czwartek, 17 marca 2016

O tym, że jesteśmy sobie lądem, czyli list piany wiosną i wieczorną tęsknotą.

Ciemnieje już noc. Ciemnieje niebo, choć już połowa księżyca, choć idzie na pierwszą wiosenną pełnię.
Niebo przedtem przepełnione słońcem zalane jest granatem. Dojrzało, ściemniało tak, jak przez lata miłością rozjaśniły się twoje oczy.
Bo dorośliśmy razem. Dorośliśmy do tego, boy kochać jeszcze bardziej. Razem zrozumieliśmy życie.

Dorastamy nielekkim gestem
Obijając się o nonsens.

Niebo zalane ciemnością, taką, jaka kiedyś i nas pochłonie. Do tej ciemności dojrzejemy, jak niebo dojrzewało krwistą czerwienią nieba. Do tej ciemności wejdziemy. I może, gdy nas już nie będzie, w ciemności będzie świecić jedno światło, jak dziś ten księżyc. Światło naszej miłości.

Jedyne takie niebo wiosną. Jedyne takie wschody i zachody, przekrwione jak moje zmęczone tej wiosny oczy.
Ile za nami już wiosen? Ile zmęczonych, lecz ostatecznie radosnych spojrzeń?
Ile to już lat?
Niedługo osiem przeminie, wtedy gdy dojrzeje zboże, gdy zezłocą się pola, wtedy, gdy kiełkujące teraz trawy spali słońce, za którym teraz tak tęsknimy.
Osiem. Ponad 1/3 mojego życia. Za 10 lat będę mogła powiedzieć, że 1/2 mojego życia spędzona jest z tobą. Dziwna matematyka oddania, miłości i zaufania. Matematyka równań namiętności i wielu ciężkich chwil.

Bo wiesz, idzie wiosna kochane. To czerwieniejące niebo to znak, że znów wszystko się odradza. Wszystko zaczyna się na nowo. Mamy kolejną szansę.

Mam jak zawsze na wiosnę tak zmęczone ciało.
Zmęczone ciało, po pracy, po kolejnych ciężkich drogach, wykręcanych kostkach, plecach które gną się pod ciężarem codzienności. Mam po zimie szarą skórę ropuchy która dopiero wygrzebuje się spod ziemi i półślepe oczy, oczy konia z kopalni, który dopiero co wychodzi na powierzchnię i czuje, że żyje. Mam za długie, niestępione i kruche pazury niedźwiedzia, który obudził się za wcześnie, gdy śniegi dopiero co topnieją.
Mam jednak też wielki głód. Jakbym całą zimę nie jadła. Na nowo budzi się słońce, na nowo budzę się ja. Chcę jeść, jeść, jeść!
Jestem głodna życia. Jestem głodna ciebie.
Moje ciało jest zmęczone, moje ciało pachnie zatęchłą jaskinią kochanie, pełną zbutwiałych liści. Muszę wygrzać się jak jaszczurka na kamieniu, mając pod powieką gorący sen o Hiszpanii. Muszę wytarzać się w zieleni, pierwszym zapachu trawy, natrzeć swoje nadgarstki roślinnymi sokami i pyłkiem podbiału. Muszę wpuścić do ucha pszczołę, żeby brzęczała mi melodię swojego życia.
Muszę wejść w twoje dłonie i ogrzać się w nich, w silnych, męskich dłoniach, które jak żadne inne pasują do moich bioder. Muszę łasić się do ciebie jak kotka w rui, miauczeć i mruczeć ci do ucha, wyginać grzbiet, gdy tylko przelotnie muśniesz moje nabuzowane chęcią lędźwie swoim palcem wskazującym, tym, co wskazuje mi drogę do naszego łóżka. Muszę na nowo przejrzeć się w twoich oczach, przepastnych czarnych jeziorach, w których utonęłam już dawno temu.
Czarna woda zalała moje serce. Moja krew stała się odbiciem czarnych oczu. Musi na nowo się wzburzyć, na nowo tej wiosny.
Myślę, że w twojej krwi odbija się ten nieokreślony kolor moich oczu. Ni to zieleń, ni to błękit, ni to szarość. Toń jeziora, w które wpatrywałam się, zanim zaczęłam wpatrywać się w twoje oczy.

Połączyły się strumienie naszych żyć kochanie. A teraz kończy się zima, można zacząć na nowo. Stopniały we mnie śniegi, które przyniosła jesień, które zatrzymała we mnie zima. Stopniały we mnie śniegi, które przywiał potworny wiatr, ten, który po raz pierwszy tak zmroził kości. Ale ten śnieg na wiosnę tylko dodaje siły strumieniowi miłości, który łączy się z twoim. Tym, który do ciebie wysyłam. Tym, w którym razem możemy się kąpać.
Żadna woda tak nie ożywia. Żadna nie daje tyle siły. Lodowata, krystaliczna woda w największy upał. Zmrożona głowa, gdy rozpalona bólem.

Ten śnieg, ten wiatr sprawił tylko, że jeszcze bardziej cię kocham. Bo wiem, że nic nas nie pokona. Bo wiem, że żaden wiatr nie zniszczy domu, który razem budujemy. I może zerwie nieraz dach. I może nieraz zaleje piwnicę. Ale wszystko da się odbudować.
Po wszystkim ściany naszego domu są jeszcze mocniejsze.
Po wszystkim kocham cię jeszcze bardziej.
A teraz przychodzi wiosna. Twoja kochanka czuje, że żyje. Chce żyć z tobą. Wiesz o tym, prawda?

Na nowo bije moje serce, jak serce wiosny i z roku na rok jest w nim coraz więcej miejsca dla ciebie. Z roku na rok masz coraz większe mieszkanie. To lokata bezterminowa, nienaruszalna nieruchomość. Wcale nie brana na kredyt. To mieszkanie, to samo, które ja mam w twoim sercu. Odbicie lustrzane, które buduje wspólny dom.

Teraz nadchodzi wiosna kochanie i mam siłę, by naprawić te drobne usterki. Zerwany dach podczas huraganów jesieni, huraganów zimy już przecież postawiony na nowo.

Przychodzi wiosna kochanie i czuję się znów silniejsza. Czuję, że silniejsza jest nasza miłość. Dojrzalsza o te kolejne miesiące. Dojrzalsza niż w poprzednich latach. Wspaniała swoją namiętnością ale i czułością, której na początku tak naprawdę nie znałam. Bo nie mogłam jej znać.
Ta czułość to tajemnica, którą odkrywa się we wspólnym mieszkaniu latami.

Ta czułość to tajemnica która mówi prozą, w której skryta jest najdoskonalsza poezja. Już kiedyś myślałam, że zabrakło nam poezji. Teraz odkryłam ją na nowo, w naszej codzienności. W obrączkach noszonych na palach. W kolejnych tragediach, w których potrafiliśmy się wspierać. W nieszczęściach, które sami na siebie ściągaliśmy i które musieliśmy sobie wybaczać.

Bo przeszliśmy już chyba wszystko, a przynajmniej tak wiele, tak wiele! Nieraz mam wrażenie, że inni mogli by się od nas uczyć. Przeżyliśmy już własną głupotę. Pokusę, która zaciągnęła nas oboje tak naprawdę za daleko. Przeżyliśmy strach i największą tęsknotę. Widziałam w twoich oczach największą ciemność, która wcale nie kryła się w barwie tęczówek. Ty widziałeś moje najbardziej przekrwione oczy, wcale nie zmęczeniem, a płaczem. Zlizywałeś z moich policzków całe morze łez swoim gorącym językiem.
Kto nie zaznał tej drogi, nie wie, co to prawdziwa czułość. Kto nie musiał wybaczać najgłębiej zadanych ran i nie czuć już potem żalu, ten nie wie, co może uczynić prawdziwa miłość. My już wiemy.

Ale żadne mieszkanie razem po prostu obok, żadne obrączki zakładane na palce i przysięgi przed jakimkolwiek Bogiem tego nie sprawią. Nic z tych rzeczy. Wiemy o tym doskonale, prawda?
To my musieliśmy to sprawić. To my, wchodząc sobie wzajemnie pod skórę, wchodząc w swoje ciała i dusze. To my, w wykrwawianych nadgarstkach i dzikim śmiechu odkryliśmy, zbudowaliśmy tą czułość. I powiem ci kochanie, że jesteśmy szczęściarzami. Niektórzy nie zaznają jej przez całe lata, mimo że przysięgają przed jedynym znanym sobie bogiem.
My przysięgaliśmy sobie. Tylko sobie. I dlatego tylko sami dla siebie się liczymy. Nikt nie wejdzie między nas.
Niektórzy nie zaznają tego przez całe życie. Tak wielkiej bliskości, namiętności. Poezji i prozy. Czułości.
Wielu nie powie tak prawdziwie, patrząc sobie w oczy „kocham cię”
Wielu nie zazna, co to czuć życie w drugiej skórze aż do samego dna.
Mamy wielkie szczęście kochanie. Szczęście, że mamy siebie.
Tak bardzo cię kocham.

Widzisz, kochanie, jesteś moją wodą, strumieniem, z którym połączyłam bieg strumienia mojego życia. Ale często w tym wszystkim, całym moim życiu, mam wrażenie, że jesteś też jednym z niewielu stałych lądów, które mam.
Stały ląd, który nigdy nie zatonie. Ląd nie zatonie.
Widzisz, wiem też, że ja jestem takim lądem dla ciebie.
To nasza miłość jest tą wyspą, na której możemy odpocząć podczas największego sztormu.
Skoro mamy siebie, co złego może nas spotkać? Nigdy nie będziemy błądzić sami w ciemności. Zawsze znajdę w niej twoją rękę. Nawet, gdy już cię przy mnie nie będzie, gdy mnie nie będzie przy tobie, bo tak zdecyduje los. Śmierć albo koniec miłości. Zawsze będzie ląd, który zbudowała w nas ta miłość.
Bo takiej czułości się nie zapomina. Nawet gdy się skończy, zostaje na zawsze.
Taka miłość trwa zawsze.
Na zawsze, twoje oczy odbite w moich.

Czasem robi mi się żal. Czasem pytam się, czym na to zasłużyłam? I czasem sama na siebie klnę gdy zaczynam mówić, że mam pecha. Gdy coś mi się nie układa. Ostatecznie wspominam, że przecież mam ciebie. I przez to muszę być wdzięczna światu, losowi, wszelkim bogom, którym nic nie obiecywałam i którym nic nigdy nie obiecam.
Mam ciebie. Najważniejsza rzecz w życiu.
Mogłabym być szczęśliwa bez ciebie, to oczywiste. Ale mam ciebie i tak zaznaję szczęścia. Tej jedynej czułości. Więc za to dziękuję. I dzięki temu pamiętam, że nagle zjawia się milion rzeczy, za które mogę być wdzięczna.

Mogę być wdzięczna za takie dni jak ten.
Bo widzisz kochanie, to był wspaniały dzień. Pełen słońca. Pełen śmiechu. Pełen wręcz tańca, żartów, iluzji, że życie coś znaczy.
Dzisiaj życie znaczyło tak wiele. W chęci wędrówki, w tętnie bijącym w zwariowanym tempie.
To był wspaniały dzień, dzień krwawego świtu i różowego zachodu słońca. Bogowie, jak dawno nie widziałam aż takich barw! Czerwone chmury jak moje usta po naszym namiętnym pocałunku. Różowe światło, jaśniejące aż do oślepiającego blasku. Ciepło na twarzy, gdy wyrwałam się z pracy.
I te opowieści o minionych miłościach, opowieści o minionych miłościach tego, który je stracił. Tego, któremu bliżej do ciemności, niż do różu poranków.
W jego oczach widziałam po raz pierwszy, że i on znał tą czułość. I ona została w nim na zawsze, wiesz?
To był piękny dzień. Widziałam tą czułość w czyichś oczach. Widziałam ją w swoich, gdy odbijały się w lustrze.

Ale dzień się kończy. I mimo zmęczenia zimą, moje ciało czuje to drżenie w kościach, drżenie nadchodzącej wiosny. I mimo zmęczenia pracą, prawdziwym maratonem, czuję, że mogłabym eksplodować tą energią, co we mnie, co każe śpiewać i tańczyć, co każe mi cię kochać i czekać na ciebie, bo moja skóra tęskni, moje oczy tęsknią, moje dłonie tęsknią by spleść się z twoimi.
Moje serce tęskni, by zacząć bić z twoim wspólnym rytmem, gdy położę głowę pod twym ramieniem.

Czekam na ciebie w ciemności nocy, pisząc te słowa do ciebie. Tęsknię do ciebie jak tęsknię do wiosny, choć to tylko godziny, choć do wiosny tylko dni. Czekam jak tykająca bomba.
Bo mam w sobie jej energię, energię tsunami i huraganu. A jednocześnie mam w sobie ten spokój.

Bo widzisz kochanie, jutro kolejny wspólny poranek.
To kolejna wspólna wiosna. I tej wiosny mam jeszcze większą pewność, że wszystko da się naprawić. W domu zbudowanym z naszej miłości, domu jeszcze tak bezdomnym, da się naprawić zalaną piwnicę, da się naprawić zerwany dach.
Bo tak naprawdę mieszkamy w swoich sercach a teraz, na wiosnę, znów w wspólnym ogrodzie zakwitną nam kwiaty.
Piękniejsze niż przed laty.
Piękniejsze niż przed rokiem.

Dojrzeliśmy razem, z dzieci przemieniliśmy się w dorosłych ludzi. Kiedyś sami byśmy nie uwierzyli. Kiedyś byśmy nie chcieli.
Ale teraz, teraz nic bym nie zmieniła.
Teraz chcę, by moje nagie stopy pieścił mokry piasek tylko tego jednego lądu. Bo tyle mi w życiu wystarczy.
Tyle wystarczy nam obojgu. Mam tę pewność. I nie ma się czego bać.
Jak zawsze, nie ma się co bać. Chce się po prostu kochać.



I nie zatopi nas
Pokusa ani strach
A jeśli zerwie dach
Huraganowy wiatr

Ląd nie utonie.

Lądu toń
Ochroni dom.


20 komentarzy:

  1. chciałabym komuś kiedyś też tak powiedzieć.
    póki co znowu sobie płynę sama. i choć mam pewność, że dobrze zrobiłam, to lekko nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samemu też dobrze płynąć, w ten sposób przecież człowiek też znajduje szczęście. I na razie lekko nie jest to chociaż...jest zgodnie z tobą, prawda?

      Usuń
  2. Mam nadzieję,że przed Wami dziesiątki takich wspólnych wiosen. Też zaczynam czuć jej energię, niech ta zima się kończy, w końcu i wszystkim doda tyle nadziei co Tobie.;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również i cóż, dziękuję:)
      Obyp o prostu wszystkich nas wiosennie urzeczono, o!:D

      Usuń
  3. Nie jestem zwolenniczką tego rodzaju romantyzmu, wolę okazywanie uczuć przez małe prezenty, wspieranie się, wspólne wyjścia, pomaganie sobie. Zwyczajnie mnie samej byłoby głupio w taki sposob o tym mówić, pomimo tego, że bardzo spodobał mi się Twój tekst :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz...sama go nie za bardzo lubię :D Dlatego też w dużej mierze powstał ten tekst. Bo z reguł na co dzień, jak ja to mówię, "pociskamy się z czułością", zwłaszcza przy ludziach. Uzupełniamy się żartobliwie, w dużej mierze. Bo czy do obrazu takiego romantyzmu pasuje tekst mojego męża chociaż ten typu "idź umyj dupę Szopie?"( bo od lat mówi na mnie Szop Pracz XD). Tylko takie słowa od czasu do czasu też muszą wypłynąć, te wszystkie emocje. Ta cholerna doza czułości, jakiejś namiętności bo...jedno nie przeczy drugiemu. Jak mówię, to właśnie taka poezja w prozie. W tym codziennym wspieraniu, pomaganiu, praniu nawzajem swoich gaci, pocieszaniu po śmierci przyjaciela co oboje nas mocno dotknęło ponad rok temu, w darciu się na siebie z żartem że nie kupiło się chleba i będzie się głodować:) Dostawaniu kalafiora na dzień kobiet XD Jedno nie jest zaprzeczeniem drugiego a i od czasu do czasu ...nawet i tandetny romantyzm jak dla mnie bywa przydatny:) Czasem cisnąć sobie od buraków, dawać te małe prezenty, czasem mówić ze łzami w oczach wręcz kocham i w ten sposób...myślę, że równowaga w ten sposób jest zachowana :D
      A i dziękuję:)

      Usuń
  4. Tak, przyszła cudowna wiosna i dodaje sił także wolnym duszom :D
    I cóż, jesteście dowodem na to że taka piękna, prawdziwa miłość jest możliwa. Znam kilka takich przypadków. I to jest piękne w sumie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie że tak, wiosna dodaje siły chyba każdemu:)
      Miłość jest możliwa każda. Tylko czasem kończy się wcześniej, toczy inaczej niż zakładamy:) Może kluczem jest...wiele od niej nie oczekiwać nieraz i pozwalać sobie po prostu kochać?:)

      Usuń
    2. Dokładnie, nawet, jak jest źle, to od razu robi się jakoś lżej na duszy :)
      Odkryłam ostatnio, że uwolnienie się od oczekiwań bardzo ułatwia życie i cholernie pomaga :)

      Usuń
    3. A to zdecydowanie:) Bo pozwala płynąć z rytmem i jakoś..wczuć się w rytm świata, zamiast prób układania tego rytmu pod siebie, co jest przecież niemożliwe:)

      Usuń
  5. I znów nie umiem sensownie skomentować...
    Pięknie napisane. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, bo to takie osobiste, że komentować trudno:)
      I dziękuję:)

      Usuń
  6. Weźcie się usciskajcie ode mnie nawzajem, bo jesteście genialni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wyściskaliśmy, wyściskaliśmy XD

      Usuń
  7. Komuś się tu zebrało na miłosne wyznania ^^. Kochańce dwa! Jejku, jeszcze wielu przeżytych wiosen Wam życzę :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu do czasu wręcz musi się zebrać:) I dzięki:)

      Usuń
  8. słuchałam Sinatry czytając to i stworzył się w ten sposób niezwykły klimat.
    świetny tekst. utożsamiam się, przeżywałam ostatnio trochę zimowych rozterek, a teraz wychodzi słońce. cieszę się, że będzie wiosna. już jutro. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry podkład muzyczny, o:)
      I dziękuję:) Tak, na wiosnę wszystko jest jakieś...łatwiejsze:)

      Usuń