnie. I nauczy bić.

Czuję zapach krwi. Słyszę pisk za plecami. Jednej dziewczyny, drugiej.

Puszczam go, pada na ziemię, zwija się i płacze, że złamałam mu nogę.

Moja zimna furia została nakarmiona. Stoję pośrodku i po prostu, odpalam papierosa, spokojnie biorę łyk piwa.

On broczy krwią jak świnia, Ona klęka przy nim, uspokaja, pociesza.
Chce mi się śmiać, jeszcze nie przyszedł wstyd. Bo ten zawsze gdzieś wychodzi w końcu zza instynktu. W końcu ta ponoć dobra, miła, sympatyczna przychodzi.
Czuję dwie siebie. Tą agresywną, zimną, psychopatkę, morderczynię. I tą łagodną, uśmiechniętą.
Są mnie dwie, zawarte w jednym symbolu, w jednym ciele.
Każdą czasem jak widać trzeba nakarmić.

Dociera do mnie, że to chyba koniec imprezy. Choć, może nie ja ją popsułam. Ja tylko właśnie doprowadziłam do nieuchronnego końca.

Wracam do domu, ona idzie z nim do pobliskiego szpitala, na prześwietlenie, bo jęczy stale, że mu nogę złamałam.
-Tylko obiłam ci piszczel, pizdo- rzucam jeszcze w jego stronę ,zaciągając się papierosem.

Vincent śmieje się w mojej głowie. Wracam do domu, piszę jeszcze do Redcar, wiem że nie śpi a muszę się tym podzielić. Po prostu muszę, zimno zastąpił ogień emocji, o których trzeba mówić. Wracam do domu, pić dalej, uprawiać dziki seks z chorym Mężem, palić kolejne papierosy.
Mam ochotę jeszcze kogoś uderzyć. Furia minęła, ale karmi się instynkt, bestia obudzona raz a porządnie.

Nie mam odbicia w oknach wystawowych.

Należało mu się. Wiem, że mu się należało. Ale wiem, że siła wcale nie jest rozwiązaniem.
Część mnie wie.
Wiem, że nie powinnam się wpierdalać. Ale nieraz nie umiem.

Dostaję smsy od Niej, pisze, że nie ma złamanej nogi. I mają mu założyć 3 szwy koło wargi.

Tak, nie będzie wyglądał jak blond pizda wreszcie, dobre podsumowanie. Męski rys kogoś, kto mężczyzną nie potrafi być. Nie dlatego, że nie umie się bić. To nie ma znaczenia. A dlatego, że nie potrafi dać kobiecie oparcia, gdy i ona go potrzebuje. Dlatego, że szuka kochanki, która będzie zarazem mamusią.

Jestem w domu, pijemy z Mężem piwo. Gdy tylko weszłam, już wiedział, że narozrabiałam. Zniszczone rajstopy, krew, znajome drganie moich dłoni i ten rodzaj spojrzenia. Rozmazany makijaż, w którym naprawdę zaczynam wyglądać jak Szop Pracz. Nie sympatycznie, a żałośnie.

Wiedział, że narozrabiałam, ale on wcale tak nie uważa. Należało się tamtemu.
Brawo Szopku, jestem z ciebie dumny., śmieje się jeszcze. On akceptuje moją furię, moją czarną naturę. Mój brak odbicia.
Potrafi zrozumieć. Potrafi to nakarmić albo ukoić, w zależności od potrzeb.

Kochamy się przy muzyce Mansona, tak jak lubię, ostrzej, perwersyjniej niż zazwyczaj. Druga natura się karmi. Chce czuć ból i ból zadawać. Właśnie tak. Uwielbia mnie taką. Gdy budzę swoją pierwotną, dziką naturę drapieżnika.

Budzę się skacowana. Składam fragmenty wieczoru w całość.
Jedna część mnie jest z siebie dumna, druga jest zdruzgotana. Mimo wszystko wygrywa bardziej uśmiech, gdy wychodzę z pokoju do łazienki i patrzę na swoje niezawodne glany, gdy widzę w odbiciu które odzyskałam ślad dłoni na policzku.
Nie cofnęłabym niczego. Martwię się tylko o Nią, jak to wszystko na Nią wpłynie, jak to wpłynie na nas. Kiedyś poszłaby wypłakać się do Kordiana. Teraz- do kogo?

Dostaję smsa, jednego, drugiego.
Jeden właśnie od Niej. Poszła potem jeszcze z Martą do klubu. Odreagowała też po swojemu. Upojna noc z jakimś obcokrajowcem. Chyba Hiszpanem.
Ćwiczysz hiszpański przed wyjazdem do Barcelony czy było tylko na hiszpana?- śmieję się smsem

Ona wie, że to koniec. Że to nie ma sensu. Że kocha, ale musi się wyleczyć, bo i miłość potrafi być chorobą.
Nie zostawi go, ale nie będzie z nim. Zaprowadzi go do psychologa. Postara się, żeby się nie zabił. Żeby odzyskał choć fragment umysłu. Ale nic więcej.
Wie, że nie może szukać tamtego, którego kochała wcześniej w innym cierpieniu, w bólu, toksycznym bagnie.
Nie doceniłam jej, cholera, jej siły po spazmach płaczu. Wcale nie muszę jej chronić, sama sobie da radę. Cieszę się. Każda z nas tej nocy nakarmiła jeden ze swoich instynktów. Ja swoją zimną furię, nie miałam odbicia. Ona stała się łowcą seksualnego kwiatu, w czym jest doskonała, stała się łowcą, co z tego, że broczyła krwią.
Zadziałało.
Ani jedno, ani drugie zdrowe. Ani jedno, ani drugie rozsądne. A jednak.

Czasem myślę, że musimy choć częściowo nakarmić swoje bestie i swoje demony. Nie doprowadzić się na skraj przepaści, a jednak...
Każdy w nas nosi w sobie dobro i zło. Dwa względne pojęcia. Wolę mówić, że każdy z nas nosi w sobie instynkt życia i instynkt destrukcji, idąc za Freudem. Nie da się być tylko po jednej stronie. To byłoby...nieludzkie.
Nie da się być stale w porządku, albo po prostu "w porządku" w kanonach narzuconych społecznie. Przynajmniej, ja wiecznie nie umiem. Jestem drapieżcą. Jestem niedźwiedziem, wilkiem w owczej skórze. Jestem pierwotnym instynktem, kocham zapach krwi, śmierć i rozkład. I tak naprawdę, nie mam zamiaru się tego wstydzić. Już nie.



To zrani ciebie
Gorzej niż mnie
Jestem słaby, 7 dni, jestem słaby
Nie uciekaj ode mnie
Nie będę trudził się z odliczaniem
Raz, dwa, trzy...

Nie wiem którego siebie kocham
Nie mam odbicia

Ty
Nie chcesz nawet wiedzieć

Co zamierzam ci zrobić 

58 komentarzy:

  1. Nie wiem jak można kogoś zdradzić. Ale już kiedyś mówiłyśmy przecież, że nigdy nie wiadomo co możemy zrobić. Bo to wszystko jest bardziej złożone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie rozumiem zdrady i jak dla mnie nic jej nie usprawiedliwia. W pierwszym odruchu przynajmniej. Bo właśnie, jednak ludzie i to co się między nimi dzieje, bywa bardziej złożone. Nie wszystko można też z góry oceniać.

      Usuń
    2. I nie chciałabym tu nikogo bronić bo zdrada nie jest niczym dobrym. Ale po prostu trzeba też posłuchać tego drugiego człowieka, który to zrobił. Baśnie afrykańskie? Świetny pomysł :)

      Usuń
    3. Ja wiem że nie można pochopnie oceniać ale...czasem, gdy chodzi o zranienie naszych najbliższych człowieka ponosi. Przynajmniej mnie. Tym bardziej że i druga strona cóż...nie tylko zraniła, ale chciała i ciągnąć.
      Jest genialna seria baśni etnicznych w wydaniu National Geographic, gdyby cię to interesowało:)

      Usuń
    4. Mnie też ponosi. I po prostu moi niektórzy bliscy za bardzo zranili i nie potrafię pewnych spraw wybaczyć. Wiem o czym mówisz.
      Oj super, na pewno poszukam :)

      Usuń
    5. Dokładnie. Po prostu jak rana jest osobista, nie można na nią spojrzeć z dystansu i wychodzi się wręcz z siebie....
      Polecam:)

      Usuń
    6. Jak to jest w piosence pt. "Blizna" - "jesteś blizną osobistą". Dokładnie tak :)
      Dzięki za polecenie.

      Usuń
  2. W sumie nie wiem co napisać. Gościowi się należało i w sumie chętnie popatrzyłabym jak spuszczasz mu łomot. :P
    A co do "niej" - wiesz, wystraszyłam się, gdy do niego ukucnęła, by mu pomóc - że nadal chce wrócić, że nie przejrzała na oczy. A jednak. Całe szczęście.
    Najtrudniej jest się odwrócić i zostawić za sobą przeszłość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak dla większości osób bójki to nie jest za miły widok, więc aż dziw:)
      Na szczęście ma więcej rozumu, niż ja sama przypuszczałam. Ale czasem trzeba podejść wręcz do muru, by go odnaleźć:)

      Usuń
    2. Tutaj chyba ciekawość wygrywa - bo wiesz, on koleś - jak pisałaś 190 cm, Ty chyba kiedyś pisałaś, że masz koło 180. No musiało to wyglądać ciekawie. :P
      No to kamień z serca. Teraz trzeba za nią trzymać kciuki, żeby wytrwała w tym swoim odejściu i niewracaniu. :)

      Usuń
    3. No to tylko troszkę wyższy ode mnie przecież :D Poza tym, ja jestem raczej mocno zbudowana, postawna, łatwo mi się bić:)
      I tak chyba będzie właśnie:)

      Usuń
  3. Cóż, sama jestem w furii... Ale ja siebie prędko nie nakarmię i to zapowiada się tym razem na długi, długi stan. Tym razem panować nad sobą nie potrafię. I przez moment pomyślałam,że może to o czym piszesz jest jakoś mi bliskie ale zupełnie dalekie i nieznane. Ale może nie będę o tym pisać czemu, mogłabym Cię obrazić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frudia każdego człowieka po prostu się różni. Ja dość szybko dochodzę do stanu łagodności względnej.
      A róbże jak uważasz, nieraz mnie obrażono i jakoś to nie zaszkodziło :D

      Usuń
    2. Może Cię i obrażono... I Ci to nie zaszkodziło... Ale jaki ma sens świadome obrażanie kogoś? Jakoś nie mam wewnętrznej potrzeby obrażania kogoś czy to zaszkodzi czy nie to i nie ma po co tego robić :)

      I wydaje mi się,że nie zawsze się różni, bywają podobne furie.

      Usuń
  4. Zdrada? O nie. Jeśli był na tyle zdrowy, by uwieść inną, to nie był na tyle chory, by się chorobą wymawiać. Staram się nie oceniać, ale cholera mnie bierze jak słyszę coś takiego.
    A więc to Ty Szopku mi mignęłaś na fejsbuczku ostatnio :D tak żem czuła :P
    Ja bić się nie umiem, ale też zauważam swoją złą stronę. Robię się zimna i mówię, myślę rzeczy, które nie bardzo wiem, skąd się zrodziły. Człowiek nie może być bez przerwy milusi i kochany :D
    Glany rządzą :D
    I tak sobie myślę... Upić mnie może by Ci się udało, ale papierochy? Fe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak stwierdziłam :P W ogóle, jasne, ok, zdarzają się zdrady z różnych powodów, ale ta była po prostu...perfidna. Sposób ukarania kogoś za co, czego nie robił, chcąc tylko pomóc. I wiercenie jeszcze głębiej i głębiej w serce. Chore, po prostu chore.
      O proszę, a jakimż to cudem ci mignęłam?:D
      Bo u każdego ta zła strona objawia się po prostu inaczej. I ja bardzo rzadko się już biję i tylko wtedy zresztą, gdy jestem do tego typowo sprowokowana. I nie da się bez przerwy ociekać słodyczą, prosty fakt.
      Ależ ja nikogo nigdy nie zmuszam, samo wychodzi :D I Ona też mówiła, że szluga nigdy nie zapali...:D

      Usuń
    2. Nic więcej do dodania :P
      A skakałam po różnych profilach :D czasem człowiekowi się nudzi bardzo :/
      Ja tam bym chciała umieć się bić :D Może umiem, tylko o tym nie wiem? :D No właśnie, by się nie zamulić!
      Z bratem milion lat temu przyrzekliśmy sobie, że nie będziemy palić... i nawet nie wiem, czy on o tym pamięta, ale nie pali do dziś (26 lat chłopak skończył) :D Ale przyznam, że tabaka jest spoko ^^ choć z działającą tylko połową nosa nie ma tego efektu :P

      Usuń
    3. No w sumie...znam ten stan :D To jak na mnie wpadniesz gdzieś w sieci kolejny raz, możesz się przywitać :D
      No właśnie. Każdy w sumie umie, lepiej albo gorzej, ale przekonuje się o tym dopiero jak naprawdę jest zmuszony :D
      No to brawo. Ja nie mówię, brońcie bogowie, że palenie to dobra rzecz. Wręcz przeciwnie. Ale jakoś wychodzi tak, że tym zarażam.
      Tylko połowa? Why?:D

      Usuń
    4. Oksy redoksy :D
      Miejmy nadzieję, że nie będę musiała się przekonywać...
      Moja kuzynka była taka, że łamała papierosy, wyrzucała paczki, czepiała się bardzo swoich znajomych o palenie, a w końcu i ona zaczęła... Ja chyba po prostu za dużo się od rodziców dymu nawdychałam, żeby mnie ciągnęło :D poza tym, ekonomia... Szkoda hajsu :D
      Mam rozszczep wargi i podniebienia i mimo 7 operacji została mi niewielka szczelinka w nosie, no i słabo ciągnie :D

      Usuń
    5. Oby. Bo jednak nie wszystkiego w życiu trzeba próbować :D
      No u mnie rodzice też palili i jakoś mnie to rozsądku nie nauczyło, jak widać wręcz przeciwnie. I fakt, kasy szkoda, zdrowia szkoda...ale jakoś póki co nie mogę się uwolnić. Chociaż np. już rzuciłam na rok, na dwa lata swojego czasu...tyle samo czasu co palę to i nie palę :D
      A, rozumiem, ale na szczęście masz drugą :D

      Usuń
  5. Super, że podjęła taką decyzję!
    A o reszcie wypowiadałam się już w nocy, więc nie będę się powtarzać, bo nadal uważam tak samo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem,też się cieszę. A po dzisiejszej akcji jeszcze usunęła jego numer i po prostu wraca w wir życia i leczy złamane serce. Także, jestem dobrej myśli w ogóle:)
      I pewnie nie wszystko pamiętam dokłdniusio, ale mam smsy jakby co :D

      Usuń
    2. No i pięknie :D
      Haha dokładnie xD

      Usuń
  6. Twój wpis potwierdza moją hipotezę, że nasza przeszłość jest czymś w rodzaju bumerangu. Mimo tego, że jestem osobą niepełnosprawną, więc, zdaniem wielu, nie mam jak doświadczać rzeczy podobnych do tu opisanych, ja ich doświadczałam. Łamałam stereotypy. Nie jestem pewna, czy powinnam się tym szczycić. Bez wątpienia jednak jest to coś w rodzaju dowodu, iż człowiek pochodzi od zwierząt. Bo to one mają pierwotne instynkty, do których my rzadko się przyznajemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, cechy zaszczepione w nas w przeszłości, a także wrodzone zawsze będą miały na nas spory wpływ którego nie idzie uniknąć, można jedynie chyba korygować.
      I nie rozumiem czemu byś właśnie doświadczać nie miała, właśnie jesteś no cóż...też po prostu człowiekiem, no nie?:)

      Usuń
  7. Może to głupio zabrzmi, ale ja Ci zazdroszczę. zazdroszczę, że potrafisz być taka, dać upust swojej zimnej furii tutaj w życiu realnym. ja potrafię to robić tylko w innych światach, tych odległych, tych niepołączonych. Facetowi się należało. Dałaś mu do wiwatu. Zazdroszczę i podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co zazdrościć, bo czasem jednak sprowadza to na człowieka spore kłopoty i tak, twierdzę, że przemoc nie jest rozwiązaniem ale...od czasu do czasu ja właśnie muszę nakarmić chyba bestię. I jednak są momenty gdzie owszem, należy się i to był jeden z nich;)

      Usuń
    2. I prawidłowo ;-) Chyba się zapiszę do Ciebie na lekcje kamiernia Bestii :P

      Usuń
  8. Intryguje mnie postać Vincenta. Fajnie by było jakbyś opowiedziała kiedyś jego historię, chociażby mailowo. Jeśli to jakoś narusza Twoją/Jego prywatność, to nie ma problemu, ale po prostu mnie to bardzo ciekawi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie na dniach po prostu wyślę Ci maila, ok? Bo raczej nie będę rozpisywać tutaj wszystkiego, za dużo tego, trudno tak po kolei, łatwiej w mailu jak sądzę:) Tylko nie wiem od czego zacząć :D

      Usuń
    2. Super, dzięki! No to nie mogę się doczekać :D
      Zacznij od magdalenki xD

      Usuń
    3. Zacznę od początku, o, jakiś zawsze jest :) Ale to jutro pewnie, bo dzisiaj nie ogarnę. Jednak kac mnie dalej męczy

      Usuń
    4. No właśnie, to samo chciałam zasugerować, od początku chyba najprościej :D
      Spoko, spoko, jest czas, mam ferie, więc wiesz ;)

      Usuń
    5. Napisane! :)Choć nie powiem, zacinałam się i nie poszło to tak gładko jak sądziłam ale...jednak:)

      Usuń
  9. Twarda babka z Ciebie! :)
    "facetowi" się należało w końcu udało się komuś sprowadzić Gada do parteru!
    Oby teraz Jej życie nabrało pozytywnego koloru, a rany szybko się zabliźniły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieraz to słyszałam :d Czasem ponoć za twarda :D
      Owszem, należało. Kto wie, może się opamięta w końcu? Bo nie mówię, że to zły człowiek. Nie ma złych ludzi, tylko po prostu...nieraz przeginają. I to bardzo.
      Mam taką nadzieję:)

      Usuń
  10. Ciekawi mnie ile masz lat. Wiem, że kobiet się o wiek nie pyta, a szczególnie takich twardzielek, bo można nieźle oberwać, jak widać.

    Chłopak przynajmniej pamiątkę ma.
    Ogólnie - bestia z Ciebie. Wiedziałam, że aż tak "porządna" nie jesteś, ale nie myślałam, że umiesz komuś przyjebać tak, że trzeba by było szwy zakładać.

    Hahahahaha, fajnego masz męża. Można spytać, jak długo razem? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwietniu skończę 25 lat, zasadniczo:) I nie, za to nie biję, trzeba sobie bardziej zasłużyć :D

      Ano będzie miał pamiątkę. Nadal twierdzę, że przemoc nigdy nie jest rozwiązaniem ale cóż...po prostu mnie poniosło. I nietrudno komuś przywalić tak, że zarobi na szwy. Tylko trzeba wiedzieć jak:) Mnie tego Wojtek nauczył właśnie w dużej mierze, chociaż jeszcze zanim go znałam nieraz mi się tak zdarzało uczynić. Stety albo niestety.

      W sierpniu będzie 7 lat:)

      Usuń
    2. 25? Jeżeli już jesteśmy szczerzy to myślałam, że jesteś ciutkę młodsza, ale to zasadniczo podpowiada mi, że duchowo jesteś nastolatką :)

      Hahahahaha, zapamięta sobie chociaż Ciebie bardzo dobrze.
      Znam stan, jak za bardzo poniesie ;) Jak już się zacznie i wie, że się troszkę narozrabiało to co szkodzi zrobić więcej szkód :P
      "I nietrudno komuś przywalić tak, że zarobi na szwy. Tylko trzeba wiedzieć jak:)" - Jak? :D

      Usuń
    3. Kiedyś ludzie dawali mi przez to, co piszę więcej lat niż mam, teraz dają mi mniej :D Wohoo, będę wiecznie młoda :D A tak serio to nie przeczę, w pewnych kwestiach nadal mam w sobie raczej rozwydrzoną nastolatkę niż dorosłą kobietę ale...nie czuję się z tym źle:)

      Dokładnie.
      No...jednak nieraz warto się pohamować. Tylko to bywa cholernie trudne :D
      Uderzać w pewne centralne punkty i rozjebać choćby komuś twarz na stoliku :D Musiałabym ci pokazać chyba :D

      Usuń
    4. Rozwydrzoną? Chyba przeginasz ciutkę :) W ogóle to chyba należysz już do tego pokolenia, które nie myśli o starości, a od razu po ślubie nie ma zamiaru się zdziadzieć. Obecna młodzież, ludzie z ostatnich roczników lat 90. właśnie myślą, że nigdy się nie zestarzeją, że ciągle będą nowocześni i ciągle szaleni, tak jak teraz :D

      Może mi kiedyś pokażesz, kto wie :D

      Usuń
    5. Nieraz jestem właśnie taką rozwydrzoną nastolatką. I nie, akurat o starości myślę. O przyszłości, mamy pewne plany i tak dalej. Już nie uważam się za nieśmiertelną i nie uważam że starość, ta dosłowna, nawet fizyczna mi nie grozi. Jednak dużo robi też to, czym zajmuję się w życiu, no nie? Ale nie uważam po prostu, że mając te 25 lat czy nawet więcej muszę się poddać pewnej presji która zabrania robić pewne głupoty nawet. Po prostu akurat staram się jakoś wypośrdkowywać, dobrze się bawić w dużej mierze, ale stała nowoczesność i szaleństwo....nie nie. Marzy mi się raczej dom w górach nieraz, kominek i wilk pod stopami :D I hodowanie kóz czy coś w tym stylu. Także, u mnie pół na pół. Są dwie mnie, no nie?:D

      Czemu nie:) Ja zawsze na kawę/ piwo/wino zapraszam, przy okazji można też trochę pobawić się w instruktaż bicia :D

      Usuń
  11. Należało mu się. Jak mówiłem, zapłaciłbym, żeby to zobaczyć. Żeby móc obserwować, a może nawet zapisać na video i móc odtwarzać w slow motion. Obserwować mimikę twarzy, spojrzenia. Dobra, jak się nad takimi pierdołami rozwodzę to ludzie dziwnie zaczynają mnie postrzegać, więc się przymknę.

    Może bójka to nie jest rozwiązanie. Jasne, że nie, ale kurwa, sam zaczął, tak? Właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, to masz lepsze bójki do oglądania i analizowania w internecie, serio :D
      I...co z tego, jak cię postrzegają?:>

      Pewnie, że to nie rozwiązanie. Przemoc nigdy nim nie jest ale...człowieka ponosi nieraz. Po prostu.

      Usuń
  12. Też uważam, że mu się należało...
    W sumie furię czułaś już przedtem, ale bądź co bądź to smutne, że instynktem nazywasz działanie pod wpływem alkoholu.
    Cóż, różne są ludzkie natury. ;) Uważaj na siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie, tu nie chodzi o wpływ alkoholu. To jest coś, co już znam, co mnie nachodzi niezależnie od tego czy piłam, czy coś brałam czy byłam po prostu czysta- bo taka furia przychodziła nieraz w różnych momentach życia i to wcale nie alkohol ją wyzwalał. Po prostu znam ten stan i nazywam go instynktem niezależnie czy piłam czy nie, bo wiem skąd przychodzi w pewien sposób i jak wyłącza myślenie. Zostawiając chłodną zwierzęcą kalkulację ostatecznie.
      I owszem:) I uważam, wbrew pozorom:)

      Usuń
  13. ten facet to porażka ale ta Twoja koleżanka też nie jest całkiem ok, tu się wypłakuje do Ciebie i w ogóle, że go kocha, płacze bo ją zdradził a tu w tą samą noc jakiś przygodny seks z przypadkową osobą, w czym jest teraz lepsza od tego kudłatego blondyna? nie jestem zwolennikiem przygodnego sexu, dziwny sposób na odreagowanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy, będąc pod ścianą po prostu reaguje inaczej. Jedni siedzą i płaczą, inni tną sobie ręce, inni piją, ćpają, tworzą rozróby, inni uprawiają przygodny seks. Nie mówię, że to zdrowe, wszystko to działa destrukcyjnie na dłuższą metę. Ale jeśli spadasz na dno, nie myślisz rozsądnie. I jeśli nawet takie coś wyciąga cię z dna, daje po twarzy, powoduje że się budzisz na nowo- dlaczego nie?
      I dla mnie przygodny seks nie jest wcale zły. Sama taki uprawiałam kiedyś:P I dla mnie to spora różnica, bo tu była z jego strony zdrada, gdy byli w związku. Złamanie zasad miedzy dwojgiem ludzi. A tu już zasad żadnych nie było, bo i ludzie już nie byli razem. Mimo że nadal są uczucia, nie ma już owej normy związkowej.

      Usuń
  14. Ja chyba nie umiałabym komuś tak przywalić... chociaż w słusznej sprawie, jeżeli chodzi o kogoś ważnego dla nas i do tego pod wpływem furii to może co innego :p
    Generalnie nigdy się z nikim nie biłam, pomijając oczywiście dzieciństwo, kiedy bójki z moim rodzeństwem były codziennością. Ale to trochę inna kategoria chyba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiesz czy potrafisz przywalić, póki nie jesteś pod ścianą tak naprawdę.
      No, dzieciństwo to raczej za specjalnie się nie liczy właśnie, to całkiem co innego :D

      Usuń
  15. Ja tam nienawidzę patrzeć jak ktoś się bije, a co dopiero komuś przywalić. Ale wiesz co? Należało mu się. Za te wszystkie świństwa, które zrobił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja nie uważam, że przemoc to rozwiązanie jakieś ale...nieraz ja właśnie ją lubię. Brutalna natura wygrywa jednak.
      I wiem że się należało akurat, dlatego sobie tego nie wyrzucam tym razem, że mnie poniosło.

      Usuń
    2. Też zdaję sobie sprawę z tego, że to nie rozwiązanie. No ale, właśnie zawsze jest jakieś ale. Może po tym zapamięta, że nie powinien się tak zachowywać.

      Usuń
    3. Może. Zobaczymy po prostu:)

      Usuń
  16. Czytając posta wciąż mi w głowie leciały "Wilki dwa" Luxtorpedy, no jak nic widziałam je w Tobie ;) Twarda kobieta z Ciebie! Imponują mi osoby, które potrafią się zatroszczyć nie tylko o siebie i porządnie komuś przywalić, ha. Pewnie dlatego, że sama siebie nie wyobrażam w tej roli :D
    Cholernie ciężko jest zaakceptować swoją ciemną stronę. Ale coraz bardziej dostrzegam, że taka równowaga jest niezbędna. I szalenie pociągająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam kawałek i owszem, pasuje tutaj:) Chociaż czasem to nie dwa wilki, a wręcz smok o stu głowach :D
      Nikt sobie nie wyobraża siebie w tej roli, póki nie jest postawiony pod murem, po prostu:)
      Dokładnie. Tam, gdzie pada słońce, musi być i cień.

      Usuń
  17. Jesteś twarda,już cię lubię.

    OdpowiedzUsuń