-System?- zapytała Młoda,
kiedy staliśmy z moim kumplem z pracy ( którego tak naprawdę
znałam wcześniej, okazało się, że pracuję z 3 innymi osobami,
które znam z innych miejsc. Świat jest mały ) pod budynkiem, w
którym pracuje. Wpadła na chwilę, oddać mi książkę, którą
miałam przekazać dalej. Krążąca biblioteka wymian.
-Mhm-
powiedział Kuba, zaciągając się papierosem, mając przewieszone
przez bluzę słuchawki. Oczywiście, jak zawsze, nie wyłączył
odtwarzacza.
-Nawet ich lubię.
-Nawet jak to Ormianie?
Ja przewróciłam oczami, bo już
wiedziałam, o co mu chodzi. Już raz mieli pewną dyskusję, gdy się
poznali, bo Kuba to historyk i pewnych rzeczy się czepia. Młoda tez
przewróciła oczami. No tak.
Turcy. Ormianie. Znowu.
-Tak, nawet jak to Ormianie. Nawet
jakby to byli Grecy. Gorzej, że to oni nie lubiliby mnie.-
odcięła się i ucięła dyskusję. Bo takiej dyskusji chyba nie
byłoby sensu ciągnąc, zresztą, nam kończyła się przerwa.
Nie wiem czy tak jak Kuba, znacie
historię i pewnie niesnaski na linii Turcy- Ormianie. W
większościach szkół, na lekcji historii skrupulatnie się to
pomija, bo nie ma czasu. Nie ma przecież jak to nasz idealny,
kochany system edukacji.
W każdym razie, był rok 1915.
Wiele, wiele lat wcześniej, bo około
300 roku Armenia była jednym z pierwszych państw, które
wprowadziły chrześcijaństwo. Była też jednym z bardziej
agresywnych, a może muszących się bronić państw
chrześcijańskich, bo już w 451 roku stoczyła pierwszą bitwę w
obronie chrześcijaństwa. Można więc powiedzieć, że od zarania
dziejów, Ormianie byli wierni swojej wierze, i od zawsze byli bardzo
niepokorni.
Jednak w 1915 roku nie chodziło tak
naprawdę o religię. Nie wiem czy wiecie, ale istniała wttedy już
Turcja, którą rządził tzw. triumwirat, Enwer Pasza, Talaat Pasza
i Dżemal Pasza. W Turcji żyło wtedy około 2,1 mln Ormian, również
w stolicy, Stambule.
Całe państwo było dość młode, a
raczej idee w nim panujące. Do władzy doszli właśnie tzw.
młodoturkowie, którzy nieśli ze sobą kaganek idei oświecenia. A
każda zmiana, jak wiadomo, niesie ze sobą chaos. Za chaos obwinia
się mniejszości. Tak obwiniano Żydów w średniowiecznej Europie o
każdą epidemię i tak obwinia się obecnie Muzułmanów w Europie o
chaos gospodarczy. Wiadoma sprawa, mniejszości oskarża się
najłatwiej.
Panowie Paszowie wydali więc dekret.
24 kwietnia 1915 roku Talaat Pasza będący ministrem spraw
wewnętrznych napisał: „Rząd zdecydował się na totalną
eksterminację Ormian.”
To zapoczątkowało również szeroko
zakrojoną akcję deportacyjną. Tak rzeź Ormian opisuje jeden z
historyków, pan Lang: „Niemowlęta zabierano do sierocińców,
które okazały się jamami wykopanymi w ziemi: wrzucano tam dzieci
żywcem i grzebano pod stosem kamieni. Z kobiet i starców formowano
karawany i zmuszano ich pieszo do wielokilometrowego marszu w
kierunku Aleppo i innych punktów zbiorczych na terenie Syrii. Po
drodze napadały ich bandy, którym władze pozwalały na morderstwa
i grabież dobytku. Deportowanym nie dawano pożywienia ani wody,
wielu rychło utraciło zmysły i zmarło z pragnienia.”
Szacuje się, że podczas Rzezi Ormian
zmarło około 1,5 mln ludzi. To drugie po Holocauście, największe
ludobójstwo w historii ludzkości, pierwsze, które zostało
zaplanowane na taką skalę i udokumentowane. Cały świat nie
zwracał na nie uwagi, gdyż oczy były zwrócone na fronty pierwszej
wojny światowej. Zresztą, nie wczoraj a także i dziś przecież
Europa nie bardzo przejmuje się Bliskim (czy Dalszym) Wschodem.
Plan władzy tureckiej powiódł się.
Z około 2 mln ludności ormiańskiej w Turcji pozostało ok. 150
tys. Z dumą oznajmiano, że „krew ormiańska przestała istnieć”.
Do dzisiaj Turcja nie przyznała się
do Rzezi Ormian. A raczej- rząd Turecki. Choć Francja swojego czasu
wymagała, by przyznanie się do Rzezi Ormian było warunkiem do
przystąpienia Turcji do Unii Europejskiej, Turcja nadal pozostaje
głucha na pewne wołania. Na jęki i demony przeszłości.
Ormianie do dziś żyją rozproszeni w
diasporach na całym świecie, do dziś w pewien sposób nienawidzą
Turków. Nie można im się dziwić, jednak....
Ja tą historię znam i po pytaniach
Kuby o Ormian, jak Turczynka może lubić Ormian właśnie,
uaktywniło mi się moje wredne, przyspieszone myślenie. Nadal po
spotkaniu z Dżibrilem, mająca trochę przemyśleń, do tego myśląca
o pewnym wyjeździe na stałe, dołożyłam nowe myśli.
Wszyscy jesteśmy ofiarami historii...a
nieraz chcemy nimi być. Ale niczego się nie uczymy.
Weszliśmy do windy.
-Kubuś?
-No?
-Z czym kojarzy ci się język
niemiecki?
-No jak to z czym? Wszystko brzmi
jak rozkaz rozstrzelania!
-Dobra...to ja się nie dziwię, że
się jej czepiałeś o Ormian...
-Ale o co ci chodzi?
-O nic. Pomyśl.
-Czujesz się Ormianinem.
-Że hę?
-Kurwa, nie mam czasu ci tego
tłumaczyć- zaśmiałam się i usiadłam na swoim stanowisku w
pracy.
Wróciłam do domu i znowu myślałam.
Każdy Polak czuje się trochę Ormianinem. Każdy Ukrainiec czuje
się teraz pewnie Ormianinem. Każdy Żyd jest Ormianinem. Każdy
Wietnamczyk po inwazji USA czuje się Ormianinem. Wszyscy jesteśmy
Ormianami ale...przez to jesteśmy więźniami historii.
Historia ma to do siebie, że może nas
zarówno czegoś nauczyć i wyzwolić, ale może tak samo nas całkiem
ogłupić i zniewolić. Założyć nam kajdany nie naszych wspomnień
i nie naszej nienawiści.
Niedawno czytałam bardzo ciekawą i
mądrą książkę mojej ukochanej pisarki, Elif Safak, „Bękart
ze Stambułu”.
Opowiada ona właśnie w lekki i genialny sposób,
trochę zabawnie momentami a momentami bardzo poważnie m.in. o
wzajemnych antagonizmach między Turkami i Ormianami. O wpajanej od
dziecka nienawiści do oprawców we współczesnym świecie...gdzie
już oprawców nie ma. Nie ma wśród narodu, choć sam rząd, samo
państwo bywają w tej kwestii niezbyt mili. Mówi o niemądrym
pławieniu się w cierpieniu, cierpiętnictwie, podczas gdy zapomina
się, że z pewnymi rzeczami można się pogodzić, nadal pamiętając.
Że można pogodzić się z tym co było...i uzyskać pokój w sercu.
I uzyskać pokój na świecie. Między pojedynczymi ludźmi...a kto
wie? Może i między narodami? Bo te z ludzi przecież się składają.
A nagle okazuje się, że narody mogą
się nienawidzić, a ludzie być ponad to- i mogą się kochać. Mogą
tworzyć wielkie rodziny, połączone więzami krwi, ale i przyjaźni.
Ale jednak często wolimy być
pamiętliwi...i wolimy też cierpietnictwo.
Och...a kto jest specjalistą w
cierpiętnictwie jak nie my, Polacy? Ze swoją wieczną martyrologią,
ze swoim rozdrapywaniem ran i nienawiścią do potomków tych, którzy
nas skrzywdzili? Właśnie czytając książkę Elif Safak, miałam
momentami wrażenie, że pewne zachowania Ormian są bardzo podobne
do zachowań wielu Polaków. Choć, może też każdego narodu po
kolei...ale nasz znam najlepiej ( nawet nie będąc patriotką- bo
nie, nie jestem nią. )
Wszyscy jesteśmy więźniami historii.
Choćby te żarty. O tym, że każde
niemieckie słowo brzmi jak rozkaz rozstrzelania. O tym, że każda
Niemka brzydula i to kara za wojnę. W żartach kryje się wiele
prawdziwych ludzkich przekonań. O tym, że Niemca trzeba okradać bo
inaczej to kolaboracja. My po prostu nadal mamy żal. Tak samo jak
diaspory Ormiańskie nadal mają żal do Turków za 1915 rok. Tak
samo jak Żydzi mają pretensję i żal o Holocaust. Palestyńczycy
mają pretensję do Ludu Izraela za to co robił i robi teraz,
Gwatemala ma pretensję do amerykańskich agentów CIA a Kazachstan
ma pretensje do Związku Radzieckiego. Chwila, do Rosji. Do tej też
i my stale mamy pretensje. (mówię o tych historycznych, nie o tym,
co teraz się dzieje...Rosja przegina. Ale nie Rosjanie. To
różnica.).
Nie mówię, że ten żal nie ma
uzasadnienia. Nie mówię, że co się stało to się odstanie
ale...czasem trzeba odpuścić. Pamiętając, można odpuścić.
Historia była. Pewne rzeczy, godne
potępienia się zdarzyły i trzeba, koniecznie trzeba o nich
właśnie pamiętać, jeszcze lepiej, wyciągać z nich wnioski (
czego ludzkość moim zdaniem wybitnie nie umie robić). Ale trzeba
umieć też wybaczać i iść dalej. Tak jak w swoim codziennym
życiu. A i w tym, mamy przecież z tym wielki problem.
Zawsze na myśl przychodzi mi biedna w
pewnych momentach Kaśka, która studiowała pilnie przez lata na
germanistyce, teraz robi nawet doktorat. Przez wszystkie lata gdy
mówiła, jak kocha język niemiecki, gdy opowiadała z fascynacją o
jego gramatyce czy pewnej twardej świętości, gdy zachwycała się
jak zespół Rammstein wymawia „r” w jednym z kawałów,
spotykała się od czasu do czasu, ba, nawet częściej, z tekstami
że „brata się z wrogiem”, że to przecież „naziści”.
Jakim wrogiem? Przepraszam, czy ktoś widzi tu wroga z karabinem, tuż
za Odrą? Bo ja nie.
Zawsze na myśl, gdy zahaczam o
uwikłanie w historię, na myśl przychodzi mi też Marlise.
Poznaliśmy ją właśnie dzięki Kaśce. Niesamowicie piękna
dziewczyna, rodowita Niemka, której dziadek był żołnierzem
Wehrmachtu. Dziewczyna, która kocha Polskę tak bardzo, że u siebie
w Berlinie studiuje filologię polską i pięknie, płynnie mówi po
niemiecku. Kocha nasz kraj, fascynuje ją. Ale nauczyła się już
jednego. W Polsce, pełnej nienawiści, nie mówić, że jej dziadek
też był żołnierzem w czasie wojny. Zwykłym, regularnym
żołnierzem. Bo nie wypada. Bo za to zostaje się oplutym przez
pijanych ludzi w barze, jak miało to miejsce. On był zwykłym
żołnierzem, który wykonywał swoje rozkazy a ona jego wnuczką. W
oczach wielu jest potępiona. Zresztą, jej dziadek mógłby być
zwykłym chłopem w czasie wojny, a ona i tak pewnie nieraz
oberwałaby za to, że jest „niemrą”. Tak tylko minimalizuje
straty.
A nawet jakby jej dziadek był w
gestapo? Co z tego? Ona jest już kimś innym. Ja jestem córką
alkoholika, nie znaczy, że alkoholiczką będę, prawda? Czy ona,
młoda dziewczyna, rocznik 1990, urodzona po wojnie, po upadku muru
Berlińskiego, ma płacić znoszeniem cierpliwie cudzej nienawiści,
bo ktoś, kto był jej przodkiem, był w wojsku? Dlaczego ktoś, kto
nie ma z tym nic wspólnego, ma płacić i kajać się za błędy
przeszłości?
Przypomina mi się też pewne miejsce.
Pewnie miejsce, w którym przed laty byłam z przyjacielem. Ośrodek
który mieścił się pod Berlinem, który był miejscem, w którym
przeszłość ma ożywać i zabliźniać rany.
W tym miejscu przywoływano demony i
egzorcyzmowano je, aż do szpiku naszych kości.
Za pomocą różnego rodzaju sztuki-
malarstwa, muzyki, dramy- radzono sobie z nowymi problemami. W
miejscu tym bowiem spotykały się trzy narody- Niemcy, Polacy i
Izraelici. W tym miejscu na nowo mówiono o zaprzeszłym, choć
przecież wpajanym nam, bo nie przeżywanym przez nas naprawdę bólu.
Mówiono o wadze tożsamości narodowej, o wadze historii i o tym, że
trzeba się na niej uczyć. Ale mówiono też o stereotypach, stale
zadawanych ranach przez młodych ludzi i o wybaczeniu. Bo to jest
najważniejsze.
Przypomina mi się to momentami
„narodowe zmęczenie”, które przebijało przez niektóre twarze.
Zmęczenie młodych Niemców, którzy mówili „tak, 2 Wojna się
zdarzyła, tak, Holocaust się wydarzył. Ale to nie nasza wina. A
ciągle nam się mówi, jakbyśmy to my biegali z karabinami”.
Nieraz trzeba wybaczyć nawet to, co
nie przyszło z naszym udziałem i czego nie my doświadczyliśmy.
Nieraz musimy rozgrzeszać w imieniu tych, którzy rozgrzeszyć już
nie mogą. Musimy zakopać topór, którego wcale nie wykopaliśmy.
Może właśnie tak osiągniemy spokój- i pokój?
Wybaczenie jest kluczem. Nie
zapomnienie, a właśnie ono. Tego mnie tam uczono, choć już to
wiedziałam i zamiast uważać na zajęciach wolałam przespać się
z kumplem mojego przyjaciela, instruktorem na warsztatach malarstwa (
co miał mi jakiś czas za złe.). Wtedy aż tak mnie to nie
interesowało, ale teraz jestem starsza i o tyle mądrzejsza być
może. Dojrzalsza.
Sama poznałam sztukę wybaczania, choć
nie zapominania w swoim życiu. Dlatego mogę ją chyba zrozumieć i
w szerszej perspektywie. Choć każdy z nas jest Ormianinem. Bo każdy
ma też w sobie tak samo czerwoną krew.
Teraz wiem, że takich miejsc, jak to
pod Berlinem, przydałoby się o wiele więcej. Bo wszyscy mamy z tym
problemy. Wszyscy owijamy się szczelnie w kokon historii i nie
umiemy z niego wyjść, przepoczwarzyć się w piękne, swobodne
motyle. Piękne i lekkie. Wolne.
Wszyscy mamy tendencję do użalania
się nad sobą. I nie mówcie, że tak nie jest. Każdy z nas ma
choćby dni, w których chce udowodnić, że ma gorzej i to jego
trzeba pogłaskać właśnie po główce. Jego powinno być żal. Bo
cierpienie miewa też wielu przyjaciół. Bo cierpienie, pomimo tego
wszystkiego, tego, jak jest okropne samo w sobie ma też coś, co
magicznie przyciąga. Ogień, który działa nie na motyle, a na
wszelkie ćmy. Te kochają płonąć. Tak jak my w zatapianiu się w
swoim cierpieniu.
To, co robimy jako ludzie często
przekłada się na całe społeczności. Na całe narody.
Każdy, tak jak pojedynczy człowiek ma
swój bagaż. Każdy coś wycierpiał. Jeden więcej, drugi mniej.
Ale całe to krzyczenie nieraz, „oni są winni, przez nich mamy
taką gospodarkę, przez nich umarło tyle moich przodków”
przypomina mi nieraz licytację staruszek w poczekalni. Kto ma
gorzej. Coś, czego nie znoszę.
Nie myślcie, że tym porównaniem
jakoś pokazuję swój brak szacunku wobec historii. Wobec cierpień
milionów osób. Wobec prawdy o tym, co się stało. Że w ten sposób
chcę coś pogrzebać czy przemilczeć. Nic bardziej mylnego. Nadal
szanuję i pochylam głowy nad przelaną krwią. Mam wiele szacunku
wobec tych wszystkich ludzi. Ormian zabijanych przez Turków, Żydów
i Cyganów eksterminowanych w obozach zagłady. Że w ten sposób nie
szanuję pamięci ofiar wszelkich wojen, próbuję wymazać czerwoną
posokę, którą spływały ulice, też te ulice, po których nieraz
chodzę. To nie tak, w żadnym wypadku. Chodzi mi o coś całkiem
przeciwnego.
Czasem mam wrażenie, że umartwiamy
się, mówiąc o historii całkiem, jakbyśmy chcieli w niej zostać.
Czasem robimy to ze swoim własnym życiem, a czasem robią to całe
narody.
Ci, którzy nie przeżyli drugiej wojny
światowej w Polsce są agresywni wobec Niemców, którzy wcale nie
walczyli na froncie, bo są w tym samym wieku. Mają po 20 lat, plany
na przyszłość i bardzo podobną kulturę.
I mi się teraz pewnie niedługo
oberwie. Bo ja żadnej nienawiści nie czuję. Bo dla mnie historia
jest historią. I czasem nawet mówię, że Berlin mi bliższy niż
Warszawa. Tam przynajmniej, wśród moich licznych wyjazdów do tego
miasta, nie spotkała mnie żadna przykrość. A nawet i posiedziałam
sobie na obradach parlamentu.
Nie uznaję granic. Czasem marzy mi
się, jak Lennonowi, że nie ma żadnych granic, państw Czasem mam
wrażenie, że wtedy byłoby o wiele mniej wojen, o wiele mniej
cierpienia. Ale wiem, to kolejna utopia. Tak samo jak to, że
niektórzy zapomną, nauczą się wybaczać. I przestaną mówić
stale o swojej krzywdzie, choć, krzywda nawet nieraz do nich nie
należy.
Utopią jest, że każdy człowiek,
niezależnie od rasy, wyznania czy właśnie narodowości, każdy
jeden zdejmie pewne klapki z oczu. I zapanuje pokój. Wiem to
doskonale.
Ale ja sama klapek nie chcę mieć i
nie chcę wyznaczać sobie granic. W sensie metaforycznym i w sensie
dosłownym. I dlatego, pomimo zawiłości historii, nie mam zamiaru
być w nią uwikłana. I dlatego od wczoraj coraz bardziej myślimy z
Mężem o wyjeździe do Berlina na stałe, gdzie obecnie czeka na
mnie praca. Jak tylko skończę szkołę. Jeśli nic się nie zmieni.
I nieraz pewnie usłyszę, że jadę do
kraju wroga. I będę miała to gdzieś. Ja nie mam wrogów.
Nie ulegam historycznej paranoi,z jaką
nieraz się spotykałam. Ja chcę odbierać świat takim, jaki jest,
wprost. Z tym, co było, ale nieprzesłoniętymi przez to oczami.
Może i też jestem Ormianką, bo Ormianinem bywa każdy z nas. Nosi
piętna i cudowność przodków. Słucha śpiewu ich kości.
Ale kości ma się też własne. I ma
się tak samo własne skrzydła, własne myśli. A przede wszystkim
własne serce. I może jego czuciu należałoby nieraz wszystko
powierzyć. Bo ono, tak naprawdę, w głębi, nie potrafi
nienawidzić. Ono narodziło się, by wybaczać i łagodnieć.
A na koniec niech zagrają najbardziej znani Ormianie świata. Jeden z moich ukochanych zespołów, na którym się praktycznie wychowałam. A Chop Suey jest kawałkiem, który można interpretować na wiele sposobów. Niektórzy twierdzą, że tekst jest rozmową Jezusa z Ojcem podczas męki, a inni z kolei...twierdzą, że w tekście Chop Suey są właśnie odniesienia do rzezi Ormian z 1915 roku, kiedy to Ormianie musieli wybrać swoją tożsamość w zamian za "samowolne samobójstwo", tak jak Jezus musiał wybierać "samobójstwo" na krzyżu w zamian za ludzkość. Bóg zapomniał o Ormianach jak o Chrystusie na krzyżu, gdy ten wołał "eli, eli lama sabachthani". Anioły które zasłużyły na śmierć to wierne dzieci Boga. Ale, jakby powiedział sam Serji, każdy znaduje w tekstach piosenek i nazwach zespołów to, co sam chce znaleźć. Jak w każdej muzyce. Bo ona mówi o sprawach ważnych....ale i jest ponad podziałami.
Bardzo lubię SOAD :) A co do historii... Wiadomo, że pozostawia pewien ślad w świadomości narodów, ale powinno się z niej wyciągać mądre wnioski i skupić się na przyszłości. Nie lubię słuchać rzeczy tego typu - Niemcy są tacy i owacy, bo napadli na Polskę. Ale to 'tamci' Niemcy, a nie ci, którzy uroddzili się na przykład 30 lat temu. Takie myślenie jest krzywdzące.
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że mamy podobny gust muzyczny jednak:) I oczywiście, że zostawia. Jednak pewne fakty zaistniały i nie ma co ich ukrywać, zacierać właśnie tych śladów...ale historia polega na tym, żeby się na niej uczyć, jak mawia dziadek mojego przyjaciela. Więc...nie ma co patrzeć ze złością w przeszłość, tylko można dzięki temu budować nowe. Ale nie każdy właśnie umie tak na to spojrzeć i krzywdzi w ten właśnie sposób.
UsuńMocne. Dobre.
OdpowiedzUsuńCóż, dzięki:)
UsuńWłaśnie… Czasami trzeba odpuścić pamiętając, że np. dzisiejsze niemieckie społeczeństwo może być zupełnie inne i nie zgadzające się z tym co miało miejsce kiedyś. Jednak my, jak każda w pewnym sensie ofiara pamiętamy te wydarzenia historyczne i jakoś za bardzo przekładamy je na stosunki panujące między ludźmi i wobec ludzi dzisiaj, a ci ludzie przecież nie są niczemu winni, bo przecież żyją, tak jak i my wiele lat po dokonanym fakcie, nie mając już na nic wpływu. Tak powinniśmy o tym wszystkim pamiętać, ale nie psuć na nowo tymi - już historycznymi - wydarzeniami stosunków i nie tworzyć poprzez to jakiś nowych konfliktów. Przecież Polska też nie była w pewnych sytuacjach bez winy. No i właśnie też trzeba pamiętać, że np. Rosja to nie to samo co Rosjanie. Oglądałam jakiś czas temu dokument o tym co dzieje się w Rosji i jej działaniom wobec Ukrainy, a co myślą o tym wszystkim ci ‘najmniejsi’ i mający najmniej do powiedzenia w porównaniu do tej wielkiej machiny, zwykli Rosjanie.
OdpowiedzUsuńCo do niemieckiego jeszcze, a powiedzenie, po usłyszeniu odpowiedzi, że ktoś studiuje m.in. niemiecki, ‘no tak, przecież trzeba znać język wroga’. Już kilka razy się z tym spotkałam i może to żart, ale jakoś tak cały czas utrwala to nasze mylne przekonanie.
I Berlin! :)) Zazdraszczam! :D Fajnie, naprawdę i przynajmniej bliżej niż ta Twoja Nowa Zelandia ;p. Oj, żartuję oczywiście ;). I wgl tak myślałam ostatnio, że chyba w wakacje chciałabym się wybrać do Berlina, byłam kiedyś, ale tylko przejazdem, a przecież jest ‘na wyciągnięcie ręki’, więc dlaczego nie spróbować z tego skorzystać ;).
Dokładnie. To już zupełnie inni ludzie, ponadto...nawet ludzie, którzy żyli w czasach 2WŚ, nie byli złymi ludźmi. Nie każdy Niemiec był nazistą, nie każdy nienawidził Żydów, wielu po prostu zostało omamionych. Nie od dziś wiadomo, jak działa psychika tłumu. To, że każdy prawie był w partii nazistowskiej nie znaczy, że wiedział w ogóle, co to oznacza. Sami nie wiemy, czy np.nie zostalibyśmy nazistami w czasach wielkiego kryzysu, rozczarowania po 1 wojnie. Hitler był dla wielu załamanych ludzi nadzieją Łatwo nam oceniać po prostu, gdy sami tego nie doświadczyliśmy. I tu mi się w ogóle przypomina powieść, "Złodziejka książek", czytałaś może?
UsuńI właśnie to można porównać do tych Rosjan. Chociaż wielu odciętych od informacji sądzi, że wojna jest słuszna...ale jak mają sądzić inaczej, jak nie mają wolnego internetu, na Syberii odbierają jedną prorosyjską telewizję? No nie da się po prostu.
A to powiedzenie też znam i przestało mnie właśnie bawić wiele lat temu.
Znaczy, jeszcze tam nie jedziemy, to jest poważna decyzja do podjęcia i zastanawiamy się, jak skończę szkołę, będziemy wiedzieć, co i jak:) I jakby co, jak jednak się wybierzemy, to zapraszam:)
Bo przecież łatwo nam oceniać, sprowadzając wszystko do jednego, najprostszego, a tak naprawdę co my możemy, możemy sobie tylko wyobrażać i domniemać, co jednak często bywa zbyt ograniczone, bo jak sama napisałaś nie każdy Niemiec był nazistą, a jednak najprościej stwierdzić, że jednak nim był. Czytałam i chyba też powstał na jej podstawie film.
UsuńBo Rosja to chyba taka wielka machina, która właśnie potrafi wielu ludzi omamić i wpoić różne, wygodne 'prawdy'.
Zdaję sobie sprawę, że poważna i to jeszcze nie teraz ;). Pewnie jeszcze trochę do przemyślenia, a też wszystkiego później bardzo szybko nie da się załatwić, no właśnie i jeszcze musisz skończyć szkołę ;). I dziękuję za zaproszenie ;).
Dokładnie. Patrzenie jedną prostą linią, na której stoją wszyscy do odstrzału, tak mi się to nieraz kojarzy. I właśnie, a nawet, jak nim był, jak był w partii..to sami nie wiemy, czy byśmy nie byli nim, gdybyśmy żyli w takiej rzeczywistości jak i on.
UsuńI owszem, jest film właśnie. Chociaż tego to nie widziałam jeszcze:)
Oczywiście że tak.
No właśnie, dzisiaj na przykład muszę zdać w niej egzaminy...a co robię, zamiast się uczyć, widać:D I nie ma za co:)
Ja przebaczyć nie potrafię... rany są zbyt głębokie...
OdpowiedzUsuńWięc zapytam tak- które rany i dlaczego?
Usuńzwłaszcza zadane przez mamę... najgorsze jest to ze musiałam wrócić i z nią mieszkać....
UsuńWłaśnie nie wiedziałam, czy chodzi ci o osobiste rany czy o historyczne...te osobiste bywają trudniejsze ale...może kiedyś uda się z pewnymi rzeczami pogodzić, jak całkiem się odetniesz?
UsuńZ otwartą buzią czytam tak ciekawe perełki światowej historii. Akurat starożytność nie jest tak bliska memu sercu jak II wojna światowa, ale to wciąż historia, która jest nauką o życiu tak naprawdę.
OdpowiedzUsuńJestem oburzona faktem, że nie uczy się jej już w liceach. Mój brat na przykład nie ma w ogóle historii w toku edukacyjnym. Wprawdzie jest na kierunku ścisłym, ale wiele osób po liceum zdecydowało się na zupełnie inny kierunek studiów niż wybrali w gimnazjum. To jest jakieś nieporozumienie.
Ja po prostu interesuję się pewnymi obszarami historii, historyk ze mnie żaden ale właśnie jeśli idzie o współczesność, pewne rzeczy warto by było nieraz wiedzieć. Te z całego świata, choćby dotyczące właśnie Rzezi Ormian czy rewolucji które toczyły się na Bliskim Wschodzie. Bo to jednak wszystko kształtuje, jeszcze mocniej wszystko, co ma znaczenie tu i teraz. Każda akcja rodzi reakcję, czyż nie?
UsuńI wiesz...w ogóle nasz system po prostu jest źle skonstruowany. Też logicznie myśląc, pewnych rzeczy nie da się czasowo po prostu zrealizować, wtoczyć pewnych rzeczy do głowy...ale jak np. ktoś nie zna nawet daty chrztu Polski czy powiedzmy daty wybuchu 2 WŚ ( a są takie osoby) to to się robi żenujące...
Historia to nie tylko daty, ale właśnie mnóstwo takich historii, które Ty zapamiętujesz i które czegoś nas uczą. Ktoś kiedyś mądrze powiedział: "Kto nie zna historii skazany jest na jej powtarzanie". Ale w zupełności się z tym zgadzam. Strach pomyśleć co będzie, gdy świat zapomni o rzezi Ormian, o rzezi Żydów...
UsuńI to prawda. Ale ludzkość w ogóle, znając nawet historię, stale powtarza pewne błędy. Mam nieodparte wrażenie, że po prostu nie umiemy się jednak na nich uczyć za cholerę.
UsuńWiesz, nawet jak nie zapomina, to przecież to trwa. A Somalia? A wojna plemion Hutu i Tutsi w Afryce?
Mam kuzynkę w Niemczech.Jej córka chodzi do niemieckiego przedszkola i mówi dość dobrze po niemiecku. Kuzynka chwali przedszkolankę córki,która jest Niemką. Także sądzę,że wszędzie są ci sami ludzie tylko mówią w innym języku i mają inną kulturę i historię,ale to jednak ludzie.
OdpowiedzUsuńJa tam nie lubię niemieckiego przez wspomnienia z gimnazjum gdzie było bardzo ciężko dostać pozytywną ocenę jeśli się nie ściągało notorycznie. W sumie ucząc się każdego języka (oprócz może angielskiego,bo każdy już w tym języku mówi) można znaleźć jakieś rany w historii i zacząć to rozdrapywać. Ucząc się francuskiego słyszałam,że jak mogę,że Francja nas zdradziła,we Francji są sami muzułmanie,Francuzi to żabojady bojący się o własne tyłki i takie tam.
Dokładnie. Wszędzie "najpierw jest człowiek", a dopiero potem jest jego narodowość, kultura,religia, kolor skóry, płeć...z każdym idzie się dogadać, ba, dla wielu nie byłoby właśnie problemem żyć w wielu różnych krajach. Wszędzie są wspaniali ludzie, ale niestety, my aż za często stygmatyzujemy pewne cechy. Które w ogóle nie mają znaczenia.
UsuńAle to taka osobista trauma wobec języka, wiem o co chodzi. Z tym, że nie oceniasz od razu Niemcy to zło, po prostu nie lubisz się go uczyć i tyle.
Historia to naprawdę ciekawy przedmiot, ale niektórzy muszą poświęcać czas na coś innego. Taka jest smutna prawda. W liceum mieliśmy kilkanaście lekcji w ciągu 3letniej edukacji, a jak kogoś interesuje ten temat to przecież sam może się dokształcać. Nie mówię, że nie, ale ja np. mogłabym powiedzieć, że jest za mało chemii czy biologii.
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle to kiedyś byłam niezła z tego przedmiotu, ale poszłam w zupełnie innym kierunku.
Jasne ale po prostu...mam wrażenie, że nasz system edukacji całkowicie jest źle skonstruowany. Np. po co ci wiedzieć, kiedy umarł któryś tam syn Karola Wielkiego? Zamiast tego nie mówi się prawie nic o współczesnej historii, a ona jest równie ważna. I w pewien sposób zgodzę się, że np. historia jest nauczycielką zycia...ale u nas nie wykłada się jej w ten sposób, żeby ktokolwiek mógł to zrozumieć.
UsuńTak naprawdę nikomu się nie dogodzi. Bo np. ja wybierając liceum kierowałam się tym, że pójdę do klasy biologiczno-chemicznej, więc po co miałabym dodatkowo poświęcać czas na coś co jest mi w zupełności niepotrzebne.
UsuńDokładnie tak, system edukacji jest u nas do bani. Całkowicie się z tym zgadzam.
Jasne, że nigdy wszyscy nie będą zadowoleni, to stara prawda wręcz:)
UsuńTylko ciekawe, jakby można go było jednak poprawić?
(Z tej strony Gingeruby).
OdpowiedzUsuńMy, Polacy cierpimy za milijony, i cierpieć będziemy. My, Polacy umartwianie się wysysamy z krwią, z mlekiem matki. Każdy dzień rozpoczyna się od listy tego, co jest źle już po przebudzeniu. Kim moglibyśmy być, a kim nie jesteśmy.
Mimo wszystko, moje prywatne zdanie, każda śmierć ma swoją własną historię do opowiedzenia. Najsmutniejsze są te, które skończyły się nagle i przedwcześnie.
Każda śmierć jest o tę jedną śmierć bliżej, niż nasza własna.
No tak, jesteśmy przecież Mesjaszem Narodów i tak dalej, bla bla bla. Zwłaszcza że dzisiaj 10, wszyscy cierpią za Smoleńsk :D Ale tak serio...zawsze mnie to właśnie dziwiło i wkurzało niemiłosiernie, owa martyrologia. Może dlatego, że dziwnym trafem ja jej z mlekiem matki nie wyssałam...i zastanawiam się, jak to możliwe.
UsuńI oczywiście. W ogóle przypomina mi się tekst dziadka Stalina " śmierć jednej osoby to tragedia, śmierć milionów to tylko statystyka"
Tak sobie myślę, po przeczytaniu tego, co napisała Gingeruby powyżej, że ignorancja nie jest czymś, czym należy się szczycić i z czym obnosić. To oczywiście moje prywatne zdanie.
UsuńNiechęć do mesjanizmu nie jest ignorancją jak dla mnie, sama mam do niego właśnie cóż..negatywny stosunek. Bo pamiętanie, pielęgnowanie pewnych rzeczy nie musi się od razu wiązać z pewną pompatycznością, czyż nie?:)
UsuńA jeśli idzie o śmierć jednostkową to nawet właśnie w wielkich konfliktach tak po prostu chodzi o głos pojedyńczych ludzi, Właśnie dlatego Stalin rzekł co powiedział, jeden jedyny raz miał chyba rację. Tak naprawdę chodzi zawsze o jedną śmierć pomnożoną przez milion. Ale te miliony są dla nas tak abstrakcyjne, że łatwiej przyjmuje się je rozumom, bo ich po prostu nie ogarniają. Dlatego tak często sprowadza się do statystyki. Także w naszym świecie. Kogo przejmują tysiące Serii czy Somalii? Nikogo. Póki nie pojawi się w tv zdjęcie małego przerażonego przez obiektyw aparatu zdjęcia. Jedna historia przekładana na miliony- wtedy zaczyna do nas coś docierać w ogóle. Bo zasadniczo...wszyscy jesteśmy ignorantami.
Mesjanizm to prąd filozoficzny powstały przed powstaniem listopadowym. Teoretyczny. Bo nawet powstancy ruszając do walki z zaborcami nie robili tego z pobudek mesjanistycznych. Nie ma obecnie czegos takiego jak mesjanizm polski. Pisanie o polskim mesjanizmie jako o narodowej cesze to absurd.
UsuńNie Frido, nie wszyscy jesteśmy ignorantami.
UsuńMesjanizm ujęty jako metafora nie dosłowna cecha? nie zgodzę się, że to absurd. Owszem, jak podasz dokładną definicję z listopadowego, to tak. Ale chyba nie o to tu chodziło:)
UsuńI wszyscy jesteśmy ignorantami, tylko każdy w innej dziedzinie, jak pisał Will Rogers. Nie da się być zaangażowanym we wszystko co ważne w tym świecie. Nie da się być zaangażowanym i obeznanym ze wszystkim po kolei. Więc wszyscy jesteśmy ignorantami...tylko nie zawsze jest to tak łatwo dostrzegalne i oczywiste.
Tak, Ty użyłaś jako metafory, ale koleżanka Gingeruby dosłownie i myślę, że dobrze o tym wiesz. To miłe, że próbujesz bronić zdania tej Osoby, ale... jest ono nie do obronienia. O tym również wiesz. Mesjanizm to nie jest poranne kontemplowanie kim moglibyśmy być a kim nie jesteśmy. To nazywam ignorancją. Tak, wszyscy jesteśmy ignorantami w dziedzinach, na których sie nie znamy, ale nie wszyscy akcentujemy tę ignorancję wypowiadając się o rzeczach, o których pojęcia nie mamy. O fizyce relatywnej z Tobą nie pogadam Frido, bo sie na niej nie znam. Za to na historii i owszem.
UsuńCzytam, czytam i jestem w coraz większym szoku. Właśnie przygotowuje się do matury z historii i bardzo dokładnie przejrzałam podręcznik, nie znalazłam tam ani jednego zdania o wydarzeniach, o których piszesz. A jeśli chodzi o naukę historii w szkole to jeśli ma się szczęście to można nawet dowiedzieć się co to była "żelazna kurtyna", ale z historii najnowszej a szczególnie historii Polski absolutnie nic.
OdpowiedzUsuńBo po prostu one są pomijane w naszym systemie edukacji. I ok, zgodzę się, że w szkole nie ma po prostu czasu, żeby uczyć całej historii powszechnej, bo jednak materiału sporo...ale o pewnych rzeczach wypadałoby mówić. Choćby z historii nowożytnej, bo ta najbardziej ma na nas wpływ. Bardziej niż to, ile ziem podbił Karol Wielki. To nadal żywe dzieje, istnieją świadkowie tego..a my możemy przez to pewnych rzeczy nie zrozumieć nieraz. I to jest właśnie smutne, że pewne priorytety chyba nie wyszły na zdrowe w edukacji.
UsuńCzy jesteśmy niewolnikami historii? Cóż, historia tkwi w naszych świadomościach, jest gdzieś tam głęboko zakorzeniona, nawet jak nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ja również znam wiele osób, które mówią mi, że niemiecki brzmi, jak skazanie na śmierć i wszystko kojarzy im się z drugą wojną. Wielu Polaków wciąż odczuwa niechęć do "Rusków". Nie potrafimy myśleć o ludziach jednostkowo, że ten Niemiec czy Rosjanin może być całkiem w porządku, że nie ma związku z wojną, że żyjemy dniem dzisiejszym i przeszłość nie jest taka istotna.
OdpowiedzUsuńO Ormianach faktycznie nie za bardzo w szkole się uczy. Powód? Być może skupiamy się przede wszystkim na tym, co jest i było tu, w Europie. Tak przypuszczam...
PS: Fajnie, że wróciłaś ;)
Jest nam wpajana po prostu od dziecka. W pewien sposób historia stanowi przecież i o części naszej kultury, a dorastając, nie potrafimy do końca wyrwać się właśnie z jej spadku, z jej kręgu. Owszem, kręgi kulturowe można zmieniać, skakać wręcz po nich, ale to wymaga już pewnego samodzielnego myślenia...które zawsze i tak ma jakieś wpływy z zewnątrz. W tym właśnie historyczne.
UsuńDo tego, przecież nie od dziś istnieje powiedzenie, że historia nigdy nie ma w sobie prawdy oczywistej, istnieje tylko z punktu tego, kto zdążył o niej napisać. Albo z punktu widzenia ostatecznych zwycięzców.
I tobie na pewno z tym nieźle cisną, co?:D Tak właśnie mi się wydaje, że często musisz słyszeć takie teksty. Tak jak właśnie moja Kaśka czy Deniz jak teraz studiuje rusucystykę. Że zna się język wroga i tak dalej...a ja się pytam, jakiego wroga?
Wiadomo, że w szkole nie na wszystko jest czas, żeby o wszystkim powiedzieć ale..mam wrażenie, że jednak za bardzo skupiamy się na tym kim był Karol Wielki, a prawie nic nie jest mówione o nowożytności, pierwszej wojnie, 2 wojnie ( bo nie ma już czasu, bo 3 klasa, nikomu się nie chce uczyć) a jednak ta historia jest najbliżej nas. I jakby nie patrzeć, hej Turcja to jeszcze Europa :D Bardzo istotny kraj dla historii samej Europy nawet, rzekłabym. Nawet Stambuł leży na dwóch kontynentach, no nie?:D
I cieszę się, że fajnie, lepiej niż "jessoooo...znowu ona ":D
To jest dość absurdalne, że na lekcjach historii taki duży nacisk kładzie się na starożytność i średniowiecze, a taki mały na współczesność. Przez to też gimbazi czy licealiści mniej znają historię. Muszę jednak przyznać, że nawet na zajęciach z historii Niemiec mówiliśmy o drugiej wojnie przez jedne tylko zajęcia, a to przecież temat rzeka! Och, że ten cały system nauczania jest do dupy, to wiadomo!
UsuńAno takie stereotypy na temat Niemców i Niemiec słyszałam, wciąż słyszę. Szczególnie nasilone to było w ogólniaku, kiedy wszyscy olewali niemiecki, a ja nie. I stałe pieprzenie o Wermachcie etc. A co obecnie żyjący Niemcy do tego mają? Oni są kochani, przemili dla Polaków, eh, ja do mojego Niemca mówiłam "mein Führer" :D Obrałam drogę patrzenia na historię z przymrużeniem oka i to działa ;)
Ok, ja nie znam historii Turcji i okazuje się, że nawet geografii nie znam :D Nie mam uprzedzeń do społeczności, ale wiem, że ludzie potrzebują szufladkowania... Cóż, tyle ja xD
Właśnie. Bo w pierwszej klasie wszystko się wlekło, do półrocza przerabiałaś Rzymian...a nagle nie ma czasu na nic innego :D I nawet na studiach, tylko jedne zajęcia? No bez jaj...chyba na filologii musicie znać na wyrywki historię kraju, którego język studiujecie, nie? A tu jedna lekcja? I cóż..to zaczyna być truizmem...cholernie przykrym truizmem.
UsuńOgólniak, w ogóle świat, w którym stereotypów pojawia się najwięcej :D
I cóż, chyba właśnie najlepiej trochę przymknąć nieraz oko. Czarny humor działa na wszystko :D
No na to wyszło, nie moja wina przecież :D I potrzebują, to nawet z ewolucji naszej wynika. Ale czasem możemy jednak pomyśleć i próbować chociaż być ponad to, zamiast tak biernie, wiecznie się temu poddawać.
Podoba mi się Twoje podejście do innych. Jest tyle genialnych metalowych zespołów różnych państw, niemieckie z resztą również więc dlaczego być niewolnikiem historii.
OdpowiedzUsuńTo chyba dobrze:)
UsuńA pewnie, dlatego muzyka jest ponad wszelkimi podziałami:)
Nie wiedziałam, że SOAD to Ormianie. Z resztą, co mnie to obchodzi. Słucham muzyki, ludzi, a nie ich narodowości czy wyznania. Muzyka ponad wszystko.
OdpowiedzUsuńWiesz, czytając tego posta poczułam ogromne zmęczenie. Zmęczenie ciągłym wałkowaniem tematu, że ktoś kogoś nienawidzi za narodowość, za wyznanie, za historię. Pisałam już o tym tyle raz, że sama nie wiem czy jestem w stanie cokolwiek dodać. A powtarzać mi się zwyczajnie nie chce.
Z drugiej strony jeszcze chciałam Ci powiedzieć, że sama jestem bardziej niemieckojęzyczna niż angielsko np., ale nigdy mi się za to nie dostało po głowie. Nawet z dumą mogę powiedzieć, że mam niemieckie korzenie i co? I nic. W moim środowisku nie ma czegoś takiego, jak hejt na Niemców, Arabów czy Bóg wie kogo jeszcze. Wśród takich ludzi dorastałam, zostałam wychowana i może dlatego jakoś "zdrowo" na to wszystko patrzę. Chociaż fakt - mogłabym usiąść i zacząć rozpamiętywać historię, ale... po co?
Tak jak pisałam, muzyka jest ponad podziałami. Ale mój przyjaciel nauczył mnie, że nieraz warto znać też pewną historię, bo czasem to pozwala w pełni zrozumieć przekaz choćby niektórych tekstów, tak poza swoją własną, swobodną interpretacją. I nie mogłam się nie zgodzić.
UsuńWiem, że te tematy męczą ale..sądzę, że to są tematy, które stale trzeba poruszać. Bo mimo, że niektórym może się nudzą, dla innych stale to pewien niestabilny grunt przepojpny różnymi innymi odczuciami:)
Ja akurat znam różne środowiska i cóż, masz szczęście. Bo jednak choćby pewne uszczypliwe żarty zdarzają się wszędzie, a one z kolei niekoniecznie bywają nieszkodliwe.
Poczytałem sobie powyższe komentarze i nasuwa mi się taka refleksja. Historia pokazuje, że jest coś takiego jak świadomość narodowa kształtowana przez doświadczenia historyczne. Dobrze, że taka świadomość jest. Dobrze, że jest przekazywana następnym pokoleniom, bo historia narodu jest ogromną częścią narodowej tożsamości. Nie chodzi o to, żeby myśleć stereotypami, że każdy Niemiec i każdy Rosjanin to agresor. Chodzi o to, żeby nie zapominać. Tak jak Ormianie nie zapominają 2,5 miliona ofiar, napiszę to inaczej: 2.500.000 istnień ludzkich zabitych przez Turków. Pierwszy holocaust. Na Ormianach. Drugi na Żydach szacowany na ok. 3.000.000 istnień ludzkich. II wojna, za którą ponoszą odpowiedzialność Niemcy (ponoszą, bo przecież to piekło rozpętały – ktoś zaprzeczy?) z niewyobrażalną liczbą ofiar po obu stronach 72,000,000 istnień ludzkich. Czy ktoś z was jest w stanie ogarnąć wyobraźnią taką liczbę ludzi? Dla jakich wyższych racji miano by zapomnieć? Dla przyjaźni między narodami? Taka międzynarodowa przyjaźń istnieje naprawdę, czy jest może tylko polityczno-gospodarczym interesem? Każdy człowiek w swoim życiu ma wydarzenia, które pozostawiły niezatarty ślad, które do końca życia będzie nosił w sobie. Z historią narodu, z tą zbiorową pamięcią jest dokładnie tak samo. Nie wolno zapomnieć. Bo fortuna kołem się toczy. Nie zgodzę się też ze stwierdzeniem Twoim Frido, że nie ma w historii prawdy oczywistej. Jest, w postaci faktów. Fakty to prawda oczywista i obiektywna. Mówię o czystych faktach bez ich interpretowania. Takich faktach, jak daty i wydarzenia. Tu jest tez jak w historii życia człowieka – data urodzenia, daty różnych faktów z życia. Interpretowanych w zależności od punktu widzenia bądź… siedzenia. W pierwszym moim komentarzu do powyższego posta napisałęm „Mocne. Dobre”, bo rzeczywiście uwazam, że powyższy post jest mocny i dobry, skłaniający do myślenia. Bo przecież o myślenie chodzi, a nie o zapominanie. Jesteśmy szczęściarzami, bo nie doświadczyliśmy - i obyśmy nigdy nie doświadczyli - grozy wojny. Bo to doświadczenie czasu, kiedy okrucieństwo przekroczyło nawet granice szaleństwa, zmienia postrzeganie wszystkiego. Śmiem twierdzić, że to oni realistycznie postrzegają świat takim, jakim w istocie jest, a nie ci, którzy uważają się za kosmopolitów. Bo fakt, że można biegle nauczyć się języka, można odrzucić historyczna pamięć, można zamieszkać w innym kraju, można nawet wybrać ten nowy kraj na swoja nową ojczyznę, nawet starając się zapomniec o starej, można przyjąć miejscowe zwyczaje za swoje, można się zintegrować, ale to nie zmieni faktu, że dla środowiska, w którym próbuje się zakotwiczyć, będzie się obcym, bo tam też jest coś takiego jak pamięć historyczna. Moi przyjaciele od lat mieszkaja m.in. w Londynie, w Berlinie, w Oslo, w Paryżu i twierdzą że żyje im się tam mega super. Poza tymi jednak momentami, kiedy autochtoni zaczynaja rozmawiać w slangu, żeby oni, znaczy ci obcy, ich nie rozumieli. Ponadnarodowa unifikacja to fikcja, o czym świadczy m.in. sama unia europejska, w której są równi i równiejsi. Czy w kontekście aktualnych wydarzeń z Rosją prężącą muskuły w roli głównej, nie okazuje się, że te zakorzenione w naszej narodowej świadomości stereotypy dotyczące „braci” Rosjan nie sa aby uzasadnione?
OdpowiedzUsuńChciałbym dobitnie podkreślić, że żyjemy w kraju, w samym środku Europy, w miejscu, gdzie ścierają się interesy Zachodu z interesami Wschodu i cała ta martyrologia, z którą się nie zgadzacie w powyższych komentarzach, ma swoje bardzo głębokie uzasadnienie geopolityczne. Za to ścieranie się Zachodu ze Wschodem na naszej ziemi, przychodziło nam płacić najwyższą cenę, w postaci utraty wolności, okupacji i eksterminacji. Te stereotypy, mające swoje źródło w lęku, sa uzasadnione historycznie, bowiem nasi potężni sąsiedzi potrafią błyskawicznie zmieniać swoje reżimy.
OdpowiedzUsuńWidzisz, owa historyczna paranoja ma swoje funkcje. Napełnianie potomków ofiar nienawiścią do wroga, którego już nie ma, ma swoje cele. Być może służy biznesowi na skalę międzynarodową, no bo chociażby z wrogiem się nie handluje. W tej skali to gra. Gdy się patrzy na jednostki: to zwykła tragedia. Ale niesamowicie trudno się tego pozbyć. Nie, tego się pozbyć nie da.
OdpowiedzUsuńNaprawdę uważasz, że to takie proste? Naprawdę uważasz, że to paranoja? Całkiem niedawno deputowany rosyjskiej Dumy, niejaki Władimir Żyrinowski, prawnik, doktor nauk filozoficznych, wiceprzewodniczacy owej Dumy, nawoływał do rajdu wojska rosyjskiego na Warszawę. Co do tezy, że z wrogiem sie nie handluje i własnie dlatego podsyca sie nienawiść, to jest to teza naiwna. Biznes nie kieruje się emocjami.
UsuńPrzyznam Frido, że powyższy post cały dzien dzis za mna "chodził". Każdy z nas jest Ormianinem... A to oznacza, że pamiętamy. Trzeba chronić tę pamięć, dbać, żeby nigdy nie zaginęła – nie po to, żeby pielęgnować nienawiść, ale po to, żeby nie pozwolić zapomnieć do jakich potworności ludzie są zdolni, kiedy poddają się nienawiści. Dobrze, że o tym przypomniałaś. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDobra, widzę że wytworzyła się cała dyskusja, ale to raczej dobrze, każda dyskusja jest cenna. I aż mi dziwnie, że za kimś tak chodził mój post :D Bo właśnie, chodzi o to, żeby pamiętać, bo jak pisałeś- owszem, istnieje pewna pamięć historyczna, w nas zakorzeniona. Ba, Jung poszedł dale, według niego byliśmy ponad narodami i istnieje współna świadomość...ale nie o tym zapewne miałam. W każdym razie, ona istnieje i pamiętać trzeba, ale nie można z tego robić pewnego bożka, który każe szykować nieraz widły. Mimo wszystko ja jestem może pewną utopistką i mam nieraz nadzieję, że choć jednostki zrozumieją, że można pamiętać właśnie bez nienawiści. A pamięć uczy właśnie, dlaczego nienawiści trzeba się wyzbyć, zaniechać jej...bo to ona, z samego rdzenia człowieka rodzi potworności.
UsuńA jeśli idzie o prawdę oczywistą to owszem, fakty są. Ale chodzi mi o to, że z czasem zacierają się i niestety...człowiek ma fakty, ale ulega subiektywnym interpretacją. I nie chodzi już tylko o historię, ale nawet o biologię czy o inne dziedziny naszego życia. Nie umiemy oddzielić swojej interpretacji od suchego fakt, zwłaszcza w sprawach, w których ponoszą nas emocje. A że fakty podowane są dalej przez ludzi którzy interpretują...jak dojdziesz do suchego faktu, prawdy oczywistej? Do dziś nie wiadomo choćby, który fakt jest prawdziwy o tym, ile ludzi zginęło w Oświęcimiu. Każdy szacuje inaczej,inaczej interpretując. Subiektywizm jest clue naszej natury o przez to wpływa na fakty.
I wiesz, ja nie mówię, że tam jest super i to ziemia obiecana :D Po prostu tam mam załatwioną pracę w swoim zawodzie ( który kocham), a której w Polsce przez układy i układziki pewne panujące w klice medycznej nie mogę dostać. Nie wierzę w żadną ziemię obiecaną, ale wierzę, że żadna ziemia nie istnieje po to, żeby parzyć moje stopy:)
Cholera, ja co do faktów jestem relatywistką chyba przez to, że za dużo siedzę w fizyce relatywistycznej właśnie :D
UsuńOwszem interpretacja faktów może się zmieniać, nawet same fakty mogą być manipulowane, ale taka manipulacja to też interpretacja. Same fakty jednak nie znikają, nie da ich się wymazać. Hitler próbował, batiuszka Stalin również (np. Katyń) i nie udało się. Mówię o faktach, a nie legendach, czy wieści gminnej. Aczkolwiek musze przyznać, że czasem wieść gminna wywołuje o wiele wieksze poruszenie, emocje, niż fakty historyczne. Pytasz w jaki sposób dotrę do suchych faktów? Są źródła piśmienne, kroniki, roczniki, relacje ludzi, które sa przez historyków weryfikowane pod względem wiarygodności. Mówiąc o fakcie historycznym mam na myśli, że posłużę sie użytym przez Ciebie przykładem, sam suchy fakt istnienia obozu zagłady Auchwitz, a nie liczbą zamordowanych tam istnien ludzkich. Inny przykład: Powstanie warszawskie. Wybuchło, było i to jest fakt niezaprzeczalny. A już deliberowanie czy było potrzebne, czy nie, to interpretacje. Inny przykład: bitwa pod Waterloo - miała miejsce? Fakt niezaprzeczalny? A interpretacja ilu walczyło i dlaczego Napoleon przegrał to juz tzw. obróbka faktów. Fakty pozostaja faktami, a ich relatywizm może być jedynie wynikiem interpretacji badź nawet manipulacji. Tak mnie uczono na studiach:)
UsuńDoceniam aktualne mozliwości swobodnego kreowania swojego życia zagranicą i uważam, że taka możliwość, taka wolność, jest wspaniała. Jednak "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma" i dobrze jest realnie patrzeć na rzeczywistość. Mam rodzinę zagranicą, zyja tam wiele lat i wiem dobrze, jak to wszystko wygląda. Mając szansę pracy w Berlinie, tak jak Ty masz, nie zastanawiałbym sie tylko bym jechał:) Przeciez to ogromna szansa na rozwój zawodowy.
Osobiście uważam, żen ie ma co karać dzieci za to czynili rodzice. A historia.. coż ,masz racje. Ja niemieckiego jezyka nie l;ubie, bo jakos ni jak nie wchodzi mi do głowy, ale niemieckie słodycze za to uwielbiam takze chyba udaje mi sie nie miec zalu do nich za to co robili, bo w sumie.. co moga teraz odrobić? Masz racje, że pamiętajac mozna czasem odpuścic ;-)
OdpowiedzUsuńDokładnie. A wiesz, język to sprawa dowolna, ja nigdy nie mogę nauczyć się francuskiego, ale nie do końca w tym rzecz. Ale właśnie w tej wpajanej niechęci, która nie ma uzasadnienia.
UsuńDawno nie byłem na tak konkretnym blogu, znam te historie co opisujesz ale przedstawiona jest w fajny sposób. Podobają mi się te przemyślenia, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDziękuję za komplement, bo za taki to uznam:)
UsuńKochana! Dawno mnie tu u Ciebie nie było, wybacz.
OdpowiedzUsuńSzkoła, dom, obowiązki zabierają mi ostatnio cały czas nie pozostawiając nawet odrobiny na drobne przyjemności.
Dziś jest okazja więc nadrabiam :)
I cóż, muszę przyznać że kolejny raz nie zawiodłam się jeśli chodzi o treść i Twoje przemyślenia!
Piszesz konkretnie, wprost, bez owijania w bawełnę i w dodatku językiem jaki jest w stanie zainteresować wszystkich! Nawet tych, którzy na ten temat nie mają zielonego pojęcia! To wielka sztuka Kochana!
Liznęłam historię w większym stopniu kilka lat temu, kiedy marzyłam aby zostać nauczycielem historii. Dawne dzieje, ale w pamięci zostało wiele.
Prawda jest taka, że nauczyciele nie przekazują całej swojej wiedzy uczniom, nie pozwala na to program, który jest okrojony i szczegółowo opracowany co do minuty. Dzisiejsza młodzież ma bardzo wąski jej zakres, trochę to przykre.
Jeśli o język niemiecki chodzi i generalnie Niemcy, to temat jest mi bliski, bo mam tam rodzinę i chcąc nie chcąc przez wszystkie lata wkładali mi do łba ten język, dzięki czemu dziś posługuję się nim bez większych problemów.
Tak czy inaczej mimo, że mamy XXI wiek ludzie nadal bawią się w stereotypy i szufladkowanie. Trochę to przykre.
Pozdrawiam wiosennie! :)