niedziela, 5 czerwca 2016

O tym, że znów wyruszamy na wędrówkę krótko i treściwie.

22.48.
To dzisiaj o tej właśnie godzinie jedziemy w upragnione, tyle czasu planowane Bieszczady. Dzisiaj w nocy rozpoczniemy swoją zieloną wędrówkę.
Z kilkoma dziewczynami, które znamy latami, które w jakiś sposób kochamy. Z jedną, której nie widzieliśmy jeszcze ani razu w życiu. Ale przede wszystkim z sobą, co najważniejsze, bo tylko my tak bardzo potrafimy siebie zrozumieć. Tylko jemu mogę opowiadać o roślinach mijanych na bezdrożach, a on mi o glebach i skałach. Bo tylko jemu tak ufam i przy nim czuję się bezpieczna.

Jedziemy w piękne słońce i zieleń, znów będziemy odczuwać ducha, którego nie rozumie nikt, kto zostaje w dolinach. Znów będą do nas szeptać morza traw i drzew, nasze serca będą bić zgodnie z jelenimi i niedźwiedzimi poukrywanymi w gęstwinie, znów usłyszymy głosy przepływające przez nasze ciała i dusze, a sami szeptać będziemy „chroń nas Boże przed śmiercią w dolinie”.

Bo umierać tylko tam, pośród burz i szumu wiatru. Żyć tylko tam i dla tego miejsca. Tam rozumieć świat, tam zgłębić się we własną dzikość. Choć na parę dni...a może i na całe życie.
Bo jedziemy tam nie tylko po wędrówkę, zmęczenie nóg przebyciem 30 kilometrów dziennie. My jedziemy tam jeszcze spełniać marzenie, zobaczyć je na własne oczy. Sprawdzić, gdzie nasz plan 10 letni może się sprawdzić. Dotknąć tej ziemi. Zobaczyć, którą warto kupić by wieść proste, trudne ale cholernie szczęśliwe życie.

Teraz jedziemy, by odpocząć, oderwać się. Może od paru problemów. Może też, by przełamać złą passę. Złamać złe wspomnienie pakowania i wyruszania na pociąg w łzach, z zaciśniętymi zębami.

Wyjeżdżam więc dzisiaj, by spędzać noce przy ognisku ze śmiechem, by zatopić się w zieleni Bieszczad...
Nie mam chyba nic więcej do dodania. Tym razem nie mam słów, tym razem mam podniecenie i emocje rozrywające mi pierś, takie, których nie można opisać.
Do „przeczytania” po powrocie!



Anioły są wiecznie ulotne
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Nas też czasami nosi
Po ich anielskich śladach
One nam przyzwalają i skrzydłem wskazują drogę
I wtedy w nasz się zapala

Wieczny bieszczadzki ogień

11 komentarzy:

  1. Bieszczady są cudowne. Udanych włóczęg:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam wiele lat temu w Bieszczadach. Miłego wypoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale zazdroszczę...To miłego pobytu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniałego pobytu, wypocznij i miło spędzajcie czas:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. zazdroszczę Bieszczad. marzą mi się od paru lat. ale coś mi mówi, że w tym roku wreszcie to marzenie się spełni.
    no i "Bieszczadzkie Anioły" uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wróciłam z Bieszczad wczoraj wieczorem :) Kilka słów więcej może powiem jak już napiszesz o waszych wędrówkach ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam to nieopisane szczęście, że pochodzę z podkarpacia i mam Bieszczady blisko. Najlepsze wakacje właśnie tam. Z rodzicami, z bratem, trochę później z przyjaciółmi, mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będę miała okazję z chłopakiem. ;)
    A Ty tak cudownie to opisałaś, że chyba każdy kto nigdy nie był w Bieszczadach, po przeczytaniu tego posta, pakuje się i jedzie. :)
    Miłej wyprawy! I oczekuję relacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miłej wyprawy! Zazdroszczę bardzo, dawno nie byłam w górach i aż mi źle z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Miłego łażenia po górach, Frido!
    Jestem pewna, że pokochasz Bieszczady ;)
    Wracaj, gdy wypoczniesz!

    OdpowiedzUsuń
  10. W Bieszczadach można się zakochać :)
    udanego wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. pięknie, życzę cudownego wypoczynku. i spełniania marzeń! :)

    OdpowiedzUsuń