czwartek, 21 stycznia 2016

O tym, że nie ma dobrych ani złych ludzi, a i ja nie należę do żadnego z nich.

Styczeń to ciężki miesiąc
Wszystkie oczekiwania roztapiają się wraz z grudniowymi lodami. Wyzwania, których się nie spodziewaliśmy przychodzą jak nagłe zrywy opadów śniegu. Wszystko jakby na opak.
Za dużo wierzyliśmy w daty graniczne i teraz trochę za to obrywamy.
Za mało chcieliśmy w nie wierzyć i wtedy nasze dusze i umysły wszystko podsumowują, przypomina się tak wiele z przeszłości, pojawiają się łzy i przychodzi ponowny ból wśród mrozu, który wcale nie chłodzi rozpalonego czoła.
Styczeń to długi miesiąc, który po grudniowym rozleniwieniu każe nam się rozpędzić do granic możliwości. To rozkapryszone dziecko, początek roku, który wymaga najwięcej. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.
Boli serce, skóra i ogólnie słaniamy się na nogach.
Ciało znów odmawia posłuszeństwa? Czy to przez chaos w głowie, czy chaos rodzi się przez słabe ciało? Znowu ta wieża ze skóry, kości ścięgien i tłuszczu się sypie. Ale to nic.
Styczeń męczy i szarpie, ale to nic, uśmiech nie schodzi z twarzy. Mimo, że obala naszą wiarę w ciepło swoimi mrozami od samego początku, mimo że nowe wyzwania sprawiło, że tak wielu upada na kolana, tak wielu drży w kącie ze strachu. To nic.
T miesiąc początków i końców, dla mnie miesiąc pożegnań tam, gdzie być może, powinnam właśnie tylko witać. Miesiąc pustek, chaosu w głowie z powodu paru nawracających spraw, o których nie umiem za bardzo rozmawiać, ale które w zimnie jakoś samoistnie się wyciszają. Pewnie by wrócić ze zdwojoną siłą, ale to nic.
To ciężki miesiąc.
Styczeń sprawdza tym razem nasze granice. Wraz ze swoim błękitnym poniedziałkiem, który dopadł tak wielu. Wraz z szarymi porankami i oblodzonymi drogami, na których trzeba uważać, jeśli nie chce się skręcić karku. Styczeń sprawdza naszą cierpliwość.

Być może, styczeń sprawdza, czy jesteśmy silnymi ludźmi. Może styczeń sprawdza, na ile nas stać, gdy poczujemy się jak ryby bez wody. Chce sprawić, by inni dostrzegli w nas to, co widać nieraz tylko jako przebłysk w samotnej nocy w naszych zamkniętych szczelne oczach. Styczeń sprawdza, kim jesteśmy, gdy wicher zdziera nam maski i zaczynamy plątać się w zeznaniach.
Styczeń sprawdza, co nosimy w sobie. Jakie pragnienia ściągnięcia innych w dół, by siebie wyzwolić, jakie instynkty, słabości, nocne histerie i lęki.
Może styczeń sprawdza, czy jesteśmy dobrymi ludźmi?

Ale co to znaczy w ogóle, dobry człowiek?

Siedzimy nocą w pracy. Siedzimy w miejscu, w którym tak brakuje mi tego jednego, który zaczął żyć gdzie indziej. Siedzimy w ciepłym pokoju, zajadając się popcornem, a obok, w tamtym pokoju nie zionie już pustka, już kogoś przenieśli. Stale mi się myli . Nie mogę przywyknąć, rzadziej tamtędy przechodzę.
To nic, mamy zajęcie, dobrze, że tym razem na nocnym dyżurze jestem z nim, z człowiekiem, który rozbawia mnie do łez i który nie może usiedzieć w miejscu. Często, gdy idę do pracy liczę, że i jego zobaczę. Uwielbiam jego obrazoburce żarty. Uwielbiam tą energię i jednoczesny spokój w jego oczach, choć na początku tak go nie doceniałam, choć tak pomyliłam się co do niego.
Rozmawiamy o wszystkim i o niczym, tak wiele się śmiejemy. O niektórych sprawach z jego ciężkiej przeszłości. Niektórych jej kart mogę się tylko domyślać. Rozmawiamy o samobójstwach i mam wrażenie, że on wie o tym więcej, niż inni, ale nie dopytuję, jeszcze nie czas, jeszcze przyjdą noce. Mówimy jak to jest obudzić się w Gdańsku, gdy się zaśpi w pociągu.
W pewnym momencie mówi mi o tym, że jestem naiwna.
Może powinnam przyznać mu rację. Może faktycznie w tym świecie mało kto robi coś bezinteresownie.
-Ale ja wierzę że można...
-To, że takie osoby jak ty i Beata jesteście dobre, nie znaczy, że wszyscy są, spójrz na innych, któzy tu pracują..
-Wcale nie jestem dobra, tylko...
Jak zwykle przerywa mi żartem, bagatelizując całą sprawę. Wstaje i robi kolejny popcorn, skacze po kanałach w telewizji którą mamy w pokoju socjalnym. Czytam opowiadania, trochę ciszy, chwila przerwy.
-Wiesz, ty sam jesteś dobrym człowiekiem, tylko nie chcesz się przyznać.- podnoszę nagle głowę znad książki i mówię cicho.
-I kto to mówi?
Więcej tej nocy nie rozmawiamy na ten temat.
Kim jest dobry człowiek?

Wracam z pracy w środowy wieczór. Nie wiem czemu, wcześniej myślałam, że to piątek. Czuję się podle. Cały dzień się czułam, już poprzedniego dnia, we wtorkowy wieczór, gdy serce zachowywało się, jakby chciało stanąć, a potem nagle wyskoczyć z piersi. Gdy coś kuło niemiłosiernie w piersi, traciłam oddech, krew leciała z nosa z pękniętego naczynia. To nic, w nocy się powtarza, nie daje spać, ale to nic. W środę idę do pracy, cieszę się, że jest więcej ludzi na dyżurze, to jakiś cud opatrzności, myślę cicho, cud, gdy moje ciało odmawia posłuszeństwa.
W pracy jest dobrze, tylko kilka razy boli mnie głowa, kilka razy podcieka krew z nosa. Tak jak zawsze, tak jak już bywało.
Wychodzę do domu chwilę przed 19, jestem w dobrym nastroju. Tylko po chwili robi mi się niedobrze, mdli mnie, chce mi się wymiotować. To nic, zdarza się, przecież mam mieć niedługo okres. Ale po chwili krew bucha z nosa, pęka kolejne naczynie. Szybko przykładam chusteczkę, żeby nie pobrudzić rzeczy. Po chwili robi mi się coraz gorzej. Chyba moje serce jednak musi być przebadane, chyba jednak moje ciało nie może udawać, że wszystko w porządku. Już myślałam, że udało mi się oszukać losu...ale potem przypominam sobie tych dwóch, którzy też chcieli go oszukać. I teraz już nie żyją. Może za karę?
Idę jednak przed siebie.
Zakrwawiona twarz, nos skryty w okrwawionej chusteczce, nogi mi się plączą. Na jednej z ulic grupa ludzi, patrzą na mnie dziwacznie. Nikt nie zapyta, czy dobrze się czuję, nikt nie chwyci za ramię, gdy prawie podtrzymuję się budynku. Muszę ich tylko roztrącić i bełkotać przepraszam, gdy próbuję przejść przez to stado, bo nikt nie zrobi mi nawet miejsca, żebym mogła przejść, zajęci swoimi sprawami, pewnie właśnie dopiero co wyszli z kawiarni. Nie mam siły z nimi walczyć. W głowie tylko rzucam przekleństwa. W głowie myślę o dobrych ludziach. Moja wiara się chwieje, gdy sama potrzebuję pomocy.
Po chwili robi mi się lepiej, po chwili Redcar wychodzi mi naprzeciwko bo była w domu i nie muszę sama się wspinać po schodach naszej kamienicy. I już jestem w naszym mieszkaniu. I już czuję się bezpieczniej, krew nie leci, tylko serce uparcie wali.

Dzisiaj rezygnuję z wyjścia z domu. Dzisiaj myślę, kim byli ci ludzie.
Czy uważali się za dobrych? Czy ich tak postrzegano?
Czy ja zapytałabym zakrwawioną dziewczynę z plączącymi się nogami, czy jej pomóc?
Co znaczy być dobrym człowiekiem?

Co znaczy dla ciebie być dobrym człowiekiem?
Nie marnować jedzenia, zawsze zjadać całe porcje?
Nie jeść mięsa, nie mieć krwi na rękach?
Szanować drugiego człowieka?
Okazywać zawsze miłość i cierpliwość?
Nie zabijać, nie gwałcić, nie kraść?
Stawiać zawsze drugiego na pierwszym miejscu, nawet, jeśli szkodzi to tobie?
Nie ranić z premedytacją?
Mówić dzień dobry, przepraszam i dziękuję?
Nigdy nie podnosić głosu, zawsze się uśmiechać?
Nie przeklinać, nie wzywać imienia bogów na daremno, być pokornym wobec losu?
Karmić bezpańskie psy i nigdy w nikogo nie rzucać kamieniem?
Nigdy nie tracić cierpliwości?
Być wręcz świętym?

Co znaczy być dobrym człowiekiem?
Czy jestem dobrym człowiekiem gdy podnoszę głos na swojego Męża, gdy krzyczę w złości?
Czy jestem dobrym człowiekiem, gdy tracę w pracy cierpliwość i mam momenty, gdy wobec chorego i starego człowieka staję się opryskliwa? Gdy nawet im powiem „zaraz”, gdy czasem zapomnę o złożonych obietnicach?
Czy moje serce jet dobre, jeśli w ogóle o nich zapominam, nie zawsze ich dotrzymuję, nawet sobie?
Czy jestem dobrym człowiekiem, gdy nie mogę się powstrzymać i szydzę z innych, przestając w nich widzieć po prostu najpierw człowieka, gdy w głowie złorzeczę, przeklinam i miewam ich dosyć?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro nieraz przestaję być wrażliwa na cudzy ból, stawiam swój na pierwszym miejscu, nie umiem wysłuchać cudzego nocnego płaczu?
Czy jestem dobrym człowiekiem, jeśli nie szanuję nieraz cudzego zdania, wchodzę ze swoimi racjami na cudze podwórko?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro nieraz gram w grę „ja mam gorzej”, jestem hipokrytką w tak wielu sprawach, karmi mnie cudzy ból?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro potrafię zabić zwierzę i twierdzę, że potrafiłabym zabić człowieka?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro głupim żartem potrafię zranić, mam dni, w których chcę ranić z premedytacją?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro tak często nie doceniam tego co mam, skoro tak często marudzę, złorzeczę, przeklinam i nie widzę tego, co daje mi świat z takim rozmachem?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro tak często zamykam oczy na piękno?
Czy jestem dobrym człowiekiem, skoro na tak wiele rzeczy pozostaję ślepa?
Czy noszę w sobie dobro, skoro tak wiele we mnie zła, skoro tyle serc złamałam, tyle ran zadałam?

Ale noszę być może w sobie i okruchy dobra. Więc czy jestem złym człowiekiem?
Czy jestem złym człowiekiem, skoro częściej niż niecierpliwość mam dla innych czułość, gdy przykładam moje ciepłe ręce do chłodnego czoła nocami, gdy cierpienie jest największe?
Czy jestem złym człowiekiem, skoro mam w sobie tyle miłości, którą chcę rozdawać, którą chcę się dzielić?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy po prostu chcę się opiekować drugim, jednocześnie dając mu wolność? Czy o tkwiącym we mnie źle może świadczyć to, że martwię się nieraz bardziej o cudze życie niż o swoje, nawet chowając swoje uczucia?
Czy jestem złym człowiekiem, skoro potrafię właśnie chować swój ból i swoje słabości, żeby tylko móc być dla kogoś wsparciem?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy potrafię wysłuchać, dzielić się ciepłem które noszę, cudze problemy wziąć za swoje?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy dzielę się posiłkiem z każdym kto tego potrzebuje, gdy rozmawiam z samotnymi i bezdomnymi, gdy słucham opowieści tych, którym wysłuchania brakuje?
Czy jestem złym człowiekiem, skoro mówią o moim śmiechu że zaraźliwy, skoro chcę się dzielić tym, że widzę piękno świata i wszystkie dobre rzeczy nawet w złych?
Czy jestem złym człowiekiem, jeśli częściej niż złorzeczę chcę sprawiać afirmacją nawet, żeby wszyscy byli szczęśliwi? Żeby każdy odkrył swój okruch spokoju?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy widzę za dużo bólu i cierpienia i chcę coś z tym zrobić?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy modlę się do swoich bogów, gdy jestem pokorna wobec losu?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy staram się tłumaczyć większość zachowań, nawet te, które mnie ranią?
Czy jestem złym człowiekiem, gdy wybaczam, mimo że nie potrafię zapomnieć?
Czy jestem złym człowiekiem, skoro chcę widzieć w innych cały potencjał, piękno...skoro chcę w innych widzieć zawsze przede wszystkim dobro?

Czy potrafisz mi powiedzieć, mój czytelniku- jestem dobrym czy złym człowiekiem?
Czy potrafisz powiedzieć to o sobie? Ocenić?
Czy umiesz powiedzieć to o swoich bliskich, o obcych? Czy oceniasz?
Czy ojciec alkoholik, który bije swoje dzieci, a potem żałuje, jest złym człowiekiem, czy popełnił tylko błąd?
Czy ten, który poderżnął gardło swojej dziewczynie w napadzie szału a potem przez lata pomagał chorym dzieciom gdy zrozumiał swoje błędy, jest złym czy dobrym człowiekiem?
Czy lekarz, który ratuje setki istnień skrzyczy swoje dziecko w zmęczeniu, doprowadzając je do łez, jest dobry, zły? Jak go widzisz?

Może znów pokazuje się jedna prawda. Nie ma złych i dobrych ludzi.
Są ich czyny. Może i o nich nie możemy powiedzieć, czy są dobre, czy złe. Może zabijając jedno istnienie ratujemy setki innych? Może krzywdząc kogoś sprawiamy, że stanie się silniejszy. Może nie ma dobra i zła w ogóle.
Ale mimo to człowiek naiwnie za nimi podąża. Może nie każdy. Może to ja faktycznie jestem naiwna. Ale...swoją naiwność lubię. Być może, nie mogłabym być inna.
Nawet bym nie chciała.

Ale nie ma na pewno dobrych i złych ludzi. Może i czynów nie można ocenić jednoznacznie, kwestia z której perspektywy widzimy, z którego miejsca piszemy tą opowieść. Ale myślę, że na nie łatwiej spojrzeć obiektywnie.
Bo największy zbrodniarz może sprawić, że czyjeś serce się raduje.
I każdy święty kogoś zranił.
Dobro i zło, coś co nie istnieje, a do czego się przywiązujemy. Coś, czym chcemy się określać. Ale nigdy, przenigdy jednoznacznie nie możemy.

Możesz mówić, że jesteś suką, ale wzruszasz się przez cudzy ból.
Możesz mówić, że masz dobre serce, a nigdy nie potrafisz wysłuchać do końca i twoje problemy wysuwają się na cudzy plan.
Możesz dla niektórych być niemiłym skurwielem, a dla mnie być najcudowniejszym mężczyzną na ziemi.
Może złamałeś cudze serce, a ja złamałam twoje. Każdy uczynił coś złego, choć nie chciał.
Tak, takich ludzi znam. Ani dobrych, ani złych. Są po prostu ludźmi.
Są ludźmi, którzy popełniają błędy. Nie ma człowieka, który przez nie nie musi przebrnąć, bo na nich najwięcej się uczymy. Nasze błędy ranią, nasze błędy przesłaniają nam cudzy świat. A i tak, cokolwiek by się nie zrobiło, zawsze jest ktoś niezadowolony. Ktoś, kto oskarży cię o zło. Widzę to nawet w swojej pracy.
Każdy chce być dobry. Każdy chce, żeby widziano w nim dobro, chociaż i zło tak przecież pociąga. Dwa, które nie istnieją, ale rządzą naszym życiem.

Czy jestem dobrym człowiekiem, czy jestem złym?
To w ogóle źle postawione pytanie.
Zabiegani we własnych sprawach, chorzy, skupieni na własnym życiu nie zawsze dostrzegamy cudze. Nie można nikogo o to obwiniać. Gdy bezdomny umiera na ulicy, zamarza, bo nie zwróciłeś mu uwagi, żeby poszedł do noclegowni, czy można cię za to obwiniać? Nie, to nie twoje życie. To nie twoja wina. To wina mrozu, bezdomności, całej długiej historii, która prowadziła do tego momentu. Tego, że w niej uczestniczyłeś.
Jeśli nie pomogłeś w tamtej historii krwawiącej na ulicy dziewczynie, nie mam ci tego za złe. Uczestniczyłeś w tej historii w ten, a nie inny sposób. Nic się nie stało. Ja nie oceniam. Dobra, zła. 

Ale może to właśnie klucz do pewnego zrozumienia. Uczestniczymy w cudzych historiach. W cudzych opowieściach. I może nie rzecz w tym, czy chcemy czynić dobro czy zło, które tylko jakoś sobie wyobrażamy. Może to kwestia tego, czy cudze opowieści są dla nas ważne. Czy bywają ważniejsze niż nasze własne.
Może to kwestia, czy drugi człowiek jest dla nas ważny.
Nie wiem czy mi uwierzycie-ale dla mnie często jest. Znowu nie mogę powiedzieć zawsze. Bo zawsze nie istnieje jak dobro i zło.

Może znowu jednak, to kwestia tego, czy umiemy słuchać świata.
Tego, czy chcemy w nim uczestniczyć z całej duszy choć momentami i sprawiać, że staje się łatwiejszy dla nas wszystkich. Może jakoś lepszy. Cieplejszy. Czulszy. 
Bo mimo wszystko, mimo moich złych dni, marudzenia, głupich acz bolesnych żartów ja chcę. Chcę, żeby każdy z nas choć od czasu do czasu znajdował spokój. Żeby śmiał się w głos.
Czy to czyni mnie dobrym człowiekiem?
Och, niczego się nie nauczyliśmy, prawda?. Nie jestem ani dobra, ani zła.
Nie jestem świętą, która zbawia, nie jestem zbrodniarzem, choć popełniam małe codzienne zbrodnie.

Jestem człowiekiem. Takim, który potrafi kochać. I to mi wystarczy.




I już Niemen dziwił się światu, jak wiele jest w nim zła i jak wiele dobrej woli. Może, zawsze tak musi być jakaś równowaga? I wcale, ani wcale nie ma w tym nic dziwnego? A może dziwny naprawdę jest ten świat- ale i przez to piękny. 

24 komentarze:

  1. Nie potrafiłabym nazwać siebie dobrym człowiekiem. Bardzo się staram, ale kurcze czy zawsze mi to wychodzi? Nie sądzę...
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo właśnie każdy z nas jest przede wszystkim człowiekiem, zlepkiem decyzji, błędów i konsekwencji. A te, jak wiadomo, są jak obosieczny miecz. I mimo, że dobro to ułuda...to jednak chyba warto sie starać, co?:)

      Usuń
  2. Chyba od wmawiania sobie, że jest się albo złym albo dobrym człowiekiem dużo ważniejsza jest świadomość, że się jest człowiekiem. A ani ludzie nie są czarno-biali, ani świat nie jest sprawiedliwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, bardzo dobrze powiedziane:) Tylko czasem mam wrażenie chcemy wierzyć w te dokładne podziały, bo tak by było o wiele łatwiej,prawda?

      Usuń
  3. Każdy z nas ma w sobie pewien potencjał... raz okażemy największą czułość, raz będziemy skurwielami. Może nie ma dobra i zła, jest "oblicze dobra, oblicze zła" jak to śpiewa Luxtorpeda. Zresztą bardzo dobrze, że jest ta równowaga, taki już jest wszechświat- życie i destrukcja. Ale chyba od tematu odbiegam. No mniejsza.
    W każdym razie taka znieczulica to jest trochę inny temat... i z tym trzeba walczyć, tak myślę.
    I ja w sumie zawsze bardziej dostrzegam to dobro w człowieku, lubię usprawiedliwiać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to prawda, bo nawet to co złe, nieraz wychodzi na dobre. I odwrotnie. Wszystko ma po prostu jakąś sumę w tym moim ukochanym bilansie zero:D
      W ogóle czytałaś Sandmana? Co prawda to komiks, ale komiks który dostał nagrody literacie:D
      I jasna sprawa, ale też zastanawiam się, czy przesada w drugą stronę byłaby dobra?
      Czyli znowu mamy podobną skazę cholera:D

      Usuń
  4. Nakazuję Ci niniejszym zapisać się do lekarza w trybie natychmiastowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuję, ale to nie jest nałatwiejsze, dostać się np.do hematologa:P

      Usuń
  5. Zawsze myślałam, że jestem dobrym człowiekiem ale jakiś pierwiastek zła też mam w sobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, nic nie jet czarno-białe...

      Usuń
  6. też miałam problem z pękniętymi naczynkami w nosie... taka krew z nosa potrafi być uciążliwa... znajoma poleciła mi maść tranową, aha i witamine C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to już ani maście, ani witamina C:D ja już cyclonaminę muszę brac:)

      Usuń
  7. Nie wiem, czy jestem dobra, czy zła.
    Wiem jedno, że mam w sobie sporo empatii.
    To chyba....dobrze ;)

    Jak Twoje zdrowie?
    Wszystko w porządku?
    Co Ci będę truć - sama wiesz, co musisz zażywać i jak postępować w przypadku krwotoków z nosa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że dobrze. Ostatnio w ogóle przeżyłam szok, gdy usłyszałam pewną historię, jak mało osób wie w ogóle, czym jest empatia.
      I po prostu znowu przemęczenie, krwawienia to wręcz rodzinna uroda i mało co poradzi się na geny tak naprawdę. Tylko to walące serce mnie przeraziło ale..to już zbadam wnikliwiej:)

      Usuń
  8. Mamy dzień i noc, zimę i lato - z człowiekiem jest podobnie. Jest w nim i dobro, i zło. Chociaż u niektórych pewne cechy mogą być bardziej zauważalne i przylega do nich łatka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, czasem coś jest jaskrawsze ale to może i kwestia nie tylko łatki, co pewnych wyborów? Ale i one nie są jednoznaczne właśnie.

      Usuń
  9. Jesteśmy przede wszystkim ludźmi i każdy ma prawo do potknięć. W końcu cały czas się uczymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie:) i właśnie głównie potknięcia nas uczą.

      Usuń
  10. Tak mi się zdaje, że właśnie w każdym z nas jest i to dobro i to zło. I tu jest walka, które z nich wygra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo które jest naprawdę złem, a które dobrem w świecie?

      Usuń
  11. Widziałam, że już ktoś wyżej wspomniał o Luxach. "Wygra w tobie ten wilk, którego nakarmisz". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, stara indiańska legenda:) Zawsze aktualna:)

      Usuń
  12. przypomniał mi się cytat z Harrego Pottera " Poza tym świat wcale nie dzieli się na dobrych ludzi i śmierciożerców, bo wszyscy mamy w sobie tyle samo dobra co zła. Tylko od nas zależy, jaką drogą pójdziemy. Taka jest nasza natura."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zawsze kwestia wyboru:)

      Usuń