Jakiż piękny dzień, pełen słońca!-
myślę sobie, robiąc po prostu zakupy, kupując sukienkę na
piątkowe wesele, idąc przez park i zatrzymując się chwilę,
karmiąc kaczki.
Jakie piękne słońce, myślę gdy
szukam przepisu na tort dla swojego Męża na imieniny, który to
tort właśnie znajdzie jutro po powrocie z pracy w lodówce, gdy ja
będę siedzieć w swojej pracy. I obserwować to samo, choć ciągle
inne słońce świecące mi prosto w twarz, nie pozwalające znaleźć
nic na monitorze.
Ach, jak ciepło, ach, jak pięknie!
Wiosna!
I widzimy cud przemiany, ale nawet,
opalając się, korzystając z jego promieni nie zdajemy sobie nieraz
sprawy, jak wielki cud toczy się na naszych oczach.
Nocą leżymy na łące, zbierająca
się rosa sprawia, że nasze plecy stają się mokre. I patrzymy q
gwiazdy, miliony wiecznych świetlików, patrzymy na nie czasem jak
na dziury w wielkiej płachcie, którą ktoś na kilka godzin zakrył
nasze niebo. Wyciągamy ręce, chcemy je złapać, wszystkie
przytulić. Złapać, pochłonąć dosłowny cud.
Materia, energia.
„Materia to tylko zmagazynowana
energia, zapadnia podniebienia wszechświata” jak w jednym z
wierszy.
Stałe przemiany. To, co widzimy.
Syntezujące jądra wodoru, rozpady powoduję uwalnianie ogromnej
ilości energii. Możesz cieszyć się z gwiazd, możesz cieszyć się
ze Słońca dzięki najmniejszym jądrom materii. Dzięki
najsilniejszym, a zarazem najbardziej pierwotnym oddziaływaniom.
Zderzenia, ruch, zderzenia, ruch...ale
ruch w końcu ustaje. Nawet najbardziej wytrwała gwiazda umiera. Jak
każdy człowiek, jak każda istota. Każdy kamień w końcu ściera
się pył. Kwestia ilości czasu, a ten, jak wiadomo, jest względny,
zależny od obserwatora. A może w ogóle nie istnieje.
Tyle widzisz. Dotykasz materii, ciepłej
sierści kota, zrywasz zielone liście, zjadasz cudze, zwierzęce
ciała. Kochasz się z osobą, do której jak mówisz, coś czujesz.
Dotykasz ukochanego ciała.
Materia ożywiona przez ruch.
A co, jeśli powiem ci, mój
czytelniku, że 98% tego, czego dotykasz....i tak nie istnieje? Co,
jeśli powiem ci, że składamy się z atomów, a każdy atom składa
się owszem, z protonów, neutronów, elektronów krążących po
orbitach...ale co, jeśli powiem ci, że statystycznie około 98%
każdego atomu to nienazwana, nieokreślona przestrzeń? Sfery w
których poruszają się elektrony wokół jądra...
Nie nazwiesz tego próżnią, bo coś
tam jest. Nie nazwiesz pustką, ale nie nazwiesz i pełnią.
98% tego, którego kochasz i tak składa
się z nieokreślonej, nienazwanej ale na swój sposób pełnej i
żywej nicości. 98% tego co jesz, co buduje twoje ciało jest
dziwaczną pustką. Sferą. 98% ciebie nie istnieje, choć jest tak
namacalne. Atom przy atomie, związek przy związku, komórka przy
komórce, układ przy układzie. Całość. Ciało. Ciało, które
jest, a jakby go nie było. Ciało, które można opisać zmysłami.
Ale tylko tyle.
Istnieję czy nie? Jestem? Bogowie,
jestem energią, materią? Czym i dlaczego?
Nawet materia jest tak cholernie
złudna.
Gdy o tym usłyszałam, trochę
przestałam bać się tego, co nieznane. Bo i tak...to co widzę, nie
istnieje. Jest coś więcej, ale oko nie sięga za daleko, tak samo
jak dłoń. Można tylko zanurzyć się w duszy, o której z kolei
niektórzy mówią, że nie istnieje. Ale tylko może wychodząc poza
to, czego i tak nie ma, można sięgnąć dalej? Tylko wyzwalając
się, otwierając w pustce tamy, pozwalając przenikać światłu,
strumieniom, energii bo....
98% mnie to i tak przestrzeń.
Przestrzeń, w której jednak...
...jednak jest? Jednak jestem? Jestem w
niej czy jestem ponad?
Jestem materią, jestem energią,
jestem pustką?
Moje dłonie stają się przezroczyste,
moje włosy, moja twarz. Obraz utkany jak pajęcza nic przez prawa,
które tak trudno nam zrozumieć. Obraz w lustrze, lustro z nicości,
ciało z nicości, a są, tkwią, patrzą na siebie, serce po lewej,
serce po prawej...
Materia to tylko zmagazynowana
energia.
Żyjemy dzięki jej przemianom, energia
może to klucz. Jestem, bo jestem, jestem, jaka jestem, bo jej
strumień stale buduje materię albo ją niszczy. Materię tak bardzo
nie istniejącą. Każda komórka naszego ciała przemienia jedno w
drugie, bez naszej świadomości. W próżni, w 98% nicości i 2 %
namacalności tkwi wielki potencjał. Dzięki temu istnieje pojęcie
też życia w naszej przestrzeni, w tym, czego możemy dotknąć. Co
próbujemy ogarnąć rozumem ( jeśli przyjmiesz że rozum to tylko
mózg, to on tez nie istnieje prawie. Rozum to coś o wiele więcej.
Zrozum to a może..).
Chcę dotknąć poznania?
Samo słowo, dotknąć. Nie pasuje mi
tutaj. Myślisz że to takie oczywiste? Nie, to też nie jest żadną
oczywistością. Nic nią nie jest, tylko czasem musisz spojrzeć pod
innym kątem.
Dotknąć. Wiesz, że w swojej pustce,
nigdy tak naprawdę niczego nie dotykasz? Nawet jej czy jego ciała.
Nawet głaszcząc kota czy psa. Nawet stąpając twardo po ziemi. Tak
naprawdę, to wszystko tyko oddziaływania elektrostatyczne. Nie
siedzisz nigdy na krześle. Nie dotykasz go. Mijacie się na polu
elektrostatyki, dając sobie wzajemnie wrażenia. Przestrzeń nie do
przebycia. Uciskasz krzesło swoimi pośladkami? To tylko ułuda.
Doznanie twoich neuronów, bo i one składają się z protonów,
neutronów, przede wszystkim elektronów. I również one, złożone
z atomów, składają się przede wszystkim z pustki. Nawet
namacalność..jest ułudą. Neurony kłamią. Zmysły kłamią. Ale
może tyle nam wystarcza w naszym świecie, świecie gdzie opieramy
wszystko na sądach oka. Oka, które tak samo, nie istnieje.
Jedynie ocieramy się o siebie, zawsze
zostaje pewna przestrzeń, zawsze brakuje nam ścieżki jak miliony
atomów, zawsze przestrzeń, nie kilometrów, a przestrzeń ułudy.
Przestrzeń naszego własnego kłamstwa, kłamstwa istnienia. Ciepła
lub zimna, twarda lub miękka, przyjemna,czasem bolesna. Jednak nic
nie jest dosłowne.
Jak więc możemy tak bardzo
przywiązywać się do materialnych ciał? Jak możemy tak bardzo
liczyć martwe złoto i przywiązywać się do jednego ciała, które
kochamy?
Bo jednak jesteśmy ludźmi. Mamy
zmysły. Narodziliśmy się w kłamstwie, które sami sobie
opowiadamy i może to kłamstwo jest nam potrzebne.
Bo kochamy właśnie swoje ułudy.
Namacalność twardości kamienia, ciepło ludzkiego ciała.
Chropowatość wapiennej skały, kory drzewa. Wszystko to siły
atomów. Atomów, sił między nimi, sił wiążących, sił
elektrostatycznych, sił przyciągania. Ale kochamy je widzieć
wprost, takimi, jakie są. Nie takimi, jakie mogłoby widzieć
trzecie oko, ale ta para tkwiąca uparcie w czaszce. Czasem
wydzielająca dziwny słonawy płyn.
Może żebyśmy mogli płakać, musimy
widzieć to, co pokazują oczy, czuć to, czego dotkną dłonie.
Poczuć zapach jego skóry, jej włosów.
Może to tajemnica człowieka, słodka ułuda, która daje poczucie
spokoju. Twardy ląd, na którym opieramy stopy, choć przecież...
To już nieważne. Niech ten ląd w nas
tkwi. Ale jednak czasem chce się widzieć więcej. Czasem niektórzy,
choć kiedyś zakrzykiwani, próbują.
To zawsze wiąże się z ryzykiem.
Tego, że sięgnie się za daleko. Tego, że przestanie się być
człowiekiem takim, jakim człowiek jest tu i teraz. Dlatego zawsze
próbowano powstrzymać widzenie dalej, dlatego zawsze ułudą dotyku
wpychano niektóre myśli z powrotem za kraty. Ale to jednak
fascynuje, ta muzyka niesłyszalna dla ludzkiego ucha. Ten taniec.
Chcemy widzieć cudowny balet atomów,
szalony taniec szamanów kwantów energii. Chcemy odczuć i nieraz
znajdujemy sposoby, jak można czuć bez czucia. Wychodzimy poza
własne ciała i szukamy odpowiedzi w religii, w nauce.
Ale nadal, materia to tylko
zmagazynowana energia.
Właśnie jeden z współczesnych
naukowców powiedział zresztą, że „materia jest tylko
zamrożoną w przestrzeni myślą”. I może na tym nieraz
powinniśmy się skupić? Na myśli?
Może afirmacja, może myśl tak
naprawdę to podstawa? Może to najczystsza energia, tak samo jak
każda nasza emocja? Może dlatego nieraz słyszymy szepty zmarłych?
Ich myśli nadal są obecne. Ale tylko ich ciała nie są już
zamrożone, uległy przekształceniu. Bo świat ciągle trwa, bo
świat ciągle musi się zmieniać. I nasze ciała kiedyś zmienią
się również.
Myśl jako podstawa wszechświata.
Myśl. Słowo. Dlatego tak wiele początków świata w religiach
chyba od słowa zawsze się zaczyna. Od dźwięku, które jest
wyrazem myśli.
Słyszeliście może o eksperymencie
Emoto? O naukowcu, który udowodnił, że to, jak krystalizuje woda z
tego samego źródła zależy od tego, czy mówimy do niej w sposób
miły, czy złośliwy? Czy mówimy jesteś głupia, brzydka czy
kocham cię?
Może warto nieraz popracować nad
myślami. Bo w 75% składamy się z wody. A woda w 98% składa się z
nicości, nienazwanego, nieistniejącego...
Szalony balet energii, szalony balet
materii, która nas otacza. A to nie wszystko. To dopiero początek.
Bo co się stanie z twoim poznaniem,
mój drogi czytelniku, jeśli powiem więcej? Jeśli powiem, że tak
naprawdę, tylko niewielka ilość wszechświata składa się z tej
materii i energii, którą znamy? Co, jeśli powiem, że większość
ma zupełnie inny kształt, nigdy nie wejdzie w skład naszych ciał,
w nasze kości, nie przeniknie naszej krwi.
Ciemna energia i ciemna materia.
Wszystkie galaktyki, wszystkie układy,
ciała, to jedynie 5 % tego, co człowiek, jako składający się z
tej właśnie nie-istniejącej materii może obserwować. Materia i
energia taka jak on.
Niewidzialna większość to ciemna
energia, która stanowi 27% i ciemna energia, szacowana na 68%.
To tworzy świat, w którym żyjemy. A
jednocześnie, nigdy tej materii i energii dosłownie nie dotkniemy.
Nie dotkniemy, bo jeden świat nie przystaje do drugiego. Nie
dotkniemy, bo czasem jedna energia musiałaby zniszczyć drugą.
Do niedawna istnienie ciemnej materii i
ciemnej energii było tylko wyśmiewaną, karkołomną wręcz
hipotezą. Ale jak wypełnić niewypełnialne? Tylko ciemna energia.
Tylko ciemna materia.
Licząc inaczej, materia naszego ciała,
naszej planety, znanych nam gwiazd wraz z ciemną materią to tylko
28% tego, co wypełnia wszechświat.
Czym jest owa ciemna materia? Nikt tak
naprawdę nie wie. Według wielu naukowców obecnie odpowiada za
rzeźbienie płaszczyzn i serpentyn galaktyk, które tworzą
wielkoskalową strukturę wszechświata. Jest rusztowaniem, jak
rusztowania zawieszane na firmamencie przez bogów. Tylko chyba
większość naszych bogów byłaby dla tej energii za mała.
Ciemna energia jest jeszcze większą
tajemnicą. Tak naprawdę, pojęcie to stworzono, by opisać to,
czego nie potrafimy jeszcze zrozumieć. To wszystko to, co
przyspiesza tempo rozszerzania się wszechświata, bo przecież
wszechświat, tak w naszych oczach stabilny, stale się zmienia.
Rozpada się, rozciąga, zmienia kształt i swój czas. Tak naprawdę
ciemna energia to wszystko to, o czym nie wiemy jeśli chodzi o
właściwości wszechświata. Nie wiemy więc prawie niczego o
większości wszechświata.
Nie wiemy, a jednak żyjemy. Chodzimy.
Jemy, oddychamy. Zakochujemy się, czujemy.
A może...może nas nie ma? Może to
tyko pozór? Jesteśmy tym co niepoznane dla ciemnej energii i
materii, jesteśmy tym, co tak naprawdę jest nienamacalne?
Spojrzeliście na to kiedyś w ten sposób?
A wszechświat stale się rozszerza.
Coraz szybciej i szybciej.
Wybuchają kolejne gwiazdy, które są
dość jasne, by było je widać z daleka. Mówią o galaktykach, o
ich odległościach.
I kiedyś sądzono, że wzajemne
przyciąganie grawitacyjne pomiędzy galaktykami będzie działało
na ekspansję rozszerzania się wszechświata jak hamulec. Z czasem
okazało się, że jest przeciwnie. Diagramy, wykresy, tabele.
Zapisane dane miliardów lat.
Wszechświat rozszerza się coraz
szybciej i szybciej. A my w nim On coraz szybciej i szybciej i będzie
tak robił przez 5-6 mld lat. Ciemna energia powoduje, że ucieka nam
wszechświat. Ciemna energia, jak okazuje się, coraz bardziej nasz
wszechświat pochłania i zdobywa w nim absolutną władze. Z każdą
minutą, z każdą godziną, z każdym miliardem lat. Ostatecznie, za
kilka miliardów lat, większość galaktyk zniknie z naszego pola
widzenia. Cud przemiany gwiazd ucieknie z naszego nieba, choć, nie w
dosłowności przecież. Leżąc na łące nadal będziemy widzieć
gwiazdy..ale dalej, dalej, dalej...a może, będzie widać tylko
czerń przestrzeni kosmicznej.
Choć, my tego nie dożyjemy.
Ale może do tego czasu powstaną nowe
teorie. Wypalona teoria Einsteina nie starcza, pomogła dużo, ale
nie jest w stanie ujarzmić ciemnej energii i materii. Nie prowadzi
do zrozumienia, już nie. Potrzebujemy więcej, by rozumieć, by
widzieć poza oczami...ale czy to w ogóle możliwe? Czy to możliwe,
skoro na co dzień nawet nie widzimy, jak bardzo składamy się z
tego, co nienamacalne?
Czasem tak trudno jest zrzucić
zasłonę, zsunąć się po spirali i zrozumieć. Czasem chciałabym
zrozumieć. A czasem pozachwycać się po prostu słońcem pięknego
dnia i ciałem tego, którego kocham. Tak zwyczajnie, uwierzyć w
kłamstwa i ułudy. Bo przecież...jak się okazuje i na nich,
namacalnie, w świecie fizyki, można tak wiele zbudować.
A dalsze zagadki? Cóż. Żyjmy
nadzieją, że kiedyś zrozumiemy. Może, pomoże nam własna wolna
myśl, wcale nie zamrożona w ciało.
Więcej dobrej myśli w przestrzeń.
Może, ta energia łączy się z tą ciemną? Może potrafi więcej,
niż sądzimy? Ale...o tym może się dowiemy. Kiedyś.
Tymczasem, korzystajmy z wiosny!
Czerń i biel, to wszystko, co widziałem, zanim dojrzałem,
Wtedy czerwień i żółć nadchodzą, by pozostać
Sięgają po mnie
Pozwalają mi dostrzec, że jest o wiele więcej
Namawiają, bym wyjrzał ku nieskończonym możliwościom
Jak i pod, tak i poza i ponad
W wyobraźni kreślę granicę rozsądku
Zrzuć zasłonę. Spójrz, jak spada.
Przepis na tort może tu coś znajdziesz:
OdpowiedzUsuńhttps://www.mojeciasto.pl/rodzaj/tort/
Ta kobieta jest niesamowita:
https://www.youtube.com/user/GoodCakeTV/videos
Co do filozoficznych aspektów to czasem gdy wszystko jest tak nieprawdopodobne mam wrażenie że to sie nei dzieje że to sen.... nie wiem....
Dziękuję za linki:) W sumie przepis już mam, ale na pewno przyda się na przyszłość:) Zawsze obcykana w tym jesteś :D
UsuńBo to jest pewnego rodzaju sen:)
ja wiem? hmmmm.... bardzo lubię słodycze, ubolewam nad brakiem piekarnika.... zapraszam po północy na mojego bloga, zależy mi na komentarzu Twoim....w tym temacie opisanym przeze mnie.
UsuńHm... Okazuje się, że w tym świecie uparcie i mocno stąpających po ziemi nic nie jest pewne. Zresztą, jakim prawem możemy stwierdzać, co istnieje, co nie, co jest prawdziwe i jak wygląda, skoro nasze zmysły ogarniają tylko maciupki zakres wszechświata, nie mówiąc już o słynnym Heisenbergu? Ja, krótkowidz z wadą -2 i -5 dioptrii, stwierdzam, że czasem lepiej nie wszystko widzieć. Te ułudy, którymi wypełniamy 98% wszechświata są konieczne do prawidłowego funkcjonowania człowieka. Bo może to i głupie, ale wolę trwać w kłamstwie miłości niż wystawiać się na lodowato zimną prawdę kosmosu. I żyć póki pożycza mi te porcję energii, bo kiedyś zabierze i co po tej prawdzie? No cóż... Nie wiadomo na pewno :D
OdpowiedzUsuńDokładnie. Dlatego gdy ktoś mi mówi że twardo stąpa po świecie bo wierzy tylko w naukę...czasem chce mi się śmiać. Bo właśnie pewna wiedza sprawia, że nic nie można uznać za niemożliwe, a kwestią jest tylko prawodpodobieństwo. I im więcej wiesz, tym wiesz mniej tak naprawdę. Więc tylko głupiec może twardo po świecie stąpać...co też nie jest prawdą :D I nic dziwnego. Wszyscy wolimy takie "kłamstwa" tylko czasem pociąga nieznane....pewne szalone umysły albo szalone przebłyski w przeciętnych umysłach. Czasem fajnie się zastanowić ale...nie wyjdziemy poza kłamstwo, które jest naszą prawdą.
UsuńBo nie ma niemożliwego:D
Oj Frida...uwielbiam to Twoje spojrzenie na świat :)
OdpowiedzUsuńMiło mi to słyszeć:)
UsuńNa mojego bloga można wchodzić już bez zaproszenia :)
UsuńMam podobnie jak koleżanka przede mną :D Nienawidziłam filozofii na studiach, ale Ty byłabyś cudowną wykładowczynią :)
OdpowiedzUsuńNigdy nie miałam ambicji zostania wykładowcą, ale dziękuję bardzo za komplement:) Naprawdę się cieszę, że nawet jak piszę takie wywody, to jednak niekoniecznie przy nich ucina się komara :D
UsuńNo coś Ty, nie ma mowy :D Uwielbiam otaczać się mądrymi osobami, które w dodatku umieją władać słowem. Masz to wszystko :)
UsuńMądra to nie jestem, mam tylko o paru rzeczach pojęcie, mądrością akurat nie grzeszę, bo to coś o wiele więcej jak dla mnie:) I lepiej też piszę niż mówię nieraz, to wiesz...:D
UsuńTeż lepiej piszę niż mówię, ale ponoć dzięki temu zyskuję bardziej ludzkie oblicze :)
UsuńHaha. Mądrzyłam się u siebie co niby nie robię, żeby mi się przypadkiem komentarz nie usunął i nie dodał jakimś cudem, a tu co - zniknął :D.
OdpowiedzUsuńTak więc po raz drugi :D. Jak tylko zobaczyłam tytuł to mordka mi się zaczęła cieszyć! :D Bo przecież wiesz, że to temat, który uwielbiam :D.
I przypomniałaś mi moją kochaną filozofię, która skończyła się w semestrze zimowym. Dosłownie, składamy się z atomów, a tej ławki tak naprawdę nigdy nie dotkniemy, a wydaje nam się to takie oczywiste. Dogadałabyś się z moim profesorem :D. A wręcz świetnie byście się dopełniali na jednym z wykładów, ach pewnie na niejednym :D.
I cóż... Wszechświat rozszerza się w zastraszającym tempie, a my próbujemy go gonić, ale to co teraz wiemy to tak naprawdę bardzo mała cząstka tego, co jeszcze w sobie skrywa.
Einstein, który przecież tak często się mylił, już nie wystarcza, ale dał wielką podstawę do tego, co dziś mogą udowadniać naukowcy, a to że może nie jest już dziś tak wystarczający tylko pokazuje, że ten wszechświat cały czas się za naszymi plecami rozszerza ;).
Bardzo przyjemnie się czytało ;D.
W ogóle widzę wszystkim wczoraj komentarze znikały niedobrze :D
UsuńI wiem, wiem doskonale:) A że nieraz to mój konik to cóż...o tym tez muszę właśnie nieraz pisać :D
I niby filozofia, a jednak fizyka. I patrz, jak ludzie próbują nieraz oddzielić te nauki ( tak mi się nasuwa) podczas, gdy one tak naprawdę stanowią jedno, no nie?:) I chętnie bym go poznała, serio :D
Właśnie może wcale gonić nie musimy. Gonitwa wewnętrzna to w ogóle cecha nas, ludzi, częściej przeważająca niż spokojne "let it go" ale...gdyby nie to, nigdy byśmy pewnie nie ruszyli z miejsca:) I pewnie nigdy nie dowiemy się wszystkiego, bo im więcej wiesz, tym mniej wiesz :D I jasna sprawa. Einstein był geniuszem, a dowodem na to jest choćby to że...przewidział, że jego teoria nie wystarczy właśnie za parę lat. Był tego w pełni świadom i wiedział, że wielu, wielu rzeczy mu w jego równaniach brakuje. I to też podziwiam u niego,.
I cieszę się bardzo:)
Jak dla mnie możesz pisać nawet częściej niż 'nieraz' ;p.
UsuńTe dwie nauki bardzo się ze sobą łączą, przeplatają. Sami fizycy i filozofowie trochę się przepierają w niektórych kwestiach na zasadzie 'jeden mądrzejszy od drugiego', ale tak naprawdę bardzo sobie pomagają i uzupełniają. No to pewnie od następnego roku akademickiego, na moim wydziale będą wykłady z historii filozofii, dla poszczególnych roczników, pewnie mogłabyś na taki wykład wejść ;D.
'Let it go' też jest czasami potrzebne, ale możne nas rozleniwić, a później może zacząć brakować sił na to ruszenie z miejsca. Dokładnie, a dzisiejsze teorie, które są odkrywane, za kilka lat znów okażą się niewystarczające i tak sobie będzie trwała ta gonitwa ludzkości za potężnym wszechświatem :).
człowiek przywiązuje się chyba do wszystkiego... przynajmniej ja. od zwykłego telefonu który wiele przeżył przez zwierzęta i ludzi... albo ludzi i zwierzęta, jeśli te największe przywiązania miałyby być na końcu..
OdpowiedzUsuńczasem boli, zwłaszcza gdy ktoś umiera... ale z drugiej strony chyba wolę tak, niż być nieczuła na wszystko, zmieniać otoczenie, ludzi, bez mrugnięcia placem.
a tort polecam z budyniową masą miętową, ostatnio robiłam - pycha:)
Jasne że się przywiązujemy, to w końcu nasza natura i nie ma sensu jej oszukiwać...nawet, jeśli pewne rzeczy są kłamstwem- dla nas stają się przecież prawdą.
UsuńI oczywiście, zawsze lepiej czuć. Ale pewne teorie warto znać. I może pogdybać nieraz:)
Już piecze się czekoladowy z wiśniami, o:)Ale dzięki za pomysł na następny:)
Nieee, napisałam natchniony komentarz i zupełnie niechcący go sobie usunęłam. Brawo dla mnie, ech...
OdpowiedzUsuńA chcę Ci napisać, że jestem totalnie zachwycona Twoim postem. Tym, jak pięknie potrafiłaś zamknąć w zdaniach zjawiska, które od jakiegoś czasu wywołują we mnie niesamowitą ekscytację. Ba, czasem gdy myślę bądź rozmawiam z kimś o cudach tego świata cała drżę :D O tym, że model atomu tak naprawdę nie wygląda jak uczono nas w szkole... O tym, że myśli wpływają na energię, która nas otacza i z której sami się składamy. Jak dzięki medytacji potrafię poprawiać swój stan zdrowia. I wieeelu innych.
Poza tym, nie sposób odróżnić kłamstwa od prawdy w świecie, który teoretycznie jest i go nie ma zarazem, ot. Magia!
Mówię, wszyscy wczoraj mieli jakiś problem z komentarzami :D
UsuńI..dziękuję bardzo:) Cieszę się, że się dobrze czytało:)
I nie dziwię się wcale że tak masz, bo ja cały czas, słuchając wykładów z fizyki teoretycznej czy genetyki, albo czytając takie książki tak samo siedzę podekscytowana i chłonę po prostu:) I właśnie, materia jako zamrożona myśl- ciekawa koncepcja, prawda?:> Zresztą, polecam tu w ogóle niektóre wykłady Dalajlamy albo Osho na temat tego, czym jest umysł, albo wykłady Suzukiego. Tak samo wykłady Dalajlamy z niektóymi fizykami wraz, gdzie łączą buddyzm i to, czym jest umysł właśnie z fizyką teoretyczną:)
Może samo pojęcie prawdy i kłamstwa jest chybione?:)
To wszystko o czym piszesz, ta cała materia... jest związana z Twoją religią, prawda? To właśnie to czucie jej, to jak ją postrzegasz, czy raczej sposób jej postrzegania to właśnie dewiza tego, w co wierzysz, czyli w naturę?
OdpowiedzUsuńI co to za ślub w piątek? :D
To o czym pisałam, to jedne z najprostszych teorii fizyki teoretycznej po prostu i astronomii, tak naprawdę:) Ale owszem, dla mnie osobiście łączy się to jakoś z moją religią...tylko trzeba pamiętać, że tak naprawdę, fizyka to najwyższa filozofia...i też rodzaj religii dla wielu:) I wszystkie jej teorię na naturę wszechrzeczy się składają a więc i owszem, na to, w co wierzę. Aczkolwiek sam post nic wspólnego z religią nie ma, to przemyślenia związane czysto z fizyką, którą kocham:)
UsuńZnajomi po prostu, kumpel który był z Wojtkiem na roku i moja koleżanka z liceum ( poznali się przez nas) stwierdzili, że najwyższy czas :)
Ja nigdy takich rzeczy nie miałam na fizyce albo nie pamiętam :D Może prędzej na biologii ;p Nie wiem ;p
UsuńW każdym razie tak to odczułam, że bardziej dotyczy to wszystko religii, ale no... subiektywizm xD
Ale czemu w piątek ślub, zazwyczaj śluby są w soboty :D
Wiesz, to po prostu rzeczy, które uwielbiam, dlatego mi się łatwo je rozkminia i lubię o nich pisać:)
UsuńDokładnie:) Chociaż mówię, jakieś ziarno prawdy w tym jest:)
Tak wyszło jakoś. Moi znajomi też okazują się nieraz nieszablonowi :D A tak serio, to spieszyli się z terminem, bo ciąża :D
Ja kiedyś też miałam chwilę zachwytu nad fizyką... kurde zapomniałam. Chodzi o tą fizykę taką no... Ech... Myślę, że mi powiesz, bo wiesz xD
UsuńFizyka kwantowa :)
UsuńJaka myśl mi się ciśnie do głowy? "Jak nie istnieje, jak istnieje?" :P
OdpowiedzUsuńTo wszystko jest takie fascynujące. Bardzo lubię czytać Twoje posty podejmujące tematy... fizyki kwantowej?? Bo piszesz zrozumiale, przyjemnie się to czyta :) Mogłabyś mi polecić jakieś ciekawe książki o tej tematyce? Chciałabym wyjść poza krąg moich acz rozległych, to raczej humanistycznych zainteresowań.
Słyszałam o eksperymencie Emoto, z tym że oglądałam filmik jak ktoś go przeprowadził na ryżu. Pedagog szkolna mi go pokazała. Cóż, było to dla mnie dość odkrywcze i w sumie ucieszyłam się, że sprawa tak wygląda i że tak wiele zależy ode mnie :) Masz rację, myśl to jednak potęga...
Rany, niepojęte. Uwielbiam takie filozoficzno naukowe tematy, są praktycznie niewyczerpalne. Niezwykłe!
No ale jednocześnie po prostu nie istnieje i istnieje:D
UsuńI miło mi to czytać:) Że jednak nie przynudzam w tej kwestii:D I owszem, to co pisałam powyżej to czysta fizyka z nutą własnych przemyśleń:)
I tak najlepiej czyta się książki pana Michio Kaku i Carla Sagana. Oni w sumie słyną z popularyzowania właśnie fizyki wśród laików nawet można rzec:) Choć Sagan pisze raczej bardziej o astronomii, ale też jest genialny. Bo fizyka teoretyczna to głównie astronomia:) Wyższy level to Feynman :D
No, na ryżu też był:) Ale mi się zawsze bardziej nasuwa najpierw ten z wodą, pewnie dlatego, że z wody się głównie składamy. I widzisz, afirmacja działa:)
Niewyczerpalne jak świat, po prostu:)
Dzięki za tytuły! Już zaraz będzie po maturze, to będzie można o fizyce kwantowej poczytać :D
UsuńDla mnie ten czarny, zgniły ryż jest jeszcze bardziej obrazowy. Działa... kilka razy na własnej skórze się przekonałam, że rzeczywiście działa.
Matko kochana, coś TY czytała? Na jakim wykładzie byłas ?
OdpowiedzUsuń5 lat studiowałam prawie-fizykę, a raczej fizykę medyczną ( która oparta jest głównie na fizyce kwantowej, jakby nie patrzeć) połączoną z kliniką :D Uwielbiam fizykę, więc nieraz po prostu nachodzą mnie takie myśli:)
UsuńFizyka mnie przeraża. Bardzo, na szczęście nie muszę o niej za dużo myśleć, bo bym się załamała. Mój brat mi kiedyś powiedział, że gdyby usunąć te przestrzenie pomiędzy atomami czy czymś tam, człowiek miałby wielkość pięści, chyba. Albo i jeszcze mniejszą. Naukowcy, którzy się zajmują tymi tematami to mają jednak przechlapane.
OdpowiedzUsuńMnie kiedyś też przerażała na swój sposób, wiesz? A potem odkryłam, że jest bardzo piękną nauką. Jeśli nie najpiękniejszą i jeśli to ona właśnie nie stanowi klucza do tego, by choć trochę zrozumieć świat. To swoista wręcz...wiara.Tak to można przyrównać:)
UsuńWłaśnie byłby jeszcze mniejszy.
I czemu przechlapane? Nie ma chyba wdzięczniejszego zajęcia! :D
czyli z tego co piszesz to żyjemy w matrixie, pewnie wybraliśmy niewłaściwą tabletkę, chyba, że nawet nie mieliśmy możliwości wyboru
OdpowiedzUsuńMniej więcej, chociaż nie do końca:) Matrix był iluzją cybernetyczną a tu...żyjemy w iluzji po prostu, materii i energii innego rodzaju, której nikt nie kreuje. Jest, jaką jest:)
UsuńDla mnie, to ze nie wiemy tylu rzeczy jest najlepsze, bo to znaczy, że ciągle będzie co odkrywać. A przecież odkrywanie jest fascynujące. To ciągły rozwój. A że wszechświat to robi znacznie szybciej... Cóż. To chyba też jakis plus. Trochę technika wymyka nam sie spod kontroli (i to chyba jest słowo klucz), wielu przerasta, więc co dopiero tak nadążać za wszechświatem? Wielu na łeb by dostało. I wlasnie, poza chęcią zrozumienia nie jest trochę tak, że lubimy wszystko kontrolować? Lub myśleć, że kontrolujemy... A tu jest cos, co się wymyka nie tylko nam, ale i naszym umyslom.
OdpowiedzUsuńI może jednocześnie jestem, ale mnie nie ma. Dotykam czegoś, choć tak naprawdę nie dotykam. Parę dodatkowych sprzeczności, które sie mnie trzymaja. Parę więcej rzeczy do gdybania, do patrzenia z miliona różnych perspektyw.
To prawda. A niektórzy mówią że wszystko w tym świecie zostało już odkryte i jest wtórne..jakże mało w takim razie o świecie wiedzą, co nie?:D I czy plus, czy minus pewnie...zależy od perspektywy. Ale póki co nie wiemy nawet, jak to do końca zadziała na naszą, ludzkości, ogólną:)
UsuńI już dostajemy na łeb, tak społecznie, bo nie nadążamy właśnie za techniką i się trochę odczłowieczamy, ale, to chyba już troszkę inna kwestia. W każdym razie, mózg nas oszukuje chyba, żebyśmy właśnie..nie oszaleli. Nie jesteśmy gotowi na pełne poznanie i wyjście poza ciało a la powieści Grega Egana na przykład.
Bo kontrola pozornie oznacza bezpieczeństwo. Ale, właśnie, to kolejna ułuda:D
I dokładnie. A pogdybać przecież nie zaszkodzi:)
Ta wszystko odkryte, nie wiem w jakim świecie trzeba żyć żżeby tak twierdzić xD już pomijając wszechświat, fizyke, to czy istniejemy, czy czas istnieje, ale nawet w medycynie? Jakby wszystko było odkryte to nie byłoby nowych chorób. Na wszystko byłoby leki. Ale Spoko, niech sobie żyją w tym ograniczonym światku jak im tak lepiej xD
UsuńNo mówię, ludzi technika przerasta a chcieliby zrozumieć wszechświat. Znaczy, same próby zrozumienia są fajne, ale właśnie chyba nie wszystko możemy ogarnąć. I nawet jak się okaże że to było oczywiste, proste jak dodanie dwa do dwóch, to może właśnie jest jakoś za wcześnie na nasze ograniczone rozumki.
Gdybanie jest czasem fajne, zależy o czym się gdyba: )
Czasami właśnie czuję, że nie umiem należeć do tego świata, bo ktoś się pomylił się w swoich planach. Czasami czuję, że to ktoś kontroluje nas, a nie my sami siebie, że ktoś patrzy na nas i śmieje się z tego co robimy i jacy jesteśmy.
OdpowiedzUsuńOj, daleko idące rozmyślania. Za daleko moim zdaniem. Skoro tutejsza, ziemska materia, składa się w 98% z pustki, to co w takim razie z kosmosem? Czyżby nicość? A jednak nie.
OdpowiedzUsuńEch, całe życie w kłamstwie... ;) Kiedyś dużo myślałam w ogóle nad swoim istnieniem - dlaczego jestem akurat tą osobą, a nie kimś innym, dlaczego mieszkam tu i tu, jestem taka i taka. Ale oczywiście do żadnych wniosków nie doszłam, bo to jest dla mnie nie do ogarnięcia...
OdpowiedzUsuńSkomplikowane to wszystko. Może życie też jest ułudą? ;] Nie.. to chyba akurat jest prawdziwe, chociaż zależy jak się na to patrzy, bo ktoś powie, że życie jest etapem przejściowym więc też się kiedyś kończy (o ile nie żyje się wiecznie) i też może wydawać się iluzją.
OdpowiedzUsuńChyba za bardzo przywiązujemy się do rzeczy i do innych.
OdpowiedzUsuńMateria, energia, to jesteśmy, czy nas nie ma? Przywiązujemy się do rzeczy i do ludzi, czyli do materii, a zatem do energii, a w sumie do niczego, bo tego nie ma. Bardzo życiowe rozważania :D Zestarzałam się i odkąd muszę sprzątać, gotować i robić pranie, bardziej skupiam się na tym, co jest. Może nie mam natury filozofa... Skoro odczuwam głód, senność czy parcie na pęcherz, to zakładam, że wciąż jestem :D
OdpowiedzUsuńPS: Być może rozkładanie emocji po pożegnaniu ułatwia pogodzenie się z sytuacją. Nie każdy tak potrafi. Niestety...
Kiedyś czytałam o tym, że jak siedzimy na krześle, to w rzeczywistości unosimy się nad nim. :P
OdpowiedzUsuńNo ale co do tego, że w 98% nie istniejemy, to mnie zaskoczyłaś. No cóż mogę powiedzieć - no trudno. :P
Tool - niezmiennie kojarzy mi się z Kordianem. Spójrz, niby Go tutaj nie ma - a wciąż jest gdzieś obok. :)
Może trzeba po prostu żyć i przestać rozmyślać nad rzeczami, na które nie ma się ABSOLUTNIE wpływu...? ;)
OdpowiedzUsuńTrzymaj się ciepło, Frido :)
A jakie to ma znaczenie? Nawet jeśli to, co czujemy, jest nieprawdą, to nie zmienia faktu, że to czujemy. Nawet jeśli w 98% wcale nie istniejemy, to nasze nieistnienie wydaje nam się czasem całkiem przyjemne. I na tym trzeba się skupić. :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że są rzeczy, których wcale nie trzeba odkrywać.
Dziękuję za życzenia! :D
OdpowiedzUsuńNawet materia tak naprawdę nie istniała, to sam fakt, że coś czujemy swoimi receptorami w placach, sprawia, iż listek czy sierść kota mają w sobie jakąś moc, duszę :)
Wątpię, więc jestem. (św. Augustyn)
OdpowiedzUsuńMyślę, więc jestem. (Descartes)
Buntuję się, więc jestem. (Camus)
Ale ile mnie samego w tym bycie? Nie wiem.
Dobrze, właśnie "nieistniejąca ja" siedzę na "nieistniejącym krześle" i czuję się co najmniej dziwnie XD Przerażające to nieco, bo przecież jak nie istnieję, jak istnieję? Choć z drugiej strony cholernie intrygujące, co sprawia, że nic a nic się nie dziwię, że masz ciekawość brnięcia dalej w takie teorie.
OdpowiedzUsuńP.S. W zasadzie... dobrze jest pomyśleć, że pająki jednak nie istnieją XD
Zasada holograficzna, czarna materia oraz WIMP'y, Einstein i idiota Hawking... To wszystko jest tylko założeniem.
OdpowiedzUsuńKosmologia czy astronomia- historia naukowa tychże tajemniczych dziedzin niejednokrotnie unaoczniła fakt, iż nasz postęp w owej materii jest zbyt lichy, a my na ten czas zbyt marni i malutcy, aby zakładać COKOLWIEK za pewnik.
Niegdyś za cząstki elementarne uznawano bezapelacyjnie protony, dziś wiemy o kwarkach i znacznie mniejszych cząsteczkach światła. Kiedy człowiek naogląda się programów pokroju Wszechświat z Freemanem rzeczywiście może dostać olśnienia i docenić cud natury, niemniej w dobie tak sprzecznych ze sobą teorii, jak i faktu, iż dotychczas nie narodził się ponownie prawdziwy geniusz ni fizyki kwantowej, ni choćby ogólnej, warto się wstrzymać z pewnikami oraz ekscytacjami, albowiem, jak dziś zostały ogłoszone zarówno tezy, jak i "pewniki" tak i jutro mogą runąć niczym domek z kart.
Aczkolwiek niezmiernie mi miło, iże znalazł się ktoś podzielający mą miłość w owym spektrum piękna.