-Nie wierzę...-wyrwało mi się
półgłosem, gdy otworzyłam skrzynkę pocztową.
Coś mnie tknęło, po prostu. Już od
roku chyba nie sprawdzałam starego maila, tego, którego kiedyś
używałam do pisania poprzedniego bloga. Nie wiem dlaczego, ale coś
mnie tknęło, żeby się zalogować i pousuwać spam. Całkiem
irracjonalne, nawet jak na mnie.
Pierwsza w nocy, pokój rozświetlony
tylko ekranem monitora. Cisza, którą przerywa szum prysznica, pod
którym oczyszcza się z trudów dnia mój Mąż. Moje oczy muszą
być ogromne, źrenice nie są rozszerzone tylko brakiem światła.
Jedna wiadomość i wracają wszystkie, niby nic nie znaczące wspomnienia. Wiadomość sprzed niecałego tygodnia, nie zdążyła zaniknąć w spamie. Uderza świeżością. Uderza...prawdziwością, choć przecież jest tak nierealna, nienamacana. To tylko literki na ekranie.
Jedna wiadomość i wracają wszystkie, niby nic nie znaczące wspomnienia. Wiadomość sprzed niecałego tygodnia, nie zdążyła zaniknąć w spamie. Uderza świeżością. Uderza...prawdziwością, choć przecież jest tak nierealna, nienamacana. To tylko literki na ekranie.
Otwieram i czytam, najpierw pobieżnie,
przez pierwsze zaskoczenie, szybko. Wiele słów, nad którymi nie
potrafię się od razu skupić. Zrozumieć.
Choć, teraz wiele rozumiem, bo jestem
przecież starsza. Jestem...bardziej doświadczona i widzę inaczej.
I po latach nie wiem, czy mogłabym cię
nazwać po prostu kumplem, choć wtedy, do tego jednego głupiego
incydentu, tak uważałam. Bo przecież miałam swojego Męża,
swojego ukochanego i ty o tym wiedziałeś. Mogliśmy być po latach
przyjaciółmi ( bo przyjaźnie buduje się latami) ale to ty
chciałeś czegoś więcej. Nie mogę po latach nazwać się kumplem,
bo to też wymaga wzajemności. A tej nie było. Było za dużo
emocji, których ja, głupia, wtedy się nie domyślałam.
"Dzisiaj mijają dokładnie 4
lata, od kiedy się widzieliśmy, ten ostatni raz. Od wielu miesięcy
zastanawiam się, by się do Ciebie odezwać. Zastanawiam się, kim
teraz jesteś. Gdzie żyjesz, czy tak bardzo się zmieniłaś. Bo
czas zmienia nas wszystkich, ja też już jestem inny. Od paru
miesięcy ciągle myślę, czy nadal się tak uśmiechasz, jak
spędzasz noce, z kim sypiasz. Czy ciągle szczęśliwie kochasz.
Tak, czy szczęśliwie kochasz,
czego nie mogłem wtedy zrozumieć, zapatrzony w siebie, w swoje
uczucia. I tym zapatrzeniem te 4 lata temu wszystko przecież
popsułem. A może nie popsułem. Może tak miało być właśnie."
Może tak miało być. Słowa,
które słyszę za często w ostatnich właśnie miesiącach. W
miesiącach, gdy ludzie odchodzą, odchodzą na zawsze. W miesiącach,
gdy ludzie...wracają. Ci, których się nawet nie spodziewam. W
miesiącach, gdy coraz więcej też nowych spotkań, spotkań przez
odchodzenie. Cykl się zamyka.
Czy świat chce mi coś powiedzieć,
czy chce mi czasem coś wynagrodzić? Choć, to śmieszne, nie można
mówić o nagrodach i karach od wszechświata. To nie działa w ten
sposób.
Kręgi. Kręgi na wodzie.
Czasem zastanawiam się, czy naprawdę
mam się doszukiwać w tym wszystkim sensu, czy nadal szukać
odpowiedzi, choć wiem, że niektóre uzyskam dopiero, gdy zniknie
ciało, które łączy mnie z tym światem? Czy to wszystko mam
składać w całość? W jaką całość?
Czy jest całość skoro mijamy się,
jak te okręty na bezkresnych oceanach Mijamy się i przemijamy. Czy
tylko tak po prostu?
Jeden głupi list, a pojawiły się
znów te pytania, w nocy, gdy przebudzałam się po dziwnych snach.
We śnie połykasz gronostaje o
złotej sierści, połykasz je żywe i zaraz potem wypluwasz, klęcząc
na podłodze z luster. Złote futro doprowadza aż do mdłości
łaskocząc przełyk. Znów odbicia, rozmazane odbicia cudzych
twarzy.
Gronostaj, symbol tkliwej miłości,
nostalgii, dawnych uczuć. Och, umyśle, mogłeś się lepiej
postarać i dać mi w snach trudniejszą zagadkę. Rozmazuję obrazy
wychodząc sobie sama naprzeciw, śmiejąc się szyderczo. Jest już
poranek.
Rozmawiam o wszystkim z Mężem, o
liście, o głupich snach. Nie mamy przed sobą tajemnic, dlatego
wie, że cokolwiek zrobię, nie musi być zazdrosny. Pyta się
jednak, czy jestem pewna, czy chcę odpisać.
-Sama nie wiem, co mam napisać...
-Nie chodzi mi o słowa. Czy jesteś
pewna, że chcesz znowu zacząć. Zacząć znów się obwiniać jak
coś nie wyjdzie. Nie wchodzi się ponoć dwa razy do tej samej
rzeki.
-Wiem.
Decyzję jak zawsze zostawia mi, już
po naszym czułym pożegnaniu. Znów się rozstajemy na parę dni,
wracam na praktyki. Może gdy odetnę się w tamtym świecie, na nowo
wszystko przemyślę.
Czytam znów odkrytą nocą wiadomość.
Zastanawiam się nad słowami pijąc
kolejną herbatę. Nic nie przychodzi do głowy.
Pamiętam jak się poznaliśmy, tak
banalnie, po prostu, w sieci. Tak jak poznałam wielu ludzi. Czytałeś
mojego bloga, choć sam swojego nie pisałeś. Napisałeś do mnie
maila, czepliwego, z paroma pytaniami. Buta i cynizm. Kochane fasady,
prawda?
Bo zawsze na początku ten twój
czepliwy ton, czy rozmawiało się z tobą przez telefon, czy
wymieniało krótkie zdania na komunikatorze, czy długie maile. A
potem miękłeś, bo wiedziałeś, że nie musisz udawać. Zaczynałeś
mówić inaczej. Jakby maski opadały, wszystkie piórka cynizmu, w
które się stroiłeś.
Wymienialiśmy się opiniami, tak po
prostu. Rozmawialiśmy na temat idei, zdarzeń, polityki i sztuki.
Nigdy osobiście, choć, ty nie musiałeś pytać, wszystko o mnie
wiedziałeś bo obnażałam wszystkie emocje i zdarzenia na blogu,
jak robię to i teraz. A ja nie dopytywałam. To był ten mur,
którego nie musiałam na siłę przeskakiwać. Gdy sam zechcesz,
znajdziesz furtki. Nie ja jestem od wykopywania przejść, ja tylko
siedzę na zewnątrz w pozycji lotosu, siedzę i patrzę ze spokojem
na cegły. Ja po prostu jestem. Nic nie oczekując, bo mam swoje
życie. To nigdy na tym nie polegało.
Pół roku różnic zdań. Nie
wiedziałam ile masz lat, czym się zajmujesz. To nie miało
znaczenia, zresztą, czy ma je kiedykolwiek? Człowieka nie trzeba
określać.
Czasem miałam wrażenie, że nigdy się
nie porozumiemy.
Czasem miałam wrażenie, że jesteś
jakimś nieślubnym potomkiem Shopenhauera, ze swoim pesymizmem.
Czasem zastanawiało mnie czy ta negacja wszystkiego nie jest jakimś
próbowaniem mnie, bo przecież nie można tak bardzo, bardzo być na
nie.
Aż wreszcie doszło do komizmu, gdy na
pewnym forum wpadłam na ciebie przypadkiem i poznałam twój styl
pisania, twój nick, bo przecież, tak łatwo było cię przejrzeć.
Dla mnie było to łatwe. Bo mogłam przecież przejrzeć twoje
myśli, znałam twoje poglądy.
Napisałam do ciebie. Przez dwa
tygodnie udawałeś, że to nie ty. Nie naciskałam, nie drążyłam
tematu. Było mi trochę głupio, że być może weszłam brutalnie
na twój teren, którym nie chciałeś się dzielić. Ale ciekawość,
jak to u kobiety takiej jak ja, była większa i poszłam dalej.
Znalazłam cię w innych miejscach, nic
ci jednak nie mówiąc.
Wiedziałam już o tobie coś więcej,
wiedziałam więcej niż to, co skrywał twój umysł. Wiedziałam
przecież, och, jak mogłam nie wiedzieć.
Za fasadami cynizmu i negacji tyle
bólu, tyle rozpaczy. Tyle pomysłów, jak skrócić swoje życie.
Tyle lęku.
Nie chciałam udawać, że nic nie
wiem, czekać za murem. Ja, jak to ja, nie potrafiłam. Napisałam
cholernie długiego maila.
Nie odzywałeś się przez parę dni,
wreszcie tama pękła. Mam wrażenie, że w tych literach na ekranie
było wiele łez, te czarne szlaczki to ich drogi na policzkach.
Rozmawialiśmy już inaczej. Nadal
stale obecne idee i sztuka, religie i polityka. Ale też osobiste
wyznania. Co czytałem ostatnio. Co oglądałem. Dlaczego się
dzisiaj nie zabiłem.
Podałam ci swój numer. Kiedy
zadzwonił wieczorem nieznany numer, odebrałam, trochę zaskoczona,
słysząc męski głos. Delikatny, rozbrzmiewający jak zza oceanu.
Jak zza ściany, choć przecież, tak blisko ust, tak blisko uszu...a
jednak odległość. Odległość wszystkiego, jednego świata od
drugiego, nie liczona wcale kilometrami.
Najpierw szept, potem pewna siebie
fasada.
W końcu liczne rozmowy gdy nie miałam
nic innego do roboty. Lubiłam je, cholera, lubiłam z tobą po
prostu rozmawiać.
Pamiętam suche "gratuluję"
gdy powiedziałam ci o planie kolejnego ślubu. Jedyna moja radość,
która nie sprawiała radości tobie to moja miłość. Powinnam była
wtedy się domyślić, powinnam była...ale czy człowiek czasem
wręcz nie chce być ślepy?
Kolejne dni, rozmowy, czas płynął.
Kolejne pół roku, w ciągu którego praktycznie nie wychodziłeś z
domu i z sieci, bojący się ludzi. Hikikomori, cholera, czepiałam
się ciebie, a ty rozumiałeś o co chodzi, bo tak samo lubiliśmy
anime.
Och tak, anime. Dzieliliśmy się
wrażeniami z każdego obejrzanego. Ja oglądałam każde z Mężem,
ty sam w swoim ciemnym pokoju.
Niedawno z Mężem znów oglądaliśmy
Serial Experiment Lain, tą Lain...a teraz ty się odezwałeś.
Kolejny znak? Bo pamiętam ten telefon, rozmowę na temat właśnie
tego anime, gdy trochę za bardzo naćpany kolejnymi lekami, które
mają ukoić lęki, powiedziałeś, że tak mnie sobie właśnie
wyobrażasz.
Zaśmiałam się z niedowierzaniem i
zaczęłam mówić, że w sumie taki warkoczyk jak Lain to miałam
rok temu, ale teraz znowu opitoliłam głowę, więc odpadam.
Ale ty kontynuowałeś, tym swoim
delikatnym głosem, mówiąc, że jestem jak Lain, znalazłam cię w
sieci, w Wired, że jestem jakby tam wszędzie, bo gdzie nie trafisz,
jestem ja. Jestem jak Lain, są mnie dwie, a może i więcej, jest ta
realna, dla prawdziwego świata i ta wirtualna, dla świata ludzi
takich jak on. Jestem Lain. Jego Lain.
Nie zwróciłam na to uwagi, podobało
mi się to porównanie nawet. Nie zwróciłam uwagi na wszystko, co w
tym było. Udawałam, że nie słyszałam cichego szeptu szlochu. Bo
już rozmawialiśmy o czymś innym.
(Ktoś jeszcze nazywał cię Lain, prawda, Frido? Och, jakie to uporczywe!)
(Ktoś jeszcze nazywał cię Lain, prawda, Frido? Och, jakie to uporczywe!)
W końcu powiedziałeś mi, że też
jesteś z Poznania. Nie wiem, ile cię to kosztowało, wysiłku,
pokonania lęków. Ja, zawsze żyjąca wśród ludzi, nie mogę sobie
tego nawet wyobrazić.
Spotkaliśmy się pierwszy raz na
kawie, w malutkiej, ciemnej kawiarni. Nie wiedziałam jak wyglądasz,
ale wiedziałam od razu, że to ty. Udający uśmiech, a łypiący na
boki ze strachem, jak zaszczute zwierzę. Nie musiałam dzwonić,
żebyś mi machał, gdy zobaczyłam te zgarbione, chude plecy.
Dotknęłam ich, przystając za tobą. Wzdrygnąłeś się z
przerażeniem.
Przez pierwszą godzinę rozmowa się
nie kleiła. Przy drugiej znajdowały się słowa, tak bardzo, że
nawet gdy gestykulowałeś mogłam zobaczyć kawałek pociętej
żyletkami i scyzorykami ręki.
Myślałeś, że mnie strasznie
zraziłeś, ale nic z tego. Przecież, ja znałam twoje myśli. Nie
skrępowanie patrzenia w oczy, nie ciało, którego nie znosiłeś.
Byłam Lain. I może nie powinnam
przechodzić z jednego świata do drugiego.
Bo potem była kolejna kawa. I kolejna,
która zakończyła się małą ludzką tragedią. Chciałeś mnie
pocałować. A ja zawsze reaguję w ten sam sposób. Pięścią w nos
i krzykiem.
"Co ty sobie wyobrażasz?! Co ty
kurwa sobie myślisz?!"
Poniosło mnie. Zostawiłam cię tam, z
krwawiącym nosem rozłożonego na podłodze ( cóż, zawsze miałam
zabójczy cios), ze zdziwionymi spojrzeniami ludzi, których wzroku
się bałeś. Jak mogłam cię tak zostawić, myślałam potem z
wyrzutem. No jak?! Podła kretynka.
Powiedziałam o wszystkim Mężowi, a
ten ze spokojem powiedział tylko swoje "ostrzegałem, mówiłem,
że tak może być, nie posłuchałaś". Miał rację, cholera.
Widział uczucia człowieka którego nie poznał, a ja ich nie
dostrzegłam. Widziała uczucia kogoś, kogo chciałam z nim poznać,
kogoś, z kim miał pić piwo, a kto robił mu wbrew. Wbrew mi. A
może i wbrew sobie. Jak mogłam być tak ślepa?!
Napisałam kolejnego maila. Z
wyjaśnieniem. Z przeprosinami. Z mętlikiem.
Wiedziałam, że najlepiej po prostu
odejść. Wymieniliśmy tylko kilka wiadomości, oboje
zdecydowaliśmy, a może to ja zdecydowałam, że lepiej będzie, gdy
się do mnie nie odezwie. Przez jakiś czas, a ja nie będę męczyć
go sobą.
Czas mijał. Lata mijały, to wszystko
jak widać nie miało takiego znaczenia, skoro wręcz o tym
zapomniałam. Nie katowałam się już myślami, że kogoś
skrzywdziłam, bo cudze uczucia cóż...to nie tylko nasz wybór. Ja
od początku grałam fair. A wchodząc w życie drugiego człowieka
nigdy nie wiesz, co się narodzi. Dobre czy złe rzeczy. Czasem tylko
trzeba ponieść bolesne konsekwencje.
Tyle lat. I nagle ta wiadomość.
Pamiętasz, tak dokładnie pamiętasz ten dzień? Ja musiałam sobie
przypomnieć przez twój list.
Bogowie, jak nieraz nie zdajemy sobie
sprawy, co jest dla kogoś ważne. Jak my stajemy się ważni. Jak
często tego po prostu nie chcemy widzieć.
Tak, jestem ciekawa, co u ciebie.
Najważniejsze że nadal żyjesz. Nie poddałeś się, nie zabijesz.
Choć, jak piszesz, to życie nie jest za ciekawe. Za dobre.
"Nie wchodzi się dwa razy do tej
samej rzeki". Kiedyś już mnie ostrzegałeś Mężu, nie
posłuchałam. Nigdy nie chciałam nikogo skrzywdzić i nie chcę
teraz. Choć łudzę się, że widząc dawne błędy....
Czy na pewno? Dawne błędy nie zawsze
chronią przed następnymi, choć się na nich uczymy.
Mijamy się.
Kręgi na wodzie.
Rozmyte twarze, te które wcale nie
odpoczęły te, których nie da się zapomnieć.
Jesteśmy tylko ludźmi, w tym czy
innym świecie. Jesteśmy tylko ludźmi, ale może momentami nie
powinniśmy być?
Zderzamy się ze sobą, jak molekuły
powietrza. Zderzamy jak przeciwstawne ładunki. Tylko czasem, gdy się
dotkniemy, może nastąpić anihilacja. Nie istnieje już materia,
tylko rozproszona energia która...
Zderzamy się ze sobą, mijamy, jak to
ludzie. Powstanie tylko pytanie, czy elektron i pozyton powinny się
znów dotknąć. Czy nie zaburzy to nowej rzeczywistości w czasie,
który przecież nie istnieje. Rodzi się myśl, czy kolejne impulsy
w sieci która drga jak sieć pająka ( "Everyone is conected,
Lain") powinny zostać wysłane w przestrzeń.
Może nie powinnam tam wchodzić, ale
ten impuls, myśl intuicji, myśl czarownicy...
Jeden czyn pociąga za sobą następne,
choć tylko się mijamy.
Pewnie historie może nie mają końca,
koniec zawsze był ułudą. Każde zdarzenie ma swoją konsekwencję.
Akcja i reakcja.
O czym chcesz mi powiedzieć
wszechświecie? Czy przez niego...?
Straciłam wszystko, wszystko już
zyskałam w życiu. Wieczna równowaga.
Jesteśmy ludźmi, po prostu się
mijamy.
Pojawia się pytanie, czy powinniśmy
odpuścić i dać sobie przeminąć.
Najwyraźniej niczego nie rozumiesz
Szkoda, bo zdajesz się być
porządnym człowiekiem
A wszystkie lęki, które
pielęgnujesz
Zmienią się w szept w twoim uchu
I wiesz że to co mówię może cię
zranić
I wiesz jak wiele to znaczy
I niczego już nie czujesz
Odpływam, rozmywam się, straciłam
już wszystko.
A ty najwyraźniej nie rozumiesz
swojego położenia
Wstydzę się, że mogę czytać
twoje myśli
I wszystkie rzeczy, które tam
czytam...
Świeca oświetla nasz uśmiech,
który dzielimy
I wiesz, że nie chciałam cię
zranić
I wiesz jak wiele to znaczy
I niczego już nie czujesz
Odpływam, rozmywam się
Tonę
Pomóż mi złapać oddech
Sama siebie krzywdzę, straciłam
wszystko
Przegrywam
Pomóż mi złapać oddech- Boa,
Duvet (opening Serial Experiment Lain)
Niektóre historie powinny się zasklepić tak jak kalus zarasta miejsce uciętej (prawidłowo) gałęzi drzew liściastych i ich nie odgrzebywać. Przecież był powód, z którego się skończyła, nie?
OdpowiedzUsuńDokładnie, jest powód. Tylko właśnie zastanawia mnie, czy skoro dla mnie historia się skończyła, skończyła się dla kogoś w ten sposób, skoro ten ktoś ją już odgrzebał? Jak widać, być może to nie jest zasklepione. W tym rzecz.
UsuńCiężko mi coś napisać na ten temat... Bo ja bym nie chciała takich "znajomych" jeśli miałabym męża, ba! nawet teraz mając tylko narzeczonego. Jednak tak ogólnikowo... To czasem coś o czym już zapomnieliśmy nagle nam się przypomina dzięki czemuś, komuś... I to jest nieprzyjemne. Rodzi mętlik.
OdpowiedzUsuńWiesz, to, że jestem z mężem, jestem w związku nie oznacza, że odcina mnie to od innych ludzi. Z wieloma ludźmi mam bliskie kontakty, prowadzę wielogodzinne rozmowy, jestem w ich życiu i, jeśli idzie o płeć, dla mnie nie ma ona znaczenia (dodajmy, że w dużej mierze jestem jakoś jednak biseksualna, tak, uprawiałam seks z kobieta). I dla mnie bycie z kimś w jednej, wyjątkowej relacji nie powoduje jakiegoś "zakazu "innych. I akurat mój Mąż to doskonale rozumie:) Bo są jedne, wyjątkowe uczucia i jest wielu ludzi, z którymi też można być blisko. Znajomi, przyjaciele. Jedno nie wyklucza drugiego jak dla mnie, ale to jasne, kwestia jak się na to spojrzy. Bo też czasem ktoś właśnie wyobrazi sobie za dużo, a my możemy tego nie spostrzec ( i taki był mój błąd i tu się kajam).
UsuńI dokładnie, jest mętlik, bo nagle jest wszystkiego za dużo. I trzeba się nad tym wszystkim zastanowić:)
Źle mnie zrozumiałaś. Chodzi, mi o to,że jednak to nie był ktoś normalny, nie wiem chyba jak to ładnie nazwać. Bo nie uznaje związku jakiegokolwiek za więzienie i za nakaz urywania kontaktów. Nie, absolutnie nie. Ale jeśli widzę,żę ktoś coś chce to po prostu trzymam się zdaleka i nie robię nadziei. Bo nie wszyscy rozumieją to,że jest się w związku. A miałam paru natrętów co potrafili wypisywać smsy, i mieli w dupie czy kogoś mam czy nie bo chcieli seksu ode mnie i spotykania się, nawet jeśli to była zdrada. A tutaj jeszcze bardziej wydaje mi się to chore. I nic nie ma do tego czy jesteś biseksualna czy nie. Chodzi mi o taki typ znajomości. A poza tym nie pisz mi z kim i jak uprawiałaś seks bo uważam to za coś też wzniosłego, bardzo intymnego i jakoś nie potrafiłabym tak szastać swoim ciałem :P Bo dla mnie to tak to znaczy, nie jestem cnotką, ale to jest coś ważnego, nie tylko fizycznego... No ale to dla mnie. Nie lubię po prostu czytać o tym kto i jak uprawiał seks z iloma i w ogóle bo jakoś na mnie to wrażenia nie robi :)
UsuńZastanowić... A zastanawianie czasem rani, myślenie o tym. Ale to już myślę raczej o zupełnie innych sprawach.
Fakt, le zrozumiałam, nic nowego :D I jasne, jak widzisz. Moim błędem było to, że nie widziałam. nie wpadło mi to do głowy, że ktoś może chcieć czegoś więcej. Tu jest pies pogrzebany. Bo wtedy cóż...należy się często właśnie z honorem wycofać, żeby właśnie tego kogoś nie ranić. I nie doszło do takiej skrajności, jaka przed laty miała miejsce u mnie.
UsuńI nie chodziło mi tutaj o żadne wrażenie, kobieto :D Tylko o to, że po prostu płeć w relacji nie ma dla mnie znaczenia :D A każdy ma podejście do seksu jakie ma i ja to szanuję po prostu:) Ale dziękuję za mówienie że szastam ciałem, spoko :D
I zapewne:)
Aha i w tej relacji nie chodziło jak w natrętach raczej o seks, tylko o pewną bliskość drugiego człowieka, która może być źle zrozumiana. Nie popęd fizyczny i wypisywanie smsów :D Tylko raczej po prostu pewien rodzaj zagubienia i potrzeby uczucia. Ale, to już mniejsza o to:)
UsuńMoże jestem zbyt empatyczna bo zawsze widzę jak ktoś coś... Zaczyna czuć itp. Dałam przykład akurat swoich smsów, ale chodziło mi o to,że Ty mnei zrozumiałąś, ale chyba nie ważne.
UsuńNo i z tego co pisałaś, to nie przeszkadzało Ci,że masz duże doświadczenie seksualne i jesteś biseksualna, po prostu mnie nie interesuje i nie mam ochoty czytać o tym :P dlatego napisałam to, bo dla mnie to jak szastanie swoim ciałem, taki mam pogląd. Co zrobisz. Nie podoba mi się coś takiego i nie muszę o tym wiedzieć :) I piszę byś mogła zachować to na drugi raz dla siebie :)
Szkoda mi gościa. Wiem co to samookaleczenie i to naprawdę nic dobrego. Nikt z nas nie jest wyrocznią i nie wie co drugi człowiek sobie o nas myśli.Sama nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji...Naprawdę nie wiem...Mam nadzieję,że wszystko się ułoży...
OdpowiedzUsuńŻaden ból, który sprawia, że robimy sobie takie rzeczy po prostu nie jest dobry. Ale też...nigdy nikt sobie za kogoś z nim nie poradzi, tego też się z czasem nauczyłam. I właśnie nieraz nie można zobaczyć do końca, co tkwi w drugim człowieku, choć wydawało się, że zna się jego myśli.
UsuńI zobaczymy. Na razie zastanawiam się, czy ma coś w ogóle się na nowo układać.
Orany. Coś mnie trafiło prosto w serce w tym, co napisałaś. Cała historia..., trochę podobna do mojej, która kiedyś mi się przytrafiła, chociaż ja bym nie potrafiła przyłożyć :) Ja bym odpisała, po tak długim czasie, po tym, że ta osoba była dla mnie ważna, obojętnie, co tam się zdarzyło w międzyczasie, byłabym ciekawa, co u niej się dzieje, czy sobie jakoś radzi, a co najważniejsze - w głowie chodziłoby mi przez cały czas, czy wybaczyła. Bo nie cierpię niewyjaśnionych sytuacji, nienawidzę kogoś ranić i często wolę sobie ująć niż zranić, ale czasem też nie ma innego wyjścia.
OdpowiedzUsuńMoże nie warto czasem czegoś kończyć? Może warto zaryzykować i rozpocząć coś, co było wartościowe? Może ten człowiek nie byłby wart całkowitego odstawienia?
Powiem Ci szczerze, że czasami ja decyduję się na odnowienie, na jedną wiadomość, która albo może zaskoczyć pozytywnie lub negatywnie, mogę dostać odpowiedź lub nie. Najgorzej jest w ogóle nie odpowiedzieć, mniejszy ból dostaję, gdy ktoś odpisze, że już za późno na kolejne powroty...
No ja akurat potrafię przyłożyć z za dużym aż impetem:)
UsuńWiesz...czas wiele zmienia, to prawda. I jasne, że jeśli ktoś cokolwiek znaczył, to chce się wiedzieć, co u niego, jak życie, po prostu, jak sobie teraz radzi...I nawet nie chodzi o wybaczenie czy niedokończone historie, bo wszystko sobie wyjaśniliśmy. Tak samo nie chodzi może do końca o odstawienie w sensie pozbywania się człowieka- tylko jako o wybieranie mniejszego zła.
Więc w tym momencie pojawia się dylemat, co będzie mniejszym złem właśnie. Odzew, czy jego brak? Bo wszystko ma swoje konsekwencje, jak miało i w przeszłości. Po prostu, to rzecz, nad którą muszę się jeszcze troszkę zastanowić:)
Podziwiam :).
UsuńWiem, wiem, że u Ciebie o to nie chodzi, napisałam Ci, jak mniej więcej to wyglądało u mnie :)
Wiadomo, że tak, a wybieranie mniejszego zła, to według mnie, jedna z najtrudniejszych decyzji. I tak na podstawie własnego doświadczenia powiem Ci, że ja zawsze nigdy nie byłam do końca przekonana, że wybrałam dobrze.
Życzę w takim razie powodzenia, żebyś dobrze podjęła decyzję i była jej pewna :)
Szczerze mówiąc, nie wiem co mam napisać. Myślę, że to dobrze, że powiedziałaś wszystkie mężowi, bo jakiekolwiek tajemnice w związku tpo według mnie brak zaufania do tej drugiej osoby. Nie jestem specjalistkąt, nie byłam w związku nigdy ale widząc chociażby moich rodziców wiem, że każde kłamstwo predzej czy później wyjdzie na jaw.
OdpowiedzUsuńmyheart-mymusic.blogspot.com
Dobrze, że możesz tak otwarcie rozmawiać z Nim. Nie wiele ma taki luxus...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Może ta historia prosi się o jakieś lepsze zakończenie, chociaż wydawałoby się, że takie już ma. Może to odświeżenie jej nie jest takie złe, przez cztery lata mogło się dużo zmienić, a to uczucie wyblaknąć. Chociaż, kto wie...
OdpowiedzUsuńMuszę koniecznie obejrzeć to anime, właśnie szukam czegoś dobrego na zabicie nudy.
Zawsze wyznawałam zasadę, że powinno się słuchać swojego serca i rozumu. Zapytaj serca czy chcesz mieć znów z nim kontakt. Sama wiesz, że jeśli teraz tego kontaktu nie odnowisz, kiedyś może nadejść dzień w którym nie będziesz miała takiej możliwości. Czy będzie Ci wtedy żal?
OdpowiedzUsuńTak cholernie mi to coś przypomina...
OdpowiedzUsuńnie chce oceniać tego chłopaka o którym napisałaś, wiem tylko, że miał jakieś problemy ze sobą i to na tyle duże, że myślał o skończeniu z sobą, fajnie,że to Cię nie odstraszyło i że jakoś przez waszą rozmowę pokazywałaś mu inne rozwiązania. Jestem pewien, że bardzo wiele go kosztowało napisanie do Ciebie. W sumie upokorzyłaś go tym ciosem. Może ten list z jego strony to próba zrehabilitowania się, odzyskania godności w swoich oczach. Myślę, że moglibyście wrócić ro rozmowy skoro obojgu wam sprawiała przyjemność tylko tym razem wyraźnie ustalił bym granice. Wydaje mi się, że znam kobiety, które lubią mieć takich adoratorów tylko od adorowania bo to im podnosi ego. Uważaj, żeby nie zrobić sobie z niego takiego adoratora bo to sprawi, że będzie myślał tylko o Tobie i nie znajdzie sobie kobiety która realnie mogłaby z nim być. Na Twoim miejscu bym rozmawiał, pisał ale się nie spotykał. Zrobisz jak zechcesz. To Twoje życie.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem prawdziwego powodu,
OdpowiedzUsuńJego pięknych słów...
Tak to czytając od razu przypomniał mi się jeden pan, który tez niedawno się odezwał po długim czasie milczenia na które ja nalegałam. Jeden pan, który podobnie jak Twoj chemik chciał więcej, niż mogłam mu dać. Jeśli mam być szczera, pytanie Twojego męża jest tu dosyć ważne. Czy chcesz znów spróbowac. Jeśli miałabym radzić.. Poradziłabym nie rozpoczynanie tego na nowo. Może przynieśc więcej bólu niż jest tego warte..
OdpowiedzUsuńJakoś w maju dostałam na blogową pocztę e-maila od czytelnika, faceta, który nie miał bloga, ale lubił do mnie zaglądać, w sumie zwróciła jego uwage jedna notka, w której mówiłam o swojej poniekąd aspołeczności, no nie ważne. Obszerna wiadomość, którą sączyłam niczym łyk wina. Delektowałam się. Oczywiście pisał, że nie muszę odpisywać, bo... chciał po prostu się komuś wygadać. Oczyścić. A czasem obcej osobie najlepiej jest powierzyć swoje troski. Czy mogłam wobec czegoś takiego przejść obojętnie? Skądże. Odpisałam więc ja, niecierpliwie wyczekując odpowiedzi z Jego strony, która po kilku dniach nadeszła. Znów odpisałam. Przez dwa miesiące, może krócej, może dłużej - pisaliśmy te kilometrowe wiadomości... Aż w końcu się urwało. Przyznam się, w międzyczasie napisałam do niego dwa e-maile. Jeden, może po miesiącu. Napisałam też, w tym pierwszym e-mailu, że mam inny adres, że jestem... Drugi, kiedy odszedł Kordian i jak to bywa - tym razem ja musiałam się wygadać. Odpisałam, pełna nadziei, że odczyta, jeśli odczyta, odpisze. Pamiętałam, że rzadzko wchodził na pocztę, próbowałam sobie to wytłumaczyć: dlaczego taką pustkę czuje? Przecież to ktoś obcy. Ktoś, kto chciał przyjechać tu, do Krakowa, ktoś, z kim miałam pozwiedzać, połazić, pogadać. Po prostu. I ten ktoś nadal jest mi obcy, a coś dziwnego sie wytworzyło. Bardzo dziwnego.
OdpowiedzUsuńNo i co, kochana, odpisałaś? Znaczy widzę, że napisałaś, że jego życie jest "za dobre" więc nie wiem co myśleć. Niby nie powinno się wchodzić drugi raz do tej samej rzeki.. Ale czasem może warto zaryzykować?
Ryczeć mi się chce cholera jasna, bo Twoje słowa są mi tak cholernie bliskie.
OdpowiedzUsuńNigdy żaden mężczyzna nie napisał do mnie przez znajomość blogową czy przez prymat słów jakie tam zamieszczam...
...ale kiedyś dawno temu poznałam w sieci faceta. W momencie,kiedy moje życie przewalało się do góry nogami, kiedy byłam "sama", a tak bardzo potrzebowałam silnych,męskich ramion...
Długa historia i chyba zbyt osobista, aby opisać ją na łamach bloga.
Tak czy inaczej ta znajomość właśnie skłoniła mnie do założenia bloga, do wywalenia myśli, które od dawna leżą mi na wątrobie...
Dlatego też początkowo mój blog przyjął formę listów, potem wszystko się zmieniło...zresztą jak znajdziesz chwilę zapraszam do siebie i do moich początków zrozumiesz wtedy co mam na myśli :) Choć myślę, że kilka moich słów już teraz rzuciło cień na całą historię,którą rozumiesz.
Tak czy inaczej...w momencie,kiedy moje życie wróciło do normy,kiedy poukładałam sobie świat bez niego, on wrócił nagle,jak gdyby nigdy nic...
Jedną wiadomością zburzył mój porządek...
Stąd te moje łzy i jakaś bliskość związana z Twoimi słowami.
Ściskam :*
Wiesz Frida… A ja myślę, że to bardzo dobrze, że mu odpisałaś (albo odpiszesz, bo tak zrozumiałam Twoją decyzję). Patrząc też na to z perspektywy tego jakim on jest człowiekiem, z perspektywy jego psychiki, która w przeszłości miała chwile załamania i w tych jego słowach napisanych do Ciebie, które przytoczyłaś, może też można dopatrywać się jakiegoś cierpienia, kolejnego załamania? Dobrze, że odpisałaś, bo widzisz… Ty pewnie byłaś cały czas mniej lub bardziej obecna w jego świecie, w jego głowie przez te 4 lata milczenia. A może taki lęk i wysiłek jakim było dla niego, kiedyś, powiedzenie, że jest z Poznania, towarzyszył mu i przy wysyłaniu maila do Ciebie po latach, bo przecież on nadal pamięta datę waszego ostatniego spotkania! Wyobrażasz sobie jak musiał bić się z myślami czy wysłać tego maila czy nie, jak Ty go w ogóle odbierzesz, a jak już wysłał, jak bardzo oczekiwał Twojej odpowiedzi… Bo za tym cynizmem, który tak często mu towarzyszył chyba kryje się bardzo delikatna, krucha osoba.
OdpowiedzUsuńI wiesz… Czasami tak właśnie jest. Jesteśmy bardzo ślepi. Spędzamy z kimś dużo czasu, fajnie się dogadujemy, mówimy coś, nie do końca domyślając się, że ta osoba bierze sobie to aż tak do serca, z naszej strony to tylko i aż przyjaźń, ale dla tej drugiej osoby to może być coś więcej. I najgorzej jest jak właśnie jakieś jedno przypadkowe zdarzenie nam to uświadamia, później widzimy, że tych zdarzeń mogło być więcej, ale dla nas, żyjących w tej nieświadomości, to cały czas przecież była przyjaźń. I wtedy dopiero jesteśmy w szoku, wtedy może wszystko runąć, gdy powoli sobie uświadamiamy to co tak naprawdę się działo.
Niektórzy ludzie bardzo cenią sobie przyjaźń i nie rzucają tego słowa na wiatr, ja sama obchodzę się z nią bardzo ostrożnie i ją cenię, może też należę do tej grupy, dla której słowo przyjaciel jednak coś znaczy i ktoś musi sobie 'zapracować' na to miano, jeżeli w ogóle dostanie taką szansę, bo może po prostu trochę nieufnie podchodzę do ludzi. Ale nie o tym... Ty może byłaś dla niego właśnie taką jedną z niewielu osób, którą mógł nazwać przyjacielem. Może nie zmienił się, nadal boi się ludzi i po prostu jest mu potrzebny przyjaciel, jakim dla niego byłaś i może nie ma się o co martwić, bo już sobie uświadomił to, że jesteś szczęśliwa ze swoim Mężem, może on chce teraz po prostu tylko przyjaciela. Wiele wyjaśni się dla Ciebie zapewne w kolejnych wiadomościach, jeżeli takie będą, wtedy zobaczysz jakie są jego oczekiwania tym razem.
I chyba już wystarczy tego mojego gdybania, bo przecież Ty sama znasz jego i tę sytuację najlepiej :)
Trzymam kciuki i wierzę, że wszystko dobrze się skończy, bo przecież bardzo mądra kobieta z Ciebie Frido :) (Tak, tak wiem, mam nie przesadzać ;p). I myślę, że podejmiesz właściwe decyzje :).
(i tym razem to chyba naprawdę przesadziłam z ilością tekstu (ale może on choć trochę pomoże), przepraszam... ale chyba już taka moja 'rozwlekła' natura ;) )
Wiesz, często tak jest, że ludzie niby tak od siebie dalecy nawiązują nić porozumienia przez zrozumienie. Po za tym nigdy nie wiadomo, które decyzje są dobre, zawsze uważam, że warto spróbować, nawet jeśli się wszystko straci ... To warto.
OdpowiedzUsuńZ jednej strony rozum mówi, żeby to zostawić, bo może lepiej nie rozbudzać znów Jego nadziei. Z drugiej serce ciekawi się co u kogoś kto kiedyś był jednak jakoś tam ważny.
OdpowiedzUsuńMiałam kiedyś podobny dylemat, gdy napisał do mnie ktoś kto był mi bliskim przyjacielem. Napisał po wielu latach, był już po ślubie. Pisał, że wciąż zastanawia się jakby to było gdyby na mnie poczekał... Odpisałam, ale starałam się utwierdzić go w przekonaniu, że wszystko dobrze i właściwie się potoczyło, bo po co to rozdrapywać skoro nie można i nie chce się nic zmieniać, no nie?
Cholera... wiem, co czujesz. Może dlatego, że jakiś czas temu dostałam też wiadomość od kogoś, kto dawno temu był ważny, ale wszystko skończyło się... tak ciężko, że dziś aż ciężko mi o tym wspominać. Ale znam to uczucie, te niedowierzanie...
OdpowiedzUsuńI coś w tym wszystkim jest, że nie zdajemy sobie nawet czasem sprawy, jak bardzo możemy stać się dla kogoś ważni. Czasem to jakoś po prostu nie dociera...
Miałam podobną sytuację. Tyle, że z kolegą z uczelni, później przyjacielem. Koniec końców okazało się, że przyjaźń była szczytem jedynie moich marzeń, dla niego to było za mało. Też chciał mnie pocałować, na przystanku... Najpierw przytulił się na pożegnanie i wyszeptał "kocham Cię". Te cholerne słowa, których nie chciałam widzieć w jego czynach, gestach, zachowaniu. NIE CHCIAŁAM, chociaż pod świadomie to czułam. Wolałam udawać, że nic się nie dzieje. Nawet gdy próbował mnie pocałować, a ja go odepchnęłam (nie, nie przywaliłam mu z pięści xD) wolałam udawać, że tego wieczoru nic się nie stało. Nadal rozmawiałam z nim normalnie, tylko... Jakoś tak bardziej zaczął mnie wkurzać. A dziś? Nie wiem gdzie jest i co robi. Czasem mijamy się w szkole, ale poza CZEŚĆ nic więcej nas nie łączy. :)
OdpowiedzUsuńPisałaś też o znakach, zadawałaś wielokrotnie pytania. Ja Ci powiem, że nie wierzę w przypadki i to na pewno coś znaczy. Na pewno Chemik pojawił się teraz w Twoim życiu z jakiegoś powodu. Teraz tylko przed Tobą najtrudniejsze zadanie - odkryć z jakiego i po co.
Wiesz, może on sam bardziej siebie skrzywdził niż Ty jego? Tym silnym przywiązaniem, które nie miało sensu i nie mogło znaleźć spełnienia. A teraz... Nie wiem, może obydwoje potrzebujecie zakończenia tej historii. Bo nawet jeśli ciąg dalszy jest niemożliwy, to na dobre zakończenie zawsze jest miejsce.
OdpowiedzUsuńŻyczę dobrej decyzji i żeby to się wszytko po prosto poukładało...
Och, Lain... bardzo ciężkie dla mnie anime, które oglądałam w bardzo ciężkim dla mnie okresie. Było... dziwne. Ale soundtrack, opening własnie bardzo dobry.
OdpowiedzUsuńTeż uważam, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki... ale czasem tak patrzę, np. na profile znajomych z dawnych lat i w sumie mam czasem ochotę napisać. I pisałam nawet, pisaliśmy, ale zawsze to tylko facebook. A z dawnymi miłościami? Nie, tego nie dotykam. Nie wracam nigdy, choć też i nie uciekam, kiedy się spotkamy na ulicy.
Czasem bardzo trudno...nie wracać do przeszłości..
OdpowiedzUsuńAle historia! I dobrze, że masz wyrozumiałego męża, jak mało która kobieta.
OdpowiedzUsuńTakie wspomnienia pokazują, że nie wszystko udaje nam się wykasować w pamięci. Powroty w związkach to nic dobrego. Jeśli coś nie wyszło za pierwszym razem, to z pewnością nie bez powodu.
OdpowiedzUsuńchyba każdy ma choć jedną taką bliską osobę, która nagle znika z życia, a później wraca, tyle emocji i uczuć wtedy się pojawia. często dla jednej strony jest to tylko kumpel/kumpela, ale i tak nie potrafimy przejść obojętnie, jakieś połączenie mimo wszystko między tymi osobami jest, jakaś nić.
OdpowiedzUsuńi nie wiem, co Ci poradzić - odpisać czy nie odpisać, bo każde z tych wyjść ma dobre i niekoniecznie dobre strony...
ja miałam na studiach biofizykę - tam też mnie miłość do fizyki nie zaczepili :P chociaż na pewno te zajęcia były lepsze niż w gimnazjum czy w liceum na fizyce :P a powodem było na pewno też to, że na studiach były tematy związane z moją dziedziną, a nie wszystko :)
chyba już trochę lepiej z tym moim nastrojem, w dobrym towarzystwie weszłam w nowy rok, z dobrym nastrojem i dalej się on utrzymuje :)
Takie "pojawienie" się osoby, która dawno zniknęła z naszego życia, zwłaszcza takie niespodziewane jest... hm, trudne, tak jakby. Ja nie potrafiłabym chyba nie odpisac, mimo wszystko. Niedawno też miałam podobną sytuację, sprawę, która bolała i była niewyjaśniona, zamknęłam na klucz, tak było lepiej, ale odpisałam. Straciłam trochę nerwów, ale to też jest potrzebne chyba, wiesz? Bo po tylu latach już inne mamy spojrzenie na pewne rzeczy, innymi uczuciami darzymy człowieka i inaczej po prostu do tego podchodzimy. Wiadomo, że czasem lepiej nie wprowadzac chaosu do poukładanego życia, ale czasem pewnego rodzaju ciekawośc jest silniejsza, o.
OdpowiedzUsuńTrzeci dzień z rzędu próbuję napisać komentarz tutaj i nie potrafię wykrzesać ani słowa. Lubię, gdy ktoś opowiada historię. Lubię ich słuchać. I najlepiej by było jakby się nigdy nie kończyły. Jakbym mogła siedzieć tak urzeczona i słuchać. Tak właśnie mam u Ciebie. Nie potrafię skomentować tego, bo nadal siedzę, jak dziecko, zapatrzona, zasłuchana. Bo ciekawie opowiadasz.
OdpowiedzUsuńOstatnio odpowiadałam na pytania LBA. Jako przywilej - nominowałam Ciebie. Zapraszam do mnie na bloga po więcej informacji ;)
Ja bym chyba się nie zdecydowała na otwieranie tego rozdziału na nowo. To jak podarowana nowa nadzieja...
OdpowiedzUsuńRóżnobarwna znajomość, wspomnienia... Zdarzyło mi się, że pewna osoba, co jakiś czas chce wrócić do mojego życia, ale róbi to jakoś tak dziwnie, nieudolnie, sama nie wiedząc, czego chce. A ja zamiast to zakończyć, staję na przeciw i czekam na jego ruch, który zazwyczaj blokuję, bo chcę mu pokazać, że nie jestem już taka miękka jak kiedyś.
OdpowiedzUsuńMoże on czuł potrzebę 'odkopania' tej znajmości, po tym jak wtedy zawaliła się w gruzach...W sumie musiało tak być, bo inaczej nie zdecydowałby się na pisanie wiadomości. Nie wiem czy w jego słowach ukryta jest nadzieja na odbudowanie tego, co przepadło...albo może jedynie chęć utrzymania kontkatu, ale już w mniejszym stopniu niż te parę lat temu?
OdpowiedzUsuńSama nie wiem, czy w podobnej sytuacji odpisałabym czy nie...wiem tylko, że mętlik w głowie byłby nieunikniony.
strasznie ciekawie napisane, ale naprawdę nie wiem co Ci powiedzieć..
OdpowiedzUsuńFrido....przemijają nawet ci, którzy byli dla nas piekielnie ważni.
OdpowiedzUsuńTo....smutne.
Decyzja należy do Ciebie. Mogę tylko powiedzieć, że ja zaryzykowałam, odnawiając kontakt z osobą, która swego czasu namieszała w moim życiu. Dziś kontakt mamy na trochę innych zasadach, ale nie żałuję, To ktoś bardzo ważny mimo tego, co było. Nic jednak nie sugeruję. Twój przypadek wygląda inaczej, jest jeszcze bardziej skomplikowany...
OdpowiedzUsuńTo tylko moje domysły, ale sądzę, że on sam też tego nie chciał, z uwagi na Twój związek. Tylko pewnie sam nie wiedział już jak sobie poradzić z miłością do Ciebie. Sporo ostatnio o tym rozmawialiśmy. Ona nie wybiera, choć czasem byłoby łatwiej.
OdpowiedzUsuńCiekaw jestem, co zdecydujesz. Niby dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, ale nigdy rzeka nie jest ta sama, prawda? Więc może on chce tylko znajomości. Bo byłaś jego przyjaciółką, kimś ważnym i stracił Cię. Może chce to naprawić.
Wiem, to tylko moje domysły, ale cóż...
Być może warto spróbować nawiązać z nim nowy kontakt?
Swoją drogą, martwię się, bo się nie odzywasz. Wszystko w porządku?
Nominuję cię do nagrody Liebster Award za dobrze wykonaną pracę na blogu! Serdecznie gratuluję i życzę dobrego roku 2015:)) Zerknij pod poniższy link i odpowiedz na moje pytania w komentarzu pod moim najnowszym wpisem:)) oraz U SIEBIE NA BLOGU:)) Pozdrawiam serdecznie. A link jest tutaj: http://namarginesiezycia.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award.html
OdpowiedzUsuńO rany... Początek historii tak mi przypomniał taką jedną moją, że, no cóż. Sama nie wiem. Ale, jak do mnie ten ktoś odezwał się po kilkuset dniach milczenia, to nawet nie zdołałam doczytać tej wiadomości do końca, skasowałam i nic nie napisałam. Wiem, że mnie poniosło, ale wydaje mi się, że to nie była jednak zła decyzja. Chociaż... czasem się nad tym zastanawiam i dalej nie wiem. Dlatego nie mam zielonego pojęcia, co Ci mogę napisać, doradzić. Bo sama sobie z taką sytuacją "nie poradziłam".
OdpowiedzUsuńJak się już w zeszłym roku przekonałam, mnie tak bliskie i intymne zwierzania się bardzo wyczerpują - i nie tylko, gdy ja to robię, ale chyba przede wszystkim, gdy słucham. Mówiąc przenoszę swoją energię na drugą osobę, a słuchając - kumuluję ją i jest jej za dużo. Ciężko mi to wyrównać i dlatego też w tym roku nie utrzymuję żadnych internetowych znajomości - jedynie piszę komentarze i własnego bloga. I lepiej mi z tym, widzę z resztą, że bardzo na tym zyskały te znajomości realne, bo zamiast uzewnętrzniać się obcym osobom - uzewnętrzniam się przyjaciółce :)
OdpowiedzUsuń