poniedziałek, 1 lutego 2016

O tęsknocie za dziećmi rodzonymi w kwietniu, czyli do V. słów kilka

I śniłeś mi się dzisiaj. Cały, zdrowy. Żywy.
Z tym swoim zdradzieckim uśmiechem, który był uśmiechem psa, który w każdym momencie może ugryźć. Nigdy się go nie bałam. Wiedziałam, że mnie nie ugryziesz.
Rozmawialiśmy tak po prostu, siedząc w twoim mieszkaniu, pijąc piwo. Rozmawialiśmy o urodzinach Cat, które przecież niedługo. O tym, że za tobą tęskni, ale jakoś stara się sobie poradzić. O tym, że zawsze urodziny wyprawia w Van Goghu. Na twoją cześć przecież, szalony malarzu.
Ty nie odciąłeś sobie ucha. Kiedyś było blisko. Ty odciąłeś się już od życia. Poszedłeś do nieba pieszo, jak napisałby Van.

Zatęskniłam za tymi czasami. Za tym, że mogłam przyjść ze wszystkim do ciebie, do Królika, którego też już nie ma. Że zawsze mogłam się w was wtulić, porozmawiać. Bo są rzeczy, o których nie mam z kim rozmawiać.
Wy nie żyjecie.
Czasem rozmawiam z wami w mojej głowie, ale wiem, to tylko moja głowa, moje serce, w którym żyjecie dalej. Nie ma waszych ciał. Nie wierzę, że zabawiacie się w aniołki na chmurkach i obserwujecie nasze życia, patronujecie, bawicie się w Stróżów. Szczerze? To by była chujowa wieczność. Sam byś tak powiedział, V. . Chujowa wieczność, stale patrzeć, czy ktoś się potknie, czy dostanie prace. A co z twoją zabawą? No właśnie.
Więc żyjecie w moim sercu, w mojej głowie, w mojej miłości. W moich snach. Ale tęsknię za wami i czasami budzę się z płaczem, jak dzisiaj.
Czasem mam wrażenie, że oboje staliście się częścią mojego umysłu i serca. Mojej osobowości. Rozmawiam z wami w swojej głowie, kiedy musiałabym porozmawiać z wami. Myślę o was, kiedy cierpię, myślę, co wy byście mi powiedzieli.
Staliście się częścią mnie.
Dzisiaj potrzebuję części ciebie. V.

Zatęskniłam za tymi czasami, za wami, nawet bardziej dzisiaj za tobą. V. właśnie. Wiesz czemu? Bo z tobą nie miałabym problemu. Tobie bym o wszystkim powiedziała, chociaż tak bardzo się wstydzę. Bo tobie mogłam powiedzieć wszystko, wszystko rozumiałeś, brutalnie przemawiałeś potem i sprowadzałeś na ziemię. Tobie mogłam powiedzieć wszystko i chociaż bolało, to czułam ulgę. Tęsknię za tym, V. Bo wiesz, siedzimy w tym wszystkim we trójkę, a ja potrzebuję kogoś z zewnątrz. Potrzebuję jak tlenu. Jedyny, któremu powiedziałam wyjechał, jedynego wygnałam, zresztą., A. wplątał się bardziej w tą sprawę niż powinien. Z mojej winy.
Potrzebuję tego, że byłeś wszędzie, nie byłeś wcale doskonały, bywałeś okrutny. Potrafiłeś powiedzieć brutalną prawdę, zamiast łagodzić wszystko odruchami miłości, jak Królik. Ja robię to ja. Potrzebuję twojej ludzkiej, niedoskonałej natury, twoich brawurowych zrywów, zapalczywości.

Z tobą więc by było inaczej, V. . Z tobą nie musiałabym mówić tylko, że mam chaos w głowie i muszę parę spraw przemyśleć. Powiedziałabym wszystko, Królikowi zresztą też. I byłoby mi lżej. Powiedziałabym dosłownie, jak mnie boli. Byłbyś w szoku, w pierwszym odruchu, jak zawsze, chciałbyś dać po mordach, nie patrzyłbyś obiektywnie na moją krzywdę, na to, że to tez cudza krzywda. Potrzebuję tego.
Potrzebuję cię, V., tak ja potrzebuję Królika.

Zawsze mi mówiłeś, że u mnie co w głowie, sercu, to na języku. Że nie umiem zatrzymywać swoich sekretów, bo mnie duszą. Jak byś się zdziwił! Zawsze kochałeś moją prostą naturę, to, że nie umiem kłamać, ukrywać, bo się duszę. Miałbyś rację, V, duszę się bowiem. Ale nie mogę nikomu powiedzieć. Bo się wstydzę.
Bo nie mam w swoim życiu nikogo takiego...nikogo, z kim mogę porozmawiać.
Tak, zrozumiałam to V., stało się to, o czym byś nigdy nie pomyślał. W tym tłumie ludzi, których znam, jestem po prostu samotna. Samotne jest moje poszarpane serce, słabe, drażliwe, płaczliwe.
Jestem samotna, bo nie mam was. Nie mam przy sobie tych, którzy mnie zawsze wspierali. Z którymi umiałam...po prostu umiałam wszystko.

Brakuje mi naszych rozmów. Prawdziwych, szczerych. Tego, że nieraz na siebie wrzeszczeliśmy, tego, że nieraz wyzywaliśmy się od skurwieli, suk i szmat. Ale potem wszystko było dobrze. Tego, że potrafiliśmy być szczerzy, nie było nigdy żadnego muru. Nawet, gdy kombinowałeś na nowo, jak się zabić, wszystko było wiadome.
Kochałam cię, V. Kocham nadal i potrzebuję. Potrzebuję takich przyjaciół, jak ty, jak Królik. Jednocześnie wiem, że to się nie powtórzy. Że nic dwa razy się nie zdarza i muszę kochać to, co mam.

Ale to prawda, V., nic dwa razy się nie zdarza. Nie zdarzy mi się też taka miłość. To, jak byliśmy wszyscy sobą, jak mogliśmy ranić, ale wiedzieliśmy, że wobec siebie nigdy nie popełnimy największej zdrady. A widzisz, ja już wobec nikogo nie mam takiej pewności. To drąży w moim sercu tunele, jak podziemne korytarze i aż boję się, że ziemia mojego serca się zapadanie.
Wiesz, że łatwiej jest przeżyć śmierć, stratę, niż cokolwiek, co nazwiesz zdradą. Cokolwiek, co nazwiesz zawiedzionym zaufaniem.

Widzisz, V., ja mam wokół siebie wielu ludzi. Ale gdy się zastanowię...
Wiesz, że niektórych z nich poznałam po twojej śmierci. Innych po śmierci Królika.
Innych bolała wasza śmierć.
I zawsze udawałam tą silną. Wy wiedzieliście, że tą siłę w sobie mam, ale wiedzieliście, że i mnie trzeba pocieszać. Nie nosiłam przy was masek. Wszystko było prawdziwe. Teraz nie umiem przestać udawać, a walka o cudzą radość wyczerpała mnie do cna i gdy ta radość na nowo się znalazła, nie umiem się nią cieszyć. Czuję się, jakby to mi ją odebrano. Jedna energia przeniosła się na drugą, V. .
Wiesz, czasem mam bardzo brzydkie sny. W tych nie rozmawiam ani z tobą, ani z Królikiem. W tych odgrywam się za swoje rany. Zadaję je boleśnie, gryzę, szarpię cudze ciała i dusze. Wiesz, w tych snach zawsze zdaję tak wiele ból, którego nie chcę zadawać na jawie.
Znałeś to, prawda, V.? Aż za dobrze to znałeś, bo sam miałeś takie sny po tym, jak S.odebrała ci syna, a ty nadal ją kochałeś, po tym, jak cię zdradziła, jak zastałeś ją na podłodze z tamtym facetem. Tamtym bogatym facetem.
Ty byś zrozumiał, co znaczy kochać, a jednocześnie nienawidzić.
Zrozumiałby Królik, bo przecież i jemu A. złamała serce i nieraz mówił, że gdyby chciała, dałby jej szansę.
Obaj mieliście złamane serca przez tych, których kochaliście. Z wami byłoby łatwiej.

A może po prostu, tęsknię, bo wiem, że nic dwa razy się nie zdarza, wiem, że z nikim nie będzie tak samo, bo już nie potrafię? Może nie potrafię nie udawać, może do jest pewna dorosłość, może szczerość została zamknięta w tamtym mieszkaniu, w którym zawsze pachniało farbą i przyprawami. Tamte drzwi się zamknęły, zamknęły się drzwi domu na Ogrodach, w którym było tylu ludzi i nie ma do tego powrotu.
Zostałam sama.

Powiem ci straszną rzecz, V.
W tym wszystkim, po tym, jak odeszliście, nieraz łapię się na myśli, że na mnie też już pora. Wiem, wiem, jestem na to za rozsądna, za silna, mam kogo kochać przecież, nie mam już was, moich przyjaciół, ale mam swojego kochanka, swojego męża, mam innych ludzi...
Ale czasem myślę, że pora na mnie i nawet tego wyczekuję, wiesz? Czasem mam wrażenie, że to byłaby ulga. Nie musiałabym po raz kolejny zastanawiać się, czy dobrze wybrałam, czy nie powinnam była uciec. Czasem chciałabym mieć już po prostu spokój i zastanawiam się, czy Gośka dobrze zrobiła, ciągnąc mnie z powrotem na chodnik, spod rozpędzonego auta. Czasem wpatruję się w swoje ciało, jakbym miała rentgen w oczach i szukam, szukam kolejnych guzków, nierównego serca, jakby prowokując wszystko to, co mi was odebrało, ciebie i Królika. Czasem szukam objawów, patrzę w swoje oczy, jakby już miały być z innego świata.
Nie martw się, V., nic sobie nie zrobię. Ale czasem....jestem zmęczona, bez was jestem cholernie zmęczona i mimo że wiem, ile to będzie lat, już przeczuwam ten zapach.
Już znam przecież zapach śmierci V.. Widziałam twoje martwe oczy, zmywałam twoją krew. Nie widziałam jego ciała, ale może to lepiej.
Widziałam za to inne ostatnie oddechy i stale ta myśl, kiedy mój, kiedy mój. Zwłaszcza ostatnio.
Zawsze byłam związana ze śmiercią. Wszyscy byliśmy zresztą, V., dlatego się tak rozumieliśmy, Jego prawie zabił ojciec, ty stale sam zabijałeś siebie, ja...nie, to nie ma znaczenia. Ale wiedzieliśmy doskonale, kwietniowe dzieci.

Wiem, V., jest wiele kwietniowych dzieci, rodzonych w deszczu i wodzie roztopów, ale to nie to samo. To z wami będę umierać za te kilkanaście lat. Wiesz o tym, prawda?
Bo przecież to ja wykrakałam. Niepotrzebnie wtedy piliśmy. Żyj szybko, umieraj młodo.

Nie umrę młodo, dlatego może czuję się tak staro. A może życie za dużo mi już odebrało, odebrało mi ciebie V., odebrało mi tych, przed którymi zawsze byłam sobą, którzy byli moją rodziną. Ale może dlatego tak wszystko się skończyło, mimo własnych problemów, twoich depresji, króliczych paranoi, byliśmy szczęśliwą rodziną. A te zawsze szybko się rozpadają w ten albo inny sposób.
Może lepiej, że zabrała was śmierć.
Widzisz, V., może to brzmi okrutnie, ale może dobrze, że zabrała cię śmierć, a nie życie. Wiem bowiem już jak to jest ratować rozpadającą się rodzinę, rozpadającą przez to, co sami czynimy. A nie przez choroby, odejścia.
Nie uwierzysz, ale to drugie jest o wiele trudniejsze. Chociaż, może właśnie ty byś uwierzył. Ty swojej rodziny nie uratowałeś, mimo że do końca miałeś Chłopca, z Chłopcem żyłeś.

Wiem, że te słowa nie mają żadnego sensu, wiem, że wylewam tylko nocne tęsknoty, które spowodowały nocne mary i echo zmęczenia. Ale musiałam do ciebie właśnie napisać, do ciebie. V., gdy układam swoje życie. Gdy zaczął się luty.

Wiesz, że jutro moje święto. Jedno z moich ulubionych, ukochane Imbolc. Nawet Cat to przez ciebie pamięta, bo pisałeś jej wtedy, w tamtym roku, w mailu, że biegniesz do mnie przywitać Brigit, a ona nie wiedziała o co chodzi, jaką Brigit, była nawet chyba trochę zazdrosna, bo czuła, że byłeś tak podekscytowany. A potem wszystko odkręcałeś, że byłeś po prostu u Fridy, że piekliśmy te specjalne ciastka z ziaren, że to moje święto i pierwszy raz zdecydowałeś się w nim uczestniczyć, przecież nie do końca wierząc.
Pamiętasz tamto Imbolc, jak wiedziałeś, że to dla mnie ważne? Jak chciałeś wyprawić kolejne święta Chłopcu, jak chciałeś żebym pokazała je też Cat?
Teraz Cat ma swoje ścieżki, nie jesteśmy już tak blisko. Ale tego mogłam się spodziewać, prawda?

Więc widzisz, V., jutro jedno z moich ulubionych świąt, ale wcale się nie cieszę. Spędzę je w pracy, wrócę, zapalę jedną świeczkę w oknie, pomodlę się po cichu. Nie mam siły na pieczenie ciastek, zresztą, kto je ze mną upiecze? Nawet nie chcę, żeby to robił kto inny. Wiem, kogo mogłabym poprosić ale...nie chcę. To byłoby sztuczne.
Ja i Mąż w pracy, miniemy się. Dosłownie.
Nie ma to nieraz znaczenia, ale tym razem to jakoś boli, jak boli to święto. Bo przypomniałam sobie tamten cudowny wieczór, o którym pamięta też co roku Cat, chociaż jej z nami nie było.
Kawał historii, co? Historii, która nie wróci. Trzeba tworzyć nową.

Ale w tym roku nie będzie nic godnego zapamiętania.
I wiesz, V., nawet przeczuwam słońce. Ty wiesz, że to zły symbol, w tym jednym dniu to cholernie zły symbol.
W zeszłym roku też świeciło i sprawdziły się moje prognozy, sprawdziły się moje przeczucia. Nieurodzaj. Susza.
Wiesz, nigdy wcześniej nie pomyślałam, żeby odnieść to do swojego życia ale...czy i u mnie w pewien sposób nie nastał nieurodzaj?
Jutro zaświeci słońce?
Pożyjemy, zobaczymy.
Czy zaświeci to w życiu?
To chyba zależy ode mnie. Od tego, czy nauczę się od nowa. Czy odpocznę. Czy naprawdę moje serce przestanie się szarpać.
Bo wiem na pewno, że nigdy nie przestanę za wami tęsknić. Ale wiem też, że przetrwam każdą pogodę...dopóki sama nie zaczynam sprowadzać na siebie nieszczęść.

Nie, V., nie martw się, w końcu się uspokoję. Nie mam was, ale jestem silna. Zawsze podziwiałeś tą moją siłę, kobiecą, dzikość i łagodność, no nie? Zawsze mi mówiłeś, że przez to będę jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie miałeś okazję poznać w życiu i z którymi miałeś okazję spać, jak dodawałeś z dumą. W końcu przestanę obserwować tak natarczywie swoje ciało szukając w nim choroby, będę to robić tylko mimochodem. W końcu będę się cieszyć cudzym szczęściem...a może i swoim. We własnej głowie.

Zresztą, ten list to chyba ostateczne oczyszczanie, ostateczne popłuczyny w wodzie, w której próbuję zmyć z siebie ten brud. Przynajmniej na jakiś czas, bo przecież, V, ja jeszcze nieraz napiszę. Bo ciągle ciebie potrzebuję. Tak samo jak Królika i z nim też, nieraz, porozmawiam w swojej głowie.
Potrzebuję was, mając was w sercu chyba nie jestem całkiem sama, choć waszych ciał już nie ma. Potrzebuję tego, co we mnie zostawiliście. Waszej siły. Waszej miłości.

Wiecie...dzięki wam, temu co było, mam pewność, że ktoś mnie kochał, kochał nie raniąc ta głęboko, jak to nieraz bywa. Mam pewność, że można kochać nawet, gdy życie się skończy. Dzięki wam wierzę w miłość, która przeżywa nie tylko ludzkie problemy, ale która przemawia do rozpadliny wieczności.
Wy nie żyjecie i może dzięki temu wierzę w miłość?
Brzydka, absurdalna myśl...ale jednocześnie prawdziwa.

Potrzebuję was, to, co we mnie zrodziło się, gdy spałam nieraz w waszych ramionach, gdy w trójkę spaliśmy na podłodze w twoim mieszkaniu które pachniało farbami i przyprawami. Potrzebuję tego, co dzięki was odnajduję w swojej głowie, w swoich snach, choć one nieraz tak bardzo bolą.
Kocham was.
Kocham ciebie V., kocham też Królika.

Kwietniowe dzieci, które przetrwały razem niejeden deszcz.
Teraz zostałam sama. Przetrwam niejedną ulewę, mam siłę kwietnia.

A kiedyś, wreszcie, do was dołączy i moje serce.  


29 komentarzy:

  1. Momentami łzy mi napływały do oczu, czytając to, ale to nic. To nic złego. Po prostu poruszyłaś we mnie coś tymi słowami. Poniekąd tak dobrze rozumiem. Poniekąd mówię oczywiście, bo przecież to historia zupełnie inna i doświadczenia zupełnie inne. Ale znam to. Udawanie, duszenie w sobie, pragnienie wypowiedzenia tylu rzeczy, kiedy wydaje się, że... nie ma komu. Że po prostu nie ma takiej osoby, która by zrozumiała. Albo nie widzimy. I kiedy czytam, że wrzeszczał, chciał dać po mordzie, ale zawsze rozumiał, to też tęsknię za taką osobą w swoim życiu. Właśnie za kimś takim. Niech się wkurwia, niech wyzywa, ale żeby umieć przy nim wszystko, jak powiedziałaś. Różnica taka, że ja jeszcze takiej osoby nie miałam, choć teraz pojawił się ktoś, kto mam wrażenie, że mnie rozumie, jak nikt do tej pory... ale mniejsza. Zaczynam gadać o sobie, a to przecież nie o to chodzi. Aż mi głupio, że taki intymny list, a ja Ci tu zaczynam o sobie wyjeżdżać XD Egocentryk pierdolony XD Tylko wiesz, no właśnie, nie będę włazić buciorami w Twoje tęsknoty, nie będę oceniać, nie będę pocieszać, nie będę doradzać... bo dziś czuję, że moje słowa są tu zbędne. Ech, rozumiesz... na pewno rozumiesz :)
    Vince to musiał być wspaniały człowiek... tak samo jak Królik. Coraz bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu :)
    I śmiechłam trochę, jak przeczytałam "to byłaby chujowa wieczność". Ciężko mi się w sumie ustosunkować do tego, bo sama jestem raczej sceptyczna jeśli chodzi o wiarę w tzw. "życie po śmierci", nie wiem też, jak Ty sobie to wyobrażasz. Ale może się mylę i może rzeczywiście jakoś tam się jeszcze spotkacie w trójkę. W każdym razie widać, że żyją w Twoim sercu. Widać, że ta miłość została, czuć to.
    A co do śmierci... ja ostatnio powtarzam sobie taką mantrę "pamiętaj, że jutro możesz już nie żyć". Jakoś to dobrze na mnie wpływa :D
    Niemniej cieszę się, że mogłam dziś przeczytać ten piękny list i te słowa wypływające prosto z serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ty historię Vincenta, jako jedna z niewielu na tym blogu znasz, wiesz? I właśnie...w takich momentach, kiedy pewne rzeczy cię duszą, jeszcze bardziej odczuwa się brak pewnych osób. Jasne, na co dzień żyje się po prostu, jest naprawdę dobrze ale nieraz człowiek się obudzi i...tak go jakoś pierdolnie.
      I dobrze, że mówisz o sobie, ja się cieszę:D Wiesz, to mówienie o sobie nieraz najbardziej pokazuje, że się rozumie, no nie?:) I mam nadzieję, że taką osobę znajdziesz, że doznasz czegoś tak wspaniałego. Bo to jest wspaniałe, nawet, jak to się traci.
      I był, był niezwykły, po swojemu. Wiele mnie nauczył. I czasem aż się zastanawiam, jakim cudem to już tyle lat, jak go nie ma.
      A nie?:D Widziałaś ten film Carlina?:D Zawsze z tego laliśmy właśnie, że ludzie tak sobie wyobrażają:D Jak nie widziałaś to ci na mailu podeślę:D
      I to dobrze z reguły wpływa tylko nieraz jak się pomyśli że z naszej trójki tylko ja zostałam..to to dziwne jakoś.
      Cóż, to chyba dobrze:)

      Usuń
    2. A to nie wiedziałam nawet.
      Tak... raz za czas właśnie tak pierdolnie. Tak to już jest, w sumie dobrze, że na co dzień po prostu się żyje, bo można by zwariować inaczej.
      Ano prawda :)
      Też mam taką nadzieję.
      O i podeślij film, bo nie widziałam :D

      Usuń
    3. Jasne. Chociaż...czy wszyscy nie jesteśmy trochę wariatami?:D Nawet i bez tego?:D
      To ci wyślę na mailu:)

      Usuń
  2. Ja nie wiem jak Ty to robisz, ale potrafisz niesamowicie poruszyć człowiekiem. Czytam i czytam, i chociaż nie wiem kim był V. czuję jakbym świetnie znała całą sytuację.
    życie jest krótkie, ostatnio też żyję zasadą-a jak jutra nie będzie? Dziś żyję najlepiej jak potrafię, by nie żałować...
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był moim przyjacielem. Zmarł kilka lat temu na złośliwego guza mózgu o pięknej nazwie, skąpodrzewiak.
      I też ostatnio już o tym pisałam, o tym myślałam, ale dzisiaj z rana dopadły mnie zgoła inne myśli. I tęsknoty.

      Usuń
  3. Prawie zawsze jak czytam to co piszesz, to nie mogę wyjść z podziwu, jak Ty to robisz, że udaje Ci się zawrócić ze skraju przepaści i to za sprawą tylko swojej silnej woli. A przynajmniej takie odnoszę wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo często, jak piszę, sama siebie zdążę kopnąć w dupę. W ogóle szybko dość się ogarniam i kopię w tyłek chociaż...jakoś teraz mi się to ciągnie. Ale i tak wyjdę na swoje, w końcu:)

      Usuń
    2. Dobrze więc że masz gdzie pisać.

      PS. Rokiem teatru był 2015 ;)

      Usuń
    3. Też się cieszę:)
      Patrz, to się kopnęłam, czemu mi się wydawało, że ten?:D

      Usuń
  4. bądź silna. utrata bliskich osób nigdy nie jest łatwa... przykro mi, że nie możesz już porozmawiać z V.. to dobrze, że napisałaś tu ten list. bardzo prawdziwy i pełen emocji.. mam nadzieję, że zawarłaś w nim to, co chciałaś powiedzieć V. na pewno dotrze do niego sens Twych słów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, chociaż ostatnio uczę się raczej okazywać wreszcie słabość:) I czasem dopada taka tęsknota, ale...żyjemy pomimo, prawda?I może dotrze. Dotarły do mnie pewne prawdy, do tego V., który żyje we mnie.

      Usuń
  5. Na swoim blogu Królik również napisał kiedyś do V. Nie potrafiłam tego skomentować, podobnie jak teraz Twoich słów. Są tak wyrwane z głębi serca, że nie mając podobnych doświadczeń (nawet w przyjaźni, nie mówiąc o obecności śmierci...), weszłabym z butami w coś wyjątkowego. Nie chcę tego psuć czymkolwiek.
    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam tamten jego list. Krótko przed rocznicą, zanim dowiedzieliśmy się, że choruje i nic się nie da z tym zrobić...
      Milczenie wyraża nieraz więcej, co? Złota zasada:)
      I trzymam, trzymam, nie puszczam:)

      Usuń
    2. Też pamiętam, bo bardzo mnie poruszył...
      Szkoda, że tak mało ludzi ją respektuje i stosuje.

      Usuń
    3. Jasne. Ale...dobrze, gdy trafi się chociaż na kilku takich w życiu:)

      Usuń
  6. Straciłam w życiu bliskiego człowieka i każda utrata pozostawia ślad... łzy mi płyną po preczytaniu Twojego wpisu. Przytulam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja ciebie. Też się trzymaj.

      Usuń
  7. Też nieraz cholernie tęsknię za tym co było, za ludźmi, którzy byli i z naszej "grupy" z naszego "na zawsze" zostałam sama. Z czasem jednak nauczyłam się, że trzeba się cieszyć, iż mieliśmy okazję to przeżyć i nikt nam tego nie odbierze. Nikt i nigdy nie zabierze nam przeszłości, którą kochamy i do której zawsze możemy wrócić. Cieszmy się, że mamy za kim i za czym tęsknić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, ja się tym cieszę na co dzień tylko wiesz...są takie dni, gdy tęsknota dopada wręcz podwójnie.

      Usuń
  8. Czasem czyjaś śmierć jest zbyt bolesna, niektórzy odchodzą zbyt szybko. Czasami właśnie poznajemy takich ludzi, z którymi możemy dzielić wszystkie myśli, rozumieć się bez słów, wystarczy jedno spojrzenie, żeby odczytać myśli. Tak mam z moją przyjaciółką. Przeżyłyśmy najlepsze lata naszej młodości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, a z czasem przychodzą takie dni, gdy się tęskni bardziej, za tymi więzami.

      Usuń
  9. znów to bardzo osobiste. tak bardzo, że nie chcę mącić niczego potokiem własnych, niepasujących tutaj słów...
    wierzę, że z nimi wszystkimi się spotkamy. prędzej czy później. i kiedyś też doszukiwałam się w sobie chorób, by szybciej do nich dołączyć, by poczuć ten spokój... i kiedyś byłam z tych, co jednak mogą sobie coś zrobić, ba! nawet to zrobiłam, ale dziś coś się zmienia. dojrzałam. flirtuję ze śmiercią. prowadzę nocne rozmowy o przemijaniu. ale wiem, że nie chcę niczego przyspieszać. każdy ma swoją drogę - do każdego zapuka śmierć - ona sama wie, kiedy.
    u mnie dziś było bardzo zmiennie - słońce, deszcz, śpiew ptaków, deszcz, znów słońce... jakbyś to zinterpretowała?

    p.s. zablokowałam bloga, potrzebuję chwilę prywatności, przerwy od bycia odsłoniętą dla wszystkich - tym bardziej, że wielu ludzi z mojego realnego życia odkryło moje miejsce w sieci - ale podejrzewam, że za kilka miesięcy wrócę do starej formy bloga -
    Twoje słowa zawsze były dla mnie w pewien sposób ważne. tą moc dzikiej kobiety się czuje, choćby przez monitor, sama wiesz, o czym mówię. lubię czytać Twoje słowa i zależy mi na nich :) pozdrawiam Cię..
    na koniec jeszcze... ja wierzę, że nigdy nie jesteśmy sami. dusze tych wszystkich osób, ich cząsteczki... są zawsze przy nas. ich energia. opieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też noszę w sobie taką wiarę tylko wiesz...nieraz tu i teraz, pewna doczesność daje w kość i człowiek robi się mniej cierpliwy. Tęskni aż fizycznie.
      I dokładnie, można o niej myśleć ale...nie ma co przywoływać na siłę, prawda?
      U mnie tak samo. Zima szybko się skończy pewnie ale...to będzie kolejny ciężki, przeplatany rok, mam wrażenie.

      Rozumiem o co chodzi. Nieraz trzeba jakoś...zmniejszyć swój świat, o.
      I jeny, dziękuję za tak miłe słowa.

      Usuń
  10. Zauważyłam, że bardzo często piszesz notki w formie listów. Normalnie doradziłabym Ci, że powinnaś uwierzyć w to, że oni przeczytają to, co napiszesz, ale mam wrażenie,jakbyś już o tym wiedziała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak chyba najłatwiej w jakiś sposób przelwać mi myśli, bo myślę o konkretnych osobach, wiadomo, w czym rzecz:) I...owszem:)

      Usuń
  11. Wiesz, o takiej przyjaźni zawsze marzyłam, ba, nadal marzę. Dlatego poniekąd rozumiem, jak bolesne dla Ciebie jest to, że ich już nie ma i to się drugi raz nie powtórzy. Rozumiem Twoją samotność i nie dziwi mnie ona, pomimo wielu innych kochanych osób w Twoim życiu, jak Wojtek chociażby. Bo ludzie są niezastąpieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bo wiesz, nie chodzi o to, że ja nie mam nikogo bliskiego, bo ktoś by się mógł obrazić ale po prostu...pewne emocje i więzi są wyjątkowe i każda reacja, przez to że jest inna, może powodować jakieś niedosyty.

      Usuń