poniedziałek, 22 grudnia 2014

O pierwszej zimowej pieśni drozda, o Słońcu które rodzi się na nowo i pokonuje każdy mrok, czyli o tym, czego chciałabym wam życzyć przy okazji i waszych świąt

Nie pogrążę się w smutku,
gdy świat jest pogrążony we śnie, gdyż nie ma śmierci, są tylko wieczne sny i te, które topnieją wraz ze Słońcem.
Nie smucę się, gdy wieje lodowy wiatr.
Nie smucę się, gdy śnieg okryje świat jak grobowiec
Gdyż wszystko stanie się kiedyś przeszłością.

Recytuję te słowa, zapalając ogień czerwonej, głównej świecy na ołtarzu.

Ten ogień tobie poświęcam Matko, o Pani, Biała Bogini,
Ty tworzysz życie ze śmierci, światło poczynasz z mroku, ciepło wydobywasz z zimna
Ten ogień Tobie poświęcam Pani, gdy Słońce ożywa ponownie, na początku i końcu czasu,
Gdy stajesz się oto na nowo Matką, gdy przynosisz słońce i ciepło całej Ziemi.
Gdy pokonujesz na nowo mrok.
Tej najdłuższej nocy roku poświęcam ci święty ogień by wskazał i nam drogę
Tej ciemnej nocy proszę Cię, Matko, rozświetl i moją duszę.
Daj i mi nadzieję na wiosnę, niech i ja usłyszę śpiew drozda w swoim sercu.
Daj mi nadzieję i daj ją też tym, których dosięgnął mrok, zwłaszcza tego roku, gdy światła zabrakło.

Mówię to, zapalając kolejne, te przeze mnie postawione białe świece na ołtarzu. Każdy z nas ma swoje dziękczynienia i prośby. Prośby i podziękowania zanoszone przy zapaleniu świec.
Każdą z nich podkreślamy wspólnie, modlimy się zgodnym chórem, po każdej z białych świec.

W tym ogniu czcimy cię Matko, która wreszcie odpoczniesz,
Ty, która tworzysz i dajesz życie, zimno i ciepło.
W tym ogniu witamy cię Synu i Kochanku, który zaczynasz żyć raz jeszcze.
Witamy Słońce i zapraszamy ciebie, Wielka Matko, do naszego kręgu
Daj nam nowe światło, nową nadzieję,
Daj nam nowe światło łaskawego Słońca.

Dla mnie to święto, Yule, które wczoraj nastało miało szczególny wymiar. Zapalając świece chciałam wręcz płakać, choć może nie powinnam, bo przecież... Chciałam płakać, jeszcze zmęczona mrokiem, który nastał tej jesieni, który nastał, gdy Słońce umierało każdego dnia. Coraz mniej go w świecie, coraz mniej w moim sercu. Coraz mniej, choć można robić wszystko, by udawać nawet przed sobą, że jest dobrze.

Pomyślałam też o innych ludziach, których dosięgnął cień.
Ja w tym roku mam swój jeden, wyjątkowo wyraźny. I część z nich zapewne też...
Cień tęsknoty, który w tym roku właśnie jest tak wyraźny, wraz z traceniem Słońca, dosłownego i symbolicznego. Bo strata może właśnie w ludzkim sercu sprowadzić największy mrok. Tęsknota może stać się zniszczeniem, zimnem, choć nie powinna. Pomyślałam o tych, których łączyły więzy krwi z tym, który odszedł. O tej, która kochała go jak kobieta i którą on ukochał. O wszystkich osobach, które poznałam po tej stracie, nawet...poznałam z daleka, poznałam jako echo i poznaję nadal, każdego z dni.

Ktoś umarł. Coś umarło. Ale tam gdzie jest śmierć, jest i życie, Odwieczny krąg, cykl życia, odwieczne prawidła, których my w, póki jesteśmy dla tego świata, nie potrafimy w pełni zrozumieć miarą naszego umysłu.

Yule, nasze święto, dzień końca, dzień zamierania ale i odpoczynku, dzień początku.
To dzień by spojrzeć wstecz i zastanowić się nad tym, co było, spojrzeć w zwierciadło siebie.
To dzień, by spojrzeć w przyszłość, by mieć nadzieję i nowe plany.

Mówi swoim mocnym głosem w naszym kręgu mój Mąż.
Patrzę na niego, na nowo wszystko rozumiejąc, przy płonących świecach. Łzy cisną mi się do oczu. Przypominam sobie noc parę dni temu, gdy niejasno, przebudzona w nocy pomyślałam "muszę zapytać się Królika, co robimy w Yule". Widzę noc, w której przebudziłam się na dobre nadal nie wiedząc, co jest snem.

Spoglądam wstecz i widzę poprzednie święto, Samhain, które spędziłam nie w kręgu, a z jednym przyjacielem, którego już nie mam. Święto, dzień, w którym już wiedziałam, zapalając całkiem inny ogień, który miał chronić, a który nie ochronił...wcale nie ochronił, przyszła Śmierć ale...
Śmierć to początek, Słońce musiało umrzeć, by na nowo powstać z Białej Bogini. Pan Ostrokrzewu, Pan niosący ciepło, niosący nową wiarę.

Spoglądam wstecz i widzę mrok, który mnie w tym roku dosłownie dosięgnął i z którym muszę sobie przecież poradzić.

Czy to właśnie czas, by ostatecznie odrodzić się, jak to światło? Przepędzić ciemność. Przepędzić lodowy wicher. Nie pogrążę się w smutku, gdyż wszystko stanie się kiedyś przeszłością. A nam przychodzi się odradzać, znów i znów, aż do końca, do prawdziwego końca i prawdziwego początku, gdzieś, kiedyś, gdy wszystko zrozumiemy. Pojmiemy nie rozumem, a sercem.

Świętujemy nowy rok Słońca- mówi Kuba nalewając każdemu z nas gorące wino z przyprawami, z ziołami prosto z kotła- Świętujemy nowy rok, który jest obietnicą, poświęcamy święte drewno- mówi, wrzucając w ogień nasze symbole- Świętujemy nowy rok Słońca, skupiając się na energii, która wszystkich nas przenika. Na nowym Świetle w każdym z nas.

Wszyscy pijemy wino. Rozgrzewa od środka, ostre przyprawy korzenne palą w gardło. Ale to dobrze. W brzuchu, tuż pod sercem zagościło dobrze znane fizyczne ciepło.

Ty który musiałeś umrzeć, teraz rodzisz się na nowo. Prowadź nas swoim światłem przez zimowe miesiące, miesiące spoczynku naszej Matki, prowadź nas czekających na wiosnę, a odradzających się każdego dnia. Niech i w nas zapłonie światło Yule.
To, co spłonie w ogniu, przyniesie nam ulgę i da nową radość

Mówi Iv, chwytając mnie za rękę, za drugą chwytając Kubę. Siadamy w naszym małym kręgu, trzymamy się za ręce, przekazując sobie energię. Wyciszamy się, zaczynamy medytować, każdy modli się w sobie, w środku.
Ciepło w brzuchu podchodzi do serca. Czuję pod nim ciepłą kulę, widzę w sobie nowe światło. Światło które wraca, które odradza się we mnie. To co musi umrzeć, musi odejść, to co ma się narodzić, musi przyjść. Prowadzić mnie dalej.
Czuję ciepło, czuję nową siłę, czuję niesamowitą radość. Prawie nieświadomie ściskam dłoń mojego Męża, będącego tuż obok.
Matko i Ty, który dzisiaj wreszcie wyzwalasz się z jej łona, dajcie mi nową siłę. Dajcie mi łaskę, dajcie ją też wszystkim tym, których pochłonął mrok. Rozświetlcie nam na nowo drogę. Niech to co było- zostanie w tyle. Niech to co będzie, będzie jak płonący w środku ogień, którego nie można zgasić.
Widzę przed oczami wiele twarzy, twarzy, których nie znam. Tak, za was też chciałam się modlić, prosić o łaskę tej energii, tego świata. Niech i do Was dotrze. Pomyślałam o tych, którzy stracili w tym roku naprawdę dużo. O swojej rodzinie. Pomyślałam o tej, którą kochał ten, który odszedł. O paru ludziach stąd nawet. O Red, z którą miałam się spotkać, o Asiku, której twarz już znam, o Lusi, o Anonimowej, o Morthcie, o Martynie, która pewnie w oddali też zapala świece. O wszystkich, którym wysyłałam jego listy. Niech i do was dotrze światło, myślałam, Bo ono jest. Właśnie ciągle jest, nawet, gdy nie trzymamy się za ręce.
Światło jest w każdym z nas. Rodzi się na nowo.

Nie wiem jak długo to trwało. Nie wiem, jak długo trwaliśmy tak, rozpalając już nie świece, a własne dusze, podczas tej najdłuższej w roku nocy. Nocy, po której wszystko zaczyna się na nowo. Wraca ciepło, wraca nowa siła, choć zdaje się, że przed nami najtrudniejsze dni, dni zimy, w której wszystko umarło.
Nic nie umiera wiecznie.

Och, Bogowie moi, dziękuję! Nie chciało mi się już płakać. Chciało mi się śmiać, szczerze, jednak ze wzruszeniem, śmiać.

Usłyszałam jak z oddali Iv nuci jedną z piosenek, która może w zamierzeniu wcale nie miała mieć takiego znaczenia...ale my zawsze śpiewamy ją w Yule.

A winter's carol
First song of the robin...

Przy jej delikatnym głosie zaczęłam mówić, nie otwierając wcale oczu, czując, że znów powróciło. Czując radość z narodzin, czując radość z tego, co na nowo rodzi się w człowieku, pomimo otaczającego mroku, który zaczyna topnieć z każdym dniem. Z każdą minuta.

Wielki Panie lasów, Biały Jeleniu
Witamy cię, wracającego z Cieni
Panie Światła
Koło powróciło, zatoczył się pełen okrąg
Wzywamy Cię więc z powrotem, ogrzej nas!
Wielki Panie Słońca, witamy Cię z powrotem wśród Nas
Oświetlaj nasze drogi, oświetlaj Ziemię.

Gdy kończę, słyszę kolejny głos, z boku, przy stale nucącej Iv.

Witamy Cię, wszystkie błogosławieństwa dla Ciebie, odrodzony, Jedyny Słońca!

Otwieram oczy. Brakuje mi jednej twarzy, brakuje tego, z którym też od wielu lat spędzałam Yule. Ale widzę inne twarze, spokojne, szczęśliwe. Wszyscy po długim czasie medytacji, własnej wewnętrznej modlitwy, czujemy znów, jakbyśmy to my tez rodzili się na nowo. Nowy początek, światło w mroku. To za nim trzeba nam teraz podążać.

Zamykamy krąg jak zwykliśmy to razem czynić, pozwalamy świecom jednak dalej się palić. Są dla tej nocy i tej nocy zakończą swój żywot, topniejąc. Zaczynamy swoją zabawę.

Jestem dziwne jednak wzruszona dalej, jakby na nowo otworzyły się we mnie tamy, przychodzą kolejne fale wewnętrznego oceanu. Ale to wcale nie sztorm, to spokojne ich bicie w mojej duszy. Duszy oświetlonej na nowo. Jeśli mam płakać, to z radości.

Ubieramy razem drzewko, które zostanie u Iv. Potem posadzi je w jakimś lesie, jak zwykła to robić. Nigdy nie zabijamy przecież niepotrzebnie tego, co żyje, jeśli można tego uniknąć. Więc niech będzie prawdziwe, żywe, z korzeniami. To lubi ubieranie, nie poświęcając życia.
Jemy nasze ulubione świąteczne przysmaki. Orzechy żurawinę. Każdy dał coś od siebie. Pijemy wino, pijemy wassail i miód. Śpiewamy dawne pieśni i tą jedną piosenkę, którą kiedyś odkrył Królik. Ten, którego zabrakło, ale jest nadal, tylko inaczej. Choć nie zawsze możemy to pojąć. Ten, który jest też jakoś światłem, choć jego odejście pogrążyło wielu w mroku.

Iv z Kubą przygotowali w tym roku z rozmachem przedstawienie- pantomimę mówiącą o ponownym narodzeniu Słońca. Oglądamy częściowo poważni, a częściowo śmiejąc się. Jako i śmieje się pewne do nas świat, Pani i Pan.
Wpatruję się w kominek w ich domu, widząc dosłowny ogień i czując ten w sobie. Płonie, jasno płonie, szykując mnie na zimę...szykując mnie na kolejną wiosnę. Prowadząc. Bogini w środku mnie, Biała Kobieta uśmiecha się szeroko.
Och, jak pięknie!
Myślę z radością o następnych 12 dniach, w których modlitwa będzie wyjątkowa, w których rozpalać będzie się ogień.
Zaczęliśmy więc zimę, dając Matce Naturze, Pani, odpocząć, zaczęliśmy zimę, pokonując tak naprawdę mrok, bo żaden nie trwa wiecznie.
Tak, to wszystko jest wspaniale urządzone.

Jak widzicie, ja już swoje słońce, swoje ciepło otrzymałam. W pięknym rytuale dzielonym ze wspaniałymi ludźmi, odżyłam na nowo, jako i odżywa świat, choć pozornie zamiera właśnie. Śmierć to tylko ułuda...Ale dość już o tym.

Wiem, że następujące dni dla wielu ludzi będą właśnie, albo powinny być, przepełnione takim ciepłem. Ciepłem być może odnalezionym w którymś z Bogów, w ludziach, w sobie samym.

Tak naprawdę widzicie bowiem, dla mnie wiele to się nie różni. Dla mnie narodziło się Słońce, na nowo, uosobione w rytuale Panem. Męska siła, rozświetlająca drogę. Zakończył się pewien cykl i zaczął. Miałam za co dziękować, miałam o co prosić. I wierzę, że świat, Bogowie temu sprzyjają.

Dla wielu pewnie symbolicznie rodzi się ich Bóg, Jezus, może także Bóg o innych nazwach. A ja...nie tworzę tu naprawdę żadnych granic. Jak dla mnie wierzymy w to samo, nawet, jeśli inaczej to nazywamy. Ba, dla mnie wierzymy w to samo nawet jeśli ktoś mówi, że nie wierzy. Tylko widzimy na swój sposób, na swój sposób nadajemy nazwy, na swój sposób odczuwamy. Czasem tak jak nas nauczono, czasem tak, jak sami znaleźliśmy, czasem tak, jak zwątpiliśmy- bo i zwątpienie jest potrzebne. To, jak czujemy, co czujemy, być może nie ma w tym momencie najmniejszego znaczenia w samym środku znaczeń.
Nasze święta nawet za bardzo się nie różnią,jeśli obchodzicie jakiekolwiek ze świąt w tym okresie. Ponoć też jedne ze świąt wywodzą się z drugich, choć nie będę się w to teraz wgłębiać, kto wie, to wie, kto chce, to znajdzie. Ale używamy tych samych symboli, które też może zmieniały się przez wieki. To tylko nazwy, jedno wiąże się z drugim i...może ktoś mnie za to skrzyczy, powie, że prawię herezje. Ale nie chodzi o nazwy, a o czucie. Może wierzę w innych Bogów, choć tak naprawdę, wszyscy są jednym. Nie o to teraz chodzi.

Chodzi o ciepło. Chodzi o światło. Chodzi w końcu o miłość, płynąca ze świata pod różnymi postaciami. Miłość, którą zawsze można poczuć, a w niektóre dni aż rzuca nam się w oczy, bo chcemy ją dostrzec wreszcie, choć przedtem się broniliśmy przed nią.
I właśnie w te dni, w które wielu z was świętuje narodziny któregokolwiek z Bogów, chciałam po prostu tego światła życzyć, tego, które i mnie przepełniło wczorajszej nocy, najdłuższej w roku, a wcale nie mrocznej.
W te dni, kiedy wielu z was będzie odpoczywać, cieszyć się ubranym drzewkiem, zapachem lasu przyniesionym do domu, w te dni, kiedy będziecie zajadać się wieloma przysmakami i leczyć się z przejedzenia, chcę wam życzyć właśnie ciepła i światła. Odczuwania miłości wśród bliskich, a nie poddania się medialnej nagonce ispiny dotyczącej prezentów. Bo one wcale nie są ważne.
Chcę wam życzyć wyjątkowego nastroju, nastroju pełnego modlitwy jeśli wierzycie, skupienia nawet jeśli nie wierzycie, ale i życzliwości wobec tych, którzy stąpają obok nas po śpiącej już teraz ziemi.
Chcę wam życzyć, by po prostu w te dni zalała was fala wspaniałości i dobrego rozrzewnienia. Byście nawet, życząc sobie przy opłatku rozmaitych rzeczy, czasem banalnych a czasem tak ważnych. popłakali się ze wzruszenia przy bliskich i dalekich, by nie było to tylko ot tak, bo trzeba. Chcę wam życzyć prawdziwości.
Z okazji mojego Yule, z okazji waszego Bożego Narodzenia. W te dni po prostu, wszystkiego dobrego. A zresztą, nie tylko w nie. Niech to słońce, jego cząstka, cząstka atmosfery uśmiechu i ciepła waszych świąt towarzyszy wam cały rok. Niech rozświetla się każdy mrok, niech rozświetla się dzięki waszym sercom, Bogom, w których wierzycie, dzięki miłości. Bo w gruncie rzeczy i tu o nią chodzi, tylko o nią.

Stwierdzam, że te daty to dobra okazja, by afirmować, by mieć odwagę prosić wszechświat o to, by nam wszystkim sprzyjał. Więc, po prostu- wszystkiego dobrego na święta i nie tylko właśnie. Rozgrzejcie serca i ogrzewajcie swoim blaskiem wszystkich, których spotkacie na swoje drodze.
No i dobra, dodatkowo, trochę mniej poważnie, niech wam będzie - nie zadławcie się karpiem! :D



Zimowa pieśń
Pierwsza piosenka drozda
Zimowa pieśń
Niesie się echem przez świat.
Słyszę ją
Rozlegającą się od sosny do dębu
Niosąc nam, wraz z grudniowym śniegiem
Niosąc nam pradawny podarunek
Przewiązany złotymi wstążkami
Podarunek dla całego świata

Królowa Lata była w ciemnościach
Królowa Lata poddaje się
Odsłania przed nim swoje wino i sekrety
Przez pewien czas połączą Ogień i Mróz węzłem małżeńskim
Poprzez zimową polanę
Las wita śnieżnobiały wieczór
Co roku Król Ostrokrzewu przekazuje pochodnię zgodnie z przeznaczeniem
Poprzez zimową polanę
Ostatni pocałunek i nowy początek
Królowa Lata nosi jego wieniec
Wkrótce wraz ze słońcem uniesie się w górę
Poprzez zimową polanę
Las wita śnieżnobiały wieczór
Czterema cisowymi różdżkami
Król Ostrokrzewu przekazuje pochodnię zgodnie z przeznaczeniem

-Winter's Carol

86 komentarzy:

  1. U mnie święta w tym roku nie będą świętami i to niesamowicie mnie cieszy :) Bo zjemy normalnie obiad, w sumie jak zawsze. Posiedzimy spokojnie, w sumie jak ostatnio to robimy bo rodziną bezrobotną jesteśmy :P Ale nie czuję tych świąt, nie czuje potrzeby ekscytowania się tym. I nawet cieszę się,że nie będzie prezentów, tylko my, tak zwyczajnie bez ceregelii. Bo nie uważam,że święta bożego narodzenia miały wyjątkowo zbliżać ludzi, nie. Są dosyć zakłamane. Zakupy, pożyczki i pokazanie się co to się ma. Chyba rzadko w którym domu jest prawdziwie. A powinno na co dzień być dla siebie w rodzinie. Tak samo jak walentynki, wyznawanie sobie miłości, bycia dla siebie i randkowanie, a to w ciągu roku tego nie ma? no musi być ! I najlepszy paradoks - powinniśmy być dla siebie mili, cieszyć się magicznymi dniami, a ludzie w kolejkach się przepychają, bluzgają na siebie nawzajem i w ogóle panuje wścieklizna :P Streszne to wszystko :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy odczuwa to na swój sposób i zresztą...nie ma przecież przymusu ich odchodzenia. Czasem nawet lepiej, jak się wielce nie świętuje, bez spiny, tylko właśnie siedzi się razem, ciesząc się jakoś sobą.
      A jak dla mnie zbliża ale...to może kwestia doświadczeń. Ten zimowy okres jakoś, gdy spędza się długie wieczory razem, czekając na wiosnę. Właśnie u mnie w domu, jako że moja mama jednak jest chrześcijanką było zawsze tak bez spiny, bez prezentów nawet, z choinką która idealna nie musiała być i dlatego te święta lubiłam zawsze. A teraz uwielbiam Yule, od wielu lat:) Choć, to raczej przeżycie duchowe, ale to już kwestia, kto w co wierzy:)
      Zawsze to kwestia spojrzenia. Do Walentynek, choć też nie obchodzę ( za to w lutym mam Imbolc :D) też nic nie mam jeśli to nie jest nic na siłę, wymuszane. Zawsze jak się spojrzy bez spiny to fajna dodatkowa okazja. Szkoda, jak ktoś właśnie jest pewnego rodzaju hipokrytą i pewne rzeczy robi tylko przy okazji, wiadomo o co chodzi.
      I niestety cóż...jak widać właśnie wielu ludzi nie pojmuje, o co tu chodzi.

      Usuń
    2. Właśnie, bez spiny :) a ludzie dostają nerwicy, zamiast cieszyć się,że odpoczną itp.

      Usuń
    3. Bez spiny powinno być w ogóle hasłem w wielu przypadkach, takie mam wrażenie:) Bo przecież atmosfery pewnej nie zaprowadza się na siłę, otoczką, a trzeba ją mieć w sobie.

      Usuń
    4. To prawda :) Dlatego ja cieszę się na najbliższe dni końca roku, bo wiem, że będą ci, których kocham, że po prostu odpocznę, nie muszę nic takiego robić, będzie zwyczajnie a zarazem pięknie :)

      Usuń
    5. To tyle dobrze:) Mam więc nadzieję, że tak właśnie będzie i odpoczniesz i tego życzę, o:)

      Usuń
    6. Odpocznę, już teraz odpoczywam :)

      Usuń
    7. No i sobie na odpoczywałam.... Ciało daje mi w kość a nie ma jak wyjść i się zrelaksować poza domem. Pozostaje spanie :P

      Usuń
  2. Nigdy nie przepadałam za świętami jako prlowskimi kolejkami, darciem się, że żadne z nas nic nie robi, głupawymi prezentami dobieranymi przypadkiem, bez znajomości osoby. To ja zwykle w mojej rodzinie skupiałam się na najważniejszym aspekcie świąt - Narodzinach i dystansowało mnie to trochę od tej spiny.
    W tym roku będzie kameralnie, oby spokojnie... Prezentu się nie spodziewałam, ale oaza zadbała, bym miała co poczytać. I dostałam "Bóg nigdy nie mruga". Zaczęłam i... Kurczę, super. Czyta się lekko i z uśmiechem jak Twoje posty. Nie jest to jedynie książka dla katolików, więc polecam :)
    Nigdy nie rozumiałam wojen religijnych, nietolerancji. Również uważam, że Ten Wyżej (można to jak najbardziej odnosić do wielu Bogów) jest właściwie jeden, a każdy z nas powinien Go odnaleźć w postaci, która jest mu najbliższa. O to chodzi w wierze, która jest miłością bardzo intymną...
    Czytam na zmianę polskich i obcych poetów, póki co chłonę jak najwięcej. Ostatnio wzięłam tomik Rimbauda i poszukam więcej od poetes maudits :P nie mam właściwie jednego ulubionego poety, więc chłonę chłonę chłonę jak gabka.
    Niby nie, ale... Pokazywać swoje potwory to jak wyciągnąć serce i oddać komuś, licząc się z tym, że może je wyrzucić i zdeptać, a na to nie jestem gotowa.
    Martwię się też tymi huśtawkami, które męczą i doprowadzają do szału mnie i moich bliskich. Ale od jakiegoś czasu to już paskudna norma i cóż... Życie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż..to w takim razie widzę, że nie masz dobrych świątecznych skojarzeń. U mnie w domu, nawet gdy byłam jeszcze, nazwijmy to, chrześcijańskim dzieckiem, nigdy tak nie było. Wszystko było bez jakiegoś spinania się tak naprawdę. A nawet raz mieliśmy obcego człowieka przy stole bo nie miał co ze sobą zrobić, więc atmosfera nie miała nic wspólnego z darciem mordy czy ogonkowaniem po karpia. Dlatego nawet gdy zmieniłam wiarę, a raczej odnalazłam swój sposób wierzenia, to nadal lubię na wigilię pojechać do mamy i posiedzieć z nią przy stole.
      Wiesz, ja nie dzielę, jak pisałam, więc chętnie przeczytam, bo czemu nie;) I w takim razie życzę ci, żeby właśnie tak kameralnie i spokojnie było. I cóż, dzięki za komplement:)
      Dokładnie, każdy z nas powinien mieć jakoś swój sposób na wiarę, a nic z musu. Wiesz, mi się wydaje że cała nietolerancja religijna bierze się...ze strachu. Takiego poczucia "skoro inni widzą inaczej i są szczęśliwi, to może ja robię coś nie tak?". Czasem mi żal po prostu takich ludzi.. bo sami chcą upewnić się że stoją na stałym gruncie, a tylko wpadają w bagno nienawiści, powodowanej też pewną ślepotą w sumie.
      I dokładnie, wiara to rzecz intymna, więc nie rozumiem tym bardziej jej narzucania nieraz.
      O, tego pana bardzo lubię, zresztą jak większość poetów wyklętych w sumie. I rozumiem, coś, co poruszy serce jak to się mówi o poezji:)
      Jasne, bo poezja to też sprawa intymna:) Do tego nieraz trzeba dojrzeć, a nieraz nigdy się nikomu nie pokaże.
      Hm...wiesz, każda huśtawka ma jakieś powody, jakby nie patrzeć. A jak się je zna, to można z nimi przecież walczyć, no nie?:)

      Usuń
    2. Ja lubię posiedzieć przy stole z rodzinką. To jeden z niewielu momentów, kiedy możemy być wszyscy razem i żadne nie śpieszy do szkoły ani pracy. Tylko przygotowania do świąt...
      Dziękuję :) może się uda.
      To brzmi prawdopodobnie. Wiele złego bierze się z głupiego strachu... Trzeba się przyzwyczaić, że bardzo mało rzeczy jest stałych na świecie. Czy raczej... wiele jest stałych w TWOIM świecie. Grunt, by nie załamać się przy konfrontacji z rzeczywistością innych, zmienić, co warto zmienić, a zostać przy tym, przy czym warto.
      Właśnie tak :) Co do szkolnych interpretacji poezji... nienawidziłam ich. Wypisywanie, kto jest podmiotem lirycznym, gdzie pisał, o czym pisał, jakich środków stylistycznych użył... to jak wyrwać motylkowi skrzydła, by zrozumieć, jak lata. Poezję czyta się sercem, bo jest pisana z serca. Teraz mam genialną polonistkę i wreszcie polubiłam tłuczenie Mickiewicza i Słowackiego, bo nie narzuca nam nic, ale wskazuje na konteksty, symbole itp., które mogą nam pomóc lepiej to czuć.
      Może kiedyś... ;)
      Ja robię, co mogę. Reszta w rękach mamy i jej lekarzy... Bo staram się zmienić nastawienie i kroczek po kroczku się ogarniam, tylko moja mama (ja doskonale wiem, że cierpi i wiem, co znosi) woli topić się w rozpaczy i żalu nad sobą, co odbija się na całej rodzinie. :(

      Usuń
    3. No tak, same przygotowania do tego stołu są męczące, rozumiem. Bo wszyscy chcą żeby było czasem idealne coś...co idealne być nie może w tej szerszej perspektywie, wiadomo o co chodzi.
      Ja raczej wyznaję zasadę, że żadna rzecz nie jest stała ani pewna i cóż..dorzucając te ułudy, dzięki którym próbujemy czuć się bezpiecznie, paradoskalnie odkrywamy właśnie prawdziwe bezpieczeństwo i poczucie wolności. A ocieranie się jednego świata o drugi cóż...niestety wątpię, by doszło tu do jakiejś utopijnej zgody. Ale pomarzyć można:)
      Pięknie powiedziane z tymi motylami, serio. Idealnie porównanie tego, co szkoła tak naprawdę robi poezji. I dokładnie, poezje się wręcz czuje nieraz, a nie odczytuje, idąc dalej:)
      Nigdy nie wiadomo:)
      Hm...nie wiem co jest Twojej mamie i nie chcę tu w żaden sposób dopytywać, bo to zapewne jakoś kwestia osobista ale...mam nadzieję, że wszystko się poukłada. Tak naprawdę poukłada...

      Usuń
    4. To wszystko jest potem sztuczniejsze niż moja choinka :D
      Mówi się, ze tylko krowa nie zmienia zdania (dlaczego akurat taka poczciwa krówka?) więc te stałe mogą być stałe przez dzień :D jakiś punkt zaczepienia. Wiadomo, żeby nie wpaść w hipokryzję, że przed chwilą mówiło się jedno, a teraz zmiana o 180 stopni... Nie musi być zgody. Czasem trzeba się zgodzić na to, że się z kimś nie zgadza :)
      Kocham polski (i ogólnie języki) oraz literaturę, więc nie mogłam tego ścierpieć. W końcu "kochać" - przepiękny czasownik, który potrafi tyle zmieścić, zależy od nadawcy... Więc jak można rozpatrywać wiersze pod tak suchym kątem, skoro z nich się wylewają uczucia...
      Też mam taką nadzieję. Jak nie chodzę do szkoły, to uczę się życia :)

      Usuń
    5. Choinki cholera też wolę żywe. W doniczkach :D
      Moja mama tak mówi:D Ona, bo ponoć go nie posiada, więc nie może zmienić :DI dokładnie, czasem i na to musi być zgoda:)
      Rozumiem. I mi od razu kojarzysz rosyjskie ljublju.....słowo, które w naszym odczuciu mieści tyle samo, a nawet więcej.
      Czasem to bolesna nauka. Ale zawsze cenna.

      Usuń
  3. Ja wierzę w to, że jak się w coś mocno wierzy i mocno pragnie to cały wszechświat nam sprzyja :) To się u mnie nie raz sprawdziło :)
    Życzę więc Tobie na święta, by wszechświat zawsze sprzyjał i Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to:) I nie ma nieraz znaczenia, co dla nas ten Wszechświat stanowi...ale przede wszystkim ważne wierzyć, że można:) A potem jakoś samo się wszystko układa:)
      I dziękuję :*

      Usuń
    2. Wiara góry przenosi - nie bez powodu to powiedzenie jest tak popularne :)

      Usuń
    3. W Twojej wierze, jest też sporo o pozytywnej energii. Jakiś czas temu przeczytałam, że chodząc boso po ziemi również dostarczamy sobie takiej energii, której przecież potrzebujemy, a ludzie z tego w ogóle nie korzystają. Próbowałam nawet i... faktycznie, aż taki prąd czułam w stopach :D
      Czy o tym też słyszałaś? :)

      Usuń
    4. A pewnie że czuć:) I słyszałam i sama stale na boso biegam:)

      Usuń
  4. No i masz, rozryczałam się! :P Nosz kuźwa, zasmarkałam klawiaturę. Królik mnie zawsze w takich momentach nazywał rykwą i mówił: "jenyyy głupia nie rycz"...
    "Przecież ostatecznie wszystko sprowadza się do jednego" :)
    Zapalę za Was wszystkich świeczki w Wigilię i wina się za Was też napiję, o! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w sumie, tutaj nie ma co ryczeć, też prawda :D Ale, sama rykwą nie jestem ale rozumiem, że się to zdarza po prostu:)
      Dokładnie. Tylko szkoda czasem, że ludzie na tą pewną jedność bywają ślepi, no ale, to już temat- rzeka:)
      I dzięki:)

      Usuń
    2. No u mnie się zdarza często, zwłaszcza ostatnio. Tym bardziej, że mam pms i wkurzam się i beczę na zmianę. Nawet zaczęłam się bać, co to będzie, jak będę w ciąży czy coś xD
      Temat rzeka, który mnie nieustannie irytuje. Aż zastanawiam się, czy ludzie naprawdę łudzą się, że na ślepocie polega wiara.

      Usuń
    3. No tak, to już nzma powó ryczenia, pms :D
      A tam, u ciebie ciąża nie powinna do paniki prowadzić:D
      Hm..niektórzy tak.

      Usuń
  5. Ja właśnie lubię tą przedświąteczną atmosferę, kiedy zjeżdżam do domu na całe trzy tygodnie (do siódmego stycznia wolne!), kiedy ubieramy choinkę wcześniej wyśmiewając, że jest bedznadziejna (w tym roku cud - ładna!), robię pierniki podśpiewując jakieś zimowe piosenki i ogólnie wtedy w domu robi się przyjemniej. Świecidełka sobie migocą... Tylko gdyby za oknem byl śnieg ;) Najważniejsze, już pomijając te wszystkie świąteczne ceregiele, żeby spędzać święta i ten specjalny czas w sposób dla nas najlepszy, żeby się nie męczyć, a czerpać z tego satysfakcję :) I no odpocząć, żeby odpocząć, bo chyba o to też chodzi, chociaż taka ganianie przed, "mycie okien dla Jezusa" itp :P ja to te porządki lubię, bo raz/dwa do roku sobie chociaż porządnie w szafkach posprzątam, bo na szybko w weekend mi się nie chce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, nie ma jak wolne na uczelniach...trzeba z tego korzystać, póki się nie ma żadnego etatu :D I to jest świetne, jak w domu jest taka luna, ciepła atmosfera a nie ze spinaniem się, żeby wszystko było idealnie...bo ideałów nie ma, chyba że właśnie ten mówiący o nastroju w człowieku jakoś i o bliskości w pewnym czasie:)
      I śnieg pewnie przyjdzie, ale spóźniony, jak zawsze, dajmy zimie się rozkręcić!:D
      I w sumie pretekst jakiś do generalnych porządków zawsze dobry:)

      Usuń
    2. Dokładnie :D Ideały nie istnieją! :P poza tym jak coś się dzieje niespodziewanego, to jest co przez rok wspominać ;D najbardziej mnie zawsze wkurza czekanie do wieczora na Wigilię, bo od rana umieram z głodu a poźniej się rzucam jakbym z rok jedzenia nie widziała XD
      pewnie przyjdzie na wiosnę, chyba czas najwyższy się przyzwyczaić :)
      dokładnie ;)

      Usuń
    3. Ale osobiste, nie ogólne, na te się zgodzę :D Z tymi w szerszej perspektywie to gorzej :D
      I dokładnie, zawsze to jakoś nawet...fajniej:)
      Hm, musi to rzucanie się na jedzenie genialnie wygląać :D
      E...w styczniu będzie, mówię ci:)

      Usuń
    4. Tak myślisz? :D
      No zawsze tak jest >.< inni powoli jedzą żurek a ja wcinam aż mi się uszy trzęsą :P to poniekąd dlatego, że jestem głodna i też ciekawa co tam pod drzewkiem leży :D
      we will see :D

      w ogóle, dzięki za to, że jesteś :) jak już mówiłam Ci kiedyś, u mnie chyba, jesteś taką... pozytywną osobą choć wiem, że może jeszcze za mało Cię znam, cieszę się, że było mi Cię dane poznać.. i jeju... tak bardzo dziękuję, że o mnie wtedy pomyślałaś.. jak to wszystko, niektóre zdarzenia łączą ludzi. Trzymaj się :*

      Usuń
    5. Aham :D
      I nie ma za co raczej, wiesz..i tak naprawdę nie jestem wcale taka pozytywna, tylko ostatecznie pewne rzeczy dobrze wychodzą, ale to jak to w życiu przecież:) I ja z kolei cieszę się, że poznałam Ciebie, że mogę tu wpadać, czytać, dyskutować...to przecież cholernie dużo :*I nie mogłam nie pomyśleć przecież:)

      Usuń
  6. Ja nie przepadam za świętami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nigdy nie były rodzinne.

      Usuń
    2. Hm, rozumiem. W te dni się bardziej odczuwało..pewien brak?

      Usuń
    3. Nie, niczego mi nie brakuje. Mam Mamę, kochającego faceta, nic więcej mi do szczęścia nie trzeba. :)

      Usuń
  7. Ja skorzystam z alternatywy nie spędzania świąt w "rodzinnej" atmosferze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że u Ciebie święta mogą wyglądać różnie, pamiętając cóż...dane historie, opisywane przed latami...ale mam nadzieję, że mimo wszystko będzie to i dla Ciebie dobry czas skarbie :*

      Usuń
    2. hehhhh.... miałam zaproszenie... a że "facet" cipa.... brak mi słów.... miałam nadzieje że wyskoczę gdzieś po za.... nie będę musiała oglądać tej całej obłudy, a tu widzisz... ale może jednak - łudze się

      Usuń
  8. Widzę, że znów muszę sobie z Asikiem pionę przybić. Żeśmy dzisiaj gadały jak to potrafimy ryczeć oglądając jakieś programy w tv. A tu patrzę, komentarz, że się poryczała, gdy ja akurat ocierałam ryj z łez xD
    Bo też się poryczałam jak głupia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale serio, chwila, co tu jest do ryczenia aż tak? No bo nie rozumiem do końca chyba...Yule was tak wzrusza czy co? To mnie powinno a nie was :D

      Usuń
    2. No tak po mojej nocy to mnie tak jakoś wszystko bierze jeszcze xD

      Usuń
    3. No tak, możemy rzec, że jesteś obecnie rozedrgana emocjonalnie niczym kobieta w ciąży i to dlatego. Ty jesteś usprawiedliwiona. Czekam na wyjaśnienia od Asi :D

      Usuń
    4. Wiesz, ja ogólnie naprawdę szybko się wzruszam, ale się cieszę, że mam usprawiedliwienie :D A Asia już mówiła, że jest rykwą, więc nie wiem jakiego wyjaśnienia jeszcze oczekujesz :D

      Usuń
    5. Jakiegoś lepszego, nie uznaję takiej cechy dzisiaj :D

      Usuń
  9. Piękne te Twoje rytuały. Sposób spędzania Twojego Święta. Chyba dosłowna magia. Mimo, że w tym roku trudniejsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosłownie magia, owszem:) Bo też jak pisał Crowley, magia to nic innego, jak wzmocniona wola. I może trudniejsze ale...przez to bardziej dosłowne w tym roku:)

      Usuń
  10. Czytam z wielkim zainteresowaniem ten wpis ;) Dla mnie coś nowego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pewnie dla wielu ludzi:) Powiedzmy, że "stare wiary", neopoganizm nie są zbyt popularne, a także zbyt znane w ogóle w naszym kraju:)

      Usuń
    2. Dokładnie. Tutaj masz rację :)

      Usuń
  11. Gdy czytałam o tym wewnętrznym świetle, które każdy z nas ma w sobie automatycznie skojarzył mi się ten obrazek: http://40.media.tumblr.com/b13232c2d29ff6c8c236fb0ee972d38a/tumblr_myo7wb9H7o1rog5d1o1_500.jpg Choć nie do końca ma związek z tym, o czym piszesz, ale częściowo może i tak ;>
    Święta powinny być ciepłe, rodzinne, miłe, ale cóż... chyba taka epoka nastała, że większość ludzi nastawia się na co innego - ważniejsze są porządki, miliony potraw, zakupy, prezenty, najładniejsza choinka, najładniej przystrojony balkon, okna (albo plot/drzewka na wsi :)) i inne takie przyziemne sprawy.
    Ale przynajmniej wasze Yule jest (są?) magiczne i niezwykle urocze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak- trochę związek ma, a trochę nie :D Chyba bardziej nie, ale rozumiem,skąd to skojarzenie płynie:0 I rety, kobieto, sporo masz tych obrazków :D
      Taka epoka ale w sumie...czy tak nie było już wcześniej? Pewne hm..wymuszenia istniały zawsze, tylko teraz przybrały trochę inny, bardziej oczywisty kształt. Ale żadnym czasom nie musimy się poddawać i po prostu cóż...starczy, że w sobie rozpalimy pewien ogień. A reszta już jakoś sama pójdzie:)
      Jest:D Liczba pojedyncza :D I cóż...dzięki. Chyba :D

      Usuń
    2. Wiem, że to tak nie do końca, dlatego napisałam :D (Nie)stety mam profil na tumblr.com i stamtąd zapamiętuję część obrazków, które przewijam nie do końca zwracając na nie uwagę. A później szukam, jak wiem czego, jak coś mi się przypomni albo skojarzy :)
      Powiem Ci, że właściwie nie wiem, ale jednak zawsze i wszędzie znajdą się"buntownicy", którzy muszą być na opak, muszą zrobić coś innego niż się zakłada. Czasem ciężko jest się nie poddawać, ale akurat nie w tym przypadku - tutaj trzeba pielęgnować tradycję (czy rozpalić ten ogień), a nie iść za tłumem. Masz rację! :D

      Usuń
    3. To tak jak ja zapamiętuję obrazki z soupa, spoko, znam to :D I też potem połowy, co by mi pasowały do sytuacji nie mogę znaleźć, nawet jak miałam je u siebie :D
      A pewnie, tacy wielcy wywrotowcy chociaż...czasem ich bunt i robienie na opak jest aż śmieszne. Ale to kwestia już dosadnej sytuacji.

      Usuń
  12. To niesamowite, jak wiele pomiędzy naszym świętowaniem jest podobieństw!
    Ciepło i światło. Płomień świec. Narodziny nowego życia. Gromadzenie się gronie najbliższych. Śpiew i radość... Ja też nie lubię granic, również tych między religiami. W głębi serca czuję, że wszyscy wierzymy w to samo i tego samego pragniemy. Więc to wspaniałe, że możemy się porozumieć, bo ja dobrze Cię rozumiem Frido :)
    A w tym najbliższym czasie życzę szczególnej siły w pogodzeniu się ze stratą, która jakoś ciągle rani serce. Bo właśnie chyba nie da się raz na zawsze przegonić tej ciemności. I potrzeba nam pewnych świąt i rytuałów, alby światło mogło znów na nowo zwyciężyć. Więc niech zwycięża w Twoim życiu i wszystkich, którym Kordian był bliski. Chciałby tego. I może w jakimś innym wymiarze pomaga nam w tym wszystkim.
    Przytulam Cię mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, że jest. Jakby nie patrzeć, pewne symbole u chrześcijan wyrosły przecież na dawnych wiarach. Czy zielone drzewo w środku zimy, czy jajeczka na Wielkanoc które u nas są symbolem płodności wiosennej postaci Pani:) Także, tu doskonale widać, jak po prostu religie się przenikają. Jak w sumie są jednym, jedne starsze, inne młodsze, inne imiona Bogów...ale chodzi o to samo;) Granice zasadniczo, są znowu tylko kolejną ułudą i chyba...powodem do kłótni. A tez w te święta powinno się zrozumieć, że żadne kłótnie nie są nam do szczęścia potrzebne:)
      I będzie ranić na swój sposób zawsze ale...to nic. Bo czasem i ból straty jest właśnie może jakoś potrzebny. I ciemność też przecież w człowieku potrzebna bo...czy bez niej istniałoby światło? To tylko dwa przeciwieństwa, które nie mogą bez siebie istnieć tak naprawdę. Ale właśnie, pewne rytuały właśnie, jak piszesz, są potrzebne być może..by w żadnym nie pogrążyć się za bardzo:)
      I pewnie tak jest:)
      Wzajem :*

      Usuń
  13. dla mnie z roku na rok te święta tracą swój urok... może też rocznica śmierci kogoś mi bliskiego, zniechęca mnie do uśmiechu.
    jedyna dobra nowina to 28 grudnia mój bratanek będzie miał chrzciny a ja stanę się dla Niego Matką chrzestną :) to mnie cieszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się właśnie, że dla Ciebie święta to trudny czas....ale może właśnie w pewnym momencie przyjedzie taki czas, że uda się to jakimś cudem "odczarować"? Pewne daty zawsze będą przeszywać bólem, ale obok bólu może przecież rosnąć coś innego. Bo żyjemy mimo wszystko dalej skarbie. I ja tego też ci życzę jakoś...właśnie tego życia dalej w dobry sposób, nawet w święta:*
      I proszę, widzisz, w tym okresie się coś dobrego też dzieje:) I nie dziwię się, że to daje radość:)

      Usuń
  14. Yule - święto Vicca, czyż nie? Hmm... Ciekawe, ciekawe..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, Wiccanie też świętują Yule, ale można rzec, że czas przesilenia jako wyjątkowy, świętowany w ten sposób, należy do wszystkich Starych Wyznań jak ja to określam:)

      Usuń
  15. pierwszy raz słyszę o takim świętowaniu jak Twoje, piszesz jakby to święto było naprawdę magiczne, przeżywane na wyższym stopniu świadomości. Wszyscy chrześcijanie tak powinni przeżywać święta Bożego Narodzenia, ale nie każdy tak potrafi. Mi święta Bożego Narodzenia dobrze się kojarzą, chociaż te wszystkie przygotowania materialne, gotowanie sprzątanie, robienie prezentów sprawiają, że zapominamy o duchowej stronie świąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałeś być może, bo zasadniczo nasze wyznanie nie jest w Polsce choćby zbyt popularne a też i hm...powiedzmy, że w pewien sposób, ortodoksyjni wyznawcy często zachowują pewne rzeczy dla siebie, ja akurat z ortodoksji wyrosłam:) I jest naprawdę magiczne, nie przeczę, każde nasze święto to wielkie przeżycie duchowe właśnie.
      Wiesz...nie chcę tu nikomu niczego ujmować, ale ja mam wrażenie, że w pewien sposób chrześcijaństwo czasem, przez swoją popularność, w wielu ludziach ( nie wszystkich rzecz jasna) zostało wypaczone. Jakoś jakby...ludzie się rozleniwili no:)
      I wiesz, te przygotowania materialne, które idą po prostu w parze też mogą być przecież jakoś miłe:) Taka dodatkowa otoczka, ważne, żeby nie zgubić większego sensu:)

      Usuń
  16. Gdzie poznałaś tylu ludzi, którzy chcą świętować ten czas w taki sposób?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat Kubę i Iv poznaliśmy w bractwie słowiańskim, w którym kiedyś byliśmy:)

      Usuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Aż się uśmiechnęłam... Ja co prawda aż tylu świec nie zapalałam, miałam jedną, dla symbolu, w dodatku na złotą zabrakło mi funta (zły Londyn zdziera z pieniędzy bez skrupułów, nawet za świeczki), między czerwoną i białą, wybrałam tą pierwszą, bo właśnie ona bardziej pasowała mi do miłości, ognia, ciepła, którymi w modlitwie chciałam się podzielić ze wszystkimi najbliższymi. Również o Tobie pomyślałam, mam nadzieję, że dotarły do Ciebie i Twojego Męża moje modlitwy ;)
    Tylko, że ja łez jakoś pohamować nie mogłam, więc pozwoliłam im płynąć, aż w końcu po prostu ustały, płomień się palił dalej, a mnie, siedzącą tak na podłodze w tym nie-moim-pokoju, powoli zaczął ogarniać spokój, w końcu też przyszła i radość. Może nie euforia, bo to takie spokojne było, ale jednak... no, smutek zniknął już tamtej nocy ;)
    Marzy mi się, że kiedyś to święto, zresztą nie tylko Yule, ale i pozostałe sabaty, będę obchodzić w tak cudownym gronie jak to Twoje. Bo pięknie jest świętować samemu, ale jak tak to czytałam, to tak zatęskniłam za takim dotykiem czyjejś dłoni, uścisku, przepływu dobrej energii między osobami tworzącymi krąg.
    I tak jak kiedyś napisałaś już na łamach tego bloga, śmierć jest jak poród... i może okryła nas mrokiem, ale światło nadal było, jest i będzie. I ostatecznie wygrało walkę z ciemnościami.
    I ja mam nadzieję, że Ty się tym ciemnościom nie dasz, że zawsze, choćby odrobina światła i ciepła będzie pod Twoim sercem niczym nadzieja, która pomoże płomieniom w Twojej duszy na nowo rozbłysnąć nowym ogniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja w ogóle nie palę złotych świeczek, chociaż symboliczne bo...mi się nie podobają :D Serio :D A jak mi coś estetycznie przeszkadza w skupieniu, to sądzę, że Pani to zrozumie:D I czerwona właśnie na wszystko zawsze dobra, czy na Yule, czy na Imbolc potem bo czerwień cóż...wpływa na nas wyjątkowo, prawda?:) Przynajmniej, ja czuję, że ze mną jakoś to zgrywa:)
      I dotarły, na pewno dotarły, bo przecież to cało ciepło co się zrodziło, to nie tylko rzecz mojej afirmacji, a i wychwytywania jej ze świata:)
      No ja jakoś zazwyczaj w ogóle łzy hamuję, taka natura, mi to idzie automatycznie, nawet w takich momentach. Ale dobrze czasem tak cóż, "kanały otworzyć" jak to się śmieje mój Wojtek:) I cieszę się, że tak to właśnie zadziałało. Bo w samej euforii nawet ostatecznie też chodzi o tą kulę spokoju. Że wszystko w porządku, świat wie co robi, nawet kładąc się spać:)
      Wiesz, zawsze możesz wpaść do mnie:) W sumie jak mówisz że w maju będziesz...co prawda, może nie takie oficjalne, ale zawsze w maju obchodzimy Czarodzielnicę słowiańską, a nuż trafisz?:) Tak teraz pomyślałam. I jasne, pięknie samemu ale właśnie czasem z innymi ludźmi cóż...odczuwa się bardziej. Bo energia wtedy wyraźniej przepływa przez serca.
      Dokładnie. To narodziny w drugą stronę jak ja to już mówię:)
      I dzisiaj na nowo rozświeltam po chwilowym kolejnym cieniu, ale dobrze jest:)

      Usuń
  19. O takich wierzeniach jeszcze nie słyszałam :)
    Co do świąt, to już w sumie napisałam swoje, ponarzekałam nieco, no ale czytając Twoje życzenia autentycznie się wzruszyłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to już słyszysz:D Ale cholera, faktycznie widzę, że mało kto wie, co to w ogóle pewien rodzaj neopogaństwa, bo właśnie można powiedzieć, że to wyznaję:)
      To się cieszę:)

      Usuń
  20. Frida.....wow, a ja myślałam, że przestałaś pisać. Wykasowałam dawny blog (byłam nirvaną) i gdzieś mi zniknęłaś w powodzi blogów.
    Wiem, że z powodu mamy czasem świętujesz, więc....miłego świętowania, nawet gdyby nie było ono tym, które jest bliskie Twemu sercu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety, znalazłaś mnie?:D Zastanawiałam się, czy ciągle piszesz, ja z wiadomych powodów przestałam, teraz zmieniłam miejsce i...rety, cieszę się, że tu wpadłaś:)
      I dziękuję :*

      Usuń
  21. ciepło.. światło.. sama jestem w dość melancholijnym nastroju, bo to będą pierwsze święta bez mojej Babci. bardzo dziwne uczucie.. nie będzie już tak samo.

    życzę CI naładowania akumulatorów i mnóstwa energii w nadchodzącym roku, ściskam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze, gdy ktoś nas opuszcza nie jest tak samo ale.z czasem do tego jakoś przywykamy, a raczej to oswajamy Nie mamy innego wyjścia, prawda?
      I dziękuję:*

      Usuń
  22. Magiczne święto, głęboko duchowe, lubię takie, choć o tym pierwszy raz słyszałam i cieszę się, że opowiedziałaś nam o nim w tak obrazowy sposób :)
    Och tak, to ciepło i miłość jest najważniejsza. Niezależnie od wierzenia, jakie wyznajemy i też niezależnie czy to są właśnie święta czy zwykły dzień w roku, chociaż rzeczywiście w "te" dni czuć to bardziej.
    Życzę, aby Twój początek, nowy cykl był radosny, pełen ciepła i miłości oraz by spełniły się Twoje marzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo na tym święta polegają przecież, na duchu, zwłaszcza w cóż...wyznaniach mniejszościowych, bo nie mamy swojego kulturowego nimbu :D Bez masówki jak to się Kuba śmieje zawsze:D I ja widzę właśnie, czytając komentarze, że mało kto słyszał, jakoś specjalnie mnie to nie dziwi. Neopogaństwo nie jest zbyt popularne u nas w kraju:)
      I pewnie, do ciepła i miłości zawsze wszystko się sprowadza:) A szkoda, że często w pewnym biegu o tym zapominamy.
      I dziękuję, z całego serca :*

      Usuń
  23. Pierwszy raz słyszę o takim sposobie świętowania. Jest w nim coś ciekawego i jak to czytam to wydaje się jakby to naprawdę przynosiło nowe słońce, początek czegoś nowego. Magicznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo cóż, powiedzmy, że u nas zwrot religijny do natury nazywany neopoganstwem nie jest zbyt popularny. Czasem uznawany jest za coś...mrocznego. Dlatego dużo się o naszym świętowaniu nie mówi:)
      Bo przyniosło:)

      Usuń
  24. To bardzo ciekawe dowiedzieć się jak inni świętują te dni, ja jestem wierząca i obchodzę Boże Narodzenie, ale też jestem przeciwna stawiania jakichś granic.
    Życzę Ci wszystkiego co najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to zawsze ciekawe, szkoda, że niektórzy właśnie te bariery stawiają i cóż..nieraz mówią, że coś jest lepsze, gorsze. Jakby w wierze w ogóle mogło tak być.

      Usuń
  25. Po przeczytaniu wpisu jedno słowo przychodzi mi na myśl - więzi. Opisane przez Ciebie czynności, a raczej sposoby świętowania sprawiają, że jesteście sobie bliżsi, czujecie to ciepło i bijącą od każdego z Was energię. Niesamowite..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, między sobą, jako ludzie też jesteśmy sobie bliżsi ale przede wszystkim to...czujemy się w sobie bliżsi też przez Bogów. Tu chodzi też po prostu, o pewną jedność wszechświata. Dla mnie cholernie ważną.

      Usuń
  26. Pierwszy raz w życiu mam takie podejście do zimy, że to nie śmierć, a sen właśnie. Że natura musi odpocząć po prostu, a światło jest zawsze. Wspaniałe uczucie. Nawet śniegu jakoś nie mogłam się doczekać.
    Mam podobne nastawienie do wierzeń, co Ty. Nazwa nie jest ważna. Wierzę, że mogą istnieć bogowie, może być jeden bóg, może być po prostu ogromna energia wszechświata - wszystko to samo, wszystko tak samo prawdopodobne. Odnośnie ateistów uznaję, że oni po prostu są ludźmi, którzy świadomości istnienia czegoś na zasadzie boga/bogów/etc. nie potrzebują, bo tak. Nie czyni ich to lepszymi czy gorszymi oczywiście. Wierzący i niewierzący mogą być tak samo szczęśliwi. Ja wierzę, mogłabym powiedzieć, że mam pewność, że coś takiego istnieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo właśnie tak jest. Przecież nic nie umiera na wieczność, tylko zasypia a potem się odradza. I ja tak samo, czekałam na śniegi i choć na chwilę się zjawił póki co:)
      Dokładnie, ważne jest to, co czujesz w środku. I nawet nie chodzi o prawdopodobieństwo, tylko jak odczuwasz. A jak ktoś tego czucia, że coś tam jest nie ma, to też dobrze. Wszyscy jesteśmy różni, niektórzy z nas właśnie nie potrzebują tego no...czegoś poza sobą. I to też nieraz wspaniałe:) Ważne, by sobie nawzajem niczego nie narzucać:)

      Usuń
  27. muszę się z Tobą zgodzić, że mimo pewnych różnic, wierzymy tak naprawdę w to samo i masz rację, nie chodzi o sposób wyznania, o różne tradycje, a o to, co się czuje, ale myślę też, że wielu ludzi tego nie zrozumie, że wielu w tej dziedzinie jest ograniczonych...
    również życzę Ci wiele dobrego i dużo siły!!!

    wiesz, miałam takie sytuacje, że z kimś się umówiłam, a nasze spotkanie wyszło jednak po jakimś dłuższym czasie, jednak tutaj mam wrażenie, że nic takiego się nie zdarzy, że jednak były to puste, nic nie znaczące słowa... chociaż może się mylę? sama mam dobrego kumpla, z którym nie udaje nam się często spotykać i jakoś nikt w tej relacji nie ma do siebie nawzajem pretensji, a tutaj jakby było inaczej... wiesz, myślałam, że jak napisała, że chętnie się spotka, to jednak będzie próbowała znaleźć w najbliższym okresie dla mnie czas, a tutaj już 2 miesiące mijają i dalej nic... z jednej strony mam wrażenie, że do tego już nie dojdzie, a z drugiej przecież nie wiem, co się jeszcze przytrafi, może los się jednak do mnie, do nas uśmiechnie?

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie ma to jak w kwietniu czytać świąteczno-grudniowe życzenia ^^
    Magiczny był ten post, naprawdę magiczny i nie wiem, co mogłabym napisać. Czytając, byłam jak w transie. U mnie ze świętami to dziwnie jest, bo ani ja, ani moja najbliższa rodzina nie wierzy w bogów jako takich. Ja osobiście wierzę w światło, jakkolwiek by to nie brzmiało. Światło, które każdy ma w sobie, ale nie zawsze je do siebie dopuszcza albo nie potrafi się nim dzielić. A dla mnie nie ma nic piękniejszego, jak właśnie dzielenie się światłem, bo wtedy człowiek promienieje, mówiąc krótko. I to jest najpiękniejsze. A że szczególnie widać to właśnie w grudniu, w okresie świątecznym, to... już nic na to nie poradzę :) Ale to dobrze.

    OdpowiedzUsuń