Bez żadnych
wielkich wstępów, rozwlekań, nadszedł po prostu czas, nadszedł
dzień, kiedy to pora wypełnić nominację, którą ostatnio
dostałam. Nie jest tajemnicą, że miewam z nimi pewien problem, bo
nie umiem za bardzo pisać wedle jakiegoś schematu, pytań, mój
blog to nigdy nie planowane posty które przychodzą do mnie i tworzą
się w ciągu godziny ot tak, w niespodziewanych momentach. Dlatego,
nominacje dla mnie to zawsze pewnego rodzaju wyzwania i...cóż.
Zobaczymy, jak podołam tym razem.
Liebster Blog Award od Myśli
Nieskrywane
1. Co cię przyciągnęło na złą
drogę blogosfery?
Tym razem? Śmierć. Wielu z was wie,
że na nowo zaczęłam pisać po śmierci mojego przyjaciela,
Królika, który przed laty uwielbiał moje posty na poprzednich
blogach, przyjaciela, z którym nawet wspólnie napisałam kilka
tekstów. Historia wielu znana, wielu z was znało Królika z jego
bloga, więc nie będę się wielce tu rozpisywać.
Prawdziwe pytanie pojawia się, co
przyciągnęło mnie tu przed laty? I...sama nie wiem. Zawsze
kochałam po prostu słowo pisane, a jak wielu też z was wie, jestem
typową ekstrawertyczką, która kocha zderzenia z innymi ludźmi,
wymianę myśli, emocji, poglądów. Idealnym rozwiązaniem na
połączenie tego przed laty chyba po prostu wydał mi się blog i
tak powstał pierwszy autoportret odczuwalny. Tak,
autoportret, bo zawsze praktycznie pisałam pod tym samym
adresem, ale z innymi końcówkami, pod tym samym nickiem. Tu jestem
Fridą która tworzy swój autoportret słowem, bo nawet tutaj
nie umiem się ukrywać i udawać kogoś, kim nie jestem.
2. Marzenia twarde, marzenia
miękkie, marzenia al-dente. Najskrytszymi nikt nie chce się
dzielić- to może jakie masz mniejsze, albo większe, bieżące
marzenie?
Sama nie wiem, czy to marzenie, czy to
już cel, skoro powoli plan jest w realizacji?
Mam wiele marzeń szalonych,
dotyczących pewnych podróży, zdobycia swoich 4 tysięcy metrów
nad poziomem morza w Armenii ( skromnie, 4 tys, jak mi się uda, to
może pomyślę nad wyższym szczytem), marzy mi się poznanie smaku
i zapachu wielu miejsc. Marzy mi się wiele rzeczy dotyczących mojej
natury, marzy mi się...
Ale to długa lista. I jak właśnie
wiadomo, może nie o wszystkim powinnam pisać. Dlatego może powiem
wam o tym najbardziej konkretnym obecnie. O tym, o którym sama już
nie wiem, czy to cel, czy marzenie?
Mamy wspólny cel z moim Mężem.
Najpierw, może nawet w przyszłym roku przenosimy się do Przemyśla
a potem, w przeciągu paru lat w Bieszczady. W Karpaty, ogólnie
rzecz biorąc, jakieś dzikie tereny. I tam zakładamy swoje
schronisko, w stylu wszystkich obskórnych schronisk PTTK. I
mieszkamy tam, żyjemy, w tej dziczy pewnej, z dala od miasta, gdzie
pięknie widać niebo. I wpadają do nas obcy ludzie, którymi się
zajmujemy. I od czasu do czasu wpadają do nas znajomi, na trochę
dłużej, odpocząć od zgiełku miasta.
Co najlepsze, ostatnio zauważyłam, że
wiele rzeczy sprzyja naszemu marzeniu. Choćby to, że niedaleko
Przemyśla planuje się otwarcie nowego parku narodowego. I choć na
razie to inicjatywa obywatelska ( zresztą, mam zamiar o niej
niedługo napisać) , istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że on
powstanie. A na terenie, gdzie ma powstać nie ma jeszcze nic.
Szlaków, całej tej infrastruktury, które mają wszystkie górskie
parki, nie ma...schronisk. Tak, właśnie schronisk. Nowa nisza? A i
owszem.
Więc tak, marzy mi się życie w
górach, w drewnianym domu, w którym nie mam za wiele miejsca dla
siebie, przez który przewija się setka nieznanych ludzi. Ale w
którym mieszka i ten, którego najbardziej kocham. Do którego z
radością wpadają inni, wobec których mam tyle czułości. I tyle
ludzi, którym mogę coś dać od siebie w tej dziczy. I widzę nas w
tym domu, zakochanych w późniejszym wieku, widzę nas w domu-
schronisku, pomiędzy porannymi mgłami i wyciem wilków, bo tamte
tereny to przecież ostoja wilków. I widzę naszego psa, może
wilczura, o którego grzeję swoje bose stopy zima. I te długie
wieczory przy grzanym piwie i prawdziwe, rozgwieżdżone niebo. Tak,
tak właśnie wygląda moje marzenie.
3. Boże Narodzenie śnieżne po pas
czy...bure i mokre?
Proszę o inny zestaw pytań, nie
obchodzę tych świąt. Nie jestem chrześcijanką. I...zauważam, że
z wiekiem coraz mniej mi na nich zależy, coraz mniej we mnie śladów
pewnych tradycji wyniesionych z domu, które może i z wiarą nie
mają nic wspólnego. Ale lubię śnieg w Yule, swoje święto, kiedy
to światło zwycięża mrok. Ale...nie jest to dla mnie konieczne.
Bo zgodnie z moją tradycją, to przede wszystkim ja noszę światło
które wygrywa w sercu i cała otoczka ma naprawdę coraz mniejsze
znaczenie :)
4. Na randce grać pozory czy być
sobą?
Bogowie, od lat nie chodziłam na
randki. Chyba że z własnym Mężem, ale to się chyba nie liczy,
skoro potrafimy robić przy sobie kupę, prawda?
W każdym razie...tak teoretycznie,
zdaję sobie sprawę z istnienia pewnej damsko- męskiej gry. Zawsze,
ale to zawsze, po prostu poznając drugiego człowieka troszkę
gramy. Chociaż z wiekiem zauważam że...u mnie tego coraz mniej.
Ale ja w ogóle mam problem z udawaniem, graniem, śmieję się
głośno kiedy chcę i chyba tylko smutek jakiś umiem maskować, ale
to tylko po to, żeby nie robić komuś przykrości. Mimo to jest
naturalnym, że idąc na randkę wchodzimy w pewną rolę. Chcemy się
pokazać po prost z jak najlepszej strony, jeśli nam zależy. Ale
niedopuszczalnym jest dla mnie świadome kłamanie, oszukiwanie, że
jest się kimś, kim się nie jest. Mówienie kocham czyta chociaż
przez 3 lata nie sięgnąłem po żadną książkę. Mówienie kocham
poezję chociaż od szkolnych czasów kucia Mickiewicza dostaję
spazmów na samo słowo strofa czy metafora i nie umiem tego
wyleczyć. Mówienie kocham coś tam, a nienawidzenie tego. To mija
się z celem. Wszystko z czasem wyjdzie. Tak samo jak to, jak bardzo
śmierdzące bąki puszczamy. Nikt nie jest w stanie wstrzymywać
całe życie.
5. Twój sposób na stres?
Ja w ogóle chyba mało się stresuję-
przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Raczej to, co odczuwam, to zwykle
zamartwianie się i to o kogoś. Nie stresuję się w swoich
sprawach. Nie stresowałam się wielce przed egzaminami na studiach (
poza paroma wyjątkami), przed ślubem ( może trochę przez
teściów), przed rozmowami kwalifikacyjnymi. A raczej może...stres
był dla mnie zawsze mobilizatorem. Nigdy mnie nie paraliżował. I
nawet przy tym moim zamartwianiu się o innych ten stres pobudza mnie
do działania.
W każdym razie, mimo pewnych wyjątków
ogólnie mało się stresuję a jeśli już, to na pewno nie tak, że
musiałabym szukać jakiegoś ujścia. Ale załóżmy, że się
zdarza i...powiem szczerze, nic nie rozładowuje tak napięcia jak
seks. Bo nawet zestresowana mam ochotę na seks i naprawdę, nic nie
pomaga jak dobry orgazm. Ale ja w ogóle jestem trochę przesadnie
rozerotyzowana więc...
Może taniec, muzyka, śpiew? Chwile
medytacji? Łażenie po parku w ciemności i wyłączenie myślenia?
Alkohol?
Tak naprawdę też wszystko zależy od
tego, czego ów stres dotyczy. Bo jeśli to stres, który np. pojawia
się, gdy umiera ci ktoś bliski, to wiesz, że nic nie pomoże.
Musisz po prostu przeczekać.
6. Sposób na jesienną chandrę
oprócz picia?
Hm...dobra, masz mnie, piję sporo. Ale
to nie tylko z powodu chandry, w ogóle, staram się za często z
powodu chandry właśnie nie pić.
I może to zabrzmi dziwnie ale sposób
na chandrę to...poddanie się smutkowi. Może dlatego, że ogólnie
mam pozytywną, optymistyczną naturę i wiem, że swoim wewnętrznym
systemem automobilizacji doprowadzę się do stanu używalności i
wręcz przesadzonego tryskania energią, jak teraz. Tak, jestem
totalną optymistką, umiem kopnąć się automatycznie w dupę i
wracam sama do szczęśliwości, bez specjalnych metod po tym, jak
poddam się smutkowi.
Bo tak naprawdę...czy ze smutkiem
trzeba walczyć? Nie mówię o smutku chorobliwym, już prawdziwej
depresji. Ale chandry, czy to jesienne, czy to zdarzające się i
podczas innych pór roku, są po prostu czymś naturalnym. Tylko
nasza kultura jakoś napiętnowała ten smutek jako coś
nienaturalnego, coś, z czym na siłę się walczy. A to po prostu
tylko drugi, naturalny biegun szczęścia i wręcz musimy go
odczuwać. Bo kim byłby człowiek bez smutku? Więc gdy mnie dopada,
ostatnimi czasy...po prostu sobie na niego pozwalam. Słucham
dołującej muzyki, piszę smutne teksty na blogu, płaczę Mężowi
w ramionach, chociaż to już zdarza się naprawdę rzadko. Ale
pozwalam sobie na smutek też jesienią, jak na coś naturalnego, bo
tym jest i wracam sama do równowagi. Bez specjalnych sposobów, tą
drogą, która sama mnie najdzie.
7. Obecnie promuje się sporty
ekstremalne, do tego stopnia, że jeśli ich nie uprawiasz to nie
istniejesz. Naprawdę każdy musi zaistnieć żeby uznać, że żyje?
Dobra, to, co robię w górach dla
niektórych brzmi jak zajęcie ekstremalne. Bo to, że spadłam
prawie w przepaść, ale zdążyłam się chwycić kosodrzewiny...to
jest ekstremalne czy nie? Albo pokonywanie 30 kilometrów w pełnym
słońcu? I wycieńczanie totalne organizmu?
Dla jednego ekstremalne, dla innego
nie. Dla jednego przyjemność, dla drugiego piekło. I nie ma tu
reguły. Bo też i właśnie...nikt nic nie musi.
Katowanie się w górach sprawia mi
przyjemność, totalne wycieńczenie powoduje potem istny endorfinowy
haj. To naprawdę uzależnia. Ale jeśli nie ma to dawać takiej
radochy, to, albo inne dziwne sposoby spędzania czasu to...po jaką
cholerę? Zresztą, ja w ogóle jestem z daleka od jakiegokolwiek
parcia na „zaistnienie”. Robię co lubię. Co daje mi
przyjemność. I chyba każdy właśnie powinien w ten sposób
oglądać się na siebie, a nie na innych i ich ewentualny podziw.
8. Twoja znienawidzona piosenka
to...?
Kurczę, ostatnio pisałam Anonimowej,
że chyba nie mam takiej piosenki, którą by mnie katowano, męczono,
męczą to mnie tylko w pracy słuchaniem disco polo, ale pytanie
jest o piosenkę a nie cały gatunek, którego szczerze nienawidzę
ale...
...parę dni temu sobie przypomniałam.
Jest piosenka, której nienawidzę. I nie zalicza się do słynnego
kanonu disco polo ( bo t możecie zaliczyć wszystkie piosenki).
Chodzi o „Baśkę” zespołu Wilki. Dla niewtajemniczonych
( są tacy?)- Baśka mi na imię, miło mi. I ostatnio przypomniało
mi się, jak to pewien Jakub w gimnazjum śpiewał mi ten kawałek
nieustannie i podchwycili to inni chłopacy. Jakub był we mnie
śmiertelnie zakochany i myślał, że to romantyczne, a zrobiła się
z tego jakaś jedna wielka parodia. A wówczas nie miałam fajnego
biustu. Zdecydowanie go po prostu nie miałam. Nawet nie miałam po
co nosić stanika.
9. Czy wydarzyło się w twoim życiu
coś, co dla większości osób jest nieistotne, a tobie sprawiło
wielką radość?
O rety. Aż za dużo tego! Pewnie
dlatego, że zwykłam cieszyć się rzeczami małymi i potrafię
prawie płakać ze wzruszenia gdy widzę cudowny wschód słońca,
padający śnieg, tęczę. Ostatnio w pracy nawet biegałam po
korytarzu śmiejąc się jak dziecko i prawie właśnie płacząc ze
wzruszenia, kiedy to jednocześnie świeciło słońce, padał śnieg
z deszczem i pojawiła się tęcza. Tak, takie rzeczy sprawiają mi
wielką radość. Można tu zaliczyć więc i wschody i zachody
słońca, zwłaszcza w górach. Dobrze zaparzoną herbatę.
Pojedyncze wiadomości, kiedy ktoś mi pisze, że jestem jego
„ulubionym człowiekiem”. Cudowne wzruszenia nad książkami.
Takie momenty tęczy, zachwytów nad kolorem liści jesienią i grą
światła. Serio, ja naprawdę wtedy prawie płaczę ze wzruszenia i
czuję, jak coś dobrego, ciepłego od środka rozpiera mi pierś. To
takie małe cuda codzienności. I mam wrażenie, że tylko je
doceniając...możemy być szczęśliwymi ludźmi.
Ale pomyślałam też o innej rzeczy. A
jest związana z moją pracą. To wszystkie piękna słowa, które
też niesamowicie mnie cieszą i wzruszają. To piękne słowa,
dziękuję rzucone od kogoś, kto prawie już nie mówi, albo śmiech
z tymi samotnymi staruszkami, które rozśmieszam i łaskoczę na
korytarzach. W w końcu to jedna z moich podopiecznych, która
powiedziała mi najpiękniejsze słowa jakie słyszałam w życiu,
dziwne, ale piękne, kiedy zmęczona pod koniec dyżur przewijałam
ją, bo cóż, pokazowo się zesrała. I ta pani, tak, trochę
nienormalna, nie słysząca, leżąca od 7 lat powiedziała mi, że
ja, taka spocona, zmęczona już, pachnę dobrem i miłością.
Czy coś można ładniejszego usłyszeć?
10. Postęp technologiczny strasznie
gna. A ty powiedziałaś sobie dość, wiedząc, że więcej ci nie
potrzeba?
Zasadniczo, niedawno swoje „dość”
złamałam bo...do tej pory żyłam bez smartfona. Serio. Cały czas
używałam jakiejś starej Nokii, ale cóż, musiałam i tu się
złamać, bo moja Nokia zaczęła się psuć ( kolejna!) i wzięłam
stary telefon od kumpeli. Smartfon, tyle wam powiem. Nadal nie wiem
jaka marka i nadal nie używam w nim internetu. Nadal tylko piszę
smsy, dzwonię i słucham muzyki nieraz.
Bo powiem wam szczerze to...mam takie
wrażenie momentami, że postęp technologiczny swoje,a ja swoje. Ok,
korzystam z internetu, ale mam tygodnie wręcz, gdzie on mógłby nie
istnieć. I wręcz postęp trochę mnie przeraża i...może dlatego
chcę uciec przed nim w te swoje Bieszczady. Tam, gdzie liczy się
bardziej, czy dobrze rąbię drewno a nie to, czy wrzucam ładne
zdjęcia na insta. Serio, nawet żyjąc w mieście nie wiem, jak to
się obsługuje.
Yup, postęp po prostu nie jest dla
mnie.
11. Donald Trump przekazuje ci cały
swój majątek. Co z nim zrobisz? Pomnażasz, sprzedajesz, rozdajesz
wszystko...?
Kupuję sporo ziemi w Bieszczadach.
Kupuję może i nawet jakiś lat, żeby stworzyć prywatny park
narodowy. Wydaję wiele na ochronę wilka, niedźwiedzia, rysia.
Buduję to cholerne schronisko, jakoś część sobie odkładam, na
wszelki wypadek i wydaję trochę na podróże po górach. A...resztę
rozdaję. Nigdy nie chciałam być bogata. I wątpię żebym
kiedykolwiek chciała. Więc jakby co obędzie się i bez jego
majątku:)
To tyle. Wiem doskonale, że mam
jeszcze do spełnienia zadanie od Shadow, ale...chyba tyle na dzisiaj
starczy. Co za dużo to niezdrowo, nigdy byście przez to nie
przebrnęli.
I swoim zwyczajem, nie nominuję
nikogo. Jednak, w przeciwieństwie do Anonimowej, ten zwyczaj
zachowam:)
A na koniec coś, co po prostu od paru dni gra z moją duszą. Mimo że kiedyś nie lubiłam takiej muzyki teraz to dla mnie istny majstersztyk. Zwłaszcza, gdy dodatkowo ogląda się tą specyficzną, ale piękną Norweżkę.
A może tu i trochę o moim marzeniu? I o moich ucieczkach?
A może tu i trochę o moim marzeniu? I o moich ucieczkach?
Mnie dziewczyny w pracy wysmialy jak powiedzialam ze ide ze swoim chlopakiem na randke a uwazam ze nawet maz i zona powinni chodzic ze soba na randki i dbac o siebie ;)
OdpowiedzUsuńTe randki rzecz jasna już się troszkę różnią, mają wielce luzu niż np. te pierwsze zanim ludzie się zejdą, na których się poznają ... ale właśnie...o związek trzeba dbać i to chyba najlepszy sposób:)
UsuńOj tam. Ja po pieciu latach zwiqzku jak mnie Ciacho zabrał do eleganckiej restauracji to sie stresowalam jak na pierwszej randce w zyciu bo sie balam ze z pierscionkiem wyskoczy ;)
UsuńPoważnie?:D To my się jednak nie stresujemy nawet jak właśnie sobie jakieś bajery fundujemy, ale ok, liczyłaś na zaręczyny, to co innego :)
UsuńNie wiem czy liczyłam bo w tamtym momencie błagałam żeby jednak sie nie oswiadczal :) nie w takim miejscu :D
UsuńA w jakim byś chciała?:D
UsuńKurcze, to ja mocno,mocno trzymam kciuki za Wasze plany i cóż, będę Was odwiedzać tak często,że będziecie myśleć o ucieczce z głuszy przede mną :)
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Dziękujemy i cóż...zapraszam, po prostu:) Najwyżej dostaniesz miejsce w dzikiej chatynce obok, bo taką planujemy mieć dla ulubionych gości XD
UsuńOjej, Aurora, jak dla mnie idealna teraz, skoro śnieg za oknem. "Runaway" słuchałam wczoraj nawet :)
OdpowiedzUsuńMoże napiszesz coś o swojej religii? Ja się na tym nie znam, ale generalnie jak tylko usłyszę coś o religii czy wierzeniach, o których wcześniej nie słyszałam, to jakoś mnie to strasznie fascynuje (np. słuchałam i byłam jak zaczarowana, gdy mój były korepetytor opowiadał mi o mitologii słowiańskiej, o której zresztą chce napisać książkę i zbiera materiały).
To patrz, jesteśmy muzycznie spójne. Czemu mnie to wielce nie dziwi?:)
UsuńI...nie uznaję, że wyznaję jakąś religię. Bardziej mówię o duchowości i obrzędowości, z dużą dozą ateizowania. Można powiedzieć, że jestem ateizującą duchową poganką, w sensie moje obrzędy są pogańskie, jak i duch, ale nie wierzę w osobowych bogów. A wiele rzeczy tłumaczę...fizyką kwantową. Medytuję i wierzę w energię, która wszystkich nas przenika. Zresztą to serio trochę pokomplikowane, ale pisałam o tym nieraz. Choćby o tym, jak spędzamy nieraz Yule, jedno z głównych świąt:
http://autoportretodczuwalny.blogspot.com/2014/12/o-pierwszej-zimowej-piesni-drozda-o.html
Ale no, po prostu, jakbyś chciała na ten temat pogadać, zapytać o coś, to zawsze wiesz, gdzie mnie znaleźć:) W bractwie słowiańskim też siedziałam, więc cóż... XD
Ach, rozumiem. Ja generalnie jest ateistką, ale taką jakby, bo wierzę w energię, trochę podobnie może jak Ty.
UsuńHm... muszę chyba poszperać w Twoim archiwum :D
Odpowiedzi w Twoim stylu, jakżeby inaczej :)
OdpowiedzUsuńMarzenia się domyśliłam, tego, że powiesz o pracy dającej radość - też i jeszcze o technologii. Znamy się już troszeczkę, nie przeraża Cię to? :>
Ta piosenka to przekleństwo, jest bezdennie głupia. Nie lubię jej okropnie, a co dopiero mają Baśki powiedzieć? :P Choć mam inne imię, łączę się w bólu xD
Jednak nie da się go oszukać, co?:D
UsuńNie, a dlaczego by mnie miało przerażać?:)To jest wręcz jakoś...miłe:)
Wiadomo, głupia, a mi ją jeszcze śpiewano, o. Ale o tobie tam nie było, nie?:D
A miałaś taki zamiar? :D
UsuńSpytałam, bo obserwuję u ludzi narastającą, niezdrową obsesję na punkcie prywatności tak zwanej :P
O mnie w ogóle nie ma piosenki xD Przynajmniej nie znam.
A to ja takiej obsesji w ogóle nie mam XD
UsuńZnajdę, zobaczysz, że znajdę XD
W tej "Baśce" jest jeszcze "Ewelina zimna jak lód" Wtf? Chociaż czasem przydałoby się, bym taka była :D
OdpowiedzUsuńPodziwiam Twoją siłę i że się nie stresujesz. Wiele bym dała za to, tak to nie ociągałabym się z realizacją wielu planów.
PS. Jeśli wysłałaś list, to nie dotarł.
Za to do mnie to "zimna jak lód" nawet pasuje. ;)
UsuńMoże ta piosenka to kierunkowskaz?:D
UsuńPo prostu mam taką naturę, samo mi się zrobiło, nie moja zasługa, więc nie ma co podziwiać:)
Serio? Pierdolę taką zabawę XD Wysłałam niedawno, może jeszcze ojdzie. A jak nie, to napiszę jeszcze raz XD
Na początku myślałam, że ten specyficzny sposób to tylko na odpowiedzi, bo zwyczajnie w świecie nie lubisz LBA, ale potem zapoznałam się co nieco z Twoim blogiem i poprzednimi notkami i odkryłam, jaka byłam głupia :D
OdpowiedzUsuńŚwietny blog :) Dodaję do obserwowanych :)
http://blaskmroku.blogspot.com/
Ja po prostu mam specyficzny, rozwlekły styl XD I...dziękuję za miłe słowa:)
UsuńMyślę, że wasze schronisko sprawiłoby, że pierwszy raz z chęcią pojechałabym w góry. Trzymam więc kciuki za ten plan. ;)
OdpowiedzUsuńCzyli wręcz musimy je wybudować:) Dziękujemy:)
UsuńChyba sama zabiorę swojego na randkę bo coś on nie chce mnie zabrać :p
OdpowiedzUsuńCo do tych świąt to mam wrażenie, że dużo ateistów obchodzi Boże Narodzenie bo taka tradycja, można dostać prezent, wyżerka itp. I uważają, że to ich różni od katolików tym, że nie idą do kościoła. Sama znam parę takich osób. Napiszesz kiedyś o swoim święcie czy przegapiłam już taki wpis? :)
Hah, nie ma to jak nieraz przejąć inicjatywę XD
UsuńTo prawda, bo Boże Narodzenie jest tradycją świecką, a nawet i tracydje niby chrześcijańskie wywowdzą się z pogaństwa:) Pisałam, dwa lata temu, link masz wyżej w komentarzu u Liezzie:)
O wow cudowne plany i życzę Ci z całego serca żebyś to schronisko utworzyła , wspanialy pomysł i musi Wam się udać :)
OdpowiedzUsuńTo tak ja, tez mam radochę z małych rzeczy , mogę się cieszyć padającym śniegiem (normalnie jak małe dziecko ) , szronem , wszelkimi zachodami , aromatyczna herbata i w ogóle wszystkim. I to jest cudowne bo właśnie w takich małych rzeczach można odnaleźć największa radość :)
Dziękuję:)
UsuńCzyli możemy sobie przybić piątkę:)