Nie mogę mówić.
Mogę za to pisać. Paskudne
nadwyrężenie strun głosowych nie pozwala iść do pracy. Paskudny
syndrom bycia niemową zamyka w domu, każe siedzieć pod kołdrą.
Kaszel, leki, niemoc gardła.
Na początku się nawet
jakoś...cieszyłam. Mimo całkowitej prawie utraty głosu,
ucieszyłam się, że chociaż jeden, może dwa dni zwolnię. Będę
miała czas na nadrobienie książek, których stos czeka od początku
maja. Będę miała czas na posiedzenie, pogadanie z ludźmi.
Nadrobienie maili.
O, naiwności!
Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że
siedzenie w domu, bezczynnie mi nie służy. Odwykłam.
Może gdybym nie była sama. Ale Mąż
siedzi do 23 w pracy. Tylko ja i koty, tulące się dzisiaj w
dwójnasób. Cisza. Zabałaganiony dom, który obiecuję sobie jutro
wreszcie posprzątać.
Ja to pęd, ja to ruch, zabieganie.
Czytanie na szybko przed pracą, zamiast rozkoszowanie się książką
pod kocem. Ile czasu już tego nie robiłam?
Przeczytałam Fromma. Zabrałam się za
Doris Lessing.
Monolog wariata przed zstąpieniem do
piekieł.
Nie mogę się skupić. To odkładam
książki, to biorę do ręki. To odpisuję na smsy, to na maile.
Kolejne wiadomości od A., kolejne martwienie się już o inny płacz.
Zamknięta w domu, nie mogę wyjść,
nie mogę iść do parku, usiąść na ławce i zapalić.
Bo jakże ja bym znowu zapaliła! Na
chwilę, wdech i wydech, wdech i wydech. Powrót do domu, cichy, nikt
nie zauważy, bo nikogo nie ma.
Chwila małej destrukcji.
Kusi, kusi niesamowicie. Niech dym
przysłoni to, co widać już z oddali. Chcę zapalić.
Ale krtań aż krwawi, od nadmiaru,
nadmiaru dymów, nadmiaru słów. Krtań aż krwawi od tego ścisku
przy niektórych kwestiach, które mówi się z aktorskim
wystudiowaniem, zamiast słów, które się powinno.
Przychodzi mi więc wreszcie pomilczeć,
zamknąć, zasznurować usta. Przychodzi mi odpowiadać skinieniem i
bawić się w dłoni długopisem, bo nie mam czym zająć palców.
Nie mam czym przydusić gardła. Mowa jest srebrem, milczenie złotem,
więc dużo u nas dzisiaj złota.
Ściska w krtani dosłowny ból, kaszel
z krwawymi strupami. Ból dosłowny, tak inny od tego który pojawia
się przy płaczu.
Nie, dzisiaj łez nie będzie, ani
trochę. Dzisiaj nie ma słów, nie ma więc i łez. Nawet nie zbiera
się na nie. Jestem jałowa. Jałowa jak setki zdań, których nie
wypowiem.
Krtań wygląda jak cipa, przypominam
sobie jego słowa. Tak, pod endoskopem wyglądała jak cipa. Ta też
nieraz krwawi.
Za dużo u mnie rozkoszy w jednej, za
dużo słów w drugiej. Za dużo nadmiarów. Niech będzie cisza.
Raz, niech będzie wreszcie cisza, nie jak płacze kociaków, ani nie
jak darcie się kotek w rui.
Może to kara. Kara za nieprzemyślane,
kara za niepotrzebne, kara za te, co odmieniają stany świadomości.
Teraz nie powiem nic.
Teraz mogę ci napisać, teraz mogę ci
zamigać, bo przecież śmieszny żart, los bywa zabawny, w sobotę
egzamin ustny, z języka migowego. Tylko to mi zostaje. Gesty,
litery, a nie słowa.
Tymi można tak samo oszukiwać, nie
można oszukać tylko samego siebie, jak bardzo by się nie chciało.
O Bogowie wszelcy, jakbym zapaliła!
Wyglądam przez okno, zasłaniając je nad doniczkami z wybujałą
już maciejką, maciejką która ma być darem, amuletem zapachu tego
lata. Czekam aż obudzi lipiec, aż obudzi wspomnienia, aż...
Szare, ołowiane niebo jak w wierszu
Baudelaire'a, ale wiem, chmury nie zapowiadają deszczu, już nie
dzisiaj. Są jałowe jak moje oczy.
Patrzę na gołębia skubiącego świeże
pąki akacji, te, co jeszcze nie rozkwitły.
Przypomina mi się rwanie całych jej
białych kiści, słodki, otulający nas zapach przed laty, jeszcze
przed rokiem. Rwanie jej kiści pod miastem, żeby potem ususzyć, na
kolejne leki, na naleśniki, na najlepsze jedzenie prosto z lasu.
Tęsknię za tym, otula mnie nostalgia,
ale tego też nie powiem. Tęsknię za lasem, za zapachem, za atakami
dzikich pszczół, które konkurują z nami o nektar. W tym roku nie
rwaliśmy aż tylu fiołków na syrop, zmarniały w lesie. Choć nie,
tam nic nie marnieje.
W tym roku nie rwaliśmy kiści
liliowego bzu, nie rwaliśmy we dwoje, nie rwaliśmy rytualnie w
kilkoro roześmianych osób. Tylko te trzy gałęzie, które
przyniósł mi mój ukochany, gdy czekał na mnie pod pracą. 3,
które zmarniały, bo zapomniałam włożyć je do wody. Cały czas
gdzieś są, nie mam serca ich wyrzucić, nie mam serca, jak
zmarnowanych okazji, zmarnowanego czasu, jego pędu.
Mieszkanie nie pachniało bzem, nie
pachniało konwaliami, których tak pełno u mnie, na starym,
niemieckim cmentarzu. Nie usiadłam na nagrobkach, nie tam, gdzie
kiedyś zamknęli mnie w trumnie, gdzie jako dziecko w rozkopanej
ziemi znajdowałam czaszki i przypatrywałam się im z lubością.
Śmierć od zawsze. Czaszki czule w
dłoniach zamknięte.
Tylko jej zapach w domu. Zapach dymu w
nozdrzach tego maja, zapach alkoholu, zapach destrukcji.
A kiedyś zmienię twoją czaszkę w
popielniczkę, jak umrzesz pierwsza.
Na razie umarły we mnie słowa. Są
jak ptaki w klatce, więc obumierają. Kanarki bez śpiewu, orły bez
nieba. Kawki bez niebieskich oczu.
Patrzę przez okno i czuję się jak w
pułapce, ale nie powiem nic. Słowa nie są dzisiaj dla mnie.
Czuję się jak niedźwiedź
zatrzaśnięty w swojej jaskini, czuję się więźniem miasta. Koń,
który w kopalni zaprzęgnięty jest do wózków. Chwilę odpocznij,
gdy złamane kości się zrosną, wrócisz. I znów żadnego światła.
To na co czekałam nie nadejdzie,
dzikość Bieszczad, planowana od stycznia, od stycznia, żeby się
wyrwać z tego miasta które jest pułapką. Nie, nie możemy jechać,
nie zobaczymy zielonych wzgórz, nie pojedziemy konno na przełaj,
nie teraz. Nie będzie wędrówki i wody ze strumienia, nie będzie
zapachu prawdziwie dzikiego lasu. Trzeba czekać, bo życie znów z
nas drwi.
Nie możemy, bo tyle zawirowań, praca
którą on stracił, moja praca w której muszę teraz zarobić, bo
pieniędzy coraz mniej, bo plany się sypią. I ja się sypię.
Nie złapię jeszcze oddechu. Nie
teraz.
A kiedy?
Nie mogę oddychać nawet tu normalnie,
krwawy kaszel łapię co chwilę za gardło, kaszel jak nadmiar
zmartwień i emocji, które zabierają nieraz słowa.
-Chcesz coś powiedzieć?- pyta
A. tam, gdzie słowa zmieniają się w literki.
-A co więcej mogę powiedzieć? To
chyba nie mój dzień.
-Tutaj dziwnie milczeć.
-Nieraz nam wychodzi.
Wychodzi, gdy nie mam słów. Milczenie
jest złotem, więc jest dużo złota, nie srebra, jak w dawnym
wierszu jeszcze kogoś innego.
Sięgam więc po te wiersze, szukam bo
przecież z komputera usunęłam, szukam na mailu. Są. Nie przepadam
za poezją, ale tą kocham. Tą kocham, bo dla mnie tam całe
historie, które się nie powtórzą.
Stracony czas. Zmarnowany czas. W
pędzie tego nie odczuwam, stanęłam na chwilę, pozbawiona słów,
stanęłam niespowita dymem, stanęłam krwawiąca i widzę za
wyraźnie.
Nie ma słów, ale są myśli, w głowie
biegnące jak dzikie stada koni, tętniące jak pulsująca,
wypływająca z tętnic krew.
Za dużo prozy, za mało poezji?
Przecież to prozę ukochałam, poezję zarzuciłam dawno temu. Ale
czasem miłość do szarych chmur zmienia się w pragnienie tęczy.
Kochanie, wyjdźmy na burzę, a potem
chowajmy się przed nią.
Burzy nie będzie.
Dzisiaj wszystko zmieniło oblicze.
Odliczam godziny do jego powrotu, już
nawet nie godziny, a minuty. Nie chcę być sama, z kotami, chcę być
przytulona nie przez miękkie futro, a przez silne choć szczupłe
ręce, nawet nie mówiąc nic.
Bo co jest do powiedzenia? Trochę
sypie nam się życie, ale przetrwamy. Wiem to, przetrwamy, za każdym
razem, wymyślimy coś przecież. Tylko tyle słów, dzisiaj nie o
nie chodzi, brzmią jak banał. Potem coś wymyślimy, potem wyrwiemy
się choć na tydzień albo dwa z klatki miasta i poczujemy wiatr od
najwyższego szczytu na twarzy, potem znów będziemy się uśmiechać
i potem przeżyjemy, kiedyś, kolejny maj a nie listopad.
Ale teraz jest teraz i ten maj płacze
trochę, trochę dziwny.
Mało słońca, szare burze, nie takie,
po których świeci jaskrawo słońce. Burze, przy których chcę
przywołać Peruna i wybiegać na okrągłe ogromne krople, ale mi
nie wychodzi.
Nie wychodzi mi dzisiaj jak słowa.
Nie wychodzi mi nawet jak słowa
pisanie, słowa które może mają pocieszać, a może same nie
wiedzą co robić.
Dziwny maj, a dzisiaj jest dzisiaj,
szare chmury i brak słów.
Gdyby ci kropla deszczu otworzyła
serce,
Mógłbyś się w niej dopatrzeć
setek oceanów.
Dzisiaj kropla nie otworzy mojego
serca, bo nie spadnie na nie. Dzisiaj nie ma słów, nie ma więc
oczu, które widzą więcej, widzą wyraźniej, widząc czulej.
Nie ma.
Są za to myśli, tak nieukierunkowane,
jest ból tak bardzo fizyczny i inny, nieokreślony.
Czy to tęsknoty za tym co było, czy
to obawy przed tym co będzie? Nie ma znaczenia, wszystko naraz,
wszystko naraz przybyło w jednej krótkiej chwili, gdy bez słów
jestem, jak rozbitek na tratwie na środku oceanu.
Jak Odyseusz, który chce wrócić do
Itaki, co napił się słonej wody i nie może nic wyrzec, skręcając
się w mdłościach. Jak Penelopa, czekająca na niego wiernie i nie
wierząca w żaden sens sprutego szybko pod osłoną nocy całunu.
Całun, kolejny kir wleczony po bruku.
Kir żałoby po czym? Po czym dzisiaj pytam się?
Żałoba przed nadchodzącą nocą bez
słów.
Ale potem przecież niczego nie będzie
żal. Niczego, jak w piosence pogrzebowej, którą ktoś sobie przed
listopadem zażyczył. Nie będzie żal. Żądnych grzechów, bo
niewinność dawno temu umarła. Umarła w śmierci, umarła w
wrzasku dzikiego aksamitnego kota, umarła jak ćma pod żarówką.
Ale jeśli czegoś w życiu najmniej
żal, to niewinności. To też tylko kolejna ułuda, którą trzeba
stracić, rozbić brutalnie o życie.
Trzeba ją rozbić, by stać się
naprawdę człowiekiem i powstać na nowo.
Nie będzie żal tej nocy, nie będzie
żal słów, które potem będą musiały paść, bo teraz obumarły
jak niepodlewane kwiaty bzu. Może jeszcze dziś je ułożę,
przewidzę, zaczaruję, jako wiedźma, wiedźma która schnie z dala
od swoich bagien. Może jeszcze dziś wymruczę, leżąc cicho na
twoich dłoniach i myśląc, jak zmienić pewne rzeczy. Jak zmienić
też siebie. Jak przebić mury.
Ale na razie nie mam słów, na razie
mam krwawiące gardło, szepty myśli w głowie i pełne miasto. Na
razie mam oczekiwanie na ciebie, bladą żarówkę dookoła której
tańczy ćma, którą chcą zamordować nasze wspólne koty. Koty
które kochają puszystą miłością i chcą ogrzewać lepiej, niż
niejeden człowiek.
Na razie mam chęć na papierosa i
milczenie, milczenie wśród ścian, które miały pomóc mi odpocząć
a obudziły nieznane uczucia.
One znikną. Znikną, znów odnajdę
usta, gdy o poranku ożyję. Przepłuczę usta solą emską, tak jak
wszystkim swoim zmarłym w rytuałach myśli, by obudzić się na
nowo. Znów ożyję.
Umieramy o 4 nad ranem, świat do życia
budzi nas o 5. Godzina czwarta, godzina niczyja, godzina pustych pól,
szarości. Godzina należąca do tych co odeszli. Ani Matka Księżyc,
ani Ojciec Słońce nie mają tu władzy. Tylko śmierć i jego
bliźniaczy brat, sen. Ten, co obcina pukiel włosów i ten, co wlewa
wody ze Styksu do gardła, aż się zadławisz.
Ale potem znów, światło. Wstać ze
świtem, kolejne zadanie. Obudzić się, wziąć leki. Otrząsnąć
się ze snu. Ożyć. Jutro będzie dobrze.
Jutro może znów pomaluję swój świat
na kawałku bristolu, nie mogąc mówić. Przemówię kolorem, choć,
nie dziś. Dziś nie mam siły.
Gdyby tylko poranek przyniósł zapach
igliwia i ciszę zamiast gwarnych ulic. Jeszcze teraz to niemożliwe.
Jeszcze nie, jeszcze nie.
Dzisiaj więc zostaje mi nosić żałobę
i ciszę w sobie. Żałobę za tym co było i przed tym, czego
jeszcze nie będzie. Żałobę bliżej nie określoną, żałobę za
słowami które się nie powtórzą i za tymi, których martwe usta
nie wypowiedzą, żałobę za drogami których nie posmakują nasze
zmęczone stopy wspólnie, żałobę za kruchymi kośćmi ptaków i
za ciemnymi oczami dzikich psów błyskających w ciemności, blasku
księżyca, który nigdy nie wzejdzie.
Rankiem pozostaje mi tylko przebudzić
znów nadzieję. Nadzieję obudzić choćby jednym, wyszeptanym
słowem. Nadzieja, że nie będę musiała krzyczeć na środku
gwarnej ulicy wtedy, kiedy nie mogę.
Milczenie jest złotem skarbie.
Dzisiaj to tombak.
Leżę tu, jedząc śnieg
Moje futro jest gorące, ale język
zimny
Na łóżku z pajęczej nici
Zastanawiam się, jak się zmienić
Wiele nadziei w jednoosobowym
namiocie
Nie ma tu miejsca na niewinność
Zabierz mnie do domu przed
nadejściem burzy
Aksamitne ćmy nas grzeją
Szepczą
Poranku, zatrzymaj dla mnie puste
ulice
Poranku, zatrzymaj dla mnie puste
ulice
Jak bierze mnie nieraz choroba, to myślę sobie: o cudowności!, w końcu się wyśpię, przeczytam to, tamto i siamto... Po czym okazuje się, że spać nie mogę, bo dusi niemiłosiernie, czytać też nie, bo oczy zachodzą łzami i nawet leżenie na wznak jest wkurzające. Życzę więc powrotu do zdrowia... a wszystko mimochodem sie ułozy :)
OdpowiedzUsuńDokładnie. I do tego, jak człowiek zamknięty w domu, to zamiast się na czyś skupiać porządnym, skupia się na najgorszych galopujących wściekle myślach. I dzięki:) Wiem, że ułożyć się musi...jakoś:)
UsuńOjj tak! A wszystko jakby działo się gdzieś obok. I wtedy te myśli takie głupie, że aż czasem wstyd później wspominać ;)
UsuńMoże potrzeba czasu :)
To też. Jak rybki w akwarium, tylko ja zdaję sobie sprawę, że jestem taką rybką. Ale te myśli trzeba gdzieś przelać, a potem lepiej:) mi już właśnie z porankiem ślicznym jest lepiej:) Bo czasem jest "kumulacja" a potem się rozchodzi po kościach. Takie ludzkie bardzo:)
UsuńI czas na wszystko dobrym lekarzem przecież jest:)
No od tego w końcu blog jest, żeby wylać potok myśli :) to dobrze, że coraz lepiej ;) no cóż, w końcu ludźmi jesteśmy! ;)
Usuńponoć tak :)
Dokładnie, więc bezwstydnie wręcz z tego korzystam:D
UsuńI jasna sprawa:)
bardzo lubię zapach bzu.
OdpowiedzUsuńChyba nie znam osoby, która go nie lubi:) Jeden z najpiękniejszych zapachów natury:)
UsuńPrzepraszam, że się wtrącę, ale tak sobie pozwolę zareklamować Ci, Frido mój masaż jeszcze bardziej informując, że posiadam oliwkę o zapachu bzu :D
UsuńOja...bierę! :D
UsuńPrzepraszam, że zapytam Frido - bloga Królika można jeszcze czytać w sieci? Jeśli tak, mogłabyś mi podesłać link? Chętnie bym Go poczytał. Dzięki.
OdpowiedzUsuńUładzi się - gardło wyzdrowieje, Mąż nową, lepszą, pracę znajdzie, a Bieszczady na Was poczekają. Jak na brak słów, to całkiem nieźle dałaś radę z powyższym postem ;-)
To napiszę ci u ciebie adres, jasne że można i jasne że podeślę:)
UsuńWiem że się uładzi, tylko wiesz, jak człowiek chory zwłaszcza, to dostaje kryzysów że tak to nazwę i musi sobie gdzieś pomarudzić. Zbiera się to to aż za bardzo to i wylać trzeba, żeby właśnie z nowym dniem mieć kolejną nadzieję i działać:) Nawet się pochwalę, dzisiaj już lepiej mówię z rana :D
Kryzysy normalna ludzka rzecz i marudzenie w kryzysie również. Dzięki za linka. Poczytam.
UsuńDokładnie. Bo też nikt z nas nie jest nadczłowiekiem:)
UsuńI nie ma za co:)
Dokładnie Cię rozumiem, sama miałam poważne problemy z krtanią i co jakiś czas traciłam głos na 1,5 miesiąca ...
OdpowiedzUsuńO ja...strasznie, aż tak długo? Ale teraz już wszystko w porządku?
UsuńSzczególnie gadatliwa nie jestem, ale założę się, że i mnie bardzo brakowałoby możliwości mówienia.
OdpowiedzUsuńBo doceniamy dopiero pewne rzeczy gdy je stracimy, czyż nie?:>
UsuńWiesz, kryzysy to rzecz normalna. Aczkolwiek taka "kara" czasami bywa ogromnym..zbawieniem. Nie, nie chodzi mi o to, że zasłużyłaś na nią. Aczkolwiek może to jakiś znak?
OdpowiedzUsuńWszystko ma swoje plusy i minusy, różne oblicza, prawda?
UsuńMam nadzieję, że to tylko chwilowe osłabienie wynikające z choroby. O ile dobrze Cię zrozumiałam. Ty jesteś artystką, piszesz często wzniośle, używasz różnych metafor. Dlatego nie wiem czy krwawiąca krtań jest właśnie prawdziwa czy jest metaforą :) Ale wyzdrowiejesz, znów będziesz mogła mówić. Niby milczenie jest złotem, ale za dużo złota jest jak z przypowieści o kimś, kto albo chciał wszystko zamieniać w złoto, albo wziął tyle złota, że go ono przygniotło. - Umiem te historie opowiedzieć, ale nie pamiętam ich tytułów :D
OdpowiedzUsuńAkurat krew szła mi z kaszlem od osłabienia ścian błon śluzowych gardła i krtani. Ale już jest zdecydowanie lepiej, antybiotyk mi pomaga:)
UsuńMidas, chodziło ci o
Midasa pewnie:D
uważam, że mimo, że nie lubisz siedzieć bezczynnie to taka chwila wyciszenia (dosłownego!) podziała na Ciebie kojąco, zobaczysz :)
OdpowiedzUsuńmam nadzieję też, że zagościsz u mnie na dłużej i nie zraziłam Cię takim postem na początku naszej znajomości :) uważam, że prowadzenie publicznego bloga jest to pisanie pod publikę i dla mnie praktycznie każdy komentarz się liczy :)
OdpowiedzUsuńGłos to wszystko co mam. I jeśli mogę coś Ci doradzić, to nawadniaj się, płyny, ale nie mocna herbata bo wysusza i nie herbata z cytryną, bo podrażnia. A jesli chrypa to sól emska do nabycia w aptece, działa cuda :) Życzę Ci dużo zdrówka :)
OdpowiedzUsuńWiem wiem, doskonale znam te zasady, kończyłam studia na medycznym i takich rzeczy mnie nawet uczyli widzisz:) Ale tutaj już w grę wszedł jednak antybiotyk niestety...ale ważne, że pomaga:)
UsuńMyślę, że moje zajęcia z emisji głosu są jednak bardzo pożyteczne. Ucząc się, jak należy dbać o mój głos, zmniejszam potencjalne ryzyko podzielenia Twojego problemu ;) Chociaż ja i tak bywam osobą milczącą często. W ogóle cenię sobie milczenie. Świat jest pełen gadających toreb. Wszędzie wokół słyszę gównowarte słowa i dlatego lubię sobie pomilczeć. Ludzie mówią definitywnie za dużo.
OdpowiedzUsuńNaprawdę powinnaś troszczyć się o swój głos! To poważne. Poza tym zakładam, ze lubisz gadać i nie za bardzo Ci to odpowiadało ;)
PS: Ja czasem żałuję, że nie mogę kogoś całkowicie poznać i chciałabym wejść nieraz do czyjegoś umysłu... Poznać najskrytsze pragnienia i tłumione myśli....
Na pewno pomogły. Ja w sumie z krtanią często miałam i tak problemy, jako dziecko jeszcze. Ale właśnie...ja jestem gadułą, co pewnie zauważyłaś, nawet jak piszę. Może się o tym jeszcze przekonasz. I czasem bywam taką tylko gadającą torbą :D Ale, może musi być równowaga w świecie, czasem ktoś milczy, a ktoś mówi. Na mnie padło to drugie. Czasem też bez sensu, chociaż mi się wydaje, że często mądrze:D Paradoks, co?:D
UsuńI troszczę się już. Antybiotykiem:D
A ja bym nie chciała jednak. Bo człowiek to aż...za dużo, wiesz? W sensie, jakby jednak właśnie tak mocno w kogoś wejść...można nie zrozumieć z tym, co my sami jeszcze stanowimy.
No proszę, pierwszy raz spotykam osobę, która nie cieszy się z nadmiaru złota :D Nie powiem, że milczenie jest złotem, bo mnie się aparat mowy nieczęsto zamyka, ale faktem jest, że czasem milczenie jest potrzebne. Dla wyciszenia, odpuszczenia komentowania wszystkiego, wyrażania siebie za pomocą mowy. Wszak są jeszcze gesty, spojrzenia znaczące czy chociażby kojące literki na ekranie/papierze. Odetchnij :) I zdrowiej szybko, no!
OdpowiedzUsuńP.S. Porównanie wyglądu krtani do cipy mnie rozbroiło :D Aż mi stres i złość puściła w jednej chwili :D
Midas też się nie cieszył :D
UsuńNo właśnie, ja też jestem straszna gadułą...a czasem jak nie mogę tego wyrazić, to za dużo mi się zbiera. No ale, już ogarnęłam trochę:) I zdrowieję, antybiotyk przed którym się broniłam, jednak pomaga:)
Bo to prawda, obejrzyj krtań pod endoskopem :D Ale cieszę się, że to tak zadziałało :D
Katar i ból krtani to dwie rzeczy, które mnie osobiście momentalnie zwalają z nóg.
OdpowiedzUsuńGdzieś Ty się tak załatwiła??
Mam nadzieję, że to siedzenie w domu i lekarstwa działają pozytywnie na Twoje gardło i niedługo znów będziesz mogła mówić. :)
Spodobało mi się, jak napisałaś, że koty kochają puszystą miłością <3
Mnie z reguły nie, chyba że właśnie aż zaniemówię.
UsuńW pracy. Stale tam gadam, na infoliii, to wiesz, swoje robi:)
I już mówię, kiepsko bo kiepsko, ale jednak :D
Bo to prawda :D
Mam nadzieję, że nie podzielę Twojego losu, bo dzisiaj darłam ryja na rowerze, jak głupia, jeszcze niedawno zjadłam loda :D
OdpowiedzUsuńWszystko co złe, zwalmy na antybiotyk :D I na kumulacje...
No jak widać i z tego co wiem, nie podzielasz :D A ja mam ciągle ten sorbet w lodówce...damn....
UsuńI jasna sprawa. Albo kulminacje. Czy coś. Bogowie, brzmi jakbyśmy grały w pesymistycznego totolotka :D
Które z dzieł Fromma miałaś okazję skonsumować?
OdpowiedzUsuńDla mnie najlepszym rozwiązaniem w takich chwilach kryzysu, zamknięcia w czterech ścianach okazuje się... pochłonięcie czymś. Kompletnie, całkowicie. Nauka, pisanie - wszystko byleby nie móc skupić się nad myślami.
Tym razem "zapomniany język".
UsuńZnam tą metodę doskonale ale...nieraz się ona nie sprawdza. Czasem pewne myśli są tak silne, że odciągają skupienie od każdej, nawet najprostszej czynności. Ale...ogarnęłam, najważniejsze:)
Gardło mnie rozwaliło ze 2 tygodnie temu. Zazwyczaj sporo gadam, a wtedy musiałam odpuścić. Przymusowe milczenie jakoś wpływa na zastanowienie się nad sobą, swoimi słowami - chcąc nie chcąc musiałam się zastanawiać, co powiedzieć, by było zwięźle, zrozumiale i zgodnie z prawdą.
OdpowiedzUsuńNo ja właśnie też jestem straszną gadułą. Ale na szczęście już mi coraz lepiej:) I właśnie...czasem pozwala się takie milczenie zastanowić. Gorzej, gdy myśli przychodzi za dużo.
UsuńGdzieś Ty się tak zaprawiła dziewczyno? Uważaj na siebie...
OdpowiedzUsuńI choć życie się sypie teraz, to nigdy nie posypie się tak do końca. Bo macie siebie. I to jest najważniejsze. I Ty też o tym dobrze wiesz...
W pracy, po prostu :D Ale już mówię. Kiepsko, ale mówię:)
UsuńWiem, tylko nie wolno pozwolić, żeby się życie złamało:) I stale o to walczymy, tak jak wczoraj w nocy:) Ogar jest:)
35 yrs old VP Sales Bevon Rixon, hailing from Drumheller enjoys watching movies like "Corrina, Corrina" and Cosplaying. Took a trip to Monarch Butterfly Biosphere Reserve and drives a Delahaye 135 Competition Court Torpedo Roadster. bezkonkurencyjny post
OdpowiedzUsuń