środa, 11 września 2019

O tym można rozmawiać tylko z Królikami, czyli kolejny list do zaświatów.


O tym można rozmawiać tylko z Królikami.
To prawda, są takie rzeczy, o którym mogłam rozmawiać tylko z tobą. W jakiś sposób nadal mogę. Z tobą w sobie, bo po twojej śmierci tylko to mi przecież zostało.


Widzisz, mój drogi Króliku, przeczytałam w końcu książkę, na którą tak długo czekałam. Która sama do mnie przyszła, mignęła gdzieś w internetowej przestrzeni. Gdy tylko ją dostrzegłm, na chwilę zatrzymało mi się serce. Najlepsze rzeczy zjawiają się znienacka. I tak jak sądziłam,ta krótka książeczka, jest druzgocąca, jednocześnie będąc piękną. Jest smutna, mroczna, a mimo wszystko jakaś ostatecznie "nadziejna". Chociaż może mi wydała się taka, bo od razu skojarzyłam ją z Tobą, a ty dawałeś mi tak dużo nadziei. Wiary. Miłości. Dodawałeś mi po prostu siły, w każdym momencie mojego życia. Nawet w najpaskudniejszym mroku, mogłam znaleźć dzięki tobie światło, bo wiele blasku nosiłeś w swoim życiu. Przecież nigdzie nie czułam się tak dobrze i bezpiecznie, jak w twoim domu, w kuchni, która zawsze była wypełniona smakowitymi zapachami i śmiechem.
Teraz mam wspomnienia. Książki i skojarzenia.

Nie płakałam, czytając. Ale możliwe, że zrobię to przy którymś kolejnym razie.
Teraz, przede wszystkim, dzielę się tą książką z całym światem, który się dla mnie liczy.

Pierwsza była Recar, która przeczytała książkę jeszcze przede mną, mimo że to ja ją znalazłam. Ona zresztą przywiozła mi mój egzemplarz tydzień temu, kiedy przyleciała do nas na wakacje. Domyślam się, ile łze musiało się wylać podczas lektury. Może nieraz moja wyobraźnia przejaskrawia pewne rzeczy, ale chyba nie tym razem. Wiedziałam już zanim zaczęłam czytać, że wyszło tak a nie inaczej, że powstał zachwyt przemieszany ze smutkiem. Dlatego moja podróż z książką nie była już taka dziewicza. Została minimalnie naznaczona, ale może miało to też i swoje dobre strony. Nic nie jest czarne ani białe.

Potem, rzecz jasna musiałam podzielić się tym z Mężem. Nawet nie przez skojrzenia z tobą, chociaż te oczywiście, były ważne, bo byłeś też dl niego kimś bliskim. Ale w tym momencie to nie było najistotniejsze. Ważniejsze było to, że on sam był, a może i nadal trochę jest Królikiem z książki. Nie takim jak ty, a literackim. Zagubionym. Tak, jego też zmiżdzyła ta proza, ilisutracje. Mocna rzecz, powiedział po prostu w pierwszym momencie, po przeczytaniu. Tylko tyle, więcej nie trzeba było mówić. W jego przypadku wiele rzeczy nie wymaga słów, wiesz przecież, Króliku, jak to między nami jest. Znam każdego rodzaju przytulenie i wiem, dlaczego niektórych nocy chwyta się mnie jak tonący. On wie, dlaczego ja też nieraz tak robię.

Zaraz po Mężu był A.. Tak, nasze światy trochę się rozsunęły, widzę to coraz bardziej. To, co się stało, całe zamieszanie cudzej relacji,sprawiło, że w naszej pojawiło się pęknięcie, które trudno już przeoczyć. Takie, o którym myślę, że jest nie do naprawienia. Tracę go Króliku, czy ty wiesz? Zaczęłam go tracić, bo chyba jednak minimalnie trochę wybrałam wspieranie kogoś innego. Ten wybór, choć go nie żałuję, boli mnie straszliwie. Też nie jest czarny ani biały. Ale pewnych rzeczy się nie cofnie. Mimo tego, że na samą myśl chce się płakać. Wiesz, że nie znoszę tracić ludzi. Przywiązuję się na dobre i niedobre, na amen się upieram i nie znajduję potem litości boskiej, która nie istnieje, ani ludzkiej, na którą nie mogę liczyć od nikogo,odkąd ciebie nie ma. Ale pomimo tego, po raz kolejny, wysłałam mu wiadomość, że musi przeczytać tą książkę. I nawet nie chodzi o ciebie, wiesz przecież, że nie darzył cię zbytnią sympatią. Był zazdrosny o to bijące z ciebie ciepło. Ale ta książka może być ważna dla niego samego. On też jest tym literackim królikiem, innym jeszcze bardziej, niż książeczkowy bohater. W tym wypadku on jest brdziej królikiem, niż ty.

Następnego dnia po przeczytaniu jest też oczywiście Cień. W końcu stał się dla mnie też tak jakoś ważny, namacalny ostatnimi czasy. Uczę się z nim dzielić wieloma rzeczami, które mi się podobają. Cytatami z książek, które mu wysyłam. Wierszami. Śmiesznymi obrazkami, których być może jest aż w nadmiarze. Widzę, że to zaczyna działać w dwie strony. Nie mogłę mu nie zaiweźć też tej książki przy okazji zawożenia do niego zbędnych nam tuż przed przeprowadzką rzeczy. Bo jako dobry człowiek to on nam je przechowa. Wiem, że i on czuje się często tym książkowym królikiem, tym przerażonym zwierzątkiem na obrazkch, które ucieka od ludzi. W tym przypadku nie będę czekać jednak na to, że powie mi o swoim zachwycie albo o tym, jak historia i ilustracje go zmiażdżą, jeśli to uczynią. W jego przypadku niczego nie oczekuję. Jest jak jest i doceniam to, mimo pewnych obaw.


Jak widzisz, Króliku, dzielę się zachwytmi. Tak samo jak robiłeś to ty. Doskonale mnie rozumiesz, prawda? Dlatego mogę porozmwiać o tym z tobą i chyba z nikim innym.
Nikt inny bowiem w moim życiu nie był do mnie tak podobny w tej kwestii.
Oboje chorujący na nieuleczalną euforię. To chyba zawsze nas najbardziej łączyło. Płaszczyzna, na której rozumieliśmy się doskonale. Choć, gdy się zastanowię, było ich więcej. Naprawdę momentami byłeś jak mój bliźniak, urodzony w tym samym dniu, choć w innym roku.

Wiara, nadzieja. Nadmiar czułości. Niepohamowany zachwyt nad światem. Njpierw robi, potem myśli. Wzrusza się do płaczu, ale udaje dzielnego. Załamuje się, ale sam kopie się w głowę, bo nikt inny przecież tego nie może zrobić za ciebie.
Przy tobie nie czułam się naiwną, prostą krową, bez cienia refleksji. Tak, to były rzeczy, o których można rozmwiać tylko z Królikami nieraz. Bo choć były oczywiste, proste i właściwie, choć mówiło się o nich też z innymi ludźmi, współdzieliło, to gdy dochodziły one do tej niebezpiecznej granicy nadmiarowości, chyba tylko ty to rozumiałeś. Sam byłeś nadmiarowy. Znałeś to uczucie niemieszczenia się dobrych emocji w klatce piersiowej, tak, że ma się wrażenie, że popękają żebra. Wiem, wiem, inni ludzie też tego doznają. Ale mam wrażenie, że jakoś inaczej. Są z innej gliny. Pięknej, przecież że pięknej. Tylko innej. Inne nie znaczy gorsze, czasem mam wrażenie, że znaczy wręcz lepsze.
Moja prostacka twarz z niejakimi oczami wpatrzona w twój uśmiech z za dużymi zębmi, w twarz twoją z kolei szlachetną, szczupła, z ogromnymi źrenicami. W twarz, która przyjmowała wszystko, jakim jest. Kochałam tonąć w tej przepastnej czerni i w tym za szerokim łuku warg wygiętym z naiwnością dziecka. Kochałam to i tęsknię za tym.
Są rzeczy, o których można rozmawiać tylko z Królikami.
Podzieliłam się więc książką, która skojarzyła mi się z tobą z tymi, których kocham. Na których mi zależy. I widzisz, Króliku, wczoraj przyszła mi straszliwa myśl, że zawsze kochałam się dzielić.

Zawsze, tak samo jak ty miałam wrażenie, że tylko współdzielenie się emocjami, zachwytem, szczęściem sprawia, że te rzeczy stają się pardoksalnie większe. Rzecz dzielona rośnie. Wczoraj po raz pierwszy chyba pomyślałam, że może niekoniecznie to działa w ten sposób. Może nieraz, dzieląc się, tracimy?
Zaśmiejesz się, ale pomyślałam nawet o tobie. Ale nie o tobie jako o człowieku. Tylko o tym, co mi po tobie zostało. Czy raczej może o tym, co powinnam przeżyć.

Okrutnie pomyślałam, odebrano mi żałobę po tobie.
Jak to? Zwyczajnie. Ty to pewnie zrozumiesz. Zamiast skupić się na swoim bólu, zajmowałam się cudzym. Koiłam cudze łzy. A co z moimi? Egoizm. Tak, cholerny egoizm, na który mnie nie stać. Dałeś mi zadanie. Listy do rozdzielenia i byłam w sumie wdzięczna. Mogłam się czymś zająć, być posłańcem. Tak, w ruchomy cel trudniej trafić, znałeś mnie na tyle, że wiedziałeś, że ta zasada mnie obowiązuje. Tak samo znałeś i siebie. Pod tym względem też byliśmy identyczni. I to było w porządku, ale chyba do czasu. Potem zrobiłam się zła. Bo to trwało za długo. Ale wiesz co zrozumiałam? Że to nie była twoja wina, tylko moja. Bo przygarnęłam cały ten twój spadek, ten świat, zamiast tylko przekazać wieści. Nie zrozum mnie źle, nie żałuję. Ale przykro mi z powodu zmrnowanego momentu, kiedy powinnam to skupić się na sobie. I złoszczą mnie chwile, w których oddawałam innym palmę pierwszeństwa, bo może stracili więcej, absurdalnie więcej, nie będąc z tobą tak długo i intensywnie jak ja. Bo ja mam wspomnienia. Znałam twój głos, dotyk, śmiech. Byłam obdarzona łaską pewnego poznania a oni...mieli tylko literki, zdjęcia. Tak, oni mieli prawo do żalu. Ja powinnam się skupić na dobrych latach, dotykach, wieczorach spędzanych nad parującym kubkiem herbaty. Nieraz tak o tym myślałam. Nieraz nadal tak o tym myślę, zwłaszcza gdy nadchodzi jesień, listopad i... co ja mam powiedzieć? Nie mówię więc nic o tym, jak to boli, bo odebrano mi część życia, część serca, część duszy. Rozcięto pępowinę, wyrzucono obumarły płód. Czy ja mogę cokolwiek powiedzieć? Podzieliłam więc te uczucia na innych ludzi. Wspominałam o swoich, ale oddawałam prawo pierwszeństwa, a może równałam je z cudzymi.

Nie, nie odebrałeś mi żałoby. Nie oni. Ja sama jestem tak głupia. Prosta krowa, która nie myśli. Ja sama to zrobiłam, aż zaleczyłam ranę naokoło, inną drogą, zamiast wprost. słuchają tu i ówdzie, rok po roku, o łzach nad twoimi listami, czytając różne teksty rozmaitych ludzi o tobie. Sama je pisałam, niektóre publikowałam. Nie wychywalając się za bardzo poza ramę, żeby nikt nie pomyślał, że gram w te słynne "kto ma gorzej". Czasem płakałam sama albo tylko przy Mężu. I brzegi, poszarpane brzegi rany przy na piersi zsrosły się, jest blizna, choć niewidoczna. Już nic nie ropieje, nie sączy się, czuję tylko ból fantomowy po wyrwanym kawałku serca. Ale z nim można żyć. Wiem to doskonle, będąc mimo wszystko kompletną. Z tym można żyć. To było. Czasu nie cofnę. Zostaje tęsknota i wspomnienia. Ukryta żałoba. Nic to.

Dzielona, ukrywana strata stała się większa. Nie umniejszyła się, tylko chowała się po kątach. Choć "złe" rzeczy, gdy się dzieli, są mniejsze. Powinny powiększać się tylko te dobre, prawda?

Zachwyt nad światłem i książkami. Nad pięknem widoków.
O, tym też bym chciała się z tobą podzielić! Z tobą i Vincentem. Od kiedy przeprowadziłam się na Wyspę myślę o tym nieustannie, w każdym pięknym miejscu. Że wam chciałabym to pokazać. Pomyśl sobie, co poczułam, gdy po raz pierwszy zobaczyłam humbaka! Przecież tak ukochałeś te zwierzęta. Z pierwszym razem, ale i za każdym kolejnym. To słodycz wymieszana z goryczą, ale nadal, więcej tu światła, niż mroku. To rośnie, mimo że nie żyjesz. Napędza.
Tymi samymi widokami chciałam podzielić się też z wieloma żyjącymi. I wreszcie przyleciała też Redcar, na której spojrzeniu na to miejsce zależało mi najbardziej. Nie udało mi się pokazać jej tych najważniejszych, ale wierzę, że jeszcze będzie okazja.
Widzisz, ja pokazuję jej Wyspę. Ty kiedyś mówiłeś, że chciałbyś, żeby mnie poznała. I oto jesteśmy.


Króliku, to znowu kolejna dolegliwość, która nas łączyła.
Oboje chcieliśmy poznawać ze sob ludzi, którzy stawali się dla nas ważni. Tak jakby nasza miłość do nich mogła zjednoczyć poszczególne osoby w jedną, wielką rodzinę. I sam doskonale wiesz, że często to się udawało. I potem mogłeś, tak jak ja, radować się widokiem, że ktoś się ze sobą dogaduje. Że doprowadza do śmiechu innych, tak jak ciebie.
Poznałam więc ze sobą znów ludzi, na których mi zależy. I zaśmiejesz się może, a może właśnie zrozumiesz. Po raz pierwszy do tego wkradł się niepohamowany lęk. Panika i łzy przez błahe wyobrażenie, że wszystko kolejny raz się rozpada. Wyobrażenie, że kolejna relacja jest zatruta zwykłymi zdarzeniami, które po prostu dorośli ludzie mają prawo wybrać.

Wiem, że ludzie potrafią być o siebie zazdrośni. Tak naprawdę rzdko kiedy towarzyszyło mi to uczucie. Ale może to właśnie lęk do niej prowadzi? Czy byłeś zazdrosny Króliku? Czy byłeś zazdrosny kiedykolwiek o mnie? Nie sądzę. Nie musieliśmy, bo byliśmy siebie pewni. Byliśmy dla siebie ważni w takim kształcie i koniec kropka. I chyba nigdy tak naprawdę się nie zraniliśmy, nie skrzywdziliśmy. Z Vincentem to inna bajka, ale z tobą? Czasem mnie ugryzłeś, czasem udrapnąłeś. Tak samo jak ja ciebie. Ale troszczyliśmy się o siebie. Dbaliśmy. To było cholernie równoważne. Nie rozbiłeś mi serca na kawałki nie patrzyłeś, jak je sklejam, czekając, aż wrócę nowa, odmieniona, znów pełna sił.

Czy więc to kwestia ważności? Czy lęki mogą mieć inne podstawy właśnie?

Czy wystrczą do tego złe wspomnienia? Zdarzenia z przeszłości, które właśnie roztrzaskały serce tak, że miało się nigdy nie zrosnąć? Być może otworzyłam wrota przeszłości i obecnych niedawnych zdarzeń, które nie powinny mieć miejsca. Ale stały się. Może dotarło do mnie, że tak, gdy prawie rozpadło się moje małżeństwo też zajmowałam się w dużej mierze cudzym bólem tak samo, jak swoim. Jej, jego, jeszcze tego trzeciego. Wybaczeniem, decydowaniem, manewrowaniem. Łączeniem nie tylko swoich relacji, ale też jego i jej. Nie umiemy w egocentryzm, choć tak bardzo to sobie wmawiamy, Króliku. To jakiś nowy rodzaj upośledzenia. Taki, który pozwala przetrwać, ale taki, który fragmentami zabija. Ale co nas nie zabija?

Miłość to cierpienie. Owszem, miłość, czułość to najpiękniejsza, najwżażniejsza sprawa w życiu. Ale zawsze, gdy ludzie są blisko ciebie, ranią cię. I być może, gdy łączysz ze sobą tych, których kochasz, obrywasz jeszcze głębiej. Jeszcze mocniej. Pytanie tylko, gdzie jest punkt w nas, za którym nie ma odwrotu? Z którym skończy się czułość, tłumczenie błędów swoich i cudzych i pojawi się nicość?

Nie doszedłeś do tego momentu. W pewien sposób ci zazdroszczę. Chociaż, może i ja do niego nie dojdę. Ja po prostu strasznie się przestraszyłam. Króliku. Gdy wyobraziłam sobie, jak znów ktoś ważny odchodzi, nie przeze mnie samą, a przez to, że splotłam nitki cudzych losów. Tak ważny jak A., który tak bardzo wyślizguje mi się z rąk. Przeraziłam się w duchu, gdy zobczyłam, jak wielki czeka mnie wysiłek, jeśli coś się spieprzy, a ja będę próbowała to naprawić, tak jak naprawiłam swoje małżeństwo i wszystko dookoła. Swoje serce na którym nadal jest blizna. Nie ratowałam tego sama, bo przecież, nie moja tylko w tym zasługa, a chęci wszystkich po kolei. Nie jestem herosem, tak jak i ty nim nie byłeś, choć tak wielu ludzi chciało mieć taki właśnie twój obraz przed oczami. Niemniej, wiem, ile mnie to kosztowało. Nie chcę znowu płacić takiej ceny. Ale Króliku, czy to nie jest po prostu cena każdej relacji? Czy to nie jest cena życia?

Sam taką ponosiłeś, prawda? Niejedokrotnie widziałam twoje szarpanie się tak, by wszyscy byli zadowoleni. Nieraz widziałam, jak zapominałeś o sobie. Miałeś może ułomne, ale ogromne serce. I być może to doprowadziło cię na skraj, nad przepaść, w którą spadłeś. Bo pod koniec też zapomniałeś o sobie. Nie walczyłeś już dla siebie, gdzieś tam w środku, ale dla nas. I bałeś się, że to nie ma sensu, bo przecież istnieniem swoim zadawałeś nie tylko szczęście, ale i cierpienie, mimo że tak bardzo się starałeś. Nawet na finiszu.

Byłeś niewinny, wiesz?

Tak cholernie niewinny. Nie, ja nie jestem taka i taka nie będę. Czysta. Ja mam w sobie więcej brudu, ale mimo wszystko- czuję to. Czuję chyba choć w ułamku to, co ty czułeś.
Może byłeś mimo wszystko zmęczony, choć chciałeś żyć jak każda istota. Ale w którymś momencie się poddałeś, gdy sam widziałeś siebie jako ostrze zadające rany. Nam wszystkim po kolei. A potem już ciszej, cichutko. Do samego końca, który nie powiniem mieć miejsca.

Odszedłeś, a ja nie mam z kim porozmwiać o tym, jak bardzo się boję. Nie tylko tego co się stanie. Ale głupiej myśli o tym, co już się stało, wydarzyło, co mnie zbrukało i zabiło właśnie odorobinę mojej niewinności.
Nie mam komu powiedzieć o tym, że boję się, że nie tylko będę ostrzem, ale że znowu zostanie mi coś odebrane. Nie przez cudze zachowania. Błędy. Przez moje własne. Głupotę, która gdyby mogła latać, sprawiłaby, że byłabym istną gołębicą.
Podzieliłam się tym co mam w życiu najcenniejsze. Wszyscy jesteśmy dorośli i podejmujemy własne decyzje. Nie decyduję za nikogo, ale zawsze czuję, że to ja pociągnęłam za sznurki. Zaplątałam nóżki w pajęczynę, choć sama tkwię w kokonie i jestem zżerana, sparaliżowana jadem ukąszeń losu. Ale mimo wszystko odpowiedzialna. Obarczona wyrzutami sumienia.

Podzieliłam się i mogę stracić. I ta radość wspólnoty, która tak doskonle znałeś, kochany, nagle ustepuje miejsca przerażeniu. Myśli, że podzieliłam się być może za łatwo wszystkimi swoimi mężczyznami, wymieszałam cudze słowa, wiersze, ciała, śliny i ledwo uszłam z życiem, tak jak cała reszta. Wymieszałam, chociaż nie maczałam w tym palca. Doprowadziłam do tego, chociaż nie podjęłam żadnej pieporznej decydującej decyzji. Nie wykonałam ruchu.

Mimo to czuję się winna. Martwię się o wszystkich uczestników tego teleturnieju, który oglądam z zapartym tchem i przez który wymiotuję, stresując się jak dziecko.
Nie chcę tego powtrzać. Cichutko błagam los, żeby nie komplikował znowu. Żeby już dał mi spokój. Ale jak może to zrobić, kiedy ja go po prostu głupio, bezmyślnie, prowokuję? Jak może mi odpuścić, skoro swoją niepohamowaną euforią i nadmiarem czułości wszystkich zbliżam, jak na filmowym planie, tuż przed pocałunkiem?

Stop! Cięcie!

Rzeźnia myśli. Nieprzespana noc z majaczeniami. Wizje, w których widzę wszystkich których straciłam przez śmierć. Wizje, w których widzę tych, którzy ode mnie odchodzą. Wizje, w których zostaje sama, nie przez los, a przez to, że jestem inną plnetą i wypadłam z konstelacji. Wizje cudzych błędów, ran, których nie będę umiała zalizać jako bezpński pies.


O tym można rozmawiać tylko z Królikami. Bo tylko ty zrozumiesz, jak to jest wiecznie tracić obwiniając się o to, co się stało. Bojąc się tego, co nadejdzie. Zagubić się w rozpędzonym rollercosterze wesołego życia z urwanym hamulcem, kiedy to wszystko wymyka się z rąk.
Wiesz co jest jednak najlepsze i najgorsze zarazem?
Wiem, że przede wszystkim zrozumiesz jedno. I gdybyś żył, pewnie nie wysiadłbyś z tego rozpędzonego wagonika, tak jak i ja nie wysiądę. Przerażona, obolała, zapłakana, nie wysiądę. Przepełniona lękiem i wyrzutami sumienia, będę jechać dalej. I też mimo wszystko cieszyć się z podróży. Śmiać się, rozdawać czułość. Nawet jeśli będę miała stracić.
I o tym mogłam porozmawiać tylko z tobą, próbując nie zadawać ran innym. O tym mogłabym porozmwiać tylko z tobą, cicho krwawiąc i zlizując sól z warg nocą.


Tak bardzo chciałabym spojrzeć w twoje ciemne oczy, Króliku, zwłaszcza, kiedy moje zmieniły kolor i są bardziej zielone. Bo nadal łączyłby się w tym momencie w jedno. Nwet, jeśli czas dla naszych spojrzeń już nie ma racji bytu. 


Twoja
Frida








Daj mi jedną więcej leczniczą chwilę spokoju
I ja nie chcę czuć tej przytłaczającej wrogości

5 komentarzy:

  1. Piękny list, czytam go 2 raz..... Tyle emocji...
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuję się pod słowami Leny. List pełen życia, emocji. I mogę się tylko jakoś zatopić w tych słowach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny, wzruszający list. Myślę, że każdy z nas zmagał się kiedyś, choć raz z bolesną stratą kogoś bliskiego. W każdym razie ja tego doświadczyłam. Powstaje wówczas głęboka wyrwa w sercu, którą ukoić mogą tylko wspomnienia. One wciąż żyją własnym życiem, właśnie tu. I wiem, że nigdy nie zapomnę, bo stale podsycam ten płomień, on nigdy nie gaśnie... Ale to może zrozumieć tylko ten, kto jest tak bardzo wrażliwy, aż do granic możliwości, i tą wrażliwość w wyrażaniu myśli widzę u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo się cieszę, że mogę podzielić się z nami swoimi doświadczeniami. Nazywam się Brenda i byłem szczęśliwy. Dopóki mój mąż nie powiedział, że go zdradzam, oboje staliśmy się dokuczliwymi parami, nie mógł w to uwierzyć, ani nie zaufał moim słowom, więc złożyliśmy wniosek o rozwód, później zostaliśmy rozdzieleni i ślubowaliśmy, że nigdy się nie pogodzimy. Długo próbowałem iść dalej, ale nie mogłem pozostać bez niego, więc zacząłem poszukiwania powrotu męża, a potem skierowano mnie do Dr.IZOYA. Świetny człowiek, którego spotkałem, rzucił zaklęcie miłosne i zmusił mojego męża do powrotu w ciągu 24 godzin. dzięki temu jestem tutaj, aby udostępnić kontakt dr IZOYA, skontaktować się z nim poprzez drizayaomosolution@gmail.com. Jest naprawdę potężny i specjalizuje się w następujących sprawach ...
    (1) Kochaj zaklęcia wszelkiego rodzaju. (2) Przestań rozwodzić się. (3) Zakończ jałowość. (4) Potrzebujesz pomocy duchowej.

    OdpowiedzUsuń
  5. 37 year-old Environmental Tech Margit Breeze, hailing from Dolbeau enjoys watching movies like Defendor and Sketching. Took a trip to Hoi An Ancient Town and drives a Beretta. Ta witryna

    OdpowiedzUsuń

O błękicie w miłości, na który nikt nas nie przygotował.

 Wszyscy chcemy kochać.  Gdy czujemy się samotni, dniami wypatrujemy na ulicach tych osób, którym moglibyśmy oddać cząstkę siebie. Poczuć bl...