środa, 11 marca 2015

O zmęczeniu i jęczybuleniu, czyli o tym, że tak naprawdę marudzenie sensu nie ma i stanąć własnych nogach trzeba

Nie znalazłam źródła swojego niepokoju. Ten, choć nadal tli się pod sercem, został przykryty kilkoma świetnymi dniami spędzonymi w pełnej radości i entuzjazmie.

Entuzjazm pojawił się też w momencie, gdy wreszcie dostałam pracę. Nie, nie w zawodzie, tak dobrze nie ma, niestety. Na razie pracuję w jednej z telefonii komórkowych i taka informacja wystarczy. I nadal rzecz jasna szukam stanowiska dla elektroradiologa, ale mam po prostu świadomość, że pewne rzeczy w naszym kraju muszą potrwać. Zwłaszcza, że gdy starałam się o posadę na radioterapii parę tygodniu temu..na jedno miejsce przypadło około 150 osób. A ja, jako że nie pracuję, nie mam dodatkowo jak zdobyć paru uprawnień, właśnie choćby w radioterapii, które pomagają przy staraniu się o prestiżowe stanowiska.
Cóż, miałam tam praktyki...ale co z tego? Nigdy nie byłam też typem podlizującym się. I może to był mój błąd.

Dzisiaj właśnie znów, entuzjazm cały ze mnie opadł. Bo mogę się starać, biegać z kolejnymi CV, na rozmowy kwalifikacyjne...ale swoje muszę odczekać. Zresztą, nie tylko ja przecież jestem w tej sytuacji. Ale po paru dniach typowego latania w chmurach, po świetnie spędzonym czasie podczas dnia kobiet, pierwszych dniach pracy ze świetną ekipą jak się okazało, dzisiaj przyszło zmęczenie.

Przyszło i dało mi ostro w twarz.
Zostałam dzisiaj Królewną Jęczybułą i dobrze, że Męża nie ma w domu, bo chyba nie zniósłby mojego marudzenia.
Może to i też deszcz po pięknym słońcu. A może i mój PMS, który w pracy zmienił się w strugi cieknącej ze mnie krwi, co sprawiało, że myślałam tylko o zaśnięciu na biurku podczas szkolenia.

A może, czasem, robi mi się po prostu smutno. Bo nie wszystko było tak, jakbym chciała.

Nie ma powodu. Czasem Fridę dopada po prostu smutność. Żałość. Zawsze na wiosnę popadałam zresztą w skrajne stany. Może dla wielu to dziwne, bo wiosna to życie ale...

Wiosnę wyczuwam jak zwierzę które budzi się do życia. Wiosnę wyczuwam czasem jako kolejną walkę i czuję się zmęczona, już na początku. Słynne przesilenie?
Wiosną wpadam w huśtawki, marcuję się jak kotka, ale jednocześnie tracę spokój. Choć, niepokoje od dawien dawna nie były takie jak teraz...ale na tym nie będę się skupiać.

Nadal, jestem teraz zamknięta w mieście, nie mam swoich bagien. Czekam na swoje urodziny, bo wtedy właśnie pojadę choć na chwilę do domu ale...jestem teraz jak w klatce.
Tak, dziwne. Całe lata człowiek, za gówniarza, chciał się stamtąd wyrwać a teraz jakoś tęskni. Nie do ludzi, do domu. Ale do prawdziwych wiosennych korzeni. Co mi po krokusach kwitnących na Kaponierze gdy będzie więcej słońca, skoro tam czekają raniuszki wijące gniazda, pylące olchy, rozmarzające jeziora. Choć, te tym razem nie zostały skute lodem..

Wszyscy mówimy zawsze, że wiosna to najradośniejsza pora roku. A ja widzę w niej niesamowity smutek. Smutek ponownych narodzin. Rodzimy się bólu i tak samo wiosna jest bolesna. Bo i Frida musi rodzić się na nowo. Zwłaszcza, po tak trudnej jesieni i zimie. Jesieni prawdziwego zamierania.

Może to ta żałość, gdy słońce zniknęło, zieleń jeszcze nie rani nam boleśnie wręcz oczu swoją jaskrawością.
Wszystko dookoła, słońce i zapachy wymuszają zmiany. Oszołomienie niedźwiedzia wychodzącego z gawry. Czuję się tak bardzo sprzężona z cyklem pór roku. Po entuzjazmie wobec zmian, które teraz zaczęły się dosłownie i w moim życiu, przychodzi zmęczenie wobec nich i pewne smutne refleksje. Co począć?

A od pewnych korzeni, które zawsze budują mojego ducha, czuję się teraz czuję się odcięta. Dzisiaj właśnie, w swoim zmęczeniu. I oszołomiona. Ponoć w nocy, przez sen jednocześnie płakałam i śmiałam się. Nie pamiętam co mi się śniło. A dzisiaj kogoś nieustannie przepraszałam.

Ale na szczęście jest ktoś, kto mnie pozytywnie wyśmieje, rozczuli się nade mną i jakoś temu zaradzi. Zabierze na wiosenny spacer chociaż sam źle się czuje. Tak, zacznę oddychać, tego jestem pewna. Nie może być inaczej. Przecież, nie może.

Nadal z przekonaniem twierdzę, że nie ma co się nad sobą użalać. Każdy ma kryzys, czasem bez powodu, czasem po prostu mleko się rozlało, czasem hormony wariują, czasem to zmęczenie, stres, tęsknoty i braki, ale trzeba szybko postawić się na nogi. Bo jaki sens w umartwianiu, po co marudzić że czegoś mi brakuje, zamiast sięgnąć po to?

Natura ludzka jest dziwna. Nie od dzisiaj stwierdzam, że boimy się szczęścia ( zresztą, nie tylko ja zawsze to twierdziłam.)
Boimy się zrealizowania marzeń, osiągnięcia danego, założonego wcześniej celu. Najtrudniej zabrać nam się za najprostsze rzeczy, włożyć wysiłek w coś, co może zmienić nasz świat na lepszy a wcale nie jest trudne. Nie umiemy stawiać pierwszych kroków i pisać zakończeń. Dlaczego, powiedzcie mi?
Dlaczego zamiast uczyć się do prostego egzaminu na studiach wolisz robić tysiące innych rzeczy które zajmują twój czas całkiem bezproduktywnie? Dlaczego zamiast marudzić na naprawdę upierdliwego szefa i marnie płatną pracę nie poszukasz innej (tak, wiem, nie zawsze jest praca ale często, gdy jest okazja do zmiany ludzie nie zmieniają jej pomimo wszystko. Ja szukam, póki co tylko chcę przetrwać). Dlaczego nie podejdziesz do tego chłopaka i nie zaprosisz go na kawę, skoro wzdychasz za nim od miesięcy? Dlaczego nie postanowisz sobie i nie odłożysz pieniędzy na to, czego pragniesz zamiast trwonić je na prawo i lewo? Powiedzcie mi, dlaczego działamy tak nielogicznie i sami często rzucamy sobie kłody pod nogi? Czy to przekora naszej natury?

Skoro wszystko zależy od nas, tak wiele jest konsekwencją naszych czynów, dlaczego tego nie wykorzystamy, zamiast zdawać się na los? Skoro wiosna powoduje w nas zmiany i czujemy, jak nas coś uwiera, dlaczego nie zmienimy tego? Czy to lenistwo? Może częściowo, nie chce nam się podejmować wysiłku. Ale nie tylko. To mechanizmy obronne.

Kiedyś, na studiach jeszcze, na zajęciach mieliśmy kilka modeli motywacji pacjentów.
Wyobraźcie sobie sytuację skrajną, jesteście chorzy na raka. Jedni pacjenci chcą wiedzieć jak najwięcej i chcą decydować. Inni są bierni, nie uczestniczą aktywnie w procesie terapeutycznym, nie chcą wiedzieć. To częściowo naturalne mechanizmy obronne, wyparcie, nie, to nie ja jestem chory i nie ja umieram. Takie wyparcie stosujemy owszem, w sytuacjach skrajnych, ale przyjrzyjmy się naszemu życiu codziennemu. Nie, nie muszę jeszcze pisać pracy. magisterskiej. Nie, nie muszę biec po milionach firm z CV. Nie, nie muszę z nim porozmawiać.

Wiele zależy od naszej natury. Każdy z nas jest inny i ma prawo do podejmowania różnych działań, każdy ma inne poczucie koherencji ( jak ja się cieszę, że mam tak wysokie!) . Jeden będzie się nad sobą użalał po tym, jak mu będą szyli palec, inny lepiej poradzi sobie z amputacją całej ręki. Bywa. Tylko nieraz aż rzygać się chce, widząc, jak ludzie tragizują nie zaznając w ogóle cierpienia w rozumieniu obiektywnym. A potem rozumiesz, że dla każdego cierpienie jest czym innym, bo każdy jest inny. Tylko ciekawe, co by zrobił ten od palca, gdy mu już utną rękę? Bo i tak może się zdarzyć.

Umrze w rozpaczy? Popadnie w depresję? Może. A może w końcu się zmobilizuje do tego, by ruszyć dupsko i coś z sobą zrobić. Podda się rehabilitacji sam dla siebie będzie ćwiczył. Bo prawdziwa tragedia bywa motywacją. Albo ostatnim gwoździem do trumny. Tylko jednak udawanie przed samym sobą, że sprawy nie ma, tu się chyba nie sprawdzi. Tak samo jak całkowita bierność wobec problemu.

W każdym razie nawet jeśli utną ci tą już przysłowiową rękę, tak wiele zależy od ciebie. Możesz żyć dalej, póki twoje serce bije. Póki płuca obdarzają każdą komórkę twojego ciała tlenem, możesz być szczęśliwy, odczuwać radość. Nie jęcząc na prawo i lewo dlaczego mnie to spotyka. Ale boisz się, prawda?
A gdy pomyślisz o tych, co żyć chcieli, co się nie bali, a nie mogą...
Czasem ogarnia wtedy wielki wkurw. Czasem smutek. Ale to już nie o to chodzi.

Boimy się być szczęśliwi tak głęboko, boimy się próbować. Bo może szczęście nie tkwi w tym, w czym je upatrywaliśmy? Może ta zmieniona praca nie będzie mi bardziej odpowiadać a chłopak nie będzie tym jedynym? Cóż, nie dowiesz się, póki nie spróbujesz. Więc co ci szkodzi? Ryzyko? Owszem, nieraz wielkie. Ale kto nie ryzykuje ten nie żyje naprawdę, banał, totalny banał który jednak jest prawdziwy. (Frida już dawno, dawno temu doszła nie całkiem sama, ale jednak, do wniosku że życie to same banały i wcale nie jest tak trudno żyć).
Boisz się, że gdy osiągniesz cel, on cię rozczaruje? Co z tego, możesz wymyślać następne. Póki żyjesz. Masz czas na ryzyko a życie tylko jedno. I nie wmawiaj mi, że jesteś zmęczony. Wtedy możesz odpocząć, poczekać. Ale będzie chwila, gdy trzeba przestać tylko stać w miejscu. Chwila, gdy trzeba ruszyć dalej. Sama nieraz tej chwili potrzebuję, nawet na głupie jęczybulenie jak dzisiaj, ale wiem, co się dzieje, gdy ją niepotrzebnie przeciągamy. Bo ja parę takich chwil przeciągnęłam i czasem tego żałują.

Nie jesteś już małym dzieckiem, które trzeba prowadzić za rękę. Jesteś człowiekiem który może jasno i świadomie podejmować decyzje. Człowiekiem, który musi ponosić konsekwencje tego, co zrobił. Nikt ci obsmarkanego nosa nie obetrze, jeśli sam napaskudzisz. Może ci pomóc, podać chusteczkę. Ale reszta zależy od ciebie, nie od tego, czy kogoś masz przy sobie. Łatwiej zacząć, owszem. Działanie za to leży w twoich rękach. A jeśli nie możesz sobie poradzić, jeśli twoja dusza choruje-też masz wyjścia. Od tego są specjaliści. Po to ich uczono. Żeby pomóc gdy sobie nie radzisz. Bo zawsze jest wyjście. Zawsze jest sposób, jeśli tylko nie usiądziesz na środku drogi rwąc głosy z głowy i wyjąć do nieba. Tam też ci nikt nie pomoże, jeśli sam sobie nie sprzyjasz. Naprawdę.

Często słyszę, że gdybym nie był sam byłoby mi łatwiej. Gdybym nie miał problemów jako dziecko. Gdybym mieszkał gdzie indziej. Gdybym, gdybym, gdybym...każdy jakąś kłodę pod nogami ma. Czasem własną nieśmiałość, czasem samotność, czasem choroby, czasem inne braki albo nadmiary. Nikt idealny nie jest ale..wierzę głęboko, że każdy może sobie poradzić. Tylko czasem trzeba spojrzeć na sprawę pod innym kątem i może zabrać się do niej od innej strony.

Gdyby, gdyby, gdyby to słynna już "gówno prawda", czasem jest nawet trudniej gdy spojrzysz z boku.

Zresztą...choć sam dla siebie jesteś wszechświatem, to w tym namacalnym całkiem świecie nie tylko twoje problemy teraz się liczą. Bo to nie tylko ty nieraz płaczesz. Koniec z egocentryzmem. Wielu jest się z nim ciężko rozstać...Mi także. Ale chociaż spróbuję.


Jest jedno życie. I ta wiosna też jest tylko jedną w twoim życiu, tak jak i w moim.Nie zmarnuj jej. Dlatego ja już kończę marudzić i wracam do żywych. Koniec z Królewną Jęczybułą. Sama chyba właśnie pisząc, popisowo kopnęłam się w tyłek. 

A na koniec tym razem, nie muzyka. A coś do obejrzenia. Mimo że film nazywa się "Girl,s be brave", nie jest tylko dla pań:)


46 komentarzy:

  1. Ale są takie dni, kiedy niby wiemy, że powinniśmy się wziąć w garść, ale nie możemy. I być może takie przesilenie wiosenne do tych dni należy.
    Czemu tak się dzieje? Kiedyś czytałam, że to skutek tego, że z wiosną wiążemy całą długą zimę i jesień plany: tego, czego nie możemy zrobić zimą (a przecież łatwo o taką wymówkę do czegokolwiek) zrobimy wiosną, a gdy nadchodzi wiosna nic się nie zmienia i to właśnie nas smuci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie, dlatego wtedy trzeba sobie odpocząć, ale nieraz człowiek za bardzo się do tego odpoczywania przyzwyczaja. Dlatego w stosunku do samej siebie jestem zwolennikiem kopania po głowie wręcz nieraz:)
      A ja mam nieraz wrażenie że to po prostu ...biologia. Bo jednak, nasz organizm goni resztkami sił po zimie i dlatego dopada kryzys:) Ale to też może być, owe plany:) chociaż, u mnie się zmieniło troszkę chociaż:)

      Usuń
    2. To dobrze, że się zmieniło ;p
      Miałam Ci nawet pisać, co mi umknęło, że przez to, że znalazłaś pracę mniej będziesz miała teraz czasu na zamartwianie się ;p

      Usuń
    3. No dokładnie:)
      To niby też fakt, tym bardziej, że ja właśnie lubię ruch. Nie umiem siedzieć na dupie za dużo, bo potem mam mroczne myśli :D

      Usuń
    4. Wiesz, że ja też? Mi brakuje chyba porządnego zajęcia, może wtedy wreszcie bym się ogarnęła.

      Usuń
    5. Więc warto poszukać:)

      Usuń
  2. Ludzie czasami po prostu tchórzą. Też kiedyś tchórzyłam, i nawet prawdy, które głosiłam, podporządkowywałam innym, żeby się wpasować, ale nawet tego bałam się głosić, żeby nie powiedzieć coś niestosownego. Bałam się mówić. Bałam się czynić. Bałam się być szczęśliwą. I gówno co mi to dawało. Chyba, że depresyjne stany. BUM BUM! Nagle stwierdziłam, że to bez sensu. Tak, jak dziewczyna ze spotu, który zamieściłaś, zaatakowałam. Pokazałam, że jestem pewna siebie. Choćby nie zawsze miało wyjść, nie tchórzę ;)
    Nie jesteś Jęczybułą :D Każdy czasami musi ponarzekać, też często wykorzystuję posty, żeby sobie coś uświadomić, żeby samego siebie skopać i opluć, żeby ruszyć zadek i zrobić coś, co przybliży mnie do stanu bycia szczęśliwym.
    Już w pełni zdrowa? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, chyba każdy przechodzi w pewnym momencie życia przez taki moment niepewności, gdzie nawet owe prawdy własne dopasowuje się do cudzych. Grunt, to żeby się w tym nie zakorzenić na dobre:) I dobrze, że sama do tego doszłaś, jakby nie patrzeć- cholernie wcześnie. Niektórzy mają z tym przecież problem przez całe życie:)
      Jestem, nieraz jestem straszna, mogłabyś zapytać Wojtka :D No właśnie, bo to motywuje właśnie nieraz nieziemsko, samemu sobie dać w twarz w ten sposób :D
      Owszem:)To już oficjalny koniec epidemii :D

      Usuń
    2. Cieszę się, że już wyzdrowiałaś.
      Wcześnie? Można było wcześniej, i w zasadzie nie mam za złe moim rodzicom, że oni do tej pory myślą o tym, co inni powiedzą, są takim typowym, nastawionym właśnie na opinię innych ludzi małżeństwem. Ja wiem, że tak nie chcę, będę wpajać moim dzieciom wartości takie jak tolerancja, waga własnego zdania i odwaga wypowiadania się o wiele wcześniej.
      Eee tam, w każdym siedzi jęczybuła, nie jesteś jedyna taka na tym świecie ;))).

      Usuń
    3. No ja też:)
      I wcześnie. Tak z ogólnej perspektywy, skoro niektórzy ludzie właśnie żyją w ten sposób całe życie....ale też, skoro w pewien sposób może im tak dobrze? Znaczy, chodzi mi o to, że są po prostu różne modele życia i nieraz nam z kolei trudno zrozumieć, dlaczego ktoś żyje tak a nie inaczej. A też ma do tego prawo.
      No jedyna na pewno nie :D Ale jęczybulić nie lubię :D

      Usuń
  3. Coś mi los sprzyja, bo ja właśnie u siebie o osiąganiu celów napisałam, a i u Ciebie tematyka podobna. Właśnie przeżywałam lekki kryzys motywacyjny, bo u mnie ten problem w braku działania polega nie na strachu przed tym, co mnie czeka, a przed tym jak to robię. Mam jakieś chore wyobrażenie o tym, że wszystko muszę mieć dopracowane, zanim w ogóle zacznę to robić.
    Ale co do lęków ogólnie - ja myślę, że ludzie po prostu boją się zmian. Dobrze i bezpiecznie czujemy się w tym, co nam znane - nawet jeśli nie jest to najlepsze. A zmiany wiążą się z czymś, co musimy poznać, z aklimatyzacją i ryzykiem tego, że nam się nie spodoba to, co po zmianach zastaniemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, to jakoś zgodnie nam idzie:)
      A to też inna sprawa z kolei. Bo to też cholernie istotne, nie tylko, że się coś robi, ale właśnie jak. Tu się absolutnie zgodzę. Tylko właśnie..ja się tak jakoś nie spinam z tym, że coś musi być "idealnie" zrobione:)
      Tylko właśnie, zmiany w życiu są nieuniknione, a my jakoś niestety, pierwotnie chyba, nie możemy się za bardzo do tego przekonać, sami z siebie.

      Usuń
  4. Ah zaraz przypomina mi się teoria Einsteina,która mówi o tym,że pozytywne myśli generują pozytywne wydarzenia i na odwrót. Negatywne myśli,negatywne wydarzenia. Czytałam ostatnio na blogach,że właśnie dobrze jest się wyrwać z tego muru co sobie stawiamy nawet jeśliby to miało boleć. Będzie chwilę bolało a potem przestanie,a co się przeżyje to się przeżyje.No w końcu życie jest jedno chyba,że się wierzy w reinkarnację.
    Właśnie.Po pozytywnym wydźwięku notki sądzę,że pan półpasiec na razie zamknął się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nie tylko teoria Einsteina:) Ogólnie, istnieje cała teoria intencyjności, w którą święcie wierzę:) Właśnie. Chwile poboli a potem...potem przed nami wielka przestrzeń miliona możliwości. I to na nią nieraz trzeba postawić właśnie:)
      I owszem, już jestem w pełni zdrowa:) Tylko ślady mi znikają jeszcze po chorobie, ale to tam nic:)

      Usuń
  5. twój tekst w sumie ma chyba wydźwięk "pozytywnie kopiący w dupę", motywujący. ale ja sobie sama bym tak nie umiała wyperswadować:P. może dlatego, że jestem pieprzony emo leniem, który lubi się nad sobą użalać, a może po prostu już nie mam siły na to, żeby mieć siłę, nie wiem.
    często też sobie próbowałam w podobny sposób przemawiać do rozumu, szczególnie tekstem "nie jesteś już dzieckiem" i tym prowadzeniem za rączkę, ale prawda jest chyba taka, że... bliżej mi do Piotrusia Pana niż dorosłego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, ja mam trochę w odwrocie że tak to nazwę:) Właśnie ja muszę sama siebie kopnąć w dupę, czasem nawet sobie na blogu takie wyflaczanie porządkując :D Ale jak by mi ktoś podsunął np.jakieś przemówienie motywujące, filmiki tego typu popularne na yb czy kazał po prostu, walnąłby mi mowę podobną do czegoś takiego co ja sobie sama napisałam...zapomnij :D Poszłoby w całkiem innym kierunku. Ale mam po prostu wprawę w tym, żeby sama się ostatecznie ogarniać, w większych czy mniejszych kryzysach, bo zawsze musiałam w końcu to zrobić, dlatego to jakoś działa:)
      I każdy po prostu potrzebuje innego czasu, ma inny schemat. Może komuś nawet jakieś użalanie pomaga, no bo czemu nie? Chociaż ja widziałam, właśnie po pacjentach...że w leczeniu nawet takiego raka miało to w 99% przypadków mierne skutki. Ale jakieś wyjątki muszą być:) A i siły każdy po swojemu nabiera na pewne rzeczy nieraz:)
      To może potrzebny inny. I szczerze, każdy z nas chyba bywa Piotrusiem.

      Usuń
  6. Wiesz, że po części kopnęłaś w tyłek i mnie? :)
    Za co Ci dziękuję, bo ja ostatnio nie potrafię sama siebie ustawić do pionu.
    Jednego dnia latam, a kolejnego opadam z hukiem na samo dno.
    Mimo, że jak sama napisałaś nie jest to praca w zawodzie i pewnie nie wlicza się w szczyt Twoich marzeń to ja Ci gratuluję, trzymam kciuki i kibicuję, żeby było Ci w niej po prostu dobrze i żebyś nie musiała do niej chodzić jak za karę, a z uśmiecham na twarzy. Zawsze to kolejne doświadczenie i możliwość późniejszego wzbogacenia swojej CV-ki :)
    Ja ostatnio biegam na różne rozmowy, żyję nadzieją i denerwuję się na zapas.
    Zobacz jaka parodia...zależy mi na pracy, chcę ją dostać, ale już podświadomie boję się, że się nie sprawdzę, że nie będą ze mnie zadowoleni, że się nie odnajdę, czy po prostu ktoś mnie nie polubi...
    No, ale wracam do Twojego postu i staram się ogarnąć :D
    Koniec z Jęczybułą :P włączam pozytywne myślenie :):)

    Mam nadzieję, że choróbsko już Was opuściło!
    Ściskam! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, cieszę się, że mogłam dać jakiegoś pozytywnego kopa:)
      Wiesz, też właśnie odczuwam taką huśtawkę ostatnio, ale no, nie można się jej dać, prawda?:)
      Dziękuję:) Mimo wszystko mam nadzieję, że się w niej sprawdzę i zawsze, jakaś praca to lepsze niż siedzenie na tyłku i płaszczenie go :D
      Wiem właśnie, że i ty pracy szukasz i zawsze mocno trzymam za to kciuki:) I wiesz....w pełni cię rozumiem. Bo jednak te lęki tkwią w człowieku, ale cholera, nie możemy dać im się pożreć przecież:)
      No, uszy do góry :D

      I owszem, już jesteśmy zdrowi:)
      Wzajemnie :))

      Usuń
  7. Stan przejściowy pór roku należy do stanów wybitnie wkurwiających. Nijakość ich natury rozpościera depresyjną aurę powołując do życia, miast kwiaty- melanchujnie. Brzydota potrafi osiągnąć apogeum wymazując barwy już z samego wschodu, tym samym płodząc rezygnację oraz biadolenie. Pod tym względem doskonale Cię rozumiem.
    Acz nie tylko w tymże przypadku.

    Nie od dziś powszechnie wiadomym jest, że ludzie lękają się nieznanego. Sfera komfortu obfituje w poczucie bezpieczeństwa na tyle silne, iże ryzyko podług ich szacunków pozostaje wzmożenie nieopłacalne, albowiem któż normalny podejmie się brawury dysponując zerową pewnością względem jej powodzenia, lecz stu procentową odnośnie utraty ówczesnych dóbr? Problem polega w toku pojmowania statystycznego Kowalskiego u podstaw różnicy, pomiędzy normalnością, a odwagą.
    Swoją życiową "filozofią" przypominam skądinąd doktrynę Diogenesa. Dopóki dysponuję dachem nad głową, dopóki do gara ląduje pożywienie, dopóki woda z kranu spływa- dopóty problemy odchodzą w niepamięć. Wychodzę z założenia, iż drogą ciernistą podążają dzieciaki w Etiopii oraz dziewczęta z Somalii. Naszymi zmartwieniami, jak wspomniałaś, ma się kto zająć i jesteśmy w stanie radzić sobie samodzielnie. Instynkt przetrwania bierze górę bez względu, czy w dżungli dziewiczej, czy betonowej.

    Osobiście jestem zdania, aby marzenia pozostawić marzeniami, w przypadku spełnienia całkiem prawdopodobnym jest wystąpienie skrajnej reakcji nierzadko wpływającej pejoratywnie na jednostkę. Jednocześnie alternatywą w owej sytuacji może okazać się przemiana marzenia w cel, wówczas przysłowiowego połamania nóg.

    Winowajcy strachu przed zmianą pracy doszukiwałabym się w mediach namiętnie rozdmuchujących domniemany kryzys światowy. Nie zaprzeczam tutaj jego racji bytu, acz podważam wiarygodność nasilenia. Czysta manipulacja: krzykacze rozprzestrzeniają wieści o niedoli rynkowej, zaś pracownicy z obawy o bezrobocie kurczowo trzymają się posady harując za głodowe stawki. Będąc z tego dumnym.

    Czytając treść odnoszącą się ku odpowiedzialności na myśl przyszła dorosłość.
    Dorosłość.
    Nie.

    Dziękuję za komentarz oraz zaobserwowanie.
    Nasze postrzeganie, chwilami kontrastujące ze sobą jednocześnie może posłużyć poszerzaniu horyzontów, co wpływa na osobę dość budująco, a zatem i ja dodaję Ciebie do listy obserwowanych ♥

    P.S: Mój narzeczony niejednokrotnie zarzekał się, iż na przemian płaczę i śmiecham przez sen =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stany przejściowe są trudne po prostu chyba, same z siebie. Nie tylko w przyrodzie, choć akurat te ja odczuwam szczególnie, bo jednak cóż...swoje życie w dużej mierze opieram na naturalnych cyklach, zwracam na nie uwagę, a nie zaczepiają mnie przypadkiem, jak wielu z nas. Ale po prostu, każdy moment w życiu, w którym jednocześnie brodzimy w lodowatej wodzie a słońce praży nas niemiłosiernie, jest trudny. Pewne rozerwanie, niezdecydowanie, nieokreśloność...ludzka słabość polega chyba na tym, że kochamy stałe grunty. I zapominamy, że tak naprawdę, one są ułudą.

      Dokładnie. Nie lubimy nieznanego, to wręcz biologiczny instynkt, który mówi nam uciekaj, nie znasz, nie bierz do buzi, bo się zatrujesz. Ale słuchając jego podszeptów, najcześciej po prostu stoimy w miejscu. A jak pisała Stachura i stojąc w miejscu, można się zgubić.
      W pewien sposób, nie lubię określenia normalność ale...to chyba nie tylko ja. Nawet w tym kontekście. Bo właściwie, kim jest też przeciętny Kowalski?
      Niestety, często i nawet nam przeciwstawiany jest, wobec instynktu przetrwania jest instynkt tanatosa mówiąc za Freudem, nekrofilia idąc za Frommem. I mimo wszystko, nieraz potrafi zbić nas z pantałyku.

      A dla mnie to już kwestia nazwy po prostu też nieraz, osobistej definicji, co marzeniem a co celem:) Ale cóż, nie bez powodu powstało powiedzenie uważaj, czego sobie życzysz/marzysz, czyż nie?:)

      Kryzys powstał przez rozdmuchanie, ja tak bym to nazwał. Ktoś rzucił hasło, ktoś podchwycił i dopiero wtedy się zaczęło.
      Dlaczegóż by nie?:)

      I nie ma za co, po prostu wpadłam, stwierdziłam, że dobrze mi się czyta i nie chcę, żeby mi coś umknęło:)
      Zawsze wychodzę z założenia, że nawet jak ludzie mają poglądy i podejście do życia skrajnie różne, to mogą się dogadać, wystarczy, że szanują swoje różnice. A poznawanie innego świata jest wręcz fascynujące jak dla mnie:)

      To u nas raczej to mój mąż ma dziwne wpadki przez sen, a nie ja :D

      Usuń
    2. Nasz klimat, acz widnieje pod szyldem umiarkowania jest po prawdzie posrany. Nie omieszkam stwierdzić, iż w obecnych czasach rację buty posiadają jedynie dwie pory roku silnie ze sobą kontrastujące tj. zima oraz lato, natomiast jesień, czy wiosna swą naturą przypominają dziś niejako grę wstępną, co nie jest imho pożyteczne ni dla natury, nie dla osób o bliskim stopniu koegzystencji.

      Mianem typowego Kowalskiego określam ludzi wiodących spopularyzowany oraz nudny tryb życia: spanie-praca-drom-kolacja-spanie, ewentualnie zaruchać, jeśli jest kogo; ewentualny browarek weekendem, jeśli jest z kim- taką postać przybiera obraz typowego K. i ponoć to ja jestem wariatem. Podobnie jak Ty nie żywię uczucia cokolwiek pozytywnego w stosunku do określenia normalności starając się urozmaicić każdy dzień.

      Nie bez przyczyny spłodzone zostało określenie prawiące o szaleństwie z radości...
      Spełniając marzenia, a co za tym idzie w konsekwencji posiadając wszystko czego nasza dusza zapragnie do życia swe ciężkie walizy poczyna wprowadzać marazm i choć oczywiście możliwym jest kreowanie kolejnych marzeń, niemniej spełniając te posiadające miano najważniejszych człowiek posiada tendencję głupieć, wariować, czy wręcz oszaleć.

      Kryzys istnieje naprawdę, aczkolwiek nie o takiej skali, jaką podają media. Mieszkam w dość małej mieścinie w której to co rusz stawiają nowe supermarkety; w pasażach na co drugiej witrynie widnieje napis ,,Zatrudnię [...]. Ludzie nie rozumieją, iże swoim własnym lenistwem tworzą warunki dogodne plajtom i kryzysom wszelakim. Niestety, w dużej części umysłów Polaków rację bytu ma zakorzenione, krzywdzące przekonanie postrzegające bogactwo materialne jako dostępne jedynie szczęściarzom, czy osobom, którym przyszło odziedziczyć spadek, zaś bogaczy, co swoimi rękoma dorobili się życia na poziomie określają mianem nad ludzi, choć to nierzadko zwykłe persony wręcz nie grzeszące intelektem. Rozróżnia ich jedynie odwaga i wyobraźnia, a te oba mianowniki w żaden sposób nie czynią z człowieka istoty nadludzkiej. Kokosów jest co nie miara: dorodnych, pełnych mleka niczym przysłowiowa krowa. Wystarczy po nie sięgnąć. Natomiast wcześniej wspomniany przeze mnie Kowalski co najwyżej wyczekuje, aż któryś z nich spadnie mu pod stopy, a jak powszechnie wiadomo kokosy mają tendencję do spadania na łeb. Zabijając. I tym sposobem przeciętny Kowalski umiera w przeciętnym wieku 60 lat zeżarty przez NFZ, lekarzy, dystrybutorów medykamentów oraz innych nad przeciętnych Kowalskich, którym zwyczajnie nie brakowało fantazji.

      Nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Obserwacja odmiennego sposobu postrzegania, oraz umiejętność jego uszanowania nie tylko wzbogaca nas o dystans, a pozwala niejako doświadczyć doświadczeń życiowych skrajnie różniących się od naszego świata; poniekąd, a jeśli nie dosłownie wsiąknąć naukę z życia innych zarówno tę o zabarwieniu pozytywnym, jak i doń przeciwstawnym. To po prostu świetny biznes.

      Usuń
    3. A ja powiem, że przy obecnych zmianach klimatu to raczej one racji bytu nie mają, a zwłaszcza zima. Kiedy spadł choćby prawdziwy śnieg poza górami? Zresztą, nie ma się czemu dziwić, zmieniły się pływy, prądy morskie, przechodzimy zmiany klimatyczne. Więc ja zastanawiam się tylko, jak w dłuższej perspektywie to wpłynie na naszą ewolucję:)

      Czyli utarty schemat życia, pojmuję. Ale...w tym schemacie pozornym, nieraz u takiego przeciętnego Kowalskiego nieraz idzie znaleźć coś wręcz fascynującego, odbiegającego od normy. Zresztą, modele życia mają to do siebie, że wszystko ładnie, pięknie, póki tobie samej to odpowiada, a nie zostałaś do tego zmuszona ( tylko kwestia zaczyna się, co oznacza tu zmuszenie?) . W każdym razie...wolność Tomku w swoim domku Przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia nierzadko.

      Czyli zahaczasz tu trochę o teorię Pascala:)

      W sumie zastanawia mnie pewna wizja-a co by było, gdyby każdy po owe kokosy sięgał? Zasadniczo....nie była by to wizja pewnej także, destrukcji, ale na szeroką skalę? Mam czasem wrażenie, że taki marazm i destrukcja przez niego jednostek zapewnia pewną...stabilność ogółu. Jak u mrówek czy innych owadów społecznych. Wbrew pozorom, wiele nas od nich nie różnil

      Dokładnie:)

      Usuń
  8. ważne, że znalazłaś pracę, że masz stały dochód finansowy. zawsze przecież możesz w między czasie szukać pracy w zawodzie, ale ważne jest że masz cokolwiek.

    wiesz, u mnie jest tak, że kiedy przychodzi wiosna to czas na zmiany, na te lepsze zmiany bo wiosna to dla mnie najlepszy czas by coś zrobić. dziś zabrałam się za treningi, które dawno temu porzuciłam - wzięłam się za siebie. to jesień jest u mnie porą roku, w której wkrada się smutek i melancholia jak i pewnie u większości. aczkolwiek życzę ci by te stany cię opuściły i wraz ze słońcem przyszedł uśmiech :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie:) I taki mam też zamiar, stale szukać właśnie:)

      A mnie bolą jakoś te przejścia, z zimy na wiosnę ale...damy radę:) Po prostu, jak zawsze, trzeba daćtutaj radę, nie ma innej opcji:)

      Usuń
  9. Ostatnio śniły mi się jakieś pierdoły, mimo że rzadko mam sny. O pracę ciężko, ale uważam, że na początek zawsze jakakolwiek praca dobra niż nic. Ale zawsze warto robić coś żeby zdobyć pracę marzeń choćby zdobyć dodatkowe uprawnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, lepsze to niż siedzenie po prostu na dupsku przecież:)
      I to, co mogłam zrobić już mam. Zrobić, nie pracując, bo pewne uprawnienia zdobywam ze stażem pracy niestety. Także...staram się i nie poddaję:)

      Usuń
    2. I tak trzymaj. Najważniejsze jest, żeby się starać, cokolwiek robić dla siebie, a nie stać w miejscu. Po za tym trzeba się rozwijać. Zawsze doceniam takich ludzi, którzy coś robią a nie tylko narzekają na to jaki to oni los mają. Zamiast cokolwiek robić w tym kierunku, żeby coś zmienić.

      Usuń
    3. Dokładnie, bo stojąc w miejscu też można zabłądzić jak pisał przecież Stachura:) No właśnie. A czasem starczy wstać.

      Usuń
  10. kurde! nawet mi nie mów o pracy... bo taka jestem dzisiaj poirytowana, dobrze, że Ty chociaż masz jakieś zajęcie... szkoda tylko, że nie w zawodzie, po coś ten człowiek się uczy te kilka lat... wydaje mi się, że problemy będą zawsze, nigdy się to chyba nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam właśnie, dlaczego...ech, nie ma lekko co, nawet ze stażem...
      A z zawodem to się nie poddaję, nadal mam nadzieję, że dłużej jak pól roku w tym miejscu nie popracuję:)

      Usuń
  11. Jeny, zawsze jak ktoś próbuje mnie motywować, zwłaszcza używając do tego tekstu "jesteś dorosła!" to sorry, nie uda się xD Kordian nie raz próbował i tylko się wkurwiał xD Ja zresztą też. Bo ja muszę po swojemu, swoim tempem. A niektórym właśnie może to ciężko zrozumieć. Bo jak mam coś zrobić to muszę natychmiast, bo inaczej tak naprawdę nie chcę i szukam wymówek. A tak nie jest. Chociaż fakt, czasem ciężko odróżnić kiedy marudzę, a kiedy po prostu potrzebuję czasu na zrealizowanie pewnych rzeczy. Ostatnio i tak jakoś mniej tego marudzenia i wymówek, co chyba widać. Ale zobaczymy co będzie w czerwcu xD Już Ci współczuję :D
    A widać, że w marudzeniu jesteś cienka skoro sama siebie zmotywowałaś xD (i w płakaniu to też ja wygrywam, także nie masz się czym przejmować :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy, ja ci mówiłam, że jak mi ktoś też dupę truje, mnie motywuje, to u mnie działa w odwrotny sposób, bo jestem całkiem przekorą :D
      I to jest właśnie co innego, jak swoim tempem, a siedzieć na dupie. Ale właśnie, to może być cholernie mylne, czy ty odpuszczasz i jęczysz, czy po prostu się ślimaczysz :D
      I czemu to mi niby współczujesz?:D

      Nie jestem, zapytaj Wojtka :P

      Usuń
    2. Czyli masz tak samo jak ja. Ale przy tym potrafisz sama siebie zmotywować,a u mnie z tym różnie :P
      Bo czasami sama się w tym gubię nawet, więc nic dziwnego, że ktoś tego nie ogarnia :D
      Bo będziesz słuchała mojego marudzenia. Bo teraz niby jestem zdecydowana na przeprowadzkę, ale jak przyjdzie czerwiec to wątpliwości, czyli i wymówki, wezmą górę. I będzie "ale ja się zgubię, ale ja nie wiem, ale coś tam, ale może później" xD Bądź gotowa :D

      No dobra, niech Ci będzie :D

      Usuń
    3. Wiesz, mi też nie zawsze się udaje :D To tak pół na pół wchodzi jednak, jak wszystko:)
      No właśnie :D Wysyłasz złe sygnały bo sama ich nie czaisz :D
      A to spoko, nie ma problemu, kopnę cię porządnie w dupsko i tyle :D Ale czuję się ostrzeżona :D

      Usuń
  12. No nieźle, motywujący tekst u Fridy! Jak na najprawdziwszym blogu rozwojowym ;)
    Żartuję oczywiście, Ty jesteś o niebo lepsza, bo do bólu autentyczna. Kiedy motywujesz siebie samą, to robisz to tak przekonująco, że ja Ci wierzę.
    Cieszę się, że już trochę zażegnałaś swoje niepokoje. I że naprawdę nie stało się nic złego. Mam nadzieję że się nie stanie. Zasługujesz na dłuższą chwilę wytchnienia, na spokój i odpoczynek od burz po tym wszystkim.
    Także życzę, żeby ta wiosna była nie tylko bólem rodzenia, ale i radością życia przede wszystkim :) I gratuluję nowej pracy!!! Nawet jeśli to jeszcze nie ta wymarzona.
    Wszystkiego dobrego, ogarnięta Frido, tak trzymaj! :* :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem wiem, mogłabym robić karierę na blogu motywującym :D Serio, to wolę nieraz jednak siać defetyzm:D
      Bo kto mnie zmotywuje tak naprawdę jak nie ja, co?:)
      Nie do końca się z nimi pożegnałam ale po prostu, troszkę ucichły na ten moment. Choć ja i tak mam wrażenie że to odbite przeszłe echo:) I cóż, dzięki, mam nadzieję, że go złapię:)
      Dzięki, dzięki:)

      Usuń
  13. Powodzenia w nowej pracy!
    Jęczybulenie jest potrzebne, mi narzekanie pomaga bardzo, jednak... hah, innym ciężko tego słuchać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Owszem, czasem pomaga, ale co za dużo to niezdrowo jednak, no nie? Można do tego niestety bardzo się przywiązać

      Usuń
  14. Ja to jestem taka strasznei bojąca sie zmian niestety... No nic powodzenia w nowej pracy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bać może się każdy, kwestia tego, że po prostu gdy to naprawdę ważne, nie poddać się lękom:)

      Usuń
  15. Jęczybuła? :D Aaa, byłam takim kimś wczoraj. Tyle płakałam, aż w końcu zasnęłam. Nie cierpię PMSu xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety, ale mam nadzieję, że dzisiaj już całkiem przeszło:)

      Usuń
  16. Chyba powinnaś zostać mówcą motywacyjnym :D. Normalnie czułam jak na mnie krzyczysz czytając ten tekst :D.
    I pewnie, że boimy się szczęścia, a może po prostu zbyt wielu ludzi tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego jak wiele zależy od nich samych. Kiedyś u siebie na blogu na koniec wpisu dodałam cytat o tym, żeby pamiętać o śmierci, właśnie o to mi chodziło, żeby pokazać, że nie ma co się bać tych wszystkich rzeczy, które wydają się nam nieosiągalne, na które znajdziemy czas, a właśnie trzeba pamiętać, że mamy ten czas ograniczony w pewien sposób i za każdym razem warto robić ten krok do przodu ;). Warto spróbować i np. podejść do tego chłopaka, bo to wcale nie musi być takie straszne jak nam się wydaje. I wala się gdzieś tam u mnie w wersjach roboczych tekst o motywacji, ale muszę coś dokończyć, żeby i tekst dokończyć :D. I na szczęście jakoś już doszłam do takiego etapu, w którym wiem, że wszystko, a raczej większość zależy ode mnie i jak sama sobie narobiłam zakrętów to wiem, że nie mam na co narzekać, a próbować naprawić. Narzekać też się czasami chce, rzadko, ale przecież czasami trzeba, żeby tak po prostu ulżyło ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tja, na pewno :D Częściej sieję ferment raczej jednak, więc odpuszczę :D
      Dokładnie. Wiesz, to też kwestia może...życia społecznego. Polegamy na autorytetach, patrzymy na resztę stada...a zapominamy, jak istotną częścią, przede wszystkim dla siebie, jesteśmy. I właśnie. Bo tak naprawdę- nieraz nic się nie stanie, jeśli nam się nie uda, np.ten chłopak odmówi nam pójścia na kawę. Ale jeśli sie uda...naprawdę może uśmiechnąć się do nas szczęście. Je ponoć właśnie trzeba prowokować:)

      Usuń
  17. Ale kto nie ryzykuje, ten nie żyje naprawdę - któryś raz w ciągu ostatnich 24 godzin słyszę/czytam ten fragment i to z różnych źródeł. Coś więc chyba musi być na rzeczy. Mocno motywujący ten wpis. Miałam wrażenie, że grozisz mi palcem. Bo też jestem teraz taką Jęczącą Martą i może też przez PMS XD Przeczytałam w komentarzu Koci, że płakała, aż w końcu nie zasnęłam. Też mnie wczoraj ogarnął taki stan i tylko głos mojego chłopa był w stanie mnie jakoś ukoić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc może świat chce ci coś po swojemu powiedzieć, na coś zwrócić uwagę?:)
      To chyba dobrze:) Czasem ktoś palcem musi pogrozić :D I PMS robi swoje ale rzecz to nie przywiązać się do tego stanu, ot co :D I dobrze, że chociaż coś:)

      Usuń