poniedziałek, 29 lutego 2016

O tym, że nie poszłabym na randkę, na której nie płacimy po połowie, czyli Frida nie ogarnia randkowych i związkowych zasad, ale jest z tym cholernie szczęśliwa.

Gdybym rozwiodła się w tym momencie, lub co gorsza, gdybym została wdową ( tfu, tfu, tfu, na psa urok w obu przypadkach) nie potrafiłabym chodzić na randki.
Do tego druzgocącego wniosku doszłam przez parę rozmów z kilkoma osobami, nie powiem, że myśli nie skrystalizowały mi się w trakcie jednej rozmowy z osobą, której imienia nie będę tu zdradzać.

Nie potrafiłabym chodzić na randki, bo nie znam się na tych wszystkich zasadach.
Ba, większość z nich przeraża mnie, poraża swoją absurdalnością bądź nawet brzydzi.
On powinien płacić na pierwszej randce.
Iść możesz z nim do łóżka dopiero po trzeciej randce (czyżby po to, żeby nie wyjść na „puszczalską”? Cóż za seksizm!)
To on powinien zadzwonić, pewnie zadzwoni też po 3 dniach, bo tak nakazują mu jego reguły.
Te i wiele innych a ja pytam „ludzie, serio?”
Być może, przywykłam do swojego wieloletniego, w dużej mierze kumpelskiego związku. A może, po prostu mam dziwaczną naturę i żadna za mnie księżniczka.
Choć, znalazłam swojego księcia, który był nieprzytomny, częściowo sparaliżowany i wymówił parę słów po wielu latach i żadna to historia miłosna. No bywa.

W każdym razie, mówiąc najprościej- nie ogarniam. I nie ogarniałam chyba nigdy.

Przeanalizowałam to z jedną znajomą. Przeanalizowałam to, dość śmieszne, z moim Mężem.
Być może, wszystko sprowadza się do tego, że na randki jako takie chodziłam jeszcze nastolatka, nie szukałam wielkiej stabilizacji, a bardziej przygód. Może dlatego zapamiętałam to inaczej.
Ale nigdy nie stosowałam się do wielkich ZASAD. Nigdy nie umiałam grać w gierki. Ot, szczera, kumpelska natura. I może dlatego, jak stwierdził mój Mąż, gdy byłam jeszcze wolna ( a nawet i potem) były momenty, gdy ustawiały się do mnie kolejki?

Nigdy nie czułam się dobrze na wspaniałej, klasycznej randce. Strojenie się w piórka, wielkie robienie makijażu, depilowanie nóg i droga kolacja? Nope. Nie ma mowy.
Raczej łatwiej było mnie urzec nawet wówczas tanim winem pitym nad jeziorem i opowieścią o dawnych wierzeniach Persów. Być może dlatego, swojego czasu zakochałam się w pewnym Filipie, gdy siedzieliśmy nad jeziorem właśnie i nosił mnie na barana, a potem szybko mi przeszło, bo poszłam z nim na randkę, która wymagała szpilek. Nigdy więcej się nie spotkaliśmy. Dodajmy, to jedyny raz, gdy facet przeforsował, że to on płaci za moją kolację na oficjalnej randce.

W ogóle, czy ktoś wreszcie dobrze mi wytłumaczy, o co chodzi z tym płaceniem na pierwszej randce? I w ogóle, na dalszych randkach? Bo ja w rozmowie z Mężem dotarłam wreszcie, dlaczego mnie wówczas tak boli honor, gdy facet mi to zaproponuje i dlaczego nieraz mam wrażenie, że mi to uwłacza. Nie, nie jestem przesadną, nawiedzoną feministką, choć słowo feminizm kocham i uznaję równość mężczyzn i kobiet ( dobra, powiedzmy, nie jestem feministką z memów).
Po prostu, gdy facet stawia drinki w barze czuję się, jakby obowiązywała zasada „ ja postawię ci drinka, zapłacę za kolację, a ty postawisz mi kutasa”. Może dosadnie, ale chyba tak właśnie jest. Jakby facet musiał mnie kupić, żebym zrobiła mu loda. Serio, serio musisz mnie kupić? Jesteśmy równi, jak mi się podobasz, to sama z chęcią zrobię ci loda i zdejmę majtki. Mam do tego prawo. Nie trzeba mnie kupować. Chyba, że chcesz koniecznie, to są świetne kobiety ( do których zaznaczmy, nic nie mam i je szanuję) które wystawiają nawet w innych krajach paragony fiskalne.
Jak chcę iść z tobą do łóżka, oboje mamy taką samą zabawę, nie musisz mnie kupować.
Nie musisz płacić za moją kolację, jesteśmy równi, więc płacimy po równo. Albo ja raz, raz ty. Albo po prostu, jak dorośli ludzie, nie musimy nawet ustalać żadnych głupich reguł, jak nam wyjdzie, samo wszystko wyjdzie w praniu.
Może jestem ograniczona, może wiele kobiet się oburzy. Ale zawsze, jak kobieta mówi, że w dobrym tonie jest żeby facet zapłacił, rodzi się we mnie straszny cynik. Jak słyszę, że to w pewien sposób sprawia, że kobieta od początku czuje, że facet o nią zabiega i czuje się, uwaga, bezpiecznie, to mnie krew zalewa. To sama ze sobą nie czujesz się bezpiecznie? To kupowanie sprawia, że ktoś jest dla ciebie wartościowy? W pewien sposób tak to widzę.
Zasada „on stawia na randce” sprawia, że mam wrażenie, że cofamy się do czasów średniowiecza i mam wrażenie, że upada w tym momencie wszystko, o co kobiety uparcie walczyły. Niech odbiorą nam prawo do głosowania, skoro płacą. Co z tego, że same możemy zarabiać, nieraz tyle samo co oni, nieraz więcej niż oni. Niech stawiają, bo w prehistorii oni, z większą masą mięśniową przynosili do jaskini mamuta! Cóż, wtedy chociaż zbierałyśmy korzonki...

Zatem, nie upokarza mnie gdy facet za mnie nie zapłaci, jest całkiem odwrotnie. No a jak sprawa ma się z seksem? Znów, mam wrażenie, że wszyscy patrzą na to przez pryzmat dawnych stereotypów kobieta daje dupy, a facet zdobywa. Najbardziej w ogóle śmieszy mnie, że są kobiety, które potrafią tkwić w układach, uprawiać przypadkowy seks z facetami poznanymi w barze, ale gdy traktują faceta na poważnie, nie pójdą z nim na pierwszej randce do łóżka. Serio, zdejmę majtki na trzeciej, żeby przyszły ojciec moich dzieci widział we mnie choć trochę ze Maryjki Wiecznej Dziewicy. Najgorsza hipokryzja. Wielce wyzwolone kobiety, krzyczące o swojej płonącej wręcz seksualności, jak dochodzi do randek, zmieniają się w obwiązane gorsetem jakiegoś konwenansu panienki.
Jak ci się podoba, jak masz ochotę, jak oboje macie ochotę, do dlaczego nie? Słyszałam nieraz, że jak facetowi da się od razu dupy, to więcej się nie pojawi. Cóż, mam wrażenie, że jak to ten typ, to jak dasz dupy na pierwszej randce, 5 czy 10, to i tak się zawinie. Jakoś ten stereotyp w ogóle mnie nie chwycił. Cóż, z moim Mężem uprawialiśmy seks bardzo wcześnie. Nie mówiąc, że praktycznie od razu. Cóż. Jakoś nie zwinął żagli przez 8 lat, ma obrączkę na palcu, więc albo jest upośledzony, albo ze mnie taka zajebista sztuka, albo po prostu to się nie sprawdza.
Co więcej, nieraz chodziłam z facetami do łóżka od razu i to ja im dawałam kosza, nie oni mi. Jakoś się nie nudzili.
Tak naprawdę, to mam wrażenie, że przez ten stereotyp dopiero pewne zachowania się wytworzyły, na których wielu ludzi „jedzie”. Panowie mają wspaniałe wymówki nieraz, panie wielkie lęki, I po co?
W ogóle, boisz się, że facet przez seks po pierwszej randce nazwie cię łatwą, puszczalską? Przypomniała mi się pewna sytuacja, gdy kumpel na imprezie opowiadał, jak to chodzi do takiej jednej „suczki” uprawiać seks, bo jest puszczalska, taka i owaka. Cóż. Zdziwił się, jak go zapytałam, to kim on jest, że się tak do nie wyraża.
No ale on jest facetem.
Serio, posiadanie kutasa jest wymówką? Naprawdę, jak długo będziemy się temu poddawać, co więcej, nie tylko opiniom wystawianym przez facetów, ale co najgorsze, opinie wystawiane sobie nawzajem? Bo kobiety są w tej kwestii gorsze, zdecydowanie. Jak jedna obmawia drugą, że się puszcza.
A każda sama to co, serio, Dziewica Orleańska? Dalej, hajda na ołtarze!
Zasada i samo myślenie „nazwie mnie łatwą” napawa mnie kolejnym obrzydzeniem. Bo to kolejne uleganie stereotypom, o których zniesienie ponoć walczymy, a które po cichu kochamy. Może żeby móc się obgadywać, panowie żeby mieć wymówki i dowodzić swojej męskości.
Jak dla mnie? Masz ochotę na seks, oboje macie taką samą zabawę, róbta co chceta, po której randce najdzie. Albo najlepiej, jeszcze przed jakimikolwiek randkami niech to do nich doprowadzi. Trochę jak w moim przypadku.

W każdym razie, zasad tego typu słyszałam mnóstwo i przy większości ściska mnie w dołku. Rzecz jasna, nie będę pisać o każdej kolejnej, bo zajęłoby mi to wieki, to tylko przykłady. Na tyle jasne i bolesne, że dają do myślenia.

Po prostu, patrząc na to, co się dzieje, mam wrażenie, że współczesne kobiety, najczęściej w przedziale 20-40 lat naoglądały się swojego czasu za dużo Dziennika Bridget Jones i innych komedii romantycznych( sama to lubię, choć od większości takich filmów wolę horrory), Seksu w wielkim mieście i Bajek Disneya, w międzyczasie przeplatały to czytaniem seksporad z Cosmopolitana wymienianych papką z Pani Domu. Naoglądały się, naczytały, a teraz same nie wiedzą, co z tym fantem zrobić. Mężczyźni wcale nie są lepsi, ci, co utknęli między mitem drwala z brodą a hipstera jedzącego tofu, ci, co zastygli między pozą dobrego chłopca, a zimnego drania z hasłem „zarucham i spadam”. Piszę o kobietach, bo sama kobietą jestem i patrzę jednak z perspektywy waginy, trudno.
W każdym razie, mam wrażenie, że współczesne kobiety w tym wszystkim są strasznie pogubione. Nie dość, że nie ogarniają już tak samo zmieszanych facetów ze sprzecznymi sygnałami, to same nie wiedzą, czego chcą. Czasem chcą być księżniczkami wokół których się biega i śpiewa się im o motylkach, za chwilę chcą się puszczać na prawo i lewo i pić potem z przyjaciółkami gin z toniciem i opowiadać o kolejnych orgazmach. Chcą być wyzwolone i święte.
Zapomniały, że mogą być jednocześnie wyzwolone i święte, w swojej duszy, bo noszą wszystkie te archetypy...ale są takie wewnątrz. Nie na zewnątrz. Żadne zasady randkowania im tego nie zapewnią. Tak jak nie zapewnią tego, że coś między ludźmi zaiskrzy. Że zechcą razem coś budować. To po prostu przychodzi samo i żadne rygory, żadne poradniki nie powiedzą ci, jak stworzyć związek, jak znaleźć kogoś, kto pokocha nas prawdziwymi.

Myślę, że prawdziwymi jest tu kolejnym słowem- kluczem. Bo po co naginasz się do zasad czasem, które nie są twoje? Jasne, może ktoś faktycznie wierzy że to, że facet płaci na pierwszej randce może wyznaczyć nasze późniejsze stosunki. Jasne, jeśli w to wierzysz...czemu nie. Ale mi osobiście coś tu zgrzyta. Tak jak za duży makijaż ukrywający mantakmenty, seks uprawiany w staniku, wiecznie wydepilowane nogi. Całe to udawanie.

Cóż, ja po prostu nie nadaję się do randek, możecie tak powiedzieć. Tak jak w ogóle nie nadaję się do międzyludzkich gierek i tak, poszłam już do łóżka, nie tylko z Mężem po latach, ale prawie na pierwszej randce, z nieogolonymi nogami. Bo tak wyszło. Bo mi się nie chciało.
Seks był równie udany, jak gdybym depilowała się dzień przed. Związek też, bo jednak wyszłam za mąż.
Może jestem jebaną oportunistką, jak mówi mój Mąż nieraz. Może muszę robić wszystko na przekór, czuć się wyjątkowo i dlatego leję na takie zasady społeczne. Może, zawsze miałam w sobie ducha bezsensownego buntownika dla zasady. A może po prostu nie umiem nagiąć swojej natury?

Bo żadna ze mnie bohaterka komedii romantycznej. Żadna ze mnie księżniczka, tylko mój paralityczny Książę ze śpiączką może tak do mnie mówić. Nawet nigdy nie czekałam na księcia na białym rumaku, a na swojego Męża mówię „złodzieju”. Bo ma bardziej urok złodzieja z baśni, niż prawego księcia, a może i skradł moje serce ( nie robi się za słodko? Nie trzeba wam insuliny?). W każdym razie księżniczka było dla mnie wręcz obraźliwe. A swój plecak pozwoliłam nosić dopiero mężowi, po roku jakoś, bo mam wieczny syndrom „ja sobie poradzę”.
Nie mam powabu i czaru. Nigdy nie zgrywałam słodkiej idiotki, jak radzą też pewne porady. Często rywalizowałam z mężczyznami intelektualnie i proszę, męża znalazłam, a nie jak doradzają niektóre matki i babki „ nie daj facetowi poznać, że jesteś mądrzejsza, to rani mu ego”.

Nigdy nie słucham porad, utartych schematów i życzliwych. Często robię wręcz na przekór, ot, durna natura.
Może jestem babochłopem, mam jaja i w ogóle, niewiele ze mnie z kobiety.
Ale może po prostu, jestem trochę dziką kobietą. Z wolną, wyzwoloną duszą. Może mam w sobie za dużo siły. Może nie boję się pokazać swoich zalet. Może, mam mniej kompleksów, niż powinnam.
Bo powiem wam, że mam często wrażenie, że tylko kobiety zakompleksione, niepewne swojej kobiecości, niepewne siebie albo swojego życia szukają twardej opoki porad. Szukają twardej opoki wyssanych z życia zasad- zamiast po prostu żyć.
Potrzebują porad, trzymają się stereotypów, potrzebują zasad w randkach- i, często mam wrażenie, w miłości. Silna, dzika kobieta, z wyzwoloną duszą, pewna swojej siły, mająca w swoim sercu ciepłe centrum własnego wszechświata nie potrzebuje zasad, bo nie boi się zranienia, nie boi się życia. Nie boi się że wyjdzie za nawias i będzie odrzucona. Wie, że takiego ognia się nie odrzuca, tylko nie każdy chce się przy nim grzać. I to jest w porządku.
Silna, dzika kobieta nie potrzebuje zasad na randkach- i po prostu, gdy chce, czuje, że tego potrzebuje rzuca się głową w dół w wir życia. Rzuca się głową w dół w wir możliwej miłości. Zdaje się na pierwotną siłę jej strumienia, daje się mu ponieść. Nie analizuje, nie myśli, co zrobiła źle. Działa. Nie boi się, kto co o niej pomyśli. Jest sobą. I po prostu kocha, jak po prostu powinien kochać człowiek.

I, cholera- o ileż to przyjemniejsze, po prostu kochać. Nie bawić się w gierki, myśleć, co ktoś powinien zrobić pierwszy, czy zrobi się to dobrze.

Bo tak naprawdę- gdy robimy to, co czujemy, znajdziemy tego, kto nas akceptuje takimi, jakimi jesteśmy. Nie musi nas kupować. My też zaakceptujemy i znajdziemy takiego człowieka, bez durnych zasad. Bo jeśli trzymamy się zasad na początku, czy nie musimy trzymać się ich całe życie? Czy wtedy, całe życie czasem...trochę nie udajemy? Czy komukolwiek to pasuje?
No chyba, że jesteśmy tak zdesperowani i tak boimy się samotności, że wolimy całe życie tkwić w jako- takim związku z poradników i jako-takich pseudofajerwerkach z komedii romantycznych. Każdemu wedle potrzeb, mówili.

Ze mnie żadna księżniczka, wolę wojowników, buntowników i złodziei. Na swój los nie narzekam.
Więc, może patrząc na to, warto czasem, będąc kobietą podejść do jakiegoś pana i też zagadać, dając mu swój numer (so, call me maybe?), też nie czekać, aż zapłaci za kolację, bo może jest przed wypłatą, ale fantastyczny w łóżku i wie, że nie musi kupować żadnego...loda?




P.S. Tekst rzecz jasna, napisany w dużej mierze z przymrużeniem oka, dystansem i ironią. To żadne wylewanie hejtów i bóldupienie, ocenianie cudzego życia i postępowania..taka forma. Co nie znaczy, że w dużej mierze tak nie myślę- przede wszystkim, w swoim życiu. Kto mnie zna, ten wie XD  

50 komentarzy:

  1. ja się nie wypowiadam, nie mam chłopaka, więc się nie znam ALE, na trzy zaproszenia na kawę, ekhem, z kim innym (ciiii), to tylko jeden rozdzielił rachunek na pół. wtedy, gdy "dostałam" kawę było mi miło, z każdym kolejnym spotkaniem (do którego nie doszło) pewnie by się to podejście zmieniło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, dostać coś jest miło, to jak fajnie jest dostać kwiaty choćby, a jemu dać fajną kanapkę. Ale jak wiesz, już to się robi na zasadzie zasady, to jednak witki mi opadają XD Bo to już jak dla mnie się zmienia w handel wymienny XD Zwłaszcza, gdy mówimy o poważniejszych sprawach pieniężnych.

      Usuń
    2. Dokładnie. Trzeba jakoś się dogadać. Ale najczęściej temat pieniędzy nie jest poruszany, także koło się zamyka.

      Usuń
    3. Właśnie, nie jest poruszany jako temat drażliwy i...nie mam pojęcia, dlaczego. Bo to naturalny temat jak każdy inny, a nie pilnie strzeżone przez rząd USA tajemnice XD

      Usuń
    4. Bo jeszcze by wyszło, że facet mniej zarabia, i zabolałoby to jego ego.. Terefere XD

      Usuń
    5. Mówisz, że to oni wprowadzili dlatego tą zasadę?:D

      Usuń
    6. Nie wiem, tak mi przyszło pierwsze na myśl; przyznaj, brzmiałoby to "rozsądnie" :D

      Usuń
    7. No to fakt, to po prostu jakoś logiczne XD

      Usuń
  2. no cóż każdy ma prawo do zdania swojego ja uważam że jest pewien porządek na świecie i dalej uważam że... każdy powinien.... randka to spotkanie które powinno być przyjemnością a niestety nie zawsze tak jest. poznajemy sie już na etapie umawiania sie na spotkanie co zaproponuje jak...
    Od dawna, jak wiesz uważam że masz w odróżnieniu ode mnie szczęście którego wielu zazdrosci Ci... otóż to że spotkałaś W dość wcześnie i że już tyle lat jesteście szcześliwi.... oby jak najdłużej.
    napisałąm Ci maila :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu wedle potrzeb jak mawiają, jak pisałam ,ten tekst ma dużo ironii i żartu w sobie mimo wszystko:) Ale...sama nie oczekuję, po prostu taka jestem. Wychowana na zasadzie "ja sobie poradzę" i to zrobiło swoje.
      I wiem, wiem że mam szczęście i naprawdę je doceniam.
      Widziałam:)

      Usuń
  3. Zawsze mi się przypomina moja pierwsza ranka z P. Mieliśmy w planach spacer, jeszcze nie wiedzieliśmy dokąd. Wiedzieliśmy natomiast, że mamy ochotę na piwo w plenerze i papierosy (marlboro goldy wtedy kupiliśmy, szaleństwo normalnie). I pamiętam, jak w drodze do monopolowego wytrzepywaliśmy wszystkie drobne z kieszeni. Uzbierałam ich całe dwie garście, a gdy przyszło do płacenia, śrutu było tam tyle, że spanikowałam przed liczeniem, bo bałam się, że nie wystarczy i rzuciłam te pieniądze na bilownicę z przerażoną miną. Wystarczyło. I to chyba najfajniejsze wspomnienie w "pierwszej randki". No, prawie najfajniejsze :)
    Generalnie... też nie ogarniam całego tego szajsu. Bo tego inaczej nazwać nie potrafię, ale wiem też, że kto, jak kto, ale Ty mnie zrozumiesz. Po prostu takie randki zdają mi się być - już poza tym, że pozorują pewne "zasady" - najzwyczajniej sztywne. W dodatku geez, ja nienawidzę szpilek przecież...
    Nieraz miałam ochotę postawić piwo, pizzę, czy deser. I szanowałam to, że on nie przeszkadzał mi w tym. Tylko się cieszył. Od początku mówiliśmy sobie "co moje to twoje". I tyle. To też na swój sposób budowało więź między nami, a nie jakieś chore podziały. Później było trochę inaczej, gdy ja studiowałam, on pracował, ale... nie miałam jakichś oporów, gdy on coś kupował. Bo wiedział, że ja na jego miejscu zrobiłabym to samo. Grunt to kompromis. Zawsze, wszędzie. Zresztą... sama wiesz o tym najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, sami tak zrzucaliśmy się na ćmiki, piwo, tanie wina i bilety do siebie, to to nas najwięcej jednak kosztowało swojego czasu XD I tak samo właśnie, jakoś nigdy nie mieliśmy finansowego podziału, nigdy nie pokłóciliśmy się o pieniądze jako tao, tylko czasy głodu wywierają nieraz zły wpływ, ale każdy tak miewa. Z tym, że to wspólny stres a nie nawet powinieneś zarabiać na dom, jak mówi wiele kobiet XD
      Sztywne, całe to udawanie po prostu...będzie, jak ma być. Sorry, jak nie mogę się przy nim spierdzieć, to jak mam z nim żyć? Co, dupa ma mi pęknąć że tak obrazowo powiem?:D
      I wiesz, raz są takie czasy, że on zarabia, kiedyś mogą być takie, że ty będziesz...różnie bywa. Właśnie grunt to razem i bez dzikich problemów z dupy XD

      Usuń
    2. Btw, przypomniałaś mi, że Wojtek mi opowiadał, jak chciał zacynić i kupił te malboro, że wiesz, fajne ćmiki na imprezę wspólną...a potem dorzucałam mu na bilet XD

      Usuń
    3. No u nas takie kłótnie bywały, jak wiesz. A właściwie jedna, wtedy, gdy tak solidnie pierdolnęło. Ale wolę do tego nie wracać.
      Aż strach zaczynać temat pierdzenia XD Papus już parę razy wychodził z pokoju powtarzając "boże, jak to się dzieje że ja wciąż z tobą jestem?" XD Przynajmniej wie, do czego jestem zdolna XD
      Grunt to się dogadać bez żadnych, dziwnych i stereotypowych podziałów :)
      Hahahahaha XD To zupełnie tak, jak ja wtedy, jak piliśmy nad Rusałką, a potem u Was. Najpierw kupiłam Wojtkowi bilet, a potem zabrakłoby mi na pociąg XD Ale wystarczyło na szczęście :D Roztrzepanie lvl hard ;D

      Usuń
    4. No wiem, wiem, ale zwalmy to na karb jakiego docierania się wtedy:)W sumie, Wojtek mi tylko ciśnie, że za dużo wydaję na książki XD Ale to kłótnia nie tyle o pieniądze, co ciśnięcie mnie za mój brak rozsądku i...cholera, najgorsze, że on ma rację XD Ale mu tego nie powiem XD
      E tam strach XD Ostatnio August stwierdził, że mamy chyba jakiś zjebany fetysz bąków, bo stale sadzimy XD
      Otóż to:)
      Patrz, nie pamiętałam tego z biletem, ale faktycznie, było XD

      Usuń
  4. W temacie tego, kto ma zrobić pierwszy krok usłyszałam kiedyś taką radę: "Mimo wszystko bede tradycjonalistka i napisze ze jak nie proponuje randki tzn ze nie chce sie umowic... koniec kropka... "wychodzenie" sobie faceta jak dla mnie nie ma sensu. Jak dla mnie to symboliczne podanie siebie na tacy i poproszenie aby ktos skosztował... jakim niby cudem on miałby byc zainteresowany?". I dla mnie to było takie wtf xD Takie, ale że o co w ogóle chodzi, czemu, kurwa, jeśli kobieta zaproponuje wyjście gdzieś, nawet na głupią pizzę, to podaje siebie na tacy? Naprawdę nie rozumiem.
    Niee, jakieś głupie zasady nie dla mnie. Zresztą nigdy takich porad nie czytam. Nie jestem obeznana. I ogólnie to się zgadzam ze wszystkim, co napisałaś. I pewnie jeszcze czasem do tego tekstu wrócę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nieraz facet też ma prawo być nieśmiały, ma prawo sam nie pomyśleć o tym fakcie, że kobieta chciałaby iść, mimo, że mu się podoba i tak dalej. Jesteśmy takimi samymi ludźmi przecież XD I w ogóle "wychodzenie"...weź XD No bo jest takie wtf, bo jednak no...jesteśmy dorosłymi ludźmi, czemu nie możemy po prostu normalnie ze sobą funkcjonować, być szczerzy, że czegoś chcemy, tylko bawić się w jakieś gierki? Właśnie dla mnie to zawsze była paranoją i lałam na schematy XD Więc, przybij po prostu piątkę, moja krew XD

      Usuń
    2. Tak, dokładnie! Ze wszystkim się zgadzam.
      I przybijam! Wiadomo XD
      W ogóle to mam podobnie jak Ty, bardzo wyczulona na takie schematy jestem. Kiedy ktoś próbuje mi cokolwiek narzucać, mówi mi, co mam robić, od razu się czerwona lampka zapala. I też właśnie taka przekora włącza, tak. Także to dobrze rozumiem. No po prostu wkurwia bardzo narzucanie czegokolwiek.

      Usuń
    3. Bo ten tego- wzorce i schematy to się do pisania podań nadają, do życia już niekoniecznie.

      Usuń
    4. Schematy po prostu wkurwiają, aż rodzą w człowieku taką przekorę a nie spolegliwość jak się ma trochę taką...naturę buntownika. Najgorzej jednak, jak człowiek tak nie lubi jakiegoś schematu albo zasady, że nawet, jak by ona pasowała, pomogła...to robi na przekór. Też tak masz?XD

      Usuń
  5. Ja w sumie na prawdziwej randce nie byłam od lat. Pogubiłabym się teraz ;) Jak idę z kimś(mężczyzną) na kawę, czy też herbatę, zazwyczaj jestem pierwsza,i po prostu sobie kupuję napój sama;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to tak samo jak ja właśnie, albo może po prostu to...kwestia szczerego charakteru nie bawiącego się w gierki, co?:)

      Usuń
  6. Cóż... Ja nigdy na to nie patrzyłam. Może dlatego, że poznałam swego męża dość wcześnie? Jako biedni, jeszcze grosze zarabiający od rodziców płaciliśmy raz on raz ja albo była zrzutka, większej wagi do tego nie przywiązywaliśmy. Z resztą teraz jak napisałam u siebie o wypłacie, to nie boli mnie fakt, że on ma więcej tylko, że ja mam mało i chciałabym więcej :P
    Co do seksu... Nie sypiałam z przypadkowymi facetami, mąż nie był pierwszy ale traktowałam swoje ciało jako swoistą świątynie i nie zamierzałam być tak wyzwolona jak teraz są kobiety. A można powiedzieć, że na drugim spotkaniu z mężem się przespałam. Co najlepsze... On był prawiczkiem :) Nie uznaje go za puszczalskiego :P
    a na randki... Chodzę z mężem i jest coś bardzo fajnego, a zasady... Tu chyba nie ma zasad :) I dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, my też byliśmy gówniarzami i dlatego razem zrzucaliśmy się na ćmiki, piwo czy bilety do siebie, bo mieszkaliśmy w oddalonych od siebie miejscowościach.
      Po prostu, chciałayś mieć większy wkład, rozumiem to:)
      No mi się zdarzało, nie byłam święta i tego nie ukrywam XD I każdemu wedle potrzeb, jak dla mnie świątyni ciała nie psuje przypadkowy seks, ale każdy ma prawo właśnie odczuwać inaczej i...jedno, co mi się nie podoba, to stereotypy i ocenianie właśnie. I wam szybko poszło XD
      Bo małżeńskie randki mają już inny, słodszy wymiar mam wrażenie:)

      Usuń
    2. No my też nie byliśmy z tego samego miasta. I biedni :p więc to tak naturalnie szło. Bo czasem on chciał płacić by mi zrobić prezent, nie zaprzeczę ale ogólnie jakoś po pół było.
      Właśnie :p
      Ja chyba przez stereotypy byłam "święta". Bo pragnienia mam duże, a nigdy nie mogłabym tak z obcym bez uczuć. Teraz w małżeństwie nie uznaje zdrady ale mówię o swoich fantazjach. Bo podobają mi się mężczyzni :p

      Usuń
    3. Czyli podobna sytuacja. I widać, taka chyba wychodzi najlepiej XD
      I od czasu do czasu taki gest- fajnie. Ale nie że ktoś tego wręcz wymaga.
      Bo to kwestia podejścia po prostu:) Każdy ma swoje:) I jeny, to normalne, że będą się podobać ale właśnie...to nie zdrada.

      Usuń
    4. Chyba tak ;) nie umiałabym wymagać ale znam sytuacje gdzie wymagają i to straszne jest :p
      On wie o moich "miłościach" i często się śmieje :p

      Usuń
  7. Nie ma sposobu na udaną randkę, tak naprawdę wszystkie te zasady są nieaktualne i wiecznie łamane, więc cóż to za zasady? Randki są ciężkie, szczególnie z osobami, z którymi nic Cię nie łączy i nie łatwo się dogadać... Ludzie są różni, a tak na prawdę ja osobiście nie wyobrażam sobie spotykać z kimś innym, jak tylko z moim ukochanym. I tutaj też nie było żadnych zasad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak wielu ludzi próbuje ubrać to w jakąś formę schematu, formę zamkniętą...jakby dało się zrobić to z czymkolwiek, w czym chodzi o człowieka. Ułuda. Ale takimi ułudami wielu się karmi.
      I też sobie nie wyobrażam ale tak hipotetycznie....w świecie randek bym zginęła XD

      Usuń
  8. Czytając ten post pomyślałam sobie, że dzisiaj już niemal każdy uważa się za pewnego siebie człowieka, który nie zwraca większej uwagi na to co ludzie mówi na jego temat, a kiedy przychodzi co do czego... "to co on sobie o mnie pomyśli". Wszelkiego rodzaju zasady są dobre, dopóki są nasze, a nie gdzieś zasłyszane.
    Mam takiego znajomego, który za punkt honoru wziął sobie utrzymanie rodziny, kobiety, żeby ona nie musiała pracować. Bo "prawdziwy facet musi umieć o nią zadbać". Brzmi w porządku, niby. Niemniej ja jestem pewna, że bardzo szybko zaczęłabym się dusić w takim związku i przestałabym się czuć sobą, jednostką. A z drugiej strony jest jeszcze taka kwestia, że wszystkie jego "idealne związki" kończą się zdradą z jej strony i nagle jemu otwierają się oczy, że zależało jej tylko na pieniądzach...
    Szkoda mi takich kobiet. I szkoda mi takich mężczyzn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy, ale na pewno sporo takich ludzi. A właśnie nie widać, że jednak żyjemy w pewnym konwenansie, staramy się go przestrzegać i mimo wszystko z tyłu głowy mamy baczenie na opinię stada, w którym żyjemy.
      I z jednej strony brawo dla niego ale właśnie...kim w takim razie jest jego żona, słaba istotą, która sobie nie radzi w życiu? Czy on chce być bardziej dla niej ojcem? Czy ona chce żyć w pewnej klatce? Straszna rzecz jak dla mnie ale..są ludzie, którym takie układy pasują i mają do nich prawo. Każdemu wedle potrzeb.

      Usuń
    2. No ja nie mówię, że każdy... Ale większość, przynajmniej z tych ludzi, którzy o tej opinii innych mówią. Bo stwierdzeń "przejmuje się tym co o mnie myślą" to raczej się jednak nie słyszy...
      Czasem mi się wydaje, że niektórzy tacy mężczyźni wcale nie są silniejsi od swoich kobiet. Ze wszystkich sił będzie starał się zapewnić dobry status życia, żeby odwrócić wzrok od innych rzeczy. W jego wypadku, wydaje mi się, że właśnie tak to działa, niestety...

      Usuń
    3. No nie, bo to jednak wstyd jakiś się przejmować...mimo że się przejmujemy. Kolejna paranoja społeczna, tak trochę XD
      Prawda, albo po prostu, rozumują innym rodzajem siły, nie tym, o którym mówi choćby tzw.dzika kobiecość i męskość czy tantra.

      Usuń
  9. Jak ja bym się wybrała na taką randkę, co musze się stroić pół dnia i on za mnie płaci za kolację :D Bo moje randki to głównie kino lub mak :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, czyli dla ciebie to byłby wyjątek, to trochę inna rozmowa XD

      Usuń
  10. Ja myślałam, że te głupie zasady to tylko w filmach. :D Dżizas, ludzie tak serio? Żałosne.
    Generalnie stereotym zdobywcy/puszczalskiej wpienia mnie totalnie i chętnie rozpowszechniałabym odwrotną wersję czy puszczalskiego faceta i kobiety hmmm... łowczyni? ^^
    Powiem Ci, że pod wieloma Twoimi wnioskami tutaj spokojnie mogłabym się podpisać. :) Bo jak randka, to na spontanie, bez myślenia o szpilkach, makijażu i tym, kto ma płacić. Wyjdzie, jak wyjdzie., najważniejsze, że będziemy się dobrze bawić, nie zajmując sobie głowy pierdołami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli też masz ochotę za to dawać po mordzie, piąteczka XD I to właśnie często wygląda w drugą stronę, ale to penis jakby społecznie świadczył o zdobywaniu...takie ludzie, serio?:D
      Otóż to, najważniejsze wrzucić na luz i po prostu dobrze się bawić:)

      Usuń
  11. Podpisuję się pod tym wszystkim rękami i nogami. Najgorsze jest podejście facetów, którzy myślą o kobiecie jak o niesłychanie skomplikowanym w obsłudze przedmiocie, a nie jak o drugim człowieku, z którym można normalnie porozmawiać tylko trzeba stosować się do jakiejś pieprzonej instrukcji. Nigdy nie rozumiałam o co chodzi w tych randkach tak w ogóle, to znaczy, rozumiem że chodzi o jakieś zapoznawanie się, ale nie lepiej poznać się na przyjacielskim gruncie (tzn, wiadomo że każda relacja damsko-męska ma jakiś podtekst, chcąc nie chcąc), bez tych sztucznych konwencji silących na jakiś tani romantyzm? A zresztą, upijanie się ciemnym piwem i chodzenie do kina na mocne kryminały zawsze na propsie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh God, wyobraziłam sobie piszącego pająka XD
      Ale tak samo, kobiety nieraz myślą o facetach. Nie widzą w nim właśnie człowieka, z którym można sobie pogadać, zaprzyjaźnić się, tylko jakieś proste urządzenie z jedną dźwignią którą można manipulować, tudzież obiekt bardziej skomplikowany. I nie dadzą sobie przepowiedzieć, że człowiek jest człowiekiem i żadnych reguł w jego obsłudze nie ma XD To działa w obie strony niestety, są ludzie którzy widzą człowieka i ludzie, którzy widzą właśnie jakiś...obiekt. I mam wrażenie, odnosi się to głównie do relacji damsko- męskich, ale nie tylko.
      I nie każda ma taki podtekst, sama doświadczyłam tych bez podtekstu XD
      Albo na dobre, stare horrory ^^

      Usuń
  12. Rozumiem Twoje nastawienie i po części się z nim zgadzam... ale z drugiej strony ja też mam ciągoty do takich durnych zasad. I cóż, z autopsji domyślam się, że tu chodzi o iluzję gruntu pod nogami. "Jeżeli tak będzie, to na pewno będzie dobrze."- powtarzane jak mantra. Ludzie nie lubią ryzykować. Ja nie lubię ryzykować. Ba, ja czasem nie umiem zaryzykować. A utarte schematy pozwalają kobietom bardziej asekuracyjnie się zachowywać.

    Wiem na co mi póki co nie pozwalają własne ograniczenia - nie byłabym w stanie oświadczyć się mężczyźnie. Nie i koniec. Czemu? Nie wiem. Ale "kocham Cię" powiedziałam pierwsza i nie żałuję.

    Odnośnie zasady 3 randek też uważam, że to głupota.
    Chwilami mam większe libido od mojego partnera :D A kochaliśmy się ze sobą po miesiącu znajomości. I nigdy nie czułam się puszczalską, nikt nigdy mnie tak nie nazwał. W jego oczach też nigdy nie byłam tak postrzegana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo właśnie człowieka do tych zasad ciągnie, jak ma wrażenie, że się gubi i nie słucha głosu swojej intuicji. Jakoś głosu swojego serca.
      A ja zawsze lubiłam ryzykować albo inaczej...nie sądziłam nigdy, że pewne rzeczy to wielkie ryzyko:)
      Ale najważniejsze, to też mieć świadomość tych ograniczeń i skąd się one biorą, prawda?
      Bo kobiety często mają większe libido, tylko...o tym też się często nie mówi, bo "nie wypada":D Bo jesteście rozsądni, nie trafiłaś na debili też XD

      Usuń
  13. Masz rację. Zwłaszcza w punkcie, że tylko kobiety pewne siebie i silne potrafią zrobić wszystko po swojemu i nie potrzebują podręczników do zachowania się.
    Ja sama osobiście nie jestem pewna siebie, ale wkurzają mnie niektóre zasady. Oraz dziewczyny, które naciągają facetów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo po prostu też nie chcą, żeby ktoś im dyktował to, co powinny też po prostu czuć. To jest po prostu..jakoś głupie.
      No to już jest najgorsze, nie? I myślą, że to w porządku...

      Usuń
  14. Dużo szczerości w tym poście i dużo prawdy w gruncie rzeczy. Może znawcą od związków nie jestem, ale jedno wiem na pewno - w udawanie nie mam zamiaru się bawić. Jestem wredna, więc dla potencjalnego faceta też będę, może nawet bardziej, jak zrobi coś nie tak. Krew mnie zalewa, gdy mi ktoś mówi, że dla faceta się powinno być miłym. Po co? Żeby potem się zdziwił mocno, jak prawda wyjdzie na jaw? XD
    Oj Frido, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się z Tobą zgadzam.
    A najbardziej wkurza mnie to gadanie dziewczyn o innych, że ta to puszczalska, a ta to tania wywłoka. Ciekawe ile z nich zrobiłoby raz coś co by z facetem chciało zrobić, gdyby się nie bały wykroczenia poza jakieś "normy moralne" (chodzi o te ogólnie przyjęte, a z którymi nie zawsze można się zgodzić).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto jest znawcą związków?:D Taki to się chyba jeszcze nie urodził. Bo ile ludzi, tyle związków, ot, cała prawda, dlatego nikt w tym temacie pewnie znawcą nie będzie, a tym bardziej, w pewnych kwestiach, nie ma co udawać. I bądź, bądź, sama jestem cholerą i takie cholery kocham, bo właśnie widać po wrednych ludziach szczerość XD I ktoś to też doceni:)
      A weź, czym w ogóle są normy moralne, ja się pytam, jak zmieniają się co jakieś 50 lat w tych sferach?:D Kiedyś pokazanie kolana było niemoralne XD

      Usuń
  15. Ja noszę swój plecak, koniec! Kocham mój plecak <3
    Czasem trudno wyczuć, czy ktoś chce być szarmancki, czy się lituje. Chociaż do mnie kolejek nie ma, więc w sumie obserwacji też żodnych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo swój plecak można kochać, zwłaszcza, jak ma stelaż XD
      No dokładnie, a ja nigdy też litości nie lubiłam. Tak samo jak przedmiotowego traktowania.
      I poczekaj, poczekaj....XD

      Usuń
  16. Frido, dziekuje Ci za ten tekst.
    Mam podobne spostrzezenia - dotyczace szpilek, mocnego makijazu, tych dziwnych zasad obowiazujacych na "idealnych" randkach... Tez wierze. ze najlepszy jest moment, kiedy jestes po prostu soba - bez makijazu, bez calej tej otoczki - i nagle ktos siedzacy obok Ciebie, spojrzy na Ciebie i pokocha wlasnie taka. Bo cale te otoczki predzej czy pozniej musza przeminac. Na koniec zycia pozostaniemy bez nich i dobrze kiedy partner moze patrzec wtedy na nas i nie miec poczucia, ze siedzi obok zupelnie innej kobiety.

    Hazel /kruszac-slowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i nie ma za co:)
      Bo właśnie, w pewnym momencie i tak maska zostaje zdjęta, więc...po co ją w ogóle zakładać? Chyba, że chce się ją nosić całe życie, ale wtedy chyba i nieźle oszukiwać samego siebie...

      Usuń
  17. Fenomenalny tekst, świetnie się go czytało!

    Ja nie chadzam raczej na randki, chyba dokładnie z powodu jakiś zasad których nie ogarniam, a nie wiem niechcący mogłabym je złamać czy coś, eh konwenanse zostały wymyślone tylko na utrapienie.

    OdpowiedzUsuń