O tym
można rozmawiać tylko z Królikami.
To
prawda, są takie rzeczy, o którym mogłam rozmawiać tylko z tobą.
W jakiś sposób nadal mogę. Z tobą w sobie, bo po twojej śmierci
tylko to mi przecież zostało.
Widzisz,
mój drogi Króliku, przeczytałam w końcu książkę, na którą
tak długo czekałam. Która sama do mnie przyszła, mignęła gdzieś
w internetowej przestrzeni. Gdy tylko ją dostrzegłm, na chwilę
zatrzymało mi się serce. Najlepsze rzeczy zjawiają się znienacka.
I tak jak sądziłam,ta krótka książeczka, jest druzgocąca,
jednocześnie będąc piękną. Jest smutna, mroczna, a mimo wszystko
jakaś ostatecznie "nadziejna". Chociaż może mi wydała
się taka, bo od razu skojarzyłam ją z Tobą, a ty dawałeś mi tak
dużo nadziei. Wiary. Miłości. Dodawałeś mi po prostu siły, w
każdym momencie mojego życia. Nawet w najpaskudniejszym mroku,
mogłam znaleźć dzięki tobie światło, bo wiele blasku nosiłeś
w swoim życiu. Przecież nigdzie nie czułam się tak dobrze i
bezpiecznie, jak w twoim domu, w kuchni, która zawsze była
wypełniona smakowitymi zapachami i śmiechem.
Teraz
mam wspomnienia. Książki i skojarzenia.
Nie
płakałam, czytając. Ale możliwe, że zrobię to przy którymś
kolejnym razie.
Teraz,
przede wszystkim, dzielę się tą książką z całym światem,
który się dla mnie liczy.
Pierwsza
była Recar, która przeczytała książkę jeszcze przede mną, mimo
że to ja ją znalazłam. Ona zresztą przywiozła mi mój egzemplarz
tydzień temu, kiedy przyleciała do nas na wakacje. Domyślam się,
ile łze musiało się wylać podczas lektury. Może nieraz moja
wyobraźnia przejaskrawia pewne rzeczy, ale chyba nie tym razem.
Wiedziałam już zanim zaczęłam czytać, że wyszło tak a nie
inaczej, że powstał zachwyt przemieszany ze smutkiem. Dlatego moja
podróż z książką nie była już taka dziewicza. Została
minimalnie naznaczona, ale może miało to też i swoje dobre strony.
Nic nie jest czarne ani białe.
Potem,
rzecz jasna musiałam podzielić się tym z Mężem. Nawet nie przez
skojrzenia z tobą, chociaż te oczywiście, były ważne, bo byłeś
też dl niego kimś bliskim. Ale w tym momencie to nie było
najistotniejsze. Ważniejsze było to, że on sam był, a może i
nadal trochę jest Królikiem z książki. Nie takim jak ty, a
literackim. Zagubionym. Tak, jego też zmiżdzyła ta proza,
ilisutracje. Mocna rzecz, powiedział po prostu w pierwszym momencie,
po przeczytaniu. Tylko tyle, więcej nie trzeba było mówić. W jego
przypadku wiele rzeczy nie wymaga słów, wiesz przecież, Króliku,
jak to między nami jest. Znam każdego rodzaju przytulenie i wiem,
dlaczego niektórych nocy chwyta się mnie jak tonący. On wie,
dlaczego ja też nieraz tak robię.
Zaraz
po Mężu był A.. Tak, nasze światy trochę się rozsunęły, widzę
to coraz bardziej. To, co się stało, całe zamieszanie cudzej
relacji,sprawiło, że w naszej pojawiło się pęknięcie, które
trudno już przeoczyć. Takie, o którym myślę, że jest nie do
naprawienia. Tracę go Króliku, czy ty wiesz? Zaczęłam go tracić,
bo chyba jednak minimalnie trochę wybrałam wspieranie kogoś
innego. Ten wybór, choć go nie żałuję, boli mnie straszliwie.
Też nie jest czarny ani biały. Ale pewnych rzeczy się nie cofnie.
Mimo tego, że na samą myśl chce się płakać. Wiesz, że nie
znoszę tracić ludzi. Przywiązuję się na dobre i niedobre, na
amen się upieram i nie znajduję potem litości boskiej, która nie
istnieje, ani ludzkiej, na którą nie mogę liczyć od nikogo,odkąd
ciebie nie ma. Ale pomimo tego, po raz kolejny, wysłałam mu
wiadomość, że musi przeczytać tą książkę. I nawet nie chodzi
o ciebie, wiesz przecież, że nie darzył cię zbytnią sympatią.
Był zazdrosny o to bijące z ciebie ciepło. Ale ta książka może
być ważna dla niego samego. On też jest tym literackim królikiem,
innym jeszcze bardziej, niż książeczkowy bohater. W tym wypadku on
jest brdziej królikiem, niż ty.
Następnego
dnia po przeczytaniu jest też oczywiście Cień. W końcu stał się
dla mnie też tak jakoś ważny, namacalny ostatnimi czasy. Uczę się
z nim dzielić wieloma rzeczami, które mi się podobają. Cytatami z
książek, które mu wysyłam. Wierszami. Śmiesznymi obrazkami,
których być może jest aż w nadmiarze. Widzę, że to zaczyna
działać w dwie strony. Nie mogłę mu nie zaiweźć też tej
książki przy okazji zawożenia do niego zbędnych nam tuż przed
przeprowadzką rzeczy. Bo jako dobry człowiek to on nam je
przechowa. Wiem, że i on czuje się często tym książkowym
królikiem, tym przerażonym zwierzątkiem na obrazkch, które ucieka
od ludzi. W tym przypadku nie będę czekać jednak na to, że powie
mi o swoim zachwycie albo o tym, jak historia i ilustracje go
zmiażdżą, jeśli to uczynią. W jego przypadku niczego nie
oczekuję. Jest jak jest i doceniam to, mimo pewnych obaw.
Jak
widzisz, Króliku, dzielę się zachwytmi. Tak samo jak robiłeś to
ty. Doskonale mnie rozumiesz, prawda? Dlatego mogę porozmwiać o tym
z tobą i chyba z nikim innym.
Nikt
inny bowiem w moim życiu nie był do mnie tak podobny w tej kwestii.
Oboje
chorujący na nieuleczalną euforię. To chyba zawsze nas najbardziej
łączyło. Płaszczyzna, na której rozumieliśmy się doskonale.
Choć, gdy się zastanowię, było ich więcej. Naprawdę momentami
byłeś jak mój bliźniak, urodzony w tym samym dniu, choć w innym
roku.
Wiara,
nadzieja. Nadmiar czułości. Niepohamowany zachwyt nad światem.
Njpierw robi, potem myśli. Wzrusza się do płaczu, ale udaje
dzielnego. Załamuje się, ale sam kopie się w głowę, bo nikt inny
przecież tego nie może zrobić za ciebie.
Przy
tobie nie czułam się naiwną, prostą krową, bez cienia refleksji.
Tak, to były rzeczy, o których można rozmwiać tylko z Królikami
nieraz. Bo choć były oczywiste, proste i właściwie, choć mówiło
się o nich też z innymi ludźmi, współdzieliło, to gdy
dochodziły one do tej niebezpiecznej granicy nadmiarowości, chyba
tylko ty to rozumiałeś. Sam byłeś nadmiarowy. Znałeś to uczucie
niemieszczenia się dobrych emocji w klatce piersiowej, tak, że ma
się wrażenie, że popękają żebra. Wiem, wiem, inni ludzie też
tego doznają. Ale mam wrażenie, że jakoś inaczej. Są z innej
gliny. Pięknej, przecież że pięknej. Tylko innej. Inne nie znaczy
gorsze, czasem mam wrażenie, że znaczy wręcz lepsze.
Moja
prostacka twarz z niejakimi oczami wpatrzona w twój uśmiech z za
dużymi zębmi, w twarz twoją z kolei szlachetną, szczupła, z
ogromnymi źrenicami. W twarz, która przyjmowała wszystko, jakim
jest. Kochałam tonąć w tej przepastnej czerni i w tym za szerokim
łuku warg wygiętym z naiwnością dziecka. Kochałam to i tęsknię
za tym.
Są
rzeczy, o których można rozmawiać tylko z Królikami.
Podzieliłam
się więc książką, która skojarzyła mi się z tobą z tymi,
których kocham. Na których mi zależy. I widzisz, Króliku, wczoraj
przyszła mi straszliwa myśl, że zawsze kochałam się dzielić.
Zawsze,
tak samo jak ty miałam wrażenie, że tylko współdzielenie się
emocjami, zachwytem, szczęściem sprawia, że te rzeczy stają się
pardoksalnie większe. Rzecz dzielona rośnie. Wczoraj po raz
pierwszy chyba pomyślałam, że może niekoniecznie to działa w ten
sposób. Może nieraz, dzieląc się, tracimy?
Zaśmiejesz
się, ale pomyślałam nawet o tobie. Ale nie o tobie jako o
człowieku. Tylko o tym, co mi po tobie zostało. Czy raczej może o
tym, co powinnam przeżyć.
Okrutnie
pomyślałam, odebrano mi żałobę po tobie.
Jak to?
Zwyczajnie. Ty to pewnie zrozumiesz. Zamiast skupić się na swoim
bólu, zajmowałam się cudzym. Koiłam cudze łzy. A co z moimi?
Egoizm. Tak, cholerny egoizm, na który mnie nie stać. Dałeś mi
zadanie. Listy do rozdzielenia i byłam w sumie wdzięczna. Mogłam
się czymś zająć, być posłańcem. Tak, w ruchomy cel trudniej
trafić, znałeś mnie na tyle, że wiedziałeś, że ta zasada mnie
obowiązuje. Tak samo znałeś i siebie. Pod tym względem też
byliśmy identyczni. I to było w porządku, ale chyba do czasu.
Potem zrobiłam się zła. Bo to trwało za długo. Ale wiesz co
zrozumiałam? Że to nie była twoja wina, tylko moja. Bo
przygarnęłam cały ten twój spadek, ten świat, zamiast tylko
przekazać wieści. Nie zrozum mnie źle, nie żałuję. Ale przykro
mi z powodu zmrnowanego momentu, kiedy powinnam to skupić się na
sobie. I złoszczą mnie chwile, w których oddawałam innym palmę
pierwszeństwa, bo może stracili więcej, absurdalnie więcej, nie
będąc z tobą tak długo i intensywnie jak ja. Bo ja mam
wspomnienia. Znałam twój głos, dotyk, śmiech. Byłam obdarzona
łaską pewnego poznania a oni...mieli tylko literki, zdjęcia. Tak,
oni mieli prawo do żalu. Ja powinnam się skupić na dobrych latach,
dotykach, wieczorach spędzanych nad parującym kubkiem herbaty.
Nieraz tak o tym myślałam. Nieraz nadal tak o tym myślę,
zwłaszcza gdy nadchodzi jesień, listopad i... co ja mam powiedzieć?
Nie mówię więc nic o tym, jak to boli, bo odebrano mi część
życia, część serca, część duszy. Rozcięto pępowinę,
wyrzucono obumarły płód. Czy ja mogę cokolwiek powiedzieć?
Podzieliłam więc te uczucia na innych ludzi. Wspominałam o swoich,
ale oddawałam prawo pierwszeństwa, a może równałam je z cudzymi.
Nie,
nie odebrałeś mi żałoby. Nie oni. Ja sama jestem tak głupia.
Prosta krowa, która nie myśli. Ja sama to zrobiłam, aż zaleczyłam
ranę naokoło, inną drogą, zamiast wprost. słuchają tu i ówdzie,
rok po roku, o łzach nad twoimi listami, czytając różne teksty
rozmaitych ludzi o tobie. Sama je pisałam, niektóre publikowałam.
Nie wychywalając się za bardzo poza ramę, żeby nikt nie pomyślał,
że gram w te słynne "kto ma gorzej". Czasem płakałam
sama albo tylko przy Mężu. I brzegi, poszarpane brzegi rany przy na
piersi zsrosły się, jest blizna, choć niewidoczna. Już nic nie
ropieje, nie sączy się, czuję tylko ból fantomowy po wyrwanym
kawałku serca. Ale z nim można żyć. Wiem to doskonle, będąc
mimo wszystko kompletną. Z tym można żyć. To było. Czasu nie
cofnę. Zostaje tęsknota i wspomnienia. Ukryta żałoba. Nic to.
Dzielona,
ukrywana strata stała się większa. Nie umniejszyła się, tylko
chowała się po kątach. Choć "złe" rzeczy, gdy się
dzieli, są mniejsze. Powinny powiększać się tylko te dobre,
prawda?
Zachwyt
nad światłem i książkami. Nad pięknem widoków.
O, tym
też bym chciała się z tobą podzielić! Z tobą i Vincentem. Od
kiedy przeprowadziłam się na Wyspę myślę o tym nieustannie, w
każdym pięknym miejscu. Że wam chciałabym to pokazać. Pomyśl
sobie, co poczułam, gdy po raz pierwszy zobaczyłam humbaka!
Przecież tak ukochałeś te zwierzęta. Z pierwszym razem, ale i za
każdym kolejnym. To słodycz wymieszana z goryczą, ale nadal,
więcej tu światła, niż mroku. To rośnie, mimo że nie żyjesz.
Napędza.
Tymi
samymi widokami chciałam podzielić się też z wieloma żyjącymi.
I wreszcie przyleciała też Redcar, na której spojrzeniu na to
miejsce zależało mi najbardziej. Nie udało mi się pokazać jej
tych najważniejszych, ale wierzę, że jeszcze będzie okazja.
Widzisz,
ja pokazuję jej Wyspę. Ty kiedyś mówiłeś, że chciałbyś, żeby
mnie poznała. I oto jesteśmy.
Króliku,
to znowu kolejna dolegliwość, która nas łączyła.
Oboje
chcieliśmy poznawać ze sob ludzi, którzy stawali się dla nas
ważni. Tak jakby nasza miłość do nich mogła zjednoczyć
poszczególne osoby w jedną, wielką rodzinę. I sam doskonale
wiesz, że często to się udawało. I potem mogłeś, tak jak ja,
radować się widokiem, że ktoś się ze sobą dogaduje. Że
doprowadza do śmiechu innych, tak jak ciebie.
Poznałam
więc ze sobą znów ludzi, na których mi zależy. I zaśmiejesz się
może, a może właśnie zrozumiesz. Po raz pierwszy do tego wkradł
się niepohamowany lęk. Panika i łzy przez błahe wyobrażenie, że
wszystko kolejny raz się rozpada. Wyobrażenie, że kolejna relacja
jest zatruta zwykłymi zdarzeniami, które po prostu dorośli ludzie
mają prawo wybrać.
Wiem,
że ludzie potrafią być o siebie zazdrośni. Tak naprawdę rzdko
kiedy towarzyszyło mi to uczucie. Ale może to właśnie lęk do
niej prowadzi? Czy byłeś zazdrosny Króliku? Czy byłeś zazdrosny
kiedykolwiek o mnie? Nie sądzę. Nie musieliśmy, bo byliśmy siebie
pewni. Byliśmy dla siebie ważni w takim kształcie i koniec kropka.
I chyba nigdy tak naprawdę się nie zraniliśmy, nie skrzywdziliśmy.
Z Vincentem to inna bajka, ale z tobą? Czasem mnie ugryzłeś,
czasem udrapnąłeś. Tak samo jak ja ciebie. Ale troszczyliśmy się
o siebie. Dbaliśmy. To było cholernie równoważne. Nie rozbiłeś
mi serca na kawałki nie patrzyłeś, jak je sklejam, czekając, aż
wrócę nowa, odmieniona, znów pełna sił.
Czy
więc to kwestia ważności? Czy lęki mogą mieć inne podstawy
właśnie?
Czy
wystrczą do tego złe wspomnienia? Zdarzenia z przeszłości, które
właśnie roztrzaskały serce tak, że miało się nigdy nie zrosnąć?
Być może otworzyłam wrota przeszłości i obecnych niedawnych
zdarzeń, które nie powinny mieć miejsca. Ale stały się. Może
dotarło do mnie, że tak, gdy prawie rozpadło się moje małżeństwo
też zajmowałam się w dużej mierze cudzym bólem tak samo, jak
swoim. Jej, jego, jeszcze tego trzeciego. Wybaczeniem, decydowaniem,
manewrowaniem. Łączeniem nie tylko swoich relacji, ale też jego i
jej. Nie umiemy w egocentryzm, choć tak bardzo to sobie wmawiamy,
Króliku. To jakiś nowy rodzaj upośledzenia. Taki, który pozwala
przetrwać, ale taki, który fragmentami zabija. Ale co nas nie
zabija?
Miłość
to cierpienie. Owszem, miłość, czułość to najpiękniejsza,
najwżażniejsza sprawa w życiu. Ale zawsze, gdy ludzie są blisko
ciebie, ranią cię. I być może, gdy łączysz ze sobą tych,
których kochasz, obrywasz jeszcze głębiej. Jeszcze mocniej.
Pytanie tylko, gdzie jest punkt w nas, za którym nie ma odwrotu? Z
którym skończy się czułość, tłumczenie błędów swoich i
cudzych i pojawi się nicość?
Nie
doszedłeś do tego momentu. W pewien sposób ci zazdroszczę.
Chociaż, może i ja do niego nie dojdę. Ja po prostu strasznie się
przestraszyłam. Króliku. Gdy wyobraziłam sobie, jak znów ktoś
ważny odchodzi, nie przeze mnie samą, a przez to, że splotłam
nitki cudzych losów. Tak ważny jak A., który tak bardzo wyślizguje
mi się z rąk. Przeraziłam się w duchu, gdy zobczyłam, jak wielki
czeka mnie wysiłek, jeśli coś się spieprzy, a ja będę próbowała
to naprawić, tak jak naprawiłam swoje małżeństwo i wszystko
dookoła. Swoje serce na którym nadal jest blizna. Nie ratowałam
tego sama, bo przecież, nie moja tylko w tym zasługa, a chęci
wszystkich po kolei. Nie jestem herosem, tak jak i ty nim nie byłeś,
choć tak wielu ludzi chciało mieć taki właśnie twój obraz przed
oczami. Niemniej, wiem, ile mnie to kosztowało. Nie chcę znowu
płacić takiej ceny. Ale Króliku, czy to nie jest po prostu cena
każdej relacji? Czy to nie jest cena życia?
Sam
taką ponosiłeś, prawda? Niejedokrotnie widziałam twoje szarpanie
się tak, by wszyscy byli zadowoleni. Nieraz widziałam, jak
zapominałeś o sobie. Miałeś może ułomne, ale ogromne serce. I
być może to doprowadziło cię na skraj, nad przepaść, w którą
spadłeś. Bo pod koniec też zapomniałeś o sobie. Nie walczyłeś
już dla siebie, gdzieś tam w środku, ale dla nas. I bałeś się,
że to nie ma sensu, bo przecież istnieniem swoim zadawałeś nie
tylko szczęście, ale i cierpienie, mimo że tak bardzo się
starałeś. Nawet na finiszu.
Byłeś
niewinny, wiesz?
Tak
cholernie niewinny. Nie, ja nie jestem taka i taka nie będę.
Czysta. Ja mam w sobie więcej brudu, ale mimo wszystko- czuję to.
Czuję chyba choć w ułamku to, co ty czułeś.
Może
byłeś mimo wszystko zmęczony, choć chciałeś żyć jak każda
istota. Ale w którymś momencie się poddałeś, gdy sam widziałeś
siebie jako ostrze zadające rany. Nam wszystkim po kolei. A potem
już ciszej, cichutko. Do samego końca, który nie powiniem mieć
miejsca.
Odszedłeś,
a ja nie mam z kim porozmwiać o tym, jak bardzo się boję. Nie
tylko tego co się stanie. Ale głupiej myśli o tym, co już się
stało, wydarzyło, co mnie zbrukało i zabiło właśnie odorobinę
mojej niewinności.
Nie mam
komu powiedzieć o tym, że boję się, że nie tylko będę ostrzem,
ale że znowu zostanie mi coś odebrane. Nie przez cudze zachowania.
Błędy. Przez moje własne. Głupotę, która gdyby mogła latać,
sprawiłaby, że byłabym istną gołębicą.
Podzieliłam
się tym co mam w życiu najcenniejsze. Wszyscy jesteśmy dorośli i
podejmujemy własne decyzje. Nie decyduję za nikogo, ale zawsze
czuję, że to ja pociągnęłam za sznurki. Zaplątałam nóżki w
pajęczynę, choć sama tkwię w kokonie i jestem zżerana,
sparaliżowana jadem ukąszeń losu. Ale mimo wszystko
odpowiedzialna. Obarczona wyrzutami sumienia.
Podzieliłam
się i mogę stracić. I ta radość wspólnoty, która tak doskonle
znałeś, kochany, nagle ustepuje miejsca przerażeniu. Myśli, że
podzieliłam się być może za łatwo wszystkimi swoimi mężczyznami,
wymieszałam cudze słowa, wiersze, ciała, śliny i ledwo uszłam z
życiem, tak jak cała reszta. Wymieszałam, chociaż nie maczałam w
tym palca. Doprowadziłam do tego, chociaż nie podjęłam żadnej
pieporznej decydującej decyzji. Nie wykonałam ruchu.
Mimo to
czuję się winna. Martwię się o wszystkich uczestników tego
teleturnieju, który oglądam z zapartym tchem i przez który
wymiotuję, stresując się jak dziecko.
Nie
chcę tego powtrzać. Cichutko błagam los, żeby nie komplikował
znowu. Żeby już dał mi spokój. Ale jak może to zrobić, kiedy ja
go po prostu głupio, bezmyślnie, prowokuję? Jak może mi odpuścić,
skoro swoją niepohamowaną euforią i nadmiarem czułości
wszystkich zbliżam, jak na filmowym planie, tuż przed pocałunkiem?
Stop!
Cięcie!
Rzeźnia
myśli. Nieprzespana noc z majaczeniami. Wizje, w których widzę
wszystkich których straciłam przez śmierć. Wizje, w których
widzę tych, którzy ode mnie odchodzą. Wizje, w których zostaje
sama, nie przez los, a przez to, że jestem inną plnetą i wypadłam
z konstelacji. Wizje cudzych błędów, ran, których nie będę
umiała zalizać jako bezpński pies.
O tym
można rozmawiać tylko z Królikami. Bo tylko ty zrozumiesz, jak to
jest wiecznie tracić obwiniając się o to, co się stało. Bojąc
się tego, co nadejdzie. Zagubić się w rozpędzonym rollercosterze
wesołego życia z urwanym hamulcem, kiedy to wszystko wymyka się z
rąk.
Wiesz
co jest jednak najlepsze i najgorsze zarazem?
Wiem,
że przede wszystkim zrozumiesz jedno. I gdybyś żył, pewnie nie
wysiadłbyś z tego rozpędzonego wagonika, tak jak i ja nie wysiądę.
Przerażona, obolała, zapłakana, nie wysiądę. Przepełniona
lękiem i wyrzutami sumienia, będę jechać dalej. I też mimo
wszystko cieszyć się z podróży. Śmiać się, rozdawać czułość.
Nawet jeśli będę miała stracić.
I o tym
mogłam porozmawiać tylko z tobą, próbując nie zadawać ran
innym. O tym mogłabym porozmwiać tylko z tobą, cicho krwawiąc i
zlizując sól z warg nocą.
Tak
bardzo chciałabym spojrzeć w twoje ciemne oczy, Króliku,
zwłaszcza, kiedy moje zmieniły kolor i są bardziej zielone. Bo
nadal łączyłby się w tym momencie w jedno. Nwet, jeśli czas dla naszych spojrzeń już nie ma racji bytu.
Twoja
Frida
Daj
mi jedną więcej leczniczą chwilę spokoju
I
ja nie chcę czuć tej przytłaczającej wrogości
Piękny list, czytam go 2 raz..... Tyle emocji...
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Podpisuję się pod słowami Leny. List pełen życia, emocji. I mogę się tylko jakoś zatopić w tych słowach.
OdpowiedzUsuńPiękny, wzruszający list. Myślę, że każdy z nas zmagał się kiedyś, choć raz z bolesną stratą kogoś bliskiego. W każdym razie ja tego doświadczyłam. Powstaje wówczas głęboka wyrwa w sercu, którą ukoić mogą tylko wspomnienia. One wciąż żyją własnym życiem, właśnie tu. I wiem, że nigdy nie zapomnę, bo stale podsycam ten płomień, on nigdy nie gaśnie... Ale to może zrozumieć tylko ten, kto jest tak bardzo wrażliwy, aż do granic możliwości, i tą wrażliwość w wyrażaniu myśli widzę u Ciebie.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że mogę podzielić się z nami swoimi doświadczeniami. Nazywam się Brenda i byłem szczęśliwy. Dopóki mój mąż nie powiedział, że go zdradzam, oboje staliśmy się dokuczliwymi parami, nie mógł w to uwierzyć, ani nie zaufał moim słowom, więc złożyliśmy wniosek o rozwód, później zostaliśmy rozdzieleni i ślubowaliśmy, że nigdy się nie pogodzimy. Długo próbowałem iść dalej, ale nie mogłem pozostać bez niego, więc zacząłem poszukiwania powrotu męża, a potem skierowano mnie do Dr.IZOYA. Świetny człowiek, którego spotkałem, rzucił zaklęcie miłosne i zmusił mojego męża do powrotu w ciągu 24 godzin. dzięki temu jestem tutaj, aby udostępnić kontakt dr IZOYA, skontaktować się z nim poprzez drizayaomosolution@gmail.com. Jest naprawdę potężny i specjalizuje się w następujących sprawach ...
OdpowiedzUsuń(1) Kochaj zaklęcia wszelkiego rodzaju. (2) Przestań rozwodzić się. (3) Zakończ jałowość. (4) Potrzebujesz pomocy duchowej.
37 year-old Environmental Tech Margit Breeze, hailing from Dolbeau enjoys watching movies like Defendor and Sketching. Took a trip to Hoi An Ancient Town and drives a Beretta. Ta witryna
OdpowiedzUsuń