środa, 4 stycznia 2017

O dobrych facetach, którzy chcą bronić kobiet, czyli też o tym, że nigdy nie możemy powiedzieć nigdy i zawsze powinniśmy być czujni, a wszelkie ocenianie możemy sobie wsadzić...no, wiadomo gdzie.

W końcu zaczęłam wyglądać jak prawdziwy szop. Bo może opuchlizna koło złamanej nasady nosa i nad okiem nie była duża, siniaki aż tak mocno nie wyszły ( ale kolorków zaczynam nabierać), to jednak było widać – coś mi się stało. Szczególnie w oczy rzuca się zdarta skóra na łuku brwiowym i na nasadzie nosa . I chyba moja twarz przez ból zrobiła się mało ekspresyjna, bo jak tu się śmiać, jak to boli po prostu jak cholera?
Ewidentnie, widać, że coś mi się stało z twarzą. I kto mnie zna bliżej, wielce się nie dziwi. Bo ja stale mam jakieś wypadki, głównie przez włąsną głupotę. W swoim życiu miałam tyle złamań, że mogłabym obdzielić tym kilka osób. No bo pęknięta czaszka, połamane żebra, złamana kość przedramienia w miejscu typowym, złamana kość piszczelowa w stawie skokowym, złamana kość ramienna ( w sumie pierwsze moje złamanie), złamany już wcześniej nos, złamany mały palec u nogi... Skręceń, zwichnięć, wybitych stawów nie ma nawet co liczyć. Kto mnie bliżej zna, wie, że jestem po prostu ZDOLNA i że na pewno umrę jakąś głupią śmiercią, w jakimś śmiesznym wypadku.
No ale na twarzy najbardziej widać, nawet, jeśli to mało spektakularne limo.

-Wyglądasz, jakby cię mąż pobił. - no tak, żartowałam tak z dziewczynami w pracy jak tylko wróciłam na pierwszy w tym roku dyżur.
W ogóle, to wydawało mi się zabawne. Wyglądasz, jakby cię mąż pobił. No tak, takie śmieszne, takie zabawne. Pewnie dlatego, że jeśli ktoś zna mnie i mojego Męża, to wie, jakie to absurdalne. A może tylko absurdalne się wydaje bo przecież...każda z nas zawsze może oberwać? I może...wcale nie powinniśmy z tego żartować?

Ale to nadal wydawało się zabawne. Cała sytuacja, mój spuchnięty i obdarty łuk brwiowy i złamany nos. Nadal zabawne. Tylko bolesne.

W trakcie dyżuru, gdy jechałam windą, spotkałam też Tomka, pierwszy raz w tym roku. Rozmawialiśmy chwilę i odgarnęłam włosy.
-Co..co ty tu masz?- zapytał i aż odruchowo wyciągnął rękę do mojej twarzy.
-Jesoo, nie dotykaj, bo boli jak cholera!- pisnęłam i zdążyłam go trzepnąć w rękę. I zaczęłam mu tłumaczyć, ze śmiechem, trochę takim może wstydem, jak to ja, zdolna jak zwykle, wywaliłam się na balkonie u Redcar, będąc po prostu pijaną, jakby mi ktoś wyłączył grawitację. Stałam i śmiałam się, opowiadając, że dawno się tak nie upiłam. A on stał, patrzył poważnie...i wcale go to nie bawiło.
No cóż, pewnie nagle z grzecznej młodszej siostrzyczki w jego głowie wyewoluowałam w jakąś patologię- pomyślałam sobie, gdy wysiadł piętro niżej niż ja z windy. No trudno, jeny, każdemu się zdarza przecież zaszaleć.
Do końca dyżuru zapomniałam całkowicie o Tomku. Bo przecież to nie był lekki dzień, zwłaszcza, gdy nie było mnie blisko 10 dni i jakoś musiałam na nowo wejśc w tryb pracy.

O 19 jak zwykle zeszłam z oddziału, poszłam do szatni, przebrałam się i wyszłam z pracy. I o mało nie padłam na zawał.
Ciemna ulica, słuchawki w uszach, bo tego dnia wracałam sama, nikt nie szedł w moim kierunku. I nagle jak mnie jakaś silna łapa nie chwyci za ramię.
-Co jest kurwa?!
Odwracam się. Tomek, wyskoczył z bramy jak jakiś duch i łapnął mnie, zanim uciekłam do domu.
-Ja pierdolę, co mnie straszysz?
-Czekałem na ciebie, chciałem pogadać na osobności
-Co się stało?- zaniepokoiłam się. I już przed oczami pojawiła mi się wizja jakiejś totalnej katastrofy, Tomek może potrzebuje pomocy a nie ma kto mu pomóc, wywalili go z mieszkania, kurator się przyczepił, cokolwiek..
-To ja się chciałem zapytać, co się naprawdę stało.
-Hę?- zdębiałam totalnie. Jak to co się stało? Że o co chodzi?
-Nie udawaj...naprawdę się wywaliłaś po pijaku?
-Co?! - zgłupiałam do reszty.- No tak, wywaliłam się, jak to ja, przecież ci mówiłam.
-Wiesz, to wygląda inaczej. I te twoje wieczne siniaki, na rękach, na nogach, ramionach....- zaczął wyliczać. No tak. Moje siniaki. Bo widzicie, ja chodzę też wiecznie posiniaczona...bo mam słabą krzepliwość krwi i każde naciśnięcie skóry potrafi mi wyjść jako niezły krwiak.
-Tomek, co ty z siniakami? Tomek, czy ty myślisz...?
-Powiedz szczerze...czy twój mąż cię bije?
Zaczęłam się śmiać. Zaczęłam się totalnie śmiać, bo jeśli ktoś zna mojego męża, to wie, że nigdy by mnie nie skrzywdził. Jeśli ktoś zna mnie dobrze, to wie, że nigdy nie pozwoliłabym się pobić, gdyby facet podniósł na mnie rękę to sam straciłby chyba zęby i tego dnia byłby wniesiony pozew rozwód bo po przygodach mojej matki z moim ojcem jestem na to przewrażliwiona ale...czy na pewno?
Opanowałam się z trudem. A Tomek stał i patrzył na mnie uważnie. Z niesamowitą troską w oczach. Z niepokojem, szukając w moim śmiechu fałszu.
-Nie, serio. - zaczęłam mówić gdy się uspokoiłam- Nie, mój mąż uderzył mnie raz, przyznaję ale...to w momencie, kiedy prawie wypadłam z 10 piętra. Na otrzeźwienie. Mój mąż mnie nie bije.
-Bo jeśli on cię skrzywdził...to ja zabiję skurwysyna, naprawdę.- cały napiął swoje ciało, jak gotowy od razu do walki. A bałabym się, gdyby Tomek miał z kimś walczyć. Nawet z moim mężem.
-Nie, Tomek, opanuj się.
-Ja wiem, że wy często kryjecie facetów, jak was biją. Ja wiem co robiła moja matka. I wiem, że często te najbardziej roześmiane z was to te, które mają w domu piekło. Wiem co ja przechodziłem, co moja matka, zresztą...
-Tomek, spokojnie, wiem. Ja sama miałam ojca który bił. Wiesz zresztą. Ale mój mąż mnie nie bije. Ja naprawdę mam dwie lewe nogi i siniaki mam przez problemy z krzepliwością. Naprawdę. I ok, to może tak wyglądać, ale mam z 10 świadków na to, że wywaliłam się na balkonie.
Tomek milczał chwilę, zapalił papierosa.
-Dobra, wierzę ci. A przynajmniej chcę ci wierzyć. Ale wiesz, gdyby coś...ja wiem, że wy się wstydzicie nieraz. I kryjecie takich skurwieli, w sensie no nie mówię, ty, ale ogólnie, wam kobietom się zdarza.
-I wiem, jesteś na tym punkcie wrażliwy w sumie jak ja, bo broniłeś matkę .
-No.
-Ale u mnie naprawdę jest w porządku. Ale to miłe, że pytasz, to miłe, że się martwisz i wiesz...w sumie tylko ty zapytałeś.
-Jak to?
-No tak to, tak sobie teraz pomyślałam. Każdy mi wierzy w balkon i nie wiem, czy to dlatego, że wiedzą, że ja potrafię sobie zrobić krzywdę, czy im Natala mówiła czy co. Ale w sumie...-zastanowiłam się przez chwilę.
-Co?
-Tak naprawdę to teraz sobie pomyślałam, co znaczyły te wszystkie spojrzenia na ulicy. I tylko ty zapytałeś i tylko ty nie miałeś takiej miny „sama sobie winna”.
-A, o to ci chodzi.
-O to. Ale w sumie, to mi zaimponowałeś jakoś jako facet teraz.
-Serio? Nie wiem, czy jest tu czym, skoro jeden facet musi się martwić, czy inny nie bije jakiejś kobiety.
-Ale i tak plus dla ciebie.
-No dzięki. Odprowadzić cię?
-No jak już czekałeś pod tą pracą to chodź.

No tak. Tomek rozumie. Tomek przez lata patrzył, jak maltretowano jego matkę, sam był bity przez swojego ojca. Tomek jest przewrażliwiony jak ja.
Chociaż, czy przewrażliwienie to dobre słowo. Bo przewrażliwienie tak źle się kojarzy.
Tomek jest czujny.
I ta czujność cholernie mnie zaskoczyła. Ale...czy właśnie powinna mnie zaskakiwać? Czy nie powinna być rzeczą normalną?

Bo ja naprawdę przypomniałam sobie te niektóre spojrzenia, którymi mnie częstowano przez parę dni. Te uciekające i te zaciekawione, te oceniające, złośliwe. I przypomniały mi się wszystkie te spojrzenia ze szkoły, kiedy było głośno w naszym małym miasteczku o kolejnej awanturze, jaką urządzil mój ojciec.
Spojrzenia, ocenianie.
Głupia jest, po co jest z damskim bokserem.
Widziały gały co brały. Sama sobie winna.
Sama nie wiem, gdzie mam podziać oczy, głupio tak zapytać, najlepiej, jak nic nie zrobię.
Takie spojrzenia. A ja tylko wywaliłam się na balkonie i złamałam nos.
A co, jeśli naprawdę mój mąż by mnie bił?

Bo naprawdę, jesteśmy udanym małżeństwem. I wiem, doskonale wiem, że mój Mąz nigdy nie podniesie na mnie ręki, ja wiem, że bym odeszła, gdyby coś takiego się stało, jestem na tym punkcie przecież przewrażliwiona...ale czy na pewno?
Tak szczerze, czy kiedykolwiek możemy powiedzieć, co by się stało?
Czy jakikolwiek damski bokser pomyślał, że jest damskim bokserem, zanim po raz pierwszy nie uderzył kobiety z którą jest? Czy jakakolwiek kobieta, tkwiąca latami w toksycznym związku a czasem i całe życie, kiedykolwiek sądziła, że pozwoli się bić, maltretować i poniżać? Czy którakolwiek z nas kochając, będąc uderzoną po raz pierwszy nie pomyśli „każdy popełnia błąd, to pierwszy raz, zmieni się”? Czy którakolwiek z nas nie tłumaczy tak pierwszych symptomów, które nieraz owszem, nie przerodzą się w maltretowanie, ale zawsze mogą? Kłótni w krzyku, zatrzymanego ruchu ręki, rzucania przedmiotami?
Nigdy, przenigdy nie możemy być pewni, że nie zostaniemy z damskim bokserem lub się nim nie staniemy, jeśli jesteśmy facetami Wpadnięcie w nałóg, brak pracy, frustracje przez wymagania stawiane facetom- granica jest bardzo cienka.

Nigdy nie mów nigdy jest tu jak najprawdziwszym zwrotem. Stety albo niestety Czy ja mogę być pewna, że mój mąż nigdy mnie nie uderzy, czy ja mogę być pewna, że od razu bym odeszła?
Nikt z nas nie może.
Ale kochamy oceniać kobiety, które są bite i zostają ze swoimi facetami. I...mimo, że nie zostałam uderzona przez swojego męża ( tego jednego razu nie liczę, bo naprawdę, otrzeźwiałam dzięki temu) poczułam troszkę...jak to jest być bitą kobietą w społeczeństwie.
I wiecie co? Piekło w domu jest straszne. Doświadczyłam go jako dziecko w swoim domu. Ale piekło społeczne, którego jako dziecko nie rozumiałam...jest jeszcze gorsze.
Zwróciłam uwagę na spojrzenia. Na to co mówią.
I w pewien sposób przestałam się dziwić zakłamaniu maltretowanych kobiet. Temu, że nie chcą się przyznać, że ludzie na ulicy z tym swoim potępieńczym „jaka ona głupia” mają rację.
Sama uniosłabym się dziwną dumą i bym miała problem, żeby się przyznać. I żeby prosić o pomoc.

I pomyślałam, ile kobiet być może byłoby uratowanych, gdyby spotkały na swojej drodze takiego Tomka.
Takiego przewrażliwionego według społeczeństwa kogoś, kto nie wierzy żeby po prostu uspokoić sumienie, bo tak wygodniej. Takiego kogoś, kto naprawdę zapyta, kto drąży temat, bo coś mu nie pasuje. Takiego który nie wierzy w idealny obraz jakiegoś związku.
Bo wiecie, ja też często jestem przewrażliwiona i staram się być czujna. Bo wiem, że nawet najlepsze pozornie związki..mogą kryć koszmar.
Wiecie, że mąż mojej siostry złamał jej rękę? Są razem, a jak. Ale pod warunkiem ukończenia przez niego terapii panowania nad gniewem, chodzenia do psychologa. Są razem i póki co wszystko w porządku. Ale ja nadal mu nie ufam.
Wiecie, że do tej pory mam problem z facetem swojej przyjaciółki, bo kiedyś miałam wrażenie, że był agresywny wobec dziewczyn z którymi był, bo miałam wrażenie, że je skrzywdził i byłam świadkiem jego napadu agresji? Do dzisiaj nie lubię z tym facetem zostawać w jednym pomieszczeniu póki nie ma przy mnie mojego męża ( chociaż dziwne, dzisiaj pomyślałam, że i przy Tomku czulabym się bezpiecznie, ha!) i do dzisiaj jakoś mam problem z zaufaniem mu, że jej nie skrzywdzi, chociaż wiem że się kochają, on się zmienił, ogarnął....ale nadal coś mi nie gra.

Bo może jestem i przewrażliwiona, przez mojego ojca, który pił i bił. I może przez inne przykłady, wielu domów, w których pozornie wszystko było w porządku....a jednak była przemoc. Agresja. Obrazy, których nie wyprze się z pamięci i które zakorzeniają się w sercu.

Bo mój złamany nos zrośnie się prędko, będzie kolejnym dziwacznym, głównie śmiesznym wspomnieniem tego, jak przesadziłam z piciem. Ale jakim wspomnieniem byłby mój nos, gdyby złamał mi go mój mąż?

Ilu z nas o tym pomyśli? Ilu z nas potrafi być takim Tomkiem, który nie boi się, że się zbłaźni, że wejdzie za bardzo z butami w cudze życie, ale zapyta, nawet, jeśli liczy się z tym, że w odpowiedzi otrzyma kłamstwo, tak oczywiste tu kłamstwo, bo przecież chronimy swoich oprawców?
A ilu z nas spojrzy na kobietę ze złamanym nosem, z podbitym okiem i powie głupia, sama sobie winna? Ilu z nas będzie oceniać i dowartościowywać swoje ego jak jacyś mentalni masturbatorzy cudzym nieszczęściem i zagubieniem? Ilu z nas tak naprawdę wpędzi ofiarę w matnię społecznych kłamstw?

Bo nikt nie jest tu głupi. Ani przewrażliwiony. Przeraża mnie po prostu spychanie maltretowanych kobiet na margines, kiedy one żyją już w piekle. Zresztą, nie tylko kobiet bo..ilu mężczyzn przyzna się, że biją ich żony? Albo że są maltretowani psychicznie? A to też się zdarza. Częściej niż sądzimy.
Bo złe przytrafia się częściej, niż chcemy sądzić i często tam, gdzie po prostu nie chcemy tego widzieć.
I wiecie, w pewien sposób mam nadzieję, że niejedna taka kobieta trafi na takiego Tomka, który zapyta ją wprost- czy mogę ci jakoś pomóc, czy dzieje się coś złego? Niestety wiem, że niewiele z kobiet ma to szczęście, które ja miałam....nie przeżywając w domu piekła. Mając kochającego męża, który też jakoś wyśmiał podejrzenie padające na niego ale...po chwili się zastanowił i stwierdził, że taki Tomek to w sumie fajny facet. I ma kolejnego plusa.

A ja nigdy chyba już nie będę się śmiała z tego, że wyglądam, jakby mnie pobił mąż. Bo co jeśli...i mi się to przytrafi? Albo zacznę się z tego śmiać przy kimś, kto żyje w prawdziwym piekle?
Wszystkie żarty są śmieszne ale do czasu. Bo wszystkie kości w końcu się zrastają...ale nie maltretowane dusze. I warto o tym pamiętać.

A na koniec cóż, znów Hozier który...daje zdecydowanie do myślenia swoim teledyskiem do kawałka Cherry Wine ( teledyskiem, który przez prawa autorskie w naszym kraju nie mogę tu umieścić, ale jak ktoś chce, to znajdzie na yb). Zresztą, teledysk jest częścią właśnie kampanii dotyczącej przeciwdziałaniu przemocy domowej- działającej w dwie strony. Tekst w wersji męskiej, teledysk w kobiecej. Warto obejrzeć, posłuchać i...może przez chwilę się zastanowić, czy gdzieś może nie warto zapytać o to, czy krew nie smakuje jak wiśniowe wino .



Sposób w jaki ona mówi, że jestem tylko jej.
I ona tylko moja
Otwarta dłoń i zaciśnięta pięść będą odpowiednie

Krew jest wyjątkowa i słodka niczym wiśniowe wino. 

41 komentarzy:

  1. Nigdy nie bawiły mnie żarty właśnie w stylu: "Wyglądasz, jakby pobił cię mąż", pewnie dlatego, że mój ojciec też bił moją mamę. Co śmiesznego jest w przemocy? A zwłaszcza w domu, który przecież powinien być ostoją. Bezpiecznym miejscem.
    A równie często co "sama sobie winna" pojawia się chyba stwierdzenie "to nie moja sprawa". Dobrze, że są tacy ludzie, jak ten Tomek. Większość pewnie zadowoliłaby się pierwszym lepszym wyjaśnieniem, byle tylko mieć czyste sumienie, że coś się próbowało zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bawiły tylko w stosunku do mnie samej, bo to takie absurdalne się wydaje, ja, pobita? Ale gdzie tam! A jednak można było tak pomyśleć. Bo sama w domu miałam piekło ale nigdy nie dopuszczałam myśli, że ja mogę przejść takie samo a to...nigdy nie wiadomo, prawda?
      I nic. W tym nie ma właśnie nic śmiesznego.
      A to dodatkowo, bo człowiek nie chce mieć problemów, nie chce się mieszać w cudze życie. I właśnie aż przywraca wiarę w ludzi, no nie?

      Usuń
    2. No właśnie, dzisiaj się śmiejesz, a co będzie jutro, tego nie wie nikt. Oczywiście nie życzę tego Tobie ani nikomu innemu.
      Ano przywraca. Oby było jak najwięcej takich osób.

      Usuń
    3. Jasna sprawa, bo takich rzeczy nie życzy się nawet najgorszemu wrogowi no ale...nie można wiedzieć i nieraz trzeba dmuchać na zimne.
      Oby, mam nadzieję, że to się jakoś w ogóle społecznie zmieni:)

      Usuń
  2. Też pochodzę z podobnej, co Ty rodziny i bardzo bym chciała by mój mąż był taki właśnie jak Twój. Żebym nie była DDA i nieświadomie wybrała sobie tyrana. Jesteś dla mnie przykładem, że się da :)
    Teraz już wiem co stało Ci się z nosem, ale nadal jestem ciekawa jak na prostej drodze wyrżnęłaś orła ;p Naprawdę musisz mieć talent ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, pamiętam właśnie, że w domu u ciebie też za wesoło nie bywało. I...da się:) Ale nieraz też trzeba odrzucić od siebie takie myślenie "jestem przewrażliwiona przez to, co było w moim rodzinnym domu" bo mam wrażenie, że wiele z nas boi się tego przewrażliwienia i dlatego nie reaguje na pierwsze, a nawet i późniejsze sygnały ostrzegawcze, że coś w związku może być nie tak.
      Byłam pijana, po prostu XD Ale ja ogólnie tak potrafię, mam niezłe problemy z równowagą:)

      Usuń
    2. Jakbyś Ty chociaż była na jakichś niebotycznych szpilkach czy coś :D Ale ja znów mam tendencję do upuszczania i przetrącania różnych rzeczy a co dziwo mam bardzo dobry refleks. Musiałam go wypracować, bo tak często zrzucałam rzeczy, że musiałam nauczyć się je łapać xD

      Usuń
    3. Nope, szpilki to mój wróg XD
      Hah, to ja zrzucam, ale refleksu też nie mam XD W ogóle ze mnie taka jakaś szałaputna pokraka XD

      Usuń
    4. Z Twoją równowagą to faktycznie ;p
      Nie przejmuj się, ze mnie też. Nic jeszcze nigdy w życiu nie złamałam, co pewnie zawdzięczam Danonkom, ale za to dziś odkryłam pęknięcie na wyświetlaczu telefonu :/

      Usuń
    5. Haha, danonków też dużo jadłam. Ale telefony też pewnie niszczę szybciej niż ty XD

      Usuń
  3. Dziś ludzie przede mną padali na lodzie jak mrówki. Mi się udało ocaleć,ale parę pań na pewno będzie mieć siniaki na twarzy. A żarty o pobiciu przez męża mnie nie śmieszą dziwnie. No, to nie jest temat to żartów, a bolesna codzienność wielu kobiet, które mijamy na ulicy...
    Mam nadzieję,że szybko dojdziesz do siebie przy wsparciu męża :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bawiły w moim własnym kontekście, bo to takie absurdalne, że ja bym miała być pobita ale..właśnie, nigdy nie mów nigdy.
      I już dzisiaj jest lepiej, mniej boli:)

      Usuń
  4. No lepiej nie żartować bo jeszcze ktoś życzliwy założy Ci NK :)
    Ja miałam tylko złamaną rękę ale w 1 klasie podstawówki. Bo ktoś za mocno mnie pociągnął za rękę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co mi założy?:D
      To widzisz, za mną te kontuzje od dziecka chodzą i odczepić się nie mogą XD

      Usuń
    2. Niebieską kartę :P
      Taki masz urok :P Ale mój Luby miał na to sposób- wpadł w dzieciństwie w pokrzywy i od tamtej pory nie choruje (odpukać)

      Usuń
    3. A, to XD
      To jak kumpel z pracy, postanowił sobie że nie będzie chorował i od 2007 nie był na L4 XD Ale ja też nie choruję, ja mam wypadki, to różnica XD

      Usuń
  5. Stoję pośrodku całej prawdy jaką opisałaś. I podpisuję się pod tym rękoma, ale kiedy tak czytałam o tej pomocy i ochronie kobiet przed bijącym mężem i o postawie Tomka, to wiem, że to tak nie działa w codziennym życiu. To byłoby cudowne, ale... Jedno "zabiję skurwysyna" tak naprawdę nic nie zmieni a wręcz w 99% pogorszy, dlatego kobiety nie przyznają się nawet przed takimi Tomkami, że są bite. Jeśli pochodzisz z rodziny, gdzie była przemoc, to wiesz, jak to wygląda od środka. Strach i terror w jakim żyje kobieta bierze górę, działa jak automat. To jest tak wielowątkowy temat, że nie da się ustosunkować do niego w komentarzu czy nawet w poście. Uległość i poddaństwo dostajemy we krwi matki, jesteśmy tym faszerowane od dzieciństwa. A potem, czemu nie uciekamy od takich mężów? Bo nie znamy innego realnego rodzaju miłości, bo ten patologiczny jest nam jedynym, jaki został nam przedstawiony a te inne, dobre, zostały uznane za złe, za bajkowe, za "to tylko w filmach"... A potem są dzieci i wiele lat bez pracy, dom u męża - i "gdzie mam z tymi dziećmi pójść"...
    Tak czy inaczej postawa Tomka naprawdę zasługuje na pochwałę i szacunek. Wyjście z tłumu i stanięcie przeciw takiemu poniewieraniu kobiet - to ogromna odwaga. Gratuluję takiego Tomka obok i Męża też gratuluję :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabiję skurwysyna raczej w nerwach było rzucone, wiadoma sprawa, raczej po wypaleniu tego swojego papieroska nie rzuciłby się z pięściami:) Ale właśnie...też pytanie, co mógłby zrobić? Ale nieraz, kobieta, wiedząc, że ktoś chce jej dać wsparcie....potrafi sama odważyć się na pewne kroki, widząc, że ktoś chce jej pomóc, potrafi zacząć zmienić myślenie. Wiadomo, nie ma cudów ale...jeśli choć jedna ze stu takich kobiet zmieniłaby coś w życiu, bo ktoś się zainteresował, pokazał jej, że nie musi być z tym sama...to już jedno uratowane, i to właśnie nieraz nawet dosłownie, życie. Więc...gdybyśmy częściej się interesowali, gdyby wiele ludzi w społeczeństwie miało nastawienie takiego nawet mojego zdenerwowanego Tomka to kto wie...może i pewne "cuda" działyby się częściej?
      Przekażę im gratulacje, ot co:)

      Usuń
  6. Ja też mam zawsze dużo siniaków i kiedyś po prysznicu mój chłopak do mnie z tekstem: 'o kurde, skąd masz tyle siniaków? ludzie pomyślą, że Cię biję' po czym zaczął się śmiać. Odruchowo reagując na jego uśmiech, który zwala mnie z nóg również się uśmiechnęłam, ale nie ukrywam, że nutka niepokoju gdzieś tam w szczeliny mojej podświadomości wpełzła i trochę zachwiała moje poczucie bezpieczeństwa. Bo masz rację - nic nie jest w życiu pewne. Nie ważne, jak strasznie to brzmi taka jest prawda. R. na prawdę miał wiele okazji ku temu, by mnie uderzyć, bo nasz związek swego czasu był bardzo burzliwy, zdarzało mi się go szantażować psychicznie (trudne sprawy) czego on z czasem po prostu nie wytrzymywał. Jednak do tej pory spotkałam sie tylko z mocnym złapaniem za ramione i mocnym potrząśnięciem. Nigdy nie podniósł na mnie ręki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jak z zapewnianiem "nie skrzywdzę cię". Jak facet sam z siebie to mówi, to zapala się lampka- bo kto by pomyślał o krzywdzeniu? Tylko ten, kto chce to zrobić, no nie? I właśnie....najlepszy człowiek, najbardziej opanowany może wpaść w szał albo się zmienić. W życiu jedyna pewność jaką mamy to jakieś swoje osoiste centrum w duszy...ale i to bywa zachwiane
      I...oby właśnie tak zostało, życzę ci tego jego opanowania:)

      Usuń
  7. Totalnie nie umiem się wypowiedzieć na ten temat. Jedyne co, to miałam koleżankę z taką właśnie sytuacją - ojcem alkoholikiem, który się znęcał nad nią, jej matką i bratem. Ale gdy ją poznałam, już z nim nie mieszkała od chyba kilku lat, a ja też nie pytałam o żadne szczegóły. I nie umiem się wypowiedzieć. A takie żarty nie bawiły mnie nigdy, a już tym bardziej przestały po 2014 roku, bo może tu inny przykład, ale jak już wiesz, miałam zaburzenia odżywiania i naprawdę tekstów typu (zwłaszcza od koleżanek) "chciałabym wyglądać jak anorektyczka" "tamta to pewnie rzyga skoro taka chuda jest" się nasłuchałam i szlag mnie jasny trafiał... teraz się trochę zdystansowałam i myślę, że takie osoby jak Ty, które mają jakieś tam koszmary - w tym przypadku alkoholizm kogoś bliskiego, przemoc - za sobą, jakoś również już to trochę... olewają? Ale co mają zrobić osoby, których to dotyka tu i teraz, które są właśnie takim marginesem społecznym, tak jak to opisałaś? Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co takie osoby muszą przeżywać...

    PS Poprzedni post też skomentowałam, tak tylko informuję, bo nie wiem czy patrzysz po starszych już postach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, już odpisałam:)
      Bo jednak głupio tak nieraz wypytywać, dopóki ktoś sam się nie otworzy, prawda?
      I jasne, w pewien sposób w tym momencie, jak to się przeżyje, ma się większy dystans a z drugiej strony jednak....większą empatię. To taki paradoks. Masz dystans do przeżyć i dramatyzowania, ale nieraz jeszcze bardziej chcesz pomóc, jak wiesz, że jakoś możesz. Sama tak mam w tym przypadku.
      I...nikt nie chce. I dziwnie to zabrzmi, ale mam nadzieję, że właśnie nigdy nie będziesz musiała tego rozumieć jakoś, wiesz o co mi chodzi:)

      Usuń
    2. A tak, to zrozumiałe. Mam to samo, jak podejrzewam, że ktoś może się głodzić, mieć problemy na tle żywieniowym.
      Nie to nie brzmi dziwnie, rozumiem co masz na myśli (bo to tak, jak ja nikomu nie życzę anoreksji/bulimii) i podzielam Twoją nadzieję ;)

      Usuń
  8. Miałam taki przypadek w rodzinie. Kobieta bita i poniżana zawsze wracała do damskiego boksera. Wsparcie w najbliższych miała, ale co z tego, skoro sama nie potrafiła spojrzeć prawdzie w oczy? Potem wyjechała za granicę do pracy, gdzie wyszła za mąż za drugiego takiego typa, powieliła schemat. Do dziś wzdycham na myśl, że tak naprawdę nie jest chyba szczęśliwa, rozwiedziona, do tej pory samotna.
    Można spotkać pięciu Tomków i nic z tym nie zrobić, a być skazaną na siebie, lecz chcieć coś zmienić. Siła przede wszystkim tkwi w charakterze.
    Choć oczywiście to budujące, że nie wszyscy negują istnienie problemu. Ja bym nie pomyślała "sama sobie winna"o kobiecie w takiej sytuacji, ale mój ojciec już prędzej, bo próbował pomóc, zanim wyjechała, aż w końcu się poddał.
    Sens posta rozumiem, jednak historie bywają bardzo różne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I...właśnie, historie bywają różnie. Nieraz kobieta ma tak silnie wpisane pewne schematy, albo jest uwikłana w dziwaczny sposób, że nie widzi mozliwości odejścia, że nawet wielokrotna pomoc nie pomoże. A czasem wystarczy impuls, żeby zaczęła myśleć, że jest inaczej, gdzieś w ogóle można inaczej żyć, starczy impuls, gdy widzi się, że ma się pomoc- i zdarza się taki mały cud odejścia od kata. I nawet jeśli jedna ze stu takich kobiet odejdzie to moim zdaniem warto zapytać, warto nawet pomóc. Bo już jedno, nieraz nawet uratowane dosłownie życie jest tego warte. Dlatego nienawidzę mówienia sama jest sobie winna nawet jak znało się kobietę która nie odeszła. Tak jak nie odeszła moja matka. I co z tego? Czy dlatego policja wezwana do dom mogła jej powiedzieć "widziały gały co rały, sama sobie winna pani jest"? Nie.

      Usuń
    2. Zawsze pytam czy w czymś mogę pomóc, coś się dzieje, taką mam naturę. Niezależnie od sytuacji. Chciałam tylko zaznaczyć, że każdy przypadek jest inny i trzeba o tym pamiętać. Sama nie cierpię takiego mówienia. A tamtą historię może opowiem kiedyś prywatnie.

      Usuń
    3. Jasna sprawa:)Ale właśnie, różne są przypadki a problemem są ludzie, którzy oceniają jednotorowo...jak zwykle, co?:) I ok:)

      Usuń
  9. Wiesz. Mnie się wydaje, że w stwierdzeniu "sama jest sobie winna" tkwi mimo wszystko sedno. Nie chodzi mi o to, że kobietę trzymającą się swojego oprawcy należy wyśmiać, skrytykować czy wytykać palcami. Takim osobom trzeba głęboko współczuć, bo widocznie nie potrafią inaczej, jak być ofiarami. Jednak są dorosłe i ponoszą odpowiedzialność za swoje wybory. Chciałabym pomagać ludziom w przyszłości, ale pod warunkiem, że rzeczywiście zechcą zmienić swoje życie. To żadna pomoc mówić komuś "musisz to zmienić". Raczej sęk w tym, by "chcieć to zmienić". A już najbardziej mnie złości cierpienie dzieci. Jeżeli matka tkwi w toksycznym związku, gdzie jest bita i pozwala na to, żeby funkcjonowały w tym jej dzieci, to jest tak samo winna zniszczonemu dzieciństwu, jak ojciec. Pomimo, że to ona była tutaj pokrzywdzona i że mogła chodzić do pracy i niemal samodzielnie utrzymywać dom, to jest odpowiedzialna za zniszczone dzieciństwo swoich dzieci. Dzieci często tego nie rozumieją i już nawet jako dorosłe osoby żyją w takim podświadomym konflikcie - bo mama to była ta dobra. Nie, nie była. Kobiety bite w swoim małżeństwie to osoby dorosłe, które decydują o swoim życiu. Mogą się wyrwać z patologicznego związku albo nie. Mogą też pozwolić na to, by ich dzieci miały na starcie spory potencjał zaburzeń psychicznych. Taka jest brutalna prawda. Ludziom chcę współczuć i pomagać, ale każdy dźwiga swoje brzemię.

    Ściskam Cię mocno! I uważaj na siebie z Twoją tendencją do obijania się :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasna sprawa- to osoby dorosłe, które podejmują swoje decyzję. Nie przeczę, sama na matce wręcz wyżywałam się za ojca jak to mówię przez wiele, wiele lat, jako nastolatka, póki pewnych spraw nie przepracowałam. Ale już abstrahując od tematu dzieci, które zawsze najbardziej obrywają po kuprze.... Owszem, to osoby dorosłe, ale i dorosłe zasługują na jakąś pomoc, wparcie. Nie twierdzę, że gdy tylko wyciągnie się do nich rękę odmienią swoją decyzję- bo właśnie sami przede wszystkim kierujemy swoim losem ale...postawa społeczna może to jakoś wspierać. Tak jak wiele trudnych, skrajnych spraw właśnie. I nieraz okazuje się, że taka kobieta, która nie potrafiła niby być nikim więcej jak ofiarą nieraz, gdy parę razy nawet otrzyma odpowiednie wsparcie, wyjdzie ze schematu ( tak jak osoby z wieloma zaburzeniami), ktoś np. trafi w jakiś czuły punkt w terapii....i zmieni swoje decyzje osoby dorosłej:) Zawsze trzeba najpierw jakoś chcieć zmiany, ale nieraz trzeba w ogóle dowiedzieć się, że zmiana jest możliwa ( naprawdę, nie każdy w takiej beznadzieji zdaje sobie z tego sprawę) i mieć pewien impuls do niej:)
      A jeszcze wracając do dzieci ( jest 5 rano, bywam chaotyczna o tej porze XD) to....różnie bywa. Nie zawsze matka na początku nawet wie, że sobie sama poradzi. Że nawet może iść do pracy. To naprawdę skomplikowane, złożone historie i nawet osobę krzywdzącą...nie można zawsze jednoznacznie ocenić. Przynajmniej, nawet ja,kiedyś wyżywająca się na swojej matce, nie chcę nawet tego robić, ba, nigdy nie chcę oceniać. Bo zawsze łatwo mówić a gdy człowiek sam znajdzie się w jakiejś sytuacji...cóż. Bywa różnie:)

      Uważam, uważam, ale to i tak niewiele daje XD

      Usuń
    2. Zgadzam się w dużej mierze z tym, co napisałaś. Wierzę jednak, że człowiek posiada wolną wolę i potrafi sam się obudzić, jeśli tylko skontaktuje się w sobie z tym, co naprawdę pragnie. Nie będę się już rozpisywała. Po prostu się zgadzam. Społeczeństwo jednak funkcjonuje według określonych tendencji: sama wiesz, że większość osób inaczej zachowuje się z Tobą sam na sam, inaczej w towarzystwie, a już na pewno inaczej w stuosobowym tłoku. Wiesz, tutaj wchodzą w grę socjologiczne aspekty psychologii. To też ma swoje uzasadnienie m.in ewolucyjne. Można powiedzieć o kimś, że jest nieczuły, kiedy nie reaguje na czyjeś cierpienie, kiedy znajduje się wokół niego stu innych przechodniów, ale to nie do końca prawda. Gdyby widział, że komuś dzieje się krzywda i byłby sam, zachowałby się inaczej. No źle mówię? Tak jak wspomniałam, ma to swoje uzasadnienie. Warto i to rozważyć, chociaż nie będę pisała już o socjologii+psychologii, bo swoją drogą: nienawidzę socjologii. Jako początkujący psycholog. Miałam też się nie rozpisywać. Ściskam Cię mocno i nie obijaj się tam!

      Usuń
    3. * z tym, czego naprawdę pragnie

      Usuń
    4. Niektórzy potrafią się obudzić sami, a inni...potrzebują impulsu zewnętrznego. Zresztą, czy nasze wnętrze w dużej mierze też nie jest sumą zewnętrza?:>
      I jasna sprawa, dlatego nawet Tomek chciał ze mną pogadać w 4 oczy, gdzie nie musi udawać macho była recydywa XD Ale właśnie...to też kwestia umiejętności wyjścia nieraz i porozmawiania w 4 oczy:>
      A ja socjologię uwielbiam, podobnie jak biologizowanie i ewolucjonizowanie zachowań, zostało mi po studiach chyba XD
      I ej, uwielbiam też i długie dyskusje, rozpisywać zawsze się możesz:)

      Usuń
  10. niełatwa dyskusja z Tomkiem, bo jak sam zauważył, kobiety mają tendencję do krycia męża, który ich bije - czasem ciężko się zorientować, czy faktycznie wszystko jest w porządku, czy też nie.
    może Tomek spotka kiedyś na swojej drodze ofiarę przemocy domowej i pomoże jej rozwiązać problemy?
    wracaj do siebie, szopie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie wiadomo:) W sumie...to byłoby dobre, zawsze kiedy jeden człowiek umiejętnie pomaga drugiemu, to jest dore:)
      Wracam, wracam:D

      Usuń
  11. Strasznie trudny temat.
    Przez dłuższy czas jeździłem razem z policją i strażą miejską do rodzin, w których była założona niebieska karta. Takich rodzin jest bardzo dużo, a to i tak wierzchołek góry lodowej, bo tysiące osób cierpią w samotności i wstydzą się prosić o pomoc.

    Myślę, że największe znaczenie ma ekonomia. Bo wiele kobiet boi się odejść, bo zwyczajnie nie będzie miało z czego żyć. Drugim ważnym powodem są dzieci. Bo wiele kobiet chce im zapewnić "normalną i pełną rodzinę". Czyli z matką i ojcem. Nawet z ojcem alkoholikiem i damskim bokserem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. Trudny temat rzeka, o którym nie idzie powiedzieć w paru zdaniach albo opisać w jednym poście na blogu ale...jednak mówić o tym trzeba, czyż nie?
      I to też niesamowicie ważny czynnik, właśnie pewna niezależność finansowa kobiet, której u nas brakuje. A dzieci...cóż. Tak źle ale...zostająć, jeszcze gorzej...

      Usuń
    2. Powinno się o tym pisać i mówić jak najwięcej.
      Dobrze, że o tym piszesz, bo blogi to potężna siła, czyta je wiele osób, którym może to pomóc.
      Kiedyś napisałem o tym temacie na blogu, może jeszcze napiszę.

      Jeśli ktoś zarabia 10.000, to może wynająć sobie całe mieszkanie w Warszawie dla siebie i dzieci. A jeśli zarabia 1.500 jak miliony ludzi w Polsce, to może wynająć co najwyżej pokój w dużym mieście.

      Usuń
    3. Właśnie to taka kropla w morzu, ale nawet jak tekst nieraz trafi do kogoś kto potrzebuje to...różnie bywa, prawda?:)
      A do tego na mieszkania socjalne itp. czeka się latami tak naprawdę.

      Usuń
  12. A wiesz, że mnie się wydaje, że więcej jest takich Tomków niż Kasi czy Zosi...? W sensie - mężczyzn. Bo z kobietami to chyba tak jest, że te "singielki z wyboru" czy kobiety w szczęśliwych związkach często nie tyle nie chcą się wtrącać co biorą za oczywistość coś, co wcale oczywiste nie jest - że odeszłyby i nie dały się tak traktować. A Ty masz rację mówiąc, że dopóki nas ktoś nie uderzy - nie mamy pojęcia co zrobimy, na co pozwolimy... Widziałam kiedyś jak były facet mojej przyjaciółki podniósł na nią rękę. Co się później okazało, nie po raz pierwszy. Dla mnie zatrzymanie tej łapy, zanim jeszcze Ona zdążyła się skulić, to był odruch. Kolejny to danie mu w zęby. Szczęście w nieszczęściu, że był w takim szoku, że mi nie oddał... A ona płakała jak dziecko i powiedziała mi później, że to nie dlatego, że chciał ją uderzyć, ale dlatego, że ktoś pierwszy raz w życiu stanął w jej obronie... Mnie nawet teraz chce się płakać, choć ona już dawno jest z kimś innym.
    To naprawdę straszne, że jesteśmy dumne z takich Tomków. Że ludzie dają nam powody do tego, by traktować taką (jedyną właściwą przecież) postawę jako coś wyjątkowego.
    Nie wiem co mam napisać więcej, wzdycham ciężko od kilku minut...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak. W końcu mówi się nieraz, że nie potrafimy być solidarne i że to kobieta kobiecie największym wrogiem nieraz...a to widzę zwłaszcza po kobiecym plotkowaniu, ocenianiu i niewypałach, jeśli idzie o kobiece przyjaźnie. I może masz rację,a może też jakoś...mężczyźnie może łatwiej się przeciwstawić drugiemu mężczyźnie?
      Bo właśnie to powinno być normą a jak się okazuje, dalej jest małym cudem...

      Usuń
  13. Waxaan ku siin daawooyinka lagu daweeyo dhibaatooyinka caafimaad ee kala duwan, iyadoo la isticmaalayo daroogada ah oo la siiyo iyo miraha dawayn kartaa cudurka si buuxda.

    Obat Jantung Bocor Anak
    Obat Lipoma
    Obat Panu Di Apotik
    Obat Gerd
    Obat Herbal Alami
    Obat Epilepsi

    OdpowiedzUsuń