poniedziałek, 26 sierpnia 2019

O człowieku-cieniu, czyli to, czego nie powiem zbyt głośno.


Tak naprawdę, co mam ci powiedzieć?Kim jestem dla ciebie, a kim ty jesteś dla mnie?
Na pierwsze pytanie nie znam odpowiedzi.
Ty natomiast jesteś dla mnie kimś ważnym. To chyba najlepsze określenie, jakie mogę wymyślić. Nic mądrzejszego nie przychodzi mi do głowy.
Nie wiem, czy mam określać cię mianem znajomego. Kumpla. Bo gdzieś w środku, w sobie, wiem że to nie tak. Bo dla zwykłego znajomego nie byłabym w stanie rzucić wszystkiego nad ranem, gdy jeszcze ciemno i jechać, żeby pomóc. Porozmawiać, jeśli byś tego potrzebował. Żadna z tych rzeczy nie miała oczywiście miejsca. Ale wiem głęboko, że tak, właśnie tak bym zrobiła.
Jesteś cieniem, który za mną chodzi.

Człowiek cień. Tak długo nie mogłam zapamiętać twojej twarzy, która uciekała mi w snach. Człowiek, którego nikt nie mógł zapamiętać. Wiesz, swojego czasu czułam się jak wariatka, kiedy pełna entuzjazmu opowiadałam komuś o tobie, a każdy mówił "On? Nie kojarzę absolutnie. Nie wiem, kto to". Gdy mówiłam twoje imię ludziom, z którymi pracowałeś w tym samym miejscu już długi czas. Ludziom, którzy powinni kojarzyć twoją twarz. Wtedy pomyślałam, że naprawdę zwariowałam, wymyśliłam cię sobie. Zwłaszcza, gdy mój Mąż zaczął tak żartować. Możliwe, że go wymyśliłam, mówiłam sobie cicho. Bo kogoś takiego mogłabym wymyślić.
Ale nie byłeś moją wyobraźnią. Ta nie mogłaby być tak dobra. Istniałeś naprawdę, nie tylko w moich snach, w których niknąłeś, rozpadałeś się na kawałki, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Namacalny, obecny. W końcu poznał cię mój Mąż. Poznała cię moja przyjaciółka, która napisała nawet wiersz o człowieku- cieniu. Może bardziej nawet dla mnie, niż dla ciebie. Poznali cię najważniejsi ludzie mojego życia, a ty przylgnąłeś do mojej świadomości jak cień, przyszyty do stóp Piotrusia Pana.

Tak, przy tobie czasem czuję się zresztą jak Piotruś Pan. Jak wiecznie niedojrzałe dziecko. Ale dobrze mi z tym uczuciem. Z tym, że ostatecznie sprawiam nieraz, że się uśmiechasz, bo tak, łudzę się, że to moja zasługa. Dobrze mi z tym, że mam wrażenie, że czujesz się przy mnie swobodnie, choć zdaję sobie sprawę, jak ci nieraz z tym trudno. Czasem mam wrażenie, że mnie jednak lubisz. Bo po co inaczej zapraszałbyś nas na kawę, na piwo. Po co dzwoniłbyś, zaskakując. Po co mimo wszystko pisałbyś te wiadomości, mimo że nieraz nie mamy kontaktu. Przedtem tygodniami, teraz dniami, zazwyczaj.
Lubię te wrażenia. Ale czasem boję się w nie uwierzyć.
Boję się do ciebie przywiązać, boję się, że rozpłyniesz się w moim życiu jak cień właśnie w zbyt jaskrawym świetle flary. Stopisz się jak lód i spłyniesz po policzku w formie łzy.
Niestety, ten głos w środku mnie ma absolutną rację- już za późno. Jesteś grząskim gruntem, po którym nie wiem, jak stąpać, ale jest za późno. Przywiązałam się do ciebie. I mam to bolesne, niepewne wrażenie niewzajemności.
Nawet jeśli rozpłyniesz się w powietrzu, myślę, że jesteś jedną z najlepszych rzeczy, jaka zdarzyła mi się w ciągu minionego roku. Jesteś moją ulubioną osobą, którą poznałam na tej Wyspie.

Mimo że nie spędziliśmy za dużo czasu razem. Nie wiem o tobie za dużo, to tylko te przebłyski szczerości, fragmenty nici, z których splatam sieć życia. Niesamowicie cennego życia, mimo, że wiem, że masz nieraz całkiem inne zdanie.

Kiedy wyjeżdżałeś, nie wiedziałam, że wrócisz po dwóch miesiącach. Nie wiedziałam, że utrzymamy kontakt. Byłam święcie przekonana, że odejdziesz na dobre. Znikniesz z mojego życia. Żałowałam. Byłam zła na siebie, na los, jak nigdy dotąd. Żałowałam tego, że udało nam się tylko dwa razy spić. Spotkać poza pracą, w której nie mieliśmy okazji porozmawiać, bo rzadko na siebie trafialiśmy, pracując na przeciwnych zmianach. Było mi żal- nie tego, co się zdarzyło, bo właśnie nie zdarzyło się nic. Wściekałam się na niewykorzystany czas. Bo jesteś osobą, z którą chciałabym rozmawiać do białego rana. Której kawy mogłabym próbować, każdej po kolei zaparzanej, lepiej lub gorzej, każdej, mimo że jako perfekcjonista, z tej każdej byłbyś pewnie niezadowolony. Było mi cholernie przykro, bo miałam wrażenie tego całego niewykorzystanego potencjału. Nie chciałam cię stracić. Bo rzadko kiedy zdarzają się osoby, których obecności aż tak chcę. Może zdawać ci się inaczej, bo przecież "wszędzie mi pełno" i z "każdym się dogadam". Ale wtedy, przy tych paru spotkaniach czułam się przejrzana na wylot. Wtedy, kiedy powiedziałeś mi, że nie mam powodu, żeby się stresować, więc nie muszę tyle mówić, dosłownie zmiękły mi nogi. W całym moim 29 letnim życiu nie usłyszałam takich słów. Tak, mówię, bo się boję. Bo czuję się niekomfortowo. Skąd wiedziałeś?

Więc, kiedy wyjeżdżałeś, było mi cholernie przykro. Oto znika ktoś, w kogo chciałabym zajrzeć, kto być może, spojrzałby we mnie-chwila, moment, niewykorzystana szansa. Siedziałam z tobą w barze, ty piłeś piwo, czekałeś na swój samolot. Ja urwałam się z kuchni, w której pracuję do teraz, choć, pewnie już nie za długo. Po raz pierwszy nie martwiłam się, czy ktoś będzie miał mi za złe nieobecność. Czy ktoś nie ma przeze mnie za dużo pracy. Ty byłeś ważniejszy.
Odprowadziłam cię wtedy tak daleko, jak mogłam. Pożegnałam się. Wróciłam do kuchni, usiadałam i płakałam, pokrętnie tłumacząc innym ludziom, że to nic, że emocje, że cię lubię. I mi trochę żal, ale jestem przecież taka ekspresyjna.
Oni nie wiedzą, że ja nie płaczę. Jak ciężko zmusić mnie do łez, zwłaszcza, jeśli ktoś mnie widzi. A przede wszystkim wtedy. Poleciałeś, a ja płakałam. Jesteś jedyną osobą, przy której pożegnaniu roniłam łzy jak dziecko. Nie wiedziałam wtedy, że wrócisz.

Tak jak nie spodziewałam się, że poznasz Redcar. Przyjedziesz do mojego miasta, wtedy, kiedy akurat odwiedzamy Polskę. W tym zabieganiu, spotykaniu ze starymi znajomymi znaleźliśmy dla ciebie cały dzień. My, bo mój Mąż, pomimo nastroju, w jaki go wprowadzasz, bardzo cię lubi. Z
Znaleźliśmy dla ciebie cały dzień, bo wiedziałam, jak bardzo nie lubisz poznawać nowych ludzi, Tłumów, bo przecież, my mamy tłumy znajomych. I wtedy, nad rzeką, przekonałam się, jak bardzo cię przerażają. Miałam wtedy ochotę cię przytulić, gdy widziałam tę panikę, dosłownie, panikę, gdy przypadkiem nad tą samą rzeką byli ludzie, których znaliśmy.
Tak samo miałam ochotę przytulić cię wtedy w kuchni, kiedy po raz pierwszy zacząłeś odsłaniać te strzępki informacji o sobie. O tym, jak się czujesz. Tak piękny człowiek, pomyślałam. Tak piękny człowiek i tak zmęczony. Ale w środku nadal mający tę iskrę. Dzielność. Bo tak, takim cię widzę.

Nie dziwię się wcale, że Redcar była zazdrosna. Mimo, że nigdy nie odczuwam zazdrości, być może tez bym była. O taką wręcz... fascynację. O zachłyśnięcie się drugim człowiekiem. Bo jesteś dla mnie ważny. Mimo tego, iż nie wiem, kim ja jestem dla ciebie. Ale niczego nie oczekuję. Niczego nie żądam. Chciałabym twojej obecności w moim życiu, ale to właśnie życie nauczyło mnie, że to nie zawsze jest oczywiste. Nie jest tak proste.
Ale wróciłeś. I jesteś. Jesteś. Jesteś.
Czasem ze mną rozmawiasz. A ja to doceniam. Twój cień padający na mnie i twoją obecność w moich snach.

Wiesz, tak naprawdę nieraz denerwuję się na siebie. Nie na ciebie. Skąd. Na siebie. Widzisz, dawno nie spotkałam już tak ładnego człowieka. Mądrego. Wrażliwego. Odległego, a jakby bliskiego. Jestem zła na siebie, że łaknę twojej obecności. Czasem aż mi z tym wstyd, bo wątpię, że ktokolwiek mógłby tak myśleć o mnie. Czuję się nieważna. Nie z twojej winy. Ze swojej, bo wątpię w siebie, coraz bardziej i coraz bardziej. Nie czuję się interesująca, dobra, odpowiednia. I nie chodzi tu tylko o ciebie, nie myśl sobie. Nie czuję się taka wśród wszystkich ludzi. Ale przez to, że tak bardzo cię lubię, to czasem się krystalizuje. Moja nieważność maluje się na szybach, jak wzory malowane oddechem mrozu.

Ale jesteś. I być może, jeszcze kiedyś, będę miała z tobą okazję porozmawiać do białego rana. Popatrzeć, jak się śmiejesz, bo uwielbiam, jak się śmiejesz, nawet z najgłupszych, niskich żartów. Uwielbiam twoje pcozucie humoru, tak w ogóle. Chciałabym z tobą pomilczeć. Bo kiedy mieszkałeś u nas przez ten króciutki moment, nauczyłam się też z tobą nic nie mówić, a jakoś po prostu być. To dobre uczucie, nie musieć nic mówić. Przez nie odkryłam, że w jakiś pokrętny sposób, może melancholią, a może bóg wie czym jeszcze, sprowadzasz na mnie spokój. Mimo moich wątpliwości i tych wszystkich emocji.
Lubię ten spokój.
Lubię ciebie.
Tak, nie wiem, kim dla mnie jesteś, ale jesteś ważny. Jesteś pięknym człowiekiem. I może dlatego nieraz, po spotkaniach z innymi ludźmi chciałabym, pijana, porozmawiać z tobą. Zadzwonić, napisać. Ale jeszcze nie mówię, że tego potrzebuję.
Kłamię, że tak jest dobrze.
Bo przecież jest.

Nie wymagam przecież niczego. Tylko czasem bądź. Żyj swoim życiem, buduj je, tak, żebyś w końcu był szczęśliwy. Jesteś kimś, kto na to zasługuje, nawet jeśli nieraz tak bardzo krwawisz. Zawsze możesz się tym ze mną podzielić. A nawet jeśli nie chcesz, po prostu nieraz bądź. Z dużo ludzi już straciłam w życiu. Nie uciekaj. Nie łam mi serca. 




Nie wiesz, że nie jestem dobra dla ciebie?
Nauczyłam się przegrywać, ale ty nie możesz sobie na to pozwolić
Rozdarłam swoją bluzkę, żeby zatamować twoje krwawienie
Ale nic nigdy nie powstrzyma cię przed odejściem


8 komentarzy:

  1. Teraz wyjdzie, że odzywam się tylko jak wywołujesz mnie do tablicy, ale... xD

    Jedno określenie na tego człowieka to w sumie mało (dlatego prawie użyłam jego imienia xD #przypał) i no, ucieka cholernie, ale jednocześnie gdzieś tkwi. Jak już się go pozna. I JUŻ NIE JESTEM ZAZDROSNA xD Ale cieszę się, że zrozumiałaś xD

    W każdym razie, ja właśnie zrozumiałam Twój problem z jakimś określeniem tej relacji. Bo niby nie trzeba w ogóle tego robić. Niby. Ale tym bardziej jak klika to się chce to jakoś określić, chociażby dla siebie, w swojej głowie. No ale się nie da. Nie wszystkie kliki da się... zaszufladkować, co?
    W KOŃCU WIEM CO CZUJESZ :D

    Wniosek z tego taki, że kliki uczą i pozwalają zrozumieć inny punkt widzenia. Dziękuję za uwagę. Polecam się na przyszłość. Do zobaczenia w niedalekiej przyszłości, jednak pewności nadal nie ma. Kończę spam, pa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okay, czyli zaczynamy wymieniać komcie na blogsku, how sweet XD
      Też jest więcej xD Cieszę się, że ci przeszło. To było trudne XD
      PRZECIEŻ CI MÓWILAM XD Ale wiemy, że czasem zebranie wszystkiego w kupę robi swoje. Inny środek wyrazu, tak zwany, bo ja nie umiem tak wiesz...No wiesz no.
      Pewnie że się nie da i tego nie oczekuję. Ale muszę się osowić, jak to ja. Tylko wbrew pozorom wszystkiego tego typu rzeczy przychodzą mi łatwo. Czekej, to jak wiesz, to psychoanaliza? Wolę na messengerze XD
      Ta, nara XD

      Usuń
    2. Nie musimy jak nie chcesz, pfff.
      Może wiem dlatego, że też mam KLIK swój?

      Usuń
    3. Przecież tego nie mówię, że nie chcesz. Nadmir snucia domysłów XD
      A, w tym sensie XD

      Usuń
    4. Kto snuje domysły, ten snuje...
      Tak, w tym xD

      Usuń
  2. Piszesz o tym człowieku fascynująco i sama jestem teraz ciekawa kim jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim człowiekiem cieniem, kimś, kto staje się powoli chyba dobrym kumplem:)

      Usuń
  3. Wielkie podziękowania dla tego wspaniałego człowieka o imieniu Dr. Agbazara, wielki rzucający, który przywraca radość z pomocy w przywróceniu mojego kochanka, który oderwał się ode mnie cztery miesiące temu, ale teraz, z pomocą dr. Agbazara, wielka miłość, rzuca zaklęcia. Dzięki mu. Możesz również poprosić go o pomoc, gdy będziesz go potrzebować w trudnych czasach: ( agbazara@gmail.com ) lub WhatsApp ( +2348104102662 )

    OdpowiedzUsuń

O błękicie w miłości, na który nikt nas nie przygotował.

 Wszyscy chcemy kochać.  Gdy czujemy się samotni, dniami wypatrujemy na ulicach tych osób, którym moglibyśmy oddać cząstkę siebie. Poczuć bl...