poniedziałek, 7 września 2015

O specyficznej, dojrzałeś miękkości gubionej w agresywnym świecie, czyli o starości słów kilka

Jesień uderzyła z całą mocą. Ucieszyłam się nawet, gdy jechałam pociągiem ze swojego domu rodzinnego, ze swych bagien, a za szybami dzwonił zimny, pozornie nieprzyjazny deszcz. Ucieszyła mnie myśl o nowym zapasie herbat, o ciepłym czarnym swetrze, w którym może nie wyglądam za pięknie, ale za to czuję się jak w bezpiecznym namiocie, gdy za oknem niebo szare jak ołowiana pokrywa, trochę parafrazując Spleen pana Baudelaire.
I niedzielny wieczór był już pachnący ciastem i kolejnymi herbatami, był lenistwem takim, na jakie człowiek nie pozwoli sobie latem, był lenistwem bez gniotącej z tyłu głowy świadomości, że piękne słońce przecież i trzeba biec, biec przed siebie, by z niego skorzystać.
Można zaszyć się pod kocem z książką albo po prostu słuchając Cat power. Bo ona, jak mało kto pasuje do tej pory. Można wreszcie w nocy przytulać się do siebie i upał nie przeszkadza. Można zanurzyć palce w ciepłą sierść zmarzniętego kota, zwiniętego w kłębek na moich kolanach.

A potem przyszedł poniedziałek, który brutalnym chłodem wyrwał spod pościeli, z pustego już łóżka, bo przecież ten, którego kochasz, wyszedł już do pracy, godzinę przed tobą, gdy było jeszcze ciemno. Ciemno, bo przecież nie wyrywa cię o 6 rano palące, gorące słońce. Coś przechodzi, coś nadchodzi.
Wyszłam na tramwaj, okrywając się szczelniej polarem o arafatką. Czekałam na tramwaj, jak czekałam wczoraj na pociąg. Czekałam na rozpoczęcie pracy, czekałam cierpliwie, rozmawiając przy kolejnej herbacie, by wreszcie pójść do domu, bo awaria, bo nie da się nic zrobić. Nic zrobić, można tylko pójść do domu, mają darmowe, dosłownie darmowe pół dnia wolnego.

Z powrotem więc poszłam na przystanek, na którym obserwowałam ludzi. O tej porze jest ich więcej niż o tej, o której zazwyczaj kończę. Stałam więc, czekając na swoją 5, na przystaniu raz zalanym słońcem, po chwili przesłanianym przez pędzące wraz z wiatrem chmury, pędzące niczym młode konie, które pierwszy raz wypuszczono ze stajni.
Ja i anonimowi towarzysze podróży.

Wszyscy stoją cierpliwie, wszyscy na coś czekają. Czekają na tramwaj, na naszą 5, która jedzie przez całe miasto. Czekają na koniec albo początek pracy. Czekają na wypłatę. Czekają na weekend. Czekają na wyjazd w nieznane. Czekają na to, aż żona urodzi kolejne dziecko. Czekają na pierwsze dziecko. Czekają na swoją miłość i ślub. Czekają na nową ustawę. Czekają na koniec lekcji. Czekają na nowy rok akademicki. Czekają, aż znajdą nową pracę. Czekają na zmiany. Czekają, czekają, czekają...
Po co wszyscy tak stoją i czekają, czekają nawet na tramwaj a ja z nimi? Czekają, zamiast chwytać tu i teraz? Puste banalne stwierdzenia, które nic nie wnoszą, bo i tak czekasz. Czekać musisz, musisz, robiąc coś jeszcze, w międzyczasie, ale czekać w życiu musisz. Możesz nie trwonić jednoczenie chwili, czując ją w pełni, a nie tylko czekając...ale nie unikniesz czekania w życiu. To nie odzowne, jakbyś się nie starał. Jak głośno byś nie krzyczał „carpe diem”, chwile możesz chwytać, mogą one trwać, ale mimo to...zawsze będziesz na coś, trochę choć, czekał. Wierz lub nie. Może, ważne jest tylko jak czekasz...i czy w ogóle masz na co. Czy kiedyś pomyślałeś, mój współtowarzyszu podróży, że jesteś szczęśliwy, mogąc na coś jeszcze czekać?
Bo co dzieje się, gdy już nie mamy na co czekać? Tak bardzo przywykliśmy na to, że życie dzieje się, toczy, czekamy na wielkie zmiany...a tych z biegiem życia, coraz mniej? Wszystko się uspokaja, jak na jesień.
Jesień życia. Określenie, którego nie znoszę, a które tak często słyszę. I które, jest chyba cholernie prawdziwe. Kolejne.
Na jednym z osiedli do tramwaju wsiadła starsza pani. Piękne, pomarszczone dłonie. Pomarszczona twarz. Ciężkie nogi.
Może was to śmieszy, może dziwi, ale kocham dłonie starszych ludzi. Ich dotyk, ich chłód, ich fakturę. Nie ma nic piękniejszego, niż dotyk dłoni starszego człowieka na policzku. Dłoni, przez które przeszło tyle obranych jabłek, dłoni, które ściskały tyle innych. Dłoni, które mówią o całym życiu. O życiu, które było. Mówią o życiu, którego być może, za wiele już nie będzie.

Spojrzałam na staruszkę, która usiadła w tramwaju naprzeciwko mnie. Spojrzałam na jej dłonie. I pomyślałam, na co ona czeka? Tak naprawdę, na co ona czeka w swoim życiu? Na odwiedziny dzieci, wnuków? Na kolejną wypłatę emerytury? Na kota, który półdziki, przychodzi jednak, gdy nalewa mu mleka w chłodne wieczory i ociera się o nogi? Na co czekasz, kobieto o pięknych dłoniach?

Jak czeka się, gdy nie ma się lat 25, jak ja, a ma się ich 75?

Na co czeka moja matka, która ma już 70 lat?
Czy jesień może czekać już tylko na zimę...ale nigdy nie na wiosnę, skoro wiosna właśnie za nią?

Mam 25 lat. Wydaje mi się nieraz, że to tak wiele, że moja najwcześniejsza młodość działa się tak dawno. Wydaje mi się, że to tak wiele. Ale moje czekanie jest nadal przyjemne. Czekam na wyjazd w góry pod koniec września i z radością myślę o pakowaniu. Czekam na zmianę pracy. Na lepsze finansowo czasy. Czekam na upojne noce z moim Mężem, czekam, aż wróci z pracy. Czekam na spotkania z przyjaciółmi. Czekam na starość, nie zdając sobie sprawy z tego, jak starość nieraz wygląda. Widzę ją, widzę, jak bujamy się w fotelach, ja i mój Mąż i czytamy razem książki, czasem nadal się upijamy, czasem spotykamy z przyjaciółmi w naszym własnym domu. Widzę swoją starość...jako mrzonki. Mrzonki, choć nie niemożliwe do spełnienia. Bo nie poczułam na własnej skórze, jak wygląda starość, to przede mną, na to mogę czekać...

Ale nie mam złudzeń. Widziałam starość. Widziałam starość bolesną. Starość lekceważoną. Starość która nie pamięta, o której pamiętać się nie chce. Starość schorowaną. Starość biedną. Starość samotną. Przede wszystkim samotną.

To nie jest kraj dla starych ludzi, pomyślałam tytułem powieści McCarthy'ego, jadąc tramwajem i patrząc na te piękne dłonie kobiety siedzącej naprzeciwko mnie.

To nie jest kraj, w którym szanuje się starość. To nie jest kraj, w którym się o niej mówi. To kraj, w którym odwracamy od niej wzrok. To kraj samotnej starości. Choć, może nie kraj. Może taka jest nasza cywilizacja?

Starość nas przeraża, starość nas odrzuca. Tak jak przerażają nas choroby, przeraża nas śmierć. To rzeczy, które staramy się odizolować od siebie. To kwestia naszej kultury. Nikt nie lubi bolesnych, przemarzniętych serc. Możemy mówić o depresjach, ale odrzucamy już człowieka z depresją Możemy mówić o szacunku do osób niepełnosprawnych, a boleśnie odwracamy wzrok, gdy widzimy na ulicy człowieka poruszającego się na wózku.
O starości często nawet nie mówimy. Często nie próbujemy nawet stawiać na wielką poprawność polityczną. Ile razy słyszałam określenie „głupi staruch” na starszego pana, któremu trzeba było ustąpić miejsce w tramwaju? Ile razy słyszałam określenie „głupi moher” na starszą panią, o której poglądach politycznych nic nie wiem? Ile lekceważenia w tym wszystkim, ile braku szacunku...tylko dlatego, że kości już łatwiej się łamią, a plecy przygarbił czas?
Ile tobie do tego brakuje?
To cholernie bolesne ukłucia, widziane każdego dnia na ulicy. Wobec innych tematów chociaż udajemy często poprawność. Tu nawet nie chce się starać. Wielu z nas nie chce się nawet starać, postarać się o namiastkę nawet szacunku wobec tej specyficznej miękkości, która czeka każdego z nas. A o której, mając 25 lat nie myślimy prawie.

Od wielu, wielu lat, chyba już od całego pokolenia a może i więcej, żyjemy w kulturze fit, kulturze zdrowia, tężyzny fizycznej. Nasza kultura, nasze społeczeństwo nastawione jest na szybkość. Młodość, siłę, witalność. Pewną agresję wieku młodzieńczego. Jeśli tego nie masz, przegrywasz w wyścigu. Spychają cię na margines, nie masz prawa bytu. Jeśli jesteś młody i nie masz w sobie tej agresji, przebojowości, głośnego krzyku i szybkiego ruchu, przegrywasz. W społeczeństwie fast food liczy się fast, liczy się też siła, dzięki której dopchasz się do swojego hamburgera mentalnego. Inaczej..przegrywasz. Inaczej głodujesz. Skarży się na to wiele młodych ludzi, którzy chcą zwolnić, którzy chcą czegoś więcej, ci wrażliwsi, ci delikatniejsi...skarżą się ci, to mają siłę, co mają na co czekać.
Jeśli masz lat 70 i tej szybkości i żelaznego zdrowia mieć nie możesz, jeśli już trzęsą ci się ręce, jeśli wzrok nie ten, jeśli nie masz już na co czekać, do czego pchać się w kolejce po życie...przegrałeś. Tak widzimy to nierzadko społecznie.

Przegrałeś i ja, silny, młody, może pozwolę ci usiąść w tramwaju.

Nikt nie docenia osób starszych, nikt nie lubi przecież mówić o chorobach, śmierci, czasem tylko przez poprawność poudajemy, że nie udajemy, że tematu nie ma. A człowiek starszy, nie zawsze przecież słusznie, z tym nam się kojarzy. Kojarzy się z tym, czego unikamy w naszym szybkim życiu, naszym wyścigu do...do czego, no do czego właściwie?
Starszy człowiek nie bierze w nim już udziału. I kojarzy się z tym, co w wyścigu przeszkadza. Czasem nawet pachnie śmiercią. Człowiek starszy obok nas każe nam zwolnić. I może nawet zastanowić się? A tego nie lubimy. Nienawidzimy myśleć o czymś, co nie jest crazy i cool.

Czasem, gdy jadę tramwajem, lub czasem, gdy chodziłam jeszcze po szpitalnych korytarzach, widziałam siebie w tych ludziach. I robiło mi się smutno i żal. Gdy miałam swoje praktyki w domu opieki, momentami byłam wręcz przerażona. Przerażona smutkiem ich ciężaru, ciężaru, który to my zrzuciliśmy na gard starości, jakby mało było już ciężaru zbuntowanego ciała.

Ciężar samotności i wykluczenia. Ciężar nie tyle choroby i wieku, co zepchnięcia przez nie do niszy, w której czeka tylko pustka.

Bo właśnie najgorsze w tym wszystkim nie jest cierpienie jednak ze starością związane, wiadomo, fizjologii nie przeskoczymy. Ale samotność, która tak boleśnie mi się łączy w parę ze starością, choć może by nie musiała. Choć nawet może nie do końca powinna.
Jednak...często, powoli odchodzą przyjaciele. Masz szczęście może, gdy jesteś tym, co odszedł. Rodzina nieraz się odsuwa. Sam w mieszkaniu. I najgorsza owa samotność społeczna. Nikt nie chce o starości słuchać, myśleć gdy ma 20 lat. Nikt nie che jej czuć, chyba, że starość własnej matki, choć i ta dla wielu jest nie do przyjęcia. Inaczej...skąd tylu ludzi w domach opieki pochodzących z rodzin, w których pani domu stale siedzi w mieszkaniu?

Wiecie, że w pewien sposób...starość dla mnie jest piękna? Nie społecznie. Nienawidzę tego spychania na margines. Ale kocham ludzi starszych. Przez studia i kolejną szkołę nauczyłam się z nimi rozmawiać. To przebywanie ze starszymi ludźmi nauczyła mnie wiele, od prostej wiedzy, przez skomplikowane przemyślenie pewnych kwestii po zwykłą, ludzką cierpliwość. Do tych, którzy czasem robią coś wolniej, do tych, którzy maja swoje poglądy i nie należy wchodzić w nie z butami, bo przecież mają do nich pełne prawo.
Starość nauczyła mnie bardziej, niż cokolwiek innego, szacunku dla drugiego człowieka. Może to to, czego powinien nauczyć się każdy z nas i trochę na to jednak zdobyć?

Nie mówię tu o wymuszonym rzecz jasna szacunku, takim, jaki wpaja nam drugi koniec kulturowego kija. Nie mówię o ustępowaniu im we wszystkim, gdy ktoś jest krzykaczem i też nie szanuje nas. Mówię jednak o pewnym zrozumieniu i zrobieniu miejsca w świecie, który starości nie chce. Ciebie też świat w pewnym momencie nie zechce. I co wtedy?

Teraz, jak większość z was, którzy to czytacie, jestem młoda, pełna energii, siły. Możliwości, których często nie doceniam nawet i ja. Nawet to wszystko na co czekamy. Kolejne wyjazdy, początek roku akademickiego, kolejne spotkania, randki, śluby. To wszystko to olejne pole możliwości, całe nasze czekanie. Ale z wiekiem mamy coraz mniej rzeczy do czekania. Coraz mniej czasu.

Starość kojarzy mi się smutno. Przynajmniej ta, którą ostatnio mam szansę obserwować, na początku jesieni. A niedługo starsze dłonie jeszcze bardziej się trzęsą, biedne waciaki na ulicach, już niedługo w tej szarej chlapie.
Ból i choroby. Marznące serce. I ci wszyscy dziadkowie, którzy w aptece wydają połowę emerytury. A potem stać tylko na suchą kromkę chleba z dżemem. Jeśli w ogóle. Czasem o tą kromkę muszą nawet żebrać i odzierać siebie z godności.
Starość jest u nas dyskryminowana. Dlatego jest smutkiem. Jest samotnością i czekaniem na coś, co wcale nie jest dobre. Bywa beznadzieją. Nie musiałoby tak być. Ale widzę często strach w oczach starszych ludzi gdy patrzę im w oczy. Ci ludzie się boją. Nie tylko choroby, bólu i śmierci.

Starsi ludzie są spychani na margines społeczeństwa. W innych krajach może tak nie jest, mam porównanie choćby z Niemcami, gdzie do pewnego momentu można się rozwijać, póki pozwala na to ciało i ta cholerna fizjologia.. Uniwersytety dla ludzi starszych, wycieczki. I emerytura na tyle wysoka, że można przeżyć. I stać na leki! Niesamowite, prawda?
Starość może być przecież rzeczą piękną. Zasłużonym odpoczynkiem, czasem, w którym być może nie czeka się już za wiele, ale za to ciepło wspomina- i ma się z kim wspominać. Starość może kojarzyć się przede wszystkim z mądrością, z tym wspaniałym zrozumieniem w oczach, z tym przeczuciem tego co nieuniknione, ale przeczuciem spokojnym i pięknym, z wdzięcznością za to, co już się przeżyło.
Starość oczywiście nie ma określonego wieku, starość dla każdego zaczyna się kiedy indziej, ale my czasem widzimy ją w kimś za wcześnie. Czasem skazujemy ją na śmierć, zanim umrze ciało. A umrze przecież każdy z nas.
.
To nie jest kraj dla starych ludzi. Możemy zwalać winę na polityków, na tych wszystkich sejmowych oprawców, którzy wydłużają wiek emerytalny i dają głodowe świadczenia z ZUS-u. Możemy winić za to kulawą służbę zdrowia, brak zainteresowania opieki społecznej tam, gdzie uwagę na rozkładające się zwłoki zwróciły tylko bezpańskie, głodne koty, miauczące z przejęciem za swoją opiekunką. Bo one miały tylko ją, a ona miała tylko je. Możemy obwiniać wszystko i wszystkich dookoła i jest w tym cholernie dużo racji ale...czasem warto rozejrzeć się dookoła. Gdy jest się młodym, silnym człowiekiem, ze swoimi problemami, ze swoim światem- można się rozejrzeć dookoła i zrobić trochę miejsca w swoim świecie.

Oczywiście wiem, że istnieje też i piękna, wesoła spokojna starość. Taka, która bawi wnuki i nawet umiera spokojnie, w ciszy, we śnie. Taka, która cieszy się miłością na stare lata, nawet pożądaniem. Znam nawet taką parę, pewnych „staruszków”, którzy mimo iż przeżyli wiele ciosów, nadal się kochają i są szczęśliwi. Wielu z was pewnie wie, o kogo mi chodzi, o czyich dziadków. Więc taka starość też istnieje i na taką trzeba mieć nadzieję ale...nadzieja czasem na niewiele się zda, jeśli właśnie w tym szybkim świecie sami też starości nie zrobimy miejsca. A to wcale nie jest trudne. Kto wie, może kiedyś starość dzięki temu stanie się synonimem tylko pięknego spokoju i dojrzałości, a nie samotności spychanej na margines, jak jednak tkwi to w świadomości wielu z nas? Może wystarczy się rozejrzeć dokoła.

Można rozejrzeć się dookoła i spojrzeć na sękate, stare dłonie. Pozwolić się czasem im dotknąć i porozmawiać nawet w tym cholernym tramwaju, patrząc w mądre oczy, które widziały być może więcej, niż tobie kiedykolwiek będzie dane. Można podejść z takim szacunkiem...jak należy podejść do każdego innego człowieka.
Bo starość z wieloma „pomimo” może być piękna, jak właśnie ta przytoczona wyżej. Może być,po wtórzę się znów, mądrością i ciepłem. Pewną miękką siłą, nie kanciastą i chropowatą jak u ludzi młodych. Może być miłością już nie tak porywczą, ale pełną czułości, a ponoć, jak pisał Jastruń, tylko czułość idzie do nieba. Starość może być piękna.

Starość, ta tu i teraz, a także kiedyś twoja przecież, może być piękna, jak jesień z kubkiem herbaty.
Starość może być piękna-a nie taka, jaką widać w tych smutnych staruszkach w tramwajach. Tylko czasem musimy zacząć od własnego nastawienia. Bo i starość potrzebuje miłości i czułości.

Uśmiechnęłam się do pani w tramwaju, gdy wysiadałam. Spojrzałam jeszcze raz na jej piękne ręce, na jej piękne oczy. I na najpiękniejszy, odwzajemniony, skromny uśmiech. Wyszłam na chłodne, wrześniowe powietrze, wzięłam głęboki wdech, wiedząc, że mogę jeszcze głęboko oddychać. Poszłam do domu, spoglądając nieraz na swoje dłonie. Tak.
Może moje dłonie i oczy tez kiedyś będą tak piękne. I kiedyś będą tez potrzebowały miłości. Tak jak potrzebują już dziś po powrocie do domu.




Stary człowieku, spójrz na moje życie
Jestem podobny do ciebie.
Potrzebuję kogoś, aby mnie kochał
przez cały dzień.
Ach, jedno spojrzenie w moje oczy

I wiesz, że to prawda. 

60 komentarzy:

  1. Wiesz, chyba pomoglas mi zrozumieć, dlaczego nie lubię dzieci. Bo one są dla mnie za szybkie, za bardzo na teraz, już, za głośne. Musiałam pożegnać swoją hm, wychowankę, której starość była niestety smutna i bolesna. Ale mam nadzieję, że dzięki nam choć troszkę mniej samotna. Bo to rzeczywiście przykre miejsce na starość... Czytałam jakiś czas temu post na Facebooku jednego znajomego, który po pobycie w Niemczech opisał niezwykłą obserwację. U nas trudno dostrzec siwe włosy, farba idzie w ruch. W Niemczech wielu starszych po prostu zostawia siwe włosy. Może rzeczywiście da się nie wstydzić starości. Pozwolić sobie właśnie zwolnić, wyciszyć się. Bo najlepsi biegacze wymagają odpoczynku. Nie da się pędzić bez przerwy. Mówię to ja, dziecko wiecznych rozjazdów, wiecznej nieobecności w domu, wiecznie zapchanego kalendarza, z milionem pomysłów na minutę. Doceniam starość, do której też człowiek dojrzewa. Tylko kiedy doceni ją świat? Rząd?
    Może rzeczywiście życie często urywa się w pół zdania. Ale przecież jest tylu, którzy mogą postawić ostatnią kropkę. Tylko tak brakuje happy endów.
    Ściskam wrześniowo, ja zawsze też jeżdżę 5:p tylko autobusem, Rondom nie ma tramwajów >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja i dzieci akurat lubię, mimo że swoich nie chcę. Ja w sumie w dużej mierze należę do tych głośnych i szybkich w życiu...ale właśnie. Chyba to zwolnienie jest potrzebne i starsze osoby go uczą.
      Na pewno. Skoro byłaś z nią raz na jakiś czas..to już wiele. I coś w tym jest. Po co farbować siwe włosy? Moja mama mówi, że farbować nie będzie, bo starzeje się z godnością i się starości swojej nie wstydzi i...może coś w tym jest. Nigdy cholera, nie zwróciłam na to uwagi w ten sposób, ale masz cholera, rację.
      I...właśnie o to trudno. Musimy chyba najpierw docenić ją my, żeby doceniano ją na tzw. wyższym szczeblu, czy zwał jak zwał, wiadomo o co chodzi.
      No to widzisz, mamy taki sam numerek XD Sru, że tramwaj, autobus...to to samo XD

      Usuń
  2. Ja się potwornie boję starości, ale najbardziej boję się starości moich dziadków - teraz jeszcze są sprawni i w pełni rozumu, ale boję się dnia, kiedy będę wiedziała że jest z nimi coraz gorzej. Przeraża mnie ta myśl, a myślę o tym coraz częściej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jednak nasza starość to coś nadal abstrakcyjnego- bardziej często przeraża myślenie o starości, niedołężności bliskich. I rozumiem to jak najbardziej, bo choć dziadków już nie mam...to moja mama ma już 70 lat. Więc jest w wieku większości dziadków, nie przymierzając. Jestem tzw.późnym dzieckiem. W każdym razie wiem, jak przeraża wizja starości najbliższych, niejedną noc spędzam na myślach "co z nią będzie?". Ale to też kolejna z rzeczy, które musimy po prostu przyjąć. I zmierzyć się z tym , co nadejdzie z czasem.

      Usuń
  3. Jak ładnie napisałaś o tym czekaniu. To we mnie uderzyło, bo ja odkąd pamiętam, ciągle na coś czekam (i to nie w tym kontekście aby coś się zaczęło, ale w tym żeby coś się skończyło). I dlatego nie skupiam się na tym, co jest tu i teraz.
    Po Twoim wpisie też zaczęłam zastanawiać się - na co czekają starsi ludzie i czy to ich czekanie różni się od naszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja też rozmawiałam o tym z moją mamą ( ma 70 lat) i z wieloma osobami starszymi i często słyszałam właśnie to smutne, zwłaszcza u tych w depresji ( a jednak, takie stany powoduje u ludzi starszych jednak przeczucie śmierci często i samotność) "na co ja mam jeszcze czekać?". Bo faktycznie- na co? Nasuwa się odpowiedź- na śmierć? A tak naprawdę, jest wiele jeszcze chwil do wykorzystania tylko...im ich mniej w perspektywie, tym bardziej może to przerażać.

      Usuń
  4. Czasami mam wrażenie, że to taki schemat patrzenia na ludzi starszych w Polsce, bezsilność, choroba, bieda, spychanie na margines. Ja na co dzień stykam się z ludźmi na emeryturze w różnym wieku, którzy żyją, czasami, o wiele intensywniej niż młodzi. Bo u nas też działa prężnie Uniwersytet trzeciego wieku, bo ludzie starsi spełniają marzenia, trenują, zmieniają się dla siebie, nie są zepchnięci, a są podziwiani, jak im bardzo się chce. :) I ja uwielbiam na nich patrzeć, ostatnio przyszła do nas siedemdziesięciolatka, która ważyła ponad 90 kg, a na 50 rocznicę ślubu chciała zrobić mężowi prezent i zgubić nadprogramowe kilogramy i jej się to udało. I to jest niesamowite, ale ludzie nie zwracają na to uwagi, bo łatwiej dostrzega się negatywy. Zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, dlatego też napisałam, że istnieje ta piękna starość, ta aktywna, czego przykładem są choćby dziadkowie mojego zmarłego przyjaciela. Owszem, jest wiele takich ludzi ale...w dużej mierze, przede wszystkim poznałam też i drugie oblicze starości. I to nie tak, że chcę dostrzegać negatywy. Ale w żaden sposób nie chcę zamykać na nie oczu. Na moje starsze panie z DPS-u, których nie odwiedza rodzina, bo są problemem, bo chorują. Na starszych ludzi w mojej dzielnicy, którzy nieraz proszą o drobne na jedzenie, bo nie starcza im z emerytury. Na starszych ludzi zamkniętych w 4 ścianach zimą, na ludzi, którymi nie ma się kto zająć, a którzy wręcz błagają o chwilę rozmowy na szpialnym korytarzu bo...w domu nie mają się do kogo odezwać, bo ich się zbywa jako zdziecinniałych. Słyszałam, widziałam i wręcz przeżywałam z takimi ludźmi ich historie. To nie tak, że chcę dostrzegać negatywy, bo właśnie napisałam- istnieje i piękna starość. Ale dyskryminację starości widać nawet...w tym, jaką specjalizację wybierają studenci medycyny.Bo kto zdecyduje się na geriatrię, gdy "staruchy tylko umierają" jak słyszałam w akademiku swojej uczelni? I wszystko ładnie piękne, świat ma wiele cudownych obliczy. Pozytywów, też wśród ludzi starszych. Ale ma też i wiele smutku, szarości i o tym też trzeba mówić. Bo bardzo łątwo iwelu odwraca wzrok, niestety.

      Usuń
    2. Ja wiem, nie pisałam o Tobie, ale ogólnie o ludziach, bo przecież to takie powszechne takie mówienie o starości. Ja nie chcę mówić o negatywach, w domu mam idealny obraz takiej starości, opuszczonej, zapomnianej, bolesnej i upokarzającej. Dlatego wolę skupić się na tej pozytywnej wersji.

      Usuń
    3. Wiesz co, ale ja się nie dziwię że ludzie tak mówią, zwłaszcza ci w wieku średnim bo..o swoją starość się pewnie po prostu jakoś boją. Czy przez sytuację ekonomiczną, czy normy kulturowe...ale może to też nieraz sposób zwrócenia uwagi. Tylko, wiadomo, z pustego gadania jeszcze nic nikomu tak naprawdę nie przyszło niestety.

      Usuń
  5. piękne słowa. naprawdę - przyniosły mi jakiś taki spokój i zadumę zarazem. osobiście uważam, że pokolenie ludzi starszych (może uściślę - tak koło 70-tki) jest silniejsze. patrzę na swoich dziadków i widzę Wartości, które wypleniają nawet już nasi rodzice. Gdy coś się psuło - trzeba naprawić. My gdy coś się psuje, wyrzucamy do kosza. Nie chodzi o przedmioty, chodzi też o relacje i ludzi.
    Starsi ludzie (nie mówię o wszystkich, ale mówię o tych, których miałam okazję poznać) mają w sobie godność. Starzeją się z godnością. Wielu z nich nie dotknęła się w swoim życiu komputera. Wciąż męczą i tak już zmęczone oczy na książkach. Starzeją się z godnością - daleko im do botoksów, farbowania włosów na najmodniejsze kolory w tym sezonie, daleko im do operacji plastycznych, daleko im do fluidów ugrywających plamy wątrobowe... Z niepokojem przyglądam się na nasze pokolenie - 20-latków i tych młodszych. Koleżanka mojej mamy z pracy, gdy jej córka urodziła córkę (wnuczkę), nie pozwoliła swojej wnuczce mówić na siebie "Babciu", każe się nazywać "Jolka". Nie wiem jak my będziemy się starzeć... Ale czuję, że starości zabraknie godności.
    To dla mnie niesamowite jak moi dziadkowie, którzy też ledwo żyją z emerytury, potrafią "dziadować" przez kilka dni, by przyjąć mnie i moją siostrę na niedzielny obiad, gdzie stół ugina się od smakołyków. I nie ma w nich żalu, zgorzknienia. Są szczęśliwi, jak małe dzieci, gdy widzą, że jesteśmy szczęśliwe.
    Pozdrawiam Cię jesiennie, wciąż ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cieszę się w takim razie:) I...coś w tym jest. Może po prostu, jest inne inną siłą, jakkolwiek to dziwacznie nie brzmi. Dawniej życie było wolniejsze i w pewnych kwestiach bardziej wymagające. To coś, czego my, żyjący 20 parę lat nigdy nie zrozumiemy właśnie. Bo nasze życie jest, nie przymierzając....po prostu wygodne. I właśnie, jesteśmy pokoleniem fast food, jak coś nie przynosi nam szybkiej satyssfakcji, wyrzucamy to, masz rację. A szybka satysfakcja jest nic nie warta...ale o tym już zapominamy.
      I właśnie, starzenie się z godnością...to można różnie nazwać, godność to coś nieuchwytnego, dla jednego to będą niefarbowane włosy, dla jednego ten botox ale...czuć po prostu, widać to w oczach niektórych ludzi, z tym się zgodzę. I cóż...pożyjemy, zobaczymy. Kwestia, czy jesteśmy gotowi na to, co możemy za te kilkadziesiąt lat zobaczyć? I ciekawe, jak będą mówiły o nas przyszłe pokolenia...
      A jednak. Mają swoje zasady, które mogą niektórym wydawać się głupie...a dla innych są piękne. Bo jednak, szczęście może dla nich z definicji, jest....czymś więcej?
      I ja ciebie również:) Mam nadzieję, że jesień cię nie "pożera":)

      Usuń
    2. jesień nastraja mnie melancholijnie.
      obserwuję swoje pokolenie i pokolenie moich dziadków... i dotrzegam kolejne dziwne rozbieżności. dla nich nie istniały takie określenia jak "depresja", a co dopiero depresja, z którą boryka się tak młoda osoba, jak my! było się smutnym? to do pracy, przydać się na coś. to wyjść i skupić się na czymś innym. rozmawiam czasem ze swoimi dziadkami o tym... i mimo, że naprawdę przeszli wiele w życiu... to dla nich są to obce terminy, nic nie znaczące. jak wielkim zdumieniem są dla nich wszelkie próby samobójcze w wieku nastoletnim, czy w wieku 20-stu-paru lat... Jak wielkim zdumieniem jest dla nich, gdy to dotyka ich wnuczek. Nie rozumieją, choć próbują.
      Mimo, że wśród młodych panuje ten słynny wyścig szczurów... I parcie na wykształcenie... Jesteśmy bardzo egocentryczni - myślimy cały czas o sobie, persewerujemy, analizujemy, za duzo myśli w głowie... Skąd biorą sie zaburzenia psychiczne (pomijając aspekt gentyczny, czy neurologiczny)? Fascynuje mnie to.

      Usuń
    3. Ale melancholia przecież..jest też piękna:)
      Wiesz, tylko wtedy np.też depresja i samobójstwa istniały. A homoseksualizm był wpisany na listę chorób przez wHO do 1984 roku. Zasadniczo, to też, że czegoś nie nazywano nie znaczy, że coś nie istniało, albo że bycie gejem było chorobą, a teraz już nie jest. Po prostu..pewne rzeczy były też kiedyś zamiatane pod dywan. Inna rzeczywistość. Ale fakt, że większy mamy odsetek chorób psychicznych ( choć to, że są mniej wstydliwe społecznie też wpływa pewnie na statystykę) ale...to też może cena jaką płacimy za cywilizację? Słyszałaś może o teorii odejścia od plemienności jako czynnika właśnie depresyjnego? Ale , to tylko jedna z teorii:)

      Usuń
    4. bardzo siedzę w tematyce życia blisko natury... Rytuałów, wed, tradycji Słowian, pogaństwo, wpływ księżyca na ludzi i przyrodę, znaczenie snów... Teoria odejścia od plemienności też obiła mi się o uszy. Indywidualizm może niszczyć słabsze jednostki. A przecież każdy jest inny.

      Usuń
    5. Widzisz, ja jestem "czarownicą" jak to się mówi, tak zwaną "kobietą mocy":) także, w tym temacie się dogadamy XD I dokładnie, mam gdzieś świetne artykuły w ogóle na ten temat, może udałoby mi się zeskanować, jeśli byś chciała rzecz jasna:)

      Usuń
    6. z wielką chęcią poczytam ! :)
      kobieta mocy... widzę, że obracamy się w tych samych obszarach. kto by pomyślał. nie sądziłam, że spotkam w świecie blogowym takie osoby. :)
      Hazel (z innego konta)

      Usuń
    7. Więc przeszukam swoje stosy artykułów :)
      A jednak cóż...czasem wszędzie można trafić na "swego":)

      Usuń
  6. Och, też wyobrażam sobie starość tak, że będziemy wtuleni w bujany fotel z dobrą książką w ręku. Chciałabym, żeby starość była spokojna, urokliwa.. Wiesz, mam w domu babcię, która w grudniu będzie świętować swoje 93 urodziny. Czasem gdy rozmawiamy mówi mi o tym, że gdy zdaje sobie sprawę, że już coraz mniej Jej do końca pozostało, to boli się każdego następnego dnia. Często mówi o tym w co Ją mamy ubrać do trumny i że koniecznie po pogrzebie mamy zrobić rodzinną stypę. Ciężko jest słuchać takich słów. Ciężko.. no właśnie.. co? Pocieszyć? Zapewnić? Nie wyobrażam sobie nawet jak to jest liczyć się ze świadomością, że śmierć czeka za progiem, bo przecież 100 już mało kto dożywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest piękna wizja, prawda? :) Ale właśnie...czasem zdaje mi się utopijna. Ale kto zabroni nam marzyć?
      Bo dla starszego człowieka też śmierć już...przestaje być tematem tabu. I trzeba nauczyć się o niej rozmawiać choć, zdaję sobie sprawę, to wcale nie przychodzi łatwo. Ani trochę. Ale...może powoli da się to oswoić? Tylko właśnie śmierć trzeba zaakceptować jako i naturalną część życia. Bo co innego nam tak naprawdę zostaje?

      Usuń
    2. Nikt nie zabroni nam marzyć! A myślę, że i sami możemy już teraz małymi krokami tworzyć sobie dobrą starość. Przez otoczenie się dobrymi ludźmi, ciepłą rodzinę, dbaniem o zdrowie czy choćby odkładaniem pieniędzy na starość coby nie być w pełni zdanym na innych. A jak Bóg da, to może akurat nie zginiemy nagle...?
      Tak, śmierć jest częścią naszego życia.

      Usuń
    3. Nie no jasne, marzyć trzeba i to pięknie i mieć jakąś wizję, do której można dążyć. Z tym że wiesz..ja jakoś się nauczyłam nie oczekiwać. W sensie, nie stawiać życiu oczekiwań, że musi być zgodnie z moją myślą i basta. Zobaczymy jak wyjdzie:) A może i umrzemy w wieku 40 lar? Różnie to bywa. Dlatego...ja nie zakładam. Ale marzyć- jak najbardziej:)
      nieodzowną i może zabrzmi dziwnie ale...i piękną.

      Usuń
    4. Czasem myślę, że gdyby człowiek ciągle żył myślą o tym, że kiedyś umrze, niejednokrotnie zachowałby się w życiu inaczej. Ja jestem pesymistą z krwi i kości, więc i tak mam przed oczami czarną wizję swojej śmierci. Jednak czasem.. tak na opak, lubię pomarzyć.

      Usuń
    5. I to prawda ale..nie możemy chyba wiecznie tez żyć w przeczuciu śmierci, co?:) I tyle dobrze:)

      Usuń
  7. Ja mam do tematu specyficzne podejście. Być może dlatego, że zdrowie od zawsze płata problemy. Bólu i cierpienia się boję, ale mniej niż przeciętny człowiek. Takie ewidentne przerażenie budzi wizja utraty przytomności umysłu, broni mojej głównej, ale tego też nie przewidzimy. Starość dla mnie... po prostu jest. Nie gloryfikuję jej ani nie odrzucam, bo szacunek dla człowieka jako takiego zawsze stoi na pierwszym miejscu. Mam świadomość, że ludzie starsi przeżyli ode mnie więcej, ale niektórzy... mniej, jeśli chodzi o intensywność, natłok wszystkiego. Trzeba starość szanować, ale nie na klęczkach, pośmiać się też można (próbkę mojej nieczułości widziałaś, więc cóż) xD Mam zdystansowany stosunek, nie przeżyłam tego co Ty. Podejrzewam, że on też z czasem ewoluuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, bo też swoje przeszłaś i jednak cóż...chyba nie boisz się tego, co większość z nas uznaje za przerażające. Bo wiesz, że z bólem choćby da się jednak żyć i iść dzielnie do przodu:) I wiesz, ja za dystansem jednak jak najbardziej jestem, nie mówię że nie, bo sama w pracy go miałam choćby czy na ulicy ale...właśnie, chodzi o to, żeby i w tym starszym człowieku widzieć też człowieka. A nie sflaczałe pudło na kości, mówiąc za pewnym studentem medycyny :P I próbkę miałam i jeny...muszę skończyć XD Chociaż ostatnio czytam tylko papier w tramwaju i cholera, nijak do lapka żeby poczytać nie mogę usiąść XD

      Usuń
    2. Nie jest tak, że całkiem się nie boję, po prostu uważam za stan naturalny. Jestem w ten sposób nastawiona do wielu spraw, które większość szokują, ale staram się z tym nie obnosić, bo szanuję każdego. Również tego powiedzmy rówieśnika, który przeszedł mniej. Twój dystans jest nieco inny, ja ze starszymi osobami nie mam kontaktu (dziadka widziałam zaledwie kilka razy w życiu, z jego wyłącznej winy), ale wiem czym jest właśnie ten brak poszanowania, z doświadczenia. Nie wyobrażam sobie traktować ludzi podobnie. Student medycyny tak powiedział? Koniec świata...
      Tobie nie po drodze z czytaniem, mnie z pisaniem xD Bilans zerowy.

      Usuń
    3. Wiesz, bo jasna sprawa że to stan naturalny i właśnie tego stanu naturalnego samego się aż tak nie boję, jak całej społecznej otoczki raczej. I to, że ktoś przeszedł mniej też nie jest właśnie powodem do braku szacunku, więc, czemu nie?:D I owszem, ja mam kontakt z osobami starszymi, teraz trochę mniej, ale przez te wzystkie lata...napatrzyłam się i nasłuchałam swego. Dlatego może patrzę tak a nie inaczej też. I cóż. można się tego spodziewać, patrząc na niektórych lekarzy, co nie?
      Znowu na zero XD Wczoraj kolejną książkę w tramwaju przeczytałam, a wróciłam do domu i...padłam XD

      Usuń
    4. Ja na otoczkę kicham, może właśnie będzie mi lepiej? Wiem, że to porąbany tok myślenia, ale nie do końca: teraz wózek robi ze mnie kalekę, bo jestem młoda, wśród młodych w większości się obracam, budząc często sensację. Pomyślałam sobie kiedyś, że gdy dożyję już pewnych lat, moja choroba podstawowa zblednie, nie będzie się tak rzucać w oczy. Wielu starszych ludzi niestety chodzić nie może i jakoś nikt nie pyta dlaczego, po co, a jak to? Może piętno starości samej w sobie okaże się lżejsze niż młodej, inteligentnej, ale niesprawnej.. Oczywiście nie wyprę się tej dolegliwości, wiedzieć będą zainteresowani. Tyle. Ty masz dar w kontakcie ze starszymi osobami, który szczerze podziwiam :)
      Umowę podtrzymuję: jak przeczytasz, po prostu daj znać :D

      Usuń
    5. W sumie właśnie...nie wiadomo. Może faktycznie, jakoś będzieś przyjmowana inaczej? Bo pierdoląc całą ta poprawność polityczną i mówiąc szczerze- to jednak właśnie masz przerąbane w stereotypowym świecie tych młodszych ludzi. I to jest fakt, a nie gdybanie więc...kto wie?:) I może okaże się, że będę mogła go rozwijać:)
      Mam zamiar XD

      Usuń
  8. Nie zgadzam się z Twoim pojęciem starości. Przedstawiasz ją w bardzo bladym, smutnym świetle. A przecież wcale nie oznacza, że bycie starą znaczy bycie schorowaną, odrzuconą i czekającą na śmierć. Na pewno są staruszki, które są otoczone opieką i miłością bliskich, które cieszą się zdrowiem do ostatnich chwil. Na pewno nie jeden jest taki przykład i warto myśleć, że starość to tylko pewien, chociaż daleki, etap życia, który czeka każdego i każdy przeżyje go tak, jak będzie chciał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja napisałam powyżej, że wiem, że istnieje i piękna starość,jak choćby dziadków Królika, akapit musiał ci uciec XD Zdaję sobie z tego doskonale sprawę, znam i zadowolonych z życia, aktywnych "staruszków", widzę ich choćby...na siłowni. Ale widziałam już nieraz, nawet częściej niestety ten drugi obraz i to na niego chciałam zwrócić uwagę. Poznałam studentów medycyny, którzy nawet nie szli na specjalizację z geriatrii ( mamy bardzo mało geriatrów w Polsce, tak btw) mówiąc, że co oni, jak staruchy tylko umierają to po co ich leczyć? Poznałam samotnych staruszków w domach pomocy społecznej, strasznie dużo obliczy tej samotności podczas roku nauki na opiekuna medycznego...i na to chciałam raczej zwrócić uwagę:P Bo bardzo łatwo jest odwracać wzrok niestety. Wiem, że jest i ładna starość ( patrz wyżej XD) ale wiem, że jest ta przerażająca i samotna. A na taką nikt nie zasługuje.

      Usuń
    2. Nie, ale napisałaś to w moim odczuciu tak, jakbyś to uznawała za jakąś legendę, mit, utopię... Coś o czym się mówi, ale się nie zdarza ;) bardziej na pierwszy plan wybija się właśnie to pojęcie starości w negatywnym, smutnym ujęciu :P
      Niestety, jeśli chodzi o tych lekarzy to jednak w Polsce jest ich niedobór, a ci co są pewnie głównie interesują się kasą a nie pacjentami. Jak o tym pomyślę to robi mi się słabo po prostu. Jak to mówią starsi ludzie: trzeba mieć zdrowie, żeby chorować.

      Usuń
    3. Nie, to nie o to mi szło akurat ale...może dobrze, że tak wyszło XD Znaczy wiem, że nieraz trzeba przejaskrawić fakty, żeby do ludzi coś dotarło. Na tym polegają...kampanie społeczne ( ok, te w Polsce nie bardzo się udają XD). I wiesz, trochę ich jest z powołania ale...coraz mniej, mam wrażenie. I wiem coś o tym, w październiku mam wizyty u...kolejnych 5 lekarzy specjalistów XD

      Usuń
    4. Uuuu to widzę, że w lekarzach to się chyba będziesz znać niedługo lepiej ode mnie chociaż u mnie tez czekają zaległe wizyty. Nie długo zostanę ślepa, bezzębna, bezpłodna i nie wiadomo co jeszcze, bo żołądek od jakiegoś czasu też mi szwankuje.

      Usuń
    5. No i tak się na nich znam XD Ale nie no, nie miejmy takich mrocznych wizji, co?:D

      Usuń
  9. Znajdzie się miejsce i na starość. Wszak społeczeństwo się nieustannie starzeje. Prędzej czy później zorientujemy się, gdzie owy pęd gna. Byle tylko nie za późno.
    Z drugiej jednak strony... To rodzice wychowują dzieci. Co takiego się stało, że na starość własne dzieci ich nie chcą? Życie jest okrutne, a niektórym przyjdzie swoje lekcje odrobić właśnie dopiero na starość, skoro cały czas przed nimi uciekali. To smutne, lecz niestety wszystko jest tylko jednym wielkim łańcuchem przyczynowo skutkowym. To widać. Na przykładzie tego, o którego dziadkach wspomniałaś. Był z nimi do samego końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że się starzejemy ale...mimo to nadal jesteśmy trochę ślepi. Ale mam nadzieję, że twoje proroctwa się sprawdzą:)
      I to prawda, że w dużej mierze to kwestia tego, jak wychowane są dzieci choć...też nie zawsze. Ile to rodziców, którzy mieszkali z dziadkami, dbali o nich, a potem sami lądują w takich DPS-ach? Niejedna taka historia. W dużej mierze to wpływ wychowania ale..chyba i całości kulturowej jednak.

      Usuń
  10. Wiesz, że i ja ostatnio o tym myślałam? O starości. Powiem Ci, że obok samotności, starość to jedyna "rzecz" w życiu, której boję się bardziej od śmierci. Boję się, że właśnie nie będę miała na co czekać. Albo na kogo. Boję się, że będę ciężarem, że... zresztą sama wiesz najlepiej, o co mi chodzi. Paradoksalnie lubię ją sobie czasem wyobrażać. Ale skąd wiem, że będzie wyglądała właśnie tak? Czy w ogóle będzie wyglądała? Wolę więc jakoś nie wybiegać. Za mocno mnie to niepokoi.
    I powiem Ci, że kiedy pomagam mamie w sklepie też bardzo często mam do czynienia ze starszymi ludźmi. W sumie głównie ze starszymi, bo tacy najczęściej przychodzą po gazety. I niektórzy faktycznie są zgorzkniali... broń Boże, jeśli nie wiesz, po jaką gazetę przyszli, bo przecież biorą ją codziennie. Wyciagasz spod lady, oni płacą, nie mówią ani "proszę", ani "dziękuję", ani "do widzenia". Albo są właśnie typowymi "moherami." Ale... niektórzy są cholernie mili. Aż mam ochotę taką staruszkę, która mówi mi że mam ładne oczy, a za chwile wspomina, że chciałaby mieć taką wnuczkę, bo jest samotna przytulić. Darzę ogromnym szacunkiem, doceniam jej życiową wiedzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jednak, człowiek w swojej głowie wiąże samotność i śmierć też ze starością...i nieraz człowiek samotny woli rzec "pora umierać" niż dalej w tym trwać. Ile razy ja słyszałam od "swoich staruszków" że już lepiej tylko umrzeć? I bycie ciężarem..jeśli ktoś chce z tobą zostać, dlaczego masz być ciężarem? To jedno z tych stwierdzeń, których nie znoszę akurat.
      I czas pokaże tak naprawdę bo...tu niewiele można zaplanować.
      A może ci zgorzkniali są tacy bo mieli nieszczęśliwe życie albo...są nieszczęśliwi teraz? Czasem to im warto dać szerszy uśmiech. Może muszą się z nim tak naprawdę oswoić, bo za fasadą "mohera" czai się bardzo smutny człowiek?

      Usuń
  11. Moja babcia niebawem skończy 84 lata, wyjeżdża na wakacje, chodzi na zajęcia z uniwersytetu 3 wieku, regularnie maluje paznokcie, chodzi do fryzjera, tańczy!. Ma sporo chorób, ale jakąś taką radość z życia mimo bardzo trudnych losów. Uznaje,że nie ma co czekać na śmierć, a cieszyć z każdego dnia jaki dał jej los. Podoba mi się jej starość, chciałabym mieć taką samą, pogodną, pogodzoną i radosną.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli należy do tych pięknych, niestereotypowych, o których też wspominałam wyżej i...nic, tylko zazdrościć takiej starości, czyż nie?:)

      Usuń
  12. Może spróbujemy zakochać się w jesieni? Ja nigdy jej nie rozumialam, nie lubiłam, a z cała pewnością w tym momencie za nią tęskniłam. Miło jest tu byc u Ciebie. Lubie tu byc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już w jesieni jestem zakochana. W jej spokojnej melancholii, w barwach, szarościach nawet:) Daje mi..wytchnienie i pozwala na to, o czym nie myślało się latem. A to jest dobre:)
      I cieszę się, to piękny komplement:)

      Usuń
  13. słuszne uwagi, Ci którzy są już starzy nie mogą rywalizować już w dzisiejszym świecie, tak jak wszyscy inni chorzy czy wykluczeni z jakiegokolwiek powodu przez co postrzegani są jako zbędni, w zasadzie to tylko skazani są wegetować czekając już tylko na śmierć, smutne to wydaje mi się co napisałem i boję się takiej starości, gdzie nie będę już nikomu potrzebny i gdy sam już nie będę potrafił się sobą zaopiekować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Starzy, chorzy...spychani są na margines, za który my, pogrążeni w pędzie życia często nie chcemy zaglądać. I to cholernie przykre. A właśnie...każdy z nas będzie stary. A nikt wegetować nie chce.

      Usuń
  14. A ja... ja nie wiem. Może to nieczułe, może zabrzmi strasznie, ale ja o starości nie myślę. Może właśnie ze strachu? Może czas przyznać otwarcie przed sobą, że ta samotność, mimo wszystko inna niż dzisiejsza, jednak mnie przeraża? Choć swoje przeżyłam, coś mnie ubodło, wiele rzeczy bolało. Ja lubię starszych ludzi, choć oczywiście nie wszystkich. Lubię Babcię swojej przyjaciółki, trochę po 90, która całe życie spędziła na wsi i to życie miała bardzo ciężkie... a dziś siedzi w letniej kuchni, ubrana zawsze podobnie, niezależnie od temperatury i trzęsącymi się dłońmi skupie róg koca. I choć mówi niewiele, to czasem uśmiecha się... tak młodo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ze strachu a może, po prostu, jest to dla ciebie temat odległy, bo nie stykałaś się z nią aż tak często jak ja, w taki sposób? Nie każdy codziennie musi myśleć o Holocauście, jak to śmiejemy się z moim Mężem. I jasne, wszystkich nie da się lubić, ale nie o to chodzi. Tylko jak zwykle, o jedną prosta rzecz- fundamelntalny szacunek do każdej żyjącej istoty. I właśnie...może w starszych oczach nieraz zaklęta jest prawda o naszej młodości?:>

      Usuń
  15. Ja się boję starości... ale cóż - na razie staram się żyć pełną piersią, żeby mieć co wspominać na starość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, dobra postawa:) Bez katastrofizmu, mimo wszystko XD

      Usuń
  16. Masz cholerną rację z tym, że starość nas przeraża. Nawet ja, widząc, jak moja babcia nie radzi sobie z bólem, albo jak dziadek nie chciał być zbędnym bagażem dla nas, albo po prostu obserwując wszystkich starszych ludzi, którzy by chcieli jeszcze móc, a nie mogą, bo nie pozwala wiek, zdrowie. Boję się tego, że kiedyś przestanę móc, ale chyba bardziej boję się tego, że zmarnuję tyle czasu, który mogłabym poświęcić na to, czego na starość nie będę mogła. Każdy z resztą młody człowiek myśli, że może go ta starość nie ruszy, może go ominie i to właśnie on będzie tym, który w wieku 75 lat chodzi bez kul lub laseczki, albo ona będzie tą, która mając 80 lat jeszcze zaopiekuje się wnukami, przy których jednak trzeba się nachodzić. Ale starość dotyka każdego, wcześniej czy później, nikt tego nie ominie.
    Gorąco pozdrawiam i jeszcze raz upominam - uważaj na siebie w górach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo i po najbliższych to widać. Ja to widzę...po mojej starzejącej się mamie, która przecież mogłaby być moją babcią. To, jak właśnie się boi i jak niera,z w swoje gorsze dni mówi to cholerne zdanie, że nie wie, na co ona ma jeszcze czekać. I właśnie...człowiek przywykł do swoich możliwości a co, jeśli życie nam samym je odbierze? Ta wizja niepokoi ale...co innego nam może zostanie, jak pogodzić się z tym? Czas pokaże.
      I właśnie, my nie odczuwamy starości jako "coś swojego", tak samo jak śmierci czy chorób, póki poważnie nie zachorujemy. Coś nas nie dotyczy bezpośrednio, jakby tego nie było...a nie ma czasem większego błędu, niż ta właśnie sądzić. I jak zwykle, pożyjemy, zobaczymy:)
      I będę uważać, a jak nie, to będzie uważał na mnie Mąż XD

      Usuń
  17. Jesień... ciepłe swetry, nowe smaki herbat, jeszcze więcej pochłanianych jednym tchem książek w czasie długich wieczorów...Tak, jesień ma swoje plusy.
    A starość? Na pewno też. Pewnie nie każdego, niestety... Bo czasem przecież wygodniej zamknąć w domu, czy pozostawić i "niech sobie radzi". Cieszy mnie, że u nas, mimo małej lokalnej społeczności jest coraz więcej tych inicjatyw dla ludzi 60+. Spotkania, wyjazdy, warsztaty, nawet zajęcia komputerowe. Aż miło popatrzeć na te wystrojone panie, na panów w garniturach, którzy mimo wieku zatrzymają się i przepuszczą w drzwiach, choć jestem od nich czasem ze cztery razy młodsza. I to daje trochę optymizmu, że starość nie musi być smutna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jesień kojarzy się pięknie z tymi wszystimi rzeczami:) I starość też może kojarzyć się pięknie ale właśnie...póki nie pokonamy tego wygodniej, nie pokonamy pewnych rzeczy, to nie będzie wcale tak kolorowo. A może być, właśnie tak, jak już jest u ciebie.

      Usuń
  18. Hmm, ja myślę, że cała ta sytuacja zamyka się w takim kole: starsi ludzie chorują, wydają tak dużo na leki, toteż narzekają, robią się zgorzkniali. Młodzi to widzą i coraz bardziej kojarzą starszą osobę z taką zrzędą. A im bardziej ktoś zrzędzi, tym bardziej denerwuje i coraz mniej go się szanuje. I koło się zamyka.
    Mam jednak wrażenie, że wszystko to idzie w dobrym kierunku, że starsi ludzie się uaktywniają. Oby faktycznie tak było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ale...często by nie narzekali nawet pomimo chorób, gdyby nie byli samotni. Ja mam wrażenie, że to nieraz jest najgorszą właśnie sprawą, a nie po prostu..fizjologia jako taka. Ale masz rację, to często też takie błędne koło się tworzy właśnie.

      Usuń
  19. Jestem ciekawa, jak zestarzeje się nasze pokolenie. W tym pędzie studia, praca, kariera, stres... Mam wrażenie, że część będzie już staruszkami za kilka lat. A może nie, może uratuje ich moda na sport, na zdrowe odżywianie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas pokaże, po prostu ale..ja mam trochę wizję rodem z filmów science fiction nieraz.

      Usuń
  20. Jest tyle prawdy w Twoich słowach. Tyle kłującej w oczy i "dającej po łapach" prawdy. Nie widzimy siebie w starszych ludziach. Nie traktujemy tych skrzywionych pleców, opuchniętych nóg, bezzębnych szczęk i zmarszczek jako czegoś, co kiedyś będzie nasze. To myśli tak abstrakcyjne, że trudno je sobie nawet wyobrazić. Ale przede wszystkim są to myśli, które nas straszą - swoją nieuchronnością i swoją trudnością.
    Ja się boję starości. Oczywiście, tych sztywniejących powoli kości, problemów z żołądkiem, tej powolności i niezdarności, tych siwiejących i przerzedzonych włosów. Ale bardziej się boję tej świadomości, która się wtedy może pojawić. Że już nie ma zbyt wiele czasu na czekanie, że tylko czekało się na coś całe życie, a teraz się okazuje, że to już koniec i "się nie doczekałeś, smutny człowiecze". Tej świadomości, że nie ma już możliwości, żeby ponaprawiać, żeby przywrócić te wszystkie potracone rzeczy, tych potraconych ludzi, tych pozacieranych w pamięci dni. Tego się boję. Że spojrzę za te kilkadziesiąt lat w lustro z pytaniem: "Co ja właściwie zrobiłam dla świata?" i nie będę potrafiła udzielić sobie odpowiedzi.
    Starość może być piękna, masz rację. Może byćtym ostatecznym czekaniem na koniec. Spokojnym i cichym. Dobrym i bezpiecznym. Mimo bolącego krzyża i powykręcach palców. Chciałabym takiej starości. Z takim czekaniem. Z takim spokojem. Z myślą: "Zrobiłam, co w mojej mocy. Przeżyłam to życie, jak tylko umiałam najlepiej. Mogłabym zmienić to i owo, ale w sumie teraz też jest dobrze". Tak bym chciała...

    OdpowiedzUsuń