sobota, 19 września 2015

O osach i paru innych rzeczach, których w życiu wcale nie trzeba się bać, czyli znów o ludzkiej ślepocie i braku zrozumienia dla tego, co w życiu tak ważne

W pracy zostałam zaklinaczką os ( czy jak kto woli, zaklinaczką owadów, bo do pająków też mnie będą wzywać).

Ta zaszczytna funkcja mylona z lekkim wariactwem czy bzikiem, została mi nadana, gdy z wielkim oburzeniem i soczystym "kurwa" przyjęłam śmierć kolejnego owada podczas mojej nieobecności w pokoju w którym pracujemy, gdyż wyszłam na przerwę zjeść wreszcie śniadanie. Podczas gdy ja przeżuwałam swoją kanapkę, oni zabili kolejną, bezbronną osę. Całkiem bezbronną, choć wielu sądzi inaczej, przez to, że ewolucja obdarzyła je jadem i małym żądełkiem, które tak naprawdę nie zrobi krzywdy żadnemu z nas, chyba, że ma się uczulenie ( a serio, mało kto ma, mały bąbel, zaczerwienienie i świąd pod wpływem jadu nie są uczuleniem, doprawdy...)

Gdy weszłam na salę w piątek i zobaczyłam scenę brutalnego mordu gazetą, wyraziłam swoją opinię i powiedziałam już, że jak mają mordować, to lepiej, żeby mnie za każdym razem wołali i pozwolili mi złapać czarno- żółtego owada. Co oczywiście ochoczo musiałam uczynić, gdy kolejne osy, prawdopodobnie zwabione słodkimi zapachami soków i drożdżówek, wlatywały do pomieszczenia. Jedna, druga, trzecia ratowana z kubka znajomej, w którym był sok i w którym się topiła. „Leć, kochanie” (ciekawe, do zwierząt zawsze z łatwością mówię uroczo i ciepło, co rzadko mówię ludziom) powiedziałam do tej ostatniej, szeroko otwierając okno i wyciągając ją z kubka kawałkiem gazety, żeby mogła spokojnie odparować i odlecieć do swojego gniazda.

Widziałam niektóre spanikowane spojrzenia i rozmawiałam potem chwilę z Kaśką, która ma fobię na owe owady, jaka to ja jestem....dziwna. Bo ona, chociaż kocha prawie wszystkie zwierzęta, jest wolontariuszką która zbiera bezdomne koty i leczy je z wielkim poświęceniem, jednak mimo wszystko os nie znosi i panicznie się ich boi. Boi, krzyczy i ucieka z krzykiem, gdy ta tylko przeleci z uroczym bzyczeniem koło jej głowy. Krzyczy i macha rękami, czym osy tylko drażni. Cóż. Typowa reakcja wielu ludzi, cholernie typowa...i całkiem, całkiem niewłaściwa. Tak niewłaściwa, jak często zdaje mi się niewłaściwy ten lęk. Niewłaściwy, a może wręcz...smutny.

Nie trzeba się niczego tu przecież bać. Trzeba tylko szanować i chcieć zrozumieć. Każdy strach, nawet ten pierwotny, ewolucyjny, instynkt paniki na widok jaskrawych kolorów u zwierząt, bierze się z niezrozumienia i braku szacunku u rozumnych ponoć ludzi. Każdy strach to po prostu niezrozumienie.

Tak samo jak dyskryminacja u nas właśnie, wobec chorych czy ludzi o innych poglądach, kolorze skóry, orientacji, innym czymkolwiek, z tego samego miejsca w nas bierze się strach przed żółtymi, nieszkodliwymi owadami, dzięki którym tak naprawdę żyjemy. Strach, który nieraz tak trudno mi zrozumieć, tak trudno pojąć. Strach, który tak łatwo idzie oswoić..jeśli tylko się zrozumie pewne mechanizmy, jeśli ma się na tyle dobrej woli, by chcieć się zrozumieć i porozumieć.

Tak samo, przez niezrozumienie boimy się i bardziej abstrakcyjnych rzeczy w życiu. Boimy się bólu i zranienia, samotności i niespełnionych ambicji, zamiast po prostu przyjmować je za część życia.

Wiem, że wielu w tej chwili uzna mnie za wariatkę, zwłaszcza ci z fobią, dla której żadne racjonalne argumenty nie mają racji bytu, wielu uzna mnie za istną szaloną szamankę, która chce głosić dobrą nowinę i zaprowadzić na ziemi niemożliwy do uzyskania pokój. Ale wszystkie stworzenia idzie zrozumieć i przestać się ich bać, jeśli człowiek ma choć trochę dobrej woli. W porządku, wszystkie, oprócz niektórych ludzi, bo to w nas, a nie w owadach, psach czy roślinach tkwi nieraz nienawiść i brak czułości w zamkniętych sercach, który u wszelkich innych stworzeń jest wręcz niemożliwy. Tylko my budujemy wysokie mury i być może, właśnie dlatego takim nieraz widzimy świat?

Może to właśnie my budujemy bariery w swoich sercach i zamykamy się przed światem, chcąc swoje lęki przelać w cudowne, pięknie ubarwione osy i w włochate pająki które mają cudowne oczy? Może to my zamykamy się przed zrozumieniem, pielęgnując swoje lęki i nienawiści małej codzienności, upychając je w bogom ducha winnych symbolach owadzich szczęk, które przecież nie robią krzywdy?

A wcale tak nie musi być. Wcale nie musimy się bać. Wystarczy tylko otworzyć swoje serce na piękno, wystarczy otworzyć swoje oczy choć raz naprawdę i zrozumieć. Mam nieraz wrażenie, że od takich „zrozumień” zaczyna się rozumienie całego porządku świata i jego piękna. To w owadzich oczach, kroplach rosy na ich skrzydłach zaczynają się najcudowniejsze wschody słońca. I pełne pogodzenie się ze światem, odczuwanie go w pełni. A tak wielu ludzi nie wie, co traci. Tak wielu się zamyka. Tak wielu, po prostu się boi. Może często boi się własnego życia, często nie chcąc się do tego przyznać.

Nie trzeba się wcale bać, co udowadniam nie tylko ja, "zaklinaczka owadów", co udowadniał nie tylko mój przyjaciel pogodzony z całym światem, ten, z którym poiliśmy szerszenie i osy, leżąc nad jeziorem i robiąc z tego metaforę życia. On uczynił z tego metaforę pod koniec życia, mówiąc, że kto umie kochać motyle i poić szerszenie, może nie bać się życia. Bo motyle to wszystkie piękne sprawy, które nas dotykają, a osy i szerszenie to te nieraz bolesne i przerażające, ale jednak takie, które uczą nas trudnego piękna. Kto boi się złego i niedobrego i nie docenia go ostatecznie, nie umie żyć naprawdę, zawsze będzie tchórzem. Kto nie umie żyć w zgodzie z szerszeniami i poić ich ze swojej skóry, leżąc nad jeziorem i ratując ich małe życia, ten nie umie dostrzec piękna.

Zakochałam się w tej metaforze i zawsze poiłam szerszenie i osy. Zawsze uważałam je za piękne. Tak jak teraz uważam za piękne nawet bolesne rzeczy, które mnie dotykają, bo jednak mnie uczą, jak ukąszenia przypadkowe przygniecionych os uczą moje ciało odporności na ból i większe trucizny życia.
Zakochałam się w tej metaforze i tego lata z pewnym wręcz niesmakiem i smutkiem patrzyłam na to, co robią ludzie, gdy leci koło nich osa, gdy spostrzegą pająka. Gdy biegali i machali rękami, krzycząc i panikując. I przed czym? Dlaczego nie rozumieją ich języka, nie chcą zrozumieć pytałam siebie w środku? Przecież osa sama z siebie nic ci nie zrobi, tylko twoja reakcja ją prowokuje.

Tylko twoje krzyki i machanie rękami sprawia, że sama zaczyna się bać i wyciąga żądło. Jeśli pozwolisz jej usiąść na sobie i się napić, podzielisz się słodkim owocem który masz, nic ci nie zrobi. Nie krzywdzi cię osa, tylko krzywdzi cię twoja reakcja. Tak jak nie krzywdzi cię życie złymi rzeczami, tylko krzywdzi cię twoje nastawienie do nich. Jeśli przyjmiesz to wszystko po prostu, płynąc z rzeką...nic cię nie użądli.

I to tak cholernie smutne, że ludzie nie potrafią tego pojąć.

Nie ma w życiu czego się bać. Nie ma co bać się os i szerszeni, pasiastych przyjaciół, które można oswajać.

Nie ma co bać się os, jak wielu innych rzeczy w życiu. Także Redcar, która niedawno bała się os i szerszeni, teraz w pewien sposób stała się ich dobra znajomą i nie pozwala ich tak łatwo zabijać. Po tym, jak wypiła z nimi strzemiennego podczas pewnego sierpniowego jeszcze wieczoru nad Wartą. Wtedy to udowodniłam jej, że osy to tak naprawdę fajne dziewczyny i niezłe kompanki do picia.

Nie wiem czy wiecie, ale ogólnie owady, a szczególnie osy, lubią sobie "golnąć".
To, że osy lubią słodkie wina, czy piwa, oraz po prostu alkohol, tak samo jak inne owady, odkryłam, gdy byłam jeszcze małym dzieckiem. Niegdyś, gdy miałam jeszcze kilka lat, na naszym podwórku rosła wielka, stara grusza, która mimo wieku i na pół martwego, zjedzonego przez korniki drukarze ( te też kocham!) pnia rodziła ogromną ilość niesamowicie słodkich owoców. Wiele z nich spadało, już na pół zgniłe. Ich słodkie soki fermentowały, zmieniają się, oczywiście, po prostu w słodkie wino. Tm po raz pierwszy widziałam, jak osy się upijają. Od tego momentu nieraz częstowałam je piwem, które zostawało w puszkach. Teraz, jako dorosła kobieta, często pozwalam im pić wraz z sobą, wylewając piwo na ziemię, jak zrobiłam to nad Wartą z Red. Mała ofiara dla os, dla świata, któremu my wchodzimy w paradę. Mały poczęstunek. Dialog z tym, co w życiu pozornie tylko straszne. Dialog taki sam, jak ten w życiu z tym, co nas raniło. Z tym, co tylko pozornie złe, bo ma nieodpowiednie, jaskrawe barwy. Z tym, co tak naprawdę jest piękne. I z tym, z czym nieźle można się po prostu bawić.

Osa jest idealną metaforą natury, metaforą w naszym ludzkim życiu. I dlatego, nie zabijam os bezmyślnie. Jak nie zabijam bezmyślnie niczego, co żyje. I niczego co żyje się nie boję, tylko mam do tego odpowiedni szacunek.

Nie mówię, że ja w ogóle nie zabijam, jestem „święta” (świętość, której nie uznaję) i czysta i nie mam krwi na rękach. Wręcz przeciwnie. Sama nieraz zabijałam nie tylko osy i inne owady, ale także ucinałam głowy kurom i skórowałam króliki. Miała etap, gdy byłam wegetarianką i twierdziłam, że jedzenie mięsa to zbrodnia...a potem zrozumiałam po prostu naturalne prawa, które mówią, że można zabić stworzenie, każde stworzenie, gdy to jest uzasadnione. Zabicie osy jest dla mnie równoznaczne z zabiciem człowieka. Oburzacie się? Nie szkodzi, dla mnie nie szkodzi.

Zjedzenie mięsa ludzkiego jest dla mnie tożsame z zjedzeniem krowy, kota, psa czy kozy, tylko bałabym się kuru i nie tknęłabym mózgu. Zjadłabym pewnie każde, gdyby nie pewne społeczne konwenanse. Tak samo. zabiję osę gdy wymaga tego sytuacja. Pamiętam wielkie zdziwienie Red, gdy ja, obrończyni wszelkich stworzeń sama rozdeptałam osę, która atakowała mnie gdy jadłam. Nie zapomnę jej zdziwienia i szoku,. bo jak to, ja, która nie boję się pasiastych owadów, ja, która zmuszam ją do nie mordowania ich tylko wynoszenia z mieszkania tak właśnie postąpiłam?!

Ano tak, właśnie ja. Tak samo jak ja jem mięso, jak ja zabijałam by zjeść ze specjalnym rytuałem przepraszania którego nauczyła mnie babcia. Jak ja przepraszam zawsze w duchu pierwsze zerwane danego roku zioła danego gatunku czy grzyby, ja, która zmawiam własną specjalną modlitwę, w której przepraszam i dziękuję zarazem, w której kocham krew i soki roślinne, które umierają, by budować moje ciało.
Tak samo ja zabijam osy- gdy przekroczą granicę, tak jak zabijam złe i niedobre rzeczy, które powoli zaczynają mnie zabijać. Zabijam i kąsam, gdy się bronię, bronię już dosłownie, choć wiem, jak sprawić, bym bronić się nie musiała. Nieraz to za mało, nieraz się nie zrozumiemy i to prowadzi do nierozumianej przez wielu, dla wielu małej, choć przecież wielkiej tragedii. Bo zawsze to koniec życia. Taki sam, jak koniec życia ludzkiego. I pewnie tak samo, w sytuacji skrajnej zamordowałabym człowieka, choć tu czekają mnie po prostu inne społeczne konsekwencje...ale nie one, zdaje się, są najistotniejsze. I nie o tym tak naprawdę teraz miałam. Nie o tym miałam, bo nie to się liczy naprawdę w tym momencie. Nie to, a małe, pięknie ubarwione owady, którym powinniśmy dziękować za to, że mamy owoce i kwitną kwiaty. Bo nie tylko pszczoły zapylają, choć to głównie ich zadanie.

Powinniśmy dziękować tym owadom i je szanować. Tak jak powinniśmy szanować każde większe czy mniejsze stworzenie, wszystko co żyje. Tak, jak powinniśmy też szanować i doceniać wszystko, co spotyka nas w życiu, nawet jeśli zdaje się pozornie złe. Tak jak owady wydają się pozornie groźne i agresywne, póki nie zobaczysz jak tańczą i jak siadają na twojej dłoni, wdzięczne za kroplę wody.
Nigdy nie ugryzł mnie pies, choć zawsze zwoływałam wszystkie bezpańskie i nawet ostatnio przygruchałam sobie stado 3 ogromnych półdzikich psów, z których tylko jeden warczał, a jeden został moim dobrym kumplem i oślinił mi całe spodnie. Nie zaatakowało mnie leśne zwierzę od czasów bycia dzieckiem, bo wycofywałam się w porę, od kiedy dorosłam do pewnych rzeczy, do kłaniania się jeleniom na rykowisku i przepraszania lochy z małymi warchlakami, że weszłam na jej teren.. Jedynie gdy byłam jeszcze dzieckiem właśnie i chciałam dobrze, podrapały mnie obce koty, tak że jeden zostawił mi bliznę, bo przekroczyłam granicę. Bo to ja przekroczyłam granicę i nie słuchałam ostrzeżeń. W pozostałych przypadkach zawsze słuchałam dziwnego, wspólnego języka, języka ciała i gestów, który każdy z nas mógłby zrozumieć. Języka roślin, owadów, ssaków i ptaków. Wszyscy mówimy jednym tylko...człowiek to tak dziwne stworzenie. Jedyne, które nie szanuje i nie chce nieraz zrozumieć, choć być może, zrozumieć by mógł najgłębiej. Jedyne tak głupie, że zgubiło wspólny język i zrozumienie świata za cenę innych rzeczy.
Jaka szkoda. J pierwotnego języka i szeroko rozwartych oczu zgubić nie chcę. I kocham każde stworzenie. Pająki, osy, koty, konie, konwalie, drzewa...kocham ,  a dzięki temu może i umiem pokochać człowieka. 

Człowiek tak mało rozumie. Ale....

...może ty zrozumiesz, jeśli następnym razem, pijąc słodkie wino i widząc osę, nie uciekniesz w popłochu, tylko spojrzysz w jej piękne oczy i refleks światła na siatkowanych skrzydłach. Gdy podzielisz się z nią kroplą owego wina. Może zobaczysz wtedy, że w życiu nie ma nic oczywistego i chodzi w nim o wiele, wiele więcej, niż zazwyczaj sądzi człowiek. 




Jeśli kiedykolwiek spotkasz się z człowiekiem
L ludzkim zachowaniem
Przygotuj się na zaskoczenie

Definitywnie nie ma żadnej logiki
W ludzkim zachowaniu

32 komentarze:

  1. Czasem zwykła obserwacja pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. W życiu bardzo ważnym jest tak po prostu patrzeć...ale i widzieć. Bo to nigdy nie jest to samo :>

      Usuń
    2. Wczoraj biegał po moim osiedlu owczarek szkocki, trochę zaniedbany, bo należy do jednego z chińczyków, którzy mieszkają na moim osiedlu. Ładny pies, ale gdyby trochę o niego zadbać ...
      Pogłaskałam go, ale moja mama jak zwykle nie chce się zgodzić na psa.

      Usuń
    3. No to już co innego, taki konflikt, gdy ktoś, z kim mieszkasz, nie chce się zgodzić...mówi się trudno i trzeba się chyb dostosować, co?

      Usuń
    4. No niestety. Ale miałam już 3 psy, w tym jednego rasowego i tresowanego. Ale może kiedyś.

      Usuń
  2. A ja walczę z moją arachnofobią i staram się wypuszczać pająki na wolność, kiedy niespodziewanie czmychną do mojego pokoju ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i dobrze:) Bo tak naprawdę, nie one są winne twoim lękom, więc niech sobie żyją swobodnie chociaż w oddaleniu:)

      Usuń
  3. znów Twoje słowa są mi bardzo bliskie... sama praktykuję modlitwę przed zrywaniem grzybów i ziół. a w ziemi, w miejscu w którym rosły, zostawiam odrobinę tytoniu. coś za coś.
    mięsa nie jem od 13. roku życia - od maleńkiego miałam inną wrażliwość od ludzi wokół. mama dała mi magiczną datę - masz skończyć 13 lat - i możesz zostawić mięso. nie walczę z ludźmi, którzy je jedzą. uważam, że każdy ma prawo do własnych wyborów. jedyne czego nie rozumiem... to właśnie brak jakiejkolwiek refleksji, brak świadomości - ludzie czują się panami świata, czują, że to mięso, to zwierzę jest ich własnością i mają do tego święte prawo. jeśli nie ma w tym pokory, czy jak u Ciebie wdzięczności... to jest to w pewien sposób morderstwo, choć może wielu uzna mnie za wariatkę. odkąd jestem pełnoletnia też eksperymentuję z weganizmem - dzięki temu poznaję zupełnie nowe smaki, jestem bardziej kreatywna - ludzie kojarzą nawet odstawienie mięsa z jakimś głodowaniem - a świat jest pełen pysznych, zdrowych pokarmów. trzeba tylko chcieć otworzyć oczy.
    / ja w tym roku miałam swoją przygodę z bezpańskim psem. znalazłam go ślepego w lesie, przerażonego, wychodzonego, odwodnionego. przygarnęłam go do swojego małego mieszkania w mieście, gdzie już mieszkałam z 2 kotów. wzrok prawdopodobnie stracił od bicia - obrożę prawdopodobnie miał założoną jako szczeniak przy budzie, wrosła się niemalże w jego ciało... weterynarz był w szoku. ja też. nauczył się wchodzić po schodach, na ostatnie piętro. był nieufny do ludzi. choć pokochał moją siostrę. cieszył się jak dziecko na jej widok. na spacerach był otwarty na inne psy, chodził jakby widział... nikt nie mógł uwierzyć, ze nie widzi. tylko miał traumę... traumę, którą zrobili mu ludzie bijąc go i porzucajac samego w lesie, gdzie błąkał się przez wiele dni... pogryzł mnie pierwszy raz na koniec marca. został jeden głęboki ślad po kle. no i mój strach. chciałam mu dać szansę. wiedziałam, że ślepy, agresywny pies nie ma szans na znalezienie domu, czy przeżycie w schronisku... minęło kilka tygodni i znów się na mnie rzucił. tym razem pogryzł mi całą rękę, brzuch i nogę. ślady zostaną do końca życia. te psychiczne też. weterynarz nie widział innej opcji jak uśpienie. ja już też... bo nie czułam się bezpieczna we własnym domu. nigdy nie wiedziałam, czy po powrocie z uczelni nie zastanę pogryzionych kotów, czy psa w amoku... uśpiłyśmy go. moja mama była przy nim do końca. bo ja i siostra nie mogłyśmy. moja siostra ma złamane serce do dziś, po straciła nie tylko jego w ubiegłych miesiącach... odebrałam życie i czuję się winna. bo widziałam ile pracy włożył w naukę, widziałam ile moja rodzina zniosła by go przyjąć, by był zawsze ktoś kto weźmie go na specer... nie udało się. tak jak mówisz... nawet zwierzę może przekroczyć granicę. tylko w tym przypadku... to najpierw tę granicę przekroczył człowiek - zostawiąc w nim lęk, strach i ciemność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wegetarianką byłam właśnie od 13 do 18 roku życia, z tym, że zmieniłam właśnie pewne patrzenie, ale i mój organizm przy wegetarianizmie się buntował. Mój organizm potrzebuje nieraz mięsa i czasem zastanawiam się, na ile jest to zależne od tego, co jest moim wewnętrznym zwierzęciem. Wiem, że dziwna teoria może ale...moje ciało jest jak ciało niedźwiedzicy, jak widać. Jak tych zwierząt, które mogłyby się żywić z chęcią jagodami i korzonkami, ale muszą nieraz zjeść mięso, bo sie jakoś...rozpadają. I może coś w tym jest, nie wiem. W każdym razie wegetarianką być nie mogę, chociaż kocham i wegańską nawet kuchnię, ale...też zastanawia mnie inna rzecz. Bo nie zjada się mięsa, ok, tej dosłowności śmierci ale...zjada się dalej rośliny. I czasem się zastanawiam, czemu ich mord ma mieć inne znaczenie, niż mord zwierząt? Przecież rośliny tez żyją, czują ból prawdopodobnie, mają nawet swoje emocje, tylko mniej rozumiane przez ludzi. Więc dla mnie to, czy jem mięso czy marchewkę...jest tym samym. Wiesz o co mi chodzi? To to samo poświęcenie innego ciała, krwi czy soków roślinnych przelewanie, nie ma znaczenia.
      I smutna to historia. Ale właśnie czasem gdy jakieś życie jest złamane, nie idzie go przywrócić, jak bardzo byśmy się nie starali. I nieraz musimy to życie złamać do końca, żeby uratować swoje. Bo tak nieraz właśnie musi być w życiu, musimy dokonywać tak trudnych wyborów i...zawsze w życiu mamy jakąś krew na rękach. I może po prostu, dobrze ją mieć świadomie?

      Usuń
    2. wiesz co, ja staram się przed każdym moim posiłkiem - wegańskim, czy nie - praktykować chociaż sekundową wdzięczność za to, że mogę to coś jeść. co do różnicy między marchewką, a świnką... ja wewnętrznie czuję różnicę. weganie jedzą głównie owoce i warzywa - są to dary dawane nam przez naturę. nie spotkałam się jeszcze z osobą, która wpieprza całą jabłoń z korzeniami, liście i dodatkowo przegryzie jabłuszkiem :) tak samo nie spotkałam się ze zjawiskiem, że nagle martwa krowa zawita pod drzwi na moim czwartym piętrze, gotowa do przerobienia jej na jakąś pieczeń. jest też dieta raw food, która bazuje tylko na warzywach, owocach i orzechach... choć mam wśród znajomych mężczyznę, który jest na diecie pranicznej - od wielu lat i jest zdrowy, i wygląda... jakby świecił :P serio. ja nie zamierzam przechodzić na odżywianie się praną, bo uwielbiam jeść. samo przyrządzanie jedzenia, dzielenie się nim, smak, zapach... ale uważam, że sednem jest by każdy żył w zgodzie z własnym sumieniem. szczerze pogardzam długimi, dynamicznymi kłótniami między weganami, a mięsożercami. choć lubię wyrazić swoją opinię i posłuchać opinii innych. tylko bez krzyku i nienawiści.

      Usuń
  4. Kurczę... moje irracjonalne lęki się odzywają. Osy nigdy nie zabiłam, jak żadnej innej istoty, ale mnie przeraża. Sama nie wiem, dlaczego, teraz naprawdę nie wiem. Większość macha rękami i krzyczy, a ja zamieram. Pamiętam, jak kiedyś w lecie, na wsi napiła się coli taka jedna z mojej szklanki, bo właśnie się nie ruszałam. Mówiłam sobie "oddychaj, oddychaj, ona zaraz poleci". W ogóle głupi ze mnie człowiek, bo bardziej się trzęsę na widok igły niż w drodze na salę operacyjną, Twój post tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że muszę nad sobą pracować.
    Też jem mięso i mamy podobne podejście, więc mnie pokrzepiłaś :) Coraz więcej ludzi się w tym ogranicza, patrząc na mnie z wyrzutem, że aż się zaczynałam okropnie czuć. Inna sprawa, że mam wyjątkowo barbarzyńską grupę krwi, która tego potrzebuje xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie ciekawe, skąd to się bierze w tobie, ten lęk, strach który tak naprawdę...może nie ma uzasadnienia? Może właśnie to przeniesienie swojego rodzaju, jak u wielu ludzi? I nie głupi, tylko masz inne postrzeganie, może mniej oczywiste:) Z tym, że z lękami jednak warto walczyć po prostu:)
      Też masz 0?:D Ja w ogóle mam teorię, że muszę jeść mięso przez to, że niedźwiedź jest moim zwierzęciem totemicznym XD

      Usuń
    2. Też nie mam pojęcia, naprawdę. Póki nie przeczytałam Twojego posta, zwisało mi to. Podchodziłam do sprawy tak, że wszyscy się boją, choć raz jestem w większości i nie ma się czym przejmować :P Teraz widzę, że to głupie ekstremalnie, warto wysłuchać innego punktu widzenia :)
      Zawsze to mocny argument, ja mam jeszcze medyczny: zakaz przechodzenia na wszelkie radykalizmy żywieniowe, coby żołądek nie wariował :D

      Usuń
  5. Ta metafora- bardzo trafna. Nigdy tak o tym nie myślałam, ale teraz wydaje mi się to takie proste do zrozumienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo najprostsze rzeczy najbardziej się nieraz przed nami chowają, prawda?:)

      Usuń
  6. Osy to Spoko ziomki są xD i Ty zostalas zaklinaczka os, ja pijaca z osami.... Czemu nie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty musisz zostać jeszcze pijącą z kurami, ale spoko, popracujemy i nad tym XD

      Usuń
  7. Kurczę, mam problem z odniesieniem się do tego postu. Z jednej strony rozumiem, o czym piszesz, o szacunku, o potrzebie zrozumienia kwestii życia "niższych" istot. Celowo właśnie napisałam "niższych", bo ludzie często czują się ponad zwierzętami i owadami. To trudno mi zrozumieć, bo to żyje, czuje, więc jakim prawem ma być czymś niższym. Osobiście uwielbiam obserwować zwierzęta - wczoraj znalazłam filmik ASMR, na którym gościu był ze swoją papugą, więc pieprzyć ciarki, papuga wymiata (szczególnie jak dziobała mikrofonowe uszy) XD Bawię się z biedronkami zawsze, ważka siedząca na moim kolanie mi nie przeszkadza, ćmy przeważnie wynoszę, bo mama panikuje, z osami wielkiej styczności nie mam jakoś, ale nie przerażają mnie one, więc zazwyczaj po prostu na nie nie reaguję. Ogólnie nie ma takiego owada/zwierzęcia, którego jakoś szczególnie bym się bała (nie mówię tutaj o sytuacji oko w oko z głodnym tygrysem, bo to już nieco inna sprawa XD). Oprócz pająków - i to jest druga strona. Nie mam pojęcia dlaczego, ale arachnofobię to ja mam jak cholera. Może nie do tego stopnia, żebym krzyczała/płakała (serio, czytałam kiedyś reakcje ludzi z arachnofobią i w porównaniu z tym, co oni robią, to ja arachnofobii chyba jednak nie mam), ja po prostu zamieram i/lub wycofuję się. Jeśli jest to mały pająk albo "chudy" to jeszcze wyniosę, zawału mam dostać, ale wyniosę (chyba, że ktoś jest ze mną, to ta osoba wynosi XD). Jeśli jest większy to już jest krótki proces, niestety. I to zazwyczaj przeprowadzany przez kogoś (chyba, że znów - ktoś się nie boi i wyniesie, spoko, ale osobnik ma zniknąć z "mojego" terenu). Jeśli to teren pająka - ja się nie wpieprzam. Na integracji ogródkowej miałam centralnie za sobą, w pewnej odległości pięknego krzyżaka na pokaźnej pajęczynie między krzakami. Nie czułam się z tym komfortowo, ale okej, kolego, Twój teren, więc został ochrzczony Stefanem, poobserwowałam go sobie, pogadałam, poprosiłam, by na mnie nie wlazł, zrobiliśmy mu nawet słit focie XD Miło się razem czas spędzało, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że go polubiłam, ale ja sobie wróciłam na swój teren i tam Stefana spotkać bym nie chciała. I szczerze jest mi często przykro, że jakiś pająk przez mój chory strach zginął, ale póki co nie znalazłam jeszcze sposobu, żeby to oswoić (nawet "bawienie się" z ptasznikiem sąsiada nie pomogło). Także, jeśli znasz jakiś sposób droga zaklinaczko, to chętnie skorzystam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle, ponoć to bardzo chrześcijańskie XD W sensie, nazywanie stworzeń niższymi niż człowiek, bo nie mają duszy i tak dalej. Właśnie w kręgu judeochrześcijańskim tak zwanym społecznie mamy takie pojmowanie zwierząt i roślin, jako poddanych, ale na szczęście to się zmienia...i może za parę lat choć część ludzi jak Indianie będzie mówiła o braciach i siostrach, zamiast o stworzeniu bez dusz?:)
      I wiesz, ze zwierzętami to ja się świetnie dogaduję, z osami i pająkami też, le ekspertem od fobii i psychologiem to nie jestem XD kiedyś czytałam co prawda artykuł w którym mówiono o ukrytych znaczeniach fobii i arachnofobia ponoć u kobiet była "przeniesionym" lękiem przed bliskimi stosunkami z mężczyznami XD Dość bzdurna teoria, ale może coś w tym jest, że ogólnie fobie to przeniesione lęki codzienności, bo są irracjonalne i mimo wszystko, łatwiej się z nimi konfrontować w ten sposób, niż w dosłowności. Ale widzisz, próbowałaś jednak ten lęk pokonać i nawet zakumplowałaś się ze Stefanem, więc to już coś. I może właśnie to wymaga po prostu czasu albo...konfrontacji z innymi lękami? Tyle moje bzdurne wywody i teorie XD

      Usuń
  8. Nie wszystkich ludzi trzeba lubić, tak samo nie wszystkie zwierzęta. Nikt mnie nie zmusi do lubienia owadów ;D Strach nie ma tu nic do rzeczy, po prostu irytuje mnie ich natręctwo i bzyczenie nad uchem, wtedy kiedy akurat chcę mieć święty spokój.

    OdpowiedzUsuń
  9. Człowiek boi się od zawsze, ale w miarę postępu cywilizacji, boi się różnych rzeczy. Możliwe, że bezpodstawnie wykorzystuje swoją siłę, żeby powstrzymać te lęki i po prostu - zabić. Ale mimo wszystko to naturalny proces - zabijanie. Tylko że jeśli chodzi o niektóre kwestie zabijanie stało się oczywistością i ludzie widząc owada nie widzą innego ultimatum niż zabójstwo. Osa jest na oknie, więc zamiast je otworzyć, to biegną po gazetę, żeby ją zabić. Może to nie jest próba oswojenia strachu, a czyste lenistwo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja boję się pająków, chociaż jeśli się nie ruszają, to pozwalam im żyć w mojej obecności - np. przy oknie w łazience - bo tam mi nie wadzi. Ale gdy spotkam go na podłodze, koło mojego łóżka - sorry, ale to on przekroczył granicę. :P Mam arachnofobię, chociaż jest lepiej niż kiedyś - bo jakiś czas temu, sam widok pająka mroził mi krew w żyłach.
    A co do os - bawi mnie to wielkie machanie i uciekanie przed nimi. Ja nie macham, póki osa nie zbliża się do mojej twarzy. U mnie w pracy mają gdzieś gniazdo, bo gdy tylko otworzymy drzwi to zaraz się zlatują i współpracownicy tylko latają z packami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś połozyłam koc na ogródku, oblazły mnie czerwone mrówki, pogryzły, od tego czasu mam wstręt do owadów. Jednak nauczyłam się już, że póki mnie nie dotyka, nie mam z owadem problemu. Komarów nie dzierżę, pająki staram się wypraszać na zewnątrz. Jeden nawet u mnie kiedyś mieszkał, przeprowadzał sie co kilka dni z kąta w kąt, zniknął, ale ja go nie tknęłam. Os nie lubię, ale póki nie siądzie na mnie, nei mam z nią problemu, mogę się podzielić tym co mam , zwłaszcza, jak przecyztałam twojego posta ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam tak samo jak Ty! Ratuję owady. Os nie lubię, ale wolę je wygonić niż zabić. I muchy ratuję. I ślimaki zbieram z chodzników żeby nikt ich nie zdeptał...Trzeba szanować naturę i nie panikować, gdy czujemy strach :)

    OdpowiedzUsuń
  13. u nas to samo jest - jedna mądra pani zostawia brudne kubki po soku, albo jakieś drożdżówki, a potem co się okno otworzy, to kilka os wlatuje. Kremu na ukąszenia już z torebki nie wyjmuję, od czasu jak jedna mnie użarła pod okiem i nic nie widziałam. Zresztą osy atakują pszczoły. Nawet zjadają o.O więc dla mnie pożyteczne nie są.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jako alergik na jad owadów różnych boję się ukąszeń, ale os i pszczół nie zabijam, otwieram okno, biorę gazetę i naprowadzam owada ku wolności :) A latem zawsze się smaruję mazidłami odstraszającymi owady bo do nie leciały, tylko żyły spokojnie obok.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiem, że głównym przesłaniem notki, było zupełnie coś innego, ale z tego co ja wiem osy są szkodnikami, które walczą z pszczołami, skutkiem czego os jest coraz więcej (o czym świadczy to ich wlatywanie przez okna - u mnie też niedawno wlatywało ich kilka dziennie :/) a pszczół coraz mniej .Z tego co wiem tylko pszczoły zapylają kwiaty, osy nie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Komary też tak kochasz? XD Wiesz, to działa trochę w dwie strony bo owady to czasem tak wkurwiające złośliwe bestie... No normalnie szlag mnie trafia jak wleci taki na moje terytorium czyli do mojego pokoju czy domu i wali w tę szybę jak popierdolony i lata jak wściekły i bzyczy, bzyczy, bzyczy. I ja otwieram mu okno, naprowadzam na właściwa drogę, a ten uparty bydlak nic, tylko odlatuje gdzieś na bok i tylko to wkurwiające bzzzzzzz, bzzzzz XD A to pojenie os to niebezpieczne trochę, bo jak nie zauważysz że ci taka do piwa wpadła i połkniesz przez przypadek to już nie jest tak wesoło. I cholera no, osy to takie małe wredne pindy, bo jak byłam w sierpniu pod namiotami to nieraz chciałam nawet się z nimi czymś podzielić, i wystawiałam im obok jakieś kąski, pozwalałam na chwilę usiąść na owocu, ale one uparcie dalej krążyły przy mnie i to kilka na raz, jakoś nie korzystały z łyżeczki z odrobiną dżemu położonej opodal. No więc owady też święte nie są, nieraz nie chcą współpracować.
    Nie no, wiesz, rozumiem co chciałaś przekazać. Każde stworzenie na tym świecie jest na swój sposób piękne. Także te owady i te osy, na które spojrzałam nawet z jakąś czułością po przeczytaniu Twego posta. I następnym razem podzielę się z nimi piwem, a co tam. Też mnie denerwowało zawsze to, że niektórzy jako rozwiązanie numer jeden widzą zabicie owada, a nie wypuszczenie. Ja w sumie nie pamiętam, kiedy jakiekolwiek żyjątko zabiłam, zawsze otwieram im okno, jak mi się gdzieś osa topi to też ją wynoszę. Szkoda mi się robi po prostu, gdy jakiekolwiek stworzenie cierpi. Jakoś nigdy nie miałam odruchu zabijania. Tylko te owady no czasem irytujące są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O i przypomniało mi się jak z kuzynką robiłyśmy szpital dla owadów jak byłyśmy małe :D Wyławiałyśmy wszystkie pszczoły, osy i inne z baseniku, który stał w ogródku, wkładałyśmy pacjenta do wiaderka wyścielonego trawą i kwiatami coby mu się skrzydełka osuszyły, a potem wypuszczałyśmy na wolność. :D

      Usuń
  17. Mimo, że również uciekam w popłochu przed owadami i przyznaję, że napawają mnie obrzydzeniem, to mogę się w stu procentach zgodzić i również miałam podobne przemyślenia na ten temat. Piękna metafora o inności i lęku i brutalności.
    A co do pytania, co ja teraz robię, to jestem teraz w klasie maturalnej i tak sobie żyję raz lepiej raz gorzej, ale ogólnie się staram (żyć). I właściwie to nic innego za bardzo nie robię tak jakoś bardziej, ponieważ szkoła skutecznie odbiera mi chęć do jakichkolwiek zajęć hehe. Ale jak tylko się z tym uporam to coś na pewno stworzę i się wymasteruję i będę pisać takie piękne metrowe notki jak ty! :)))

    OdpowiedzUsuń

  18. Love your style you look gorgeous!Share collocation more popular fashion accessories!
    louisvuittonlvbag http://www.2015baglvlouisvuitton.com
    cocobag
    lvbagukshop   http://www.chanelshandbagoutlet.com
    hollisteroutletestore
    heygoodtimes   http://www.2015handbagshops.com
    louisvuittonshop
    handbagshops http://www.shopchichandbag.com
    shoplvbags   
    shopmcQueenbags http://www.topbaglv.com
    Vivienne Westwoodmaikun
    topbagshops  http://www.2015topbagshops.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie, nie, nie. Osy są upierdliwe i wredne, użądliły mnie niejeden raz zupełnie bez powodu. I wolę taką zatłuc kapciem, niż próbować łapać i przy tym oberwać.
    Oprócz tego szczerą nienawiścią darzę komary i kleszcze. Wiem, że zachowują się tak, żeby przeżyć, ale nikt mi nie wmówi, że powinnam je szanować.

    OdpowiedzUsuń