Spadająca gwiazda updła z twojego serca i wylądowała na moich oczach. Przeraźliwie krzyknęłam, kiedy przedzierała się przez nie i pozostawiła mnie oślepioną.
Kocham was.
Leżę, zwinięta w kłębek. Nie mam czasem siły. Czasem myślę, czy wszystkiego nie rzucić. Czy nie odejść, bo nie mam już siły. Próbuję się podnieść, jak po złym śnie, otwieram oczy i widzę tylko ciemność. Nadal tkwię w mroku.
To nie jest łatwe. To nie jest słodkie, wręcz przeciwnie. Ta gorzkość boli. A ten ból oślepia.
Każde twoje cięcie, które później opatrujesz, odkażasz, dbasz o nie lepiej niż o to, żeby nie paść z głodu czy pragnienia. Każde cięcie, które lizałabym jak pies, wiernie i dzielnie, leżąc z łebem na twoich nogach, bylebym mogła ci ulżyć, bylebym mogła sprawić, że poczujesz się lepiej. Bylebym mogła sprawić, że zatrzymsz ruch, a może i nawet go nie rozpoczniesz.
Każda twoja łza, dzień w dzień spływająca po policzku i bezsenna noc, którą z tobą nie dzielę w snach, a w lękach. Kiedy myślę, co robisz. Czy nadal oddychasz, czy żyjesz,oddalona nie o setki, a o tysiące kilometrów. Wszystkie twoje złe wspomnienia, które chciałabym wymazać jak magicznym ołówkiem, o którym marzę, choć wiem, że nie istnieje. Każdy chaos myśli i najwyższa rozpacz w histerycznym śmiechu.
Tak, to wszystko mnie boli. To wszystko oślepia mnie cierpieniem.
Każda twoja burzowa chmura nad głową, kiedy mówisz, że nic się nie dzieje, to przejdzie. I to zatrzymane spojrzenie, moment zastanowienia, którego się boję. Wspomnienie całej zimy. Gdybym tylko mogła cofnąć czas.Cofam się do momoentu początku, w którym już przecież mogłeś mi powiedzieć, że cierpisz. Że krwawisz, choć nie muszę zmywać krwi z podłogi. Do momentu, w którym mogłeś mi powiedzieć, że masz w sobie pustkę. Już wtedy mogłam w nią zajrzeć. Nie odeszłabym. Każde twoje zdanie, w którym dziwisz się, że nadal jestem z tobą. Bo jak możesz wątpić. Jestem. Byłam i będę. W każdym przeszyłym i przyszłym czasie, a przede wszystkim tu i teraz.
Każde drgnienie barometru, w którym doszukuję się twojej śmierci. Za długiego patrzenai w otchłań, w której zbyt długo byłeś sam. Każdy wyrzut sumienia za to, że nie zrobiłam wszystkiego jak powinnam. Zdradzone zaufanie, twoje łzy. Długie rozmowy w mroku, bo przecież, nie można o tym mówić, gdy patrzy się sobie w oczy. Każdy moment zawachania. Blikość, w której dzieląca nas skóra zdaje się dalsza niż lata świetlne, kiedy siedziesz zamknięty w swojej głowie.
Tak, to wszystko mnie boli. To oślepia mnie cierpieniem.
Każde twoje milczenie. Ten moment, w którym miałam wrażenie, że rozpadasz się na kawałki, w którym chciałam cię przytulić, pozbierać, mimo iż wiedziałam, że to nie miałoby żadnego znaczenia, bo jestem dla ciebie nikim. Każdy moment, w którym mnie od siebie odsuwasz, bo nie jesteśmy dla siebie nikim więcej właśnie, jak zwykłymi znajomymi. Cień przesuwający mi się przed oczami i twoja nieuchwytność, której sama nadałam za duże znaczenie. Każdy moment, w którym wyobrażam sobie za dużo, a potem wątpię, tylko i wyłącznie z własnej winy. Chwile, w których wątpię w siebie jako człowieka. Twój smutek i twoje zmęczenie, twoja wrażliwość, w której rozsmakowuję się nadmiernie. Całkiem inny rodzj mroku, który nie jest doskonale czarny, jak u Niego, tylko ma odcień głębokiego granatu. Klika kilometrów, które nas dzieli, a które tak często wydają się nie do przebycia.
Tak, to wszystko mnie boli. To oślepia mnie cierpieniem.
Każde tupanie nogą i obrażone gesty. Zagubienie małego chłopca, pomimo wcześniejszej nadziei, że oto wreszcie dojrzałeś . Każde rozdrażnienie i ciche potakiwanie. Znoszenie twojego milczenia i wracania, kiedy ochłoniesz, nie zastanwiając się, czy ja też wyciszyłam już wzburzone morze emocji. Każdy twój ból wspomnień, bóle fantomowe, które poruszają tobą w ciemności. Każde twoje zamknięcie w szafie i strach, że znów wrócisz do niej na dłużej. Euforia, która zmienia się we wstręt. Lęk, że oto już, zaraz, runie wieża doskonałości którą układasz z klocków swojego życia. Kolejne tysiące kilometrów, których nigdy nie przebędziemy. Niewiara, że kiedykolwiek jeszcze będę miała okazję cię dotknąć, złapać twoją rękę pod ciepłą wodą, niby przypadkiem, tak jak dotknąć twoich czarnych włosów tak, że wstrzymywałeś oddech.
Tak, to wszystko mnie boli. To oślepia mnie cierpieniem.
Gwiazdy,
księżyc, one wszystkie zgasły.
Zostawiłeś
mnie w ciemności.
Ni
świtu, ni dnia, zawsze jestem w tym półmroku
W
cieniu twojego serca.
W szarości, półmroku .najtrudniej dostrzec jakąkolwiek barwę. Zwijam się w kłębek, jak lis w zimowej norze. Brakuje mi białych, polarnych braci, choć przecież tu powinno być ich tak wiele. W dniach bez końca. W nocy bez świtu. W polarnym zimnie.
Marznę. Otulam się szczelniej kołdrą, nie mogąc dosięgnąć żadnego ciepłego ciała. Nie ma tego na wyciągnięcie ręki. Nie ma tych odległych. Jestem sama. Jestem zgubiona. Jestem ślepa.
Szukm po omacku, nasłuchuję, wyostrzam wszystkie zmysły. Chciwie rozszerzam nozdrza i węszę życie. Łapczywie dotykam tego, co dookoł. Jestem sama. Zamieram. Jestem sama w swoim bólu, który wsączył się przez złączone serca. Przez ich ułudę. Przecież zawsze jesteśmy sami. Tylko i wyłącznie zdani na siebie.
Samotni.
Żyje się samemu.
Odczuwa się samemu.
Samemu się też umiera.
I w ciemności potrafię usłyszeć bicie twojego serca
Staram się odnaleźć ten dźwięk
Jednak wtedy się zatrzymał, a ja zostałam w ciemnościach
Tak więc, ciemnością się stałam.
Kocham was.
Jestem sama, ale czy samotna ze swoją miłości? Nasłuchuję. Węszę. Dyszę, bo tak, nadal oddycham, choć ciężko. Jakby ciężkie wojskowe buty uderzały w moje żebra. Znamy smak ich kruchości, który sączy się krwią przez zaciśnięte usta. Nieraz nas bito, nieraz nas poniżano. Nieraz nas łamao w przeszłości. Odchodzono od nas, z trzśnięciem drzwimi. Brukano nas, lżono, karmiono kłamstwami. To nic.
Jestem tu i teraz. Zmęczona. Obolała. Oślepiona. Ale nadal jestem. Z całą tą swoją miłością, z którą nie mam co począć. Jest jej za dużo. W tej ciemności aż mnie rozpiera. W mojej samotności poprzednich przeżyć i nadmiru blizn, nie tylko na kościach. Ale i na duszy. Miłość mnie rozpiera, ta, która wcale nie zależy ode mnie. Tylko po prostu się zdarza, czasem, niezaplanowanie.
Kocham was. Chcę was utulić. Chcę poczuć bicie waszego serca. Chcę ból przemienić w obecność i czułość. Nie znam innej drogi. Ale nie chcę szukać innych. Właśnie tę chcę wybrać.
Zabrałam z naszych oczy gwizdy i zrobiłam mapę
Wiedziałam, że mogę odnaleźć drogę powrotną
Wtedy usłyszałam bicie twojego serca
Tez byłeś w ciemnościach
Tak więc, zostałam w ciemności z tobą.
Może chcę widzieć za dużo. Może chcę nadmiernie odczuwać. To ze mną jest coś nie tak. Zdecydowanie, coś ze mną nie tak.
Chcę żyć. Chcę odczuwać. Chcę kochać.
Nie chcę was stracić. I łudzę się, że odnajdę nie tylko drogę. Nadal łudzę się, że razem znajdziemy światło. Jak mogę być tak naiwna? Głupia? Ślepa?
Jak dziecko błądzące we mgle. Dziecko zostawione w ciemności.
Jak dziecięca naiwność i czułość.
Chwyć mnie za rękę. Wtul się między moje piersi i usłysz bicie mojego serca. Pozwól sobie na płacz. Ja też zapłaczę, nie tylko ukryta pod prysznicem lub w deszczu. I to nie szkodzi. Może to ten moment.
Kocham was.
Może pewnego dnia zobaczymy świt. Poczekam na to z wami. Nawet, jeśli czekanie jest życiem.
Czytam Cię od dawna i wiesz, trochę Ci zazdroszczę. Bo żyjesz pięknie. Kolorowo, intensywnie, prawdziwie.
OdpowiedzUsuńJa od kilku lat znajduję się w takim "ciepłym i miłym" zawieszeniu... ale co za duzo to nie zdrowo, mam juz go dość
Zawieszenia? Nie obiecuję, że zostanę ale...dziękuję za bardzo miłe słowa.
Usuńnawet nie wiesz jak uwielbiam Ciebie czytać i raz, potem drugi i trzeci...
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Dziękuję.
UsuńFrida, te słowa mnie tak bolą. Dotknęły mnie bardzo, może dlatego, że wczoraj znowu rozmawiałam z osobą, której pomóc nie umiem, choć rozumiem jej problem (czy przestanę kiedyś przyciągać osoby z zaburzeniami odżywiania? Gdy się blogowo poznawałyśmy nie miałam pojęcia, że ten problem ją dotyka...). Jestem bezsilna. Jestem zagubiona, bezradna przy cudzym bólu. Mam wrażenie, że całkiem podobny stan emocjonalny do Twojego i dlatego tak mnie ten post dotknął.
OdpowiedzUsuńTęsknię za naszymi mailami, choć oczywiście rozumiem, że nie chcesz teraz pisać, że jest Ci trudno. Trzymam bardzo mocno kciuki za Ciebie i Twoich najbliższych, aby jakoś udało się Wam załagodzić ten sztorm i odnaleźć światło.
Przytulam bardzo mocno.
Po prostu...mamy tu pewne współodczuwnie, można rzec. Jesteśmy w takim samym bagnie, ale podobnież, jak sądzę, po prostu kochamy. I to jest silniejsze. Bo może to jest najważniejsze.
UsuńI...aż mi głupio, że przerwałam naszą konwersację ale właśnie...nie mogłam się skupić, bo za dużo zaczęło się dziać, jakkolwiek to głupio nie brzmi. Jakkolwiek to nie jest po prostu wymówką. I...jakoś, jak zawsze, ta łodka przecież podryfuje:)
Współodczuwanie to dobre słowo. Czasem ma się wrażenie, że emocje drugiego człowieka są twoimi własnymi...
UsuńRozumiem doskonale. To nie jest wyrzut, raczej jakieś... drobne przypomnienie? Poczekam cierpliwie. Są sprawy ważne i ważniejsze.
W ogóle, ja bardzo lubię to słowo. I...owszem. Ale jednak, rozumiemy je nadal przez swój pryzmat.
UsuńWiem o co chodzi. Po prostu...ma,m dużo życiowych wywrotek jak widać. Ale...jeśli pozwolisz, to w swoim czasie wrócę, jakkolwiek to głupio nie brzmi.
przeczytałam i nie ukrywam że się ucieszyłam bo wróciła nasza Frida. mam nadzieję że na dobre.
OdpowiedzUsuńSama nie wiem, na ile "wróciłam". Czas pokaże:)Ale miło mi to czytać:)
Usuń