piątek, 28 listopada 2014

Rozważania niekoniecznie dla Panów, czyli ....o menstruacji parę słów.

-Dobra, to wpadnij na kolację, mam też coś przeciwbólowego- powiedziałam kończąc rozmowę ze swoją "przyszywaną młodszą siostrą".
Deniz wpadła, od progu słaniając się wręcz na nogach.
-Aż tak ci dało w kość?
-Dawaj mi no-spę i nie gadaj nawet...

Menstruacja, przekleństwo wielu kobiet, dopadła i ją tego wieczoru. Nie zjadła nawet kolacji, zaległa na kanapie, bo do mnie przecież ma bliżej z uczelni niż do swojego akademika.
-Mogę zostać u was na noc? Nie chce mi się wracać do siebie.
-Pewnie, Młoda.

Tak też została na noc, psiocząc i klnąc na czym świat stoi.
-Booooże, chciałabym już nigdy nie mieć okresu!
Ile razy już to słyszałam od każdej znajomej kobiety? Wielkie przekleństwo hormonalne, którego nieustannie i bezskutecznie życzymy mężczyznom, jako największą plagę. Coś, co przynosi ból i...wielki wstyd. Zwłaszcza wstydzą się dziewczynki w gimnazjum pewnie, gdy chłopcy mogą śmiać się z nich, że plamią spodnie.
Choć kulturowo kobieca menstruacja jest już trochę oswojona przez wieczne reklamy podpasek i tamponów w TV, jednak nadal jest to temat, który poruszany jest tylko mimochodem, przez kobiety, gdy jedną z nich tak boli podbrzusze, że prawie wymiotuje.
Sprawa kobieca, jasna rzecz, panom nic do tego. Nigdy nie było, to wyraz, symbol właśnie naszej płci. Ale, niestety, sprawa kobieca traktowana jak zło konieczne.
Chyba trochę o czymś zapomniano. Zapomniano o dawnym symbolu tej krwi, obrzydzono ją, uznano za coś nieczystego. Tak samo jak kobiecość.
Być może, społeczne podejście do menstruacji jest odbiciem traktowania kobiecości. Dzikiej, nieokiełznanej siły. Być może to wyraz patriarchalnego strachu. Myśleliście kiedyś o tym w ten sposób?

-Nie gadaj Młoda głupot, okres to dar.
Zrobiła wielkie oczy.
Właśnie, menstruacja to dar. Przynajmniej...dla niektórych.

Sama pamiętam, jak przez swoja chorobę miałam z okresem problem. A raczej, z jego brakiem. Z myślami o tym, czy jestem w ciąży, a przecież dzieci nie chcę, na pewno jeszcze nie teraz a być może nawet nie mogę. Sama pamiętam, jak moja menstruacja zaniknęła, co stało się symbolem tego, że z moim ciałem jest coś nie tak.
Ale nie tylko o ciało tu chodziło.
Bo jako czarownicy w tym wieku zabrakło mi jakby jeszcze czegoś. To jakby odebrano mi intuicję, to jakby wyrwano sporą część mnie.Czułam się, jakby zabrakło mi Księżyca. Nie mając okresu przez wiele miesięcy poczułam się jak kobieta, która przekwita. Przekwita przedwcześnie, nie w swoim momencie. Jak kobieta, która nie ma jeszcze tyle życiowej mądrości, żeby zastąpić ją tym, co symbolizuję młodzieńczą stronę kobiecości.

Pamiętam, jak dostałam okres po tak długiej przewie. I nie płakałam z bólu, choć ten wydawał się nie do zniesienia. Płakałam z radości, choć wielu pewnie wydaje się to dziwaczne. Nie radości bo myślałam że jestem w ciąży, a tu okazało się że ciocia dojechała, już nie wtedy.
Płakałam bo znowu poczułam się kobietą. Wrócił mój Księżyc. Moja pierwotna, przyrodzona mi magiczna siła.

Oczywiście, potem, gdy wszystko się unormowało jako tako, po tym gdy jednak musiał regulować swój cykl sztucznie ( to jakby regulować ocean do cholery...) zrozumiałam, że oczywiście, to wcale nie menstruacja stanowi o kobiecości. Tak samo jak o kobiecości nie stanowią piersi, posiadanie macicy czy jajników, długie włosy. Kobiecość to coś znacznie więcej. To coś, czego nie można nazwać słowem. To wyjątkowy ogień, który płonie w środku.

Ale niezaprzeczalnie, okres jest tego symbolem, choć dla wielu to wariactwo. Jednak, mam wrażenie, że wariactwem stało się przez to, jak przez wieki próbowano niszczyć naszą ( pozorną czy prawdziwą?) magiczną siłę, tak inną niż pierwotna, fizyczna siła męska.
Każda z nas nosi też w sobie co prawda pierwiastek mężczyzny, każdy z mężczyzn ma w sobie część kobiety...ale nie zagłębiajmy się już w szczegóły, nie tym razem. Wróćmy lepiej do okresu jako rzeczy wcale nie wstydliwej, a fascynującej. Jako symbolu magicznej siły, którą nosi w sobie każda kobieta, nawet, jeśli ten symbol już zaniknie lub nigdy go nie było.

W kręgu kultury judeochrześcijańskiej okresem nie powinna się chwalić żadna kobieta. To istne społeczne tabu, przełamywane dopiero przez nasze czasy, choć nadal, nie do końca. Kobieta, która miesiączkuje w naszej kulturze jest nieczysta. W niektórych wspólnotach chrześcijańskich miesiączkującej kobiecie nie wolno choćby przyjmować komunii. W Islamie miesiączkująca kobieta nie może oczywiście uprawiać seksu, nie może też pościć i wejść do meczetu. U ortodoksyjnych Żydów kobieta często musi opuścić miejsce zamieszkania jako właśnie nieczysta, niegodna, nie mogąca dotknąć mężczyzny, by go nie splamić. Zarówno muzułmanki, jak i żydówki po zakończonej menstruacji muszą poddać się oczyszczającej kąpieli, żeby stać już się na nowo czystą ( i gotową na poczęcie, cóż...).
Także, dalej szukając, w Indiach choćby, kobieta ze wspólnot dźinijskich podczas okresu ma zakaz gotowania. Wydawałoby się, że to miły odpoczynek od codziennych obowiązków, ale nic bardziej mylnego. To coś, co potęguje kobiety wstyd wypływającej z waginy krwi.

Brytyjska antropolożka Mary Douglas zauważyła, iż wierzenia dotyczące „zanieczyszczających” właściwości krwi menstruacyjnej odnaleźć można w grupach, w których symbolicznie wyrażają one dwuznaczność pozycji kobiet i wszystkiego co kobiece. W kulturach, w których dominującą rolę odgrywają mężczyźni, menstruacja i związane z nią przekonania kulturowe dają kobietom pewne obszary mocy, kobiecej władzy, która może zakwestionować podstawy kultury patriarchalnej. Kobiety uważane są za „zanieczyszczające” wszędzie tam gdzie mężczyźni zależą od nich jako od źródeł prestiżu ekonomicznego, politycznego czy społecznego. Stąd na przykład tabu związane z menstruacją: przestrzenne odizolowanie, zakaz gotowania i zbliżania się do pożywienia, powstrzymywanie się od kontaktów seksualnych czy nakaz rytualnego oczyszczania się kobiet występowały powszechnie we wspominanych powyżej kulturach basenu Morza Śródziemnego. Na tym terenie mamy bowiem do czynienia ze specyficznym modelem relacji między płciami, w którym honor mężczyzny zależy od cnotliwości i właściwego postępowania kobiet z jego rodziny.

No tak, nic nowego. Cnotliwe mamy być i spolegliwe, w ogóle najlepiej się nie udzielać, nie pokazywać, chyba że w kuchni czy sypialni na pstryknięcie palcem pana i władcy. Bo nasza kobieca siła to zagrożenie, a w ogóle to jesteśmy jednym wielkim siedliskiem grzechu, jak to Ewa z Biblii, która za zjedzenie jabłka dostała karę nie tylko bolesnego rodzenia dzieci, ale i okresu. Co miesiąc niech krwawi ale nie zdycha! Dziwne zwierzę, któremu nie można ufać, jak w jednym z kawałów, którego nie znoszę.
Cóż. Kluczem może jest tu też słowo krew. Krew, która symbolizuje płodność. To jakby jedno zaprzeczało drugiemu, a ci, którzy nie krwawią, nie potrafili tego zrozumieć. Dlatego zaczęli się bać. Nieznane przecież zawsze powoduje strach, to nie nowość.

Krew menstruacyjna jako symbol kobiecej siły, siły na którą składa się płodność i tajemnicze związki ze światem. Intuicja i nieokiełznana w ramach seksualność, która wymaga więcej niż parę ruchów frykcyjnych.
Złożona symbolika, sama prawda. Jednak, w kulturze patriarchalnej zaczynało być to spychane, deptane jak i sama kobiecość. Siła i seksualność, której się bano.

To kobiecość, o której nieraz jeszcze mówi się u nas cichcem, po kątach. Pamiętam, jak kiedyś znajoma z klasy mojej starszej siostry przyszła zapłakana do niej, mówiąc, że umiera. Nie wiedziała, że w tym wieku można dostać okres. Co to w ogóle jest okres. Ja jako dziecko już swoje rozumiałam, choć nie do końca...ale nie zapomnę tej przerażonej miny dziewczynki, która pierwszy raz krwawi, a nie wie, dlaczego tak się dzieje, bo ukrywano to przed nią na zapadłej wsi.

To całkowicie różne podejście ( moim zdaniem właśnie zacofane) od podejścia wielu kultur pierwotnych. W wielu miejscach na świecie zresztą, dalej świętuje się "pełne wejście w kobiecość". Przede wszystkim w miejscach, w których kulturowo kobieta nie stoi niżej od mężczyzny, gdzie uznawana jest za dawczynię życia bez całej tej otoczki grzeszności seksualnej.
W plemieniu Asante w Ghanie dziewczętom, które miesiączkują urządza się specjalną uroczystość z tańcami, pełną radości. Dziewczynki dostają podarunki, są traktowane jak małe boginie, a ich krew, jako substancja o silnych właściwościach magicznych jest zbierana i używana potem przez szamanów w ważnych rytuałach, dzięki niej sporządza się też wyjątkowo silne amulety ochronne.
U ludów kreolskich dziewczynka która zamiesiączkuje po raz pierwszy, przechodzi uroczystość tzw. "ślubu bez oblubieńca", na której podobnie, wszyscy cieszą się z tego, że kobietka stała się kobietą w pełni. Że teraz już ma moc.

Moc? Jakaż to moc, zapyta pewnie wielu, skoro to tylko hormony, biologia, złuszczanie endometrium, nic więcej. Rzecz, z której więcej problemu niż pożytku nieraz. A jednak, wielu w to wierzyło, wielu nadal wierzy.
Menstruacja w wielu kulturach jest po prostu symboliczna. To związek z naturą, Księżycem, z tym, co ukryte i tajemnicze, to związek, który mogą odkryć tylko kobiety właśnie. Ta krew to po prostu symbol tego, nad czym mężczyźni nie mogą sprawować władzy, nad czym nie mieli kontroli ani trochę. To symbol niedostępnego dla nich złączenia z niektórymi aspektami świata. Tak widzieli to choćby Indianie Ameryki Północnej.

U Indian źródłem mocy kobiety– mocy manifestującej się w cyklu miesięcznym - była jej zdolność do rodzenia dzieci. Mężczyźni musieli aktywnie poszukiwać swojej własnej mocy, dla kobiety była ona stanem przyrodzonym. Dla mężczyzn najbardziej rozpowszechnionym rytuałem było poszukiwanie wizji, podczas gdy dla dziewczyny pierwsza miesiączka (tzw, menarche) była okazją do odosobnienia, podczas którego w snach poszukiwała „wytycznych” na przyszłość. Po nim następowała ceremonia – rodzinna bądź plemienna – uznania jej za dojrzałą kobietę gotową na zamążpójście.
Mężczyźni bali się krwi menstruacyjnej, stąd wziął się rytuał odosobnienia miesiączkującej kobiety. Krew ta zniszczyć mogła moc, jaką posiadała broń mężczyzny używana do polowań. Mężczyźni unikali chodzenia ścieżkami, którymi kroczyły kobiety „w księżycu”. Cały ów strach wziął się z tego, że mężczyźni nie mogli sprawować żadnej kontroli nad menstruacją. Było to wyłącznie kobiece doświadczenie, a moc dawania życia, jaka z niej wynikała, była większa, niż moc duchów opiekuńczych mężczyzn.
Kobieta miała więc większy związek z duchami. Z Ziemią, z księżycem. Zawsze wyraźniej manifestowała swoją płodność, zawsze to kobiety miały kontakt z dawnymi bóstwami ( póki nie przyszły religie monoteistyczne, to właśnie kobiety zawsze były pośrednikami między bogami a ludźmi, głównie one, choć, mężczyznom tego nie zabraniano).

Kobiecej menstruacji bano się, teraz uznaje się jako coś niewygodnego zazwyczaj, ale zarazem naturalnego. Dziwne połączenie, prawda?

Tyle w sumie kultura, historia...i pewne wierzenia. Tyle Księżyc i jego moc. Tyle..pewna krwawa historia kobiecości.
Każdy może wierzyć w co chce, jednak, pewna symbolika menstruacji archetypicznie, często podświadomie po prostu została w nas zakorzeniona. W momencie PMS- u czy zwijania się z bólu żadna z nas nie powie że to dar. Co to to nie.

Ale czasem, gdy przychodzi noc, leżysz nago w łóżku, a światło księżyca, który przecież jest kobietą, oświetla piersi, brzuch i uda, czasem, gdy nocą leżysz obok mężczyzny, na którego policzku rano migocze słońce, które on w sobie symbolicznie nosi...czasem dobrze pomyśleć o tym, że jest się kobieta. Że być może nosi się w sobie wszystkie dawne boginie, wszystkie matki i sekrety intuicji, całkiem symbolicznie, albo całkiem dosłownie, jak kto woli.

Czasem po prostu dobrze pomyśleć, że jest się kobietą, dobrze poczuć w sobie pewną siłę, moc, która nie zależy od rozmiaru miseczki stanika czy długości włosów.

Dobrze być kobietą. Nawet, jeśli trzeba znosić i okres. 

Wszystkie cytaty pochodzą z pracy Izy Sznajder


78 komentarzy:

  1. Jak idealnie trafiłaś tematycznie! W tym tygodniu mnie ciotka odwiedziła i jak od jakiegoś czasu przeżywałam to mniej-więcej bezboleśnie, tak teraz myślałam, że zwariuję :o trzy dni spędziłam w łóżku wychodząc z niego jeśli tylko musiałam stawić się na uczelni, i precz zakupy, precz jedzenie, byleby się do wyra dokopać XD a mama mi kiedyś powiedziała, jak narzekałam, że oj, ty się jeszcze będziesz cieszyć, jak dostaniesz... cóż, to chyba jeszcze nie ten moment żebym popadała w euforię xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak wyczucie chwili :D
      To uważaj, jak cię dopadnie. Sama siebie nie poznasz, zdumieć może, jak z ciotki można się cieszyć, serio. I to niekoniecznie jak o ciążę chodzi, jak w moim przypadku :D
      Na to wszystko polecam ciepły kompres i załatwienie sobie niewolnika do masażu stóp- od razu człowiekowi lepiej :D

      Usuń
    2. Jak wnioskuję z poniższych komentarzy, chyba trafilaś wręcz idealnie, bo większość kobiecej części blogosfery przeżywa właśnie najazd ciotki XD oblężenie!
      Och, ja mam tylko współlokatorkę, która w tym tygodniu była rzadko na mieszkaniu, więc byłam zdana sama na siebie :D

      Usuń
    3. Ja widać, blogosfera też się synchronizuje, co już Asi pisałam :D Nawet nie musimy ze sobą przebywać, albo to doprawdy, ten wpływ księżyca :D
      Chyba że porwiesz kogoś z ulicy na swojego niewolnika :D

      Usuń
    4. Oj księżyc najwidoczniej może zdziałać cuda XD zobaczymy czy za miesiąc się potwórzy :D
      O, najlepiej jakiegoś przystojniaka :D

      Usuń
    5. Dokładnie, a potem zaczniemy sobie prowadzić kalendarzyk :D
      Zdecydowanie, taki najlepszy:D

      Usuń
  2. O matko, aż mnie brzuch zaczął boleć! xD
    Ta znajoma Twojej siostry przypomniała mi "Carrie" Kinga. Straszne, że takie rzeczy się zdarzają. Bo niby jak można nie wiedzieć, prawda? Chociaż teraz to się wydaje takie normalne, po "tylu latach" xD Ale kiedyś u siebie pisałam, że jak miałam te naście lat i jeszcze wierzyłam w Boga to myślałam, że bolesne miesiączki to kara za masturbację. Bo przecież nie wolno. Potem zaczęłam myśleć, że może za często to robię i dlatego potem tak boli xD O ile łatwiej by było bez tego bólu cholera no! Z tym się nigdy nie pogodzę xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaczynaj :D Wiem co z Tobą robią PMS-y :D
      Ej, w sumie jak u Kinga, chociaż dobra, mniej drastycznie :D I właśnie przerażające, pamiętam jak ta Aneta płakała a ja wiedziałam już, co to podpaska. Przepaść totalna w XX ( jeszcze wtedy XX) wieku. Masakra po prostu. Ale co się dziwić, jak edukację seksualną przeprowadzają w szkołach katechetki, choć, to już inna sprawa.
      I...serio w to wierzyłaś? Wow. Naprawdę, wow. Masz bardzo wierzącą rodzinę czy sama sobie to wkręciłaś?:D I ej, od tego że za często to też się tak nie zdarza. Chyba, że masturbujesz się wielkim murzyńskim dildo 17 razy dziennie :D

      Usuń
    2. A nie, to jeszcze nie ten czas xD ale tak wiesz, od samego czytania mnie wzięło :D
      Ale jednak myślała, że umiera, a to już jest wystarczająco drastyczne xD Dla mnie pewnie też by było dziwne, bo jakoś mama nie chowała podpasek czy coś, więc wiedziałam jakby "od zawsze" do czego to i w ogóle xD Nawet wiedziałam jakie kupuje :D
      Wiesz, że też się dziwię, bo nie wiem skąd mi się to wzięło. Nie przez lekcje religii, bo to miałam ze starym kawalerem, wiec nie ma opcji żeby coś takiego powiedział xD Chyba, że ksiądz na mszach dla młodzieży mówił, że nie wolno czy coś, a resztę dopowiedziałam sobie sama xD I właśnie moja rodzina nie jest jakoś bardzo wierząca. Ale pamiętam jakiś lęk przed grzechem, piekłem i w ogóle. W sumie nie sądzę, żeby rodzice mi takie rzeczy mówili, ale kto tam wie xD Wiem, ale starałam to sobie jakoś wytłumaczyć, a przecież nie mogłam zapytać nauczycielki od wdż, bo wstyd o takich rzeczach gadać xD

      Usuń
    3. Dziwne może, ale pamiętam, kiedy miałaś okres :D
      No jest, masakra jakaś. Bo w sumie, krew ci leci z pizdy a nie wiesz, że tak powinno być. Creepy :D A widać jej matka chowała, zresztą, była dziwna z tego co pamiętam. Nie wiem czemu, ale Aneta, jak potem z moją siostrą były punkami mówiła na swoją matkę "Kołyska". Muszę potem siostry zapytać, skąd tak ksywka :D
      W sumie to pomyślałam, ze ja wiem o tym od siostry bo...jestem ostatnim jajeczkiem. Moja mama po moim porodzie nie miała więcej okresu, w ogóle jak zaszła w ciążę, to myślała, że to menopauza :D

      Może gdzieś zasłyszałaś i sama nie wiedziałaś, gdzie- i tak bywa przecież. Czyli po prostu...sama sobie wkręciałaś, a raczej- społeczeństwo ci wkręciło podprogowo czy jakoś tak :D
      I no jasne. W ogóle nawet koleżanek nie, bo dziewczyny przecież tego nie robią!:D

      Usuń
    4. No troszkę dziwne, zwłaszcza że sama nigdy nie pamiętam xD
      No właśnie, każdy by się przestraszył! :D Faktycznie intrygująca ksywka :D Może się kołysała po prostu? :>
      A to też znam takie przypadki. To żeś się uchowała tej :D

      No dziwna sytuacja z tym wszystkim xD Ale najważniejsze, że już tak nie myślę :D
      Właśnie! Teraz to sobie mogę o tym gadać, ale w gimnazjum? Pewnie by mi powiedziały, że jakaś głupia jestem, bo się nie bzykałam jeszcze a się masturbuję czy coś xD Ciężkie czasy... Dobrze, że nie miałam jeszcze internetu, bo w ogóle bym się głupot naczytała xD

      Usuń
    5. Mogę prowadzić ci kalendarzyk :D
      Nie no, chyba to nie to. Dzisiaj może się dowiem, to ci powiem :D
      Wiem, wiem, jestem cudem narodzona, tym bardziej że po drodze chcieli mnie lekarze wyskrobać, bo miałam mieć Downa i tak dalej :D
      No jasne, teraz możesz szaleć:D Możesz nawet nadrabiać czasu tego pseudomoralnego ucisku czy coś :D
      Nawet teraz, niektóre kobiety za nic się nie przyznają, wiem co mówię. Większość studentek choćby z roku Deniz. Bo dają się temu społecznemu uciskowi i tak dalej :D
      Czasem to w internecie mądrzej mówili niż w domach, serio :D A Bravo nie czytałaś?:D

      Usuń
    6. Haha spoko xD
      Dobra, to czekam na info :>
      To już tym bardziej :D Ale z Downem też byś była urocza :D
      Cały czas szalałam xD
      Nie no jasne, też znam takie xD Czasem, ale bym trafiła na jakieś "mądrości" i co wtedy? :D Chyba nie bardzo, znaczy jakoś te mądrości mnie nie przekonywały. Zwłaszcza jak przeczytałam, że penis we wzwodzie ma 8cm, a już wcześniej miałam ciekawe rozmowy z kolegami na ten temat xD

      Usuń
    7. Moja siostra też nie wie, nie pamięta, pamięta za to jak potem Aneta jej groziła śmiercią i ją pobiła na ulicy. Gdzieś mi to umknęło :D
      No nie wiem. Już drugi raz w tym tygodniu słyszę, że jestem urocza ( pomijam mężąP). Przypadek?:D
      A nie pomyliłaś tego z długością pochwy?:D

      Usuń
  3. Ale trafiłaś, mam akurat trzeci dzień xD
    U mnie ból to niestety przekleństwo, ale od dwóch dni testuję lekarstwo zapisane przez gina i uradowana jestem niezmiernie, bo pomaga :D
    A tak na poważnie... cieszę się, że ujęłaś to w ten sposób, bo pozwoliłaś spojrzeć wielu kobietom na to, co pozornie przeklęte z zupełnie innej strony. Większość z nas tak naprawdę nawet nie próbuje spojrzeć na menstruację jako na coś, co mogłoby mieć związek z symboliką, czy jakimś swoistym pięknem nawet, kobiecym pięknem, o. Zazwyczaj traktuje się to jako misję przetrwania. W sumie niedziwne też, bo jednak sporą radość życia to odbiera (szczególnie, jak nie mogę się zwlec z łóżka i musze brać wolne w pracy nieraz :P). Ale dobrze uświadomić sobie, że jest druga strona medalu, jak zawsze zresztą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeny, wy się nawet przez blogi synchronizujecie czy coś :D A ja nie mogę się synchronizować bo mam sztuczny okres, czuję się znowu gorsza :D
      No to widzisz, znalazł się sposób, cieszę się:) Jakiś to zawsze jest. Chociaż, jak wyżej pisałam Lusi, nie ma to jak w czasie okresu jak niewolnik masujący nam stopy :D

      Wiem że wiele z nas tak na to nie patrzy, bo jesteśmy wychowane w kulturze, w jakiej jesteśmy. Nie nosimy w sobie wewnętrznej bogini jak nasze pra, pra matki ( a raczej nosimy, ale nie uświadamiamy sobie tego), tylko wmawia się nam że nasze łono to źródło grzechu i w ogóle, menstruacja i kobiecość jest fuj. Te echa stale pobrzmiewają w naszych głowach, choć nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy często.
      I radość życia nieraz odbiera, boli jak cholera, w dosłowności nic miłego i fajnego..ale właśnie ładny symbol. Ta krew mówi więcej niż sądzimy, jak to się u nas mawia, to właśnie ta druga strona:)W sumie, co ich nie ma, dwóch obliczy :D

      Usuń
    2. Hahaha właśnie tak czytam, każda albo w trakcie, albo przed xD
      O to najlepszy sposób :D Stopy i brzuszek koniecznie, bo te dłonie to jedyne lekarstwo tak naprawdę :D

      Bo pobrzmiewają, niestety. Tak jak właśnie w wielu religiach, tych chociażby o których sama pisałaś. Choć podobno nie w większości wierzeń. Właśnie w większości i sam seks jest też pojmowany jako coś dobrego, namacalnego, a nie grzesznego. Choć nawet i w Biblię jak się dobrze wczytać, to można się upierać, że Kościół chrzani farmazony w tej kwestii. Bo ja się wlaśnie z tym średnio zgadzam i z pewnymi naukami też, ale... ta moja wiara też jest "moja" na swój sposób. No ale ja ogólnie juz byłam nazwana heretyczką, opętaną, jak Ci opowiadałam, a teraz jeszcze mam zadatki na czarownicę, no wtf XD Ale odbiegłam od tematu :D
      Ale fakt faktem - przysięgam, że jak następnym razem będę rzygać z bólu, to powiem sobie: "ładny symbol, cholera pamiętaj o tym..." :P

      Usuń
    3. W sumie, ja po...:D Ale jak mówię, u mnie się nie liczy, mój księżyc to ściema :D Otóż to. I czekolada. Dużo czekolady:D

      Dokładnie, większość religii ( bo mamy kilka tysięcy wierzeń w sumie jak tak policzyć cholera!) nie neguje w ogóle seksu, to coś pięknego, radosnego, boskiego...owszem, zawsze są jakieś tam zasady ale choćby w religiach pierwotnych nikt za seks nie grozi piekłem. Jak to mówi się u nas "każda rzecz, jaką czynisz na swoją radość i rozkosz, na moją chwałę czynisz " ( czyli Pani, to dłuższa kwestia, jak ją pojmują niektórzy, ale to o tekst mi sam chodzi). Skoro seks to radość, nie robi krzywdy..to czemu za niego karać? Tak samo jak za symbole seksualności? Ale pojawia się jedna kwestia- seks to pierwotny motor działania. Więc represje wobec tej sfery podporządkowują lud. A najbardziej widać to patriarchacie.
      No, starczy poczytać choćby "Pieśń nad pieśniami":D I ksiądz wmawia, że to miłość między Bogiem a człowiekiem ( raz tak szłyszałam). Ta....jaaaasne..:D
      I no tak, ty to już w ogóle satanistka i tak dalej :D
      No raczej bardziej ten masażyk pomoże....:D

      Usuń
    4. Albo chipsy... te to bym wpieprzała non stop :D Ale bardziej mi to dolega w czasie pms chyba :D

      Otóż to. No jest ich sporo... Bo te grożenie piekłem to sprzeciwianie się naturze jak dla mnie. Mówi się niby, że potępienie jest za to, co ludzkie. Ale my przecież, ludźmi jesteśmy, tak? I wokół tego jest taki zamęt, że nawet jak znam pary wierzące, które miały z tym epizodem właśnie problem... mówiły mi, że nawet po ślubie czuły się, jakby to było coś złego. No ale przecież tylko na misjonarza wolno XDDD
      No niestety dużo w tym wszystkim jest sprzeczności. Jak dla mnie za dużo i dlatego wciaż się w tym gubię.
      No ja wiem XD Boję się o siebie czasem :D
      To będe tak myśleć w trakcie masażyku :D

      Usuń
    5. O tak, ze wszystkich słodyczy najbardziej lubię chipsy jak to mówię :D
      Albo..tatara :D

      I dlatego nie uznaję monopolu żadnej, w sumie, to jak Carlin mówił o ateistach w jednym skeczu- śmiejesz się z ateistów, że wkurwiają Boga nie wierząc w niego....a ty wkurwiasz jeszcze bardziej całą resztę, wierząc tylko w jednego. Żart, ale...coś w tym nieraz jest, jakby się zastanowić tak w innej płaszczyźnie, jak dla mnie.
      Dokładnie. To po co dawał nam ten Bóg, ktokolwiek, natura, zwał jak zwał, przyjemność z seksu i takie mocne parcie na niego, skoro to grzeszne? Trochę absurdalne. Na morderstwo takiego parcia nie mamy czy na jakikolwiek inny "grzech". Więc dla mnie trochę bez sensu :D I to jest straszne, jak człowiek jest tak ortodoskyjnie nieraz wychowany albo przesiąknięty tą pruderyjną atmosferą, że nawet po ślubie ma z tym problem. A potem że kobiety mają pochwicę np, na tle psychozy religijnej. Masakra jakaś.
      I najlepiej tylko w piżamie z dziurką, jak w wiktoriańskiej Anglii :D
      Nie dziwię ci się. Najwięksi teolodzy się gubią, a Ty teologiem nie jesteś, no nie?
      O siebie czy siebie?:D Bo to różnica :D
      Dobre podejście! :D

      Usuń
    6. Jeeee to pjona xD Chipsy są najlepsze :D I na imprezach zawsze wyżeram XD Inni się częstuja, a ja wyżeram :D
      O nie, tatar to nie XD

      Coś w tym kurcze jest :) Zawsze warto się nad tym zastanowić, ja mówię zawsze, że nie warto się zamykać. Po prostu wierzyć po swojemu, ale zdawać sobie sprawę, że są też inne spojrzenia. Tak, jak ja. Jestem wierząca, "po swojemu", ale jednak wierząca. Gdybym była "stereotypową chrześcijanką" to powinnam obrazić się o Twój tekst z czarownicą itd :P Ale nie, cholera, zdaję sobie sprawę, że jest coś takiego, że w różne rzeczy się wierzy i na różnych płaszczyznach się to praktykuje. I jakoś tak - jestem otwarta, po prostu :)
      Mam dokładnie takie samo zdanie. Jeszcze zrozumiem seks, jako grzech, w momencie zdrady, krzywdzenia drugiego człowieka, etc. Ale jako wyraz okazania miłości, czy przyjemność właśnie- nie widzę w nim niczego złego. No ale walki społeczne na ten temat są coraz bardziej zawzięte, cóż poradzić. Jest to masakra, ale... jedyny nasz wpływ polega na tym, żeby mieć zdrowe podejscie i nie popadać w paranoję :)
      I żeby broń bóg łydki nie odsłonić, a żeby cycek wyskoczył to już w ogóle tragedia :D
      Ano właśnie :)
      I siebie i o siebie chyba, jakby się dokładniej przyjrzeć xD
      Wiem :D

      Usuń
    7. W sumie to wolę tortillę z Biedry, wjebałabym :D
      I ja wiem, że ty otwarta akurat jesteś, mówiłyśmy o tym:) I chodzi po prostu o to, żeby znaleźć chyba ten swój sposób na wiarę, oczywista rzecz i dać i innym znajdować swoje sposoby:) Bo kurde, nie ma co się komu wpierdalać ze swoim patrzeniem, jak już można się podzielić po prostu, powiedzieć jak samemu się widzi, ale nic nie narzucać i tyle:)
      I właśnie, obraziłam cię jak ja pierdolę :D
      No właśnie, ale to grzechem wtedy chyba jest krzywda, a nie sam seks, znaczy, ja tak na to patrzę właśnie. I fakt, jest piekło, seks jako temat zastępczy w mediach, gender i wszystkie inne...paranoja totalna.
      No i takie seksowne nadgarstki i w ogóle :D
      Aż za dużo tego lęku :D

      Usuń
  4. o matko! ale trafiłaś, jestem na parę dni przed okresem i kurczę już zaczynam zwijać się z bólu i pokazywać swoje humorki. uwaga! one są niebezpieczne xD. rzadko kiedy mam okres, który jest łagodny i mało boli. prawie zawsze zwijam się z bólu, mdleję i wymiotuję. nie mogę tego znieść i wierz mi, że w takich dniach trudno czuć mi się kobietą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, PMS rzuca talerzami o ścianę i tak dalej :D A w ogóle WHO zastanawia się, czy tego syndromu nie zdjąć z listy syndromów, czy to nie wydymane za bardzo :D
      Ale współczuję w takim razie. A ginekolog nie jest w stanie czegoś na to poradzić? Bo z reguły ustawienie hormonalne choćby jakoś minimalnie pomaga.

      Usuń
  5. Ciekawe podejście, mega filozoficzne... głębokie, nie dziwię się że obolała Deniz była zdumiona::))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, tak jakoś mi wychodzi, że jak się uczepię tematu, to potem filozofię do niego dorabiam :D Zwłaszcza, jak o sprawy kobiece chodzi :D

      Usuń
  6. Dziś (właściwie wczoraj) dostałam okres, ależ zbieg okoliczności :)
    Dla mnie zawsze był czymś równie nieprzyjemnym, co naturalnym. Bo oprócz bólu podbrzusza, dochodzi potworny ból kręgosłupa, ale nie o tym miałam... Uwierzysz, że zdrowe podejście zawdzięczam ojcu? Tak właśnie jest, mama pracuje i mieszka za oceanem, nie ona mnie wychowała i pomagała w tym momencie. Tata mnie wtajemniczył, do tej pory ma utrudnione zadanie, gdyż ze względu na niepełnosprawność wymagam pewnej pomocy, ale dla niego to zwyczajna rzecz. Co ważniejsze, okres to okres. Nie szepczemy o "tych dniach", "wizycie ciotki" - normalna sprawa. Te określenia zostawiam dla owładniętego tabu zewnętrznego otoczenia.
    I wiesz, że dla mnie to też dar w pewnym sensie? Taki wskaźnik pt "jest dobrze", Ani w czasie po operacjach kręgosłupa, ani w trakcie kamicy nie miesiączkowałam, organizm ewidentnie podupadał. Dziś pomyślałam, że skoro się męczę, wszystko będzie w porządku :)
    Menstruacja w moim przekonaniu zdecydowanie nie jest powodem do wstydu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogerki się synchronizują jak zauważyłam już :D
      Bo tak, dodatkowo ten ból skurczów promieniował...ja ci powiem szczerze, że kiedyś, zanim zaczęłam mieć problemy z hormonami, poznawałam po tym że będę miała okres, że mnie w kręgosłupie lędźwiowym i krzyżowym właśnie łupało, dzień przed, dopiero potem podbrzusze. Także jakoś mnie to nie dziwi wielce:)
      Czyli masz fajnego, normalnego tatę, który nie jest jakimś samcem co się kobiet boi :D Ale rozumiem, on przejmował po prostu i te kobiece obowiązki jakoś, co niby wydaje się być trudne dla faceta...ale często zdarza się w drugą stronę, więc jak widać, wszystko można:)
      Bo czemu by miała być nie zwyczajna? Ja pamiętam, jakie było zdziwienie, że w czasie okresu no...zdarza mi się być aktywną seksualnie. A to przecież w niczym nie przeszkadza, tylko to kwestia jakiejś estetyki albo właśnie tych uprzedzeń. A normalna sprawa. Czy przy jakiejś higienie czy jak pójdziemy dalej.
      I to jest ważne, słownictwo. Ale powiem ci że też właśnie nieraz publicznie mówię no "ciotka" i tak dalej, bo niektórzy ludzie...cóż. Dystansu do pewnych spraw za grosz, a może i za dużo.
      Dokładnie! Rozumiem o co chodzi, bo ja z kolei choruję hormonalnie, ale okres zawsze jest jakimś wskaźnikiem naszego zdrowia, czy wszystko ok. I w sumie nic dziwnego, biorąc pod uwagę ludzką fizjologię, no nie?:)

      Usuń
  7. Rzeczywiście wyczucie chwili masz opanowane do perfekcji, bo ja też właśnie jestem w trakcie. :D

    Nigdy nie zastanawiałam się nad okresem w takich kategoriach. ;)
    Po prostu przychodzi i odchodzi. :) Z całym inwentarzem PMS-u, który u mnie odbija się szerokim echem... ;)
    Choć nie ukrywam, że coraz częściej zastanawiam się, aby zastopować krwawe maratorny na najbliższe 9 miesięcy... ;) Instynkt macierzyński i te sprawy. ;) Możesz o tym napisać w kolejnej notce - może też rzucisz nową perspektywę na ten temat. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogerki się synchronizują, mówiłam :D
      A ja jednak tak, bo trochę to bliskie mi tematy, w sensie....wszelkie aspekty boskiej kobiecości, o:)
      To pewnie terroryzujesz otoczenie, co?:D
      I...czemu by nie:) Skoro instynkt macierzyński się budzi...to do dzieła :D I macierzyństwo póki co jest mi trochę dalekie, ale zastanowię się:)

      Usuń
    2. Staram się nad sobą panować, i choć nie zawsze mi to wychodzi, to jestem dumna z otaczających mnie osób, że potrafią stawić temu Katharsis czoła. :P

      O dzidziusia postaramy się po remoncie. :)

      Usuń
    3. Domyślam się:D

      To...bęe wtedy trzymać kciuki :D

      Usuń
  8. A mnie wszyscy mówili: "urodzisz wszystko się zmieni"
    Taaaa, dupa jasia, boli jak bolało, z tym że myślenie po porodzie mi się zmieniło :P
    Po 11h porodu zniosę każdy ból :P
    A teraz jestem przed, więc temat jak dla mnie :)
    PMS książkowy! :P
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to słyszałam i takie mądrości. Niektórym faktycznie się normuje, jak mojej siostrze choćby, innym za grosz i nawet jeszcze bardziej napieprza za przeproszeniem...
      No tak, przeżyłaś największy możliwy dla człowieka ból więc...już inne niestraszne :D
      Czyli w normie, tyle dobrze :D

      Usuń
  9. Jakbym słyszała w niektórych momentach moją mamę :) często rozmawiamy o kobiecości, pozycji kobiety a patriarchalnym spojrzeniu itp. Daje do myślenia.
    Okres to też dla mnie znak, że jest dobrze, że ciało jest gotowe, choć ja nie i pewnie długo nie będę. Ale czasem myślę, że brzuch się mści tym bólem, bo nie daję mu nic do roboty :D nudzi się, biedaczek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, czyli Twoja mama to w pełni świadoma kobieta, zaryzykuję takie stwierdzenie:)
      No cóż...większość życia w sumie jednak się nudzi, więc nie ma się co mścić, niech nie przesadza :D
      P.S,. Czy Ty posiadasz jakiegoś bloga? Bo na profilu nie ma adresu, a zdaje mi się, że kiedyś, kiedyś gdzieś mi mignął....

      Usuń
    2. Zaryzykuję stwierdzenie, że się zgadzam :D
      To jest brzuch. Widać jeszcze mniej zrozumiały niż kobieta :D
      Obecnie nie mam bloga.

      Usuń
    3. Nie ma to jak smaczek ryzyka :D
      A mówi się, że nieraz ma swoją inteligencję :D
      Rozumiem:) Tak zapytałam, bo bym po prostu chętnie poczytała, jakbyś miała:) I pewnie mi się coś wydawało:)

      Usuń
    4. No ba! Bez ryzyka nie ma zabawy :D
      Nieraz... ano właśnie :D
      Miło mi :) Miałam bloga, jeszcze parę miesięcy temu, ale stwierdzam, że wolę czytać niż pisać (znaczy się... kocham pisać, ale nie wydaje mi się, bym wnosiła coś wartościowego swą pisaniną :)

      Usuń
    5. Dokładnie :D
      To mogłaś mi się przewinąć:) I rozumiem, że woli się tylko czytać- sama tak robiłam jakiś czas- ale nie mów, że nic być wartościowego nie wniosła. Mam przeczucie, że byłoby całkiem inaczej :>

      Usuń
  10. Mimo wszystko nie chciałabym być mężczyzną. Wolę być kobietą, sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie:) Bo bycie kobietą to też po prostu piękna sprawa:)

      Usuń
  11. Ja na szczęście mam bezbolesne okresy, więc obchodzi się bez tabletek. Miewam za to różne humory na czym cierpi otoczenie ;p
    Przypomniało mi się takie zdjęcie, które było kiedyś na portalu społecznościowym. Była dziewczynka, 14 lat, która dostała okresu i krzyczała: mamo, ja krwawię, umieram!!
    A na drugim zdjęciu dziewczyna 22-letnia, która dostała okresu i mówi: dzięki bogu, nie jestem w ciąży.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, u ciebie rzuca się na mózg, jak i u mnie, jakby to powiedział mój mąż żartobliwie :D Ale to dobrze, bo jednak trucie się chemią za fajne nie jest, a i ból menstruacji cóż...nic fajnego.
      Dokładnie! Kto tego nie przeżył też, to nie wie, jakim okres nieraz jest zbawieniem :D Dosłownie :D

      Usuń
    2. Czasami jednak wydaje mi się, że przydałoby mi się takie cierpienie zamiast kaleczenie innych słowami :P Ostatnio zrobiłam taką haję w domu o to, że nikt nie chciał polatać po podwórku z psem, że mój brat nawet zaczął myć sam okna, bo mu kazałam, a nie chciał mi już podpadać xD
      Oj tak, ja niedawno umierałam ze strachu, jak spóźniał mi się drugi okres po odstawieniu tabletek i jeszcze powiedziałam Ciachu. Niemal mnie siłą wepchnął do apteki bym kupiła test, musiałam na imprezie prowadzić, by mieć wymówkę by nie pić i stwierdziłam wtedy, że nie jestem gotowa by być matką :) Ja to bym mogła mieć dziecko, ale takie, żeby od razu miało 5 lat i rozumiało co się do niego mówi i chodziło do szkoły ;p

      Usuń
    3. No właśnie to zależy jak kto patrzy, czy egocentrycznie czy inaczej :D
      No raczej, pierwsze co się robi to się test kupuje:D Ale to też rano trzeba robić, w sumie, więc czasem jest te patę godzin niepewności :D
      No..ja w ogóle nie czuję, żebym kiedykolwik była gotowa, ale nie mowię nigdy:)

      Usuń
  12. Oj też miałam kiedyś problemy z okresem. Zniknął przez moje durne niejdzenie. Na początku myślałam, że to i lepiej, bo nic mnie nie boli, ale szybko potem do mnie dotarła myśl, że to źle. Też czułam się wybrakowana w pewnym sensie, już pomijając świadomość ostrzegawczego sygnału, jaki wysyłał mi organizm.
    A świat zawsze opierał się na przeważaniu szali. Po okresie matriarchalnym musiał nastać patriarchat, a później? Później koło potoczy się dalej. Ja poniekąd żyję w matriarchacie Mój ojciec musiał się ugiąć pod wpływem 4 kobiet o bardzo wyrazistych charakterach. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niejedzenie? Ugh, nie brzmi za miło...ale jakby nie patrzeć, to właśnie sygnał ostrzegawczy, że wcale dobrze nie jest. Fizjologia wie co robi a ...może nie tylko fizjologia nieraz:)
      No w sumie ja w dużej mierze też żyłam w matriarchacie, silna osobowość babci, moja matka, siostra...ojciec w sumie nie uczestniczył w moim wychowaniu, chyba że uznamy za wychowanie awantury pijacie czy coś w tym stylu :P Ale tak to cóż...pochodzę raczej z rodziny, gdzie właśnie kobiecość to siła, tak jest pojmowana, I na to nie narzekam :D
      A może w końcu, kto wie, nie będzie żadnej dominacji, a się dogadamy swoimi pierwiastkami płciowymi, tak jak to powinno być?:D

      Usuń
    2. Pociąg do autodestrukcji wtedy osiągnął swoje apogeum.
      Serce mi wtedy dało najsilniejszy sygnał, kiedy cała rozedrgana w nocy próbowałam się uspokoić. Wtedy już jeść zaczęłam, z dnia na dzień.
      Mi też z tym całkiem dobrze.
      Być może tak, ale dla mnie to iście utopijny scenariusz ;)

      Usuń
    3. Ale nie dotarł do stacji docelowej, to najważniejsze.
      Ale ja nieraz i utopie lubię:) Nie że się łudzę, ale tak sobie wyobrazić:)

      Usuń
  13. Wiesz, jakoś tak nigdy nie patrzyłam na menstruację w ten sposób, więc plus dla Ciebie, ponieważ hm otworzyłaś mi oczy na pewne sprawy. Dziękuję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciesze się, że w końcu cię znalazłam Frida Dawniej funkcjonowałam w sieci, jako zatopiona w myślach..
    U mnie te dni są często nieregularne i bolesne. Nad wyznacznikami kobiecości, nigdy się nie zastanawiałam Może to lepiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety, pamiętam Cię! Cieszę się, ze tu mnie znalazłaś:)
      Nie wiem czy lepiej, po prostu...każdy ma do tego swoje podejście chyba:)

      Usuń
  15. Nigdy nie uważałam, że okres to coś więcej. To po prostu okres. Nie wywyższam tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest tak, że ja to wywyższam jakoś ale po prostu, ciekawy jest sam kontekst kulturowy podejścia do menstruacji w odniesieniu np. właśnie do kultury patriarchalnej czy matriarchalnej. To są pewne ciekawiące mnie zawsze kwestie:) Jak i samo pojmowanie kobiecości czy męskości:)

      Usuń
  16. Nospa? Odkad mam problemy to bralam ketonal :) ale do 18 r.z. nie bylo problemow. Nie wstydzilam sie. Byla to norma. Nie przeklinalam :p ale gdy musialam miec dwa razy zatrzymany na kilkamiesiecy.... Cialo sie dusi od srodka... Cieszylam sie majac okres. Od niedswna jest cacy i doceniam to :)
    nigdy nie czytalam takiego wpisu :) I... masz racje. To magia. Caly cykl. Bo w dni plodne przyciagamy mezczyz :) ale ja przy okresie wariuje. Seks w okres jest dla mnie cudowny :p nie wyobrazam sobie by facet sie mnie brxydzil wtedy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na każdego dobrze działa co innego;) Na nią akurat to. Znam ludzi, których tramal nie bierze, to wiesz :D Niestety, nie każdy ma właśnie takie zdrowe podejście mówiące po prostu, że to norma. A szkoda, być może byłoby lepiej w tym świecie jakoś.
      I dokładnie, znam to uczucie. Okropieństwo.
      I oby tak już było, trzymam za to kciuki:)
      O to, właśnie to, dni płodne i to jak nami kierują :D Też sobie tego nie wyobrażam no ale...ludzie są różni i w tej kwestii. I mają też do tego prawo, w sumie:)

      Usuń
  17. O, temat, który i mnie nurtuje czasem - babskie "wstydliwe" sprawy... Ja aż tak bardzo bolesnych i wykańczających akcji nie mam często - ze dwa razy w roku zdarza mi się cięższy okres. Ale wiem, że u niektórych kobiet to jest comiesięczna masakra...

    Ładnie napisałaś, że okres to dar. Jest to czasem "przekleństwo" dla niektórych pań, ale i dar natury dla nas, kobiet, który pozwala nam wiedzieć, na czym stoimy i jak mamy planować sobie przyszłość :-).

    Miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest ciekawy temat przecież! :D To tyle dobrze, że jakoś nigdy Cię wielce nie skręcało...sama miałam właśnie tylko parę razy takie przypadki, w większości razy troszkę pobolało i tyle. A potem hulaj dusza dalej:) I tym współczuję.

      Dokładnie, tak samo jak po prostu bycie kobietą jest darem. I..fakt, to też dobry wyznacznik właśnie:)
      Mam nadzieję, że Twój był równie udany:)

      Usuń
  18. Może ja jestem dziwna, ale ja lubię dostawać okres :) Nie żebym lubiła ból i te wszystkie dolegliwości, które i mnie dopadają. Ale lubię dostawać okres regularnie, bo wiem, że wszystko jest ze mną w porządku. To jakby brać udział w tym naturalnym rytmie płodności, natury, kobiecości, o którym piszesz. Kiedy dostaję okres, myślę sobie, że wszystko jest ok.
    I choć nie mam jakichś strasznych bóli, to prawdziwym wybawieniem było dla mnie odkrycie ketanolu. Działa na mnie bardzo szybko i na długo. Ale z tego, co wiem, to każdej kobiecie pomaga co innego. Ach, ostatnio odkryłam siemię lniane! Genialnie łagodzi skurcze, aż byłam w szoku :) Tylko trzeba regularnie pić albo jeść.
    No i to wszystko co piszesz o znaczeniu menstruacji w kontekście kultury i kobiecości - super że to przypominasz. Szkoda, że my się dziś tak z tym wszystkim kryjemy, narzekamy i w ogóle. Szkoda, że tak rzadko myślimy o okresie jak o darze właśnie. Podobają mi się te rytuały u Indian :) Jednak oni żyją w większej zgodzie z przyrodą i świetnie wyczuwają naturę kobiecości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie to wcale właśnie nie dziwi:) Bo właśnie nie chodzi o bóle i tak dalej a o to, że wiesz, że jesteś zdrowa. Ja też już zrozumiałam, jaki to ważny jednak wyznacznik.
      A to ja czasem właśnie tylko biorę nospę, ale to rzadko, naprawdę. I właśnie różnie na różnych ludzi leki działają. Sama jestem przykładem, jak po ibupromie zwykłym można być totalnie naćpanym.
      I dzięki za informację:) W ogóle, siemię jest ogólnie zdrowe chyba:)
      Bo niestety nasza kultura jest trochę sterroryzowana pewnymi przyzwyczajeniami, dlatego właśnie nieraz warto przypomnieć pewne rzeczy:)
      Też ich uwielbiam:)

      Usuń
  19. Ja nienawidzę okresu wtedy, gdy go dostaję, z powodu tych bólów, ale kto tak nie ma :P ale gdzieś w środku jestem wdzięczna, że go mam, bo mój nieregularny cykl przyprawia mnie o lęki, że może jestem na coś chora. I jak raz w miesiącu nie dostałam to naprawdę się przeraziłam, że może przez to, że nie mam, w przyszłości, nie będę mogła mieć dzieci. Więc mimo wszystko, dobrze go mieć :) mimo przeklinania na czym świat stoi :P Cóż, wszystko ma swoje plusy i minusy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, tego nikt nie lubi, ból nikomu jako tako nie sprzyja ale...właśnie mi się coś nasunęło- jak kobieta ma być matką, może te comiesięczne, niewielkie w sumie bóle ( u większości) mają nas przygotować na znoszenie największego bólu, jaki człowiek może przeżyć, czyli porodu?:> Tak nie wiem, wpadłam na jakiś pomysł dodatkowy celowości tego :D
      I właśnie, dobrze go mieć jako wyznacznik zdrowia chociaż, taki jaskrawy bardzo wyznacznik, na który zwracamy stale uwagę:)

      Usuń
  20. Wiesz co... Wydaje mi się, że w pewnym sensie z okresem jest jak z wszystkim - ma się, to się nie docenia, tylko na niego pomstuje, a jak się nie ma, to dopiero się zaczyna tym martwić.
    I, o, mam obrazek ilustrujący wyczucie czasy dostawania okresu w większości przypadków: TADAM ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jak U Kochanowskiego "szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz aż się zepsujesz". Stare, ale jare :D I trochę smutne, że nie doceniamy tak bardzo tego co mamy, nieraz musimy to stracić- i nie mówię tu już tylko o prozaicznej pozornie menstruacji.
      Kocham ten obrazek :D

      Usuń
  21. Może większość kobiet narzeka na okres, bo mało która zastanawia się nad jego większym/głębszym znaczeniem. W życiu codziennym, kiedy żyje się w pędzie, pośpiechu nikt nie zastanawia się nad plusami miesiączkowania, każdy skupia się na dolegliwościach i obowiązkach z tym związanymi. Jednak to tez zależy od sytuacji, bo jak kobieta choruje (i nie ma miesiączki) a w końcu się ona pojawi, to kobieta jest w tym momencie przeszczęśliwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle, w naszym życiu codziennym, w tym pośpiechu, o którym piszesz, mało co nas zastanawia, nawet takie ważne rzeczy- bo jednak właśnie, nawet taka menstruacja, jako sygnał, czy jesteśmy zdrowe, jest bardzo ważna. I zaczyna się problem jak już całkiem zniknie...na szczęście, to nadal sytuacje skrajne.

      Usuń
  22. Chłopcy nabijający się z dziewczynek - totalna, bezmózga gimbaza.
    Ukrywanie przed dziewczynkami tego mechanizmu jest straszne. Skonfrontowane z faktem, przerażone, bo przyszło znienacka.
    Strach facetów w dawnych kulturach przed czymś na co nie mają wpływu z dzisiejszej perspektywy jest przesadzony. Dziś znamy mechanizm i wiemy, że to tak po prostu działa. A gdy tak się nie dzieje, wiemy że trzeba iść na diagnozę.
    Tak nam zazdrościcie, że jesteśmy "bezobsługowi". Możemy być chorzy i funkcjonować tak samo, bez sygnałów ostrzegawczych. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano bezmózga gimbaza, ale zważ, jak wielkie na to jest społeczne przyzwolenie i jak wielu panów dorosłych w taki sam sposób, po paru piwkach, nabija się z pan. I w drugą stronę tak samo, a nieraz i jeszcze gorzej. Wszyscy mamy swoje społeczne grzeszki, z których jakoś trudno nam wyrosnąć.
      I jest straszne, ale cóż...niektórzy nadal poddają się pewnej opresyjności kultury, z której się wywodzimy w naszym kraju.
      I jasne, teraz przesadzony, ale był jakoś jednak. Jak przed wieloma rzeczami;) Tak samo, do dzisiaj niektórzy burzę uznają za gniew bogów :D
      A nie, nie zazdrościmy właśnie, o tym jest ten post, że nie ma co zazdrościć :D I zawsze ciało wysyła sygnały ostrzegawcze....tylko czasem nie są tak oczywiste, trzeba się w to ciało bardzo wsłuchać.

      Usuń
  23. przeczytałam Twój post już jakiś czas temu, ale kompletnie nie wiedziałam co napisać, bo ja nigdy nie patrzyłam na tą naszą kobiecość w ten sposób. mimo że i mi się zdarzy narzekać, to i tak wolę być wrażliwą płaczliwą kobietą niż nie jednym oschłym facetem.
    pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to z kolei stereotyp!:D Bo jednak znam i dużo oschłych, gruboskórnych kobiet i wrażliwych, płaczliwych facetów. Raczej kobiecość i męskość tego nie definiuje jak dla mnie...ale już się nie czepiam, bo wiem o co ci chodzi chyba :D

      Usuń
  24. Ej, ja Cię uwielbiam po prostu. Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób. Wiele kobiecych przypadłości uważałam za słabość, a przecież to te rejony, do których tylko kobiety mają dostęp. Jak to mówią "nie wierzę temu, kto krwawi siedem dni w miesiącu" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, co za miły entuzjazm :D Dzięki :D
      Wiesz, mi się wydaje, że nam wmówiono, że to słabość, bo nasza kultura hołduje temu jedynemu rodzajowi siły...zapominając, że siła ma wiele znaczeń. Zwłaszcza ta kobieca, różnie sie objawia :> A stąd potem symbolika i właśnie...ta tajemniczość :D I właśnie, te żarty nawet się z próżni nie biorą :D

      Usuń
  25. Nigdy nie patrzyłam na okres jako na dar, ale też nigdy nie patrzyłam na to, jak na przekleństwo. Poruszyły mnie te źródła, w których mowa o innych wierzeniach. Nie rozumiem jak można jakkolwiek gorzej traktować kobietę za to, że ma okres, że po prostu jest kobietą. Z drugiej strony o kulcie miesiączki też nigdy nie słyszałam.
    Dla mnie to chyba zawsze był taki temat tabu, wstydliwy, a sama miesiączka cholernie stresująca - i właśnie nie bolesna, a stresująca. I chyba nadal tak jest. Może jeszcze nie dojrzałam na tyle, żeby traktować to z takim... dystansem jakimś? Nie wiem...

    OdpowiedzUsuń