czwartek, 7 kwietnia 2016

O pieśni prostoty, którą śpiewa moje serce.

Wstać jeszcze przed świtem.
Powitać słońce. Usłyszeć słowika. Wyruszyć tak po prostu przed siebie, czując zapach rosy. Rosy, która obiecuje przygodę. Zbierać wilgotne jeszcze zioła.
Usiąść na ciepłym, rozgrzanym już leniwie słońcu i zmrużyć oczy.
Oto prawdziwe szczęście.
Pieść pochwalna na temat prostoty życia.

Moje życie jest taką pieśnią. A przynajmniej- chciałabym taką pieśń śpiewać, nieść przez świat. Bo to melodia mojego serca. Bo to słowa i dźwięki mojej duszy.
Prostota, klucz do mojego szczęścia.

***

-Taka mądra dziewczyna, a tak się tu marnuje, w tej pracy!- słyszę po raz kolejny w swojej pracy.
-Kiedy przestaniecie? Ile razy mam wyjaśniać?
-No ale mogłaś iść na medycynę, mieć prestiż, zarabiać większe pieniądze...
-Ale powiedzcie, po co mi to?

Powiedzcie, po co mi to?
Zrozumiałam to już dawno temu. Nigdy nie będę sławna, nigdy nie będę podziwiana przez ludzi dookoła. Nie będą widywać mnie wśród znaczących i wpływowych, szepcząc za plecami „oto ona”. Sama nie będę znacząca i wpływowa.
Nie mam takich ambicji. Nigdy nie miałam.

Należę do prostych ludzi. I takim człowiekiem chcę pozostać.
Nigdy nikim wyjątkowym, choć wiem, jak wyjątkowe jest moje serce i umysł, jak zresztą te, które należą po kolei do każdego z nas. Bo wszyscy przecież jesteśmy wyjątkowi. Wszyscy jesteśmy kimś. Wszyscy możemy być też szczęśliwi, każdy na swój sposób.
Niektórzy potrzebują do tego wybijania się z tłumu. Inni masy pieniędzy. Jeszcze inni prestiżu, uznania, posiadania wpływów na cudze duszy i władzy.
Ja potrzebuję swojego spokoju i prostego piękna. Nic więcej mi nie trzeba.

Nie spoczywam na laurach. Nie odpuszczam. Stale chcę się rozwijać- ale nie dla poklasku, nie dla oczu zwróconych w moją stronę.
Chcę się uczyć, żeby wiedzieć. Nie dlatego, żeby podziwiano moją wiedzę. Chcę rozumieć jak najwięcej w życiu, swoim i czasem po to, by pomóc innym. Nie zależy mi na dyplomach, na spojrzeniach zwracanych w moją stronę z podziwem, lekką trwogą, bo mam „taki pojemny umysł”.
Chcę spotykać jak najwięcej ludzi, nie dlatego, by mieć kontakty, które mi coś załatwią, ale dlatego, że kocham ludzi. Dzięki ich spojrzeniom zmieniam i swoje spojrzenie na świat. Dzięki ich myślom poszerzam swoje.
Chcę odczuwać, poznawać dotykać. Ale nie dlatego, że to cenne w naszym świecie. Ale dlatego, że to ważne dla mnie.

Skończyłam jedne studia, zostałam magistrem. Na początku poszłam na studia, bo szli wszyscy. Nie byłam w tym odmienna, choć zawsze miałam wielki głód wiedzy. I zaspokoiłam go w pewnych dziedzinach. Nauczyłam się tak wiele z fizyki kwantowej i zrozumiałam trochę podstaw funkcjonowania świata. Nauczyłam się tak wiele o ludzkim ciele.
Teraz zdaję sobie sprawę, że zdobywanie wiedzy było cholernie przyjemne. I studiowałam chyba głównie po to, bo nie wiem, czy wrócę na tą ścieżkę. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę pracować w „swoim zawodzie”, skoro pracuję inaczej i kocham to, co robię.
Nie zarabiam tak wiele, jakbym mogła.
Niektórzy twierdzą że to, co robię, jest obrzydliwe. W mojej pracy są kobiety, które nie przyznają się swoim mężom do tego, co robią, bo boją się, że ci poczują do nich obrzydzenie i wstręt.
Mało kto powie z dumą „jestem opiekunem medycznym”, powiedziane „jestem elektroradiologiem” w społeczeństwie słyszy się inaczej. Prestiż, duma.
Ale ja tego nie potrzebuję. Kocham to co robię, znalazłam swoje miejsce, jest mi tam obecnie dobrze. I kocham prostotę tej pracy. Kocham delikatne gesty i ciężkość fizyczną podnoszonych ciał. Kocham się męczyć, czuć po pracy każdy mięsień. Czuć, że coś zrobiłam i wiedzieć, że zrobiłam to dobrze.
Dobrze, bo z prostą miłością.
Nie potrzebuję poklasku, prestiżu. Chcę naprężonych mięśni i obolałego kręgosłupa, poczucia, że się żyje, że się działa. Tyle wystarcza. Nie potrzebuję strojenia się do pracy, makijaży, podziwu i trwogi w oczach, jak wobec pań za biurkiem. Wolę swój prosty, biało-niebieski uniform i pot lecący po twarzy.

Nigdy nie zobaczę podziwu w oczach, nigdy nikt mi nie powie, że daleko zaszłam, bo w końcu podcieram stare dupy. Ale zobaczę w oczach dziwną czułość i miłość tych, którymi się opiekuję. Proste uczucia.

Nigdy nie zostanę nikim wielkim, sławnym, podziwianym. Ileż to razy powiedzą mi, że się marnuję w tej pracy. A ile razy usłyszę, że nie mam ambicji, że mogłam z moim umysłem, tak lotnym i prawnym, zostać kimś wielkim?
To nie ma znaczenia. Tu i teraz jest mi dobrze, tu jestem szczęśliwa.
Tu zaznałam kolejnych prostych prawd w życiu. Tyle w tym momencie wystarczy.

***

Przypominam sobie smak naleśników z akacji i dotyk ciepłego, silnego ciała konia. Przypominam sobie kwitnące nenufary i grążele, jeziora zalane blaskiem słońca.
Przypominam sobie górskie wędrówki i zmęczenie nóg, obolałe od ciężkiego przecież plecaka plecy.
Przypominam sobie, że w głowie mam jedną naukę, iść przed siebie. Najprostszy instynkt, który dostałam po przodkach. Najprostsza nauka, która zajęła mi tyle czasu.

Bo tak naprawdę najwięcej nauczyłam się od tych najprostszych. Od roślin które rozsadzają korzeniami stawiane przez ludzi mury, od tych, które kiełkują pomimo mrozów. Od przyrody rodzącej się po zimie, od ptaków wciąż na nowo wijących gniazda.
Od dziecka obserwowałam naturę, aż stałam się nią.

Dowiedziałam się w swoim życiu tak wiele z książek, tak wiele nauczyłam się w szkołach. O ludziach, społeczeństwie, fizyce. Ale wszystko wracało zawsze do jednego punktu.
Wszystko, co w nas, nasze emocje, górolotne myśli o porządku świata i społeczeństwa zawsze wracały do natury. Do życia mrówki w mrowisku, do czułości wilka w stadzie, do siły rośliny kiełkującej spod ziemi.
Wszystkie skomplikowane wiersze, słowa i myśli zawsze, niepowtarzalnie wracają tam, skąd pochodzimy, tam, skąd ja pochodzę.
Wracają do natury, od której tak wiele się nauczyłam.
Wracają do tej, która uczy pieśni prostoty.

***

Nie wszyscy potrafią zrozumieć moje marzenia. Ci, którzy kochają piękne przedmioty, upinają modnie włosy, kochają drogie, luksusowe zapachy zamknięte w szklanych flakonikach. Ci, którzy wiele takich rzeczy uważają za prawdziwie piękne. Dla mnie to skorupy bez duszy.
Nie rozumieją, że chcę, żeby włosy były krótkie, praktyczne, tak, abo można je było szybko umyć w lodowatej wodzie strumienia. Nie rozumieją, że od zapachu większości perfum mnie mdli, robi mi się niedobrze. Nie wiedzą, naprawdę nie wiedzą dlaczego z zachwytem mówię o zapachu obory, a nie tylko siana. O zapachu mokrego psa, krwi czy świeżo spulchnionej przez dżdżownice ziemi.

Patrzą na piękne bibeloty, toaletki i niepraktyczne lusterka, na swoje pomalowane twarze, które udają i wpadają w zachwyt. Patrzą na coś, co dla mnie jest skorupą.
Dla mnie głaz ma duszę, duszę ma też drzewo, duszę ma zwierzę. Duszę ma też człowiek, ale tak często ją zgubił.
Nie chcę zatracić własnej duszy, dlatego mam pewne marzenie, mam pragnienie, mam cel. Cel, który mówi właśnie o prostym życiu.

Chcę wyjechać tam, gdzie diabły mówią dobranoc. Wyjść wreszcie z miasta, które tak bardzo męczy, tak pachnie spaliną, nawet, gdy zapach miesza się z zapachem porannej rosy leżącej na trawach w pobliskich parku.
Chcę wyjechać, zbudować nasz dom, dla mnie i dla tego, który kocha to samo co ja. Tego, który ceni prostotę życia. Żyć wśród drzew, z dala od ludzi, a jednak bliżej nich, bliżej niż w mieście, gdzie mijamy się anonimowo bez słowa w mrowiskach, których, w przeciwieństwie do mrówek, celu nie rozumiemy.
Znów mieszkać wśród drzew i już nie jezior, a gór. Mamy już upatrzone miejsce, mamy upatrzoną ziemię. Może na nas poczeka. I znów będę zbierać zioła. Hodować kozy, które przecież tak kocham, do których uporu mam taką słabość. Znów, być może, jak przed laty, jak mała dziewczynka, będę zbierać ptaki, które były skazane na śmierć. Te, które wypadły z gniazd i zielone dzięcioły ze złamanym skrzydłem. Znów je leczyć, by potem patrzeć, jak mogą latać.
Może oswoję małego kruka.
Może znów zamieszkają u mnie lisy.
Może znów będę tak blisko jeleni i wilków.
Póki co mieszkają w moim sercu i śpiewają pieść o prostocie życia. Śpiewają o marzeniu, które spełnię.

***

Marzę o domu, który będzie otwarty. W którym będą mieszkać psy, koty i kozy, ale będą mieszkać też ludzie. I każdy, kogo kocham, będzie mógł przyjechać i spojrzeć na prostotę życia. Spojrzeć na to, jak pracują moje ręce i poczuć, jak ogrzewa moje serce. Tak jak teraz każdy może przyjść do mojego mieszkania, mimo że nie czuć w nim zapachu koziego mleka i zielonej trawy.
To też prostota życia. Dzielić się nim w najprostszy sposób. Najprostszym, najczulszym gestem.
Dać lekarstwa, które leczą naprawdę, zebrać zioła. I dotknąć policzka, po którym spływa łza. Tak leczy się duszę.
Nakarmić każdego, kto się zjawi, bo z tego domu nikt nie może wyjść głodny.
Najprostsze rzeczy, bez słów. Śmiech, dobre jedzenie, trochę karmy dla duszy- trochę muzyki, wymienianych książek. I ciepło sierści kota. Czy trzeba więcej?
Prostota życia to też umiejętność dzielenia się nim i kochania. Tak jak w naturze, w tej, która wręcz zbudowana jest z miłości, której nie rozumiemy, bo za daleko odeszliśmy od ziemi, bo nie stąpamy już po niej boso.
Prostota życia to miłość zawarta w szklance mleka podanym do ręki. Chcę, by to było zawsze świeże.

***

Proste życie karmi duszę. Leczy ją.
Mówimy tyle razy, że karmimy serce pięknem, które nas otacza. Więc próbujemy znaleźć to piękno, a gdy jest udawane, sztuczne, zaczynamy się gubić, zaczynamy gorzknieć. Bo ile piękna zapewni ci porcelana jak z wierszy Barańczaka? Rzeczy, które chwycimy w dłonie nie uleczą duszy. To mówi pieśń mojej prostoty.
Duszę leczą rzeczy, które nie powtórzą się nigdy więcej. Ten i właśnie ten moment wschodu słońca. Ta podwójna tęcza na niebie, przez którą drży serce w piersi. Zapach tego jedynego deszczu, który nie spadnie już nigdy więcej. Pieśń ptaka, która za każdym razem brzmi inaczej, choć dla ludzkiego ucha bywa taką samą.
To ulotność rzeczy jest miarą ich piękna. To zrozumienie, że rzeczy nie są trwałe, że nie można mieć nic na własność uzdrawia naszą duszę. Bo gdy nie chcemy mieć nic na własność, gdy przestajemy trzymać w rękach to, co jest piękne tylko pozornie, możemy poczuć przepływający przez nas głos. Tylko wtedy możemy poczuć, jak przepływa przez nas strumień wspólnej miłości. I wtedy rozumiemy. I otwierają się nam oczy. I czujemy spokój.
Bo wszystko nagle jest połączone, ale nic nie jest na własność. Krew jelenia przechodzi w krew drapieżnika, pokarm rośliny karmi twoje płuca. Wszystko jest powiązane, ale wszystko jest ulotne. Nic nie jest na własność.
To prawdziwe piękno.
To medycyna prostoty życia, gdy to do ciebie dotrze, to kolejna mądrość płynąca z natury.
Gdyby nie pieśń prostoty życia, nigdy nie moglibyśmy być za to wdzięczni.

***

Mogą więc uznać mnie za dziwaka.
Dziwna, pewnie dla wielu zaniedbana kobieta, bez makijażu, z krótkimi włosami i za głośnym, prostym, a może prostackim śmiechem. Nie zachwycą jej drogie, piękne rzeczy. Nie lubi kruchej porcelany. Nie lubi nadmiaru rzeczy. Jedyne, co zbiera, to książki, bo płynie z nich wiedza. Tak, ceni sobie wiedzę, lubi się uczyć. Bo dzięki wiedzy, wiedząc coraz więcej, może rozumieć to, co czuje. Zrozumieć prostotę.
Dziwna kobieta, taka młoda, a już jakby nieraz stara. Ta, która nie rozumie potrzeby zdobywania władzy i prestiżu. Ta, która nie umie bawić się w gierki, bo woli prostotę. Ta, która nieraz nie znosi „wykształciuchów” i hipokrytów, nie znosi tych, którzy udają i wikłają rzeczywistość. Ta, która ma rubaszny śmiech.
Nie jest nonszalancka ani piękna. Nie jest elegancka, a jej dłonie są coraz bardziej spracowane. Czasem czai się za jej paznokciami ciemny krąg ziemi, nie brudu, a ziemi, w której kocha grzebać. Nie jest wyniosła, klnie, pije piwo zamiast wytrawnego wina. Nie nosi pięknych. Śmieje się z wyścigu szczurów, ale prawdziwe, dosłowne szczury kocha.
Nie da ci herbaty w eleganckiej porcelanie, gdy do niej przyjdziesz, ale w ogromnym fajansowym kubku. Nie położy ci dobrze sztućców na stole, bo jest leworęczna i stale to myli, ale nakarmi cię ciepłym obiadem albo zrobi po prostu kanapki.
Może będzie zbyt dosadna, gdy przyjdziesz do niej ze swoim problemem, ale na pewno nie zostawi cię z nim samego. Powie, co widzi wprost, co widzi najprościej. Bo sama nauczyła się prostoty.
Bo śpiewa jej pieśń. I może ona nie pasuje do tego świata. Ale pasuje idealnie do jej prostej duszy.

***

Czasem mam wrażenie, że to tylko prostota życia ratuje nas przed szaleństwem. Czasem mam wrażenie, że to ostatnia deska ratunku, gdy chcemy zapaść się pod ziemię, gdy chcemy umrzeć. Starczy wtedy, po trudzie nocy, po ciężkich słowach zaprzepaszczonych przez cudze błędy przytulić się do drzewa. To ratuje przed najgorszym. To ratuje przed ostatecznym. Prostota świata i piękno z niej płynące.
Bo życie tak naprawdę jest proste. Tylko my je komplikujemy. Nadmiarami emocji, dziwnymi, pokrętnymi wyborami.
Bo tak naprawdę, prostota, ta płynąca z natury, ratuje nas przed śmiercią. Ratuje nasze dusze, a także, co dziwne, i ciała.
A czasem ten, kto zazna prostoty, zrozumie ją, staje się lekarzem własnego życia. Przedziwnym szamanem.
Chyba już nim się stałam. Prostota i zrozumienie natury, zrozumienie też miłości już mnie uratowało. Czy może kiedykolwiek uda mi się tym podzielić, tak prawdziwie, jak pragnę?

Bo mi mało tej prostoty, tej, którą już teraz przecież mam. Chcę jej coraz więcej i więcej. Marzę więc o niej i tęsknię, widząc już pewne rzeczy wprost. Nie chcę władzy, nie chcę prestiżu, nie chcę zaszczytów, nie chcę porcelany. Chcę niekończącej się wędrówki między szczytami, świeżego koziego mleka, zimnego dotyku ptasiego dzioba. Chcę zapachu drewna i dotyku mchu pod stopami.
I już nie mogę doczekać się czerwca, kiedy dostanę tego namiastkę, kiedy to sprawdzę miejsce, w którym, być może, za 10 lat uda się postawić nam dom.
Prosty, zwykły dom. Taki, jaki mam już w swoim własnym sercu. Ten, w którym gra pieśń prostoty.




A na koniec panie, które rozumieją chyba prostotę doskonale. Warto obejrzeć i się wsłuchać :)

14 komentarzy:

  1. Twoje marzenia są lekko utopijne, ale mimo wszystko marzenia warto mieć :) sama jestem miłośniczką ładnych ubrań, fryzur, i nie wyjdę do ludzi nieumalowana. Lubię wszelkie ozdobne bibeloty, i jakoś nie czuję się z tym źle, choć doceniam Twoje minimalistyczne spojrzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może troszkę ale...mam na to dobry biznesplan XD A przynajmniej- ma mój mąż, bo ja jestem marzycielką, a on wspaniałym wykonawcą nierzadko:)
      Każdy ma inne potrzeby po prostu:) Dla mnie to zaśmieca nieraz życie XD Ale właśnie, w każdym z nas wykształcają się inne potrzeby i...ważne, by pewne rzeczy robił w zgodzie z sobą.

      Usuń
  2. Świetnie Cię rozumiem. Bo fakt, że jestem magistrem małego prawa, jak zwie się administrację sprawia, że bliscy mają wobec mnie wysokie wymagania i myślą, że powinnam mieć o wiele większe ambicje. Czasem ciężko, czasem wstyd jest mi komuś wytłumaczyć, że dobrze mi się pracuje w małej, polskiej drogerii, bo dobrze zarabiam, wysypiam się i po prostu... dobrze mi tam.
    A mama widziała we mnie sędzie, Ciacho panią notariuz. Najgorsze jest poczucie, że w jakiś sposób ich zawiodłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu ważne jest, co lubisz. Co daje ci jakąś satysfakcję. Nawet jak lubiłaś się uczyć tego na studiach, nie musi znaczyć, ze masz robić to w przyszłości. W ogóle ludzie w naszym kraju bardzo przywiązują się do jednej wizji, wersji na człowieka, prawda?
      Ważne, żebyś nie zawiodła siebie.

      Usuń
    2. Prawda, chociaż generalnie robi się moda na przekwalifikowanie i zmiany pracy w ciągu życia. Jak w Stanach. Z jednej strony spoko, z drugiej... ja jednak źle się czuję w takim świecie, w którym wszystko wciąż się zmienia.

      Usuń
  3. Daj mnie tę rzeżuchę! :D Bo jeśli faktycznie wyląduję na odludziu to by się przydał ogródek z warzywkami, ale jak spierdolę nawet z rzeżuchą to znaczy, że czas zejść na ziemię i ogrodnika ani tym bardziej rolnika ze mnie nie będzie xD bo lubię sobie myśleć, że mi takie rzeczy wychodzą, a jako że byk to znak ziemi to powinno mnie ciągnąć do grzebania w niej xD i może bym to lubiła, gdyby wychodziło.
    I jak dzisiaj już mówiłam, dobrze że już nie musisz się przejmować czy znajdziesz kogoś, kto zamiast dzieci też będzie chciał stadko kóz :D

    Marnowanie się nazwałabym wtedy, gdybyś nie wykorzystywała swojego umysłu, jak mój brat. Chociaż jak woli kasę i potrafi dobrze zarobić (chociaż czy to aż taka sztuka, trudniej to raczej połączyć z czymś, co się lubi) i mu z tym dobrze to co mi do tego? Tylko ten mój ból dupy pewnie xD Ale no właśnie, ludzie tak mówią, bo sami, gdyby mieli takie możliwości wybraliby inaczej. Tak myślę. Widzą siebie z Twoim umysłem i myślą, że nie zapieprzaliby w dpsie tylko woleliby jakąś dobrą posadkę za biurkiem. Każdy wybiera za siebie i najważniejsze, że nie żałujesz swoich decyzji i się spełniasz. Bo dla mnie to, co robisz to nie tylko zmienianie pieluch, bo widzę ile siebie wkładasz w tę pracę. Bo to przecież praca z ludźmi. To, że ze starszymi nie znaczy, że trzeba traktować ich przedmiotowo i myśleć tylko w ten sposób o obowiązkach jakie tam macie. Najłatwiej powiedzieć, że robisz coś obrzydliwego, bo nic dziwnego, że dla większości osób cudze gówno takie jest. Ale niech się cieszą, że są tacy ludzie jak Ty, bo to właśnie Wy się będziecie zajmować (i to robicie) rodzicami takich osób. Ja się cieszę i w tym, co robisz widzę nie tylko spełnienie i pasję, ale przede wszystkim miłość. Dlatego robisz to tak dobrze :)
    Jeny, jeny, ale Ci posłodziłam teraz xD wyczuwam opierdol :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby wychodziło, gdyby wychodziło...trzeba po prostu się postarać i wczuć w pewne rzeczy, żeby wychodziło i trochę nad tym kontaktem popracować też XD I spoko, jutro ci dam rzeżuchę i watę, zacznij od najprostszego XD
      Wiem, dlatego tyle ulgi w tym wszystkim, bo cała reszta też nie będzie łatwa. Wczoraj już korygowaliśmy plan.

      Po prostu twój brat też jakoś wybrał i jak każdy miał do tego prawo. Skoro lubi kasę, tak jak ja staruszków, czemu nie? I sami mówią ale...niektórym, co tak mówią, starczyłoby trochę wysiłku więcej, minimalnie XD
      Ale dla wielu to jest coś obrzydliwego i niskiego :D Wszyscy prawie mówią " nie mógłbym pracować w ten sposób" i to połowa z niesmakiem. Ale serio, mam to akurat gdzieś, inne rzeczy może nie, ale prestiż gdzieś i specjalnie mówię wtedy o akcjach typu sama porzygałam się w pracy XD I wiem, wiem, mam miejsce zaklepać XD W ogóle myślę nad własnym ale...to może korekcja planu XD
      I jest rano, nie myślę nad opierdalaniem, póki mi łeb pęka XD

      Usuń
  4. Mi się wydaje,że jak człowiek zrozumie,że nie ma co gonić za czymś wielkim,a cieszyć prostymi, małymi rzeczami to jest klucz do szczęścia-obniżenie wymagań. Robienie co się chce, nie tego co wymagają inni, a bycie w zgodzie z sobą. To jest szczęście.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. A gdzie ta Wasza wymarzona ziemia? :)
    Lubię prostotę, choć nie ukrywam, że lubię otaczać się ładnymi rzeczami, które jednak mają jakieś znaczenie. Są pamiątkami, są prezentami, są wspomnieniem czegoś, co inaczej uleciałoby z pamięci. Lubię mój dom i moje miasto, lubię wyjechać z niego na rowerze. Nie mogę się doczekać, aż wyprowadzę się do innego miasta, by móc być bliżej gór i mojej kochanej Kotliny Kłodzkiej, która wreszcie z całą mocą może kojarzyć się z zielenią i uzdrowiskiem, a nie tylko szpitalem. Kocham moje wszystkie plecaki i ten, który do mnie idzie, bo wiem, że przeszłam i przejdę z nimi wiele kroków - czy po kostce brukowej, czy po ściółce, czy po chwiejących się kamieniach... I tak bardzo pragnę, by i mój dom kiedyś (jeśli będę miała "dom" w sensie fizycznym - bo kto wie, gdzie wyrwie moje serce natura Włóczykija) był tak otwarty i każdy mógł tam znaleźć schronienie - przed deszczem, brudem i złem tego świata też :)

    No i piąteczka, za każdym razem mam przypał, że źle układam sztućce. Ale co ja poradzę, że głupieję, bo samą łyżką czy widelcem jem lewą ręką, a widelcem i nożem tak jak praworęczni?? To oni są jacyś dziwni z przekładaniem widelca do lewej!

    No i moja droga... Idziesz inną ścieżką niż wielu ludzi, więc jasne, że będą uważać ją za mniej ambitną... Wychowywałam się w szpitalu w sumie i dla mnie zawód pielęgniarki, opiekuna medycznego, wolontariusza na różnych stanowiskach zawsze będzie zawodem pięknym, niezwykle wymagającym i też niestety niedocenianym. A to, że ktoś widzi w Twoim zawodzie tylko podcieranie starych dup (co oczywiście też wchodzi w obowiązki, no nie wmawiam, że nie), to świadczy to jedynie o nim, nie o Tobie :) No i jednak sama mówiłaś, że może w wielu mniej wymagających pracach byś się widziała... no ale to nie byłoby to samo już.

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszą częścią idealnie się wpasowałaś w moje ostatnie przemyślenia, gdy to właśnie rozwałkowywałam wzdłuż i wszerz głód wiedzy - po co? na co? dlaczego?
    I to, że ciągnie Cię do natury, do tej pierwotności - to nic dziwnego. Różni są ludzie. Jednych interesuje postęp, drugich korzenie swojego gatunku. I to właśnie dzięki różnicom wszyscy są piękni, bo różni. Masz rację - sztuczne, umalowane twarze to nie jest realność, prawdziwy stan rzeczy, ale to też pewnego rodzaju postęp, gdy patrzy się na to głębiej np. jaką drogę przeszły dane kosmetyki od kilku tysięcy lat wstecz to też jest dosyć interesujące.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja mama chciała, żebym poszła na medycynę, ale wybrałam farmację i świetnie się w tym odnajduję. Wybrałam własną ścieżkę i dobrze mi z tym. Nie zmieniłabym akurat w tym nic ...

    OdpowiedzUsuń
  8. czasem lepiej mieć mniejsze ambicje niż jakieś ogromne. te duże nie raz zabijają, wyniszczają... a przecież tak czy inaczej chodzi o to, żeby w końcu być szczęśliwym i spełniać się w tym, co się robi.

    OdpowiedzUsuń
  9. W dużej mierze czuję bardzo podobnie. Też nie lubię gierek, konwenansów i jednak najlepiej mi na łonie natury :D Nawet tutaj w Krakowie moje ulubione miejsca to zielone planty, Wisła. W sumie w tym mieście dużo zieleni wbrew pozorom :) Chociaż ja akurat lubię sobie oczy pomalować i kupować ubrania. Wiesz, mimo wszystko taka jakaś potrzeba estetyki, przyciągania uwagi swoim wyglądem też jest bardzo pierwotna :D
    I jesteś leworęczna! Piona, ja też! :D Choć ja w sumie większość rzeczy potrafię i prawą ręką zrobić... ale pisać nie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Najważniejsze jest, że kochasz swoją pracę... i możesz za nią wyżyć. Co z tego, że zarabia się miliony, skoro codziennie się człowiek męczy? Czasem mam wrażenie, że proste życie, proste czynności dają więcej satysfakcji.

    Przy okazji dziękuję za zaproszenie, niestety przeczytałam Twój komentarz za późno. Mam nadzieję, że jeszcze jakaś okazja się trafi. ;)

    OdpowiedzUsuń