niedziela, 8 maja 2016

O potrzebie bycia potrzebnym, czyli trochę inaczej o dziwnym rodzaju miłości.

Czasem mam wrażenie, że najważniejszą rzeczą w naszym życiu jest bycie potrzebnym.
Potrzebujemy być potrzebnymi.
Drugiej istocie. Drugiemu człowiekowi. Nieraz nawet, mamy ambicję i potrzebę bycia potrzebnym całemu światu.

Ja potrzebuję bycia potrzebną.
Czasem mam wrażenie, że tak miewa każdy z nas. Czasem mam wrażenie, że bez tego uczucia świat staje się pusty i jak krucha skorupa, w której kiedyś istniało tętniące życia ślimaka, zbyt łatwo obraca się wniwecz. Bycie potrzebnym jest jak krew wirująca w naszych żyłach, odżywiająca duszę a nawet i ciało. Odżywiająca nasze życie.

Siedziałyśmy w parku na ławce, grzałyśmy nasze twarze w słońcu.
-Zastanawiam się, czy nie zacząć brać leków. Tak mówi moja lekarka. - rzuciła nagle. -Moje życie jest puste, bo co takiego robię? Siedzę i oglądam filmy, seriale, nie mam mobilizacji, żeby wyjść do ludzi.

Puste życia, wypełnione czynnościami schematycznymi. Puste mieszkanie. Człowiek staje się skorupą, bo nie wypełnia go cudze czekanie. Nie wypełnia go cudza potrzeba.

-Cholera, może to zabrzmi głupio ale może zapisz się...na jakiś wolontariat? Nawet nie wiem, jak Cat, do Dr Clowna i możesz biegać po onkologii i rozśmieszać dzieci. Albo do schroniska, 3 razy w tygodniu wyprowadzaj psy. Może nawet czytanie moim dziadkom w moim DPS-ie- zaśmiałam się. -Wiesz, może brzmię głupio, ale wtedy masz mobilizację, żeby wyjść, bo ktoś na ciebie czeka, bo...ktoś cię potrzebuje. Inaczej, co to za życie? Nawet takie namiastki, jeśli na co dzień nie, to jakoś ratuje bo..

-To powoli mnie zabija, masz rację. Każdy musi mieć kogoś, kto na niego czeka a ja...ja nie mam nikogo, komu bym była tak całkiem potrzebna, kto by na mnie czekał. Tak po prostu, całkiem na mnie.

Mam wrażenie, że wszyscy bez tego umieramy.
Nie wiem jak wy. Ale ja potrzebuję czuć się potrzebna. Czasem aż przesadnie.

A przecież, nie jestem nikim wyjątkowym. Bardzo łatwo i wygodnie można mnie zastąpić. Nie jestem ładna. Czasem uważam się za mądrą, oczytaną, inteligentną, ale to wrażenie szybko mija, często przechodzi mnie samej, mija wielu osobom przy bliższym poznaniu.
Nie jestem wyjątkowa. Nawet już nie maluję. Czasem ładnie złożę słowa. Przeciętna dziewczyna, która bywa coraz mniej spontaniczna, która coraz częściej po prostu ma ochotę posiedzieć w domu albo na łonie przyrody i się wyciszyć.
Nie zwiedziłam połowy świata i nie jestem szaloną artystką. Nie spotykam już setki uroczych facetów, którym mogę przedstawiać koleżanki. Nie jestem atrakcyjna, coraz częściej wyciszona, nawet coraz częściej słuchająca niż mówiąca, bo gdzieś w życiu ucieka mi mój egocentryzm, mój przesadny egotyzm i uwielbienie dla swoich racji.
Cholernie łatwo mnie zastąpić. To zawsze trochę uwiera, ale to jak w dzieciństwie z wypuszczaniem dzikich zwierząt. Bo fakt, nie jestem wyjątkowa, ale mam dziwną właściwość, że przy mnie właśnie dobrze goi się rany, a potem odchodzi się na wolność. Z kimś bardziej atrakcyjnym, choć nadal się mnie pamięta. To jak z zielonym dzięciołem albo dzikimi kotami, które leczyłam jako dziecko, a które potem wracały do swojego lasu.
Nie jestem więc nikim wyjątkowym, może oprócz jednej właściwości.
Mimo to, nawet ja, zwyczajna i mało atrakcyjna w słoneczne dni, potrzebuję bycia potrzebnym.

Wszyscy tego potrzebujemy.

Bo to przecież najpiękniejsze słowa jakie można usłyszeć.
Potrzebuję cię w swoim życiu.
To mówi mi chcę cię w swoim życiu, nie wyobrażam go sobie bez ciebie. To mi mówi, na swój przekorny sposób, całym naturalnym egoizmem człowieka, o jego miłości. O oddaniu.
Bo najpierw potrzebujesz, dlatego kochasz. Potem kochasz, dlatego potrzebujesz.

Potrzebuję cię.
Słyszałam to wiele razy.
Czasem płynęło to z egoizmu. Czasem z miłości. Najczęściej biegi tych rzek były ze sobą połączone, nie można było oddzielić tej wody.
Słyszałam to kiedyś o wiele częściej. Teraz słyszę to najczęściej, razem z nie wyobrażam sobie reszty mojego życia bez ciebie od mojego Męża. Najszczersze, to, w które wierzę, to, które płynie z miłości. Bo w życiu dałby sobie beze mnie radę. Nie muszę leczyć jego depresji. Potrafi ugotować sobie obiad. Jest samodzielny, dorosły, cholernie zaradny. Ale mnie kocha. Potrzebuje mnie, bo mnie kocha.
Wspaniałe uczucie. Jestem mu potrzebna.
Jestem mu potrzebna. Kocha mnie. I wypełnia tą miłością, ta potrzebą moją ludzką pustkę.

Wielu powie, że to powinno mi wystarczyć. Może mają rację. Ale mój egoizm z kolei jest żarłoczny. Moja potrzeba bycia potrzebną. Tym karmi się moje serce, nawet jeśli wiem, że inni, wszyscy inni oprócz jego jednego potrafią mnie zastąpić. Kimś, z kim jest weselej. Kimś ładniejszym. Atrakcyjniejszym. Bardziej wyjątkowym.

Ci, którzy mówili mi szczerze, z miłości, potrzebuję cię, nie żyją. Moi kwietniowi bracia. Ale i oni znikali, nieraz zastępowali mnie kimś, kto z nimi przez chwilę bardziej współgrał. Ale wracali. Nie ma ludzi niezastąpionych, to prawda. Ale kochali mnie i dlatego wracali.
Oni też mówili, że mnie potrzebują. Nie chcą życia beze mnie. Ja też mówiłam, że nie wyobrażam sobie życia bez nich. Jednak, ich brak stał się faktem.

A ja dalej, zawsze, chciałam być potrzebna.
Dorosłam do tego stwierdzania, w ostatnich miesiącach wręcz, zrozumiałam to. Potrzebuję cudzej potrzeby mnie.

Zawsze będę chciała być potrzebna, nawet, jeśli będzie mnie to ranić. I to nie dlatego, że to ja chcę być kochana. To dlatego, że mam w sobie nadmiary miłości. Czułości.
Przywykłam do ratowania chorych, złamanych skrzydeł zielonych dzięciołów, karmienia perkozów zmieloną rybą, gdy wypadły z gniazda. Od dziecka byłam im potrzebna.
Od dziecka byłam potrzebna przy awanturach z ojcem, gdy rozśmieszałam wszystkich jako małe dziecko, a potem pocieszałam gdy wszyscy płakali.
Bycie potrzebnym zakorzeniło się we mnie na dobre.
Bycie potrzebnym. Potrzeba mojej miłości. Mojej czułości. Mojego, dziwnego, łatwego do zastąpienia „ja”.

Ja kocham. Często więc nie liczy się, że łatwo mnie zastąpić, że ptaki wylatują z gniazda.
Potrzebuję bycia potrzebną, bo to moja druga skóra. A może nawet i pierwsza.

Czasem boję się nie tego, że będę sama. Ze odejdą wszyscy, których kocham. Boję się tego, że ja nie będę miała kogo kochać, nawet jeżeli nie będzie to miłość wzajemna. Boję się, że do niczego się nie przydam. Boję się, że to ja nie będę miała komu ugotować obiadu.

Dopiero w zeszłym roku o tym pomyślałam, gdy pękł pewien szklany klosz, część iluzji mojego życia. Dopiero w zeszłym roku pomyślałam, że może być tak łatwo mnie zastąpić.
Nikt nie będzie mną. Ale można potrzebować kogoś innego.
Przyjaźń jest trudna. Miłość jest trudna.
A ja nadal potrzebuję być potrzebną.
To mnie kształtuje. To mnie wzmacnia.
Bycie potrzebnym jest mną.

Wiem już jak bardzo nie jestem wyjątkowa. Widzę to coraz wyraźniej, widzę, jak mało zabawna bywam. Bywam tylko matką, plasterkiem dla niektórych. Szybko znajdują inne atrakcje.
Ale nie szkodzi. Bo ja potrzebuję być potrzebną.

Gdy zawalił się mój świat, znów uleczyło mnie bycie potrzebną. Moja praca.
Znowu to usłyszałam. Uczyniłam z bycia potrzebną swój zawód, swoją pracę. Tam też nie jestem człowiekiem niezastąpionym, ale czuję tam miłość. Czasem o wiele większą miłość, wśród samotnych ludzi, niż wśród swoich znajomych.
Dziwaczne uczucie. Płacą mi za bycie potrzebnym. A to jakby coś więcej.

Być może, kiedyś po prostu w swoim życiu czułam się bardziej potrzebna. Może czułam się bardziej kochana i czułam, że ktoś inny też tak bardzo potrzebuje mojej miłości?
Teraz nadal mam takie przebłyski. Ale czasem trudno odróżnić strumień miłości od egoizmu, zwłaszcza wśród tych, którzy tak łatwo cię ranią, trzaskają twoje życie na małe fragmenty.

Teraz czuję się potrzebna nadal, tylko inaczej. Najbardziej temu jedynemu, swojemu kochankowi i przyjacielowi w jednym. Czuję się potrzebna znajomym, mniej lub bardziej. Nawet jakoś pomijam fakt, że bywam dla niektórych atrakcyjna nieraz tylko wtedy, gdy mają gorszy dzień lub gdy mają problemy. Bo potrzebuję bycia potrzebną. Oni mnie tym karmią.
Tak z wieloma zachowuję równowagę.
W końcu często przy mnie płaczą, a ja płaczę przy nielicznych.
Jestem potrzebna w pracy.
To wszystko sprawia, że moje życie jest wypełnione, krew wiruje w żyłach życia.
Nie czuję się skorupą. To sprawia, że jestem szczęśliwa. Bo, nadal, mimo wielu skrywanych łez, jestem szczęśliwa.

Jestem potrzebna. To wspaniałe uczucie, być potrzebnym, wrócić po tygodniach choroby po pracy i zobaczyć łzy radości u ludzi, którzy czekali, tęsknili. Usłyszeć od chorych ludzi, że brakowało im ich „Śmieszki”, jak na mnie mówią. Usłyszeć, że beze mnie ich świat był pusty.
To egoistyczne, to buduje moje ego. Ale sprawia, że jestem szczęśliwa. Ja im daję, siebie, swoją czułość, swój dziwny rodzaj miłości. Oni dają mi siebie- dają mi swoją potrzebę drugiego człowieka. Wyszło tak, że to ja zapełniam tą lukę.
Kocham to. To zapełnia moje życie.

Moje potrzeby bycia potrzebną są aż zatrważające. Są nazbyt wielkie. Może, w naszym społeczeństwie, aż nienormalne. Zwłaszcza, gdy nie jest się nikim wyjątkowym. Zwłaszcza, gdy jet się taką zwyczajną mną.
Ale dość o moim życiu. Mam wrażenie, że każdy z nas potrzebuje być potrzebnym. Drugiej istocie. Drugiemu człowiekowi.
Każdy potrzebuje kogoś do kochania, każdy potrzebuje być kochany. Z potrzeby miłości rodzi się potrzeba bycia potrzebnym. Jakiegoś wypełnienia tym życia.

Siedziałyśmy na ławce, w słońcu. Miałam wrażenie, że chce się rozpłakać. Zresztą, mam wrażenie, że ona od dawna chce się rozpłakać, ale nie może. Chciałabym sprowokować jej łzy. Takie, które oczyszczą, ale czy mam prawo myśleć, że to możliwe?
Być może, na tej ławce, w tym momencie, mógłby mnie zastąpić ktoś inny. Ale to byłam ja, ja wyciągnęłam ją z domu, to mi się zwierzała.
To ja byłam jej, w tym kolejnym trudnym etapie życia, potrzebna. Ja. Bo potrzebuję być potrzebna.

Mówimy o naszych czasach.
-Wiesz, w naszym świecie nie ma nic za darmo. Wszystko to transakcje. Dajemy sobie nawzajem swoje towarzystwo.
-I jesteśmy nawzajem sobie potrzebni.

Właśnie. Najpierwotniejszy instynkt. Dziwna ewolucja nas tu zaprowadziła. Może ona stworzyła gen altruizmu. Chcieliśmy być potrzebni w stadzie, chcieliśmy być potrzebni, by nas się nie pozbyto, by nie zepchnięto na margines, wtedy po prostu nie zabito, nie przerobiono na nawóz, nie wyssano naszego szpiku z naszych białych, kruchych kości.

Czy dziś nie jest tak samo?

Pierwotne instynkty, ubrane w otoczkę społecznego ładu.
Stanowimy stado. Każdy chce mieć miejsce w stadzie. Każdy chce być potrzebny.
Mieć jedną najbliższą istotę, której wypełni treść życia. Swoją miłością, swoją osobą.
Mieć kilka istot, które chcą nas w swoim życiu. Które zwierzają nam się z problemów, których łzami się karmimy, bo jednak, łzy to drogocenny płyn, który wypełnia nasze dusze. Być może, cudze łzy oczyszczają nasze własne. ( czy dlatego tak rzadko płaczę?).
Mieć więcej i więcej. Czuć się potrzebnym.

Gdy czujesz się potrzebny w czyimś życiu, czujesz się po prostu kochany.
Gdy czujesz się potrzebny w czyimś życiu, nagle znajdujesz swoje miejsce w stadzie.
Gdy czujesz się potrzebny w czyimś życiu, znajdujesz swoje miejsce w świecie.
Widzisz się lepszy w cudzych oczach. Wartościowy.
Ktoś cię chciał.

Potrzeba nadaję sens, rację bytu.

Och....czy ty czujesz się potrzebny?




Czy...czujesz się kochany?

33 komentarze:

  1. Właśnie uświadomiłam sobie, że nikt nie jest niezastąpiony. Nie jest i kropka, wśród 7 miliardów ludzi znajdzie się ktoś, kto spełni nasze wymagania. Smutne jest jednak to, jak łatwo niektórzy wymieniają przyjaciół czy partnerów, i jak łatwo przychodzi im wykorzystywać tę potrzebę bycia potrzebnym - tak, jak mówiłaś: bo mam jakiś problem, to wpadnij na piwo posłuchać moich gorzkich wynurzeń, jutro będzie lepiej, jutro zapomnę, że istniejesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo owszem, jesteśmy wyjątkowi, jedyni w swoim rodzaju ale...to nie znaczy właśnie, że podobnych więzi nie można stworzyć z kimś innym. Jesteśmy stworzeniami stadnymi, a do tego natura nie znosi próżni. Gdy my znikamy...nikt nie zastąpi nas dokładnie, ale zrobi się pewne miejsce, które wypełnia ktoś inny. To naturalne. Czy smutne? Zależy jak na to spojrzeć właśnie.
      I nieraz tak jak piszesz, smutne jest dopiero to, gdy my nadal jesteśmy, ale przestajemy być jakoś potrzebni i jesteśmy wymieniani na inne, nowsze doznania z innym człowiekiem. Ale to też dość naturalny mechanizm. Ważne, że są też ci, którzy wymieniać nas nie chcą:) I ci, do których i my na to piwo wpadamy:)

      Usuń
    2. ważne by zapraszali nas na piwo nie tylko wtedy, gdy szukają pocieszenia.

      Usuń
    3. Otóż to:) I właśnie szczęście, gdy są i tacy:)

      Usuń
  2. Każdy ma taką potrzebę, chce być komuś potrzebnym, niezbędnym, może czasem nawet niezastąpionym. To fajne być potrzebnym i mieć pewność,że jest ktoś kto w tej potrzebie będzie przy nas.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma ludzi niezastąpionych, nikt nie będzie nami, ale nie znaczy, że nie ma ludzi, z którymi można stworzyć tożsamą więź. Ale to prawda, to cudowne uczucie, być potrzebnym i to wręcz wypełnia treść życia nieraz.

      Usuń
  3. Ja chyba nigdy nie byłam nikomu potrzebna, chciałam być ale miałam wrażenie,że nikt nie potrzebuje mnie, a moje starania są niepotrzebne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem wydaje mi się, że właśnie mamy takie wrażenia, bo jakoś umniejszamy siebie, swoje hm...zasługi, swoją czułość, którą dajemy światu. Ale często to też i świat nie umie chyba wyrazić tego, że nas potrzebuje. Mam więc nadzieję, że w twoim życiu pojawi się to uczucie, bycia potrzebnym i zarazem, bycia jakoś przez to kochanym. Zawsze, wszystko przed nami:)

      Usuń
    2. Ostatnio myślałam o swojej pracy, gdy często słyszę "dziękuje" to bardzo miłe, bo pracuje, to są moje obowiązki, ale bardzo miło usłyszeć po prostu "dziękuje". Jeśli jednak chodzi o życie prywatne to niestety nie, chciałabym by było dostrzeżone jak się staram, by ktoś szepnął choćby właśnie "dziękuje" ale nikt tego nie robi.

      Usuń
    3. Bo to zawsze podnosi nas na duchu, głaszcze nasze ego, ale właśnie, mamy różne płaszczyzny życia. Zawodową, ale i intymną. I właśnie chyba w tej drugiej docenianie i to dziękuję jest jakby ważniejsze. Ale nieraz ludzie aż wstydzą się to mówić, mimo, że są wdzięczni.

      Usuń
    4. Ja zawsze widziałam takie zbycie mnie. Niedocenienie, przykre. Przestałam się starać.

      Usuń
    5. I to jest właśnie smutne bo...jak człowiek się nie stara, to jedyna forma jakiegoś poddania jak dla mnie. A każde poddanie się ma w sobie jakiś smutek.

      Usuń
  4. Ja nawet jakiś czas temu stwierdziłam, że w związku mi się nie układa dlatego, bo mam kompleks bycia potrzebną. Jako dziecko wszystko ogarniałam i byłam dobra gdy byłam potrzebna i tak mi zostało. Uświadomienie sobie tego faktu mi pomogło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co innego ludzka, naturalna instynktowna potrzeba bycia potrzebnym, co innego kompleks. U mnie też to stało się aż przesadne, właśnie za mocne ale dlatego daję temu ujście w pracy i wszystko jest w równowadze. Grunt to znaleźć taki własny złoty środek i pewne dysproporcje rozwiązać w ten sposób:)

      Usuń
  5. Ja się czuję kochana (przez rodzinę i przyjaciół, ale bardzo mi brakuje tej jednej osoby rodzaju męskiego, która by mnie kochała najbardziej). I też (chociaż to zabrzmi egoistycznie), czuję się wyjątkowa. Ale mam wielką potrzebę bycia potrzebną (trochę masło maślane). Uwielbiam się we wszystko angażować, we wszystkim brać udział i czuć się ważna dla innych, ale chyba nie wszyscy tak mają, niektórzy są trochę bardziej aspołeczni. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To poczucie miłości jest tak samo ważne, ale jasnym jest, że często, nawet gdy nas kochają, potrzebujemy jeszcze tego wyjątkowego rodzaju miłości. Ale pewnie i na niego nadejdzie pora:)
      Ja nie czuję się wyjątkowa, ale nie czuję się też zwyczajna. Ciężko to wyjaśnić:)
      I jasna sprawa, muszą być i tacy i tacy ludzie, musi być jakaś równowaga:)

      Usuń
  6. A ja właśnie wczoraj poczułam się jakoś potrzebna, choć tez można było mnie łatwo zastąpić. A tak? Po prostu sobie jestem. Gdzieś z boku, w tle jakichś wydarzeń. Zawsze łatwa do zastąpienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kim innym nie byłoby pewnie tak śmiesznie XD Ale tak jest zawsze. Każdy jest "jakoś" do zastąpienia. Wiadomo, z innym człowiekiem byłoby inaczej, to by już było co innego ale...jednak, jakiś inny człowiek by był. I to jest największy paradoks, który z jednej strony można uznać za smutny, z drugiej-za w pełni mobilizujący. Jesteśmy jakoś wyjątkowi i jesteśmy tu i teraz, chcemy być potrzebni- więc nie zostaje nic, jak tylko się starać. Bo mimo, że można nas zastąpić, padło na nas. Więc nie warto odpuszczać.

      Usuń
    2. I w ogóle, pomyślałam, że to nie miejsce na takie wynurzenia, ale niech będzie. Dla mnie wydajesz się nie do zastąpienia. Wiadomo, życie mogło potoczyć się inaczej, ale w tym momencie tak jest. Może niewiele, tyle co nic, ale cóż.

      Usuń
    3. Also byloby bardziej :p w ogóle zapomniałam Ci powiedzieć, że mijalysmy rolnika z crazy xD to nie był kombajn ale jakiś duży traktorów, ale Kurwa, road trip i rolnik xD ale jak się śmiałam to kacha nie czaiła, więc musimy ukrasc w końcu tego tira xD
      Wszyscy jesteśmy renatami xD

      Oj na pewno ktoś inny by Ci kupił Giuseppe i lody xD

      Usuń
    4. Widzisz, a może ja już właśnie się nie nadaję na kradnięcie tirów?:P Mówię, nudna jestem i tyle.
      Najwyżej sama bym poszła:P

      Usuń
  7. Sama prawda, każe słowo, które napisałaś.
    I pewnie będziesz jeszcze ten temat poruszała.
    Ale je nie wiem czy mam taką dokładnie potrzebę jak Ty i każdy, ja się czuję bardzo potrzebna jako element mojej najbliższej rodziny, poza nią tak bardzo średnio; za to przeraża mnie nieco to bycie tak łatwo zastępowalnym w każdym innym aspekcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak, pożyjemy,zobaczymy:)
      I czasem, niektórym, a może nawet większości ludzi, bycie potrzebnym najbliższym, rodzinie po prostu wystarcza:) I...to może przerażać, smucić, ale jak dla mnie może też mobilizować.

      Usuń
  8. Tak... to uczucie jest mi dobrze znane, czasem właśnie aż do przesady, jak u ciebie. I to może takie trochę paradoksalne, bo z jednej strony bardzo lubię czuć się potrzebna, z drugiej zawsze jakoś uważam, żeby się za bardzo nie narzucać. Tak więc nie przeszkadza mi w ogóle, gdy inni opowiadają mi o swoich problemach, zawsze jestem do dyspozycji, mogą uderzać, kiedy chcą i ile potrzebują. Z kolei ja robię to bardzo rzadko, bo zawsze czuję się winna, że obarczam kogoś sobą, swoimi problemami, boję się być dla kogoś zbyt dużym ciężarem.
    Z tym że ja jakoś nigdy nie odnoszę się przychylnie do tej potrzeby bycia potrzebnym, gdyż wiem, że jest to tylko sposób na dowartościowanie ego. I nie jestem szczególnie dumna z tego, że odczuwam jakąś satysfakcję, gdy ktoś zdecyduje się powierzyć właśnie mnie swoje problemy- bo przecież powinnam się martwić, a nie kurwa cieszyć i karmić ego w ten sposób.
    A teraz cierpię, bo był ktoś, komu czułam się potrzebna- w sumie to byliśmy potrzebni sobie nawzajem. A teraz przestałam się tak czuć, odnoszę wrażenie, że on już mnie nie potrzebuje zbytnio. I to boli.
    Właściwie to jestem okropna, ale tak jest- cudze cierpienie jest mi na rękę. Bo dzięki temu ja mogę poczuć się potrzebna.
    Na początku studiów chciałam się zapisać na taki fajny wolontariat- "Akademia przyszłości". W końcu zrezygnowałam, bo nie wiedziałam, czy się ze wszystkim wyrobię i w ogóle, ale teraz myślę, że jednak spróbuję. Jednak potrzebuję być dla kogoś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też właśnie nie lubię się jakoś narzucać, wiadomo, wchodzić nieproszonym z butami w czyjeś życie ale...lubię, gdy właśnie ludzie wiedzą, że jestem dla nich. I przychodzą z własnej potrzeby, potrzeby mnie. A nie z narzucania.
      I mam znowu podobnie. Sama nie lubię się dzielić swoim problemem bo mam takie "sama sobie poradzę", nie lubię obarczania, pokazywania swoich łez... W ogóle, ja mam wrażenie, że pomimo oczywistych różnic mamy podobne charaktery, co?
      A ja to dowartościowanie ego zaakceptowałam. Bo powiedz mi, dlaczego to ma być złe, jakoś "nieczyste", skoro obu stronom przynosi korzyści? Też długi czas na to tak patrzyłam, jak na coś niskiego, sama się obwiniałam że karmię się cudzymi problemami, bólem, zależnością nawet ode mnie ale potem doszłam do wniosku..ej, cholera, t naturalne! I każdy ma się z tym dobrze, więc czemu mam coś sobie wyrzucać? I lubię już tą satysfakcję, zwłaszcza w pracy.
      Znam to uczucie. Poznałam je jakiś czas temu przy Króliku i Vincencie w pewnym momencie, ostatnio miałam podobne ukłucie, bo to było przy jednej osobie jakoś. Ale jeśli ktoś cię kocha, jeśli naprawdę potrzebujecie siebie nawzajem- to wróci. W życiu są różne momenty, różne etapy i niektóre, bolesne, trzeba przełknąć i jakoś przeczekać.
      Cierpienie jest częścią życia. Potrzeba bycia potrzebnym też. Więc nie masz co sobie wyrzucać.
      I warto właśnie spróbować. Kto wie, może to też ułoży pewne rzeczy w tobie?

      Usuń
  9. Już właściwie niewiele daję od siebie innym. Za bardzo się sparzyłam na ludziach, za bardzo dawałam się wykorzystywać. Obecnie jestem całkiem sama, nawet z rodziną te kontakty są takie powierzchowne i chyba mi na niej nie zależy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo też nie każdy potrzebuje aż tyle dawania z siebie, by czuć się potrzebnym ale...jednak jedna osoba chociaż, dla której jesteśmy jakoś niebezędni wypełnia treść życia, prawda?

      Usuń
  10. Oj tak, masz rację, wszyscy chcemy być potrzebni.
    A człowiek jest niezastąpiony tylko wtedy, gdy chce iść na urlop. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to wtedy wszyscy nagle uważają, że się bez ciebie nie obejdą, prawda :D

      Usuń
  11. To powoli mnie zabija, masz rację. Każdy musi mieć kogoś, kto na niego czeka a ja...ja nie mam nikogo, komu bym była tak całkiem potrzebna, kto by na mnie czekał. Tak po prostu, całkiem na mnie.

    Nie, nie czuje się potrzebna. Nie licząc może mamy, taty, rodziny. Bo tak naprawdę wszyscy inni sobie beze mnie świetnie radzą. Nie czują potrzeby rozmawiania, nie czuja potrzeby odezwania się. Każdy ma swoje życia, każdy wybiera swoje ścieżki i cóż... to ja jestem tą, która nie ma z kim wyjść na kawę ot tak, albo na durny spacer. A inni znowóż mieszkają pół tysiąca kilometrów ode mnie, i to jest kolejna bedznadzieja.
    Chciałabym być potrzebna, ale za każdym razem jest tak że jak nabieram na to nadziei, wznoszę się trochę nad ziemię, to potem bardzo mocno upadam. Takie otrzeźwienie.
    Niemniej. To, że wszystko przede mną to wiem, ale ile można czekać? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale rodzina to już jakiś początek. Niektórzy, jak się okazuje, nie mają nawet jej. I samo czekanie potrafi doprowadzić do jakiegoś szaleństwa ale...może można znaleźć na to inne sposoby? Znaczy, nie mówię o tej jednej, jedynej osobie, bo to musi samo przyjść. Ale jeśli idzie o znajomych, przyjaciół...ci jakoś się znajdują w odpowiednich miejscach chyba łątwiej XD

      Usuń
  12. Tak mi się teraz przypomniało, jak mój brat był młodszy i nie umiał sobie instalować gier na komputerze i ciągle do mnie przychodził i jęczał o pomoc. :P Powiem szczerze, że denerwowało mnie to strasznie, bo nie miałam czasu na głupoty, ale w momencie, gdy nauczył się robić to sam - zaczęło mi tego brakować. Bo nie byłam mu już tak potrzebna, jak kiedyś - a po czasie muszę stwierdzić, że było to pozytywne uczucie. :)
    Każdy chce być potrzebny i chyba najstraszliwsza jest ta samotność, gdy nikt o Ciebie nie pyta, nikt nie zagląda, nikt niczego nie chce. Wówczas po prostu nie istniejemy dla świata, a przed tym chyba każdy z nas chciałby się obronić.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie, nie czuje i ja osobiscie twierdze ze uczucie i emocja zwana "miloscia" z czasem sie bardzo zmienila i stracila na wartosci.. Niestety

    OdpowiedzUsuń