piątek, 23 stycznia 2015

O kobietach z którymi pije się pierwsze i tysięczne razy wina, o ogrzewanych dłoniach i najprostszym szczęściu bycia człowiekiem.

Gdy dwie kobiety spotykają się i piją, bardziej kobiece z zasady wino, mniej przystające do oblewania sobie dekoltu piwo, gdy piją bardzo dużo, nic, czego potem się nie pamięta, tak naprawdę się nie zdarzyło. Nie istnieje w żadnym czasie i przestrzeni, skoro nie zapisała tego pamięć. Niepisana zasada pomiędzy dwojgiem osób, bardziej pasująca kobietom. Czasem, zresztą, lepiej nawet przecież nie wiedzieć.

Gdy piją dwie kobiety, zawsze w pewnym momencie pojawi się głośne wrzeszczenie, śmiech nie do opanowania, przed którym często uciekają mężczyźni. Zapewne dlatego telefon od Męża był taki krótki. Kobietom, które piją się nie przeszkadza. Chyba, że same tego chcą.
W ogóle, kobietom się nie przeszkadza, gdy dzielą między sobą sekrety, opowieści, kobietom się nie przeszkadza gdy padają co rusz rubaszne żarty, na które zapewne wiele innych kobiety (och, sporo wyjątków, ale jednak) nie pozwoliłoby sobie przy rodzaju męskim.

Takie to oto noce są niezapomniane, choć właśnie dużo w nich zapomnienia. Bo takie właśnie noce są cenne. Gdy czekasz na kogoś długi czas, chcesz poznać naprawdę, zobaczyć, usłyszeć. Noce, w których dużo śmiechu i pada się wreszcie nad ranem. Noce iście właśnie kobiece, bo jest wiele rodzajów szaleństwa ale...

Można imprezować z wieloma osobami. Biegać po barach całym stadem. Można pić z Ukochanym i to całkiem inny rodzaj picia, też bezcenny. Można zaszaleć z kimś całkiem, całkiem obcym. Ale można też i dzielić się po kobiecemu piciem, choć tyle lat i tyle razy wmawiano, że nie wypada.
Ale zresztą, nie chodzi o alkohol. Ten jest dodatkiem, wydobywa i rozluźnia, nic więcej. Czasem gdy spotykasz się pierwszy raz z kimś, musisz wręcz wypić, bo to pozwala otworzyć czasem rzeczy które się skrywa, stworzyć teorie, których się nie chce pamiętać, pozwala wyzbyć się barier. Bo tez zawsze między ludźmi są, na początku, gdy poznają się nieznacznie dotykając. Potem mogą dotknąć coraz więcej i więcej, nieraz w zbytniej dosłowności.

Jeden człowiek zawsze ostatecznie przecież dotyka drugiego i zostawia w nim ślady. Ja mogę mieć tylko nadzieję, że bez tej dosłowności ślady moich łap nie zostawią żadnej niepożądanej krzywdy, ja mogę powiedzieć, że cudze łapy podczas tej nocy będą doskonałą pamiątką. I, co więcej, ma się głód kolejnych zetknięć, spotkań, upojeń, nawet już nie alkoholem, a może z czasem, spokojnie, herbatą, gdy nastanie czas.
Kolejna noc wpisana na listę niezapomnianych, kolejna osoba zapisana w sercu jako dobry, wspaniały człowiek, taki człowiek, jakich z czasem można naprawdę, naprawdę głęboko pokochać i nie ma tu żadnej przesady.

Noc śmiechu, wariactwa, twórczego malowania i czasu przepierdolonego na głupoty, głupoty pozorne, bo ważne i istotne. Nadmiary słów, które nie muszą mieć wcale kształtu. Nie słowa nieraz zresztą są ważne, a inny rodzaj porozumienia. Mówienie oczami, mówienie przepływem. Tak zawsze było i tak będzie. Za słowami może kryć się wiele, ważne, co widzisz i jak widzisz.

Dobra noc. Zdawałoby się pełnia, doskonała całość nocna, aż do poranku z trzaskającym kacem, kacem, który dopadł mimo tego, że cały alkohol nie wyszedł z krwi i powoduje zawroty głowy i wywrotki. Mdłości poranne i pytanie jak to kurwa wino niedopite. Skąd pomarańcze? Wszystkie odpowiedzi jakoś się znajdują, te co się nie znajdą nie mają znaczenia. I kolejny śmiech wykopywania z łóżka. Tak, właśnie tak jest dobrze.
Jedna z kolejnych cennych nocy w kolekcji, noc dwóch kobiet połączonych przypadkiem, czarnym losem, a jednak w jakiś sposób- szczęśliwych. Bo tylko gdy człowiek gdzieś w sobie ma te pokłady szczęścia, można się tak śmiać.
Nadmiary endorfin buzują gdzieś z tyłu głowy mimo kaca. Zimno i sennie, ale to nie szkodzi.
Gdy odjeżdża autobusem uśmiechasz się pod nosem, już jakoś tęsknisz, bo wiesz, że powtórka nie będzie aż tak szybko. Ale i nad tym czasem trzeba popracować, żeby go skrócić. Uśmiechasz się i liczysz na więcej, kto wie, może jednak prawdziwie długą, dobrą znajomość, jak los pozwoli, bogowie pozwolą, jak ludzie pozwolą sobie nawzajem po prostu. Jak my sobie pozwolimy.
Tak, świetna noc. Mimo bólu następnego dnia, bólu głowy, bólu skręconej rano kostki, warta tego wszystkiego. Endorfiny, cicha euforia pod sercem rośnie. Bo właśnie może jest tak, jak powinno być. Jedne ręce na drugich to tak, jak powinno być.
Żeby być nieraz prawdziwie radosnym i prawdziwie szalonym, potrzeba drugiego człowieka, drugiej kobiety. Takiej właśnie kobiety jak Redcar.
Senność jednak pokonuje ciało, trzeba się zregenerować przed kolejną podróżą.
Zasypiasz gdy wracasz do domu.

****

Po wspaniałej, pięknej nocy bez snu potrzebny sen w dzień.
I dopadają cię mroczne majaki. Zawsze, gdy było dobrze, musi być gorzej. Popijacki weltschmerz jak to mawia Mąż? Możliwe. Zawsze dopada całkowite zwątpienie, obniża się lot po uniesieniu, nic dziwnego.
Zasypiasz gdy wracasz do domu, z uśmiechem po wspaniałej nocy, budzisz się w ciemnym pokoju, z ciemnością pod sercem. Kolejny sms "możesz zadzwonić?", taki sam jak poprzedniego wieczoru, ale nie pijesz już, nie dzielisz wspaniałości z inną wspaniałą kobietą, więc ogarniają cię złe przeczucia. Zresztą, przypominasz sobie porannego smsa przeczytanego gdy jesteś jeszcze pijana, smsa o wizji śmierci, przemijaniu.
Dopada cię złe przeczucie i jakiś rodzaj żalu, że to zignorowałaś. Całkiem, kurwa, uciekło w dochodzeniu do siebie, uciekło gdy skupiłaś się na kimś innym.
Dzwonisz. Zapłakany, zasmarkany głos przyjaciółki znanej te kilka lat. Już przyjaciółki.

Migają ci przed nosem wizje imprez właśnie z nią, z nią też zaczęło się od wspólnego picia, wspólne piciem opłakiwałyście kochanych zmarłych, dzielony podobny los. Z nią rzygałaś prawie przez okno i trzymałaś jej włosy gdy ona wymiotowała na przystanku. To gdy z nią piłaś uciekali właśnie mężczyźni, dzieliłyście podobne noce.

Zasmarkany głos, masz ochotę przytulić a nie możesz, słuchawką nie wyjdą ręce, ramiona co oswoją zimny wieczór.
-Wiesz, moja babcia zmarła- nic nie mówisz, pozwalasz jej powiedzieć. -Do tego On...On mnie olał, rozumiesz? Gdy dowiedziałam się w nocy, pojechałam do niego, chciałam się przytulić, potrzebowałam drugiego człowieka. A on mnie olał, nie odebrał, stałam pod drzwiami i pukałam, a wiem, że wiedział że jestem i go potrzebuję, bo słyszałam go w środku. I to on ma do mnie pretensje, że chodzi i płacze przeze mnie w swojej depresji. A ja jestem z tym sama, rozumiesz?

Nie chodzi o śmierć. Chodzi o samotność w śmierci, tak często, tak bardzo.
-Nie jesteś sama Cat.
Pozwalasz jej płakać przez słuchawkę, musi skończyć, bo to tylko przerwa w pracy.
Jadąc pociągiem już piszesz smsa, że jakby chciała, niech wpada pogadać, pomilczeć, bo pierwotny plan się zawalił, tak, będę w Poznaniu. Wymieniacie wiadomości, nie, w sumie to nie będę miała czasu.
"Ale czy pójdziesz ze mną na pogrzeb? Wiem że może to głupie, bo będą rodzice, ale potrzebuję kogoś z zewnątrz, rozumiesz? A na niego nie mogę liczyć."

Potrzebuje człowieka. Jak nie silnego męskiego ramienia, bo to okazało się słabe, to potrzebuje kobiety. Przyjaciółki. Bo kobiety muszą trzymać się razem w takich momentach. Pijąc, bawiąc się i płacząc. Potrzebuje się drugiego człowieka. Tak po prostu.

***

Jadę w pociągu, wymieniam smsy z Redcar z którą spędziłam poprzednią noc, z Cat, której będę potrzebna od następnego poranka. Dostaję jeszcze jednego, padam mi bateria cały czas, boję się że nie będę mogła odpisać.
"Jutro jednak z rana mam oprację. Będą mi kroić pierś i potem się upewnią, co to. Dostanę do łba na tej chirurgii onkologicznej".
Kaśka, kolejna z moich Katarzyn. Znana od lat przecież, od liceum, bawiąca się ze mną na wszystkich imprezach po parkach, pijąca ze mną tanie wina na Końcu Świata. Z nią też najpierw piłam i rozprawiałam potem o gramatyce niemieckiej. To z nią jeździłam zawsze na koncerty i nas dwóch nie mógł słuchać mój Mąż, potem i jej facet, z którym się zeszła w sumie przez nasze wspólne imprezy właśnie.
"A Solid?"
"Od 13 musi iść do pracy"
No tak, przecież jej facet też pracuje. Nie dostanie wolnego.
"Dobra, postaram się być na 13, mogę być trochę później bo będę wracać z pogrzebu"
"Super! Potrzymasz mi miskę jak będę rzygać po znieczuleniu albo mi poczytasz!"

Nie musiała mówić o co chodzi, że mam przyjść, potrzymać za rękę. To aż oczywiste, nie trzeba próśb, mówienia potrzebuję ciebie. W strachu, chorobie, bólu, zawsze potrzebuje się drugiego człowieka. Czy najbliższych, czy drugiej kobiety, z którą wypiło się morze wina.

****

Rano nie mogę się dobudzić, to jeszcze spadek nocy, w której sen nastał o 5 nad ranem po absurdalne walce o podusię, urojenia sprawnych Szopów zawsze robią swoje.
Wstaję z trudem, piątek, myślę niejasno, nie idę na praktyki, przecież powinnam była wyłączyć budzik. "Cat...pogrzeb..." dociera do mnie, gdy patrzę na telefon i ostatniego smsa od niej z wątpliwym dobranoc. Wygrzebuję się z pościeli i ramion nagiego, rozgrzanego Męża, ubieram się szybko jak na mnie, wybieram pierwsze lepsze czarne ciuchy, jakąś spódnicę, czarną bluzkę, czarne rajstopy. Nie przesadnie elegancko, nie przesadnie losowo.
Zimnym porankiem biegnę do Cat, siadam z nią jeszcze w mieszkaniu i czekam aż się przygotuje. Siedzę na jej kompie i scrolluję obrazki, cały czas patrząc w stronę łazienki, czy jednak nie usłyszę wycia, płaczu, spazmów. Ale odpowiada przerażająca cisza. Gdy słyszę płacz, wiem co robić. Gdy widzę jej pustkę w oczach, nie mam pojęcia, co powiedzieć. Najpierw listopad i śmierć najbliższego przyjaciela, jej, mojego, śmierć którą się dzieli jednak. potem jej euforia bo się zakochała, portem kolejne problemy w domu, problemy z nim, bo okazuje się że wcale nie jest tak łatwo, że to chyba nie to. Choroba siostry, śmierć ukochanej babci która walczyła z nowotworem. Czasem boję się, że ona nigdy się nie pozbiera, bo za każdym razem, gdy dzieje się pięknie, coś rzuca znów pod nogi. Taka piękna, mądra i młoda dziewczyna. Taka gorzka tego poranka.
Brniemy jednak na pks, łapiemy autobus.
Czuję się dziwnie bo pogrzeb kościelny, a ja już nawet nie pamiętam tego całego rytuału mszy, kiedy się wstaje, kiedy klęka, nie robię więc nic, to nie moja wiara. Jestem tu dla niej, więc trzymam ją za rękę, zmarznięta dłoń w zmarzniętej dłoni.
Nie żegnam osoby, bo to obca dla mnie śmierć. Ale chcę koić ból kogoś, na kim mi zależy.
Wiem, że ta pustka to jeszcze nic, najgorsze przed nami, wiem to, gdy patrzę na jej odbicie w szybie autobusu, bo nie można zostać na stypie, nie dostała przecież wolnego w pracy.

Odprowadzam ją więc do samych drzwi, gdzie czymś się zajmie i mówię, że jeśli chce, niech przyjdzie na noc, spać u nas, nie będzie sama.
Zastanowi się. Tyle mi wystarcza.

****

Czekam na wlekący się tramwaj, który zawiezie mnie prosto pod szpital. Wymieniam na mrozie smsy, marznąc mi palce ale wolę to. Wolę drugiego człowieka niż zimne ręce.

Gubię się w ogromnym szpitalu, wreszcie docieram na onkologię, na 8 piętro, wchodzę do sali i nawet w pierwszym momencie jej nie poznaję. Blada, bez okularów, jakaś sztywna. Sztywna, bo cała klatka piersiowa obandażowana, założone opatrunki, ból.

Gdy wchodzę a Kaśka mnie dostrzega słyszę, że miałaby ochotę na smażoną kiełbasę i murzynka swojej babci, a nie może jeść. Bawi mnie to niezmiernie. Skoro marudzi i ma apetyty, wszystko musi być dobrze. Przemyka mi zła myśl, tak, parę razy też tak już myślałaś, gdy siedziałaś we wrześniu, w październiku przy kim innym, też w szpitalu i słuchałaś, czego by to nie zjadł.

Ale nie można tak myśleć. Teraz będzie wszystko dobrze. Siedzimy przez dwie godziny i gadamy o pierdołach, nie muszę pomagać jej wymiotować tak jak wtedy, gdy miała wycinane migdałki, nie czytam jej książek tak jak ona mi, jak leżałam ze złamaniem. Tym razem jest prosto, jest wesoło, babskie plotki o tym, jak Solid będzie się cieszył słomianym wdowieństwem jak ona wyjedzie na stypendium na miesiąc do Niemiec, bo wyjedzie przecież, nasza kochana doktorantka, pasjonatka gramatyczna.
-Dzięki że przyszłaś.- słyszę nieznaczne stwierdzenie, ale oczy znowu przecież mówią więcej.
-Nie ma za co. Jak jutro zostajesz to też wpadnę, razem z Wojtkiem.

***

Wracam do domu w mrozie, spadające rajstopy wkurwiają niezmiernie, spódnica podwiewana wiatrem. Kolejne smsy, chwytam w tramwaju kamyczek zawieszony na szyi.
Tak, to sam w sobie dobry amulet, choć nie powinien może być mój ale...

To może nie ma znaczenia.
Myślę o wszystkich dobrych kobietach, ładnych i mądrych, z którymi wypiłam pierwsze wino, z którymi wypiłam i morze wina i piwa. Myślę o nich wszystkich, o tym, jak dziwnie plączą się losy.
Myślę o tym, jak mimo zmęczenia, mimo tego, że nie jest łatwo, jeśli tylko się chce prosto jest być dla siebie.
Wszyscy potrzebujemy drugiego człowieka. Zderzamy się ze sobą, nasze życia plączą się jak nurty wielu rzek wpadające ostatecznie do jednego oceanu. Łączą nas radość i smutek, tragedie i triumfy. To takie proste, cholera, to takie proste. Być po prostu nieraz.
Dlaczego więc czynimy to tak często trudnym?
Czasem ciężko mi pojąć jad między ludźmi, gdy nie ma takie potrzeby. Obojętność, gdy łatwiej ogrzewać sobie nawzajem ręce.

Dzwonię więc jeszcze do siostry, która ma dzisiaj 30 urodziny. Siostry, którą kocham całym sercem choć różnie między nami bywa. Siostry, z którą zapaliłam pierwszego papierosa, wypiłam pierwsze wino w życiu. W tą 30 stkę aż trudno mi uwierzyć, więc śmieję się z nią z tego, śmieję się mówiąc, że dla mnie zawsze będzie nastolatką z dreadami i koralikami na szyi, którą podziwiałam.

Po telefonie dostaję smsa
"Jednak wypisują mnie ze szpitala w poniedziałek. Jutro widzę cię z kiełbaską:)"
Mimo że Kaśka zostaje w szpitalu, poprawia mi to niezmiernie humor.

Może istnieje jad i obojętność. Między kobietami, które piją ze sobą wina, między ludźmi, tak po prostu.

Kolejny sms
"Dzisiaj nie przyjdę na noc, Paula ze mną będzie, ale dziękuję" 

Nie ma to jednak dzisiaj znaczenia żaden jad, mówienie, że inni ludzie to piekło. Bo tak nigdy nie było. Zaszywam się pod kołdrą gdy wracam i piszę, myślę o wszystkich dobrych, ładnych pięknych kobietach z ostatnich dni. Myślę o wszystkich dobrych, mądrych ludziach, tych, którzy są dla siebie. O tym, że nawet jak boli gdy odchodzą, trzeba się trochę przywiązać. O tym, że warto się zderzać i nieraz nastawić wcześniej budzik. O tym, że nieraz warto zapracować na wspólnego kaca. O tym, że warto nieraz po prostu zmarznąć idąc gdzieś dalej z zakupów i wpaść na kawę.
Myślę o tym, że nieraz warto posmakować może złego losu, może i stracić, by zyskać. Zanieść nawet ostatnie listy i udawać, że się nie płacze. Warto nieraz siedzieć na sterylnych szpitalnych korytarzach i potem żyć. Poznawać, kolejne dłonie, ciepłe, zimne. Te, które ogrzewa się i które ogrzewają. 
Myślę o tym, że wszystko toczy się swoim rytmem. Nie istnieje czas, ale ludzie i zdarzenia.
I istnieje miłość. Zawsze. Ktoś miał rację. Wiele rodzajów miłości. Splatanych nią właśnie losów. 
Warto powędrować dalej,bo nie toczymy żadnej wojny choć nieraz w to wierzymy, warto iść dalej w mrozie, zanim wejdzie się w ciemny brzuch kamienicy i zostanie samemu, już w pewnym spokoju. 


Tak można zostać zmęczonym człowiekiem. Ale i bardzo szczęśliwym.


Tak silny jak byłeś
Tak kruchy jak się stałeś
Patrzę jak oddychasz ostatni raz
Piosenka z twojego serca
Ale gdy cichnie
Wiem, co to znaczy
I zabiorę cię do domu. 

53 komentarze:

  1. Mnie po winie (zdarza sie) strasznie żołądek boli więc raczej unikam... a jeśli już piję to bardzo rzadko....
    Samotność bywa straszna... jakiś czas temu pisałam o Panach do wynajęcia:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze po winie mam z kolei kaca. Nawet jak wypiję lampkę do obiadu. Choć nie przeczę, właśnie zdarza mi się nieraz tęgo popić :D
      Ano tak, widziałam:)

      Usuń
  2. Wiesz, ja w sumie długo się zastanawiałam czy właśnie powinnam Ci to dać. Ale przecież jesteś podwójnym baranem, więc Ci się należy :D No i u mnie by leżało i przypominało, że nie zdążyłam tego dać, że nie mogło jakoś ochronić... Więc lepiej żeby się kojarzył z czymś dobrym :)
    I już (prawie) nic mnie nie boli! :D W ogóle pięknie, ja się przyznałam do kaca, a Ty do skręconej kostki xD
    I znowu mi się ryjek cieszy, chociaż może się cieszy cały czas...? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, musiałam z tym wyjebać. Ale taka prawda. Moja mama i Wojtek twierdzą, że nawet potrójnym, bo rogata jestem i po prostu...baran ze mnie :D I cóż, ja ponownie dziękuję, chociaż już Wojtek zazdrosny :D I to też prawda. Wiesz, pewne złe rzeczy okazuje się można nawet przekuć w dobre. A przynajmniej się starać jakoś:)
      To się cieszę :D No a co będę ukrywać :D Ale chodzę normalnie, tylko sine jest z zewnętrznej strony, ale krwiak szybko zejdzie:)
      Cieszę się i z tego, że się cieszy ^^

      Usuń
    2. A ja znów powiem, że się jaram i mi miło, że nosisz, no :D Tak, tak, jestem niedobrą psychopatką, o którą trzeba być zazdrosnym xD Może lepiej jakbym faktycznie Cię okradła. powiedziałby "a nie mówilem?" i spokój, a tak biedny się przejmuje xD No i chyba się udało, nie?
      Haha no nie ma co ukrywać :D Najważniejsze, że normalnie chodzisz :D Ja w sumie też za bardzo w kozaczkach dzisiaj nie kuśtykałam xD
      I tak będziemy się cieszyć teraz xD

      Usuń
    3. Ok, ok, jaraj, ino nie spłoń :D
      Nie no, teraz już nie psychopatką, teraz tylko jadeitowa zazdrość:D
      No i jasne :D
      Dokładnie, nie zostałam kaleką na kolejne miesiące :D I całe szczęście. Nie obcierają już?:D

      Usuń
    4. Staram się :D
      Wiem, smutno mi trochę z tego powodu. Lubiłam bycie psychopatką :D
      Miałabym wyrzuty sumienia wtedy, że to w jakimś sensie przeze mnie :P Chyba nie, w sensie krew się nie leje, bardziej nie boli, więc może już będzie git :)

      Usuń
  3. Osobiście nigdy nie przepadałam za alkoholem.. No dobra, jestem niepełnoletnia :D Ale to taki mały, nic nieznaczący szczegół :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak byłam niepełnoletnia nie stanowiło to dla mnie problemu :D Ale tutaj nie namawiam do złego, żeby nie było , to tylko informacja :D

      Usuń
  4. takie wieczory, noce są potrzebne. z inną kobietą, nieważne czy zupełnie obcą, dopiero poznaną albo poznaną po jakimś czasie, czy bliską. ważne, że z kobietą, z którą odnajduje się jakąś więź, porozumienie, z którą i dzięki której można zapomnieć o całym świecie, z którą można płakać i śmiać się na przemian w towarzystwie procentów, bo wtedy właśnie puszczają bariery i wtedy jest właśnie tak.. dobrze, no, bez skrępowania, można być sobą zupełnie :) dobrze mieć takie kobiety wokół siebie, które są zawsze, które czasem trzeba wesprzeć, o które trzeba się zatroszczyć, bo przecież "nikt nie pomoże bardziej niż ty", "bo właśnie ciebie teraz potrzebuję", bo życie czasem musi podłożyć nogę, czasem trzeba upaść, wycierpieć i wypłakać, bo z takimi kobietami to nie tylko na dobre, ale i na złe. bo taka właśnie jest przyjaźń, po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nawet okazuje się, że z tą poznaną przypadkiem, albo widzianą pierwszy raz nieraz znajduje się wyjątkowo porozumienie i takie wieczory stają się jeszcze bardziej wyjątkowe. Ale niezaprzeczalnie, kobiety ze sobą takiego oderwania potrzebują właśnie. Całkiem bez wstydu można wyrażać wtedy emocje, które wiele z nas w sobie chowa przecież.
      I to też prawda. Bo wsparcie mężczyzn, silne męskie ramię to co innego niż kobieca miękkość pewna, przy której rozumie się inny rodzaj siły, jak bywa cholernie źle. Przynajmniej ja mam takie wrażenie nierzadko.
      I czasem nawet tego nie trzeba przyjaźnią nazywać. Ale się jest i o to chodzi:)

      Usuń
    2. dokładnie, nigdy nie wiadomo z kim znajdziemy taką nić porozumienia :) wiadomo, wsparcie kobiet i mężczyzn różni się znacząco od siebie, dlatego dobrze mieć i jedno i drugie. kobiety są bardziej empatyczne, zazwyczaj, mają tą delikatność, której facetom nieraz brakuje, ale to chyba dlatego, że oni mają bardziej "prosty" punkt widzenia.
      i racja, nie musi to być od razu przyjaźń, no ale najważniejsze że jest :)

      Usuń
    3. Otóż to. Ja już właśnie znajdowałam w dziwnych nieraz momentach a nawet miejscach:)
      Ja długo, długo go nie doceniałam, zawsze najlepszymi przyjaciółmi byli dla mnie mężczyźni, sama mam dość męską pozornie naturę, więc pewnie dlatego. Dopiero od paru lat właśnie uczę się doceniania tego kobiecego wpływu i siły w kryzysach zwłaszcza:) I ich prost punkt widzenia bywa bezcenny, ale czasem trzeba go rozszerzyć, o :D
      Tak po prostu:)

      Usuń
    4. dziwnych miejscach? na przykład jakich? ;)
      Prawdopodobnie tak, ja z kolei nie doceniałam facetów jako przyjaciół tak po prostu :) więc poniekąd wiem o czym mówisz :) ale dobrze się tego uczyć, bo mimo, że kobieca zażyłość bywa zdradliwa i kobiety potrafią być zawistne (tu szkoda, że brakuje im tej męskiej prostoty :D), , to jak jest dobrze i jak rozumieją się świetnie, to potrafi ten wpływ góry przenosić. Tak, dokładnie, właśnie :D

      Usuń
    5. Mam akurat dużo szpitalnych znajomości, "kiblowych" znajomych i tak dalej :D Albo ludzi poznanych przy zabawach przy torach kolejowych, nocami w dziwnych parkach...ot tak, różne, czasem lekko dziwne historie:)
      Po prostu ty swojego czasu nie doceniałaś w drugą stronę, o :D I właśnie ja tego jadu i zawiści kobiecej nie umiem nieraz zrozumieć, to mnie właśnie swojego czasu odpychało. Znaczy, nie mówię że to norma czy reguła, ale coś co się zdarza i jest no...przykre właśnie. Ale na szczęście są i relacje bez tej toksyny:)

      Usuń
  5. własnie sobie przypomniałam że dawno piłam wino, a lubię takie półsłodkie :)
    boję się samotności, nie chciałabym jej nigdy doświadczyć, dlatego cenię sobie obecność ludzi..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też często preferuję półsłodkie, ale...może źle zabrzmi, ale mi każde wchodzi :D Ale w odpowiednim otoczeniu, o:)
      Właśnie, ich wsparcie w otoczeniu jest ważne. Chociaż, ponoć ta najważniejsza samotność tkwi w nas i zależy od nas samych właśnie.

      Usuń
  6. To piękne,że masz takie relacje z innymi. Wiem,że moja J też może zawsze na mnie liczyć.I z nią też wypiłam mój pierwszy alkohol.
    Kolejnych lat w przyjaźni życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też na pewno na to nie narzekam:)
      No proszę:) Bo jednak, to pierwsze picie często jakoś integruje:)
      I dzięki:)

      Usuń
  7. mi alkohol, ani żadne inne używki nie służą
    może to i dobrze
    nie lubię potęgować emocji
    a przeważnie potęgują się przy tym te złe
    za to cenię sobie ludzi, z którymi można siedzieć i rozmawiać tak, jakby wino lało się litrami, a się nie leje przecież

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja akurat od czasu do czasu lubię się używkami wręcz..zniszczyć, brzydko mówiąc. Nie powiem że mi to może służy wielce fizycznie, ale to jakiś rodzaj chodzenia na skraj, który lubię:)
      A, to takich chyba wszyscy kochamy:)

      Usuń
  8. Wiele rzeczy nie wypada, ale kto powiedział, że to jest rzeczywiście złe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego tym wypadaniem się nie przejmuję często wcale:)

      Usuń
    2. Ja też nie. Zawsze robię na odwrót. ;)
      A za Katarzynami nie przepadam - bardzo dużo kłopotów z nimi miałam. Jak z nikim innym.

      Usuń
    3. No ja może nie zawszę, ale rozumiem, o jaką przekorę ci tutaj chodzi:)
      Akurat ja się z nimi doskonalę dogaduję,ale to wiadomo, każdemu ktoś inny musi pasować przecież :D

      Usuń
    4. Tak, i to nie chodzi o złośliwość, ale po prostu o inny tok myślenia :p po za tym nie lubię schematów i ograniczeń.
      Dokładnie tak ;)

      Usuń
    5. Ne no domyślam się w większości przypadków że o to chodzi:D Ale to też jakaś przekora mentalna istnieje, że człowiek właśnie tych ograniczeń nie lubi, no nie?:)

      Usuń
    6. Po prostu jestem taką osobą, której nie powinno się niczego narzucać, chyba jedynie moja matka może to robić :p Jak wiesz, jestem zodiakalnym Lwem i uwielbiam wolność ;)

      Usuń
    7. No tak, właśnie, to pamiętam akurat:)

      Usuń
  9. Kurczę, współczuję tej Cat. Naprawdę ma dziewczyna pecha. W tak krótkim czasie dwa pogrzeby, jeszcze ten chłopak, który ją olewa :( Dobrze, że chociaż ma Ciebie.
    I wzruszyłaś mnie tą historią o pijących kobietach. W tym temacie akurat sporo przeżyłam i doskonale to rozumiem i się z Tobą w zupełności zgadzam. Kiedy piją dwie kobiety... czas staje w miejscu. Tęsknie za kobietą, z którą mogłam pić i to przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma. Naprawdę, stale coś ją kopie i ja już nie wiem nieraz, jak mogę jej pomóc, podziwiam ją, że ona to wytrzymuje...a to przecież tylko urywek jej historii, w której jest jeszcze wiele trudnych rzeczy, od samego dziecka...
      No właśnie, to picie jest wyjątkowe, ma w sobie magię. Po prostu, następuje inne porozumienie, inny rodzaj więzi. Można wydobyć z siebie wiele emocji, które na co dzień się skrywa.
      A może obok są jeszcze inne z którymi można?:)

      Usuń
    2. To, że dziewczyna nie miała łatwo wiedziałam już wcześniej, ale swojego czasu myślałam, że jest po prostu przewrażliwiona. Ale Kordian nigdy nie pisał o niej tak często, teraz widzę, że jest dużo gorzej niż mi się wydawało. Dla niej dobrze już jest, że ma w kimkolwiek wsparcie, że gdzieś jest jednak ta osoba, na którą zawsze może liczyć :)
      Ale zauważ, że tej magii nie ma gdy pije się już z dwiema kobietami ;p Przynajmniej ja tak zauważyłam, że w grupie już jednak nie to samo co we dwie :P
      Są, ale takie bardziej od kawy, niż od wina :P Tamta była specyficzną osobą, nie znam drugiej takiej. Ale cóż. Powinnam być wdzięczna losowi, że było mi dane mieć kiedykolwiek taką przyjaciółkę :)

      Usuń
    3. Jest momentami przewrażliwiona ale...ma do tego prawo, powiem tak. I owszem, właśnie cała historia, dłuższa przedstawia jeszcze inne tło jak gdyby.
      Jest parę osób, tylko nie zawsze są blisko, tym razem trafiło na mnie po prostu:) Bo jestem też na miejscu. Zresztą...wielu z nas ma takie osoby, tylko czasem trzeba i samemu po jakąś pomoc wyciągnąć rękę:)
      I jasne pisałam o tym, To co innego, gdy pije się w szerszym gronie, a co innego gdy we dwie. Chociaż takie popijawy parę kobiet- też lubię :D
      Rozumiem. Jedyna relacja, której się nie powtarza w żaden sposób:) I jasne, warto to docenić i za to podziękować właśnie:)

      Usuń
  10. Moim zdaniem nie jest źle. Wiadomo, idealnie również nie, ale są rejony o wiele bardziej wykorzystywane turystycznie, a mające jeszcze gorszą opiekę względem natury.
    A na samym cyplu zbyt wiele dzikich zwierząt już chyba nie zostało... co innego w lasach w głębi lądu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, mój mąż swojego czasu po prostu pisał na ten temat pracę, działała w tej kwestii, więc po prostu nasłuchałam się o kwestii przegięć jeśli chodzi nawet o politykę klimatyczną tak zwaną...i nikt z tym nic nie robi.

      Usuń
  11. Relacje z innymi - choć są bardzo różne, są niezastąpione, nieocenione.. Obecność drugiego człowieka potrafi niekiedy zdziałać cuda..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Po prostu trudno w jakikolwiek sposób "być" bez drugiego człowieka i czasem, bez różnorodności ludzi, więzów, jakie nas łączą. I to prawda, czasem potrafi uleczyć. Nawet w najbardziej zaskakujący sposób.

      Usuń
  12. z tego co piszesz masz bardzo dużo empatii w sobie, i widocznie rozmowy, spotkania z Tobą pomagają osobom, Twoim znajomym, którzy kontaktują się z Tobą w ciężkich chwilach a tak jeszcze dodam, że ja faktycznie jakoś nie znoszę pijanych, roześmianych towarzystw kobiecych, np gdy one zajmują tylne siedzenia w autobusie ja zajmuję jak najbliżej kierowcy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mi oceniać, czy mam dużo empatii, ale po prostu często jestem pod ręką i jak wiadomo, że coś mogę zrobić, to to zrobię, a czasem nawet i swoje sprawy rzucę...choć, tu już bez przesady się staram, bo i egoizm zdrowy jest potrzebny.
      No więc właśnie, wiadomo o co chodzi :D Jak nie jestem pijana, to i mnie one wkurzają, a c dopiero nieraz facetów :D

      Usuń
  13. Kobieca przyjaźń jest genialna. Tak po prostu. Tylko kobieta zrozumie kobietę, tak, jakby ta druga sobie tego życzyła.
    Wstyd przyznać ludziom, że alkohol łączy ludzi, ale... taka jest prawda. Gdyby nie imprezy, nie byłoby aż tylu wspomnień z niektórymi. I nigdy zwykła znajomość, gdzie rozmowa to tylko "cześć, cześć, co tam, a nic ciekawego" zmienia się w przyjaźń z gatunku tych prawdziwych, gdzie tygodnie milczenia nie zmieniają nic.
    Aż się łezka zakręciła przy pierwszych słowach. "Gdy dwie kobiety spotykają się i piją, nic, czego potem się nie pamięta, tak naprawdę się nie zdarzyło." - zapamiętam sobie te słowa :D Dobry rym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero się tego uczę. To znaczy, zawsze jednak najbliżej byłam w życiu z mężczyznami, z moimi przyjaciółmi których straciłam, z moim Mężem, który przecież jest i moim przyjacielem...i dopiero od paru lat zauważam kobiety, kobiece relację i ich wartość. Właśnie- nieocenioną wartość:)
      A czemu wstyd? Tak jest, bo pękają pewne bariery, nieraz nam z góry narzucane. Coś musi robić za nożyce do więzów :D
      Zapamiętaj, zapamiętaj:D

      Usuń
  14. Kurcze, aż nie wiem co napisać, tyle pięknych historii u Ciebie ostatnio! No, bo przecież pięknych, nawet jeśli czasem trudnych, jeśli trzeba z kimś dzielić cierpienie. Zawsze warto. Dawać i brać, pomagać, być obok, wspierać, płakać i śmiać się razem. Między kobietami nawiązują się szczególne więzy i wspólne przeżywanie takich intensywnych chwil ma niezapomniany smak. A obojętność to śmierć. Ale Ty nigdy nie zaznasz tej śmierci Frido, bo masz wielkie kobiece serce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to piękno bywa raczej...labilne, przynajmniej w ten oczywisty sposób. Oczywiście, to po prost historie płynące z samego życia, a ono w gruncie rzeczy otacza nas pięknem. Dlatego i wszystkie ludzkie historie je w sobie mają. Nawet, gdy bywają bolesne.
      Po prostu, warto być w życiu z drugim człowiekiem. Bo kim bylibyśmy nieraz, gdyby nie on?
      Wiesz, ja długi czas "trzymałam" głównie z mężczyznami, dopiero od paru lat właśnie otwieram się na kobiece relacje. Gdy sama do tego dojrzałam jako tako:) I cóż, mam nadzieję i dziękuję za te słowa:)

      Usuń
  15. Bo wszystko co człowiek może dać drugiemu człowiekowi, to on sam. Poprzez obecność, ciepłe słowo, oparcie w trudnych chwilach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Nic więcej przecież i sami nie mamy.

      Usuń
  16. Ofiarując im pomoc, ofiarujesz im siebie i to najlepsze, co w niektórych momentach możemy zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo po prostu jedyne, co można nieraz zrobić. Bo każdy ma swoje życie do przeżycia, a w pewnych momentach można spróbować być obok, tak po prostu:)

      Usuń
  17. Ależ samotna właśnie się poczułam... I przypomniało mi się, że śniły mi się dziś wszystkie bliskie mi kobiety, przyjaciółki z dawnych lat. Nie tak dawnych w sumie...
    Sen i ta notka... znaki jakieś czy co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może znak, żeby poszukać właśnie jakiegoś kobiecego wsparcia...albo mądrości tych kobiet w sobie?

      Usuń
  18. Babskie przyjaźnie... cóż, ja na co dzień miałam tu zawsze jakoś więcej facetów. I z nimi mi się zawsze jakoś fajniej wydawało. Zawsze mnie szlag trafiał, bo przy facecie można beknąć, puścić bąka i zakląć siarczyście. I jakoś myślałam, że przy damach nie wypada. Chyba, że jest się hm... z damą z jajami - i nie, nie chcę tu uruchamiać zbędnych skojarzeń :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mam być szczera, to miałam tak samo. Moimi najbliższymi ludźmi w życiu byli zawsze mężczyźni, to z nimi piłam, rozmawiałam...ale teraz, od paru lat uczę się właśnie doceniać kobiety. Bo z bekaniem i pierdzeniem nie ma też u większości problemu :D A pewne rzeczy nieraz zrozumieją zupełnie w innym wymiarze, niż mężczyzna, następuje inne porozumienie. Nieraz lepiej pić z tymi, nieraz z tymi, wypośrodkować, o :D
      I uruchomiłaś tym że nie chciałaś :D

      Usuń