Jednym z tematów rezolucji Parlamentu w Islandii jest propozycja, by kobiety, które nie mogą dokonać legalnej aborcji w swoim kraju, mogły to zrobić w Islandii. - propozycja wynika z obecnej sytuacji w Polsce i decyzji polskiego Trybunału Konstytucyjnego, która jest szokiem dla praw kobiet w Europie- mówi Rosa Bjork Brynjolfsdottir, któa jest autorką propozycji.
Popiera ją 18 posłów (...). Informację podał dziś jeden z głownych islandzkich portali informacyjnych, visir.is.
Zgodnie z wnioskiem, dokonanie aborcji miałoby być bezpłatne i dostępne dla posiadaczek europejskiej karty ubezpieczenia zdrowotnego ( Islandia nie jest członkiem Unii Europejskiej, jest jednak członkiem Współnoty Gospodarczej, jest w strefie Schengen etc. ).
- Są tylko dwa kraje w Europie, które objęłaby ta rezolucja parlamentarna. To Polska i Malta, gdzie prawa kobiet do aborcji są dużo mniejsze niż w innych krajach- mówi Rosa Bjork. - Nie byłaby wieć to droga propozycja dla islandzkiego rządu.
We wniosku określono warunek, które kobiety muszą spełnić. Jest to niemożność dokonania aborcji przez kobietę z powodu przeszkód prawnych w kraju ojczystym.
Według Rosy, Islandczycy okazują Polakom poparcie z powodu silnych związków między państwami.
-Mimo presji na system ochrony zdrowia wywołanej epidemią, to właśnie czas na ochronę praw człowieka- mói islandzka parlamentarzystka. - Niestety, wiele rządów używa pandemii COVID- 19 jako narzędzia do naruszania praw człowieka-dodała.
Rosa Bjork wyraża nadzieję, że propozycja zostanie przyjęta przez parlament, a minister zdrowia zapewni kobietom możliwość ubiegania się o wyjazd do Islandii.
-Możemy pokazać, że opowiadamy się za prawami kobiet i opieramy się ich łamaniu- dodała parlmentarzystka.
-Kaśka Paluch, post opublikowany na stronie facebookowej inicjatywy "Dziewuchy Islandia".
Wczoraj była to jedna z pierwszych informacji, które przeczytałam podczas swojej obowiązkowej, memiczno- artykułowej prasówki, uskutecznianej każdego poranka w łazience. No bo kto w kiblu nie czyta wiadomości, niech pierwszy rzuci kamieniem. W każdym razie, ta wiadomość o poranku, w islandzkim mroku sprawiła, że na moją twarz wypłynęła ulga, a serce zabiło jakoś żywiej.
Od razu pomyślałam, że nie będę musiała "w razie czego" sponsorować aborcji dziewczynom,swoim przyjaciółkom, którym ją proponowałam w moim nowym kraju, gdyby po prostu wpadły. Być może, zrobi to za mnie rząd.
Ten rząd, za który się nie wstydzę i którego nie muszę obalać. Ten, który się mną opiekuje- bo naprawdę, od kiedy tu mieszkam, mam wrażenie pewnego "zaopiekowania" i spokoju. Państwo jest po to, żeby mi pomagać.Wiem, na co idą moje podatki- tak serio, wiem. A nasza śliczna premierka biega nad oceanem po tej samej trasie, po której ja spaceruję nieraz w ładne dni, zamiast rozbijać się limuzynami. Rząd jest częscią ludu- nie jest odcięty. A przez to, pomimo tego, że nie jest idealnie, często mówi tym samym głosem, co obywatele. Można? Można.
Islandia to taka mała utopia. Tak naprawdę to nie jest kraj, który wybrała- gdzieś już pisałam, że razem z Mężem znaleźliśmy się tu przypadkiem. Wystarczyło się upić i wysłać przez pomyłkę CV do islandzkiej firmy. Proste? Proste. Ale może to przypadki nieraz prowadzą nasze nogi na odpowiednie ścieżki. Tak czy siak, przypadek czy nie- jest nam tu dobrze. I ten kraj sprawił, że uwierzyłam, że można sprawić, by ludzie żyli w zgodzie.
Bo w Islandii możliwych jest wiele rzeczy, które w Polsce wydają się oburzające albo nieprawdopodobne. Takie skandynwskie science fiction. Każda kobieta ma prawo dokonać aborcji do 22 tygodnia ciąży bez podania przyczyny. Mimo to dzietność wśród Islandek wcale nie spada. Od wielu lat to około 2 urodzenia na kobietę- przy czym wiele z nich nie ma w ogóle dzieci- a inne mają ich po 5, 6. To kwestia wyboru, Wielu osobom nie podobała się liberalizacja prawa aborcyjnego na początku. Dziś wszyscy Islandczycy, z któymi o tym rozmwiałam mówią wprost: to indywidualny wybór każdego człowieka. Każda kobieta ma prawo do tej decyzji.
Na pocztku wątpliwości budziły też pewnie prawa osoób LGBTQ+. Ale od wielu lat osoby nieheteronormatywne mogą wziąć ślub cywilny- od 2015 roku mogą wziąć też ślub kościelny w kościele islandzkim, będącym uznawanym za oficjalną religię kraju. Bo większość osób jest tu wierzących w obrządku luterańskim. Chrześcijaństwo nie przeszkadza, żeby osoby nieheteronormatywne mogły adoptować dzieci. Pary lesbijskie ponadto mają dostęp do dawców nasienia, a pary gejowskie do tzw matek zastępczych. Jedna z głównych ulic reykjawickiego downtown jest pomalowana w tęcze. Islandia nie przeżywa kryzysu rodziny, dzietność nie spadła, ilość rozwodów nie zwiększyła się, od kiedy osoby nieheteronormatywne mają te same prawa. Jest na tym samym poziomie. Islandczycy zawsze zmieniali partnerów co najmniej raz w życiu. Szybko zaczynają, potem przeżywaj drugą młodość. Taki naród.
Oprócz tego jest wielu bardzo tradycyjnych Islandczyków. Co niedzielę chodzą do kościoła. Mają liczne rodziny. Żyją tu muzułmanie mający swój skromny meczet. Przybyło wielu imigrantów, których asymilacja nie idzie jak krew w nosa, która wsiąka w piach, Wręcz przeciwnie. Są powoli, powoli wchłaniani w społeczność - nie są zsyłani do gett. Od wielu lat Islandczycy wracają do wierzeń pogańskich. I to też jest w porządku. Jest sporo ktolików- przez licznych emigrantów z Polski. I mają oni prawo odprawiać sobie mszę 1 listopada na głównym, zabytkowym cmentarzu w Reykjaviku, chociaż jest on cmentarzem luterańskim. Swoją drogą, na tym cmentarzu stoi też pogański menhir wikingów, pod którym ktoś uparcie kłdzie ciasteczka i inne "dary dla bogów". No i nie ma problemu. Nikt nikomu nie wtrąca się do wiary. A kościół islandzki, który jest uznany za ofijcalny, wypowiada się stale, że trzeba iść z duchem czasu, wszyscy znajdziemy dla siebie miejsce w domu, którym jest Islandia, jeśli będziemy szanować się nawzajem. Zresztą, islandzki kościół pokazał dobitnie, że prawa wszystkich mniejszości są ważne. Prawda kobiet także- jest w nim wiele patorek.
Kobiety i mężczyźni traktowani są jednakowo. Tak nie było zawsze. Słyszeliście o Czarnym Piątku, najdłuższym i najstraszniejszym piątku w życiu islandzkich mężczyzn? Zapewne obiło się wam to o uszy. 24 października 1975 roku 90% Islandek wzięło sobie wolne. Od pracy zwodowej, obowiązków domowych. Wszelakich. Spotykały się na wiecach- największy odbył się w Reykjaviku, zjawiło się tu około 25 tysięcy kobiet. Inne po prostu odmówiły podjęcia jakichkolwiek codziennych działań.
Dlaczego do strajku doszło? W latach 70-tych płaca kobiety wynosiła około 60% wartości płący mężczyzny za tę samą pracę. Wiele kobiet nie mogło podjąć aktywności zawodowej, bo zostały usadzone w domu przez mężczyzn. Aborcja nie była legalna. Kobieta była pod-obywatelem. Oczywiście, wszystkiego tego nie zmienił jeden dzień. Ale paraliż kraju, który spowodował czarny piątek pokazał islandzkim mężczyznom, że z kobietą trzeba się liczyć. Jest ona tak samo ważna. Ma te same prawa. Już 5 lat później, w 1980 roku prezydentem Islandii została kobieta.
Obecnie Islandia jest uznawana na świecie istnym "rajem dla kobiet". Około 78% kobiet jest czynnych zawodowo. Jako jedyny kraj Islandia ustawowo nakazuje równość płac. Kobiety w wyścigu pt wykształcenie wyższye wręcz przewyższają panów. Do tego, urlop rodzicielski przysługuje obu rodzicom- i nie może zostać "przepisany" z ojca na matkę, przez to kobieta i mężczyzna są równi na rynku pracy w kwestii rodzicielstwa oraz ojcowie o wiele bardziej angażują się w wychowanie dzieci i prace domowe- to widać na ulicach. Serio. Tak samo nauczyłam się, że kobieta zdecydowanie ma prawo zwrócić mężczyźnie uwagę, że jego zachowanie było seksistowskie, jak wszelkie teksty o okresie. I...to działa też w drugą stronę. Na Islandii nie oczekuj, że mężczyzna otworzy ci drzwi. I wiecie co? Mi to cholernie odpowiada!
Owszem, nie jest tu idealnie. Do 2019 roku osoby niueheteronormatywne nie mogły oddawać krwi, co zmieniono. Trochę późno. Nadal osoby nieheteronormatywne bywają dyskryminowane w miejscu pracy. Kobiety w niektórych, głownie zagranicznych firmach dostają nadal, pomimo ustawy, niższe pensje. Wielkim islandzkim problemem jest przemoc domowa, szczególnie na islandzkich północnych i wschodnich odludziach, tocząca się odosobnieniu. Ale to, jak pięknie działa system pomocy rodzinie to wręcz temat na osobny post.
Islandia to piękny przykład. Ten, który pokazuje, że można. Od jakiegoś czasu śmiejemy się z moim Mężem, że przez przypadek zamieszkaliśmy w "bezpiecznej banieczce szczęśliwości". W swoistej wyspiarskiej utopii. I ta Islandia, ta właśnie mała wyspa walczy o prawa człowieka tam, gdzie ludzie potrzebują wsparcia.
Nigdy nie będziesz szła sama. Jestem jakoś dumna z tego, że miejsce, w którym żyje, też wyznaje tę zasadę.
Siostry nie zostawiają się sam. W ten czy inny sposób.
Utopijnie ładne.
Z tym, że doskonale wiemy, że utopie nie istnieją. Ale ta mała społeczność pokazuje, że można tak żyć. W zgodzie. W miejscu, gdzie jeden szanuje cudzy kawałek podłogi i nie wpierdala się na niego z krzykiem "moje jest mojsze". W miejscu, gdzie można się czuć bezpiecznie i w pewnych kwestiach ufa się politykom- nawet będąc emigrantem. Bo nie jestem jeszcze obywatelem tego kraju- choć zamierzam nim zostać. I to, że znalazłam raj nie przeszkadza mi jednak marzyć o tym, że kraj, z którego pochodzę też może się pięknie zmienić. Na taki, w którym każdy będzie mógł czuć się bezpiecznie. Będzie mógł podejmować własne decyzje. I nie bać się o przyszłość. Bo mimo tego, że żadna ze mnie patriotka, nadal mi zależy. Nadal wierzę w ludzi. W zmiany. To, że w każdym miejscu na świecie, po kawałku, można pozbyć się toksyn.
Utopie nie istnieją. Ale nadal możemy się szanować. I nie być dla siebie dupkami. Ponoć, to najważniejsza zasada wszechświata. Święcie w nią wierzę.
My instinct has been shouting at me for years
Saying " Let's get out from here!"
Huge toxic tumor bulging underneath the ground here
Purify, purify, purify purify toxicity
wczoraj rozmawiałam ze znajomych, którego dwóch z czterech braci mieszkają na Islandii i nie zamierzają wracać bo planują założenie rodziny i nie wyobrażają sobie robić tego poza Islandią...
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Też właśnie sobie nie wyobrażam, na pewno nie w tym momencie. Po pierwsze, czuję siętu bardzo bezpiecznie. Po drugie- jest tu tak....wolno. Nie czujesz pędu życia. Dla niektórych pewnie to tchnie nudą, ale mnie napełnia spokojem. I nawet ta okropna, sztormowa pogoda ma swój niuezwykły urok. To jest swojego rodzaju malutki pseudoraj.
UsuńDobrze mieć swój azyl z dala od (nie)kraju... Tutaj nawet strach oddychać...
OdpowiedzUsuńDlatego też z przerażeniem myślę o tych, których kocham, a w Polsce zostali.
Usuń