Czasem mam wrażenie, że najważniejszą
rzeczą w naszym życiu jest bycie potrzebnym.
Potrzebujemy być potrzebnymi.
Drugiej istocie. Drugiemu człowiekowi.
Nieraz nawet, mamy ambicję i potrzebę bycia potrzebnym całemu
światu.
Ja potrzebuję bycia potrzebną.
Czasem mam wrażenie, że tak miewa
każdy z nas. Czasem mam wrażenie, że bez tego uczucia świat staje
się pusty i jak krucha skorupa, w której kiedyś istniało tętniące
życia ślimaka, zbyt łatwo obraca się wniwecz. Bycie potrzebnym
jest jak krew wirująca w naszych żyłach, odżywiająca duszę a
nawet i ciało. Odżywiająca nasze życie.
Siedziałyśmy w parku na ławce,
grzałyśmy nasze twarze w słońcu.
-Zastanawiam się, czy nie zacząć
brać leków. Tak mówi moja lekarka. - rzuciła nagle. -Moje
życie jest puste, bo co takiego robię? Siedzę i oglądam filmy,
seriale, nie mam mobilizacji, żeby wyjść do ludzi.
Puste życia, wypełnione czynnościami
schematycznymi. Puste mieszkanie. Człowiek staje się skorupą, bo
nie wypełnia go cudze czekanie. Nie wypełnia go cudza potrzeba.
-Cholera, może to zabrzmi głupio
ale może zapisz się...na jakiś wolontariat? Nawet nie wiem, jak
Cat, do Dr Clowna i możesz biegać po onkologii i rozśmieszać
dzieci. Albo do schroniska, 3 razy w tygodniu wyprowadzaj psy. Może
nawet czytanie moim dziadkom w moim DPS-ie- zaśmiałam
się. -Wiesz, może brzmię głupio, ale wtedy masz
mobilizację, żeby wyjść, bo ktoś na ciebie czeka, bo...ktoś cię
potrzebuje. Inaczej, co to za życie? Nawet takie namiastki, jeśli
na co dzień nie, to jakoś ratuje bo..
-To powoli mnie zabija, masz rację.
Każdy musi mieć kogoś, kto na niego czeka a ja...ja nie mam
nikogo, komu bym była tak całkiem potrzebna, kto by na mnie czekał.
Tak po prostu, całkiem na mnie.
Mam wrażenie, że wszyscy bez tego
umieramy.
Nie wiem jak wy. Ale ja potrzebuję
czuć się potrzebna. Czasem aż przesadnie.
A przecież, nie jestem nikim
wyjątkowym. Bardzo łatwo i wygodnie można mnie zastąpić. Nie
jestem ładna. Czasem uważam się za mądrą, oczytaną,
inteligentną, ale to wrażenie szybko mija, często przechodzi mnie
samej, mija wielu osobom przy bliższym poznaniu.
Nie jestem wyjątkowa. Nawet już nie
maluję. Czasem ładnie złożę słowa. Przeciętna dziewczyna,
która bywa coraz mniej spontaniczna, która coraz częściej po
prostu ma ochotę posiedzieć w domu albo na łonie przyrody i się
wyciszyć.
Nie zwiedziłam połowy świata i nie
jestem szaloną artystką. Nie spotykam już setki uroczych facetów,
którym mogę przedstawiać koleżanki. Nie jestem atrakcyjna, coraz
częściej wyciszona, nawet coraz częściej słuchająca niż
mówiąca, bo gdzieś w życiu ucieka mi mój egocentryzm, mój
przesadny egotyzm i uwielbienie dla swoich racji.
Cholernie łatwo mnie zastąpić. To
zawsze trochę uwiera, ale to jak w dzieciństwie z wypuszczaniem
dzikich zwierząt. Bo fakt, nie jestem wyjątkowa, ale mam dziwną
właściwość, że przy mnie właśnie dobrze goi się rany, a potem
odchodzi się na wolność. Z kimś bardziej atrakcyjnym, choć nadal
się mnie pamięta. To jak z zielonym dzięciołem albo dzikimi
kotami, które leczyłam jako dziecko, a które potem wracały do
swojego lasu.
Nie jestem więc nikim wyjątkowym,
może oprócz jednej właściwości.
Mimo to, nawet ja, zwyczajna i mało
atrakcyjna w słoneczne dni, potrzebuję bycia potrzebnym.
Wszyscy tego potrzebujemy.
Bo to przecież najpiękniejsze słowa
jakie można usłyszeć.
Potrzebuję cię w swoim życiu.
To mówi mi chcę cię w swoim życiu,
nie wyobrażam go sobie bez ciebie. To mi mówi, na swój przekorny
sposób, całym naturalnym egoizmem człowieka, o jego miłości. O
oddaniu.
Bo najpierw potrzebujesz, dlatego
kochasz. Potem kochasz, dlatego potrzebujesz.
Potrzebuję
cię.
Słyszałam to
wiele razy.
Czasem płynęło
to z egoizmu. Czasem z miłości. Najczęściej biegi tych rzek były
ze sobą połączone, nie można było oddzielić tej wody.
Słyszałam to
kiedyś o wiele częściej. Teraz słyszę to najczęściej, razem z
nie wyobrażam sobie reszty mojego życia bez ciebie od mojego
Męża. Najszczersze, to, w które wierzę, to, które płynie z
miłości. Bo w życiu dałby sobie beze mnie radę. Nie muszę
leczyć jego depresji. Potrafi ugotować sobie obiad. Jest
samodzielny, dorosły, cholernie zaradny. Ale mnie kocha. Potrzebuje
mnie, bo mnie kocha.
Wspaniałe
uczucie. Jestem mu potrzebna.
Jestem mu
potrzebna. Kocha mnie. I wypełnia tą miłością, ta potrzebą moją
ludzką pustkę.
Wielu powie, że
to powinno mi wystarczyć. Może mają rację. Ale mój egoizm z
kolei jest żarłoczny. Moja potrzeba bycia potrzebną. Tym karmi się
moje serce, nawet jeśli wiem, że inni, wszyscy inni oprócz jego
jednego potrafią mnie zastąpić. Kimś, z kim jest weselej. Kimś
ładniejszym. Atrakcyjniejszym. Bardziej wyjątkowym.
Ci, którzy mówili
mi szczerze, z miłości, potrzebuję cię, nie żyją. Moi
kwietniowi bracia. Ale i oni znikali, nieraz zastępowali mnie kimś,
kto z nimi przez chwilę bardziej współgrał. Ale wracali. Nie ma
ludzi niezastąpionych, to prawda. Ale kochali mnie i dlatego
wracali.
Oni też mówili,
że mnie potrzebują. Nie chcą życia beze mnie. Ja też mówiłam,
że nie wyobrażam sobie życia bez nich. Jednak, ich brak stał się
faktem.
A ja dalej,
zawsze, chciałam być potrzebna.
Dorosłam do tego
stwierdzania, w ostatnich miesiącach wręcz, zrozumiałam to.
Potrzebuję cudzej potrzeby mnie.
Zawsze będę
chciała być potrzebna, nawet, jeśli będzie mnie to ranić. I to
nie dlatego, że to ja chcę być kochana. To dlatego, że mam w
sobie nadmiary miłości. Czułości.
Przywykłam do
ratowania chorych, złamanych skrzydeł zielonych dzięciołów,
karmienia perkozów zmieloną rybą, gdy wypadły z gniazda. Od
dziecka byłam im potrzebna.
Od dziecka byłam
potrzebna przy awanturach z ojcem, gdy rozśmieszałam wszystkich
jako małe dziecko, a potem pocieszałam gdy wszyscy płakali.
Bycie potrzebnym
zakorzeniło się we mnie na dobre.
Bycie potrzebnym.
Potrzeba mojej miłości. Mojej czułości. Mojego, dziwnego, łatwego
do zastąpienia „ja”.
Ja kocham. Często
więc nie liczy się, że łatwo mnie zastąpić, że ptaki wylatują
z gniazda.
Potrzebuję bycia
potrzebną, bo to moja druga skóra. A może nawet i pierwsza.
Czasem boję się
nie tego, że będę sama. Ze odejdą wszyscy, których kocham. Boję
się tego, że ja nie będę miała kogo kochać, nawet jeżeli nie
będzie to miłość wzajemna. Boję się, że do niczego się nie
przydam. Boję się, że to ja nie będę miała komu ugotować
obiadu.
Dopiero w zeszłym
roku o tym pomyślałam, gdy pękł pewien szklany klosz, część
iluzji mojego życia. Dopiero w zeszłym roku pomyślałam, że może
być tak łatwo mnie zastąpić.
Nikt nie będzie
mną. Ale można potrzebować kogoś innego.
Przyjaźń jest
trudna. Miłość jest trudna.
A ja nadal
potrzebuję być potrzebną.
To mnie
kształtuje. To mnie wzmacnia.
Bycie potrzebnym
jest mną.
Wiem już jak
bardzo nie jestem wyjątkowa. Widzę to coraz wyraźniej, widzę, jak
mało zabawna bywam. Bywam tylko matką, plasterkiem dla niektórych.
Szybko znajdują inne atrakcje.
Ale nie szkodzi.
Bo ja potrzebuję być potrzebną.
Gdy zawalił się
mój świat, znów uleczyło mnie bycie potrzebną. Moja praca.
Znowu to
usłyszałam. Uczyniłam z bycia potrzebną swój zawód, swoją
pracę. Tam też nie jestem człowiekiem niezastąpionym, ale czuję
tam miłość. Czasem o wiele większą miłość, wśród samotnych
ludzi, niż wśród swoich znajomych.
Dziwaczne uczucie.
Płacą mi za bycie potrzebnym. A to jakby coś więcej.
Być może, kiedyś
po prostu w swoim życiu czułam się bardziej potrzebna. Może
czułam się bardziej kochana i czułam, że ktoś inny też tak
bardzo potrzebuje mojej miłości?
Teraz nadal mam
takie przebłyski. Ale czasem trudno odróżnić strumień miłości
od egoizmu, zwłaszcza wśród tych, którzy tak łatwo cię ranią,
trzaskają twoje życie na małe fragmenty.
Teraz czuję się
potrzebna nadal, tylko inaczej. Najbardziej temu jedynemu, swojemu
kochankowi i przyjacielowi w jednym. Czuję się potrzebna znajomym,
mniej lub bardziej. Nawet jakoś pomijam fakt, że bywam dla
niektórych atrakcyjna nieraz tylko wtedy, gdy mają gorszy dzień
lub gdy mają problemy. Bo potrzebuję bycia potrzebną. Oni mnie tym
karmią.
Tak z wieloma
zachowuję równowagę.
W końcu często
przy mnie płaczą, a ja płaczę przy nielicznych.
Jestem potrzebna w
pracy.
To wszystko
sprawia, że moje życie jest wypełnione, krew wiruje w żyłach
życia.
Nie czuję się
skorupą. To sprawia, że jestem szczęśliwa. Bo, nadal, mimo wielu
skrywanych łez, jestem szczęśliwa.
Jestem potrzebna.
To wspaniałe uczucie, być potrzebnym, wrócić po tygodniach
choroby po pracy i zobaczyć łzy radości u ludzi, którzy czekali,
tęsknili. Usłyszeć od chorych ludzi, że brakowało im ich
„Śmieszki”, jak na mnie mówią. Usłyszeć, że beze
mnie ich świat był pusty.
To egoistyczne, to
buduje moje ego. Ale sprawia, że jestem szczęśliwa. Ja im daję,
siebie, swoją czułość, swój dziwny rodzaj miłości. Oni dają
mi siebie- dają mi swoją potrzebę drugiego człowieka. Wyszło
tak, że to ja zapełniam tą lukę.
Kocham to. To
zapełnia moje życie.
Moje potrzeby
bycia potrzebną są aż zatrważające. Są nazbyt wielkie. Może, w
naszym społeczeństwie, aż nienormalne. Zwłaszcza, gdy nie jest
się nikim wyjątkowym. Zwłaszcza, gdy jet się taką zwyczajną
mną.
Ale dość o moim
życiu. Mam wrażenie, że każdy z nas potrzebuje być potrzebnym.
Drugiej istocie. Drugiemu człowiekowi.
Każdy potrzebuje
kogoś do kochania, każdy potrzebuje być kochany. Z potrzeby
miłości rodzi się potrzeba bycia potrzebnym. Jakiegoś wypełnienia
tym życia.
Siedziałyśmy na
ławce, w słońcu. Miałam wrażenie, że chce się rozpłakać.
Zresztą, mam wrażenie, że ona od dawna chce się rozpłakać, ale
nie może. Chciałabym sprowokować jej łzy. Takie, które
oczyszczą, ale czy mam prawo myśleć, że to możliwe?
Być może, na tej
ławce, w tym momencie, mógłby mnie zastąpić ktoś inny. Ale to
byłam ja, ja wyciągnęłam ją z domu, to mi się zwierzała.
To ja byłam jej,
w tym kolejnym trudnym etapie życia, potrzebna. Ja. Bo potrzebuję
być potrzebna.
Mówimy o naszych
czasach.
-Wiesz, w naszym
świecie nie ma nic za darmo. Wszystko to transakcje. Dajemy sobie
nawzajem swoje towarzystwo.
-I jesteśmy
nawzajem sobie potrzebni.
Właśnie.
Najpierwotniejszy instynkt. Dziwna ewolucja nas tu zaprowadziła.
Może ona stworzyła gen altruizmu. Chcieliśmy być potrzebni w
stadzie, chcieliśmy być potrzebni, by nas się nie pozbyto, by nie
zepchnięto na margines, wtedy po prostu nie zabito, nie przerobiono
na nawóz, nie wyssano naszego szpiku z naszych białych, kruchych
kości.
Czy dziś nie jest
tak samo?
Pierwotne
instynkty, ubrane w otoczkę społecznego ładu.
Stanowimy stado.
Każdy chce mieć miejsce w stadzie. Każdy chce być potrzebny.
Mieć jedną
najbliższą istotę, której wypełni treść życia. Swoją
miłością, swoją osobą.
Mieć kilka istot,
które chcą nas w swoim życiu. Które zwierzają nam się z
problemów, których łzami się karmimy, bo jednak, łzy to
drogocenny płyn, który wypełnia nasze dusze. Być może, cudze łzy
oczyszczają nasze własne. ( czy dlatego tak rzadko płaczę?).
Mieć więcej i
więcej. Czuć się potrzebnym.
Gdy czujesz się
potrzebny w czyimś życiu, czujesz się po prostu kochany.
Gdy czujesz się
potrzebny w czyimś życiu, nagle znajdujesz swoje miejsce w stadzie.
Gdy czujesz się
potrzebny w czyimś życiu, znajdujesz swoje miejsce w świecie.
Widzisz się
lepszy w cudzych oczach. Wartościowy.
Ktoś cię chciał.
Potrzeba nadaję
sens, rację bytu.
Och....czy ty
czujesz się potrzebny?
Czy...czujesz
się kochany?
Właśnie uświadomiłam sobie, że nikt nie jest niezastąpiony. Nie jest i kropka, wśród 7 miliardów ludzi znajdzie się ktoś, kto spełni nasze wymagania. Smutne jest jednak to, jak łatwo niektórzy wymieniają przyjaciół czy partnerów, i jak łatwo przychodzi im wykorzystywać tę potrzebę bycia potrzebnym - tak, jak mówiłaś: bo mam jakiś problem, to wpadnij na piwo posłuchać moich gorzkich wynurzeń, jutro będzie lepiej, jutro zapomnę, że istniejesz.
OdpowiedzUsuńBo owszem, jesteśmy wyjątkowi, jedyni w swoim rodzaju ale...to nie znaczy właśnie, że podobnych więzi nie można stworzyć z kimś innym. Jesteśmy stworzeniami stadnymi, a do tego natura nie znosi próżni. Gdy my znikamy...nikt nie zastąpi nas dokładnie, ale zrobi się pewne miejsce, które wypełnia ktoś inny. To naturalne. Czy smutne? Zależy jak na to spojrzeć właśnie.
UsuńI nieraz tak jak piszesz, smutne jest dopiero to, gdy my nadal jesteśmy, ale przestajemy być jakoś potrzebni i jesteśmy wymieniani na inne, nowsze doznania z innym człowiekiem. Ale to też dość naturalny mechanizm. Ważne, że są też ci, którzy wymieniać nas nie chcą:) I ci, do których i my na to piwo wpadamy:)
ważne by zapraszali nas na piwo nie tylko wtedy, gdy szukają pocieszenia.
UsuńOtóż to:) I właśnie szczęście, gdy są i tacy:)
UsuńKażdy ma taką potrzebę, chce być komuś potrzebnym, niezbędnym, może czasem nawet niezastąpionym. To fajne być potrzebnym i mieć pewność,że jest ktoś kto w tej potrzebie będzie przy nas.
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Nie ma ludzi niezastąpionych, nikt nie będzie nami, ale nie znaczy, że nie ma ludzi, z którymi można stworzyć tożsamą więź. Ale to prawda, to cudowne uczucie, być potrzebnym i to wręcz wypełnia treść życia nieraz.
UsuńJa chyba nigdy nie byłam nikomu potrzebna, chciałam być ale miałam wrażenie,że nikt nie potrzebuje mnie, a moje starania są niepotrzebne.
OdpowiedzUsuńCzasem wydaje mi się, że właśnie mamy takie wrażenia, bo jakoś umniejszamy siebie, swoje hm...zasługi, swoją czułość, którą dajemy światu. Ale często to też i świat nie umie chyba wyrazić tego, że nas potrzebuje. Mam więc nadzieję, że w twoim życiu pojawi się to uczucie, bycia potrzebnym i zarazem, bycia jakoś przez to kochanym. Zawsze, wszystko przed nami:)
UsuńOstatnio myślałam o swojej pracy, gdy często słyszę "dziękuje" to bardzo miłe, bo pracuje, to są moje obowiązki, ale bardzo miło usłyszeć po prostu "dziękuje". Jeśli jednak chodzi o życie prywatne to niestety nie, chciałabym by było dostrzeżone jak się staram, by ktoś szepnął choćby właśnie "dziękuje" ale nikt tego nie robi.
UsuńBo to zawsze podnosi nas na duchu, głaszcze nasze ego, ale właśnie, mamy różne płaszczyzny życia. Zawodową, ale i intymną. I właśnie chyba w tej drugiej docenianie i to dziękuję jest jakby ważniejsze. Ale nieraz ludzie aż wstydzą się to mówić, mimo, że są wdzięczni.
UsuńJa zawsze widziałam takie zbycie mnie. Niedocenienie, przykre. Przestałam się starać.
UsuńI to jest właśnie smutne bo...jak człowiek się nie stara, to jedyna forma jakiegoś poddania jak dla mnie. A każde poddanie się ma w sobie jakiś smutek.
UsuńJa nawet jakiś czas temu stwierdziłam, że w związku mi się nie układa dlatego, bo mam kompleks bycia potrzebną. Jako dziecko wszystko ogarniałam i byłam dobra gdy byłam potrzebna i tak mi zostało. Uświadomienie sobie tego faktu mi pomogło.
OdpowiedzUsuńCo innego ludzka, naturalna instynktowna potrzeba bycia potrzebnym, co innego kompleks. U mnie też to stało się aż przesadne, właśnie za mocne ale dlatego daję temu ujście w pracy i wszystko jest w równowadze. Grunt to znaleźć taki własny złoty środek i pewne dysproporcje rozwiązać w ten sposób:)
UsuńJa się czuję kochana (przez rodzinę i przyjaciół, ale bardzo mi brakuje tej jednej osoby rodzaju męskiego, która by mnie kochała najbardziej). I też (chociaż to zabrzmi egoistycznie), czuję się wyjątkowa. Ale mam wielką potrzebę bycia potrzebną (trochę masło maślane). Uwielbiam się we wszystko angażować, we wszystkim brać udział i czuć się ważna dla innych, ale chyba nie wszyscy tak mają, niektórzy są trochę bardziej aspołeczni. ;)
OdpowiedzUsuńTo poczucie miłości jest tak samo ważne, ale jasnym jest, że często, nawet gdy nas kochają, potrzebujemy jeszcze tego wyjątkowego rodzaju miłości. Ale pewnie i na niego nadejdzie pora:)
UsuńJa nie czuję się wyjątkowa, ale nie czuję się też zwyczajna. Ciężko to wyjaśnić:)
I jasna sprawa, muszą być i tacy i tacy ludzie, musi być jakaś równowaga:)
A ja właśnie wczoraj poczułam się jakoś potrzebna, choć tez można było mnie łatwo zastąpić. A tak? Po prostu sobie jestem. Gdzieś z boku, w tle jakichś wydarzeń. Zawsze łatwa do zastąpienia.
OdpowiedzUsuńZ kim innym nie byłoby pewnie tak śmiesznie XD Ale tak jest zawsze. Każdy jest "jakoś" do zastąpienia. Wiadomo, z innym człowiekiem byłoby inaczej, to by już było co innego ale...jednak, jakiś inny człowiek by był. I to jest największy paradoks, który z jednej strony można uznać za smutny, z drugiej-za w pełni mobilizujący. Jesteśmy jakoś wyjątkowi i jesteśmy tu i teraz, chcemy być potrzebni- więc nie zostaje nic, jak tylko się starać. Bo mimo, że można nas zastąpić, padło na nas. Więc nie warto odpuszczać.
UsuńI w ogóle, pomyślałam, że to nie miejsce na takie wynurzenia, ale niech będzie. Dla mnie wydajesz się nie do zastąpienia. Wiadomo, życie mogło potoczyć się inaczej, ale w tym momencie tak jest. Może niewiele, tyle co nic, ale cóż.
UsuńAlso byloby bardziej :p w ogóle zapomniałam Ci powiedzieć, że mijalysmy rolnika z crazy xD to nie był kombajn ale jakiś duży traktorów, ale Kurwa, road trip i rolnik xD ale jak się śmiałam to kacha nie czaiła, więc musimy ukrasc w końcu tego tira xD
UsuńWszyscy jesteśmy renatami xD
Oj na pewno ktoś inny by Ci kupił Giuseppe i lody xD
Widzisz, a może ja już właśnie się nie nadaję na kradnięcie tirów?:P Mówię, nudna jestem i tyle.
UsuńNajwyżej sama bym poszła:P
Sama prawda, każe słowo, które napisałaś.
OdpowiedzUsuńI pewnie będziesz jeszcze ten temat poruszała.
Ale je nie wiem czy mam taką dokładnie potrzebę jak Ty i każdy, ja się czuję bardzo potrzebna jako element mojej najbliższej rodziny, poza nią tak bardzo średnio; za to przeraża mnie nieco to bycie tak łatwo zastępowalnym w każdym innym aspekcie.
Może i tak, pożyjemy,zobaczymy:)
UsuńI czasem, niektórym, a może nawet większości ludzi, bycie potrzebnym najbliższym, rodzinie po prostu wystarcza:) I...to może przerażać, smucić, ale jak dla mnie może też mobilizować.
Tak... to uczucie jest mi dobrze znane, czasem właśnie aż do przesady, jak u ciebie. I to może takie trochę paradoksalne, bo z jednej strony bardzo lubię czuć się potrzebna, z drugiej zawsze jakoś uważam, żeby się za bardzo nie narzucać. Tak więc nie przeszkadza mi w ogóle, gdy inni opowiadają mi o swoich problemach, zawsze jestem do dyspozycji, mogą uderzać, kiedy chcą i ile potrzebują. Z kolei ja robię to bardzo rzadko, bo zawsze czuję się winna, że obarczam kogoś sobą, swoimi problemami, boję się być dla kogoś zbyt dużym ciężarem.
OdpowiedzUsuńZ tym że ja jakoś nigdy nie odnoszę się przychylnie do tej potrzeby bycia potrzebnym, gdyż wiem, że jest to tylko sposób na dowartościowanie ego. I nie jestem szczególnie dumna z tego, że odczuwam jakąś satysfakcję, gdy ktoś zdecyduje się powierzyć właśnie mnie swoje problemy- bo przecież powinnam się martwić, a nie kurwa cieszyć i karmić ego w ten sposób.
A teraz cierpię, bo był ktoś, komu czułam się potrzebna- w sumie to byliśmy potrzebni sobie nawzajem. A teraz przestałam się tak czuć, odnoszę wrażenie, że on już mnie nie potrzebuje zbytnio. I to boli.
Właściwie to jestem okropna, ale tak jest- cudze cierpienie jest mi na rękę. Bo dzięki temu ja mogę poczuć się potrzebna.
Na początku studiów chciałam się zapisać na taki fajny wolontariat- "Akademia przyszłości". W końcu zrezygnowałam, bo nie wiedziałam, czy się ze wszystkim wyrobię i w ogóle, ale teraz myślę, że jednak spróbuję. Jednak potrzebuję być dla kogoś.
Też właśnie nie lubię się jakoś narzucać, wiadomo, wchodzić nieproszonym z butami w czyjeś życie ale...lubię, gdy właśnie ludzie wiedzą, że jestem dla nich. I przychodzą z własnej potrzeby, potrzeby mnie. A nie z narzucania.
UsuńI mam znowu podobnie. Sama nie lubię się dzielić swoim problemem bo mam takie "sama sobie poradzę", nie lubię obarczania, pokazywania swoich łez... W ogóle, ja mam wrażenie, że pomimo oczywistych różnic mamy podobne charaktery, co?
A ja to dowartościowanie ego zaakceptowałam. Bo powiedz mi, dlaczego to ma być złe, jakoś "nieczyste", skoro obu stronom przynosi korzyści? Też długi czas na to tak patrzyłam, jak na coś niskiego, sama się obwiniałam że karmię się cudzymi problemami, bólem, zależnością nawet ode mnie ale potem doszłam do wniosku..ej, cholera, t naturalne! I każdy ma się z tym dobrze, więc czemu mam coś sobie wyrzucać? I lubię już tą satysfakcję, zwłaszcza w pracy.
Znam to uczucie. Poznałam je jakiś czas temu przy Króliku i Vincencie w pewnym momencie, ostatnio miałam podobne ukłucie, bo to było przy jednej osobie jakoś. Ale jeśli ktoś cię kocha, jeśli naprawdę potrzebujecie siebie nawzajem- to wróci. W życiu są różne momenty, różne etapy i niektóre, bolesne, trzeba przełknąć i jakoś przeczekać.
Cierpienie jest częścią życia. Potrzeba bycia potrzebnym też. Więc nie masz co sobie wyrzucać.
I warto właśnie spróbować. Kto wie, może to też ułoży pewne rzeczy w tobie?
Już właściwie niewiele daję od siebie innym. Za bardzo się sparzyłam na ludziach, za bardzo dawałam się wykorzystywać. Obecnie jestem całkiem sama, nawet z rodziną te kontakty są takie powierzchowne i chyba mi na niej nie zależy.
OdpowiedzUsuńBo też nie każdy potrzebuje aż tyle dawania z siebie, by czuć się potrzebnym ale...jednak jedna osoba chociaż, dla której jesteśmy jakoś niebezędni wypełnia treść życia, prawda?
UsuńOj tak, masz rację, wszyscy chcemy być potrzebni.
OdpowiedzUsuńA człowiek jest niezastąpiony tylko wtedy, gdy chce iść na urlop. ;)
O, to wtedy wszyscy nagle uważają, że się bez ciebie nie obejdą, prawda :D
UsuńTo powoli mnie zabija, masz rację. Każdy musi mieć kogoś, kto na niego czeka a ja...ja nie mam nikogo, komu bym była tak całkiem potrzebna, kto by na mnie czekał. Tak po prostu, całkiem na mnie.
OdpowiedzUsuńNie, nie czuje się potrzebna. Nie licząc może mamy, taty, rodziny. Bo tak naprawdę wszyscy inni sobie beze mnie świetnie radzą. Nie czują potrzeby rozmawiania, nie czuja potrzeby odezwania się. Każdy ma swoje życia, każdy wybiera swoje ścieżki i cóż... to ja jestem tą, która nie ma z kim wyjść na kawę ot tak, albo na durny spacer. A inni znowóż mieszkają pół tysiąca kilometrów ode mnie, i to jest kolejna bedznadzieja.
Chciałabym być potrzebna, ale za każdym razem jest tak że jak nabieram na to nadziei, wznoszę się trochę nad ziemię, to potem bardzo mocno upadam. Takie otrzeźwienie.
Niemniej. To, że wszystko przede mną to wiem, ale ile można czekać? :)
Ale rodzina to już jakiś początek. Niektórzy, jak się okazuje, nie mają nawet jej. I samo czekanie potrafi doprowadzić do jakiegoś szaleństwa ale...może można znaleźć na to inne sposoby? Znaczy, nie mówię o tej jednej, jedynej osobie, bo to musi samo przyjść. Ale jeśli idzie o znajomych, przyjaciół...ci jakoś się znajdują w odpowiednich miejscach chyba łątwiej XD
UsuńTak mi się teraz przypomniało, jak mój brat był młodszy i nie umiał sobie instalować gier na komputerze i ciągle do mnie przychodził i jęczał o pomoc. :P Powiem szczerze, że denerwowało mnie to strasznie, bo nie miałam czasu na głupoty, ale w momencie, gdy nauczył się robić to sam - zaczęło mi tego brakować. Bo nie byłam mu już tak potrzebna, jak kiedyś - a po czasie muszę stwierdzić, że było to pozytywne uczucie. :)
OdpowiedzUsuńKażdy chce być potrzebny i chyba najstraszliwsza jest ta samotność, gdy nikt o Ciebie nie pyta, nikt nie zagląda, nikt niczego nie chce. Wówczas po prostu nie istniejemy dla świata, a przed tym chyba każdy z nas chciałby się obronić.
Nie, nie czuje i ja osobiscie twierdze ze uczucie i emocja zwana "miloscia" z czasem sie bardzo zmienila i stracila na wartosci.. Niestety
OdpowiedzUsuń46 year-old Budget/Accounting Analyst I Adella Tomeo, hailing from Angus enjoys watching movies like Stargate and Writing. Took a trip to Greater Accra and drives a Sable. przeglad strony
OdpowiedzUsuń