Gdy dwie kobiety spotykają się i
piją, bardziej kobiece z zasady wino, mniej przystające do
oblewania sobie dekoltu piwo, gdy piją bardzo dużo, nic, czego
potem się nie pamięta, tak naprawdę się nie zdarzyło. Nie
istnieje w żadnym czasie i przestrzeni, skoro nie zapisała tego
pamięć. Niepisana zasada pomiędzy dwojgiem osób, bardziej
pasująca kobietom. Czasem, zresztą, lepiej nawet przecież nie
wiedzieć.
Gdy piją dwie kobiety, zawsze w pewnym
momencie pojawi się głośne wrzeszczenie, śmiech nie do
opanowania, przed którym często uciekają mężczyźni. Zapewne
dlatego telefon od Męża był taki krótki. Kobietom, które piją
się nie przeszkadza. Chyba, że same tego chcą.
W ogóle, kobietom się nie
przeszkadza, gdy dzielą między sobą sekrety, opowieści, kobietom
się nie przeszkadza gdy padają co rusz rubaszne żarty, na które
zapewne wiele innych kobiety (och, sporo wyjątków, ale jednak) nie
pozwoliłoby sobie przy rodzaju męskim.
Takie to oto noce są niezapomniane,
choć właśnie dużo w nich zapomnienia. Bo takie właśnie noce są
cenne. Gdy czekasz na kogoś długi czas, chcesz poznać naprawdę,
zobaczyć, usłyszeć. Noce, w których dużo śmiechu i pada się
wreszcie nad ranem. Noce iście właśnie kobiece, bo jest wiele
rodzajów szaleństwa ale...
Można imprezować z wieloma osobami.
Biegać po barach całym stadem. Można pić z Ukochanym i to całkiem
inny rodzaj picia, też bezcenny. Można zaszaleć z kimś całkiem,
całkiem obcym. Ale można też i dzielić się po kobiecemu piciem,
choć tyle lat i tyle razy wmawiano, że nie wypada.
Ale zresztą, nie chodzi o alkohol. Ten
jest dodatkiem, wydobywa i rozluźnia, nic więcej. Czasem gdy
spotykasz się pierwszy raz z kimś, musisz wręcz wypić, bo to
pozwala otworzyć czasem rzeczy które się skrywa, stworzyć teorie,
których się nie chce pamiętać, pozwala wyzbyć się barier. Bo
tez zawsze między ludźmi są, na początku, gdy poznają się
nieznacznie dotykając. Potem mogą dotknąć coraz więcej i więcej,
nieraz w zbytniej dosłowności.
Jeden człowiek zawsze ostatecznie
przecież dotyka drugiego i zostawia w nim ślady. Ja mogę mieć
tylko nadzieję, że bez tej dosłowności ślady moich łap nie
zostawią żadnej niepożądanej krzywdy, ja mogę powiedzieć, że
cudze łapy podczas tej nocy będą doskonałą pamiątką. I, co
więcej, ma się głód kolejnych zetknięć, spotkań, upojeń,
nawet już nie alkoholem, a może z czasem, spokojnie, herbatą, gdy
nastanie czas.
Kolejna noc wpisana na listę
niezapomnianych, kolejna osoba zapisana w sercu jako dobry, wspaniały
człowiek, taki człowiek, jakich z czasem można naprawdę, naprawdę
głęboko pokochać i nie ma tu żadnej przesady.
Noc śmiechu, wariactwa, twórczego
malowania i czasu przepierdolonego na głupoty, głupoty pozorne, bo
ważne i istotne. Nadmiary słów, które nie muszą mieć wcale
kształtu. Nie słowa nieraz zresztą są ważne, a inny rodzaj
porozumienia. Mówienie oczami, mówienie przepływem. Tak zawsze
było i tak będzie. Za słowami może kryć się wiele, ważne, co
widzisz i jak widzisz.
Dobra noc. Zdawałoby się pełnia,
doskonała całość nocna, aż do poranku z trzaskającym kacem,
kacem, który dopadł mimo tego, że cały alkohol nie wyszedł z
krwi i powoduje zawroty głowy i wywrotki. Mdłości poranne i
pytanie jak to kurwa wino niedopite. Skąd pomarańcze? Wszystkie
odpowiedzi jakoś się znajdują, te co się nie znajdą nie mają
znaczenia. I kolejny śmiech wykopywania z łóżka. Tak, właśnie
tak jest dobrze.
Jedna z kolejnych cennych nocy w
kolekcji, noc dwóch kobiet połączonych przypadkiem, czarnym losem,
a jednak w jakiś sposób- szczęśliwych. Bo tylko gdy człowiek
gdzieś w sobie ma te pokłady szczęścia, można się tak śmiać.
Nadmiary endorfin buzują gdzieś z
tyłu głowy mimo kaca. Zimno i sennie, ale to nie szkodzi.
Gdy odjeżdża autobusem uśmiechasz
się pod nosem, już jakoś tęsknisz, bo wiesz, że powtórka nie
będzie aż tak szybko. Ale i nad tym czasem trzeba popracować, żeby
go skrócić. Uśmiechasz się i liczysz na więcej, kto wie, może
jednak prawdziwie długą, dobrą znajomość, jak los pozwoli,
bogowie pozwolą, jak ludzie pozwolą sobie nawzajem po prostu. Jak
my sobie pozwolimy.
Tak, świetna noc. Mimo bólu
następnego dnia, bólu głowy, bólu skręconej rano kostki, warta
tego wszystkiego. Endorfiny, cicha euforia pod sercem rośnie. Bo
właśnie może jest tak, jak powinno być. Jedne ręce na drugich to
tak, jak powinno być.
Żeby być nieraz prawdziwie radosnym i
prawdziwie szalonym, potrzeba drugiego człowieka, drugiej kobiety.
Takiej właśnie kobiety jak Redcar.
Senność jednak pokonuje ciało,
trzeba się zregenerować przed kolejną podróżą.
Zasypiasz gdy wracasz do domu.
****
Po wspaniałej, pięknej nocy bez snu
potrzebny sen w dzień.
I dopadają cię mroczne majaki.
Zawsze, gdy było dobrze, musi być gorzej. Popijacki weltschmerz jak
to mawia Mąż? Możliwe. Zawsze dopada całkowite zwątpienie,
obniża się lot po uniesieniu, nic dziwnego.
Zasypiasz gdy wracasz do domu, z
uśmiechem po wspaniałej nocy, budzisz się w ciemnym pokoju, z
ciemnością pod sercem. Kolejny sms "możesz zadzwonić?",
taki sam jak poprzedniego wieczoru, ale nie pijesz już, nie dzielisz
wspaniałości z inną wspaniałą kobietą, więc ogarniają cię
złe przeczucia. Zresztą, przypominasz sobie porannego smsa
przeczytanego gdy jesteś jeszcze pijana, smsa o wizji śmierci,
przemijaniu.
Dopada cię złe przeczucie i jakiś
rodzaj żalu, że to zignorowałaś. Całkiem, kurwa, uciekło w
dochodzeniu do siebie, uciekło gdy skupiłaś się na kimś innym.
Dzwonisz. Zapłakany, zasmarkany głos
przyjaciółki znanej te kilka lat. Już przyjaciółki.
Migają ci przed nosem wizje imprez
właśnie z nią, z nią też zaczęło się od wspólnego picia,
wspólne piciem opłakiwałyście kochanych zmarłych, dzielony
podobny los. Z nią rzygałaś prawie przez okno i trzymałaś jej
włosy gdy ona wymiotowała na przystanku. To gdy z nią piłaś
uciekali właśnie mężczyźni, dzieliłyście podobne noce.
Zasmarkany głos, masz ochotę
przytulić a nie możesz, słuchawką nie wyjdą ręce, ramiona co
oswoją zimny wieczór.
-Wiesz, moja babcia zmarła- nic
nie mówisz, pozwalasz jej powiedzieć. -Do tego On...On mnie
olał, rozumiesz? Gdy dowiedziałam się w nocy, pojechałam do
niego, chciałam się przytulić, potrzebowałam drugiego
człowieka. A on mnie
olał, nie odebrał, stałam pod drzwiami i pukałam, a wiem, że
wiedział że jestem i go potrzebuję, bo słyszałam go w środku. I
to on ma do mnie pretensje, że chodzi i płacze przeze mnie w swojej
depresji. A ja jestem z tym sama, rozumiesz?
Nie chodzi o
śmierć. Chodzi o samotność w śmierci, tak często, tak bardzo.
-Nie jesteś
sama Cat.
Pozwalasz jej
płakać przez słuchawkę, musi skończyć, bo to tylko przerwa w
pracy.
Jadąc pociągiem
już piszesz smsa, że jakby chciała, niech wpada pogadać,
pomilczeć, bo pierwotny plan się zawalił, tak, będę w Poznaniu.
Wymieniacie wiadomości, nie, w sumie to nie będę miała czasu.
"Ale czy
pójdziesz ze mną na pogrzeb? Wiem że może to głupie, bo będą
rodzice, ale potrzebuję kogoś z zewnątrz, rozumiesz? A na niego
nie mogę liczyć."
Potrzebuje człowieka. Jak nie silnego męskiego ramienia, bo to
okazało się słabe, to potrzebuje kobiety. Przyjaciółki. Bo
kobiety muszą trzymać się razem w takich momentach. Pijąc, bawiąc
się i płacząc. Potrzebuje się drugiego człowieka. Tak po prostu.
***
Jadę w pociągu, wymieniam smsy z Redcar z którą spędziłam
poprzednią noc, z Cat, której będę potrzebna od następnego
poranka. Dostaję jeszcze jednego, padam mi bateria cały czas, boję
się że nie będę mogła odpisać.
"Jutro
jednak z rana mam oprację. Będą mi kroić pierś i potem się
upewnią, co to. Dostanę do łba na tej chirurgii onkologicznej".
Kaśka, kolejna z moich Katarzyn. Znana od lat przecież, od liceum,
bawiąca się ze mną na wszystkich imprezach po parkach, pijąca ze
mną tanie wina na Końcu Świata. Z nią też najpierw piłam i
rozprawiałam potem o gramatyce niemieckiej. To z nią jeździłam
zawsze na koncerty i nas dwóch nie mógł słuchać mój Mąż,
potem i jej facet, z którym się zeszła w sumie przez nasze wspólne
imprezy właśnie.
"A Solid?"
"Od 13
musi iść do pracy"
No tak, przecież
jej facet też pracuje. Nie dostanie wolnego.
"Dobra,
postaram się być na 13, mogę być trochę później bo będę
wracać z pogrzebu"
"Super!
Potrzymasz mi miskę jak będę rzygać po znieczuleniu albo mi
poczytasz!"
Nie musiała mówić
o co chodzi, że mam przyjść, potrzymać za rękę. To aż
oczywiste, nie trzeba próśb, mówienia potrzebuję ciebie. W
strachu, chorobie, bólu, zawsze potrzebuje się drugiego człowieka.
Czy najbliższych, czy drugiej kobiety, z którą wypiło się morze
wina.
****
Rano nie mogę się
dobudzić, to jeszcze spadek nocy, w której sen nastał o 5 nad
ranem po absurdalne walce o podusię, urojenia sprawnych Szopów
zawsze robią swoje.
Wstaję z trudem,
piątek, myślę niejasno, nie idę na praktyki, przecież powinnam
była wyłączyć budzik. "Cat...pogrzeb..." dociera do
mnie, gdy patrzę na telefon i ostatniego smsa od niej z wątpliwym
dobranoc. Wygrzebuję się z pościeli i ramion nagiego, rozgrzanego
Męża, ubieram się szybko jak na mnie, wybieram pierwsze lepsze
czarne ciuchy, jakąś spódnicę, czarną bluzkę, czarne rajstopy.
Nie przesadnie elegancko, nie przesadnie losowo.
Zimnym porankiem
biegnę do Cat, siadam z nią jeszcze w mieszkaniu i czekam aż się
przygotuje. Siedzę na jej kompie i scrolluję obrazki, cały czas
patrząc w stronę łazienki, czy jednak nie usłyszę wycia, płaczu,
spazmów. Ale odpowiada przerażająca cisza. Gdy słyszę płacz,
wiem co robić. Gdy widzę jej pustkę w oczach, nie mam pojęcia, co
powiedzieć. Najpierw listopad i śmierć najbliższego przyjaciela,
jej, mojego, śmierć którą się dzieli jednak. potem jej euforia
bo się zakochała, portem kolejne problemy w domu, problemy z nim,
bo okazuje się że wcale nie jest tak łatwo, że to chyba nie to.
Choroba siostry, śmierć ukochanej babci która walczyła z
nowotworem. Czasem boję się, że ona nigdy się nie pozbiera, bo za
każdym razem, gdy dzieje się pięknie, coś rzuca znów pod nogi.
Taka piękna, mądra i młoda dziewczyna. Taka gorzka tego poranka.
Brniemy jednak na
pks, łapiemy autobus.
Czuję się
dziwnie bo pogrzeb kościelny, a ja już nawet nie pamiętam tego
całego rytuału mszy, kiedy się wstaje, kiedy klęka, nie robię
więc nic, to nie moja wiara. Jestem tu dla niej, więc trzymam ją
za rękę, zmarznięta dłoń w zmarzniętej dłoni.
Nie żegnam osoby,
bo to obca dla mnie śmierć. Ale chcę koić ból kogoś, na kim mi
zależy.
Wiem, że ta
pustka to jeszcze nic, najgorsze przed nami, wiem to, gdy patrzę na
jej odbicie w szybie autobusu, bo nie można zostać na stypie, nie
dostała przecież wolnego w pracy.
Odprowadzam ją
więc do samych drzwi, gdzie czymś się zajmie i mówię, że jeśli
chce, niech przyjdzie na noc, spać u nas, nie będzie sama.
Zastanowi się.
Tyle mi wystarcza.
****
Czekam na wlekący
się tramwaj, który zawiezie mnie prosto pod szpital. Wymieniam na
mrozie smsy, marznąc mi palce ale wolę to. Wolę drugiego człowieka
niż zimne ręce.
Gubię się w
ogromnym szpitalu, wreszcie docieram na onkologię, na 8 piętro,
wchodzę do sali i nawet w pierwszym momencie jej nie poznaję.
Blada, bez okularów, jakaś sztywna. Sztywna, bo cała klatka
piersiowa obandażowana, założone opatrunki, ból.
Gdy wchodzę a
Kaśka mnie dostrzega słyszę, że miałaby ochotę na smażoną
kiełbasę i murzynka swojej babci, a nie może jeść. Bawi mnie to
niezmiernie. Skoro marudzi i ma apetyty, wszystko musi być dobrze.
Przemyka mi zła myśl, tak, parę razy też tak już myślałaś,
gdy siedziałaś we wrześniu, w październiku przy kim innym, też w
szpitalu i słuchałaś, czego by to nie zjadł.
Ale nie można tak
myśleć. Teraz będzie wszystko dobrze. Siedzimy przez dwie godziny
i gadamy o pierdołach, nie muszę pomagać jej wymiotować tak jak
wtedy, gdy miała wycinane migdałki, nie czytam jej książek tak
jak ona mi, jak leżałam ze złamaniem. Tym razem jest prosto, jest
wesoło, babskie plotki o tym, jak Solid będzie się cieszył
słomianym wdowieństwem jak ona wyjedzie na stypendium na miesiąc
do Niemiec, bo wyjedzie przecież, nasza kochana doktorantka,
pasjonatka gramatyczna.
-Dzięki że
przyszłaś.- słyszę nieznaczne stwierdzenie, ale oczy znowu
przecież mówią więcej.
-Nie ma za co.
Jak jutro zostajesz to też wpadnę, razem z Wojtkiem.
***
Wracam do domu w mrozie, spadające rajstopy wkurwiają niezmiernie,
spódnica podwiewana wiatrem. Kolejne smsy, chwytam w tramwaju
kamyczek zawieszony na szyi.
Tak, to sam w sobie dobry amulet, choć nie powinien może być mój
ale...
To może nie ma znaczenia.
Myślę o wszystkich dobrych kobietach, ładnych i mądrych, z
którymi wypiłam pierwsze wino, z którymi wypiłam i morze wina i
piwa. Myślę o nich wszystkich, o tym, jak dziwnie plączą się
losy.
Myślę o tym, jak mimo zmęczenia, mimo tego, że nie jest łatwo,
jeśli tylko się chce prosto jest być dla siebie.
Wszyscy potrzebujemy drugiego człowieka. Zderzamy się ze sobą,
nasze życia plączą się jak nurty wielu rzek wpadające
ostatecznie do jednego oceanu. Łączą nas radość i smutek,
tragedie i triumfy. To takie proste, cholera, to takie proste. Być
po prostu nieraz.
Dlaczego więc czynimy to tak często trudnym?
Czasem ciężko mi pojąć jad między ludźmi, gdy nie ma takie
potrzeby. Obojętność, gdy łatwiej ogrzewać sobie nawzajem ręce.
Dzwonię więc jeszcze do siostry, która ma dzisiaj 30 urodziny.
Siostry, którą kocham całym sercem choć różnie między nami
bywa. Siostry, z którą zapaliłam pierwszego papierosa, wypiłam
pierwsze wino w życiu. W tą 30 stkę aż trudno mi uwierzyć, więc
śmieję się z nią z tego, śmieję się mówiąc, że dla mnie
zawsze będzie nastolatką z dreadami i koralikami na szyi, którą
podziwiałam.
Po telefonie dostaję smsa
"Jednak
wypisują mnie ze szpitala w poniedziałek. Jutro widzę cię z
kiełbaską:)"
Mimo że Kaśka zostaje w szpitalu, poprawia mi to niezmiernie humor.
Może istnieje jad i obojętność. Między kobietami, które piją
ze sobą wina, między ludźmi, tak po prostu.
Kolejny sms
"Dzisiaj nie przyjdę na noc, Paula ze mną będzie, ale dziękuję"
Nie ma to jednak dzisiaj znaczenia żaden jad, mówienie, że inni ludzie to piekło. Bo tak nigdy nie było. Zaszywam się pod kołdrą gdy
wracam i piszę, myślę o wszystkich dobrych, ładnych pięknych
kobietach z ostatnich dni. Myślę o wszystkich dobrych, mądrych
ludziach, tych, którzy są dla siebie. O tym, że nawet jak boli gdy
odchodzą, trzeba się trochę przywiązać. O tym, że warto się
zderzać i nieraz nastawić wcześniej budzik. O tym, że nieraz
warto zapracować na wspólnego kaca. O tym, że warto nieraz po
prostu zmarznąć idąc gdzieś dalej z zakupów i wpaść na kawę.
Myślę o tym, że nieraz warto posmakować może złego losu, może i stracić, by zyskać. Zanieść nawet ostatnie listy i udawać, że się nie płacze. Warto nieraz siedzieć na sterylnych szpitalnych korytarzach i potem żyć. Poznawać, kolejne dłonie, ciepłe, zimne. Te, które ogrzewa się i które ogrzewają.
Myślę o tym, że wszystko toczy się swoim rytmem. Nie istnieje czas, ale ludzie i zdarzenia.
I istnieje miłość. Zawsze. Ktoś miał rację. Wiele rodzajów miłości. Splatanych nią właśnie losów.
Warto powędrować dalej,bo nie toczymy żadnej wojny choć nieraz w to wierzymy, warto iść dalej w mrozie, zanim wejdzie się w ciemny brzuch kamienicy i zostanie samemu, już w pewnym spokoju.
Tak można zostać zmęczonym człowiekiem. Ale i bardzo szczęśliwym.
Tak silny jak byłeś
Tak kruchy jak się stałeś
Patrzę jak oddychasz ostatni raz
Piosenka z twojego serca
Ale gdy cichnie
Wiem, co to znaczy
I zabiorę cię do domu.
Mnie po winie (zdarza sie) strasznie żołądek boli więc raczej unikam... a jeśli już piję to bardzo rzadko....
OdpowiedzUsuńSamotność bywa straszna... jakiś czas temu pisałam o Panach do wynajęcia:))
Ja zawsze po winie mam z kolei kaca. Nawet jak wypiję lampkę do obiadu. Choć nie przeczę, właśnie zdarza mi się nieraz tęgo popić :D
UsuńAno tak, widziałam:)
Wiesz, ja w sumie długo się zastanawiałam czy właśnie powinnam Ci to dać. Ale przecież jesteś podwójnym baranem, więc Ci się należy :D No i u mnie by leżało i przypominało, że nie zdążyłam tego dać, że nie mogło jakoś ochronić... Więc lepiej żeby się kojarzył z czymś dobrym :)
OdpowiedzUsuńI już (prawie) nic mnie nie boli! :D W ogóle pięknie, ja się przyznałam do kaca, a Ty do skręconej kostki xD
I znowu mi się ryjek cieszy, chociaż może się cieszy cały czas...? xD
No tak, musiałam z tym wyjebać. Ale taka prawda. Moja mama i Wojtek twierdzą, że nawet potrójnym, bo rogata jestem i po prostu...baran ze mnie :D I cóż, ja ponownie dziękuję, chociaż już Wojtek zazdrosny :D I to też prawda. Wiesz, pewne złe rzeczy okazuje się można nawet przekuć w dobre. A przynajmniej się starać jakoś:)
UsuńTo się cieszę :D No a co będę ukrywać :D Ale chodzę normalnie, tylko sine jest z zewnętrznej strony, ale krwiak szybko zejdzie:)
Cieszę się i z tego, że się cieszy ^^
A ja znów powiem, że się jaram i mi miło, że nosisz, no :D Tak, tak, jestem niedobrą psychopatką, o którą trzeba być zazdrosnym xD Może lepiej jakbym faktycznie Cię okradła. powiedziałby "a nie mówilem?" i spokój, a tak biedny się przejmuje xD No i chyba się udało, nie?
UsuńHaha no nie ma co ukrywać :D Najważniejsze, że normalnie chodzisz :D Ja w sumie też za bardzo w kozaczkach dzisiaj nie kuśtykałam xD
I tak będziemy się cieszyć teraz xD
Ok, ok, jaraj, ino nie spłoń :D
UsuńNie no, teraz już nie psychopatką, teraz tylko jadeitowa zazdrość:D
No i jasne :D
Dokładnie, nie zostałam kaleką na kolejne miesiące :D I całe szczęście. Nie obcierają już?:D
Staram się :D
UsuńWiem, smutno mi trochę z tego powodu. Lubiłam bycie psychopatką :D
Miałabym wyrzuty sumienia wtedy, że to w jakimś sensie przeze mnie :P Chyba nie, w sensie krew się nie leje, bardziej nie boli, więc może już będzie git :)
Osobiście nigdy nie przepadałam za alkoholem.. No dobra, jestem niepełnoletnia :D Ale to taki mały, nic nieznaczący szczegół :P
OdpowiedzUsuńJak byłam niepełnoletnia nie stanowiło to dla mnie problemu :D Ale tutaj nie namawiam do złego, żeby nie było , to tylko informacja :D
Usuńtakie wieczory, noce są potrzebne. z inną kobietą, nieważne czy zupełnie obcą, dopiero poznaną albo poznaną po jakimś czasie, czy bliską. ważne, że z kobietą, z którą odnajduje się jakąś więź, porozumienie, z którą i dzięki której można zapomnieć o całym świecie, z którą można płakać i śmiać się na przemian w towarzystwie procentów, bo wtedy właśnie puszczają bariery i wtedy jest właśnie tak.. dobrze, no, bez skrępowania, można być sobą zupełnie :) dobrze mieć takie kobiety wokół siebie, które są zawsze, które czasem trzeba wesprzeć, o które trzeba się zatroszczyć, bo przecież "nikt nie pomoże bardziej niż ty", "bo właśnie ciebie teraz potrzebuję", bo życie czasem musi podłożyć nogę, czasem trzeba upaść, wycierpieć i wypłakać, bo z takimi kobietami to nie tylko na dobre, ale i na złe. bo taka właśnie jest przyjaźń, po prostu :)
OdpowiedzUsuńCzasem nawet okazuje się, że z tą poznaną przypadkiem, albo widzianą pierwszy raz nieraz znajduje się wyjątkowo porozumienie i takie wieczory stają się jeszcze bardziej wyjątkowe. Ale niezaprzeczalnie, kobiety ze sobą takiego oderwania potrzebują właśnie. Całkiem bez wstydu można wyrażać wtedy emocje, które wiele z nas w sobie chowa przecież.
UsuńI to też prawda. Bo wsparcie mężczyzn, silne męskie ramię to co innego niż kobieca miękkość pewna, przy której rozumie się inny rodzaj siły, jak bywa cholernie źle. Przynajmniej ja mam takie wrażenie nierzadko.
I czasem nawet tego nie trzeba przyjaźnią nazywać. Ale się jest i o to chodzi:)
dokładnie, nigdy nie wiadomo z kim znajdziemy taką nić porozumienia :) wiadomo, wsparcie kobiet i mężczyzn różni się znacząco od siebie, dlatego dobrze mieć i jedno i drugie. kobiety są bardziej empatyczne, zazwyczaj, mają tą delikatność, której facetom nieraz brakuje, ale to chyba dlatego, że oni mają bardziej "prosty" punkt widzenia.
Usuńi racja, nie musi to być od razu przyjaźń, no ale najważniejsze że jest :)
Otóż to. Ja już właśnie znajdowałam w dziwnych nieraz momentach a nawet miejscach:)
UsuńJa długo, długo go nie doceniałam, zawsze najlepszymi przyjaciółmi byli dla mnie mężczyźni, sama mam dość męską pozornie naturę, więc pewnie dlatego. Dopiero od paru lat właśnie uczę się doceniania tego kobiecego wpływu i siły w kryzysach zwłaszcza:) I ich prost punkt widzenia bywa bezcenny, ale czasem trzeba go rozszerzyć, o :D
Tak po prostu:)
dziwnych miejscach? na przykład jakich? ;)
UsuńPrawdopodobnie tak, ja z kolei nie doceniałam facetów jako przyjaciół tak po prostu :) więc poniekąd wiem o czym mówisz :) ale dobrze się tego uczyć, bo mimo, że kobieca zażyłość bywa zdradliwa i kobiety potrafią być zawistne (tu szkoda, że brakuje im tej męskiej prostoty :D), , to jak jest dobrze i jak rozumieją się świetnie, to potrafi ten wpływ góry przenosić. Tak, dokładnie, właśnie :D
Mam akurat dużo szpitalnych znajomości, "kiblowych" znajomych i tak dalej :D Albo ludzi poznanych przy zabawach przy torach kolejowych, nocami w dziwnych parkach...ot tak, różne, czasem lekko dziwne historie:)
UsuńPo prostu ty swojego czasu nie doceniałaś w drugą stronę, o :D I właśnie ja tego jadu i zawiści kobiecej nie umiem nieraz zrozumieć, to mnie właśnie swojego czasu odpychało. Znaczy, nie mówię że to norma czy reguła, ale coś co się zdarza i jest no...przykre właśnie. Ale na szczęście są i relacje bez tej toksyny:)
własnie sobie przypomniałam że dawno piłam wino, a lubię takie półsłodkie :)
OdpowiedzUsuńboję się samotności, nie chciałabym jej nigdy doświadczyć, dlatego cenię sobie obecność ludzi..
Też często preferuję półsłodkie, ale...może źle zabrzmi, ale mi każde wchodzi :D Ale w odpowiednim otoczeniu, o:)
UsuńWłaśnie, ich wsparcie w otoczeniu jest ważne. Chociaż, ponoć ta najważniejsza samotność tkwi w nas i zależy od nas samych właśnie.
To piękne,że masz takie relacje z innymi. Wiem,że moja J też może zawsze na mnie liczyć.I z nią też wypiłam mój pierwszy alkohol.
OdpowiedzUsuńKolejnych lat w przyjaźni życzę :)
Też na pewno na to nie narzekam:)
UsuńNo proszę:) Bo jednak, to pierwsze picie często jakoś integruje:)
I dzięki:)
mi alkohol, ani żadne inne używki nie służą
OdpowiedzUsuńmoże to i dobrze
nie lubię potęgować emocji
a przeważnie potęgują się przy tym te złe
za to cenię sobie ludzi, z którymi można siedzieć i rozmawiać tak, jakby wino lało się litrami, a się nie leje przecież
No ja akurat od czasu do czasu lubię się używkami wręcz..zniszczyć, brzydko mówiąc. Nie powiem że mi to może służy wielce fizycznie, ale to jakiś rodzaj chodzenia na skraj, który lubię:)
UsuńA, to takich chyba wszyscy kochamy:)
Wiele rzeczy nie wypada, ale kto powiedział, że to jest rzeczywiście złe?
OdpowiedzUsuńDlatego tym wypadaniem się nie przejmuję często wcale:)
UsuńJa też nie. Zawsze robię na odwrót. ;)
UsuńA za Katarzynami nie przepadam - bardzo dużo kłopotów z nimi miałam. Jak z nikim innym.
No ja może nie zawszę, ale rozumiem, o jaką przekorę ci tutaj chodzi:)
UsuńAkurat ja się z nimi doskonalę dogaduję,ale to wiadomo, każdemu ktoś inny musi pasować przecież :D
Tak, i to nie chodzi o złośliwość, ale po prostu o inny tok myślenia :p po za tym nie lubię schematów i ograniczeń.
UsuńDokładnie tak ;)
Ne no domyślam się w większości przypadków że o to chodzi:D Ale to też jakaś przekora mentalna istnieje, że człowiek właśnie tych ograniczeń nie lubi, no nie?:)
UsuńPo prostu jestem taką osobą, której nie powinno się niczego narzucać, chyba jedynie moja matka może to robić :p Jak wiesz, jestem zodiakalnym Lwem i uwielbiam wolność ;)
UsuńNo tak, właśnie, to pamiętam akurat:)
UsuńKurczę, współczuję tej Cat. Naprawdę ma dziewczyna pecha. W tak krótkim czasie dwa pogrzeby, jeszcze ten chłopak, który ją olewa :( Dobrze, że chociaż ma Ciebie.
OdpowiedzUsuńI wzruszyłaś mnie tą historią o pijących kobietach. W tym temacie akurat sporo przeżyłam i doskonale to rozumiem i się z Tobą w zupełności zgadzam. Kiedy piją dwie kobiety... czas staje w miejscu. Tęsknie za kobietą, z którą mogłam pić i to przeżyć.
Ma. Naprawdę, stale coś ją kopie i ja już nie wiem nieraz, jak mogę jej pomóc, podziwiam ją, że ona to wytrzymuje...a to przecież tylko urywek jej historii, w której jest jeszcze wiele trudnych rzeczy, od samego dziecka...
UsuńNo właśnie, to picie jest wyjątkowe, ma w sobie magię. Po prostu, następuje inne porozumienie, inny rodzaj więzi. Można wydobyć z siebie wiele emocji, które na co dzień się skrywa.
A może obok są jeszcze inne z którymi można?:)
To, że dziewczyna nie miała łatwo wiedziałam już wcześniej, ale swojego czasu myślałam, że jest po prostu przewrażliwiona. Ale Kordian nigdy nie pisał o niej tak często, teraz widzę, że jest dużo gorzej niż mi się wydawało. Dla niej dobrze już jest, że ma w kimkolwiek wsparcie, że gdzieś jest jednak ta osoba, na którą zawsze może liczyć :)
UsuńAle zauważ, że tej magii nie ma gdy pije się już z dwiema kobietami ;p Przynajmniej ja tak zauważyłam, że w grupie już jednak nie to samo co we dwie :P
Są, ale takie bardziej od kawy, niż od wina :P Tamta była specyficzną osobą, nie znam drugiej takiej. Ale cóż. Powinnam być wdzięczna losowi, że było mi dane mieć kiedykolwiek taką przyjaciółkę :)
Jest momentami przewrażliwiona ale...ma do tego prawo, powiem tak. I owszem, właśnie cała historia, dłuższa przedstawia jeszcze inne tło jak gdyby.
UsuńJest parę osób, tylko nie zawsze są blisko, tym razem trafiło na mnie po prostu:) Bo jestem też na miejscu. Zresztą...wielu z nas ma takie osoby, tylko czasem trzeba i samemu po jakąś pomoc wyciągnąć rękę:)
I jasne pisałam o tym, To co innego, gdy pije się w szerszym gronie, a co innego gdy we dwie. Chociaż takie popijawy parę kobiet- też lubię :D
Rozumiem. Jedyna relacja, której się nie powtarza w żaden sposób:) I jasne, warto to docenić i za to podziękować właśnie:)
Uśmiech zawsze miły:)
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem nie jest źle. Wiadomo, idealnie również nie, ale są rejony o wiele bardziej wykorzystywane turystycznie, a mające jeszcze gorszą opiekę względem natury.
OdpowiedzUsuńA na samym cyplu zbyt wiele dzikich zwierząt już chyba nie zostało... co innego w lasach w głębi lądu :)
Wiesz co, mój mąż swojego czasu po prostu pisał na ten temat pracę, działała w tej kwestii, więc po prostu nasłuchałam się o kwestii przegięć jeśli chodzi nawet o politykę klimatyczną tak zwaną...i nikt z tym nic nie robi.
UsuńRelacje z innymi - choć są bardzo różne, są niezastąpione, nieocenione.. Obecność drugiego człowieka potrafi niekiedy zdziałać cuda..
OdpowiedzUsuńDokładnie. Po prostu trudno w jakikolwiek sposób "być" bez drugiego człowieka i czasem, bez różnorodności ludzi, więzów, jakie nas łączą. I to prawda, czasem potrafi uleczyć. Nawet w najbardziej zaskakujący sposób.
Usuńz tego co piszesz masz bardzo dużo empatii w sobie, i widocznie rozmowy, spotkania z Tobą pomagają osobom, Twoim znajomym, którzy kontaktują się z Tobą w ciężkich chwilach a tak jeszcze dodam, że ja faktycznie jakoś nie znoszę pijanych, roześmianych towarzystw kobiecych, np gdy one zajmują tylne siedzenia w autobusie ja zajmuję jak najbliżej kierowcy
OdpowiedzUsuńNie mi oceniać, czy mam dużo empatii, ale po prostu często jestem pod ręką i jak wiadomo, że coś mogę zrobić, to to zrobię, a czasem nawet i swoje sprawy rzucę...choć, tu już bez przesady się staram, bo i egoizm zdrowy jest potrzebny.
UsuńNo więc właśnie, wiadomo o co chodzi :D Jak nie jestem pijana, to i mnie one wkurzają, a c dopiero nieraz facetów :D
Kobieca przyjaźń jest genialna. Tak po prostu. Tylko kobieta zrozumie kobietę, tak, jakby ta druga sobie tego życzyła.
OdpowiedzUsuńWstyd przyznać ludziom, że alkohol łączy ludzi, ale... taka jest prawda. Gdyby nie imprezy, nie byłoby aż tylu wspomnień z niektórymi. I nigdy zwykła znajomość, gdzie rozmowa to tylko "cześć, cześć, co tam, a nic ciekawego" zmienia się w przyjaźń z gatunku tych prawdziwych, gdzie tygodnie milczenia nie zmieniają nic.
Aż się łezka zakręciła przy pierwszych słowach. "Gdy dwie kobiety spotykają się i piją, nic, czego potem się nie pamięta, tak naprawdę się nie zdarzyło." - zapamiętam sobie te słowa :D Dobry rym :)
Ja dopiero się tego uczę. To znaczy, zawsze jednak najbliżej byłam w życiu z mężczyznami, z moimi przyjaciółmi których straciłam, z moim Mężem, który przecież jest i moim przyjacielem...i dopiero od paru lat zauważam kobiety, kobiece relację i ich wartość. Właśnie- nieocenioną wartość:)
UsuńA czemu wstyd? Tak jest, bo pękają pewne bariery, nieraz nam z góry narzucane. Coś musi robić za nożyce do więzów :D
Zapamiętaj, zapamiętaj:D
Kurcze, aż nie wiem co napisać, tyle pięknych historii u Ciebie ostatnio! No, bo przecież pięknych, nawet jeśli czasem trudnych, jeśli trzeba z kimś dzielić cierpienie. Zawsze warto. Dawać i brać, pomagać, być obok, wspierać, płakać i śmiać się razem. Między kobietami nawiązują się szczególne więzy i wspólne przeżywanie takich intensywnych chwil ma niezapomniany smak. A obojętność to śmierć. Ale Ty nigdy nie zaznasz tej śmierci Frido, bo masz wielkie kobiece serce :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie to piękno bywa raczej...labilne, przynajmniej w ten oczywisty sposób. Oczywiście, to po prost historie płynące z samego życia, a ono w gruncie rzeczy otacza nas pięknem. Dlatego i wszystkie ludzkie historie je w sobie mają. Nawet, gdy bywają bolesne.
UsuńPo prostu, warto być w życiu z drugim człowiekiem. Bo kim bylibyśmy nieraz, gdyby nie on?
Wiesz, ja długi czas "trzymałam" głównie z mężczyznami, dopiero od paru lat właśnie otwieram się na kobiece relacje. Gdy sama do tego dojrzałam jako tako:) I cóż, mam nadzieję i dziękuję za te słowa:)
Bo wszystko co człowiek może dać drugiemu człowiekowi, to on sam. Poprzez obecność, ciepłe słowo, oparcie w trudnych chwilach.
OdpowiedzUsuńOtóż to. Nic więcej przecież i sami nie mamy.
UsuńOfiarując im pomoc, ofiarujesz im siebie i to najlepsze, co w niektórych momentach możemy zrobić.
OdpowiedzUsuńAlbo po prostu jedyne, co można nieraz zrobić. Bo każdy ma swoje życie do przeżycia, a w pewnych momentach można spróbować być obok, tak po prostu:)
UsuńAleż samotna właśnie się poczułam... I przypomniało mi się, że śniły mi się dziś wszystkie bliskie mi kobiety, przyjaciółki z dawnych lat. Nie tak dawnych w sumie...
OdpowiedzUsuńSen i ta notka... znaki jakieś czy co?
Może znak, żeby poszukać właśnie jakiegoś kobiecego wsparcia...albo mądrości tych kobiet w sobie?
UsuńBabskie przyjaźnie... cóż, ja na co dzień miałam tu zawsze jakoś więcej facetów. I z nimi mi się zawsze jakoś fajniej wydawało. Zawsze mnie szlag trafiał, bo przy facecie można beknąć, puścić bąka i zakląć siarczyście. I jakoś myślałam, że przy damach nie wypada. Chyba, że jest się hm... z damą z jajami - i nie, nie chcę tu uruchamiać zbędnych skojarzeń :D
OdpowiedzUsuńJak mam być szczera, to miałam tak samo. Moimi najbliższymi ludźmi w życiu byli zawsze mężczyźni, to z nimi piłam, rozmawiałam...ale teraz, od paru lat uczę się właśnie doceniać kobiety. Bo z bekaniem i pierdzeniem nie ma też u większości problemu :D A pewne rzeczy nieraz zrozumieją zupełnie w innym wymiarze, niż mężczyzna, następuje inne porozumienie. Nieraz lepiej pić z tymi, nieraz z tymi, wypośrodkować, o :D
UsuńI uruchomiłaś tym że nie chciałaś :D