piątek, 25 listopada 2016

O złamanej dziewczynie której cudza śmierć wsączyła do serca szaloną krew

Czy masz do mnie żal, Vince?
Nie wiem, jak mam z tobą o tym porozmawiać. Nie wiem, jak to się wszystko stało. Wiem za to, jak bardzo ją kochałeś. I, mimo wszystko, ja też zawsze ją kochałam, od kiedy ją poznałam, niewinną czarodziejkę, aktoreczkę, którą znalazłeś jakimś cudem przed swoją śmiercią. Trochę roztrzepaną, trochę egzaltowaną, neurotyczną, ale taką twoją.
Ale już nie umiem jej kochać. Mam dla niej nie serce, a wysuszony, wymęczony, przeżuty przez czas i jej, jak i naszą wzajemną szarpaninę strzęp mięśnia, który przez jakiś czas jeszcze po prostu pokryty był bliznami ale bił, dawał sobie radę. Teraz...to jak wyżęta szmata, rzucona pod cudze nogi. Nie mam już dla niej miłości. Nie mam już siły, chociaż chciałam, tak bardzo chciałam, Vince!
Czy jednak możesz mieć mi to za złe?

Pamiętam waszą miłość, Vincent.
To, jak zakochałeś się w niej pod koniec życia, jak ją znalazłeś, pisałeś z nią maile i bałeś się z nią spotkać. Ty, facet, który miałeś momenty, że nie przepuściłeś żadnej. Przecież nawet ja wylądowałam z tobą w łóżku jako nastolatka.
Ale ty nie chciałeś po prostu się z nią przespać, ty się w niej zakochałeś, tak boleśnie, że aż nas to bolało wszystkich, tak gorąco, że aż nas to spalało. Zakochałeś się, a potem dowiedziałeś się, że na tą miłość nie starczy ci życia. Rak. Wyrok. Skąpodrzewiak. Los był złośliwy, prawda? Tyle razy chciałeś się zabić a teraz...teraz, gdy w końcu ją znalazłeś, musiałeś umrzeć. To okrutne, to okropne.

Ale teraz, ja jestem okrutna. Bo tak sobie myślę, czy nie stało się lepiej. Czasem zastanawiam się, czym by była ta miłość, gdyby nie musiała być taka łapczywa, gdyby przetrwała, gdybyś ty przeżył i przerodziła się we wspólne duszne mieszkanie, jej histerie i twoje napady depresji i opiekowanie się twoim synem, który był przecież najważniejszy. Kto wie, czy ona z czasem nie stałaby się o niego zazdrosna, patrząc przez pryzmat tego, co zobaczyłam potem. Bo ona przecież zawsze musi być w centrum uwagi.
I może jestem okrutna, bo wiem, jak bardzo ją kochałeś, jak to ty właśnie odarłeś ją z jej niewinności i to nie tylko dosłownej, jak odebrałeś jej wiarę w boga, może jestem okrutna, znając tą historię, ale teraz, gdy na to wszystko patrzę, po tych 4 latach, myślę sobie, że tej, którą znam teraz...tej byś nie kochał.

Jak mogę tak mówić?
Najchętniej dałbyś mi za to twarz albo wyszedł z mojego mieszkania trzaskając drzwiami i nie pokazywał się mi na oczy przez miesiąc. Tak, znam ja tą twoją gwałtowność i zapalczywość. Wiem, jak byś się gniewał. Ale posłuchaj mnie przez chwilę.

To już ktoś inny.
I może tak, może sprawiła to twoja śmierć. Może po niej ona właśnie zwariowała, jej aktorstwo i egocentryzm rozlał się nadmiernie po wszystkim, co ją otacza, jak niezmywalna farba. Cierpienie poprzestawiało jej w głowie i wpędziła się z tęsknoty za tobą prawie w twoją chorobę. Kto wie, może gdyby nie twoja śmierć, nie stałaby się tym, kim teraz jest. Gdyby nie twoje odejście, pierwsza prawdziwa miłość naznaczona śmiercią, tragedią, być może byłaby twoją wspaniałą kochanką, może żoną, może matką dla twojego syna. Może dalej byłaby na swój dziwaczny sposób niewinna i magiczna, jak wtedy, gdy ją poznałam. Krucha i silna, wiedząca mimo wszystko, czego chce.
Bo ona się zmieniła, Vince.

Tak straszliwie się zmieniła, że brak mi słów. Czasem myślę, że może zawsze taka była, grała tylko kolejną rolę, grała tak doskonale, ze nikt z nas się nie zorientował. Ale nie, nie chcę wierzyć, że pod koniec życia tak boleśnie pokochałeś ułudę. Że to, tu i teraz, to jej prawdziwa natura. Nie chcę. To jest byt okrutne nawet jak na mnie, wiesz?
Więc mówię ci, po prostu, że się zmieniła.
Tak boleśnie, że rozszarpała mi serce. Tak mocno, że w końcu przyznaję, że nie umiem jej kochać.
Zmęczyła mnie. Wyryła we mnie dziurę tak bolesną, przestrzeliła mnie pociskiem tak bardzo na wylot, że nie umiem już nawet nad tym płakać.
Nie wiem, czy to nie gorsze niż twoja śmierć Vincent. Może to brzmi jak żart, ale tak właśnie czasem myślę.

Bo zmieniła się, może zwariowała. Nie pamięta, a może nie chce pamiętać.
I wiesz, widziałam się z nią ostatnio. I przez chwilę myślałam, że jest jak dawniej. Jak po twojej śmierci, kiedy mimo wszystko przezywałyśmy piękne rzeczy. Kiedy dzieliłyśmy smutki, paląc papierosy i pijąc wino na moim oknie na 10 piętrze, kiedy wymiotowałyśmy potem razem na przystanku. I wiesz, nieraz się tak łudzę, mam nadzieję, że jednak może być jak dawniej, jak na początku ale...to pryska, pryska jak rozbite o podłogę szkło.

I wiesz, słuchałam znowu ostatnio tego jak się miota. Jej wywodów na temat tego, jak za tobą tęskni, a zaraz potem monologów na temat tego, jaki powinien być jej potencjalny facet, którego wiecznie szuka.
Cały czas myślałam że szuka w innych ciebie teraz...teraz zauważyłam, że tworzy całkiem inną bajkę Vince.
Mówiła o tych mężczyznach, zarabiających grube tysiące, o zaradnych, mających firmy, odpowiedzialnych i tak pomyślałam...bogowie, pomyślałam, że teraz nie miałbyś szans z nią na taką miłość. Ty, szalony malarz, kucharz, który nie skończył żadnej szkoły, ale rozwodził się godzinami nad poezją Wojaczka. Ty, szalony, niestabilny, po dziwnych związkach.
Zresztą, mam wrażenie, że i ty byś jej nie kochał. Mam wrażenie, że ona zmieniła się w kobiety, którymi kiedyś gardziłeś.
Kim byłbyś teraz dla niej? Czy ty straciłbyś dla niej zmysły?
Naprawdę chcę wierzyć, że to zmiana, że tak nie było...
Nie, nie było.

Wtedy naprawdę była inna. Piękna w tej swojej naiwności, marzeniach, artystka o połamanym mocno sercu ale...pięknym sercu. I nawet, jak wtedy uważała się za bardziej pogubioną...była bardziej odnaleziona niż teraz.
Ona oszalała Vince. Mówię ci, oszalała, tak jak ty nigdy szalony nie byłeś. Gna za setką ideii, ma setki mrzonek, coraz bardziej nierealnych. Mówi że wierzy w siebie, potem wpada w ataki histerii. Wypiera się dawnych miłości, znajomości i wierzy, że one nigdy nie miały miejsca. Może ucieka tak przed bólem. Wierzę, że tak jest i...

Vince, uwierz mi, próbowałam. Naprawdę próbowałam. Przez te 4 lata od twojej śmierci stale byłam przy niej, gdy tylko mnie potrzebowała, chociaż ona nigdy nie była dla mnie. Sądzisz, że było inaczej?
Nigdy nie była dla mnie, ale ja zawsze przy niej trwałam. Zarywałam dla niej noce, kiedy płakała nad kiblem, wymiotując, sama nie wiem, czy przez alkohol, tęsknotę czy strach. Pożyczałam jej pieniądze, karmiłam, leczyłam kiedy była chora. Zresztą nie tylko ja.
A wyobraź sobie, ona nigdy nie była dla mnie. I dla Królika też nie. A ostateczny cios zadała udając, że go nawet nie znała. Jak mi to wyjaśnisz do cholery? Jak?
I naprawdę, powiedz mi, jak ja mogę to znieść?
Próbowałam. Kochałam ją. Ale wybacz Vince, nie mam już siły. Zresztą nie mam jej od dłuższego czasu, zwłaszcza od śmierci Królika.

Wiesz, zawsze traktowałam to jak jakiś spadek. To, żeby o nią dbać, jak część pamięci o tobie, bo przecież też prosiłeś, żebyśmy się nią zajęli. Ale, Vincent, nie mogę przez to spalać siebie, swojego życia.
Bo nie chodzi o to, że jest szalona. Ty byłeś, ile razy ty się chciałeś zabić, ile razy jeździłam do ciebie do szpitala psychiatrycznego. Cholera, Vincent, mam niejednego znajomego chorego psychicznie! I nikt mi nie powie, że nie mam na to siły, że odtrącam przez to. Ale naprawdę, ja nie wiem już, co mam robić. Bo wszystko, co robię, jest z góry przegraną walką. Taka jest prawda Vince. Nie można też pomóc komuś kto...po prostu nie chce naszej pomocy. No bo jak? Co, na siłę wsadzę ją do szpitala, chociaż nie mam podstaw? Będę jej jeszcze bardziej matkować? Nie mam na to siły, mówię ci po raz kolejny.

I tak, mam do siebie żal. Ty już nawet nie musisz mieć, mam do siebie żal, że nie umiem jej uratować, mimo że nie mam sobie nic do zarzucenia. Bo nie mam. Serio, nie mam, zawsze, kiedy byłam potrzebą, byłam. Zawsze jej słuchałam i nadal słucham, mimo że tak nie to boli. Zawsze odpowiadałam na telefony, wysyłałam nawet cholerną kasę, o której wiem, że nigdy jej nie odzyskam i do czego nigdy nie przyznam się Mężowi. Bo nie umiałam jej odmówić, nie umiałam jej zostawić. Zresztą, ja nadal nie umiem Vince.
To jak wielki wyrzut sumienia i nie umiem jej do końca zostawić.

I nadal się z nią spotykam, widuję. Mimo, że nie sprawia mi to żadnej radości, wręcz przeciwnie, to zadaje mi wielki ból. Nawet nie wiesz, jak wielki, nie masz pojęcia, nie możesz wiedzieć. Ty po prostu nie żyjesz. Mi zostali ludzie, którymi sobie nie radzę.
Ale tak, umawiam się z nią, piszę kontrolne smsy, czy żyje. Ale nigdy sama nie próbuję się zwierzać, nie mówię prawie nic o sobie, bo wiem, że to nie ma najmniejszego sensu. Nie rozmawiam z nią nawet o tobie czy Króliku, bo uwierz, dopiero wtedy krwawi mi serce. A ja nie chcę go całkiem stracić, nie chcę zabić przez nią swojego serca.
Ale spotykam się z nią, mimo że nie mam siły. I za każdym razem widzę, jak i ona coraz bardziej wikła się w swoje szaleństwo, jak się zmienia, jak chudnie, marnieje, spala się. I wiem, że nic nie mogę z tym zrobić. Próbowałam. Nie wyszło mi.
Ale ty doskonale wiesz, prawda?

Wiesz, że nie jesteśmy w stanie uratować innego człowieka wtedy, kiedy on tego nie chce. Nie poniesiemy cudzego krzyża. Nie zasiejemy ziarna szczęścia, radości, jasnego rozum, nie przejdziemy za niego jego ścieżki.
I tak, jestem bezsilna. I tak, jestem już bez siły.
Czy mi to wybaczysz Vince?
Jan nadal próbuję, ale to resztki. Wiem że za jakiś czas całkiem ją stracę, to, co o niej pamiętam. To, co pamiętam o waszej miłości.

Ale nieraz tak sobie myślę...
Myślę, że ona spłonie jak i ty. I może o to jej chodzi. Mimo, że ponoć nie chce się już zabijać wiem....wiem że to zrobi. Wiem że wpoiła sobie twoją chorobę, zresztą i ona nigdy nie była do końca normalna. Inaczej byście...inaczej aż tak byś jej nie pokochał, prawda?
I czasem tak to widzę, tak, że ona po prostu wpędziła się w twoją chorobę, mimo że nie zdaje sobie z tego sprawy i nie pozwoli sobie nigdy na szczęście, mimo że tyle o nim mówi. Ale nie pozwoli sobie na szczęście, bo miała za kruche serce, za miękkie, zbyt niewinne i niedoświadczone, kiedy cię poznała, a potem zabrała cię śmierć. Kiedy pożerał cię rak ,a ty się zabiłeś. Kiedy wiedziała, tej nocy, że umierasz...i ona umarła. Coś w niej umarło może na zawsze.

Tak to czasem sobie wyobrażam. Ty wykrwawiasz się w swoim mieszkaniu na podłodze, z podciętymi żyłami, a ta krew przepływa do niej ulicami miasta. I wsącza się w jej serce. Zaraża ją chorobą. Zaraża ją śmiercią, mimo że ona o tym nie wie.
I ona przeżywa, ale umarło w niej coś na zawsze. Nie ma dla niej nadziei, może dlatego, że to zaszło za daleko. Ty wykrwawiasz się na swoim dywanie, a twoja krew zaczyna krążyć w jej żyłach. I zatrzymuje coś w sercu, psuje jego mechanizm. Ale ona jeszcze nie wie, że już marła.
Tylko z czasem coraz bardziej to widać. I ten ból, twoja krew, zjada ją od środka. Wypala w niej niezmywalne piętno.
I ona z czasem, z roku na rok coraz bardziej szaleje. I mimo że chcieliśmy, by miała piękne, szczęśliwe życie, mimo że sama próbuje w to wierzyć, miota się, ona też powoli umiera. Spala się, jak i ty się spalałeś.
Z roku na rok jest coraz gorzej. I mimo że ja wierzyłam, że jest dla niej nadzieja, dla jej życia...twoja krew w jej złamanym przez twoją śmierć sercu krąży za mocno, za szybko, za gwałtownie.

Vince, wiesz, że ja wiem, prawda? Wiesz, że ja wiem, co się stanie i wiesz, że nawet jak próbuję walczyć...
Wiedziałam, jak to będzie z tobą.
Wiedziałam, jak to będzie z Królikiem.
Widzę to, jak ona...

Widzę, jak ona spłonie. I nie mam siły, bo mimo że widziałam to wcześniej, nie chciałam w to wierzyć.
Ale już powoli muszę odpuścić. Nie uratuję jej. Nikogo z was nie uratowałam.
Zbawić mogę tylko siebie, co, Vince?

Ale twoja krew z tych podciętych żył w jej sercu. Bo ona tak cię kochała...
Czy znałam inną tak wielką miłość?
Nie wiem. Doprawdy nie wiem, mimo że mam wrażenie, że widzę jej echo w kimś innym ale...nie chcę zapeszać.

I ona spłonie. Nic nie poradzę na jej szaleństwo, na twoją krew w jej sercu Vince.
Ale widzę to inaczej, wiesz?
Wierzę, że w pewnym momencie spotkacie się w spadającym deszczu. Deszczu, w którym całowaliście się przed twoją kamienicą. Dotkniecie swoich twarzy.

Może to długa droga. I można jechać całą noc. I całe życie. Aż do śmierci. I wiesz...mi się wydaje, że ona tak naprawdę, może tak naprawdę, mimo że tak się pozornie zmieniła...
W środku nadal jest ona, dawna. I ta dawna, która tak bardzo cię kochała, po prostu jedzie do ciebie w spadającym deszczu.
A ty na nią czekasz, prawda, Vince?

Więc nie miej do mnie żalu, że ja przestaję walczyć. Ja nie mam na to siły. Dobrze, Vince?
Myślę, że teraz ty musisz na nią po prostu poczekać.
I mam nadzieję, że u ciebie pada. Właśnie na ten scenariusz czekasz, prawda? Bo tu już nie ma pytań.
Vince...bo ty jesteś odpowiedzią.


(i w tym teledysku widzę tak bardzo ją. a może was. i nie mogę nie płakać. )

Możesz jechać całą noc
Szukając odpowiedzi w spadającym deszczu
Chcesz znaleźć sens
Szukając odpowiedzi
Moglibyśmy znaleźć powód, powód żeby się zmienić
Szukając odpowiedzi
Moglibyśmy znaleźć powód, powód żeby zostać

Stojąc w spadającym deszczu. 

13 komentarzy:

  1. Ten wpis jest tak bardzo osobisty, że...pozwól, iż nie będę go w żaden sposób komentować.

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja również, jak poprzedniczka, nie wiem, co mogłabym napisać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie wiem co mogłabym napisać, czytałam dwa razy i po prostu zrobiło mi się niezwykle żal, bardzo smutno....
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Przykro mi, że tak się to wszystko ułożyło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda dobrych relacji z osobami, z którymi coś przeżyliśmy i coś nas łączyło. I czasem nie da się pomóc w żaden sposób, sama to przerabiałam, siły opuściły mnie po jakimś czasie starań...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet nie wiem jak skomentować tyle emocji zawartych w tym wpisie...

    OdpowiedzUsuń
  7. To smutne. Niektórzy mówią, że ludzie się nie zmieniają. Gówno prawda. To jest bardzo przykre, gdy widzimy, że ktoś, kto był dla nas piękną duszą, kimś naprawdę wyjątkowym staje się zupełnie kimś innym. Znam zagadnienie, Frido. Też chciałam o tym napisać, ale momentami brakuje słów na takie coś, bo jest zwyczajnie przykro.

    OdpowiedzUsuń
  8. To bardzo smutne jak ludzie się zmieniają.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nasuwa mi się na myśl aż nazbyt dużo słów, ale pozwól, że podobnie jak dziewczyny na początku - nie będę burzyć osobistości tego tekstu. Płaczę tu z Tobą przy tej muzyce i... przykro mi, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo smutne i tragiczne zarazem. Piosenka przepiękna. Trzymaj się mocno!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie bardzo wiem co mogę napisac, wiec jedynie daje znak, że jestem..

    OdpowiedzUsuń
  12. po takich postach najlepiej... po prostu wspólnie pomilczeć. przytulam mocno! <3

    OdpowiedzUsuń