niedziela, 24 stycznia 2016

O czasie i sercu podzielonym na części, które pod światłem księżyca mają szansę stać się jednym, czyli niejasne sploty myśli zmęczonej Fridy pod wpływem nadchodzącej pełni.

Dzielę swój czas.
Dzielę swój czas, aż momentami mam wrażenie, ze go nie mam. Momentami mam wrażenie, że mnie w tym nie ma. Jestem tłem dla cudzych zmartwień, jestem tłem dla cudzych planów. Chwilowe uczucia, które wynikają z moich własnych błędów, moich własnych ciągot i pragnień, by naprawić coś, co nie należy do mnie. Chwilowe uczucia które wynikają z jak najlepszych, najczystszych intencji, a brukują ciężką przez te chwile drogę.
Dzielę swój czas i mam urojenia, że nikt nie ma o dla mnie wtedy, kiedy go potrzebuję. Urojenia, bo sama głośno o tym nie mówię. 
Dzielę swój czas i póki jestem zmęczona, póki nie odpocznę sama dla siebie, te chwile będą wracać. To straszne zmęczenie rzutuje na cały obraz mojego świata, to jak chwilowe zaćmienie księżyca, które zmienia mnie w wilka. Wilka, którego przecież noszę w sobie i który chce wyć.

Przecież to pełnia wilka, wilczy księżyc. Może dlatego nagle mi tego zabrakło?

Dzielę swój czas między tych, których kocham. To oni stanowią treść mojego życia, są jego częścią, składową mojej drogi. Dzielę swój czas między bliskich i dalekich, dzielę swoje serce.
Dzielę też swoje serce na cudzy ból, starając się tak samo podzielić swoją radość. Nie zawsze wychodzi.

Dzielę swój czas między pracę, a odpoczynek, między radość a smutek. Głównie cudzą, nie swoją. Moje uczucia znów się skrywają, ale nie mogę nikogo o to winić. To moja dziwna natura. To moje stawianie cudzych łez na pierwszy plan i moje wyuczone wyrzuty sumienia. To moja hardość i zaradność, moje przekonanie o własnej sile i o bezcelowości mówienia czegokolwiek.
Bo jak pisze Maria Czubaszek, po co mam w ogóle mówić, narzekać? Usłyszę jedynie że będzie dobrze. To doskonale wiem sama, właśnie to wiem sama, będzie dobrze. Doskonale sama wiem, że wszystko się ułoży, tylko przychodzą momenty zmęczenia. Może dlatego siada mi serce, może dlatego znowu krwawię. Sierpień pod pewnymi względami był przecież podobny. Słów nie umiałam wylać nawet tutaj.
Nie mam więc co czynić wynurzeń nocami. Zresztą pewne słowa się blokują, o niektórych rzeczach nie ma komu powiedzieć.

Są rzeczy, które będę trzymać w sekrecie, bo się ich wstydzę, to palące piętno, które zjawia się momentami, zjawia się łzami cisnącymi się do oczu, które powstrzymuję słynnym „let it go”, to przeszłość, idziemy dalej, sama o tym zdecydowałaś, przypominam sobie uparcie. Są rzeczy które trzyma w sekrecie wstydu, choć to nie ja powinnam się wstydzić, a co gorsza mieć wyrzutów sumienia, wyrzutów sumienia w stosunku do samej siebie. Samej siebie, bo sama też popełniłam błąd i dlatego też, że po nowym roku przestraszyłam się, że sama na nowo go popełnię.

Są rzeczy, o których nie opowiem najbliższym, bo ich tym skrzywdzę. Ich krzywdę stawiam ponad swoją tęsknotą, bo boli mnie pewna tęsknota, to, że sprawy ułożyły się tak, a nie inaczej. Nie opowiem o tym Mężowi, bo nie mówi się temu, który kocha o bólu, jaki sprawia zranienie kogoś nieodwzajemnionym uczuciem. Nie opowiem o tym drugiej najbliższej mi obecnie osobie, bo ona może za nim tęskni, może go nienawidzi, tego samego człowieka, a ja boję się o tym rozmawiać, bo znów, jestem wielkim wyrzutem sumienia, wyrzutem sumienia które spowodowało jego uczucie. Jego uczucie do mnie, nie moje d niego, ale starczyło, by przesłonić pewne porywy serca.
Nie mam z kim porozmawiać o jego słowach, które pisze w sieci jak ja, które mi powierza, choć nie rozmawiamy ze sobą, jak sobie obiecaliśmy. On czyta moje, zaczął pisać swoje, może w zamian, chociaż nigdy niczego nie chciałam w zamian, w żadnej relacji, a on chyba za często tak na to patrzył. Nie mam z kim porozmawiać bo ci, którzy zrozumieją, którzy są najbliżej, byliby tym zranieni.

Dziwne zapętlenia, im bardziej się znamy, tym więcej zostawiamy sobie ran. Miłość wiąże się z raną, z krzywdą i na nią to się godzimy, kochając, tak po prostu kochając, chcąc być dla drugiego człowieka. To świadome decyzje, piękne decyzje. Ale, cytując tym razem Włóczykija- „Nikt nie powiedział, ze dobre decyzje nie będą cię ranić”. Przyjmuję więc to z pokorą, tylko znów jestem zmęczona, to ta chwila gdy muszę wszystko wylać, a zaraz wszystko wróci do równowagi. Bo umiem sobie powiedzieć, że będzie dobrze.
Dzielę więc swój czas i dzielę serce nie swoim bólem, a cudzym. Cudzym bólem, na który nie umiem nic poradzić.

Dzielę swój czas i mam go tak mało dla siebie tak naprawdę.
Chcę spędzać go jak najwięcej z Mężem, chcę posiedzieć tylko z nim, kochać się, czasem chcę by było jak dawniej, gdy tyle wieczorów należało tylko do nas. Ale jednocześnie chciałabym być nieraz całkiem sama, zamknięta w pokoju, pisząc, czytając, medytując. Wędrując samotnie.
W tych samych chwilach myślę o tej, którą też kocham, a o którą szalenie się martwię, o jej łzy, o jej ból, o którym mi nie opowie, bo wyrósł mur. Myślę o tym, że chcę spędzać z nią jak najwięcej czasu, żeby zawsze wiedziała, że jestem, że gdy może pewne tamy pękną..
Gdy jestem z nią myślę o Mężu który siedzi w pracy albo gdy jesteśmy w trójkę, myślę o tym, że może w tym momencie powinniśmy być sami. W tych wszystkich momentach myślę o ludziach dalszych, o Cat która znów ma pełno planów za które trzymam kciuki, o tym z którym nie rozmawiam ale wiem, jak idzie mu życie w Nowym Mieście, o ludziach dalszych, ludziach stąd, myślę o tym czy ktoś się z kimś spotkał, myślę o łzach wylewanych przez nieporozumienia w pewnym związku, myślę o pewnym rozwodzie, myślę o cudzej chorobie nawet gdy z mojego nosa leje się krew..
Myślę o ludziach z mojej pracy, gdy odpoczywam, w pracy myślę o tych, których zostawiłam w domu.

Myślę za dużo.
Może myślę za mało o sobie, a za dużo o innych, ale o sobie nie chcę myśleć, bo nie mam problemów. Nie mam.
Tylko ciało nagle zaczęło szaleć, jakby chciało zwrócić na siebie uwagę, jakby chciało powiedzieć „tak, ty też tu jesteś i jesteś realna”.

Jestem realna, chociaż czasem mam wrażenie, że jestem tłem i jestem nim z własnego wyboru. I zazwyczaj jest mi z tym tak dobrze, kocham przecież ludzi, kocham dzielić swój czas. Czasem tylko, od czasu do czasu, bardzo rzadko przychodzi ta myśl że chciałabym zwinąć się w kłębek w cudzych dłoniach i być głaskaną. Czasem i wilki mają taką potrzebę. Czasem chcą czuć się kochane, a nie tylko kochać.

To nie tak, że nie czuję się kochana na co dzień. Mam przede wszystkim swojego Męża, który dba o mnie, głaszcze nocami po plecach i trzyma ręce na moich biodrach. Czasem tylko jednak sama się przed tym zamykam i nie umiem porozmawiać. Cieszę się, że choć z nim porozmawiałam o jednym, które dręczy, boli, gdy pękłam przed poniedziałkowym spacerem przed nocką. Zrozumiał. Więcej nie trzeba było.
Czuję się kochana, czuję się rozumiana, daję i dostaję, nawet dając od siebie przecież tyle dostaję. Ale zrobiłam się zmęczona, poczułam się tłem, poczułam się nierealna i nienamacalna.

Poczułam, że być może muszę zrobić coś dla siebie, gdy piłam alkohol którego nie powinnam pić, gdy przepłaciłam to kolejnym krwotokiem w nocy, gdy piłam chociaż nie powinnam, bo myślałam, że komuś alkohol pomoże się otworzyć, a ktoś nie może pić sam.
Myliłam się, łudziłam, stara prawda, alkohol nie jest lekarstwem na nic, chociaż wydaje się być tak łatwym sposobem na każdy problem. Nie leczy, nie otwiera tego, co zatrzaskuje się jak ostryga. Jest tylko nadzieja, że być może, z czasu, z ziarnka piasku które uwiera i zostało zamknięte powstanie perła, a moja krew nie pójdzie na marne. Jak krew wsiąkająca w piach i łącząca się z podziemną rzeką życia.

Dzielę więc swój czas, za dużo myśląc, dzielę, chociaż nikt ode mnie tego nie wymaga. Ale taka już jestem, taką mam naturę i jej nie zmienię.
Żyję stadnie, jestem jak matka wilków w stadzie, ale czasem chcę być też i wilczym dzieckiem, czasem samotnym wilkiem. Idzie pełnia i być może wyczuwam kolejny zew. Spokój, który po pewnych tragicznych falach uderzających we mnie wcześniej, spłynął na mnie w grudniu, teraz zmienia się w zew. Może to nadchodząca wiosna a może to moje ciało i dusza zmęczone pewnym szarpaniem.

Przychodzi jednak pełnia i przychodzą sny, sny które obiecują rozwiązania, rozwiązania we mnie samej. Może muszę pozwolić samej sobie siebie dotknąć. Pozwolić zaśpiewać własną pieśń własną krwią, bo jestem córką tego księżyca, jestem tym razem nie niedźwiedziem, a wilczycą, która ma w sobie siłę i wie, że będzie dobrze. Bo będzie.
Bo jak zawsze, jest już zresztą dobrze, tylko w głowie musi się ułożyć, musi wejść do odpowiednich przegródek.

Czasem boję się tylko, że nie ten piękny, silny i dobry wilk we mnie przemówi. W chwilach tego wielkiego zmęczenia boję się, że zacznę kąsać. Czasem bronię się ostatkami sił, gdy pewne bariery mi puszczają, nie mówię nic, gdy pytają się, o co mi chodzi, gdy nagle milknę i kulę się w sobie. Nie mówię nic i uciekam, uciekam w sen, uciekam jak dzisiaj w te słowa, gdy czuję się tłem, gdy siedzę obok choć wiem, że ci ludzie, z którymi jestem tu i teraz, kochają mnie i chcą mnie między sobą. Daję może wilkowi wytchnienie, choć boję się, że kiedyś wybuchnę, kiedyś zacznę wracać do przeszłości, której powinnam odpuścić.
Boję się własnych wyrzutów sumienia, boję się że gdy sama będę siebie nimi atakować, tymi niezasadnymi, tymi które nie mają podstaw, zacznę atakować wszystko dookoła. Wszystkich, których kocham.
Nikt nie powiedział, że miłość jest łatwa. Ponoć najczęściej prowadzi do nienawiści. A ja nie chcę zacząć nienawidzić.
Najprostszą drogą do miłości i samej miłości jest też miłość, którą odkrywamy w sobie, miłość, którą obdarzamy siebie. Najprościej dawać, jeśli potrafimy dawać i sobie. Jeśli nieraz nie boimy się może prosić i innych. O zmiłowanie, o to, żeby zobaczyli pewne rzeczy w naszej duszy. O to, żeby i oni dzielili czas i ich serce było dzielone naszym bólem.
Cały czas muszę się tego uczyć, cały czas muszę to sobie na nowo uświadamiać. Cały czas to sama sobie mówię najczęściej jest dobrze, będzie dobrze, mówiąc to i najbliższym. Ale mówię to sobie sama, bo siebie kocham i sobie ufam teraz najbardziej. Sobie samej, choć też sama siebie ranię.

Ranię siebie, bo siebie kocham, ranię siebie, bo kocham innych. Stara prawda. W życiu nigdy nie unikniemy też zranienia, czy kochamy, czy nie. Więc wolę kochać i być raniona, niż być tylko prawdziwie samotną wyspą, jałową skałą wystającą ponad morze, która smagana jest wichrami, która pękła. Wszyscy ostatecznie pękamy.
Wszyscy też kochamy lub tego pragniemy, nawet jeśli chcemy wmówić sobie, że jest inaczej.

Dzielę swój czas, dzielę swoje serce.
Nie dzielę go tylko na cudzy ból, zamiatając swój pod dywan.
Moje serce zawsze było podzielone. To w nim, w mojej duszy zawsze żyły różne kobiety.
W moim sercu są różne pokoje. Mieszka tam starucha, która kocha wiedzę i mądrość. Mieszka tam prawdziwa kochanka, pożądliwa i popędliwa. Mieszka tam ciepła mata, która ma dla każdego czułość. Mieszka tam pustelnica, pragnąca dzikości. Mieszka tam siostra. Mieszka ich wiele.
Mieszka w moim sercu wiele rodzajów miłości.
Mieszka miłość do wielu ludzi, kochają ich wszystkie kobiety mające swoje pokoje.
Ostatnio dużo we mnie tej kobiety matczynej, tej ciepłej, tej która szepcze uspokajające zaklęcia, która karmi, daje ciepło. Mam wrażenie, że to rozdawane ciepło było potrzebne przede wszystkim mi. Jest nadal.
Ale nadchodzi pełnia.
Nadchodzi pełnia i znów coś się zmienia. Naturalny cykl. Inna chce przez chwilę rządzić, przez chwilę wyrwać się na wolność. Przypominam sobie o niej. Ostatnio dużo szeptała do ucha, ostatnio przypominała sobie swoje szaleństwa. Swoją dzikość.
Ta kobieta już jej zasmakowała i to jak klątwa, posmakować raz, zasmakować skraju, to klątwa, której nie odmieni żadne zaklęcie, żadne gusła. Zresztą, czy ktokolwiek by tego chciał?

Dzielę swoje serce. Czuję się tłem, gdy matka się zmęczyła, zmęczyła tego wieczoru, bez powodu, gdy są przy niej ci, których kocha. Zmęczyła się nieprzerwaną, nieurywaną pieśnią odmowy i prób.
Może zmęczyła się po ciężkim nowiu, kiedy to cudze pieśni liczyły się bardziej, znów liczyły się bardziej, te biegnące z oddali?

Moje serce wali. Moje ciało krwawi, może to właśnie zew.
Zapach krwi, zapach własnej krwi każe się bronić przed sobą samą. Każe wyć. Każe słuchać dawnej klątwy.

Mój umysł zmienił się
Moje ciało klatką- ale Boże, uwielbiam to!
Moje serce płonie,
Moje ciało naprężone, ale Boże, uwielbiam to!”

Moje ciało chce biec, ale serce nie pozwala. Moje serce musi się pozbyć zbędnego balastu. Nie tych, których kocha. Moje serce musi po prostu znów nauczyć się, że nie ono wszystko naprawia. Moje serce musi znaleźć też czas dla samego siebie.
Mój umysł musi się uspokoić. Nie myśleć tyle. Musi być sam dla siebie, słuchać swojego skowytu.
Moje serce nie może się tyle zamartwiać. Musi skupić się na swoim rytmie, jednego wieczoru, dwóch, trzech.
Ja, realna tu i teraz, muszę być choć jeden wieczór sama dla siebie. Wsłuchana w swoją klątwę, w swoją krew. Inaczej cała wypłynie znów z żył.

Tak było już w sierpniu.
W końcu musiałam wtedy wylać myśli. Wylałam je i teraz. Tutaj. Tego wieczoru, gdy pomimo radości i pomimo może oczekiwania we wzroku, musiałam wylać słowa, skrystalizować je. Usiąść obok i pisać, pisać. Pisać, aż serce załopotało. Pisać, aż oddech stał się głęboki bez uczucia duszenia.

Wilk we mnie nie chce się dusić. Chce się uwolnić podczas tej pełni, która zaczyna się jutro. Chce krwawić tylko z własnego powodu. Chce ułożyć myśli, chcę pokonać zmęczenie, bo zaczynam łapać się na myślach, które są jak brzytwa, której chciałby chwycić się tonący.
Przychodzi więc pełnia, a ja chcę obudzić wilka. Chcę jutro pokonać siebie i poczuć mróz szczypiący twarz, mimo walącego serca iść i iść, nie dając za wygraną. Wśród innych, ale sama ze sobą. Chcę nad ranem medytować, wiedząc, że i księżyc wchodzi w pełnię wilka i chcę w duszy wyć razem z nim. Chcę mieć znów energię, siłę. Chcę mieć dzikość.
Nie chcę być tłem.
Chcę znów czuć, że dzielę swoje serce i swój czas, bo mam na to siłę, bo tego chcę. Chcę pozbyć się wyrzutów sumienia tam, gdzie nie powinnam ich mieć.
Chcę przestać w duchu, patrząc w oczy stale mówić przepraszam, choć nie potrafię tego powiedzieć na głos.

Przychodzi wilcza pełnia.
Nie wiem co ze mną, nie wiem co po niej. Wiem czego chcę. I choć nie wszystko zależy ode mnie, tyle zależy od jednych i drugich ciemnych oczu, wiem, że będzie dobrze. Idzie pełnia i może coś we mnie umarło, kiedy księżyc w styczniu znikał, może już coś we mnie nie żyje, ale to nie znaczy, że reszta nie przeżyje.
Wiecie, wilki mają wielką wolę przetrwania. A ja mam klątwę tej właśnie siły.
Być może coś już we mnie umarło i jestem potwornie zmęczona. Być może noszę w sobie żałoby, które czekają na swój czas, czekają, żeby je pokazać. Może oświetli je to światło, światło zawarte w wilczym skowycie. Może będę musiał poczekać na kolejne.
Coś we mnie umarło, moje ciało znów poczuło ból, poczuło, jak to jest odchodzić gdy nie można złapać powietrza. Ale to nic. To nic, bo reszta przetrwała a coś umiera, by coś innego mogło się narodzić. I wiem, wierzę, trzymam się tej wiary kurczowo jak wiedzy, że narodzi się miłość. W dalszym ciągu miłość a nie nienawiść. Na tą nie ma miejsca w moim sercu. Nawet wtedy gdy pokazuję kły jako wilk.

Nadchodzi wilcza pełnia. Sama być może stanę się wilkiem, gdy straciłam swój spokój w samym środku zimy. Gdy obudziłam się ze skowytem. Gdy odkryłam rany, które zadałam sobie i swoimi zębami.
Po przebudzeniu, w tym zmęczeniu znów coś się zmieni.
Staję się wilkiem. Może dostrzegą to w moich oczach. Może zrozumieją- lecz to nie ma znaczenia.
Teraz najważniejsze jest, żebym zrozumiała ja sama i w zrozumieniu siebie dalej mogła kochać innych. Stała się realna.
I kto wie, może moje podzielone serce stanie się jednym tej jednej nocy. Dla mnie samej.

Światło księżyca pokaże, światło księżyca przemówi wraz z pocałunkiem pełnym dzikości.



Mam klątwę, której nie możemy złamać
Prześwituje kiedy słońce się zmienia
Istnieje lekarstwo, przychodzi z pocałunkiem
Ugryzienie wiąże się z daniem daru
I teraz, kiedy odeszliśmy na dobre
Wijąc się pod twoim kapturem
Powiedz swojej babci i mamie
Że to prawda

Wyjemy na zawsze. 

28 komentarzy:

  1. Cześć Kochana, czasami patrząc na innych zdajemy sobie sprawę że nie mamy problemów... to wielkie szczęście odnaleść miłość i być szczęśliwym razem we dwoje juz tyle lat...

    Kochaniutka no właśnie... pomyślałam o Tobie bo otóż jest organizowane spotkanie blogerek:

    http://arletu.blogspot.com/2016/01/spotkanie-blogerek.html

    pomyślałam o Tobie jako że sama sie tam zgłosiłam i pomyślałam że mogła by być to okazja by sie osobiście poznać:)

    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, czasem po prostu pod problemami innych ukrywamy wręcz swoje własne. I nie jestem blogerką kosmetyczną, nie wiem, czy się nadaję?:D

      Usuń
    2. autorka organizatorka pisze że jest to spotkanie kosmetyczne blogerek, a nie blogerek kosmetycznych:) po za tym zgłosić sie Kochana zawsze możesz póki jest nabór:)

      Usuń
  2. Czasem po prostu trzeba wszystkie emocje wyrzucić z siebie, żeby się lepiej poczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Dlatego tu piszę, bo to jedno z najlepszych rozwiązań jakie znam:)

      Usuń
    2. To masz tak samo jak ja.
      Ale to prawda, dużo ludzi dzieli swój czas dla swoich bliskich. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że oni też poświęcają nam swój czas. To musi działać w obie strony bo inaczej nie ma sensu.

      Usuń
  3. Zdecydowanie potrzebujesz odpoczynku. Nie tyle od pracy, co od ludzi... i myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślenie mi się podwoiło ale...to chyba lepiej, bo pewne rzeczy się oczyściły. I teraz dopiero mogę odpocząć:)

      Usuń
    2. Hm, najważniejsze, że zadziałało. :D

      Usuń
  4. A jak tak sobie myśle, że najtrudniej pokochać samego siebie. Moje serce i tak już jest podzielone ale nie wiem ile zostało w nim dla mnie samej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Tak samo pewne rzeczy najtrudniej dla siebie samego zrobić.
      Podzielone, twoje w jakim sensie?

      Usuń
    2. Na kilka osób, o które bardzo się boję codziennie i kocham.

      Usuń
  5. Nie będę pisać, co powinnaś, czego Ci potrzeba, sypać radami. Nie lubię tego, a Twoje słowa są tak intymne, że najlepiej będzie, kiedy wsłuchasz się w siebie dogłębnie i znajdziesz ukojenie.
    Mogę tylko życzyć powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo właśnie sama najczęściej wiem, co muszę zrobić, czego wręcz mi trzeba, tylko myśli muszę wylać gdzieś, jak to ja:)
      I jakoś...poszło nie tak, jak planowałam, ale poszło:)

      Usuń
  6. "A we mnie samym wilki dwa..."

    Dla wielu ludzi jesteśmy tylko tłem. Statystą jednorazowym czasem. Ale dla niektórych zawsze będziemy grać główne role i to się nie zmieni. Mimo zmęczenia, wątpliwości i czasem pomylonego tekstu. Przecież będzie dobrze.

    Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak, stara indiańska legenda, strasznie popularna się zrobiła, co?:D
      Dokładnie, gorzej, jak nieraz przez swoje własne dzikie pomysły w głowie masz wrażenie, że jesteś tłem dla tych najważniejszych. Ale...to często tylko wrażenie, na szczęście:)

      Usuń
  7. fajny obraz na Twojej stronie, ciemnowłosa, smukła dziewczyna, tak sobie Ciebie wyobrażam, nie wiem co mógłbym powiedzieć o Twoich rozterkach, ja takich nie mam, pewnie dla tego, że inną jestem osobą, swoje rozterki i tak sama musisz rozwiązać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jestem wysoka,ale nie jestem smukła,ciemne włosy mam, ale krótkie:D I jasna sprawa. Już je chyba jakoś rozwiązałam:)

      Usuń
  8. Czasem myśli mamy zdecydowanie za dużo. Dobrze wtedy je wyrzucić z siebie, i poczuć się lżej na duszy.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, a blog to idealne miejsce na wylanie chyba właśnie takich słów i uczuć:)

      Usuń
  9. Twoje słowa wprowadzają mnie w stan jakiegoś uspokojenia, ukojenia. Czytam i chłonę jak gąbka ze stoickim spokojem, chociaż nie wiem co działoby się przed chwilą. <3
    Masz ogromne serducho i pisałam Ci o tym nieraz, ale faktycznie może powinnaś zamienić się czasem z innymi rolami i teraz Ty powinnaś powiedzieć co Cię boli, czego się boisz. Myślę, że wówczas zmęczenie, które odczuwasz mogłoby minąć lub chociaż się zmniejszyć. Jesteś cudowną osobą, która pomaga wszystkim - czy to dobrym i mądrym słowem, czy uczynkami i myślę, że nie byłoby w tym nic złego, gdybyś chociaż raz na jakiś czas oczekiwała od świata tego samego w zamian. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, chociaż, myślałam że jednak większy chaos wychodzi tu z mojej głowy akurat:D
      A jednak nie umiem, jednak gram, a potem pękam. Na szczęście, cholernie szybko się też na nowo ogarniam jakby nie patrzeć:) I może właśnie pewne rzeczy biorą się...z braku oczekiwań nieraz?:)

      Usuń
  10. Żyjemy dla innych, dlatego uważam, że to normalne im poświęcamy im dużo czasu :) Niemniej jednak, bywa i tak, że staramy się komuś pomóc i wtedy czyjeś problemy, stają się naszymi problemami. Dajemy rady, pomagamy, wspieramy, ale zapominamy o sobie... Mamy w życiu osoby, które kochamy ponad wszystko. Oddajemy się im w całości, ich życie to nasze życie, ale czasem nie warto mówić wszystkiego. Czasem ludzie nieświadomi są szczęśliwsi, nie zaprzątają sobie głowy niepotrzebnymi sprawami, myślami, odczuciami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, po prostu nieraz przeginamy, bo dla siebie przestajemy żyć w ogóle i...zaczynają się problemy. I to prawda, czasem lepiej byłoby nie myśleć:D

      Usuń
  11. Doszłam do wniosku, że generalnie jesteśmy po to, by się sobą dzielić. Być samemu dla siebie jest niemożliwe. Jesteśmy po to by dzielić swój czas, swoje myśli, swoje serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tylko nieraz...człowiek dzieleniem bywa zmęczony, czasem musi skupić się na sobie.

      Usuń