Może nie powinnam była pisać tego
listu. Może to, że napisałam go tutaj, pokazałam światu, wielu
osobom się nie spodoba, Króliku. Ale umarłabym, gdybym nie była
sobą. Ty to wiesz przecież, wiedziałeś zawsze, jako jeden z
nielicznych. I znałeś też to, czego wielu nie pozwalam dotknąć.
Ciężko mi znowu, wiesz? I jestem też
zmęczona. Na jakiś czas chyba muszę zawiesić obietnicę, którą
na mnie wymusiłeś. Na jakiś czas muszę stąd zniknąć, z tego
miejsca, z bloga. Bo zamiast dawać mi ulgę, ostatnimi czasy zaczął
boleśnie kłuć. Nie mówię, że znikam na zawsze, nie mówię, że
znikam na długie miesiące. Może przemyślę parę rzeczy, na nowo
ułożę już dzisiaj w nocy i za parę dni znowu będę tu pisać.
Nie wiem, nie mam pojęcia Króliku. Ale musisz mi wybaczyć, że
znów znikam, że może będę wracać. A może znajdę całkiem inne
miejsce.
Od samego początku nie byłam do tego
przekonana. Gdy napisałam w listopadzie pierwszą notkę, bo ty tak
chciałeś. Od początku czułam, że to nie moje miejsce, mając
nadzieję, że się po prostu zadomowię. Od początku czułam, że
zostawiłeś mnie z pewnymi obowiązkami. Jakby to ja miała być
potrzebna. Właśnie ze wszystkich ja. Ale chyba nie jestem. Od
samego początku nie byłam, bo to nie mój świat tu przystawał.
Nie nasz. To nie zgrywało.
Zostawiłeś mnie z wieloma
obowiązkami. I mam wrażenie, że to miał być jeden z nich.
Próbowałam pisać jak dawniej i to sprawiało mi radość.
Zaczynało. Bo poznałam kolejnych ludzi, zaczęłam wpadać w różne
miejsca, całkiem obcych ludzi, których ty nawet nie znałeś.
Zrobiłam sobie ścieżki, odnowiłam niektóre stare znajomości w
tym świecie, zaczynałam budować własne gniazdo. Wszystko fajnie.
Wesoło. Swobodnie.
Trach!
Znów odniosłam wrażenie, że nie
podołam. Jestem zmęczona tym, że ubzdurałam sobie, że się ode
mnie wymaga. A może czasem wymagają właśnie, dają znać. Parę
wiadomości, parę spraw o których dowiedziałam się przypadkiem,
od osób trzecich. To chyba nie jest mój świat.
To miało być moje miejsce, tak miało
być. Nie jestem tobą. Jestem kimś kto cię znał i może nie
powinnam się z tym tutaj wcale wychylać. Chyba zrobiłam źle, po
prostu. Zaczynają mi ciążyć wizje z mojej głowy. Zaczynają mi
ciążyć niektóre litery. W tym właśnie miejscu.
Najgorzej było, gdy zapytano się
mnie, dlaczego jestem taka szorstka. Taka...zimna. Jestem? Króliku,
czy ty kiedykolwiek nazwałbyś mnie zimną? Zawsze mówiłeś, że
mam najgorętsze serce.
Króliku, zmieniłam się. Najpierw te
trzy lata temu, gdy Vincent...teraz ty....
To powoduję, że jestem zimna. Takie
można odnieść wrażenie. Bo z tobą nie można na TEN temat
porozmawiać. Bo zbywasz ludzi, gdy mówimy o TYM.
Nawet w głowie zaczęłam używać
słowa TO. Kurwa, jebane ogólniki. TO? Nie, po prostu twoja śmierć.
Rozszerzone źrenice, poszarpana, posiniaczona klatka piersiowa.
Chude wystające żebra. Mówię TO, by pamiętać nasze
wyprawy,nocne rozmowy, twoje koncerty, herbatki i skręcane przed
laty ćmiki. Casablanca wiśniowo-waniliowa, nasz ulubiony tytoń.
Nie wiem, czy go dalej produkują. Zmieniłam się znowu w człowieka
popielniczkę, tak na marginesie, choć do sierpnia zeszłego roku
nie paliłam. Do sierpnia, kiedy zaczęłam się martwić o ciebie. I
znów, szlug za szlugiem. Wypalanie żalu. Czarna zasłona dymu
zamiast czarnych ubrań w żałobie.
Ale mówię TO zamiast umarłeś, bo
wolę tamto dawne pamiętać, niż ostatnie tygodnie, twoje
rozgoryczenie, zażenowanie, strach. I cholerne przeczucie. Trzymanie
cię za rękę, gdy się popłakałeś, ale wolałeś nikomu o tym
nie mówić. Gdy wolałeś po prostu nie mówić o paru sprawach.
Może tylko tej, którą pokochałeś jeszcze, paru prawdziwym,
namacalnym ludziom przy tobie.
Buduję mur, zasłaniam się. To też
strach. Nie krzycz na mnie. Boję się. Że znowu się pogrążę,
albo tak naprawdę, dopiero teraz to zrobię.
Wolę skupiać się na życiu. Sam byś
mi tak doradził, sam mówiłeś o tym, gdy zmarł Vincent. A może
ja pierwsza rzuciłam ten pomysł, że znowu idziemy do przodu, choć,
tobie tamtego roku było o wiele trudniej. Bo przecież i twoja
matka...
Teraz nie ma znaczenia co było. Jest
jak jest.
Żyję. Ale zaczynam stale się bać,
gdy ktoś zapyta mnie o śmierć. I to nie boję się pytań tych,
których znaliśmy razem, a pytań tych, których jakoś zostawiłeś
mi w spadku, wpychają mnie tu, przekazując pewne obowiązki.
Na obowiązki nie mam siły.
Dostarczyłam listy, muszę jeszcze dostarczyć paru osobom rzeczy.
Przerosło mnie to? Brak czasu, brak siły.
I boję się pytań, znów.
Czego nie zrobię i tak będzie źle,
wiesz, Królik? Momentami jestem za to na ciebie zła. Umarłeś i
zostawiłeś mnie z burdelem. Pewnego rodzaju burdelem. Na początku
byłam wdzięczna że mam się tym zająć, bo mogłam coś zrobić
ale jednak, ja też się wypalam. Też się wyczerpuję. Tak jak
chyba wypala się ten blog. Przynajmniej chwilowo.
Może ogniska nie dogasają. Muszę
znaleźć tylko drewno na opał ale...
...nie pasuję tu. Nie jako ktoś, kto
cię znał.
Wzorem mojego Męża trochę,
zbudowałam więc wielki mur, mur, za który mało kto może przejść.
Tylko ci, którzy znali ciebie latami jak i ja. Za który przeszła
tylko jedna kochana osoba, która znała cię wirtualnie. Z resztą
nie umiem pomówić wiesz Królik...nie wiem jak.
Po prostu nie wiem jak.
Dlaczego, pytasz? Co mi sprawia taką
trudność?
Zaśmiejesz się teraz. Czasem mam
wrażenie, że takie rozmowy, tutaj choćby, nie miałyby sensu. Bo
mam wrażenie, że ci ludzie, oprócz tej jednej, z którą
rozmawiam, którą skrzywdziłeś, znali pomnik, nie człowieka.
Okropne to co mówię? Może. Ale przez to się usztywniam. Bo byłeś
wspaniałym człowiekiem ( tak tak, z tego też się śmiej) ale
przecież, to tylko jedno z twoich obliczy. Pamiętasz, nawet póki
żyłeś, mówiłeś, że wkurwia cię takie idealizowanie. I
spodobała ci się tak bardzo moja metafora „Królik, bo ty masz
zajebiste pióro, ale w necie twojego krzywego ryja nie widać”.
Idealnie oddane na tamten moment. Czy teraz tak samo?
Mam wrażenie, że takiego idealnego,
twojego obrazu niektórzy ode mnie oczekują. Oczekują też obrazu,
a nie mnie. A obraz ma być tój, od tego tu jestem, dlatego zniosłam
tu swoje rzeczy, tu się wprowadziłam. Bo nie tak miało być?
Ale mam wrażenie nieraz, że chodzi o
idealny pomnik. Wiem, że to moja chora głowa ostatnio ma takie
problemy, więc widzę rzeczy może których nie ma...ale oczekuje
się pomnika. Przedstawiania go. Ale ideałem nie byłeś przecież.
Pamiętam naszą awanturę, jak raz nazwałeś mnie na poważnie
głupią kurwą. Bo jako jedna z nielicznych umiałam cię
wyprowadzić z równowagi. Pamiętam twoje nerwice, dni marudzenia.
Człowieka z krwi i kości. I to trochę nie przystaje, prawda? Nie w
tym miejscu. Dlatego czuję się obco, bo napisałam w listopadzie.
Może powinnam poczekać.
Czasem mam wrażenie, że jestem jak ci
twoi ulubieni, no, z jaskini Platona. Wyszłam i widziałam słońce.
Kochałam cię, ale poznałam większą część człowieka niż oni.
Zważam więc na słowa. Sztywnieję.
Gdy piszemy to zawsze jakaś kreacja
przecież, prawda? Ja sama pewnie tworzę obraz, który wielu nie
przystawałby w głowie do mojej prawdziwej osoby. I nie szkodzi. Ale
boli mnie stawianie pomników. Boli tylko dlatego, że wiem, jak
bardzo byś tego nie lubił. Boję się, że ludzie zaczną wycierać
sobie tobą kiedyś gębę. Bo Królik powiedziałby to, pomyślałby
tak. Tylko ty mogłeś wiedzieć, co byś powiedział, no nie? Nie
byłeś bogiem, a omylnym człowiekiem z kwi i kości.
Wiesz, nie odzywam się na ten temat.
Mam wrażenie, że nie mam prawa. Bo każdy znał jakąś inną
część. Ale męczy mnie, gdy ktoś mówi, że jestem zimna. Bo nie
piszę tylko o tobie? Bo nie robię dramatu, nie wlokę stale kiru po
bruku, bo nie jestem płaczką z dawnego pogrzebu? Tylko
dlatego?Serio?
Ja próbuję dalej żyć. I boję się
rozmawiać na twój temat z kimś, kto nie poznał więcej twoich
obliczy. Zresztą, ja to ja, mówię i piszę o sobie.
Może nie jestem już dobrym
człowiekiem, Króliku. Może nie. Nie jestem gorąca, a zimna i
cyniczna. Wczoraj rozmawiałam o tym z Mężem. Że stałam się
bardziej szorstka, może widzę świat przez maskę ironii. Wcale
nie, jak stwierdził. Nie dla tych, którzy mnie oswoją. Wbrew
pozorom nie mam tak dużo siły. I właśnie ja zbywam, nie
rozmawiam, nie pocieszam..bo nie mam już siły. Jak ja mam pocieszać
kogoś kto...? Ja? Nie nadaję się.
Nie mam prawa negować cudzych odczuć,
to na pewno. Każdy miał swoją miłość i ma swoją tęsknotę.
Wiesz, powstrzymałam nawet twoją siostrę. W grudniu, gdy dostała
szału. Gdy weszła na twojego bloga, prześledziła te wszystkie
komentarze, wszystkie żałobne wpisy.
Nie mówiłam o tym prawie nikomu,
tylko może wspomniałam dwóm osobom, jednej opowiedziałam całość.
Jednej osobie, która znała cię stąd, ale znała cię całkiem
inaczej.
Gdy weszła na bloga i zaczęła wyć
wręcz, co oni sobie wyobrażają. Oni kogoś stracili?! Oni?! Nawet
go nie znali. Nie biegali do niego do szpitala. Oni? Pamiętam jej
szał i płacz. Zawsze była nerwowa przecież. Chciała napisać
złośliwie paru osobom parę rzeczy...ale po co?
Chciała chyba odreagować wtedy. Kogoś
może skrzywdzić. Komuś pokazać, że jej świat się zawalił.
Jej.
Tłumaczyłam wtedy, to trochę inny
świat właśnie, Iduś. Każdy ma prawo do swojej żałoby, każdemu
jakoś brakuje. Jakiegoś obszaru, jakiegoś oblicza. I ma do tego
prawo. Wręcz powinnaś się cieszyć, że twój brat był tak
kochany, że tak wielu osób o nim myśli, tęskni...to piękne.
Jakoś się uspokoiła. Tak jak w wielu
innych sytuacjach, jakoś.
Nigdy nie chcę poznać nikogo stamtąd,
powiedziała. Nienawiść wobec niewinnych jako próba radzenia sobie
z własnym bólem. Można tylko ukoić, przytulić i uszanować. Bo
co więcej?
Dlatego widzisz nie piszę o twojej
rodzinie, o twojej siostrze, chociaż przecież się widujemy. Wiem,
że już teraz by sobie tego nie życzyła. Tylko teraz. Teraz, gdy
sama jakoś się żegnam i muszę parę rzeczy przemyśleć. ( wiem,
że mi wybaczysz w tym momencie). Dlatego pewnie nikomu nie pokazuję,
gdzie mieszkałeś, nawet, gdy przechodzimy niedaleko. Boję się, że
zrobią sobie pomnik. A Ida dostanie znowu szału.
Ciężko ogarnąć taki burdel, serio.
Jestem aż zła, że mi go zostawiłeś jakby. Bo nawet jak ktoś nie
oczekuje tutaj, to wiem, że ty oczekiwałeś ode mnie paru spraw,
choćby zostawiając listy, zostawiając ostatniego posta...ale ja
nie ogarniam. Nie byłam odpowiednia.
Ale kto miał to zrobić, twoja
siostra? Mój Mąż? Cat która nie ogarnia własnego życia znowu?
Śmieszne rzeczy. Stałam się najmniejszym złem, może i
najmniejszym złem jestem tutaj.
To okropne, ale Ida zasiała we mnie
pewne ziarno, które ostatnio zaczęło kiełkować przez parę
wydarzeń. Przez parę słów o których się dowiedziałam
przypadkiem.
I sama siebie za to ziarno, za ten
zielony, złośliwy kiełek nienawidzę.
Sama nie znoszę takich licytacji. Bo
ja mam gorzej. Bo ja straciłem więcej, bo ja...
Nie ma gorzej, lepiej, wiem Króliczku.
Nieraz to sobie powtarzaliśmy. Każde emocje są inne. Ale zaczynam
się męczyć.
Męczę się, gdy ktoś mi pisze, że
tak tęskni, bo stracił tu przyjaciela.
Nie neguję wielu obliczy przyjaźni,
ale pojawia mi się myśl „straciłaś przyjaciela, serio?a co
ja mam powiedzieć?”
Straszna, złośliwa myśl, którą
próbuję zaraz storpedować, jak tylko się da. Ale ostatnio mi się
nie udaje, bo jestem zmęczona. I to kwitnie, zielony robak jakiegoś
żalu pełznie żyłami, którymi powinna płynąć ciepła krew,
która powinna otulić, pocieszyć...ostatnio nie umiem. Zresztą,
nigdy nie byłam dobra w pocieszaniu. Mogę mieć gorące serce, ale
jest trudne do rozumienia.
Ty je rozumiałeś i och...jak mi tego
brakuje nieraz!
Czasem mam ochotę zapytać waśnie tak
cholernie egoistycznie a co ja mam powiedzieć? Czemu nie
zapytasz jak ja się z tym czuję? Czasem ma ochotę zapytać, czemu
rozdrapujesz mi rany wręcz?
Zamiast ulgi, odczuwam nieraz
wymagania. Wymagania, które pewnie sama sobie wmówiłam...choć nic
nie bierze się z próżni.
Jestem zmęczona. Sfrustrowana jakoś
przez parę zdarzeń, właśnie stąd się wywodzących.
To chyba nowy etap radzenia sobie ze
wszystkim po prostu, Króliku. Ale narasta we mnie pewna frustracja.
Od paru tygodni, rośnie i rośnie i dlatego muszę chyba stąd
wyjść. Odetchnąć. Wziąć urlop, nazwijmy to, jak się chce.
Chcę żyć.
Nie chcę budować murów. Zresztą, ja
mam dla wielu otwarte bramy. Jedna osoba nawet stąd zobaczyła, jak
bardzo. Jak mocno rozwarte zostały wrota i jak bardzo można się w
cudzym życiu zagnieździć. I wcale nie trzeba słodzić. I wcale
nie trzeba wylewać wielu łez razem. Tylko trzymać się razem.
Może mury tworzą się same?
Ale nie zawsze. Ona w moim, ja w jej,
można było. Gniazda u innych ludzi. Ale nie wiem, czy chwilowo mogę
wić tutaj gniazdo właśnie. Więc chwilowo, Króliku, wbrew temu, o
co mnie prosiłeś, znikam.
Zresztą, teraz rozumiem twoją prośbę
o wiele lepiej. Miała działać dla dwóch stron. Dla jednej
przestała na pewno, przez jakiś czas na pewno nie działa, od
jakiegoś...więc...czy jestem wolna?
Czy jestem wolna, skoro nie znalazłam
do końca tego, co miałam tutaj znaleźć? Co jak sądziłeś, mi
pomoże?
Kocham cię i tęsknię cały czas. Ale
chcę żyć. Rozmawiać z tobą stojąc w oknie mojej kamienicy i
paląc papierosa, a nie pokazywać moich łez każdemu, bo ktoś ich
ode mnie oczekuje. Nie stawiać pomników, na pewno nie w pewnych
miejscach. Chcę rozmawiać z żywym w mojej głowie człowiekiem a
nie obrazem. Zapamiętać zapach skóry, ten debilny śmiech i ciepłe
spojrzenie. Wiem, że rozumiesz. Wiem, że znasz moje serce jak ja
znałam twoje wadliwe. Chociaż...moje chyba jest wadliwe jeszcze
bardziej. Po tym wszystkim jest niesamowicie wadliwe. Tylko w całkiem
innym znaczeniu. Nie wiem, czy byś je teraz rozpoznał, w tym
momencie, pod koniec tego tygodnia, gdy wszystko wali mi się na
głowę i dodatkowo frustruje.
Kocham cię i uczę się ciebie żegnać.
A chwilowo i żegnam się z tym
miejscem. Na tydzień, dwa, może miesiąc. A może na zawsze. Może
poukładam pewne sprawy w swojej głowie, a może potrzebuję
całkowitej zmiany. Miejsca, w którym nikt nie będzie wiedział, że
ja to ja. W którym nie będę kimś, kto kogoś znał, a będę
sobą. W którym nie spełnią się moje obawy z listopada. Czas
pokaże.
Widzę brak życia
Wyczuwam ciemność pod tobą
Widzę, co jest za mną
Mogę próbować to ukryć, ale
bez woli, by widzieć prawdę
Czuję, jak rytm serca spowalnia,
by w końcu ustać
Dlaczego nie odejdę, kiedy wiem,
że nie powinnam nic stąd chcieć?
Dlaczego zostaję, gdy wiem, że
nie ma nic co powinnam powiedzieć?
Dlaczego zostaję, gdy wiem, że
nic tu dla mnie nie ma?
Poukładaj sobie wszystko i wracaj do nas szybko..
OdpowiedzUsuńW sumie, to szybko mi poszło :D
UsuńBez zbędnych słów przytulam Cię mocno.
OdpowiedzUsuńWróć wtedy, kiedy sama poczujesz potrzebę pisania.
Ściskam!
Zasadniczo, stało się to dość szybko jak widać :D
UsuńSkoro uznałaś, że to najlepsze wyjście, to nie zamierzam Cię od tego odwodzić... Ale jeśli będziesz chciała wrócić, pamiętaj, gdzie nas szukać.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się. :)
Nawet szybko zechciałam, jak widać :D Oto jestem:D
UsuńJeśli poczujesz, bądź. Łzy poleciały mi ciurkiem po przeczytaniu Twoich słów. Ściskam Cię.
OdpowiedzUsuńPoczułam pewne rzeczy więc...już wróciłam:) I nie ma co płakać, naprawdę:)
UsuńPrzemyśl sprawy i daj znać.
OdpowiedzUsuńWłaśnie, poukładaj wszystko, przemyśl. I wracaj. Bo potrzebujemy Twojej obecności i Twojego dobrego ducha :)
OdpowiedzUsuńNiejako jestem w stanie Cię zrozumieć, albowiem mnie również swojego czasu mianowano nie tyle oziębłą, a skamieniałym skurwysynem. Całym prowodyrem owej nagonki był fakt, iże po śmierci dwóch osób z najbliższego otoczenia nie uroniłam ni jednej łzy, ni jednej chwili smutku, zaś przy kondolencjach śmiałam się ludziom prosto w oczy.
OdpowiedzUsuńŚmieć najczęściej z czysto egoistycznych, wręcz "brudnych" pobudek odbierana jest w naszym świecie, jako zło najgorsze. Dla ludzi jak gdyby nagle światopogląd przemyka ukradkiem ku drugiej stronie szali. Nagle nieważny staje się fakt, że ktoś doznał ulgi.
Płaczą z tęsknoty przedkładając własne chciejstwo nad dobro danej persony: bo mnie boli, że odszedł, bo ja chcę, by żył, bo ja straciłem, JA,JA,JA,JA,JA.
Zamiast cieszyć się, iż ktoś przestał cierpieć, że przestał się męczyć, że nie odczuwa już bólu- zamiast cieszyć się, że jego męki zostały litościwie ukrócone- oni płaczą.
I wtedy właśnie, w takich momentach okazuje się kto prawdziwie kochał, a kto do końca kierował się własną przebrzydle egoistyczną pobudką.
Tym bardziej cieszy mnie Twoje podejście, które nie zakrawa o tenże, śmiem stwierdzić, przejaw prawdziwego skurwysynizmu.
Więc wiesz, o co mi chodzi. Po prostu, nieraz, nawet chcesz pozowlić komuś odejść, nawet w iście meksykańskim stylu jak ja to mówię, kojarząc ichnie uroczystości żałobne...ale otoczenie nie pozwala. Przywykłe do swojego egoizmu, do swoich odczuć zaczyna cię pogrążać. Zaczyna się chory ostracyzm i pytania, dlaczego ty nie płaczesz. Mogę płakać, ale po swojemu, nie na pokaz. Bo mimo wszystko tęsknota się zdarza...ale nie można się z nią afiszować i do niej przywiązywać. Jest naturalna jako część życia również, ale na życie trzeba dalej pozwolić. Sobie i innym.
UsuńŻałuję, że odchodzisz stąd Frido. Bardzo żałuję. Lubię Twoje przemyślenia. Dla mnie Ty to Ty, nie znam Cię innej, dlatego jeśli znajdziesz gdzieś indziej swoje miejsce, daj mi znać - z przyjemnością wpadnę dowiedzieć się jak się miewasz. Tymczasem ślę Ci serdeczności. Trzymaj się Dziewczyno:)
OdpowiedzUsuńJak widać, nie odeszłam na długo...musiałam się tylko pozbierać z pewnymi rzeczami, a jak się okazało, zaskakująco nawet dla mnie, poszło to szybciej, niż sądzili zapewne wszyscy:) Tak już miewam, trudno mnie zgnoić i wygonić :D
UsuńI dziękuję za tak miłe słowa:)
Czasem wystarczy złapać odrobinę dystansu i wiele może się uładzić. Pozdrawiam
UsuńFrido, jesteś osobą, która będzie odchodzić i ...powracać.
OdpowiedzUsuńWiem to. Lubisz pisać. I masz do tego dar.
Ludzie umierają, odchodzą...niekoniecznie wlokąc się w śmierć.
Nasze życie składa się z samych pożegnań. Moja, jak i Twoje, zawiera tych pożegnań dużo, dużo więcej....
Takie życie sobie wybrałyśmy. Obie.
Trzymaj się ciepło i powodzenia!
I jak zwykle, miałaś świętą rację:) Nie wiem, czy tak dobrze mnie znasz, czy może jesteś już tak właśnie doświadczoną, mądrą kobieta...chociaż, przypuszczam tu obie wersje:)
UsuńI nieraz trzeba pozwolić im odejść. O to mi właśnie chodzi w tym wszystkim. Bo właśnie też pożegnań było sporo i wiem już, że z nimi można sobie radzić.
Ech, przykra sprawa. Aczkolwiek... czy jest coś złego w robieniu sobie pomników ze zmarłych? Ja uważam, że to nawet potrzebne czasem. Żeby nie zapomnieć tego, co było dobre, nie zapomnieć tego, czego się nauczyło od zmarłego. Żeby się w żałobie nie potopić. Nie jest to idealizacja, lecz utwardzenie. Posągi też mają mankamenty.
OdpowiedzUsuńGdziekolwiek będziesz, niech pomyślność będzie razem z Tobą.
Zależy, jak rozumiesz pomniki. Z tym co mówisz, zgodzę się. To utwardzanie obrazu, samego siebie w nim- ok. Ale nie znoszę gloryfikacji. Nawet jeśli kogoś kochałam...nienawidziłam zawsze powiedzenia, że o zmarłych się źle nie mówi, jak robili gnój. Nienawidzę wygładzania rysów, przywiązywania się do żałoby, robienia z kogoś bożka. Zamiast pozostawienie go człowiekiem. Bo to o czym mówisz- rozumiem w pełni, sama to robię. Ale widzę bardzo dużo idealizacji i ...wiem, to też sposób radzenia sobie z żałobą. Ale gorzej, gdy ta idealizacja zaczyna siać spustoszenie.
UsuńKażdy chce być księżniczką, ale czy zwykłej dziewczynie się to uda?
OdpowiedzUsuńOna – miła i mądra, ale nieśmiała i poniżana przez rówieśników półsierota, która wraca do domu po podróży po Europie;
On – pewny siebie, arogancki, buntowniczy przystojniak, który ma wszystko: pieniądze, świtę i codziennie inną dziewczynę;
Spotykają się na uczelni i… nic się nie zmienia. Ona zostaje przez niego „powalona na ziemię”, On niemalże po niej przechodzi, ale Nickolas – "książe" z tajemniczej wyspy zakochuje się w bohaterce.
anytsujdream.blogspot.com
Zafascynował mnie Twój świat i chociaż poznałam Cię niedawno, już będę tęsknić. Nie daj się pożreć robakom, przeszłości, ani negatywnym emocjom innych ludzi. Wierzę w Twoją siłę. Do zobaczenia!
OdpowiedzUsuńNie dałam się i...już wróciłam.
UsuńWiem, szybko :D
Zyczę Ci byś znalazła spokój i uśmiech :)
OdpowiedzUsuńWiesz Frida... Jak tak sobie myślę, długo to wytrzymałaś i wiele wzięłaś na swoje barki, podołałaś w spełnieniu obietnicy, ale jeżeli ma ona teraz ciążyć, to... Może warto ją zawiesić, odłożyć, zmienić. Żyj, po prostu. Bądź w swoim żywiole, bo przecież życie i ludzie to Twój żywioł, prawda? A jeżeli tak ma być dla Ciebie lepiej to nie będę pisała 'wracaj do nas jak najszybciej', a po prostu cieszę się zrobiłaś taki krok, bo może on pomoże i nabierzesz nowego wiatru i on Cię poniesie. Tak więc trzymam za Ciebie kciuki! :) Wiem, że masz wokół siebie wspaniałych ludzi, dlatego podołasz. Wierzę w Ciebie. I pewnie - będę tęsknić! ;) Ale cóż, muszę się z tym pogodzić :). Za każdym razem jak o Tobie pomyślę to będę przesyłać w Twoją stronę ogromy dobrej energii. Dziękuję Ci.
OdpowiedzUsuńWiem, jesli miałoby mnie to niszczyć dalej, to to nie ma sensu. Ale jak widzisz, jak ci pisałam, już to ogarnęłam, na nowo. Pewnie nieraz jeszcze się i tutaj załamię, nieraz porzucę...ale właśnie. Mam zamiar żyć, tak po prostu, najprościej jak się da. Czasem płacząc, ale i wiele się śmiejąc:)
UsuńI tęsknić już nie musisz i nie ma za co dziękować w ogóle przecież:D
Coraz bardziej nie rozumiem ludzi. Chciałabym, ale nie potrafię. Naprawdę tak wiele osób myślało, że będziesz tutaj stawiała pomnik Królika?! Litości, ludzie... Królik został na swoim blogu, tam się jego historia zaczęła i tam się zakończyła. Można sobie czytać jego opowieść TAM, pierdylion razy na dobę, do końca życia, jeśli ktoś odczuwa taką potrzebę. Można go wspominać w sercu. I to wystarczy. Naprawdę, kiedy się tutaj pojawiłaś, cieszyłam się, że poznam tę Fridę, o której Królik tak często pisał. Poznam Ciebie z Twojego punktu widzenia, kolejną opowieść człowieka. A nie ciąg dalszy opowieści człowieka, którego już nie ma. Nie spodziewałam się, że ludzie mogą oczekiwać od Ciebie takich wyznań... A jeśli to zrobili, to powinni zrozumieć, że nie jesteś wysłannikiem Królika, a żywą osobą, jednostką indywidualną, z własną opowieścią do opowiedzenia.
OdpowiedzUsuńNigdy nie chciałam, by mówienie o śmierci Królika stało się tematem zakazanym. Ale bałam się również, że zacznie się niezrozumiałe dla mnie rozdrapywanie ran przez ciągłe wspominanie, wychwalanie i szukanie sensacji na jego temat. Druga sprawa, serio wszyscy chcą w nim widzieć tylko nieskazitelne dobro? Na Boga, czy to był nadczłowiek? KAŻDY ma wady, słabości, brudną część siebie. I mnie osobiście bardziej interesowały te aspekty, by zobaczyć w nim człowieka.
Dlatego wcale nie dziwi mnie Twoja decyzja oraz fakt, że męczy Cię taki ciężar. Rób swoje, żyj po swojemu, a jeśli wrócisz, pieprz wszystkie chore wymagania ludzi, i pokaż nam siebie. Trzymaj się ciepło, Frida :)
Bo ludzie...są ludźmi. Są niedoskonali i może dlatego chcą postawić pomnik doskonałości komuś innemu, wierzyć, że mają do czego dążyć, zamiast pogodzić się z własnymi wadami? Czasem mam takie wrażenie właśnie.
UsuńI cóż, miło mi to słyszeć, że jednak ktoś się cieszył :D Bo pewne opowieści nadal są może...ale toczą się innym rytmem. I niewielu umie się na niego przestawić.
Ta...kiepski ze mnie emisariusz :D
Dla mnie jakoś stał się, z niektórymi osobami. Nie umiem z nimi o tym mówić, mimo tego, że zazwyczaj jestem otwarta...ale boję się tego nimbu i tego szaleńczego głodu w oczach, którego nie zaspokoję przecież. Wiesz, dla niektórych to też temat- sensacja jak piszesz, który kochają przywoływać i od tego nieraz aż skręca, że tak to się traktuje.
I jak widać, lepiej rozumiesz naturę ludzką niż wielu:)
Ale..wróciłam. Wiele mi nie było potrzeba :D
Każdy żałobę przeżywa inaczej. Twój piękny i szczery list też jest tego symbolem. Myślę, że musisz sobie dać trochę czasu na oddech, wszystko poukładać, przemyśleć. Mam nadzieję, że do nas wrócisz niedługo. Ściskam.
OdpowiedzUsuńDokładnie, każdy ma prawo do swojej żałoby. Po swojemu...i szkoda, gdy ktoś wpycha nam do gardła, na siłę, swój sposób. I jakoś szybko mi poszło. Z reguły szybko się zbieram na szczęście:)
Usuńszkoda.... Basiu, w pewnym sensie wiem, co czujesz w pewnym sensie... przy mnie też płakał. ale ja go ale ja znałam tylko część...
OdpowiedzUsuńKażdego człowieka znamy tylko część
Usuńsmutno mi.. wiedz, że czekam tu już na Ciebie!
OdpowiedzUsuńDługo nie czekałaś, co?:D
Usuńbędę czekać i ja na Ciebie, nie mówię żegnaj tylko do zobaczenia! :)
OdpowiedzUsuńdługo czekać nie trzeba było, co?:D
UsuńMoże tak właśnie trzeba...Wypocząć,pokładać sobie wszystko.
OdpowiedzUsuńBędę na Ciebie czekać!
Przytulam :)
Nawet długo czekać nie musiałaś :D
UsuńI dzięki:)
Wiesz, Frida, mogłabym się obiema rękoma podpisać pod wypowiedzią Sówki, gdyż mniej więcej takie same przemyślenia miałam po przeczytaniu tego wpisu.
OdpowiedzUsuńNie wiem, co się stało i nawet ciężko mi wymyślić, czego ludzie mogą od Ciebie oczekiwać... na serio, no nie wiem, że co, że będziesz im zastępować Kordiana? Że będziesz jakimś jego wysłannikiem i kontynuowała znajomości w jego imieniu? Czy że będziesz mu tu pomnik stawiała? Przecież to śmieszne. Przekazać listy, jasne, ale wiesz, uważam, że nie masz żadnych powinności wobec ludzi, którzy znali Kordiana i wobec tego miejsca.
Fakt, w blogosferze wyrósł już wręcz mit Kordiana Królika, zauważyłam, że człowiek ten jest wszędzie gloryfikowany wręcz i sama zadaję sobie pytanie: ale po co? Oczywiście absolutnie nie podważam tego, że był wspaniałym człowiekiem, rozumiesz, tylko właśnie zastanawiam się po co stawiać mu pomnik. Jego samego by to chyba denerwowało :D
A na Twoim blogu chcę widzieć Ciebie, a nie Królika II :D Owszem, widzę między Wami pewne podobieństwo, obydwoje podchodzicie do życia w nieszablonowy i wyjątkowy sposób, obydwoje jesteście takimi trochę szamanami :D Ale zawsze widziałam w Tobie Fridę i patrzyłam na Ciebie jako ma Fridę, a nie przyjaciółkę Kordiana.
Chciałabym, żebyś czuła się dobrze, więc nie naciskam na powrót tutaj, choć bardzo lubię Cię czytać. Życzę Ci po prostu, żebyś była szczęśliwa.
Aha i powiem Ci, że czytając tego bloga i to co mi pisałaś nigdy nie uznałam Cię za zimną osobę.
Trzym się, no ;)
Niektórzy właśnie tak na to spojrzeli, na to, że zaczęłam pisać, że zjawiłam się w tym miejscu. Zaczęli oczekiwać kółeczka wzajemnej adoracji, żałobnego kręgu stawiającego pomniki...a cóż. To nie dla mnie. To nie ja. Dlatego po paru sytuacjach zmęczyłam się i postanowiłam odpocząć...choć jak widać, nie za długo :D
UsuńI nie mam chociaż, sama sobie tą powinność jakoś w głowie narzuciłam. Jakby, chociaż pocieszyć, podzielić się tym, co wiem. Nie udało się do końca. Bo ludzie są różni, ja też nie jestem ideałem. Ale mówię trudno i wracam i tutaj:)
Bo był wpsaniały, kocham go cały czas ale właśnie...nie znoszę patosu.
Może śmieszne, ale patos mnie męczy. Zwłaszcza, jak wymaga się go ode mnie.
I dziękuję ci za to:) Zauważyłam właśnie, że kto jak kto, ale ty mi nie ciśniesz i nie stawiasz poprzeczek, więc za to dziękuję:)
I może na niektórych tylko tak działam?:D
Od początku mówiłam Ci, że będąc tu pomogłaś wielu osobom pozbierać się po stracie Królika. W tym mi.
OdpowiedzUsuńBędąc tu wlałaś wiele oleju do wielu głów i skleiłaś wiele serc pięknymi słowami dającymi nadzieję. Nie chcę, żebyś odchodziła, ale nie mogę myśleć teraz o sobie.
Nie ma sensu tkwić w czymś, co Cię wiążę, do czego się zmuszasz. Zrozumiem...
W takim razie cieszę się, że w przypadku niektórych to się udało jednak jakoś. Ale...wróciłam jak widać:) Bo musiałam tylko ochłonąć, jak się okazało:)
Usuń