środa, 16 grudnia 2015

O mówieniu i słuchaniu w wielkim zgiełku naszego świata, czyli kolejna refleksja nad siłą opowieści

Mówiąc ci cokolwiek, przynajmniej wierzę w ciebie, wierzę, że jesteś, powołuję cię do życia mocą swojej wiary. Opowiadając ci te historie, wymuszam twoje istnienie. Mówię, więc jesteś.”
M. Atwood.

Mówię więc jesteś.
Ty mówisz do mnie, więc i ja istnieję. Mówimy do siebie i słuchamy. Tworzymy opowieści swojego życia.

I on powiedział mi kiedyś, „jest w tobie tak wiele życia, bo jest go tak wiele w twoich słowach. Prawdziwego życia, bo to prawdziwa opowieść. Poniesie ją kiedyś wiatr”. I jego opowieści są niesione przez wiatr, przez zimowe wichry, jego życie pomnażane przez słowa które mówiły kiedyś o jego istnieniu. Jego słowa, jego opowieść, jego ścieżka w naszych sercach. Szept, krzyk, szept.
Tak wiele kiedyś mówiliśmy. Tak wiele rozmawialiśmy. Mówiliśmy i słuchaliśmy, nie gadaliśmy tak po prostu, ot tak sobie. Snuliśmy opowieści, swoim życiem, snuliśmy opowieści, a potem potwierdzały je słowa.
Swoim życiem tworzyliśmy opowieść, była jak orzeźwiający deszcz, skraplający się w rozmowach. Mówienie i słuchanie, mówienie i słuchanie.
Czasem brakuje mi słuchania. Czasem mówię aż za dużo. Mam w głowie i w sercu za dużo opowieści, czasem aż boję się słuchać kolejnych. Jakby nie pomieściły się już w głowie. Jakby nie mogły pomieścić się w sercu.
Ale ja serce mam przecież tak pojemne! Jak niezgłębiony ocean, niech deszcze cudzych żyć dolewają wody. Znów muszę uczyć się słuchać. Nie tylko mówić.

Sądzisz, że to potrafię? Czy potrafię cię słuchać tak, że czujesz to całym sobą? Że cały zmieniasz się w mowę, mówisz mi o swoich troskach, snujesz swoją opowieść a ja otwieram tylko szeroko oczy i otwieram serce i przyjmuję twoją opowieść w całości?

Bo tak często to ja mówię tak wiele. Jak powiedział, mam w sobie tyle życia. To życie chce tworzyć opowieść, chce mówić. Może dlatego we mnie tak dużo słów. Choć i ci, co milczą, czasem żyją najbardziej. Może dlatego, że im już słów nie potrzeba, starcza im sama droga opowieści, nie muszą jej przelewać słowami w cudze serca.

Ale ja uwielbiam mówić. Uwielbiałam z nim rozmawiać. Uwielbiałam rozmawiać z każdym po kolei człowiekiem. Kocham mówić, czasem nie zauważam, że mówię za dużo. Mówię, mówię, mówię. Jakbym miała do przekazania cały świat.
Czasem mam wrażenie, że i tobie chcę przekazać cały świat w słowach. Potem łapię się na tym, że to przecież niemożliwe. Nie można opisać wszystkiego słowem. To wychodzi poza nasze pojęcie.
Mówimy słowami. Słuchać możemy nie tylko ich.
Słuchać. O wiele ważniejsze niż mówić. Słuchać opowieści w cudzych słowach. Zawartych w mruczeniu kota. W płytkim oddechu umierającego człowieka. Słuchać, słuchać dźwięku rozbijającej się o blaszany dach kropli deszczu. Słuchać ciszy.
Słuchać opowieści wszechświata, to ważniejsze, niż o niej mówić.
Choć nieraz tak bardzo chcemy, by nasze słowa splotły się z całością opowieści. Z początkiem i końcem. Z nieuchronnym, narodzinami i śmiercią.
Chcemy, by nasze słowa zniknęły w ciszy. By coś znaczyły.
Najpierw, najpierw musimy nauczyć się słuchać. Z cudzych opowieści bowiem pochodzą nasze. Pradawne opowieści, które stworzyły nasze dusze. Kości przodków, które nosimy w naszych kościach. Ich ocieranie się o siebie, suche grzechotanie. Słuchaj tego, słuchaj. Słuchaj świata. Słuchaj drugiego człowieka. Tylko to ma nieraz znaczenie.
Słuchaj dźwięku ciszy, a znajdziesz dźwięk własnego serca. Słuchaj, słuchaj, słuchaj. Naucz się tego. Naucz się cały być słuchem.

W Indiach dowiedziałem się, dlaczego ludzie mają jeden język a dwoje uszu. Bo powinni słuchać dwa razy tyle, ile mówią.”.

Tak mi powiedziałeś jednego wieczoru, gdy sam mówiłeś, mówiłeś i nie mogłeś przestać. Chciałeś przekazać mi opowieści z innego świata. Wtedy to ja słuchałam. Ciebie, twoich słów. Wszechświata ubranego w twoje słowa. Widziałam barwy twoimi oczami. Czułam zapach przypraw, kardamon i morska sól. Zapach gnijącego mango pod poduszką. Opowiadałeś mi świat, opowiadałeś mi siebie. Miałam wtedy dwoje uszu. Dwoje oczu wpatrzonych w ciebie. Opowieść była żywa.
Dziś ty jesteś martwy, ale opowieść żyje. Nie każda. Niektóre zniknęły w ciemności i tylko wszechświat przekazuje je w ciszy, nie są już dostępne dla ludzkich uszu.

Czasem mam wrażenie, że nie starczy świata na opowieści. Potem przypominam sobie, jak jest ich mało. Jak nawet mi ich mało.
Chcę usłyszeć opowieść mężczyzny, który pewnie nie odezwie się już do mnie nigdy tak jak przedtem, ale chcę usłyszeć jego opowieść z portowego miasta. Chcę usłyszeć opowieść mężczyzny, który spał tyle lat, a teraz wypowiedział swoje pierwsze słowa. Chcę przeczytać opowieści dawnych mistrzów, kolejne baśnie i mity.
Chcę poczuć znów magię opowieści.
Być może, czasem mam cichą nadzieję, że sama bywam ich mistrzem.
Mistrz jednak musi umieć mówić w ciszy samym swoim życiem. Czy mojego życia wystarczy? Mam go ponoć tak wiele. Choć tchnie ze mnie spokój, nie jestem pustym kościołem, tak mi powiedział ten, którego twarzy już nie ujrzę, na pewno nie zobaczę jej przez wiele lat. Mam w sobie spokój, ale i ciepło.
Jestem kazaniem bez przewiny. Byłam już Szeherezadą. Byłam Czarownicą. Wiem wiele, jak to Wiedźma. Snuję opowieść, tkam jak swoją pajęczynę.
Mówię, mówię. Ale i słucham.
Straciłam swoje postrzeganie barw. Nie umiem przelać tego, co widzą moje oczy na płótna. Nie potrafię już.
Moją mocą stały się słowa. I może, tak jak przedtem umiałam patrzeć, tak teraz być może już dojrzałam na tyle, bo posiąść sztukę słuchania?
Nie słyszę wołania. Słucham go. Słucham jak krwi tętniącej w moich żyłach. Kolejna opowieść przetacza się przez serce.

Bo tak naprawdę nie jest sztuką słyszeć. Sztuką jest słuchać.
Umiejętność słuchania to dar. Dar, który nie koncentruje się bynajmniej w uszach, to soki wszechświata wypełniające nasze kapilary. Słuchać trzeba całym sobą, nie uszami. Chłoniemy też oczami, widząc mówiącego, dotykiem, smakiem powietrza wtedy, gdy ten ktoś mówi. Słuchać powinno się duszą, współodczuwać bóle i radości przekazywanej nam historii. Słuchać tak, by ten, kto mówił, czuł się wysłuchany, tak naprawdę wysłuchany.
Słuchać trzeba umieć też historii świata. Miękkiego światła padającego na cichy las. Słuchać tam, gdzie nawet słowa są martwe. Gdzie z róż opadają płatki i żadne symbole nie są oczywiste.

Czasem by słuchać, musisz zapomnieć o swojej własnej opowieści. Wtopić się w drugi świat. Stać się nim, tak, by ten poczuł, że w pełni może się otworzyć. Czy kiedykolwiek tak się czuliśmy? Czy wiele z naszego świata potrafi słuchać, a nie tylko słyszeć?
Słuchać świata.
Czasem jeszcze trudniej słuchać drugiego człowieka, najtrudniejsza część wszechświatów. Zderzeń.
Między sobą czasem zapominamy słów, a czasem jest ich za wiele. I gdy ich za dużo, wtedy dopiero są martwe. Wtedy nie mają znaczenia żadne opowieści. Gubią się w nadmiarze, nasze życia topią się w tej wielkiej fali.
Kiedy ostatnio naprawdę rozmawiałeś? Kiedy naprawdę słuchałeś dosłownej opowieści, której ci powierzono?

Rozmowa jest rzeczą bardzo intymną, osobistą, jeśli rozmawiamy we dwoje. Rozmowa w grupie to pewnego rodzaju orgia i jak to z orgiami bywa, nie każdy, czasem człowiek bardziej nieśmiały, nie musi ją lubić.

Czasem tak bardzo się boję, że pomimo mojej miłości do opowieści, nie umiem słuchać. Nie umiem nawet prawdziwie mówić, snuć słów, które trafią prawdziwie do serc. Wiem, że to trudny dar, nie do wyuczenia. Czasem mam wrażenie, że nie umiem mówić. Umiem tylko gadać.

My w naszym Zachodnim świecie bowiem nie rozmawiamy. My gadamy.
Nie rozmawiamy, nie opowiadamy też pozornie nieważnych historii- przez co przestajemy widzieć jasno. Grzęźniemy w pewnym bagnie samych siebie.

Nie umiejąc słuchać, gadamy. I ja gadam, tak często, gdy jestem zmęczona, gdy nie dostrzegam, że ktoś potrzebuje prawdziwej rozmowy.
Gadamy, gadamy, gadamy pleciemy non stop, aż przestajemy umieć żyć w ciszy. Cisza nas przygniata i nie słyszymy piękna jej dźwięku, tego, którego nie słyszą nasze oczy.
Zgubiliśmy się w tej strasznej paplaninie naszego świata, zachodniego stylu hałasu, tak, że nawet siedząc we dwoje czy więcej osób nie umiemy milczeć. Zapomnieliśmy, że cisza we dwoje zwłaszcza, jest też pewnym rodzajem rozmowy. Także- bardzo intymnym. Nie umiemy z niej w ogóle czytać, gubimy się, cisza między dwojgiem ludzi jest synonimem czegoś krępującego, czerwieniejemy i szukamy jakiegoś pretekstu, by znów gadać i gadać i gadać. Nawet nie mówić.

Pleść, znów pleść słowa, które są logiczne mniej niż słowa człowieka z afazją . W Europie mawiamy, że milczeć można tylko z najlepszym przyjacielem, że po tym go poznamy, ze cisza nas nie krępuje. Czy do cholery, tak było zawsze? Czy zagubiliśmy się w nadmiarze fast-foodowych słów, w tym zgiełku? W opowieściach, które wcale nie są opowieściami życia, tylko są marną imitacją ? Czy słowa stały się naszym przekleństwem?
Czy to, że nauczyliśmy się ich, sprawiło, że zapomnieliśmy, czym jest opowieść?
Czy i ja zapominam?

Uczyniliśmy z ciszy wroga, zapominając, że jest ona jednym z niewielu sposobów na porozumienie się ze światem. Z tym, który nas otacza. Z sobą. Zagłuszamy ją wiecznie muzyką. Zagłuszamy grającym w kącie telewizorem. Zagłuszamy telefonem. Skrobaniem emocji na zamarzniętych szybach. Nie widzimy przez nie.

Nie chcesz słuchać swoich emocji, włączasz te, które z tobą owszem, współgrają, ale stworzył je ktoś inny w tekście i melodii. Sztuczne emocje, żeby nie dotknąć swoich w ciszy?
Takie po prostu mam ostatnio wrażenie. Cisza stała się wrogiem. Czy dookoła nas, po prostu, czy w rozmowie.
Gadamy, gadamy, gadamy.
Nie słuchamy. Nieraz nawet już nie słyszymy. Opowieści przelewają się przez nasze nieświadome serca. Nie umiemy odczytać znaków. Nie widzimy w zimie spokoju, tylko podłą śmierć, jakby ta historia już na zawsze się zapomniała, zatrzymała i nie miała dalszego końca. Choć ten koniec woła, woła nas z oddali. Nie słyszymy nawet trawy rosnącej pod śniegiem.
Jesteśmy przeklęci hałasem. Własną opowieścią, która zgubiła wszystkie inne.

Woła nas świat, ale nie słyszymy, bo nie znamy dźwięku ciszy. Tak samo gubimy i własne słowa. Nie mają żadnej wagi. Tak, są one tylko wyrazami, jak pisał Różewicz w swoim wierszu „Ocalony”, ale to dzięki tym wyrazom, nazwom pustym i jednoznacznym odbieramy i określamy świat. Jednak, mimo wszystko, gdy już nie umiemy odczuwać świata inaczej, niż słowami, potrzebujemy ich, a nawet je gubimy, w naszym pędzie. W hałasie. W nadmiarze są bowiem martwe.
Mało kto umie czynić to obrazem, bo nawet obraz nazywa kolorami. Smakiem, słuchem, czynić po prostu zmysłami, ale to już inny temat, też w pewien sposób, drażniący jak drzazga pod paznokciem. W każdym razie nasz umysł w dużej, przeważającej mierze składa się słów, w nich składają się nasze myśli. Słowa są ważne- a tak ich nie doceniamy.

Nie doceniamy słów, bo wychodzą z nas za łatwo, bez znaczeń, wychodzą z nas za łatwo, gadamy, gadamy, a co gorsza- często rzucamy owe słowa na wiatr. Te najważniejsze. Jakże łatwo teraz napisać w okienku komunikatora „kocham cię”. Cała opowieść o miłości sprowadzona do migającego obrazka na ekranie.
Zauważyłam, jak wielu ludzi lekceważy to, co kryje się za tym słowem, jaka moc. Jaka obietnica.
Kiedyś wierzyliśmy, że każde słowo ma magiczną moc. Każde słowo to afirmacja. Słowa były zaklęciami, zaklęciami, których nauczyliśmy się z ciszy. Dziś zapomnieliśmy o zaklęciach, lekceważymy je.
Widzę, jak lekceważy się samo słowo „obiecuję”. Może przez nasze podejście do słów, przez ich lekceważenie i nadużywanie widać nasz stosunek do świata? Im więcej mówimy, tym mniej słuchamy, tym mniej naprawdę rozmawiamy? Może to, że lekceważymy słowa, pokazuje, że lekceważymy drugiego człowieka? To, że gadamy i gadamy, nie mając w tym żadnej historii do opowiedzenia pokazuje być może, jak panicznie boimy się my sami lekceważenia? I boimy się jednocześnie samych siebie, bojąc się tej piekielnej ciszy?
Może to, że nie umiemy już słuchać, chcemy tylko gadać, bla bla bla, pokazuje, że staczamy się na pewne dno?

Nasza cywilizacja, nasz świat, nasze serca. Od zarania dziejów, nasza historia oparta była na opowiadaniu historii. Na ustnym ich przekazywaniu przy ogniskach, pod rozgwieżdżonym niebem. Milionów legend o powstaniu człowieka i historii o przodkach. Każdy człowiek jest opowieścią. A może my go po prostu nie umiemy już w tym zachodnim pędzie życia wysłuchać? Może zgubiliśmy się w tym gadaniu, rozdwoiliśmy języki i odcięliśmy uszy ale- do czego nas to doprowadzi?
Nie wiem. Boję się pomyśleć nieraz.

A ja? Ja w każdym razie, nadal uczę się ciszy i słuchania. Słuchania także bicia serca drugiego człowieka.. Słuchania tętniącego życia. Czasem to cholernie trudne. Ale kocham opowieści. Chcę w nie wierzyć. Opowieści cudzych serc. Tych, które biją i tych, które już przestały.
Mówię, więc jesteś.
Ale i nadal, nieprzerwanie, słucham. Nawet z oddali. Słucham, więc i jestem ja.



(a głos tej pani jest tu dlatego, bo od wczoraj zakochałam się w jej muzycznych opowieściach. tylko tyle)


Kiedy słuchałem tych historii, dotarło do mnie, że właściwszą nazwą dla naszego gatunku niż homo sapiens mogło by być homo narrans, czyli człowiek opowiadający. Od zwierząt różni nas to, że potrafimy wysłuchać innych, kiedy mówią o swoich marzeniach, lękach, radościach, smutkach, pragnieniach i porażkach. I że oni z kolei potrafią nas wysłuchać w zamian. Wielu myli informację z wiedzą. To nie to samo. Wiedza wymaga interpretowania informacji. Wiedza wymaga słuchania.
Jeśli więc mam rację, że jesteśmy istotami opowiadającymi historie, póki pozwalamy sobie od czasu do czasu zamilknąć, narracja nie zostanie przerwana.
Wiele słów padnie na wiatr albo skończy w jakiejś cyfrowej dziurze. Ale opowiadanie historii nie ustanie, dopóki znajdzie się choć jeden człowiek, który ich słucha. Potem możemy wysłać wielką kronikę ludzkości w kosmos.

Kto wie? Może ktoś tam jest i będzie chciał słuchać…” - H. Mankell

24 komentarze:

  1. Wiesz, że taka absolutna cisza, taka na zero decybeli jest w stanie sprawić, że człowiek zachoruje umysłowo lub nawet umrze? Oto co zrobiliśmy swoim gadulstwem :D
    I z tym słuchaniem się zgadzam - niewiele osób potrafi dobrze słuchać. Kiedyś przeczytałam taką radę, którą niestety, nie zawsze pamiętam stosować, ale która mną wstrząsnęła, bo okazała się prawdą - gdy słuchasz, po prostu słuchaj a nie szukaj w głowie już odpowiedzi. Taki chaos w głowie często ludziom towarzyszy podczas słuchania a wtedy tak naprawdę ciężko słuchać kogoś skoro słuchamy siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, ale to dlatego, że słyszy się aż za bardzo. To jak totalna ciemność, która potrafi w ciągu 48h sprawić, że oślepniesz na całe życie. Ale tej "zwykłej ciszy" możemy pozwolić zaistnieć w naszym życiu:)
      Właśnie. Bo często skupiamy się na tym,. co my możemy powiedzieć, a nie na tym, co ktoś mówi, czuje,przekazuje. I nic dziwnego, że potem nie możemy się dogadać.

      Usuń
    2. Nawet powinniśmy pozwolić tej ciszy zaistnieć. ja się uczę tego kazdego wieczoru przed snem, ale niestety z marnym skutkiem jak do tej pory. Może jakieś rady? :D
      Dopasowujemy czyjąś opowiadaną sytuację pod nasze doświadczenia a to przecież tworzenie nowej, wyimagnowanej sytuacji a nie wysłuchanie czegoś, co się faktycznie zdarzyło.

      Usuń
    3. Nie jestem tutaj jakimś sensei :D Sama nie wiem, dlaczego ja z kolei ciszę lubię.
      Dokładnie. Chcemy widzieć za bardzo siebie w cudzej opowieści, choć wcale nas tam nie powinno być.

      Usuń
  2. a wiesz... jakoś w czerwcu, kiedy byłam u jednej ze swoich przyjaciółek, z którą, nazwijmy to, łączą nas mistyczno-duchowe rzeczy i eksperymenty, powiedziała mi nagle, że jestem jej mistrzem. była to szczególna noc, siedziałyśmy na jej balkonie, paliłyśmy papierosy i popijałyśmy wino, wspominając to co było, ale też rozmawiając o tym, co będzie. kiedy to usłyszałam, to zmieszałam się dosyć i powiedziałam od razu, że przecież ja z żadnej strony nie jestem kompetentna, aby być czyimś mistrzem. zapytałam, dlaczego tak uważa, dlaczego to akurat mnie wybrała. na co ona odparła, że po prostu potrafię słuchać i to wystarczy :)
    tak mi się jakoś przypomniało w kontekście całego twojego postu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I widzisz, słuchanie, jego umiejętność, to tak wielki dar, że aż zadziwia w naszym świecie. I sprawia, że wręcz stajemy się nieraz wzorem do naśladowania. Więc nic, tylko to pielęgnować:)

      Usuń
  3. Wszyscy gadają. Bez przerwy. Wsiadasz do autobusu, a tam co druga osoba z telefonem przy uchu albo w dłoni pisze smsy. Ile można? Bo ja jestem z tych, którzy mówią mało. Spotykam się z przyjaciółmi, żeby o czymś porozmawiać, a kończy się na tym, że tylko słucham.
    A słowa od dawna tracą swoje znaczenie. Przecież każdy ma setki, jak nie tysiące, "przyjaciół" na facebooku. Każdy, kogo muzykę słychać w radiu jest "artystą". I tak dalej.

    "Znikam zatapiając się w myślach by słuchać co mówi mi cisza
    A ona mówi uważaj byś w hałasie się nie zgubił"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Nawet w tramwaju, w pociągu. Bla, bla,bla. Gadają tez literkami na komunikatorach, nawet nie słowami. A ile z tego jest prawdziwe, namacalne?
      I dokładnie, pozmieniały nam się nawet definicje...

      Usuń
  4. każdy słyszy, ale nie każdy potrafi słuchać. tak samo nie każdy potrafi docenić to, co słyszy - to, że ktoś zwierza się z tajemnic, że otwiera swoje serce. i takie nie-słuchanie często zniechęca, zamyka nas..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Bo słyszy się właśnie nie uszami...a sercem ostatecznie.

      Usuń
  5. To prawda, słuchanie jest bardzo wartościowe. Ja kiedyś bardzo dużo słuchałam, mnie lubiłam mówić, dlatego przez kolegę zostałam nazwana "dobrym słuchaczem", wtedy dla mnie nie było to jako komplement bo byłam zbyt nieśmiała i dlatego głównie się nie odzywałam.
    Teraz jest zupełnie odwrotnie, słuchać co prawda potrafię, może nie tak głęboko jak kiedyś, ale dobrze mi z tym, bo mówienie też sprawia mi ogromną radość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i właśnie dobrzy słuchacze są tak światu potrzebni. Czasem mam wrażenie właśnie, że bardziej potrzebni niż opowiadacze. Chociaż, wszyscy po kolei mamy swoje miejsca:)
      I to najważniejsze, że i to i to daje radość:)

      Usuń
  6. w psychologii nawet powstał termin "stres informacyjny". z każdej strony atakują nas słowa, dźwięki, zapachy, bodźce. gdyby człowieka żyjącego kilka wieków wcześniej umieścić w naszych realiach, nie wytrzymałby chyba 5 minut bez postradania zmysłów.
    bardzo bliski mi temat - cisza. to w ciszy rodzą się najpiękniejsze uczucia. i choć sama czasem staję się ofiarą słów - gdy na siłę przerywam ciszę, bo czuję, że druga strona poczuje się niekomfortowo przez nasze milczenie - sama czasem odczuwam ten dyskomfort... ale w głębi serca wiem, że cisza pomiędzy dwójką ludzi (nie chodzi mi o "ciche dni", z fochem i pogardliwymi spojrzeniami), to najcenniejszy dar, jaki możesz komuś dać. pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym pojęciu też słyszałam. I nic dziwnego, że on istnieje, bo w naszym świecie giniemy w nadmiarze faktów. Nie radzimy sobie z nimi, nie przyswajamy, bo nie nauczyliśmy się ich selekcjonować, zanim nas zalały.
      I dokładnie, ta cisza czasem wyraża najwięcej. Najpiękniej wręcz.

      Usuń
  7. Mogłabym Cię słuchać bez przerwy. Tak naprawdę trzeba umieć słuchać i rozumieć słowa, historie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, dziękuję za ten komplement:)

      Usuń
  8. Czasami wydaje mi się, że nie potrafię ani słuchać, ani mówić, ani nawet gadać...Najchętniej zatopiłabym się w milczeniu, lecz z drugiej strony nie chciałabym też zostawać zupełnie sam na sam z własnymi myślami.

    Moją odpowiedzią często jest cisza...Także tutaj, na Twoim blogu. Bo czytam, czekam na Twoje opowieści, które zawsze dają mi coś, czego nie potrafię opisać. Często nie umiem znaleźć słów i ubrać w wyrazy tego, co chciałabym przekazać, dlatego pozostawiam po sobie jedynie milczenie. Takie niezauważone, ale może jednak wciąż coś znaczące...mam nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo człowiek boi się własnych myśli najbardziej, boi się szukać w sobie...a nieraz tylko to jest rozwiązanie. Ale nasza natura jest cholernie ambiwalentna, prawda? Bo jednak potrzebujemy stada, potrzebujemy drugiego człowieka. Cholerny paradoks.

      Bo czasem cisza wyraża o wiele więcej, tak po prostu, w życiu. Czasem milczenie lepiej pasuje niż słowa. I ja to rozumiem doskonale:) I w przestrzeni wszystko ma swoje znaczenie:)

      Usuń
  9. Chłonę te słowa i... pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że ktoś prawdziwie do mnie mówi, a ja prawdziwie słucham. Bo, masz rację, jesteśmy trochę puści. Nasz świat jest pusty. Bardzo dużo dźwięków, a coraz mniej prawdziwych melodii. Miliony głosek nijako nieskładających się w słowa i miliony słów wysłanych w przestrzeń, bo donikąd nie trafiają. Więc chłonę Cię dzisiaj i znajduję słowa, których od tak dawna mnie samej brakowało. Bo sama widzę, że gadam coraz więcej, a coraz mniej mówię. I do mnie nie mówią naprawdę, więc przestaję słuchać. A tutaj, teraz, stwarzam sobie ciszę, nierozrywaną a przystrajaną dźwiękami muzyki i... nagle pojawiają się opowieści. Te, które dawno myślałam, że straciłam.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę sami się pozbyliśmy właśnie pewnych rzeczy. Wiary w opowieści, magię...zamiast tego mamy fakty, ale mamy za dużo faktów, których nie ogarniamy. Wszystko przelewa się przez nas, wcale nie karmiąc. I gubimy ciszę. I gubimy słowa. I...cieszę się, że te słowa tak podziałały:)
      I mam wrażenie, że nikt z nas nie traci na zawsze opowieści. Tylko czasem może, wręcz muszą się schować?

      Usuń
  10. Myślę, że nam udałoby się właśnie porozmawiać. Czujemy podobnie, chociaż mamy inne charaktery. Zawsze byłam słuchaczką, mówię, kiedy ufam albo już nie wytrzymuję od emocji nagromadzonych wewnątrz. I ja słuchać nie mam czego, coraz mniej w każdym razie. Bo paplanina męczy, nuży, irytuje. Dlatego czasem tęsknię tak bardzo za moim "byłym" między innymi - osobą, która umiała nie tylko rozmawiać, ale rozmawiać ze mną. Bez specjalnego namawiania do zwierzeń, krok po kroku wydobywając tę historię, esencję. To było obustronne, choć nie wiem, czy z jego strony częściowo nie zmyślone. Tzn to, co chciał przekazać. Aż tak duchowego porozumienia jak Ty Z nikim nie miałam, ale wiem dzięki kilku ludziom, czym jest więź i poczucie, że ktoś Cię słucha, zamiast tylko mówić. Słucham i ja, bo wtedy wchodzę w świat drugiego człowieka. Teraz w większości niestety "śmieci otrzymuję i konsumuję", parafrazując trochę słowa pewnej piosenki, często zastanawiając się, czemu kogoś mi brak nawet, kiedy np pięć osób z uczelni napisze jednocześnie. Dałaś mi odpowiedz - tęsknię za prawdziwymi opowieściami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wcale nie trzeba mieć podobnych charakterów, ba, nie trzeba mieć nawet podobnych poglądów. Właśnie o to w tym chodzi, rozmowa, dobra rozmowa nie musi mieć rozmówców o podobnych cechach. Starczy, że każdy z nich prawdziwie słucha...ale i prawdziwie mówi.
      To widzisz, ja dużo mówię ale też często dlatego że...wiem, że ktoś krępuje się mówić :D I wypełniam lukę, aż ktoś nie chce zabrać głosu :D
      Bo po prostu właśnie, oboje umieliście ze sobą rozmawiać. I właśnie, mi się udało spotkać wiele takich osób, z którymi bardzo, bardzo dobrze się rozmawia albo i milczy. Bo jednak...wielu ludzi oprócz tych śmieci ma wiele pięknych i ważnych opowieści. Tylko nieraz trudno się do nich "dokopać".

      Usuń
  11. Znów czytam trzeci raz Twoje słowa i znów są jakby pisane dla mnie.
    Chyba każdy z nas słucha innych, ale czy słyszy ich prawdziwe?
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w tym rzecz, słyszeć nie sztuka, sztuką jest słuchać. I mało, naprawdę mało kto z nas to robi na co dzień.

      Usuń