Czasem, zwłaszcza
od kiedy pracuję w Domu, mam wrażenie, że popadam w obłęd.
Czasem pewne rzeczy
niepokoją. Te, których nie da się wyjaśnić wprost.
Czasem przyjmuję
to całkiem naturalnie. Jakby to, co widać tylko kątem oka, ledwie
sięgającym rogówki odbiciem było tak naturalne, przypisane do
tego miejsca i czasu, choć, dla tych rzeczy już czasu i miejsca nie
ma. Przecież to tylko miraże. Nic z tych rzeczy, które możemy
zobaczyć całą, szeroko rozwartą źrenicą. Nic z tego, co możemy
dotknąć.
Czasem myślę że
to szaleństwo, gdy przebudzę się nad ranem z mocniej bijącym
sercem. Gdy w zamkniętym na klucz pokoju sam odkręca się kran.
Częściej jednak
mam wrażenie, że to cienka zasłona z muślinu na moment została
uniesiona przez niespodziewany wiatr. Że to spokojna tafla jeziora,
na którą upadł uschnięty już liść, zaburzył spokój, zatarł
granice. To drzwi, które wiecznie zamknięte na chwilę otworzyły
się. Nawet nie w świecie. Otworzyły się we mnie. Zasłona spadła
z moich oczu.
„Czerń i biel to wszystko co
dostrzegałem
Póki jeszcze nie dojrzałem
Wtedy czerwień i żółć nadchodzą
by pozostać
Sięgają w głąb mnie
Powalają dostrzec
Co pod, a także i ponad w wyobraźni
Kreślę ponad granicą rozsądku
Zrzuć zasłonę
Spójrz jak spada”- Lateralus
Kto powiedział, że
świat to tylko to, co możemy dotknąć, zobaczyć, usłyszeć? Kto
powiedział, że ta materia, z której składa się nasze ciało
wyznacza ostateczną granicę istnienia?
Rozpisano już
niepoznane w skomplikowanych matematycznych wzorach. Rozpisano już
to, co widać za zasłoną, choć nadal tak niedoskonale.
Fizycy matematycy,
naukowcy. Oni spojrzeli na to, co pod taflą wody pod innym kątem. A
być może, to to samo, widziane w inny sposób. Innym kątem oka,
bez światła wpadającego do źrenicy.
Kto powiedział, że
to co wiesz, wiesz na pewno?
Kto powiedział, że
świat nie jest iluzją?
Kto powiedział, że
to światło, które wpada do oka, jest prawdziwe? Że nie ma innego,
innej energii, która trafia poza ciało?
To i tak tylko
złudzenia. To i tak tylko energia.
Ta którą znamy to
i tak tylko kilka procent całego wszechświata. Ciemna energia,
ciemna materia, której nie ogarniemy dotykiem, słuchem, wzrokiem.
Ta z matematycznego wzoru. Być może ta, z której upleciona jest
dusza?
Czym jest materia,
powiedz mi? Czy wiesz, że materia to tylko zmagazynowana energia? To
zamrożona jakimś cudem w czasoprzestrzeni ( bogowie,
czasoprzestrzeń zależy od materii! I jej nie ma?!) myśl?
Jak możesz mi
wmówić, że coś jest niemożliwe?
Jak możesz mi
wmówić, że cokolwiek jest obłędem?
Doświadcza moje
ciało, doświadcza moja dusza.
Żyję również w
snach.
***
A w moich snach
żyje ona.
Gdy przyszłam na
nocny dyżur w sobotę, dowiedziałam się, że zmarł jeden z moich
ukochanych mieszkańców, Kolejarz, który miał amputowane dwie
nogi. Nie, nie dlatego, że wpadł pod pociąg. Ale dlatego, że miał
miażdżycę.
Nie zdążyłam go
odwiedzić w szpitalu, po tym, jak był operowany. Nie zdążyłam mu
powiedzieć do widzenia. Zrobiło mi się przykro, zrobiło mi się
żal. Od początku uwielbiałam jego niskich lotów żarty.
Jednak, śmierć to
nie zaprzeczenie życia, śmierć to jego dalsze odbicie w naszej
rzeczywistości. Śmierć to tylko odbicie energii w materii naszych
oczu.
Ja żyję dalej, w
świecie dotyku i słuchu, w świecie, gdy tylko kątem oka widać
to, co poza światłem.
Posprzątałam
szafkę Kolejarza. Uporządkowałam rzeczy. Z czułością czyściłam
protezy nóg.
Dziwna to była
noc. Pełna nerwów przez inne choroby tych, co mieszkają w Domu.
Dziwna to była noc, która jak zawsze miała w sobie śpiew
dziwacznej ciszy w tym miejscu, w którym tak wielu traci życia.
Pielęgniarka, z
którą miałam nocny dyżur, bała się sama spać, nie pozwoliła
mi iść do dyżurki, żebym mogła w spokoju poczytać. Pozwoliła
na zapalone światło, próbowała spać. Ja jak zawsze nie mogłam.
Ciekawe, kogo
bardziej się boją, wszyscy w Domu, którzy nie chcą zostawać sami
w nocy? Żywych czy umarłych?
Boją się szeptów
ukrytych w ścianach czy szeptów materialnych ust, tych słów,
które sączy w nie materialny, ale chory ponoć umysł?
Czy boją się
chorej pani T., która rozmawia nocami ze swoim zmarłym mężem, czy
boją się jej męża?
Nie mam odwagi
zapytać. Ja lubię tą samotność. Polubiłam uczucie w lewym
kąciku oka, zawsze w lewym, w tym oku, na które gorzej widzę w
tym świecie. Polubiłam ciszę.
Być może,
polubiłam tą dziwaczną obecność.
Bo od kiedy pracuję
w domu, czasem mam wrażenie, że popadam w obłęd. A czasem wiem,
że to po prostu zasłona, która spadła.
Czasem mam
wrażenie, że ktoś za mną chodzi. Gdy zostaję sama w domu, gdy
Mąż jest w pracy, czasem słyszę krok. Czasem wyczuwam wibrację
ciała, którego nie ma.
I nie zapomnę tego
wieczoru, tego, gdy zdarzyło się to po raz pierwszy tak wyraźnie.
Pamiętam, że tego
wieczoru, tak nagle zmarła pani R. Pięć minut wcześniej jadła
kolację. Gdy weszliśmy do jej pokoju, już nie żyła. Nagle.
Niespodziewanie, tak niespodziewanie, bo tyle przecież miała
energii. Ponoć pękło jej serce.
Zostałam wtedy na
kawałku nocnego dyżuru z M., żeby pomóc jej umyć i ubrać
zwłoki. Przywykłam już przecież. Widziałam śmierć Dziadka,
widziałam śmierć pani, która zagłodziła się na śmierć. Myłam
ciała.
A jednak, poczułam
dreszcz. Znów, dziwny niepokój, który smakuje tak słodko. Który
mówi o życiu.
Po pracy poszłam
prosto do Red. Po jakimś czasie przyszedł mój Mąż z pracy.
Nie wiem ile wtedy
wypiłam. Dużo. Zdecydowanie za dużo. Wtedy, gdy poszłam do
łazienki, byłam przekonana, że jest ktoś jeszcze. Bo piliśmy, w
tym świecie, przecież we troje. A jednak. Gdy z niej wyszłam,
byłam przekonana, że jest z nami ktoś jeszcze. Chciałam do niego
nawet coś powiedzieć, jakby ktoś przestawił mi prztyczek w mózgu.
Ten zza zasłony.
Jeszcze w łazience
przypominałam sobie, co chciałam mu powiedzieć, bo urwaliśmy
dyskusję, bo bardzo chciało mi się siusiu.
Jakbym przeniosła
się w czasoprzestrzeni. Jakby przez chwilę w moim umyśle przestało
się coś zgadzać.
Inne światy?
Zagubiony czas, który przecież nie istnieje? Skok, nagły skok?
Błąd w naszym fizycznym, materialnym Matrixie?
To był dziwny
wieczór. Mówiłam rzeczy, których nie powinnam, przepływały
przeze mnie, nikt nie mógł zamknąć mi ust. Mój umysł chciał
przestać, ale słowa wypływały, wyskakiwały jak ropuchy z ziemi
po deszczu.
Słowa zza zasłony.
Przerażające
rzeczy. Kolejne wersje przyszłej rzeczywistości. Zapętlenie.
Wieszczenie. To, czego nienawidzę. Uczucie przepływania, którego
nie można nieraz opanować.
A potem przyszedł
spokojny sen.
Nie rozmawialiśmy
za wiele o moich słowach, moim jakby-amoku, który woleliśmy uznać
za zwykłe pijaństwo. Inaczej przecież, to byłby obłęd, prawda?
Ten ktoś, ten
czwarty w mieszkaniu Red stał się żartem Wytrychem.
Ten czwarty. Tak go
nazwaliśmy. Nieraz śmialiśmy się z tego gdy oglądaliśmy
horrory, gdy coś zaszurało na korytarzu, a koty były z nami. Ot,
ten czwarty. Ten, którego ja przywlokłam. Przyciągnęłam zza
zasłony.
Może Czarownice
muszą czasem tam zajrzeć. Czasem coś stamtąd wyciągnąć wbrew
swojej woli.
Możecie sądzić,
że byłam przerażona.
Może na początku
mnie to niepokoiło. Z czasem oswoiłam się. Z lewym kącikiem oka
na nocnych dyżurach. Z odkręcanymi kranami, dziwnym muskaniem po
twarzy, gdy zasypiam, a muszę czuwać.
Jako jedyna nie
mogę spać na nocnych dyżurach. Mówię, że wolę czytać.
Ten czwarty, a może
ktoś inny. Nie pozwala mi spać, mówiąc, że coś się może stać,
komuś z tych, co żyją, tych, którymi mam się opiekować. Nad
których życiem czuwam. Nad których czuwam też śmiercią.
Nie przeraża mnie
to. Nawet jeśli to obłęd, szaleństwo, które się rozwinie
latami. Co na nie poradzę? Teraz jeszcze nic. Nie przeraża mnie to,
jeśli to energia, świat zza zasłony. Prawdziwa obecność. Ta mnie
nie niepokoi. Czasem wręcz sprawia, że czuję się spokojna.
I nie myślcie, że
nazwę to aniołem stróżem. Nie wierzę w anielskie białe
skrzydła. Nie wierzę, że naszymi tzw. aniołami stają się bliscy
zmarli. Sądzę, że ich energia ma lepsze rzeczy do robienia po
śmierci.
To po prostu
energia, obecność, której nie znałam materialnie. Jest, i nawet
jeśli jest tylko w mojej głowie, nie szkodzi.
Wierzę w inne
światy. Te z równań innego języka, matematyki. Wierzę, że czas
jest pętlą. Wierzę, że czasem po prostu się stykamy. Tyle wiary
mi starczy.
Bardziej bałam się
swoich snów, ale i do nich przywykłam, do ich smaku.
Bardziej bałam się
Abrill.
Niedługo po tym,
jak zaczęłam pracować w Domu, po tym, jak widziałam śmierć
Dziadka, jak myłam jego ciało, zaczęła mi się śnić ona. Mała,
blada dziewczynka. Zawsze w Domu albo moim własnym mieszkaniu.
Niejeden sen
doprowadził mnie do krzyku. Najgorszy jednak był ten pierwszy, w
którym Red czekała na mnie przed Domem, jak to się nieraz zdarza,
a ja nie mogłam się wydostać. Dom nie chciał mnie wypuścić, bo
Abrill nie chciała tego zrobić. Dziewczynka ukryta w murze, ukryta
w suficie. Dziewczynka, która miała w sobie smutek.
Z czasem oswoiłam
i Abrill w snach. Zaczęłam z nią rozmawiać. O pewnym bólu który
w sobie nosi, o gorzkim smaku jej własnych snów.
O samotności.
W pewien sposób
zaprzyjaźniłam się z Abrill w snach, z tą, która śni mi się
najczęściej, gdy ktoś umrze.
W sobotę rano
zmarł więc Kolejarz. Żałowałam, że nie pożegnałam się z nim
jak należy.
W niedzielę
zastałam go w moim śnie.
Był pogodny,
bardziej niż wtedy, gdy był żywy. Siedział na ławce w parku. I
miał obie nogi, obie, które nieraz były przedmiotem naszych
żartów. Siedział na ławce i pił piwo. A za ławką
stała...Abrill.
-Przyprowadziłam
go dla ciebie.- powiedziała do mnie, oniemiałej, nagiej, tak
jak przecież śpię. Tym swoim monotonnym, cichym, przypominającym
buczenie radia głosem. Odsunęła się zaraz od ławki, tak, jakby
dawała nam swobodnie porozmawiać. Wiem, że dawała nam się
swobodnie pożegnać.
Podeszłam do
ławki, wcale nie wstydząc się swojej nagości. W tym świecie
wszyscy jesteśmy równi, ciało nie ma przecież znaczenia.
Siedzieliśmy i
rozmawialiśmy. Tak po prostu, grzejąc się w słońcu początków
wiosny, bo to były jej początki, choć w świecie moich snów
panowała zieleń, a nie szarość.
Spokojna rozmowa,
aż podeszła ona. Położyła rękę na ramieniu pana Kolejarza.
-No tak, tak, musimy już iść,
czas się kończy.
Wstaliśmy,
przytulił mnie na pożegnanie.
A ja w tym śnie,
tym razem, nie mogłam się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.
-Kim ty
właściwie jesteś?- powiedziałam, patrząc na Abrill. Bogowie,
sama nie wiem, skąd wiedziałam, że tak ma na imię. Może jest w
moim umyśle, może sama je stworzyłam, nie wiadomo z którego kręgu
mojej podświadomości, może..
-To ty nie
wiesz?- zapytałam dziewczynki, ale odpowiedział mi uśmiechnięty
z niedowierzaniem pan Kolejarz- Przecież Abrill to część
ciebie, dziewczyno!
****
„Tam jest o wiele więcej,
namawiają,
bym wyszedł u nieskończonym
możliwościom
Jak pod, a także naprzeciw
wyobraźni
Kreślę ponad granicą rozsądku
Zrzuć zasłonę, spójrz jak spada
Zbytnie myślenie, nadanalizowanie
Oddziela ciało od umysłu
Wysusza intuicję
Porzuca okazję
Nakarm moją wolę bym poczuł ten
moment
Zachęty do przekroczenia granicy
Wyciągam rękę, by poczuć chaos
Wyciągam rękę, by objąc
wszystko, co może nadejść”- Lateralus
****
Czym są sny? Czym
jest poczucie w lewym kąciku oka? Czym podświadomość, czym inne
światy pochodzące z matematycznych równań najgenialniejszych
umysłów, które nie była się sięgać dalej?
Na ile znamy
siebie? Na ile wiemy, które części nas są nie z tego świata?
Czy nasza duża
porozbijana na kawałki?
Miliony pytań, gdy
żyjemy w tym świecie.
Miliony powodów do
obłędu. Stania się wariatem w oczach tych, którzy nie chcą
widzieć dalej.
Ale często mam
wrażenie, że każdy z nas czuje w sobie zasłonę. Od wieków
przecież wierzono właśnie w jej istnienie. Tak ją sobie
wyobrażano. Dzieci, które rodziły się z błoną płodową na
twarzy uważano za dzieci magiczne. Symbol zasłony podczas
przechodzenia z jednego świata do drugiego.
Każdy z nas ma
zasłonę w sobie. Ma mój lewy kącik oka. Chociaż raz dotknął
tego, co nie składa się z naszej materii.
Ale bronimy się,
broimy się przez tym dzielnie. To, co za zasłoną nazywamy tabu.
Nieraz opowiadamy
historie o duchach, zakorzenione w naszej wspólnej świadomości,
bojąc się jednak wiedzieć, co jest naprawdę. Czym jest energia. Z
czym przenika się, z czego pierwotnie zbudowana jest materia.
Boimy się, broniąc
się po prostu widocznym strachem sięgającym absurdu, albo próbując
racjonalizować pewne rzeczy. Mówiąc nauka temu zaprzecza.
Nauka to tylko
kolejna teoria i zresztą...nauka coraz bardziej sięga po zasłonę.
Bo chyba doszliśmy do tego etapu, gdzie nawet matematyczne równania
i czysta logika się kończy. Ale wielu maluczkich, nas, nie chce
tego wiedzieć.
Tabu zasłony.
Nie otwieraj tych drzwi, jeśli nie
wiesz, co się za nimi znajduje.
Mądre. Bardzo
mądre powiedzenie. Możesz zostać uznany za szaleńca, gdy się
dowiesz. Możesz naprawdę oszaleć, póki twoje ciało nie będzie
umiało wyjść poza swoją materię.
Co jednak, jeśli
drzwi otworzyły się w tobie? Co jednak, jeśli czujesz i wiesz, że
nie musisz tego nazywać żadnymi logicznymi słowami? Czujesz,
zaprzyjaźniasz się i łamiesz tabu?
Jesteś obłąkana?
Czy jesteś po
prostu wiedźmą, tą, która wie? Zna matematyczne równania i może
im wierzyć.
Tą, która czuje?
Bo ma duszę wrażliwą na każde drgnienie energii w przestrzeni?
Tą, która wierzy
w matematyczny i duchowy porządek. Tą, której nie przeraża
zasłona, cała iluzja? materii, przenikające się energie.
Czy jesteś tą,
która zakochała się w spirali na tyle, by po niej zbiegać w dół,
jak w ciągu Fibonacciego, który też rządzi pięknem świata?
Cóż. Może to nie
ma znaczenia.
Prędzej czy
później i tak wszystkiego się dowiemy, gdy już wyjdziemy z ciała.
A może nie dowiemy
się nawet wówczas, bo może teorie i równania są błędne, nic z
nas nie zostanie. Ale wtedy również, nie będzie to miało
znaczenia.
Mocno stąpając po ziemi
Poruszam się pomiędzy dźwiękami
Otwieram się szeroko, by je wessać
Czuję, jak poruszają się po mojej
skórze
Sięgam w górę, sięgam na
zewnątrz
Sięgam po chaos albo po cokolwiek,
co mnie zdezorientuje
Podążając za naszą wolą i
wiatrem
Możemy dojść tam, gdzie nikt nie
był
Zjedźmy spiralą do końca
A dotrzemy być może tam, gdzie
jeszcze nikt nie był
Zjedź spiralą na zewnątrz
Idź dalej
A tak poza tematem-
wszystkim wam życzę wspaniałego odczuwania energii ciężkiej
równonocy. To naprawdę ciężkie narodziny, w tym roku. Ale coraz
więcej w świecie światła i...mam nadzieję, w nas samych.
A ja lubię to Twoje gadanie, nawet jak sama nie zawsze je lubisz. I fakt, nie idzie Cię wtedy zamknąć, ale lubię tego słuchać, więc mi to nie przeszkadza :)
OdpowiedzUsuńI dobrze, że Abrill już oswojona, a nie przerażająca jak na początku :)
Tylko że to nie jest dobre gadanie, to akurat. To nie mówienie o bzdurach, a o możliwościach, do których, jak się przekonałam, ludzie nawet podświadomie mogą się za bardzo przywiązać :P
UsuńWszystko jak widać idzie oswoić:)
No wiem o co chodzi. Ale i tak to jakoś lubię xD
UsuńNa to wygląda :)
Mi też zdarza się, że sny się spełniają, albo rozmawiam z kimś, kto nie żyje i wtedy tak jak Ty dziś, wydaje mi się, że za jakieś następne dziesięć a może mniej wieków znów okaże się, że ludzie którzy żyli dziś, tak naprawdę nie mieli o niczym pojęcia.
OdpowiedzUsuńBo nie mamy o niczym pojęcia. A raczej, zaczynamy mieć szczątkowe. Jak choćby...sama teoria strun mówi o takich możliwościach, jeśli trochę ją "nagiąć".
UsuńStrun? Przybliż mi temat ;p
UsuńJa swojego czasu interesowałam się fizyką kwantową, która sama w sobie jest jedną wielką niewiadomą tak naprawdę.
Ja czasami boję się,że mi się spełnią sny. Ale czasem czekam aż się spełnią, bo w snach jest duża moc.
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Tylko czasem po prostu tę moc należy się nauczyć czytać, to, co z nich płynie :>
UsuńWszystko co nieznane i tajemnicze w pewien sposób nas przeraża...ale też i ekscytuje :)
OdpowiedzUsuńOtóż to, to takie dwa bieguny jak gdyby. I jednak, często ekscytacja większa i pociąga, pociąga... :)
UsuńA potem nie możemy zasnąć w nocy :p
UsuńTroszkę przeraził mnie ten post! Taki niby sentymentalny, ale dla mnie sprawy świata duchowego są bardzo ważną i nie pojętą sprawą. Wiem o czym piszesz. Też kiedyś czułam podobnie... Byłam sama w mieszkaniu, ale czułam obok siebie czyjąś obecność. Patrzylam w pustą przestrzeń, jak gdybym patrzyła komuś w oczy. Bałam się wtedy, ale nie nazwałabym tego obłędem. To ludzkie, że boimy się tego co nieznane.
OdpowiedzUsuńDla mnie widzisz to też ważna kwestia ale...może nie na tyle niepojęta bo..nie próbuję tego pojąć ludzkim pojmowaniem, staram się wyjść poza nie.
UsuńA ja tak czuję się bardzo często, ale nawet to polubiłam jakoś:)
Tylko widzisz, jak ktoś się przyznaje, że coś takiego odczuwa, współczesny świat bierze go często za wariata :>
Po prostu pewnych rzeczy człowiek nie jest w stanie ogarnąć swoim umysłem :)
OdpowiedzUsuńI dlatego też patrzy się na nie sercem:D
UsuńZa malutkie mróweczki jesteśmy, żeby stwierdzać z pewnością, co istnieje, a co nie. Co jest możliwe, a co nie. Kurde! Jakby wszechświat chciał sobie teraz wybuchnąć, to by wybuchnął bez zastanawiania się, co sądzą o tym wielcy panowie z NASA.
OdpowiedzUsuńJa mam słaby wzrok i bardziej polegam na słuchu, węchu, intuicji. Czasem naprawdę już jestem jak ślepiec, bo jestem świadoma zwodniczego kształtu własnych oczu, który ogranicza mi pole widzenia i czasem w ogóle je olewam. Myślę, że ludzie o doskonałym wzroku odrzucają inne zmysły, polegają tylko na tym, co dostarcza im światło. A świat nie jest jednowymiarowy i tak jak głupstwem jest liczyć objętość bryły mając tylko długość jednego boku, tak głupstwem jest bezwzględna czasem ocena rzeczywistości tylko na podstawie tego, co się widzi.
Ale czasem i mróweczka lubi sobie pogadać z Bogiem :D
UsuńI pewnie chcieliby wysłać misję ratunkową, coś by wymyslili, jak w filmach science- fiction XD
Tylko niestety, mało kto z nas chce sięgać dalej niż wzrok.
Uwielbiam takie klimaty :D Teoria strun, łączenie fizyki kwantowej z duchowością... to jedne z najbardziej fascynujących tematów, jakie mogą być. Jak się o czymś takim naooglądam i naczytam, to później mi się trochę perspektywa zmienia i we łbie przestawia :P Czuję, że wszystkie te przyziemne czynności są tak bardzo wręcz niedorzeczne, wobec tego wszechświata, tego, gdzie się znajdujemy. A zgłębianie się w fizykę kwantową i tym podobne teorie raczej nie dostarcza mi odpowiedzi tylko rodzi coraz więcej pytań. Ale cóż, jednak ta iluzja, w której żyjemy jest nam najbliższa i dla nas najważniejsza. Pamiętam jak pewnego piątkowego wieczoru zastanawiałam się nad ogromem wszechświata i niedorzeczności wszystkiego co przyziemne, ale szybko ważniejsze stało się to, jak dobra jest zapiekanka i jak pięknie wygląda Wawel nocą :D
OdpowiedzUsuńMusimy się kiedyś wybrać na piwo i na takie tematy sobie pogdybać chyba :D Bo to mój konik :D
UsuńNiedorzeczne a może...po prostu, to, co przyziemne,jest równie ważnym składnikiem całości, która może jawi się nam jako iluzja, ale i tak jest "czymś"?:D
Masz sny, jak z filmów. :D
OdpowiedzUsuńU mnie po domu chodził kiedyś mój dziadek. Tylko, że on już nie żyje ponad 10 lat. :P I wszyscy domownicy to odczuli. Ja słyszałam chodzenie, mój tata spadający długopis widmo w środku nocy - co powtarzało się kilkukrotnie, mojej mamie natomiast pokazywał się we śnie, w dość kluczowym momencie w naszym życiu. Jakby chciał nam coś przekazać, pomóc. :) Wiesz, na początku byłam przerażona, ale później stwierdziłam, iż to przecież mój dziadek i skoro mnie kochał, to krzywdy mi nie zrobi. :)
Czasem mi się zdarzają widzisz :D
UsuńCzyli jednak, wielu z nas odczuło przenikanie się światów i wielu z nas w nie wierzy:)
mimo tego, że różnego rodzaju badania w tym kierunku są coraz bardziej zaawansowane, to chyba nigdy nie dowiemy się jak to jest naprawdę w tymi innymi światami... ale mimo tego wierzę, że takie rzeczy istnieją... może nie konkretnie w takiej postaci jak przedstawia to Kościół... ale na pewno są jakieś inne światy , między którymi dusze mogą się poruszać. a to w jaki sposób i które mogą a które nie... pewnie zawsze pozostanie tajemnicą, przynajmniej za życia.
OdpowiedzUsuńNigdy nie mów nigdy ale..pewnie my, zbyt mali, pogubimy się w tym jeszcze nieraz. Za małe nasze rozumy. Ale czucie to właśnie już coś innego, prawda? Być może...nie musimy rozumieć:)
Usuń