niedziela, 10 maja 2015

O tym, dlaczego odchodzę na urlop, a może odchodzę na zawsze

Może nie powinnam była pisać tego listu. Może to, że napisałam go tutaj, pokazałam światu, wielu osobom się nie spodoba, Króliku. Ale umarłabym, gdybym nie była sobą. Ty to wiesz przecież, wiedziałeś zawsze, jako jeden z nielicznych. I znałeś też to, czego wielu nie pozwalam dotknąć.

Ciężko mi znowu, wiesz? I jestem też zmęczona. Na jakiś czas chyba muszę zawiesić obietnicę, którą na mnie wymusiłeś. Na jakiś czas muszę stąd zniknąć, z tego miejsca, z bloga. Bo zamiast dawać mi ulgę, ostatnimi czasy zaczął boleśnie kłuć. Nie mówię, że znikam na zawsze, nie mówię, że znikam na długie miesiące. Może przemyślę parę rzeczy, na nowo ułożę już dzisiaj w nocy i za parę dni znowu będę tu pisać. Nie wiem, nie mam pojęcia Króliku. Ale musisz mi wybaczyć, że znów znikam, że może będę wracać. A może znajdę całkiem inne miejsce.

Od samego początku nie byłam do tego przekonana. Gdy napisałam w listopadzie pierwszą notkę, bo ty tak chciałeś. Od początku czułam, że to nie moje miejsce, mając nadzieję, że się po prostu zadomowię. Od początku czułam, że zostawiłeś mnie z pewnymi obowiązkami. Jakby to ja miała być potrzebna. Właśnie ze wszystkich ja. Ale chyba nie jestem. Od samego początku nie byłam, bo to nie mój świat tu przystawał. Nie nasz. To nie zgrywało.
Zostawiłeś mnie z wieloma obowiązkami. I mam wrażenie, że to miał być jeden z nich. Próbowałam pisać jak dawniej i to sprawiało mi radość. Zaczynało. Bo poznałam kolejnych ludzi, zaczęłam wpadać w różne miejsca, całkiem obcych ludzi, których ty nawet nie znałeś. Zrobiłam sobie ścieżki, odnowiłam niektóre stare znajomości w tym świecie, zaczynałam budować własne gniazdo. Wszystko fajnie. Wesoło. Swobodnie.
Trach!
Znów odniosłam wrażenie, że nie podołam. Jestem zmęczona tym, że ubzdurałam sobie, że się ode mnie wymaga. A może czasem wymagają właśnie, dają znać. Parę wiadomości, parę spraw o których dowiedziałam się przypadkiem, od osób trzecich. To chyba nie jest mój świat.

To miało być moje miejsce, tak miało być. Nie jestem tobą. Jestem kimś kto cię znał i może nie powinnam się z tym tutaj wcale wychylać. Chyba zrobiłam źle, po prostu. Zaczynają mi ciążyć wizje z mojej głowy. Zaczynają mi ciążyć niektóre litery. W tym właśnie miejscu.

Najgorzej było, gdy zapytano się mnie, dlaczego jestem taka szorstka. Taka...zimna. Jestem? Króliku, czy ty kiedykolwiek nazwałbyś mnie zimną? Zawsze mówiłeś, że mam najgorętsze serce.

Króliku, zmieniłam się. Najpierw te trzy lata temu, gdy Vincent...teraz ty....
To powoduję, że jestem zimna. Takie można odnieść wrażenie. Bo z tobą nie można na TEN temat porozmawiać. Bo zbywasz ludzi, gdy mówimy o TYM.
Nawet w głowie zaczęłam używać słowa TO. Kurwa, jebane ogólniki. TO? Nie, po prostu twoja śmierć. Rozszerzone źrenice, poszarpana, posiniaczona klatka piersiowa. Chude wystające żebra. Mówię TO, by pamiętać nasze wyprawy,nocne rozmowy, twoje koncerty, herbatki i skręcane przed laty ćmiki. Casablanca wiśniowo-waniliowa, nasz ulubiony tytoń. Nie wiem, czy go dalej produkują. Zmieniłam się znowu w człowieka popielniczkę, tak na marginesie, choć do sierpnia zeszłego roku nie paliłam. Do sierpnia, kiedy zaczęłam się martwić o ciebie. I znów, szlug za szlugiem. Wypalanie żalu. Czarna zasłona dymu zamiast czarnych ubrań w żałobie.

Ale mówię TO zamiast umarłeś, bo wolę tamto dawne pamiętać, niż ostatnie tygodnie, twoje rozgoryczenie, zażenowanie, strach. I cholerne przeczucie. Trzymanie cię za rękę, gdy się popłakałeś, ale wolałeś nikomu o tym nie mówić. Gdy wolałeś po prostu nie mówić o paru sprawach. Może tylko tej, którą pokochałeś jeszcze, paru prawdziwym, namacalnym ludziom przy tobie.
Buduję mur, zasłaniam się. To też strach. Nie krzycz na mnie. Boję się. Że znowu się pogrążę, albo tak naprawdę, dopiero teraz to zrobię.

Wolę skupiać się na życiu. Sam byś mi tak doradził, sam mówiłeś o tym, gdy zmarł Vincent. A może ja pierwsza rzuciłam ten pomysł, że znowu idziemy do przodu, choć, tobie tamtego roku było o wiele trudniej. Bo przecież i twoja matka...
Teraz nie ma znaczenia co było. Jest jak jest.
Żyję. Ale zaczynam stale się bać, gdy ktoś zapyta mnie o śmierć. I to nie boję się pytań tych, których znaliśmy razem, a pytań tych, których jakoś zostawiłeś mi w spadku, wpychają mnie tu, przekazując pewne obowiązki.
Na obowiązki nie mam siły. Dostarczyłam listy, muszę jeszcze dostarczyć paru osobom rzeczy. Przerosło mnie to? Brak czasu, brak siły.
I boję się pytań, znów.
Czego nie zrobię i tak będzie źle, wiesz, Królik? Momentami jestem za to na ciebie zła. Umarłeś i zostawiłeś mnie z burdelem. Pewnego rodzaju burdelem. Na początku byłam wdzięczna że mam się tym zająć, bo mogłam coś zrobić ale jednak, ja też się wypalam. Też się wyczerpuję. Tak jak chyba wypala się ten blog. Przynajmniej chwilowo.
Może ogniska nie dogasają. Muszę znaleźć tylko drewno na opał ale...
...nie pasuję tu. Nie jako ktoś, kto cię znał.

Wzorem mojego Męża trochę, zbudowałam więc wielki mur, mur, za który mało kto może przejść. Tylko ci, którzy znali ciebie latami jak i ja. Za który przeszła tylko jedna kochana osoba, która znała cię wirtualnie. Z resztą nie umiem pomówić wiesz Królik...nie wiem jak.
Po prostu nie wiem jak.
Dlaczego, pytasz? Co mi sprawia taką trudność?
Zaśmiejesz się teraz. Czasem mam wrażenie, że takie rozmowy, tutaj choćby, nie miałyby sensu. Bo mam wrażenie, że ci ludzie, oprócz tej jednej, z którą rozmawiam, którą skrzywdziłeś, znali pomnik, nie człowieka. Okropne to co mówię? Może. Ale przez to się usztywniam. Bo byłeś wspaniałym człowiekiem ( tak tak, z tego też się śmiej) ale przecież, to tylko jedno z twoich obliczy. Pamiętasz, nawet póki żyłeś, mówiłeś, że wkurwia cię takie idealizowanie. I spodobała ci się tak bardzo moja metafora „Królik, bo ty masz zajebiste pióro, ale w necie twojego krzywego ryja nie widać”. Idealnie oddane na tamten moment. Czy teraz tak samo?

Mam wrażenie, że takiego idealnego, twojego obrazu niektórzy ode mnie oczekują. Oczekują też obrazu, a nie mnie. A obraz ma być tój, od tego tu jestem, dlatego zniosłam tu swoje rzeczy, tu się wprowadziłam. Bo nie tak miało być?
Ale mam wrażenie nieraz, że chodzi o idealny pomnik. Wiem, że to moja chora głowa ostatnio ma takie problemy, więc widzę rzeczy może których nie ma...ale oczekuje się pomnika. Przedstawiania go. Ale ideałem nie byłeś przecież. Pamiętam naszą awanturę, jak raz nazwałeś mnie na poważnie głupią kurwą. Bo jako jedna z nielicznych umiałam cię wyprowadzić z równowagi. Pamiętam twoje nerwice, dni marudzenia. Człowieka z krwi i kości. I to trochę nie przystaje, prawda? Nie w tym miejscu. Dlatego czuję się obco, bo napisałam w listopadzie. Może powinnam poczekać.
Czasem mam wrażenie, że jestem jak ci twoi ulubieni, no, z jaskini Platona. Wyszłam i widziałam słońce. Kochałam cię, ale poznałam większą część człowieka niż oni. Zważam więc na słowa. Sztywnieję.
Gdy piszemy to zawsze jakaś kreacja przecież, prawda? Ja sama pewnie tworzę obraz, który wielu nie przystawałby w głowie do mojej prawdziwej osoby. I nie szkodzi. Ale boli mnie stawianie pomników. Boli tylko dlatego, że wiem, jak bardzo byś tego nie lubił. Boję się, że ludzie zaczną wycierać sobie tobą kiedyś gębę. Bo Królik powiedziałby to, pomyślałby tak. Tylko ty mogłeś wiedzieć, co byś powiedział, no nie? Nie byłeś bogiem, a omylnym człowiekiem z kwi i kości.

Wiesz, nie odzywam się na ten temat. Mam wrażenie, że nie mam prawa. Bo każdy znał jakąś inną część. Ale męczy mnie, gdy ktoś mówi, że jestem zimna. Bo nie piszę tylko o tobie? Bo nie robię dramatu, nie wlokę stale kiru po bruku, bo nie jestem płaczką z dawnego pogrzebu? Tylko dlatego?Serio?
Ja próbuję dalej żyć. I boję się rozmawiać na twój temat z kimś, kto nie poznał więcej twoich obliczy. Zresztą, ja to ja, mówię i piszę o sobie.

Może nie jestem już dobrym człowiekiem, Króliku. Może nie. Nie jestem gorąca, a zimna i cyniczna. Wczoraj rozmawiałam o tym z Mężem. Że stałam się bardziej szorstka, może widzę świat przez maskę ironii. Wcale nie, jak stwierdził. Nie dla tych, którzy mnie oswoją. Wbrew pozorom nie mam tak dużo siły. I właśnie ja zbywam, nie rozmawiam, nie pocieszam..bo nie mam już siły. Jak ja mam pocieszać kogoś kto...? Ja? Nie nadaję się.

Nie mam prawa negować cudzych odczuć, to na pewno. Każdy miał swoją miłość i ma swoją tęsknotę. Wiesz, powstrzymałam nawet twoją siostrę. W grudniu, gdy dostała szału. Gdy weszła na twojego bloga, prześledziła te wszystkie komentarze, wszystkie żałobne wpisy.
Nie mówiłam o tym prawie nikomu, tylko może wspomniałam dwóm osobom, jednej opowiedziałam całość. Jednej osobie, która znała cię stąd, ale znała cię całkiem inaczej.
Gdy weszła na bloga i zaczęła wyć wręcz, co oni sobie wyobrażają. Oni kogoś stracili?! Oni?! Nawet go nie znali. Nie biegali do niego do szpitala. Oni? Pamiętam jej szał i płacz. Zawsze była nerwowa przecież. Chciała napisać złośliwie paru osobom parę rzeczy...ale po co?
Chciała chyba odreagować wtedy. Kogoś może skrzywdzić. Komuś pokazać, że jej świat się zawalił. Jej.
Tłumaczyłam wtedy, to trochę inny świat właśnie, Iduś. Każdy ma prawo do swojej żałoby, każdemu jakoś brakuje. Jakiegoś obszaru, jakiegoś oblicza. I ma do tego prawo. Wręcz powinnaś się cieszyć, że twój brat był tak kochany, że tak wielu osób o nim myśli, tęskni...to piękne.
Jakoś się uspokoiła. Tak jak w wielu innych sytuacjach, jakoś.
Nigdy nie chcę poznać nikogo stamtąd, powiedziała. Nienawiść wobec niewinnych jako próba radzenia sobie z własnym bólem. Można tylko ukoić, przytulić i uszanować. Bo co więcej?
Dlatego widzisz nie piszę o twojej rodzinie, o twojej siostrze, chociaż przecież się widujemy. Wiem, że już teraz by sobie tego nie życzyła. Tylko teraz. Teraz, gdy sama jakoś się żegnam i muszę parę rzeczy przemyśleć. ( wiem, że mi wybaczysz w tym momencie). Dlatego pewnie nikomu nie pokazuję, gdzie mieszkałeś, nawet, gdy przechodzimy niedaleko. Boję się, że zrobią sobie pomnik. A Ida dostanie znowu szału.
Ciężko ogarnąć taki burdel, serio. Jestem aż zła, że mi go zostawiłeś jakby. Bo nawet jak ktoś nie oczekuje tutaj, to wiem, że ty oczekiwałeś ode mnie paru spraw, choćby zostawiając listy, zostawiając ostatniego posta...ale ja nie ogarniam. Nie byłam odpowiednia.
Ale kto miał to zrobić, twoja siostra? Mój Mąż? Cat która nie ogarnia własnego życia znowu? Śmieszne rzeczy. Stałam się najmniejszym złem, może i najmniejszym złem jestem tutaj.

To okropne, ale Ida zasiała we mnie pewne ziarno, które ostatnio zaczęło kiełkować przez parę wydarzeń. Przez parę słów o których się dowiedziałam przypadkiem.
I sama siebie za to ziarno, za ten zielony, złośliwy kiełek nienawidzę.

Sama nie znoszę takich licytacji. Bo ja mam gorzej. Bo ja straciłem więcej, bo ja...
Nie ma gorzej, lepiej, wiem Króliczku. Nieraz to sobie powtarzaliśmy. Każde emocje są inne. Ale zaczynam się męczyć.
Męczę się, gdy ktoś mi pisze, że tak tęskni, bo stracił tu przyjaciela.
Nie neguję wielu obliczy przyjaźni, ale pojawia mi się myśl „straciłaś przyjaciela, serio?a co ja mam powiedzieć?”
Straszna, złośliwa myśl, którą próbuję zaraz storpedować, jak tylko się da. Ale ostatnio mi się nie udaje, bo jestem zmęczona. I to kwitnie, zielony robak jakiegoś żalu pełznie żyłami, którymi powinna płynąć ciepła krew, która powinna otulić, pocieszyć...ostatnio nie umiem. Zresztą, nigdy nie byłam dobra w pocieszaniu. Mogę mieć gorące serce, ale jest trudne do rozumienia.
Ty je rozumiałeś i och...jak mi tego brakuje nieraz!
Czasem mam ochotę zapytać waśnie tak cholernie egoistycznie a co ja mam powiedzieć? Czemu nie zapytasz jak ja się z tym czuję? Czasem ma ochotę zapytać, czemu rozdrapujesz mi rany wręcz?
Zamiast ulgi, odczuwam nieraz wymagania. Wymagania, które pewnie sama sobie wmówiłam...choć nic nie bierze się z próżni.
Jestem zmęczona. Sfrustrowana jakoś przez parę zdarzeń, właśnie stąd się wywodzących.

To chyba nowy etap radzenia sobie ze wszystkim po prostu, Króliku. Ale narasta we mnie pewna frustracja. Od paru tygodni, rośnie i rośnie i dlatego muszę chyba stąd wyjść. Odetchnąć. Wziąć urlop, nazwijmy to, jak się chce.
Chcę żyć.
Nie chcę budować murów. Zresztą, ja mam dla wielu otwarte bramy. Jedna osoba nawet stąd zobaczyła, jak bardzo. Jak mocno rozwarte zostały wrota i jak bardzo można się w cudzym życiu zagnieździć. I wcale nie trzeba słodzić. I wcale nie trzeba wylewać wielu łez razem. Tylko trzymać się razem.
Może mury tworzą się same?

Ale nie zawsze. Ona w moim, ja w jej, można było. Gniazda u innych ludzi. Ale nie wiem, czy chwilowo mogę wić tutaj gniazdo właśnie. Więc chwilowo, Króliku, wbrew temu, o co mnie prosiłeś, znikam.
Zresztą, teraz rozumiem twoją prośbę o wiele lepiej. Miała działać dla dwóch stron. Dla jednej przestała na pewno, przez jakiś czas na pewno nie działa, od jakiegoś...więc...czy jestem wolna?
Czy jestem wolna, skoro nie znalazłam do końca tego, co miałam tutaj znaleźć? Co jak sądziłeś, mi pomoże?

Kocham cię i tęsknię cały czas. Ale chcę żyć. Rozmawiać z tobą stojąc w oknie mojej kamienicy i paląc papierosa, a nie pokazywać moich łez każdemu, bo ktoś ich ode mnie oczekuje. Nie stawiać pomników, na pewno nie w pewnych miejscach. Chcę rozmawiać z żywym w mojej głowie człowiekiem a nie obrazem. Zapamiętać zapach skóry, ten debilny śmiech i ciepłe spojrzenie. Wiem, że rozumiesz. Wiem, że znasz moje serce jak ja znałam twoje wadliwe. Chociaż...moje chyba jest wadliwe jeszcze bardziej. Po tym wszystkim jest niesamowicie wadliwe. Tylko w całkiem innym znaczeniu. Nie wiem, czy byś je teraz rozpoznał, w tym momencie, pod koniec tego tygodnia, gdy wszystko wali mi się na głowę i dodatkowo frustruje.

Kocham cię i uczę się ciebie żegnać.
A chwilowo i żegnam się z tym miejscem. Na tydzień, dwa, może miesiąc. A może na zawsze. Może poukładam pewne sprawy w swojej głowie, a może potrzebuję całkowitej zmiany. Miejsca, w którym nikt nie będzie wiedział, że ja to ja. W którym nie będę kimś, kto kogoś znał, a będę sobą. W którym nie spełnią się moje obawy z listopada. Czas pokaże.



Widzę brak życia
Wyczuwam ciemność pod tobą
Widzę, co jest za mną
Mogę próbować to ukryć, ale bez woli, by widzieć prawdę
Czuję, jak rytm serca spowalnia, by w końcu ustać

Dlaczego nie odejdę, kiedy wiem, że nie powinnam nic stąd chcieć?
Dlaczego zostaję, gdy wiem, że nie ma nic co powinnam powiedzieć?

Dlaczego zostaję, gdy wiem, że nic tu dla mnie nie ma? 

41 komentarzy:

  1. Poukładaj sobie wszystko i wracaj do nas szybko..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, to szybko mi poszło :D

      Usuń
  2. Bez zbędnych słów przytulam Cię mocno.
    Wróć wtedy, kiedy sama poczujesz potrzebę pisania.
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo, stało się to dość szybko jak widać :D

      Usuń
  3. Skoro uznałaś, że to najlepsze wyjście, to nie zamierzam Cię od tego odwodzić... Ale jeśli będziesz chciała wrócić, pamiętaj, gdzie nas szukać.
    Trzymaj się. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet szybko zechciałam, jak widać :D Oto jestem:D

      Usuń
  4. Jeśli poczujesz, bądź. Łzy poleciały mi ciurkiem po przeczytaniu Twoich słów. Ściskam Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczułam pewne rzeczy więc...już wróciłam:) I nie ma co płakać, naprawdę:)

      Usuń
  5. Właśnie, poukładaj wszystko, przemyśl. I wracaj. Bo potrzebujemy Twojej obecności i Twojego dobrego ducha :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niejako jestem w stanie Cię zrozumieć, albowiem mnie również swojego czasu mianowano nie tyle oziębłą, a skamieniałym skurwysynem. Całym prowodyrem owej nagonki był fakt, iże po śmierci dwóch osób z najbliższego otoczenia nie uroniłam ni jednej łzy, ni jednej chwili smutku, zaś przy kondolencjach śmiałam się ludziom prosto w oczy.
    Śmieć najczęściej z czysto egoistycznych, wręcz "brudnych" pobudek odbierana jest w naszym świecie, jako zło najgorsze. Dla ludzi jak gdyby nagle światopogląd przemyka ukradkiem ku drugiej stronie szali. Nagle nieważny staje się fakt, że ktoś doznał ulgi.
    Płaczą z tęsknoty przedkładając własne chciejstwo nad dobro danej persony: bo mnie boli, że odszedł, bo ja chcę, by żył, bo ja straciłem, JA,JA,JA,JA,JA.
    Zamiast cieszyć się, iż ktoś przestał cierpieć, że przestał się męczyć, że nie odczuwa już bólu- zamiast cieszyć się, że jego męki zostały litościwie ukrócone- oni płaczą.
    I wtedy właśnie, w takich momentach okazuje się kto prawdziwie kochał, a kto do końca kierował się własną przebrzydle egoistyczną pobudką.
    Tym bardziej cieszy mnie Twoje podejście, które nie zakrawa o tenże, śmiem stwierdzić, przejaw prawdziwego skurwysynizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc wiesz, o co mi chodzi. Po prostu, nieraz, nawet chcesz pozowlić komuś odejść, nawet w iście meksykańskim stylu jak ja to mówię, kojarząc ichnie uroczystości żałobne...ale otoczenie nie pozwala. Przywykłe do swojego egoizmu, do swoich odczuć zaczyna cię pogrążać. Zaczyna się chory ostracyzm i pytania, dlaczego ty nie płaczesz. Mogę płakać, ale po swojemu, nie na pokaz. Bo mimo wszystko tęsknota się zdarza...ale nie można się z nią afiszować i do niej przywiązywać. Jest naturalna jako część życia również, ale na życie trzeba dalej pozwolić. Sobie i innym.

      Usuń
  7. Żałuję, że odchodzisz stąd Frido. Bardzo żałuję. Lubię Twoje przemyślenia. Dla mnie Ty to Ty, nie znam Cię innej, dlatego jeśli znajdziesz gdzieś indziej swoje miejsce, daj mi znać - z przyjemnością wpadnę dowiedzieć się jak się miewasz. Tymczasem ślę Ci serdeczności. Trzymaj się Dziewczyno:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, nie odeszłam na długo...musiałam się tylko pozbierać z pewnymi rzeczami, a jak się okazało, zaskakująco nawet dla mnie, poszło to szybciej, niż sądzili zapewne wszyscy:) Tak już miewam, trudno mnie zgnoić i wygonić :D
      I dziękuję za tak miłe słowa:)

      Usuń
    2. Czasem wystarczy złapać odrobinę dystansu i wiele może się uładzić. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Frido, jesteś osobą, która będzie odchodzić i ...powracać.
    Wiem to. Lubisz pisać. I masz do tego dar.
    Ludzie umierają, odchodzą...niekoniecznie wlokąc się w śmierć.
    Nasze życie składa się z samych pożegnań. Moja, jak i Twoje, zawiera tych pożegnań dużo, dużo więcej....
    Takie życie sobie wybrałyśmy. Obie.
    Trzymaj się ciepło i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak zwykle, miałaś świętą rację:) Nie wiem, czy tak dobrze mnie znasz, czy może jesteś już tak właśnie doświadczoną, mądrą kobieta...chociaż, przypuszczam tu obie wersje:)
      I nieraz trzeba pozwolić im odejść. O to mi właśnie chodzi w tym wszystkim. Bo właśnie też pożegnań było sporo i wiem już, że z nimi można sobie radzić.

      Usuń
  9. Ech, przykra sprawa. Aczkolwiek... czy jest coś złego w robieniu sobie pomników ze zmarłych? Ja uważam, że to nawet potrzebne czasem. Żeby nie zapomnieć tego, co było dobre, nie zapomnieć tego, czego się nauczyło od zmarłego. Żeby się w żałobie nie potopić. Nie jest to idealizacja, lecz utwardzenie. Posągi też mają mankamenty.
    Gdziekolwiek będziesz, niech pomyślność będzie razem z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy, jak rozumiesz pomniki. Z tym co mówisz, zgodzę się. To utwardzanie obrazu, samego siebie w nim- ok. Ale nie znoszę gloryfikacji. Nawet jeśli kogoś kochałam...nienawidziłam zawsze powiedzenia, że o zmarłych się źle nie mówi, jak robili gnój. Nienawidzę wygładzania rysów, przywiązywania się do żałoby, robienia z kogoś bożka. Zamiast pozostawienie go człowiekiem. Bo to o czym mówisz- rozumiem w pełni, sama to robię. Ale widzę bardzo dużo idealizacji i ...wiem, to też sposób radzenia sobie z żałobą. Ale gorzej, gdy ta idealizacja zaczyna siać spustoszenie.

      Usuń
  10. Każdy chce być księżniczką, ale czy zwykłej dziewczynie się to uda?

    Ona – miła i mądra, ale nieśmiała i poniżana przez rówieśników półsierota, która wraca do domu po podróży po Europie;
    On – pewny siebie, arogancki, buntowniczy przystojniak, który ma wszystko: pieniądze, świtę i codziennie inną dziewczynę;
    Spotykają się na uczelni i… nic się nie zmienia. Ona zostaje przez niego „powalona na ziemię”, On niemalże po niej przechodzi, ale Nickolas – "książe" z tajemniczej wyspy zakochuje się w bohaterce.

    anytsujdream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Zafascynował mnie Twój świat i chociaż poznałam Cię niedawno, już będę tęsknić. Nie daj się pożreć robakom, przeszłości, ani negatywnym emocjom innych ludzi. Wierzę w Twoją siłę. Do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dałam się i...już wróciłam.
      Wiem, szybko :D

      Usuń
  12. Zyczę Ci byś znalazła spokój i uśmiech :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiesz Frida... Jak tak sobie myślę, długo to wytrzymałaś i wiele wzięłaś na swoje barki, podołałaś w spełnieniu obietnicy, ale jeżeli ma ona teraz ciążyć, to... Może warto ją zawiesić, odłożyć, zmienić. Żyj, po prostu. Bądź w swoim żywiole, bo przecież życie i ludzie to Twój żywioł, prawda? A jeżeli tak ma być dla Ciebie lepiej to nie będę pisała 'wracaj do nas jak najszybciej', a po prostu cieszę się zrobiłaś taki krok, bo może on pomoże i nabierzesz nowego wiatru i on Cię poniesie. Tak więc trzymam za Ciebie kciuki! :) Wiem, że masz wokół siebie wspaniałych ludzi, dlatego podołasz. Wierzę w Ciebie. I pewnie - będę tęsknić! ;) Ale cóż, muszę się z tym pogodzić :). Za każdym razem jak o Tobie pomyślę to będę przesyłać w Twoją stronę ogromy dobrej energii. Dziękuję Ci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, jesli miałoby mnie to niszczyć dalej, to to nie ma sensu. Ale jak widzisz, jak ci pisałam, już to ogarnęłam, na nowo. Pewnie nieraz jeszcze się i tutaj załamię, nieraz porzucę...ale właśnie. Mam zamiar żyć, tak po prostu, najprościej jak się da. Czasem płacząc, ale i wiele się śmiejąc:)
      I tęsknić już nie musisz i nie ma za co dziękować w ogóle przecież:D

      Usuń
  14. Coraz bardziej nie rozumiem ludzi. Chciałabym, ale nie potrafię. Naprawdę tak wiele osób myślało, że będziesz tutaj stawiała pomnik Królika?! Litości, ludzie... Królik został na swoim blogu, tam się jego historia zaczęła i tam się zakończyła. Można sobie czytać jego opowieść TAM, pierdylion razy na dobę, do końca życia, jeśli ktoś odczuwa taką potrzebę. Można go wspominać w sercu. I to wystarczy. Naprawdę, kiedy się tutaj pojawiłaś, cieszyłam się, że poznam tę Fridę, o której Królik tak często pisał. Poznam Ciebie z Twojego punktu widzenia, kolejną opowieść człowieka. A nie ciąg dalszy opowieści człowieka, którego już nie ma. Nie spodziewałam się, że ludzie mogą oczekiwać od Ciebie takich wyznań... A jeśli to zrobili, to powinni zrozumieć, że nie jesteś wysłannikiem Królika, a żywą osobą, jednostką indywidualną, z własną opowieścią do opowiedzenia.
    Nigdy nie chciałam, by mówienie o śmierci Królika stało się tematem zakazanym. Ale bałam się również, że zacznie się niezrozumiałe dla mnie rozdrapywanie ran przez ciągłe wspominanie, wychwalanie i szukanie sensacji na jego temat. Druga sprawa, serio wszyscy chcą w nim widzieć tylko nieskazitelne dobro? Na Boga, czy to był nadczłowiek? KAŻDY ma wady, słabości, brudną część siebie. I mnie osobiście bardziej interesowały te aspekty, by zobaczyć w nim człowieka.
    Dlatego wcale nie dziwi mnie Twoja decyzja oraz fakt, że męczy Cię taki ciężar. Rób swoje, żyj po swojemu, a jeśli wrócisz, pieprz wszystkie chore wymagania ludzi, i pokaż nam siebie. Trzymaj się ciepło, Frida :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ludzie...są ludźmi. Są niedoskonali i może dlatego chcą postawić pomnik doskonałości komuś innemu, wierzyć, że mają do czego dążyć, zamiast pogodzić się z własnymi wadami? Czasem mam takie wrażenie właśnie.
      I cóż, miło mi to słyszeć, że jednak ktoś się cieszył :D Bo pewne opowieści nadal są może...ale toczą się innym rytmem. I niewielu umie się na niego przestawić.
      Ta...kiepski ze mnie emisariusz :D
      Dla mnie jakoś stał się, z niektórymi osobami. Nie umiem z nimi o tym mówić, mimo tego, że zazwyczaj jestem otwarta...ale boję się tego nimbu i tego szaleńczego głodu w oczach, którego nie zaspokoję przecież. Wiesz, dla niektórych to też temat- sensacja jak piszesz, który kochają przywoływać i od tego nieraz aż skręca, że tak to się traktuje.
      I jak widać, lepiej rozumiesz naturę ludzką niż wielu:)
      Ale..wróciłam. Wiele mi nie było potrzeba :D

      Usuń
  15. Każdy żałobę przeżywa inaczej. Twój piękny i szczery list też jest tego symbolem. Myślę, że musisz sobie dać trochę czasu na oddech, wszystko poukładać, przemyśleć. Mam nadzieję, że do nas wrócisz niedługo. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, każdy ma prawo do swojej żałoby. Po swojemu...i szkoda, gdy ktoś wpycha nam do gardła, na siłę, swój sposób. I jakoś szybko mi poszło. Z reguły szybko się zbieram na szczęście:)

      Usuń
  16. szkoda.... Basiu, w pewnym sensie wiem, co czujesz w pewnym sensie... przy mnie też płakał. ale ja go ale ja znałam tylko część...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdego człowieka znamy tylko część

      Usuń
  17. smutno mi.. wiedz, że czekam tu już na Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  18. będę czekać i ja na Ciebie, nie mówię żegnaj tylko do zobaczenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. długo czekać nie trzeba było, co?:D

      Usuń
  19. Może tak właśnie trzeba...Wypocząć,pokładać sobie wszystko.
    Będę na Ciebie czekać!
    Przytulam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet długo czekać nie musiałaś :D
      I dzięki:)

      Usuń
  20. Wiesz, Frida, mogłabym się obiema rękoma podpisać pod wypowiedzią Sówki, gdyż mniej więcej takie same przemyślenia miałam po przeczytaniu tego wpisu.
    Nie wiem, co się stało i nawet ciężko mi wymyślić, czego ludzie mogą od Ciebie oczekiwać... na serio, no nie wiem, że co, że będziesz im zastępować Kordiana? Że będziesz jakimś jego wysłannikiem i kontynuowała znajomości w jego imieniu? Czy że będziesz mu tu pomnik stawiała? Przecież to śmieszne. Przekazać listy, jasne, ale wiesz, uważam, że nie masz żadnych powinności wobec ludzi, którzy znali Kordiana i wobec tego miejsca.
    Fakt, w blogosferze wyrósł już wręcz mit Kordiana Królika, zauważyłam, że człowiek ten jest wszędzie gloryfikowany wręcz i sama zadaję sobie pytanie: ale po co? Oczywiście absolutnie nie podważam tego, że był wspaniałym człowiekiem, rozumiesz, tylko właśnie zastanawiam się po co stawiać mu pomnik. Jego samego by to chyba denerwowało :D
    A na Twoim blogu chcę widzieć Ciebie, a nie Królika II :D Owszem, widzę między Wami pewne podobieństwo, obydwoje podchodzicie do życia w nieszablonowy i wyjątkowy sposób, obydwoje jesteście takimi trochę szamanami :D Ale zawsze widziałam w Tobie Fridę i patrzyłam na Ciebie jako ma Fridę, a nie przyjaciółkę Kordiana.
    Chciałabym, żebyś czuła się dobrze, więc nie naciskam na powrót tutaj, choć bardzo lubię Cię czytać. Życzę Ci po prostu, żebyś była szczęśliwa.
    Aha i powiem Ci, że czytając tego bloga i to co mi pisałaś nigdy nie uznałam Cię za zimną osobę.
    Trzym się, no ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy właśnie tak na to spojrzeli, na to, że zaczęłam pisać, że zjawiłam się w tym miejscu. Zaczęli oczekiwać kółeczka wzajemnej adoracji, żałobnego kręgu stawiającego pomniki...a cóż. To nie dla mnie. To nie ja. Dlatego po paru sytuacjach zmęczyłam się i postanowiłam odpocząć...choć jak widać, nie za długo :D
      I nie mam chociaż, sama sobie tą powinność jakoś w głowie narzuciłam. Jakby, chociaż pocieszyć, podzielić się tym, co wiem. Nie udało się do końca. Bo ludzie są różni, ja też nie jestem ideałem. Ale mówię trudno i wracam i tutaj:)
      Bo był wpsaniały, kocham go cały czas ale właśnie...nie znoszę patosu.
      Może śmieszne, ale patos mnie męczy. Zwłaszcza, jak wymaga się go ode mnie.
      I dziękuję ci za to:) Zauważyłam właśnie, że kto jak kto, ale ty mi nie ciśniesz i nie stawiasz poprzeczek, więc za to dziękuję:)
      I może na niektórych tylko tak działam?:D

      Usuń
  21. Od początku mówiłam Ci, że będąc tu pomogłaś wielu osobom pozbierać się po stracie Królika. W tym mi.
    Będąc tu wlałaś wiele oleju do wielu głów i skleiłaś wiele serc pięknymi słowami dającymi nadzieję. Nie chcę, żebyś odchodziła, ale nie mogę myśleć teraz o sobie.
    Nie ma sensu tkwić w czymś, co Cię wiążę, do czego się zmuszasz. Zrozumiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie cieszę się, że w przypadku niektórych to się udało jednak jakoś. Ale...wróciłam jak widać:) Bo musiałam tylko ochłonąć, jak się okazało:)

      Usuń