środa, 23 listopada 2016

O aferze kocykowej i małej lampce pod sercem.

-Serio, dzisiaj w końcu wywlekli temat tych koców? - rozmawiałam przez telefon z jedną z moich współpracownic.
-No, serio. Ale w sumie oddziałowa nie będzie się czepiać, ona nic nie mówiła, ale wiesz, pani D, pani K, one zaczęły jazgotać, że jakim prawem, nie swoim się rządziłyście i w ogóle, oni sami mają sobie radzić.
-Kurwa, koca pożałować. Przecież ich nie zjedli, to jest śmieszne wszystko- aż się zdenerwowałam.

Afera kocykowa, doprawdy. Trochę absurdalne, trochę irytujące. Bo kto by się czepiał o wydanie 6 starych koców ludziom, którzy nie mieli się nocą czym przykryć, koców, które i tak wróciły na oddział? Okazuje się, że można się i czepiać. Tak dla zasady. Tak po prostu, nawet, jeśli główna zainteresowana, sama szefowa, nie ma nic przeciwko temu.

O co chodzi z aferą kocykową?
Remont na naszym oddziale nadal trwa, jak wszyscy wiedzą. Chaos coraz większy, coraz większa bieganina, bo termin oddania już przekroczony, panowie majstrowie płacą już kary i ogólnie, mało śmieszne i coraz bardziej męczące już to wszystko jest.
Nadal pracują przy tym remoncie u nas Ukraińcy, cudnie zbudowany i cudnie mądry Artiom, jego koledzy i koleżanki, w tym pulchna, niska Natalia z Lwowa, z którą od razu załapałam świetny kontakt rozlewając wiadra z wodą i śmiejąc się z naszej wspólnej niezgrabności, kiedy na nocce dziewczyny sprzątały u nas, a ja chciałam im pomóc, robiąc jak widać więcej szkody, niż przynosząc pożytku.
Nadal jest Jamnik, chamski burak który biega za mną jak oszalały, bo typowo się na mnie uparł, zakochał. Nadal jest Mareczek, starszy kolega Jamnika, który wygląda jak przepity Elvis, ale ogólnie jest w porządku i lubię z nim pożartować.
I jest też wiecznie zmęczony Pan Kierownik, który nieraz ze mną lubi sobie pogadać, chociaż jak widzę to taki nieśmiały typ, z wiecznym cierpiętniczym wręcz spokojem w środku, cichym głosem i jakąś taką aurą, że chciałoby się go przytulić, jak widzi się, że wszyscy coś od niego chcą i na niego krzyczą.
Takie więc to postacie przewijają się dodatkowo na naszym oddziale, wśród pyłu i chaosu, wśród przenoszenia pacjentów z pokoju do pokoju i ogólnego rozgardiaszu.

A ja, w tym wszystkim, razem z moją Ulubioną Pielęgniarką, której na imię tak jak i mnie, w której widzę siebie za 20 lat ( też jest leworęczna, też jak była młoda wiecznie robiła u siebie imprezy, jeździła na koncerty rockowe i wiecznie miała coś złamane) i razem z panią M. miałyśmy nocny dyżur.
Z reguły na nockach panuje spokój, ot, przewiniesz sobie oddział i potem już głównie czuwasz, żeby nikt się nie zgubił, nie wypadł z łóżka, nieraz żeby nie umarł.

Tym razem chaos dał nam się we znaki. Poprzenosili nam na dniówce pacjentów tak, że same nie mogłyśmy się ogarnąć. Ulubiona wykrakała nam, że będziemy przewijać góra pół godziny- zastałyśmy oddział w takim stanie ( nie wina dniówki, nigdy nie wiadomo, ile razy ktoś zrobi kupę, no nie?)że robiłyśmy to półtora. Spocona, zmęczona, poszłam się myć pod prysznic który dzielimy z Chłopcem ( słynne jest już nasze zanoszenie sobie ręczników jak mamy razem dyżur i propozycje mycia pleców), myśląc, że to koniec przygód- ale nie, to był dopiero początek.

Już przedtem Ulubiona, widząc sprzątające Ukrainki, Natalię i Julię, widząc, że to już 21, wiedząc, że mieszkają pod Poznaniem i nie wiadomo o której się położą spać, a wiedząc dodatkowo, że o 6 rano mają do nas wrócić, zaproponowała im, że się nimi zajmie. Po prostu w której pustej sali zorganizuje im nocleg. W końcu to dom, mamy prysznic, mamy kuchnię, mamy niezliczoną ilość kocyków, kołderek, poduszek, żyć nie umierać!
Cały czas przewijając oddział zastanawiałyśmy się, czy te młode dziewczyny, umęczone tego dnia jak my, przyjdą do nas. Bo i w międzyczasie wpadł Artiom z herbatką już jakoś się wpraszając, bo wiedział, że ja mam dyżur i liczył na nocne nauki języków przy dyskusjach o filozofii czy filologii ( dopiero niedawno ogarnęłam, że to w końcu pan magister filologii z fakultetem z filozofii, cały czas myślałam, że jest na odwrót).
No ale jakoś się nie zjawiały, pomyślałyśmy więc, że pojechały pod Poznań, do tych hoteli robotniczych w których śpią, że zawiózł je ten fajny kierownik, bo widziałyśmy, że rozwozi ludzi z tym swoim stoickim spokojem nawet po nocy.

Skończyłam prysznic i miałam iść na chwilę do portierni, żeby pan, który tam siedzi, mógł zrobić obchód po korytarzach całego domu, zawsze zmieniam go na te 20 minut po nockach. Wyszłam na korytarz z książką, kierując się już do windy i prawie zderzyłam się z panem kierownikiem. Sprawdzał coś tam jeszcze na oddziale, jak poszedł remont tego dnia, zmęczony i cały w pyle, który dusi każdego z nas. Weszłam z nim do windy i tak od słowa do słowa wyszło, że...potrzebuje materace. Albo koce. Albo cokolwiek, bo jednak 7 osób ma zostać u nas na noc.
Co mogła zrobić Frida? Oczywiście, zaproponować pomoc. Bo jak to tak, ci biedni ludzie, pracujący do 2 w nocy nieraz, mają spać ot tak, na podłodze? Od razu powiedziałam Kierownikowi, że Ulubiona jakby co może przyjąć do nas 2 dziewczyny na noc, ale dziewczyny, bo z facetami nigdy nic nie wiadomo i się ich boi troszkę, zażartowałam nawet, że dba o moją nieistniejącą już cnotę, jako moja zastępcza tutaj w pracy, matka. Od razu pomyślałam, że może mamy gdzieś w piwnicach materace, zjechałam z nim na dół, ale zapomniałam, że przecież potrzebny tam jest klucz!
Musiałam już iść do portierni, powiedziałam więc panu Kierownikowi, że wie jakby co, gdzie nas szukać. I przyszedł, gdy tylko kończyłam tam siedzieć, z nadzieją, że pomogę tym 7 ludziom, a nawet może raczej i jemu, bo będzie miał problem z głowy.

Przyszliśmy na oddział. I Ulubiona, jak to ja, od razu też rzuciła się na pomoc. Tylko...pan i M. ostudziła nasz zapał. Najpierw nakrzyczała na mnie, że chcę z obcym facetem jeździć po piwnicach i szukać Bóg wie czego, ( bo chciałam wziąć klucz i jeszcze raz z nim do tej piwnicy jechać), że nie wiadomo, co on mi tam zrobi i tak dalej, potem wyjaśniła, że koce czy materace dajemy na własną odpowiedzialność, bo jak znikną to...
Nie mogłyśmy mu nie dać tych koców. 6 starych trochę koców, które potem po prostu się wypierze, bo tego wymagają nas przepisy, żeby wyprać nawet raz używany, wiadoma sprawa. Wzięłyśmy więc z Ulubioną klucze do magazynku, Kierownik poleciał za nami, ucieszony, że chociaż te koce jakoś dostanie, pomny przestrogi, żeby przynieśli nam je przed 7 rano, zanim pójdziemy do domu, żeby może się nie wydało, że dałyśmy, bo jeszcze my będziemy miały problemy.

Jeszcze o 1 w nocy, mając obchód, znalazłam dwa nieużywane na oddziale materace. Czy wy wiecie, jak mi się zrobiło głupio, tak samo i Ulubionej, jak jej o tym powiedziałam, że jednak miałyśmy i materace?
-Muszę przeprosić Kierownika- zażartowałam, a może i jakoś powiedziałam to całkiem serio, bo naprawdę, zrobiło mi się głupio.
Przez jakiś czas myślałyśmy z Ulubioną czy nawet nie zrobić Ukraińcom, którzy tam gdzieś w budynku spali śniadania, bo miałyśmy oddziałowy nadmiar chleba, który i tak się wyrzuci. Przez jakiś czas chciałyśmy lecieć z tymi materacami, ale w środku nocy naprawdę nie miało to sensu. I przez całą noc myślałyśmy, czy przyniosą nam te koce, bo pani M. nakręciła nas, że będziemy miały problemy.

O 6.30 punktualnie jeden z Ukraińców, zaspany, przyniósł całe naręcze koców, dziękując jakoś łamanym polsko- rosyjskim, mówiąc, że było ciepło i że jakoś się wyspali. Rzecz i tak się wydała, bo część osób z dziennej zmiany już przyszła.

I tak zaczęła się taka trochę afera kocykowa jak ja to nazywam. 
Dawać czy nie dawać?
Pomagać czy nie pomagać?
Serio, taki problem o głupie koce?
Bo, jak dzisiaj się dowiedziałam przez telefon jednej z koleżanek, na oddziale został poruszony temat kocyków. Po tym, jak Ruda wydała polskich pijanych robotników, że śpią jej za ścianą bez pozwolenia dyrekcji, poruszony został i ten temat, ludzi, którzy pozwolenie mieli, ale...kocyki dostali trochę nielegalnie, samowolnie. I co z tego, że je zwrócili, nie zjedli, nie poszarpali, nie poplamili. Co z tego. Okazuje się, że niektórzy mają z tym problem. Klasyczny ból dupy, o którym pewnie nikt mi w twarz nie powie gdy w piątek pójdę do pracy. Marudzenie, że jakim prawem oni mają tak za darmo coś dostać.
No bez jaj. Absurd jakiś. Ale...brzmi znajomo, prawda?
Przypomnijcie sobie całe dyskusje o imigrantach, bezdomnych, całą szerszą perspektywę i to zapalczywe „nie należy im się bo...”.
A może nie chodzi o żadne należy się- nie należy?

Nie wiem, może po prostu niektórzy są praktyczni i logiczni z tym należy się- nie należy, nawet jeśli chodzi o takie drobiazgi jak koce pożyczane na noc. Może oni lepiej na tym wychodzą, może nie mają takiej spaczonej natury jak ja i pielęgniarka z którą miałam nocny dyżur.

Bo tak naprawdę, akurat ja i Ulubiona jesteśmy naprawdę podobne. Mamy taką samą naturę. Oddałybyśmy ostatnie nawet koce, swoje jedzenie, nawet, jakby ktoś miał to zniszczyć, wyrzucić to...wiemy, że to jest w porządku. Jest w porządku, bo jeśli ktoś po prostu potrzebuje, a my mamy, to nie ma problemu.
Może właśnie w tym rzecz- nie widzimy problemu. I tym razem go nie widziałyśmy, raczej wyglądało to dla nas jak garstka przepracowanych ( potem naprawdę pracowali do 2 w nocy, widziałam przez okno), zziębniętych w nocy ludzi ułożonych na niewygodnej podłodze.

Niektórzy mogą mówić, że jesteśmy głupie i naiwne. Cóż, pewnie nieraz nietrudno się z tym zgodzić. Obie, ona starsza o prawie 30 lat i ja mówimy tak o sobie. Głupie i naiwne, nigdy się nie nauczą. Gdyby nie nasi mężowie ( też chyba jakoś podobni) to rozdałybyśmy pół swojego domu ona swojego, ja swojego. Nic byśmy z tego nie miały, nic, oprócz poczucia...że było się w porządku. Oprócz czystego sumienia.

Cholerne sumienie. Czy też musi być ono tak rozbudowane? Czym tak właściwie jest i czy w ogóle można o nim tutaj mówić? Czy to ono właśnie kazało mi jednak naprawdę przeprosić następnego dnia Kierownika gdy przyszłam pod pracę po Rudą i go spotkałam, przeprosić za te głupie materace, których nie zauważyłam? Był naprawdę zaskoczony, śmiał się, że nie ma sprawy, że przecież i tak jakoś pomogłyśmy chociaż nie musiałyśmy.
Ale czy to właśnie sumienie sprawia, że chcę być w porządku i to jedna z niewielu rzeczy, które spędzają mi sen z powiek? Bo właśnie tylko przez to albo przez martwienie się po nocach o kogoś nie sypiam nieraz. Chociaż, to pewnie też naczynia połączone.

Bo czy chodzi o to, żeby być po prostu dobrym człowiekiem?
Nie ma dobrych i złych ludzi, prawda od wieków znana. Cholerny relatywizm postrzegania. Ktoś kiedyś mówił, nie ma złych i dobrych ludzi, są złe i dobre uczynki. Ale i te są przecież względne, nawet te cholerne koce, wydane nocą, jak widać, mogą być sprawą względną. Bo może nie powinno się dawać, bo się tych cholernych robotników „przyzwyczai” że mogą sobie brać, bo nie mamy obowiązku za nich potem zawozić kocyków do pralni...

Dobre czy złe? Każdy kij ma dwa końce. Tak między bogiem a prawdą, nie ma też dobrego ani złego uczynku.
Co więc sprawia, że nieraz coś co zrobimy, a nawet częściej coś czego nie zrobimy, spędza nam sen z powiek? Co sprawia, że jedni mogą spać snem sprawiedliwych, chociaż już dawno nie świeci w nich żadne światło, a inni wśród pewnego nawet blasku gryzą palce do krwi martwiąc się, czy postąpili dobrze, chociaż wiedzą, że dobrze wcale nie istnieje?
Odwieczny moralny problem, moralny, choć moralności też nie ma. To bzdura wymyślona przez filozofów, żeby jakoś utrzymać pewne społeczne prawidła, które przecież i tak są płynne, które zmieniają się z czasem. Także, wszyscy obrońcy moralności wiecznie mogą tak naprawdę mi naskoczyć, mi i wszystkim innym, broniąc największej iluzji w reszcie iluzorycznego świata.

I znów mogę siebie po prost pytać- dlaczego i ja i Ulubiona dałyśmy te koce, dlaczego gotowa byłam biegać po piwnicy z obcym facetem w poszukiwaniu materacy i zawracać sobie głowę, lekkomyślnie, z jakąś oczywistością pod sercem, że tak właśnie trzeba? Z oczywistością, która, jak się okazuje, pomimo mojego pierwszego odruchu, wcale taka oczywista nie jest?

Powinno mi się nie chcieć, a może powinnam się zbuntować. Ileż razy w życiu zresztą powinno mi się nie chcieć, ile razy powinnam się buntować, że nie, nie wyświadczę ci przysługi, nie wstanę do ciebie w środku nocy bo mam atak paniki, nie zrobię ci tych cholernych zakupów, bo mi ciężko. Ile razy powinnam się buntować i mówić „nie”, zwłaszcza mówić to ludziom, o których wiem, że gdy im się nie chce, to po prostu się nie chce. Ich nie dręczą wyrzuty sumienia. Ile razy powinnam powiedzieć „nie” po prostu tym, których nie znam, o których nie wiem, czy nie będę miała przez nich problemów, jak choćby przez te cholerne koce, które mogły po prostu zniknąć, a ja bym musiała się tłumaczyć gęsto przez oddziałową, która ma je na stanie?
Ile razy powinnam nie robić komuś zakupów i obiadów, bo nie ma pieniędzy, a potem mi nie wystarcza do końca miesiąca i jem serki topione i czerstwe bułki?
Ile razy.

Dlaczego więc tak nie potrafię? Powiedzieć nieraz nie, dlaczego ten kocyk dany nocą jest dla mnie oczywisty?
Wpływ matki, wychowanie, geny?
Jestem po prostu głupia i naiwna, jak to mówimy z Ulubioną? Być może. Bo łatwo mnie wykorzystać. Łatwo mnie nabrać. Łatwo mnie, w końcu, przez to skrzywdzić i wiem, nieraz byłam skrzywdzona, ale to i tak po mnie spływa.
Bo wolę przyjąć nieraz krzywdę niż brzydzić się siebie...choć nadal nie mogę zrozumieć, skąd to obrzydzenie by się wzięło. Bo w tylu ludziach by ono nie zagościło, w sercach wielu ludzi pojawiłaby się tylko logika, opłaca się nie opłaca i...
...a może się mylę?

Może wielu ludzi by chciało dać ten koc, zaproponować ciepłą herbatę, ale ważniejszy jest jakiś pierwotny strach? Dam koc, a oni zniszczą i będę musiał płacić. Dam herbatę, a oni przywykną i będą chcieli dostawać cały obiad. Przyjadą do nas i im pomożemy, ale oni wezmą nasze miejsca pracy, zajmą nasze domy, zmienią nasze życie. Nakarmię psa, a on będzie potem za mną łaził i stanę się odpowiedzialny.
Tak, odpowiedzialny. Może to właśnie tego nieraz się boimy.
Mimo że nie ma dobra i zła, może to właśnie polega na przyjmowaniu odpowiedzialności. Za swój ruch, albo za jego brak, choć, ten pozornie jest łatwiejszy. Pozornie duszy i sercu łatwiej wytłumaczyć, że po prostu się nic nie robiło, niż że się coś zrobiło. I być może dlatego tak często zostajemy obojętnymi.

Ja nie umiem być obojętna. Głupia i naiwna, ktoś powie że dobra, choć dobro nie istnieje, tak samo jak zło. Istnieją czyny, równie ambiwalentne i....jeśli to wiem, nie wiem jak wybieram. Nie pytajcie.
Nie wiem co dobre a co złe, co więcej, wiem, że te pojęcia są bezsensowne, głupie i nie mają uzasadnienia. Wiem, że nie ma świętych, a nawet jeśli istnieją mali bohaterowie codzienności, to i ich czyny zawsze mają dwa oblicza, tylko jedni bywa jaskrawsze,
Nie ma dobra, nie ma zła, są dziwaczne czyny, które jakoś wybieramy. W jaki sposób? Nie wiem. Jakby się zastanowić, może nie powinno się robić nic. Nie proponować głupich koców, herbat, zakupów, obiadów.
Ale mam w środku, w sercu, małą lampkę, taką co daje trochę światła i bardzo dużo, dużo ciepła, taką lampkę, która po prostu nieraz przygasa gdy martwię się o kogoś, gdy mam wrażenie, że poczyniłam krzywdę ruchem lub jego brakiem. Mam małą lampkę, grzejniczek, domowe palenisko- ognisko, lampkę która rozpala się, gdy widzę czyjś uśmiech, radość z ciepłej herbaty wsadzonej nieraz nawet na siłę w dłonie.
Może i ona z czasem się zmęczy, zestarzeje, wypali. Może ona, jak i spora część świata uzna, że nie warto się tlić, grzać, bo po prostu nie ma sensu, bo tyle krzywdy, nieporozumień przez nią, tyle kłopotów. Może ja zgorzknieję i stracę ciepło swoje, tak, że przestanę czuć ciepło też i świata, bo jakby nie patrzeć...może ta lampka to właśnie jego okruch? Żadne dobro, zło a część świata, która dyktuje....
Nie, nie ma co znaczenia.
Teraz, w tym momencie życia, mam małą lampkę co oświetla i rozgrzewa. Ona pewnie też jest głupia, nieraz wpędza mnie w kłopoty, po prostu sobie jest, świeci bez uzasadnienia...ale jakoś to działa. Skąd ona wie?
Tego już wam na pewno nie powiem. Ja jestem w tym wszystkim za mała.



Więc nie pozwól, by świat cię zniszczył
Nie wszyscy są tacy pojebani i zimni
Pamiętaj po co tu jesteś i dopóki żyjesz

Doświadczaj ciepła, zanim się zestarzejesz. 

28 komentarzy:

  1. Ciężka sprawa. Niby normy religijne i etyczne nakazuja pomagac a jednak regulaminy i strach przed ich lamaniem bywa silniejsza niz ludzkie wspolczucie. Ja bym dala te koce. Przeciez do cholery to tylko koce a nie kolie z diamentami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nie kolie ale..moje w sumie nie były. A zakładu pracy. I co, jakby zginęły? Jak zawsze to jakoś relatywne ale do cholery...jednak to taki po prostu ludzki odruch, dać koc, ciepłą herbatę. Może nie od razu majątek ale...właśnie. Tak rodzi się odpowiedzialność, która ma konsekwencje. I co z nią dopiero?

      Usuń
    2. Jeśli to był tylko koc, a ktoś by zrobił mega awanturę to już bym ten koc była skłonna odkupić.

      Usuń
    3. Wielkie awantury to nie było, tylko takie no..syknięcia. Ale też sama powiedziałam wkurwiona, że jakby co to ja nawet te kocę odkupię, wszystkie 6 XD

      Usuń
    4. Ja tez o tym pomyslalam w pierwszym odruchu :) przeciez jesteśmy ludzmi to jak mamy patrzec jak inni marzna na naszych oczach?

      Usuń
    5. Otóż to. Ale...patrzymy :> Choćby cała walka o imigrantów, choćby głodzenie Afryki żebyśmy my mieli co jeść, walka o zasoby...tak naprawdę, branie dla siebie i patrzenie na cierpienie innych jest gwarantem przetrwania :X Tak w szerszej perspektywie.

      Usuń
  2. koce, toż to tylko koce. Nie rozumiem jak można o coś takiego mieć takie pretensje. Regulamin regulaminem, ale odstępstwa są normą w takich sytuacjach. Dobrze,że są ludzie, którzy mają gdzieś nieludzkie regułki i potrafią pomóc innym. Szkoda,że jest ich mniejszość...
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano koce, ale państwowe XD I nie idzie o same koce, a o sam fakt- czy pomagać czy nie. Spoufalać się nawet, czy nie. To tu chyba tkwi główna bariera, jakoś...w podziale my-oni. A ten podział wcale w naszych głowach nie jest rzadki.

      Usuń
  3. A co jest w tym najlepsze? Że pracujesz w takiej branży, która charakteryzuje się pomaganiem innym osobom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I może dlatego, nieraz przez to pomaganie nawet w formie pracy, w dupę bici pomagający,bici przez pana dyrektora, przez urząd miasta, przez ludzi, którymi się opiekują, właśnie zgorzknieli i mają tego pomagania dosyć jakoś?

      Usuń
    2. Ale dlaczego mają dość? Bo albo się nie nadają do tej roboty albo są wypaleni zawodowo. Albo jak w przypadku kierowników czy dyrektorów - mają zbyt wysokie ambicje lub są tylko pionkami w grze tych, z urzędów miejskich.

      Usuń
  4. Według mnie istnieje podział na dobrych i złych, może nie tak czarno-biały, ale jest. Jednak to nie miejsce na takie dyskusje, mamy kontakt prywatnie, więc może kiedyś... Poza tym nie mam teraz siły, zwyczajnie.
    Poza tym chciałam powiedzieć to, co Alicja, ale kto późno przychodzi... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, znam problem wiem co chcę powiedzieć ale nie mam siły na dyskusję:) Także, oby nastał moment, gdy będzie można o tym podyskutować...przy winie:) Bo tak najlepiej XD
      Tak tak, wiadomo:)

      Usuń
    2. Myślę, że nastanie, bo obie tego chcemy :) Na razie musimy uzbroić się w cierpliwość (przynajmniej ja) :D
      Jak tu teraz klimatycznie, super!

      Usuń
    3. Otóż to:) Ale w ogóle jak przeprowadzę się do tego swojego Przemyśla to będę miała do Krakowa tylko 6 godzin pociągiem, a nie 10 XD więc już bliżej:) I jak mówiłam, może pod koniec marca się uda ale...nie chcę tu zapeszać:)
      I dzięki:)

      Usuń
    4. Zawsze to krok do przodu, trzeba wynajdywać pozytywy xD W myślach cały czas trzymam kciuki, żeby się udało :)

      Usuń
  5. Eeej, ten obrazek w nagłówku to mu się skojarzyło momentalnie- dziewczyna wieszająca wyprane kocyki XDD W ogóle jak tu pięknie teraz, to rozgwieżdżone niebo <3
    Sama bym zapewne te koce dała, tutaj też jesteśmy podobne :D W ogóle ja bardzo lubię kogoś nakarmić, zrobić kawę, herbatę, przenocować, pogadać w środku nocy. I ja pierdolę, już co robić nie mają tylko o koce się czepiać. Tzn. rozumiem, własność ośrodka i tak dalej, oczywiście, nie można sobie też dać wejść na głowę, ale jednak... trochę zwyczajnej empatii, trochę życzliwości i współczucia jak to Budda między innymi nauczał :D No bo kurwa, nie róbmy z tego świata bezdusznego biura zysków i strat, sama po 8h pracy w zwykłej cukierni miałam dość, to może też teraz inaczej patrzę na ludzi tyrających do drugiej w nocy, którzy by jeszcze mieli nie przykryci spać :c Trochę więcej ciepła na tym pojebanym i zimnym świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * mi się skojarzyło :P

      Usuń
    2. Bogowie, w ogóle o tym nie pomyślałam XD Bo ten obrazek jest z wczorajszego wieczoru, kiedy to byłam na opowieściach Meksykańskich, gdzie pewna pani z Meksyku opowiadała baśnie i ogólnie historie, wiesz, jest zawodowym opowiadaczem. I tam motywem przewodnim były...praczki, które miały w momencie prania czas dla siebie i swoich wzajemnych opowieści. I tak mi się ten obraz spodobał, malowany na płótnie który wieszała że..znalazłam go i umieściłam na blogu. Bo w ogóle te jej opowieści to było wręcz mistyczne, wzruszające przeżycie. To, jak ona mówiła po hiszpańsku, inna baka tłumaczyła i w ogóle zrobił się taki terapeutyczny krąg opowieści, wiesz o co mi chodzi pewnie:) I motyw z Luną, rzekami które płyną, biorą nasze opowieści, tych praczek, do siebie...pauje mi tutaj na blogu no XD Bo ja tu opowiadam, tu wieszam swoje pranie XD
      No wiem, ty też jesteś "głupia" jak ja XD I wiesz, chodzi o zasadę, daj palec a utną ci rękę i może faktycznie, ci co się czepiają też są takim dawaniem od siebie trochę rozgoryczeni bo...widzę, jak też dając obrywają po dupie. I wiesz, empatia też jest względna, a raczej...jej granice. Nie zmienia to faktu, że przez to jestem ulbienicą swoich Ukraińców XD I pracują i nie mają t swojego domu, dodajmy. Tylko jakiś obskórny hotel robotniczy.

      Usuń
  6. A jeśli byliby to Polacy to nie byłoby problemu? Też by był. Ale ogólnie to nie rozumiem, koc to koc, tylko koc. Ale i punkt wyjścia do szerszych rozważań dobry jak widać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłby problem, Ruda podkablowała Polaków akurat jeśli idzie o chlanie jej za ścianą XD Otóż to, koc w pewien sposób robi się tu symbolem.

      Usuń
  7. Ale się tutaj pozmieniało. :)
    Ja też bym im dała te koce i nie widzę w tym nic głupiego ani naiwnego. Nie rozumiem o co ten hałas. Przecież chodziło tylko o to, żeby potraktować tych ludzi jak... ludzi właśnie, a nie jak psa, który musi spać na podłodze, bez koca. Ja znam osobiście niestety podobnego buca, który zawsze szuka dziury w tym czego on nie wymyślił i nie poparł. Chyba dla idei to robi... dla idei bycia dupkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano tak mnie naszło na zmiany małe:)
      Ty nie widzisz, ale ktoś widzi. To pewna różnica patrzenia na świat, którą niestety trudno przeskoczyć. I niektórzy i psy lepiej traktują, aczkolwiek, tutaj to też piękne traktowanie psów mi nie przeszkadza, dla mnie każda istota równa:)
      Hah, takie buce właśnie zawsze się w temacie odezwą XD

      Usuń
  8. Każdy ma jakieś swoje zasady: dla Ciebie najważniejsze jest pomaganie innym, a niektórzy nade wszystko cenią porządek i procedury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, są różne spojrzenia na świat i...obiektywnie, nie można rzec, co jest lepsze. Ale potem rodzą się pytania -dlaczego ja mam tak, a nie inaczej? I konflikty:X

      Usuń
    2. I w takich konfliktach każdy ma trochę racji.

      Usuń
  9. Słyszałam o innej aferze kocykowej. Pewną starszą panią przywieziono na szpitalny oddział. Pani jest w stanie silnej demencji umysłowej, więc nie rozumie, co się z nią dzieje. Rozumie za to rodzina. Panią przykryto lepkim od brudu kocem. Czyżby szpitala nie było stać na pralnię? Nie wiem, na co idą nasze pieniądze, które co miesiąc nam się ściąga...

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak sobie właśnie myślę, że gdyby ludzie w rzeczy ważne wkładali tyle zaangażowania co w wojnę o coś, o co wojny robić nie warto to świat byłby lepszy... Przy czym to nie tak, rzecz jasna, że uważam pomaganie za nieważne - w życiu. Raczej pieklenie się o coś, co - ustalmy - można było nawet przemilczeć i nikomu chyba nic by się strasznego nie stało?

    OdpowiedzUsuń