Styczeń to ciężki miesiąc
Wszystkie oczekiwania roztapiają się
wraz z grudniowymi lodami. Wyzwania, których się nie spodziewaliśmy
przychodzą jak nagłe zrywy opadów śniegu. Wszystko jakby na opak.
Za dużo wierzyliśmy w daty graniczne
i teraz trochę za to obrywamy.
Za mało chcieliśmy w nie wierzyć i
wtedy nasze dusze i umysły wszystko podsumowują, przypomina się
tak wiele z przeszłości, pojawiają się łzy i przychodzi ponowny
ból wśród mrozu, który wcale nie chłodzi rozpalonego czoła.
Styczeń to długi miesiąc, który po
grudniowym rozleniwieniu każe nam się rozpędzić do granic
możliwości. To rozkapryszone dziecko, początek roku, który wymaga
najwięcej. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.
Boli serce, skóra i ogólnie słaniamy
się na nogach.
Ciało znów odmawia posłuszeństwa?
Czy to przez chaos w głowie, czy chaos rodzi się przez słabe
ciało? Znowu ta wieża ze skóry, kości ścięgien i tłuszczu się
sypie. Ale to nic.
Styczeń męczy i szarpie, ale to nic,
uśmiech nie schodzi z twarzy. Mimo, że obala naszą wiarę w ciepło
swoimi mrozami od samego początku, mimo że nowe wyzwania sprawiło,
że tak wielu upada na kolana, tak wielu drży w kącie ze strachu.
To nic.
T miesiąc początków i końców, dla
mnie miesiąc pożegnań tam, gdzie być może, powinnam właśnie
tylko witać. Miesiąc pustek, chaosu w głowie z powodu paru
nawracających spraw, o których nie umiem za bardzo rozmawiać, ale
które w zimnie jakoś samoistnie się wyciszają. Pewnie by wrócić
ze zdwojoną siłą, ale to nic.
To ciężki miesiąc.
Styczeń sprawdza tym razem nasze
granice. Wraz ze swoim błękitnym poniedziałkiem, który dopadł
tak wielu. Wraz z szarymi porankami i oblodzonymi drogami, na których
trzeba uważać, jeśli nie chce się skręcić karku. Styczeń
sprawdza naszą cierpliwość.
Być może, styczeń sprawdza, czy
jesteśmy silnymi ludźmi. Może styczeń sprawdza, na ile nas stać,
gdy poczujemy się jak ryby bez wody. Chce sprawić, by inni
dostrzegli w nas to, co widać nieraz tylko jako przebłysk w
samotnej nocy w naszych zamkniętych szczelne oczach. Styczeń
sprawdza, kim jesteśmy, gdy wicher zdziera nam maski i zaczynamy
plątać się w zeznaniach.
Styczeń sprawdza, co nosimy w sobie.
Jakie pragnienia ściągnięcia innych w dół, by siebie wyzwolić,
jakie instynkty, słabości, nocne histerie i lęki.
Może styczeń sprawdza, czy jesteśmy
dobrymi ludźmi?
Ale co to znaczy w ogóle, dobry
człowiek?
Siedzimy nocą w pracy. Siedzimy w
miejscu, w którym tak brakuje mi tego jednego, który zaczął żyć
gdzie indziej. Siedzimy w ciepłym pokoju, zajadając się popcornem,
a obok, w tamtym pokoju nie zionie już pustka, już kogoś
przenieśli. Stale mi się myli . Nie mogę przywyknąć, rzadziej
tamtędy przechodzę.
To nic, mamy zajęcie, dobrze, że tym
razem na nocnym dyżurze jestem z nim, z człowiekiem, który
rozbawia mnie do łez i który nie może usiedzieć w miejscu.
Często, gdy idę do pracy liczę, że i jego zobaczę. Uwielbiam
jego obrazoburce żarty. Uwielbiam tą energię i jednoczesny spokój
w jego oczach, choć na początku tak go nie doceniałam, choć tak
pomyliłam się co do niego.
Rozmawiamy o wszystkim i o niczym, tak
wiele się śmiejemy. O niektórych sprawach z jego ciężkiej
przeszłości. Niektórych jej kart mogę się tylko domyślać.
Rozmawiamy o samobójstwach i mam wrażenie, że on wie o tym więcej,
niż inni, ale nie dopytuję, jeszcze nie czas, jeszcze przyjdą
noce. Mówimy jak to jest obudzić się w Gdańsku, gdy się zaśpi w
pociągu.
W pewnym momencie mówi mi o tym, że
jestem naiwna.
Może powinnam przyznać mu rację.
Może faktycznie w tym świecie mało kto robi coś bezinteresownie.
-Ale ja wierzę że można...
-To, że takie osoby jak ty i Beata
jesteście dobre, nie znaczy, że wszyscy są, spójrz na innych,
któzy tu pracują..
-Wcale nie jestem dobra, tylko...
Jak zwykle przerywa mi żartem,
bagatelizując całą sprawę. Wstaje i robi kolejny popcorn, skacze
po kanałach w telewizji którą mamy w pokoju socjalnym. Czytam
opowiadania, trochę ciszy, chwila przerwy.
-Wiesz, ty sam jesteś dobrym
człowiekiem, tylko nie chcesz się przyznać.- podnoszę nagle głowę
znad książki i mówię cicho.
-I kto to mówi?
Więcej tej nocy nie rozmawiamy na ten
temat.
Kim jest dobry człowiek?
Wracam z pracy w środowy wieczór. Nie
wiem czemu, wcześniej myślałam, że to piątek. Czuję się podle.
Cały dzień się czułam, już poprzedniego dnia, we wtorkowy
wieczór, gdy serce zachowywało się, jakby chciało stanąć, a
potem nagle wyskoczyć z piersi. Gdy coś kuło niemiłosiernie w
piersi, traciłam oddech, krew leciała z nosa z pękniętego
naczynia. To nic, w nocy się powtarza, nie daje spać, ale to nic. W
środę idę do pracy, cieszę się, że jest więcej ludzi na
dyżurze, to jakiś cud opatrzności, myślę cicho, cud, gdy moje
ciało odmawia posłuszeństwa.
W pracy jest dobrze, tylko kilka razy
boli mnie głowa, kilka razy podcieka krew z nosa. Tak jak zawsze,
tak jak już bywało.
Wychodzę do domu chwilę przed 19,
jestem w dobrym nastroju. Tylko po chwili robi mi się niedobrze,
mdli mnie, chce mi się wymiotować. To nic, zdarza się, przecież
mam mieć niedługo okres. Ale po chwili krew bucha z nosa, pęka
kolejne naczynie. Szybko przykładam chusteczkę, żeby nie pobrudzić
rzeczy. Po chwili robi mi się coraz gorzej. Chyba moje serce jednak
musi być przebadane, chyba jednak moje ciało nie może udawać, że
wszystko w porządku. Już myślałam, że udało mi się oszukać
losu...ale potem przypominam sobie tych dwóch, którzy też chcieli
go oszukać. I teraz już nie żyją. Może za karę?
Idę jednak przed siebie.
Zakrwawiona twarz, nos skryty w
okrwawionej chusteczce, nogi mi się plączą. Na jednej z ulic grupa
ludzi, patrzą na mnie dziwacznie. Nikt nie zapyta, czy dobrze się
czuję, nikt nie chwyci za ramię, gdy prawie podtrzymuję się
budynku. Muszę ich tylko roztrącić i bełkotać przepraszam, gdy
próbuję przejść przez to stado, bo nikt nie zrobi mi nawet
miejsca, żebym mogła przejść, zajęci swoimi sprawami, pewnie
właśnie dopiero co wyszli z kawiarni. Nie mam siły z nimi walczyć.
W głowie tylko rzucam przekleństwa. W głowie myślę o dobrych
ludziach. Moja wiara się chwieje, gdy sama potrzebuję pomocy.
Po chwili robi mi się lepiej, po
chwili Redcar wychodzi mi naprzeciwko bo była w domu i nie muszę
sama się wspinać po schodach naszej kamienicy. I już jestem w
naszym mieszkaniu. I już czuję się bezpieczniej, krew nie leci,
tylko serce uparcie wali.
Dzisiaj rezygnuję z wyjścia z domu.
Dzisiaj myślę, kim byli ci ludzie.
Czy uważali się za dobrych? Czy ich
tak postrzegano?
Czy ja zapytałabym zakrwawioną
dziewczynę z plączącymi się nogami, czy jej pomóc?
Co znaczy być dobrym człowiekiem?
Co znaczy dla ciebie być dobrym
człowiekiem?
Nie marnować jedzenia, zawsze zjadać
całe porcje?
Nie jeść mięsa, nie mieć krwi na
rękach?
Szanować drugiego człowieka?
Okazywać zawsze miłość i
cierpliwość?
Nie zabijać, nie gwałcić, nie kraść?
Stawiać zawsze drugiego na pierwszym
miejscu, nawet, jeśli szkodzi to tobie?
Nie ranić z premedytacją?
Mówić dzień dobry, przepraszam i
dziękuję?
Nigdy nie podnosić głosu, zawsze się
uśmiechać?
Nie przeklinać, nie wzywać imienia
bogów na daremno, być pokornym wobec losu?
Karmić bezpańskie psy i nigdy w
nikogo nie rzucać kamieniem?
Nigdy nie tracić cierpliwości?
Być wręcz świętym?
Co znaczy być dobrym człowiekiem?
Czy jestem dobrym człowiekiem gdy
podnoszę głos na swojego Męża, gdy krzyczę w złości?
Czy jestem dobrym człowiekiem, gdy
tracę w pracy cierpliwość i mam momenty, gdy wobec chorego i
starego człowieka staję się opryskliwa? Gdy nawet im powiem
„zaraz”, gdy czasem zapomnę o złożonych obietnicach?
Czy moje serce jet dobre, jeśli w
ogóle o nich zapominam, nie zawsze ich dotrzymuję, nawet sobie?
Czy jestem dobrym człowiekiem, gdy nie
mogę się powstrzymać i szydzę z innych, przestając w nich
widzieć po prostu najpierw człowieka, gdy w głowie złorzeczę,
przeklinam i miewam ich dosyć?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro
nieraz przestaję być wrażliwa na cudzy ból, stawiam swój na
pierwszym miejscu, nie umiem wysłuchać cudzego nocnego płaczu?
Czy jestem dobrym człowiekiem, jeśli
nie szanuję nieraz cudzego zdania, wchodzę ze swoimi racjami na
cudze podwórko?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro
nieraz gram w grę „ja mam gorzej”, jestem hipokrytką w tak
wielu sprawach, karmi mnie cudzy ból?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro
potrafię zabić zwierzę i twierdzę, że potrafiłabym zabić
człowieka?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro
głupim żartem potrafię zranić, mam dni, w których chcę ranić z
premedytacją?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro
tak często nie doceniam tego co mam, skoro tak często marudzę,
złorzeczę, przeklinam i nie widzę tego, co daje mi świat z takim
rozmachem?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro
tak często zamykam oczy na piękno?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro
na tak wiele rzeczy pozostaję ślepa?
Czy noszę w sobie dobro, skoro tak
wiele we mnie zła, skoro tyle serc złamałam, tyle ran zadałam?
Ale noszę być może w sobie i okruchy
dobra. Więc czy jestem złym człowiekiem?
Czy jestem złym człowiekiem, skoro
częściej niż niecierpliwość mam dla innych czułość, gdy
przykładam moje ciepłe ręce do chłodnego czoła nocami, gdy
cierpienie jest największe?
Czy jestem złym człowiekiem, skoro
mam w sobie tyle miłości, którą chcę rozdawać, którą chcę
się dzielić?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy po
prostu chcę się opiekować drugim, jednocześnie dając mu wolność?
Czy o tkwiącym we mnie źle może świadczyć to, że martwię się
nieraz bardziej o cudze życie niż o swoje, nawet chowając swoje
uczucia?
Czy jestem złym człowiekiem, skoro
potrafię właśnie chować swój ból i swoje słabości, żeby
tylko móc być dla kogoś wsparciem?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy
potrafię wysłuchać, dzielić się ciepłem które noszę, cudze
problemy wziąć za swoje?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy
dzielę się posiłkiem z każdym kto tego potrzebuje, gdy rozmawiam
z samotnymi i bezdomnymi, gdy słucham opowieści tych, którym
wysłuchania brakuje?
Czy jestem złym człowiekiem, skoro
mówią o moim śmiechu że zaraźliwy, skoro chcę się dzielić
tym, że widzę piękno świata i wszystkie dobre rzeczy nawet w
złych?
Czy jestem złym człowiekiem, jeśli
częściej niż złorzeczę chcę sprawiać afirmacją nawet, żeby
wszyscy byli szczęśliwi? Żeby każdy odkrył swój okruch spokoju?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy
widzę za dużo bólu i cierpienia i chcę coś z tym zrobić?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy
modlę się do swoich bogów, gdy jestem pokorna wobec losu?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy
staram się tłumaczyć większość zachowań, nawet te, które mnie
ranią?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy
wybaczam, mimo że nie potrafię zapomnieć?
Czy jestem złym człowiekiem, skoro
chcę widzieć w innych cały potencjał, piękno...skoro chcę w
innych widzieć zawsze przede wszystkim dobro?
Czy potrafisz mi powiedzieć, mój
czytelniku- jestem dobrym czy złym człowiekiem?
Czy potrafisz powiedzieć to o sobie? Ocenić?
Czy umiesz powiedzieć to o swoich bliskich, o obcych? Czy oceniasz?
Czy ojciec alkoholik, który bije swoje
dzieci, a potem żałuje, jest złym człowiekiem, czy popełnił
tylko błąd?
Czy ten, który poderżnął gardło
swojej dziewczynie w napadzie szału a potem przez lata pomagał
chorym dzieciom gdy zrozumiał swoje błędy, jest złym czy dobrym człowiekiem?
Czy lekarz, który ratuje setki istnień
skrzyczy swoje dziecko w zmęczeniu, doprowadzając je do łez, jest
dobry, zły? Jak go widzisz?
Może znów pokazuje się jedna prawda.
Nie ma złych i dobrych ludzi.
Są ich czyny. Może i o nich nie
możemy powiedzieć, czy są dobre, czy złe. Może zabijając jedno
istnienie ratujemy setki innych? Może krzywdząc kogoś sprawiamy,
że stanie się silniejszy. Może nie ma dobra i zła w ogóle.
Ale mimo to człowiek naiwnie za nimi
podąża. Może nie każdy. Może to ja faktycznie jestem naiwna.
Ale...swoją naiwność lubię. Być może, nie mogłabym być inna.
Nawet bym nie chciała.
Ale nie ma na pewno dobrych i złych
ludzi. Może i czynów nie można ocenić jednoznacznie, kwestia z
której perspektywy widzimy, z którego miejsca piszemy tą opowieść.
Ale myślę, że na nie łatwiej spojrzeć obiektywnie.
Bo największy zbrodniarz może
sprawić, że czyjeś serce się raduje.
I każdy święty kogoś zranił.
Dobro i zło, coś co nie istnieje, a
do czego się przywiązujemy. Coś, czym chcemy się określać. Ale
nigdy, przenigdy jednoznacznie nie możemy.
Możesz mówić, że jesteś suką, ale
wzruszasz się przez cudzy ból.
Możesz mówić, że masz dobre serce,
a nigdy nie potrafisz wysłuchać do końca i twoje problemy wysuwają
się na cudzy plan.
Możesz dla niektórych być niemiłym
skurwielem, a dla mnie być najcudowniejszym mężczyzną na ziemi.
Może złamałeś cudze serce, a ja
złamałam twoje. Każdy uczynił coś złego, choć nie chciał.
Tak, takich ludzi znam. Ani dobrych,
ani złych. Są po prostu ludźmi.
Są ludźmi, którzy popełniają
błędy. Nie ma człowieka, który przez nie nie musi przebrnąć, bo
na nich najwięcej się uczymy. Nasze błędy ranią, nasze błędy
przesłaniają nam cudzy świat. A i tak, cokolwiek by się nie
zrobiło, zawsze jest ktoś niezadowolony. Ktoś, kto oskarży cię o
zło. Widzę to nawet w swojej pracy.
Każdy chce być dobry. Każdy chce,
żeby widziano w nim dobro, chociaż i zło tak przecież pociąga.
Dwa, które nie istnieją, ale rządzą naszym życiem.
Czy jestem dobrym człowiekiem, czy
jestem złym?
To w ogóle źle postawione pytanie.
Zabiegani we własnych sprawach,
chorzy, skupieni na własnym życiu nie zawsze dostrzegamy cudze. Nie
można nikogo o to obwiniać. Gdy bezdomny umiera na ulicy, zamarza,
bo nie zwróciłeś mu uwagi, żeby poszedł do noclegowni, czy można
cię za to obwiniać? Nie, to nie twoje życie. To nie twoja wina. To
wina mrozu, bezdomności, całej długiej historii, która prowadziła
do tego momentu. Tego, że w niej uczestniczyłeś.
Jeśli nie pomogłeś w tamtej historii krwawiącej na ulicy dziewczynie, nie mam ci tego za złe. Uczestniczyłeś w tej historii w ten, a nie inny sposób. Nic się nie stało. Ja nie oceniam. Dobra, zła.
Ale może to właśnie klucz do pewnego zrozumienia. Uczestniczymy
w cudzych historiach. W cudzych opowieściach. I może nie rzecz w
tym, czy chcemy czynić dobro czy zło, które tylko jakoś sobie wyobrażamy. Może to kwestia tego, czy
cudze opowieści są dla nas ważne. Czy bywają ważniejsze niż
nasze własne.
Może to kwestia, czy drugi człowiek
jest dla nas ważny.
Nie wiem czy mi uwierzycie-ale dla mnie
często jest. Znowu nie mogę powiedzieć zawsze. Bo zawsze nie
istnieje jak dobro i zło.
Może znowu jednak, to kwestia tego,
czy umiemy słuchać świata.
Tego, czy chcemy w nim uczestniczyć z całej duszy choć momentami i
sprawiać, że staje się łatwiejszy dla nas wszystkich. Może jakoś lepszy. Cieplejszy. Czulszy.
Bo mimo wszystko, mimo moich złych
dni, marudzenia, głupich acz bolesnych żartów ja chcę. Chcę, żeby każdy z nas choć od czasu do czasu
znajdował spokój. Żeby śmiał się w głos.
Czy to czyni mnie dobrym człowiekiem?
Och, niczego się nie nauczyliśmy, prawda?. Nie
jestem ani dobra, ani zła.
Nie jestem świętą, która zbawia,
nie jestem zbrodniarzem, choć popełniam małe codzienne zbrodnie.
Jestem człowiekiem. Takim, który
potrafi kochać. I to mi wystarczy.
I już Niemen
dziwił się światu, jak wiele jest w nim zła i jak wiele dobrej
woli. Może, zawsze tak musi być jakaś równowaga? I wcale, ani
wcale nie ma w tym nic dziwnego? A może dziwny naprawdę jest ten świat- ale i przez to piękny.
Nie potrafiłabym nazwać siebie dobrym człowiekiem. Bardzo się staram, ale kurcze czy zawsze mi to wychodzi? Nie sądzę...
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Bo właśnie każdy z nas jest przede wszystkim człowiekiem, zlepkiem decyzji, błędów i konsekwencji. A te, jak wiadomo, są jak obosieczny miecz. I mimo, że dobro to ułuda...to jednak chyba warto sie starać, co?:)
UsuńChyba od wmawiania sobie, że jest się albo złym albo dobrym człowiekiem dużo ważniejsza jest świadomość, że się jest człowiekiem. A ani ludzie nie są czarno-biali, ani świat nie jest sprawiedliwy.
OdpowiedzUsuńOtóż to, bardzo dobrze powiedziane:) Tylko czasem mam wrażenie chcemy wierzyć w te dokładne podziały, bo tak by było o wiele łatwiej,prawda?
UsuńKażdy z nas ma w sobie pewien potencjał... raz okażemy największą czułość, raz będziemy skurwielami. Może nie ma dobra i zła, jest "oblicze dobra, oblicze zła" jak to śpiewa Luxtorpeda. Zresztą bardzo dobrze, że jest ta równowaga, taki już jest wszechświat- życie i destrukcja. Ale chyba od tematu odbiegam. No mniejsza.
OdpowiedzUsuńW każdym razie taka znieczulica to jest trochę inny temat... i z tym trzeba walczyć, tak myślę.
I ja w sumie zawsze bardziej dostrzegam to dobro w człowieku, lubię usprawiedliwiać :P
I to prawda, bo nawet to co złe, nieraz wychodzi na dobre. I odwrotnie. Wszystko ma po prostu jakąś sumę w tym moim ukochanym bilansie zero:D
UsuńW ogóle czytałaś Sandmana? Co prawda to komiks, ale komiks który dostał nagrody literacie:D
I jasna sprawa, ale też zastanawiam się, czy przesada w drugą stronę byłaby dobra?
Czyli znowu mamy podobną skazę cholera:D
Nakazuję Ci niniejszym zapisać się do lekarza w trybie natychmiastowym.
OdpowiedzUsuńPróbuję, ale to nie jest nałatwiejsze, dostać się np.do hematologa:P
UsuńZawsze myślałam, że jestem dobrym człowiekiem ale jakiś pierwiastek zła też mam w sobie...
OdpowiedzUsuńOtóż to, nic nie jet czarno-białe...
Usuńteż miałam problem z pękniętymi naczynkami w nosie... taka krew z nosa potrafi być uciążliwa... znajoma poleciła mi maść tranową, aha i witamine C
OdpowiedzUsuńU mnie to już ani maście, ani witamina C:D ja już cyclonaminę muszę brac:)
UsuńNie wiem, czy jestem dobra, czy zła.
OdpowiedzUsuńWiem jedno, że mam w sobie sporo empatii.
To chyba....dobrze ;)
Jak Twoje zdrowie?
Wszystko w porządku?
Co Ci będę truć - sama wiesz, co musisz zażywać i jak postępować w przypadku krwotoków z nosa.
Jasne, że dobrze. Ostatnio w ogóle przeżyłam szok, gdy usłyszałam pewną historię, jak mało osób wie w ogóle, czym jest empatia.
UsuńI po prostu znowu przemęczenie, krwawienia to wręcz rodzinna uroda i mało co poradzi się na geny tak naprawdę. Tylko to walące serce mnie przeraziło ale..to już zbadam wnikliwiej:)
Mamy dzień i noc, zimę i lato - z człowiekiem jest podobnie. Jest w nim i dobro, i zło. Chociaż u niektórych pewne cechy mogą być bardziej zauważalne i przylega do nich łatka.
OdpowiedzUsuńDokładnie, czasem coś jest jaskrawsze ale to może i kwestia nie tylko łatki, co pewnych wyborów? Ale i one nie są jednoznaczne właśnie.
UsuńJesteśmy przede wszystkim ludźmi i każdy ma prawo do potknięć. W końcu cały czas się uczymy.
OdpowiedzUsuńDokładnie:) i właśnie głównie potknięcia nas uczą.
UsuńTak mi się zdaje, że właśnie w każdym z nas jest i to dobro i to zło. I tu jest walka, które z nich wygra.
OdpowiedzUsuńAlbo które jest naprawdę złem, a które dobrem w świecie?
UsuńWidziałam, że już ktoś wyżej wspomniał o Luxach. "Wygra w tobie ten wilk, którego nakarmisz". ;)
OdpowiedzUsuńTak, stara indiańska legenda:) Zawsze aktualna:)
Usuńprzypomniał mi się cytat z Harrego Pottera " Poza tym świat wcale nie dzieli się na dobrych ludzi i śmierciożerców, bo wszyscy mamy w sobie tyle samo dobra co zła. Tylko od nas zależy, jaką drogą pójdziemy. Taka jest nasza natura."
OdpowiedzUsuńDokładnie, zawsze kwestia wyboru:)
Usuń