wtorek, 5 listopada 2019

O tym, że 5 listopada będzie otwartą raną.


Dzisiaj nie będę dzielna. Myślę, że i tak jestem wystrczająco odważna przez te 5 lat. Na tyle, że odważyłam się żyć bez ciebie. Dokonywać logicznych wyborów, kiedy odszedłeś na zawsze. Tak po prostu umarłeś.
Nie chciałam się wcale skupiać na datach, Króliku. To tylko symbole. Przecież brakuje mi ciebie tak bardzo każdego, każdego, każdego, każdego, każdego kurweskiego dnia. Świadomość, że nie żyjesz towrzyszy mi w każdej godzinie życia. Każdej minucie. Nawet w beztroskim śmiechu, rozkoszy orgazmu, czułości która rodzi się w stosunku do innych ludzi których spotykam na drodze- nawet w nich mam gdzieś tę świadomość z tył
5 listopada.
Dzień w roku, którego nie znoszę najbardziej. Ten dzień i noc spadającyh gwiazd w sierpniu, dw gwoźzie do mojej własnej trumny. Poszarpane na strzępy serce, krwawy ochłap ociekający krwią tęsknoty. Momentami mam wrażenie, że tyle mi z serca zostało po tmtej nocy i tamtym dniu. Symbolach czasu, w którym umarliście. Myślałam, to tylko daty. Bo jednak na co dzień żyję. Cieszę się, ba, jestem wręcz szczęśliwa. Kocham. Nie ma was, ale ja zostałam, boleśnie doświadczona ciepłą jesienią. Jestem.
A jednak 5 listopada wwierca mi się w mózg jak świder, boleśnie, do samego korzenia tęsknoty. Zalewają mnie emocje, któych nie rozumiem. Ból, który przeszywa nagle wraz z piosenką, która poleciała z głośnika w pracy. Chciałam uciec, udawać, że to nic, to tylko kolejny dzień, taki jak inne. Ale nie da się, Króliku. Po prostu się nie da. Pamięć ma swoje prawa, a ból domaga się, by go czuć.


Uciekłam przed ciepłą jesienią. Taką, jaka była w 2014 roku. Uciekłam za ocean, gdzie znalazłam swój dom. Wielka woda oddziela mnie od wszystkich tych miejsc, w których byliśmy razem. Od twojego domu. Twojej rodziny, która została tam, w tamtym mieście, w którym przeżyliśmy razem tak wiele szczęscia i smutku razem.
Ta woda...ona niczego nie zmienia.
Odległości nic nie znaczą, kiedy ktoś mieszka w naszym sercu.
Nie ma znaczenia wieczność i mrok. To, że ja żyję, a ty umarłeś.


Wczoraj padał deszcz. Szarość objęła we władanie cały świat. "Niebo, jak ciemna z ołowiu pokrywa", jak w wierszu pewnego poety wyklętego, który razem nieraz deklamowaliśmy.
Dzisiaj świeciło piękne słońce. To nic, że świt dopiero o 9. Wiedziałam już, gdy postawiłam nogi na podłodze o poranku. Wiedziałam, że tak będzie.
Wzięłam prysznic. Ubrałam się. Mąż zawiózł mnie do pracy, jak zawsze. Bo to nieważne, że mam blisko, on woli mnie zwieźć, żeby spędzić ze mną choć 5 minut o poranku. Nie uważasz, że to piękne? Ale nie mogłam tym razem skupić się na tym pięknie, mimo że dzielimy smutek. Dzisiaj nie mogłam się na tym skupić, żeby o 5 nad ranem współdzielić, rozmawiać. Wolałam udawać, że nic się nie dzieje, to nie ten dzień. Bo już na chwilę przed wyjściem z domu rozproszyła mnie już ta książka, leżąca na stole w kuchni. "O czym można rozmawiać tylko z Królikami". Cień ją przeczytał, oddał, nie komentując. To nie ma znaczenia zresztą, jak znalazł się na stole. Ważne było to, że już o poranku zaczęła do mnie mówić, jako pierwsza rzecz po przebudzeniu. Biały, smutny królik na okładce. Łzy cisnące mi się do oczu, łzy, którym uparcie mówię nie. Bo ja żyję. Idę po prostu do pracy i będę się śmiać, inni będą mówić do mnie "mamo", bo jestem przecież taka nadopiekuńcza. Będę miła, wesoła, a umierać będę w środku. Dzisiaj ja umieram w środku, bo ty umarłeś naprawdę.


Dotarłam do pracy. Dzień jak co dzień.
Chwila przed 6. Telefon.
A.? Czego on chce o tej porze? Przez moment myślałam, że coś się stało, jak to u niego bywa. Po chwili do mnie dostarło.
-Wiem, że jesteś w pracy i nie masz czasu gadać. Ale Frida, ja wiem, że ten dzień jest zawsze dla ciebie ciężki. Chciałem ci tylko powiedzieć...
-Ty go nwet nie znałeś i nie lubiłeś, nie będę...
-Też przecież ci mówię, że mi jednemu chodzi o ciebie, ok? Wiem że ten dzień jest dla ciebie ciężki. I mam wrażenie, że w tym roku, po tym wszystkim co się odpierdalało, przez to że musiałaś się odsłonić emocjonalnie w tym roku daje ci się bardziej we znaki. A może to okrągła rocznica. Vergiss. Po prostu chciałem ci powiedzieć, że jakby co możmy pogadać, nawet jeśli jestem ostatnią osobą do dzielenia się tym i no...trzymaj się po prostu Fridel. To chciałem.
-Dzięki A. Doceniam. A teraz muszę się zabrać do pracy.
Rozmawialiśmy ze sobą cały dzień. Wsparcie czasem przychodzi z mało oczekiwanej strony, Króliku, zwłaszcza, jeśli patrzymy w kierunku kogoś zupełnie innego, tegoż oczekując. Zresztą, jak mówi A., vergiss. Przyniósł mi odrobinę ciepła w tym dniu. Bo tak, ciebie nie ma Króliku a rocznica twojej śmierci toczy mnie jak rak. Ale cudza czułość choć na moment przynosi ukojenie. To, że ktoś pamięta. To, że wspiera. To, że wiesz, że możesz porozmawiać tam, gdzie inni zaczęli stawiać mury.
Trochę tym się nakarmiłam. Nieoczekiwanym ciepłem w tym zimnym dniu. I było dobrze. Coraz lepiej. A potem, znienacka, ten kawałek. I kolejny. I kolejny. Tak wiele muzyki kojarzy mi się z tobą. Króliku. Przez wszystkie te lata, oswojone nuty stają się malutkimi nożykami zacinającymi skórę. Krwawię. Tę krew najtrudniej zatamować.
Muszę po prostu przeżyć ten dzień. Tak, ja muszę przeżyć. Wszyscy musimy.
Bo nie tylko ja czuję ten ból, Króliku.
Wiesz, że nie mogłam się powstrzymać.
Tak, przeglądałam zdjęcia po powrocie z pracy. Tak, czytałam znowu twojego bloga.
Wiem, że nie tylko ja to robię. Owszem, większość ludzi, którzy mieli "wiecznie pamiętać", a nawet cię nie poznali tak naprawdę- oni zapomnieli. Był człowiek, nie ma człowieka, ot, prosta historia.
Ale są ci. których twój brak boli tak jak mnie.
Wiesz, rozmawiam z Nią ostatnio więcej. Minęło 5 lat, a Ona ciągle o tobie pamięta. Ciągle czuje ten niedosyt, bo nie miała okazji poznać cię bardziej, dosadniej, tak jak zrobiłam to ja. Tak, dzisiaj też wymieniłam z Nią kilka wiadomości. O tobie. O tej, która szukała twojego grobu, choć przecież, zostawiłeś tylko jego namiastkę.
Piszę to i trochę parskam śmiechem, bo znałam cię na tyle, Króliku, żeby móc wyobrazić sobie jedno. Twoje zaskoczone, rozszerzające się oczy i łagodny, pełen niedowierzania uśmiech, twarz pytającą "jak to?!" zanim te słowa spłyną z twoich ust. Może wiesz o tym, a może nie, tam gdzie jesteś, jeśli jakoś jesteś. Ale znałam ciebie na tyle, żeby wiedzieć, jak nie dowierzałbyś, że tak, Ona cię pamięta. Ona myśli o tobie. Ona też coś do ciebie czuła.


Przypominam sobie ostatnie miesiące przed twoją śmiercią i to, jaka Ona była dla ciebie ważna, choć nawet jej nie dotknąłeś. To, jak się w niej zakochałeś, bo hej, Króliku, nie ukrywajmy, zakochałeś się , choć tak bardzo chciałeś się pilnować i być rozsądny w tej materii. Straciłeś dla niej głowę i promieniałeś, tak, promienialeś jak cholerne słońce, kiedy o niej mówiłeś. Nawet gdy nie miałeś już siły na nic innego. Czasem myślę, że ta miłość trochę przedłużyła ci życie, właśnie ta, nowa, świeża, ponad wszystkimi innymi czułościami i zobowiązaniami. Ona była dla ciebie światłem w ostatnich miesiącach, tygodniach, dniach. I mimo, że wiem już, jak to dla Niej trudne, ułożyć sobie życie "po tobie"- cieszę się, że ją "miałeś". I mimo bólu, tak, myślę, że ostatecznie Ona myśli jak i ja- dobrze było cię spotkać na drodze. Bardziej lub mniej dosłownie. Bo byłeś magicznym, nbiepowtarzalnym człowiekiem. Z energią tysiąca słońc i cierpliwością stuletniego drzewa.
I wiesz co? Nie dziwię się, że się w Niej zakochałeś. Miałam okazję Ją poznać. Jest taka, jak myślałeś. Jest pięknym człowiekiem. Wrażliwym. Śliczną kobietą. Pod koniec, jakkolwiek to brzmi, dokonałeś najlepszego wyboru. Mówię ci o tym, bo nigdy nie miałeś okazji się przekonwać o tym. Tak. Króliku. Ona jest wyjątkowa.


Zresztą, nie tylko ją postawiłeś na mojej drodze. Ile ścieżynek życia splotłeś ze sobą, swoim życiem, a potem śmiercią? Czasem gdybam. Czy potrafiłabym oddać tych niektórych ludzi, swoje niektóre dobre wybory, tylko za to, że nadal byś żył? Czy zrobiłabym to, bo przecież, tęsknię za tobą, ale kocham swoje życie, tu i teraz? Czy zrobiłabym to, kochając już niektórych, których poznałam przez twoją śmierć?
Nie ma na to odpowiedzi. Jest jak jest. Ty nie żyjesz. A ja tupię nogą, złoszcząc się na logiczny wybór tego, że muszę żyć dalej i na nowo palę, bo kto to widział, rzucać palenie na początku listopada. To nie mogło się udać.


Wszystkie te uczucia przelewają się we mnie. Złość. Ból. Tęsknota. Wszystkie te emocje, które nie mają nazwy. A wiesz co jest najgorsze? Patrzę na twoją twarz zaklętą w tylu zdjęciach, choć tych unikałeś jak ognia. Upajam się twoimi słowami. I ogarnia mnie pewnego rodzaju złość- że mimo wszystko, to jest tak nadziejne. Piękne. Dobre. Bo do cholery. Króliku, wiesz co? Byłeś ostatecznie tym, który sprawiał, że moje życie było piękne i nawet gdy cię zabrakł0- ty dalej je napędzasz. Tęsknota miesza się z wdzięcznością. Nie chcę być logiczna, chcę trochę upaść, chcę płakać - ale ty dalej swoją łagodną czułością i ciepłem mi na to nie pozwalasz. Śmiejesz się głośno w mojej głowie. Znów tarzamy się na trawie nad Rusałką, nie mogąc złapać oddechu w tej hiperradośći. Znowu wirujemy pod niebem pełnym gwiazd. Przytulasz mnie gdy rozpadam się na kawałki. Jest w tym wszystkim twoja magia. Nadal, choć ciebie nie ma. Dzielą nas oceany. Nie ten cholerny Atlantyk, zimny i zabójczy. Oceany czasu. Istnieni i niebytu. Nie możemy ich przebyć, ale ty dalej jesteś. Pargnę cię dotknąć, przytulić. Chcę cię dalej w moim życiu. Ale zostają mi tylko słowa.
Listy wysyłane z krawędź czasu.

obraz autorstwa :https://www.facebook.com/ZobaczycSwiatInaczej/

Kocham cię i tęsknię. Czas bowiem, jak się okazuje, nie leczy ran. Pusto tu bez ciebie Króliku.
Twoja
Frida


Pragnę ciebie 
I zawsze będę
Wydaje się, że dzielą nas oceany
\Ciebie i mnie

12 komentarzy:

  1. To już 5 lat? Czas tak pędzi... Tyle się dzieje, a są rany, które nie chcą zniknąć.....
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mówi się, że ludzie żyją tak długo, jak długo żyją w naszych sercach i to jest prawda. I chociaż czas płynie nieubłaganie szybko, to czasem się zatrzymuje na jedną krótką chwilę, na chwilę refleksji nad sobą i nad życiem. Są ludzie, którzy pojawiają się w naszym życiu nie bez powodu, mają nas zmienić i odtąd nic nie jest już takie jak zawsze, bo my się zmieniamy pod ich dobroczynnym wpływem. I chociaż już ich nie ma wśród nas, to w naszych sercach będą żyli zawsze. Zawsze jest wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czas zalecza rany, tworzy blizny, ale tylko wtedy, gdy to jest naszym wyborem. Mam koleżankę w pracy, adoptowana z domu dziecka. Tej adopocyjnej mamie umarł syn, zginął w wypadku na motocyklu w wieku lat 19, więc po dwóch latach wzięła sobie siedmioletnią sierotkę. Ale co roku, aż do śmierci, przez 40 lat, wracała do tej traumy w miesiącu, kiedy to się stało. Wszyscy chodzili wokół niej na paluszkach, bo cierpiała. A ta moja koleżanka z domu dziecka nigdy nie czuła się chciana i kochana. Tak naprawdę...bo była tylko jak plaster na ranę, a kto chce być plastrem na ranie, którą ciągle się dłubie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo się cieszę, że mogę podzielić się z nami swoimi doświadczeniami. Nazywam się Brenda i byłem szczęśliwy. Dopóki mój mąż nie powiedział, że go zdradzam, oboje staliśmy się dokuczliwymi parami, nie mógł w to uwierzyć, ani nie zaufał moim słowom, więc złożyliśmy wniosek o rozwód, później zostaliśmy rozdzieleni i ślubowaliśmy, że nigdy się nie pogodzimy. Długo próbowałem iść dalej, ale nie mogłem pozostać bez niego, więc zacząłem poszukiwania powrotu męża, a potem skierowano mnie do Dr.IZOYA. Świetny człowiek, którego spotkałem, rzucił zaklęcie miłosne i zmusił mojego męża do powrotu w ciągu 24 godzin. dzięki temu jestem tutaj, aby udostępnić kontakt dr IZOYA, skontaktować się z nim poprzez drizayaomosolution@gmail.com. Jest naprawdę potężny i specjalizuje się w następujących sprawach ...
    (1) Kochaj zaklęcia wszelkiego rodzaju. (2) Przestań rozwodzić się. (3) Zakończ jałowość. (4) Potrzebujesz pomocy duchowej.

    OdpowiedzUsuń
  5. To naprawdę już pięć lat? Mam wrażenie, że to było wczoraj... Pamiętam, jak przez kilka dni wracałam na bloga Królika z nadzieją, że jednak coś napisze. Ale tam gdzie jest na pewno jest mu dobrze i spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyję. Dopadło mnie dziś. Szczerze mówiąc nie opłakuję co rok Kordiana. 3,5 roku temu spotkała mnie moja własna tragedia, która wyparła wszystko inne. Wymiotła wszystko z mojego życia. Miłość. Przyjaźń. Pasje. Wszystko umarło. Przestałam pisać bloga i byłam daleko. Dziś Kordian ściągnął mnie do siebie. Przejrzałam bloga, przeczytałam nasze e-maile. Ostatni od Niego z 4 listopada 2014, 22:50. Dzień później już Go nie było. Z bloga Królika trafiłam do Ciebie i tu też o Nim. Wiesz? Myślę, że On tu jest. Zakombinował, żeby powiedzieć "Hej! Nic mi nie jest!! Jest pięknie!" Ta książka z królikiem, to takie Jego "Dzień dobry!". Czuję to tak mocno i to mnie tak strasznie rozczula. Jakby przesyłał tą miłość i czułość, o której pisał. Ostatnie 3,5 roku to dla mnie gehenna, długa droga, droga rozwoju duchowego, która wiele mnie nauczyła. Nasza rozpacz utrudnia im funkcjonowanie, ściąga ich lub nie pozwala odejść. Nie możemy ich krzywdzić. Dlatego proszę, bądź dzielna. Wiem, że bardzo Go kochałaś i uwierz, wiem jak bardzo to trudne, ale bądź dzielna! Ja też się staram. Przytulam Cię z oddali (tak pisał do mnie Kordian) tak mocno, mocno, mocno...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znałam go i nie czytała, ale z Twoich postów co nieco pamiętam.. Nie mogę uwierzyć, że to już pięc lat.. Trzymaj się Frida.. tulę

    OdpowiedzUsuń
  8. Pewne rany raz po raz otwierają się na nowo

    OdpowiedzUsuń
  9. Choć nie zdążyłam go poznać osobiście, co roku przypomina mi się ta data. Ten wpis na jego blogu i to, że nie dowierzałam. Gdy minał szok, zaczęły mnie nachodzić wątpliwości czy on w ogóle istniał - znałam go przecież tylko z blogosfery. A potem były i nadal są te wszystkie wpisy pamięci o nim i dociera do mnie, że był prawdziwy jak cały ból i cierpienie tego świata

    Trzymaj się, Frido. Wierzę, że on jest gdzieś tam i czuwa nad Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  10. Długo nie docierało do mnie, że jego już nie ma, że niczego nowego już nie przeczytam. A z tego, co czytałam wyłaniał się nietuzinkowy człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  11. 33 yr old Software Engineer I Alia Blasi, hailing from Frontier enjoys watching movies like Claire Dolan and Couponing. Took a trip to Chhatrapati Shivaji Terminus (formerly Victoria Terminus) and drives a Rally Wagon 3500. zawartosc

    OdpowiedzUsuń

O błękicie w miłości, na który nikt nas nie przygotował.

 Wszyscy chcemy kochać.  Gdy czujemy się samotni, dniami wypatrujemy na ulicach tych osób, którym moglibyśmy oddać cząstkę siebie. Poczuć bl...