„Dobrze, mamo!
Od dzisiaj cię słucham!”- takiego to smsa dostałam od Cat o
poranku ( dla mnie też to był trudny, obolały poranek, swoją
drogą), po wieczornej konsultacji, gdy męczyłam ją, żeby się
ogarnęłam z kupieniem leków na alergię, po męczeniu jej, że
bzdury robi i ma o siebie dbać.
Kilkaset kilometrów
ode mnie, Cat tkwiąca w górach, a ja ciągle jej matkuję,
pomyślałam z pewnym sarkazmem, trochę kpiąc z siebie. Zawsze
matkuję. Westalka jedna się znalazła.
Nie tylko Cat
przecież nieraz mówi do mnie mamo. Tak samo mówi do mnie mój
współlokator, Beata dla której byłam „mamą od leczenia kaca”,
czasem wielu innych znajomych. Nieraz słyszę to zdanie, „dobrze
mamo!”, bo wielu ludziom, nie ukrywając, matkuję. Jestem
nadopiekuńcza. Mma kocykowe instynkty, jak to mówi A. Ostatnio może
słyszę to nawet aż za często. Jestem chodzącą apteką, ciocią
dobrą radą ( i chociaż Białek do dzisiaj nazywa mnie ciocia
Frida dobra rada, a nie mówi mi mamo), przynoszę kocyki właśnie
zmarzniętym i kocham dla wszystkich gotować. Karmić, upijać,
dzielić się papierosami. Przy moim stole zawsze znajdzie się dla
kogoś miejsce, mam obsesję leczenia ludzi, potrafię być stanowcza
albo czuła w miarę potrzeb, opatruję zranione kolanka i chucham i
dmucham na strapionych,jestem kobietą z szerokim biodrem i wielkim
cycem, matroną trochę czy też wiejską babą, która umie doić
krowy to i własne cycki by wydoiła może...ta...zdawałoby się,
idealny materiał na matkę.
Prędzej chyba
matkę-patologię, zawsze odzywa się i ten jeszcze bardziej
ironiczny, kpiący głosik w głowie. Matkę patologię, bo kto jak
nie ja rozpijał nieletnią Deniz, kto jak nie ja uczył palić Cat,
kto jak nie ja zawsze upije, zostawi kaca i urwany film? Zabawą też
się lubię dzielić, a co! Nie zmienia to jednak faktu, że wielu
ludzi mówi do mnie mamo. Może powinnam zamiast kapłanką Westy być
kapłanką Dionizosa. Bachantką, mimo że nie rozrywam jednak ludzi
na strzępy.
Mówią mi jednak
mamo.
Najśmieszniejsze w
tym wszystkim jest to, że dzieci nie chcę mieć. I wątpię, bym
kiedykolwiek chciała. Musiałby się stać prawdziwy cud. Większy,
niż objawienie w Lourdes i niepokalane poczęcie. Większy, bo
pewnie nawet jakbym poczęła niepokalanie z cudu, zaraz szukałabym
ginekologa, który nielegalnie mi ciążę usunie. Gorzej, jakby cud
usunąć się nie dał, chociaż, niewielkie jest prawdopodobieństwo,
że jakąkolwiek ciążę obecnie bym utrzymała. Idealnie się
składa, prawda?
Tak między bogami
a prawdą, teraz znów właśnie panikuję, że mogę być w ciąży.
Panikuję, nawet wiedząc, że z donoszeniem ciąży miałabym
problemy. W całym czerwcowym stresie niefortunnie dość przesunęłam
datę swojej antykoncepcji o tydzień ( dla ciekawskich, nie biorę
tabletek, stosuję inną drogę podawania hormonów) i czekam teraz
na to, by zrobić test ciążowy tak, by był wiarygodny. Nienawidzę
takiego czekania. Nienawidzę tej niepewności, którą przez swoje
problemy hormonalne nieraz przeżywałam. Ryzyko jest naprawdę
niewielkie, opcje, że zaszłam w ciążę są mniejsze niż
statystyczne 10%, jednak gdy pojawia się choć na chwilę taka
groźba...wzbiera we mnie fala strachu i myśl o tym, dlaczego do
kurwy nędzy w Polsce tabletki wczesnoporonne są nielegalne.
Po prostu, nie chcę
mieć dzieci.
Nie chcę być
matką. Nie chcę mieć dzieci, żadnych, swoich czy adoptowanych
nawet. I to nie jest chwilowy kaprys. To świadoma decyzja, którą
podjęłam wiele lat temu z Mężem, zanim się jeszcze dowiedziałam,
że prawdopodobieństwo, że ciążę utrzymam jest małe, przez
swoje choroby. To nie tylko decyzja, ale i głęboko zakorzenione
poczucie, płynące z głębi trzewi i głębi serca. Mogę matkować
całemu światu. Mogę być „kocią mamką” jak nazywa mnie mój
Mąż, gdy widzi, jak rozpływam się nad naszymi kotami i jak je
rozpieszczam ( bo dzieci są dla ludzi którzy nie mogą mieć kota,
jak to mawiamy). Nie chcę mieć dzieci. Nie chcę przeżywać
porodu, nie chcę wychowywać, nie chcę przedłużać gatunku. Po
prostu, nie mam takiej potrzeby. Dobrze mi tak, jak jest.
Nie chodzi tu nawet
o to, że dzieci nie lubię. Nigdy nie zapomnę chyba miny Redcar,
gdy na grillu wzięłam na kolana dziecko swojej koleżanki ze
szkoły. Lubię dzieci, choć nie stadnie (stada dzieci jak wycieczki
przedszkolne trochę mnie przerażają), lubię rozmawiać nieraz z
tymi, co już budują pełne zdania. Kochałam wręcz mieć etat jako
opiekunka syna Vincenta, dziecka tyle genialnego, co też trochę
dziwnego, bo chorego na zespół Aspergera. Nierzadko rozmawiałam z
dziećmi w szpitalach, zwłaszcza z dziećmi chorymi na nowotwory.
Uwielbiam nieraz rozmowy z dziećmi i perspektywę ich patrzenia na
świat, świeże, nieskażone umysły, w których nie ma jeszcze
schematów.
Nawet lubię
dzieci, choć nigdy niemowląt nie wezmę na ręce, bo boję się, że
je skrzywdzę. Lubię nieraz nawet dzieci, choć nie zachwycam się
nimi i nie rozklejam jakie są słodkie ( upaćkane kupą zwłaszcza)
i ich płacz doprowadza mnie do szału. Potrafię być nawet
cierpliwa w stosunku do nich...ale do pewnego momentu.
Mogę zajmować się
cudzym dzieckiem, ale nie wyobrażam sobie, by mieć to dziecko na
stałe. Na zawsze. Być za nie odpowiedzialnym.
Tak, boję się tej
odpowiedzialności i nie czuję jednocześnie potrzeby, by próbować
jej podołać. Boję się próby stworzenia nowego człowieka i po
prostu nie czuję się bogiem. Nie chcę być kreatorem, choć wiem,
do tego nie trzeba być doskonałym. Ale mam tą cholerną
świadomość, że kształtowałabym razem z Mężem całkiem nową
istotę, nie tylko fizycznie, z połączenia naszych gamet. Ale też
i całkiem psychicznie i społecznie. Nie czuję się na tyle mądra,
doskonała, by to uczynić i jednocześnie wiem, że nie uniknęłabym
błędów. A nie chcę nikogo świadomie ranić. W pewien sposób
patrzę tak na macierzyństwo czy rodzicielstwo. Jak na wielką
odpowiedzialność, której nie chcę się podejmować.
Z jednej strony to
więc właśnie świadomość mojej niedoskonałości. Z drugiej
strony to być może świadomość mojego egocentryzmu i...lenistwa.
Nie byłabym w stanie oddać komuś tak sporej części mojego życia.
Nie chcę rezygnować z pewnych planów, z pewnego dekadenckiego
jednak trybu, w który weszliśmy w życiu razem z Mężem. Lubimy
nasze życie po prostu takie, jakim jest i nie chcemy go zmieniać,
jego kształtu przez uzupełnianie go całkiem inną istotą. To nie
dla nas. I nie mamy zamiaru ulegać pewnej presji.
Bo tak naprawdę,
nieraz presja społeczna w naszej niechęci do posiadania potomstwa
bywa strasznie uciążliwa i męcząca. Nieraz już, będąc po
ślubie słyszeliśmy „a kiedy dzidziuś?”. Nieraz nawet
znajomi, którzy sami dzieci nie planują śmiali się, że po
przeprowadzce pewnie zrobimy dziecko na nowym domu. Nic z tego.
Można przez długi
czas wzruszać ramionami i ignorować pewne pytania i prowokujące
teksty, można ignorować zaczepki wielodzietnych rodzin, ale w
pewnym momencie zaczyna to męczyć. Nasze społeczeństwo nie
potrafi chyba nieraz zrozumieć, że nie każdy musi chcieć się
rozmnażać, zwłaszcza bezmyślnie, tak samo jak nie potrafi
zrozumieć, że kobiety nie wartościuje się przez to, ile razy jej
macica miała w sobie dziecięcą zawartość. W pewnym momencie
zaczyna to denerwować, zwłaszcza mnie, kobietę, której wmawia
się, że jej prawdziwą rolą jest tylko rola matki, że tylko w ten
sposób może się spełnić w życiu i być szczęśliwa.
No serio? Jakoś
tego nie czuję. Ale właśnie przez to dla wielu nie jestem
prawdziwą, kobiecą kobietą. Jakby częścią decydującą o mojej
wartości miał być drugi człowiek którego wydalam przez swoje
łono w bólach, jakby o tym, kim jestem i czego pragnę miała
decydować tylko moja macica.
Straszne klapki na
oczach i strasznie wąskie, schematyczne patrzenie.
Nie przeczę tutaj
bynajmniej, że macierzyństwo jest świetną sprawą. Nie twierdzę
że kobiety które siedzą w domu i wychowują dziecko są głupimi
kurami domowymi, jak wiele zaciekłych innych kobiet, które kochają
tak samo zakrzyczeć czyjś styl życia. Nie znoszę takiego
patrzenia też tej strony, po której niby i ja jestem. Wręcz
przeciwnie niż niektóre nie-matki, sądzę, że macierzyństwo to
wspaniała sprawa, twierdzę, że może być genialną wręcz
przygodą i sprawić, że życie staje się pełne. Tylko chodzi o
to, czego poszczególny człowiek pragnie, czego w życiu potrzebuje.
To, czego pragnę
ja i jak chcę żyć nie jest rzeczą predestynowaną tylko przez
moją fizjologię i moje organy. Nie jest rzeczą o której jak w
żelaznej regule mają decydować hormony czy pochwa która może
zmienić się w kanał rodny. Jeśli ktoś pragnie dziecka, bierze
się to z całkiem innych pragnień i potrzeb, nie tylko z
jajeczkowania, choć na pewno to też zawsze ma swój udział. Ale to
pragnienie pewnego stylu życia, pewnych zadań. Po prostu, to
marzenie. A nie obowiązek każdego z nas, jeśli miałoby to
uwierać. Przecież nic na siłę. A jednak, wiele rzeczy w
społeczeństwie wpychane jest nam na siłę do gardła, choć tyle
mówimy o wolności wyboru.
Jestem kobietą nie
oznacza wcale, że muszę chcieć być matką. Jestem kobietą nie
oznacza, że szczęście dadzą mi okropne bóle porodu i rok
karmienia piersią. To piękna rzecz dla wielu innych kobiet. Nie
musi być piękną wcale dla mnie w moim osobistym życiu, choć
nieraz lubię nawet patrzeć na szczęśliwe matki i ojców. I co
więcej, to, że sama nie chcę się rozmnażać, nie musi oznaczać,
że jestem zimna i pozbawiona wszystkich uczuć. Bo to już raz
usłyszałam gdy powiedziałam głośno, że nie chcę być matką.
Nigdy przenigdy.
Często mam
wrażenie, że gdy mówię że nie chcę dzieci, staję się dla
wielu innych kobiet i mężczyzn, zwłaszcza dla nich o dziwo,
towarem wybrakowanym. Tak jakbym nie umiała kochać w ogóle. Jakby
moje serce jako kobiety nie mogło bić, nie nosząc dosłownie
innego serca pod swoim.
Czasem nawet mówię
o swoim innym wybrakowaniu, o tym, że przez choroby nie utrzymam
ciąży i nie chcę się z tym szarpać. Wielu osobom zamyka to usta.
To inna prawda, półprawda być może, ale bywam na tyle zmęczona
tymi dyskusjami, że gdy ktoś wchodzi na ten teren i pyta, dlaczego
nie chcę mieć dzieci, jakim cudem, albo co gorsza, mówi, że
jeszcze do tego dorosnę, zamykam im tym usta. Wielu osobom robi się
głupio. No tak, pewnie jest taka nieszczęśliwa że przez chorobę
wmówiła sobie, że nie chce mieć dzieci. Dzieci nie chciałam mieć
zanim zaczęłam chorować, ale nieraz nie muszą o tym wiedzieć.
Czasem to daje mi po prostu spokój. Bo jedno wybrakowanie w oczach
społeczeństwa powoduje agresję, ale inne powoduje litość i
współczucie, staje się niewygodne, więc wszystko cichnie. A mi
robi się tylko żal ludzi o zamkniętych na inność, jakoś
ciasnych umysłach i oczach z tak wąskim polem widzenia. Tak wąskim,
że nie widzą, że na swoim polu każdy może siać, co mu się
podoba. Jedni mogą siać potomków i sadzić drzewa, inni niech
sieją burzę. W tym świecie nigdy nic nie szło od linijki. A wielu
ludzi takich linijek i ekierek pragnie. Cóż, może boją się, że
jak ktoś inny może żyć w inny sposób, po swojemu, to nie znaczy,
że oni dokonali jedynego słusznego wyboru?
Monopoliści
jedynej słusznej prawdy to często bardzo smutni ludzie. Ale, to
chyba trochę inny temat.
Żal mi tyko nieraz
doprawdy kobiet, które chcą mieć dzieci, a naprawdę, całkowicie
nie mogą ich posiadać. Te dopiero mają nieraz w życiu przerąbane.
Gdy starają się usilnie, chcą zadowolić nie tylko siebie, ale i
rodzinę i całe otoczenie. Bo wmówiono im, że nie tylko ich
marzenia o dziecku są ważne i piękne, ale że trzeba podołać
roli matki, żeby naprawdę mieć jakąś wartość. Żal mi kobiet,
którym wmówiono, że idealne matki istnieją, wpadają w panikę
gdy ich dziecko ma kolki, bo nic nie wygląda jak im społeczeństwo
obiecywało. Żal mi też mężczyzn, tych o których mówią, że
„strzelają ślepakami”, którzy nie mogą udowodnić swojej
męskości. Bo niespełnione pragnienia to jedno. Społeczna presja i
dokładnie jakiegoś wstydu tam gdzie go nie powinno być, społeczna
presja sprawdzenia się w roli rozpłodowca i wartościowanie przez
nią człowieka to kopanie leżącego. I to takie, które łamie
wszystkie żebra i kruszy najtwardszych na miliony maleńkich
kawałków.
Mam wrażenie, że
sam temat posiadania dzieci przez kobiety głównie, a nie mężczyzn,
jest ostatnio zresztą dość popularny. Dyskusję wywołał spot
Fundacji Mamy i Taty, w którym spełniona na innych polach życia
kobieta żałuje, że „nie zdążyła być mamą”. To odbiera jej
całą radość życia. Osobiście strasznie bawię się przy wielu
memach w internecie, osobiście bardzo bawi mnie nieudolność tego
spotu i niespójności tego, co miał przekazać z tym, do czego
doprowadził. Z jednej strony mnie to bawi, z drugiej jednak cieszy.
Bo w końcu wiele osób zobaczyło, jak tendencyjnie patrzy się
społecznie, nawet niechcący, może podświadomie na wartość
kobiety W jaki sposób patrzy się na to, co powinna osiągnąć w
życiu i kim przede wszystkim być. Matką, a nie po prostu sobą.
Jak zwykle
oczywiście, w naszym kraju jest to dyskusja ( choć trochę ucichła)
pełna jadu i braku szukania porozumienia jakby po obu stronach
barykady. Stronach, bo przecież, jak zwykle nie widzi się tu
człowieka, tylko szufladki, manekiny, które mają wykonać zadania,
szufladki jałowości macicy a zarazem życia, a nie czyjeś
pragnienie po prostu czegoś innego. Schemat, w którym kobieta nie
ma prawa do decydowania o własnym życiu, w odrębności od bycia
dla wielu...po prostu inkubatorem. Inaczej nieraz nie można tego
nieraz nazwać. Z drugiej strony ci, którzy dzieci pragną, całej
gromadki też spychani są na margines ciemnoty, która się płodzi
jak bydło i nie myśli o tym, za co kupi kolejne sweterki. Jedni
przeciwko drugim. I na co, po co? Czy nie można zrozumieć, że
każdy po prostu właśnie decyduje o sobie, swoich marzeniach i
pragnieniach? Każdy ma swój kawałek podłogi. A innym...nic
przecież do tego.
Mam prawo nie
chcieć dzieci i nadal być kobietą. Mój Mąż ma prawo nie
spłodzić dzieci, nie sadzić drzewa ( chociaż już zasadził i to
niejedno) i nadal być wspaniałym mężczyzną. Nie każdy to jednak
rozumie i nas już, jako małżeństwo zaczyna nieraz to denerwować.
Wpychanie w schemat, jakiś styl, którego my do szczęścia wcale
nie potrzebujemy. Nie każdy chce mieć domek z ogródkiem. I
dlaczego to nie ma być tak samo w porządku? Dlaczego ulegamy
myśleniu, że skoro kobieta i mężczyzna chcą spędzić razem
życie, to musi pojawić się choćby jeszcze jedna istota między
nimi? Z miłości między ludźmi rodzi się wiele pięknych rzeczy.
Nie tylko dzieci dosłownych, które krzyczą po nocach i nieraz
nawet psują związki. Tak, jakby miłości nie starczało.
Nam naszej miłości
wystarcza i nie potrzebujemy żadnych dodatków już teraz, nie
takich na pewno. Starczy, że mamo mówią na mnie inny ludzie,
których kocham i którymi się zajmuję. Których karmię, leczę, a
nieraz i upijam. Którymi nie muszę zajmować się cały czas. I ci
ludzie nie muszą mieć naszych genów, jego oczu i wzrostu i moich
włosów. Nie musimy nadawać im imion, wybierać w urzędzie, bo
miłość niejedno ma imię. Ja swojej nie muszę żadnych szukać,
jako dodatków do życia, które po prostu już mam i lubię. Do
życia, które przeżyję po swojemu. Niezależnie od tego, czego być
może oczekuje ode mnie nieraz wielka masa, którą zwiemy
społeczeństwem.
Wiem, że gdybym
chciała, byłabym dobrą matką, tak naprawdę. Ale nie. Nie chcę.
Chcieć to klucz. Ciekawe, ile osób tak naprawdę to rozumie? A ile
znów powie mi, że muszę dojrzeć i dorosnąć? Wiem, że nigdy nie
mówi się nigdy, ale na ten moment życia mam wielką, cholerną
pewność. Swoją własną. I życie w swoich rękach.
Nie wiem czy chcę
Rozmnażać się
Nie wiem czy chcę ciąg dalszy swój
mieć
Kocham cię najbardziej na świecie
Ale nie chcę mieć dzieci
Nie chcę być matką i co ty na to?
I co ty na to, nie będziesz tatą?
Z innych
ciekawostek z życia, dzisiejszy poranek spędziłam na szpitalnym
SORze spanikowana, że po wczorajszym brawurowym upadku ze schodów
naszej cudownej kamienicy złamałam nogę, złamałam, gdy nie
mogłam nią ruszyć i wiłam się z bólu gdy na niej stawałam
przed wyjściem do pracy. Okazało się, że tylko jak zawsze
skręciłam staw skokowy, troszkę mocniej niż zazwyczaj,
naciągnęłam więzadła, ale ich nie pozrywałam znowu. Mam dwa
tygodnie nie chodzić, nie obciążać, leżeć i śmierdzieć w tym
upale. A takiego wała! Kto by usiedział w domu dwa tygodnie? Na pewno nie ja.
Każdy ma wybór, po za tym nie lubię jak ktoś mówi; "a co ludzie powiedzą?" albo postępowania schematami.
OdpowiedzUsuńDokładnie. Ale jednak pewien ostracyzm przeraża wielu z nas a momentami o prostu już...męczy. I nie każdy ma w sobie to coś, co pozwala się mu przeciwstawić.
UsuńNiby żyjemy w wolnym kraju, a ja ciągle pytam kto ludziom dał prawo do oceniania innych.
UsuńSami je sobie nadal, nie mając nawet prawa do praw nadawania.
UsuńDobre ;) Ale po prostu czasem zadziwia mnie sposób myślenia ludzi.
UsuńKiedy przeczytałam tytuł, od razu skojarzył mi się z piosenką Peszkowej i jak zjechałam na dół, to uśmiechnęłam się, bo intuicja nie zawiodła :)
OdpowiedzUsuńJa osobiście dzieci chciałabym mieć, mam od zawsze do nich wielką słabość (przez rok studiowałam nawet pedagogikę przedszkolną, więc... :P), a one chyba do mnie, bo zawsze lgną i jakoś mi to nawet nie przeszkadza. Ale właśnie... to moje podejście. A cudze zawsze szanuję. Masz prawo nie chcieć, masz prawo mieć swoje poglądy i masz prawo o nich głośno mówić. Bo czego by się tu wstydzić? Nie znoszę określenia "a co inni powiedzą?" bo to chyba jedyne, o co można by się jakoś "martwić". Pieprzyć to. Nie ogarniam, jak można było nazwać Cię "zimną" tylko dlatego, że nie chcesz. Cholera, Twój wybór. I Ty masz być z tym wyborem szczęśliwa. I Wojtek. Żyjesz po swojemu, kochasz, jesteś kochana i jeśli to do szczęścia wystarczy, to pozostaje tylko cieszyć się i... żyć ;)
No żadna inna by tu nie pasowała chyba XD
UsuńI o to właśnie chodzi. W ogóle ktoś dzieci musi rodzić, wychowywać, bo byśmy wyginęli jak to się mówi XD Ale to jednak poważna decyzja i nie każdy musi od razu jej pragnąć. Skoro kochasz dzieci, pragniesz mieć swoje- nic innego, jak tylko brać się do dzieła XD Ale nigdy nie można kogoś zmuszać do tego, żeby przyjął pewne rzeczy jako swoje. Także w innych kwestiach przecież.
I jak widać można, jest bardzo różne podejście w tej materii. Akurat spotkałam się już z tym właśnie w dyskusji z pewną panią z mojej szkoły, z innym panem...wielu ludzi kocha taki schemat. Mam jałową macicę to i jałową duszę, bo przecież masz nawet słynne zdanie, że najwyższym powołaniem kobiety jest macierzyństwo. Ja go nie chce to musi być coś nie tak XD
W ogóle ja mam po prostu ważenie że tacy ludzie co się wpieprzają w cudze życie mają nieraz po prostu za dużo problemów ze swoim i boją się, że ktoś inny może być szczęśliwy, żyjąc po swojemu. Bo być może oni za bardzo sie bali...i im takiego życia nie było dane zaznać.
Coś by się może znalazło, ale ta jest po prostu idealna ^^
UsuńAno właśnie :D Cóż, ja po prostu wiem, że mogłabym je mieć. I chciałabym. Ale to moje podejście, mój przyszły mąż się z tym utożsamia XD tak jak Wojtek z Twoją decyzją i jest okej. Ważne, żeby w tej kwestii nadawać na tych samych falach.
Taa... spłycanie wszystkiego przez ludzi do ogółu i tworzenie stereotypów. Chyba jedna z największych chorób społeczeństwa -.-
Albo ich jest za nudne po prostu, to interesują się cudzym ;)
Otóż to:)
UsuńI o to chodzi, ty masz taką pewność, takie pragnienie, ja nie i każdy robi swoje XD I to też jest ważne, że jednak ludzie którzy są ze sobą chcą tego samego. W ogóle to my na początku myśleliśmy o dzieciach, jako gówniarze jeszcze, w odległej jakiejś perspektywie, rozmawialiśmy o tym, że może 2 byłaby spoko a potem oboje dostaliśmy olśnienia, w tym samym czasie w ogóle, takie "kurwa, chwila, przecież w sumie...my nie chcemy dzieci"XD I tak jest do tej pory:)
Nieuleczalna, bo wywodząca się instynktu. Ale nieraz można troszkę z nią walczyć, jak Don Kichot z wiatrakami XD
I to też, inna sprawa :D
O właśnie :) Hahaha :D No to niezłe olśnienie xD A może Wam się jeszcze odwidzi w drugą stronę jednak kiedyś? ;)
UsuńMożna... :D
Szczerze wątpię, bo wtedy to było olśnienie związane z tym, że to presja społeczna, a teraz dojrzeliśmy jakoś:)
Usuńtak, tak, tak!
OdpowiedzUsuńdziś po prostu trzy razy tak, nie mogłabym się bardziej zgodzić. dziękuję za ten tekst.
Nie ma za co XD
UsuńW rozmowie z moją koleżanka wyszło na jaw, że poprzez wypadek, który miała, odkryto u niej jakąś chorobę, uniemożliwiającą (prawdopodobnie) zajście w ciąże. Zadowolona odparła, że przynajmniej nie będzie musiała się głupio tłumaczyć, że nie chce dzieci mieć - po prostu nie może. Ja wiem, każdy ma prawo do decyzji i do wybierania ścieżki takiej, jaka jest mu odpowiednia. Rozumiem Twój punkt widzenia, najważniejsze, żebyś Ty ze swojego życia była zadowolona. Ale ten uśmiech jakoś mnie zmroził. Po ludzku :)
OdpowiedzUsuńBo to zawsze jest w sumie prawdopodobieństwo, tylko kwestia jest tego, jak ono jest duże. Ale to właśnie prawda, powiedzenie nie mogę mieć dzieci zamyka ludziom usta, gdy naprawdę nie dają już spokoju i żadne argumenty do nich nie docierają...
UsuńI o to chodzi właśnie:) Bo każdy ma swoje życie, ma je prawo przeżyć po swojemu, a nie że ktoś ci się wpierdala za przeproszeniem XD
Czemu zmroził?
Ludzie od zawsze mają problem z zaakceptowaniem decyzji drugiego człowieka, niestety.
UsuńNo właśnie, i po co to wszystko? xD
Bo mówiła o tym z takim spoickim spokojem, że aż wydawało mi sie to nieprawdopodobne ;)
Dokładnie.
UsuńA mnie nie pytaj XD
Wiesz, to tak samo jak ja o tym mówię nieraz XD
Aleś utrafiła z tą piosenką, uwielbiam ją:P Mnie też raczej z macierzyństwem nigdy nie będzie po drodze, chociaż... może w niektórych przypadkach to po prostu kwestia znalezienia odpowiedniego człowieka, z którym te dzieci chciałoby się mieć.
OdpowiedzUsuńW każdym razie, podobnie jak ty, nie widzę się w roli matki, mimo młodego wieku i tego, że słyszę "na pewno ci się odmieni". No jakoś nie sądzę. Sama sobą się zająć nie potrafię, a co tu gadać o drugim życiu, gdzie ta odpowiedzialność jest 10x większa. Dzieci nawet za szczególnie nie lubię, zajmować też się nimi nie umiem w taki sposób, żeby było jakoś... czułe. Bo pieluchę zmienię bez problemu XD. I tak samo nie uważam, żeby macierzyństwo było jakimś wyznacznikiem kobiecości. A takie przekonanie chyba mocno wciąż pokutuje.
P.S. trzymaj się z tą nogą jakoś. I uważaj bardziej na schodach:)
To też prawda. Jak trafisz na człowieka, którego kochasz, który chce mieć dzieci chociaż cię nie zmusza...perspektywa się zmienia nieraz. Ale jak trafia na siebie dwoje ludzi, którzy jednak dzieci mieć nie chcą? To już troszkę inna sprawa:)
UsuńNie znoszę tego "jeszcze ci się odmieni" tak jak nie znoszę tekstu "a kto ci poda na starość szklankę wody?". Cóż, przekonałam się że częściej wodę podaje dps a nie własne dzieci XD I właśnie, to największa odpowiedzialność jaka może istnieć i ok, odpowiedzialność za drugiego człowieka to świetna sprawa ale...nie każdy chce ponosić aż taką. Nie czuje tej potrzeby i to jest jak najbardziej w porządku.
Ja wolę pieluchę zmieniać...staruszkom XD I raczej niestety to przekonanie będzie jeszcze długo rozkwitało w ludzkich umysłach...
I uważałam, to był moment XD Zresztą ja szybko dochodzę do siebie. Boję się tylko, że dzisiaj będę chciała tańczyćXD
kurde szkoda że takiej odpowiedzialności brakuje wielu.... mam podobne odczucia jak Ty....
OdpowiedzUsuńWolność do tego by szczęście przeżywać na swój sposób... dziecko to odpowiedzialność ogromna i kto ją poniesie na każdej płaszczyźnie.... gdzie go choleery obrońcy życia i inni "dobrodzieje" irytuje mnie ta obłuda...
Dojrzeć i dorosnąć.... kurde.... czy własnie Twoja decyzja nie przewyższa dojrzałością wielu.....
W sensie szkoda, że wielu nieodpowiedzialnych ludzi ma dzieci? I może tak bo jest...świadoma. W pełni.
UsuńFrida... gdyby tylko wszyscy mieli podobne podejście, świat byłby piękniejszy. Jak niewiele trzeba - wyjaśniasz swój pogląd jednocześnie akceptując decyzje innych ludzi! Po co agresja, po co naskakiwać na kogoś i wmawiać mu, że jest gorszy, czy mniej wartościowy dlatego że chce, lub nie chce mieć dzieci.
OdpowiedzUsuńTo tak jakbym powiedziała komuś, że skoro nie lubi czekolady to nie jest prawdziwą kobietą. Albo, że woli piwo zamiast wina. Tak samo nie ma to sensu.
Bardzo denerwuje mnie patrzenie na kobietę jak na chodzącą macicę. Każda kobieta ma w sobie tak wiele piękna i wspaniałości, że macica jest w tym najmniej ważna. Tak samo jak najmniej ważne są męskie plemniki.
Decyzja o posiadaniu dziecka jest ważną decyzją. Skoro ktoś nie chce, to nie ważny jest powód, bo powodów może być mnóstwo. Jak dla mnie lepiej otwarcie powiedzieć "nie chcę mieć dzieci", niż męczyć się przez pół życia w sytuacji, której nie czujemy, co gorsza fundując dziecku dodatkowe atrakcje.
Po co?
Po co mam biegać, skoro wolę jeździć rowerem?
Po co jechać w góry, jeśli lubię posiedzieć na plaży nad morzem?
Po co rodzić dziecko, jeśli tego nie chcę?
Może i tak:) Wiesz, dla mnie to po prostu kwestia oczyiwistego szacunku- owszem, cudza wolność kończy się na cudzej krzywdzie ( bo i takie poglądy są, jak choćby nazistowskie, prawda?) ale póki dotyczą twojego życia, twoich decyzji, tego jak kochasz, jakie masz marzenia, w co wierzysz...dlaczego ja mam się w to za przeproszeniem wpierdalać? Nie widzę sensu. Właśnie każdy ma prawdo do swojego kawałka ziemi i urządzenia go tak, by czuć się w nim szczęśliwym:) Ale niestety, nie wszyscy na to tak patrzą, właśnie też w kwestii rodzicielstwa. Kochamy kategoryzować i nadawać decyzjom, zwłaszcza cudzym, jakąś wartość.
UsuńI to też fakt. To można tak porównać, nie robisz czegoś, to nie jesteś tym..jakby to był jakiś wyznacznik.
Ale dla niektórych okazuje się, anatomia i fizjologia to clue istnienia...
I dokładnie, bo co z tego, że się ugnę, jak będę nieszczęśliwa w tym życiu i tak samo, przez to i dziecko będzie nieszczęśliwe, bo na pewno podświadomie będę się na nim odgrywać?
Witaj
OdpowiedzUsuńLudziom w Polsce brakuje tolerancji dla własnych wyborów. A przecież to osoba, która dokonuje wyboru, ma prawo żyć i myśleć po swojemu to świadczy o naszej indywidualności. Znam dziewczynę, która chciała żyć jak inni, poznała mężczyznę pojawiło się dziecko a mężczyzna zniknął. Sama teraz dziecko wychowuje, bez żadnej pomocy, jest jej ciężko, wspieram ją psychicznie i czasem finansowo i widzę, że ani państwa ani jej rodziny nie obchodzi, że jest samotną matką i że nie może znaleźć stałej pracy ....
pozdrawiam serdecznie
dobrycoach.bloog.pl
To prawda, ludzie mają problem z tolerancją, po prostu ze zwykłym szacunkiem do drugiego człowieka. Bo na tym powinna chyba polega tolerancja,no nie? Ale szacunku nie wpaja się nam od dziecka niestety...
UsuńI to najgorsze, gdy kobieta też sama zostaje z dzieckiem...i nie ma znikąd pomocy. Już nikt się nią nie interesuje.
Niezależnie od tego, czy jesteś w ciąży, czy nie, los na pewno wie co robi. Los, Bóg, cokolwiek to jest, natura?
OdpowiedzUsuńJa znam ten stres przedtestowy ;) Aż nadto. Najważniejsza jest świadomość tego, że cokolwiek się stanie to dasz sobie radę, nie zostaniesz sama.
Nie chcesz mieć dzieci, ale nie wiadomo co zrobisz, gdy się dowiesz że jesteś w ciąży :) Niezależnie od tego dopinguję Ci i wierzę, że wszystko będzie dobrze :)
Może i coś tak chce ale to coś też zdaje sobie sprawę, jakie by mogłyby być moje ewentualne decyzje...będąc szczerą powiem, że raz byłam już praktycznie pewna, że jestem w ciąży. Przez wahania hormonalne, test zasadniczo niejasny, jeden, drugi...szukałam już sposobu na "pozbycie się", tak to określmy. Jestem pewna że teraz zrobiłabym to samo...
UsuńI dzięki:)
Absolutnie akceptuję Twoją decyzję. Dziecko to nie tylko piękne dni, kiedy ono się uśmiecha, jest grzeczne i mówi "mamo". To także pełno przepłakanych dni, kiedy musisz się martwić o to, co dasz mu jeść, o to jak go wychować, troska do końca życia. Nie wszyscy są w stanie temu podołać. Sama kiedyś, gdy bałam się, że jestem w ciąży, miałam zamiar usunąć ciążę.
UsuńDokładnie, właśnie dziecko to ogromna odpowiedzialność, to przepłakane noce i ciężki obowiązek. A nie każdy zdaje sobie z tego nawet sprawę niestety...
UsuńWięc mnie rozumiesz w pełni:)
Mnie by też tu pasowała piosenka "Mój jest ten kawałek podłogi". Ostatnio mam na nią faze XD
OdpowiedzUsuńW sumie to jakoś nigdy nie pojawiały się u mnie takie myśli, żeby oceniać kogokolwiek ze względu na posiadanie potomstwa bądź jego brak. Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to specjalnie, bo w moim życiu to przecież nic nie zmienia i co mi kurde do tego. Ale ja już taka jestem od zawsze, nigdy nie miałam skłonności do oceniania ludzi i w pewnym etapie to nawet myślałam, że ze mną jest coś nie tak, bo większość moich znajomych potrafi w kilka sekund wystawić jednoznaczną ocenę, a ja... nie byłam w stanie. Wiesz, jestem człowiekiem, który bardzo wysoce ceni sobie wolność i niezależność, boli mnie, gdy ktoś mnie do czegokolwiek zmusza, jakoś mnie ogranicza, karze się przesadnie tłumaczyć. Toteż nie jestem w stanie tego zrobić innym. Moja przyjaciółka powiedziała mi, że nie widzi mnie na prawie, bo jestem zbyt polotna i zbyt taki wolny duch ze mnie XD
Dzieci... lubię, choć nieraz mnie wkurwiają, zwłaszcza te takie najmniejsze. Miałam z dziećmi trochę doczynienia, bo przez dwa lata prowadziłam gromadę zuchową, jeździłam na kolonie zuchowe i dawało mi to wiele radości i nadal daje. Ostatnio pojechałam ze znajomymi z harcerstwa na wyjazd i byłam opiekunką domku młodszych harcerzy (4, 5 klasa) i powiem Ci, że kurde ich uwielbiam. Uwielbiam się z nimi pobawić, powygłupiać, wgl. mogę napisać Ci w mailu kilka śmiesznych anegdotek z nimi związanych ^^. Bo powiem Ci, że zawsze dają mi mnóstwo pozytywnej energii :D
Ale własnych dzieci też raczej nie chcę. W gimnazjum miałam parcie na macierzyństwo, bo widziałam jak to zawsze kobiety w ciąży traktuje się jak księżniczki i jak wszyscy się nimi interesują (albo matkami z dziećmi), ale już mi przeszło. Na dany moment zdecydowanie nie, a kiedyś tam to nie wiem.
* każe (XD)
UsuńA ten kawałek też uwielbiam. Założę się, że przyda mi się przy jakimś innym poście XD
UsuńCzyli po prostu można powiedzieć, że jesteś człowiekiem z otwartym umysłem. I jakoś mnie to nie zaskakuje w ogóle:) I wiesz, ponoć teoretycznie takie drobinki zawsze coś w twoim życiu zmieniają :> Ale...to nadal nie daje prawa, żeby innym się w to ich życie wpierdzielać. Poza tym ci, co bardzo interesują się cudzym życiem, są chyba często bardzo smutnymi ludźmi...
I w sumie coś w tym jest, wiesz, że to samo usłyszałam, jak powiedziałam kiedyś, że prawo w sumie mogłabym studiować?XD Ja przecież do tej pory nie wiem czy jestem za czy przeciw karze śmierci XD Ale wiem, że nikogo bym na nią nie skazała XD
No tak, byłaś opiekunką gromady nawet, można rzec. I najważniejsze, że właśnie tobie to daje radość, wręcz cię uskrzydla:) W sumie..to też prawda, że kobieta w ciąży jest u nas w kulturze ( i chyba każdej innej) jakoś święta wręcz. I czas pokaże:)
Ktoś mnie tu wyprzedził w temacie XD Otóż, witam w gronie kobiet, które nie chcą mieć dzieci :) Nic dodać, nic ująć, argumenty mamy podobne i spojrzenie na społeczeństwo także. Uwielbiam też teksty typu : Teraz tak mówisz, zobaczysz jak się instynkt macierzyński odezwie. Może i się odezwie, nie przeczę, ale póki co jestem stanowczo na NIE.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Wojtek czuje tak samo :) Że się pod tym względem dobraliście. To chyba dosyć trudne przez tą społeczną nagonkę i jakiś właśnie wzorzec kobiety - Matki Polki. Ja jeszcze nie spotkałam faceta, który nie chciałby mieć dzieci...
Wyprzedziłam? No patrz XD Ale wiesz, nie zaszkodzi mimo to jak napiszesz od serducha od siebie XD XD Znaczy wiesz, ja wiem, że nigdy nie mówi się nigdy, ale nienawidzę właśnie tego wpierania że NA PEWNO instynkt u mnie zadziała...no do cholery. Moje życie, moje instynkty też i proszę się nie wpierdalać XD
UsuńI ja też. Właśnie nie wyobrażam sobie być z kimś, kto by koniecznie chciał dziecko, namawiałby mnie...chyba taki związek by się nie udał. I ja z kolei znam kilku takich jednak. Tak samo właśnie jak kobiet, które nie chcą dzieci. Więc się zdarzają, mimo świętego obrazu matek XD
Zamierzam XD No, dokładnie. Jak słyszę takie teksty, to mi po prostu wszystko opada, nawet cycki w biustonoszu XD I też właśnie, takie dziwne myślenie, że jak nie chcesz mieć dzieci to jesteś zimnym psychopatą... ludzie, co z wami XD
UsuńWłaśnie, bo już tu nie chodzi o nas, tylko o tego partnera, który pragnie tych dzieci. Ufff, to dobrze :D
No dokładnie, tak to można przyrównać, cycki opadają od tekstów jakby opadały od karmienia ej XD Ludzie co z wami- mówisz jak moja Beata XD
UsuńNo, kamień z serca, co?XD
Nienawidzę dzieci. Nie mam cierpliwości do dzieci. Rozwrzeszczane bachory, z zasmarkanymi nosami. To nie dla mnie. Od dobrych paru lat towarzyszy mi takie myślenie. I zgadzam się z tym co napisałaś. Mogłabym się pod tym podpisać obiema rękami. Tylko... ostatnio nie wiem co się dzieje i coraz częściej przez moją głowę przemyka myśl, że może jednak, że może kiedyś mogłabym mieć dziecko, że może da się to pogodzić z karierą naukową (o której marzę) i z przyszłą pracą. Na razie odganiam od siebie te myśli, ale nie wiem czy z czasem nie będą przybierać na sile...
OdpowiedzUsuńZnaczy wiesz, ja wychodzę z założenia takiego, jak Korczak- dzieci to też ludzie, tylko mniejsi i o innej sile ekspresji. Fakt, że ta ekspresja niektórym działa na nerwy...ale to także ludzie, którym należy się szacunek. Każdy z nas też zasmarkanym dzeciorem był XD Ale fakt faktem, że skoro trudno ci dzieci znieść...to nie ma co na siłę produkować własnych. Tego trzeba chcieć. I nikt nie ma prawa zmuszać nas do tego, żebyśmy po prostu zajmowali się tym, co działa nam nawet i na nerwy.
UsuńI zobaczysz, czas pokaże po prostu:) Przecież nikt nie każe ci decydować od razu:)
Wybór jest, presja zawsze będzie. To też jest naturalne, że piętnuje się coś, co wg danej grupy odstaje od normy. Nie będzie tu porozumienia. Równie dobrze można by być osobą pragnącą dziecka w środowisku osób, które pragną zagłady ludzkości.
OdpowiedzUsuńDrugą sprawą wzmacniającą nacisk na rodzenie dzieci jest pewno ujemny przyrost naturalny i starzejący się świat. Gospodarka chce się ratować. Więc i są spoty i są działania.
Bo działają nawet nasze instynkty, nawet ewolucja to potwierdza. Ale ja czasem lubię sobie powalczyć jakoś we własnej głowie choćby z wiatrakami. Mam jeszcze w sobie okruszynę idealizmu i nie chcę jej tracić:)
UsuńTo prawda, że mamy problemy demograficzne ale one...też nie biorą się z próżni, prawda? To cena, jaką płacimy za odejście od plemienności, za samo istnienie obecnego kształtu cywilizacji. Konsekwencja nas samych.
Czytałam Twój tekst z uwagą i zastanawiałam się czy nawiążesz do tej akcji "nie zdążyłam zostać mamą". Mam prawie 19 lat, ale jakoś ta kampania bardzo mnie śmieszy.
OdpowiedzUsuńDobrze, by było gdyby każdy pilnował swojego nosa, nie interesował się życiem prywatnym innych i nie wymagał tłumaczenie się z podjętych decyzji osobom, których one nie dotyczą. Ale to marzenie ściętej głowy.
PS. Tak, lalka została zrobiona na szydełku ;)
UsuńNie mogłam do niej nie nawiązać właśnie:) Bo moje osobiste sprawy jakoś się z nią związały po prostu:) I ona jest po prostu nieprzemyślana, źle zrobiona...ale mało kto u nas umie robić dobre kampanie społeczne.
UsuńWiem, że to utopia. Ale pomarzyć chociaż dobrze...
co za nieszczęśliwy upadek! ale dobrze, że tej nogi nie złamałaś!
OdpowiedzUsuńwiesz, pewnie nie jeden Ci powie, że jeszcze zmienisz zdanie i zapragniesz mieć dzieci, ale skoro od kilku dobrych lat czujesz, że nie chcesz być matką, to ja myślę, że to Ci się nie odmieni. ja np. nie wiem, czy chciałabym być matką, w tym wszystkim najbardziej boję się zmian w moim organizmie, że siebie nie zaakceptuję, wiem, że nie jedna osoba mnie za to wyśmieje, ale w końcu to moje ciało i chyba mam prawo decydować czy chcę zmian czy nie, zwłaszcza, że nie są one zazwyczaj małe. myślę jednak, że z czasem mi się to odmieni i będę chciała mieć dziecko, chociaż nie mam takiej pewności. zresztą najpierw trzeba znaleźć ojca dla dzieci zanim o nich pomyślę :P ale właśnie wkurza mnie to w naszym społeczeństwie, że dziecko wypada mieć, powinno się mieć. jakby całe społeczeństwo już dawno temu, może nawet zanim my pojawiłyśmy się na świecie już nam zaplanowało, że mamy mieć dzieci. a właśnie gdzie nasze zdanie? gdzie nasze wolne wybory? moja kuzynka w wieku 19 lat uparła się, że chce dziecko - mówi i masz, a teraz uważa, że było to za wcześnie, niby tego nie żałuje, jest teraz z innym facetem, i niby chciałaby mieć z nim dziecko, ale ją przeraża to, bo początek macierzyństwa ją przerósł, i ma się teraz na siłę zmuszać do tego, bo pasuje by miała dziecko ze swoim mężem? z drugiej strony jej siostra ma dwoje dzieci, totalnie z wpadki i ona wprost mówi, że ona dzieci mieć nie chciała i mimo, że je kocha, dba o nie i na pozór tworzą dobrą rodzinę, to sama mówi, że jakby miała okazję uciec z naprawdę bogatym facetem to by męża z dziećmi zostawiła. i taka oto kobieta ma dwójkę dzieci?! to nie jest normalne, zupełnie nie. najważniejsze jest to, że z mężem dogadujesz się w tym temacie, chociaż naprawdę szkoda, że społeczeństwo pewnych barier nie potrafi przeskoczyć, ale myślę, że na pewne tematy potrzeba ludziom jeszcze bardzo dużo czasu.
tak, czasem nie ma innego wyjścia. niełatwo było mi zapomnieć o nim, pomyśleć, że to nie ma sensu, uporałam się już z tym jakiś czas temu, ale czasem wracam myślami do tamtych chwil.
Czasem mysle ze siedzisz mi w głowie i wyciagasz czesc moich myśli. Jesli o dzieci chodzi mam podobnie. Cudze spoko, moge sie zając, ale wlasnego miec sobie nie wyobrażam, jzu nawet nie chodzi o fakt porodu i calego tego bólu ale mam wrazenie, ze ja sie zwyczajnie na matke nie nadaje a moj maz na ojca na pwno nie, choc jeszcze nie powiedzialam tego glosno, jest jedynie 30 moze 40 % szans ze w ogole na dziecko sie zdecyduje a czas ucieka, bo niestety nikt z nas nie mlodnieje. Juz w tej chwili nawet jakbym chciała, to moje diecko bedac w moim wieku (czyli lat 28) bedzie mialo babcie nie matkę..
OdpowiedzUsuńPo prostu, to jest naprawdę poważna decyzja, więc...też czas pokaże. Czasem ludzie dojrzewają do takich decyzji ale kwestia, czy w ogóle tego chcą. Kwestia, czy to im potrzebne.
UsuńNajważniejsze, uważam, by dziecko miec, bo się tak zdecydowało, bo się chciało, a nie, że się je ma, bo wpadło niechcący a potem pół zycia zrąbanego, bo ludzie ,którzy razem być nie powinni są przez to dziecko, które sie potem winne czuje, bo było wpadką.
UsuńTeż nie zamierzam mieć dzieci, bo po pierwsze nigdy nie miałam z nimi dobrego kontaktu, a po wtóre... kwestia porodu. W grę wchodziłaby tylko cesarka, a ja już nie chcę krojenia. No nie i koniec. Jestem zbyt wolnomyślicielska na to, by kogoś wychowywać, sama siebie czasem nie pojmuję. Mogę realizować się w wielu innych dziedzinach. Inna sprawa, że kobietom niepełnosprawnym odmawia się praw do macierzyństwa, więc postępując po mojemu, powinnam się zająć rozmnażaniem i to masowo, żeby dowalić, ale aż takim wywrotowcem nie będę xD
OdpowiedzUsuńNo tak, poród to kolejne ciachanie u ciebie...zresztą, poród to trauma dla ciała wielu kobiet. I jak ktoś już ma zmęczone ciało nie chce sobie dokładać. Wcale się nie dziwię. Co innego, jakbyś naprawdę pragnęła dzieci...ale tak to tym bardziej pewnie nie ma się co szarpać. I dokładnie, realizacja dla człowieka, samospełnienie może przejawiać się na wielu polach a nie tylko jako rodzić. A o tym za często zapominamy.
UsuńWiesz, czytając początek Twojego wpisu i wspomnienie o krowach przypomniało mi się, że się ich boję ;D. To głupie skojarzenie itd., ale naprawdę, a teoretycznie nie powinnam, bo gdy byłam mała daawno temu dziadkowie mieli takie (okropne, wstrętne, przerażające) zwierzątka ;D. Ale to zupełnie nieważne ;D.
OdpowiedzUsuń'Nie byłabym w stanie oddać komuś tak sporej części mojego życia.' to zdanie wyjęte zupełnie z moich ust, nie tylko w kwestii dzieci, też w innych kwestiach, bo sama jeszcze nie wiem czy chciałabym mieć dziecko, a sprowadzanie i jakieś nadawanie wyższej wartości kobiecie, spełnienia poprzez to, że ma dzieci jest dla mnie czymś zupełnie niepojętym i wiesz od początku jak czytałam Twój wpis to gdzieś z tyłu głowy miałam to porównanie do inkubatora, może trochę przerażająco brzmiące, ale jednak będące gdzieś w głowie. Na pewno nie chciałabym mieć dzieci przed 30., bo jak to kiedyś do kogoś żartowałam 'jak to wgl.? a gdzie szaleństwo, tak, to szaleństwo i wakacje, spontaniczne wyjazdy, gdzie to wszystko? No po prostu co ja z tym dzieckiem zrobię' ;D. To strasznie brzmi, to oczywiście też trochę żarty, ale jednak... Poza tym, rodzicie mnie 'rozpieścili' i zafundowali dużo młodszego brata, który jest fenomenalny, ale który też chyba długo będzie wypełniał potrzebę własnego dziecka. W każdym razie... Jeżeli kiedyś coś takiego się wydarzy to na pewno będzie to wielkie wyzwanie. A Tobie życzę, żeby niepewności zostały rozwiązane jak najbardziej po Twojej myśli, bez przysparzania nowych zmartwień.
Leż sobie grzecznie lub ostrożnie przemieszczaj i pozwalaj na to robienie zakupów! Zasłużyłaś sobie na to tym szybkim zjazdem ze schodów ;D. Tak więc noo, bez żadnych buntów tam ;D.
Krowy? Ok, faktycznie masz niezłe skojarzenia XD
UsuńNo więc właśnie bo tak naprawdę...na to trzeba być gotowym, chcąc być po prostu rodzicem. Na to, że większość życia przez 20 lat jest podporządkowana jednemu-dziecku. Naprawdę trzeba tego cholernie silnie pragnąć, żeby się na to zdecydować moim zdaniem...
Ale niestety tak jest, matka w naszej czy innej społeczności jest dopiero prawdziwą, szanowaną kobietą. Tak jakby to była jedyna słuszna kobieca rola, właśnie ten inkubator.
I nie brzmi strasznie, bo nawet takie rzeczy powinny wpływać na tą decyzję. I fakt, masz młodszego brata i ..to swoje też robi. A nawet pomaga się głębiej zastanowić, co?:) I dzięki:)
Spoko, jutro już idę do pracy, będzie wesoło XD
Chętnie bym Ci wysłała kawał tego tortu, ale już go nie mam niestety :c
OdpowiedzUsuńCo do notki - mam to samo. Dzieci mieć nie chcę. I to nie jest tak, że ich nie cierpię czy coś. Nie czuję potrzeby posiadania dzieci, jest mi dobrze, jak jest. A taka mentalność jest w naszym kraju. Nie masz dzieci, to od razu się pytają kiedy będą i żeby szybko, bo potem będzie za późno. Masz jedynaka, to pytają się, kiedy drugie, bo nie może być jedno. Masz dwójkę, to czemu ma nie być trzeciego. Ma się trójkę lub więcej, to patrzą już jak na jakąś patologię. Ograniczone umysły.
Wielka szkoda:(
UsuńI właśnie to jest klucz, kwestia twoich pragnień, chęci. Jak ich nie ma to...dosłownie, nikt nie ma prawa wpierać ci dziecka w brzuch. Może to mentalność narzucona też przez religię, wiesz, idźcie i rozmnażajcie się. Ale do tego też nie ma tolerancji w sumie....
Geez, aż mi się przypomniały te Twoje smsy jak czytałam początek. "Zjedz jakiś obiad nim wyjdziesz" xD I witaminki na kaca. I fakt, jesteś jak taka matka właśnie, czasami nadopiekuńcza, ale to nic złego. Bo prostu masz w sobie... hm... pewne poczucie "misji"? Misji opiekowania się tymi, których kochasz, którzy są dla Ciebie ważni lub po prostu potrzebują pomocy. A że czasami wychodzi to tak jak z Cat np. i tymi fajkami... to tez była jej jakaś tam decyzja. Chyba, że jej papierocha wsadziłaś na siłę do ust, to inna sprawa ;D I kapłanka Dionizosa... pasuje do Ciebie ;)
OdpowiedzUsuńWiesz, że w sumie nie byłam zaskoczona tym postem po tym, jak się dowiedziałam o tych Twoich "nowinkach". I nie mam tutaj właściwie żadnego "ale", bo w sumie masz pewne powazne powody, by nie chcieć mieć dzieci, racjonalne argumenty. I fakt, społeczeństwo jak zawsze narzucało tak narzuca i narzycać będzie pewne "normy". Ale to nie znaczy, że musimy się im podporządkowywać.
Jednak, jeżeli chodzi jeszcze o poruszony przez Ciebie temat... jak napisałam, do Twoich argumentów nic nie mam, rozumiem je... nawet się zmartwiłam jak mi napisałaś o tych swoich obawach. Ale to, co mnie irytuje wśród młodych ludzi to ich innego rodzaju, niezwykle płytkie argumenty, by dzieci nie mieć. Niekiedy mam ochotę zaśmiać się w twarz tym, który twierdzą, że "nienawidzą dzieci". Excuse me, ale za co tych dzieci nienawidzisz człowieku? Zabili ci kogoś bliskiego, okradli, spalili dom? Nie, wytłumaczenia dostaję "bo głośne, brudzą, śmierdzą". Aha, to jest powód do nienawiści? Owszem, krzyczą, brudzą... I wychowanie to faktycznie nie jest łatwa sprawa, nie każdy się do tego nadaje. Ja np. do momentu aż zostałam aupair nie chciałam mieć dzieci... Bo się bałam, że będę popełniac błędy Mamy. Ale teraz... mam taką wizję w głowie, że kiedyś tam chciałabym mieć własny dom, duży ogród i dzieci właśnie. Wiem, słodkie az do porzygu, ale co tam ;) Oczywiście, nim zostanę matką muszę się oduczyć ryczeć... i jakoś na hałas reagować czy płacz, bo w takich przypadkach to ja sztywnieję :D No, ale przynajmniej nie mam odruchu, by przywalić pasem tudzież bambusem :P
Bo ja jestem nadopiekuńcza, wiem to doskonale i nie mogę tego opanować ale..nawet mi się chyba nie chce, bo to nieraz coś, co nawet lubię, wiesz?:) I może mam. Mam charakter, jak to mówi Adaś, czarnej mamy z południa USA. Wiesz, pierdolnie ci kazanie ale potem postawi obiad na stół i każe jeść XD I nie, na siłę nic jej nie wsadzałam, sama chciała XD
UsuńNo wiem wiem, nic dziwnego, musiałam gdzieś myśli przelać jak to zawsze:) I dokładnie, moje życie, zaplanuję jak chcę tak naprawdę.
Wiesz co, ja z jednej strony się tego boję, z drugiej strony wiem, że jakbym chciała, to bym podołała może i tej odpowiedzialności. Ale tu tkwi kulcz- w chcę. Musiałabym chcieć jej podołać. A tej chęci we mnie czy w Wojtku...nie ma po prostu.
Ja podchodzę do tego jak Korczak, dziecko to taki sam człowiek jak każdy inny, tylko mniejszy i o większej sile ekspresji. Więc dzieci też lubię po swojemu, jak innych ludzi:) I nie słodkie do porzygu, tylko twoje i ważne że to ty tego chcesz:)
I to fakt, najpierw trzeba porządnie ogarnąć siebie. Ale ty ogarniesz, w to nie wątpię:)
Cóż... może ta presja rozmnażania się trzyma się nas po wojnie. Trzeba było zapełnić opustoszały kraj. To jestem w stanie zrozumieć. Ale wołając, że jesteśmy ludźmi 21 wieku i jednocześnie cisnąc komuś, bo nie chce mieć dzieci jest idiotyczne. I to nastawienie do rodziców wielu dzieci też cholernie boli. Tak! Oni tez wiedzą, co to prezerwatywa.
OdpowiedzUsuńNie chce dzieci. Może kiedyś się to zmieni, ale moje wloczegostwo uniemożliwia mi siedzenie w jednym miejscu. Nie wyczymię o prostu:p ale też nie chcę skazywać swojego potomka na lata hospitalizacji, które ja znosilam. Dlatego też nie chcę być lekarzem. Na szczęście moi rodzice tego nie wymagają. Może chcieliby wnuczka, ale kto jak nie oni wiedzą, jak to jest być rodzicem chorego dziecka?
Ale też umiem się troszczyć, przytulić, wysłuchać, przykleić plasterek. Odesłać do łóżka, kiedy ktoś mi siąka i kaszle. I słuchać, że jestem mamą. I mówić do starszych od siebie "dziecko". Możemy być matkami bez rozdartej pochwy.
Po wojnie to ludzie sami z tym szaleli i chcieli, bo to chyba był instynkt jak u lemingów po samobójstwach w ich społecznościach, zawsze mam takie wrażenie. I dokładnie, w czasach, gdy jednak stawia się w dużej mierze na pewien indywidualizm ciśnięcie nadal w ten sposób, wręcz wymuszanie jakiegoś stylu życia bywa...po prostu przykre w dużej mierze.
UsuńI właśnie, jak chcesz być włóczęgą to możesz mieć dzieci ale..czy nie skrzywdzi ich takie dzieciństwo? Czy to, że musiałabyś osiąść nie skrzywdziłoby ciebie? To na pewno do zastanowienia i to poważnego, jeśli jednak instynkt macierzyński cię chwyci. I tyle dobrze, że twoi rodzice to rozumieją. To i właśne te inne kwestie.
Owszem:) Może i takie matki też są po prostu potrzebne?:)
Ło mój zboże, dłuższego elaboratu nie widziałam!
OdpowiedzUsuńJa wiem, żemu ty nie chcesz mieć dzieci! Do Tokyo chcesz zapewne jechać! Karierę robić!
A tak na serio...
NIe rozumiem tego nacisku na kobiety, że każda koniecznie musi mieć dziecko i to minimum dwójkę, a najlepiej piątkę, bo wtedy zniżki od państwa będą. No ludzie! Kobiety to nie machiny, nie jakieś urządzenia do przedłużania gatunku czy rozbudowywania drzewa genealogicznego. Kobiety to kobiety; ze swoimi uczuciami, poglądami i decyzjami, które podejmują. A skoro ty nigdy nie chcesz mieć bobasa, któremu się ulewa (fu) to ja to popieram. NIe będą nam spoty mówiły co mamy robić ;)
Pozdrawiam,
Lina
Ja zawsze trzaskam takie elaboraty xD Jestem gadułą straszną.
UsuńNo do Tokyo bym się wybrała akurat :D
A jednak taki naciski istnieje, choć, walczy się z nim coraz zacieklej. Wiesz, z jednej strony nic dziwnego, niż demograficzny, problemy z tym związane...ale właśnie z drugiej każdy ma prawo do swojej decyzji i ukłdania życia, jak mu się rzewnie podoba właśnie. I spoty zdecdowanie nie XD
A ja jestem z tych, które chcą mieć dzieci, kiedyś - najlepiej po ślubie. I gdyby okazało się, że nie mogę dzieci posiadać, to pewnie z czasem wspomogłabym się adopcją - bo skoro sama urodzić nie mogę, to przecież mogę ulepszyć życie jednej z tych porzuconych istotek (później może i kolejnej).
OdpowiedzUsuńKażdy się boi tej odpowiedzialności, to na pewno nie jest tak, że kobiety w ciąży na okrągło krzyczą z radości. Każdy, absolutnie każdy odczuwa tą niepewność - rzeczą oczywistą jest to, że będzie się popełniać błędy, że wychowanie dziecka nie będzie sielanką, że będą katarki i większe choróbska, że przyjdzie ten dzień pierwszej kłótni rodziców i dziecka, a później kolejne i kolejne.
Wiesz, ja w sumie na dzień dzisiejszy obawiam się dziecka jako nastolatka, ale myślę, że z czasem i do tego dojrzeję, właśnie z wiekiem.
Myślę też, że gdyby jednak udało Ci się tę ciążę utrzymać, pokochałabyś to dziecko i ostatecznie nie chciałabyś go oddać nikomu na świecie. Ale rozumiem też Twoją obecną niechęć, Twoją decyzję i chęć życia nadal swoim poukładanym życiem, które dziecko na pewno wywróciłoby do góry nogami.
Również nie będę Cię gonić z pochodniami za chęć pozbycia się ciąży, chociaż z tym totalnie się nie zgadzam i równie jest to dla mnie z zabójstwem małej istotki, gotowej kochać nad życie - Twoje życie i Twoje sumienie.
Także w obecnej sytuacji życzę Ci byś w tej ciąży nie była i nie musiała robić takich okropnych rzeczy.
A co do nogi - totalnie współczuję, siedzieć w mieszkaniu przy takiej pogodzie jest niemożliwością (chociaż sama nie wiem czy gorzej jest w mieszkaniu czy na zewnątrz :P). Wracaj do zdrowia! I nie szalej z tą nóżką, żeby sobie nie pogorszyć. :)
No i bardzo dobrze- ja się nawet śmieję, że ktoś te dzieci musi rodzić XD Tylko po prostu, to zawsze musi wypływać z samej ciebie, z samego pragnienia posiadania tego dziecka...a nie jakiejś społecznej presji. I adopcja to też świetne rozwiązanie:) I wiesz, dobrze, że jakoś też czekasz aż do tego dojrzejesz...bo tak to powinno być. A nie jakoś na łapu capu, jak u niektórych. To jedna z tych decyzji, nad którymi trzeba naprawdę popracować. I pewnie tak, nie mówię, że nie pokochałabym dziecka...ale go nie chcę. Po prostu nie chcę. Tak samo jak ostatecznie wiem, że dałabym sobie radę. Ale nie chcę musieć dawać sobie rady.
UsuńWidzisz, ja po prostu na aborcję patrzę trochę inaczej, może bardziej medycznie:) I ty tak samo właśnie masz prawo do swojego zdania...tylko dla mnie to żadna zbrodnia:)
No w domu dzisiaj jest gorzej niż na zewnątrz...więc umieram XD I dzięki:)
Przypomniało mi się kilka rzeczy jak czytałam ten tekst... Kilka lat temu zaczepił mnie sąsiad i zapytał co ja właściwie robię w życiu - uczę się, pracuję? Ale po co właściwie, przecież jestem kobietą i ja mam w domu siedzieć i dzieci rodzić, wychowywać, a nie mi studia w głowie i praca. Pamiętam też jak (lata temu) poszłam do liceum i na lekcji wosu był temat "podstawowej komórki społecznej jaką jest rodzina" i nauczycielka powiedziała nam, że "rodzina jest wtedy, kiedy jest dziecko. dwoje ludzi jeszcze rodziny nie tworzy, choćby mieli wspólną hipotekę". A jakiś czas później moja koleżanka (starająca się już wtedy o dziecko) uznała, że jeśli kobieta nie może mieć dzieci to w ogóle (nigdy) nie powinna się wiązać, bo przecież zostałyśmy stworzone do roli matki, a tworzenie związku z jakimkolwiek mężczyzną byłoby swego rodzaju kłamstwem, bo przecież nie prowadziłoby to w tym momencie do stworzenia rodziny. I pamiętam, że bardzo mnie to wtedy ubodło. Przede wszystkim dlatego, że tu chodziło o kwestię niemożności posiadania dzieci, a nie niechęci, ale z drugiej strony - ja już wtedy też byłam przekonana, że dzieci mieć nie chcę, bo chcę być dla siebie. Ale to przecież nie znaczy, że każda z nas - kobiet mających inną wizję siebie - jest skazana na samotność, a co gorsza, że sama ma się na nią skazywać. Cóż, ta koleżanka jest dzisiaj matką, siedzi w pieluchach i nie wydaje się zbyt szczęśliwa, bo choć się do tego nie przyzna ja widzę, że ma poczucie utraty życia, którego nie spróbowała przez wczesne macierzyństwo. (planowane, ale widocznie wyobrażenie o nim rozminęło się z rzeczywistością)
OdpowiedzUsuńSpotu reklamowego nie kojarzę, niemniej znam kobiety, które mówią, że żałują, że nie zostały matkami. I znam jedną taką, która przez ponad trzydzieści lat życia była przekonana, że dzieci mieć nie chce, później wyszła za mąż i nagle... zachciała. Dziś jest matką dwójki i przy każdym spotkaniu z nią czuję się nie na miejscu przez jej pokazowy sposób traktowania dziecka. To ewidentnie przykład spełniania oczekiwań społeczeństwa.
Dla mnie problem z macierzyństwem polega na tym, że kobiety często nie zastanawiają się czy chcą tylko po prostu rodzą, bo nie mają co zrobić ze swoim życiem. Później są umęczonymi matkami i w kółko mówią o tym jak wiele straciły. I traktują dzieci tak, że kiedy widzi to normalny człowiek, ma ochotę im przywalić. Bo można dzieci nie chcieć, a nawet nie lubić, ale to nie znaczy, że można je krzywdzić. Ale to już druga kwestia, że nie każda kobieta rodząca zasługuje na miano matki.
Czyli po prostu można powiedzieć, że i Ciebie przez całe życie chciano, nadal chce się wepchnąć w pewną rolę...która może niekoniecznie jest dla Ciebie, a na pewno nie w tym momencie. A to, że właśnie dwoje to nie rodzina...ile razy ja to słyszałam. Dla wielu właśnie z moim mężem nie jesteśmy i nigdy nie będziemy rodziną, bo jak to tak, ta podstawowa komórka społeczna bez dzieci? Aż włosy z głowy chyba niektórzy wyrywają. I właśnie może chciała, a może żałuje..wiesz, ja mam wrażenie, że wiele kobiet wlaśnie potem żałuje tej decyzji, podejmowanej też podczas zakochania, przez cudze oczekiwania...ale utwierdzają się w tym, że może tak musiało być i ponoszą konsekwencje czytają poradniki dla idealnych matek..bo co innego im już zostaje?
UsuńTo warto go obejrzeć właśnie. I właśnie..widzą to często jako jedyną opcję. Bo społeczeństwo tuczy nas swoimi wizjami przecież jak gęsi. Trudno czasem zobaczyć inne możliwości wręcz. I to też przykre że...wielu rodziców po prostu na to nie zasługuje wręcz...
To bardzo irytujące, że społeczeństwo wziąć napiera na prokreację. I nie dziwię się wcale, że masz tego dość. To, że ktoś nie chce mieć dzieci to jego wybór i nikt nie powinien się do tego typu decyzji wtrącać. To tak jakby komuś wmówić, że musi mieć psa, bo trzeba kochać zwierzęta. Nikt niczego nie musi. Jeśli tak Ci dobrze i jesteś szczęśliwa to po co masz coś zmieniać? Żeby uszczęśliwić na siłę resztę świata? Paradoks, naprawdę. Ileż jest takich rodzin, które bezmyślnie decydują się na potomstwo i są okropnymi rodzicami, krzywdzą te dzieci, zaniedbują, nie przygotowują ich do życia w społeczeństwie. I potem łażą takie nieogarnięte ludziki, skrzywdzone przez los. Całkowicie popieram Twoje zdanie. Co prawda nie zamkniesz ust tym, którzy gadają, ale możesz kupić stopery do uszu :) //
OdpowiedzUsuńTeż miałam jakiś czas temu skręcony staw skokowy. Też w wakacje. Masakra. Współczuję...
Otóż to. Ale społeczeństwo niestety ma to do siebie, że tworzy stado...a w stadzie jedno wymaga od drugiego. Szkoda że się zapomina, że właśnie też w stadzie są jednostki i każda ma prawo do własnych, samodzielnych decyzji. I właśnie, nikogo nie uszczęśliwi się na siłę. I lepiej właśnie nie być rodzicem, jeśli się tego nie chce...bo to tylko i wyłącznie krzywda dla dziecka. Tak, stopery to dobra opcja XD
UsuńJakoś już dochodzę do siebie, dzięki:)
Ludzie to takie dziwne stworzenia, które lubią wtykać nos w nie swoje sprawy!!! Przykre to i męczące. Moja babcia, na ten przykład, nie potrafi się pogodzić z tym, że nie wzięliśmy z Miśkiem ślubu kościelnego!!! Do tego stopnia wstyd jej za nas, że gdy ksiądz był u niej po kolędzie schowała nasze zdjęcia ;P. Takie tam.
OdpowiedzUsuńFrida, choć sama mam dzieci, potrafię Cię zrozumieć. Macierzyństwo to ciężka praca i kupę poświęceń. Trzeba tego na prawdę chcieć!!!
Pozdrawiam
Justyna :)
Społeczeństwo strasznie ciśnie do wszystkiego: do małżeństwa, do posiadania własnego domu (/mieszkania) - bo jak to można wynajmować całe życie i nie mieć niczego na starość?, do posiadania dzieci...
OdpowiedzUsuńI jak słusznie zauważyła @Kocia: najlepiej mieć dwójkę a jak masz trójkę to nagle robi się patologia.
Katolicki biznesmen już na ślubie przypomni o dzieciotwórczym obowiązku małżonków - spróbujcie tego unikać a unieważnimy Wam małżeństwo! [http://www.kosciol.pl/article.php?story=20050530092028621]
Mam nadzieję, że z kostką coraz lepiej :). Po zepsuciu rzepki, łączę się w bólu.