W końcu zaczęłam wyglądać jak
prawdziwy szop. Bo może opuchlizna koło złamanej nasady nosa i nad
okiem nie była duża, siniaki aż tak mocno nie wyszły ( ale
kolorków zaczynam nabierać), to jednak było widać – coś mi się
stało. Szczególnie w oczy rzuca się zdarta skóra na łuku
brwiowym i na nasadzie nosa . I chyba moja twarz przez ból zrobiła
się mało ekspresyjna, bo jak tu się śmiać, jak to boli po prostu
jak cholera?
Ewidentnie, widać, że coś mi się
stało z twarzą. I kto mnie zna bliżej, wielce się nie dziwi. Bo
ja stale mam jakieś wypadki, głównie przez włąsną głupotę. W
swoim życiu miałam tyle złamań, że mogłabym obdzielić tym
kilka osób. No bo pęknięta czaszka, połamane żebra, złamana
kość przedramienia w miejscu typowym, złamana kość piszczelowa w
stawie skokowym, złamana kość ramienna ( w sumie pierwsze moje
złamanie), złamany już wcześniej nos, złamany mały palec u
nogi... Skręceń, zwichnięć, wybitych stawów nie ma nawet co
liczyć. Kto mnie bliżej zna, wie, że jestem po prostu ZDOLNA i że
na pewno umrę jakąś głupią śmiercią, w jakimś śmiesznym
wypadku.
No ale na twarzy najbardziej widać,
nawet, jeśli to mało spektakularne limo.
-Wyglądasz, jakby cię mąż pobił.
- no tak, żartowałam tak z dziewczynami w pracy jak tylko wróciłam
na pierwszy w tym roku dyżur.
W ogóle, to wydawało mi się zabawne.
Wyglądasz, jakby cię mąż pobił. No tak, takie śmieszne,
takie zabawne. Pewnie dlatego, że jeśli ktoś zna mnie i mojego
Męża, to wie, jakie to absurdalne. A może tylko absurdalne się
wydaje bo przecież...każda z nas zawsze może oberwać? I
może...wcale nie powinniśmy z tego żartować?
Ale to nadal wydawało się zabawne.
Cała sytuacja, mój spuchnięty i obdarty łuk brwiowy i złamany
nos. Nadal zabawne. Tylko bolesne.
W trakcie dyżuru, gdy jechałam windą,
spotkałam też Tomka, pierwszy raz w tym roku. Rozmawialiśmy chwilę i odgarnęłam włosy.
-Co..co ty tu masz?- zapytał i
aż odruchowo wyciągnął rękę do mojej twarzy.
-Jesoo, nie dotykaj, bo boli jak
cholera!- pisnęłam i zdążyłam go trzepnąć w rękę. I
zaczęłam mu tłumaczyć, ze śmiechem, trochę takim może wstydem,
jak to ja, zdolna jak zwykle, wywaliłam się na balkonie u Redcar,
będąc po prostu pijaną, jakby mi ktoś wyłączył grawitację.
Stałam i śmiałam się, opowiadając, że dawno się tak nie
upiłam. A on stał, patrzył poważnie...i wcale go to nie bawiło.
No cóż, pewnie nagle z grzecznej
młodszej siostrzyczki w jego głowie wyewoluowałam w jakąś
patologię- pomyślałam sobie, gdy wysiadł piętro niżej niż
ja z windy. No trudno, jeny, każdemu się zdarza przecież zaszaleć.
Do końca dyżuru zapomniałam
całkowicie o Tomku. Bo przecież to nie był lekki dzień,
zwłaszcza, gdy nie było mnie blisko 10 dni i jakoś musiałam na
nowo wejśc w tryb pracy.
O 19 jak zwykle zeszłam z oddziału,
poszłam do szatni, przebrałam się i wyszłam z pracy. I o mało
nie padłam na zawał.
Ciemna ulica, słuchawki w uszach, bo
tego dnia wracałam sama, nikt nie szedł w moim kierunku. I nagle
jak mnie jakaś silna łapa nie chwyci za ramię.
-Co jest kurwa?!
Odwracam się. Tomek, wyskoczył z bramy jak jakiś duch i łapnął
mnie, zanim uciekłam do domu.
-Ja pierdolę, co mnie straszysz?
-Czekałem na ciebie, chciałem
pogadać na osobności
-Co się stało?- zaniepokoiłam
się. I już przed oczami pojawiła mi się wizja jakiejś totalnej
katastrofy, Tomek może potrzebuje pomocy a nie ma kto mu pomóc,
wywalili go z mieszkania, kurator się przyczepił, cokolwiek..
-To ja się chciałem zapytać, co
się naprawdę stało.
-Hę?- zdębiałam totalnie. Jak
to co się stało? Że o co chodzi?
-Nie udawaj...naprawdę się
wywaliłaś po pijaku?
-Co?! - zgłupiałam do reszty.-
No tak, wywaliłam się, jak to ja, przecież ci mówiłam.
-Wiesz, to wygląda inaczej. I te
twoje wieczne siniaki, na rękach, na nogach, ramionach....-
zaczął wyliczać. No tak. Moje siniaki. Bo widzicie, ja chodzę też
wiecznie posiniaczona...bo mam słabą krzepliwość krwi i każde
naciśnięcie skóry potrafi mi wyjść jako niezły krwiak.
-Tomek, co ty z siniakami? Tomek,
czy ty myślisz...?
-Powiedz szczerze...czy twój mąż
cię bije?
Zaczęłam się śmiać. Zaczęłam się
totalnie śmiać, bo jeśli ktoś zna mojego męża, to wie, że
nigdy by mnie nie skrzywdził. Jeśli ktoś zna mnie dobrze, to wie,
że nigdy nie pozwoliłabym się pobić, gdyby facet podniósł na
mnie rękę to sam straciłby chyba zęby i tego dnia byłby
wniesiony pozew rozwód bo po przygodach mojej matki z moim ojcem
jestem na to przewrażliwiona ale...czy na pewno?
Opanowałam się z trudem. A Tomek stał
i patrzył na mnie uważnie. Z niesamowitą troską w oczach. Z
niepokojem, szukając w moim śmiechu fałszu.
-Nie, serio. - zaczęłam mówić
gdy się uspokoiłam- Nie, mój mąż uderzył mnie raz, przyznaję
ale...to w momencie, kiedy prawie wypadłam z 10 piętra. Na
otrzeźwienie. Mój mąż mnie nie bije.
-Bo jeśli on cię skrzywdził...to
ja zabiję skurwysyna, naprawdę.- cały
napiął swoje ciało, jak gotowy od razu do walki. A bałabym się,
gdyby Tomek miał z kimś walczyć. Nawet z moim mężem.
-Nie, Tomek, opanuj się.
-Ja wiem, że wy często kryjecie
facetów, jak was biją. Ja wiem co robiła moja matka. I wiem, że
często te najbardziej roześmiane z was to te, które mają w domu
piekło. Wiem co ja przechodziłem, co moja matka, zresztą...
-Tomek, spokojnie, wiem. Ja sama
miałam ojca który bił. Wiesz zresztą. Ale mój mąż mnie nie
bije. Ja naprawdę mam dwie lewe nogi i siniaki mam przez problemy z
krzepliwością. Naprawdę. I ok, to może tak wyglądać, ale mam z
10 świadków na to, że wywaliłam się na balkonie.
Tomek milczał chwilę, zapalił
papierosa.
-Dobra, wierzę ci. A przynajmniej
chcę ci wierzyć. Ale wiesz, gdyby coś...ja wiem, że wy się
wstydzicie nieraz. I kryjecie takich skurwieli, w sensie no nie
mówię, ty, ale ogólnie, wam kobietom się zdarza.
-I wiem, jesteś na tym punkcie
wrażliwy w sumie jak ja, bo broniłeś matkę .
-No.
-Ale u mnie naprawdę jest w
porządku. Ale to miłe, że pytasz, to miłe, że się martwisz i
wiesz...w sumie tylko ty zapytałeś.
-Jak to?
-No tak to, tak sobie teraz
pomyślałam. Każdy mi wierzy w balkon i nie wiem, czy to dlatego,
że wiedzą, że ja potrafię sobie zrobić krzywdę, czy im Natala
mówiła czy co. Ale w sumie...-zastanowiłam się przez chwilę.
-Co?
-Tak naprawdę to teraz sobie
pomyślałam, co znaczyły te wszystkie spojrzenia na ulicy. I tylko
ty zapytałeś i tylko ty nie miałeś takiej miny „sama sobie
winna”.
-A, o to ci chodzi.
-O to. Ale w sumie, to mi
zaimponowałeś jakoś jako facet teraz.
-Serio? Nie wiem, czy jest tu czym,
skoro jeden facet musi się martwić, czy inny nie bije jakiejś
kobiety.
-Ale i tak plus dla ciebie.
-No dzięki. Odprowadzić cię?
-No jak już czekałeś pod tą
pracą to chodź.
No tak. Tomek rozumie. Tomek przez lata
patrzył, jak maltretowano jego matkę, sam był bity przez swojego
ojca. Tomek jest przewrażliwiony jak ja.
Chociaż, czy przewrażliwienie to
dobre słowo. Bo przewrażliwienie tak źle się kojarzy.
Tomek jest czujny.
I ta czujność cholernie mnie
zaskoczyła. Ale...czy właśnie powinna mnie zaskakiwać? Czy nie
powinna być rzeczą normalną?
Bo ja naprawdę przypomniałam sobie te
niektóre spojrzenia, którymi mnie częstowano przez parę dni. Te
uciekające i te zaciekawione, te oceniające, złośliwe. I
przypomniały mi się wszystkie te spojrzenia ze szkoły, kiedy było
głośno w naszym małym miasteczku o kolejnej awanturze, jaką
urządzil mój ojciec.
Spojrzenia, ocenianie.
Głupia jest, po co jest z
damskim bokserem.
Widziały gały co brały. Sama
sobie winna.
Sama nie wiem, gdzie mam podziać
oczy, głupio tak zapytać, najlepiej, jak nic nie zrobię.
Takie spojrzenia. A ja tylko wywaliłam
się na balkonie i złamałam nos.
A co, jeśli naprawdę mój mąż by
mnie bił?
Bo naprawdę, jesteśmy udanym
małżeństwem. I wiem, doskonale wiem, że mój Mąz nigdy nie
podniesie na mnie ręki, ja wiem, że bym odeszła, gdyby coś
takiego się stało, jestem na tym punkcie przecież
przewrażliwiona...ale czy na pewno?
Tak szczerze, czy kiedykolwiek możemy
powiedzieć, co by się stało?
Czy jakikolwiek damski bokser pomyślał,
że jest damskim bokserem, zanim po raz pierwszy nie uderzył kobiety
z którą jest? Czy jakakolwiek kobieta, tkwiąca latami w toksycznym
związku a czasem i całe życie, kiedykolwiek sądziła, że pozwoli
się bić, maltretować i poniżać? Czy którakolwiek z nas
kochając, będąc uderzoną po raz pierwszy nie pomyśli „każdy
popełnia błąd, to pierwszy raz, zmieni się”? Czy którakolwiek
z nas nie tłumaczy tak pierwszych symptomów, które nieraz owszem,
nie przerodzą się w maltretowanie, ale zawsze mogą? Kłótni w
krzyku, zatrzymanego ruchu ręki, rzucania przedmiotami?
Nigdy, przenigdy nie możemy być
pewni, że nie zostaniemy z damskim bokserem lub się nim nie
staniemy, jeśli jesteśmy facetami Wpadnięcie w nałóg, brak
pracy, frustracje przez wymagania stawiane facetom- granica jest
bardzo cienka.
Nigdy nie mów nigdy jest tu jak
najprawdziwszym zwrotem. Stety albo niestety Czy ja mogę być pewna,
że mój mąż nigdy mnie nie uderzy, czy ja mogę być pewna, że
od razu bym odeszła?
Nikt z nas nie może.
Ale kochamy oceniać kobiety, które
są bite i zostają ze swoimi facetami. I...mimo, że nie zostałam
uderzona przez swojego męża ( tego jednego razu nie liczę, bo
naprawdę, otrzeźwiałam dzięki temu) poczułam troszkę...jak to
jest być bitą kobietą w społeczeństwie.
I wiecie co? Piekło w domu jest
straszne. Doświadczyłam go jako dziecko w swoim domu. Ale piekło
społeczne, którego jako dziecko nie rozumiałam...jest jeszcze
gorsze.
Zwróciłam uwagę na spojrzenia. Na to
co mówią.
I w pewien sposób przestałam się
dziwić zakłamaniu maltretowanych kobiet. Temu, że nie chcą się
przyznać, że ludzie na ulicy z tym swoim potępieńczym „jaka
ona głupia” mają rację.
Sama uniosłabym się dziwną dumą i
bym miała problem, żeby się przyznać. I żeby prosić o pomoc.
I pomyślałam, ile kobiet być może
byłoby uratowanych, gdyby spotkały na swojej drodze takiego Tomka.
Takiego przewrażliwionego według
społeczeństwa kogoś, kto nie wierzy żeby po prostu uspokoić
sumienie, bo tak wygodniej. Takiego kogoś, kto naprawdę zapyta, kto
drąży temat, bo coś mu nie pasuje. Takiego który nie wierzy w
idealny obraz jakiegoś związku.
Bo wiecie, ja też często jestem
przewrażliwiona i staram się być czujna. Bo wiem, że nawet
najlepsze pozornie związki..mogą kryć koszmar.
Wiecie, że mąż mojej siostry złamał
jej rękę? Są razem, a jak. Ale pod warunkiem ukończenia przez
niego terapii panowania nad gniewem, chodzenia do psychologa. Są
razem i póki co wszystko w porządku. Ale ja nadal mu nie ufam.
Wiecie, że do tej pory mam problem z
facetem swojej przyjaciółki, bo kiedyś miałam wrażenie, że był
agresywny wobec dziewczyn z którymi był, bo miałam wrażenie, że
je skrzywdził i byłam świadkiem jego napadu agresji? Do dzisiaj
nie lubię z tym facetem zostawać w jednym pomieszczeniu póki nie
ma przy mnie mojego męża ( chociaż dziwne, dzisiaj pomyślałam,
że i przy Tomku czulabym się bezpiecznie, ha!) i do dzisiaj jakoś
mam problem z zaufaniem mu, że jej nie skrzywdzi, chociaż wiem że
się kochają, on się zmienił, ogarnął....ale nadal coś mi nie
gra.
Bo może jestem i przewrażliwiona,
przez mojego ojca, który pił i bił. I może przez inne przykłady,
wielu domów, w których pozornie wszystko było w porządku....a
jednak była przemoc. Agresja. Obrazy, których nie wyprze się z
pamięci i które zakorzeniają się w sercu.
Bo mój złamany nos zrośnie się
prędko, będzie kolejnym dziwacznym, głównie śmiesznym
wspomnieniem tego, jak przesadziłam z piciem. Ale jakim wspomnieniem
byłby mój nos, gdyby złamał mi go mój mąż?
Ilu z nas o tym pomyśli? Ilu z nas
potrafi być takim Tomkiem, który nie boi się, że się zbłaźni,
że wejdzie za bardzo z butami w cudze życie, ale zapyta, nawet,
jeśli liczy się z tym, że w odpowiedzi otrzyma kłamstwo, tak
oczywiste tu kłamstwo, bo przecież chronimy swoich oprawców?
A ilu z nas spojrzy na kobietę ze
złamanym nosem, z podbitym okiem i powie głupia, sama sobie winna?
Ilu z nas będzie oceniać i dowartościowywać swoje ego jak jacyś
mentalni masturbatorzy cudzym nieszczęściem i zagubieniem? Ilu z nas
tak naprawdę wpędzi ofiarę w matnię społecznych kłamstw?
Bo nikt nie jest tu głupi. Ani
przewrażliwiony. Przeraża mnie po prostu spychanie maltretowanych
kobiet na margines, kiedy one żyją już w piekle. Zresztą, nie
tylko kobiet bo..ilu mężczyzn przyzna się, że biją ich żony?
Albo że są maltretowani psychicznie? A to też się zdarza.
Częściej niż sądzimy.
Bo złe przytrafia się częściej, niż
chcemy sądzić i często tam, gdzie po prostu nie chcemy tego
widzieć.
I wiecie, w pewien sposób mam
nadzieję, że niejedna taka kobieta trafi na takiego Tomka, który
zapyta ją wprost- czy mogę ci jakoś pomóc, czy dzieje się coś
złego? Niestety wiem, że niewiele z kobiet ma to szczęście, które
ja miałam....nie przeżywając w domu piekła. Mając kochającego
męża, który też jakoś wyśmiał podejrzenie padające na niego
ale...po chwili się zastanowił i stwierdził, że taki Tomek to w
sumie fajny facet. I ma kolejnego plusa.
A ja nigdy chyba już nie będę się
śmiała z tego, że wyglądam, jakby mnie pobił mąż. Bo co
jeśli...i mi się to przytrafi? Albo zacznę się z tego śmiać
przy kimś, kto żyje w prawdziwym piekle?
Wszystkie żarty są śmieszne ale do
czasu. Bo wszystkie kości w końcu się zrastają...ale nie
maltretowane dusze. I warto o tym pamiętać.
A na koniec cóż, znów Hozier
który...daje zdecydowanie do myślenia swoim teledyskiem do kawałka
Cherry Wine ( teledyskiem, który przez prawa autorskie w naszym kraju nie mogę tu umieścić, ale jak ktoś chce, to znajdzie na yb). Zresztą, teledysk jest częścią właśnie kampanii
dotyczącej przeciwdziałaniu przemocy domowej- działającej w dwie
strony. Tekst w wersji męskiej, teledysk w kobiecej. Warto obejrzeć,
posłuchać i...może przez chwilę się zastanowić, czy gdzieś
może nie warto zapytać o to, czy krew nie smakuje jak wiśniowe
wino .
Sposób w jaki ona mówi, że jestem
tylko jej.
I ona tylko moja
Otwarta dłoń i zaciśnięta pięść
będą odpowiednie
Krew jest wyjątkowa i słodka
niczym wiśniowe wino.
Nigdy nie bawiły mnie żarty właśnie w stylu: "Wyglądasz, jakby pobił cię mąż", pewnie dlatego, że mój ojciec też bił moją mamę. Co śmiesznego jest w przemocy? A zwłaszcza w domu, który przecież powinien być ostoją. Bezpiecznym miejscem.
OdpowiedzUsuńA równie często co "sama sobie winna" pojawia się chyba stwierdzenie "to nie moja sprawa". Dobrze, że są tacy ludzie, jak ten Tomek. Większość pewnie zadowoliłaby się pierwszym lepszym wyjaśnieniem, byle tylko mieć czyste sumienie, że coś się próbowało zrobić.
Mnie bawiły tylko w stosunku do mnie samej, bo to takie absurdalne się wydaje, ja, pobita? Ale gdzie tam! A jednak można było tak pomyśleć. Bo sama w domu miałam piekło ale nigdy nie dopuszczałam myśli, że ja mogę przejść takie samo a to...nigdy nie wiadomo, prawda?
UsuńI nic. W tym nie ma właśnie nic śmiesznego.
A to dodatkowo, bo człowiek nie chce mieć problemów, nie chce się mieszać w cudze życie. I właśnie aż przywraca wiarę w ludzi, no nie?
No właśnie, dzisiaj się śmiejesz, a co będzie jutro, tego nie wie nikt. Oczywiście nie życzę tego Tobie ani nikomu innemu.
UsuńAno przywraca. Oby było jak najwięcej takich osób.
Jasna sprawa, bo takich rzeczy nie życzy się nawet najgorszemu wrogowi no ale...nie można wiedzieć i nieraz trzeba dmuchać na zimne.
UsuńOby, mam nadzieję, że to się jakoś w ogóle społecznie zmieni:)
Też pochodzę z podobnej, co Ty rodziny i bardzo bym chciała by mój mąż był taki właśnie jak Twój. Żebym nie była DDA i nieświadomie wybrała sobie tyrana. Jesteś dla mnie przykładem, że się da :)
OdpowiedzUsuńTeraz już wiem co stało Ci się z nosem, ale nadal jestem ciekawa jak na prostej drodze wyrżnęłaś orła ;p Naprawdę musisz mieć talent ;p
Wiem, pamiętam właśnie, że w domu u ciebie też za wesoło nie bywało. I...da się:) Ale nieraz też trzeba odrzucić od siebie takie myślenie "jestem przewrażliwiona przez to, co było w moim rodzinnym domu" bo mam wrażenie, że wiele z nas boi się tego przewrażliwienia i dlatego nie reaguje na pierwsze, a nawet i późniejsze sygnały ostrzegawcze, że coś w związku może być nie tak.
UsuńByłam pijana, po prostu XD Ale ja ogólnie tak potrafię, mam niezłe problemy z równowagą:)
Jakbyś Ty chociaż była na jakichś niebotycznych szpilkach czy coś :D Ale ja znów mam tendencję do upuszczania i przetrącania różnych rzeczy a co dziwo mam bardzo dobry refleks. Musiałam go wypracować, bo tak często zrzucałam rzeczy, że musiałam nauczyć się je łapać xD
UsuńNope, szpilki to mój wróg XD
UsuńHah, to ja zrzucam, ale refleksu też nie mam XD W ogóle ze mnie taka jakaś szałaputna pokraka XD
Z Twoją równowagą to faktycznie ;p
UsuńNie przejmuj się, ze mnie też. Nic jeszcze nigdy w życiu nie złamałam, co pewnie zawdzięczam Danonkom, ale za to dziś odkryłam pęknięcie na wyświetlaczu telefonu :/
Haha, danonków też dużo jadłam. Ale telefony też pewnie niszczę szybciej niż ty XD
UsuńDziś ludzie przede mną padali na lodzie jak mrówki. Mi się udało ocaleć,ale parę pań na pewno będzie mieć siniaki na twarzy. A żarty o pobiciu przez męża mnie nie śmieszą dziwnie. No, to nie jest temat to żartów, a bolesna codzienność wielu kobiet, które mijamy na ulicy...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję,że szybko dojdziesz do siebie przy wsparciu męża :)
https://sweetcruel.wordpress.com/
Mnie bawiły w moim własnym kontekście, bo to takie absurdalne, że ja bym miała być pobita ale..właśnie, nigdy nie mów nigdy.
UsuńI już dzisiaj jest lepiej, mniej boli:)
No lepiej nie żartować bo jeszcze ktoś życzliwy założy Ci NK :)
OdpowiedzUsuńJa miałam tylko złamaną rękę ale w 1 klasie podstawówki. Bo ktoś za mocno mnie pociągnął za rękę :)
Co mi założy?:D
UsuńTo widzisz, za mną te kontuzje od dziecka chodzą i odczepić się nie mogą XD
Niebieską kartę :P
UsuńTaki masz urok :P Ale mój Luby miał na to sposób- wpadł w dzieciństwie w pokrzywy i od tamtej pory nie choruje (odpukać)
A, to XD
UsuńTo jak kumpel z pracy, postanowił sobie że nie będzie chorował i od 2007 nie był na L4 XD Ale ja też nie choruję, ja mam wypadki, to różnica XD
Stoję pośrodku całej prawdy jaką opisałaś. I podpisuję się pod tym rękoma, ale kiedy tak czytałam o tej pomocy i ochronie kobiet przed bijącym mężem i o postawie Tomka, to wiem, że to tak nie działa w codziennym życiu. To byłoby cudowne, ale... Jedno "zabiję skurwysyna" tak naprawdę nic nie zmieni a wręcz w 99% pogorszy, dlatego kobiety nie przyznają się nawet przed takimi Tomkami, że są bite. Jeśli pochodzisz z rodziny, gdzie była przemoc, to wiesz, jak to wygląda od środka. Strach i terror w jakim żyje kobieta bierze górę, działa jak automat. To jest tak wielowątkowy temat, że nie da się ustosunkować do niego w komentarzu czy nawet w poście. Uległość i poddaństwo dostajemy we krwi matki, jesteśmy tym faszerowane od dzieciństwa. A potem, czemu nie uciekamy od takich mężów? Bo nie znamy innego realnego rodzaju miłości, bo ten patologiczny jest nam jedynym, jaki został nam przedstawiony a te inne, dobre, zostały uznane za złe, za bajkowe, za "to tylko w filmach"... A potem są dzieci i wiele lat bez pracy, dom u męża - i "gdzie mam z tymi dziećmi pójść"...
OdpowiedzUsuńTak czy inaczej postawa Tomka naprawdę zasługuje na pochwałę i szacunek. Wyjście z tłumu i stanięcie przeciw takiemu poniewieraniu kobiet - to ogromna odwaga. Gratuluję takiego Tomka obok i Męża też gratuluję :)
Pozdrawiam.
Zabiję skurwysyna raczej w nerwach było rzucone, wiadoma sprawa, raczej po wypaleniu tego swojego papieroska nie rzuciłby się z pięściami:) Ale właśnie...też pytanie, co mógłby zrobić? Ale nieraz, kobieta, wiedząc, że ktoś chce jej dać wsparcie....potrafi sama odważyć się na pewne kroki, widząc, że ktoś chce jej pomóc, potrafi zacząć zmienić myślenie. Wiadomo, nie ma cudów ale...jeśli choć jedna ze stu takich kobiet zmieniłaby coś w życiu, bo ktoś się zainteresował, pokazał jej, że nie musi być z tym sama...to już jedno uratowane, i to właśnie nieraz nawet dosłownie, życie. Więc...gdybyśmy częściej się interesowali, gdyby wiele ludzi w społeczeństwie miało nastawienie takiego nawet mojego zdenerwowanego Tomka to kto wie...może i pewne "cuda" działyby się częściej?
UsuńPrzekażę im gratulacje, ot co:)
Ja też mam zawsze dużo siniaków i kiedyś po prysznicu mój chłopak do mnie z tekstem: 'o kurde, skąd masz tyle siniaków? ludzie pomyślą, że Cię biję' po czym zaczął się śmiać. Odruchowo reagując na jego uśmiech, który zwala mnie z nóg również się uśmiechnęłam, ale nie ukrywam, że nutka niepokoju gdzieś tam w szczeliny mojej podświadomości wpełzła i trochę zachwiała moje poczucie bezpieczeństwa. Bo masz rację - nic nie jest w życiu pewne. Nie ważne, jak strasznie to brzmi taka jest prawda. R. na prawdę miał wiele okazji ku temu, by mnie uderzyć, bo nasz związek swego czasu był bardzo burzliwy, zdarzało mi się go szantażować psychicznie (trudne sprawy) czego on z czasem po prostu nie wytrzymywał. Jednak do tej pory spotkałam sie tylko z mocnym złapaniem za ramione i mocnym potrząśnięciem. Nigdy nie podniósł na mnie ręki.
OdpowiedzUsuńBo to jak z zapewnianiem "nie skrzywdzę cię". Jak facet sam z siebie to mówi, to zapala się lampka- bo kto by pomyślał o krzywdzeniu? Tylko ten, kto chce to zrobić, no nie? I właśnie....najlepszy człowiek, najbardziej opanowany może wpaść w szał albo się zmienić. W życiu jedyna pewność jaką mamy to jakieś swoje osoiste centrum w duszy...ale i to bywa zachwiane
UsuńI...oby właśnie tak zostało, życzę ci tego jego opanowania:)
Totalnie nie umiem się wypowiedzieć na ten temat. Jedyne co, to miałam koleżankę z taką właśnie sytuacją - ojcem alkoholikiem, który się znęcał nad nią, jej matką i bratem. Ale gdy ją poznałam, już z nim nie mieszkała od chyba kilku lat, a ja też nie pytałam o żadne szczegóły. I nie umiem się wypowiedzieć. A takie żarty nie bawiły mnie nigdy, a już tym bardziej przestały po 2014 roku, bo może tu inny przykład, ale jak już wiesz, miałam zaburzenia odżywiania i naprawdę tekstów typu (zwłaszcza od koleżanek) "chciałabym wyglądać jak anorektyczka" "tamta to pewnie rzyga skoro taka chuda jest" się nasłuchałam i szlag mnie jasny trafiał... teraz się trochę zdystansowałam i myślę, że takie osoby jak Ty, które mają jakieś tam koszmary - w tym przypadku alkoholizm kogoś bliskiego, przemoc - za sobą, jakoś również już to trochę... olewają? Ale co mają zrobić osoby, których to dotyka tu i teraz, które są właśnie takim marginesem społecznym, tak jak to opisałaś? Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co takie osoby muszą przeżywać...
OdpowiedzUsuńPS Poprzedni post też skomentowałam, tak tylko informuję, bo nie wiem czy patrzysz po starszych już postach :)
Widziałam, już odpisałam:)
UsuńBo jednak głupio tak nieraz wypytywać, dopóki ktoś sam się nie otworzy, prawda?
I jasne, w pewien sposób w tym momencie, jak to się przeżyje, ma się większy dystans a z drugiej strony jednak....większą empatię. To taki paradoks. Masz dystans do przeżyć i dramatyzowania, ale nieraz jeszcze bardziej chcesz pomóc, jak wiesz, że jakoś możesz. Sama tak mam w tym przypadku.
I...nikt nie chce. I dziwnie to zabrzmi, ale mam nadzieję, że właśnie nigdy nie będziesz musiała tego rozumieć jakoś, wiesz o co mi chodzi:)
A tak, to zrozumiałe. Mam to samo, jak podejrzewam, że ktoś może się głodzić, mieć problemy na tle żywieniowym.
UsuńNie to nie brzmi dziwnie, rozumiem co masz na myśli (bo to tak, jak ja nikomu nie życzę anoreksji/bulimii) i podzielam Twoją nadzieję ;)
Miałam taki przypadek w rodzinie. Kobieta bita i poniżana zawsze wracała do damskiego boksera. Wsparcie w najbliższych miała, ale co z tego, skoro sama nie potrafiła spojrzeć prawdzie w oczy? Potem wyjechała za granicę do pracy, gdzie wyszła za mąż za drugiego takiego typa, powieliła schemat. Do dziś wzdycham na myśl, że tak naprawdę nie jest chyba szczęśliwa, rozwiedziona, do tej pory samotna.
OdpowiedzUsuńMożna spotkać pięciu Tomków i nic z tym nie zrobić, a być skazaną na siebie, lecz chcieć coś zmienić. Siła przede wszystkim tkwi w charakterze.
Choć oczywiście to budujące, że nie wszyscy negują istnienie problemu. Ja bym nie pomyślała "sama sobie winna"o kobiecie w takiej sytuacji, ale mój ojciec już prędzej, bo próbował pomóc, zanim wyjechała, aż w końcu się poddał.
Sens posta rozumiem, jednak historie bywają bardzo różne.
I...właśnie, historie bywają różnie. Nieraz kobieta ma tak silnie wpisane pewne schematy, albo jest uwikłana w dziwaczny sposób, że nie widzi mozliwości odejścia, że nawet wielokrotna pomoc nie pomoże. A czasem wystarczy impuls, żeby zaczęła myśleć, że jest inaczej, gdzieś w ogóle można inaczej żyć, starczy impuls, gdy widzi się, że ma się pomoc- i zdarza się taki mały cud odejścia od kata. I nawet jeśli jedna ze stu takich kobiet odejdzie to moim zdaniem warto zapytać, warto nawet pomóc. Bo już jedno, nieraz nawet uratowane dosłownie życie jest tego warte. Dlatego nienawidzę mówienia sama jest sobie winna nawet jak znało się kobietę która nie odeszła. Tak jak nie odeszła moja matka. I co z tego? Czy dlatego policja wezwana do dom mogła jej powiedzieć "widziały gały co rały, sama sobie winna pani jest"? Nie.
UsuńZawsze pytam czy w czymś mogę pomóc, coś się dzieje, taką mam naturę. Niezależnie od sytuacji. Chciałam tylko zaznaczyć, że każdy przypadek jest inny i trzeba o tym pamiętać. Sama nie cierpię takiego mówienia. A tamtą historię może opowiem kiedyś prywatnie.
UsuńJasna sprawa:)Ale właśnie, różne są przypadki a problemem są ludzie, którzy oceniają jednotorowo...jak zwykle, co?:) I ok:)
UsuńWiesz. Mnie się wydaje, że w stwierdzeniu "sama jest sobie winna" tkwi mimo wszystko sedno. Nie chodzi mi o to, że kobietę trzymającą się swojego oprawcy należy wyśmiać, skrytykować czy wytykać palcami. Takim osobom trzeba głęboko współczuć, bo widocznie nie potrafią inaczej, jak być ofiarami. Jednak są dorosłe i ponoszą odpowiedzialność za swoje wybory. Chciałabym pomagać ludziom w przyszłości, ale pod warunkiem, że rzeczywiście zechcą zmienić swoje życie. To żadna pomoc mówić komuś "musisz to zmienić". Raczej sęk w tym, by "chcieć to zmienić". A już najbardziej mnie złości cierpienie dzieci. Jeżeli matka tkwi w toksycznym związku, gdzie jest bita i pozwala na to, żeby funkcjonowały w tym jej dzieci, to jest tak samo winna zniszczonemu dzieciństwu, jak ojciec. Pomimo, że to ona była tutaj pokrzywdzona i że mogła chodzić do pracy i niemal samodzielnie utrzymywać dom, to jest odpowiedzialna za zniszczone dzieciństwo swoich dzieci. Dzieci często tego nie rozumieją i już nawet jako dorosłe osoby żyją w takim podświadomym konflikcie - bo mama to była ta dobra. Nie, nie była. Kobiety bite w swoim małżeństwie to osoby dorosłe, które decydują o swoim życiu. Mogą się wyrwać z patologicznego związku albo nie. Mogą też pozwolić na to, by ich dzieci miały na starcie spory potencjał zaburzeń psychicznych. Taka jest brutalna prawda. Ludziom chcę współczuć i pomagać, ale każdy dźwiga swoje brzemię.
OdpowiedzUsuńŚciskam Cię mocno! I uważaj na siebie z Twoją tendencją do obijania się :D
Jasna sprawa- to osoby dorosłe, które podejmują swoje decyzję. Nie przeczę, sama na matce wręcz wyżywałam się za ojca jak to mówię przez wiele, wiele lat, jako nastolatka, póki pewnych spraw nie przepracowałam. Ale już abstrahując od tematu dzieci, które zawsze najbardziej obrywają po kuprze.... Owszem, to osoby dorosłe, ale i dorosłe zasługują na jakąś pomoc, wparcie. Nie twierdzę, że gdy tylko wyciągnie się do nich rękę odmienią swoją decyzję- bo właśnie sami przede wszystkim kierujemy swoim losem ale...postawa społeczna może to jakoś wspierać. Tak jak wiele trudnych, skrajnych spraw właśnie. I nieraz okazuje się, że taka kobieta, która nie potrafiła niby być nikim więcej jak ofiarą nieraz, gdy parę razy nawet otrzyma odpowiednie wsparcie, wyjdzie ze schematu ( tak jak osoby z wieloma zaburzeniami), ktoś np. trafi w jakiś czuły punkt w terapii....i zmieni swoje decyzje osoby dorosłej:) Zawsze trzeba najpierw jakoś chcieć zmiany, ale nieraz trzeba w ogóle dowiedzieć się, że zmiana jest możliwa ( naprawdę, nie każdy w takiej beznadzieji zdaje sobie z tego sprawę) i mieć pewien impuls do niej:)
UsuńA jeszcze wracając do dzieci ( jest 5 rano, bywam chaotyczna o tej porze XD) to....różnie bywa. Nie zawsze matka na początku nawet wie, że sobie sama poradzi. Że nawet może iść do pracy. To naprawdę skomplikowane, złożone historie i nawet osobę krzywdzącą...nie można zawsze jednoznacznie ocenić. Przynajmniej, nawet ja,kiedyś wyżywająca się na swojej matce, nie chcę nawet tego robić, ba, nigdy nie chcę oceniać. Bo zawsze łatwo mówić a gdy człowiek sam znajdzie się w jakiejś sytuacji...cóż. Bywa różnie:)
Uważam, uważam, ale to i tak niewiele daje XD
Zgadzam się w dużej mierze z tym, co napisałaś. Wierzę jednak, że człowiek posiada wolną wolę i potrafi sam się obudzić, jeśli tylko skontaktuje się w sobie z tym, co naprawdę pragnie. Nie będę się już rozpisywała. Po prostu się zgadzam. Społeczeństwo jednak funkcjonuje według określonych tendencji: sama wiesz, że większość osób inaczej zachowuje się z Tobą sam na sam, inaczej w towarzystwie, a już na pewno inaczej w stuosobowym tłoku. Wiesz, tutaj wchodzą w grę socjologiczne aspekty psychologii. To też ma swoje uzasadnienie m.in ewolucyjne. Można powiedzieć o kimś, że jest nieczuły, kiedy nie reaguje na czyjeś cierpienie, kiedy znajduje się wokół niego stu innych przechodniów, ale to nie do końca prawda. Gdyby widział, że komuś dzieje się krzywda i byłby sam, zachowałby się inaczej. No źle mówię? Tak jak wspomniałam, ma to swoje uzasadnienie. Warto i to rozważyć, chociaż nie będę pisała już o socjologii+psychologii, bo swoją drogą: nienawidzę socjologii. Jako początkujący psycholog. Miałam też się nie rozpisywać. Ściskam Cię mocno i nie obijaj się tam!
Usuń* z tym, czego naprawdę pragnie
UsuńNiektórzy potrafią się obudzić sami, a inni...potrzebują impulsu zewnętrznego. Zresztą, czy nasze wnętrze w dużej mierze też nie jest sumą zewnętrza?:>
UsuńI jasna sprawa, dlatego nawet Tomek chciał ze mną pogadać w 4 oczy, gdzie nie musi udawać macho była recydywa XD Ale właśnie...to też kwestia umiejętności wyjścia nieraz i porozmawiania w 4 oczy:>
A ja socjologię uwielbiam, podobnie jak biologizowanie i ewolucjonizowanie zachowań, zostało mi po studiach chyba XD
I ej, uwielbiam też i długie dyskusje, rozpisywać zawsze się możesz:)
niełatwa dyskusja z Tomkiem, bo jak sam zauważył, kobiety mają tendencję do krycia męża, który ich bije - czasem ciężko się zorientować, czy faktycznie wszystko jest w porządku, czy też nie.
OdpowiedzUsuńmoże Tomek spotka kiedyś na swojej drodze ofiarę przemocy domowej i pomoże jej rozwiązać problemy?
wracaj do siebie, szopie ;)
Nigdy nie wiadomo:) W sumie...to byłoby dobre, zawsze kiedy jeden człowiek umiejętnie pomaga drugiemu, to jest dore:)
UsuńWracam, wracam:D
Strasznie trudny temat.
OdpowiedzUsuńPrzez dłuższy czas jeździłem razem z policją i strażą miejską do rodzin, w których była założona niebieska karta. Takich rodzin jest bardzo dużo, a to i tak wierzchołek góry lodowej, bo tysiące osób cierpią w samotności i wstydzą się prosić o pomoc.
Myślę, że największe znaczenie ma ekonomia. Bo wiele kobiet boi się odejść, bo zwyczajnie nie będzie miało z czego żyć. Drugim ważnym powodem są dzieci. Bo wiele kobiet chce im zapewnić "normalną i pełną rodzinę". Czyli z matką i ojcem. Nawet z ojcem alkoholikiem i damskim bokserem..
Prawda. Trudny temat rzeka, o którym nie idzie powiedzieć w paru zdaniach albo opisać w jednym poście na blogu ale...jednak mówić o tym trzeba, czyż nie?
UsuńI to też niesamowicie ważny czynnik, właśnie pewna niezależność finansowa kobiet, której u nas brakuje. A dzieci...cóż. Tak źle ale...zostająć, jeszcze gorzej...
Powinno się o tym pisać i mówić jak najwięcej.
UsuńDobrze, że o tym piszesz, bo blogi to potężna siła, czyta je wiele osób, którym może to pomóc.
Kiedyś napisałem o tym temacie na blogu, może jeszcze napiszę.
Jeśli ktoś zarabia 10.000, to może wynająć sobie całe mieszkanie w Warszawie dla siebie i dzieci. A jeśli zarabia 1.500 jak miliony ludzi w Polsce, to może wynająć co najwyżej pokój w dużym mieście.
Właśnie to taka kropla w morzu, ale nawet jak tekst nieraz trafi do kogoś kto potrzebuje to...różnie bywa, prawda?:)
UsuńA do tego na mieszkania socjalne itp. czeka się latami tak naprawdę.
A wiesz, że mnie się wydaje, że więcej jest takich Tomków niż Kasi czy Zosi...? W sensie - mężczyzn. Bo z kobietami to chyba tak jest, że te "singielki z wyboru" czy kobiety w szczęśliwych związkach często nie tyle nie chcą się wtrącać co biorą za oczywistość coś, co wcale oczywiste nie jest - że odeszłyby i nie dały się tak traktować. A Ty masz rację mówiąc, że dopóki nas ktoś nie uderzy - nie mamy pojęcia co zrobimy, na co pozwolimy... Widziałam kiedyś jak były facet mojej przyjaciółki podniósł na nią rękę. Co się później okazało, nie po raz pierwszy. Dla mnie zatrzymanie tej łapy, zanim jeszcze Ona zdążyła się skulić, to był odruch. Kolejny to danie mu w zęby. Szczęście w nieszczęściu, że był w takim szoku, że mi nie oddał... A ona płakała jak dziecko i powiedziała mi później, że to nie dlatego, że chciał ją uderzyć, ale dlatego, że ktoś pierwszy raz w życiu stanął w jej obronie... Mnie nawet teraz chce się płakać, choć ona już dawno jest z kimś innym.
OdpowiedzUsuńTo naprawdę straszne, że jesteśmy dumne z takich Tomków. Że ludzie dają nam powody do tego, by traktować taką (jedyną właściwą przecież) postawę jako coś wyjątkowego.
Nie wiem co mam napisać więcej, wzdycham ciężko od kilku minut...
Może i tak. W końcu mówi się nieraz, że nie potrafimy być solidarne i że to kobieta kobiecie największym wrogiem nieraz...a to widzę zwłaszcza po kobiecym plotkowaniu, ocenianiu i niewypałach, jeśli idzie o kobiece przyjaźnie. I może masz rację,a może też jakoś...mężczyźnie może łatwiej się przeciwstawić drugiemu mężczyźnie?
UsuńBo właśnie to powinno być normą a jak się okazuje, dalej jest małym cudem...
Waxaan ku siin daawooyinka lagu daweeyo dhibaatooyinka caafimaad ee kala duwan, iyadoo la isticmaalayo daroogada ah oo la siiyo iyo miraha dawayn kartaa cudurka si buuxda.
OdpowiedzUsuńObat Jantung Bocor Anak
Obat Lipoma
Obat Panu Di Apotik
Obat Gerd
Obat Herbal Alami
Obat Epilepsi
Mnie ten blog bardzo się podoba i na pewno na nim zostanie.Takim jestem człowiekiem i się nigdy nie zmienię.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że mogę podzielić się z nami swoimi doświadczeniami. Nazywam się Brenda i byłem szczęśliwy. Dopóki mój mąż nie powiedział, że go zdradzam, oboje staliśmy się dokuczliwymi parami, nie mógł w to uwierzyć, ani nie zaufał moim słowom, więc złożyliśmy wniosek o rozwód, później zostaliśmy rozdzieleni i ślubowaliśmy, że nigdy się nie pogodzimy. Długo próbowałem iść dalej, ale nie mogłem pozostać bez niego, więc zacząłem poszukiwania powrotu męża, a potem skierowano mnie do Dr.IZOYA. Świetny człowiek, którego spotkałem, rzucił zaklęcie miłosne i zmusił mojego męża do powrotu w ciągu 24 godzin. dzięki temu jestem tutaj, aby udostępnić kontakt dr IZOYA, skontaktować się z nim poprzez drizayaomosolution@gmail.com. Jest naprawdę potężny i specjalizuje się w następujących sprawach ...
OdpowiedzUsuń(1) Kochaj zaklęcia wszelkiego rodzaju. (2) Przestań rozwodzić się. (3) Zakończ jałowość. (4) Potrzebujesz pomocy duchowej.