poniedziałek, 6 kwietnia 2015

O mężczyźnie któremu trzęsą się ciemne dłonie, o odwadze i walce z pokojem w sercu, czyli o pewnym spotkaniu, które daje aż z dużo do myślenia

Więc oto Dżibril, powiedziałam sama do siebie, gdy otworzyłam im drzwi w drugi dzień świąt.

Nie jest to jego prawdziwe imię. To jego pseudonim literacki, pseudonim polityczny? Tak chyba można to nazwać.

Dżibril, imię Archanioła, którego chrześcijanie nazywają Gabrielem. W Islamie imię cztero-skrzydłego anioła, anioła zniszczenia.

Więc oto i on, ten, o którym się tyle nasłuchałam od mojej przyszywanej młodszej siostry, od Deniz.
Tak, jedna z niewielu wizyt, przed którymi się stresowałam, ja, taka swobodna w kontaktach, ale znając cała historię, całe tło...czasem nachodzą myśli, jak się właściwie zachować?

Do mieszkania wchodzi ostrożnie, uważając, żeby nie uciekły nam koty. Sam kocha koty. Bardziej niż psy. Dżibril czasem zastanawia się, czy to nie kwestia kraju, w którym się wychował, kultury, gdzie psy są przeklęte i poniewierane, a koty są wręcz święte.
Jest niższy niż się spodziewałam, niższy ode mnie, mającej 176 cm wzrostu, niższy nawet od Deniz, która wyrosła imponująco wręcz jak na Turczynkę, ma te swoje 172 cm. Trochę krępy, ale drobny, zwarty bardzo w sobie, nawet jak na mieszkańca Bliskiego Wschodu. Orli nos i te ogromne czarne oczy. Niesamowicie spokojne, poważne i mądre. Ale jednocześnie niesamowicie smutne. Te oczy, które za dużo widziały, te oczy, które aż dziw, że nie stały się czerwone od barwy krwi, którą przesiąknięte były widoki, które chłonęły.
Oczy nie chłoną krwi jak gąbka, krew pije nasza dusza. Nasze serce, które krew pompuje...ale i obcą nieraz się żywi.

Trochę sztywne przywitanie, przecież tyle barier. Nie znamy się. I nawet nie wiemy, jak mówić.
Bariera językowa, bo ja przecież wolę słuchać po angielsku niż mówić z tym moim okropnym akcentem który stale poprawia Mąż, a w innym języku się nie porozumiemy. Chyba że w niemieckim, którego trochę zapominam, ale który w tym mieszkaniu, w tym momencie znaliśmy tylko my, ja i Dżibril.
Mój rodowity polski odpada. Jego perski, arabski? Czasem Deniz uczy mnie słów po arabsku, a ja zapominam je tak szybko. Wiem co znaczy inszallach, wiem co znaczy że coś jest haalal albo haram, wiem jak pozdrowić kogoś kłaniając się i mówiąc Salam Alejkum, wiem jak skląć kogoś wyzywając od świń ale co znaczy te parę słów? Nic.
Słowa ponoć kształtują nasz świat. Dlatego tak trudno tłumaczy się poezję. Bo zawsze kontekst jest inny, rzeczywistość spleciona ze słów, w innym języku traci sens. Ja nie znam jego języka, on nie zna mojego. Musimy wejść na neutralny grunt, w tym momencie ziemię niczyją. Nie wiem, czy można kiedykolwiek powiedzieć, że ona sprzyja. Mimo to podajemy sobie ręce, witamy się.

Wchodzimy do pokoju. Na stole dwie butelki po czerwonym winie, jeszcze po wczorajszym wieczorze który zaczął się od namaszczenia reiki przez mamę jednego z kumpli. Przecież my i wielu naszych przyjaciół nie obchodziło tych świąt, ale wolne, okazja żeby się spotkać, trochę wypić...
Było dużo śmiechu wczoraj, herbata prosto z Chin, rozdawane przeze mnie, zasiane w czasie pełni kwiaty w doniczkach, które mają dopiero rozkwitnąć.
Święta dla innych tradycyjne, dla nas zabawne, dla nas etniczne, dla nas jeden stół i ludzie wielu wyznań i języków. Czasem zastanowienia, ale w całkiem innym kształcie.

Zastanawiam się, czy mu to przeszkadza, te butelki, resztki wina, których po prostu nie zdążyliśmy posprzątać. Wiem, że dla Deniz to żaden problem, sama pije, tak samo jak nie nosi chusty, bo tak samo ta religia jak i każda ma wiele obliczy.

Nagle zwracam uwagę na jego trzęsące się ręce. Nie trzęsą się z powodu alkoholu, bo właśnie Dżibril jako muzułmanin, nie pije. Jest trochę bardziej wierny temu co haalal, a co haram, niż Deniz. Ale ani trochę nie przeszkadza mu picie kogoś innego. Nie przeszkadza mu pewna swoboda. Nie przeszkadza mu żadne imię Boga czy Bogów, żadne z obliczy miłości, bo i tak, wszystko jest właśnie miłością i poezją

Jednak jego ręce się trzęsą. A ja patrzę na nie z nabożnym szacunkiem. Może tak sztywno jest przez pewien mój dystans, bo nigdy nie znałam jeszcze kogoś, kto...
Wiem że nie trzęsą się od alkoholu.
Wiem, że nie drżą ze zmęczenia ani stresu, niepokoju.

Wiem już teraz, bo słyszałam część jego historii, wiem, że Dżibril ma uszkodzone nerwy. Uszkodzone po tym, jak wiele razy przez jego ciało przepuszczano prąd podczas przesłuchań, podczas tortur. Niby nic( nic? Jak Dżibril możesz mówić nic?), a został ślad. Te trzęsące się ręce, nie jak inne trzęsące się ręce, znajomego mojego Męża, który wsadził palce do gniazdka i z głupoty mu tak zostało. To trzęsienie to znak poprzedniego strachu, wielkiego bólu i odwagi. To znak przeżycia, to znak niesamowitej woli walki o piękno i miłość.

Siadamy, robię herbatę. Dżibril pije mocną, gorzką, ale za to z mlekiem. Mój Mąż zawsze wzdryga się z obrzydzenia, gdy ktoś pije herbatę z mlekiem. Ja uwielbiam od czasu do czasu jej smak.
Mruczę pod nosem „bawarka”.
Deniz tłumaczy, śmieszne, mówi Dżibril, że nazwali ją od imienia niemieckiego regionu, skoro to Hindusi i Arabowie pierwsi tak pili.
Chwila refleksji nad próżnością Białego Człowieka z Europy. Można o niej zapomnieć?

Mniejsza o nią.
Dżibril i Deniz poznali się na pewnym forum, czacie, gdzie ludzie doskonalą swoje umiejętności językowe. Zaczęli rozmawiać, on uczył ją perskiego, ona go tureckiego. Dwaj zapaleńcy otwierający drzwi do zrozumienia świata jednym z wielu skutecznych kluczy- językiem. To było wiele lat temu.
Starszy od niej o ponad 10 lat. Nomada, wygnaniec, koczownik. Tak o sobie mówił.
Skazany na wędrówkę. Czy to może być przekleństwem?
Gdy się poznali mieszkał jeszcze we Włoszech, a moja młodsza była nastolatką i trochę się nim zauroczyła. Wtedy, gdy cytował jej z odległości kilkuset kilometrów perską poezję, gdy mówił językiem Rumiego i wyśpiewywał wręcz kolejne sury Koranu. Nie z musu, a miłości do ich piękna.

Ale potem ich znajomość dojrzała. Dżibril wędrował, mieszkał we Francji, teraz mieszka w Niemczech, całkiem niedaleko, w Berlinie. Berlin Mekką uciekinierów. Rzecz niezmienna od wielu lat, od kiedy mur nie istnieje.

Skazany na wędrówkę, odwiedził ją już przed rokiem, gdy wreszcie mieszkała w Poznaniu, teraz odwiedził ją ponownie, bo wolne, bo święta, bo można wziąć urlop. A żadne tych chrześcijańskich świąt nie obchodzi. Tak jak my. Można zrobić misz-masz kulturowy, nieprawdaż?
-Tak chcę, żebyś go poznała!- mówiła moja młodsza siostra. Bo czasem tak jest. Chce się kogoś przedstawić. Pokazać, kto tak bardzo ubogaca nasz świat.

Tak więc przyprowadziła go na herbatę, na wciskanie w siebie ciasta, na chwilową rozmowę.
A i ja, wreszcie gdy poznałam go bezpośrednio, a nie tylko jego historię, opowiadaną ustami mojej siostry, zachłysnęłam się nim.

Wielki spokój i te ogromne czarne oczy. Przypominały mi kogoś, kogoś kto chciał być Nomadą z wyboru.
Ten tęskni za swoim domem, domem, do którego nie wolno mu wrócić, bo zginie.
Dżibril jest z Iranu. Dżibril był więźniem politycznym przez 3 lata. Pochodzący z bogate, inteligenckiej rodziny, będący pacyfistą z przekonania, istnym sufim z całego serca, miłośnikiem poezji i historii, miłośnikiem tego, co zwiemy czerwienią na starodrukach dawnego arabskiego świata i swoich perskich korzeni, cudem uniknął stryczka. Stryczka, bo ponoć odszedł od wiary. A on tylko widział inny jej kształt, niż większość. Dżihad, kwef czy burka, jakakolwiek zakazana miłość? On tego nie widział w słowach Mahometa, przekazie bezpośrednim od Allaha.

Te ręce nie tylko się trzęsą. Każdy z palców jest krzywy niemiłosiernie wręcz.
Kiedyś połamano mu każdy z nich, jeden po drugim, gdy odmówił pójścia do wojska, jako młody chłopak. Nie będzie zabijał. Allah nie każe zabijać. Allah mówi o miłości. I on nie będzie zabijał.

Wywrotowe myśli dla tamtego odległego dla nas kraju, który przed obaleniem Szacha i rewolucją w 1979 roku był jednym z najbardziej postępowych krajów Bliskiego Wschodu ( kto zna historię Iranu, Iraku, Syrii? Ręka do góry).. Do dzisiaj nie może się pozbierać, ten, który płynął niegdyś słowami poezji jak rzekami Eufratu i drapieżnego Tygrysu w pobliskim Iraku. Coraz bardziej pogrąża się w powodzi agresji, fanatyzmu i dzikiej żądzy zabijania. Nie dlatego, że ludzie są tam źli. Nie dlatego, że wierzą w innego Boga.
A dlatego, że ktoś umiejętnie manipuluje niektórymi z tych ludzi, zakłada im klapki na oczach, podjudza.
Każdy naród można oślepić, obiecując tak wiele i dając posmakować krwi. Niemcy lat 30-tych, Chińczycy podczas rewolucji Mao, każdy kraj toczący wojnę nie wiadomo o co.
Bujać to my panowie szlachta, jak pisał Tuwim.
Bujać to my, a nie nas.

Dżibril więc nie może wrócić. Nie może wrócić, bo tym razem zawiśnie. Cudem ocalał i cudem udało mu się stamtąd wyjechać, co opisał w swojej niewydanej jeszcze książce, którą, być może pewnie niemieckie wydawnictwo puści w kraj i inną przestrzeń już niedługo.
Dżibril, jak sam o sobie mówi, jest bezdomny. Tęskni za korzeniami, tęskni za cieniem morwy i wielkiego granatu, tęskni za ogrodem, skwarem lipca i zapachem kurzu na ulicach Teheranu. Tęskni za chłodem płynącym z gór.
Nie tęskni jednak za zapachem krwi.
Nie tęskni za policją religijną.
Nie tęskni za zabijaniem homoseksualistów.
Nie tęskni za kobietami zasłaniającymi całe ciała i twarze od 9 roku życia, bo nie tego chce Allah.
Nie tęskni za szczurami w więzieniu i wyłuskiwaniem pluskiew z posłania i wszy z włosów. Długich, kręconych ciemnych włosów obecnie.
Nie tęskni za krzykiem, agresją, biciem. Złamanymi żebrami, złamanym nosem, połamanymi palcami.
Za tym nie można tęsknić. Można pragnąć to zmienić. Ale jak?

Dżibril jest odważnym człowiekiem i czasem ma do siebie żal, że uciekł. Nie może zapomnieć o tych, których zostawił, o tych, których stryczek nie ominął.
Jest wierny swoim przekonaniom. Jest wierny temu, co kocha. Wierny pokojowi, Bogu w sercu, miłości samej w sobie.
Dżibril umie wybaczać, ale nie umie zapominać. Już dawno wybaczył tym, którzy połamali mu palce i zostawili trzęsące się ręce. Tym, którzy sikali do jego jedzenia i w końcu nie traktowali go ani trochę jak człowieka przed laty. Ale te obrazy się nie zacierają.
Dżibril nie zapomina i dlatego pisze. Pióro i słowo, największa broń tego, który wierzy w pokój. Dlatego napisał książkę, jedną, drugą, którą być może w końcu ktoś wyda. Dlatego pisze setki wierszy, listów do oprawców i rządów, listów do ONZ i Amnesty International. Dlatego nie umie usiąść, przysiąść na gałęzi jak ptak, który uciekł przed zimą na południe. Musi dalej wzbijać się w powietrze.

Choć nieraz Dżibril traci wiarę we wszystko. Gdy widzi, że idzie tylko ku gorszemu. Gdy widzi, jak Imię Jego Boga jest skąpane we krwi i pokazywane w krzywym zwierciadle, przez tak wielu, tak wielu..gdy widzi, jak wszystkie rewolucje zmieniają się w to samo bagno co w jego kraju przed laty, gdy widzi, jak ludzkość wcale nie uczy się na błędach, gdy widzi kolejne akcje ISIS, akcje terroru, widzi przemoc, strach. Dżibril bywa przerażony, tym co widzi. Dżibril nieraz ma ochotę płakać, choć mu nie wypada, jako mężczyźnie.
Mimo to nie poddaje się. Nie potrafi machnąć ręką, mówiąc „daję sobie spokój, żyję teraz wygodnie”.

Jednocześnie strasznie boli go coś innego. Gdy mówi, że jest Persem, staje się „Arabusem”. Zawsze na gładko ogolonych policzkach wykwita zaniedbana broda w cudzych oczach, zaraz do trzęsących się rąk wkładają mu AK47, tak często pokój w sercu jest przesłonięty przez inne łatki. Gdy słyszy o zagrożeniu islamskim, gdy przeszukują go dokładniej z jego paszportem na lotniskach, chociaż tak naprawdę jest uchodźcą, Nomadą, Derwiszem z musu, nawet nie z powołania.
Boli go, gdy chce coś powiedzieć, a prosta Annika w Berlinie która przychodzi do restauracji w której obecnie pracuje jako kelner, od razu zamyka mu brutalnie usta nienawistnym spojrzeniem. Nie wysadzam samochodów i budynków, chciałby nieraz powiedzieć od razu. Ale czasem wątpi w sens tego już.

Gdy mówi o tym, dzielę się ostatnią historią z poczekalni u lekarza, dzielę się zasłyszaną rozmową dwóch starszych pań, mówiących o Islamie jak o najgorszej zarazie świata.

Jak trudno zrozumieć, nie narody są złe, nie religie. To tylko niektórzy szaleni ludzie. Czasem tych ludzi jest za dużo...ale nie stosujemy już odpowiedzialności zbiorowej, prawda? Neron krzyżował wszystkich Chrześcijan, gdy sam podpalił Rzym, czy niektórzy chcą wieszać wszystkich Muzułmanów, gdy sami spartolili pewne rzeczy zwane integracją i gdy spartolili tak bardzo, niegdyś wtrącając się w świat Bliskiego Wschodu?
Czemu w Iranie Szach został obalony, czemu wszedł szariat? Bo ZSRR chciało Iran osłabić. Czemu tyle tam biedy, w niektórych z miejsc? Bo ktoś na tych krajach pasożytował. Krajach, które w średniowieczu miały cudownie rozwiniętą medycynę, w krajach, które w latach 70-tych akceptowały w pełni minispódniczki i kobiecie dawały równe prawa po rozwodzie.

Ludzkość nie uczy się na błędach. Dżibril to wie, wzdycha ciężko, ale nadal wierzy. Ale nadal walczy, piórem, słowem, bez ustanku. Nie spoczywa na laurach, nie da się wchłonąć gładkiemu a zarazem śliskiemu, wygodnemu życiu w Europie.
Bo chce wrócić do domu, który był kiedyś i domem poetów. Domu, gdzie za poezję i miłość nie skazuje się już w więzieniu. Ponoć tak było kiedyś. Słyszał to od ojca i matki gdy był młody, gdy mówili o tym po cichu i wierzy, że może być tak jeszcze. Póki rzeki płyną, póki morze przynosi i do Teheranu zapach soli, nie tylko kurzu.

Nie rozmawiamy tylko na poważne tematy. Atmosfera się rozluźnia, śmiejemy się nad kolejną herbatą i nad obiadem, który niesamowicie im smakuje, aż jestem z siebie dumna. Nasze koty go pokochały, choć do mojej młodszej jakoś nie mogą się przekonać. Pokochały krzywe palce tak ciemnej dłoni przeczesujące ich futro. Mówi się, że zwierzęta mają wyczucie do ludzi. Może kochają tych łagodnych i odważnych zarazem najbardziej?

Po ich wyjściu myję kubki, wcale nie od kompletu i myślę o tym spokojnym, cichym, lecz wielce odważnym człowieku. Myślę o tym, jak łatwo go skrzywdzić stereotypem, pochopną opinią. Ale to aż za oczywiste, tyle razy przerabiałam to ze swoją młodszą, która przecież też ma smagłą cerę i ogromne ciemnozielone oczy.

Myślę o jego wielkiej odwadze. Tego niskiego, krępego faceta, którego wyobrażałam sobie wcześniej jako giganta. Mały, wielki człowiek?
Człowiek o wielkim sercu i wielkiej duszy. Pozory tak bardzo mylące.

I myślę o sobie w tym wszystkim. O sobie, o moim Mężu i o tobie, mój czytelniku. Myślę o naszym wygodnym życiu, w którym mamy wiele trosk i wiele bólu, ale mimo to, nie musimy się za bardzo starać.
Musimy znaleźć pracę, przetrwać, znaleźć swoje szczęście. Nie robić za dużo głupot, pozostać sobą. Musimy sprawdzać fejsa, być na bieżąco, wrzucić coś na insta, podetrzeć tyłek, posadzić tyłek wygodnie na kanapie i wypić herbatę. Czasem musimy przełknąć stratę. Czasem łapiemy głupie myśli z nadmiaru czasu. Czasem męczymy się niemiłosiernie sami ze sobą.
Ale mamy swój dom.
Mamy wolność słowa, z której wcale nie korzystamy.
Mamy pokój, którego nikt nam nie chce zabrać, a którego wcale nie nosimy w sercu.
Mamy kobiece niezasłonięte twarze, wolność wyznania lub jego braku, za co nikt nas nie zabije.
Mamy dostatek, alkohol, zabawę.
Czy choć trochę to doceniamy?
Co powiemy Dżibrilowi? Przykro nam? I znów odwrócimy się do swojego życia. To naturalne, normalne. Ja napiszę ten tekst i po czasie o nim zapomnę, ty go przeczytasz, chwilę się zastanowisz i wrócisz do swojej herbaty, do codzienności. To, że gdzieś toczy się wojna, to, że stale toczy się w człowieku, nie znaczy, że ona ciebie choć trochę obchodzi. To, że ścinają głowy kilkaset kilometrów dalej za to, że powiedziało się za dużo, podczas gdy ty trollujesz w internecie, nie ma wielkiego znaczenia w osobistej perspektywie. Pewnie wiele się nie pomyliłam, co?
Bo co możesz zrobić? Nie stworzysz utopii, w której jego ręce wcale się nie trzęsą. Sam nie możesz nic zrobić. Ale czasem przychodzi mi myśl, cytat. Z „Pokłosia”.
Na świecie jest dużo kurestwa, nic z tym nie zrobimy, ale nie musimy przykładać do tego ręki”.

I to już dużo. Nie przykładać do tego ręki.
Więc może kiedyś przeczytasz jego książkę. Nie pojedziesz do Iranu manifestować, nie zamkną cię w więzieniu. Nie nakarmisz wszystkich dzieci w Afryce. Nie uchronisz wszystkich uchodźców z Syrii, nie uwolnisz wszystkich wyznawców Falun Gong z chińskich więzień. Nie wydłubiesz kuli od karabinu z tylu serc. To niemożliwe-a może po prostu, nie ma na to tylu chęci.
Ale nie musisz nawet pisać listów do Amnesty albo za nich, walczyć piórem, nie musisz płacić wszystkim fundacjom. Jest wielu utopistów którzy wierzą i działają. To nadal za mało dla świata, na całe jego kurestwo....
Ale możesz chociaż nie przykładać do tego kurestwa ręki. Ty, ja, każdy szary człowiek.

Czasem warto obudzić w swoim sercu pokój. Czasem warto okazać miłość.
A gdy zobaczysz kiedyś w Berlinie albo innym mieście Dżibrila, albo moją siostrę w Poznaniu albo innym mieście, nie odwracaj niechętnie wzroku, tylko się uśmiechnij. Skąd wiesz, dlaczego trzęsą mu się ręce? Dlaczego ona nieraz spuszcza wzrok?
Czasem nie powstrzymasz tego, że przez kogoś ciało przepuszczają na torturach prąd.
Ale ty nie musisz razić nienawiścią. I to już naprawdę sporo.



Wszyscy, uciekajcie!Smutek, nienawiść i rządy tyranów
Wszyscy, uciekajcie!Zniszczenie, zazdrość, brak zaufania
Wszyscy, uciekajcie! Spragnieni ludzie są nieszczęśliwi
Wszyscy, uciekajcie!Brak honoru, tylko opresja i niewolnictwo
Wszyscy uciekajcie! Rzeki wyschnięte i również morza, zrujnowali wszystko
Wszyscy uciekajcie! Gwiazdy są pochowane i słońce zaszło
Wszyscy uciekajcie! Nie pozostały już żadne drzewa i ptaki przestały śpiewać
Wszyscy uciekajcie! Nie ma już dnia, ani nocy, tylko ciemność
Wszyscy uciekajcie! Piekło, nie ma już piękna!

Wszyscy uciekajcie! Czas płynie, honor już nie istnieje
Wszyscy uciekajcie! Ruiny i wojna i krew, która nieprzerwanie płynie
Wszyscy uciekajcie! Zostały tylko ściany, ściany które stoją
Wszyscy uciekajcie! Smutek, nienawiść, rządy tyranów
Wszyscy uciekajcie! Zniszczenie, zazdrość, brak zaufania
Wszyscy uciekajcie! Gwiazdy pochowane i słońce już zaszło
Wszyscy uciekajcie! Nie ma dobra, nie ma radości, nie ma już szczęścia
Wszyscy uciekajcie! Nie ma drzew i ptaki przestały śpiewać
Wszyscy uciekajcie! Nie ma dnia ani nocy, tylko ciemność
Wszyscy uciekajcie! Spustoszenie, piekło, nie ma już piękna!
Wszyscy uciekajcie! Czas upływa, honor już nie istnieje.


Wszyscy uciekajcie! 

64 komentarze:

  1. z tą wolnością słowa to bym taka pewna tego nie była...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, na pewno mamy większą wolność słowa, niż w Iranie. Jedynym naszym problemem jest, że pewne głosy nie są słuchane.

      Usuń
  2. Dla mnei okazanie miłości i spokoju jest wszystkim co ważne, co potrzebne. A może to ja jestem naiwna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to żadna naiwność:)

      Usuń
    2. To cieszę się, że tak uważasz. Bo jednak te wszystkie jakby wydało się proste wartości i potrzeby, nie są dla wszystkich ludzi ważne. I zawsze się zastanawiam jakie smutne muszą mieć życie bez miłości.

      Usuń
    3. Niestety, najprostsze rzeczy bardzo często stają się dla ludzi najtrudniejszymi. Najmniej wyraźnie widać banały, bez których jednak nie umiemy sobie radzić.
      I miłość zawsze jest...tylko nieraz ma różne oblicza, a nieraz udaje się tylko, że jej nie ma. Takie ja mam wrażenie.

      Usuń
    4. Też mam takie wrażenie.
      Miłość jest w nas samych, czasami mniej wyraźna, bo zakurzona codziennością. A i ta codzienność może być chwilą, kiedy robimy sobie ulubionę herbatę, co dla mnie jest wyrazem miłości do siebie :)

      Usuń
    5. Dokładnie. Ale póki jest, zawsze można ją odkurzyć, na wierzch wydobyć:) I pewnie że jest. Zwłaszcza jak człowiek zakatarzony :D

      Usuń
  3. Czasami zastanawia mnie, co takiego musi się wydarzyć, by ludzie otworzyli oczy, by zrozumieli, że te wszystkie wojny, agresja, stereotypy to jedno wielkie zło. I rozumiem w perwnym sensie ból Dżibrila, jeżeli chodzi o te porównywania Persów do "Arabusów". Chociaż to zrozumienie wynika z czego innego, wynika ono z faktu, iż od czerwca pracuję u czarnoskórej rodziny i... wielu moich znajomych się z tego śmieje. Bo jestem "niewolnikiem czranuchów"... a przecież "to czarnych powinno się niewolić i zabijać, bo to zła rasa". To jest takie kurewsko smutne. Chociaż czasami reaguję na takie teksty zbyt emocjonalnie, ale to ja - zawsze jakiekolwiek wzmianki rasistowskie otwierały mi nóż w kieszeni.
    I zastanawia mnie, od kiedy to kolor skóry, religia, poglądy decydują o tym czy ktoś zasługuje na miłość i szacunek, czy lepiej traktowac go gorzej niż śmiecia.
    I podziwiam Dżibrila za jego wiarę... Trzeba mieć ją ogromną, by wypłynąć na powierzchnie w tym morzu bólu i cierpienia, i dalej wierzyć w ludzkość, lepszy obrót spraw. Będę mieć nadzieję, że niejedna osoba podaruje mu jeszcze wiele usmiechu i ciepła, bo niewątpliwie na to zasługuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czasem złe wydarzenia, wszelkie wojny i agresja jeszcze bardziej oczy zamykają i stereotypy z kolei budują, takie wrażenie też mam.
      I w ogóle nie wiem, jak można pomyśleć w ten sposób. Nawet na to nie wpadłam, zawsze patrzyłam na to w ten sposób, że świetnie że trafiłaś do rodziny która ma korzenie poza Europą, bo to genialny sposób na wymianę międzykulturową choć trochę...a okazuje się, że można patrzeć w ten sposób. A ponoć Ku Klux Klan jest nielegalny :P A nadal istnieje w ludzkich umysłach i to jest przerażające....
      I wiesz, jak żartuje czasem ktoś o kim wiem, że nie jest rasistą- jak mój Mąż chociaż czy jak żartują znajomi inni, to jeszcze się przymyka oko...ale jak ktoś na poważnie zaczyna albo nawet z żartami przesadza..uwierz, też się robię agresywna :P Dlatego nieraz wkurza mnie mój wspóllokator, człowiek z zaścianka, którego reformujemy nieraz :P
      A jednak w oczach wielu ludzi zasługują :P
      Dlatego właśnie się w tym człowieku dzisiaj "zakochałam" wręcz:) I oby pewne wiary jednak...znalazły swoje miejsce w tym świecie:)

      Usuń
    2. Stereotypy to takie cegiełki dla tych, którzy wolą żyć otoczeni jedynie pewną strefą i nikogo/niczego niechcianego za jej granice nie wpuszczać.
      Też byłam podekscytowana, bo o tą wymianę międzykulturową w byciu Au pair chodzi, a ja to 2w1 dostałam, bo dowiaduję się zarówno o życiu w UK jak i o losach ludzi z Ugandy. I ja rozumiem, że tutaj ludzie są póki co jeszcze bardziej konserwatywni, ale no... czasami lepiej jest pewne poglądy zachować dla siebie. a oto w ciągu jednego dnia usłyszałam, iz lepiej, bym nie zakochiwała sie w żadnym murzynie, bo po pierwsze ras mieszać się nie powinno, a po drugie jakbym z takim do Polski przyjechała to napewno znajdzie sie grupka, która nas będzie chciała ukamienować.
      Co do rasizmu, też taka zabawna sytuacja... mieszkam sobie u tej swojej host family, którzy traktują naturalnie jak członka rodziny. A mam koleżankę, która w grudniu też została Au pair w Cambridge u prawdziwych Anglików i co? Najstarsze dziecko posyłało jej fakersy jako "wyraz szacunku", a za zwrot "English person" nazywał ją rasistką xD
      Mnie to tylko raz jakiś dowcip o "czekotubce" rozwalił, ale to też było powiedziane przez osobę, którą akurat bardzo dobrze znam ;P
      No to niesamowite wrażenia dzisiaj miałaś i dobrze, że się to "zakochanie" pojawiło ;) Możliwe, że już znalazły, trzeba tylko czau, by rozkwitły ;)

      Usuń
    3. Dokładnie, ich kochane mury i bariery...a szkoda, że tak naprawdę mury zabraniają nieraz żyć w pełni. No ale, jak za murem siedzisz to tego nie widzisz :D
      No właśnie, to o to przecież chodzi przede wszystkim. I możesz chłonąć o wiele więcej, więc to idealna opcja. Ale no właśnie...u nas jest w ogóle za mało imigrantów, takiej mieszanki multi-kulti, więc nadal mamy pewien schemat myślenia w głowie zakodowany. I fakt, czasem aż lepiej się nie odzywać ale...język świerzbi jak cholera :D
      W ogóle mieszanie ras? Ok, sądziłam, że to hasło to przeżytek eugeniczny ale...eugenika wiecznie żywa. Nie można zapominać, niestety, nawet, gdyby się chciało...
      I faktycznie, nie ma co, jej się trafiło "zabawnie"...jak cholera....
      A to nie pamiętam tego :D
      Oby, oby:)

      Usuń
  4. masz rację, to nie religie są złe, tylko ludzie, którzy interpretują je na swój sposób. i poruszyła mnie historia, którą dzisiaj opowiedziałaś. i zgadzam się, że czasami wystarczy nie przykładać ręki do powstawania większego kurewstwa. ale jednak... nadal nie umiem się do końca przemóc. wszystkie moje dotychczasowe kontakty z muzułmanami wspominam po prostu kiepsko. może to ja miałam pecha, może Turcy, bo głównie z nimi mam do czynienia, stali się już zbyt zlaicyzowani, ale przez te wszystkie lata, kiedy zajmuję się erasmusami, przyjeżdżającymi do Polski, to właśnie ci z krajów arabskich byli najbardziej roszczeniowi, aroganccy, nieprzyjemni, z największymi wymaganiami. i nie wiem, czy po tych wszystkich akcjach, których byłam świadkiem, będę umiała kiedyś inaczej na nich spojrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, masz po prostu pewne przykre doświadczenia. Może ja teraz polecę sterotypem, ale właśnie też z moją Młodą która w przyszłym roku jedzie na wymianę na Białoruś gadałam o tym że...Erasmus powinien się nazywać orgazmus :P W sensie, większość ludzi których stamtąd poznałam to zachlane mordziska, które nie przyjechały się uczyć tylko wyrywać laski/facetów i szaleć na imprezach. I ani troszkę nie reprezentują poziomu pewnych kultur. Owszem, zdarzają się chwalebne wypadki, znam ich sporo ale...większość szaleje na imprezach i serio nie stanowią dla mnie reprezentatywnej grupy z jakiejś kultury ale..ja może mówię tak dlatego, bo właśnie też mam bardzo złe doświadczenia z Erasmusami. A mam dobre z Turkami czy Muzułmanami. A parę razy człowiek się sparzy albo zachwyci i już mu się pstryczek w mózgu przestawia. Ale czasem, można być i ponad to. Ponad samego siebie:)

      Usuń
    2. ach, wiadomo, ja wcale nie twierdzę, że jest inaczej, jak chodzi o Erasmusa ;) spotkać normalnych ludzi to naprawdę trzeba mieć szczęście i przez te wszystkie lata na palcach mogłabym policzyć jakieś sensowne jednostki. ale tak jak mówisz - pstryczek w mózgu się przestawił, przynajmniej na razie - nie twierdzę, ze na zawsze przecież ;)

      Usuń
    3. Czyli nie stworzyłam sobie nieprawdziwego stereotypu w głowie po moich spotkaniach, właśnie takiego pstryczka tylko ja?
      I jasne:) Człowiek zawsze może zdanie i przekonanie zmienić:)

      Usuń
  5. Historia Dżibrila cholernie mnie wzruszyła. Jak nazywać się będzie jego książka? Masz rację, każdy przez moment się zastanowi, a potem wróci do swojej szarej codzienności, codzienności, na którą tak często narzekamy, a do której tak chętnie wracamy, bo jest bezpieczna. Ale wiesz co? Przynajmniej mnie czegoś nauczyłaś, starsza siostro. Postaram się uśmiechać do ludzi innych kultur, innych narodowości. Już dawno próbowałam, ale bałam się. Może to zabrzmi cholernie głupio, ale bałam się, że pomyślą, że się z nich śmieję, a nie, że okazuję im szacunek, że przesyłam wyrazy dobroci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w stylu naszych Rozmów z katem, ale to zależy, tytuł będzie niemiecki, kwestia, jak np. polski tytuł ( jeśli w ogóle kiedykolwiek na polski przetłumaczą) zależeć będzie pewnie od fantazji tłumacza. Ale ja to sobie tak przyrównałam:)
      I jasne bo też nasza codzienność to w sumie wszystko, co mamy. Ale mimo to warto przystanąć, posłuchać...i pozwolić sobie ścisnąć serce jak ja to mówię. Bo to może nas zmienić, nasze postrzeganie. I cieszę się w takim razie, że wyszło tak a nie inaczej:) Warto właśnie przenikać się kulturowo, być otwartym bo..nikt cię za to nie potępi. Wręcz przeciwnie:) A uśmiech to przecież uniwersalny język:)

      Usuń
  6. Widzę człowieka w każdym, absolutnie. Dlatego nie cierpię tych obiegowych opinii typu: "Araby -brudasy, terroryści, czarnuchy-nieroby...". Ludzie boją się odmienności, a w kontekście wydarzeń, o których pisałaś, coraz bardziej. Sama budzę strach, niepokój, czasem niechęć, a przecież nic złego nie robię. Podobnie jest z większością muzułmanów: media przedstawiają historię płytko i jednostronnie, więc taki zwykły Kowalski znienawidzi wszystkich hurtowo, bo łatwiej. Jestem na tyle otwarta oraz nauczona, negatywnymi niestety, doświadczeniami, że Dżibril nie miałby się czego bać, także we mnie znajdując życzliwą i świadomą słuchaczkę,
    Nie zdobędę pokojowego nobla, ale nieczynienie świństw mam we krwi. Nie muszę nawet o tym pamiętać, po prostu nie umiem inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też staram się właśnie to robić. I...nie widzę w tym żadnej trudności jakoś:) I dokładnie, ludzie ze strachu tworzą sobie takie klapki, żeby nie musieć myśleć albo dopuścić możliwości, że można żyć inaczej, bo im się ich trwały grunt- który zapewne nigdy trwały nie był- od razu wali pod nogami.
      Ale właśnie działają klapki. Czasem nic robić nie trzeba. I media to już w ogóle porażka często. Idą za sensacją, więc nie widzą sensu pewnie w pokazywaniu drugiej, gorzej się sprzedającej strony medalu...
      I chwała ci za to!:)
      Nobel swoją drogą schodzi na psy :D Więc lepiej być po prostu otwartym i jakoś tam dobrym na co dzień:)

      Usuń
    2. W ustalonych ramach wszystko wydaje się łatwiejsze, prostsze, bezpieczniejsze. Szkoda, że to tylko iluzja, a po wyjściu z niej prawdziwe życie niepokoi i boli podwójnie. Porównałabym to w pewnym stopniu do szoku termicznego. Napotykamy na inność, a potem tym bardziej nie wiemy, jak się zachować. Smutne.
      Media, goniąc za sensacją, zawsze robią ludziom krzywdę, Co innego jednak robienie wody z mózgu przy błahostkach, a fałszowanie rzeczywistości.
      Mówisz? Mnie tam wszystko jedno, nigdy nie miałam parcia na szkło :D

      Usuń
    3. Właśnie, to taki "szklany klosz", trochę z pani Plath ściągając. Bo co z tego że żyjesz w ułudzie, pod kloszem, jak coś ten klosz rozbije i zderzysz się z rzeczywistością całkiem nie potrafiąc w niej egzystować? I masz właśnie rację, to jest smutne.
      Ale to robienie wody z mózgu przy błahostkach też chyba bezcelowe nie jest. No ale, ja żyję trochę teoriami spiskowymi że tak powiem :D W każdym razie, media, jako ta słynna czwarta władza mają wielką moc, mogą wiele dobrego (np. teraz czytam reportaż pewnego dziennikarza z Gwatemali na temat zabójstwa biskupa, dłuższa sprawa, ale media miały tam spore zasługi) ale często wybierają zarobek. Ale..to chyba stygmat naszych czasów.
      I może lepiej:D

      Usuń
    4. Trochę takich ludzi resocjalizuję, nawet nie w pełni świadomie. Bo tacy "kloszowi" myślą często, że niepełnosprawni to tylko w spotach fundacji się przewijają, a świat z drugiej strony szklanego ekranu jest ich pozbawiony. Napotykają mnie i panikują zazwyczaj, ale zawsze to dla nich rodzaj lekcji :)
      O teoriach spiskowych mogłabyś z mym Rodzicielem porozmawiać, o tak :D Do dobrych mediów trzeba docierać, te komercyjne są podane na tacy i niestety kształtują świadomość.

      Usuń
    5. A to fakt. Bo jednak no...w naszej rzeczywistości niepełnosprawność się stygmatyzuje i odcina. Nawet na ulicy czasem ktoś na wózku, kto sobie ladnie po prostu popierdala rodzi nagle sensację, bo przecież..sam, na ulicy, jak to? I tak dalej. Zresztą tych schematów jest całe mnóstwo a tu właśnie ciebie spotykają i okazuje się, że jesteś...normalna :D Albo nienormalna w tym fajnym sensie, wiadomo w czym rzecz i wielki szok. Więc, chwała ci za edukację ową:)
      To wpadnę kiedyś do niego na kawę :D No tak. W ogóle, w naszym świecie wszystko to, co łatwe jest jakieś...no nieodpowiednie. W jakiejkolwiek dziedzinie życia chyba człowiek się musi natrudzić, żeby było dobrze. Dziwna konstrukcja świata, tak nieraz sobie myślę

      Usuń
    6. Nienormalna to ja w ogóle jestem, nie tylko w skali niepełnosprawnych xD
      Zgadzam się z Tobą i dlatego też nie pasuję do tych czasów, duszę się w nich.

      Usuń
    7. Ale to też dobrze :D Ja przynajmniej lubię nienormalnych ludzi, wychodzę z powszechnego założenia, że tylko wariaci są coś warci :D
      Wiesz...mi się wydaje, że czasy za bardzo się nie zmieniają. A raczej, o, pewne mechanizmy są niezmienne, rzecz tylko w ich powszechności.

      Usuń
    8. Ja też, tylko niestety tych wariatów ostatnio mało spotykam :(
      Dziś powszechne jest cwaniactwo, niesłowność i brak lojalności - to mnie strasznie boli...

      Usuń
    9. Bo w ogóle mam wrażenie, pewien rodzaj wariatów to trochę wymierający gatunek. Ale...mam nadzieję, że jeszcze niejeden stanie na twej drodze:)
      A czy zawsze cwaniactwo, krętactwo i własne interesy nie były na świeczniku? Nawet cholera, w średnioweczu, starczy spojrzeć na pewne intrygi. Nawet kilkadziesiąt lat temu. To część ludzkiej natury chyba po prostu. I u niektórych ona wygrywa.

      Usuń
  7. Zawsze mówiłam, że wiara i religia to dwie rózne rzeczy, widac ten człowiek to rozumie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafnie ujęte jak dla mnie:)

      Usuń
  8. Po przeczytaniu tej notki, tak mi przyszło do głowy, że każdy ma swoją niesamowitą historię. Kiedyś, będąc na wakacjach bardzo dużo załapałam z arabskiego. A teraz kompletnie nic nie pamiętam, może jedynie dzień dobry. Zawsze wiem, że od takich ludzi można się wiele nauczyć, dlatego tak dużo czasu z nimi spędzałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak, Jak mówił Królik, jesteśmy tylko i aż swoją własną opowieścią i chyba to się sprawdza. Do tego często opowieścią niesamowitą, choć sami tego niejednokrotnie nie dostrzegamy.
      Bo szybko się łapie, ale i szybko zapomina, jak się nie używa:)

      Usuń
    2. Tak, co prawda to prawda. Czasem w natłoku tu i teraz nie zdajemy sobie sprawy z tego, co myślimy, czujemy. Żyjemy szybko i nie zastanawiamy się nad niczym.
      Tak ;) to fakt.

      Usuń
    3. Otóż to. A nieraz warto właśnie przystanąć i pomyśleć...

      Usuń
  9. ciekawy post, żeby wyrobić sobie opinię warto nie tylko czerpać wiedzę z oficjalnych mediów ale warto też usłyszeć taką historię zwykłego człowieka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oficjalne media mówią tak naprawdę bardzo mało. Wolę często właśnie poznać historię jednego człowieka, niż szerokie spojrzenie wielkiego medium. Bo to jest bardziej prawdziwe i namacalne.

      Usuń
  10. Ach, więc tego Gabriela miałaś na myśli. Fascynujący człowiek, porwała mnie jego historia! Piękna i tragiczna postać. I rzeczywiście, spotkanie z kimś takim (nawet tylko w tekście na blogu) daje do myślenia. Ja uważam tak samo, że to nie narody i religie są złe, tylko niektórzy ludzi pełni nienawiści. Oni są niestety wszędzie, w każdym kraju i mieście, we wszystkich wyznaniach. To smutni i nieszczęśliwi ludzie, siejący zło nieraz lokalnie, na małą skalę, a nieraz wywołujący wielkie wojny. Na szczęście są też tak piękni, odważni siewcy pokoju, jak Twój znajomy. Życie wyznaczyło mu trudną misję, ale bardzo szlachetną i potrzebną. Musi mieć wielkie i odważne serce, jeśli po tylu przeżyciach wciąż wierzy w ludzi, w pokój i miłość. I znowu się z Tobą zgadzam, trzeba robić to, co się, da żeby nie przykładać do tego ręki. Po prostu traktować normalnie ludzi o smagłych twarzach wokół nas i uśmiechać się do nich w tłumie. To już ogromnie dużo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, o tego to pana mi właśnie chodziło:)
      I owszem, wsllniały, fascynujący człowiek, dlatego można powiedzieć, że się wręcz "zakochałam":)
      I właśnie cudowne jest też to, że on sobą nic nie narzuca, tylko skłania człowieka, nawet w rozmowie, do własnych refleksji. Każe choć nie zmusza do przystanięcia i zastanowienia się nad pewnymi rzeczami.
      Dokładnie. Za wszystkim, dobrym czy zlym w szerszej perspektywie, stoi człowiek. Czy za wspaniałymi ideami wiary, czy za tym, jak staje się ona wypaczona. I nawet nieraz aż żal tych wszystkich fanatyków, bo właśnie, jak piszesz, to chyba często bardzo nieszczęśliwi ludzie. Ale oni zawsze byli i będą. Ale na szczęście to rodzi też w innych ludziach wielką odwagę i piękno nieraz, nawet pomimo wielkiego bólu i cierpienia, który ten fanatyzm powoduje.

      Usuń
  11. Frida, Ty masz prawdziwe szczęście, że spotykasz na swojej drodze tylu wspaniałych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam:) Ale też i trochę prowokuję tu los, bo właśnie sama do ludzi aż za mocno nieraz wychodzę:)

      Usuń
  12. Dlaczego on był właściwie torturowany? :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo był więźniem politycznym. Odmówił pójścia do wojska przez swoje przekonania, w Iranie jest obowiązkowa 5 letnia służba wojskowa. Dodatkowo, Iran to właśnie kraj, gdzie nie są przestrzegane po prostu ludzkie prawa. Za odejście od Islamu każe się śmiercią ( słynne są tam prześladowania choćby chrześcijan), za niesłuchanie praw szariatu tak samo. Kobiety od 9 roku życia mają obowiązek zasłaniać całe ciało...to po prostu tak jak w Chinach- za przekonania, poglądy czy pewne działania lądujesz w więzieniu albo ryzykujesz własną głową. Niejedna osoba już tam życie tak straciła i cały czas tracą. Tym bardziej, od kiedy jest głośno o ISIS, Iran wykorzystuje to, że jest obecnie trochę w cieniu i w tym roku zostało straconych o wiele więcej więźniów politycznych niż dotychczas. To zupełnie inna rzeczywistość. A jak już trafisz do więzienia cóż..."zabawiają" się z tobą, zanim cię powieszą. Przesłuchują, w trakcie przesłuchań stosowane są tortury a la gestapo wręcz, żeby wydobyć informacje o innych "wywrotowcach", a czasem dla rutyny. powiem tak, horror nazizmu o którym my trąbimy w Europie wcale się nie skończył. Wiele państw zachowuje się podobnie. Tylko na co dzień o tym nie myślimy.

      Usuń
    2. To jest straszne. Jak udało mu się wyjść z więzienia? Zgodził się na służbę, czy ktoś go uratował? Bo przecież go chyba tak po prostu nie wypuścili? :/

      Usuń
    3. Udało się mu zwiać dzięki pomocy paru znajomych jeszcze z dzieciństwa, którzy właśnie mieli pewne koneksje, m.in. w armii. Dlatego właśnie jest uchodźcą, gdyby wrócił, powiesiliby go od razu, już by się nie patyczkowali w przetrzymywanie.

      Usuń
    4. To jest coś strasznego. A patrz: moje pierwsze skojarzenie o jego trzęsących się rękach byłoby właśnie takie, że alkoholik - tak jak napisałaś. I pewnie wiele osób tak by właśnie pomyślało.

      Usuń
    5. Bo też właśnie pierwsze skojarzenia nasuwają się przez jakieś znajome stany, przez własne doświadczenia...ale czasem trzeba umieć wyjść poza nie, bo okazują się być strasznie niewłaściwe. Bo patrz, wygląda na alkoholika...a nigdy nawet alkoholu nie miał w ustach, no nie?

      Usuń
    6. Dokładnie tak! Z wiekiem szufladkowanie ludzi coraz bardziej mnie irytuje, a czas wciąż przynosi kolejne przykłady, że nie warto myśleć stereotypowo.

      Usuń
    7. Bo po prostu z wiekiem nabieramy mądrości, by być poza nimi. W sumie myślenie stereotypami, szufladkami jest nam wpojone nawet ewolucyjnie...ale możemy być ponad to, tylko sami musimy trochę spróbować świata:)

      Usuń
    8. Tak, szufladkowanie jest po prostu wpojone w nasz umysł, byśmy myśleli szybko, a nie każdą informację analizowali godzinami. Nieraz jednak mam ochotę wyzwać jakąś osobę od ograniczonej gdy na każdego księdza mówi pedofil lub złodziej albo na każdego muzułmanina terrorysta.

      Usuń
    9. Też nieraz mam ale..krzyczenie za dużo nie da. Jak już to rozmowa. Ale mimo to, nieraz od środka człowieka przez to roznosi.

      Usuń
  13. No właśnie...Stereotypy gonią stereotypy.A przecież taki właśnie człowiek może stać się przyjacielem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy człowiek po prostu ma w sobie wiele piękna, można je znaleźć i człowiek to za dużo, by go właśnie zamykać w jakimś stereotypie. I właśnie warto na wielu się otworzyć i czasem znaleźć i przyjaciela:)

      Usuń
  14. Widzisz, bo Ty się nad tym zastanawiasz - że każdego powinno się oceniać indywidualnie, ale większość stanowią jeszcze tacy prości ludzie, którzy połykają w całości to, co media im serwują - czyli muzułmanie są źli, terroryzują ,organizują zamachy, a tym samym zrzucają na wszystkich swoich wyznawców te pomyje, przez które reszta świata zionie do nich nienawiścią.
    Pewnie przyjęło się już, że ludzie o ciemniejszej karnacji wzbudzają większe zainteresowanie, może czasem niepokój, bo znów - media rozgłaszają o zamachach tu i ówdzie, ale dla mnie to człowiek jak człowiek. Nie będę mu podkładać nóg ani piorunować go spojrzeniem, skoro go nie znam. Nie wiem o nim nic, więc jakim prawem mam go gdzieś szufladkować? Z resztą... Pisałam już na ten temat post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, media jak już pisałam niżej, są strasznie jednostronne, bo gonią za sensacją, a tą chyba najlepiej zapewniają strasznie czarne charaktery...prosta papka, którą można łykać bez zastanowienia. I aż wkurza, że tzw. 4 władza wcale nie pomaga, a robi jeszcze większy gnój, szafując stereotypami...bo właśnie, jak wiele osób ma się zastanowić nad czymś, nad czym nie trzeba się zastanawiać dzięki społecznej otoczce?
      To muszę go znaleźć :)Bo nie czytałam:)

      Usuń
  15. Mamy wszystko, co potrzebne jest nam do życia. W większości wypadków tego nie doceniamy i dopiero wtedy, gdy na swojej drodze spotykamy kogoś, kto musiał o siebie, o to swoje życie walczyć, to otwieramy oczy i doceniamy to, gdzie jesteśmy. Smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. To jak ze zdrowiem u Kochanowskiego, nie dowiesz się, jak smakuje, póki go nie stracisz- lub może nie straci ktoś bliski. Po prostu, człowiek ma właśnie cholerne problemy z docenianiem czegokolwiek.

      Usuń
  16. To przerażające, jak człowiek może skrzywdzić drugiego człowieka tylko dlatego, że ten ma inne zdanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Jednak fanatyzm ludzki i nienawiść nim powodowana nie mają chyba żadnych granic...

      Usuń
  17. Wpis, rzucający inne światło na to, co serwują nam media. Niestety, to, czym jesteśmy faszerowani, zaczynamy uważać za całokształt. I nie mam nic dziwnego w tym, że mamy wrogie nastawienie albo po prostu się boimy. Bo to wszystko wygląda przerażająco.
    Każda przymusowa emigracja z miejsca, z którym jesteśmy związani, jest przykra. Nawet, jeśli człowiek jest postawiony pod ścianą tylko ze względów ekonomicznych. Też tu zostawia krewnych, znajomych i dotychczasowe życie. Ale przypadek, który przedstawiłaś, jest poważniejszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Media niestety są bardzo jednostronne, bo gonią za tym, co się dobrze sprzedaje. Za sensacją, a tą zapewnia brutalność, krew i czarne charaktery. Nikt nie będzie się tam rozdrabniał nad pewną różnorodnością. Więc robią nam papkę z mózgu.
      A ja właśnie myślę znów, coraz bardziej, nad emigracją. Blisko, bo do Berlina ale..jednak. Pewien przymus ekonomiczny tu się wkrada. Ale..to jeszcze zobaczymy z czasem. I emigracja z własnej woli może nie jest łatwa, ale jednak..to wolna wola przecież. A i dla wielu wielka przygoda:)

      Usuń
  18. Dżibril brzmi pięknie, 100 razy lepiej niż Gabriel.
    ja bym się uśmiechnęła, pogadała. uwielbiam ludzi. nie jestem w stanie pojąć rasizmu i braku tolerancji. a w wakacje jadę do Iranu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też właśnie mi się bardziej podoba:)
      I cóż, cieszę się, że jednak więcej osób tego nie ogarnia, niż przyjmuje za coś oczywistego;) To jednak proponuję zrezygnować z mini i wielkich dekoltów...ale kraj sam w sobie jest piękny, więc pewnie czeka cię wspaniała przygoda.

      Usuń
    2. jasne, wiem, jak się ubierać :) po Turcji jeździłam skromnie ubrana, tu będę uważać jeszcze bardziej. nie mogę się doczekać

      Usuń
  19. Dlatego już chyba kiedyś kilka razy u siebie na blogu próbowałam przekazać, że słabo doceniamy to jak wiele mamy i w bardzo małym stopniu to wykorzystujemy, a narzekamy na błahostki, które w innej sytuacji niewiele znaczyłyby.
    Właśnie najczęściej tacy mali, niepozorni ludzie, nie wywyższajacy się, kryją najpiękniejsze historię i największe serca. Dżibril wiele doświadczył i można powiedzieć, wie na czym polega życie, a raczej jak wiele okrucieństwa, ale też dobroci może przynieść i zapewne te jego wielkie czarne oczy inaczej patrzą na świat niż innego człowieka.
    Bardzo nie lubię wrzucania wszystkich do jednego worka na jakieś hasło, np. muzułmanin. Niestety większość ludzi nadal ma w swojej głowie taki mechanizm. Kiedyś też wspominałam tu u Cb w komentarzu o koleżance ze studiów, jak sama ją nazwałaś - 'taki omnibus', słysząc jej opinie na ten temat, aż się przysłowiowy nóź w kieszeni otwiera... Ale cóż, nie każdy potrafi wszystko zrozumieć i już do czegoś dorosnąć, trzeba mieć nadzieję, że u większości to zrozumienie nadejdzie prędzej czy później ;).
    I masz wielkie szczęście, spotykać na swojej drodze wspaniałych ludzi :).

    OdpowiedzUsuń