Po kolejnej
ciężkiej, tym razem nadmiernie płaczliwej nocy przyszedł poranek.
Po nocy pełnej
przytulania przez Męża, mojego ymkania i dziwnych reakcji na miasta
w filmach. Płakać bo widzi się Los Angeles? O nie, tym razem moja
psychika przegięła.
Obudziłam się już
o 5, nie mogąc ani trochę spać. Żaden stres przed egzaminem,
żadne niedobre sny. Kto wie, może tym razem świt sam wołał, żeby
rozjaśnić moje myśli, tak mroczne i niedobre, uzbierane
ostatecznie w bezsensowną fontannę łez?
Ale nastał nowy
dzień. Czas wstawać i pędzić do szkoły na egzamin. Ten zdałam
oczywiście, na 6.
Pod szkołą czekał
na mnie A.. Umówiliśmy się wczoraj zanim zasnęłam, na szybko
odpowiedziałam na jego smsa, że w sumie możemy, tak, możemy się
spotkać po moich zajęciach, dostanie ode mnie dwie książki, które
bardzo chciał przeczytać, a nie mógł ich nigdzie dostać. On
zaspokoi swój popęd czytelniczy, a ja pozbędę się paru tomów,
które walają się po domu, bo jakoś nadal nie możemy dorobić się
nowego regału.
.A. czekał na
ławce przed szkołą,trochę nieobecny na pierwszy rzut oka, jak to
on. Wstał, uśmiechnął się gdy mnie zobaczył.
-Mówiłam że mam głos paryskiej
dziwki po ciężko przepracowanej nocy?-
zaśmiałam się na wstępie, skrzecząc tą swoją chorą krtanią.
-Nie da się zaprzeczyć!-
przytulił mnie, przez chwilę staliśmy patrząc na siebie może
trochę dziwnie. Oboje jeszcze musimy przywyknąć do takich spotkań,
oboje musimy się jeszcze trochę oswajać z pewnymi rzeczami. Ale
przypadek tamtego piwa w marcu zdaje się być błogosławieństwem.
Bo z dnia na dzień robiło się coraz luźniej, coraz szczerzej
nawet. Kto wie, może za jakiś czas będę mogła powiedzieć
właśnie, że zyskałam przyjaciela? Bo do kogo nieraz biegnę, jak
Męża nie ma w domu a innym nie chcę truć głowy, bo mają podobny
problem jak ja? Do kogo on biegnie jak ma kolejny napad złych myśli?
Tak, tamto piwo w
marcu wyszło nam zdecydowanie na dobre.
Sami patrzyliśmy
na siebie dziwnie, a co dopiero niektóre kobiety z mojej szkoły,
wychodząc z zajęć. Te, których nie lubię, te, które dołączyły
do nas w drugim semestrze. Wiedzą jak wygląda mój Mąż a przecież
no tak, zapomniałam! Zamężnej kobiecie nie wolno mieć kumpli! Nie
wolno im się z nimi spotykać samodzielnie, bo to już jak zdrada!
No tak, zapomniałam jak to działa w niektórych umysłach.
-Chodźmy stąd-
powiedział więc mi teatralnym szeptem do ucha.
Wczesna godzina,
10, miasto dopiero budzi się po piątku. Mimo chorego gardła można
iść do parku i zjeść razem śniadanie, to na pewno nie zaszkodzi.
Poszliśmy więc do piekarni po jakieś drożdżówki i usiedliśmy w
parku przed operą, ciesząc się z pogody. Śmialiśmy się trochę
z tych pań z mojej grupy, z tych, których nie lubię.
-Uważaj, bo jak będziesz miał
taką dziewczynę, to zabroni ci się ze mną spotykać. Ze mną na
pewno!
-Ja i dziewczyna obecnie? Zapomnij!
Nic dziwnego że
zeszło na ten temat Ostatnio jakoś wokół niego zdarzało nam się
krążyć. Jako że A. zasadniczo wyleczył się ze mnie po wielkim
rozczarowaniu sprzed paru lat, wyleczył się tak naprawdę ponownym
wejściem w tą relację w sposób ostrożny i powolni oswajany,
jakoś tak wychodzi, że czasem schodzimy na temat potencjalnego
związku. Choć ten jak zwykł czynić, zapiera się w tym temacie, a
oczy w kolorze rtęci, gdy o tym mówi, jakoś przesączone są jadem
zwątpienia. Jak zwykle ma swoje bariery.
-Czemu? Może cię poznam z jakąś
moją koleżanką...-zaśmiałam
się by złagodzić temat, bo przecież doskonale wie, że kto jak
kto, ale ja w swatkę bawić się mu nie będę.
-Mam za dużo defektów moja droga
na obecne związki.
-Hm?
-Choćby widzisz, mam tyle lat, a
seksu nie uprawiałem.
Trochę zatkało,
ale ja przecież zawsze znajduję odpowiedź, tym bardziej, że
ostatnio na ten temat też nam zeszło.
-No to można zawsze szybko zmienić.
Zresztą, niejedna kobieta byłaby dumna...albo jakaś cierpliwa.
Każdy kiedyś zaczynał, no nie?
-Frida, weź. Bycie prawiczkiem w
moim wieku, w naszych czasach to wstyd. Od mężczyzny raczej
oczekuje się zawodowstwa w łóżku a la Łysy z Brazzers.
Rozwalił mnie tym
tekstem, prawie potoczyłam się po trawie ze śmiechu i straciłam
drożdżówkę.
-Ty się nie śmiej, bo ja mówię
serio.- kontynuował, a jego
oczy błyszczały z jakąś pasją.- Zresztą, to nie o
sam seks przecież chodzi, chociaż ok, ważna sprawa, wiem. Ale w
naszych czasach żeby wejść w jakiś poważniejszy związek w moim
wieku, trzeba spełniać oczekiwania. Trzeba
zarabiać najlepiej kilka tysięcy miesięcznie, mieć już własne
mieszkanie wykupione za ciułany kredyt, być seks maszyną na każde
skinienie, chcieć gromadkę dzieci, być jednocześnie pasjonatem i
serio, lepiej nie mieć stanów depresyjnych jakie ja miewam albo
ataków paniki. Dobra, z tego spełniam chyba tylko zarobki.
Najlepiej byłoby jeszcze nie mieć toksycznej matki. Chociaż, mi
też byłoby z tym lepiej-
zaśmiał się ostatecznie po swoim wywodzie o kobiecych
oczekiwaniach, z jakimi się spotyka.
-Chyba przesadzasz.
-Nie przesadzam Frida. Nawet młodsze
dziewczyny już chcą mieć stabilizację, chcą się ustawić. Nie
żebym był jakimś ekspertem od kobiet, ale serio...wy mieliście
szczęście. A ja wolę już chyba życie z psem, serio. -
stwierdził, patrząc na mnie trochę boleśnie jednak, ale z tą
bolesnością zmęczonego pewnymi rzeczami człowieka.
-Wiesz, dobrze jednak mieć w
związku oczekiwania...każdy je chyba ma, co nie?
-Jasne, ja nie przeczę, ale wiesz.
Najpierw chcesz poznać człowieka, a nie że idziesz na randkę jak
ja ostatnio, chcesz normalnie pogadać, a ta ci wywala pytanie ile
zarabiam. Jezu, najważniejsze jest ile zarabiam czy jakie mam
poglądy?
-Jedna randka, trzy drzewa wielki
las, szybko się zniechęcasz i tyle.
-Może. Zresztą, ja do związku
chyba i tak się nie nadaję, wiesz, potrzebuję przestrzeni, długo
się oswajam...nie ma sensu, nie w naszych czasach.
-Nasze czasy, nasze czasy. Zacięta
płyta- wyciągnęłam aż język
krzywiąc się.
-Dobra, może nie nadaję się do
żadnych. W ogóle jako człowiek się nie nadaję.
Zeszliśmy
na ciężki temat, kolejny, z jednego do drugiego, jeden z drugiego
wynika. Jakoś wykaraskaliśmy się z najgorszych stwierdzeń,
wszystko na chwilę się uładziło.
Posiedzieliśmy
jeszcze chwilę, pośmialiśmy się z paru spraw, A. ogarnął
jeszcze moje nocne problemy, mocno dopytując, czy na pewno wszystko
w porządku. Tak, w porządku. Jest jedną z niewielu osób, którym
jakoś nie umiem kłamać. I chyba vice versa.
Wróciłam
do domu, pomogłam trochę uprzątnąć Mężowi mieszkanie przed
jego męską imprezą. Telefon od koleżanki z pracy. Musi się komuś
wygadać, bo znowu kolejne piekło z facetami. Ten chce na siłę, a
ten chce tylko jednego. Problemy, kolejne, które się piętrzą.
Martwię się, jak zawsze, ale co mogę zrobić? Może jej piwo, a mi
kawa pomoże. Znowu tekst, że mieliśmy szczęście gdy siedzimy w
parku.
Wracam
do pokoju po jej wizycie, Mąż gra z kolegami, słyszę stale ty
kurwo i ty suko mówione do siebie. Wyrośnięci chłopcy. Zabawni
niesamowicie, gdy mają te swoje lan party i piwo leje się
strumieniami. Lubię te ich wieczory, choć jestem całkiem obok, a w
jednym pomieszczeniu. Gdy tylko czasem upijam się z nimi, spędzając
po swojemu czas, gdy oni mogą mieć znowu 10 lat i pograć,
postrzelać do siebie w oparach testosteronu. Współczesne wyrażanie
pragnienia polowania na mamuta. Nie wchodzę w to, tylko wchodzę do
pokoju, siadam na swojej kanapie, biorę komputer i przyglądam się
im dzisiaj po dzisiejszych rozmowach.
My
mieliśmy szczęście? Może na tym to polega.
Może
niektórzy z nich też szczęście mieli. August w związku dłużej
niż my, szczęśliwy z Adą. Mateusz z Kaśką od 3 ponad lat, razem
mieszkają i chyba w końcu zaniesie się na ślub. Ale reszta? Też,
samotna. Też jakoś nie trafiająca kochana koleżanka z pracy z
różnymi przebojami...albo samotna jak A., choć, ten ze swoim
zamknięciem na świat i ludzi, ze swoją kruchością dosłowną i w
kontaktach jest raczej trudny do przebicia w tej kwestii.
Znów
zastanawiam się, dlaczego to wszystko nieraz się udaje, a nieraz
nie. Jakim cudem niektórzy trafiają na kogoś, z kim chcą dzielić
życie, całą intymność, ciało, z nim i tylko z nim...a inni
szukają, stale przybijając do innego portu? Dlaczego jeszcze inni
nawet do portu nie mogą dotrzeć?
Czy
trudność drugiego człowieka jest czasem wyznacznikiem?
Chyba
nie. Vincent też chorował psychicznie, miał swoje depresje i manie
i jednak poradził sobie, był w związku z kobietą, którą
pokochał a ona pokochała jego. Przedtem żył z kobietą, z którą
miał nawet syna. Znam osoby chore, można rzec jakoś społecznie
„wybrakowane” ( nie znoszę tego określenia, ale chyba sami
rozumiecie, o co mi chodzi) a jednak szybciej znajdujące drugie
połówki.
Może
to szczęście. Ślepy traf. Odpowiednie miejsce i odpowiedni czas.
Ale znam też osoby świetne, 30 letnie dziewice wcale bez takich
problemów jakie miał A. ze swoją fobią społeczną czy depresją,
ludzie, którym się po prostu nie trafiło. Ludzie, którzy nie
trafili może na czas i miejsce. Zresztą, o tym już pisałam, że
to szczęście i tyle. I że ktoś nam wmówił, że nieraz do
szczęścia potrzeba drugiej osoby. Można żyć samemu i
fajnie...jednak wielu z nas na wielki głód miłości, bliskości
drugiej osoby. Bo mimo wszystko cholernie fajnie się zakochać i
cholernie dobrze z kimś fajnym żyć. Człowiek czuje się
bezpieczniej i jakby...życie miewa nieraz więcej sensu. Może to
chemia. Ale kto poczuł ten haj choć raz, wie, o co mi chodzi.
Jednak,
jeśli się zastanowić, mam wrażenie, że tego szczęścia nie jest
za dużo właśnie. Tego fajnego haju, bez komplikacji, bez
problemów, bez dziwnych akcji, zdrad, toksycznych wpływów i
ograniczeń. Gdy się rozejrzę dookoła...większość ludzi,
których znam, bywa w przelotnych znajomościach albo jest samotnych.
Część jest w związkach typowo toksycznych, są razem z kimś, ale
samotni. Mała część, jak August i Ada czy Kaśka i Mateusz są
naprawdę fajną parą. Może to stygmat naszych czasów? Pewna
przypisana nam samotność?
Może
samotność jest ceną za postęp i swoistą wolność, rozluźnienie
obyczajów?
Niedawno
wymieniałam się na ten temat myślami z Redcar. Wcześniej,
dzisiaj. Może to faktycznie problem tego, że żyjemy inaczej.
Szybciej, intensywniej....jak w barze szybkiej obsługi.
Nie na
darmo mówi się o problemie społecznej fast-foodyzacji
czy też macdonaldyzacji.
Żyjemy jak jemy, większość z nas. Tak, żeby prawie nie czuć
smaku, szybko się nasycić czymś, co tak naprawdę nas nie
zadowala. I nie odżywia do końca.
Tak
jak przypadkowy seks. Fantastyczna sprawa, fantastyczna zabawa, jeśli
obie strony są świadome tego, co robią, jeśli to jasny układ. Co
innego, gdy ktoś ściemnia, udaje...trzeba się bawić. Szybki seks,
udany orgazm zaspokaja na chwilę i nieraz tego potrzebujemy. Czasem
przez dłuższy okres życia, tak jak czasem potrzebujemy właśnie
tłustego hamburgera czy kebaba z budki na rogu. Ale nie można żywić
się tym cały czas. Nasycamy się...i co dalej? Pustka. A człowiek
chyba do końca nie jest stworzony żyć w próżni. Przez jakiś
czas jest świetnie, ale potem zaczynamy tęsknić. Jednak
przywykliśmy do natychmiastowego nasycenia...i może nie potrafimy
jeść wolniej, rozkoszować się każdym etapem. Ktoś nie chce iść
do łóżka, nie wyczynia od razu wygibasów z popkulturowej
Kamasutry? Przegrał wszystko, dosłownie. Spada na margines. Choć,
pewna seksualizacja społeczna to jeszcze inny, szeroki temat, o
którym pewnie i tak jeszcze napiszę.
W
każdym razie, seks jest tu tylko przykładem, bo tak naprawdę nie o
niego chodzi i niego, choć jest ważny. Tak samo jest po prostu ze
wszystkimi innymi naszymi potrzebami. Jesteśmy pokoleniem szybkiego
korzystania z informacji, nie musimy zapamiętywać, zawsze mamy do
nich dostęp. Jesteśmy pokoleniem konsumpcji, szybkiego zaspokajania
potrzeb, szybkiego dostępu do WSZYSTKIEGO. A gdy coś się zepsuje,
przywykliśmy brać zamienniki. Trwałość nie jest naszą
specjalnością, naszą specjalnością jest szybkość i przepływ.
Jednak to już nie spokojny przepływ rzeki, jak przed laty.
Niestety,
uczucia nie są czymś, co da się szybko zaspokoić, co da się
zapchać każdym szmelcem. To coś pierwotnego, nie do końca
zależnego od tego, jak zostaliśmy wychowani. Tkwi w nas głęboko i
często jest głodne...ale nie hamburgera. Potrzebujemy tutaj
szykownej, starannie przygotowanej pieczeni, pożywnego domowego
chleba i najdziwniejszych słodkich owoców. Uczucia nie dają się
tak łatwo oszukiwać, jak nam się wydaje. Zakładamy maski i
jesteśmy na początku na haju, oddajemy się namiętności, chcemy
się szybko zaspokoić dzikimi randkami a la romantyzm z
telewizyjnych seriali, całujemy się na deszczu i mówimy wielkie
słowa...a potem przychodzi pustka. Bo uczucia i związki to coś, co
buduje się mozolnie. Cierpliwie, coś, czego nie odpuszcza się, gdy
przychodzi pierwsze załamanie.
A my
nie do końca jesteśmy jednak tego nauczeni.
Dlatego
mamy masę oczekiwań. Jasne, oczekiwania są konieczne. Nie
wejdziemy w związek z kimś, kto nam nie odpowiada. Kto nie ma
czasem takiego samego celu życiowego jak my, podobnych zapatrywań
czy nie zapewni nam poczucia bezpieczeństwa. To naturalne, chcemy
przecież z kimś spędzić całe życie. Ale w tym świecie nie ma
ideałów, nie da się zrobić wszystkiego szybko. Związek to rzecz,
którą trzeba budować. To, że ktoś poprawnie odpowie na pytania z
naszej listy, pasuje do naszej ankiety, nie znaczy, że będzie nam
się z nim słodko żyło. Jak w książce czy filmie. To, że ktoś
nie pasuje do jakiegoś naszego wymyślonego, wymarzonego aspektu nie
znaczy, że nie będzie nam z nim dobrze. Że to nie ktoś, kto
będzie naszym najlepszym przyjacielem i kochankiem. Tylko czasem
trzeba dać sobie szansę. Pozwolić sobie budować, ryzykować w tej
kwestii, zainwestować swoje serce. Choć, właśnie uczucia to nie
inwestycja i na tym to przede wszystkim chyba polega. Uczucia są.
Związki są. To nie transakcje.
Może
za dużo w nas właśnie konsumpcji, oczekiwania coś za coś?
Oczywiste, że chcemy coś otrzymać. Ale sami musimy coś dać. Sami
nieraz musimy przeczekać czyjś gorszy okres. A nie zmieniać
wszystkich jak rękawiczki, bo nagle coś nie zgrywa z listą.
Z
drugiej strony, czasem nadmiernie boimy się pustki samotności. Więc
tkwimy w tym, co nas rani. Przechodzimy ze skrajności w skrajność.
Albo nie wytrzymujemy gdy nam się tylko coś nie podoba- przyznaję,
sama byłam taka jako nastolatka, coś mi się nie podoba i robię do
widzenia. Albo czasem, nawet gdy ktoś nas niszczy, w tym oceanie
ludzkim, w pewnych nadmiarach topimy się i boimy się zostawić to,
co nas rani. Pływamy za bardzo, szalejemy w spokojnym oceanie albo
kurczowo trzymamy się tratwy nie dając sobie szansy na pływanie.
Zastanawiam
się tylko, czy to jednak stygmat naszych czasów? Słynne jest
powiedzenie, że zawsze tęsknimy za czasami, w których nigdy
naprawdę nie żyliśmy. Czy kiedyś ludzie byli naprawdę
szczęśliwsi? Żyli bardziej spętani innym konwenansem. Nie
pachnącym szybkim życiem i hamburgerem z Maca, a spętani wstydem.
Bo co ludzie powiedzą? Co powiedzą, jeśli weźmiemy rozwód?
Przecież nie wypada. Jeszcze więcej małżeństw z rozsądku,
udających tylko szczęśliwe. Tak samo pytania o to, czy jest
przydział na mieszkanie, jak w czasach PRL-u. Małżeństwa dla
książeczki mieszkaniowej. Idąc dalej? Wszystkie wcześniejsze
wydawanie panny za właściciela ziemskiego.
W tym
wszystkim zawsze zdarzały się przypadki, gdy ludzie naprawdę się
kochali i byli szczęśliwi. Nie umawiali się na randkę przez
portal czy czat, nie umawiali się na przypadkowy seks przez
erotyczne kamerki w necie. Tylko czekali na siebie, pisali dla siebie
wiersze i byli cierpliwi. Czasem ponosiła ich namiętność i z nich
rodziła się prawdziwa historia długiego uczucia.
Mam
wrażenie, że po prostu zawsze różnie bywało, tylko pewne rzeczy
były mniej widoczne niż teraz. Ludzkie popędy i ludzkie
nieszczęścia. Teraz nie wstydzimy się o nich mówić lub wstydzimy
się innych rzeczy. Jak dziewictwa w wieku 20 czy 30 lat.
Teraz
tak samo zdarzają się wspaniałe związki. I zdarzają się ludzie,
którzy muszą mieć więcej cierpliwości. Są pary, które się
zdradzają. Kiedyś zdradzali się podobnie, tylko o tym nie mówiono
aż tak głośno. Są pary, które nie wytrzymują ze sobą i biorą
rozwody. Kiedyś po prostu żyli pod jednym dachem, ale całkiem
osobno.
Czasem
zdarzają się wielkie, wspaniałe historie miłosne. Ponoć
najpiękniejsze są te niespełnione, bo nie zderzają się z
rzeczywistością. A te pełne prozy..nikogo już nie kręcą. Chyba
że tych, co wiedzą, jaka proza może być piękna. Nawet
porozrzucane skarpetki i kwiaty kalafiora zamiast róż mają w niej
swoją wartość.
Trochę
czasem za bardzo wpojono nam historie z bajek, filmów. Wychowano nas
na ideale księcia na rumaku i księżniczki w wieży. Powiedziano
nam, że każda randka jest szalona a każdy seks kończy się
spektakularnym orgazmem fajerwerkami. Wpojono nam ideały, które
nigdy nie istniały. W życiu ideałów, powtórzę się.
Za to
jest cierpliwość, praca...i łut szczęścia. I oczy, które nie
kłamią. Oczy ciemne mojego Męża, srebrne rtęcią oczy A. które
tęsknią za czymś więcej. Są długie nogi które tańczą
wytrwale aż w końcu może tanecznym krokiem wejdą w coś
piękniejszego.
Nie ma
gotowych rozwiązań. Nie ma hamburgerów które nas idealnie
odżywią. Nikt nigdy nie przyrzeknie, że farsa nie zmieni się w
dramat, nie złamie się nasze szczęście. Ale znów, trzeba nieraz
zaryzykować, być cierpliwym....i pozwolić sobie na haj, zamiast
pisać ankiety. A kto wie, może los wtedy dopomoże i stworzy
historię wcale nie taką, w której jednak oczy kłamią...a taką,
w której na starość będzie się bujać razem w fotelu przy
kominku, pijąc kolejne piwo i marudząc...że kiedyś to były inne
czasy i było lepiej.
Ja wierzę, że każdemu może się udać. Prędzej, czy później. A nawet jeśli nie...życie jest piękne samo w sobie, czyż nie?
Ważne,
że marudząc jednak razem czasem się udaje, nawet po latach w dziurawych skarpetach. Czasem dobrze razem, bo się po prostu tak trafiło, ważne, że szczęśliwie. Czasem, bo wiele się nad tym pracowało, ważne, że z uśmiechem. Bo nadal, cholernie dobrze się zakochać.
A gdy się zejdą raz i drugi
Kobieta po przejściach, mężczyzna
z przeszłością
Bardzo się męczą, męczą przez
czas długi
Co zrobić, co zrobić z tą
miłością.
On już je zna, już zna te
dziewczyny
z poszarpanymi nerwami
Co wracają nad ranem nie same
On już słyszał o życiu złamanym.
Ona już wie, już zna tę historię
że żona go nie rozumie, że wcale
ze sobą nie śpią
ona na pamięć to umie.
A gdy przyjdzie zapomnieć i w
pamięci to zatrzeć
Lepiej milczeć przytomnie i
patrzeć.
A gdy czasem w życiu się uda
Kobiecie z przeszłością,
mężczyźnie po przejściach
Kąt wynajmują gdzieś u ludzi
I łapią, i łapią trochę
szczęścia
On zapomina na rok te dziewczyny
Z bardzo długimi nogami co wracają
nad ranem nie same
Woli ciszę z radziecki szampanem.
Ona już ma, już ma taką pewność
O którą wszystkim wam chodzi
Zasypia bez żadnych proszków
wino w lodówce się chłodzi.
A gdy przyjdzie zapomnieć i w
pamięci to zatrzeć
Lepiej milczeć przytomnie i
patrzeć.
Też nie raz zastanawiam się właśnie jak to jest, że te ładne, mądre dziewczyny nie mogą znaleźć sobie facetów, podczas gdy inne, latawice, niezbyt mądre wychodzą za mąż i budują piękne domy nad morzem...
OdpowiedzUsuńNiepojęte. I tak myśląc o tym też myśli lecą mi w różne strony. Z pewnością, jest to trochę kwestia szczęścia, bo nigdy nie wiadomo kogo kiedy spotkamy :p Ale jest to też kwestia wybredności - mi kiedyś kolega powiedział, że ja to chłopaków odrzucam jak złe skarpetki założą. Byłam w szoku, że tak o mnie myśli, bo ja myślałam, że właśnie wcale nie jestem wybredna. Często nawet sami nie wiemy.
No i właśnie, czy istnieje coś takiego jak przysłowiowa strzała Amora, czy to po prostu nasz wybór? Nie wiadomo...
Po prostu, nie ma tu chyba reguły. Czasem musi trafić swój na swego, czasem to ten moment, ten dzień, ta osoba...i się trafia.
UsuńI właśnie, to łut szczęścia...ale jeśli idzie o związek, już jego trwanie, to też ciężka praca. Którą, jak się okazuje, nie każdy umie wykonać. Albo tak naprawdę nie chce nieraz. I wiesz...wybredność zarzuca jedna strona drugiej cały czas. Odwieczna wojna płci, która nie zawsze ma sens. Choć są osobniki u każdej płci z listami wymagań, nawet powiedzmy jak rozmiar stanika :P Ale to chyba tylko jaskrawy margines, ale właśnie jaskrawy...rzuca się w oczy. I tworzy pewne stereotypy, jak o kobietach, co lecą na kasę.
Może i to i to:) Połączone jakoś:)
Akurat co do stereotypów to znasz moje zdanie, masz podobne :P Ale to tak na marginesie.
UsuńRelacje międzyludzkie, nie tylko te damsko-męskie są bardzo skomplikowane. Aż mnie to przeraża nie raz... Mnie ostatnio wszystko przeraża xD
No to fakt:D I czemu cię przeraża? Mnie bardziej jednak fascynuje:D
UsuńCięzko, cięzko znaleźć druga połówke, taką, którą nie bedzie patrzeć na pieniądzie kochac bedzie bez tego i pomimo to. Tez tak mysle, że mielismy szczeście ;-)
OdpowiedzUsuńDokładnie, okazuje się, że taka niby prosta, oczywista rzecz w życiu...a wcale nie jest łatwa. I można za to dziękować losowi:)
UsuńMarny ze mnie ekspert, ale wydaje mi się, że w większości zależy to od tego, jakie zdanie mamy na swój temat. Choć w sumie i to jest kulejącym faktem, więc może o nim zapomnijmy.
OdpowiedzUsuńNajgorsze jest to, że A., mial niestety wiele racji, ogolnie, bo teraz liczy się kasa, liczą się wszystkie inne rzeczy a nie to, co człowiek czuje. Cholercia.. W ogóle dziwnie sie w swiecie czuje, bo nie miałam miliona chłopaków (jak śmiałam), bo nie kochałam się (cóż znow anomalia, bo przeciez połowa roku, znając życie to jeszcze przed osiemnastką), a jak już kogoś szukam, albo kogoś spotkałam - jak teraz - to liczy się dla mnie to, że dobrze mi sie z nim rozmawia i nie musze siebie w sobie ukrywać. No ale ten swiat coraz bardziej schodzi na psy.. i to jest smutne niesamowicie.
Wiesz co, chyba nie ma ekspertów w ogóle w sprawach emocji, związków i miłości już po prostu. Ale fakt, że czasem to, jak siebie widzimy sprawia to, jak postrzega nas świat...i co nam udaje się osiągnąć. Także i na tym polu.
UsuńDokładnie, w naszych czasach mamy dwóch bogów- zdrowie, co doprowadza choćby do medykalizacji społecznej i pieniądz sam w sobie. A to odbija się na wszystkich, nawet najbardziej intymnych płaszczyznach naszego życia. No tak, też jesteś pewnie uznawana za dziwną albo staroświecką na tym tle, przez który przelatuje ( dosłownie i przenośni :D) miliony facetów :D I najważniejsze, że właśnie kogoś takiego już masz:)
A czy schodzi na psy...zawsze taki był. Tylko czasem bardziej się ukrywał:)
No bo jak sobie kobieta myśli, że jest brzydka, beznadziejna, to jak ma facet znaleźć w niej coś "dobrego", skoro ona sama to odkłada na samo dno? :)
UsuńAleż oczywiście, że staroświecką, z jakas chorobą mózgową, no bo jak to tak. Ale juz się do tego przyzwyczaiłam... Szkoda jedynie, że to my sie gorsi musimy czuć. Znaczy.. może nie gorsi, ale inni, o tak. Taki juz świat jest, co nie? :) I trzeba trzymać tych przy sobie, którzy są dla nas dobrzy. Bo to chyba trochę szczęściem się nazywa :)
No to niech się dalej ukrywa a nie wielkie bum :)
Jasna sprawa. To jak każda afirmacja, tak po troszku przecież. Ale nieraz właśnie ta druga osoba dopiero pokazuje, ile jesteśmy warci, nam samym. Różnie to bywa.
UsuńNo tak, od razu chory mózg:D Wiesz, gorsi nie gorsi..jest pewna presja społeczna po prostu. I niestety, odczuwa się ją, ale rozsądek w głowie pokazuje, że wcale nie ma lepszych i gorszych, każdy ma swoją postawę, swoje życie...i ma do tego prawo. I kwestia tylko wzajemnego szacunku..no ale, o niego trudno. I jasna sprawa. Szczęście, los, zwał jak zwał, ważne, że dobrze jest:)
Cóż, bum już nie zatrzymamy:D
Ano wiadomo, wszystko tak czy siak zależy od czlowieka.
UsuńW rzeczy samej, ma do tego prawo i zalecałabym z niego korzystać, a nie wielokrotnie wystawiać się na prześmiewki, bo głupio dążyło się za tłumem. Znów na swoim przykładzie powiem, że cieszę się, że jest jak jest. Wiadomo, zawsze może być lepiej, zawsze może być inaczej... ale po cóż takie domniemania budzić do życia? Najważniejsze, że człowieka otaczają dobrzy ludzie, nic innego sie nie liczy.
Niestety :D
Dokładnie, po prostu warto zwracać uwagę na tych dobrych, których kochamy albo chociaż lubimy a prześmiewcy..niech robią swoje i zajmują się swoim maluteńkim życiem:D
UsuńCiężki temat dla mnie, zwłaszcza w kontekście ostatnich przejść. Chyba za bardzo potrzebuję uczucia, bo do momentu zerwania wiadomego kontaktu nie wiedziałam, że można tak tęsknić za drugim człowiekiem, o zgrozo, niewidzianym nigdy na żywo. Jednak Twój post uświadomił mi coś bardzo ważnego: moje zauroczenie było w pewnym sensie strasznie tandetne. Tyle różnic między mną a nim, że aż chciało się wierzyć w te wszystkie bzdury o przezwyciężaniu ich przez miłość, ale tak rodem z wyciskającego łzy filmu. Chciałabym, jeśli w ogóle ma się jeszcze przydarzyć, uczucia bardziej codziennego. Żeby ta proza była piękna, może wtedy przeżyję coś... prawdziwego?
OdpowiedzUsuńRozumiem to doskonale bo tu...kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością ( każdy z nas ma przejścia i przeszłość, cholera) nie wyszli zbyt dobrze na tym układzie. Układ nie wyszedł, o, można rzec i dlatego nie jest to za wesołe. A jednak można tęsknić i to nieraz aż tak, że boli to wręcz fizycznie, prawda?
UsuńI czasem chcemy wierzyć w pewne bajki, bo się je nam usilnie wpaja przecież. Bo bajki są piękne, bo każde zakochanie też jest bajką...ale niekoniecznie w barwach Disneya albo romansideł Sparksa. I mam nadzieję, że już niedługo coś takiego stanie na twojej drodze. Taka proza, razem z człowiekiem z krwi i kości, co nie tylko obiecuje...ale właśnie i JEST.
Bardzo intrygująca rozmowa, ale coś w tym jest. Mam 24 lata i chciałabym mieć jakąś stabilizację, i wcale nie chodzi o to, że jestem poważna, jestem bardzo szaloną osobą i mam takie pomysły, że czasem siebie zaskakuję. Ale to też może wynika z jakichś przykrych doświadczeń, trafiałam na frajera, za frajerem. Popieram całkowicie Anelise.
OdpowiedzUsuńWłaśnie, chcesz mieć pewną stabilizację, poczucie oparcia. I to nic dziwnego, to właśnie te naturalne oczekiwania...ale na nich na początku właśnie nie opiera się jakoś wchodzenie w związek. To właśnie to, że należy nieraz zarywykować i próbować, tak samo, jak ty to robisz. Ale jesteś odważnym i wytrwałym człowiekiem, a to wiele zmienia.
UsuńNie schlebiaj mi tak, bo też mam gorsze dni, chwile słabości i wiele wątpliwości. Ale tak, odwaga robi swoje. Zawsze jestem za tym, żeby próbować mimo wszystko. Niby tak, nie opiera się związek ale może poczucie tego, że partner jest bo mimo wszystko pewne rzeczy przychodzą w związku z czasem i mam nadzieję, że i tym razem tak będzie. Wszystko samo wyniknie.
UsuńGorsze dni ma każdy, to naturalne. Dni zwątpienia, dni kiedy już nie ma siły się walczyć i się tylko jęczy. Normalne. Rzecz w tym czy ostatecznie stajemy do pewnej walki.
UsuńI czas pokaże. Mi zostaje trzymać kciuki zawsze:)
Nie miałabym tyle wątpliwości, gdyby nie pewne sytuacje, ale mniejsza o to. Więcej opisałam na fejsie, więc na dłuższą metę to raczej bez sensu.
UsuńI mam wrażenie, że to ona stawia warunki w tym wszystkim, a dla mnie już to wszystko jest nie do zniesienia, że on nie potrafi się od niej uwolnić i podjąć męskie decyzje.
Zobaczymy jak to będzie. Przydadzą się na pewno.
Ja to bym już czasami chciała tej stabilizacji, już chyba ten młody szalony, głupi wiek mi przeszedł. Ja długo czekałam na tą swoją prawdziwą miłość, potem ją straciłam z dnia na dzień, dlatego ciesze się z tego co mam teraz. I choć nie umiem sobie wytłumaczyć, że porządne dziewczyny nie zawsze mają tyle szczęścia co te które tak się bawią uczuciami innych, zdradzają na każdym kroku. to chyba kwestia szczęścia. pozdrawiam ciepło :*
OdpowiedzUsuńalbo tego, jak zaimponować komuś... co by się "lepiej wiodło" ja tam wolę patrzeć na uczucia niż na dobra materialne.
UsuńPo prostu w pewnym wieku chce się jakiegoś oparcia w pewnych kwestiach, właśnie stabilizacji. Jasne, są różni ludzie i mają różne potrzeby, ale niektórzy muszą do tego dążyć, od tego zależy szczęście wręcz. I wiem, wiem, domyśliłam się wiele czytając twoje wpisy...I podziwiam, że właśnie doceniasz późniejszy czas i budujesz swoje szczęście na nowo. I po prostu, los jest jaki jest...ale wierze w karmę, ta zawsze wraca:>
Usuńtak ja już jestem właśnie na tym etapie. aż nie wiem co powiedzieć, bo ja siebie jakoś w taki inny podziwiający sposób nie odbieram. ;-) aczkolwiek to miłe, że tak myślisz. Każdy jest kowalem swojego losu... ;-)
UsuńDokładnie. I właśnie to co los przyniesie możemy wykuć na swoją szkodę..lub na korzyść, prawda?:)
UsuńStabilizacja jest potrzebna, tak czuję. Sama jej nie mam, a mam wrażenie, że świat goni za czymś zupełnie innym. Nie mówię, że chciałabym brać teraz ślub (nawet nie mam z kim :P). Ale nie wiem jak to wyrazić, Twój wpis po prostu mnie uspokoił, w tak dobry sposób.
OdpowiedzUsuńJakiejś pewności w życiu, choć ona jest tak naprawdę ułudą też, mimo wszystko właśnie potrzeba. I niestety, świat pędzi a my nie zawsze możemy za nim nadążyć...i nie zawsze w pełni zrozumieć jego kierunek też możemy, dlaczego, po co? To się cieszę w takim razie:)
UsuńMogę się spokojnie dopisać do grona szczęściarzy, którzy trafili na swoją drugą połówkę i trzymają się jej, bo wiedzą, że to jest to.
OdpowiedzUsuńKiedyś bałam się samotności, gdy byłam sama, zadawałam sobie pytanie jak długo to jeszcze potrwa. Czy już zawsze tak będzie? Także jakiś taki strach był. Ale później pojawił się B. i tak już sobie jesteśmy razem... 6 lat. :)
I cieszę się z tego niezmiernie:) Naprawdę, to fajnie właśnie słyszeć, że są ludzie którym się udaje, tak długo już być w szczęśliwym związku, morda aż się sama nieraz śmieje po prostu;) I pojawił się w dobrym momencie, jak sądzę:)
UsuńDzięki wielkie. :)
UsuńTak, był to czas, w którym leczyłam się z osławionego na moim blogu pana M. :)
Wiesz połączyła nas pasja - bo oboje rysowaliśmy. No i tak przez ten rysunek zaczęliśmy się przyjaźnić, aż z przyjaźni powstało coś więcej. To chyba ważne, żeby mieć w swoim mężczyźnie przyjaciela - tak więc mój przyjaciel stał się moim facetem. :D
Nie ma za co:)
UsuńRozumiem, czyli to było idealne lekarstwo, można rzec:D
Ech no... Myślę, że ludziom przede wszystkim brakuje wytrwałości i pewnej samoświadomości. Boimy się bólu. A często praca nad sobą i nad związkiem z drugą osobą wiąże się z bólem. Wmówiliśmy sobie, że jeżeli ktoś kocha, to ma akceptować wszystkie nasze wady i zalety mimo wszystko, ale... nie umiemy się postawić po drugiej stronie. Sami odchodzimy, gdy mamy wrażenie, że zostaliśmy zranieni, ale oczekujemy bezwzględnego oddania od drugiej strony.
OdpowiedzUsuńKiedyś myślałam, że jestem po prostu desperatką. Jednak teraz widzę, że to większości świata czegoś brakuje...
Boimy się bólu, jakby nie był konieczną częścią życia...a przecież jest. Boimy się ryzyka, zapominając, że po prostu życie samo w sobie bywa ryzykiem. Za mało widzimy i przez to tak wiele nieraz tracimy.
UsuńNie potrafimy być lustrem, co? A może...tylko nim.
Czemuż desperatką?
Zaraz przypomniałam sobie piosenkę happysad ,,Zanim pójdę''. Nie wiem jak to jest kiedy się ma kogoś kogo się kocha. Nie mogę więc zbyt dużo wypowiedzieć się na ten temat. Jednak sama widzę,że A. w niektórych aspektach ma rację. Z resztą Ty też. Wpojono nam ideały,które nie istnieją. Na kogokolwiek spojrzę to marzy o pięknej długowłosej blondynce o nogach do nieba,która grałaby w gry jak zawodowiec. No i jeszcze kibicowała jak facet. Pamiętam jedną głupią sytuację. Człowiek nie znał zainteresowań ani całej osoby.Nie chciał poznać. Bo była brzydka. I co zrobisz.Nic nie zrobisz. Światopoglądu ludzi się nie zmieni. Samemu z motyką na słońce się nie rzucisz. Można liczyć tylko,ze los w końcu ześle kogoś,z kim można będzie się zestarzeć. W końcu każdy zasługuje na szczęście.
OdpowiedzUsuńJeden z niewielu kawałów który lubię:) Znaczy ich:D
UsuńWiesz, już widzisz po prostu pewne sprawy, pewnie tez w samej sobie, właśnie to wpojenie, które przesłania nieraz obraz świata...
I jasne, pewne steortypy są szkodliwe w każdą stronę...
Wiesz, wczoraj pytalam dalej co ludzie myślą, że ktoś koło 30 jest prawiczkiem i znów padła jedna odpowiedź "coś musi byc z nim nie tak". Kurde, smutne to, takie postrzeganie sprawy, bez checi zrozumienia. Dziwne pierwsze reakcje po prostu.
OdpowiedzUsuńI tak, mieliście szczęście: )
No właśnie, mamy taki odruch u nas społecznie, sądzenia że od razu musi być coś nie tak..nawet jak nie musi tak naprawdę. Ale...nie zmieni się ot tak ludzkiego myślenia.
UsuńWiem^^
Przeszłam ostatnio przez taką rozmowę o związkach z koleżanką, która po wielu latach zakończyła związek z facetem, który zamiast rodziny wybrał pracę. Trzy tygodnie później ma kogoś nowego, bo nie potrafi być sama. Problem polega na tym, że ludzie bardzo często nie wiedzą czego oczekują od życia, więc stawiają wymagania względem wszystkiego wokół, a nie samych siebie. A dla mnie, żeby stworzyć piękny związek, trzeba przede wszystkim poukładać wszystko w sobie. Jesteśmy społeczeństwem na tyle zagubionym, że wybieramy ścieżki nie tyle najprostsze co te, które są najbliżej. Bo męczy nas trwanie w próżni, boimy się pustki i tego, że nic się nie zmieni. Z jednej strony mamy singli, którym nikt nie wierzy, że są sami w wyboru i w pewnym momencie oni zaczynają wątpić, czy aby na pewno. A z drugiej ludzi w związkach, spośród których niektórzy są naprawdę szczęśliwi (im można "zazdrościć" - w tym dobrym znaczeniu tego słowa), ale też ci, którzy spotkali kogoś, kto był równie samotny. Więc przede wszystkim uważam, że trzeba stanąć przed lustrem i choćbyśmy mieli płakać, wsłuchać się w to, co mamy sobie do powiedzenia. To nie świat pędzi. To my nie potrafimy nawet na chwilę się zatrzymać.
OdpowiedzUsuńWłaśnie to jest przerażające nieraz- ludzie nie potrafią być sami. A pierwsza, najważniejsza relacja w którą wchodzimy i z którą musimy sobie poradzić, to relacja z samym sobą tak naprawde. I tu rodzi się problem, czy możemy zdrowo być z kimś innym, skoro sami nie potrafimy stawić czoła naszym lękom?I właśnie to jest najważniejsze, najpierw własna relacja a potem...potem można dawać z siebie to co piękne. Ale właśnie nie potrafimy się zatrzymać nawet nad tym i tworzą się z nas w pewien sposób kaleki uczuciowe wręcz...
Usuńmyślę, że spotkanie tego kogoś to właśnie kwestia czasu i miejsca i sporej ilości szczęścia. odkąd poznałam mojego J., na imprezie, na którą poszłam z zupełnie niewłaściwych przyczyn, jestem o tym wręcz przekonana.
OdpowiedzUsuńtylko szczęście jest dobre na początek. a potem trzeba włożyć sporo pracy w budowanie tego swojego świata. tak myślę przynajmniej, bo dopiero się tego uczę - po tych wszystkich toksycznych relacjach, w które się pakowałam z uporem godnym lepszej sprawy. mam tylko nadzieję, że z biegiem czasu okaże się, że naprawdę było warto i tak jak napisałaś - będziemy siedzieć w bujanym fotelu, pić piwo i narzekać. chociaż w naszym przypadku to bardziej dogryzać sobie nawzajem ^^
Dokładnie. Po prostu trafiło się, miałaś tam być jakoś, los splątał ścieżki...i stało się, właśnie cudowanie się stało:)
UsuńI właśnie, szczęście to taki pstryczek, jak pomysł zbudowania domu. A od planów jeszcze sporo materiałów do zużycia po drodze, stałe remonty...nie da się tu spocząć na laurach, ani trochę.
I oby, oby:) A pociskanie to znam aż za dobrze:D
Hm. Ten ‘haj’ zakochania jest fajny, a jeszcze fajniejsze jest to jak już z kimś jesteśmy dłużej i patrzymy na początki z perspektywy czasu i odkrywamy to wszystko co wtedy było dla nas zagadką.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że ta przeszłość i te przejścia potrafią rzucać światło na coś nowego, co dopiero mogłoby się tworzyć, że mogą one dawać jakieś hamulce, nawet szczęściu, które nieopatrznie się uśmiechnie w mało spodziewanej chwili. Ale cóż, życie, cały czas czegoś uczy :). A przeszłości nie da się wymazać, możemy się tylko starać, aby była jakimś dobrym pomocnikiem :). I tylko nie za dużo myśleć, a działać, prawda? ;D
I cieszę się, że z A. tak się po przyjacielsku układa :). Pamiętam jak pisałam Ci w komentarzu kiedyś u mnie i chciałam do tego mieszać zaświaty, a w końcu dałam spokój, ale może miałam wtedy rację, może ktoś Ci podsunął tego może przyszłego przyjaciela właśnie teraz, do którego możesz już teraz udać się po słowo wsparcia gdy Męża nie ma w pobliżu.
A no i oczywiście gratuluję zdania egzaminu! :) A na maila odpowiem w najbliższych dniach :). Mam nadzieję że tych bliższych niż dalszych, a przynajmniej się postaram, żeby tak było ;D.
On jest wręcz świetny, ale jak każdy haj- bywa też złudny:) Ale właśnie jak przeradza się w coś trwałego, pięknego...cóż. nie ma nic lepszego? I fajnie, jak całe życie w kimś te zagadki możemy rozwiązywać:>
UsuńDokładnie, jest najlepszym, chociaż surowym nieraz nauczycielem.
I wiesz też się cieszę, tym bardziej że jednak stajemy się naprawdę, coraz lepszymi, tak po prostu kumplami:) I...coś w tym jest, co mówisz:)
I dzięki:) To teraz ja powiem, że postaram się odpowiedzieć jak najszybciej:D
Zgadzam się z Tobą w 100% - związek trzeba ciągle budować. I nawet po ślubie - bo przecież ciągle pojawiają się nowe sytuacje, z którymi trzeba się zmierzyć a nie można na początku związku ocenić jak zareaguje nasz partner w naszej sytuacji.
OdpowiedzUsuńI coś jest w tym, co napisały dziewczyny wyżej - znalezienie tego wymarzonego wymaga dużo szczęścia bo niektórzy znajdują swojego wybranka już w szkole średniej, a nawet podstawowej a inne - po studiach ciągle nic :(
Dokładnie:) Wiesz, ja nie wiem jak można sądzić, że ślub już wszystko załatwia i niektórzy w tej kwestii biorą sobie po prostu wolne. Trochę cora postawa, nie sądzisz?
UsuńDokładnie, to łut szczęścia ale..na pewno nie można się tu jakoś załamywać:)
W kwestii tego, że jesteś gadułą - owszem, to bardzo wyraźnie widać na Twoim blogu ;D No to równowaga na świecie została utrzymana ;)
OdpowiedzUsuńZwiązki... Związki są odpowiedzialnością i mogę zrozumieć, gdy ktoś woli żyć z psem. Sama chyba wolę. Wymagania są zawsze, tempo w naszych czasach jest coraz szybsze i cóż... Bardzo trudno jest znaleźć kogoś, kto nie działą toksycznie, kto nie ogranicza. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to nawet nie o to chodzi, żeby do siebie pasować, lecz o to, żeby umieć się dopasować w związku. To wymaga czasu, akceptacji i nauczenia się drugiej osoby.
I nie wiem, jak to się dzieje, że znajdujemy osobę, z którą chcemy to wszystko dzielić. Raz znalazłam, ale potem ugięłam się pod ograniczeniami i toksycznością. Nie wiem, wolę psa. Psy są wierne i kochane. To partnerstwo na całe życie ;)
No dokładnie pewnie widać aż za bardzo:D Yay, wiesz, wychodzi na to że podtrzymujemy równowagę świata, czyż nie ekscytujące?:D
UsuńWiesz jakie zadanie mają alkoholicy w ogóle na terapii? Po skończeniu kupują kwiatka...jak przeżyje rok, mogą kupić zwierzę..jak w dobrym stanie przeżyje rok i jest szczęśliwe, to mogą wejść w związek. Tak mi się skojarzyło bo właśnie..to cholerna odpowiedzialność jednego człowieka na drugiego. I właśnie nieraz okazuje się, że nie każdy do tego dojrzał. A może to nieraz i kwestia niedopasowania tego, jakiej odpowiedzialności każde z nas potrzebuje?
I jasne, to stała praca, właśnie też sztuka..kompromisu. On bywa w związku najważniejszy. W tym głębokim nawet, pierwotnym znaczeniu.
I póki co, niech będzie i pies. Ja mam jeszcze swoje koty, o:D
ja bardzo długo szukałem, miałem problem z tym, że na studiach, w szkole nie miałem pieniędzy i przez to nie stać mnie było na porządną randkę, toteż późno zacząłem szukać drugiej połówki, kosztowało mnie to wiele prób i niepowodzeń ale w końcu się udało, po prostu trzeba próbować do skutku i wyciągać wnioski z poprzednich nie udanych relacji
OdpowiedzUsuńWiesz co z tym stać to właśnie też...steretyp. Dla mnie najlepszą randką był spacer po parku:) Każdy ma inne priorytety. Ale cieszę się, że udało się w końcu i że jesteście szczęśliwi:)
UsuńGratuluję zdania egzaminu przede wszystkim. Kurde, nie znoszę jak ludzie oceniają kogoś po tym czy z kimś spał czy też nie. To najbardziej popier... myślenie. Wybacz, trochę mnie poniosło, gdyż nie rozumiem jak można po czymś takim oceniać ludzi. ;o
OdpowiedzUsuńDzięki:) Dzisiaj mam kolejny:D
UsuńDokładnie, w ogóle, jak się ocenia po takich...schematach po prostu. To chore.
gratuluje zdania egzaminu, a sam post - warty przeczytania i wciągający :)
OdpowiedzUsuńDzięki i dzięki, podwójnie:)
UsuńJa tak czasem podziwiam te z pozoru idealne pary, które wrzucają wspólne zdjęcia do internetu, starają się na siłę udowodnić wszystkim swoją idealność. I w sumie to przeważnie smutno mi się robi jakoś tak. Bo wiem sama po sobie i swoim R., że związek to coś, co jak piszesz "buduje się mozolnie". I czasem na prawdę jest ciężko, czasem łzy płyną godzinami. Bywa trzaskania drzwiami i godziny ciszy. Ale jednocześnie wciąż wisi ta świadomość nad nami, że jedno bez drugiego długo nie pociągnie. I już wolę czasem się posprzeczać, czasem pomilczeć i znów wrócić na właściwe tory, niż chować wszystko do kieszeni i gromadzić niepotrzebne śmieci, które tylko zalegają.
OdpowiedzUsuńA mnie zawsze to troszkę mdli:D Dobra, sama mam na fejsie choćby trochę zdjęć z Wojtkiem, ale nie wrzucam ich nałogowo i nie mam jakoś potrzeby pokazywania jaki mój związek świetny. Wiesz, ja mam czasem wrażenie, że to właśnie w tych związkach robi się największy gnój, bo to fasada...a w każdym domu potrzebne są remonty i nieraz walą się ściany, no nie? Nieraz trzeba właśnie drzwiami trzasnąć, płakać, drapać..bo tylko tak jest sie naprawdę z drugim człowiekiem.
UsuńDawno mnie u Ciebie nie było, oj Dawno ...
OdpowiedzUsuńWiem. A mnie u ciebie, ale jak już piszesz...:)
UsuńZakochać się jest warto, ale czy łatwo podtrzymywać w sobie miłość, Frido?
OdpowiedzUsuńTo dużo trudniejsze zadanie móc cieszyć się wszystkim tym, co przynosi sobą człowiek obdarzony wadami. Mało kto je aprobuje, potrafi zaakceptować, a przecież właśnie na tym polega prawdziwy związek....
I właśnie - jak nauczyć się cieszyć z powodu rozrzuconych po podłodze skarpetek, które nie trafiły tam, gdzie być powinny?
Cieszyć się, że w ogóle ma je kto rozrzucać?
Miłego dnia, Frido :)
Jak dla mnie wrto i wiesz...często to wady są dla mnie w ludziach najpiękniejsze. Człowiek bez wad staje się...pusty? Nijaki? Jakby go nigdy nie było tak naprawdę.
UsuńMoże to jest właśnie odpowiedź:)
te "niektóre umysły" są naprawdę jakieś dziwne. z jednej strony bawi mnie takie podejście, że panny myślą, że jak ma się obrączkę czy choćby planuje ją założyć za jakiś czas, to nie wolno się już widywać sam na sam z osobnikiem płci przeciwnej... a z drugiej strony to trochę rytujące czytać kolejnego anonima, że mój facet spaceruje po mieście z jakąś panną. A że ta panna jest jego koleżanką jeszcze z podstawówki a do tego od kilku lat zadeklarowana lesbijka, to już nikt nie wspomni. nie wolno i tyle, to takie złe!
OdpowiedzUsuńNo to jest totalnie śmieszne..jakby wraz ze ślubem kończyło się życie, serio:D A ono dopiero się zaczyna, no nie?:D I cóż...kochani życzliwi, ci to zawsze chcą krwi napsuć, a wychodzą na idiotów:D
UsuńMożna odczuwać głód miłości, a jednocześnie dążyć do jak największej niezależności. Mieć swoje dni, kiedy się siedzi samemu w pokoju i nie odbiera telefonu. Można mieć czasem kogoś na oku, ale bilans "wyznać czy nie wyznać " wcale nie jest jasny.
OdpowiedzUsuńDlatego zaczęłam pisać listy. Żeby zwolnić. Pokazać, że da się stworzyć znajomość bez odpowiedzi co 5 sekund. To mi pokazuje, że jeśli ktoś zamierza Ci swój adres i wymienilo się choćby trzy listy, to da się z tą osobą przegadac świetnie całe spotkanie. Także... Polecam :) jakbyś czuła, że ktoś tam u Ciebie potrzebuje listów, zglaszaj się po adres :D
Wiesz, jedno drugiemu nie przeszkadza. Bo prawdziwa miłość, taka jaka powinna być, taki związek wcale nie zabrania ci takich zachowań, wręcz przeciwnie. I jeszcze prawdziwa miłość w moich oczach...bardziej wyzwala:)
UsuńI wiesz, bilans bilansem ale jak człowiek naprawdę jest zakochany...i tak to w końcu wychodzi. Przynajmniej u mnie zawsze tak jakoś wychodziło:D
Ej, listy? A ja właśnie marudziłam niedawno Redcar, że listów nie mam z kim pisać :D Dawaj adres:D
uważam, że prawdziwy przyjaciel jest wręcz potrzebny do uzyskania spokoju ducha. ktoś, kto wysłucha, wesprze, albo chociaż razem z Tobą pomilczy jednocześnie będzie w stanie zapobiec przynoszeniu problemów do domu. życzę Ci takiego przyjaciela ;)
OdpowiedzUsuńTo prawda. Przyjaciele jednak są naszą podporą w trochę inny sposób niż ci, których kochamy, choć, ci też powinni być naszymi przyjaciółmi:) I na szczęście jest parę takich osób:)
Usuńi pewnie, pisz dla siebie, skoro masz taką potrzebę, o! :)
OdpowiedzUsuńChciałabym mieć szczęście... i myślę, że będę ja miała, przecież jestem taka fajna, no XD Wiem, wiem, czasami najfajniejsi ludzie nie mają szczęścia w miłości, ale... jednak i tam wierzę, że zakocham się z wzajemnością.
OdpowiedzUsuńNo pewnie:D Tak naprawdę, szczęście może i musimy nieraz prowokować ale...ja wierzę, że dla każdego ono gdzieś tam jest:) Tylko czasem musimy najpierw zrozumieć co naprawdę byłoby dla nas szczęściem, a co może yć tylko jego ułudą.
UsuńI to najważniejsze, taka wiara właśnie:)
Tak dawno nie zaglądałam, że już zapomniałam jak pięknie piszesz, jak cudne prawdy znajdują się w Twoich tekstach. Mam z Tobą zupełnie jak z Kordianem. Musze mieć wenę, żeby zabrać się za notkę i czytać w pełnym skupieniu, by przy każdym akapicie móc powiedzieć w powolnym zamyśleniu "Otóż to". :)
OdpowiedzUsuńOch tak, zdecydowanie potrzebuję tej pieczeni :) I dobry browar do tego:)
Cóż, dziękuję za komplement, to naprawdę miłe słowa...i może po prostu, pewne rzeczy widywaliśmy podobnie:)
UsuńI tak, browar dobry bywa na wszystko, co?:D