poniedziałek, 21 marca 2016

O tym, że noszę w sobie obłęd lub sięgam za zasłonę tego świata, czyli wszystko zależy od tego, co chcemy widzieć w świecie, w którym wzrok wcale nie mówi prawdy.

Czasem, zwłaszcza od kiedy pracuję w Domu, mam wrażenie, że popadam w obłęd.
Czasem pewne rzeczy niepokoją. Te, których nie da się wyjaśnić wprost.
Czasem przyjmuję to całkiem naturalnie. Jakby to, co widać tylko kątem oka, ledwie sięgającym rogówki odbiciem było tak naturalne, przypisane do tego miejsca i czasu, choć, dla tych rzeczy już czasu i miejsca nie ma. Przecież to tylko miraże. Nic z tych rzeczy, które możemy zobaczyć całą, szeroko rozwartą źrenicą. Nic z tego, co możemy dotknąć.

Czasem myślę że to szaleństwo, gdy przebudzę się nad ranem z mocniej bijącym sercem. Gdy w zamkniętym na klucz pokoju sam odkręca się kran.
Częściej jednak mam wrażenie, że to cienka zasłona z muślinu na moment została uniesiona przez niespodziewany wiatr. Że to spokojna tafla jeziora, na którą upadł uschnięty już liść, zaburzył spokój, zatarł granice. To drzwi, które wiecznie zamknięte na chwilę otworzyły się. Nawet nie w świecie. Otworzyły się we mnie. Zasłona spadła z moich oczu.

Czerń i biel to wszystko co dostrzegałem
Póki jeszcze nie dojrzałem
Wtedy czerwień i żółć nadchodzą by pozostać
Sięgają w głąb mnie
Powalają dostrzec
Co pod, a także i ponad w wyobraźni
Kreślę ponad granicą rozsądku
Zrzuć zasłonę
Spójrz jak spada”- Lateralus

Kto powiedział, że świat to tylko to, co możemy dotknąć, zobaczyć, usłyszeć? Kto powiedział, że ta materia, z której składa się nasze ciało wyznacza ostateczną granicę istnienia?
Rozpisano już niepoznane w skomplikowanych matematycznych wzorach. Rozpisano już to, co widać za zasłoną, choć nadal tak niedoskonale.
Fizycy matematycy, naukowcy. Oni spojrzeli na to, co pod taflą wody pod innym kątem. A być może, to to samo, widziane w inny sposób. Innym kątem oka, bez światła wpadającego do źrenicy.
Kto powiedział, że to co wiesz, wiesz na pewno?
Kto powiedział, że świat nie jest iluzją?
Kto powiedział, że to światło, które wpada do oka, jest prawdziwe? Że nie ma innego, innej energii, która trafia poza ciało?
To i tak tylko złudzenia. To i tak tylko energia.

Ta którą znamy to i tak tylko kilka procent całego wszechświata. Ciemna energia, ciemna materia, której nie ogarniemy dotykiem, słuchem, wzrokiem. Ta z matematycznego wzoru. Być może ta, z której upleciona jest dusza?

Czym jest materia, powiedz mi? Czy wiesz, że materia to tylko zmagazynowana energia? To zamrożona jakimś cudem w czasoprzestrzeni ( bogowie, czasoprzestrzeń zależy od materii! I jej nie ma?!) myśl?

Jak możesz mi wmówić, że coś jest niemożliwe?
Jak możesz mi wmówić, że cokolwiek jest obłędem?

Doświadcza moje ciało, doświadcza moja dusza.
Żyję również w snach.

***

A w moich snach żyje ona.

Gdy przyszłam na nocny dyżur w sobotę, dowiedziałam się, że zmarł jeden z moich ukochanych mieszkańców, Kolejarz, który miał amputowane dwie nogi. Nie, nie dlatego, że wpadł pod pociąg. Ale dlatego, że miał miażdżycę.
Nie zdążyłam go odwiedzić w szpitalu, po tym, jak był operowany. Nie zdążyłam mu powiedzieć do widzenia. Zrobiło mi się przykro, zrobiło mi się żal. Od początku uwielbiałam jego niskich lotów żarty.

Jednak, śmierć to nie zaprzeczenie życia, śmierć to jego dalsze odbicie w naszej rzeczywistości. Śmierć to tylko odbicie energii w materii naszych oczu.
Ja żyję dalej, w świecie dotyku i słuchu, w świecie, gdy tylko kątem oka widać to, co poza światłem.
Posprzątałam szafkę Kolejarza. Uporządkowałam rzeczy. Z czułością czyściłam protezy nóg.

Dziwna to była noc. Pełna nerwów przez inne choroby tych, co mieszkają w Domu. Dziwna to była noc, która jak zawsze miała w sobie śpiew dziwacznej ciszy w tym miejscu, w którym tak wielu traci życia.
Pielęgniarka, z którą miałam nocny dyżur, bała się sama spać, nie pozwoliła mi iść do dyżurki, żebym mogła w spokoju poczytać. Pozwoliła na zapalone światło, próbowała spać. Ja jak zawsze nie mogłam.

Ciekawe, kogo bardziej się boją, wszyscy w Domu, którzy nie chcą zostawać sami w nocy? Żywych czy umarłych?
Boją się szeptów ukrytych w ścianach czy szeptów materialnych ust, tych słów, które sączy w nie materialny, ale chory ponoć umysł?
Czy boją się chorej pani T., która rozmawia nocami ze swoim zmarłym mężem, czy boją się jej męża?
Nie mam odwagi zapytać. Ja lubię tą samotność. Polubiłam uczucie w lewym kąciku oka, zawsze w lewym, w tym oku, na które gorzej widzę w tym świecie. Polubiłam ciszę.
Być może, polubiłam tą dziwaczną obecność.

Bo od kiedy pracuję w domu, czasem mam wrażenie, że popadam w obłęd. A czasem wiem, że to po prostu zasłona, która spadła.
Czasem mam wrażenie, że ktoś za mną chodzi. Gdy zostaję sama w domu, gdy Mąż jest w pracy, czasem słyszę krok. Czasem wyczuwam wibrację ciała, którego nie ma.
I nie zapomnę tego wieczoru, tego, gdy zdarzyło się to po raz pierwszy tak wyraźnie.
Pamiętam, że tego wieczoru, tak nagle zmarła pani R. Pięć minut wcześniej jadła kolację. Gdy weszliśmy do jej pokoju, już nie żyła. Nagle. Niespodziewanie, tak niespodziewanie, bo tyle przecież miała energii. Ponoć pękło jej serce.
Zostałam wtedy na kawałku nocnego dyżuru z M., żeby pomóc jej umyć i ubrać zwłoki. Przywykłam już przecież. Widziałam śmierć Dziadka, widziałam śmierć pani, która zagłodziła się na śmierć. Myłam ciała.
A jednak, poczułam dreszcz. Znów, dziwny niepokój, który smakuje tak słodko. Który mówi o życiu.
Po pracy poszłam prosto do Red. Po jakimś czasie przyszedł mój Mąż z pracy.
Nie wiem ile wtedy wypiłam. Dużo. Zdecydowanie za dużo. Wtedy, gdy poszłam do łazienki, byłam przekonana, że jest ktoś jeszcze. Bo piliśmy, w tym świecie, przecież we troje. A jednak. Gdy z niej wyszłam, byłam przekonana, że jest z nami ktoś jeszcze. Chciałam do niego nawet coś powiedzieć, jakby ktoś przestawił mi prztyczek w mózgu.
Ten zza zasłony.
Jeszcze w łazience przypominałam sobie, co chciałam mu powiedzieć, bo urwaliśmy dyskusję, bo bardzo chciało mi się siusiu.
Jakbym przeniosła się w czasoprzestrzeni. Jakby przez chwilę w moim umyśle przestało się coś zgadzać.
Inne światy? Zagubiony czas, który przecież nie istnieje? Skok, nagły skok? Błąd w naszym fizycznym, materialnym Matrixie?
To był dziwny wieczór. Mówiłam rzeczy, których nie powinnam, przepływały przeze mnie, nikt nie mógł zamknąć mi ust. Mój umysł chciał przestać, ale słowa wypływały, wyskakiwały jak ropuchy z ziemi po deszczu.
Słowa zza zasłony.
Przerażające rzeczy. Kolejne wersje przyszłej rzeczywistości. Zapętlenie. Wieszczenie. To, czego nienawidzę. Uczucie przepływania, którego nie można nieraz opanować.
A potem przyszedł spokojny sen.

Nie rozmawialiśmy za wiele o moich słowach, moim jakby-amoku, który woleliśmy uznać za zwykłe pijaństwo. Inaczej przecież, to byłby obłęd, prawda?
Ten ktoś, ten czwarty w mieszkaniu Red stał się żartem Wytrychem.
Ten czwarty. Tak go nazwaliśmy. Nieraz śmialiśmy się z tego gdy oglądaliśmy horrory, gdy coś zaszurało na korytarzu, a koty były z nami. Ot, ten czwarty. Ten, którego ja przywlokłam. Przyciągnęłam zza zasłony.
Może Czarownice muszą czasem tam zajrzeć. Czasem coś stamtąd wyciągnąć wbrew swojej woli.

Możecie sądzić, że byłam przerażona.
Może na początku mnie to niepokoiło. Z czasem oswoiłam się. Z lewym kącikiem oka na nocnych dyżurach. Z odkręcanymi kranami, dziwnym muskaniem po twarzy, gdy zasypiam, a muszę czuwać.
Jako jedyna nie mogę spać na nocnych dyżurach. Mówię, że wolę czytać.
Ten czwarty, a może ktoś inny. Nie pozwala mi spać, mówiąc, że coś się może stać, komuś z tych, co żyją, tych, którymi mam się opiekować. Nad których życiem czuwam. Nad których czuwam też śmiercią.
Nie przeraża mnie to. Nawet jeśli to obłęd, szaleństwo, które się rozwinie latami. Co na nie poradzę? Teraz jeszcze nic. Nie przeraża mnie to, jeśli to energia, świat zza zasłony. Prawdziwa obecność. Ta mnie nie niepokoi. Czasem wręcz sprawia, że czuję się spokojna.
I nie myślcie, że nazwę to aniołem stróżem. Nie wierzę w anielskie białe skrzydła. Nie wierzę, że naszymi tzw. aniołami stają się bliscy zmarli. Sądzę, że ich energia ma lepsze rzeczy do robienia po śmierci.
To po prostu energia, obecność, której nie znałam materialnie. Jest, i nawet jeśli jest tylko w mojej głowie, nie szkodzi.
Wierzę w inne światy. Te z równań innego języka, matematyki. Wierzę, że czas jest pętlą. Wierzę, że czasem po prostu się stykamy. Tyle wiary mi starczy.

Bardziej bałam się swoich snów, ale i do nich przywykłam, do ich smaku.
Bardziej bałam się Abrill.
Niedługo po tym, jak zaczęłam pracować w Domu, po tym, jak widziałam śmierć Dziadka, jak myłam jego ciało, zaczęła mi się śnić ona. Mała, blada dziewczynka. Zawsze w Domu albo moim własnym mieszkaniu.
Niejeden sen doprowadził mnie do krzyku. Najgorszy jednak był ten pierwszy, w którym Red czekała na mnie przed Domem, jak to się nieraz zdarza, a ja nie mogłam się wydostać. Dom nie chciał mnie wypuścić, bo Abrill nie chciała tego zrobić. Dziewczynka ukryta w murze, ukryta w suficie. Dziewczynka, która miała w sobie smutek.
Z czasem oswoiłam i Abrill w snach. Zaczęłam z nią rozmawiać. O pewnym bólu który w sobie nosi, o gorzkim smaku jej własnych snów.
O samotności.
W pewien sposób zaprzyjaźniłam się z Abrill w snach, z tą, która śni mi się najczęściej, gdy ktoś umrze.

W sobotę rano zmarł więc Kolejarz. Żałowałam, że nie pożegnałam się z nim jak należy.
W niedzielę zastałam go w moim śnie.
Był pogodny, bardziej niż wtedy, gdy był żywy. Siedział na ławce w parku. I miał obie nogi, obie, które nieraz były przedmiotem naszych żartów. Siedział na ławce i pił piwo. A za ławką stała...Abrill.
-Przyprowadziłam go dla ciebie.- powiedziała do mnie, oniemiałej, nagiej, tak jak przecież śpię. Tym swoim monotonnym, cichym, przypominającym buczenie radia głosem. Odsunęła się zaraz od ławki, tak, jakby dawała nam swobodnie porozmawiać. Wiem, że dawała nam się swobodnie pożegnać.
Podeszłam do ławki, wcale nie wstydząc się swojej nagości. W tym świecie wszyscy jesteśmy równi, ciało nie ma przecież znaczenia.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Tak po prostu, grzejąc się w słońcu początków wiosny, bo to były jej początki, choć w świecie moich snów panowała zieleń, a nie szarość.
Spokojna rozmowa, aż podeszła ona. Położyła rękę na ramieniu pana Kolejarza.
-No tak, tak, musimy już iść, czas się kończy.
Wstaliśmy, przytulił mnie na pożegnanie.
A ja w tym śnie, tym razem, nie mogłam się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.
-Kim ty właściwie jesteś?- powiedziałam, patrząc na Abrill. Bogowie, sama nie wiem, skąd wiedziałam, że tak ma na imię. Może jest w moim umyśle, może sama je stworzyłam, nie wiadomo z którego kręgu mojej podświadomości, może..
-To ty nie wiesz?- zapytałam dziewczynki, ale odpowiedział mi uśmiechnięty z niedowierzaniem pan Kolejarz- Przecież Abrill to część ciebie, dziewczyno!

****
Tam jest o wiele więcej, namawiają,
bym wyszedł u nieskończonym możliwościom
Jak pod, a także naprzeciw wyobraźni
Kreślę ponad granicą rozsądku
Zrzuć zasłonę, spójrz jak spada
Zbytnie myślenie, nadanalizowanie
Oddziela ciało od umysłu
Wysusza intuicję
Porzuca okazję
Nakarm moją wolę bym poczuł ten moment
Zachęty do przekroczenia granicy
Wyciągam rękę, by poczuć chaos
Wyciągam rękę, by objąc wszystko, co może nadejść”- Lateralus

****
Czym są sny? Czym jest poczucie w lewym kąciku oka? Czym podświadomość, czym inne światy pochodzące z matematycznych równań najgenialniejszych umysłów, które nie była się sięgać dalej?
Na ile znamy siebie? Na ile wiemy, które części nas są nie z tego świata?
Czy nasza duża porozbijana na kawałki?
Miliony pytań, gdy żyjemy w tym świecie.
Miliony powodów do obłędu. Stania się wariatem w oczach tych, którzy nie chcą widzieć dalej.

Ale często mam wrażenie, że każdy z nas czuje w sobie zasłonę. Od wieków przecież wierzono właśnie w jej istnienie. Tak ją sobie wyobrażano. Dzieci, które rodziły się z błoną płodową na twarzy uważano za dzieci magiczne. Symbol zasłony podczas przechodzenia z jednego świata do drugiego.
Każdy z nas ma zasłonę w sobie. Ma mój lewy kącik oka. Chociaż raz dotknął tego, co nie składa się z naszej materii.
Ale bronimy się, broimy się przez tym dzielnie. To, co za zasłoną nazywamy tabu.
Nieraz opowiadamy historie o duchach, zakorzenione w naszej wspólnej świadomości, bojąc się jednak wiedzieć, co jest naprawdę. Czym jest energia. Z czym przenika się, z czego pierwotnie zbudowana jest materia.
Boimy się, broniąc się po prostu widocznym strachem sięgającym absurdu, albo próbując racjonalizować pewne rzeczy. Mówiąc nauka temu zaprzecza.
Nauka to tylko kolejna teoria i zresztą...nauka coraz bardziej sięga po zasłonę. Bo chyba doszliśmy do tego etapu, gdzie nawet matematyczne równania i czysta logika się kończy. Ale wielu maluczkich, nas, nie chce tego wiedzieć.
Tabu zasłony.
Nie otwieraj tych drzwi, jeśli nie wiesz, co się za nimi znajduje.
Mądre. Bardzo mądre powiedzenie. Możesz zostać uznany za szaleńca, gdy się dowiesz. Możesz naprawdę oszaleć, póki twoje ciało nie będzie umiało wyjść poza swoją materię.
Co jednak, jeśli drzwi otworzyły się w tobie? Co jednak, jeśli czujesz i wiesz, że nie musisz tego nazywać żadnymi logicznymi słowami? Czujesz, zaprzyjaźniasz się i łamiesz tabu?

Jesteś obłąkana?
Czy jesteś po prostu wiedźmą, tą, która wie? Zna matematyczne równania i może im wierzyć.
Tą, która czuje? Bo ma duszę wrażliwą na każde drgnienie energii w przestrzeni?
Tą, która wierzy w matematyczny i duchowy porządek. Tą, której nie przeraża zasłona, cała iluzja? materii, przenikające się energie.
Czy jesteś tą, która zakochała się w spirali na tyle, by po niej zbiegać w dół, jak w ciągu Fibonacciego, który też rządzi pięknem świata?

Cóż. Może to nie ma znaczenia.
Prędzej czy później i tak wszystkiego się dowiemy, gdy już wyjdziemy z ciała.
A może nie dowiemy się nawet wówczas, bo może teorie i równania są błędne, nic z nas nie zostanie. Ale wtedy również, nie będzie to miało znaczenia.



Mocno stąpając po ziemi
Poruszam się pomiędzy dźwiękami
Otwieram się szeroko, by je wessać
Czuję, jak poruszają się po mojej skórze
Sięgam w górę, sięgam na zewnątrz
Sięgam po chaos albo po cokolwiek, co mnie zdezorientuje

Podążając za naszą wolą i wiatrem
Możemy dojść tam, gdzie nikt nie był
Zjedźmy spiralą do końca
A dotrzemy być może tam, gdzie jeszcze nikt nie był
Zjedź spiralą na zewnątrz
Idź dalej


A tak poza tematem- wszystkim wam życzę wspaniałego odczuwania energii ciężkiej równonocy. To naprawdę ciężkie narodziny, w tym roku. Ale coraz więcej w świecie światła i...mam nadzieję, w nas samych.  

23 komentarze:

  1. A ja lubię to Twoje gadanie, nawet jak sama nie zawsze je lubisz. I fakt, nie idzie Cię wtedy zamknąć, ale lubię tego słuchać, więc mi to nie przeszkadza :)
    I dobrze, że Abrill już oswojona, a nie przerażająca jak na początku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że to nie jest dobre gadanie, to akurat. To nie mówienie o bzdurach, a o możliwościach, do których, jak się przekonałam, ludzie nawet podświadomie mogą się za bardzo przywiązać :P
      Wszystko jak widać idzie oswoić:)

      Usuń
    2. No wiem o co chodzi. Ale i tak to jakoś lubię xD
      Na to wygląda :)

      Usuń
  2. Mi też zdarza się, że sny się spełniają, albo rozmawiam z kimś, kto nie żyje i wtedy tak jak Ty dziś, wydaje mi się, że za jakieś następne dziesięć a może mniej wieków znów okaże się, że ludzie którzy żyli dziś, tak naprawdę nie mieli o niczym pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie mamy o niczym pojęcia. A raczej, zaczynamy mieć szczątkowe. Jak choćby...sama teoria strun mówi o takich możliwościach, jeśli trochę ją "nagiąć".

      Usuń
    2. Strun? Przybliż mi temat ;p
      Ja swojego czasu interesowałam się fizyką kwantową, która sama w sobie jest jedną wielką niewiadomą tak naprawdę.

      Usuń
  3. Ja czasami boję się,że mi się spełnią sny. Ale czasem czekam aż się spełnią, bo w snach jest duża moc.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko czasem po prostu tę moc należy się nauczyć czytać, to, co z nich płynie :>

      Usuń
  4. Wszystko co nieznane i tajemnicze w pewien sposób nas przeraża...ale też i ekscytuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, to takie dwa bieguny jak gdyby. I jednak, często ekscytacja większa i pociąga, pociąga... :)

      Usuń
    2. A potem nie możemy zasnąć w nocy :p

      Usuń
  5. Troszkę przeraził mnie ten post! Taki niby sentymentalny, ale dla mnie sprawy świata duchowego są bardzo ważną i nie pojętą sprawą. Wiem o czym piszesz. Też kiedyś czułam podobnie... Byłam sama w mieszkaniu, ale czułam obok siebie czyjąś obecność. Patrzylam w pustą przestrzeń, jak gdybym patrzyła komuś w oczy. Bałam się wtedy, ale nie nazwałabym tego obłędem. To ludzkie, że boimy się tego co nieznane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie widzisz to też ważna kwestia ale...może nie na tyle niepojęta bo..nie próbuję tego pojąć ludzkim pojmowaniem, staram się wyjść poza nie.
      A ja tak czuję się bardzo często, ale nawet to polubiłam jakoś:)
      Tylko widzisz, jak ktoś się przyznaje, że coś takiego odczuwa, współczesny świat bierze go często za wariata :>

      Usuń
  6. Po prostu pewnych rzeczy człowiek nie jest w stanie ogarnąć swoim umysłem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego też patrzy się na nie sercem:D

      Usuń
  7. Za malutkie mróweczki jesteśmy, żeby stwierdzać z pewnością, co istnieje, a co nie. Co jest możliwe, a co nie. Kurde! Jakby wszechświat chciał sobie teraz wybuchnąć, to by wybuchnął bez zastanawiania się, co sądzą o tym wielcy panowie z NASA.
    Ja mam słaby wzrok i bardziej polegam na słuchu, węchu, intuicji. Czasem naprawdę już jestem jak ślepiec, bo jestem świadoma zwodniczego kształtu własnych oczu, który ogranicza mi pole widzenia i czasem w ogóle je olewam. Myślę, że ludzie o doskonałym wzroku odrzucają inne zmysły, polegają tylko na tym, co dostarcza im światło. A świat nie jest jednowymiarowy i tak jak głupstwem jest liczyć objętość bryły mając tylko długość jednego boku, tak głupstwem jest bezwzględna czasem ocena rzeczywistości tylko na podstawie tego, co się widzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czasem i mróweczka lubi sobie pogadać z Bogiem :D
      I pewnie chcieliby wysłać misję ratunkową, coś by wymyslili, jak w filmach science- fiction XD
      Tylko niestety, mało kto z nas chce sięgać dalej niż wzrok.

      Usuń
  8. Uwielbiam takie klimaty :D Teoria strun, łączenie fizyki kwantowej z duchowością... to jedne z najbardziej fascynujących tematów, jakie mogą być. Jak się o czymś takim naooglądam i naczytam, to później mi się trochę perspektywa zmienia i we łbie przestawia :P Czuję, że wszystkie te przyziemne czynności są tak bardzo wręcz niedorzeczne, wobec tego wszechświata, tego, gdzie się znajdujemy. A zgłębianie się w fizykę kwantową i tym podobne teorie raczej nie dostarcza mi odpowiedzi tylko rodzi coraz więcej pytań. Ale cóż, jednak ta iluzja, w której żyjemy jest nam najbliższa i dla nas najważniejsza. Pamiętam jak pewnego piątkowego wieczoru zastanawiałam się nad ogromem wszechświata i niedorzeczności wszystkiego co przyziemne, ale szybko ważniejsze stało się to, jak dobra jest zapiekanka i jak pięknie wygląda Wawel nocą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy się kiedyś wybrać na piwo i na takie tematy sobie pogdybać chyba :D Bo to mój konik :D
      Niedorzeczne a może...po prostu, to, co przyziemne,jest równie ważnym składnikiem całości, która może jawi się nam jako iluzja, ale i tak jest "czymś"?:D

      Usuń
  9. Masz sny, jak z filmów. :D
    U mnie po domu chodził kiedyś mój dziadek. Tylko, że on już nie żyje ponad 10 lat. :P I wszyscy domownicy to odczuli. Ja słyszałam chodzenie, mój tata spadający długopis widmo w środku nocy - co powtarzało się kilkukrotnie, mojej mamie natomiast pokazywał się we śnie, w dość kluczowym momencie w naszym życiu. Jakby chciał nam coś przekazać, pomóc. :) Wiesz, na początku byłam przerażona, ale później stwierdziłam, iż to przecież mój dziadek i skoro mnie kochał, to krzywdy mi nie zrobi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem mi się zdarzają widzisz :D
      Czyli jednak, wielu z nas odczuło przenikanie się światów i wielu z nas w nie wierzy:)

      Usuń
  10. mimo tego, że różnego rodzaju badania w tym kierunku są coraz bardziej zaawansowane, to chyba nigdy nie dowiemy się jak to jest naprawdę w tymi innymi światami... ale mimo tego wierzę, że takie rzeczy istnieją... może nie konkretnie w takiej postaci jak przedstawia to Kościół... ale na pewno są jakieś inne światy , między którymi dusze mogą się poruszać. a to w jaki sposób i które mogą a które nie... pewnie zawsze pozostanie tajemnicą, przynajmniej za życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mów nigdy ale..pewnie my, zbyt mali, pogubimy się w tym jeszcze nieraz. Za małe nasze rozumy. Ale czucie to właśnie już coś innego, prawda? Być może...nie musimy rozumieć:)

      Usuń