„Mówiąc
ci cokolwiek, przynajmniej wierzę w ciebie, wierzę, że jesteś,
powołuję cię do życia mocą swojej wiary. Opowiadając ci te
historie, wymuszam twoje istnienie. Mówię, więc jesteś.”
M.
Atwood.
Mówię
więc jesteś.
Ty
mówisz do mnie, więc i ja istnieję. Mówimy do siebie i słuchamy.
Tworzymy opowieści swojego życia.
I
on powiedział mi kiedyś, „jest w tobie tak wiele życia, bo
jest go tak wiele w twoich słowach. Prawdziwego życia, bo to
prawdziwa opowieść. Poniesie ją kiedyś wiatr”. I jego
opowieści są niesione przez wiatr, przez zimowe wichry, jego życie
pomnażane przez słowa które mówiły kiedyś o jego istnieniu.
Jego słowa, jego opowieść, jego ścieżka w naszych sercach.
Szept, krzyk, szept.
Tak
wiele kiedyś mówiliśmy. Tak wiele rozmawialiśmy. Mówiliśmy i
słuchaliśmy, nie gadaliśmy tak po prostu, ot tak sobie. Snuliśmy
opowieści, swoim życiem, snuliśmy opowieści, a potem potwierdzały
je słowa.
Swoim
życiem tworzyliśmy opowieść, była jak orzeźwiający deszcz,
skraplający się w rozmowach. Mówienie i słuchanie, mówienie i
słuchanie.
Czasem
brakuje mi słuchania. Czasem mówię aż za dużo. Mam w głowie i w
sercu za dużo opowieści, czasem aż boję się słuchać kolejnych.
Jakby nie pomieściły się już w głowie. Jakby nie mogły
pomieścić się w sercu.
Ale
ja serce mam przecież tak pojemne! Jak niezgłębiony ocean, niech
deszcze cudzych żyć dolewają wody. Znów muszę uczyć się
słuchać. Nie tylko mówić.
Sądzisz,
że to potrafię? Czy potrafię cię słuchać tak, że czujesz to
całym sobą? Że cały zmieniasz się w mowę, mówisz mi o swoich
troskach, snujesz swoją opowieść a ja otwieram tylko szeroko oczy
i otwieram serce i przyjmuję twoją opowieść w całości?
Bo
tak często to ja mówię tak wiele. Jak powiedział, mam w sobie
tyle życia. To życie chce tworzyć opowieść, chce mówić. Może
dlatego we mnie tak dużo słów. Choć i ci, co milczą, czasem żyją
najbardziej. Może dlatego, że im już słów nie potrzeba, starcza
im sama droga opowieści, nie muszą jej przelewać słowami w cudze
serca.
Ale
ja uwielbiam mówić. Uwielbiałam z nim rozmawiać. Uwielbiałam
rozmawiać z każdym po kolei człowiekiem. Kocham mówić, czasem
nie zauważam, że mówię za dużo. Mówię, mówię, mówię.
Jakbym miała do przekazania cały świat.
Czasem
mam wrażenie, że i tobie chcę przekazać cały świat w słowach.
Potem łapię się na tym, że to przecież niemożliwe. Nie można
opisać wszystkiego słowem. To wychodzi poza nasze pojęcie.
Mówimy
słowami. Słuchać możemy nie tylko ich.
Słuchać.
O wiele ważniejsze niż mówić. Słuchać opowieści w cudzych
słowach. Zawartych w mruczeniu kota. W płytkim oddechu umierającego
człowieka. Słuchać, słuchać dźwięku rozbijającej się o
blaszany dach kropli deszczu. Słuchać ciszy.
Słuchać
opowieści wszechświata, to ważniejsze, niż o niej mówić.
Choć
nieraz tak bardzo chcemy, by nasze słowa splotły się z całością
opowieści. Z początkiem i końcem. Z nieuchronnym, narodzinami i
śmiercią.
Chcemy,
by nasze słowa zniknęły w ciszy. By coś znaczyły.
Najpierw,
najpierw musimy nauczyć się słuchać. Z cudzych opowieści bowiem
pochodzą nasze. Pradawne opowieści, które stworzyły nasze dusze.
Kości przodków, które nosimy w naszych kościach. Ich ocieranie
się o siebie, suche grzechotanie. Słuchaj tego, słuchaj. Słuchaj
świata. Słuchaj drugiego człowieka. Tylko to ma nieraz znaczenie.
Słuchaj
dźwięku ciszy, a znajdziesz dźwięk własnego serca. Słuchaj,
słuchaj, słuchaj. Naucz się tego. Naucz się cały być słuchem.
„W
Indiach dowiedziałem się, dlaczego ludzie mają jeden język a
dwoje uszu. Bo powinni słuchać dwa razy tyle, ile mówią.”.
Tak
mi powiedziałeś jednego wieczoru, gdy sam mówiłeś, mówiłeś i
nie mogłeś przestać. Chciałeś przekazać mi opowieści z innego
świata. Wtedy to ja słuchałam. Ciebie, twoich słów. Wszechświata
ubranego w twoje słowa. Widziałam barwy twoimi oczami. Czułam
zapach przypraw, kardamon i morska sól. Zapach gnijącego mango pod
poduszką. Opowiadałeś mi świat, opowiadałeś mi siebie. Miałam
wtedy dwoje uszu. Dwoje oczu wpatrzonych w ciebie. Opowieść była
żywa.
Dziś
ty jesteś martwy, ale opowieść żyje. Nie każda. Niektóre
zniknęły w ciemności i tylko wszechświat przekazuje je w ciszy,
nie są już dostępne dla ludzkich uszu.
Czasem
mam wrażenie, że nie starczy świata na opowieści. Potem
przypominam sobie, jak jest ich mało. Jak nawet mi ich mało.
Chcę
usłyszeć opowieść mężczyzny, który pewnie nie odezwie się już
do mnie nigdy tak jak przedtem, ale chcę usłyszeć jego opowieść
z portowego miasta. Chcę usłyszeć opowieść mężczyzny, który
spał tyle lat, a teraz wypowiedział swoje pierwsze słowa. Chcę
przeczytać opowieści dawnych mistrzów, kolejne baśnie i mity.
Chcę
poczuć znów magię opowieści.
Być
może, czasem mam cichą nadzieję, że sama bywam ich mistrzem.
Mistrz
jednak musi umieć mówić w ciszy samym swoim życiem. Czy mojego
życia wystarczy? Mam go ponoć tak wiele. Choć tchnie ze mnie
spokój, nie jestem pustym kościołem, tak mi powiedział ten,
którego twarzy już nie ujrzę, na pewno nie zobaczę jej przez
wiele lat. Mam w sobie spokój, ale i ciepło.
Jestem
kazaniem bez przewiny. Byłam już Szeherezadą. Byłam Czarownicą.
Wiem wiele, jak to Wiedźma. Snuję opowieść, tkam jak swoją
pajęczynę.
Mówię,
mówię. Ale i słucham.
Straciłam
swoje postrzeganie barw. Nie umiem przelać tego, co widzą moje oczy
na płótna. Nie potrafię już.
Moją
mocą stały się słowa. I może, tak jak przedtem umiałam patrzeć,
tak teraz być może już dojrzałam na tyle, bo posiąść sztukę
słuchania?
Nie
słyszę wołania. Słucham go. Słucham jak krwi tętniącej w moich
żyłach. Kolejna opowieść przetacza się przez serce.
Bo
tak naprawdę nie jest sztuką słyszeć. Sztuką jest słuchać.
Umiejętność
słuchania to dar. Dar, który nie koncentruje się bynajmniej w
uszach, to soki wszechświata wypełniające nasze kapilary. Słuchać
trzeba całym sobą, nie uszami. Chłoniemy też oczami, widząc
mówiącego, dotykiem, smakiem powietrza wtedy, gdy ten ktoś mówi.
Słuchać powinno się duszą, współodczuwać bóle i radości
przekazywanej nam historii. Słuchać tak, by ten, kto mówił, czuł
się wysłuchany, tak naprawdę wysłuchany.
Słuchać
trzeba umieć też historii świata. Miękkiego światła padającego
na cichy las. Słuchać tam, gdzie nawet słowa są martwe. Gdzie z
róż opadają płatki i żadne symbole nie są oczywiste.
Czasem
by słuchać, musisz zapomnieć o swojej własnej opowieści. Wtopić
się w drugi świat. Stać się nim, tak, by ten poczuł, że w pełni
może się otworzyć. Czy kiedykolwiek tak się czuliśmy? Czy wiele
z naszego świata potrafi słuchać, a nie tylko słyszeć?
Słuchać
świata.
Czasem
jeszcze trudniej słuchać drugiego człowieka, najtrudniejsza część
wszechświatów. Zderzeń.
Między
sobą czasem zapominamy słów, a czasem jest ich za wiele. I gdy ich
za dużo, wtedy dopiero są martwe. Wtedy nie mają znaczenia żadne
opowieści. Gubią się w nadmiarze, nasze życia topią się w tej
wielkiej fali.
Kiedy
ostatnio naprawdę rozmawiałeś? Kiedy naprawdę słuchałeś
dosłownej opowieści, której ci powierzono?
Rozmowa
jest rzeczą bardzo intymną, osobistą, jeśli rozmawiamy we dwoje.
Rozmowa w grupie to pewnego rodzaju orgia i jak to z orgiami bywa,
nie każdy, czasem człowiek bardziej nieśmiały, nie musi ją
lubić.
Czasem
tak bardzo się boję, że pomimo mojej miłości do opowieści, nie
umiem słuchać. Nie umiem nawet prawdziwie mówić, snuć słów,
które trafią prawdziwie do serc. Wiem, że to trudny dar, nie do
wyuczenia. Czasem mam wrażenie, że nie umiem mówić. Umiem tylko
gadać.
My
w naszym Zachodnim świecie bowiem nie rozmawiamy. My gadamy.
Nie
rozmawiamy, nie opowiadamy też pozornie nieważnych historii- przez
co przestajemy widzieć jasno. Grzęźniemy w pewnym bagnie samych
siebie.
Nie
umiejąc słuchać, gadamy. I ja gadam, tak często, gdy jestem
zmęczona, gdy nie dostrzegam, że ktoś potrzebuje prawdziwej
rozmowy.
Gadamy,
gadamy, gadamy pleciemy non stop, aż przestajemy umieć żyć w
ciszy. Cisza nas przygniata i nie słyszymy piękna jej dźwięku,
tego, którego nie słyszą nasze oczy.
Zgubiliśmy
się w tej strasznej paplaninie naszego świata, zachodniego stylu
hałasu, tak, że nawet siedząc we dwoje czy więcej osób nie
umiemy milczeć. Zapomnieliśmy, że cisza we dwoje zwłaszcza, jest
też pewnym rodzajem rozmowy. Także- bardzo intymnym. Nie umiemy z
niej w ogóle czytać, gubimy się, cisza między dwojgiem ludzi jest
synonimem czegoś krępującego, czerwieniejemy i szukamy jakiegoś
pretekstu, by znów gadać i gadać i gadać. Nawet nie mówić.
Pleść,
znów pleść słowa, które są logiczne mniej niż słowa człowieka
z afazją . W Europie mawiamy, że milczeć można tylko z najlepszym
przyjacielem, że po tym go poznamy, ze cisza nas nie krępuje. Czy
do cholery, tak było zawsze? Czy zagubiliśmy się w nadmiarze
fast-foodowych słów, w tym zgiełku? W opowieściach, które wcale
nie są opowieściami życia, tylko są marną imitacją ? Czy słowa
stały się naszym przekleństwem?
Czy
to, że nauczyliśmy się ich, sprawiło, że zapomnieliśmy, czym
jest opowieść?
Czy
i ja zapominam?
Uczyniliśmy
z ciszy wroga, zapominając, że jest ona jednym z niewielu sposobów
na porozumienie się ze światem. Z tym, który nas otacza. Z sobą.
Zagłuszamy ją wiecznie muzyką. Zagłuszamy grającym w kącie
telewizorem. Zagłuszamy telefonem. Skrobaniem emocji na
zamarzniętych szybach. Nie widzimy przez nie.
Nie
chcesz słuchać swoich emocji, włączasz te, które z tobą owszem,
współgrają, ale stworzył je ktoś inny w tekście i melodii.
Sztuczne emocje, żeby nie dotknąć swoich w ciszy?
Takie
po prostu mam ostatnio wrażenie. Cisza stała się wrogiem. Czy
dookoła nas, po prostu, czy w rozmowie.
Gadamy,
gadamy, gadamy.
Nie
słuchamy. Nieraz nawet już nie słyszymy. Opowieści przelewają
się przez nasze nieświadome serca. Nie umiemy odczytać znaków.
Nie widzimy w zimie spokoju, tylko podłą śmierć, jakby ta
historia już na zawsze się zapomniała, zatrzymała i nie miała
dalszego końca. Choć ten koniec woła, woła nas z oddali. Nie
słyszymy nawet trawy rosnącej pod śniegiem.
Jesteśmy
przeklęci hałasem. Własną opowieścią, która zgubiła wszystkie
inne.
Woła
nas świat, ale nie słyszymy, bo nie znamy dźwięku ciszy. Tak samo
gubimy i własne słowa. Nie mają żadnej wagi. Tak, są one tylko
wyrazami, jak pisał Różewicz w swoim wierszu „Ocalony”, ale to
dzięki tym wyrazom, nazwom pustym i jednoznacznym odbieramy i
określamy świat. Jednak, mimo wszystko, gdy już nie umiemy
odczuwać świata inaczej, niż słowami, potrzebujemy ich, a nawet
je gubimy, w naszym pędzie. W hałasie. W nadmiarze są bowiem
martwe.
Mało
kto umie czynić to obrazem, bo nawet obraz nazywa kolorami. Smakiem,
słuchem, czynić po prostu zmysłami, ale to już inny temat, też w
pewien sposób, drażniący jak drzazga pod paznokciem. W każdym
razie nasz umysł w dużej, przeważającej mierze składa się słów,
w nich składają się nasze myśli. Słowa są ważne- a tak ich nie
doceniamy.
Nie
doceniamy słów, bo wychodzą z nas za łatwo, bez znaczeń,
wychodzą z nas za łatwo, gadamy, gadamy, a co gorsza- często
rzucamy owe słowa na wiatr. Te najważniejsze. Jakże łatwo teraz
napisać w okienku komunikatora „kocham cię”. Cała opowieść o
miłości sprowadzona do migającego obrazka na ekranie.
Zauważyłam,
jak wielu ludzi lekceważy to, co kryje się za tym słowem, jaka
moc. Jaka obietnica.
Kiedyś
wierzyliśmy, że każde słowo ma magiczną moc. Każde słowo to
afirmacja. Słowa były zaklęciami, zaklęciami, których
nauczyliśmy się z ciszy. Dziś zapomnieliśmy o zaklęciach,
lekceważymy je.
Widzę,
jak lekceważy się samo słowo „obiecuję”. Może przez nasze
podejście do słów, przez ich lekceważenie i nadużywanie widać
nasz stosunek do świata? Im więcej mówimy, tym mniej słuchamy,
tym mniej naprawdę rozmawiamy? Może to, że lekceważymy słowa,
pokazuje, że lekceważymy drugiego człowieka? To, że gadamy i
gadamy, nie mając w tym żadnej historii do opowiedzenia pokazuje
być może, jak panicznie boimy się my sami lekceważenia? I boimy
się jednocześnie samych siebie, bojąc się tej piekielnej ciszy?
Może
to, że nie umiemy już słuchać, chcemy tylko gadać, bla bla bla,
pokazuje, że staczamy się na pewne dno?
Nasza
cywilizacja, nasz świat, nasze serca. Od zarania dziejów, nasza
historia oparta była na opowiadaniu historii. Na ustnym ich
przekazywaniu przy ogniskach, pod rozgwieżdżonym niebem. Milionów
legend o powstaniu człowieka i historii o przodkach. Każdy człowiek
jest opowieścią. A może my go po prostu nie umiemy już w tym
zachodnim pędzie życia wysłuchać? Może zgubiliśmy się w tym
gadaniu, rozdwoiliśmy języki i odcięliśmy uszy ale- do czego nas
to doprowadzi?
Nie
wiem. Boję się pomyśleć nieraz.
A
ja? Ja w każdym razie, nadal uczę się ciszy i słuchania.
Słuchania także bicia serca drugiego człowieka.. Słuchania
tętniącego życia. Czasem to cholernie trudne. Ale kocham
opowieści. Chcę w nie wierzyć. Opowieści cudzych serc. Tych,
które biją i tych, które już przestały.
Mówię,
więc jesteś.
Ale
i nadal, nieprzerwanie, słucham. Nawet z oddali. Słucham, więc i
jestem ja.
(a głos tej pani jest tu dlatego, bo od wczoraj zakochałam się w jej muzycznych opowieściach. tylko tyle)
„Kiedy
słuchałem tych historii, dotarło do mnie, że właściwszą nazwą
dla naszego gatunku niż homo
sapiens mogło
by być homo
narrans,
czyli człowiek opowiadający. Od zwierząt różni nas to, że
potrafimy wysłuchać innych, kiedy mówią o swoich marzeniach,
lękach, radościach, smutkach, pragnieniach i porażkach. I że oni
z kolei potrafią nas wysłuchać w zamian. Wielu myli informację z
wiedzą. To nie to samo. Wiedza wymaga interpretowania informacji.
Wiedza wymaga słuchania.
Jeśli
więc mam rację, że jesteśmy istotami opowiadającymi historie,
póki pozwalamy sobie od czasu do czasu zamilknąć, narracja nie
zostanie przerwana.
Wiele
słów padnie na wiatr albo skończy w jakiejś cyfrowej dziurze. Ale
opowiadanie historii nie ustanie, dopóki znajdzie się choć jeden
człowiek, który ich słucha. Potem możemy wysłać wielką kronikę
ludzkości w kosmos.
Kto
wie? Może ktoś tam jest i będzie chciał słuchać…” - H.
Mankell
Wiesz, że taka absolutna cisza, taka na zero decybeli jest w stanie sprawić, że człowiek zachoruje umysłowo lub nawet umrze? Oto co zrobiliśmy swoim gadulstwem :D
OdpowiedzUsuńI z tym słuchaniem się zgadzam - niewiele osób potrafi dobrze słuchać. Kiedyś przeczytałam taką radę, którą niestety, nie zawsze pamiętam stosować, ale która mną wstrząsnęła, bo okazała się prawdą - gdy słuchasz, po prostu słuchaj a nie szukaj w głowie już odpowiedzi. Taki chaos w głowie często ludziom towarzyszy podczas słuchania a wtedy tak naprawdę ciężko słuchać kogoś skoro słuchamy siebie.
Jasne, ale to dlatego, że słyszy się aż za bardzo. To jak totalna ciemność, która potrafi w ciągu 48h sprawić, że oślepniesz na całe życie. Ale tej "zwykłej ciszy" możemy pozwolić zaistnieć w naszym życiu:)
UsuńWłaśnie. Bo często skupiamy się na tym,. co my możemy powiedzieć, a nie na tym, co ktoś mówi, czuje,przekazuje. I nic dziwnego, że potem nie możemy się dogadać.
Nawet powinniśmy pozwolić tej ciszy zaistnieć. ja się uczę tego kazdego wieczoru przed snem, ale niestety z marnym skutkiem jak do tej pory. Może jakieś rady? :D
UsuńDopasowujemy czyjąś opowiadaną sytuację pod nasze doświadczenia a to przecież tworzenie nowej, wyimagnowanej sytuacji a nie wysłuchanie czegoś, co się faktycznie zdarzyło.
Nie jestem tutaj jakimś sensei :D Sama nie wiem, dlaczego ja z kolei ciszę lubię.
UsuńDokładnie. Chcemy widzieć za bardzo siebie w cudzej opowieści, choć wcale nas tam nie powinno być.
a wiesz... jakoś w czerwcu, kiedy byłam u jednej ze swoich przyjaciółek, z którą, nazwijmy to, łączą nas mistyczno-duchowe rzeczy i eksperymenty, powiedziała mi nagle, że jestem jej mistrzem. była to szczególna noc, siedziałyśmy na jej balkonie, paliłyśmy papierosy i popijałyśmy wino, wspominając to co było, ale też rozmawiając o tym, co będzie. kiedy to usłyszałam, to zmieszałam się dosyć i powiedziałam od razu, że przecież ja z żadnej strony nie jestem kompetentna, aby być czyimś mistrzem. zapytałam, dlaczego tak uważa, dlaczego to akurat mnie wybrała. na co ona odparła, że po prostu potrafię słuchać i to wystarczy :)
OdpowiedzUsuńtak mi się jakoś przypomniało w kontekście całego twojego postu:)
I widzisz, słuchanie, jego umiejętność, to tak wielki dar, że aż zadziwia w naszym świecie. I sprawia, że wręcz stajemy się nieraz wzorem do naśladowania. Więc nic, tylko to pielęgnować:)
UsuńWszyscy gadają. Bez przerwy. Wsiadasz do autobusu, a tam co druga osoba z telefonem przy uchu albo w dłoni pisze smsy. Ile można? Bo ja jestem z tych, którzy mówią mało. Spotykam się z przyjaciółmi, żeby o czymś porozmawiać, a kończy się na tym, że tylko słucham.
OdpowiedzUsuńA słowa od dawna tracą swoje znaczenie. Przecież każdy ma setki, jak nie tysiące, "przyjaciół" na facebooku. Każdy, kogo muzykę słychać w radiu jest "artystą". I tak dalej.
"Znikam zatapiając się w myślach by słuchać co mówi mi cisza
A ona mówi uważaj byś w hałasie się nie zgubił"
Dokładnie. Nawet w tramwaju, w pociągu. Bla, bla,bla. Gadają tez literkami na komunikatorach, nawet nie słowami. A ile z tego jest prawdziwe, namacalne?
UsuńI dokładnie, pozmieniały nam się nawet definicje...
każdy słyszy, ale nie każdy potrafi słuchać. tak samo nie każdy potrafi docenić to, co słyszy - to, że ktoś zwierza się z tajemnic, że otwiera swoje serce. i takie nie-słuchanie często zniechęca, zamyka nas..
OdpowiedzUsuńOtóż to. Bo słyszy się właśnie nie uszami...a sercem ostatecznie.
UsuńTo prawda, słuchanie jest bardzo wartościowe. Ja kiedyś bardzo dużo słuchałam, mnie lubiłam mówić, dlatego przez kolegę zostałam nazwana "dobrym słuchaczem", wtedy dla mnie nie było to jako komplement bo byłam zbyt nieśmiała i dlatego głównie się nie odzywałam.
OdpowiedzUsuńTeraz jest zupełnie odwrotnie, słuchać co prawda potrafię, może nie tak głęboko jak kiedyś, ale dobrze mi z tym, bo mówienie też sprawia mi ogromną radość.
A i właśnie dobrzy słuchacze są tak światu potrzebni. Czasem mam wrażenie właśnie, że bardziej potrzebni niż opowiadacze. Chociaż, wszyscy po kolei mamy swoje miejsca:)
UsuńI to najważniejsze, że i to i to daje radość:)
w psychologii nawet powstał termin "stres informacyjny". z każdej strony atakują nas słowa, dźwięki, zapachy, bodźce. gdyby człowieka żyjącego kilka wieków wcześniej umieścić w naszych realiach, nie wytrzymałby chyba 5 minut bez postradania zmysłów.
OdpowiedzUsuńbardzo bliski mi temat - cisza. to w ciszy rodzą się najpiękniejsze uczucia. i choć sama czasem staję się ofiarą słów - gdy na siłę przerywam ciszę, bo czuję, że druga strona poczuje się niekomfortowo przez nasze milczenie - sama czasem odczuwam ten dyskomfort... ale w głębi serca wiem, że cisza pomiędzy dwójką ludzi (nie chodzi mi o "ciche dni", z fochem i pogardliwymi spojrzeniami), to najcenniejszy dar, jaki możesz komuś dać. pozdrawiam !
O tym pojęciu też słyszałam. I nic dziwnego, że on istnieje, bo w naszym świecie giniemy w nadmiarze faktów. Nie radzimy sobie z nimi, nie przyswajamy, bo nie nauczyliśmy się ich selekcjonować, zanim nas zalały.
UsuńI dokładnie, ta cisza czasem wyraża najwięcej. Najpiękniej wręcz.
Mogłabym Cię słuchać bez przerwy. Tak naprawdę trzeba umieć słuchać i rozumieć słowa, historie ...
OdpowiedzUsuńCóż, dziękuję za ten komplement:)
UsuńCzasami wydaje mi się, że nie potrafię ani słuchać, ani mówić, ani nawet gadać...Najchętniej zatopiłabym się w milczeniu, lecz z drugiej strony nie chciałabym też zostawać zupełnie sam na sam z własnymi myślami.
OdpowiedzUsuńMoją odpowiedzią często jest cisza...Także tutaj, na Twoim blogu. Bo czytam, czekam na Twoje opowieści, które zawsze dają mi coś, czego nie potrafię opisać. Często nie umiem znaleźć słów i ubrać w wyrazy tego, co chciałabym przekazać, dlatego pozostawiam po sobie jedynie milczenie. Takie niezauważone, ale może jednak wciąż coś znaczące...mam nadzieję.
Bo człowiek boi się własnych myśli najbardziej, boi się szukać w sobie...a nieraz tylko to jest rozwiązanie. Ale nasza natura jest cholernie ambiwalentna, prawda? Bo jednak potrzebujemy stada, potrzebujemy drugiego człowieka. Cholerny paradoks.
UsuńBo czasem cisza wyraża o wiele więcej, tak po prostu, w życiu. Czasem milczenie lepiej pasuje niż słowa. I ja to rozumiem doskonale:) I w przestrzeni wszystko ma swoje znaczenie:)
Chłonę te słowa i... pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że ktoś prawdziwie do mnie mówi, a ja prawdziwie słucham. Bo, masz rację, jesteśmy trochę puści. Nasz świat jest pusty. Bardzo dużo dźwięków, a coraz mniej prawdziwych melodii. Miliony głosek nijako nieskładających się w słowa i miliony słów wysłanych w przestrzeń, bo donikąd nie trafiają. Więc chłonę Cię dzisiaj i znajduję słowa, których od tak dawna mnie samej brakowało. Bo sama widzę, że gadam coraz więcej, a coraz mniej mówię. I do mnie nie mówią naprawdę, więc przestaję słuchać. A tutaj, teraz, stwarzam sobie ciszę, nierozrywaną a przystrajaną dźwiękami muzyki i... nagle pojawiają się opowieści. Te, które dawno myślałam, że straciłam.
OdpowiedzUsuńDziękuję.
Trochę sami się pozbyliśmy właśnie pewnych rzeczy. Wiary w opowieści, magię...zamiast tego mamy fakty, ale mamy za dużo faktów, których nie ogarniamy. Wszystko przelewa się przez nas, wcale nie karmiąc. I gubimy ciszę. I gubimy słowa. I...cieszę się, że te słowa tak podziałały:)
UsuńI mam wrażenie, że nikt z nas nie traci na zawsze opowieści. Tylko czasem może, wręcz muszą się schować?
Myślę, że nam udałoby się właśnie porozmawiać. Czujemy podobnie, chociaż mamy inne charaktery. Zawsze byłam słuchaczką, mówię, kiedy ufam albo już nie wytrzymuję od emocji nagromadzonych wewnątrz. I ja słuchać nie mam czego, coraz mniej w każdym razie. Bo paplanina męczy, nuży, irytuje. Dlatego czasem tęsknię tak bardzo za moim "byłym" między innymi - osobą, która umiała nie tylko rozmawiać, ale rozmawiać ze mną. Bez specjalnego namawiania do zwierzeń, krok po kroku wydobywając tę historię, esencję. To było obustronne, choć nie wiem, czy z jego strony częściowo nie zmyślone. Tzn to, co chciał przekazać. Aż tak duchowego porozumienia jak Ty Z nikim nie miałam, ale wiem dzięki kilku ludziom, czym jest więź i poczucie, że ktoś Cię słucha, zamiast tylko mówić. Słucham i ja, bo wtedy wchodzę w świat drugiego człowieka. Teraz w większości niestety "śmieci otrzymuję i konsumuję", parafrazując trochę słowa pewnej piosenki, często zastanawiając się, czemu kogoś mi brak nawet, kiedy np pięć osób z uczelni napisze jednocześnie. Dałaś mi odpowiedz - tęsknię za prawdziwymi opowieściami.
OdpowiedzUsuńBo wcale nie trzeba mieć podobnych charakterów, ba, nie trzeba mieć nawet podobnych poglądów. Właśnie o to w tym chodzi, rozmowa, dobra rozmowa nie musi mieć rozmówców o podobnych cechach. Starczy, że każdy z nich prawdziwie słucha...ale i prawdziwie mówi.
UsuńTo widzisz, ja dużo mówię ale też często dlatego że...wiem, że ktoś krępuje się mówić :D I wypełniam lukę, aż ktoś nie chce zabrać głosu :D
Bo po prostu właśnie, oboje umieliście ze sobą rozmawiać. I właśnie, mi się udało spotkać wiele takich osób, z którymi bardzo, bardzo dobrze się rozmawia albo i milczy. Bo jednak...wielu ludzi oprócz tych śmieci ma wiele pięknych i ważnych opowieści. Tylko nieraz trudno się do nich "dokopać".
Znów czytam trzeci raz Twoje słowa i znów są jakby pisane dla mnie.
OdpowiedzUsuńChyba każdy z nas słucha innych, ale czy słyszy ich prawdziwe?
https://sweetcruel.wordpress.com/
Właśnie w tym rzecz, słyszeć nie sztuka, sztuką jest słuchać. I mało, naprawdę mało kto z nas to robi na co dzień.
Usuń