poniedziałek, 2 listopada 2020

O tym, że niedziele są święte, czyli o pięknie zwyczajności i wspólnego picia kawy.

 Niedziele są święte. Dlatego, że są nasze. 

To twój jedyny dzień wolny od pracy. Dlatego jest dniem, który chcemy celebrować. 

W niedzielę zamykamy się przed światem i istniejemy tylko dla siebie. Wpuszczamy tu tylko parę osób, które kochamy, które są naszą rodziną z wyboru. Ale przede wszystkim jesteśmy we dwoje. 

Wyłączamy wiadomości. Nie czytamy gazet. Odpoczywamy. W chaosie świata łapiemy ten moment. I choć tyle się dzieje dookoła, próbujemy nie dać się porwaćtej fali. Będziemy ją ujeżdżać następnego dnia. Ale dzisiaj łapiemy głęboki oddech. Jesteśmy tu i teraz, we dwoje. 

Budzimy się leniwie, we własnym tempie. Tym razem bez alarmu, każącego zrywać się na nogi o 7 rano. Nie chce nam się wychodzić z łóżka. Jest jeszcze tak ciemno. W końcu to już listopad. Niedługo noce bedą trwały prawie do południa. Ale to nic. Ta ciemność nas otula, a my w jej kokonie wtulamy się w siebie. Jakby świat poza naszą sypialnią nie istniał. 

Ale to nasz dzień. Nie chcemy go zmarnować, leżąc w łóżku. Choć, czy jakkolwiek marnujemy czas, jeśli jesteśmy razem? Nieważne gdzie. Nieważne jak. Ważne, że we dwoje. 


W końcu jednak wstajemy. Ty robisz kawę, bo  to jedna z niewielu rzeczy w kuchni, które robisz lepiej ode mnie. Ja celebruję parzenie zielonej herbaty i jak opętana wypróbowuję kolejne gatunki senchy. Ty robisz po prostu, najlepszą kawę o poranku. Z nutą kardamonu. Z mlekiem z orzechów. I zawsze pamiętasz, że ta ogromna, biała filiżanka z niebieskiem wzorem jest moją ulubioną. Codziennie, ale w niedzielę wyjmujesz ją ze zmywarki, gdy nie doczekała jeszcze mycia i myjesz ją dla mnie, zanim kawa się zaparzy. 

Ja, jeszcze półśpiąca robię nam naleśniki. Te z bananów, bez mąki. Bo przecież staram się gotować dla nas zdrowo i szukam różnych kompromisów. Pamiętam, że obaj twoi dziadkowie i ojciec mają problemy z sercem. Nieraz o tym myślę, dlatego staram się za dużo nie solić. Chcę, żeby twoje serce było zdrowe. Żeby biło jak najdłużej. Żebyś mógł mi parzyć kawę o poranku przez kolejny rok. I kolejny. Kolejne 12 lat. 20. 40. 




Gdy jemy, wreszcie półmrok mieszkania zalewa czerwone światło. Od kilki dni o wschodzie słońca niebo gorzeje. Pożoga bez ognia zalewa nasze mieszkanie. To słońce, ten świt nas wzywa. Dopijamy kawę, bierzemy szybki prysznic i ruszamy przed siebie. Gdzie? Nie ma znaczenia. To ty jesteś zawsze naszym przewodnikiem. Ja potrafię zgubić się w swoim rodzinnym mieście. Nie poznaję ulic, na których byłam niezliczoną ilość razy. Drogi, choć były odkryte, nadal są tajemnicą. Jadę więc tam, gdzie mnie zaprowadzisz. Zresztą, cel nie ma znaczenia. Kochamy te chwile w samochodzie. Ja wybieram muzykę, ty pewną ręką, ze spokojem, kierujesz.Rozmawiamy o codzienności. O polityce. O geologii. Topnieniu lodowców. Palnach na przyszłość. Opowiadam ci książki, które przeczytałam, ty mówisz mi o trajektorii lotu rakiet, które wysyłasz w przestrzeń kosmiczną w symultorze. Często jednak milczymy i podziwiamy piękno tej krainy. Zachwycamy się światłem. Jeździmy tak parę godzin, zatrzymując się w paru miejscach i spacerując.


Wczoraj zaprowadziłeś mnie na krater, z którego przed tysiącami lat wylała lawa. Mróz, silny wiatr nie był nam straszny. Podejście było strome. Ślizgałam się na żwirze. I gdy wracaliśmy, czekałeś na mnie, choć mogłeś zbiec, jak to ty, jak górska kozica, skacząc po skałach. Ale czekałeś na mnie i podawałeś mi rękę, wiedząc, jakie mam problemy z równowagą. Nie bałam się, bo wiedziałam, że kiedy się potknę, to mnie złapiesz. Pomyślałam, że to ty w dużej mierze nauczyłeś zdobywać mnie większe i mniejsze szczyty. I nauczyleś mnie z nich schodzić. 


Wracamy do domu. Gotujemy szybki, niewyszukany obiad. Kiedy jesteś w domu, nie chce nam się marnować czasu na gotowanie. Niedziela to czas na zamawianie jedzenia, restauracje, proste kanapki. Potrafię siedzieć godzinami w kuchni, kocham to, wiesz zresztą. Kocham cię karmić, bo kocha się to robić dla tych, któych się kocha. Ale w niedzielę wolę położyć się z tobą na kanapie i wtulić w ciebie. I kochać cię inaczej. Raz, za razem. Bez pośpiechu. Bo ta kanapa, na której kładziemy się zmęczeni po wycieczce, oglądając banalne filmy, ta kanapa jest właśnie teraz centrum całego wszechświata. I nic poza nią nie istnieje. 


Za oknami zaczyna zmierzchać. Ciemność, ona też wyciąga nas w domu, w przerwie pomiędzy kolejnymi filmami i miłością. W przerwie od herbat, które teraz parzę ja. 

Idziemy do pobliskiego parku. Znajdujemy moment, w którym wschodzi księżyć. Błękitna pełnia, pierwsza od 84 lat taka. Patrzymy zachwyceni na niebo, słuchając trąbiących arktycznych łabędzi w tle. Nagle niebo zielenieje. Błękitne, jaskrawe światło księzyca spotyka delikatną zorzę, łącząc się przez moment. Czyste piękno. Właśnie na naszych oczach. Trzymamy się mocno za ręce. Nic nie musimy mówić. Próbuję zrobić zdjęcie, by pokazać to tym, którzy są daleko, innym których kocham, ale nic z tego nie wychodzi. Ta chwila jest dla mnie i dla ciebie. W końcu niebo zasnuwają napływające od południa chmury. Kurtyna. Wracamy do domu. 


Oto przyszła noc. Pora spać. Kładziemy się w łóżku, z którego tak trudno było nam wstać. Jutro poniedziałek. Wtulamy się w siebie, łapiąc ostatnie momenty naszego święta codzienności. Jutro poniedziałek i będziemy w świecie i dla świata. Ty w pracy, ja próbująca sobie ułożyć na nowo codzienność po tym, jak rzuciłam swoją. Nowy tydzień. Kolejne kawy pite w pośpiechu, budziki wyjące o 7 rano, samotne zakupy z plecakiem. Aż do następnej niedzieli. Do następnej świętości zwyczajnego, nieśpiesznego wspólnego dnia. 




Sunday morning i wake up.

You'r beside me, breathing so loud.

The wall is empty and so flat

The world around me is to large


And i know that I'm slow in the morning

As i fall into a hole without the end

Until, suddenly I look at you

And all the mirrors vanish from my mind. 

7 komentarzy:

  1. Trzeba nam takich dni. I ja czuję teraz, że muszę czasami zejść z tej fali. Choć raz w tygodniu.
    I pamiętam jak pisałaś kiedyś, że nie lubisz niedziel, a teraz... rany jak cholernie przyjemna wydaje się niedziela w tej waszej krainie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Surfowanie po falach to nieodzowna, większa część życia...ale nieraz trzeba dać sobie odpocząć.
      Wiem :D I zobacz, jak łatwo i szybko może zmienić się perspektywa :D

      Usuń
  2. oj cudownie że dalej jesteście szczęśliwi ze sobą, jeju ileż to lat... takie to niezwykłe i zwykłe że dzielicie wspólnie życie już kolejny rok. Naleśników z bananów jeszcze nie jadłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sierpniu minęło 12 lat:)
      Polecam, są naprawdę smaczne- i idealne właśnie na śniadanie. Przez pół dnia masz energię:)

      Usuń
  3. ja czekam na weekendy. Leniwe, we dwoje, pełne spacerów, dobrego jedzenia, seriali.... Lubię jak nikt się nie śpieszy!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nieraz trzeba po prostu zwolnić tempo, dać sobie odpocząć;)

      Usuń

O błękicie w miłości, na który nikt nas nie przygotował.

 Wszyscy chcemy kochać.  Gdy czujemy się samotni, dniami wypatrujemy na ulicach tych osób, którym moglibyśmy oddać cząstkę siebie. Poczuć bl...