-No i coś ty najlepszego odjebała
kurwa mać?- mówię do swojego skacowanego odbicia w lustrze.
Przekrwione oczy, spierzchnięte wargi.
Podchodzę bliżej, patrzę na lekko
opuchnięty ślad od uderzenia na policzku.
-Nie zrobiłaś niczego, czego ja
bym nie zrobił- słyszę w głowie głos przyjaciela, nie ten
miękki, nie Królika. Vincenta. Lekko ochrypły, niski i męski.
No tak. Nie zrobiłam niczego innego
niż ty byś nie zrobił. Bo ty też ją kochałeś. Jak wariat tylko
potrafi, mówię sama sobie.
I znowu jedna część mnie żałuje i
się kaja. A druga jest z siebie dumna i powtórzyłaby to z
przyjemnością.
O poranku byłam podekscytowana,
kupując jeszcze jej dodatkowy prezent. Obraz, malowana z pietyzmem
tyle nocy kobieta wilczyca i kobieta szkielet, tak dal niej
symboliczne. I książka z baśniami afrykańskimi, na pewno się
ucieszy, myślałam sobie zadowolona. Myślałam o tym, jak jej
impreza urodzinowa poprawi jej humor.
Z każdą godziną, gdy się zbliżał
przewidziany termin rezerwacji w barze, było coraz gorzej.
Kolejne zapłakane telefony.
Bo On zranił, bo skrzywdził.
Bo On zdradził, przespał się z inną
i nawet chce być teraz w otwartym związku.
Bo On jest chory, ma depresję i o
wszystko obwinia ją.
Bo Ona nie może go zostawić,
załatwiła mu nawet na szybko wizytę u psychiatry.
A Ona go tak kocha przecież.
Z każdą godziną coraz większy wkurw
którego Mąż był bezpośrednim świadkiem a Redcar przez smsy.
Musiałam i ja się wygadać. Najchętniej wzięłabym jego długie
blond kudły i wytargała, przeciągając twarzą po ścianie, po
prostu rozsmarowując na jakimś surowym betonie. Nie wiedziałam,
jak potem blisko swojej złośliwej fantazji będę.
Ale jeszcze wtedy nie dopadła mnie
zima furia, choć Mąż, który nie mógł iść ze mną na tą
imprezę przez wysoką gorączkę i chorobę po prostu, patrzył już
na mnie podejrzliwie. On jest jedną z niewielu osób, która kocha
moją zimną furię. Kocha ją obserwować.
-Mogę tak iść?- zapytałam
go, gdy już byłam gotowa, wyszykowana. Mocny makijaż, czarne wręcz
powieki, grube kreski dookoła oczu. Krótka spódniczka w kratę,
glany. Dawne przyzwyczajenia byłego punka. Glany jako niezbędnik.
-Rżnąłbym.- odpowiedział ze
śmiechem i tylko zabronił mi ubrać krawat. Żeby mnie czasem po
drodze nie zgwałcili, jak to śmiał się dalej.
Gdy przyszła pod pręgież, pod którym
zwyczajowo się umówiłyśmy wcześniej, niż z innymi ludźmi w
barze żeby jeszcze pogadać, była pogodna. Jak zawsze. Do pewnego
momentu silna, choć czuje ból. Albo dobra aktorka.
Czas na piwo, rzuciłam po prostu, gdy
skończyłyśmy i weszłyśmy do baru, gdzie czekała jedna jej
znajoma.
Piwo za piwem, czas szybko mijał.
Miło. Bałam się, że znowu przesiedzimy kolejne jej urodziny w
kiblu, płacząc i rzygając. To jakieś chore urodzinowe fatum,
wtedy, od razu po śmierci Vincenta w sierpniu. A tu idealna zabawa.
Rozmowy z jej znajomymi, całą aktorską i artystyczną bohemą,
wymiana zdań na temat jakoś poszczególnych farb i pędzli.
O tak, mi też marzy się prawdziwy
kobaltowy błękit!
Kolejne papierosy w palarni, nawet ona
pali, chociaż na co dzień dymu nie może znieść.
-Zawsze cię demoralizuję
przecież!- śmieję się. No tak. To po piciu ze mną rzygała
na przystankach i ze mną zapaliła pierwszego w życiu papierosa.
Zresztą. Nie tylko ona. Trudno mi
nieraz zliczyć ilu ludzi sprowokowałam do picia i palenia. Ilu
ludzi wciągałam w ciała bez odbić w lustra. I ją. I moją
młodszą przyszywaną siostrę, przecież miała 14 lat gdy pierwszy
raz się upiła, ze mną. Czasem zastanawiam się, czy nie jestem w
tej kwestii toksyczna. Ale ludzie jednak tego chcą.
Pewnego...zdemoralizowania. A ja im to daję.
Ludzie czasem chcą kobiety która
zaczęła pić w wieku 12 lat, palić w wieku 10 a 15 nałogowo,
ćpała chyba wszystko, uprawiała chyba wszędzie seks. Pierdoli
konwenans. Ich to kręci, cudze życie. Mnie to bawi.
Ale imprezujemy dalej. W końcu w
palarni ona siada mi na kolanach, zaczynamy rozmawiać i o nim.
Zbiera się na łzy, jest blisko, po tych paru piwach, już nadchodzi
fala histerii, widzę to, znam ją. Myślę przelotnie, kurwa w tym
barze jest tylko jedna łazienka, chujowo jak ją zablokujemy.
Ale Marta mówi pamiętaj o makijażu,
zmienia temat, jakoś wszystko odchodzi w czasie.
Znowu śmiech. Jest dobrze.
Podrywam dziewczynę która wygląda
jak Ygritte z Gry o tron i zastanawiam się, jak wygląda nago. Myślę
o tym, czy nie przyprowadzić zdobyczy do naszego wspólnego łóżka.
Mężowi tez by się na pewno spodobała.
Wszystko dobrze. Aż nie zjawia się
On. Z Tą Drugą, tą, którą się przespał i zdradził i zranił.
Ta Druga nie wiedziała nawet o tej
Pierwszej. To dla niej szok. Po jednym piwie wychodzi.
Schodzimy na ćmika, parę osób, parę
kobiet, On schodzi z nami. Próbuje z Nią rozmawiać, oskarża,
tłumaczy się, rozgrzesza. Obiecuje, że pójdzie do psychiatry.
Bogowie. Ona przez jego chorobę
widzi w nim Vincenta. Tylko tyle. Tylko tyle kurwa- przechodzi mi
przez myśl.
Widzi mnie w nim? Super. Ale ja bym
czegoś takiego jej nigdy nie zrobił. Ja ją kochałem. I choroba to
żadne wytłumaczenie. Sama mi to mówiłaś- ten ochrypły,
kochany głos. Głos silnego mężczyzny, który w ostatnim roku
swojego życia odnalazł miłość. I pozwolił sobie kochać i przez
miłość zadać cierpienie.
On próbuje z Nią rozmawiać, zaczyna
ją szarpać.
We mnie rodzi się powoli furia. A
kiedy ona atakuje, nie krzyczę, nie szarpię się jak zwierzę.
Jestem niebywale spokojna, jak drapieżnik na polowaniu, gdy
namierzył swoją ofiarę. Wyjątkowy spokój, tylko trzęsą mi się
ręce. To jedyna oznaka, którą idealnie rozpoznaje tylko mój Mąż,
który moją furię kocha obserwować.
Zimna furia. Wszystko widzę wyraźniej,
obrazy zwalniają, każdy szczegół jest istotny. I nie ma tu żadnej
myśli. Umysł się wyłącza, działa instynkt. Nic więcej.
Pierwotna agresja.
Pierwotna agresja którą kochał też
Vincent, który uwielbiał moje dawne bójki w barach i na ulicach.
Pierwotna złość, czysty gniew, którego nie znosił i bał się
wręcz Królik.
Widzę jak ją szarpie. Biorę łyk
piwa, przybliżam się, gotowa do skoku w próżnię. Gotowa oddać
się instynktom.
Nie mam odbicia, słyszę w tle
ukochaną piosenkę Mansona, co mnie jeszcze napędza.
O tak. Nie mam odbicia. Nie ma mnie.
Biorę go za ramiona, po prostu próbuję
odciągnąć te wychudłe 190 cm od Niej. Niech ją zostawi. Nikt nie
ma prawa ranić tych, których i ja kocham. Moja złota zasada "ja
się nie wpierdalam" przestaje istnieć.
Odciągam jego, pijanego...a on daje mi
w twarz. Otwartą ręką. Jak kobieta.
Coś zaczyna mnie bawić, mimo bólu
policzka. Otwarta ręka, ale ma siłę.
Coś mnie bawi, a coś we mnie nie
istnieje. Wypełnia mnie stary, dobrze znany schemat. Nie mam
odbicia. Nie ma mnie. Jest zimna furia.
Nikt nie ma prawa ranić tych, których
kocham. Nikt nie ma prawa podnieść na mnie ręki. Żaden mężczyzna.
I do tego bije jak baba.
Stary schemat. To, czego nauczył mnie
Mąż.
Porządne kopnięcie w piszczel. On
zwija się, schyla, odruchowo.
Podnoszę kolano i jednocześnie biorę
te blond kudły w garść i uderzam jego twarzą o swoją nogę.
Czuję zęby, czuję, jak rozwalają mi się rajstopy.
To nic. Poprawiam. Jeszcze raz, o
stolik. Niech się kurwa ogarnie. I nauczy bić.
Czuję zapach krwi. Słyszę pisk za
plecami. Jednej dziewczyny, drugiej.
Puszczam go, pada na ziemię, zwija się
i płacze, że złamałam mu nogę.
Moja zimna furia została nakarmiona.
Stoję pośrodku i po prostu, odpalam papierosa, spokojnie biorę łyk
piwa.
On broczy krwią jak świnia, Ona klęka
przy nim, uspokaja, pociesza.
Chce mi się śmiać, jeszcze nie
przyszedł wstyd. Bo ten zawsze gdzieś wychodzi w końcu zza
instynktu. W końcu ta ponoć dobra, miła, sympatyczna przychodzi.
Czuję dwie siebie. Tą agresywną,
zimną, psychopatkę, morderczynię. I tą łagodną, uśmiechniętą.
Są mnie dwie, zawarte w jednym
symbolu, w jednym ciele.
Każdą czasem jak widać trzeba
nakarmić.
Dociera do mnie, że to chyba koniec
imprezy. Choć, może nie ja ją popsułam. Ja tylko właśnie
doprowadziłam do nieuchronnego końca.
Wracam do domu, ona idzie z nim do
pobliskiego szpitala, na prześwietlenie, bo jęczy stale, że mu
nogę złamałam.
-Tylko obiłam ci piszczel, pizdo-
rzucam jeszcze w jego stronę ,zaciągając się papierosem.
Vincent śmieje się w mojej głowie.
Wracam do domu, piszę jeszcze do Redcar, wiem że nie śpi a muszę
się tym podzielić. Po prostu muszę, zimno zastąpił ogień
emocji, o których trzeba mówić. Wracam do domu, pić dalej,
uprawiać dziki seks z chorym Mężem, palić kolejne papierosy.
Mam ochotę jeszcze kogoś uderzyć.
Furia minęła, ale karmi się instynkt, bestia obudzona raz a
porządnie.
Nie mam odbicia w oknach wystawowych.
Należało mu się. Wiem, że mu się
należało. Ale wiem, że siła wcale nie jest rozwiązaniem.
Część mnie wie.
Wiem, że nie powinnam się wpierdalać.
Ale nieraz nie umiem.
Dostaję smsy od Niej, pisze, że nie
ma złamanej nogi. I mają mu założyć 3 szwy koło wargi.
Tak, nie będzie wyglądał jak blond
pizda wreszcie, dobre podsumowanie. Męski rys kogoś, kto mężczyzną
nie potrafi być. Nie dlatego, że nie umie się bić. To nie ma
znaczenia. A dlatego, że nie potrafi dać kobiecie oparcia, gdy i
ona go potrzebuje. Dlatego, że szuka kochanki, która będzie
zarazem mamusią.
Jestem w domu, pijemy z Mężem piwo.
Gdy tylko weszłam, już wiedział, że narozrabiałam. Zniszczone
rajstopy, krew, znajome drganie moich dłoni i ten rodzaj spojrzenia.
Rozmazany makijaż, w którym naprawdę zaczynam wyglądać jak Szop
Pracz. Nie sympatycznie, a żałośnie.
Wiedział, że narozrabiałam, ale on
wcale tak nie uważa. Należało się tamtemu.
Brawo Szopku, jestem z ciebie
dumny., śmieje się jeszcze. On akceptuje moją furię, moją
czarną naturę. Mój brak odbicia.
Potrafi zrozumieć. Potrafi to nakarmić
albo ukoić, w zależności od potrzeb.
Kochamy się przy muzyce Mansona, tak
jak lubię, ostrzej, perwersyjniej niż zazwyczaj. Druga natura się
karmi. Chce czuć ból i ból zadawać. Właśnie tak. Uwielbia mnie
taką. Gdy budzę swoją pierwotną, dziką naturę drapieżnika.
Budzę się skacowana. Składam
fragmenty wieczoru w całość.
Jedna część mnie jest z siebie
dumna, druga jest zdruzgotana. Mimo wszystko wygrywa bardziej
uśmiech, gdy wychodzę z pokoju do łazienki i patrzę na swoje
niezawodne glany, gdy widzę w odbiciu które odzyskałam ślad dłoni
na policzku.
Nie cofnęłabym niczego. Martwię się
tylko o Nią, jak to wszystko na Nią wpłynie, jak to wpłynie na
nas. Kiedyś poszłaby wypłakać się do Kordiana. Teraz- do kogo?
Dostaję smsa, jednego, drugiego.
Jeden właśnie od Niej. Poszła potem
jeszcze z Martą do klubu. Odreagowała też po swojemu. Upojna noc z
jakimś obcokrajowcem. Chyba Hiszpanem.
Ćwiczysz hiszpański przed wyjazdem
do Barcelony czy było tylko na hiszpana?- śmieję się smsem
Ona wie, że to koniec. Że to nie ma
sensu. Że kocha, ale musi się wyleczyć, bo i miłość potrafi być
chorobą.
Nie zostawi go, ale nie będzie z nim.
Zaprowadzi go do psychologa. Postara się, żeby się nie zabił.
Żeby odzyskał choć fragment umysłu. Ale nic więcej.
Wie, że nie może szukać tamtego,
którego kochała wcześniej w innym cierpieniu, w bólu, toksycznym
bagnie.
Nie doceniłam jej, cholera, jej siły
po spazmach płaczu. Wcale nie muszę jej chronić, sama sobie da
radę. Cieszę się. Każda z nas tej nocy nakarmiła jeden ze swoich
instynktów. Ja swoją zimną furię, nie miałam odbicia. Ona stała
się łowcą seksualnego kwiatu, w czym jest doskonała, stała się
łowcą, co z tego, że broczyła krwią.
Zadziałało.
Ani jedno, ani drugie zdrowe. Ani
jedno, ani drugie rozsądne. A jednak.
Czasem myślę, że musimy choć
częściowo nakarmić swoje bestie i swoje demony. Nie doprowadzić
się na skraj przepaści, a jednak...
Każdy w nas nosi w sobie dobro i zło.
Dwa względne pojęcia. Wolę mówić, że każdy z nas nosi w sobie
instynkt życia i instynkt destrukcji, idąc za Freudem. Nie da się
być tylko po jednej stronie. To byłoby...nieludzkie.
Nie da się być stale w porządku,
albo po prostu "w porządku" w kanonach narzuconych
społecznie. Przynajmniej, ja wiecznie nie umiem. Jestem drapieżcą.
Jestem niedźwiedziem, wilkiem w owczej skórze. Jestem pierwotnym
instynktem, kocham zapach krwi, śmierć i rozkład. I tak naprawdę,
nie mam zamiaru się tego wstydzić. Już nie.
To zrani ciebie
Gorzej niż mnie
Jestem słaby, 7 dni, jestem słaby
Nie uciekaj ode mnie
Nie będę trudził się z
odliczaniem
Raz, dwa, trzy...
Nie wiem którego siebie kocham
Nie mam odbicia
Ty
Nie chcesz nawet wiedzieć
Co zamierzam ci zrobić
Nie wiem jak można kogoś zdradzić. Ale już kiedyś mówiłyśmy przecież, że nigdy nie wiadomo co możemy zrobić. Bo to wszystko jest bardziej złożone.
OdpowiedzUsuńTeż nie rozumiem zdrady i jak dla mnie nic jej nie usprawiedliwia. W pierwszym odruchu przynajmniej. Bo właśnie, jednak ludzie i to co się między nimi dzieje, bywa bardziej złożone. Nie wszystko można też z góry oceniać.
UsuńI nie chciałabym tu nikogo bronić bo zdrada nie jest niczym dobrym. Ale po prostu trzeba też posłuchać tego drugiego człowieka, który to zrobił. Baśnie afrykańskie? Świetny pomysł :)
UsuńJa wiem że nie można pochopnie oceniać ale...czasem, gdy chodzi o zranienie naszych najbliższych człowieka ponosi. Przynajmniej mnie. Tym bardziej że i druga strona cóż...nie tylko zraniła, ale chciała i ciągnąć.
UsuńJest genialna seria baśni etnicznych w wydaniu National Geographic, gdyby cię to interesowało:)
Mnie też ponosi. I po prostu moi niektórzy bliscy za bardzo zranili i nie potrafię pewnych spraw wybaczyć. Wiem o czym mówisz.
UsuńOj super, na pewno poszukam :)
Dokładnie. Po prostu jak rana jest osobista, nie można na nią spojrzeć z dystansu i wychodzi się wręcz z siebie....
UsuńPolecam:)
Jak to jest w piosence pt. "Blizna" - "jesteś blizną osobistą". Dokładnie tak :)
UsuńDzięki za polecenie.
W sumie nie wiem co napisać. Gościowi się należało i w sumie chętnie popatrzyłabym jak spuszczasz mu łomot. :P
OdpowiedzUsuńA co do "niej" - wiesz, wystraszyłam się, gdy do niego ukucnęła, by mu pomóc - że nadal chce wrócić, że nie przejrzała na oczy. A jednak. Całe szczęście.
Najtrudniej jest się odwrócić i zostawić za sobą przeszłość...
Jednak dla większości osób bójki to nie jest za miły widok, więc aż dziw:)
UsuńNa szczęście ma więcej rozumu, niż ja sama przypuszczałam. Ale czasem trzeba podejść wręcz do muru, by go odnaleźć:)
Tutaj chyba ciekawość wygrywa - bo wiesz, on koleś - jak pisałaś 190 cm, Ty chyba kiedyś pisałaś, że masz koło 180. No musiało to wyglądać ciekawie. :P
UsuńNo to kamień z serca. Teraz trzeba za nią trzymać kciuki, żeby wytrwała w tym swoim odejściu i niewracaniu. :)
No to tylko troszkę wyższy ode mnie przecież :D Poza tym, ja jestem raczej mocno zbudowana, postawna, łatwo mi się bić:)
UsuńI tak chyba będzie właśnie:)
Cóż, sama jestem w furii... Ale ja siebie prędko nie nakarmię i to zapowiada się tym razem na długi, długi stan. Tym razem panować nad sobą nie potrafię. I przez moment pomyślałam,że może to o czym piszesz jest jakoś mi bliskie ale zupełnie dalekie i nieznane. Ale może nie będę o tym pisać czemu, mogłabym Cię obrazić.
OdpowiedzUsuńFrudia każdego człowieka po prostu się różni. Ja dość szybko dochodzę do stanu łagodności względnej.
UsuńA róbże jak uważasz, nieraz mnie obrażono i jakoś to nie zaszkodziło :D
Może Cię i obrażono... I Ci to nie zaszkodziło... Ale jaki ma sens świadome obrażanie kogoś? Jakoś nie mam wewnętrznej potrzeby obrażania kogoś czy to zaszkodzi czy nie to i nie ma po co tego robić :)
UsuńI wydaje mi się,że nie zawsze się różni, bywają podobne furie.
Zdrada? O nie. Jeśli był na tyle zdrowy, by uwieść inną, to nie był na tyle chory, by się chorobą wymawiać. Staram się nie oceniać, ale cholera mnie bierze jak słyszę coś takiego.
OdpowiedzUsuńA więc to Ty Szopku mi mignęłaś na fejsbuczku ostatnio :D tak żem czuła :P
Ja bić się nie umiem, ale też zauważam swoją złą stronę. Robię się zimna i mówię, myślę rzeczy, które nie bardzo wiem, skąd się zrodziły. Człowiek nie może być bez przerwy milusi i kochany :D
Glany rządzą :D
I tak sobie myślę... Upić mnie może by Ci się udało, ale papierochy? Fe!
Też tak stwierdziłam :P W ogóle, jasne, ok, zdarzają się zdrady z różnych powodów, ale ta była po prostu...perfidna. Sposób ukarania kogoś za co, czego nie robił, chcąc tylko pomóc. I wiercenie jeszcze głębiej i głębiej w serce. Chore, po prostu chore.
UsuńO proszę, a jakimż to cudem ci mignęłam?:D
Bo u każdego ta zła strona objawia się po prostu inaczej. I ja bardzo rzadko się już biję i tylko wtedy zresztą, gdy jestem do tego typowo sprowokowana. I nie da się bez przerwy ociekać słodyczą, prosty fakt.
Ależ ja nikogo nigdy nie zmuszam, samo wychodzi :D I Ona też mówiła, że szluga nigdy nie zapali...:D
Nic więcej do dodania :P
UsuńA skakałam po różnych profilach :D czasem człowiekowi się nudzi bardzo :/
Ja tam bym chciała umieć się bić :D Może umiem, tylko o tym nie wiem? :D No właśnie, by się nie zamulić!
Z bratem milion lat temu przyrzekliśmy sobie, że nie będziemy palić... i nawet nie wiem, czy on o tym pamięta, ale nie pali do dziś (26 lat chłopak skończył) :D Ale przyznam, że tabaka jest spoko ^^ choć z działającą tylko połową nosa nie ma tego efektu :P
No w sumie...znam ten stan :D To jak na mnie wpadniesz gdzieś w sieci kolejny raz, możesz się przywitać :D
UsuńNo właśnie. Każdy w sumie umie, lepiej albo gorzej, ale przekonuje się o tym dopiero jak naprawdę jest zmuszony :D
No to brawo. Ja nie mówię, brońcie bogowie, że palenie to dobra rzecz. Wręcz przeciwnie. Ale jakoś wychodzi tak, że tym zarażam.
Tylko połowa? Why?:D
Oksy redoksy :D
UsuńMiejmy nadzieję, że nie będę musiała się przekonywać...
Moja kuzynka była taka, że łamała papierosy, wyrzucała paczki, czepiała się bardzo swoich znajomych o palenie, a w końcu i ona zaczęła... Ja chyba po prostu za dużo się od rodziców dymu nawdychałam, żeby mnie ciągnęło :D poza tym, ekonomia... Szkoda hajsu :D
Mam rozszczep wargi i podniebienia i mimo 7 operacji została mi niewielka szczelinka w nosie, no i słabo ciągnie :D
Oby. Bo jednak nie wszystkiego w życiu trzeba próbować :D
UsuńNo u mnie rodzice też palili i jakoś mnie to rozsądku nie nauczyło, jak widać wręcz przeciwnie. I fakt, kasy szkoda, zdrowia szkoda...ale jakoś póki co nie mogę się uwolnić. Chociaż np. już rzuciłam na rok, na dwa lata swojego czasu...tyle samo czasu co palę to i nie palę :D
A, rozumiem, ale na szczęście masz drugą :D
Super, że podjęła taką decyzję!
OdpowiedzUsuńA o reszcie wypowiadałam się już w nocy, więc nie będę się powtarzać, bo nadal uważam tak samo :)
Wiem,też się cieszę. A po dzisiejszej akcji jeszcze usunęła jego numer i po prostu wraca w wir życia i leczy złamane serce. Także, jestem dobrej myśli w ogóle:)
UsuńI pewnie nie wszystko pamiętam dokłdniusio, ale mam smsy jakby co :D
No i pięknie :D
UsuńHaha dokładnie xD
Twój wpis potwierdza moją hipotezę, że nasza przeszłość jest czymś w rodzaju bumerangu. Mimo tego, że jestem osobą niepełnosprawną, więc, zdaniem wielu, nie mam jak doświadczać rzeczy podobnych do tu opisanych, ja ich doświadczałam. Łamałam stereotypy. Nie jestem pewna, czy powinnam się tym szczycić. Bez wątpienia jednak jest to coś w rodzaju dowodu, iż człowiek pochodzi od zwierząt. Bo to one mają pierwotne instynkty, do których my rzadko się przyznajemy.
OdpowiedzUsuńOwszem, cechy zaszczepione w nas w przeszłości, a także wrodzone zawsze będą miały na nas spory wpływ którego nie idzie uniknąć, można jedynie chyba korygować.
UsuńI nie rozumiem czemu byś właśnie doświadczać nie miała, właśnie jesteś no cóż...też po prostu człowiekiem, no nie?:)
Może to głupio zabrzmi, ale ja Ci zazdroszczę. zazdroszczę, że potrafisz być taka, dać upust swojej zimnej furii tutaj w życiu realnym. ja potrafię to robić tylko w innych światach, tych odległych, tych niepołączonych. Facetowi się należało. Dałaś mu do wiwatu. Zazdroszczę i podziwiam!
OdpowiedzUsuńNie ma co zazdrościć, bo czasem jednak sprowadza to na człowieka spore kłopoty i tak, twierdzę, że przemoc nie jest rozwiązaniem ale...od czasu do czasu ja właśnie muszę nakarmić chyba bestię. I jednak są momenty gdzie owszem, należy się i to był jeden z nich;)
UsuńI prawidłowo ;-) Chyba się zapiszę do Ciebie na lekcje kamiernia Bestii :P
UsuńIntryguje mnie postać Vincenta. Fajnie by było jakbyś opowiedziała kiedyś jego historię, chociażby mailowo. Jeśli to jakoś narusza Twoją/Jego prywatność, to nie ma problemu, ale po prostu mnie to bardzo ciekawi ;)
OdpowiedzUsuńW takim razie na dniach po prostu wyślę Ci maila, ok? Bo raczej nie będę rozpisywać tutaj wszystkiego, za dużo tego, trudno tak po kolei, łatwiej w mailu jak sądzę:) Tylko nie wiem od czego zacząć :D
UsuńSuper, dzięki! No to nie mogę się doczekać :D
UsuńZacznij od magdalenki xD
Zacznę od początku, o, jakiś zawsze jest :) Ale to jutro pewnie, bo dzisiaj nie ogarnę. Jednak kac mnie dalej męczy
UsuńNo właśnie, to samo chciałam zasugerować, od początku chyba najprościej :D
UsuńSpoko, spoko, jest czas, mam ferie, więc wiesz ;)
Napisane! :)Choć nie powiem, zacinałam się i nie poszło to tak gładko jak sądziłam ale...jednak:)
UsuńTwarda babka z Ciebie! :)
OdpowiedzUsuń"facetowi" się należało w końcu udało się komuś sprowadzić Gada do parteru!
Oby teraz Jej życie nabrało pozytywnego koloru, a rany szybko się zabliźniły.
Nieraz to słyszałam :d Czasem ponoć za twarda :D
UsuńOwszem, należało. Kto wie, może się opamięta w końcu? Bo nie mówię, że to zły człowiek. Nie ma złych ludzi, tylko po prostu...nieraz przeginają. I to bardzo.
Mam taką nadzieję:)
Ciekawi mnie ile masz lat. Wiem, że kobiet się o wiek nie pyta, a szczególnie takich twardzielek, bo można nieźle oberwać, jak widać.
OdpowiedzUsuńChłopak przynajmniej pamiątkę ma.
Ogólnie - bestia z Ciebie. Wiedziałam, że aż tak "porządna" nie jesteś, ale nie myślałam, że umiesz komuś przyjebać tak, że trzeba by było szwy zakładać.
Hahahahaha, fajnego masz męża. Można spytać, jak długo razem? ;)
W kwietniu skończę 25 lat, zasadniczo:) I nie, za to nie biję, trzeba sobie bardziej zasłużyć :D
UsuńAno będzie miał pamiątkę. Nadal twierdzę, że przemoc nigdy nie jest rozwiązaniem ale cóż...po prostu mnie poniosło. I nietrudno komuś przywalić tak, że zarobi na szwy. Tylko trzeba wiedzieć jak:) Mnie tego Wojtek nauczył właśnie w dużej mierze, chociaż jeszcze zanim go znałam nieraz mi się tak zdarzało uczynić. Stety albo niestety.
W sierpniu będzie 7 lat:)
25? Jeżeli już jesteśmy szczerzy to myślałam, że jesteś ciutkę młodsza, ale to zasadniczo podpowiada mi, że duchowo jesteś nastolatką :)
UsuńHahahahaha, zapamięta sobie chociaż Ciebie bardzo dobrze.
Znam stan, jak za bardzo poniesie ;) Jak już się zacznie i wie, że się troszkę narozrabiało to co szkodzi zrobić więcej szkód :P
"I nietrudno komuś przywalić tak, że zarobi na szwy. Tylko trzeba wiedzieć jak:)" - Jak? :D
Kiedyś ludzie dawali mi przez to, co piszę więcej lat niż mam, teraz dają mi mniej :D Wohoo, będę wiecznie młoda :D A tak serio to nie przeczę, w pewnych kwestiach nadal mam w sobie raczej rozwydrzoną nastolatkę niż dorosłą kobietę ale...nie czuję się z tym źle:)
UsuńDokładnie.
No...jednak nieraz warto się pohamować. Tylko to bywa cholernie trudne :D
Uderzać w pewne centralne punkty i rozjebać choćby komuś twarz na stoliku :D Musiałabym ci pokazać chyba :D
Rozwydrzoną? Chyba przeginasz ciutkę :) W ogóle to chyba należysz już do tego pokolenia, które nie myśli o starości, a od razu po ślubie nie ma zamiaru się zdziadzieć. Obecna młodzież, ludzie z ostatnich roczników lat 90. właśnie myślą, że nigdy się nie zestarzeją, że ciągle będą nowocześni i ciągle szaleni, tak jak teraz :D
UsuńMoże mi kiedyś pokażesz, kto wie :D
Nieraz jestem właśnie taką rozwydrzoną nastolatką. I nie, akurat o starości myślę. O przyszłości, mamy pewne plany i tak dalej. Już nie uważam się za nieśmiertelną i nie uważam że starość, ta dosłowna, nawet fizyczna mi nie grozi. Jednak dużo robi też to, czym zajmuję się w życiu, no nie? Ale nie uważam po prostu, że mając te 25 lat czy nawet więcej muszę się poddać pewnej presji która zabrania robić pewne głupoty nawet. Po prostu akurat staram się jakoś wypośrdkowywać, dobrze się bawić w dużej mierze, ale stała nowoczesność i szaleństwo....nie nie. Marzy mi się raczej dom w górach nieraz, kominek i wilk pod stopami :D I hodowanie kóz czy coś w tym stylu. Także, u mnie pół na pół. Są dwie mnie, no nie?:D
UsuńCzemu nie:) Ja zawsze na kawę/ piwo/wino zapraszam, przy okazji można też trochę pobawić się w instruktaż bicia :D
Należało mu się. Jak mówiłem, zapłaciłbym, żeby to zobaczyć. Żeby móc obserwować, a może nawet zapisać na video i móc odtwarzać w slow motion. Obserwować mimikę twarzy, spojrzenia. Dobra, jak się nad takimi pierdołami rozwodzę to ludzie dziwnie zaczynają mnie postrzegać, więc się przymknę.
OdpowiedzUsuńMoże bójka to nie jest rozwiązanie. Jasne, że nie, ale kurwa, sam zaczął, tak? Właśnie.
Wiesz co, to masz lepsze bójki do oglądania i analizowania w internecie, serio :D
UsuńI...co z tego, jak cię postrzegają?:>
Pewnie, że to nie rozwiązanie. Przemoc nigdy nim nie jest ale...człowieka ponosi nieraz. Po prostu.
Też uważam, że mu się należało...
OdpowiedzUsuńW sumie furię czułaś już przedtem, ale bądź co bądź to smutne, że instynktem nazywasz działanie pod wpływem alkoholu.
Cóż, różne są ludzkie natury. ;) Uważaj na siebie.
Nie nie, tu nie chodzi o wpływ alkoholu. To jest coś, co już znam, co mnie nachodzi niezależnie od tego czy piłam, czy coś brałam czy byłam po prostu czysta- bo taka furia przychodziła nieraz w różnych momentach życia i to wcale nie alkohol ją wyzwalał. Po prostu znam ten stan i nazywam go instynktem niezależnie czy piłam czy nie, bo wiem skąd przychodzi w pewien sposób i jak wyłącza myślenie. Zostawiając chłodną zwierzęcą kalkulację ostatecznie.
UsuńI owszem:) I uważam, wbrew pozorom:)
ten facet to porażka ale ta Twoja koleżanka też nie jest całkiem ok, tu się wypłakuje do Ciebie i w ogóle, że go kocha, płacze bo ją zdradził a tu w tą samą noc jakiś przygodny seks z przypadkową osobą, w czym jest teraz lepsza od tego kudłatego blondyna? nie jestem zwolennikiem przygodnego sexu, dziwny sposób na odreagowanie
OdpowiedzUsuńKażdy, będąc pod ścianą po prostu reaguje inaczej. Jedni siedzą i płaczą, inni tną sobie ręce, inni piją, ćpają, tworzą rozróby, inni uprawiają przygodny seks. Nie mówię, że to zdrowe, wszystko to działa destrukcyjnie na dłuższą metę. Ale jeśli spadasz na dno, nie myślisz rozsądnie. I jeśli nawet takie coś wyciąga cię z dna, daje po twarzy, powoduje że się budzisz na nowo- dlaczego nie?
UsuńI dla mnie przygodny seks nie jest wcale zły. Sama taki uprawiałam kiedyś:P I dla mnie to spora różnica, bo tu była z jego strony zdrada, gdy byli w związku. Złamanie zasad miedzy dwojgiem ludzi. A tu już zasad żadnych nie było, bo i ludzie już nie byli razem. Mimo że nadal są uczucia, nie ma już owej normy związkowej.
Ja chyba nie umiałabym komuś tak przywalić... chociaż w słusznej sprawie, jeżeli chodzi o kogoś ważnego dla nas i do tego pod wpływem furii to może co innego :p
OdpowiedzUsuńGeneralnie nigdy się z nikim nie biłam, pomijając oczywiście dzieciństwo, kiedy bójki z moim rodzeństwem były codziennością. Ale to trochę inna kategoria chyba :D
Nie wiesz czy potrafisz przywalić, póki nie jesteś pod ścianą tak naprawdę.
UsuńNo, dzieciństwo to raczej za specjalnie się nie liczy właśnie, to całkiem co innego :D
Ja tam nienawidzę patrzeć jak ktoś się bije, a co dopiero komuś przywalić. Ale wiesz co? Należało mu się. Za te wszystkie świństwa, które zrobił.
OdpowiedzUsuńWiesz, ja nie uważam, że przemoc to rozwiązanie jakieś ale...nieraz ja właśnie ją lubię. Brutalna natura wygrywa jednak.
UsuńI wiem że się należało akurat, dlatego sobie tego nie wyrzucam tym razem, że mnie poniosło.
Też zdaję sobie sprawę z tego, że to nie rozwiązanie. No ale, właśnie zawsze jest jakieś ale. Może po tym zapamięta, że nie powinien się tak zachowywać.
UsuńMoże. Zobaczymy po prostu:)
UsuńCzytając posta wciąż mi w głowie leciały "Wilki dwa" Luxtorpedy, no jak nic widziałam je w Tobie ;) Twarda kobieta z Ciebie! Imponują mi osoby, które potrafią się zatroszczyć nie tylko o siebie i porządnie komuś przywalić, ha. Pewnie dlatego, że sama siebie nie wyobrażam w tej roli :D
OdpowiedzUsuńCholernie ciężko jest zaakceptować swoją ciemną stronę. Ale coraz bardziej dostrzegam, że taka równowaga jest niezbędna. I szalenie pociągająca.
Znam kawałek i owszem, pasuje tutaj:) Chociaż czasem to nie dwa wilki, a wręcz smok o stu głowach :D
UsuńNikt sobie nie wyobraża siebie w tej roli, póki nie jest postawiony pod murem, po prostu:)
Dokładnie. Tam, gdzie pada słońce, musi być i cień.
Jesteś twarda,już cię lubię.
OdpowiedzUsuńCóż, dzięki:)
Usuń