czwartek, 17 września 2015

O podziemnej rzece i otwartych drzwiach, czyli o tym, za co cię cenię- o braku definicji w słowie przyjaźń słów kilka.

Pytasz, za co cię cenię, podczas jednego z wieczorów, a ja nie potrafię ci odpowiedzieć. Nie dlatego, że nie wiem, nie dlatego, że nie cenię cię w ogóle, nic z tych rzeczy. Po prostu nie umiem mówić takich rzeczy. Powiedzenie, za co kogokolwiek cenię, przychodzi mi z trudności tak po prostu, w cztery oczy, jeśli sama nie mam pod ręką jakiejś butelki wina i ty to doskonale wiesz, przez co obracamy wszystko w żart. Jak zresztą większość rzeczy. I za to też cię cenię, za to, że doskonale rozumiesz, że wszystkie wielkie wyznania nie przychodzą mi łatwo. Wszystkie ładne słowa i deklaracje peszą mnie, wszystkie staram się obrócić często w żart właśnie, nawet najbardziej poważne i drażliwe rzeczy, bo humor jest obroną, jest najlepszą obroną ze wszystkich, jakie znam. Bo właśnie humor nieraz ratował mi życie, w dosłowności i w przenośni i zabierał ode mnie straszliwe nieraz brzemię wstydu. Bo widzisz, mimo wszystko, mimo całej swej ekstrawertyczności jestem wstydliwa, jeśli przychodzi do mówienia o emocjach własnych, o uczuciach.

Pytasz za co cię cenię i choć nie mówię ani słowa i obracam wszystko w żart, bo to nie ja trzymam wino w dłoni, bo mi pić nie wolno było, przychodzi mi na myśli wiele, wiele rzeczy, aż za dużo, by je tak po prostu pozbierać w jedno. Przychodzą mi na myśl sytuacje, nawet te, gdy nie widziałyśmy się jeszcze na oczy a nie mogłyśmy przerwać potoku dyskusji, nieraz najbardziej bolesnych, te dni, kiedy aż Mąż był zazdrosny tak naprawdę o wszystkie smsy do ciebie i czas który spędzałam, tak po prostu myśląc „muszę tylko powiedzieć jeszcze jedno”. Na myśl przychodzi mi noc, gdy pierwszy raz się spiłyśmy. Na myśl przychodzą mi wszystkie dni tak po prostu, najgłupsze rozmowy i chwile, gdy siedzimy oglądając filmy, zajadamy się czekoladą i pierdzimy dosłownie pod kołdrą, bo przychodzi jesień.

Pytasz za co cię cenię, a ja mogę powiedzieć, że za twoją wrażliwość. Za to, jak wiele emocji potrzebujesz i jak wiele w sobie nosisz. Za to, jak one potrafią wypływać, mimo że mówisz, że tak często się z nimi kryjesz. Bo może to i prawda, ale można je wyczuć, te podskórne, jak wyczuwa się płynące pod ziemią rzeki. Takie rzeki zawsze kochałam, to układając się na suchej pozornie ziemi spałam najlepiej, czując ich tętno, bijące z głębi, czasem spokojne a czasem wzburzone. Cenię to, że jesteś jak podziemna rzeka, ze wszystkimi wzruszeniami, ta, która wcale nie ukazuje, nie mówi dużo, ale czuje się jej bicie. Ta, która nieraz niespodziewanie wybija jak źródło albo drąży skałę. Wybija w niej ślady swoją wesołością albo łzami. Piękni są ludzie jak podziemne rzeki, nieoczywiści i niedefiniowalni, nie zawsze skrzący się w słońcu, ale za to dający życie temu, co w jego blasku. Czy można tego nie doceniać?

Cenię coś bardzo egoistycznego. Że wcale nie muszę się krępować, tego, kim jestem, tak w pełni.

Cenię cię za doskonałe poczucie humoru. Poczucie humoru, które świetnie zgrywa się z moim, nawet, jeśli nieraz nie rozumiesz, dlaczego bawią mnie fakty Wróża Macieja. Mimo tego, to rozśmieszanie do łez, pociskanie się w żartach i szalone opary selera sprawiają, że chce się po prostu razem być. To sprawia, że czasem trudna rzeczywistość staje się kolorowa. Miła jest świadomość, że można iść obok siebie przez życie, jednak jakoś obok albo z sobą, robiąc sobie jaja. Bo jak mało kto rozumiesz, że za humorem, mimo wszystko kryje się tak wiele. Dystans do świata, którego nieraz ta potrzebujemy.

Cenię cię za swobodę myślenia. Za to, że można z tobą porozmawiać na każdy temat i nawet, gdy masz swoje wyszlifowane zdanie, do którego jesteś przywiązana, nie narzucasz go innym, chociaż nieraz widzę, jak cię to kusi.

Cenię cię za to, że kochasz książki tak samo jak ja i tak samo nieraz czujesz muzykę, uwielbiasz oglądać filmy, choć nasze gusta czasem się różnią. Mimo to zgrywamy się w jedno tak, że możemy spędzać ze sobą tak wiele czasu.

Cenię cię za to, że często nie muszę nic mówić, po prostu rozumiemy się bez słów. Telepatia, istna telepatia, porozumiewawcze spojrzenie i wszystko jest jasne.

Cenię cię za...

...och, doprawdy, kurwa, muszę wymieniać?

Wiesz doskonale, jak i ja, że wielu ludzi chce definiować przyjaźń. O miłości często mówimy, że jest niezgłębiona i nie idzie ująć jej w jakiekolwiek ramy, często mówimy o tym, że ma miliony obliczy...a czymże jest przyjaźń, jeśli nie właśnie jednym z nich? Dlatego też i ona nie potrzebuje żadnej definicji, nie potrzebuje słów i jako jedna z niewielu nie potrzebuje deklaracji. Żadnych wielkich wyznań ani roztrząsania tego, co nas naprawdę łączy. Przyjaźń, podobnie jak wiele innych odcieni miłości po prostu jest. Po prostu jest, czujemy ją pod sercem, tę unikatową więź, tu i teraz. Nie potrzebuje ram czasowych, określeń które mówią, że jeśli się skończyła, albo jeśli trwa dopiero parę miesięcy, to nie może nią być. Bo komu o tym decydować, komu ujmować to w jakąkolwiek czasową ramę? Przyjaźń, jak każdą inną miłość, po prostu czuć. Można ją budować latami, mozolnie i powoli, jak wiele trwałych związków. Może też się zjawić nagle i gwałtownie, w trudnym bądź najpiękniejszym momencie życia, gwałtownie jak wiosenna pierwsza burza i zostać z nami aż do jesieni życia, nawracająca i gwałtowna, lub z czasem spokojna. Może być jak orzeźwiający, przelotny deszcz, trwający krótko, ale dający nam na nowo nadzieję i siłę do życia.

Może bierze to się stąd, że każdy z nas kocha w inny sposób, każde ma inne serce. Może bierze się to z przypadkowych zderzeń, z drżeń i obecności. Czasem potrzebnej namacalnej, a czasem całkiem odległej. Nic nie umyka, nic nie zawadza...jeśli nie zawadza w naszym sercu. Jeśli kochamy, tak właśnie, kochamy.

Każda przyjaźń jest inna i ile byśmy nie szukali określeń, ram, zawsze któraś z nich znajdzie z nich wyjście i nie pozwoli się zamykać. Bo żadnej miłości nie zamyka się w więzieniu, każda po kolei w końcu od tego usycha, czasem właśnie takie odnoszę wrażenie. Przyjaźń nie ma reguł czasowych, nie ma wyznaczonych dni odwiedzin i zasad pierwszej w życiu spowiedzi, bo nie jest zimnym konfesjonałem, a otwartym na drugiego człowieka ciepłym sercem. To miłość, miłość specyficzna, bez oczywistego pożądania drugiej istoty. I jak każda inna miłość i ona ma swoje wzloty i upadki.

W swoim życiu poznałam wiele jej obliczy, tego właśnie uczucia.
Poznałam to najważniejsze, połączone z innymi uczuciami, bo przecież to mój Mąż jest moim przyjacielem również, tym, który mnie otwiera i zna mnie jak mało kto, jest moim wsparciem, ale to zupełnie inna więź, w niej jest o wiele za dużo ponad, choć przyjaźń to część. Ale poznałam wiele odmian samej przyjaźni, tego czystego, klarownego i nie przemieszanego uczucia.

Poznałam to, w którym nie mówi się za wiele i to, w którym mówi się i mówi godzinami, nie mogąc słowami się nasycić. Poznałam tą budowaną latami, a ostatnio poznałam i tą gwałtowną, którą latami budować się chce, choć samo uczucie zaskoczyło od razu, jak między młodymi kochankami gdy chuć w marcu jest największa. A chuć to całkiem inna, chuć jeno zrozumienia i pewnej czułości, która niepodzielnie wkrada się do serc dwójki ludzi.
Pytasz, za co cię cenię? Mogę wymieniać dalej tak wiele rzeczy, rzeczy, które będą cechami, ambiwalentnymi w zależności od tego kto patrzy czy kto słucha, cechami które zwiększone są tylko przez pryzmat moich oczu, jak owad pod lupą. Mogę mówić i pisać o tym, choć przychodzi mi to z trudnością. Ale myślę, że wystarczy, gdy po prostu powiem o tym co czuję, albo nawet nie powiem nic, znów zbywając cię na jakiś czas, jeśli o słowa idzie. Bo zawsze kuły mnie w zęby deklaracje, kuły boleśnie. Zamiast tego wolę przytulić na strasznym filmie, zrobić obiad czy podać leki, gdy będziesz chora. Spędzić z tobą wieczór, gdy nawet to sama, na smutno będziesz się upijać, lub gdy razem wypijemy parę butelek wina, marudząc na świat i facetów. I myślę, że tyle starczy, bo przyjaźń nie ma żadnych reguł, a ta moja unika też wielkich słów.

I jeśli jest jedna, jedyna rzecz, którą ja mogę powiedzieć o przyjaźni, to uczcie pewności. To jedyna definicja, jaką znam. Przyjaźń trwa, póki trwa pewność. Ją zabija tak samo życie, jak i cudza śmierć. I to jest w porządku, ale jest też naturalne, jak każda inna śmierć w życiu, bo śmierć relacji czy człowieka jest jego częścią. Ci najważniejsi, najbliżsi mi przyjaciele odeszli już i myślałam, że zawsze będę się godzić z odchodzeniem. Ale czasem znów mam wiarę, że nieraz zdarza się, że trwa to do końca życia, ta sama pewność, jak w każdej innej miłości. Ona tylko zależy od nas.

Widzisz, ta pewność to też jedna z najważniejszych rzeczy, jakie można cenić w drugim człowieku. To pewność, że gdy będę cię potrzebować, przyjdziesz w środku nocy. Nie muszę wiele mówić, ale będziesz obok. To pewność, że gdy zadzwoni się o 3 nad ranem do drzwi to otworzysz. Pewność, że gdy zadzwonię w środku nocy telefonem i powiem, że jestem w szpitalu i musisz przyjechać, przyjedziesz, nawet jeśli nie wiesz gdzie to i nie będziesz marudzić, że ci się nie chce. Pewność, że gdy powiem nie zadawaj pytań, tylko chodź na spacer- pójdziesz. Pewność, z której nie trzeba korzystać za dnia, pewność której nie trzeba sprawdzać i wystawiać jej na próby. Ona po prostu jest, mimo tego, że wiem, że gubisz się w mieście i nieraz sama takiej pewności potrzebujesz.
Pewność, która płynie z cudzej siły, której często sami w sobie nie widzimy i nie doceniamy. Bo okazuje się, że nieraz więcej potrafimy zrobić dla tych, których kochamy, więcej niż dla siebie.

Nieraz w życiu takiej pewności zaznałam. Nieraz czułam, że mogę zjawić się w środku deszczowej nocy pod drzwiami i będę wpuszczona, nawet, gdy ktoś wstawał do pracy. Nieraz sama byłam tymi drzwiami i cóż, jestem dziwnym człowiekiem i chociaż nie potrzebuję deklaracji, potrzebuję być tymi drzwiami i..choć sama bywam nimi dla wielu, to niewielu ludzi wybieram, by byli moimi. I jeśli zapytasz mnie, kolejny raz, z butelką wina w ręce, nie będę pewnie mówić wiele. Znów pewnie będę chciała zbyć to śmiechem czy żartem, albo rubasznym weź kurwa skończ pierdolić. Albo powiem po prostu, że jesteś już jednak, moimi drzwiami. A to w tym wszystkim chyba najważniejsza rzecz. I tyle, w moim skąpym, oschłym nieraz języku, chyba wystarczy.




I zjemy obiad i nie będziemy pewnie znów o tym mówić, chyba że w żartach. No bo...po co szukać nieraz słów tam, gdzie są one zbędne? 

46 komentarzy:

  1. Poznałam taką prawdziwą przyjaźń, kiedy we dwie rozumiemy się bez słów, kiedy bawię ją do łez, a ona śmieje się do rozpuku, kiedy czasem do "rozmowy" wystarczy tylko cisza i najdrobniejsze, gesty. Kiedy obie mamy czasem tyle do powiedzenia, że słowa płyną bez przerwy ... Wiele uczuć miesza się ze sobą czasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to cudowne uczucie, prawda? Właśnie nawet to pomieszanie uczuć, te chwile rozmów, ale i ciszy:) Możemy się tylko cieszyć, że je właśnie znamy

      Usuń
    2. Ale moim zdaniem to wymaga dojrzałości z obu stron i chęci kontynuowania znajomości, bo i my miałyśmy takie etap w życiu, że się tak ścięłyśmy, ale potem znów nasze relacje są takie jak kiedyś.

      Usuń
    3. Oczywiście, że to wymaga, o samo uczucie to zawsze za mało....ale to jakiś początek przecież:)

      Usuń
    4. Ale mimo wszystko każdemu życzę przeżyć tyle w przyjaźni co my przez te już aż 8 lat!

      Usuń
  2. Podobnie jak Ty, ja też mam problem z mówieniem o uczuciach... A jeszcze na trzeźwo? :D Masakra ;p Ale okazuje się, że nie jestem jeszcze takim skrajnym przypadkiem, bo mój Ciacho mi jeszcze na trzeźwo chyba ani razu nie powiedział, że mnie kocha ;) To i tak postęp, bo całkiem niedawno nastąpił w tej kwestii przełom :P Ale nie o tym :P
    Zawsze mówiłam i sądziłam, również podobnie jak Ty, że przyjaźń jest odmianą miłości. Dlatego też ciężko ją zidentyfikować i określić jej uprawnienia i obowiązki. Każdy intuicyjnie czuje, że się z kimś przyjaźni, co dla kogoś zrobi, a jakich granic nie może przekroczyć.
    Trudna jest odpowiedź na pytanie za co kogoś cenisz... Wymaga to jednak głębszego zastanowienia, bo skoro przyjaźń to miłość, a kocha się nie za coś, lecz pomimo... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie wiesz o co mi chodzi, możemy sobie wręcz przybić piątkę :) Wiesz, Gauguin pisał kiedyś "prędzej połamię sobie wszystkie zęby, niż powiem kocham cię" ale...to nie znaczy, że tacy ludzie mniej kochają, prawda? I przełom brzmi nieźle XD
      Bo czym ma być innym, jak nie miłością właśnie?:) I właśnie, to się czuje, wie w sercu i...po co nieraz nam jakieś definicje wielkie albo deklaracje? Niech po prostu się dzieje:)
      I owszem, ale...można po prostu powiedzieć, co się w kimś lubi też:)

      Usuń
    2. Dokładnie tak. Ja kiedyś, przynajmniej tak mi się wydawało, że kochałam mocniej niż brzmiało słowo "kocham" :P Nie potrafiłam wyrazić słowami uczucia, bo "miłość" to było za mało. Dopiero któregoś dnia w liceum katechetka wytłumaczyła nam że dziś kochamy kluski, motyle i pomidorową więc ciężko o to, by miłość była czymś wyjątkowym.
      Czasem znienacka do nas dociera co w kim lubimy :D

      Usuń
    3. Bo czasem słowo wydaje się po prostu za małe, wiem chyba, o co ci chodzi. I to też prawda, że w naszych czasach po prostu pewnych słów nadużywamy. I one tracą całe znaczenie, cały sens.
      I to też fakt:D Takie olśnienia, aż parę mi się od razu przypomniało:)

      Usuń
    4. Zgadza się, dokładnie to uświadomiła mi katechetka, która nawiasem mówiąc była cudowną osobą a lekcje religii rzadko było o Bogu, prędzej o życiu i nigdy nie były nudne :P
      Tak, bo czasem nie da się sobie wszystkiego na raz o danej osobie przypomnieć ;)

      Usuń
    5. To ja miałam podobną w liceum i tylko dzięki niej chodziłam na część lekcji, jako innowierca XD

      Usuń
  3. Po prostu się uśmiechnę, z nadzieją, że kiedyś też będę mogła napisać podobny list ;-) o przyjaźni chętnie z Tobą porozmawiam, ale prywatnie. Część moich przejść znasz, niełatwy temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mam nadzieję, że on będzie nawet niedługo, bo kto wie, co przynosi życie...a ostatnio mam wrażenie, przynosi już lepsze rzeczy:) I tu możemy oczywiście na taki grunt przejść :> I owszem, coś już wiem ale...cóż. Szykuje się kolejny telefon XD

      Usuń
    2. Też mi się tak wydaje, w końcu musi być lepiej :) Chociaż z relacjami... nie wiem. Skłonność do toksycznych osób mnie przeraża xD

      Usuń
    3. Wiesz, przeraża nie przeraża, może jest w tym i pewien cel:) Może masz się czegoś nauczyć przed tą najważniejszą relacją? Niezbadane, gdzie zaprowadzi los. Ale zawsze wierzę, że to będą ostatecznie piękne drogi:)

      Usuń
    4. Uczę się na pewno, odkrywam inne strony osobowości albo pokłady odwagi, więc masz rację :) Tylko takie częste przeczołgiwanie potrafi zmęczyć... Jednak, jeśli ma zaprowadzić do czegoś dobrego, wytrzymam :D

      Usuń
    5. No więc właśnie. Ale za naukę nieraz musimy zapłacić wysoką cenę, prawda? :)I cieszę się:)

      Usuń
  4. To jest w sumie w przyjaźni jedna z najlepszych rzeczy... to, że nie da się jej zamknąć w sztywnych ramach, że każda może być tak naprawdę inna.
    A z wyrażaniem uczuć to widzę, że mamy podobnie, ale... dla mnie nieraz ważniejsze są inne rzeczy niż te górnolotne słowa. One też są czasem potrzebne, czasami trzeba się obnażyć i powiedzieć co się czuje. I choć takie słowa typu "jesteś dla mnie ważna", "jesteś jedną z najbliższych mi osób" itp. są jak miód na serce, to... zawsze też mnie jakoś zawstydzają i wprawiają w pewne zakłopotanie. Więc występuje taka plątanina najróżniejszych emocji. A zawsze tak naprawdę to się czuje, że ktoś cię lubi, ceni, kocha, że jesteś dla niego ważna. Po tym, jak Cię traktuje na co dzień. Po tym w jaki sposób z tobą rozmawia, jak się z nim czujesz sama, po wspólnych żartach, po przekomarzaniu się, które nieraz jest dla mnie najlepszym potwierdzeniem jakiejś bliskości. To, że z siebie nawzajem żartujecie, bo wiesz, że ta druga osoba się nie obrazi przecież, że tak naprawdę wie, że ją lubisz, że dobrze jej życzysz. I to wszystko jest dla mnie nieraz ważniejsze niż wielkie słowa i w jakiś sposób krępujące wyznania. To wszystko, o czym piszesz właśnie. Mojej przyjaciółce na przykład za bardzo żadnych deklaracji nie składałam, a ona mi kiedyś powiedziała, że jestem chyba jedyną osobą, od której nigdy nie czuła żadnej wrogości, złośliwości, niechęci w stosunku do niej, żadnego fałszu, tylko zawsze jakieś ciepło i zrozumienie. Więc podsumowując, czasem ckliwe wyznania są potrzebne, ale na co dzień humor dużo lepszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. A niektórzy próbują to robić.
      Otóż to, czyny, nie słowa. Bo po co deklarować a potem tego nie pokrywać w życiu? To chyba najgorsze, co można zrobić, bo to łamane obietnice. A nie składa się takich bez pokrycia. Czasem warto coś powiedzieć ale...czasem. A nie stale tylko mówić jak mi na tobie zależy, a gdy ktoś nas potrzebuje...nie robić nic. I właśnie to wyraża się w takich rzeczach, o jakich piszesz, nawet w żartach, bliskości czy pewnej swobodzie po prostu i aż bycia.

      Usuń
  5. „za co mnie cenisz?”; „powiedz mi, jakim człowiekiem według ciebie jestem?”; „za co mnie kochasz?”. to chyba najtrudniejsze pytania jak dla mnie, niezależnie kto mi je zadaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Bo nawet, gdy człowiek zna wszystkie odpowiedzi..to one tak trudno przechodzą nieraz przez gardło.

      Usuń
  6. Czasami nie potrzeba słów a cisza i milczenie najlepiej wyraża wszystko co czujemy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, czasem słowa wręcz zabijają pewne sprawy.

      Usuń
  7. Frido! Nie wiem czy mnie pamiętasz, bo zaglądałam na twój blog na wp za czasów gimnazjalnych, kiedy jeszcze pojebawszy mocno, tymczasem teraz już trochę wyrosłam, a można mnie było znaleźć pod nazwą Kalut, a moich url pamiętać już nie chcę. Dostałam ten adres twój nowy od Schulz i pomyślałam, że zajrzę, bo do dziś pamiętam twoje historie o Tezeuszu i, o Boże, o całym świecie, piękne niemożliwie. Mam nadzieję, że u ciebie wszystko gra, zaraz sobie zresztą poczytam. Ja sama okropnie się zapuściłam literacko i zapuściłam w ogóle, a te blogi to jednak może trochę ciekawa sprawa. Będę cię odwiedzać, nawet jeśli mnie nie pamiętasz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh God, pewnie, że pamiętam Kaluta, wryłaś mi się w pamięć XD I wiesz, wszyscy trochę już wyrośliśmy, zmieniliśmy się...właściwie, co teraz robisz?:) I wiesz, ja pamiętać pewnych rzeczy też nie chcę, dlatego tamtego bloga nie ma, jak mi go zbanowali, to się nawet ucieszyłam, o. I patrz jak to wieści się rozprzestrzeniają jednak:) Plotkujecie sobie nadal, no ładnie:) I wiesz...wczoraj przeczytałam ten komentarz i sobie o nim przypomniałam, bo na co dzień przecież nie wspominam a tak...ale to dobre już wspomnienia:)
      I odwiedzaj i...pisz, cholera XD
      I też się cieszę,że jesteśmy razem,nic dziwnego chyba, nie?:D

      Usuń
  8. ps ale cudownie, że teraz W jest Mężem!

    OdpowiedzUsuń
  9. Emocje, uczucia trudno jest wyrazić słowami, trudno jest o nich pisać, aby móc wszystko przekazać. A w przyjaźni piękne jest to, że nawet, gdy zaczyna się w siebie wątpić, zawsze ten ktoś będzie próbować pomóc nam piąć się w górę. Sama się o tym przekonałam.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. I właśnie, mimo wszystko chyba lepiej, łatwiej pisać niż mówić. To przychodzi z mniejszym trudem, przynajmniej mi. I dokładnie, ten ktoś jest nieraz przy nas po to, żeby mobilizować nas, by wstać. A to bywa bezcenne przecież:)

      Usuń
  10. to piękne, co piszesz.. tylko trudno mi się w jakikolwiek sposób odnieść... przyjaźń znam z książek i filmów. i Twój opis gdzieś przeplata się z takimi wizjami przyjaźni. i bardzo bym chciała mieć taką przyjaźń. mam problem z nazywaniem relacji z ludźmi. w dzieciństwie przeżyłam swoją wielką przyjaźń, ale skończyła się ona dosyć burzliwie - była zazdrość i niesłuszne oskarżenia, były łzy i brak zaufania. dziś studiujemy na tym samym kierunku, ale dystans, który jest między nami można niemalże wyczuć namacalnie. trudno nazywać mi kogoś "przyjaciółką" (tutaj odnoszę sie tylko do relacji damsko-damskich, bo jakoś zawsze z mężczyznami łatwiej przychodziło mi budować relacje). ograniczam się na tę chwilę do "koleżanki". wcześniejsze moje znajomości z kobietami były bardzo dynamiczne, byłyśmy nierozłączne, wiedziałyśmy o sobie wszystko, było dużo zwierzeń, dużo humoru (to dla mnie też niezbędnik). choć z mojej strony chyba nie było tej pewności. bo brak mi zaufania do kobiet. bo w relacjach z nimi prędzej czy później spotykałam się z trującą zazdrością, która niszczyła wszystko. albo z niemalże roszczeniem sobie praw do mojej osoby, mojego czasu, mojej uwagi. a gdy było tych rzeczy za mało - spotykałam się z takim jadem, jakiego nie powstydziłaby się żmija. dlatego te kontakty były dynamiczne, choć bardzo krótkie. brakuje mi przyjaciółki, którą mogłabym nazwać siostrą. ale chyba jest we mnie zbyt duży dystans do wchodzenia w "przyjaźnie". i choć mogą się one dziać, ja wolę nie nazywać. tak mi po prostu bezpiecznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak znam przyjaźń od każdej strony. Miałam do tego cholerne szczęście. I jako dziecko, do dzisiaj zresztą mam kontakt z moimi dziecięcymi przyjaciółkami, jedna była świadkiem na moim ślubie ( bo to siostry bliźniczki), poznałam dwóch niesamowitych facetów, którzy niestety już nie żyją, ale byli mi tak bliscy, jak własna skóra jak to się mówi, zresztą, cały czas wspominam tu o Króliku i Vincencie, bo życie bez nich jest dziwne...a teraz poznałam jeszcze Red. I wiesz, powiem jak ty, że zawsze myślałam, że nie zaznam jakoś prawdziwej, dorosłej kobiecej przyjaźni, bo właśnie łatwiej wchodziło mi się w relacje z mężczyznami, jak z Królikiem czy Vincem ale...życie, znów mnie zaskoczyło, tym bardziej, że ta relacja z Red wyrosła na zgliszczach, na śmierci innego przyjaciela, czyli właśnie Królika, który zmarł w listopadzie tamtego roku. Może dlatego jest to tak intensywne, może życie mi coś pokazuje, że jeszcze można...nie wiem. Ale pięknie jest, dobrze jest, więc tego nie roztrząsam:) I wiesz, nawet jak się człowiek poobijał w taki relacjach- ja przecież mogłam się bać, że życie mnie skrzywdzi, że kolejna bliska mi osoba umrze ( miałam nawet wizję takiego "fatum swego")- to jednak warto próbować i...może właśnie i ciebie jeszcze życie tak cholernie pozytywnie zaskoczy? Że ktoś, jakaś kobieta stanie się twoimi drzwiami? W ogóle przyjaźnie między kobietami to zupełnie inna relacja, inny sposób porozumienia, jak się okazuje i...bogowie, jest wspaniały:) Więc kto wie, może i na ciebie to czeka?:) Bo właśnie warto jest mieć swoją siostrę tak..prawdziwie jakoś. Ale właśnie, nieraz wcale nie są nam potrzebne nazwy:)

      Usuń
  11. W zasadzie zdaję sobie sprawę,że moją najbliższą przyjaciółką jest moja siostra. Chociaż czasami nienawidzimy się tak mocno jak kochamy. To jednak z obcą osobą nie zaznałam takiej przyjaźni jak z nią...
    https://sweetcruel.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z moją siostrą pozornie nie jestem blisko, pewnie dlatego, że mieszkamy w innych miastach, za często ze sobą nie rozmawiamy...ale gdy się spotkamy, to czuję taką jednak unikalną więź. I można się nieraz nie znosić, ale ważniejsza jest miłość, prawda? :)

      Usuń
  12. Mogłabym śmiało przybić Ci piątkę, jeśli chodzi o trudność/wstyd w wyrażaniu uczuć. Peszy to właśnie niesamowicie, chociaż czasem tak by się chciało coś pięknego od serca powiedzieć, to lepiej wyskoczyć z żartobliwym tekstem, cholera XD Chyba też dlatego piszemy, wylewamy te emocje słownie, co nie? :)
    I tak, nic dodać, nic ująć do Twoich słów o przyjaźni. Pewność, o której piszesz jest chyba naprawdę jedynym wyznacznikiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się domyślam właśnie. Z tym, że ja jestem ekshibicjonistką jeśli idzie o fakty, więc wielu myśli, że za tym powinny iść emocje...a tu się jednak zamykam często. Wolę żarty i czyny, ponoć- jak facet XD I coś w tym jest, właśnie napisać łatwiej niż powiedzieć...co też właśnie postanowiłam zrobić:)
      Dokładnie. I nawet jeśli trwa tylko jakiś czas w życiu- to ważne, że jest tu i teraz:)

      Usuń
  13. Nie chciałabym psuć... magii.. tych słów jakimiś swoimi, więc uśmiechnę się tylko do Ciebie, tak delikatnie, w wyrazie zrozumienia. Przyjaźń to piękne zjawisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ów uśmiech zatem:)

      Usuń
  14. Z jakiś powodów zawsze uważałam, że przyjaźń jest trudniejsza od miłości. .. w sensie, wiem, że i przyjaźń wiąże się z miłością, ale jednak. .. mam wrażenie, że łatwiej jest zatrzymać przy sobie tzw. naszą drugą połówkę, aniżeli przyjaciela.
    Ale wiesz, to moje dziwaczne spostrzeżenia, biorąc pod uwagę, że jeszcze z nikim w związku nie byłam, a co do przyjaciół. .. życie ostatnio aż za bardzo "przesiało" ludzi, których miałam za moje bratnie dusze, że cóż. . . mam głupie lęki wciąż o to, że i ta garstka, która pozostała - że nawet oni odejdą. Aczkolwiek może i na tym także przyjaźń polega - na umiejętności żegnania, wybaczania, a także i. ..witania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, bo z kimś, z kim jesteś w związku jednak dzielisz życie, budujesz je razem, a z przyjacielem żyjesz jakby obok i to musi się dograć, życia idące obok a nie razem. I może dlatego nieraz bywa trudniej, to prawda akurat.
      I nieraz człowiek się boi, ale nawet jeśli odejdą- to tak miało być. Nasze relacje zmieniają się, niektórzy, być może, mają być tylko przez jakiś czas z nami. I właśnie, może nieraz trzeba umieć i żegnać właśnie.

      Usuń
  15. Dla mnie przyjaźń jest niezwykle silnym fundamentem i wdzięczna jestem, że mogę mieć niewielkie grono przyjaciół, a są to tak bliskie mi duszyczki i jestem im tak cholernie wdzięczna, że mogę przy nich pozbyć się udawania, sztucznego uśmiechu, zapewniania że wszystko w porządku, że mogę powiedzieć dosłownie wszystko bez strachu o bycie wyśmianym. Niezwykłej otuchy dodaje mi też fakt, że ja sama odgrywam w czyimś życiu ważną rolę, jestem - jak piszesz - drzwiami dla niektórych, że mogę uratować od złego humoru, potowarzyszyć w radości, a także i w smutku.
    Piszesz, że trudno Ci okazywać uczucia. Ale za to jak pięknie "przelewasz je na papier" :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie chodzi o ilość, o jakoś, jak to mawiają, no:) I właśnie o to nieraz, chodzi, żeby móc ściągnąć tą maskę, od której robią się blizny...i trzeba doceniać ludzi, przy których można to robić. I dokładnie, każdy z nas lubi się czuć potrzebny, prawda?
      Bo wolę właśnie pisać niż mówić. Może dlatego, ze nie muszę patrzeć w oczy?:)

      Usuń
  16. Kurcze, kurcze, co mogę napisac? XD zostaje tylko wciśnięcie się kolejny raz pod ramie :D bo ze się wzruszyłam to chyba nie muszę mówić xD i jeszcze Brandon xD
    I wiadomo, że dla kogoś robi się więcej niż dla siebie, i fotele odkurza się dokładniej... XD mimo, ze nie robi się herbaty xD bo kurde, nie chce zrobić źle, w sensie sama wiesz najlepiej jaka lubisz i nie chce zjebac no xD
    No i teraz ja obracam wszystko w zart, ale chyba właśnie nie muszę jakoś dużo mówić ;) poza tym, ze się W KKOŃCU doczekalam xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się wysiliła, jeszcze po pijaku pisała XD Chociaż ok, wczoraj to ja byłam najebana akurat XD I spoko, możesz się wzruszać, jak wstaniesz i ogarniemy pranie, pasuje?:D I Brandon musiał być ej XD
      Wiem, ale nadal na herbatę kiedyś tam czekam XD Nawet jak będzie źle, to będzie dobrze XD
      Nareszcie, co?:D

      Usuń
    2. Wiadomo xD wczoraj, dzisiaj, palec, noga, co za różnica xD jednak pranie nie jest zbyt wzruszajace xD no raczej :D
      Pomyślimy ^^
      Tak xD

      Usuń
  17. Przyjaźnie są niesamowite. Znajdujesz w kimś tę cząstkę siebie, o której istnieniu nie miałaś pojęcia. Uczysz się z nim własnej dojrzałości i siły. Dajesz siebie i bierzesz siebie.
    Nie wiem, czy znam prawdziwą przyjaźń. Przyszło mi kiedyś użyć tego słowa w stosunku do relacji z innymi ludźmi, ale czasem przychodzi jakaś nowa i wtedy myśli się "to tak to naprawdę wygląda". Tylko że nigdy nie wiadomo, co jest "naprawdę". Wiem jednak, że jest kilka osób bez których nie byłabym tym, kim jestem teraz i nie miałabym tego, co teraz mam. I wierzę, że przede mną jeszcze kilka takich otwartych dla mnie drzwi.
    Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować Ci tej przyjaźni, bo trzeba na nią ciężko popracować, choć często wydaje się, że przychodzi za darmo i za darmo trwa. Prawda jest jednak taka, że wszystko nie pielęgnowane się niszczy.
    Oby w Twoim i moim życiu było jak najwięcej takich cudownych połączeń "międzyduszowych". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. To takie odwrotne nieraz odbicie lustrzane twojej duszy...i starczy. To niesamowite, piękne doznanie.
      I po prostu, wtedy człowiek może właśnie poznaje różne oblicza przyjaźni? Bo "to tak naprawdę wygląda"...na miliony sposobów właśnie, ile ludzi, tyle uczuć, a każde inaczej kształtuje, każde jest piękne na swój sposób.
      I cóż, chyba dziękuję, chyba to powinno się mówić, co?:) W ogóle nad najważniejszymi rzeczami w życiu trzeba stale pracować, takie mam jednak wrażenie.
      I oby, oby:) I wzajemnie, no:)

      Usuń