poniedziałek, 19 sierpnia 2019

O tym, że nieraz wracam do nocy, w której się poznaliśmy, czyli z listów niewysłanych.


Vince.
Wiesz, myślę, że by ci się tu spodobało. W moim nowym życiu.
Spodobałaby ci się Wyspa. Spodobałoby ci się to, że stale z Nim spędzam czas i to z Nim nadal umieram. Wierzyłeś przecież aż chorobliwie w miłość. Obsesyjnie, bardziej niż ja. W szczególności dawna ja.
Od pocztku wiedziałam, że jesteśmy dla siebie stworzeni. W innym świecie przekonuję się o tym coraz bardziej.

I wiesz, znowu zaczęliśmy palić. Oboje. Co prawda nie dożyłeś czasów, kiedy On nie palił, a ja kryłam się w szpitalnych palarniach. A gdy wróciłam do domu po pracy udawaliśmy, że ten temat nie istnieje. Nie dożyłeś tego, ale myślę, że mógłbyś to sobie wyobrazić. Trochę to było komiczne wręcz, jeśli nie miało to w sobie wręcz iskry tragikomicznej. Niedopałkiem łatwo podaplić stos, przekonywałam się o tym w niejednym sporze.

Ale, teraz plimy znowu oboje, jak wtedy, kiedy się poznaliśmy. Mimo że już nie wdmuchujemy sobie dymu z płuc do złączonych ust. To stało się trochę dziecinne. Czasem, gdy wypiję, mam ochotę zrobić tak z kimś innym. Tak jakbym śmiertelnym oddechem, przypominającym dziecinne czasy, mogła przelać milion emocji i połaskotać pozornie martwe wnętrze od środka. Miałabym ochotę, pocałunki i prawdziwe sploty języków zostawiając dla Niego, rzecz jasna. Bo nie o to w tym wszystkim chodzi. To tylko usta- usta, które żywym trupom przywróciłyby żywsze krążenie. Ale zostawiam to w snach i śmielszych wyobrażeniach, śmiejąc się z samej siebie.

Nadal więc, jak widzisz, nie dorosłam do końca. Chyba nigdy nie dorosnę, choć przecież już będę starsza, niż ty kiedykolwiek masz szansę zostać. Szkiełko twojego zegarka pękło, moje wciaż tyka. I widzisz, nie dorosłam jednak, więc przydałyby mi się te czaszki z prosektorium jako setki popielniczek, jak kiedyś żartowałeś. Tylko kto mi teraz jakąś czaszkę ukradnie z walącej się cmentrnej krypty, czaszkę pokrytą błotem? Nie zrobiłam z niej popielniczki, pamiętasz, tylko odniosłam na miejsce. Obraziłeś się wtedy jak dziecko, na moment, jak twój syn. Ale i tak ze smutkiem myślę, że nikt mi już czaszki nie ukradnie. Jesteśmy doroślejsi. I nie jesteśmy już szalonymi malarzami. Ja przestałam malowć, ty nie żyjesz.

Są inne szaleństwa, mógłbyś burknąć, warknąć, mój ty piękny mężczyzno. Owszem, są. Ale to szaleństwa innego rodzaju. W trych, które mnie otaczają, w ludziach, których kocham, nie widzę tej równowagi z destrukcyjną siłą szaleństwa, tej równowagi chęci i pasji życia, jaką ty miałeś. Jesteś niepowtarzalny. Byłeś, przepraszam, byłeś niepowtarzalny. Jak twoje obrazy. Żałuję zresztą, że nie mam już żadnego. Ale może to i lepiej. Kilka rysunków wystarczy, mogę je spakować ze sobą wszędzie. Nigdy nie wiadomo, jak potoczy się moje życie. Tutaj też wylądowałam przypadkiem. A wiemy przecież oboje, że zawsze, na całe życie, wystarczyłby mi jeden plecak. Na życie z Nim, potrzebne są dwa.

Więc, jak widzisz Vince, wiele się zmieniło, ale nadal palę. Tyle razy chciałam się uwolnić, ale chyba jak nikt rozuymiesz, że potrzebuję czasem tej małej destrukcji. Umierania, skracania życia o kilka minut z kżdym kolejnym. Kto wie, może teraz, po latach, nadal próbuję się do ciebie zbliżyć? Do ciebie i Królika. Tak, żebyśmy znowu mogli zasnąć we trójkę w jednym łóżku, skuleni, przytuleni, gdy na zewnątrz pada deszcz. A ja znowu miałabym 17, 19, 20 lat i byłabym nadal tak dzika, jak kiedyś. Złagodniałam, Vince. Może nie do końca dorosłam, gdzieś tam w środku, ale złagodniałam. Wiesz, że nie golę już włosów, nie poczochrałbyś mnie po łysej głowie. Z żadnej ze stron. Tak naprawdę, mam najdłuższe z włosów, jakie miałam w swoim życiu, od czasów dziecięctwa. I jakby odkrywam swoją kobiecość, chociaż z tym jest trudno.

Tak naprawdę przydałbyś mi się teraz. Pamiętasz, jak po tym, kiedy mnie skrzywdzono, zbrukano, kazałeś mi się rozebrać i malowałeś moje akty? Och, chyba na nowo bym tego potrzebowała. Gdzieś zgubiłam tę pewność siebie wymalowaną na twoich płótnach, twoimi zmysłowymi pociągnięciami. Nawet nie wiem jak i kiedy ją zgubiłam. Bo przecież On, najważniejszy patrzy na mnie z taką miłością i pożądaniem. Ale myślałam nad tym i wiem, moje ciało tak bardzo się zmieniło. I ja sama w dużej mierze do tych zmian doprowadziłam, bo może, w jakiś sposób, bez was, chciałam być niewidzialna. A nikt nie patrzy na grubaskę. Teraz minimalnie wracam do formy. Minimalnie, ale jednak. Gdzieś tam pod grubą, grubą warstwą czuć moje kości. 15 kg mniej. To jednak różnica. I czuję się czasem tak, jakbym zrzuciła zbroję.

Och, Vince, chciałabym, żebyś mnie znowu namalował. Żeby ktoś, poza moją miłością, poza Nim, pokazał mi, że mogę być piękna. A na kogo mogłabym liczyć, jak nie na ciebie? W tym nie byłoby przecież erotyki i posmaku zdrady. Wiesz, myślałam nawet czy nie poprosić Redcar o jakieś ładne, nagie zdjęcia. Bo może by mi je zrobiła. Wiem, wiem, nie znasz jej, ale mogłabym jej zaufać. Pociągają mnie moje własny akty jako dzieło zrzucenia tej grubej skóry wstydu ale...Nie dorosłam do tego. Albo wiem, że to nie byłoby tak samo, jak z tobą.
Może potrzebuję do tego mężczyzny. A może takiej czułości jaką miałeś w swojej szorstkośći. W swoim zatrzymniu ruchu, dopóki naprawdę kogoś nie poznałeś. Potrzebuję takiego spojrzenia z zewnątrz. I wiesz, nawet poznałam kogoś, kto minimalnie mi ciebie przypomina, w swoim skupieniu. Ale tak, ty byłeś wyjątkowy. A że ciebie nie ma...to poradzę sobie jakoś sam. Odmienię swoje spojrzenie.

Niemniej, nie martw się, mimo tego wstydu i niechęci do siebie nadal zrzucam swobodnie ubranie i nie myślę nad tym wszystkim, gdy biegam nago. Sama, z Nim, przy obcych. Mężczyznach, którzy mi się podobają, nie krępuję się, gdy zobczą mój brzydki tyłek, bo chodzę w bieliźnie po domu. Jeden wielki paradoks. On powiedział, że to dlatego, że mimo wszystko jakieś pragnienie życia i hedonizm, brak brier u mnie wygrywją. Zawsze. Chyba ma rację.

Odbiegam jednak od tematu. Jak to zwykle ze mną bywa. Mam za dużo słów, chociaż tak naprawdę, nie mam nic do powiedzenia. Czasem myślę, że tymi słowami próbuję pokryć to, jaka jestem pusta w środku. Chociaż, czy jestem, Vince?

Więc, znowu palę. Sporo. Tak jak to zawsze robiłam, jeśli coś robię, to do przesady. Jechaliśmy razem autem. Ja i On. Czasem, zamiast robić to w domu, a raczej przed wejściem, jedziemy gdzieś. Choćby na pobliskie klify. Zakochałbyś się w nich, zresztą, tak jak byś zakochał się w wielu krajobrazach mojego nowego domu. Nieraz zresztą myślę o tym, jak tobie albo Królikowi by się tu spodobało. I nie umiem robić zdjęć, wiesz przecież, ale w jakiś sposób robię je oczami i wtedy myślę o was. Jak małe dziecko. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.

W każdym razie, paliliśmy papierosa i patrzyliśmy na kołujące w dole, pod naszymi stopami, mewy. Są tak rozpczliwie wręcz wolne i dystyngowne, gdy szybują. Chwila medytacji. Chwila zachwytu. Tkiego oddechu potrzebuję, zachwyt nad życiem, kiedy się zatruwm.
Po wszystkim, tych paru minutach wsiedliśmy do auta.
I wtedy poleciała ta piosenka.
Cholera, ponoć jest taka znana. A ja słyszałam ją po raz pierwszy. I gdy usłyszałam melodię, tekst- od razu pomyślałam przede wszystkim o tobie. Tyle osób, które mogły mi przyjść na myśl...ale zjawiłeś się ty.
Noc, w którą się poznaliśmy.
Noc, w którą sięrozstaliśmy.
Ale nie o tej drugiej chciałabym pamiętać. Wiesz, Vince,często jest tak, że ze szczególami zapamiętujemy pożegnania, nawet jeśli wówczas nie wiedzieliśmy, że to był ostatni raz, kiedy mogliśmy komuś spojrzeć w oczy. Pamiętm ostatnie spojrzenie Królika. Zdecydownie pamiętam noc, w któej wybrałeś swoją śmierć, noc, w którą przyszedłeś się pożegnać.
Ale co z samym początkiem?

Tyle, tyle lat temu. Byłam tak naprawdę dzieckiem. Ty wydawałeś się taki dojrzały, starszy ode mnie te klika lat. Nie przeypuszczałam wtedy, że zostaniemy przyjciółmi. Że będziemy tak blisko. Czy w ogóle można przypuszczać takie rzeczy? Ostatnio sądzę, że można. W tym roku poznałam tak wielu ludzi ale...do niektórych poczułam coś więcej od samego początku. Tajemnicze KLIK, jak mawiamy z Redcar ( naprawdę, sądzę, że byś ją polubił). Kto wie, może to przetrwa. Może nie. I wiesz, jeśli chodzi o tych ludzi, pamiętam pierwsze rozmowy z nimi. Spojrzenia.

Może właśnie ta wyjątkowa energia na początku sprawia, że nieraz mimo wszystko pamiętamyi noce, w które się poznaliśmy. Nie tylko rozstania, ale te wyjątkowe pierwsze spojrzenia, gesty. Dni i noce początku, zanim wszystko rozbłyśnie w spojrzeniach. I właśnie do nich chcemy wracać. Tak jak chciałabym wrócić do nocy, w której poznałam ciebie. Jeszcze nie wiedziałam, ale może już czułam. Nawet będąc tym dzikim, złamanym dzieckiem, które widzę w sobie z perspektywy czasu.

Jak mogłeś pokochać tamto dziecko, po prostu, jako człowieka? Bo ja wiem, jak mogłam pokochać ciebie. Od samego początku, byłeś wyjątkowy. Choć bezczelny, arogancki. Jednak jednocześnie byłeś tak wrażliwy, gdzieś pod spodem, aż to z ciebie parowało. Ta para skropliła się na moim języku. Wiesz,czasem myślę, że po latach ta sama substancja stała się moimi łazami po twojej utracie. Ale to nie szkodzi.

W domu, kiedy jestem sama, wracam więc do tej piosenki. I w jakiś sposób ona przenosi mnie do nocy, w której się poznaliśmy.
Wiesz, Vince, że mimo tych wszystkich kłód rzucanych pod nogi, kocham swoje życie. Kocham Jego. Tych ludzi, których poznałam już po tobie.

Wszystkie przypadkowe i świadome decyzje zaprowadziły mnie do miejsca, w którym, choć nieraz brakuje mi siły, jest mi dobrze. Chociaż, On twierdzi, że mi wszędzie byłoby dobrze, bo w środku mam tak wszystko dziwacznie poukładane. Może ma rację. Niemniej, cieszę się, że jestem gdzie jestem, cieszę się że dorastam. Wyłagodniałam. Zapuściłam włosy i nie idzie mnie wyprowadzić z równowagi. To nie tak, że cokolwiek bym zmieniła.

Ale czasem chciałabym wrócić do nocy, w której się poznaliśmy. Bo widzisz, w tym wszystkim, po tylu latach, tak bardzo za tobą tęsknię. Ściga mnie twój duch a ja nie wiem nieraz, co z nim zrobić.

Czasem zastanawiam się, jak by to wyglądało, gdybyś nie umarł. Część mnie boi się, że by cię straciła, że zaczęlibyśmy się od siebie oddalać, bo nasze życia stawałyby się coraz bardziej inne od siebie. Nie malowałbyś moich aktów, ja wyjechałabym tutaj, a może opiekowła się tobą na psychiatrii. Ale większa część mnie ma pewność, że mimo wszystko bylibyśmy zawsze w jakiś sposób razem. Ty, ja, Królik. I inny ludzie w naszych życia, przecież i oni mogliby się rozgościć, tak jak rozgościł się On, kiedy stał się miłością mojego istnienia. Polubiłbyś Redcar. I zrozumiałbyś ten mój KLIK na Wyspie już, i tak, myślę, że to też byś przygarnął do swojej malarskiej pracowni. Vince. Jestem bardziej niż pewna w tym przypadku.

Zdarza mi się więc wątpić, zdarza mi się częściej święcie wierzyć. Ale..to i tak nie ma znaczenia, prawd? Bo ty nie żyjesz. A ja gonię twój obraz, który łgodnieje i dorasta ze mną.
Gonię twój obraz widząc wszystkie błędy które popełniłam i które powtarzam, gdy inni chorują na to samo co ty. Gonię twój obraz gdy krzywię się, widząc swoje odbicie w lustrze, bo nie mam twoich cudownych ciemnych oczu. Gonię twój obraz w lęku o innych ludzi, tych, których kocham tu i teraz. Gonię twój obraz w kolejnych magicznych dotknięciach z kimś przypadkowym.

Gonię twój obraz, gdy zapalam papierosa przed domem, słuchając tej piosenki. Ale gdy jestem sama, choć oddalona o tyle lat, oddalona o życie, a może nawet i o śmierć, wracam czasem wtedy do nocy, w której się poznaliśmy.

Słyszę twój śmiech. Ripostuję obelgi. Jestem znów trochę pijana, podobasz mi się, ale nie chcę po prostu się z tobą przespać, chociaż jestem taka młoda i przerżnęłbym cały świat. Czuję, że chcę cię poznać. I rozmawiam z tobą, a potem zostaję do rana i patrzę, jak rysujesz w swoim szkicowniku. I nie muszę nic wcale mówić, kiedy trzeźwieję i tak się przyglądam, a jedyny dźwięk, jaki słyszę, to rysik ołówka trący o kartkę.
Jestem znów w nocy, podczas której się poznaliśmy i jest mi dobrze.

I chyba już teraz...wiem, co robić z twoim duchem, który stale mnie prześladuje. Muszę go nadal, po prostu, boleśnie kochać.

Twoja Frida.
(29.07.19)








Miałem całą wieczność, nieco, teraz nic z ciebie
Zabierz mnie do nocy, podczas której się poznaliśmy.
Nie wiem, co powinienem zrobić, nawiedzany przez twojego ducha.
Zabierz mnie do nocy, podczas której się poznaliśmy.

1 komentarz:

  1. Nie lubię się wpieprzać w takie rozmowy (bo dla mnie listy to zawsze jednak dialog, nawet jak nie ma odpowiedzi, przynajmniej nie tej dosłownej), ale jak już mnie wywołałaś do tablicy to coś powiem :) Ale pozwolisz, że może bardziej do niego niż do Ciebie, ok? I niekoniecznie tutaj. Bo, mimo wszystko, przy tym poście poleciało najwięcej łez. Dziwne, co?

    OdpowiedzUsuń

O błękicie w miłości, na który nikt nas nie przygotował.

 Wszyscy chcemy kochać.  Gdy czujemy się samotni, dniami wypatrujemy na ulicach tych osób, którym moglibyśmy oddać cząstkę siebie. Poczuć bl...