Dzisiaj
nie będę dzielna. Myślę, że i tak jestem wystrczająco odważna
przez te 5 lat. Na tyle, że odważyłam się żyć bez ciebie.
Dokonywać logicznych wyborów, kiedy odszedłeś na zawsze. Tak po
prostu umarłeś.
Nie
chciałam się wcale skupiać na datach, Króliku. To tylko symbole.
Przecież brakuje mi ciebie tak bardzo każdego, każdego, każdego,
każdego, każdego kurweskiego dnia. Świadomość, że nie żyjesz
towrzyszy mi w każdej godzinie życia. Każdej minucie. Nawet w
beztroskim śmiechu, rozkoszy orgazmu, czułości która rodzi się w
stosunku do innych ludzi których spotykam na drodze- nawet w nich
mam gdzieś tę świadomość z tył
5
listopada.
Dzień
w roku, którego nie znoszę najbardziej. Ten dzień i noc spadającyh
gwiazd w sierpniu, dw gwoźzie do mojej własnej trumny. Poszarpane
na strzępy serce, krwawy ochłap ociekający krwią tęsknoty.
Momentami mam wrażenie, że tyle mi z serca zostało po tmtej nocy i
tamtym dniu. Symbolach czasu, w którym umarliście. Myślałam, to
tylko daty. Bo jednak na co dzień żyję. Cieszę się, ba, jestem
wręcz szczęśliwa. Kocham. Nie ma was, ale ja zostałam, boleśnie
doświadczona ciepłą jesienią. Jestem.
A
jednak 5 listopada wwierca mi się w mózg jak świder, boleśnie, do
samego korzenia tęsknoty. Zalewają mnie emocje, któych nie
rozumiem. Ból, który przeszywa nagle wraz z piosenką, która
poleciała z głośnika w pracy. Chciałam uciec, udawać, że to
nic, to tylko kolejny dzień, taki jak inne. Ale nie da się,
Króliku. Po prostu się nie da. Pamięć ma swoje prawa, a ból
domaga się, by go czuć.
Uciekłam
przed ciepłą jesienią. Taką, jaka była w 2014 roku. Uciekłam za
ocean, gdzie znalazłam swój dom. Wielka woda oddziela mnie od
wszystkich tych miejsc, w których byliśmy razem. Od twojego domu.
Twojej rodziny, która została tam, w tamtym mieście, w którym
przeżyliśmy razem tak wiele szczęscia i smutku razem.
Ta
woda...ona niczego nie zmienia.
Odległości
nic nie znaczą, kiedy ktoś mieszka w naszym sercu.
Nie ma
znaczenia wieczność i mrok. To, że ja żyję, a ty umarłeś.
Wczoraj
padał deszcz. Szarość objęła we władanie cały świat. "Niebo,
jak ciemna z ołowiu pokrywa", jak w wierszu pewnego poety
wyklętego, który razem nieraz deklamowaliśmy.
Dzisiaj
świeciło piękne słońce. To nic, że świt dopiero o 9.
Wiedziałam już, gdy postawiłam nogi na podłodze o poranku.
Wiedziałam, że tak będzie.
Wzięłam
prysznic. Ubrałam się. Mąż zawiózł mnie do pracy, jak zawsze.
Bo to nieważne, że mam blisko, on woli mnie zwieźć, żeby spędzić
ze mną choć 5 minut o poranku. Nie uważasz, że to piękne? Ale
nie mogłam tym razem skupić się na tym pięknie, mimo że dzielimy
smutek. Dzisiaj nie mogłam się na tym skupić, żeby o 5 nad ranem
współdzielić, rozmawiać. Wolałam udawać, że nic się nie
dzieje, to nie ten dzień. Bo już na chwilę przed wyjściem z domu
rozproszyła mnie już ta książka, leżąca na stole w kuchni. "O
czym można rozmawiać tylko z Królikami". Cień ją
przeczytał, oddał, nie komentując. To nie ma znaczenia zresztą,
jak znalazł się na stole. Ważne było to, że już o poranku
zaczęła do mnie mówić, jako pierwsza rzecz po przebudzeniu.
Biały, smutny królik na okładce. Łzy cisnące mi się do oczu,
łzy, którym uparcie mówię nie. Bo ja żyję. Idę po prostu do
pracy i będę się śmiać, inni będą mówić do mnie "mamo",
bo jestem przecież taka nadopiekuńcza. Będę miła, wesoła, a
umierać będę w środku. Dzisiaj ja umieram w środku, bo ty
umarłeś naprawdę.
Dotarłam
do pracy. Dzień jak co dzień.
Chwila
przed 6. Telefon.
A.?
Czego on chce o tej porze? Przez moment myślałam, że coś się
stało, jak to u niego bywa. Po chwili do mnie dostarło.
-Wiem,
że jesteś w pracy i nie masz czasu gadać. Ale Frida, ja wiem, że
ten dzień jest zawsze dla ciebie ciężki. Chciałem ci tylko
powiedzieć...
-Ty
go nwet nie znałeś i nie lubiłeś, nie będę...
-Też
przecież ci mówię, że mi jednemu chodzi o ciebie, ok? Wiem że
ten dzień jest dla ciebie ciężki. I mam wrażenie, że w tym roku,
po tym wszystkim co się odpierdalało, przez to że musiałaś się
odsłonić emocjonalnie w tym roku daje ci się bardziej we znaki. A
może to okrągła rocznica. Vergiss. Po prostu chciałem ci
powiedzieć, że jakby co możmy pogadać, nawet jeśli jestem
ostatnią osobą do dzielenia się tym i no...trzymaj się po prostu
Fridel. To chciałem.
-Dzięki
A. Doceniam. A teraz muszę się zabrać do pracy.
Rozmawialiśmy
ze sobą cały dzień. Wsparcie czasem przychodzi z mało oczekiwanej
strony, Króliku, zwłaszcza, jeśli patrzymy w kierunku kogoś
zupełnie innego, tegoż oczekując. Zresztą, jak mówi A., vergiss.
Przyniósł mi odrobinę ciepła w tym dniu. Bo tak, ciebie nie ma
Króliku a rocznica twojej śmierci toczy mnie jak rak. Ale cudza
czułość choć na moment przynosi ukojenie. To, że ktoś pamięta.
To, że wspiera. To, że wiesz, że możesz porozmawiać tam, gdzie
inni zaczęli stawiać mury.
Trochę
tym się nakarmiłam. Nieoczekiwanym ciepłem w tym zimnym dniu. I
było dobrze. Coraz lepiej. A potem, znienacka, ten kawałek. I
kolejny. I kolejny. Tak wiele muzyki kojarzy mi się z tobą.
Króliku. Przez wszystkie te lata, oswojone nuty stają się
malutkimi nożykami zacinającymi skórę. Krwawię. Tę krew
najtrudniej zatamować.
Muszę
po prostu przeżyć ten dzień. Tak, ja muszę przeżyć. Wszyscy
musimy.
Bo nie
tylko ja czuję ten ból, Króliku.
Wiesz,
że nie mogłam się powstrzymać.
Tak,
przeglądałam zdjęcia po powrocie z pracy. Tak, czytałam znowu
twojego bloga.
Wiem,
że nie tylko ja to robię. Owszem, większość ludzi, którzy mieli
"wiecznie pamiętać", a nawet cię nie poznali tak
naprawdę- oni zapomnieli. Był człowiek, nie ma człowieka, ot,
prosta historia.
Ale są
ci. których twój brak boli tak jak mnie.
Wiesz,
rozmawiam z Nią ostatnio więcej. Minęło 5 lat, a Ona ciągle o
tobie pamięta. Ciągle czuje ten niedosyt, bo nie miała okazji
poznać cię bardziej, dosadniej, tak jak zrobiłam to ja. Tak,
dzisiaj też wymieniłam z Nią kilka wiadomości. O tobie. O tej,
która szukała twojego grobu, choć przecież, zostawiłeś tylko
jego namiastkę.
Piszę
to i trochę parskam śmiechem, bo znałam cię na tyle, Króliku,
żeby móc wyobrazić sobie jedno. Twoje zaskoczone, rozszerzające
się oczy i łagodny, pełen niedowierzania uśmiech, twarz pytającą
"jak to?!" zanim te słowa spłyną z twoich ust. Może
wiesz o tym, a może nie, tam gdzie jesteś, jeśli jakoś jesteś.
Ale znałam ciebie na tyle, żeby wiedzieć, jak nie dowierzałbyś,
że tak, Ona cię pamięta. Ona myśli o tobie. Ona też coś do
ciebie czuła.
Przypominam
sobie ostatnie miesiące przed twoją śmiercią i to, jaka Ona była
dla ciebie ważna, choć nawet jej nie dotknąłeś. To, jak się w
niej zakochałeś, bo hej, Króliku, nie ukrywajmy, zakochałeś się
, choć tak bardzo chciałeś się pilnować i być rozsądny w tej
materii. Straciłeś dla niej głowę i promieniałeś, tak,
promienialeś jak cholerne słońce, kiedy o niej mówiłeś. Nawet
gdy nie miałeś już siły na nic innego. Czasem myślę, że ta
miłość trochę przedłużyła ci życie, właśnie ta, nowa,
świeża, ponad wszystkimi innymi czułościami i zobowiązaniami.
Ona była dla ciebie światłem w ostatnich miesiącach, tygodniach,
dniach. I mimo, że wiem już, jak to dla Niej trudne, ułożyć
sobie życie "po tobie"- cieszę się, że ją "miałeś".
I mimo bólu, tak, myślę, że ostatecznie Ona myśli jak i ja-
dobrze było cię spotkać na drodze. Bardziej lub mniej dosłownie.
Bo byłeś magicznym, nbiepowtarzalnym człowiekiem. Z energią
tysiąca słońc i cierpliwością stuletniego drzewa.
I wiesz
co? Nie dziwię się, że się w Niej zakochałeś. Miałam okazję
Ją poznać. Jest taka, jak myślałeś. Jest pięknym człowiekiem.
Wrażliwym. Śliczną kobietą. Pod koniec, jakkolwiek to brzmi,
dokonałeś najlepszego wyboru. Mówię ci o tym, bo nigdy nie miałeś
okazji się przekonwać o tym. Tak. Króliku. Ona jest wyjątkowa.
Zresztą,
nie tylko ją postawiłeś na mojej drodze. Ile ścieżynek życia
splotłeś ze sobą, swoim życiem, a potem śmiercią? Czasem
gdybam. Czy potrafiłabym oddać tych niektórych ludzi, swoje
niektóre dobre wybory, tylko za to, że nadal byś żył? Czy
zrobiłabym to, bo przecież, tęsknię za tobą, ale kocham swoje
życie, tu i teraz? Czy zrobiłabym to, kochając już niektórych,
których poznałam przez twoją śmierć?
Nie ma
na to odpowiedzi. Jest jak jest. Ty nie żyjesz. A ja tupię nogą,
złoszcząc się na logiczny wybór tego, że muszę żyć dalej i na
nowo palę, bo kto to widział, rzucać palenie na początku
listopada. To nie mogło się udać.
Wszystkie
te uczucia przelewają się we mnie. Złość. Ból. Tęsknota.
Wszystkie te emocje, które nie mają nazwy. A wiesz co jest
najgorsze? Patrzę na twoją twarz zaklętą w tylu zdjęciach, choć
tych unikałeś jak ognia. Upajam się twoimi słowami. I ogarnia
mnie pewnego rodzaju złość- że mimo wszystko, to jest tak
nadziejne. Piękne. Dobre. Bo do cholery. Króliku, wiesz co? Byłeś
ostatecznie tym, który sprawiał, że moje życie było piękne i
nawet gdy cię zabrakł0- ty dalej je napędzasz. Tęsknota miesza
się z wdzięcznością. Nie chcę być logiczna, chcę trochę
upaść, chcę płakać - ale ty dalej swoją łagodną czułością
i ciepłem mi na to nie pozwalasz. Śmiejesz się głośno w mojej
głowie. Znów tarzamy się na trawie nad Rusałką, nie mogąc
złapać oddechu w tej hiperradośći. Znowu wirujemy pod niebem
pełnym gwiazd. Przytulasz mnie gdy rozpadam się na kawałki. Jest w
tym wszystkim twoja magia. Nadal, choć ciebie nie ma. Dzielą nas
oceany. Nie ten cholerny Atlantyk, zimny i zabójczy. Oceany czasu.
Istnieni i niebytu. Nie możemy ich przebyć, ale ty dalej jesteś.
Pargnę cię dotknąć, przytulić. Chcę cię dalej w moim życiu.
Ale zostają mi tylko słowa.
Listy
wysyłane z krawędź czasu.
obraz autorstwa :https://www.facebook.com/ZobaczycSwiatInaczej/
Kocham
cię i tęsknię. Czas bowiem, jak się okazuje, nie leczy ran. Pusto
tu bez ciebie Króliku.
Twoja
Frida
Pragnę ciebie
I zawsze będę
Wydaje się, że dzielą nas oceany
\Ciebie i mnie

To już 5 lat? Czas tak pędzi... Tyle się dzieje, a są rany, które nie chcą zniknąć.....
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Mówi się, że ludzie żyją tak długo, jak długo żyją w naszych sercach i to jest prawda. I chociaż czas płynie nieubłaganie szybko, to czasem się zatrzymuje na jedną krótką chwilę, na chwilę refleksji nad sobą i nad życiem. Są ludzie, którzy pojawiają się w naszym życiu nie bez powodu, mają nas zmienić i odtąd nic nie jest już takie jak zawsze, bo my się zmieniamy pod ich dobroczynnym wpływem. I chociaż już ich nie ma wśród nas, to w naszych sercach będą żyli zawsze. Zawsze jest wszystkim.
OdpowiedzUsuńCzas zalecza rany, tworzy blizny, ale tylko wtedy, gdy to jest naszym wyborem. Mam koleżankę w pracy, adoptowana z domu dziecka. Tej adopocyjnej mamie umarł syn, zginął w wypadku na motocyklu w wieku lat 19, więc po dwóch latach wzięła sobie siedmioletnią sierotkę. Ale co roku, aż do śmierci, przez 40 lat, wracała do tej traumy w miesiącu, kiedy to się stało. Wszyscy chodzili wokół niej na paluszkach, bo cierpiała. A ta moja koleżanka z domu dziecka nigdy nie czuła się chciana i kochana. Tak naprawdę...bo była tylko jak plaster na ranę, a kto chce być plastrem na ranie, którą ciągle się dłubie?
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że mogę podzielić się z nami swoimi doświadczeniami. Nazywam się Brenda i byłem szczęśliwy. Dopóki mój mąż nie powiedział, że go zdradzam, oboje staliśmy się dokuczliwymi parami, nie mógł w to uwierzyć, ani nie zaufał moim słowom, więc złożyliśmy wniosek o rozwód, później zostaliśmy rozdzieleni i ślubowaliśmy, że nigdy się nie pogodzimy. Długo próbowałem iść dalej, ale nie mogłem pozostać bez niego, więc zacząłem poszukiwania powrotu męża, a potem skierowano mnie do Dr.IZOYA. Świetny człowiek, którego spotkałem, rzucił zaklęcie miłosne i zmusił mojego męża do powrotu w ciągu 24 godzin. dzięki temu jestem tutaj, aby udostępnić kontakt dr IZOYA, skontaktować się z nim poprzez drizayaomosolution@gmail.com. Jest naprawdę potężny i specjalizuje się w następujących sprawach ...
OdpowiedzUsuń(1) Kochaj zaklęcia wszelkiego rodzaju. (2) Przestań rozwodzić się. (3) Zakończ jałowość. (4) Potrzebujesz pomocy duchowej.
To naprawdę już pięć lat? Mam wrażenie, że to było wczoraj... Pamiętam, jak przez kilka dni wracałam na bloga Królika z nadzieją, że jednak coś napisze. Ale tam gdzie jest na pewno jest mu dobrze i spokojnie.
OdpowiedzUsuńWyję. Dopadło mnie dziś. Szczerze mówiąc nie opłakuję co rok Kordiana. 3,5 roku temu spotkała mnie moja własna tragedia, która wyparła wszystko inne. Wymiotła wszystko z mojego życia. Miłość. Przyjaźń. Pasje. Wszystko umarło. Przestałam pisać bloga i byłam daleko. Dziś Kordian ściągnął mnie do siebie. Przejrzałam bloga, przeczytałam nasze e-maile. Ostatni od Niego z 4 listopada 2014, 22:50. Dzień później już Go nie było. Z bloga Królika trafiłam do Ciebie i tu też o Nim. Wiesz? Myślę, że On tu jest. Zakombinował, żeby powiedzieć "Hej! Nic mi nie jest!! Jest pięknie!" Ta książka z królikiem, to takie Jego "Dzień dobry!". Czuję to tak mocno i to mnie tak strasznie rozczula. Jakby przesyłał tą miłość i czułość, o której pisał. Ostatnie 3,5 roku to dla mnie gehenna, długa droga, droga rozwoju duchowego, która wiele mnie nauczyła. Nasza rozpacz utrudnia im funkcjonowanie, ściąga ich lub nie pozwala odejść. Nie możemy ich krzywdzić. Dlatego proszę, bądź dzielna. Wiem, że bardzo Go kochałaś i uwierz, wiem jak bardzo to trudne, ale bądź dzielna! Ja też się staram. Przytulam Cię z oddali (tak pisał do mnie Kordian) tak mocno, mocno, mocno...
OdpowiedzUsuńSuper! :)
OdpowiedzUsuńNie znałam go i nie czytała, ale z Twoich postów co nieco pamiętam.. Nie mogę uwierzyć, że to już pięc lat.. Trzymaj się Frida.. tulę
OdpowiedzUsuńPewne rany raz po raz otwierają się na nowo
OdpowiedzUsuńChoć nie zdążyłam go poznać osobiście, co roku przypomina mi się ta data. Ten wpis na jego blogu i to, że nie dowierzałam. Gdy minał szok, zaczęły mnie nachodzić wątpliwości czy on w ogóle istniał - znałam go przecież tylko z blogosfery. A potem były i nadal są te wszystkie wpisy pamięci o nim i dociera do mnie, że był prawdziwy jak cały ból i cierpienie tego świata
OdpowiedzUsuńTrzymaj się, Frido. Wierzę, że on jest gdzieś tam i czuwa nad Tobą.
Długo nie docierało do mnie, że jego już nie ma, że niczego nowego już nie przeczytam. A z tego, co czytałam wyłaniał się nietuzinkowy człowiek.
OdpowiedzUsuń33 yr old Software Engineer I Alia Blasi, hailing from Frontier enjoys watching movies like Claire Dolan and Couponing. Took a trip to Chhatrapati Shivaji Terminus (formerly Victoria Terminus) and drives a Rally Wagon 3500. zawartosc
OdpowiedzUsuń